Onkofertility przestaje być dodatkiem do leczenia. Coraz wyraźniej widać, że powinna stać się częścią ścieżki pacjenta onkologicznego

Opublikowane 16 kwietnia 2026
Onkofertility przestaje być dodatkiem do leczenia. Coraz wyraźniej widać, że powinna stać się częścią ścieżki pacjenta onkologicznego
Program zabezpieczenia płodności dla pacjentów onkologicznych działa od 2024 roku i z roku na rok obejmuje coraz większą liczbę osób. Sam wzrost liczby wykonanych procedur nie zamyka jednak dyskusji o tym, jak ten model powinien wyglądać w przyszłości. Podczas posiedzenia sejmowej podkomisji do spraw onkologii wyraźnie wybrzmiało, że największym wyzwaniem przestaje być dziś już samo istnienie programu, a staje się nim jego trwałe wpisanie w organizację leczenia onkologicznego, tak aby żaden pacjent, który mógłby skorzystać z zabezpieczenia płodności, nie trafiał do tego procesu przypadkiem, zbyt późno albo wyłącznie dzięki własnej determinacji.
Program działa i odpowiada na realne potrzeby

Z perspektywy Ministerstwa Zdrowia program zabezpieczenia płodności jest jednym z elementów szerszego programu leczenia niepłodności realizowanego przez ministra zdrowia od 2024 do 2028 roku. Magdalena Kramska, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, przypominała, że jego celem jest umożliwienie kriokonserwacji komórek rozrodczych u pacjentów, u których planowane leczenie może doprowadzić do utraty lub istotnego upośledzenia płodności. Jak podkreślała, „jednym z elementów programu leczenia niepłodności realizowanego przez Ministra Zdrowia jest zabezpieczenie płodności u pacjentów, u których istnieje ryzyko jej utraty – najczęściej w związku z koniecznością leczenia onkologicznego”.

Program obejmuje pacjentów dojrzałych płciowo, którzy mogą zostać zakwalifikowani przed rozpoczęciem leczenia onkologicznego albo w jego trakcie, jeśli istnieje wysokie ryzyko uszkodzenia funkcji rozrodczych. W przypadku kobiet granicą wieku jest 40. rok życia, a w przypadku mężczyzn 45. rok życia, liczony w dniu pierwszej wizyty. Pacjenci trafiają do programu poza kolejnością, ponieważ – jak zaznaczało ministerstwo – w chorobach nowotworowych czas między rozpoznaniem a rozpoczęciem leczenia ma często kluczowe znaczenie. Obowiązkowym elementem kwalifikacji pozostaje konsultacja specjalistyczna, w tym z onkologiem klinicznym lub hematologiem, a dodatkowo przewidziano również konsultacje psychologiczne.

Ministerstwo przekonywało, że program już dziś odpowiada na realne potrzeby. Magdalena Kramska wskazywała, że „W 2024 roku do programu zgłosiło się 590 osób, z czego u 518 zabezpieczono materiał rozrodczy”. W kolejnym roku liczby wyraźnie wzrosły. „W 2025 roku liczba zgłoszeń przekroczyła tysiąc, a u 895 pacjentów przeprowadzono procedurę kriokonserwacji”. Z kolei według danych na 28 lutego 2026 r. do programu zgłosiło się już 321 osób, a u 297 pacjentów zabezpieczono materiał rozrodczy. Z punktu widzenia resortu oznacza to, że instrument działa, ale jednocześnie powinien podlegać dalszej ewaluacji. Jak zaznaczała przedstawicielka ministerstwa, „jesteśmy otwarci na sugestie dotyczące ewentualnych modyfikacji programu – oczywiście w granicach możliwości prawnych oraz dostępnych środków finansowych”.

Największy problem nie dotyczy już samej procedury, lecz drogi do niej

Choć sam program został oceniony pozytywnie, niemal cała dyskusja szybko przesunęła się z pytania, czy takie świadczenie jest potrzebne, na pytanie, jak sprawić, by pacjent rzeczywiście z niego korzystał w odpowiednim momencie. Właśnie tu najmocniej wybrzmiał rozdźwięk między formalną dostępnością procedury a praktyką działania systemu.

