Procedury medycyny nuklearnej powinny być stosowane zgodnie z wytycznymi
Opublikowane 11 maja 2026Procedury medycyny nuklearnej nie są (i nigdy nie były) procedurami stosowanymi przesiewowo. Ich ordynowanie zawsze wynika z wyraźnej potrzeby diagnostycznej lub terapeutycznej. Niestety, naturalne ograniczenia związane ze specyfiką tych procedur są dodatkowo limitowane – podwójnie a nawet potrójnie – ograniczeniami administracyjnymi. To paoważnie utrudnia dostęp do badań radioizotopowych i możliwości terapii zgodnie z wytycznymi naukowymi – zwraca uwagę dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej przekonuje, że w przypadku procedur radioizotopowych limity nie są uzasadnione merytorycznie. Dlaczego?
Procedury medycyny nuklearnej nie są (i nigdy nie były) procedurami stosowanymi przesiewowo. Ich ordynowanie zawsze wynika z wyraźnej potrzeby diagnostycznej lub terapeutycznej. Już ten fakt powoduje, że badań z zakresu medycyny nuklearnej nie da się wykonywać powszechnie. Warto podkreślić, że procedury radioizotopowe, ze względu na swoją specyfikę, to jest wykorzystanie izotopów promieniotwórczych, są dodatkowo w naturalny sposób „limitowane” Prawem Atomowym i parametrami zezwolenia Prezesa Polskiej Agencji Atomistyki. Oznacza to, że żadna placówka nie może wykonać więcej badań niż określa to wspomniane zezwolenie. Trzeba wiedzieć, że to mocno rygorystyczne przepisy, zwłaszcza w kontekście ochrony radiologicznej. Naruszenie może skutkować nawet odebraniem uprawnień, dalej kontraktu, a w rezultacie stratą dla ośrodka. Oznacza to, że dodatkowe administracyjne limity (inne niż naturalne, wynikające z potrzeb klinicznych i natury badań radioizotopowych), skutkują nieuzasadnionym, odgórnym ograniczaniem dostępności metod medycyny nuklearnej dla pacjentów.
Jakie ograniczenia powodują obowiązujące limity na procedury radioizotopowe?
Procedury medycyny nuklearnej często determinują ostateczne postępowanie z pacjentem a wszelkie limity to postępowanie odraczają. Najczęściej z negatywnym skutkiem ostatecznym… Kuriozum jest limitowanie badań PET. Te badania wykonywane są zawsze w ściśle określonych przez płatnika przypadkach klinicznych. To jedyne badanie w Polsce, które jest finansowane dopiero po spełnieniu rygorystycznych kryteriów wymienionych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. To jedyne badanie, o wykonaniu którego decyduje nie lekarz, ale ustawa. I ustawa ta nie różnicuje w żadnym zapisie wagi kryterium - na pilne i stabilne.
Dla porównania, o skierowaniu pacjenta na badania laboratoryjne czy obrazowe (USG, RTG, TK, MR) decyduje lekarz - bez żadnych narzuconych kryteriów. To specjalista nadaje kryterium pilności skierowania (płatnik tego nie weryfikuje). Co więcej, płatnik równocześnie podejmuje decyzję o zniesieniu limitów (jak to miało miejsce w przypadku TK i MR w 2019 roku), co skutkuje znaczącym wzrostem liczby wykonywanych bezlimitowo procedur. Dziwi fakt, że w przypadku badań PET jest inaczej – nawet jeśli pacjent spełni wspomniane już, restrykcyjne kryteria ustalone przez płatnika i jest na przykład jednym z pięciuset takich osób w miesiącu, a nie ma karty DILO (bo ta już została zamknięta, ponieważ nie postawiono rozpoznania onkologicznego itp.), staje w kolejce do badania, ponieważ NFZ nałożył na placówkę limit pozwalający na sfinansowanie jedynie 250 badań z zakresu medycyny nuklearnej.
Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy?
Placówka wykonuje badania ponadlimitowe bez gwarancji pokrycia ich kosztów lub wydłuża się kolejka do badań, ponieważ dyrektorzy placówek boją się zadłużenia. Równocześnie pacjenci w cyklu leczenia (na przykład chemioterapii) nie mogą liczyć na optymalny termin badania efektu prowadzonego leczenia, ponieważ ich status określany jest przez miejsce w kolejce raportowane „z urzędu” do NFZ, a nie przez światowe rekomendacje merytoryczne.
