Sanatoria z wolnymi miejscami, pacjenci w kolejkach. Skąd biorą się „niedojazdy”?
Opublikowane 02 kwietnia 2026Lecznictwo uzdrowiskowe od lat funkcjonuje w Polsce w stanie swoistego systemowego zawieszenia. Z jednej strony nikt nie kwestionuje, że pozostaje ono ważnym elementem opieki nad pacjentami przewlekle chorymi, osobami starszymi, pacjentami wymagającymi rehabilitacji, rekonwalescencji i długofalowego wsparcia funkcjonalnego. Z drugiej strony praktyka organizacyjna pokazuje, że ten segment systemu ochrony zdrowia wciąż jest obciążony problemami, które nie tylko ograniczają jego efektywność, ale też utrwalają uproszczony, nie do końca medyczny sposób myślenia o jego roli. Jednym z najbardziej widocznych objawów tej niewydolności są tzw. niedojazdy pacjentów, czyli sytuacje, w których zakontraktowane miejsce w uzdrowisku ostatecznie nie zostaje wykorzystane. Jak wynika z danych przedstawionych podczas posiedzenia, skala zjawiska utrzymuje się od lat na podobnym poziomie, mimo ogromnej pracy organizacyjnej wykonywanej przez oddziały wojewódzkie NFZ.
Przedstawicielka NFZ Barbara Jabłońska wskazywała, że w 2024 r. realizacja skierowań stacjonarnych wyniosła 98,29 proc., a liczba niezrealizowanych skierowań sięgnęła 7342. Rok później wskaźnik ten był nieco wyższy – 98,6 proc., przy 6145 niewykorzystanych skierowaniach. W praktyce utrzymanie takiego poziomu realizacji wymaga jednak ogromnej pracy organizacyjnej. „Przy około 430 tys. skierowań w 2024 r. pracownicy oddziałów wojewódzkich NFZ wykonali ponad 611 tys. operacji rezerwacji. Oznacza to, że liczba działań administracyjnych znacząco przekracza liczbę samych skierowań – wszystko po to, żeby utrzymać realizację na poziomie około 98 proc.” – zaznaczała przedstawicielka NFZ.
Kiedy pacjent nie przyjeżdża – skala i przyczyny niedojazdów
Dr Jacek Gąsiorowski, konsultant wojewódzki ds. medycyny fizykalnej z Dolnego Śląska, zwracał uwagę, że część rezygnacji ma charakter całkowicie niesystemowy i wynika z bardzo swobodnego traktowania leczenia uzdrowiskowego przez samych pacjentów. Jak mówił, „Chciałbym zwrócić uwagę na bardzo duży problem powodów zwrotów skierowań. Pacjenci bardzo często oddają skierowania w ostatniej chwili albo po prostu nie przyjeżdżają z powodów błahych. Powiem kolokwialnie – są w tej kwestii rozpasani ponad wyobrażenie. W mojej ocenie w takich sytuacjach powinna istnieć możliwość dyskwalifikacji takiej osoby z ponownego wyjazdu”. Wśród powodów rezygnacji wymieniał m.in. umówiony termin implantu zębowego, zaplanowany wyjazd rodzinny, komunię, niekorzystne warunki atmosferyczne czy fakt, że małżonkowie otrzymali skierowania do różnych typów zakładów lecznictwa uzdrowiskowego i nie mogą wyjechać razem. W praktyce prowadzi to do długotrwałej korespondencji, kolejnych zmian terminów i ogromnego nakładu pracy administracyjnej, przy czym pacjent bardzo często zachowuje pełną swobodę ponownego ubiegania się o kolejny wyjazd.
Dr Aleksandra Sędziak, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny fizykalnej i balneologii, zwracała uwagę, że problem nie dotyczy wyłącznie tych pacjentów, którzy oficjalnie zwracają skierowanie. Istnieje także grupa osób, które po prostu nie informują ani NFZ, ani świadczeniodawcy, że nie przyjadą. Wówczas placówka pozostaje z pustym łóżkiem, przygotowanym personelem i niewykorzystanym zapleczem, a w przypadku turnusu najczęściej nie ma już możliwości sensownego uzupełnienia tego miejsca. Jej zdaniem w systemie praktycznie nie istnieją dziś żadne mechanizmy dyscyplinujące pacjentów. Nie chodzi przy tym o kary finansowe, które trudno byłoby realnie wdrożyć, ale o rozwiązania miękkie, takie jak dłuższa karencja przed możliwością ponownego złożenia skierowania w przypadku nieuzasadnionej rezygnacji.
