Medicalpress
Biała Księga została zaprezentowana 21 lutego 2025 r. na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym podczas konferencji „Zdrowie i bezpieczeństwo dla przyszłości”, siódmego wydarzenia z cyklu „Droga do Prezydencji”, organizowanego przez Instytut Rozwoju Spraw Społecznych pod patronatem polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej oraz Europejskiego Komitetu Społeczno-Ekonomicznego.
Publikacja, pod redakcją naukową prof. Bolesława Samolińskiego, podsumowuje ponad dwuletnie dyskusje ekspertów, decydentów i przedstawicieli organizacji społecznych na temat priorytetów zdrowotnych polskiej prezydencji. Na niemal 400 stronach zgromadzono opinie stu kilkudziesięciu ekspertów, tworząc multidyscyplinarne wydawnictwo wspierające kształtowanie skutecznej i innowacyjnej polityki zdrowotnej na poziomie europejskim.

„Dziś, po ponad czterech dekadach od solidarnościowego zrywu, musimy dbać, aby prawa obywateli do wolności i pokoju były niezachwiane, a polityki Unii Europejskiej dbały o każdy zakres dobrostanu obywateli i osób przebywających na terytorium Wspólnoty” – napisał w słowie otwarcia do Białej Księgi Lech Wałęsa, były prezydent RP, laureat Pokojowej Nagrody Nobla.

„Przed Polską duże wyzwanie, ale i ponowna szansa wzięcia odpowiedzialności za losy Wspólnoty Europejskiej, pokazania, że to także nasza UE i potwierdzanie powrotu do głównego nurtu decyzyjnego naszego kontynentu. Wierzę, że skorzystamy z tej szansy” – zaznaczył Adam Jarubas, przewodniczący Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego (SANT).

Wśród autorów opracowania znaleźli się m.in.: Magdalena Sobkowiak, podsekretarz stanu ds. Unii Europejskiej w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów; Katarzyna Kacperczyk, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia; prof. Maciej Banach, prorektor ds. Collegium Medicum Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży; prof. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy ds. neurologii; Richard Price z European Cancer Organisation, prof. Janina Stępińska, przewodnicząca Krajowej Rady ds. Kardiologii oraz przedstawiciele organizacji pracodawców, towarzystw naukowych i organizacji sektora NGO.

Organizatorem cyklu konferencji „Droga do Prezydencji” jest Instytut Rozwoju Spraw Społecznych – obywatelski thinktank zajmujący się tematami ochrony zdrowia.

Publikacja „Polska prezydencja w Radzie Unii Europejskiej w 2025 roku. Biała Księga. Rekomendacje ekspertów w obszarze ochrony zdrowia” jest dostępna pod linkiem:

https://irss.org.pl/wp-content/uploads/Biala_Ksiega_IRSS.pdf

Źródło: Instytut Rozwoju spraw Społecznych

Forum Ekspertów ds. Cukrzycy – grupa ekspertów działająca na rzecz usprawniania opieki diabetologicznej w Polsce – z dużą radością zaobserwowała pozytywne zmiany, jakie w ostatnich latach zachodziły w obszarze opieki nad pacjentem z cukrzycą. Nie wolno jednak osiadać na laurach i ogłaszać sukcesu w tej kwestii, z 3 milionami chorych w Polsce, cukrzyca nadal będzie znaczącym problemem. Dlatego też, będąc świadomi licznych wyzwań i potrzeb, z jakimi mierzy się polski system ochrony zdrowia, Forum Ekspertów apeluje, aby diabetologia pozostała jednym z priorytetów zdrowotnych w naszym kraju dla Ministerstwa Zdrowia oraz parlamentarzystów nowej kadencji.
Deklarując swoją otwartość do dialogu i wspierania dalszych zmian w obszarze diabetologii, Forum Ekspertów ds. Cukrzycy prezentuje najważniejsze zadania, których realizacja pozwoli na konsekwentne usprawnianie opieki nad pacjentem z cukrzycą.
OBSZAR I. ZMIANY SYSTEMOWE
1. Poprawa zarządzania środkami z opłaty cukrowej – usystematyzowane alokowanie i ewidencjonowanie wydatków z tego tytułu oraz przeznaczenie części wpływów na zapobieganie i leczenie cukrzycy w Polsce w tym przede wszystkim:
a. na wczesne interwencje – ze szczególnym uwzględnieniem profilaktyki chorób cywilizacyjnych oraz edukacji zdrowotnej;
b. zapewnianie dostępu – zgodnie z aktualnymi wytycznymi klinicznymi – do nowoczesnych terapii, wyrobów medycznych oraz profilaktyki powikłań cukrzycy wraz z zapewnieniem dostępu do ich właściwego leczenia – ze szczególnym
uwzględnieniem stopy cukrzycowej oraz powikłań sercowo-naczyniowych i nerkowych.
2. Opracowanie kryteriów kierowania pacjentów do POZ, AOS i szpitali w celu umocnienia roli ambulatoryjnej opieki diabetologicznej.
3. Poprawa wyceny świadczeń w diabetologii.
OBSZAR II. PROFILAKTYKA I EDUKACJA NA POZIOMIE SZKOŁY
4. Włączanie edukacji zdrowotnej w całościowy program szkolny poprzez m.in. wprowadzenie lekcji o zdrowiu.
5. Rozważanie koncepcji wdrożenia medycyny szkolnej.
OBSZAR III. EFEKTYWNE WYKORZYSTYWANIE ZASOBÓW SYSTEMU OCHRONY ZDROWIA W OPIECE DIABETOLOGICZNEJ
6. Zwiększenie zaangażowania pielęgniarek diabetologicznych w opiece nad pacjentem z cukrzycą z jednoczesnym opracowaniem kryteriów kwalifikacji i wytycznych kształcenia koordynatora/edukatora zdrowotnego.
7. Wykorzystanie elementów opieki farmaceutycznej na rzecz wsparcia pacjentów z cukrzycą.
8. Dalszy rozwój opieki koordynowanej w cukrzycy wraz z zaleceniem prowadzenia opieki diabetologicznej na poziomie POZ i opracowaniem standardów w tym zakresie.
9. Promocja i realizacja programów profilaktycznych, ze szczególnym uwzględnieniem populacyjnych badań przesiewowych takich jak bilans zdrowia, na rzecz wcześniejszej diagnostyki cukrzycy.

do pobrania: Rekomendacje_Forum_Ekspertow_ds_Cukrzycy

źródło: Polskie Stowarzyszenie Diabetyków

Zespół ekspertów Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego opracował zasady postępowania w chorobach ze spektrum zapalenia nerwów wzrokowych i rdzenia kręgowego (NMOSD, neuromyelitis optica spectrum disorders). Rekomendacje te powstały na podstawie wyników najnowszych badań klinicznych, zaleceń zagranicznych i międzynarodowych towarzystw naukowych oraz własnego doświadczenia klinicznego autorów.
Omówiono w nich zasady rozpoznawania NMOSD, leczenia rzutu choroby, jak również przewlekłego leczenia immunosupresyjnego z uwzględnieniem nowych możliwości terapeutycznych, czyli nowoczesnych leków z grupy przeciwciał monoklonalnych. Celem leczenia przewlekłego jest zapobieganie kolejnym rzutom, a tym samym uchronienie pacjenta przed niepełnosprawnością. Rekomendacje ekspertów zostały opublikowane w Polskim Przeglądzie Neurologicznym.
 
