Niewydolność serca w Polsce: system leczy zaostrzenia, zamiast choroby
Opublikowane 20 kwietnia 2026Pacjent z niewydolnością serca trafia do szpitala, jest skutecznie leczony, po czym wraca do domu bez zapewnionej dalszej opieki. W tym czasie system wydaje ponad 90 proc. środków właśnie na hospitalizacje, zamiast na leczenie ambulatoryjne i monitorowanie choroby. Eksperci nie mają wątpliwości: to model, który generuje kolejne zaostrzenia i kolejne przyjęcia do szpitala. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii wskazano wprost – rozwiązania są znane, ale nadal nie są wdrażane.
Eksperci uczestniczący w posiedzeniu byli zgodni, że dalsze utrzymywanie obecnego modelu będzie pogłębiało zarówno obciążenie kliniczne, jak i ekonomiczne. W centrum rozmowy znalazły się więc nie tylko dane o skali niewydolności serca, ale także pytanie, dlaczego pacjent nadal trafia do systemu zbyt późno, a po hospitalizacji zbyt często nie otrzymuje opieki adekwatnej do ryzyka zaostrzenia choroby.
Rosnąca skala problemu i kosztów
Dane Narodowego Funduszu Zdrowia nie pozostawiają wątpliwości co do skali problemu niewydolności serca w Polsce. Jak zaznaczył Anatol Gołąb, główny specjalista w Departamencie Analiz, Monitorowania Jakości i Optymalizacji Świadczeń Narodowego Funduszu Zdrowia, „liczba pacjentów z niewydolnością serca w Polsce systematycznie rośnie. Widzimy to konsekwentnie od 2016 roku, niezależnie od poziomu opieki”, a po okresie pandemii system wrócił do trendu wzrostowego również w lecznictwie szpitalnym. Jednocześnie struktura kosztów pozostaje niezmienna: „około 90% wydatków związanych z leczeniem niewydolności serca przypada na lecznictwo szpitalne”, podczas gdy opieka ambulatoryjna i POZ generują jedynie marginalną część kosztów.
Ten obraz potwierdzała prof. Agnieszka Pawlak, zastępca Kierownika Kliniki Kardiologii, Kierownik Pododdziału Niewydolności Serca i Transplantologii PIM MSWiA, która zwróciła uwagę, że mimo skutecznego leczenia w warunkach szpitalnych system nie potrafi utrzymać efektów terapii. „Pacjent z niewydolnością serca jest skutecznie leczony w warunkach szpitalnych – to leczenie ratuje życie. Problem polega jednak na tym, że ten efekt często zostaje później zaprzepaszczony, ponieważ brakuje ciągłości opieki po wypisie. To właśnie ten moment jest najsłabszym ogniwem całego systemu” – mówiła.
Skala obciążenia jest ogromna. „W 2024 roku było to około 660 tysięcy osób hospitalizowanych z powodu niewydolności serca” – przypomniała prof. Pawlak, dodając, że rosnąca liczba świadczeń przekłada się bezpośrednio na wzrost kosztów systemowych. Jednocześnie wiadomo, że znaczną część hospitalizacji można byłoby uniknąć. „Znaczna część hospitalizacji wynika z zaostrzeń choroby, często związanych z retencją płynów, którym można by zapobiec poprzez skuteczne monitorowanie i leczenie ambulatoryjne”.
Na złożoność tych zaostrzeń zwracała uwagę także prof. Renata Główczyńska, konsultant wojewódzka w dziedzinie intensywnej terapii, podkreślając, że niewydolność serca nie jest jednorodnym schorzeniem. „Jednym z podstawowych mitów jest przekonanie, że niewydolność serca to wyłącznie problem lewej komory. Tymczasem musimy pamiętać o niewydolności prawokomorowej, nadciśnieniu płucnym czy ciężkich wadach zastawkowych, które istotnie pogarszają rokowanie i zwiększają ryzyko hospitalizacji”.