Lecznictwo uzdrowiskowe wciąż nie zostało porządnie osadzone w systemie rehabilitacji i opieki długoterminowej. Dr Aleksandra Sędziak wskazywała, że uzdrowiska dysponują zapleczem, kompetencjami, kadrą i bazą łóżkową, które mogłyby w większym stopniu przejąć opiekę nad pacjentami przewlekle chorymi, seniorami oraz osobami wymagającymi regularnej rehabilitacji. Oddziały rehabilitacji stacjonarnej powinny natomiast koncentrować się przede wszystkim na pacjentach pilnych, po świeżych incydentach, zabiegach czy urazach. Taki podział ról lepiej odpowiadałby rzeczywistym potrzebom klinicznym. Dziś jednak te granice są rozmyte, a część pacjentów trafia do niewłaściwego typu świadczenia, podczas gdy potencjał szpitali uzdrowiskowych i rehabilitacji uzdrowiskowej pozostaje niedowykorzystany. Szczególnie jaskrawo wybrzmiało to w odniesieniu do Dolnego Śląska, gdzie – jak wskazywała konsultant krajowa – zakontraktowanych jest niespełna 60 łóżek rehabilitacji uzdrowiskowej szpitalnej, a ich obłożenie sięga zaledwie około 50 proc., mimo że pacjentów z takimi potrzebami nie brakuje.
Sanatorium to nie wypoczynek, tylko leczenie
Prof. Joanna Głogowska-Szeląg, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Medycyny Fizykalnej, mocno akcentowała potrzebę odejścia od potocznego myślenia o „sanatorium” jako miejscu pobytu i wypoczynku. „Jeśli mówimy o medycynie i o pacjencie, powinniśmy mówić o leczeniu uzdrowiskowym. Im szybciej zaczniemy to w ten sposób postrzegać, tym szybciej zmieni się także sposób myślenia o tej formie leczenia” – podkreślała. Jej zdaniem słaby społeczny i medialny wizerunek lecznictwa uzdrowiskowego przekłada się na brak właściwego zrozumienia jego funkcji zarówno wśród pacjentów, jak i części lekarzy kierujących. Leczenie uzdrowiskowe wciąż zbyt często kojarzone jest z wyjazdem wypoczynkowym, a nie ze świadczeniem medycznym. To z kolei utrudnia budowanie poważnej pozycji tego segmentu wobec rehabilitacji stacjonarnej czy szpitalnej.
Na ten sam problem zwracano uwagę również w kontekście pacjentów aktywnych zawodowo. Zdaniem prof. Głogowskiej-Szeląg brak możliwości korzystania z leczenia uzdrowiskowego w formule zbliżonej do zwolnienia lekarskiego ogranicza dostępność tej formy terapii dla młodszych pacjentów i osób pracujących. Dla wielu z nich wyjazd oznacza konieczność wykorzystania urlopu, co w naturalny sposób zniechęca do skorzystania ze świadczenia. Jest to szczególnie istotne w przypadku pacjentów, którzy mogliby odnieść korzyść z wcześniejszej interwencji, przygotowania do zabiegów, tzw. prehabilitacji czy leczenia na etapie mniej zaawansowanych zmian chorobowych. Właśnie w tym obszarze znajduje się jeden z największych niewykorzystanych potencjałów lecznictwa uzdrowiskowego: mogłoby ono w większym stopniu wspierać profilaktykę, opóźniać rozwój niepełnosprawności i zmniejszać późniejsze koszty opieki.