Choroby z kręgu zapalenia nerwów wzrokowych i rdzenia kręgowego NMOSD (neuromyelitis optica), nazywane w przeszłości zespołem Devica, to rzadkie, ciężkie schorzenia ośrodkowego układu nerwowego o autoimmunologicznym podłożu i agresywnym przebiegu. NMOSD charakteryzuje się występowaniem patologicznych ognisk w obrębie nerwów wzrokowych, rdzenia kręgowego i mózgu, co prowadzi do pojawienia się takich objawów jak m.in. zaburzenia widzenia (do całkowitej ślepoty włącznie), niedowłady i/lub silne bóle kończyn (dotyczące tylko nóg lub i nóg i rąk), zaburzenia czucia, czy zaburzenia zwieraczy. Objawy te nie muszą występować jednocześnie, a choroba w większości przypadków ma charakter rzutowy. Każdy rzut pozostawia duży deficyt neurologiczny, prowadzący do niepełnosprawności, a w skrajnych przypadkach może nawet prowadzić do śmierci.

Diagnozowanie NMOSD
Jak wskazują eksperci, mimo zdefiniowanych w 2015 roku kryteriów diagnostycznych, w praktyce klinicznej wczesne i prawidłowe rozpoznanie chorób z kręgu NMOSD bywa trudne. U pacjentów z objawami sugerującymi NMOSD należy przeprowadzić badania serologiczne w kierunku obecności przeciwciał przeciwko akwaporynie 4 (AQP4-IgG) w surowicy, najlepiej metodą komórkową (CBA, cell-based assay), która jest najbardziej czuła. Przeciwciała te są obecne u większości osób z NMOSD (około 80% pacjentów), stąd są swoistym biomarkerem diagnostycznym. U pacjentów z potwierdzoną obecnością AQP4-IgG, czyli tzw. seropozytywnych, do tego, żeby rozpoznać NMOSD, wystarczy stwierdzenie u pacjenta klinicznych cech zajęcia co najmniej jednej z niżej wymienionych struktur ośrodkowego układu nerwowego: nerwu wzrokowego, rdzenia kręgowego, pola najdalszego (area postrema), pnia mózgu lub międzymózgowia oraz wykluczenie innych chorób, mogących dawać podobne objawy, przede wszystkim stwardnienia rozsianego (np. wykonując badania rezonansem magnetycznym rdzenia kręgowego przed podaniem środka kontrastowego oraz po jego podaniu, obejmujące co najmniej dwa odcinki rdzenia kręgowego: szyjny i piersiowy).

Większe problemy diagnostyczne sprawiają przypadki seronegatywne (czyli bez obecności w surowicy krwi pacjenta charakterystycznych dla NMOSD przeciwciał przeciwko akwaporynie 4). Te przypadki wymagają przeprowadzenia dodatkowych badań i bardziej szczegółowej diagnostyki różnicowej,
w której należy wykluczyć choroby o podobnym obrazie klinicznym (m.in. inne choroby autoimmunologiczne ośrodkowego układu nerwowego, choroby metaboliczne i nowotworowe).

Leczenie NMOSD
Zgodnie z rekomendacjami ekspertów, leczenie NMOSD polega na leczeniu rzutu oraz na przewlekłym leczeniu immunosupresyjnym, którego celem jest zapobieganie kolejnym rzutom. W leczeniu rzutu zaleca się stosowanie wlewów dożylnych wysokich dawek kortykosteroidów, a następnie sterydoterapia powinna być kontynuowana w postaci doustnej ze stopniową redukcją dawki, w zależności od ciężkości rzutu. W przypadku szczególnie ciężkiego rzutu zalecanym postępowaniem jest wykonanie wymiany osocza. W niektórych przypadkach można także rozważyć podawanie dożylnych wlewów immunoglobulin poliwalentnych.

Po rozpoznaniu NMOSD konieczne jest jak najwcześniejsze rozpoczęcie leczenia przewlekłego, zmniejszającego ryzyko wystąpienia rzutu choroby, gdyż w NMOSD każdy rzut wiąże się z dużym ryzykiem nieodwracalnego deficytu neurologicznego i niepełnosprawności pacjenta. Zarówno w seropozytywnym jak i seronegatywnym NMOSD można stosować nieselektywne leki immunosupresyjne oraz przeciwciało monoklonalne – rytuksymab. Leki te nie mają jednak zarejestrowanego wskazania do stosowania w NMOSD. W terapii seropozytywnego NMOSD pojawiły się w ostatnich latach trzy nowe cząsteczki, wykazujące bardzo dużą skuteczność w leczeniu tej choroby, i tym samym bardzo istotnie poprawiające rokowania pacjentów. Są to przeciwciała monoklonalne, które mogą być stosowane jako leki pierwszego wyboru u seropozytywnych chorych na NMOSD:
Te trzy leki charakteryzują się różnymi mechanizmami oddziaływania na układ odpornościowy ale wszystkie wykazują wysoką skuteczność w zapobieganiu kolejnym rzutom choroby, a tym samym narastaniu niepełnosprawności. Badania kliniczne pokazują, że aż 80-90% pacjentów, stosujących te leki nie doświadcza rzutów choroby w czasie ich stosowania. Aktualnie w Polsce, spośród trzech wymienionych w rekomendacjach przeciwciał monoklonalnych, refundowany jest wyłącznie satralizumab. Leczenie to jest dostępne dla pacjentów z seropozytywnym NMOSD w ramach programu lekowego B.138.FM, czyli dla chorych, u których stwierdza się obecność w surowicy patogennych przeciwciał przeciwko AQP4.
 
