Profilaktyka ma płeć. A system wciąż udaje, że nie
Opublikowane 25 lutego 2026W polskiej onkologii paradoks polega dziś na tym, że mamy coraz więcej narzędzi – leków, ścieżek postępowania, programów, nawet portali informacyjnych – a jednocześnie wciąż przegrywamy tam, gdzie zaczyna się najprostsza część medycyny: wczesne wykrywanie i sprawna diagnostyka. To nie jest wyłącznie problem pieniędzy ani wyłącznie „niskiej świadomości”. To problem konstrukcji systemu, który w wielu obszarach nie bierze pod uwagę tego, że profilaktyka nie działa jednakowo dla wszystkich. Ma płeć, wiek, miejsce zamieszkania i kontekst społeczny – a także własną logikę barier.
Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn pokazało to wyraźnie: w jednym miejscu spotkały się trzy kluczowe tematy polskiej onkologii 2026 roku – profilaktyka, diagnostyka molekularna i dostępność ścieżek. Zderzenie tych wątków prowadzi do wniosku dość niewygodnego: nawet najlepsze leczenie nie zadziała populacyjnie, jeśli pacjent zbyt późno trafia do systemu, a potem nie dostaje właściwego rozpoznania na czas.
Tu zaczyna się pytanie ważniejsze niż to, „co jeszcze można refundować”: czy państwo potrafi zaprojektować Polakom równą, prostą i rzeczywiście dostępną drogę do badań przesiewowych – niezależnie od kodu pocztowego, PESELu, płci i zasobności portfela?
Równa dostępność? Spór o skierowanie do urologa
Jednym z najbardziej konkretnych przykładów tej systemowej konstrukcji jest dostęp do lekarza urologa – specjalisty kluczowego w diagnostyce wielu nowotworów męskich, w tym raka prostaty czy raka pęcherza. To właśnie w tym punkcie teoria o „równej dostępności” zderza się z praktyką organizacyjną.
Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn, poseł Marcin Józefaciuk, przypomniał, że kwestia skierowań do urologa była już przedmiotem formalnej interpelacji skierowanej do Ministerstwa Zdrowia.
Jak relacjonował, w ubiegłym roku zespół zapytał wprost, czy resort planuje zniesienie obowiązku posiadania skierowania do lekarza urologa – na wzór przepisów dotyczących dostępu do ginekologa – oraz czy prowadzone są analizy lub prace legislacyjne mające na celu usunięcie tej bariery administracyjnej. Odpowiedź ministerstwa była jednoznaczna: na ten moment nie są planowane żadne działania zmierzające do zniesienia wymogu skierowania.
W uzasadnieniu resort wskazał m.in., że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej ma możliwość zlecenia podstawowych badań diagnostycznych, w tym oznaczenia PSA – antygenu swoistego dla stercza – a następnie, w razie potrzeby, skierowania pacjenta do właściwego specjalisty, wystawienia karty DILO czy skierowania do szpitala.
Ministerstwo argumentowało również, że zniesienie obowiązku skierowania mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której pacjenci z dolegliwościami urologicznymi trafialiby bezpośrednio do specjalisty, choć ich problem mógłby zostać rozwiązany na poziomie POZ. To z kolei – jak wskazano w odpowiedzi – mogłoby skutkować wydłużeniem kolejek do urologa oraz utratą cennego czasu na postawienie właściwej diagnozy i wdrożenie leczenia.
Józefaciuk podkreślił jednak, że argument o kolejkach nie wyczerpuje problemu.
„Jeżeli chodzi o sprawy męskie, o mężczyzn, to jednak nie zauważamy wzrostu zainteresowania czy wzrostu posyłania mężczyzn do urologa. (…) Według szacunków, badań i analiz różnych organizacji mężczyzna, jeżeli już pójdzie do jednego lekarza, to jest bardzo dobrze, a żeby jeszcze musiał później do drugiego lekarza pójść, ten odsetek jest już o wiele mniejszy.”
W jego ocenie wieloetapowość ścieżki może w praktyce działać zniechęcająco, szczególnie w przypadku pacjentów, którzy i tak rzadziej korzystają z systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie zaznaczył, że ministerstwo podejmuje działania promujące profilaktykę – zarówno poprzez patronaty, wsparcie finansowe inicjatyw, jak i obecność tematów zdrowia mężczyzn w kampaniach medialnych czy nawet wątkach serialowych.