Przepisy sprzed kilkunastu lat coraz słabiej pasują do współczesnej medycyny
Dr Aleksandra Sędziak zwracała uwagę, że obowiązujące przepisy regulujące kierowanie pacjentów do zakładów lecznictwa uzdrowiskowego wymagają dziś aktualizacji. „Rozporządzenie regulujące zasady kierowania i kwalifikowania do zakładów lecznictwa uzdrowiskowego pochodzi z 2012 roku. Na pierwszy rzut oka nie wydaje się to odległy czas, ale w medycynie to bardzo dużo – w tym okresie zmieniło się podejście do wielu chorób i przeciwwskazań do leczenia. Dlatego dziś coraz wyraźniej widać, że część zapisów wymaga aktualizacji.”
Dotyczy to zwłaszcza obszaru przeciwwskazań, kwalifikacji pacjentów po leczeniu onkologicznym, z chorobami hematologicznymi czy problemami psychiatrycznymi. Jej propozycja zmierza w kierunku aktualizacji katalogu przeciwwskazań oraz wskazań do szpitala uzdrowiskowego i rehabilitacji uzdrowiskowej, przy jednoczesnym odejściu od nadmiernie sztywnego katalogu wskazań do sanatorium. W tym modelu większe znaczenie miałaby wiedza medyczna lekarza kierującego, a mniejsze formalne trzymanie się katalogu kodów i rozpoznań. „Chodzi o to, aby to wiedza medyczna – a nie sam kod ICD – decydowała o możliwości skierowania pacjenta na leczenie uzdrowiskowe” – mówiła.
Ewa Rybicka, reprezentująca środowisko świadczeniodawców, Unię Uzdrowisk Polskich i fizjoterapeutów, podkreślała, że kluczowe znaczenie ma tu określenie celu postępowania terapeutycznego oraz ocena funkcjonalna pacjenta. „Podstawą rehabilitacji jest określenie celu terapii. Przyjmując pacjenta do jakiejkolwiek formy leczenia – czy fizjoterapii, czy leczenia uzdrowiskowego – musimy wiedzieć, jaki efekt chcemy osiągnąć. Mamy narzędzia do oceny funkcjonalnej pacjenta i to one powinny decydować o doborze działań terapeutycznych. Wtedy nie chodzi już o to, czy pacjent dostanie określoną liczbę zabiegów, ale o to, czy osiągniemy zakładany efekt leczenia” – mówiła.
Jeżeli wiadomo, jaki efekt ma zostać osiągnięty, łatwiej dobrać właściwe procedury, ocenić ich skuteczność i racjonalnie zarządzać świadczeniem. Z tej perspektywy lecznictwo uzdrowiskowe nie powinno być traktowane jako sztywny pakiet jednakowych działań, lecz jako część szerszego procesu celowanej rehabilitacji.
Poseł Patryk Wicher wskazywał, że część tych rozwiązań ma charakter bezkosztowy i mogłaby usprawnić funkcjonowanie systemu bez dodatkowych nakładów finansowych. Zwracał uwagę nie tylko na potrzebę uporządkowania samych rodzajów świadczeń, ale też na możliwość wykorzystania nowych technologii do kontaktu z pacjentami. Jego zdaniem współczesne narzędzia cyfrowe, automatyczne komunikaty i systemy potwierdzania gotowości wyjazdu mogłyby zmniejszyć skalę rezygnacji i ułatwić szybsze zagospodarowanie wolnych miejsc. Podkreślał również, że lekarze kierujący często nie rozróżniają w praktyce sanatorium, szpitala uzdrowiskowego i rehabilitacji uzdrowiskowej, co prowadzi do błędów już na samym początku ścieżki pacjenta.
Puste miejsca w turnusach to także realne straty finansowe
Praktyczny wymiar strat najlepiej wybrzmiał w wypowiedziach przedstawicieli uzdrowisk. Janusz Zaborowicz, prezes Uzdrowiska Wieniec-Zdrój, mówił o setkach niedojazdów już w pierwszych turnusach roku i opisywał, jak wygląda telefoniczna weryfikacja sytuacji pacjentów w dniu przyjazdu. W jednym z takich dni na 47 niedojazdów 17 osób nie odebrało telefonu, 20 deklarowało chorobę lub pobyt w szpitalu, część twierdziła, że w ogóle nie otrzymała skierowania. Skala strat jest nie tylko organizacyjna, ale i finansowa. Jak podkreślał, rocznie w jego placówce przekłada się to na około 1122 ‘nieprzyjazdy’ i stratę rzędu 5,2 mln zł. Problem dotyczy też wykorzystania pokoi komercyjnych, które uzdrowisko musi ograniczać, aby utrzymać gotowość dla kontraktu z NFZ. Z kolei Marcin Zajączkowski, prezes Uzdrowiska Ciechocinek, zauważał, że mimo wieloletnich raportów, rekomendacji i prac eksperckich sytuacja zasadniczo się nie zmieniła, a w części segmentów, zwłaszcza w lecznictwie uzdrowiskowym dzieci, skala ‘niedojazdów’ przybiera już wymiar krytyczny. W jego ocenie w przypadku Ciechocinka w tym roku sięga ona blisko 30 proc.