Dr hab. n. med. Maciej Brązert, kierownik Uniwersyteckiego Centrum Leczenia Niepłodności UMP, mówił wprost, że z perspektywy lekarza pracującego z takimi chorymi system nadal pozostaje rozproszony. „Większość pacjentów trafia do ośrodków leczenia niepłodności dzięki indywidualnym wskazówkom lekarzy, opiniom znajomych czy informacjom znalezionym w internecie. To pokazuje, że ścieżka kierowania pacjentów do zabezpieczenia płodności wciąż nie jest wystarczająco uporządkowana”. W jego ocenie nie wystarczy samo informowanie, że taka możliwość istnieje. Potrzebna jest rzeczywista integracja między onkologiem a specjalistą medycyny rozrodu. „Takie decyzje powinny zapadać na poziomie konsyliów, gdzie lekarz prowadzący leczenie onkologiczne i lekarz zajmujący się płodnością wspólnie ustalają najlepszą ścieżkę postępowania dla pacjenta” – podkreślał.

Ten postulat wracał w wielu wypowiedziach. Dr hab. n. med. Radosław Mądry, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej, zwracał uwagę, że dobrze zorganizowany system nie może opierać się wyłącznie na aktywności samego chorego. „To system powinien być tak zorganizowany, aby odpowiednie rozwiązania były dostępne dla pacjenta automatycznie”. Jego zdaniem ośrodki onkologiczne powinny być strukturalnie powiązane z ośrodkami leczenia niepłodności tak samo, jak są powiązane z diagnostyką obrazową czy histopatologią. „Ośrodki onkologiczne powinny być w sposób systemowy powiązane z ośrodkami leczenia niepłodności” – mówił. I dodawał jeszcze mocniej: „To nie powinno zależeć od przypadku czy indywidualnej inicjatywy”.

Podobnie problem ujmowała przedstawicielka środowiska pacjenckiego wskazując, że program nie powinien funkcjonować jako osobny dodatek do leczenia, lecz zostać wpisany w ścieżkę pacjenta onkologicznego – od prehabilitacji, przez konsylium, po plan terapii. Z tej perspektywy najważniejsze nie jest już tylko to, czy państwo finansuje procedurę, ale czy pacjent w ogóle dostaje szansę, by dowiedzieć się o niej na czas.

Dzieci i młodzi dorośli po leczeniu nadal pozostają szczególnym wyzwaniem

Jednym z kluczowych problemów, który pojawia się w kontekście zabezpieczenia płodności, pozostaje sytuacja pacjentów pediatrycznych oraz osób leczonych onkologicznie w dzieciństwie, u których w późniejszych latach życia może dojść do przedwczesnej utraty płodności. Prof. Alicja Chybicka wskazywała, że choć roczna liczba dzieci chorujących na nowotwory jest niewielka w porównaniu z populacją dorosłych, nie można tej grupy pomijać. „Warto pamiętać, że mimo postępu medycyny każdego roku w Polsce około 1200 dzieci choruje na nowotwory – i ta liczba utrzymuje się od dekad”.

Dr n. med. Joanna Grabowska-Kufel zwracała uwagę, że w odniesieniu do dzieci system organizacyjny w Polsce jest już w pewnym stopniu zbudowany. Jak przypominała, „wspólnie z zespołem, w tym z prof. Ninelą Irgą-Jaworską, krajowym koordynatorem zabezpieczenia płodności u pacjentów nieletnich, przygotowaliśmy pod egidą Polskiego Towarzystwa Onkologicznego zalecenia dotyczące zabezpieczenia płodności zarówno u dorosłych, jak i u dzieci”. Podkreślała też, że obowiązujące kryteria są na tyle szerokie, by umożliwić kwalifikację dzieci dojrzałych płciowo, u których możliwe jest pobranie materiału rozrodczego. Równocześnie zwracała uwagę na kolejną, dziś nieuwzględnioną w programie grupę – osoby leczone onkologicznie w dzieciństwie, które nie mogły zabezpieczyć płodności w momencie rozpoznania choroby, ale u których istnieje wysokie ryzyko jej przedwczesnego wygaśnięcia po zakończeniu terapii. „Rozszerzenie programu o taką grupę pacjentów dotyczyłoby niewielkiej liczby osób – prawdopodobnie kilkunastu rocznie – ale mogłoby mieć dla nich ogromne znaczenie” – mówiła.

