Miliony Polaków mogą chorować na nerki i o tym nie wiedzieć

Opublikowane 10 marca 2026
Miliony Polaków mogą chorować na nerki i o tym nie wiedzieć

Przewlekła choroba nerek rozwija się po cichu. Przez lata nie daje wyraźnych objawów, a kiedy zostaje rozpoznana, bywa już zbyt późno, by odwrócić jej przebieg. Tymczasem w Polsce z chorobą może żyć nawet ponad 5 milionów osób – a zdecydowana większość z nich nie ma o tym pojęcia. Eksperci nie mają wątpliwości: system ochrony zdrowia wciąż wykrywa tę chorobę zbyt późno, a konsekwencje zdrowotne i finansowe będą w kolejnych latach tylko rosły.

Jak podkreślała prof. Magdalena Krajewska, konsultant krajowa w dziedzinie nefrologii, przewlekła choroba nerek „to stan, do którego dochodzi w przebiegu wielu chorób nerek, ale przede wszystkim w przebiegu chorób cywilizacyjnych – nadciśnienia, cukrzycy, otyłości – których będzie coraz więcej”. To właśnie dlatego mówimy dziś nie o wąskim problemie jednej specjalizacji, lecz o narastającym wyzwaniu zdrowia publicznego.

Dane przywoływane przez ekspertów wskazują, że właściwą diagnozę ma zaledwie około 5 proc. chorych. Oznacza to, że ogromna większość osób żyje z chorobą, nie mając świadomości jej istnienia – aż do momentu, gdy pojawiają się poważne powikłania.

Prognozy epidemiologiczne nie pozostawiają wątpliwości, że skala zjawiska będzie rosła wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Jak wskazywała prof. Magdalena Krajewska, do 2034 roku liczba osób z przewlekłą chorobą nerek w Polsce może przekroczyć 5 milionów, a w populacji powyżej 60. roku życia schorzenie to dotyczy już niemal co piątej osoby. To oznacza, że system ochrony zdrowia będzie miał do czynienia nie z problemem marginalnym, lecz z jednym z najważniejszych przewlekłych obciążeń zdrowotnych najbliższych lat.

Nie chodzi jednak wyłącznie o samą niewydolność nerek. Choroba ta znacząco zwiększa ryzyko zgonu z przyczyn sercowo-naczyniowych i bywa wskazywana jako jeden z najbardziej niedocenianych czynników ryzyka w medycynie. W praktyce oznacza to, że pacjent z obniżoną funkcją nerek może mieć gorsze rokowanie niż osoba z niektórymi nowotworami we wczesnym stadium. „Rozmawiamy o chorobie, która jest chorobą śmiertelną – to jest sprawa życia i śmierci” – podkreśla prof. Marcin Adamczak, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego. „Pacjent z eGFR około 30 (…) nie ma żadnych objawów poza nadciśnieniem tętniczym, a jego rokowanie co do przeżycia jest nawet dwa razy gorsze niż u chorego z nowotworem złośliwym bez przerzutów.”

Choroba, która przez lata nie daje objawów

Jednym z największych wyzwań w nefrologii pozostaje fakt, że przewlekła choroba nerek rozwija się długo bez wyraźnych symptomów. W początkowych stadiach pacjent może odczuwać jedynie niespecyficzne dolegliwości – zmęczenie, niewielkie obrzęki czy podwyższone ciśnienie tętnicze. Objawy te rzadko kojarzone są z chorobą nerek.

Choroba na początku jest chorobą bezobjawową albo skąpoobjawową” – tłumaczyła prof. Magdalena Krajewska.

Brak objawów nie oznacza jednak braku ryzyka, co potwierdzają także doświadczenia samych pacjentów. „Zachorowałam, gdy miałam 18 lat. Nie miałam objawów, a w dzień, w którym zachorowałam, następnego dnia musiałam mieć dializę.” – mówi Dorota Ligęza, wiceprezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki. Zwraca przy tym uwagę, że choroby nerek mogą dotykać także bardzo młode osoby, dlatego jej zdaniem warto rozważyć wcześniejsze i bardziej systematyczne badania przesiewowe również wśród młodych ludzi.