Jak podsumował, zespół zamierza nadal wracać do tematu uproszczenia dostępu, zwłaszcza że – jak zauważył – w ostatnim czasie zniesiono obowiązek skierowań do niektórych innych specjalistów.
Ten systemowy argument znajduje potwierdzenie w praktyce klinicznej.
Na różnicę w „naturalnych” punktach kontaktu z systemem zwróciła uwagę dr Anna Bonder-Nowicka, specjalistka urologii. „Kobiety częściej trafiają do gabinetów ginekologicznych – głównie w związku z kwestiami rozrodu, a jeśli nie z rozrodem, to z antykoncepcją. Jest więc więcej sytuacji, w których nawet niejako przy okazji mogą zostać zapytane o profilaktykę, o samobadanie piersi czy o ostatnią cytologię – i chwała kolegom ginekologom za to. (…) Dostęp do urologa w pewnym sensie jest ograniczony, ponieważ droga do jego gabinetu najczęściej prowadzi przez lekarza rodzinnego. (…) Mężczyźni nie mają takiej odruchowej możliwości, by po prostu pojawić się w gabinecie urologicznym. Nawet jeśli mają wątpliwości, które chcieliby szybko z urologiem rozwiać, i tak muszą najpierw udać się do lekarza rodzinnego po skierowanie. Wydłużanie tej ścieżki wydaje się w naszym środowisku zbędnym utrudnieniem.” – podkreśliła.
W tym kontekście postulat uproszczenia dostępu do urologa nie jest postulatem „przywileju”, lecz próbą skrócenia jednego z newralgicznych odcinków ścieżki diagnostycznej. Obawy o kolejki są realne, ale warto je odwrócić: są argumentem za lepszym triage i sprawniejszą organizacją opieki, a nie za utrzymywaniem barier administracyjnych, które w praktyce opóźniają rozpoznania.
Dyskusja o skierowaniach do urologa nie jest sporem proceduralnym. W przypadku części nowotworów męskich to realnie kwestia czasu.
W tym kontekście dr n. med. Bożena Sikora-Kupis z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego przypomniała, że rak pęcherza moczowego w Polsce jest w grupie mężczyzn czwartym najczęściej rozpoznawanym nowotworem. W 2023 roku odnotowano ponad 5 tysięcy nowych zachorowań u panów i blisko 3 tysiące zgonów. U kobiet liczby są niższe – niespełna 2 tysiące zachorowań i około tysiąca zgonów – ale to wciąż znacząca skala problemu.
To nowotwór, który w ponad 75 proc. dotyczy mężczyzn. Mediana wieku wynosi 73 lata, ale – jak podkreślała ekspertka – w praktyce klinicznej pojawiają się coraz młodsi pacjenci. „Mój najmłodszy pacjent z rakiem pęcherza to 37-latek.” – zaznaczyła dr n. med. Bożena Sikora-Kupis.
Głównym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie tytoniu. I choć tradycyjnie kojarzone było ono głównie z mężczyznami, dane pokazują, że w młodszych grupach wiekowych odsetek palących kobiet i mężczyzn zaczyna się wyrównywać.
Najczęstszym objawem raka pęcherza jest krwiomocz – najczęściej widoczny gołym okiem, ale czasem jedynie mikroskopowy. Problem polega na tym, że bywa jednorazowy, przemijający, niebolesny. Pacjent widzi krew raz, objaw ustępuje i temat znika. Czasem pojawiają się objawy niespecyficzne: częstomocz, parcia naglące, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza.
I właśnie w tym miejscu wraca pytanie o ścieżkę dostępu. Jeśli pierwszym objawem jest krwiomocz, a droga do urologa prowadzi przez kilka wizyt w POZ i kolejne tygodnie oczekiwania, system sam wydłuża czas do rozpoznania. W nowotworze, w którym połowa chorych po leczeniu radykalnym doświadcza nawrotu, a stadium przerzutowe dramatycznie pogarsza rokowanie, opóźnienie nie jest kategorią administracyjną – jest kliniczną.