Resort zdrowia przyznał, że otrzymał już wniosek dotyczący rozszerzenia programu na tę grupę i prowadzi wstępne analizy. Z wypowiedzi ministerstwa wynikało jednak wyraźnie, że ewentualna zmiana będzie uzależniona od możliwości trwałego finansowania.

Psycholog jest w programie, ale nie zastąpi szerszego wsparcia

Ważnym elementem debaty była także kwestia konsultacji psychologicznych. Poseł Grzegorz Napieralski zwracał uwagę, że pacjent onkologiczny znajduje się w szczególnie trudnym momencie życiowym, bo zderza się jednocześnie z lękiem związanym z chorobą nowotworową i pytaniem o możliwość przyszłego rodzicielstwa. W odpowiedzi ministerstwo podkreślało, że każdy realizator programu musi zapewniać dostęp do psychologa, a wsparcie tego rodzaju jest elementem przewidzianym w warunkach konkursu dla ośrodków uczestniczących w programie.

Aleksandra Saniewska-Kilim, naczelnik Wydziału Zdrowia Prokreacyjnego, Ministerstwo Zdrowia wyjaśniała, że „każda klinika uczestnicząca w programie musi mieć psychologa, który może konsultować zarówno pary, jak i pacjentów indywidualnych”. Jednocześnie zarówno ona, jak i Magdalena Kramska zaznaczały, że jest to wsparcie powiązane przede wszystkim z samą procedurą zabezpieczenia płodności i decyzją o rodzicielstwie, a nie pełny proces terapii psychologicznej. Resort wyraźnie sygnalizował, że nie chce budować odrębnego, równoległego systemu pomocy psychologicznej w ramach programu polityki zdrowotnej, lecz raczej rozwijać powszechne rozwiązania dostępne w ramach systemu psychiatrii i zdrowia psychicznego.

W trakcie dyskusji zwracano uwagę, że konsultacja psychologiczna przewidziana w programie ma charakter wsparcia towarzyszącego procedurze zabezpieczenia płodności i zwykle ogranicza się do pojedynczej konsultacji związanej z podjęciem decyzji o zachowaniu materiału rozrodczego, natomiast szersza opieka psychoonkologiczna pozostaje poza zakresem samego programu.

Jak informować pacjentów o możliwości zabezpieczenia płodności

Jednym z najczęściej powracających tematów była kwestia informacji. Ministerstwo przyznawało, że od początku funkcjonowania programu prowadziło działania komunikacyjne kierowane do konsultantów krajowych, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i Narodowego Funduszu Zdrowia, jednak równocześnie otwarcie przyznało, że nie dysponuje jeszcze badaniami pozwalającymi ocenić, jak bardzo wzrosła rzeczywista świadomość pacjentów.

Dr hab. Radosław Mądry postulował, by w systemie e-konsyliów u pacjentów w określonym wieku automatycznie pojawiała się zakładka dotycząca zabezpieczenia płodności. Jak argumentował, takie rozwiązanie nie tylko przypominałoby lekarzowi o obowiązku poruszenia tego tematu, ale pozwoliłoby w przyszłości analizować, ilu pacjentów zadano to pytanie i jaka była ich odpowiedź. W jego ocenie pytanie o zachowanie płodności powinno paść co najmniej dwa razy – pierwszy raz po rozpoznaniu, drugi wtedy, gdy plan terapii jest już bardziej konkretny, a pacjent zdążył częściowo oswoić diagnozę.

Także ministerstwo deklarowało gotowość do wzmocnienia działań informacyjnych. Magdalena Kramska zapowiadała, że temat zostanie przekazany do struktur odpowiedzialnych za Narodową Strategię Onkologiczną i Krajową Sieć Onkologiczną, a także omówiony podczas jednego z najbliższych posiedzeń Rady do spraw Onkologii. Mówiła również o praktycznych rozwiązaniach – materiałach informacyjnych w miejscach leczenia, kodach QR odsyłających do najważniejszych treści czy wykorzystaniu narzędzi cyfrowych, w tym Internetowego Konta Pacjenta. Wyraźnie zaznaczała jednak, że ministerstwo chciałoby raczej wykorzystać już istniejące mechanizmy systemowe, niż tworzyć kolejny osobny kanał działania.