Co istotne, brak objawów nie oznacza braku ryzyka. „Ryzyko chorób sercowo-naczyniowych zaczyna się już w momencie, kiedy objawy się jeszcze nie pojawiają, ale już mamy rozpoznanie przewlekłej choroby nerek” – podkreślała.

Z tego powodu kluczowe znaczenie ma diagnostyka laboratoryjna. Podstawowe badania pozwalające wykryć chorobę są stosunkowo proste: oznaczenie stężenia kreatyniny we krwi z wyliczeniem wskaźnika filtracji kłębuszkowej (eGFR), badanie ogólne moczu oraz oznaczenie stosunku albuminy do kreatyniny w moczu (ACR). To właśnie ten ostatni parametr – pozwalający wykryć niewielkie ilości białka w moczu – ma szczególne znaczenie dla wczesnego rozpoznania choroby.

Problem polega na tym, że w praktyce badanie to wykonywane jest zbyt rzadko. W wielu przypadkach przewlekła choroba nerek rozpoznawana jest dopiero w stadium trzecim lub czwartym, kiedy możliwości spowolnienia jej przebiegu są znacznie ograniczone.

System zaczyna reagować, ale wciąż zbyt późno

W debacie o przewlekłej chorobie nerek coraz wyraźniej wybrzmiewa przekonanie, że miejscem, w którym system powinien wychwytywać pacjenta najwcześniej, jest podstawowa opieka zdrowotna. To właśnie tam trafiają osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, otyłością czy chorobami serca – a więc z najważniejszymi czynnikami ryzyka uszkodzenia nerek.

Jak mówiła Magdalena Kramska, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, „Cały sposób myślenia o ścieżce pacjenta w systemie należy niewątpliwie rozpocząć od podstawowej opieki zdrowotnej, bo tutaj tak naprawdę wszystko się zaczyna – a jeśli się nie zaczyna, to powinno się zaczynać”.

Zdaniem prof. Krajewskiej to właśnie brak charakterystycznych symptomów sprawia, że choroba wymyka się rutynowej czujności diagnostycznej i najczęściej rozpoznawana jest dopiero w stadiach zaawansowanych, „czyli 3b do 5, właściwie wtedy, kiedy już powinniśmy rozpoczynać dializoterapię”.

To właśnie POZ ma być tym miejscem, w którym system po raz pierwszy zbiera kluczowe informacje o pacjencie i decyduje o dalszej ścieżce diagnostycznej oraz terapeutycznej. Jak podkreślała przedstawicielka resortu, „to powinien być ten pierwszy moment, w którym system jest w stanie pozyskać kluczowe informacje o pacjencie, tak aby później móc skierować go na odpowiednie poziomy leczenia. Pewne rzeczy już się zadziały, a pewne rzeczy dopiero planujemy”.

W ostatnich latach w Polsce wprowadzono elementy opieki koordynowanej w POZ, obejmujące także obszar nefrologii. W ramach tej ścieżki możliwe jest wykonywanie podstawowych badań diagnostycznych, monitorowanie pacjentów oraz konsultacje z nefrologiem. Dane wskazują jednak, że skala korzystania z tej formy opieki jest wciąż niewystarczająca.

Jednym z najważniejszych zapowiadanych kierunków zmian jest rozszerzenie diagnostyki dostępnej na wczesnym etapie. Magdalena Kramska zapowiedziała, że „jednym z najistotniejszych planowanych działań jest badanie stężenia albuminy do kreatyniny. Docelowo ma ono zostać przesunięte ze ścieżki nefrologicznej w podstawowej opiece zdrowotnej do ścieżki diagnostycznej, co pozwoli nam odpowiednio wcześnie i w odpowiedniej skali wykrywać pierwsze sygnały oraz symptomy tej choroby u pacjentów, a później odpowiednio nimi się zajmować”.

To ważna deklaracja, bo właśnie oznaczenie ACR jest dziś uznawane za jedno z kluczowych badań w wykrywaniu przewlekłej choroby nerek na etapie, gdy pacjent nie ma jeszcze wyraźnych objawów. Bez niego znaczna część chorych pozostaje poza systemem aż do czasu zaawansowanego pogorszenia funkcji nerek.

