Dezinformacja żywi się lękiem Raport UMW i Mediaboard o fałszywych treściach o zdrowiu
Opublikowane 11 czerwca 2026Ponad 32 tysiące publikacji w mediach tradycyjnych, blisko 350 tysięcy wpisów w mediach społecznościowych i setki milionów kontaktów z przekazem. Raport Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Mediaboard pokazuje, że dezinformacja medyczna stała się jednym z najpoważniejszych wyzwań dla zdrowia publicznego. Coraz rzadziej wygląda jak klasyczna teoria spiskowa. Częściej przybiera formę poradnika: co jeść, czym się suplementować, jak „oczyścić organizm”, jak „wzmocnić odporność” i dlaczego nie ufać lekarzom.
Zdrowie dotyczy każdego. Nie trzeba interesować się polityką, ekonomią czy technologią, by w końcu wejść w rolę pacjenta, rodzica, opiekunki albo osoby szukającej pomocy dla bliskich. Właśnie dlatego fałszywe treści medyczne są tak groźne. Nie kończą się na komentarzu w sieci. Mogą wpływać na decyzje: czy się zaszczepić, wykonać badanie, rozpocząć leczenie, zaufać lekarce albo zamiast terapii wybrać metodę polecaną przez samozwańczego eksperta.
– Jako lekarz, ale też jako naukowiec, nie mam wątpliwości, że wiedza to dziś za mało. Kluczowe staje się to, czy umiemy ją przekazać – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Dezinformacja medyczna faktycznie zagraża życiu, a tym samym uderza w bezpieczeństwo państwa. Trzeba zacząć o tym mówić głośno i wyraźnie.
Skala zjawiska
Raport „Dezinformacja medyczna” objął przekaz w mediach tradycyjnych oraz społecznościowych dotyczący zdrowia, profilaktyki, leczenia, szczepień, medycyny alternatywnej i sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. W analizowanym okresie odnotowano ponad 32 tysiące publikacji w portalach, prasie, radiu i telewizji. Wygenerowały one ponad 2,6 miliarda kontaktów z przekazem, a ich szacunkowa wartość reklamowa AVE przekroczyła 3,45 mld zł. W mediach społecznościowych zmonitorowano 347 377 wpisów o łącznym zasięgu ponad 850 milionów kontaktów.
Te dane pokazują skalę całej debaty, a nie wyłącznie aktywność środowisk dezinformacyjnych. Raport obejmuje zarówno treści fałszywe, jak i materiały eksperckie, informacyjne oraz fact-checkingowe, które analizowały lub prostowały nieprawdziwe narracje. Wniosek jest prosty: dezinformacja medyczna weszła do głównego nurtu. Funkcjonuje na styku mediów, platform społecznościowych, polityki, prawa, marketingu i codziennych wyborów pacjentek oraz pacjentów.
Na wymiar bezpieczeństwa zwraca uwagę także dr Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa. – Szczególnie groźna pozostaje dezinformacja w obszarze zdrowia, w tym dezinformacja medyczna. Stanowi ona poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, zwłaszcza gdy jest wzmacniana przez cyberataki, fałszywe strony internetowe oraz manipulację w mediach społecznościowych.
Raport pokazuje też ważną zmianę w trendach pojawiania się fałszywych treści. Największą część przekazu nadal stanowią narracje antyszczepionkowe, odpowiadające za 54 procent treści. Jednakże drugą kategorią są już teorie żywieniowe i lifestyle, z udziałem 23 procent. Kolejne miejsce zajmują narracje środowiskowe, m.in. chemtrails, 5G, Wi-Fi i fluoryzacja, z udziałem 16 procent.
– Dezinformacja medyczna przestała być zbiorem pojedynczych fake newsów. Dziś tworzy cały ekosystem narracji. Łączy ruchy antyszczepionkowe, teorie „ukrytych prawd”, gabinety pseudoterapii oraz influencerów zdrowotnych bez kwalifikacji medycznych – podkreśla dr Dorota Sikora z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Jej siłą nie są wyłącznie fałszywe informacje, ale umiejętność gry na naszych emocjach.