Jaka jest systemowa pułapka, jeśli chodzi o kartę DILO?
DILO to karta diagnostyki i leczenia onkologicznego. Ale „leczenia” - tylko z nazwy. DILO zakładana jest pacjentom na etapie podejrzenia choroby, a zamykana jest konsyliarnie albo po wykluczeniu choroby nowotworowej albo, w przypadku potwierdzenia schorzenia, po ustaleniu sposobu leczenia.
Karta DILO to swoista „przepustka” do badań PET „poza limitem”. Jej posiadacze to osoby zdrowe z podejrzeniem choroby nowotworowej albo chorzy na nowotwór (ale tylko do czasu ustalenia sposobu leczenia). Poza tymi przypadkami w ramach karty DILO badania PET nie wykonamy poza limitem. Tymczasem schematy leczenia, wynikające z rekomendacji naukowych, nakazują stosowanie tej procedury także na kolejnych etapach procesu leczenia i to w ściśle określonych ramach czasowych. To jednak w polskich realiach jest niemożliwe, ponieważ przeważnie ramy te nakładają się na kolejkę generowaną limitem, gdyż ten konkretny pacjent nie posiada już uprawnień wynikających z karty DILO…
Co wtedy?
Placówka wykonuje badania ponadlimitowe bez gwarancji pokrycia ich kosztów lub dalsze leczenie prowadzone jest bez rekomendowanej kontroli lub kontrolowane metodami o istotnie niższej efektywności (ale za to nie limitowanymi). A to istotnie i bezpośrednio wpływa na efekt końcowy terapii oraz jej ostateczne koszty.
Co by zmieniło zniesienie limitów?
Zacznijmy od tego, czego by nie zmieniło. Z pewnością nie zwiększyłoby istotnie liczby wykonywanych badań a jedynie zoptymalizowało procesy diagnostyczno-terapeutyczne i efektywność leczenia. Nie wydłużyłoby też kolejki dla osób posiadających kartę DILO. Co by zmieniło? Zmniejszyłoby liczbę zbędnych badań wykonywanych „zamiast” PET. Dodatkowo, wzrosłoby zaufanie do systemu opieki zdrowotnej. Pacjent uzyskałby optymalny dostęp do badań. Klinicysta leczyłby w oparciu o międzynarodowe rekomendacje i schematy (a więc skutecznie), z pominięciem zbędnych, często obciążających pacjenta, drogich, mniej skutecznych metod (ale finansowanych bezlimitowo). Kolejność badań byłaby ustalana na bieżąco przez lekarza kierującego i specjalistę medycyny nuklearnej w oparciu o względy merytoryczne, a nie „suche” dane kolejkowe NFZ. Szpital nie miałby „oporu płatniczego” dzięki zapewnieniu płynności.
Ostateczne korzyści dla systemu, wynikające z poprawy efektywności leczenia dzięki zniesieniu limitów na procedury medycyny nuklearnej, to: krótsze leczenie, skuteczne leczenie, istotne ograniczenie powikłań i konieczności ich leczenia, krótsze zwolnienia i perspektywa powrotu do pracy pomimo choroby przewlekłej, bez konieczności orzekania wczesnych rent chorobowych. W przypadkach eliminujących powrót do pracy, perspektywa szerszej opieki w trybie ambulatoryjnym bez konieczności hospitalizacji.
Jakie działania podjęto w sprawie zniesienia limitów na procedury medycyny nuklearnej?
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej od 2024 roku zabiega w Ministerstwie Zdrowia o zniesienie limitów na badania PET, argumentując, że już nadrzędne kryteria kwalifikacyjne NFZ są swoistym limitem a pacjenci, którzy te kryteria spełniają, są dla placówek PET równoważni. Wskazujemy na brak kompatybilności między tymi kryteriami a kolejnymi limitami – finansowymi, zwłaszcza w aspekcie przestrzegania standardów leczenia. Popierają nas towarzystwa naukowe takie jak Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, Polskie Towarzystwo Endokrynologiczne, Polskie Towarzystwo Urologiczne, Polskie Towarzystwo Hematologiczne i Transfuzjologiczne i inne środowiska kliniczne, dla których efektywność postępowania terapeutycznego jest ściśle uwarunkowana optymalnym monitoringiem diagnostycznym.
Po zaprezentowaniu naszej argumentacji podczas posiedzenia Rady Organizacji Pacjentów przy Ministerstwie Zdrowia, 5 listopada 2025 roku Rada wystosowała do Minister Zdrowia oficjalne stanowisko popierające nasze starania, mające na celu poprawę dostępności nowoczesnych i skutecznych metod leczenia.