Komentarz prof. dr hab. n. med. Moniki Adamczyk-Sowy, prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego
i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego

Opracowanie i publikacja aktualnych wytycznych dotyczących diagnostyki i terapii NMOSD było pilną koniecznością, gdyż w ostatnich latach pojawiły się zupełnie nowe cząsteczki zmieniające rokowania pacjentów. Dotychczas w NMOSD nie mieliśmy możliwości celowanego, przewlekłego leczenia immunomodulującego i stosowaliśmy u naszych pacjentów z tą chorobą leki immunosupresyjne lub inne w formule „off-label”. W 2019 roku, dzięki europejskim rejestracjom trzech leków, pojawiła się szansa na skuteczną terapię immunomodulującą NMOSD z obecnością przeciwciał przeciwko akwaporynie 4 za pomocą przeciwciał monoklonalnych. Terapie te mogą być stosowane również jako leki pierwszego wyboru u tych chorych. Od 1 listopada 2023 w Polsce obowiązuje program lekowy B.138.FM przeznaczony do leczenia pacjentów ze spektrum zapalenia nerwów wzrokowych i rdzenia, w ramach którego dla chorych dostępny jest lek satralizumab. Bardzo ważne jest, aby osoby cierpiące na NMOSD były jak najszybciej prawidłowo diagnozowane i włączane do leczenia w tym programie lekowym. Jest to szczególnie istotne, gdyż NMOSD jest chorobą bardzo szybko prowadzącą do nieodwracalnej niepełnosprawności.
 
Komentarz prof. dr hab. n. med. Beaty Zakrzewskiej-Pniewskiej, przewodniczącej Zespołu Koordynacyjnego ds. Leczenia Pacjentów ze Spektrum Zapalenia Nerwów Wzrokowych i Rdzenia Kręgowego (NMOSD)

Dzięki korzystnym zapisom, obowiązującego od listopada 2022, programu lekowego B.138.FM mamy możliwość leczenia pacjentów z NMOSD, zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną i aktualnymi rekomendacjami eksperckimi. Programem refundacyjnym został objęty nowoczesny lek stosowany w NMOSD, czyli satralizumab. Zgodnie z zapisami programu lekowego, do leczenia satralizumabem kwalifikowani są pacjenci spełniający łącznie następujące kryteria:
–  wiek powyżej 12 roku życia;
– rozpoznanie NMOSD, w oparciu o aktualne kryteria diagnostyczne;
– obecność przeciwciał przeciwko akwaporynie 4 (anty-AQP4) w surowicy krwi;
– stopień niesprawności, oceniany w skali EDSS, wynoszący od 0 do 6,5 punktów włącznie;
– brak przeciwwskazań do stosowania tego leku, określonych w Charakterystyce Produktu Leczniczego;
– brak wcześniejszego leczenia innym lekiem z grupy inhibitorów interleukiny 6 (oznacza to wyłączenie z programu pacjentów z NMOSD wcześniej leczonych tocilizumabem).

W przypadku pacjentek, będących w wieku rozrodczym, zalecane jest stosowanie antykoncepcji). Pacjentki, które z powodu ciąży przerwą leczenie satralizumabem w ramach programu lekowego, mogą zostać do niego ponownie włączone po zakończeniu ciąży. U pacjentów zakwalifikowanych do programu lekowego po 12 miesiącach terapii przeprowadzana jest ocena skuteczności oraz bezpieczeństwa leczenia, podobnie jak ma to miejsce w prowadzonych od wielu lat programach lekowych dedykowanych chorym np. na stwardnienie rozsiane (SM). Kwalifikacji pacjentów do leczenia satralizumabem w programie lekowym dokonuje Zespół Koordynacyjny ds. Leczenia Pacjentów ze spektrum NMOSD, na podstawie wniosku przygotowanego przez neurologa opiekującego się danym chorym i przesłanego do Zespołu Koordynacyjnego.

Więcej informacji na temat zasad działania Zespołu można znaleźć pod linkiem: https://uckwum.pl/dla-pacjenta/leczenie-nmosd/

Źródło rekomendacji: Polski Przegląd Neurologiczny 2023; 19 (1): 24–37
https://journals.viamedica.pl/polski_przeglad_neurologiczny/article/view/PPN.a2023.0004

źródło:

Polska Sieć Badań Klinicznych przy Agencji Badań Medycznych zebrała najważniejsze wytyczne dotyczące publikowania i rozpowszechniania informacji o badaniach klinicznych wśród pacjentów.
REKOMENDACJE – CZYTAJ DOKUMENT

Informowanie pacjenta o prowadzonych badaniach klinicznych jest nieodzownym elementem w procesie rekrutowania uczestników badań klinicznych. Materiały informacyjne przybierają różne formy, od plakatów i broszur, po ogłoszenia w portalach społecznościowych.  Bez względu jednak na sposób przekazu, publikowane materiały powinny uzyskać pozytywną opinię właściwej Komisji Bioetycznej, jak również powinny spełniać określone warunki opisane w wytycznych unijnych.

Ze względu na pojawiające się coraz częściej materiały informacyjne, które nie spełniają podstawowych wymogów, w trosce o bezpieczeństwo oraz budowanie świadomości pacjentów o badaniach klinicznych, Agencja Badań Medycznych opracowała „Rekomendacje dotyczące rozpowszechniania informacji o badaniach klinicznych wśród pacjentów”.

Rekomendacje zostały stworzone z myślą o wsparciu sponsorów oraz badaczy, aby przekazywać informacje pacjentom w sposób wyczerpujący, rzetelny i zgodny z prawem. Dokument zawiera opis poprawnie przygotowanych materiałów z rozróżnieniem informacji o rekrutacji, jak również informacji o badaniu klinicznym przed uzyskaniem świadomej zgody, omawia zasady prekwalifikacji do badania oraz zawiera przykład, na co zwrócić uwagę informując o badaniu klinicznym.

źródło: ABM

Polska Sieć Badań Klinicznych przy Agencji Badań Medycznych zebrała najważniejsze wytyczne dotyczące publikowania i rozpowszechniania informacji o badaniach klinicznych wśród pacjentów.
REKOMENDACJE – CZYTAJ DOKUMENT

Informowanie pacjenta o prowadzonych badaniach klinicznych jest nieodzownym elementem w procesie rekrutowania uczestników badań klinicznych. Materiały informacyjne przybierają różne formy, od plakatów i broszur, po ogłoszenia w portalach społecznościowych.  Bez względu jednak na sposób przekazu, publikowane materiały powinny uzyskać pozytywną opinię właściwej Komisji Bioetycznej, jak również powinny spełniać określone warunki opisane w wytycznych unijnych.

