Trendy w medycynie nuklearnej: teranostyka i terapia radioligandowa
Opublikowane 13 maja 2026Medycyna nuklearna jest obecnie już nie tylko dziedziną diagnostyczną - proponuje coraz efektywniejsze metody lecznicze – metody skuteczne i bezpieczne jednocześnie. O najciekawszych kierunkach badań w obszarze procedur radioizotopowych mówi prof. Leszek Królicki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Panie Profesorze, jakie tematy są obecnie najgorętszymi punktami programów tegorocznych konferencji oraz badań klinicznych prowadzonych w dziedzinie medycyny nuklearnej?
Wiele jest takich zagadnień, ale według mnie największe zainteresowanie towarzyszy obecnie teranostyce w medycynie nuklearnej i procedurom leczniczym z zastosowaniem radioligandów. Już od pewnego czasu medycyna nuklearna jest nie tylko dziedziną diagnostyczną, ale proponuje coraz skuteczniejsze metody lecznicze – metody, jak wspomniałem, skuteczne, ale również bezpieczne. Co więcej, są to procedury, które mogą być stosowane u chorych na rozsianą chorobę nowotworową, a więc wtedy, gdy podstawowe, klasyczne techniki postępowania leczniczego nie zdają egzaminu.
Na czym polegają procedury teranostyczne?
Metody te polegają na podaniu choremu odpowiedniej substancji, która w sposób swoisty łączy się przede wszystkim z komórkami patologicznymi (zgodnie z ideą prof. Paula Erlicha: „magic bullet”). Substancje te mogą być nośnikiem odpowiednich emiterów promieniowania jonizującego. Aby jeszcze zwiększyć skuteczność tych metod leczniczych, prowadzone są prace nad zastosowaniem emiterów promieniowania jonizującego bardziej skutecznych niż dotychczasowe radioizotopy i zastosowaniem nowych ligandów (tych substancji, które dostarczają radioizotop do komórki patologicznej).
Jakie są zdaniem Pana Profesora najciekawsze trendy w badaniach?
Dla mnie ciekawym zagadnieniem jest łączenie terapii radioizotopowych z innymi formami leczenia, na przykład z chemioterapeutykami, leczeniem biologicznym, radioterapią. W przypadku chemioterapii trwają prace nad połączeniem leczenia radioizotopowego z chemioterapeutykami blokującymi mechanizmy naprawy DNA. Idea ta zakłada, że znaczna część uszkodzeń DNA po działaniu promieniowania jonizującego ulega naprawie, a więc zastosowanie leków blokujących mechanizmy naprawy DNA powinno zwiększać skuteczność leczenia radioizotopowego.
Z kolei łączenie klasycznej radioterapii i procedur radioizotopowych ma inne uzasadnienie. Przyjmuje się, że radioterapia powinna być ukierunkowana na zniszczenie głównej masy guza, co niestety nie oznacza wyleczenia, ponieważ, jak wiemy, należy spodziewać się komórek nowotworowych krążących we krwi, czy też mikroprzerzutów. I właśnie na tą składową choroby ma zadziałać uzupełniająco terapia radioligandowa.
O czym zdaniem Pana Profesora świadczą kierunki prowadzonych badań?
Jak wspomniałem, powyższe obszary badań wskazują, że medycyna nuklearna staje się w coraz większym zakresie specjalizacją nie tylko diagnostyczną, ale terapeutyczną. Medycyna nuklearna staje się absolutnie fascynującą metodą radioterapii, ale radioterapii precyzyjnej, inteligentnej. Powiem więcej - radioterapii molekularnej.
A jakie wyzwania czekają jeszcze świat nauki w obszarze medycyny nuklearnej?
Jeszcze wiele problemów musi być rozwiązanych. Przykładem jest dozymetria, a właściwie mikrodozymetria. Jeśli zaczynamy traktować radiofarmaceutyki jako leki, to powinniśmy ustalić zasady ich dawkowania – dawkowania indywidualnego, ustalonego dla każdego chorego. Tym właśnie zajmuje się dozymetria. Drugim polem dalszych badań są procesy z zakresu radiobiologii. Dotychczas przyjmowaliśmy, że promieniowanie jonizujące jest czynnikiem uszkadzającym jądro komórkowe – a dokładniej łańcuch DNA. A przecież promieniowanie jonizujące działa również na inne struktury komórkowe – na mitochondria, błonę komórkową, układy enzymatyczne komórki. Co więcej, ciągle mało wiemy o mechanizmach takich jak efekt sąsiedztwa (bystander effect), czy też efekt „abscopalny”.
Na czym polegają te zjawiska?