Medycyna precyzyjna w męskiej onkologii
Najważniejszym nowotworem męskim pozostaje rak prostaty. I to właśnie on pokazuje, jak bardzo współczesna onkologia zależy dziś od jakości diagnostyki molekularnej.
Podobnie jak w raku piersi – w tym wypadku również mówimy o nowotworze, który w części przypadków jest zależny od mutacji w genach BRCA. U około 10–20 proc. pacjentów z rakiem prostaty identyfikuje się mutacje w genach BRCA1, BRCA2, a także w innych genach związanych z naprawą DNA, takich jak ATM, CHEK2, PALB2 czy CDK12. Dla tej grupy dostępne są dwa programy lekowe oparte na inhibitorach PARP – terapii celowanej, która działa właśnie w przypadku określonych zaburzeń genetycznych.
Nie oznacza to jednak, że badania molekularne wykonuje się u wszystkich chorych. Diagnostyka dotyczy wyselekcjonowanej populacji – pacjentów z przerzutowym rakiem prostaty, leczonych hormonalnie, u których doszło do niepowodzenia terapii hormonalnej. W praktyce to około 5 tysięcy chorych rocznie, u których badania genetyczne powinny być standardem postępowania.
Szczególne znaczenie ma także diagnostyka u mężczyzn, u których rak prostaty pojawia się w młodym wieku. Wczesne zachorowania częściej są związane z mutacjami w genach BRCA – zwłaszcza BRCA2, który jest najczęściej identyfikowanym genem predyspozycyjnym w tym nowotworze.
Eksperci podkreślali, że klasyczne testy przesiewowe w kierunku wybranych mutacji BRCA1 i BRCA2 nie są w tym przypadku wystarczające. Konieczne jest pełne badanie metodą NGS, obejmujące analizę całej sekwencji kodującej genów. Co więcej, sama krew nie zawsze wystarcza.
W raku prostaty około połowa mutacji ma charakter germinalny, dziedziczny, ale druga połowa to mutacje somatyczne, obecne wyłącznie w tkance nowotworowej. Oznacza to, że optymalnym materiałem do diagnostyki jest właśnie guz.
I tu pojawia się poważny problem systemowy.
Materiał w raku prostaty pochodzi najczęściej z cienkoigłowych biopsji – niewielkich fragmentów tkanki utrwalanych w bloczkach parafinowych. Jak wskazywano podczas posiedzenia, nawet około 50 proc. takich preparatów okazuje się niediagnostycznych: materiał bywa zbyt skąpy, źle utrwalony albo zawiera zbyt mało komórek nowotworowych, by przeprowadzić wiarygodne badanie molekularne. W praktyce oznacza to, że co drugi pacjent może nie mieć możliwości wykonania testu, który decyduje o kwalifikacji do leczenia.
Dlatego jednym z kluczowych postulatów stało się dopuszczenie i finansowanie tzw. płynnej biopsji. Badanie to pozwala wykrywać mutacje w materiale genetycznym krążącym we krwi i może być wykonane ambulatoryjnie, bez konieczności ponownego pobierania tkanki. W sytuacji, gdy materiał tkankowy jest niediagnostyczny, płynna biopsja mogłaby stanowić realną „drugą szansę” na kwalifikację do terapii celowanej.
Bez finansowania tego świadczenia medycyna precyzyjna w raku prostaty pozostaje częściowo deklaratywna – dostępna teoretycznie, ale w praktyce ograniczona jakością materiału diagnostycznego.
Ale rak prostaty nie jest jedynym nowotworem męskim, w którym genetyka zaczyna odgrywać rolę.
Dr hab. Andrzej Tysarowski, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej, zwrócił uwagę, że również rak pęcherza moczowego – jeszcze do niedawna postrzegany wyłącznie przez pryzmat leczenia chirurgicznego i chemioterapii – wchodzi w obszar terapii ukierunkowanych molekularnie. Od ubiegłego roku funkcjonuje program lekowy obejmujący diagnostykę w kierunku zmian w genie FGFR3 i kwalifikację do terapii celowanej u pacjentów z odpowiednim profilem molekularnym.
Badanie wykonywane jest z tkanki nowotworowej – metodą PCR jako test przesiewowy lub przy użyciu paneli NGS obejmujących tzw. hotspoty genu FGFR3. To obecnie jedyne rutynowo finansowane badanie genetyczne w tym nowotworze, ale pokazuje kierunek zmian: nawet w raku pęcherza medycyna precyzyjna przestaje być wyjątkiem.
