Dlaczego Polska przegrywa walkę z żywnością ultraprzetworzoną

Opublikowane 22 stycznia 2026
Dlaczego Polska przegrywa walkę z żywnością ultraprzetworzoną
W momencie, gdy świat nauki coraz wyraźniej nazywa żywność ultraprzetworzoną jednym z głównych czynników współczesnego kryzysu zdrowia publicznego, w Polsce wciąż nie potrafimy jej nawet zdefiniować. Ta luka nie jest jedynie problemem terminologicznym. Przekłada się na brak realnych regulacji, rozproszenie odpowiedzialności między resortami i – w efekcie – na systemową bezradność wobec zjawiska, które dotyka już nie tylko jednostek, ale całych grup społecznych i kolejnych pokoleń.
Seria artykułów „Ultra-Processed Foods and Human Health”, opublikowana w 2025 roku na łamach The Lancet, nie pozostawia wątpliwości: żywność ultraprzetworzona nie jest neutralnym elementem współczesnej diety, lecz produktem systemu żywnościowego podporządkowanego maksymalizacji zysku, a nie zdrowiu populacji. Autorzy, analizując ponad sto długoterminowych badań, wskazują na jednoznaczny związek pomiędzy wysokim udziałem UPF w diecie a wzrostem ryzyka otyłości, cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych, depresji oraz przedwczesnej śmierci. W krajach wysokorozwiniętych produkty ultraprzetworzone dostarczają już ponad połowę energii spożywanej dziennie, a w grupach młodszych i mniej zamożnych – nawet do 80 procent.

Ten globalny kontekst coraz częściej przenika do polskiej debaty publicznej. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości wprost wskazywano, że Polska znajduje się w fazie bardzo szybkiej transformacji żywieniowej. Tania, masowo produkowana i intensywnie promowana żywność wypiera tradycyjne wzorce żywienia, a edukacja zdrowotna nie nadąża za skalą zmian. Jak padło z ust przewodniczącej zespołu Małgorzaty Niemczyk: „ta żywność wysoko przetworzona tak naprawdę dzisiaj jest killerem społeczności nie tylko naszych, wyrządza bardzo dużo szkód nie tylko zdrowotnych, ale również i gospodarczych”.

Jednocześnie to właśnie na poziomie państwa pojawia się zasadniczy problem: brak formalnej definicji żywności ultraprzetworzonej. Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia otwarcie przyznają, że bez takiej definicji UPF podlega tym samym regulacjom co żywność tradycyjna, a działania resortu koncentrują się głównie na edukacji i podnoszeniu świadomości konsumentów. W praktyce oznacza to ograniczoną możliwość wprowadzania systemowych rozwiązań – od jednoznacznego znakowania produktów, przez regulacje marketingowe, po spójne narzędzia fiskalne.

Ten rozdźwięk był jednym z najmocniej wybrzmiewających wątków posiedzenia. Z jednej strony administracja publiczna wskazuje na brak podstaw prawnych do wyróżniania UPF, z drugiej – prowadzi prace nad nowelizacją tzw. rozporządzenia sklepikowego, które ma ograniczać dostęp dzieci do produktów o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu. W odpowiedzi na tę sprzeczność padło pytanie, które dobrze oddaje istotę problemu: jak skutecznie ograniczać coś, czego nie potrafimy nazwać?

Eksperci zdrowia publicznego podkreślali, że obecna strategia – oparta niemal wyłącznie na edukacji – nie wystarczy. Nawet najlepiej przygotowane kampanie informacyjne nie są w stanie konkurować z agresywnym marketingiem produktów ultraprzetworzonych, zwłaszcza tym skierowanym do dzieci i młodzieży. Wskazywano na influencerów, media społecznościowe i mechanizmy budowania mody na konkretne produkty, które działają szybciej i skuteczniej niż jakiekolwiek zalecenia żywieniowe. Jak zauważono, dzieci często wiedzą, że dany produkt jest „zły” lub „niezdrowy”, ale i tak po niego sięgają – bo jest popularny, rozpoznawalny i obecny w ich cyfrowym świecie.

W tym kontekście coraz częściej pojawia się porównanie do przemysłu tytoniowego. Autorzy publikacji w „The Lancet”, a także eksperci związani z World Health Organization, wskazują, że odpowiedzialność za skalę problemu nie może być przerzucana wyłącznie na konsumentów. UPF są produktem środowiska regulacyjnego, które przez lata pozwalało na intensywną promocję, brak przejrzystego znakowania i uprzywilejowanie interesów producentów. Bez ograniczenia marketingu, zwłaszcza wobec dzieci, oraz bez ochrony procesów decyzyjnych przed lobbingiem, zmiana wzorców żywieniowych pozostanie iluzją.

Podczas posiedzenia wielokrotnie powracał również temat opłaty cukrowej. Choć jest ona jednym z nielicznych narzędzi fiskalnych mających realny wpływ na wybory konsumenckie, jej kształt wciąż budzi kontrowersje. Przedstawiciele organizacji pacjenckich i eksperci żywieniowi wskazywali na brak spójnego stanowiska państwa oraz na potrzebę włączenia środowisk klinicznych i społecznych w proces konsultacji. Bez tego – jak argumentowano – opłata pozostanie instrumentem fiskalnym, a nie elementem polityki zdrowotnej.

Jeszcze bardziej niepokojący obraz wyłania się z dyskusji o edukacji. Choć wszyscy uczestnicy zgadzali się co do jej znaczenia, coraz wyraźniej wybrzmiewał argument, że mówienie o zdrowym stylu życia nie idzie w parze z realnymi zmianami w instytucjach publicznych. Szkoły, szpitale, stołówki, kolonie i wydarzenia finansowane ze środków publicznych wciąż często reprodukują te same niekorzystne wzorce żywieniowe. Dzieci uczą się nie tyle z programów nauczania, ile z tego, co faktycznie znajduje się na stołach i w sklepikach.

Wypowiedzi ekspertów akademickich i klinicznych układały się w spójną diagnozę: brak strategii, brak koordynacji i brak sprawczości. Dokumenty i rekomendacje – w tym gotowe strategie redukcji otyłości – od lat pozostają na biurkach resortów, podczas gdy koszty zdrowotne i ekonomiczne nadwagi i otyłości rosną. Padały konkretne liczby: miliardy złotych wydawane na leczenie powikłań choroby otyłościowej i jednoczesny brak relatywnie niewielkich środków na długofalowe programy profilaktyczne.

W tle tej debaty wybrzmiewa pytanie zasadnicze: czy państwo nadal widzi swoją rolę jako aktywnego regulatora rynku żywności, czy ogranicza się do roli obserwatora i edukatora? Brak definicji żywności ultraprzetworzonej nie jest neutralny – to decyzja, która realnie kształtuje politykę zdrowotną. Dopóki UPF pozostają „niewidzialne” w systemie prawnym, dopóty trudno oczekiwać, że uda się zahamować epidemię chorób dietozależnych.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia nie przyniosło gotowych rozwiązań. Przyniosło jednak coś równie istotnego: wyraźne potwierdzenie, że problem został już nazwany na poziomie eksperckim i społecznym. Dziś nie chodzi o kolejne analizy, lecz o decyzję, czy zdrowie publiczne stanie się realnym priorytetem polityki państwa – także wtedy, gdy oznacza to konflikt z silnymi interesami rynku.

Źródła:
zapis posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. zdrowego stylu życia oraz przeciwdziałania nadwadze i otyłości
www.thelancet.com