Chemioterapia, której można uniknąć. Dlaczego polskie pacjentki nadal płacą za test, który rozstrzyga o leczeniu?

Opublikowane 03 marca 2026
Chemioterapia, której można uniknąć. Dlaczego polskie pacjentki nadal płacą za test, który rozstrzyga o leczeniu?
Współczesna onkologia coraz częściej polega nie na intensyfikowaniu leczenia, lecz na jego precyzyjnym dopasowaniu. W raku piersi szczególnie wyraźnie widać, że współczesna onkologia nie polega już wyłącznie na doborze schematu po rozpoznaniu, lecz na precyzyjnym oszacowaniu ryzyka nawrotu i realnej korzyści z chemioterapii u konkretnej osoby. To w tym miejscu pojawia się sens testów wielogenowych, rozumianych jako narzędzia, które pomagają uniknąć leczenia nadmiarowego i jednocześnie nie przegapić sytuacji, w której chemioterapia może być kluczowa.
„Jeżeli chodzi o możliwości leczenia, w chwili obecnej są one naprawdę dobre. Leczymy na światowym poziomie, co też widać po wynikach badań, które na szczęście się poprawiają. To, czego nam brakuje i co jest nieodzownym elementem nowoczesnej terapii, to testy wielogenowe, które mogą zaoszczędzić naszym chorym niepotrzebnego leczenia.” – mówiła dr Joanna Kufel-Grabowska, specjalistka onkologii klinicznej z Kliniki Onkologii i Radioterapii UCK Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Testy wielogenowe wykorzystywane w raku piersi dotyczą przede wszystkim oceny profilu ekspresji genów w materiale z guza i są projektowane po to, by wesprzeć decyzję o leczeniu uzupełniającym we wczesnym stadium choroby. W praktyce klinicznej problem nie polega na tym, że lekarze nie znają wskazań do chemioterapii, tylko na tym, że istnieje istotna grupa pacjentek, u których klasyczne parametry kliniczno patomorfologiczne nie pozwalają odpowiedzieć jednoznacznie, czy korzyść z cytostatyków przewyższy koszty biologiczne i życiowe. W takiej sytuacji test może przesunąć decyzję z poziomu domniemania na poziom bardziej obiektywnej stratyfikacji ryzyka. Dane z polskich ośrodków pokazały, że wynik testu potrafi realnie zmienić decyzje terapeutyczne w dużej części przypadków, a u znacznego odsetka pacjentek, którym pierwotnie rozważano chemioterapię, leczenie to okazuje się zbędne. 

„W badaniu PONDx, które było wykonywane w polskich szpitalach okazało się, że do zmiany decyzji po wykonaniu testu doszło w prawie 40% przypadków. Jedna trzecia chorych, które miały zalecane otrzymywanie chemioterapii w ogóle nie potrzebowała tego leczenia, a na pewno miałaby toksyczności z tym związane.”  – wskazała dr Joanna Kufel-Grabowska.

Jednocześnie testy działają w obie strony, bo zdarzają się sytuacje odwrotne, gdy wstępnie planowano mniej intensywne postępowanie, a wynik wskazuje na potrzebę eskalacji leczenia.

„Z drugiej strony test może w wielu sytuacjach chorym, którym nam wydawałoby się, że nie potrzebują chemioterapii, uratować życie, zalecając takie leczenie, które jest dla nich naprawdę niezbędne.” – uzupełniła ekspertka. 

Wartość tych badań nie sprowadza się do rachunku finansowego, choć ekonomia jest tu nieunikniona. 

„Koszt badania to obecnie prawie dziesięć tysięcy złotych. Raz w tygodniu uczestniczę w konsylium i nie ma takiej sytuacji, żeby choć raz w tygodniu którejś z naszych chorych nie zalecić wykonania testu, ponieważ z uwagi na wyniki, którymi dysponujemy, nie jesteśmy w stanie jednoznacznie powiedzieć, czy chora wymaga tego toksycznego leczenia.” – wyjaśniała dr Kufel-Grabowska.

Nierzadko chore odmawiają, nie mają takich możliwości finansowych, żeby test wykonać.” – dodaje ekspertka.