W przypadku innych nowotworów męskich – przede wszystkim raka jądra – sytuacja wygląda inaczej. To nowotwór typowo młodych mężczyzn, w którym diagnostyka nie opiera się na badaniach genetycznych. Kluczowe znaczenie ma samobadanie i szybkie zgłoszenie się do lekarza w przypadku zauważenia niepokojących zmian w budowie jąder.
Tu medycyna precyzyjna ustępuje miejsca najprostszej profilaktyce wtórnej: czujności i szybkiej reakcji.
Trzeba zmienić model dotarcia
W dyskusji o barierach dostępu pojawił się jeszcze jeden, bardzo praktyczny wątek – mobilna profilaktyka.
Od lat oswoiliśmy się z obecnością mammobusów i cytobusów. Mobilne pracownie mammograficzne czy punkty cytologii płynnej pojawiają się przy centrach handlowych, podczas wydarzeń sportowych czy lokalnych festynów. Stały się symbolem aktywnego wychodzenia systemu do pacjentki.
Tymczasem analogicznych rozwiązań skierowanych typowo do mężczyzn wciąż brakuje.
Prof. Paweł Krawczyk przywołał doświadczenie z województwa lubelskiego, gdzie w ramach unijnego projektu realizowano mobilny program przesiewowy w kierunku raka płuca. Po regionie jeździł tzw. tomobus – mobilna pracownia niskodawkowej tomografii komputerowej, wykorzystywanej właśnie w badaniach przesiewowych osób z grupy podwyższonego ryzyka.
„To był strzał w dziesiątkę, bo zwłaszcza mężczyźni nie przyjadą do dużego miasta. Gdy tomobus pojawia się w ich miejscowości, zgłaszalność na badania wyraźnie rośnie. Województwo lubelskie jest rolniczym regionem. Jeżeli ktoś miałby przyjechać z obrzeży do miasta, to raczej da sobie z tym spokój. Dlatego akcje profilaktyczne muszą być zdywersyfikowane pod kątem miejsca zamieszkania pacjentów. Inaczej mieszkańcy miast będą mogli korzystać z programów profilaktycznych, a inaczej mieszkańcy terenów wiejskich.” – mówił profesor.
Na tę lukę zwrócił uwagę również Marcin Józefaciuk, mówiąc wprost o potrzebie „androbusów” – „Mammobusy czy busy z cytologią płynną pojawiają się coraz częściej (…) ale ciągle tych androbusów bardzo, bardzo mocno brakuje.”
Niezależnie od nazwy, idea jest prosta: jeśli państwo chce mówić o równej dostępności badań przesiewowych, musi wyjść do mężczyzn równie konsekwentnie, jak od lat wychodzi do kobiet. W przeciwnym razie różnica nie będzie wynikać z biologii, lecz z organizacji systemu.
HPV: mit „kobiecego wirusa” i luka w męskiej profilaktyce
Jeśli mobilna profilaktyka pokazuje, jak docierać do pacjentów, to wątek HPV pokazał, jak bardzo profilaktyka bywa źle rozumiana – także w wymiarze płci.
Prof. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, rozpoczął od rozprawienia się z jednym z najtrwalszych mitów: „HPV kojarzy się przede wszystkim z nowotworami kobiecymi, ale tak do końca nie jest to prawdą.”
Wirus brodawczaka ludzkiego ma ponad 200 typów, z czego około 40 uznaje się za wysokoonkogenne, czyli predysponujące do powstawania nowotworów. W praktyce klinicznej szczególne znaczenie ma kilkanaście, które dziś można identyfikować testami molekularnymi.
Nie każda infekcja prowadzi do nowotworu. W większości przypadków sprawny układ odpornościowy eliminuje wirusa bez trwałych konsekwencji. Problem pojawia się wtedy, gdy zakażenie przechodzi w fazę przewlekłą – a to, jak wskazywał profesor, może być związane m.in. z czynnikami środowiskowymi i osłabieniem odporności w populacji.