To właśnie brak oznaczania albuminurii (ACR) sprawia, że znaczna część chorych pozostaje poza systemem. Jak wskazywała konsultant krajowa, dane pokazują, że „połowa pacjentów nam ucieknie, jeśli nie będą mieli oznaczonej albuminurii”. W tym sensie spór o zakres badań przesiewowych nie dotyczy detalu organizacyjnego, lecz tego, ilu pacjentów zostanie wykrytych zanim choroba wejdzie w etap zaawansowany.

Resort zdrowia wiąże ten wątek także z szerszym podejściem do profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazywała Magdalena Kramska, problem zaczyna się często jeszcze przed samym rozpoznaniem przewlekłej choroby nerek, bo jego źródłem bywają nierozpoznane wcześniej nadciśnienie tętnicze i cukrzyca. W tym kontekście program „Moje Zdrowie” ma służyć temu, by pacjent wcześniej trafiał do systemu z podstawowymi informacjami o swoim stanie zdrowia, a sam system mógł lepiej pokierować dalszą diagnostyką.

Prof. Krajewska zwracała jednak uwagę, że obecny zakres programu nadal nie odpowiada w pełni na potrzeby nefrologii. „Mamy teraz ‘Moje Zdrowie’, bo ‘40 plus’ nie działał (...)” – mówiła, dodając, że w programie nadal nie przewidziano możliwości wykonania badania ACR, czyli oznaczenia albuminy do kreatyniny w moczu, które jest jednym z podstawowych badań pozwalających wykrywać przewlekłą chorobę nerek na wczesnym etapie. Kierunek zmian wydaje się więc dość jasno zarysowany: większy nacisk na POZ, wcześniejsze wykrywanie i rozszerzenie katalogu badań wykonywanych zanim pacjent trafi do specjalisty.

Nierówności dostępu i brak specjalistów

Wczesna diagnostyka to tylko pierwszy etap problemu. Równie poważnym wyzwaniem pozostaje dostęp do specjalistycznej opieki nefrologicznej.

Choć liczba poradni nefrologicznych w Polsce rośnie, ich rozmieszczenie jest nierównomierne. W niektórych regionach kraju dostęp do specjalisty jest stosunkowo łatwy, w innych czas oczekiwania na wizytę pozostaje bardzo długi. Prof. Krajewska zwracała uwagę, że dane NFZ pokazują nie tylko wydłużenie czasu oczekiwania na poradę nefrologiczną, ale też bardzo nierównomierny dostęp do oddziałów nefrologicznych. Jak mówiła, „połowa oddziałów nefrologicznych znajduje się w czterech województwach”, podczas gdy druga połowa musi zabezpieczyć całą resztę kraju. 

Równocześnie rośnie liczba pacjentów wymagających leczenia nerkozastępczego. W ostatnich latach zwiększyła się liczba stacji dializ, a także liczba osób dializowanych. Wydatki na dializoterapię pochłaniają ogromną część budżetu przeznaczonego na nefrologię – według szacunków nawet około 96 proc. wszystkich nakładów.

Paradoks polega na tym, że znaczna część tych kosztów wynika z późnego wykrywania choroby. Wczesne leczenie i odpowiednia profilaktyka mogłyby w wielu przypadkach spowolnić postęp choroby lub nawet zapobiec konieczności dializoterapii.

Równie poważnym problemem jest niedobór kadr. Prof. Magdalena Krajewska nie pozostawiała w tej sprawie wątpliwości: „Lekarzy nefrologów jest zdecydowanie za mało”. Na tę lukę kadrową nakładają się dodatkowo nierówności regionalne w dostępie do leczenia. Konsultant krajowa zwracała uwagę, że w przypadku leczenia nefropatii IgA różnice między województwami są trudne do racjonalnego uzasadnienia, a terminy konkursów i okresy ich zawierania wyraźnie się między sobą różnią. To jeden z tych obszarów, w których formalna dostępność terapii nie zawsze przekłada się na równy dostęp pacjenta do leczenia.