Koszt pojedynczego testu liczony jest dziś w tysiącach złotych, co w praktyce oznacza nierówny dostęp, zależny od możliwości pacjentki, a nie od wskazań medycznych. Tymczasem uniknięcie niepotrzebnej chemioterapii to nie tylko oszczędność wydatków na same leki czy procedury, ale także ograniczenie leczenia działań niepożądanych i kosztów pośrednich, które w codziennym życiu bywają równie dotkliwe jak toksyczność biologiczna. Wielomiesięczne leczenie systemowe oznacza przerwy w pracy, dojazdy do ośrodka, konieczność wsparcia ze strony bliskich, zwolnienia lekarskie oraz konsekwencje odległe, w tym powikłania kardiologiczne, nerkowe czy problemy z płodnością. Gdy chemioterapia nie przynosi spodziewanej korzyści, cała ta cena jest ponoszona bez medycznego uzasadnienia, a z perspektywy pacjentki staje się doświadczeniem, którego można było uniknąć bez uszczerbku dla rokowania. Dlatego w argumentacji za szerszym wdrożeniem testów wielogenowych coraz częściej mówi się o łącznym koszcie medycznym, społecznym i zawodowym, a nie tylko o cenie samego badania.

Dr Kufel-Grabowska przypomina, jakie są odległe skutki leczenia chemioterapią: „Z jednej strony podajemy chemioterapię, która ma pomóc, ale też, jak dobrze wiemy, może ona mieć odległe skutki. Jest to kardiotoksyczność, niewydolność nerek, niepłodność, brak możliwości posiadania potomstwa w przyszłości i naprawdę wiele, wiele innych, z którymi nasze pacjentki niestety muszą się mierzyć.”

Ekspertka dodaje: „Jest to także toksyczność finansowa. Przecież pół roku to brak możliwości pracy. Konieczność dojeżdżania niekiedy wiele kilometrów, konieczność zaangażowania osoby do pomocy, zwolnienia lekarskie (…)”.

„Raporty, czy to niemieckie, czy brytyjskie, pokazują oszczędności dotyczące chorej, u której nie podajemy chemioterapii, której nie potrzebuje. To są koszty na chorą około od 5 do 7 tysięcy funtów, co są niemałymi kosztami.” – poinformowała dr Kufel-Grabowska.

Żeby jednak sensownie rozmawiać o testach wielogenowych, trzeba oddzielić je od innych obszarów diagnostyki genetycznej w raku piersi, bo w praktyce te pojęcia bywają mieszane, a stoją za nimi różne cele kliniczne. Inna jest rola badań mutacji dziedzicznych, takich jak BRCA1 i BRCA2, które dotyczą predyspozycji rodzinnej i mają znaczenie zarówno prognostyczne, jak i terapeutyczne, zwłaszcza w kontekście leczenia ukierunkowanego. Inna jest rola badań zmian somatycznych w guzie, obejmujących między innymi markery wykorzystywane do kwalifikacji do wybranych terapii celowanych, a jeszcze inna jest rola testów ekspresyjnych, których zadaniem jest prognozowanie ryzyka nawrotu i ocena spodziewanej korzyści z chemioterapii w sytuacji, gdy choroba jest na etapie potencjalnie wyleczalnym. Rozróżnienie jest ważne także dlatego, że za poszczególnymi typami badań stoją odmienne ścieżki organizacyjne, inne wymagania jakościowe, inne modele finansowania i inne miejsca w ścieżce pacjenta.

„Testy wielogenowe, które z jednej strony są już dostępne na rynku od ponad 20 lat, natomiast rzeczywiście ten typ testów genetycznych nie jest do tej pory stosowany w Polsce powszechnie” – podkreśla dr n. med. Andrzej Tysarowski, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej, i dodaje: „Testy wielogenowe to oddzielna grupa badań, która ocenia tak zwany profil ekspresji nowotworu i na tej podstawie można podjąć dalsze decyzje dotyczące podawania chemioterapii, czy też przewidzieć nawrót choroby w okresie do dziesięciu lat.