Pierwsze zjawisko polega na tym, że uprzednio napromienione komórki uszkadzają inne, sąsiadujące komórki, które nie były napromieniane. Drugie zjawisko polega na regresji zmian przerzutowych po naświetleniu guza pierwotnego. Zjawisko to może wskazywać, że leczenie z zastosowaniem promieniowania jonizującego nie ogranicza się tylko do bezpośredniego działania promieniowania beta czy alfa na komórki nowotworowe, ale inicjuje szereg innych mechanizmów (jeszcze nie do końca poznanych), decydujących o ostatecznym efekcie leczniczym - między innymi prawdopodobnie wpływa na mechanizmy immunologiczne.
Na jakie nowe doniesienia szczególnie czekają specjaliści?
W medycynie nuklearnej zawsze najbardziej ekscytującym polem zainteresowań będą badania nad nowymi ligandami – substancjami mającymi na celu dostarczyć swoiście radioizotop w okolicę komórki nowotworowej. Historycznie najważniejszym radiofarmaceutykiem jest radioaktywny jod, pozwalający na diagnostykę i leczenie szeregu schorzeń tarczycy. Stosunkowo nowymi związkami są analogi somatostatyny, łączące się z komórkami guzów neuroendokrynnych oraz peptyd PSMA (a właściwie antagonista tego białka), zlokalizowany w błonie komórkowej komórek raka prostaty, ale nie tylko. Peptyd ten wykazuje również zwiększoną ekspresję w komórkach nowotworowych charakteryzujących się nasiloną angiogenezą. Nowym bohaterem staje się peptyd FAPI - stwierdzany na błonie komórkowej fibroblastów towarzyszących komórkom nowotworowym, a także pentixafor – chemokina odgrywająca istotną rolę w przebiegu - między innymi - chorób szpiku kostnego. Zupełnie nowymi kandydatami do dalszych badań są: klaudyna, nektyna, Trop-2, neurotensyna, czy substancja P.
Jak wyniki badań mogą wpłynąć na praktykę kliniczną?
Wyniki naszych badań oczywiście będą wpływały na codzienną praktykę. Należy spodziewać się znacznego wzrostu zapotrzebowania na procedury z zakresu medycyny nuklearnej. Ten wzrost zapotrzebowania będzie związany z dwoma mechanizmami: wprowadzaniem zupełnie nowych procedur diagnostycznych i leczniczych (teranostyka) oraz zastosowaniem znanych już metod diagnostycznych, które będą podstawą kwalifikowania chorych do nowych - nie radioizotopowych - procedur leczniczych i monitorowania ich przebiegu. Najlepszym przykładem jest badanie obecności amyloidu (patologicznego białka) w mózgu. Amyloid jest nieodłącznym wskaźnikiem - między innymi - choroby Alzheimera. Szereg danych wskazuje, że białko to może inicjować zmiany degeneracyjne w mózgu. Nowatorskie metody leczenia ukierunkowane są na eliminację amyloidu w mózgu. Tak więc, aby je zastosować, powinniśmy określić, czy u chorego kwalifikowanego do leczenia rzeczywiście białko to występuje. Uważa się, że wprowadzenie tych metod leczenia spowoduje zdecydowanie odczuwalny wzrost obciążenia zakładów medycyny nuklearnej w najbliższej przyszłości. Innym przykładem jest ocena powikłań i efektów leczenia w przebiegu nowoczesnych procedur immunoterapeutycznych.
Czy Polska ma istotny wkład w aktualne interesujące inicjatywy prowadzone w obszarze medycyny nuklearnej?
Oczywiście, polskie ośrodki naukowe biorą udział w szeregu międzynarodowych programów naukowych. Wiele ośrodków brało udział w badaniach nad terapeutycznym zastosowaniem PSMA. Firma Synektik prowadzi prace nad nowym radiofarmaceutykiem do badania przepływu krwi w mięśniu sercowym z zastosowaniem techniki PET. Należy podkreślić potencjał badawczy i realne osiągnięcia w tym zakresie Narodowego Centrum Badań Jądrowych, a także Instytutu Chemii i Technologii Jądrowych. Uważam, że na wyróżnienie zasługuje realizacja programu CERAD, którego celem jest uruchomienie cyklotronu w Narodowym Centrum Badań Jądrowych i rozpoczęcie prac, między innymi nad nowymi radiofarmaceutykami. Osobą bezpośrednio związaną z tym projektem jest prof. Renata Mikołajczak.
Polscy naukowcy odgrywali znaczącą rolę w rozwoju badań, które w sposób bezpośredni przyczyniały się do obecnej pozycji medycyny nuklearnej. Pamiętajmy o naszych noblistach - nie tylko o Marii Curie-Skłodowskiej, ale także o Józefie Rotblatcie. Uważam, że medycyna nuklearna powinna być polską specjalnością; że zainteresowanie tą dziedziną i inwestycje służące jej rozwojowi powinny być adekwatne do posiadanego przez nas potencjału i tradycji.