Z wypowiedzi Elżbiety Mianowskiej-Komzy wynika, że Ministerstwo Zdrowia dostrzega skalę problemu i deklaruje gotowość do współpracy, zarówno w obszarze przeciwwskazań, jak i organizacji skierowań. „Jesteśmy otwarci na propozycje zmian, zwłaszcza w obszarze przeciwwskazań do leczenia uzdrowiskowego. W tym zakresie oczekujemy wkładu ze strony ekspertów, w tym konsultanta krajowego. Jednocześnie mamy świadomość, że problem tzw. niedojazdów jest duży i wymaga systemowej refleksji.” – deklarowała Elżbieta Mianowska-Komza, Radca w Departamencie Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia.
Jednocześnie resort zdrowia sygnalizuje ostrożność wobec zbyt automatycznego wprowadzania sankcji wobec pacjentów. Przedstawicielka Ministerstwa podkreśla, że: „Musimy jednak uważać, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. Oczywiście zdarzają się rezygnacje z powodów błahych, ale są też sytuacje, które trudno jednoznacznie ocenić. Dlatego być może należałoby określić pewne kryteria – które powody uznajemy za uzasadnione, a które nie. Trzeba przy tym pamiętać, że wielu pacjentów to osoby starsze, w różnych sytuacjach życiowych, dlatego przy wprowadzaniu jakichkolwiek sankcji trzeba zachować ostrożność. Z jednej strony problem jest realny i wymaga większej dyscypliny, z drugiej – nie powinniśmy pozbawiać pacjentów możliwości leczenia.”
Problem zaczyna się znacznie wcześniej niż w samym uzdrowisku
Cała dyskusja prowadzi do wniosku, że problem lecznictwa uzdrowiskowego nie sprowadza się do samej liczby pustych miejsc na turnusach. Chodzi o coś więcej: o nie do końca uporządkowaną rolę tego segmentu w całym systemie ochrony zdrowia, o niespójne przepisy, nieaktualne kryteria kwalifikacji, niedostateczne wykorzystanie potencjału rehabilitacyjnego uzdrowisk i utrwalony społecznie obraz wyjazdu „do sanatorium” jako czegoś bardziej turystycznego niż medycznego. W tym sensie ‘niedojazdy’ są tylko najbardziej widocznym objawem znacznie szerszego problemu. Uzdrowiska mają bazę, personel, doświadczenie i zasoby, ale wciąż nie zostały systemowo włączone w sposób odpowiadający współczesnym potrzebom starzejącego się społeczeństwa, rosnącej liczby pacjentów przewlekłych i konieczności wzmacniania opieki rehabilitacyjnej.
To dlatego podczas posiedzenia tak wyraźnie powracał postulat zmian bezkosztowych lub niskokosztowych: uporządkowania kwalifikacji, aktualizacji przepisów, lepszego wykorzystania technologii komunikacyjnych, doprecyzowania przeciwwskazań, wzmocnienia roli lekarza kierującego i odejścia od sztywnego, anachronicznego modelu przypisywania pacjentów do świadczeń.
Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Lecznictwa Uzdrowiskowego, Mundurowej Służby Zdrowia, Rehabilitacji i Gmin Uzdrowiskowych oraz Parlamentarnego Zespołu na rzecz wspierania rozwoju uzdrowisk i gmin uzdrowiskowych pt. „Aktualne problemy w lecznictwie uzdrowiskowym”, które odbyło się 26 marca 2026 r. w Sejmie RP.
Autor:
Redakcja MedicalPress