Ze względu na pojawiające się coraz częściej materiały informacyjne, które nie spełniają podstawowych wymogów, w trosce o bezpieczeństwo oraz budowanie świadomości pacjentów o badaniach klinicznych, Agencja Badań Medycznych opracowała „Rekomendacje dotyczące rozpowszechniania informacji o badaniach klinicznych wśród pacjentów”.

Rekomendacje zostały stworzone z myślą o wsparciu sponsorów oraz badaczy, aby przekazywać informacje pacjentom w sposób wyczerpujący, rzetelny i zgodny z prawem. Dokument zawiera opis poprawnie przygotowanych materiałów z rozróżnieniem informacji o rekrutacji, jak również informacji o badaniu klinicznym przed uzyskaniem świadomej zgody, omawia zasady prekwalifikacji do badania oraz zawiera przykład, na co zwrócić uwagę informując o badaniu klinicznym.

źródło: ABM

Padaczka jest w Polsce diagnozowana i leczona na wysokim poziomie, jednak 30 proc. chorych cierpi na padaczkę lekooporną, wymagającą dostosowania terapii farmakologicznej lub operacyjnej. Aby zoptymalizować model diagnostyki i leczenia padaczki należy zdefiniować ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną pacjenta i kryteria i zadań dla sieci ośrodków referencyjnych. Takie są wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z padaczką w Polsce – kierunki optymalizacji opieki opartej na wartości zdrowotnej” przygotowanego przez Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, Polskie Towarzystwo Neurologiczne i Polskie Towarzystwo Epileptologii.
Padaczka jako problem zdrowotny
Padaczka to zaburzenie czynności mózgu, charakteryzujące się nawracającymi i zazwyczaj nieprowokowanymi napadami. Są one objawem przejściowych zaburzeń czynności mózgu polegających na nadmiernych i gwałtownych, samorzutnych wyładowaniach bioelektrycznych w komórkach nerwowych. Niekontrolowane napady padaczkowe niekorzystnie wpływają na jakość życia, powodują utratę niezależności i zaburzenia funkcji intelektualnych. Zwiększają również ryzyko działań niepożądanych leków w związku z politerapią oraz ryzyko zgonu. Przyczyna choroby w większości przypadków jest nieznana, jednak u wielu osób padaczka rozwija się m.in. na skutek urazu lub guza mózgu, nadużywania alkoholu czy stosowania narkotyków.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na świecie na padaczkę cierpi ponad 65 mln osób, co roku przybywa ich ok.2,4 mln, a z jej powodu umiera ok. 125 tys. [1] – wylicza prof. Konrad Rejdak, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. W Polsce na padaczkę choruje ok. 300 tys. osób, a każdego roku odnotowuje się ok. 27 tys. nowych zachorowań. Około 2/3 przypadków padaczki diagnozuje się u osób przed ukończeniem 16. r.ż., a kolejny szczyt zachorowalności obserwuje się powyżej 65. r.ż.

Koszty padaczki dla NFZ i ZUS
Wg raportu „NFZ o zdrowiu. Padaczka” w 2019 r. odnotowano ok. 301 tys. osób z rozpoznaniem padaczki lub stanu padaczkowego.[2] Z kolei z najnowszych danych NFZ za lata 2019-2021 wynika, że liczba świadczeń rozliczonych dla rozpoznania G40 – Padaczka oraz G41 – Stan padaczkowy, wykazuje tendencję malejącą. W 2019 r. łączna liczba udzielonych świadczeń dla obu rozpoznań wyniosła 811,6 tys., w roku 2020 r. zmniejszyła się do 700,1 tys. (spadek o 14 proc.) zaś w 2021 r. kształtowała się na poziomie 697,4 tys. (spadek o ok. 1 proc). Wartość refundacji świadczeń związanych z rozpoznaniem padaczki lub stanu padaczkowego w 2019 r. wyniosła ok. 173 mln zł.  Najwięcej osób skorzystało z ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (161,5 tys.), gdzie udzielono im 405,2 tys. świadczeń. Jest to dowód na właściwe prowadzenie chorych przez lekarzy.

Wydatki ZUS związane z niezdolnością do pracy spowodowaną padaczką maleją od 2015 roku. W roku 2014 wyniosły 342 mln zł, w 2015 r. – 346 mln zł, a następnie z roku na rok malały do 265 mln zł w roku 2020. Największy udział w wydatkach ZUS w 2020 r. miały świadczenia rentowe – 88 proc. (renty z tytułu niezdolności do pracy – 85 proc. oraz renty socjalne – 3 proc.). 10 proc. wydatków stanowiły koszty absencji chorobowej.

Systematycznie maleje też łączna liczba dni absencji chorobowej spowodowanej padaczką i stanem padaczkowym: z 285 tys. dni w roku 2014 do 257 tys. dni w roku 2021. Wg. analiz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w zależności od przyjętej metody szacowania kapitału ludzkiego koszty pośrednie padaczki wynikające tylko z absenteizmu wynosiły w roku 2014 – od 685,57 mln zł do 1,82 mld zł; zaś w roku 2018 już tylko od 509,97 mln zł do 1,21 mld zł.

– Dzięki dostępowi do szybkiej diagnostyki i skutecznych terapii pacjenci chorzy na padaczkę są częścią rynku pracy. Niestety nadal najwięcej kosztów ponoszonych przez ZUS generuj wydatki na renty, czyli te związane z długotrwałą niezdolnością do pracy. Celem zmian systemowych powinno być odzyskanie tych osób na rynek pracy i stałe zmniejszanie wpływu choroby na jakość życia – wyjaśnia dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Organizacja leczenia padaczki wg strategii PTN i oraz IZwOZ
Wg dokumentu pt. „Stan polskiej neurologii i kierunki jej rozwoju w perspektywie do 2030 r.” przygotowanego przez Polskie Towarzystwo Neurologiczne i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego należy wprowadzić rozwiązania organizacyjne i finansowe wzmacniające zintegrowaną i skoordynowaną opiekę nad pacjentem z padaczką.