Podobną diagnozę stawiał prof. Marcin Adamczak, prezes Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, zwracając uwagę na skalę dysproporcji w porównaniu z innymi krajami Europy. „Nie mam wątpliwości, że w Polsce jest zdecydowanie za mało nefrologów w porównaniu z innymi krajami europejskimi. W stosunku do takich krajów jak Grecja czy Węgry nefrologów mamy trzy–cztery razy mniej, a w porównaniu z Niemcami – około dwa razy mniej. To nie są różnice rzędu 20 czy 30 procent, tylko różnice całych rzędów wielkości, które w oczywisty sposób utrudniają wczesną diagnostykę i wczesne, celowane leczenie chorób nerek.”

Nowe możliwości leczenia

Postęp terapeutyczny w nefrologii w ostatnich latach jest wyraźny. Do praktyki klinicznej wprowadzono nowe grupy leków, w tym inhibitory SGLT2, czyli flozyny, które wykazują działanie nefroprotekcyjne i mogą spowalniać postęp choroby nerek.

Ten kierunek dostrzega również Ministerstwo Zdrowia. Jak podkreślała Magdalena Kramska, „to, co należy podkreślić, to zwiększająca się liczba wskazań i refundacji, jeżeli chodzi o flozyny, czyli substancje, które pozwalają skutecznie wpływać na leczenie przewlekłej choroby nerek. Tutaj również widać intensyfikację prac”.

Znaczenie nowoczesnego leczenia polega dziś nie tylko na wprowadzaniu kolejnych cząsteczek, ale też na wcześniejszym włączaniu terapii u pacjentów z grup ryzyka. Jak podkreślała prof. Krajewska, celem wczesnego rozpoznania jest nie tylko samo nazwanie problemu, ale możliwość realnego spowolnienia jego przebiegu. „Możemy spowodować, że przewlekła choroba nerek, która z zasady jest postępująca, będzie rozwijała się wolniej albo nawet – jeśli zaczniemy odpowiednio wcześnie – w niektórych patologiach jesteśmy w stanie zapobiec terapii nerkozastępczej” – mówiła. Im później choroba zostaje rozpoznana, tym mniejsze są możliwości realnego zahamowania jej progresji.

Coraz większą rolę odgrywa także kompleksowe podejście do leczenia, obejmujące kontrolę ciśnienia tętniczego, leczenie zaburzeń metabolicznych oraz terapię chorób współistniejących. W wielu przypadkach odpowiednio wczesne wdrożenie leczenia pozwala znacząco opóźnić moment konieczności dializoterapii.

Jednocześnie eksperci zwracają uwagę na problem wielolekowości. Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek często cierpią na kilka chorób przewlekłych jednocześnie i przyjmują wiele leków. „Większość pacjentów z przewlekłą chorobą nerek to chorzy z wielochorobowością, czyli współwystępowaniem wielu schorzeń. Problem polega na tym, że przyjmują oni często wiele leków, a jeśli funkcja nerek jest już upośledzona, brak modyfikacji farmakoterapii może prowadzić do przyspieszenia pogorszenia funkcji nerek i nasilenia powikłań” – mówi dr hab. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny, ekspert w zakresie działań niepożądanych i interakcji lekowych.

Niewłaściwie dobrana farmakoterapia może przyspieszać pogorszenie funkcji nerek lub prowadzić do powikłań wymagających hospitalizacji. „Mamy dziś w Polsce do czynienia z tzw. hiperpolifarmakoterapią. Każde działanie niepożądane wynikające z niewłaściwego leczenia generuje ogromne koszty dla systemu ochrony zdrowia – szacuje się je na 6–8 tysięcy euro na jeden przypadek” – podkreśla specjalista.

W tym kontekście ekspert zwraca uwagę, że inwestycja w nowoczesne i właściwie dobrane leczenie może w dłuższej perspektywie ograniczać zarówno powikłania, jak i koszty systemowe. „Jeżeli nie wydamy pieniędzy na właściwą refundację i dostęp do skutecznych terapii, to system i tak wyda je później na leczenie powikłań.”

