Podwójny cios w guz. Pierwsza chemoembolizacja wątroby TACE w Podlaskiem

Opublikowane 21 kwietnia 2026
Podwójny cios w guz. Pierwsza chemoembolizacja wątroby TACE w Podlaskiem
16 kwietnia radiolodzy interwencyjni z Zakładu Radiologii USK w Białymstoku po raz pierwszy przeprowadzili zabieg chemoembolizacji wątroby TACE, dołączając tym samym do grona polskich ośrodków wykonujących tę procedurę, dającą szansę na życie pacjentom onkologicznym.
Przygotowanie do zabiegu było efektem wspólnej pracy chirurga z I Kliniki Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej – dr. Aleksandra Tarasika – oraz radiologa dr. Radosława Zawadzkiego. Dwóch pacjentów – 72-letnia kobieta oraz 68-letni mężczyzna – zgłosiło się do działającej w USK Poradni Nowotworów Wątroby, Trzustki i Przewodu Pokarmowego. Wcześniej lekarze zdiagnozowali u nich zaawansowane guzy wątroby. Przez kolejne tygodnie dr Tarasik wspólnie z lekarzami z Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii przygotowywał pacjentów, aby mogli zostać poddani zabiegowi. Wczoraj udało się go przeprowadzić.

Na czym polegał zabieg? TACE, czyli chemoembolizacja (Transcatheter Arterial Chemoembolization), to procedura z zakresu radiologii interwencyjnej, stosowana głównie u pacjentów z zaawansowanymi i nieoperacyjnymi guzami wątroby (np. w przebiegu raka wątrobowokomórkowego albo przerzutów do wątroby). Lekarze radiolodzy wprowadzili cienki cewnik przez tętnicę w pachwinie i skierowali go bezpośrednio do naczyń krwionośnych odżywiających guz w wątrobie.

– W tym przypadku przez tętnicę udową dostaliśmy się do patologicznych naczyń unaczyniających zmianę guzowatą w obrębie wątroby, zamknęliśmy te naczynia oraz podaliśmy lek bezpośrednio do zmiany – tłumaczył dr Radosław Zawadzki, radiolog. – Naszym celem było nie tylko zamknięcie tej zmiany, ale również leczenie i superselektywne podanie leku skierowanego wyłącznie na sam guz, z oszczędzeniem otaczających tkanek.

Radiolodzy podali bowiem chemioterapeutyk zmieszany z materiałem embolizacyjnym. Cząstki embolizacyjne nasączone chemioterapeutykiem zawarte w tej mieszaninie zamknęły guz oraz naczynia odżywiające nowotwór, a jednocześnie zadziałały jako środek niszczący komórki rakowe. Takie leczenie pozwoliło selektywnie oddziaływać na guz, oszczędzając resztę organizmu. Tak podana „chemia” działa miejscowo i wywołuje mniejsze działania ogólnoustrojowe niż klasyczna chemioterapia. Celem terapii jest spowolnienie rozwoju choroby, zmniejszenie guza, a w niektórych przypadkach także umożliwienie późniejszego leczenia operacyjnego (usunięcia guza lub kwalifikacji do przeszczepu wątroby).

Nie każdy pacjent kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia. Zwykle bierze się pod uwagę wielkość i liczbę zmian w wątrobie, stan narządu (np. obecność marskości) oraz ogólny stan zdrowia pacjenta. Po zabiegu pacjenci zwykle pozostają w szpitalu od 1 do 3 dni. Możliwe są przejściowe objawy, takie jak ból, gorączka czy osłabienie (tzw. zespół poembolizacyjny).

Oboje pacjenci po zabiegu czują się dobrze. Dziś 68-latek opuści szpital, a pacjentka – ze względu na rozmiary guza i cięższe przejście zabiegu – pozostanie jeszcze jeden dzień na obserwacji.
W województwie podlaskim taki zabieg wykonano po raz pierwszy.

– To jest podwójny cios w guz: zamykamy naczynie doprowadzające krew do guza, a jednocześnie podajemy selektywnie do niego chemioterapię – tłumaczył podczas dzisiejszej konferencji prasowej dr Aleksander Tarasik, zastępca lekarza kierującego I Kliniką Chirurgii Ogólnej, Onkologicznej i Endokrynologicznej. – Ten zabieg na pewno spowoduje zahamowanie wzrostu zmiany nowotworowej, ale czasami może także doprowadzić do jej zmniejszenia. Wówczas możemy wkroczyć jako chirurdzy i nawet radykalnie wyleczyć pacjenta, usuwając zmianę.

Jak podkreślił, jest to leczenie zarezerwowane przede wszystkim dla pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym. Takich pacjentów jest coraz więcej i niestety nadal 80% zgłasza się do lekarza zbyt późno, kiedy zmiana jest już bardzo zaawansowana. – Do tej pory na Podlasiu nie mieliśmy narzędzia do leczenia tych pacjentów. Musieliśmy wysyłać ich do innych ośrodków, co wcale nie było łatwe, bo w Polsce takich ośrodków wykonujących tego typu zabiegi jest niewiele – mówił.

Dr Tarasik tłumaczył, że tę małoinwazyjną technikę można stosować także u pacjentów np. z przerzutami w raku jelita grubego. Co ważne, zabieg można powtarzać.

– Nawet jeśli teraz zniszczyliśmy większość zmiany, a w przyszłości zobaczymy, że coś odrasta, pojawia się wzmocnienie w badaniu tomograficznym, możemy zastosować ten zabieg ponownie i tym samym wydłużyć życie pacjenta – dodawał.

Dr Zawadzki opowiedział o przebiegu zabiegu, ale też podkreślił, że Klinika Chirurgii jest kolejną – m.in. obok neurochirurgii, chirurgii naczyniowej, kardiochirurgii czy ortopedii – która zacieśnia współpracę z radiologami interwencyjnymi. To z kolei prowadzi do wykonywania operacji w sposób mniej inwazyjny.

Źródło: USK w Bialymstoku
Foto: USK w Bialymstoku