Zasadniczym celem wdrożenia sieci opartej na koordynacji, prowadzonej przez Centra Kompleksowej Diagnostyki i Leczenia Padaczki, jest jasne określenie ról i zadań poszczególnych poziomów opieki oraz skoordynowanie ich pracy w celu jak najlepszych efektów leczenia tłumaczy prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz. Jak dodaje, ważnym problemem jest także zapewnienie płynnego przekazania pacjenta z systemu opieki nad dziećmi do systemu opieki nad osobami dorosłymi. – By jednak cały ten plan zrealizować i w końcu myśleć o wdrożeniu kompleksowej i koordynowanej opieki nad tą populacją chorych, pilnie potrzeba poprawić finansowanie całego tego obszaru – dodaje Dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, współautorka raportu.

Standardy leczenia padaczki w Polsce
W ostatnich latach w Polsce zasady refundacji istotnie się zmieniły. Dziś umożliwiają one wybór terapii zgodnie z dostępną wiedzą wynikającą z badań klinicznych i doświadczenia z praktyki klinicznej. Właściwe rozpoznanie odpowiedniego typu napadów padaczkowych lub określonego zespołu padaczkowego warunkuje skuteczność terapii.[3] Około 70 proc. osób z padaczką uzyskuje kontrolę napadów, dzięki stosowaniu powszechnie dostępnych leków, natomiast pozostałe 30 proc. nie odpowiada na leczenie. Utrzymywanie się niekontrolowanych napadów padaczkowych niekorzystnie wpływa na jakość życia, powoduje utratę niezależności i zaburzenia funkcji intelektualnych. Zwiększa również ryzyko działań niepożądanych leków w związku z politerapią oraz ryzyko zgonu.[4]Padaczka jest najczęściej występującą przewlekłą chorobą neurologiczną, a mimo nadal jest tematem tabu, chorobą wstydliwą, bo wiąże się ze stygmatyzacją – mówi Anna Alicja Lisowska, Prezes Fundacji EPI-Bohater.

W zakresie terapii padaczki w ostatnich dwóch dekadach zarejestrowano w Unii Europejskiej tylko 10 nowych substancji czynnych. Każdy nowo zarejestrowany lek przeciwpadaczkowy stwarza unikalną szansę terapeutyczną dla chorych dzięki wzrostowi skuteczności, korzystnemu profilowi działań niepożądanych oraz personalizacji i indywidualizacji leczenia. Dostęp refundacyjny do leków przeciwpadaczkowych w Polsce znacząco się poprawił. W 2013 r. zrefundowano lewetiracetam i lamotryginę. W roku 2014 – lakozamid i wigabatrynę. W 2015 r. została zrefundowana okskarbazepina, w 2016 r. – stiripentol, a w 2018 r. – briwaracetam. Należy podkreślić, że znacząco skrócił się czas oczekiwania na refundację publiczną w Polsce od daty rejestracji leku w Unii Europejskiej – z kilkunastu do paru lat. Na refundację publiczną w Polsce oczekują obecnie nowe leki zarejestrowane w Unii Europejskiej: cenobamat (rejestracja w 2021 r.), fenfluramina (2020 r.) oraz cannabidiol (2019 r.). –  Leki tzw. nowej generacji powinny być dostępne i wprowadzane znacznie szybciej tzn. w ramach terapii dodanej, a proces refundacyjny powinien być znacznie krótszy – dodaje prof. Joanna Jędrzejczak, Prezes Polskiego Towarzystwa Epileptologii.

Wnioski i rekomendacje z raportu
Poniżej prezentujemy wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z padaczką w Polsce – kierunki optymalizacji opieki opartej na wartości zdrowotnej” i rekomendacje jego autorów. Całość dokumentu dostępna będzie od dnia 15.12.2022 r.  do pobrania na stronie www.izwoz.lazarski.pl.

Wnioski:
Rekomendacje

Rekomendowana jest refundacja publiczna nowych technologii lekowych rejestrowanych w UE w zakresie terapii padaczki – szczególnie padaczki lekoopornej oraz zespołu Draveta.

 
[1] Epilepsy. Key facts. WHO 2022 https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/epilepsy
[2] NFZ o zdrowiu. Padaczka. NFZ 2020 https://ezdrowie.gov.pl/5688
[3] Rejdak, Konrad i in. „Diagnostyka i leczenie padaczki : wytyczne Sekcji Padaczki Polskiego Towarzystwa Neurologicznego”. Polski Przegląd Neurologiczny 16.3 (2020): 129–144. Web. Polski Przegląd Neurologiczny https://journals.viamedica.pl/polski_przeglad_neurologiczny/article/view/PPN.2020.0022
[4] Stan polskiej neurologii i kierunki jej rozwoju w perspektywie do 2030 r. IZWOZ. PTN 2021 https://izwoz.lazarski.pl/projekty-badawcze/stan-polskiej-neurologii-i-kierunki-jej-rozwoju-w-perspektywie-do-2030-r/

źródło: Uczelnia Łazarskiego

Padaczka jest w Polsce diagnozowana i leczona na wysokim poziomie, jednak 30 proc. chorych cierpi na padaczkę lekooporną, wymagającą dostosowania terapii farmakologicznej lub operacyjnej. Aby zoptymalizować model diagnostyki i leczenia padaczki należy zdefiniować ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną pacjenta i kryteria i zadań dla sieci ośrodków referencyjnych. Takie są wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z padaczką w Polsce – kierunki optymalizacji opieki opartej na wartości zdrowotnej” przygotowanego przez Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, Polskie Towarzystwo Neurologiczne i Polskie Towarzystwo Epileptologii.
Padaczka jako problem zdrowotny
Padaczka to zaburzenie czynności mózgu, charakteryzujące się nawracającymi i zazwyczaj nieprowokowanymi napadami. Są one objawem przejściowych zaburzeń czynności mózgu polegających na nadmiernych i gwałtownych, samorzutnych wyładowaniach bioelektrycznych w komórkach nerwowych. Niekontrolowane napady padaczkowe niekorzystnie wpływają na jakość życia, powodują utratę niezależności i zaburzenia funkcji intelektualnych. Zwiększają również ryzyko działań niepożądanych leków w związku z politerapią oraz ryzyko zgonu. Przyczyna choroby w większości przypadków jest nieznana, jednak u wielu osób padaczka rozwija się m.in. na skutek urazu lub guza mózgu, nadużywania alkoholu czy stosowania narkotyków.

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na świecie na padaczkę cierpi ponad 65 mln osób, co roku przybywa ich ok.2,4 mln, a z jej powodu umiera ok. 125 tys. [1] – wylicza prof. Konrad Rejdak, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. W Polsce na padaczkę choruje ok. 300 tys. osób, a każdego roku odnotowuje się ok. 27 tys. nowych zachorowań. Około 2/3 przypadków padaczki diagnozuje się u osób przed ukończeniem 16. r.ż., a kolejny szczyt zachorowalności obserwuje się powyżej 65. r.ż.