Przeszczepienie – najlepsza, ale wciąż niedostatecznie wykorzystywana metoda leczenia

Dla części pacjentów z zaawansowaną niewydolnością nerek najlepszą metodą leczenia pozostaje przeszczepienie narządu. W ostatnich latach liczba transplantacji nerek w Polsce zaczęła ponownie rosnąć. Jak wskazywała Magdalena Kramska, „w ostatnich latach obserwujemy zwiększającą się liczbę przeszczepień. W zeszłym roku, jeżeli chodzi o nerki, wykonano ich ponad 1200. To jest rzecz, która szczególnie cieszy”.

Jednocześnie resort nie ukrywa, że sam wzrost liczby przeszczepień nie rozwiązuje całego problemu. Mimo poprawy wyników wciąż istnieją bariery w kwalifikowaniu pacjentów do przeszczepienia. Proces kwalifikacji bywa długi i skomplikowany, a wielu pacjentów trafia na listę oczekujących zbyt późno. Z punktu widzenia zarówno pacjentów, jak i systemu ochrony zdrowia oznacza to konieczność dłuższego leczenia dializami, które są mniej korzystne dla zdrowia i jednocześnie znacznie droższe dla systemu.

To właśnie ten obszar ma być jednym z ważniejszych pól dalszych działań. Jak zapowiedziała Magdalena Kramska, „w tym roku chcielibyśmy skupić nasze działania systemowe w obszarze nerki na usprawnieniu procesu kwalifikacji do przeszczepienia. Wiemy od przedstawicieli pacjentów, że problemy z szybką ścieżką kwalifikacji do przeszczepienia nerki obiektywnie w systemie istnieją, dlatego chcielibyśmy zastanowić się, jak ten problem rozwiązać i zaproponować konkretne rozwiązania”.

W praktyce oznacza to, że obok profilaktyki i diagnostyki jednym z najważniejszych systemowych wyzwań pozostaje dziś uporządkowanie ścieżki prowadzącej pacjenta do przeszczepienia – tak, by nie trafiał do niej dopiero po długim okresie dializoterapii.

Choroba, która wymaga szerokiej koalicji

Coraz wyraźniej widać, że skuteczna walka z przewlekłą chorobą nerek nie może ograniczać się wyłącznie do działań nefrologów. Konieczna jest współpraca wielu środowisk: lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, specjalistów różnych dziedzin, diagnostów laboratoryjnych, organizacji pacjentów oraz instytucji odpowiedzialnych za finansowanie systemu ochrony zdrowia.

Kluczową rolę odgrywa także edukacja społeczeństwa. Wiele osób nie wykonuje podstawowych badań laboratoryjnych przez lata, ponieważ nie odczuwa żadnych dolegliwości. Tymczasem proste badania krwi i moczu mogą pozwolić na wykrycie choroby na etapie, gdy jej przebieg można jeszcze skutecznie spowolnić.

Dlatego coraz częściej pojawiają się postulaty wprowadzenia szerszych programów badań przesiewowych – zarówno w podstawowej opiece zdrowotnej, jak i w medycynie pracy czy w ramach badań profilaktycznych u młodych dorosłych.

„Około 4,7 miliona Polaków choruje na choroby nerek. Natomiast pacjent to jest ktoś, kto jest już zdiagnozowany i o tym wie – a to jest zaledwie około 5 procent” – mówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Jak dodaje, doświadczenia organizacji pacjenckich pokazują, że zainteresowanie badaniami profilaktycznymi jest bardzo duże. „Robimy co roku akcję edukacyjną w Krakowie, gdzie wykonujemy 1500 bezpłatnych badań kreatyniny. Zainteresowanie jest ogromne – zanim badania się rozpoczną, lista chętnych jest już właściwie pełna.”

Jeżeli system ochrony zdrowia nie zacznie wykrywać choroby wcześniej, liczba pacjentów wymagających dializ i przeszczepień będzie nadal rosnąć. A to oznacza nie tylko ogromne koszty dla systemu, lecz także poważne konsekwencje społeczne – utratę zdrowia, sprawności i możliwości pracy przez tysiące osób.

Artykuł powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Pacjent z przewlekłą chorobą nerek w systemie opieki zdrowotnej. Stan obecny i rekomendacje zmian”, które odbyło się 9 marca 2026 r.