Jak dotąd Ministerstwo Zdrowia nie zajęło stanowiska w sprawie, a ostatnią korespondencję w przedmiocie dyskusji odebraliśmy 20 czerwca 2025 roku.
Źródło: inf pras
Procedury medycyny nuklearnej nie są (i nigdy nie były) procedurami stosowanymi przesiewowo. Ich ordynowanie zawsze wynika z wyraźnej potrzeby diagnostycznej lub terapeutycznej. Już ten fakt powoduje, że badań z zakresu medycyny nuklearnej nie da się wykonywać powszechnie. Warto podkreślić, że procedury radioizotopowe, ze względu na swoją specyfikę, to jest wykorzystanie izotopów promieniotwórczych, są dodatkowo w naturalny sposób „limitowane” Prawem Atomowym i parametrami zezwolenia Prezesa Polskiej Agencji Atomistyki. Oznacza to, że żadna placówka nie może wykonać więcej badań niż określa to wspomniane zezwolenie. Trzeba wiedzieć, że to mocno rygorystyczne przepisy, zwłaszcza w kontekście ochrony radiologicznej. Naruszenie może skutkować nawet odebraniem uprawnień, dalej kontraktu, a w rezultacie stratą dla ośrodka. Oznacza to, że dodatkowe administracyjne limity (inne niż naturalne, wynikające z potrzeb klinicznych i natury badań radioizotopowych), skutkują nieuzasadnionym, odgórnym ograniczaniem dostępności metod medycyny nuklearnej dla pacjentów.
Jakie ograniczenia powodują obowiązujące limity na procedury radioizotopowe?
Procedury medycyny nuklearnej często determinują ostateczne postępowanie z pacjentem a wszelkie limity to postępowanie odraczają. Najczęściej z negatywnym skutkiem ostatecznym… Kuriozum jest limitowanie badań PET. Te badania wykonywane są zawsze w ściśle określonych przez płatnika przypadkach klinicznych. To jedyne badanie w Polsce, które jest finansowane dopiero po spełnieniu rygorystycznych kryteriów wymienionych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia. To jedyne badanie, o wykonaniu którego decyduje nie lekarz, ale ustawa. I ustawa ta nie różnicuje w żadnym zapisie wagi kryterium - na pilne i stabilne.
Dla porównania, o skierowaniu pacjenta na badania laboratoryjne czy obrazowe (USG, RTG, TK, MR) decyduje lekarz - bez żadnych narzuconych kryteriów. To specjalista nadaje kryterium pilności skierowania (płatnik tego nie weryfikuje). Co więcej, płatnik równocześnie podejmuje decyzję o zniesieniu limitów (jak to miało miejsce w przypadku TK i MR w 2019 roku), co skutkuje znaczącym wzrostem liczby wykonywanych bezlimitowo procedur. Dziwi fakt, że w przypadku badań PET jest inaczej – nawet jeśli pacjent spełni wspomniane już, restrykcyjne kryteria ustalone przez płatnika i jest na przykład jednym z pięciuset takich osób w miesiącu, a nie ma karty DILO (bo ta już została zamknięta, ponieważ nie postawiono rozpoznania onkologicznego itp.), staje w kolejce do badania, ponieważ NFZ nałożył na placówkę limit pozwalający na sfinansowanie jedynie 250 badań z zakresu medycyny nuklearnej.
Jakie są konsekwencje takiego stanu rzeczy?
Placówka wykonuje badania ponadlimitowe bez gwarancji pokrycia ich kosztów lub wydłuża się kolejka do badań, ponieważ dyrektorzy placówek boją się zadłużenia. Równocześnie pacjenci w cyklu leczenia (na przykład chemioterapii) nie mogą liczyć na optymalny termin badania efektu prowadzonego leczenia, ponieważ ich status określany jest przez miejsce w kolejce raportowane „z urzędu” do NFZ, a nie przez światowe rekomendacje merytoryczne.
Jaka jest systemowa pułapka, jeśli chodzi o kartę DILO?
DILO to karta diagnostyki i leczenia onkologicznego. Ale „leczenia” - tylko z nazwy. DILO zakładana jest pacjentom na etapie podejrzenia choroby, a zamykana jest konsyliarnie albo po wykluczeniu choroby nowotworowej albo, w przypadku potwierdzenia schorzenia, po ustaleniu sposobu leczenia.