Koszty padaczki dla NFZ i ZUS
Wg raportu „NFZ o zdrowiu. Padaczka” w 2019 r. odnotowano ok. 301 tys. osób z rozpoznaniem padaczki lub stanu padaczkowego.[2] Z kolei z najnowszych danych NFZ za lata 2019-2021 wynika, że liczba świadczeń rozliczonych dla rozpoznania G40 – Padaczka oraz G41 – Stan padaczkowy, wykazuje tendencję malejącą. W 2019 r. łączna liczba udzielonych świadczeń dla obu rozpoznań wyniosła 811,6 tys., w roku 2020 r. zmniejszyła się do 700,1 tys. (spadek o 14 proc.) zaś w 2021 r. kształtowała się na poziomie 697,4 tys. (spadek o ok. 1 proc). Wartość refundacji świadczeń związanych z rozpoznaniem padaczki lub stanu padaczkowego w 2019 r. wyniosła ok. 173 mln zł.  Najwięcej osób skorzystało z ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (161,5 tys.), gdzie udzielono im 405,2 tys. świadczeń. Jest to dowód na właściwe prowadzenie chorych przez lekarzy.

Wydatki ZUS związane z niezdolnością do pracy spowodowaną padaczką maleją od 2015 roku. W roku 2014 wyniosły 342 mln zł, w 2015 r. – 346 mln zł, a następnie z roku na rok malały do 265 mln zł w roku 2020. Największy udział w wydatkach ZUS w 2020 r. miały świadczenia rentowe – 88 proc. (renty z tytułu niezdolności do pracy – 85 proc. oraz renty socjalne – 3 proc.). 10 proc. wydatków stanowiły koszty absencji chorobowej.

Systematycznie maleje też łączna liczba dni absencji chorobowej spowodowanej padaczką i stanem padaczkowym: z 285 tys. dni w roku 2014 do 257 tys. dni w roku 2021. Wg. analiz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w zależności od przyjętej metody szacowania kapitału ludzkiego koszty pośrednie padaczki wynikające tylko z absenteizmu wynosiły w roku 2014 – od 685,57 mln zł do 1,82 mld zł; zaś w roku 2018 już tylko od 509,97 mln zł do 1,21 mld zł.

– Dzięki dostępowi do szybkiej diagnostyki i skutecznych terapii pacjenci chorzy na padaczkę są częścią rynku pracy. Niestety nadal najwięcej kosztów ponoszonych przez ZUS generuj wydatki na renty, czyli te związane z długotrwałą niezdolnością do pracy. Celem zmian systemowych powinno być odzyskanie tych osób na rynek pracy i stałe zmniejszanie wpływu choroby na jakość życia – wyjaśnia dr n. ekon. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Organizacja leczenia padaczki wg strategii PTN i oraz IZwOZ
Wg dokumentu pt. „Stan polskiej neurologii i kierunki jej rozwoju w perspektywie do 2030 r.” przygotowanego przez Polskie Towarzystwo Neurologiczne i Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego należy wprowadzić rozwiązania organizacyjne i finansowe wzmacniające zintegrowaną i skoordynowaną opiekę nad pacjentem z padaczką.

Zasadniczym celem wdrożenia sieci opartej na koordynacji, prowadzonej przez Centra Kompleksowej Diagnostyki i Leczenia Padaczki, jest jasne określenie ról i zadań poszczególnych poziomów opieki oraz skoordynowanie ich pracy w celu jak najlepszych efektów leczenia tłumaczy prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz. Jak dodaje, ważnym problemem jest także zapewnienie płynnego przekazania pacjenta z systemu opieki nad dziećmi do systemu opieki nad osobami dorosłymi. – By jednak cały ten plan zrealizować i w końcu myśleć o wdrożeniu kompleksowej i koordynowanej opieki nad tą populacją chorych, pilnie potrzeba poprawić finansowanie całego tego obszaru – dodaje Dyrektor Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, współautorka raportu.

Standardy leczenia padaczki w Polsce
W ostatnich latach w Polsce zasady refundacji istotnie się zmieniły. Dziś umożliwiają one wybór terapii zgodnie z dostępną wiedzą wynikającą z badań klinicznych i doświadczenia z praktyki klinicznej. Właściwe rozpoznanie odpowiedniego typu napadów padaczkowych lub określonego zespołu padaczkowego warunkuje skuteczność terapii.[3] Około 70 proc. osób z padaczką uzyskuje kontrolę napadów, dzięki stosowaniu powszechnie dostępnych leków, natomiast pozostałe 30 proc. nie odpowiada na leczenie. Utrzymywanie się niekontrolowanych napadów padaczkowych niekorzystnie wpływa na jakość życia, powoduje utratę niezależności i zaburzenia funkcji intelektualnych. Zwiększa również ryzyko działań niepożądanych leków w związku z politerapią oraz ryzyko zgonu.[4]Padaczka jest najczęściej występującą przewlekłą chorobą neurologiczną, a mimo nadal jest tematem tabu, chorobą wstydliwą, bo wiąże się ze stygmatyzacją – mówi Anna Alicja Lisowska, Prezes Fundacji EPI-Bohater.

W zakresie terapii padaczki w ostatnich dwóch dekadach zarejestrowano w Unii Europejskiej tylko 10 nowych substancji czynnych. Każdy nowo zarejestrowany lek przeciwpadaczkowy stwarza unikalną szansę terapeutyczną dla chorych dzięki wzrostowi skuteczności, korzystnemu profilowi działań niepożądanych oraz personalizacji i indywidualizacji leczenia. Dostęp refundacyjny do leków przeciwpadaczkowych w Polsce znacząco się poprawił. W 2013 r. zrefundowano lewetiracetam i lamotryginę. W roku 2014 – lakozamid i wigabatrynę. W 2015 r. została zrefundowana okskarbazepina, w 2016 r. – stiripentol, a w 2018 r. – briwaracetam. Należy podkreślić, że znacząco skrócił się czas oczekiwania na refundację publiczną w Polsce od daty rejestracji leku w Unii Europejskiej – z kilkunastu do paru lat. Na refundację publiczną w Polsce oczekują obecnie nowe leki zarejestrowane w Unii Europejskiej: cenobamat (rejestracja w 2021 r.), fenfluramina (2020 r.) oraz cannabidiol (2019 r.). –  Leki tzw. nowej generacji powinny być dostępne i wprowadzane znacznie szybciej tzn. w ramach terapii dodanej, a proces refundacyjny powinien być znacznie krótszy – dodaje prof. Joanna Jędrzejczak, Prezes Polskiego Towarzystwa Epileptologii.