Luka po wypisie: krytyczne 14 dni dla pacjenta z niewydolnością serca
Najbardziej krytyczny moment w ścieżce pacjenta to okres bezpośrednio po hospitalizacji. Prof. Jadwiga Nessler, kierownik Oddziału Klinicznego Choroby Wieńcowej i Niewydolności Serca Krakowskiego Szpitala Specjalistycznego im. św. Jana Pawła II, nie pozostawiła tu miejsca na wątpliwości: „Pacjent wypisywany ze szpitala trafia w lukę systemową, bo nie ma zapewnionej ciągłości opieki. Efekt jest taki, że nawet 50 proc. chorych wraca do szpitala w ciągu 30 dni, a część z nich w tym czasie umiera”.
Kluczowym elementem, który w tej dyskusji powracał wielokrotnie, była potrzeba zapewnienia pacjentowi realnej kontroli w krótkim czasie po wypisie ze szpitala – najlepiej w ciągu 14 dni. Prof. Pawlak mówiła wprost: „Pacjent wychodzący ze szpitala powinien dostać wizytę w 14. dniu (…) Na razie ciągle rozmawiamy o tym, że coś będzie, że coś powstanie, że coś się wdroży. Tymczasem pacjenci nam umierają”.
Podobnie senator Gorgoń-Komor zwracała uwagę, że bez realnej dostępności do opieki ambulatoryjnej system pozostaje niewydolny organizacyjnie. „Nie możemy powiedzieć pacjentowi: proszę czekać w kolejce. Co ma zrobić, jeśli w tym czasie się zaostrzy? Ma jechać na SOR? Gdzie on ma być w systemie?” – pytała, wskazując, że brak szybkiej wizyty kontrolnej oznacza w praktyce powrót do hospitalizacji.
Od „gaszenia pożarów” do zarządzania chorobą
Wielu ekspertów podkreślało, że obecny model opieki nad pacjentem z niewydolnością serca ma charakter reaktywny. Prof. Paweł Rubiś, Przewodniczący Asocjacji Niewydolności Serca PTK, trafnie opisał tę sytuację jako „model gaszenia pożarów”, w którym pacjent trafia do szpitala dopiero w momencie zaostrzenia, a wcześniej nie jest objęty odpowiednim nadzorem.
„Choć hospitalizacje stanowią około jednej czwartej świadczeń, generują aż 90 proc. kosztów leczenia niewydolności serca” – zaznaczył, wskazując jednocześnie, że kluczowe jest przesunięcie ciężaru opieki na wcześniejsze etapy choroby. Jednym z proponowanych rozwiązań są oddziały jednodniowe i szybkie interwencje ambulatoryjne. „Pacjent przychodzi rano, jest szybko oceniany, otrzymuje leczenie – najczęściej diuretyczne – i wraca do domu tego samego dnia. To realna alternatywa dla hospitalizacji”.
Jak podkreślała prof. Pawlak, „możemy przejść od modelu reaktywnego – czyli leczenia zaostrzeń w szpitalu – do modelu proaktywnego, opartego na wczesnym wykrywaniu pogorszenia i interwencji w warunkach domowych”.
Koordynacja i cyfryzacja: rozwiązania są znane
Po stronie Ministerstwa Zdrowia odpowiedzią na te wyzwania ma być Krajowa Sieć Kardiologiczna oraz rozwój narzędzi cyfrowych. Piotr Czerwonka, naczelnik Wydziału Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia w Departamencie Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia, podkreślał, że celem jest „prowadzenie pacjenta w sposób zaplanowany i ciągły, a nie tylko w momentach zaostrzenia choroby”, a kluczową rolę mają odegrać koordynatorzy opieki.
Istotnym elementem systemu ma być elektroniczna karta opieki kardiologicznej (EKOK), której obligatoryjne wdrożenie planowane jest na 2028 rok, choć – jak zaznaczył Czerwonka – już teraz trwają prace pilotażowe i szkoleniowe. „Mam nadzieję, że jeszcze po wakacjach będziemy mogli pokazać pierwsze efekty tych prac” – deklarował.
Równolegle rozwijana jest platforma domowej opieki medycznej. „Informacje będą automatycznie zaciągane do systemu. Lekarz i koordynator będą je widzieli, a docelowo pojawią się także powiadomienia związane ze zmianami parametrów, takich jak masa ciała czy ciśnienie” – mówił przedstawiciel MZ.
Jednak w dyskusji wyraźnie wybrzmiała potrzeba doprecyzowania, jak nowe rozwiązania – zwłaszcza w obszarze innowacji i wyrobów medycznych – będą w praktyce włączane do systemu opieki nad pacjentem.