Teorie żywieniowe na podium
Po pandemii COVID-19 dezinformacja medyczna kojarzy się głównie z narracjami antyszczepionkowymi. Raport pokazuje jednak, że ten obraz jest już niepełny. Fałszywy przekaz coraz częściej zaczyna się od pozornie niewinnej porady: „wzmocnij odporność”, „sprawdź pasożyty”, „usuń przyczynę”, „lekarze tego nie powiedzą”. Nie brzmi jak frontalny atak na naukę. Brzmi jak troska o zdrowie, samodzielność i odzyskanie kontroli nad własnym ciałem.
To szczególnie niebezpieczny mechanizm. Dezinformacja w obszarze stylu życia wykorzystuje realne pojęcia z medycyny, biologii i dietetyki, lecz łączy je z fałszywymi obietnicami. Dieta rzeczywiście wpływa na zdrowie, mikrobiota jelitowa jest ważnym obszarem badań, aktywność fizyczna ma znaczenie. Problem zaczyna się tam, gdzie z prawdziwych przesłanek wyprowadza się obietnice, że dieta zastąpi leczenie onkologiczne, głodówka „zresetuje” organizm, a wysokie dawki witamin wyleczą poważną chorobę.
Szczególne miejsce w raporcie zajmują szczepienia przeciw HPV. Temat profilaktyki nowotworowej w części przekazów społecznościowych został przeniesiony na pole konfliktu kulturowego. Pojawiały się narracje o „seksualizacji dzieci”, ingerencji państwa w prawa rodziców czy „eksperymencie na dzieciach”.
– Szczepienia przeciw HPV są jednymi z najlepiej przebadanych szczepień, a mimo to stały się celem dezinformacji realnie zwiększającej liczbę nowotworów i zgonów – zauważa dr Kamila Ludwikowska, prodziekan ds. rozwoju i innowacji UMW oraz zastępca kierownika Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych UMW.
Dominujące kanały przekazu
Raport opisuje także rolę platform i nowych autorytetów. W mediach społecznościowych dominował YouTube, odpowiadający za 54,2 procent wpisów dotyczących dezinformacji medycznej. Format wideo sprzyja budowaniu zaufania. Twórca pokazuje twarz, mówi prostym językiem, opowiada historie pacjentów i obiecuje konkretne rozwiązania. W przekazach pseudomedycznych personalizacja staje się jednym z głównych narzędzi wiarygodności.
Osobnym ryzykiem jest sztuczna inteligencja. Raport opisuje AI-lekarzy, deepfake’i i reklamy cudownych suplementów. Fałszywy lekarz w białym kitlu, mówiący spokojnym tonem i obiecujący prostą terapię, może być trudniejszy do rozpoznania niż anonimowy komentarz na forum. Technologia ułatwia produkowanie treści, które wyglądają profesjonalnie, choć prowadzą odbiorców w stronę ryzykownych decyzji.
Jednym z ważnych mechanizmów opisanych w raporcie jest technika autorytetu. Dezinformacja korzysta z białego kitla, tytułów naukowych, wykresów, przypisów i trudnych terminów. Pojawia się też zjawisko „zombie papers”, czyli powoływania się na zdyskredytowane lub wycofane publikacje naukowe, które nadal krążą w sieci jako rzekome dowody.
Wnioski raportu są jednoznaczne. Dezinformacja medyczna nie jest wyłącznie problemem internetu. Dotyczy decyzji zdrowotnych podejmowanych przez realnych ludzi, często w chorobie, strachu i presji czasu. Wymaga współpracy lekarzy, naukowców, edukatorów, dziennikarzy, fact-checkerów, prawników i instytucji publicznych.