Wnioski i rekomendacje z raportu
Poniżej prezentujemy wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z padaczką w Polsce – kierunki optymalizacji opieki opartej na wartości zdrowotnej” i rekomendacje jego autorów. Całość dokumentu dostępna będzie od dnia 15.12.2022 r.  do pobrania na stronie www.izwoz.lazarski.pl.

Wnioski:
Rekomendacje

Rekomendowana jest refundacja publiczna nowych technologii lekowych rejestrowanych w UE w zakresie terapii padaczki – szczególnie padaczki lekoopornej oraz zespołu Draveta.

 
[1] Epilepsy. Key facts. WHO 2022 https://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/epilepsy
[2] NFZ o zdrowiu. Padaczka. NFZ 2020 https://ezdrowie.gov.pl/5688
[3] Rejdak, Konrad i in. „Diagnostyka i leczenie padaczki : wytyczne Sekcji Padaczki Polskiego Towarzystwa Neurologicznego”. Polski Przegląd Neurologiczny 16.3 (2020): 129–144. Web. Polski Przegląd Neurologiczny https://journals.viamedica.pl/polski_przeglad_neurologiczny/article/view/PPN.2020.0022
[4] Stan polskiej neurologii i kierunki jej rozwoju w perspektywie do 2030 r. IZWOZ. PTN 2021 https://izwoz.lazarski.pl/projekty-badawcze/stan-polskiej-neurologii-i-kierunki-jej-rozwoju-w-perspektywie-do-2030-r/

źródło: Uczelnia Łazarskiego

Wirus RS, który w okresie jesienno-zimowym atakuje drogi oddechowe, zagraża dzieciom urodzonym przedwcześnie, ale nie tylko im. Jest równie groźny dla noworodków, które urodziły się  z wrodzoną wada serca, zaburzeniami nerwowo-mięśniowymi czy mukowiscydozą. Każde dziecko z grupy ryzyko powinno być zabezpieczone przed wirusem RS w sezonie zwiększonej zachorowalności, a więc od października do kwietnia. Eksperci medyczni z obszarów neonatologii, kardiologii dziecięcej i neurologii dziecięcej połączyli siły, przygotowali rekomendacje i jednym głosem mówią o konieczności włączenia dzieci z grup ryzyka do bezpłatnego programu profilaktyki zakażeń RSV. 
Wirus RS groźny dla dzieci z wrodzonymi wadami serca.
Wirus RS to syncytialny wirus nabłonka oddechowego, który wywołuje infekcje dolnych dróg oddechowych. Statystyki pokazują, że 100% dzieci ma z nim kontakt do 2. roku życia. Wirus RS jest odpowiedzialny za 70% infekcji u dzieci w 1. roku życia. Może wywołać zapalenie oskrzelików, i zapalenie płuc, co jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci, których organizm jest niedojrzały lub osłabiony z powodu dodatkowych chorób. Infekcja wywołana wirusem RS może mieć ciężki przebieg i wymagać leczenia w szpitalu na oddziale intensywnej terapii z wykorzystaniem wsparcia oddechowego lub wentylacji mechanicznej. Każda taka infekcje to dodatkowe obciążenie dla małego organizmu, zatrzymanie prawidłowego rozwoju, a w przypadku dzieci oczekujących na zabieg kardiochirurgiczny nawet bezpośrednie zagrożenie życia. U dzieci zarażonych wirusem RS bardzo często występują dodatkowe powikłania – może to być odma opłucnowa, zapalenie ucha środkowego. Świszczący oddech i reaktywne drogi oddechowe mogą utrzymywać się nawet przez 5-8 lat po ostrej infekcji i prowadzić do poważnego powikłania, jakim jest astma oskrzelowa. Dlatego w sezonie występowania wirusa warto zabezpieczyć przed nim dziecko.

Konsekwencje zakażeń wirusem RS
Wirus RS atakuje drogi oddechowe i podczas namnażania dochodzi do łączenia się sąsiednich komórek w duże zespoły tworząc syncytia. Dzieci mają duże trudności w oddychaniu, a to może prowadzić do niedotlenienia i dalszych powikłań.

W momencie narodzin wcześniaki są 10-krotnie bardziej narażone na zakażenia dolnych dróg oddechowych, niż dzieci urodzone o czasie. Objętość płuc wcześniaków urodzonych w 30. tygodniu ciąży jest trzykrotnie mniejsza, a powierzchnia płuc czterokrotnie mniejsza w porównaniu z objętością i wielkością płuc dziecka urodzonego o czasie. Jeżeli na to nałoży się infekcja wywołana wirusem RS, to niedojrzałe drogi oddechowe są dodatkowo zwężone przez wydzielinę w nich zalegającą. Leczenie infekcji musi przeważnie odbywać się w oddziale intensywnej terapii, a powrót wcześniaka do szpitala to zawsze krok wstecz w jego rozwoju. Warto zrobić wszystko, aby nie dopuścić do ponownej hospitalizacji. Pobyt w szpitalu to niepotrzebny stres nie tylko dla maleńkiego dziecka, ale również dla jego rodziców – podkreśla prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.

Dzieci z wrodzonymi wadami serca są bardziej narażone na infekcje niż ich zdrowi rówieśnicy. Infekcje wywołane wirusem RS są szczególnie groźne w pierwszych miesiącach życia, zwłaszcza u dzieci, które czekają na zabieg kardiochirurgiczny. Infekcja RSV może wpłynąć na opóźnienie operacji kardiochirurgicznej, a pamiętajmy, że w przypadku niektórych dzieci jest ona ratująca życie. Każda infekcja to pogorszenie ogólnego stanu zdrowia dziecka, a to może wpłynąć na ogólne rokowania  – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.

Dzieci z zaburzeniami nerwowo-mięśniowymi poddawane są długotrwałej i regularnej rehabilitacji. Każda infekcja to zaprzestanie ćwiczeń na kilka, a czasem nawet na kilkanaście dni. Brak rehabilitacji może zatrzymać postępy leczenia i wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia tych dzieci i ich sprawności fizycznej – dodaje prof. hab. n. med. Ewa Emich-Widera, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii dziecięcej.
 