Źródło: inf pras
Wiele jest takich zagadnień, ale według mnie największe zainteresowanie towarzyszy obecnie teranostyce w medycynie nuklearnej i procedurom leczniczym z zastosowaniem radioligandów. Już od pewnego czasu medycyna nuklearna jest nie tylko dziedziną diagnostyczną, ale proponuje coraz skuteczniejsze metody lecznicze – metody, jak wspomniałem, skuteczne, ale również bezpieczne. Co więcej, są to procedury, które mogą być stosowane u chorych na rozsianą chorobę nowotworową, a więc wtedy, gdy podstawowe, klasyczne techniki postępowania leczniczego nie zdają egzaminu.
Na czym polegają procedury teranostyczne?
Metody te polegają na podaniu choremu odpowiedniej substancji, która w sposób swoisty łączy się przede wszystkim z komórkami patologicznymi (zgodnie z ideą prof. Paula Erlicha: „magic bullet”). Substancje te mogą być nośnikiem odpowiednich emiterów promieniowania jonizującego. Aby jeszcze zwiększyć skuteczność tych metod leczniczych, prowadzone są prace nad zastosowaniem emiterów promieniowania jonizującego bardziej skutecznych niż dotychczasowe radioizotopy i zastosowaniem nowych ligandów (tych substancji, które dostarczają radioizotop do komórki patologicznej).
Jakie są zdaniem Pana Profesora najciekawsze trendy w badaniach?
Dla mnie ciekawym zagadnieniem jest łączenie terapii radioizotopowych z innymi formami leczenia, na przykład z chemioterapeutykami, leczeniem biologicznym, radioterapią. W przypadku chemioterapii trwają prace nad połączeniem leczenia radioizotopowego z chemioterapeutykami blokującymi mechanizmy naprawy DNA. Idea ta zakłada, że znaczna część uszkodzeń DNA po działaniu promieniowania jonizującego ulega naprawie, a więc zastosowanie leków blokujących mechanizmy naprawy DNA powinno zwiększać skuteczność leczenia radioizotopowego.
Z kolei łączenie klasycznej radioterapii i procedur radioizotopowych ma inne uzasadnienie. Przyjmuje się, że radioterapia powinna być ukierunkowana na zniszczenie głównej masy guza, co niestety nie oznacza wyleczenia, ponieważ, jak wiemy, należy spodziewać się komórek nowotworowych krążących we krwi, czy też mikroprzerzutów. I właśnie na tą składową choroby ma zadziałać uzupełniająco terapia radioligandowa.
O czym zdaniem Pana Profesora świadczą kierunki prowadzonych badań?
Jak wspomniałem, powyższe obszary badań wskazują, że medycyna nuklearna staje się w coraz większym zakresie specjalizacją nie tylko diagnostyczną, ale terapeutyczną. Medycyna nuklearna staje się absolutnie fascynującą metodą radioterapii, ale radioterapii precyzyjnej, inteligentnej. Powiem więcej - radioterapii molekularnej.
A jakie wyzwania czekają jeszcze świat nauki w obszarze medycyny nuklearnej?
Jeszcze wiele problemów musi być rozwiązanych. Przykładem jest dozymetria, a właściwie mikrodozymetria. Jeśli zaczynamy traktować radiofarmaceutyki jako leki, to powinniśmy ustalić zasady ich dawkowania – dawkowania indywidualnego, ustalonego dla każdego chorego. Tym właśnie zajmuje się dozymetria. Drugim polem dalszych badań są procesy z zakresu radiobiologii. Dotychczas przyjmowaliśmy, że promieniowanie jonizujące jest czynnikiem uszkadzającym jądro komórkowe – a dokładniej łańcuch DNA. A przecież promieniowanie jonizujące działa również na inne struktury komórkowe – na mitochondria, błonę komórkową, układy enzymatyczne komórki. Co więcej, ciągle mało wiemy o mechanizmach takich jak efekt sąsiedztwa (bystander effect), czy też efekt „abscopalny”.
Na czym polegają te zjawiska?
Pierwsze zjawisko polega na tym, że uprzednio napromienione komórki uszkadzają inne, sąsiadujące komórki, które nie były napromieniane. Drugie zjawisko polega na regresji zmian przerzutowych po naświetleniu guza pierwotnego. Zjawisko to może wskazywać, że leczenie z zastosowaniem promieniowania jonizującego nie ogranicza się tylko do bezpośredniego działania promieniowania beta czy alfa na komórki nowotworowe, ale inicjuje szereg innych mechanizmów (jeszcze nie do końca poznanych), decydujących o ostatecznym efekcie leczniczym - między innymi prawdopodobnie wpływa na mechanizmy immunologiczne.