Powstające przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Centrum Odkryć Medycznych ma być odpowiedzią na ten problem. Jak podkreśla Wioletta Samborska, dyrektorka COM, centrum ma stać się „szczepionką na dezinformację”. Jego rolą będzie wzmacnianie odporności na manipulację, zanim fałszywe treści przełożą się na decyzje dotyczące zdrowia.
Dezinformacja medyczna jest problemem zdrowia publicznego. A skoro tak, wymaga takiej samej powagi jak inne zagrożenia wpływające na bezpieczeństwo pacjentek i pacjentów – podkreślają autorzy raportu.
Źródło: inf pras
– Jako lekarz, ale też jako naukowiec, nie mam wątpliwości, że wiedza to dziś za mało. Kluczowe staje się to, czy umiemy ją przekazać – podkreśla prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Dezinformacja medyczna faktycznie zagraża życiu, a tym samym uderza w bezpieczeństwo państwa. Trzeba zacząć o tym mówić głośno i wyraźnie.
Skala zjawiska
Raport „Dezinformacja medyczna” objął przekaz w mediach tradycyjnych oraz społecznościowych dotyczący zdrowia, profilaktyki, leczenia, szczepień, medycyny alternatywnej i sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia. W analizowanym okresie odnotowano ponad 32 tysiące publikacji w portalach, prasie, radiu i telewizji. Wygenerowały one ponad 2,6 miliarda kontaktów z przekazem, a ich szacunkowa wartość reklamowa AVE przekroczyła 3,45 mld zł. W mediach społecznościowych zmonitorowano 347 377 wpisów o łącznym zasięgu ponad 850 milionów kontaktów.
Te dane pokazują skalę całej debaty, a nie wyłącznie aktywność środowisk dezinformacyjnych. Raport obejmuje zarówno treści fałszywe, jak i materiały eksperckie, informacyjne oraz fact-checkingowe, które analizowały lub prostowały nieprawdziwe narracje. Wniosek jest prosty: dezinformacja medyczna weszła do głównego nurtu. Funkcjonuje na styku mediów, platform społecznościowych, polityki, prawa, marketingu i codziennych wyborów pacjentek oraz pacjentów.
Na wymiar bezpieczeństwa zwraca uwagę także dr Krzysztof Gawkowski, wicepremier, minister cyfryzacji i pełnomocnik rządu ds. cyberbezpieczeństwa. – Szczególnie groźna pozostaje dezinformacja w obszarze zdrowia, w tym dezinformacja medyczna. Stanowi ona poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, zwłaszcza gdy jest wzmacniana przez cyberataki, fałszywe strony internetowe oraz manipulację w mediach społecznościowych.
Raport pokazuje też ważną zmianę w trendach pojawiania się fałszywych treści. Największą część przekazu nadal stanowią narracje antyszczepionkowe, odpowiadające za 54 procent treści. Jednakże drugą kategorią są już teorie żywieniowe i lifestyle, z udziałem 23 procent. Kolejne miejsce zajmują narracje środowiskowe, m.in. chemtrails, 5G, Wi-Fi i fluoryzacja, z udziałem 16 procent.
– Dezinformacja medyczna przestała być zbiorem pojedynczych fake newsów. Dziś tworzy cały ekosystem narracji. Łączy ruchy antyszczepionkowe, teorie „ukrytych prawd”, gabinety pseudoterapii oraz influencerów zdrowotnych bez kwalifikacji medycznych – podkreśla dr Dorota Sikora z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. – Jej siłą nie są wyłącznie fałszywe informacje, ale umiejętność gry na naszych emocjach.
Teorie żywieniowe na podium
Po pandemii COVID-19 dezinformacja medyczna kojarzy się głównie z narracjami antyszczepionkowymi. Raport pokazuje jednak, że ten obraz jest już niepełny. Fałszywy przekaz coraz częściej zaczyna się od pozornie niewinnej porady: „wzmocnij odporność”, „sprawdź pasożyty”, „usuń przyczynę”, „lekarze tego nie powiedzą”. Nie brzmi jak frontalny atak na naukę. Brzmi jak troska o zdrowie, samodzielność i odzyskanie kontroli nad własnym ciałem.