Efekt widać w statystykach globalnych. “Mamy statystyki międzynarodowe, które mówią, że od 4 do 5% wszystkich nowotworów, wszystkich globalnie, to są nowotwory wywołane przez HPV. We światowych statystykach prawie 700 tysięcy przypadków są to przypadki, gdzie czynnikiem etiologicznym jest rzeczywiście wirus HPV. A więc jest to problem zdrowia publicznego.” – kontynuował ekspert.
Kluczowe jest jednak to, że HPV nie dotyczy wyłącznie kobiet. „Mniej więcej 4 na 10 przypadków zachorowań to kwestia mężczyzn” – podkreślił prof. Bidziński.
O ile rak szyjki macicy jest niemal w stu procentach związany z zakażeniem HPV, o tyle wirus odpowiada również za około 90 proc. przypadków raka odbytu oraz około 70 proc. nowotworów części ustnej gardła. Istotny odsetek dotyczy także raka prącia. W praktyce oznacza to, że wirus jest czynnikiem etiologicznym zarówno nowotworów kobiecych, jak i męskich – zwłaszcza w obrębie okolic anogenitalnych i jamy ustnej.
To sprawia, że szczepienia przeciw HPV są narzędziem profilaktyki pierwotnej dla obu płci.
Ekspert odniósł się również do obaw, które przez lata towarzyszyły szczepieniom – że mogą sprzyjać „rozwiązłości” czy być traktowane jako forma antykoncepcji. Przytoczone badania nie potwierdzają wzrostu liczby partnerów seksualnych, ciąż ani innych zachowań ryzykownych wśród osób zaszczepionych.
Szczepienia są dziś rekomendowane przede wszystkim w wieku 9–14 lat – wtedy wystarczą dwie dawki, a skuteczność jest najwyższa. W grupie 15–26 lat nadal mają silną rekomendację (wymagają trzech dawek), a także między 27. a 45. rokiem życia, gdy istnieje ryzyko nowych zakażeń. Dopiero po 45. roku życia decyzja ma charakter indywidualny.
„Te szczepionki również powinny być u mężczyzn stosowane” – podsumował prof. Bidziński.
W kontekście wcześniejszej dyskusji o „androbusach” i braku naturalnych punktów kontaktu mężczyzn z systemem, wątek HPV pokazuje jeszcze jedno: profilaktyka nie może być projektowana pod stereotypy. Jeśli wirus odpowiada za setki tysięcy nowotworów rocznie – w tym znaczną część u mężczyzn – programy szczepień nie mogą być komunikowane wyłącznie jako element „kobiecej onkologii”.
„Zacznijmy zarządzać zdrowiem, a nie chorobą”
Po dyskusji o barierach w dostępie i o tym, jak wiele zależy od czasu rozpoznania, głos zabrała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia. Magdalena Klimek, naczelnik Wydziału Narodowej Strategii Onkologicznej w Departamencie Opieki Koordynowanej, przedstawiła kierunki działań resortu.
Jak podkreśliła, z perspektywy Ministerstwa Zdrowia kluczowe są dwa filary: wzmocnienie profilaktyki i wczesnego wykrywania nowotworów oraz standaryzacja opieki w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.
W ramach Narodowej Strategii Onkologicznej w ostatnim czasie poszerzono grupy wiekowe objęte badaniami przesiewowymi w kierunku raka piersi i raka szyjki macicy. Wprowadzono szczepienia przeciw HPV, umożliwiono wykonywanie testu HPV oraz cytologii na podłożu płynnym, która charakteryzuje się większą czułością niż klasyczna cytologia.
Do koszyka świadczeń gwarantowanych włączono także badanie kolonoskopowe w ramach wczesnego wykrywania raka jelita grubego. Kolejnym krokiem ma być ogólnopolski program badań przesiewowych raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. „Według ostatniej informacji, którą posiadam, program ma być włączony do koszyka w lipcu” – poinformowała Klimek.
Równolegle prowadzone są działania informacyjno-edukacyjne. Kampania „Planuję Długie Życie” funkcjonuje zarówno w przestrzeni medialnej, jak i w kanałach cyfrowych państwa. Na portalu pacjent.gov.pl dostępne są materiały dotyczące profilaktyki, stylu życia oraz informacji o badaniach – skierowane zarówno do kobiet, jak i mężczyzn.