W ostatnich latach w Polsce zaszły zmiany, które pokazały, że da się przyspieszyć dostęp do diagnostyki genetycznej, gdy staje się ona niezbędna do podjęcia decyzji terapeutycznej w określonym oknie czasowym. Przesunięcie części badań z wąskich gardeł poradnictwa genetycznego do lecznictwa szpitalnego poprawia tempo diagnostyki i daje szansę na lepsze dopasowanie leczenia. Równolegle rośnie znaczenie badań wykonywanych metodami wysokoprzepustowymi, takich jak sekwencjonowanie nowej generacji, które pozwala szerzej oceniać zmiany w genach istotnych klinicznie i lepiej wykrywać warianty, których proste testy przesiewowe mogą nie wychwycić. W tle pozostaje jednak duża luka dotycząca finansowania badań wykonywanych z krwi obwodowej, czyli tak zwanej płynnej biopsji, która w wielu sytuacjach jest najpraktyczniejszym sposobem oceny aktualnego profilu molekularnego choroby, szczególnie gdy materiał tkankowy jest ograniczony jakościowo lub ilościowo, a także wtedy, gdy potrzebna jest ocena zmian nabytych w trakcie leczenia.

Testy wielogenowe w raku piersi mają przy tym swoją specyfikę organizacyjną, bo część z nich jest oparta o centralne laboratoria poza Polską i wymaga sprawnego modelu logistycznego, obejmującego przygotowanie materiału, jego wysyłkę i szybki powrót wyniku do ośrodka prowadzącego. Taki model ma zaletę w postaci braku konieczności budowy od podstaw kosztownej infrastruktury, ale wymaga jasnych reguł finansowania, rozliczania i kwalifikacji pacjentek, a także pewności, że wynik będzie dostępny w czasie, który realnie wpływa na decyzję o leczeniu uzupełniającym. Z punktu widzenia systemu kluczowe jest także, by badanie było używane tam, gdzie rozstrzyga dylemat kliniczny, a nie jako rutynowy dodatek wykonywany bez wskazań, bo to nie sprzyja ani efektywności kosztowej, ani zaufaniu do narzędzia.

Obecnie testy wielogenowe ponownie trafiły do oceny AOTMiT. „Pierwsza ocena przez AOTMiT tych testów w latach 2020–2021 nie powiodła się ze względu na to, że oceniano skuteczność testów oceniających ekspresję w wielu nowotworach naraz. (…) Natomiast w raku piersi te dane są jednoznacznie potwierdzone i jeżeli chodzi o raka piersi mamy 100% pewność, że te testy są skuteczne. (…) Teraz ponowna ocena AOTMiT dotyczy tylko i wyłącznie raka piersi, więc liczymy na pozytywne opinie.” – poinformował dr Tysarowski.

W tym miejscu widać, jak bardzo diagnostyka staje się dziś elementem polityki zdrowotnej, a nie tylko technicznym etapem ścieżki pacjenta. Potrzebne są standardy jakości, przejrzyste zasady odpowiedzialności, kontrola laboratoriów oraz uporządkowanie tego, kto i na jakich zasadach może zlecać badania, zatwierdzać wyniki i interpretować warianty genetyczne. Błędy interpretacji mają realne konsekwencje kliniczne, bo mogą prowadzić do zaniechania właściwego leczenia albo do wdrażania interwencji bez podstaw. Dlatego dyskusja o testach wielogenowych w raku piersi nie jest tylko rozmową o dopisaniu kolejnego świadczenia do koszyka, ale o stworzeniu spójnej architektury, w której wynik badania ma określone miejsce, jasny cel i gwarantowaną jakość. Jeżeli do tego dołożyć jeszcze fakt, że wcześnie wykryty rak piersi w zdecydowanej większości przypadków jest chorobą wyleczalną, to rola narzędzi, które pomagają dobrać leczenie w sposób oszczędzający toksyczność bez utraty skuteczności, staje się jednym z najbardziej pragmatycznych elementów nowoczesnej onkologii.

„Myślę, że już nie walczymy z chorobą nowotworową, leczmy ją, leczmy ją nowocześnie, ale także używajmy nowoczesnych narzędzi, które pozwalają nam dawać to leczenie skrojone na miarę.” – podkreśliła dr Kufel-Grabowska.

Wypowiedzi pochodzą z zapisu konferencji "Nowotwory kobiet i mężczyzn: wyzwania profilaktyczne, diagnostyczne, i systemowe XXI wieku" z 24.02.2026 podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Mężczyzn