To szczególnie niebezpieczny mechanizm. Dezinformacja w obszarze stylu życia wykorzystuje realne pojęcia z medycyny, biologii i dietetyki, lecz łączy je z fałszywymi obietnicami. Dieta rzeczywiście wpływa na zdrowie, mikrobiota jelitowa jest ważnym obszarem badań, aktywność fizyczna ma znaczenie. Problem zaczyna się tam, gdzie z prawdziwych przesłanek wyprowadza się obietnice, że dieta zastąpi leczenie onkologiczne, głodówka „zresetuje” organizm, a wysokie dawki witamin wyleczą poważną chorobę.
Szczególne miejsce w raporcie zajmują szczepienia przeciw HPV. Temat profilaktyki nowotworowej w części przekazów społecznościowych został przeniesiony na pole konfliktu kulturowego. Pojawiały się narracje o „seksualizacji dzieci”, ingerencji państwa w prawa rodziców czy „eksperymencie na dzieciach”.
– Szczepienia przeciw HPV są jednymi z najlepiej przebadanych szczepień, a mimo to stały się celem dezinformacji realnie zwiększającej liczbę nowotworów i zgonów – zauważa dr Kamila Ludwikowska, prodziekan ds. rozwoju i innowacji UMW oraz zastępca kierownika Kliniki Pediatrii i Chorób Infekcyjnych UMW.
Dominujące kanały przekazu
Raport opisuje także rolę platform i nowych autorytetów. W mediach społecznościowych dominował YouTube, odpowiadający za 54,2 procent wpisów dotyczących dezinformacji medycznej. Format wideo sprzyja budowaniu zaufania. Twórca pokazuje twarz, mówi prostym językiem, opowiada historie pacjentów i obiecuje konkretne rozwiązania. W przekazach pseudomedycznych personalizacja staje się jednym z głównych narzędzi wiarygodności.
Osobnym ryzykiem jest sztuczna inteligencja. Raport opisuje AI-lekarzy, deepfake’i i reklamy cudownych suplementów. Fałszywy lekarz w białym kitlu, mówiący spokojnym tonem i obiecujący prostą terapię, może być trudniejszy do rozpoznania niż anonimowy komentarz na forum. Technologia ułatwia produkowanie treści, które wyglądają profesjonalnie, choć prowadzą odbiorców w stronę ryzykownych decyzji.
Jednym z ważnych mechanizmów opisanych w raporcie jest technika autorytetu. Dezinformacja korzysta z białego kitla, tytułów naukowych, wykresów, przypisów i trudnych terminów. Pojawia się też zjawisko „zombie papers”, czyli powoływania się na zdyskredytowane lub wycofane publikacje naukowe, które nadal krążą w sieci jako rzekome dowody.
Wnioski raportu są jednoznaczne. Dezinformacja medyczna nie jest wyłącznie problemem internetu. Dotyczy decyzji zdrowotnych podejmowanych przez realnych ludzi, często w chorobie, strachu i presji czasu. Wymaga współpracy lekarzy, naukowców, edukatorów, dziennikarzy, fact-checkerów, prawników i instytucji publicznych.
Powstające przy Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Centrum Odkryć Medycznych ma być odpowiedzią na ten problem. Jak podkreśla Wioletta Samborska, dyrektorka COM, centrum ma stać się „szczepionką na dezinformację”. Jego rolą będzie wzmacnianie odporności na manipulację, zanim fałszywe treści przełożą się na decyzje dotyczące zdrowia.
Dezinformacja medyczna jest problemem zdrowia publicznego. A skoro tak, wymaga takiej samej powagi jak inne zagrożenia wpływające na bezpieczeństwo pacjentek i pacjentów – podkreślają autorzy raportu.
Źródło: inf pras
Autor:
Redakcja MedicalPress