Szkolna opieka zdrowotna działa tylko na papierze. Raport NIK pokazuje systemowe pęknięcia

Opublikowane 20 kwietnia 2026
Szkolna opieka zdrowotna działa tylko na papierze. Raport NIK pokazuje systemowe pęknięcia
Szkolna opieka zdrowotna w Polsce od lat funkcjonuje jako element systemu, który teoretycznie istnieje i formalnie obejmuje większość uczniów. Najnowsza kontrola Najwyższej Izby Kontroli w województwie świętokrzyskim pokazuje jednak wyraźnie, że między zapisami a rzeczywistością powstaje coraz większa luka. To nie jest już kwestia pojedynczych uchybień, ale powtarzalnego modelu, który w praktyce ogranicza dostęp dzieci i młodzieży do podstawowych świadczeń profilaktycznych.
Kontrola obejmująca lata szkolne 2021/2022–2024/2025 ujawnia, że w pięciu z sześciu skontrolowanych podmiotów organizacja pracy pielęgniarek odbiegała od obowiązujących standardów. Problem nie sprowadza się wyłącznie do braków kadrowych, choć te również są widoczne. Znacznie bardziej niepokojące jest to, w jaki sposób system próbuje sobie z nimi radzić. Skracanie czasu pracy pielęgniarek, łączenie dyżurów czy planowanie ich poza godzinami funkcjonowania szkół powoduje, że opieka zdrowotna przestaje być realnie dostępna wtedy, gdy uczniowie jej potrzebują.

W niektórych przypadkach pielęgniarki w czasie dyżurów szkolnych realizowały równolegle świadczenia w podstawowej opiece zdrowotnej. To rozwiązanie organizacyjne może poprawiać efektywność z perspektywy świadczeniodawcy, ale dla ucznia oznacza jedno: brak dostępu do opieki w kluczowym momencie.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z obszaru profilaktyki. Badania przesiewowe, które powinny stanowić fundament wczesnego wykrywania problemów zdrowotnych, były realizowane nierównomiernie lub wcale. W części szkół nie objęły wszystkich uczniów, a dokumentacja była niekompletna albo zawierała błędy. Zdarzały się sytuacje, w których badań nie przeprowadzono w ogóle dla wybranych grup.

To szczególnie problematyczne w kontekście wyników, które już udało się zebrać. Dodatnie wyniki badań przesiewowych odnotowano u 16 do 45 procent uczniów szkół podstawowych, a w szkołach ponadpodstawowych odsetek ten był jeszcze wyższy. Najczęściej dotyczyły wad wzroku, problemów z postawą, zaburzeń masy ciała czy nadciśnienia tętniczego. Skala tych zjawisk powinna uruchamiać mechanizmy dalszej diagnostyki i opieki. Tymczasem, jak wskazuje raport, w wielu przypadkach takie działania nie były podejmowane.

Powstaje w ten sposób system, który identyfikuje problem, ale nie reaguje na jego konsekwencje. Uczeń z nieprawidłowym wynikiem badania pozostaje w praktyce bez dalszego wsparcia, a jego stan zdrowia nie jest monitorowany. Dotyczy to także dzieci z nadwagą lub niedowagą, których sytuacja często nie podlega żadnej systematycznej kontroli.

Jeszcze wyraźniej niedostosowanie systemu widać w przypadku uczniów ze szczególnymi potrzebami. Obowiązujące regulacje nie uwzględniają w wystarczającym stopniu dzieci w spektrum autyzmu ani uczniów wymagających kształcenia specjalnego, którzy nie posiadają formalnego orzeczenia o niepełnosprawności. W praktyce oznacza to ograniczony dostęp do zwiększonego wymiaru opieki zdrowotnej, mimo że potrzeby tych grup są często większe niż w populacji ogólnej.

Równolegle ujawniają się problemy finansowe, które dodatkowo destabilizują system. Świadczeniodawcy wskazują na niedoszacowanie środków przekazywanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Jednocześnie kontrola pokazuje, że część niedoborów wynika z błędów po stronie samych placówek, w tym niewłaściwego raportowania liczby uczniów czy nieuwzględniania ich potrzeb zdrowotnych. To oznacza, że system nie tylko jest niedofinansowany, ale także nieefektywnie zarządza dostępnymi zasobami.

Najbardziej niepokojące są jednak przypadki, w których podmioty medyczne próbowały przerzucać koszty na szkoły lub ich organy prowadzące. Żądanie dodatkowych środków za świadczenia finansowane publicznie, a w skrajnych sytuacjach grożenie zaprzestaniem ich realizacji, pokazuje, że napięcia finansowe zaczynają bezpośrednio wpływać na bezpieczeństwo zdrowotne uczniów.

Problemy nie kończą się na poziomie organizacji pracy i finansowania. Raport NIK wskazuje również na poważne braki w zakresie nadzoru i jakości danych. Dokumentacja medyczna była często prowadzona nierzetelnie, a dane przekazywane do instytucji centralnych zawierały błędy i niespójności. Żaden ze skontrolowanych świadczeniodawców nie prowadził systemowej oceny jakości udzielanych świadczeń. To szczególnie istotne, ponieważ właśnie na podstawie tych danych podejmowane są decyzje dotyczące kształtu systemu w skali kraju.

W efekcie powstaje błędne koło. Dane są niepełne lub nieprecyzyjne, więc decyzje systemowe opierają się na niepełnym obrazie rzeczywistości. To z kolei utrudnia skuteczne planowanie zmian i pogłębia istniejące problemy.

Raport Najwyższej Izby Kontroli nie pozostawia wątpliwości, że szkolna opieka zdrowotna wymaga nie tylko korekt, ale głębszej zmiany podejścia. Kluczowe znaczenie ma nie tylko poziom finansowania, ale także organizacja pracy, rzetelność danych i realny nadzór nad jakością świadczeń. Formalne zapewnienie opieki nie wystarcza, jeśli w praktyce nie przekłada się ono na dostępność i skuteczność działań. Pytanie, które pozostaje otwarte, dotyczy tego, czy system będzie w stanie przejść od modelu deklaratywnego do modelu rzeczywistej odpowiedzialności za zdrowie uczniów. Bo dziś, jak pokazuje kontrola, opieka zdrowotna w szkołach w wielu przypadkach istnieje głównie na papierze.

Źródło: NIK