Stabilność finansowania nie zamyka pytań o przyszłość programu

Na posiedzeniu pojawiły się też wątpliwości dotyczące stabilności finansowania. Przedstawicielka stowarzyszenia „Nasz Bocian” sygnalizowała, że pod koniec ubiegłego roku część realizatorów miała mieć problemy z wypłatą środków za procedury zabezpieczenia płodności, a także postulowała włączenie do programu możliwości zabezpieczania tkanki jajnikowej – jedynej realnej opcji dla dziewczynek przed pierwszą miesiączką oraz dla części pacjentek, które nie mogą czekać na stymulację hormonalną.

Resort zdrowia odpowiadał, że program ma obecnie stabilne finansowanie, a jego budżet – po zwiększeniu – wynosi 600 mln zł i został utrzymany na tym poziomie również w bieżącym roku. Magdalena Kramska przekonywała, że mechanizm finansowania jest skonstruowany tak, iż pacjent, który rozpoczął procedurę, powinien mieć zagwarantowane środki na dokończenie całego cyklu. Jeśli pojawiały się trudności, to – jak zaznaczała – najprawdopodobniej wynikały one z planowania środków przez samych realizatorów, a nie z systemowego niedofinansowania programu.

Znacznie bardziej złożona okazała się kwestia zabezpieczenia tkanki jajnikowej. Resort wyjaśniał, że obecnie nie ma podstawy prawnej pozwalającej finansować taką procedurę w ramach programu, ponieważ obowiązujące regulacje dotyczące leczenia niepłodności i transplantacji nie obejmują jej wprost. Zmiany mają stać się możliwe dopiero po dostosowaniu polskiego prawa do nowych regulacji unijnych dotyczących substancji pochodzenia ludzkiego. Ministerstwo przyznało, że prace w tym obszarze już trwają, ale ewentualne rozszerzanie katalogu świadczeń będzie możliwe dopiero po stworzeniu odpowiednich podstaw prawnych.

Coraz mocniej wybrzmiewa potrzeba systemu, a nie tylko programu

W całej dyskusji najmocniej powracał jeden wspólny wniosek: zabezpieczenie płodności nie powinno być traktowane wyłącznie jako osobna procedura finansowana z programu ministerialnego, lecz jako element nowoczesnej, kompleksowej opieki onkologicznej. Prof. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, przypominał, że środowiska medyczne postulowały wprowadzenie systemowego programu już kilkanaście lat temu, a dziś – choć program wreszcie istnieje – widać wyraźnie, że trzeba wykonać kolejny krok. W jego ocenie problem nie będzie malał, lecz przeciwnie: będzie narastał wraz z rosnącą liczbą pacjentów skutecznie leczonych onkologicznie, którzy po terapii myślą o powrocie do normalnego życia, w tym o rodzicielstwie. „Program zabezpieczenia płodności nie powinien być rozwiązaniem ograniczonym czasowo” – mówił. „Dlatego z punktu widzenia zdrowia publicznego program ten powinien mieć stabilne finansowanie i trwałe miejsce w systemie ochrony zdrowia”.

Jeszcze mocniej aspekt nadziei i przyszłości podkreślał dr Janusz Meder, prezes Polskiej Unii Onkologii, który przypominał, że informacja o możliwości zachowania płodności ma dla pacjenta także znaczenie psychologiczne. „Informacja o możliwości zabezpieczenia płodności może być dla pacjenta ogromnym wsparciem” – mówił. „Osoba, która właśnie usłyszała diagnozę choroby nowotworowej, często doświadcza ogromnego lęku. Jeżeli w tym momencie słyszy, że istnieje możliwość zachowania płodności, pojawia się nadzieja”.

Cała debata pokazała więc, że podstawowe pytanie nie brzmi już, czy warto chronić płodność pacjentów onkologicznych. Dziś pytamy o coś innego: czy państwo zdoła wbudować tę możliwość w realną ścieżkę leczenia, tak aby nie była ona przywilejem osób najlepiej poinformowanych, lecz standardem dostępnym dla każdego chorego, który może z niej skorzystać.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie materiału z posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii z 15 kwietnia 2026 r. dotyczącego realizacji oraz kierunku rozwoju programu zabezpieczenia płodności dla pacjentów onkologicznych.