Niemal rok temu uruchomiono Narodowy Portal Onkologiczny – narzędzie, które ma stanowić przeciwwagę dla dezinformacji i niezweryfikowanych treści pojawiających się w mediach społecznościowych. Portal powstaje we współpracy z ekspertami i ma zapewniać aktualne, rzetelne informacje dotyczące profilaktyki, diagnostyki i leczenia nowotworów.
Ważnym elementem cyfrowym jest również rozwój Internetowego Konta Pacjenta – w tym narzędzie „Dziesiątka dla Serca”, umożliwiające ocenę stylu życia i ryzyka zdrowotnego. Trwa także wdrażanie centralnej e-rejestracji, która obecnie umożliwia kobietom zapis na badania przesiewowe w kierunku raka szyjki macicy i raka piersi.
Drugim filarem działań jest Krajowa Sieć Onkologiczna. Jej celem jest standaryzacja opieki i zapewnienie pacjentowi – niezależnie od miejsca zamieszkania – porównywalnego poziomu leczenia. Ministerstwo opublikowało już 20 ścieżek postępowania w formie kluczowych zaleceń dla najczęściej występujących nowotworów, w tym raka piersi, jajnika, pęcherza moczowego oraz gruczołu krokowego. Podmioty zakwalifikowane do Krajowej Sieci Onkologicznej mają obowiązek stosowania tych zaleceń.
Przewodniczący zespołu, Marcin Józefaciuk w odpowiedzi podkreślił, że dostrzega wysiłek Ministerstwa Zdrowia – zarówno organizacyjny, jak i finansowy – ale jego zdaniem wciąż brakuje jednego elementu: wyraźnego uwzględnienia różnic między chłopcami i dziewczętami w projektowaniu profilaktyki. „Zabrakło mi skupienia się na różnicach też w profilaktyce u chłopców i u dziewcząt, bo zupełnie inaczej to wygląda i powinno wyglądać, tak mi się wydaje, ze strony edukacyjnej.” – powiedział.
W jego ocenie nauczycielom brakuje konkretnych narzędzi – gotowych materiałów, scenariuszy rozmów i wsparcia komunikacyjnego. Choć Ministerstwo Edukacji udostępnia podstawowe treści na platformach edukacyjnych, to – jak podkreślał – wciąż za mało, by realnie zmieniać postawy. „Brakuje nauczycielom takich możliwości, materiałów, żeby na ten temat rozmawiać, a to jest myślę taka bardzo niezagospodarowana grupa.” – mówił Marcin Józefaciuk.
Józefaciuk wskazał również na potrzebę nowoczesnej komunikacji – kampanii „z prawdziwego zdarzenia”, także w przestrzeni influencerskiej, skierowanej bezpośrednio do młodzieży. W jego ocenie profilaktyka mężczyzn bywa realizowana „tak samo” jak profilaktyka kobiet – tymi samymi kanałami, tym samym językiem i przy użyciu tych samych narzędzi.
A to nie działa.
„Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało, że nic nie jest robione dla mężczyzn, ale jest robione dla mężczyzn tak samo, jakby było robione dla kobiet (…) te same sposoby, techniki, metody są wykorzystywane, które widać, że nie działają.” – podkreślił.
To nie jest postulat zwiększenia liczby programów, lecz zmiany ich konstrukcji. Jeśli kobiety mają „naturalne” punkty kontaktu z systemem – wizyty ginekologiczne, badania związane z rozrodem – mężczyźni takich punktów nie mają. Wymagają więc innego modelu dotarcia.
Jak podkreślił przewodniczący Zespołu: „Zacznijmy zarządzać zdrowiem, a nie chorobą.”
To zdanie, przywołane z jednego z wcześniejszych spotkań, stało się w pewnym sensie klamrą całego posiedzenia. Bo jeśli system ma skutecznie redukować śmiertelność nowotworów, nie wystarczy oferować leczenie na wysokim poziomie. Trzeba projektować profilaktykę w taki sposób, by realnie trafiała do tych, którzy dziś pozostają poza jej zasięgiem.
Źródło: Transkrypcja posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn (wspólnie z Parlamentarnym Zespołem ds. Zdrowia Kobiet), 24 lutego 2026 r., konferencja: „Nowotwory kobiet i mężczyzn: wyzwania profilaktyczne, diagnostyczne i systemowe XXI wieku”
Autor:
Redakcja MedicalPress