Karta DILO to swoista „przepustka” do badań PET „poza limitem”. Jej posiadacze to osoby zdrowe z podejrzeniem choroby nowotworowej albo chorzy na nowotwór (ale tylko do czasu ustalenia sposobu leczenia). Poza tymi przypadkami w ramach karty DILO badania PET nie wykonamy poza limitem. Tymczasem schematy leczenia, wynikające z rekomendacji naukowych, nakazują stosowanie tej procedury także na kolejnych etapach procesu leczenia i to w ściśle określonych ramach czasowych. To jednak w polskich realiach jest niemożliwe, ponieważ przeważnie ramy te nakładają się na kolejkę generowaną limitem, gdyż ten konkretny pacjent nie posiada już uprawnień wynikających z karty DILO…
Co wtedy?
Placówka wykonuje badania ponadlimitowe bez gwarancji pokrycia ich kosztów lub dalsze leczenie prowadzone jest bez rekomendowanej kontroli lub kontrolowane metodami o istotnie niższej efektywności (ale za to nie limitowanymi). A to istotnie i bezpośrednio wpływa na efekt końcowy terapii oraz jej ostateczne koszty.
Co by zmieniło zniesienie limitów?
Zacznijmy od tego, czego by nie zmieniło. Z pewnością nie zwiększyłoby istotnie liczby wykonywanych badań a jedynie zoptymalizowało procesy diagnostyczno-terapeutyczne i efektywność leczenia. Nie wydłużyłoby też kolejki dla osób posiadających kartę DILO. Co by zmieniło? Zmniejszyłoby liczbę zbędnych badań wykonywanych „zamiast” PET. Dodatkowo, wzrosłoby zaufanie do systemu opieki zdrowotnej. Pacjent uzyskałby optymalny dostęp do badań. Klinicysta leczyłby w oparciu o międzynarodowe rekomendacje i schematy (a więc skutecznie), z pominięciem zbędnych, często obciążających pacjenta, drogich, mniej skutecznych metod (ale finansowanych bezlimitowo). Kolejność badań byłaby ustalana na bieżąco przez lekarza kierującego i specjalistę medycyny nuklearnej w oparciu o względy merytoryczne, a nie „suche” dane kolejkowe NFZ. Szpital nie miałby „oporu płatniczego” dzięki zapewnieniu płynności.
Ostateczne korzyści dla systemu, wynikające z poprawy efektywności leczenia dzięki zniesieniu limitów na procedury medycyny nuklearnej, to: krótsze leczenie, skuteczne leczenie, istotne ograniczenie powikłań i konieczności ich leczenia, krótsze zwolnienia i perspektywa powrotu do pracy pomimo choroby przewlekłej, bez konieczności orzekania wczesnych rent chorobowych. W przypadkach eliminujących powrót do pracy, perspektywa szerszej opieki w trybie ambulatoryjnym bez konieczności hospitalizacji.
Jakie działania podjęto w sprawie zniesienia limitów na procedury medycyny nuklearnej?
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej od 2024 roku zabiega w Ministerstwie Zdrowia o zniesienie limitów na badania PET, argumentując, że już nadrzędne kryteria kwalifikacyjne NFZ są swoistym limitem a pacjenci, którzy te kryteria spełniają, są dla placówek PET równoważni. Wskazujemy na brak kompatybilności między tymi kryteriami a kolejnymi limitami – finansowymi, zwłaszcza w aspekcie przestrzegania standardów leczenia. Popierają nas towarzystwa naukowe takie jak Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, Polskie Towarzystwo Endokrynologiczne, Polskie Towarzystwo Urologiczne, Polskie Towarzystwo Hematologiczne i Transfuzjologiczne i inne środowiska kliniczne, dla których efektywność postępowania terapeutycznego jest ściśle uwarunkowana optymalnym monitoringiem diagnostycznym.
Po zaprezentowaniu naszej argumentacji podczas posiedzenia Rady Organizacji Pacjentów przy Ministerstwie Zdrowia, 5 listopada 2025 roku Rada wystosowała do Minister Zdrowia oficjalne stanowisko popierające nasze starania, mające na celu poprawę dostępności nowoczesnych i skutecznych metod leczenia.
Jak dotąd Ministerstwo Zdrowia nie zajęło stanowiska w sprawie, a ostatnią korespondencję w przedmiocie dyskusji odebraliśmy 20 czerwca 2025 roku.
Źródło: inf pras
Autor:
Redakcja MedicalPress