Na jakie nowe doniesienia szczególnie czekają specjaliści?
W medycynie nuklearnej zawsze najbardziej ekscytującym polem zainteresowań będą badania nad nowymi ligandami – substancjami mającymi na celu dostarczyć swoiście radioizotop w okolicę komórki nowotworowej. Historycznie najważniejszym radiofarmaceutykiem jest radioaktywny jod, pozwalający na diagnostykę i leczenie szeregu schorzeń tarczycy. Stosunkowo nowymi związkami są analogi somatostatyny, łączące się z komórkami guzów neuroendokrynnych oraz peptyd PSMA (a właściwie antagonista tego białka), zlokalizowany w błonie komórkowej komórek raka prostaty, ale nie tylko. Peptyd ten wykazuje również zwiększoną ekspresję w komórkach nowotworowych charakteryzujących się nasiloną angiogenezą. Nowym bohaterem staje się peptyd FAPI - stwierdzany na błonie komórkowej fibroblastów towarzyszących komórkom nowotworowym, a także pentixafor – chemokina odgrywająca istotną rolę w przebiegu - między innymi - chorób szpiku kostnego. Zupełnie nowymi kandydatami do dalszych badań są: klaudyna, nektyna, Trop-2, neurotensyna, czy substancja P.
Jak wyniki badań mogą wpłynąć na praktykę kliniczną?
Wyniki naszych badań oczywiście będą wpływały na codzienną praktykę. Należy spodziewać się znacznego wzrostu zapotrzebowania na procedury z zakresu medycyny nuklearnej. Ten wzrost zapotrzebowania będzie związany z dwoma mechanizmami: wprowadzaniem zupełnie nowych procedur diagnostycznych i leczniczych (teranostyka) oraz zastosowaniem znanych już metod diagnostycznych, które będą podstawą kwalifikowania chorych do nowych - nie radioizotopowych - procedur leczniczych i monitorowania ich przebiegu. Najlepszym przykładem jest badanie obecności amyloidu (patologicznego białka) w mózgu. Amyloid jest nieodłącznym wskaźnikiem - między innymi - choroby Alzheimera. Szereg danych wskazuje, że białko to może inicjować zmiany degeneracyjne w mózgu. Nowatorskie metody leczenia ukierunkowane są na eliminację amyloidu w mózgu. Tak więc, aby je zastosować, powinniśmy określić, czy u chorego kwalifikowanego do leczenia rzeczywiście białko to występuje. Uważa się, że wprowadzenie tych metod leczenia spowoduje zdecydowanie odczuwalny wzrost obciążenia zakładów medycyny nuklearnej w najbliższej przyszłości. Innym przykładem jest ocena powikłań i efektów leczenia w przebiegu nowoczesnych procedur immunoterapeutycznych.
Czy Polska ma istotny wkład w aktualne interesujące inicjatywy prowadzone w obszarze medycyny nuklearnej?
Oczywiście, polskie ośrodki naukowe biorą udział w szeregu międzynarodowych programów naukowych. Wiele ośrodków brało udział w badaniach nad terapeutycznym zastosowaniem PSMA. Firma Synektik prowadzi prace nad nowym radiofarmaceutykiem do badania przepływu krwi w mięśniu sercowym z zastosowaniem techniki PET. Należy podkreślić potencjał badawczy i realne osiągnięcia w tym zakresie Narodowego Centrum Badań Jądrowych, a także Instytutu Chemii i Technologii Jądrowych. Uważam, że na wyróżnienie zasługuje realizacja programu CERAD, którego celem jest uruchomienie cyklotronu w Narodowym Centrum Badań Jądrowych i rozpoczęcie prac, między innymi nad nowymi radiofarmaceutykami. Osobą bezpośrednio związaną z tym projektem jest prof. Renata Mikołajczak.
Polscy naukowcy odgrywali znaczącą rolę w rozwoju badań, które w sposób bezpośredni przyczyniały się do obecnej pozycji medycyny nuklearnej. Pamiętajmy o naszych noblistach - nie tylko o Marii Curie-Skłodowskiej, ale także o Józefie Rotblatcie. Uważam, że medycyna nuklearna powinna być polską specjalnością; że zainteresowanie tą dziedziną i inwestycje służące jej rozwojowi powinny być adekwatne do posiadanego przez nas potencjału i tradycji.
Źródło: inf pras
Autor:
Redakcja MedicalPress