Pacjent w systemie: nadal zagubiony
W centrum tej dyskusji pozostaje pacjent – i to, co dzieje się z nim po zakończeniu leczenia szpitalnego. Jak mówi Tomasz Łaszcz, koordynator Sekcji Niewydolności Serca Fundacji TO SIĘ LECZY, „pacjent jest dziś chory, dziś musi być leczony i dziś bardzo często jest zagubiony w systemie, który go po prostu gubi”, co dobrze oddaje doświadczenie wielu chorych pozostawionych po wypisie bez realnego wsparcia.
Najbardziej widocznym problemem jest dostęp do dalszej opieki. „Jeżeli po hospitalizacji pacjent ma czekać pół roku na wizytę u kardiologa, to znaczy, że ten system po prostu nie działa” – podkreśla Łaszcz, wskazując, że ścieżka leczenia powinna być zaplanowana już na etapie wypisu ze szpitala, tak aby pacjent miał zapewnioną ciągłość opieki i konkretne terminy kolejnych wizyt.
Problem ten ma również wymiar systemowy. Jak wskazuje prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, udział ambulatoryjnej opieki specjalistycznej w leczeniu pacjentów z niewydolnością serca pozostaje niewystarczający, a sama choroba często rozpoznawana jest dopiero w warunkach szpitalnych. „Jeżeli pacjent z podejrzeniem niewydolności serca chciałby zapisać się planowo do kardiologa, to realnie musi liczyć się z czasem oczekiwania rzędu 100–200 dni, a w niektórych regionach nawet blisko 300 dni”.
Jak dodaje, przeciętny pacjent trafia do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej zaledwie około dwóch razy, co rodzi pytanie o realną możliwość prowadzenia skutecznej kontroli choroby.
Do tego dochodzi wymiar psychologiczny choroby. „Pacjenci po rozpoznaniu niewydolności serca bardzo często są przerażeni. Ta diagnoza dla wielu z nich brzmi niemal jak diagnoza onkologiczna”, co przekłada się na dezorientację i trudności w podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.
Na znaczenie prostych rozwiązań organizacyjnych zwraca uwagę także Marek Kustosz z Fundacji TO SIĘ LECZY: „Koordynacja nie musi być od razu czymś bardzo kosztownym, a może rozwiązać ogromną część problemów. Ważne jest też, żeby taka pomoc pojawiała się jak najwcześniej, a nie dopiero wtedy, gdy pacjent już zdąży się zgubić w systemie”.
Jednocześnie w systemie istnieją zasoby, które mogłyby odciążyć lekarzy i poprawić ciągłość opieki. Jak podkreśla dr Ewa Molka, wiceprezes Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „pielęgniarki od lat mają kompetencje do ordynowania leków, kierowania na badania i prowadzenia części procesu diagnostyczno-terapeutycznego. System jednak nie wykorzystuje tego potencjału”.
Model opieki – jak zaznacza – powinien zakładać większe włączenie pielęgniarek w prowadzenie stabilnych pacjentów. „Część wizyt w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej to wizyty kontrolne, które mogłyby być prowadzone przez pielęgniarki. Szacunkowo nawet 15% tych świadczeń można byłoby w ten sposób odciążyć lekarzy”.
Dyskusja pokazała również niespójność w zakresie opieki koordynowanej. Jak wskazywano, obejmuje ona obecnie około połowy placówek podstawowej opieki zdrowotnej – według różnych szacunków około 51% – co oznacza, że znaczna część pacjentów nadal pozostaje poza tym modelem.
Ekonomia i rynek pracy: rosnące konsekwencje
Konsekwencje niewydolności serca wyraźnie widać również poza systemem ochrony zdrowia. Dane ZUS pokazują rosnące obciążenie dla gospodarki. Jak wskazał dr Piotr Winciunas, naczelny lekarz ZUS, „liczba dni absencji chorobowej spowodowanej niewydolnością serca wzrosła z 617 tysięcy dni w 2020 roku do 768 tysięcy w roku ubiegłym”, a liczba pacjentów objętych zwolnieniami wzrosła z 11 do 16 tysięcy.
Jednocześnie pojawia się pewien pozytywny sygnał: „liczba osób przechodzących na rentę spadła – z około 14 tysięcy do 12,3 tysiąca”, co może świadczyć o skuteczniejszym leczeniu. Nie zmienia to jednak faktu, że koszty systemowe rosną – z 304 mln zł w 2020 roku do 466 mln zł obecnie.
System, który trzeba zmierzyć
Bez mierzenia efektów leczenia nie da się mówić o realnej zmianie systemu ochrony zdrowia. Jak podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia oraz dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego Uczelni Łazarskiego, bez jasno określonych wskaźników klinicznych reformy pozostają jedynie deklaracjami. „Jeśli wprowadzamy ścieżkę pacjenta, to musimy równocześnie jasno zdefiniować parametry kliniczne (…) Bez tego my się po prostu oszukujemy”.
Ten sam problem dotyczy nowych programów zdrowotnych. Odnosząc się do programu „Moje Zdrowie”, zwraca uwagę, że brak obowiązku raportowania efektów uniemożliwia realną ocenę jego skuteczności. „To będzie kolejna wielka inwestycja, która być może przyniesie zwrot, ale my nie będziemy umieli powiedzieć, jaki to jest zwrot”.
W szerszym ujęciu dobrze zorganizowana opieka zdrowotna powinna – jak wskazuje – opierać się na trzech filarach: „kompleksowości, koordynacji i orientacji na wynik leczenia”. Tymczasem w praktyce system wciąż koncentruje się na zarządzaniu zasobami, a nie na osiąganych efektach zdrowotnych. „Dziś zbyt często organizujemy system nie po to, by osiągać najlepsze efekty zdrowotne, ale by efektywnie zarządzać zasobami”.
W przypadku niewydolności serca te proporcje są szczególnie wyraźne. „W Europie hospitalizacje generują średnio około 65% kosztów leczenia niewydolności serca. W Polsce jest to ponad 95%. To jest jeden z najważniejszych wskaźników, który powinniśmy monitorować, bo pokazuje, czy system się zmienia”. Jeśli jego udział nie spada, oznacza to, że wprowadzane rozwiązania nie przekładają się na rzeczywistą poprawę funkcjonowania systemu.
Zmiana wymaga nie tylko nowych narzędzi, ale także innego podejścia do finansowania opieki. „Nie powinniśmy finansować pojedynczych procedur, tylko całe plany opieki. To jest fundament nowoczesnych systemów ochrony zdrowia”. Jak podkreśla, Polska ma już doświadczenia pokazujące, że taki model może działać. „Mamy własny przykład – KOS-zawał. To dowód, że w Polsce można stworzyć skuteczny, zintegrowany model opieki, który przynosi realne efekty zdrowotne i ekonomiczne”.
Punkt krytyczny: decyzje zamiast dyskusji
Cała dyskusja prowadzi do jednego wniosku: problem niewydolności serca nie polega już na braku wiedzy czy narzędzi, ale na braku zdecydowanych działań. Jak podsumowała senator Gorgoń-Komor, „to już nie jest czas na dyskusję, tylko na podejmowanie decyzji”.
Eksperci są zgodni, że model hospitalocentryczny jest nie do utrzymania – zarówno klinicznie, jak i ekonomicznie. System musi przejść w stronę zintegrowanej opieki ambulatoryjnej, aktywnego monitorowania pacjenta i realnej koordynacji leczenia. Pytanie, które pozostało po tym spotkaniu, nie dotyczy już tego, co należy zrobić, ale jak szybko państwo będzie w stanie to wdrożyć – i czy zdąży przed kolejną falą rosnącej liczby pacjentów.
Materiał redakcyjny opracowany na podstawie wypowiedzi uczestników posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Kardiologii, które odbyło się 17 kwietnia 2026 r. w Senacie RP
Ekspert:
Agnieszka Pawlak
Autor:
Redakcja MedicalPress
Powiązane hasła:
#niewydolność-serca
#kardiologia
#system-ochrony-zdrowia
#hospitalizacje
#opieka-koordynowana
#AOS
#POZ
#telemedycyna
#KOS-zawał
#Ministerstwo-Zdrowia
#Parlamentarny-Zespół-ds.-Kardiologii
#polityka-zdrowotna
#zarządzanie-w-ochronie-zdrowia
#rehabilitacja-kardiologiczna
#choroby-układu-krążenia