Eksperci medyczni opracowali rekomendacje
W Polsce obowiązuje program lekowy, w ramach którego dzieci spełniające kryteria otrzymują bezpłatną immunoprofilaktykę. Są to dzieci urodzone przed 33. tygodniem ciąży i te z groźnym  powikłaniem wcześniactwa, jakim jest dysplazja oskrzelowo-płucną. Jednak to nie jedyna grupa dzieci, która powinna być objęta tym programem. Dlatego eksperci medyczni opracowali rekomendacje dotyczące dzieci, które powinny być objęte profilaktyka zakażeń RSV.

Wirus RS jest groźny dla najmniejszych dzieci, ale nie tylko dla wcześniaków. Dlatego wspólnie z konsultantem krajowym w dziedzinie neurologii dziecięcej i kardiologii dziecięcej przygotowaliśmy dokument, w którym wskazujemy grupy dzieci, które powinny być zabezpieczone przed wirusem RS, bo konsekwencje zakażeń są dla nich bardzo poważne. To przede wszystkim dzieci z wrodzonymi wadami serca, dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA), a także dzieci z mukowiscydozą. Mamy nadzieję, że nasze zalecenia pozwolą szybko podjąć decyzję o włączeniu tych dzieci do bezpłatnego programu lekowego – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, konsultant krajowa w dziedzinie neonatologii.

Bardzo dziękuję za ostatnie decyzje dotyczące dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA)podjęte przez Ministerstwo Zdrowia. Włączenie tej grupy dzieci do programu profilaktyki zakażeń wirusem RS, po wprowadzeniu badań przesiewowych i refundacji wszystkich dostępnych terapii, byłoby dopełnieniem wzorcowej opieki nad dziećmi z SMA w Polsce – dodaje prof. Ewa Emich-Widera.

Obecnie obowiązujący program profilaktyki zakażeń wirusem RS
Nie ma szczepionki przeciwko wirusowi RS, dlatego najskuteczniejszą metodą zabezpieczenia przed zakażeniem jest immunoprofilaktyka, czyli podanie gotowych przeciwciał.

W Polsce obowiązuje program lekowy, w ramach którego z bezpłatnej immunoprofilaktyki mogą skorzystać wcześniaki, które spełniają kryteria kwalifikacji. Są to:
 – dzieci, które nie ukończyły 1. roku życia i urodziły się do 28. tygodnia ciąży (28 tygodni i 6 dni) lub stwierdzono u nich dysplazję oskrzelowo-płucną;
 – dzieci, które nie ukończyły 6. miesiąca życia i urodziły się między 29. a 32. tygodniem ciąży (32 tygodnie i 6 dni).

Wcześniaki są w tej chwili zabezpieczane przed wirusem RS. Jednak jeszcze nie wszystkie. Organizacje pacjentów: grupa wsparcia dla rodziców wcześniaka Calineczki, Fundacja Koalicja dla wcześniaka, Fundacja Laboratorium Marzeń, Fundacja Mali Wojownicy, Fundacja MatkoweLove, Fundacja Przed Czasem i Stowarzyszenie Za wcześnie zrzeszone w Ogólnopolskim Porozumieniu Razem dla wcześniaków nie ustępują w działaniach, które mają doprowadzić do włączenia kolejnych grup dzieci urodzonych przedwcześnie do programu lekowego. We wrześniu wysłali apel do Ministerstwa Zdrowia, w którym wskazują, że immunoprofilaktyką powinny być objęte dzieci urodzone przed 35. tygodniem ciąży i z masą urodzeniową ciała (poniżej 1500 gramów) oraz dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną w drugim sezonie zakażeń, a więc przed ukończeniem przez nie 24. miesiąca życia.

Sezon zakażeń wirusem RS zaczął się kilka dni temu – 1 października. Miejmy nadzieję, że dzieci z grup ryzyka wskazane przez ekspertów w rekomendacjach będą jak najszybciej włączone do programu lekowego i jeszcze w tym sezonie zwiększonej zachorowalności skorzystają z bezpłatnej ochrony przed wirusem RS. 

źródło: Koalicja dla Wcześniaka

Wirus RS, który w okresie jesienno-zimowym atakuje drogi oddechowe, zagraża dzieciom urodzonym przedwcześnie, ale nie tylko im. Jest równie groźny dla noworodków, które urodziły się  z wrodzoną wada serca, zaburzeniami nerwowo-mięśniowymi czy mukowiscydozą. Każde dziecko z grupy ryzyko powinno być zabezpieczone przed wirusem RS w sezonie zwiększonej zachorowalności, a więc od października do kwietnia. Eksperci medyczni z obszarów neonatologii, kardiologii dziecięcej i neurologii dziecięcej połączyli siły, przygotowali rekomendacje i jednym głosem mówią o konieczności włączenia dzieci z grup ryzyka do bezpłatnego programu profilaktyki zakażeń RSV. 
Wirus RS groźny dla dzieci z wrodzonymi wadami serca.
Wirus RS to syncytialny wirus nabłonka oddechowego, który wywołuje infekcje dolnych dróg oddechowych. Statystyki pokazują, że 100% dzieci ma z nim kontakt do 2. roku życia. Wirus RS jest odpowiedzialny za 70% infekcji u dzieci w 1. roku życia. Może wywołać zapalenie oskrzelików, i zapalenie płuc, co jest szczególnie niebezpieczne dla dzieci, których organizm jest niedojrzały lub osłabiony z powodu dodatkowych chorób. Infekcja wywołana wirusem RS może mieć ciężki przebieg i wymagać leczenia w szpitalu na oddziale intensywnej terapii z wykorzystaniem wsparcia oddechowego lub wentylacji mechanicznej. Każda taka infekcje to dodatkowe obciążenie dla małego organizmu, zatrzymanie prawidłowego rozwoju, a w przypadku dzieci oczekujących na zabieg kardiochirurgiczny nawet bezpośrednie zagrożenie życia. U dzieci zarażonych wirusem RS bardzo często występują dodatkowe powikłania – może to być odma opłucnowa, zapalenie ucha środkowego. Świszczący oddech i reaktywne drogi oddechowe mogą utrzymywać się nawet przez 5-8 lat po ostrej infekcji i prowadzić do poważnego powikłania, jakim jest astma oskrzelowa. Dlatego w sezonie występowania wirusa warto zabezpieczyć przed nim dziecko.

Konsekwencje zakażeń wirusem RS
Wirus RS atakuje drogi oddechowe i podczas namnażania dochodzi do łączenia się sąsiednich komórek w duże zespoły tworząc syncytia. Dzieci mają duże trudności w oddychaniu, a to może prowadzić do niedotlenienia i dalszych powikłań.

W momencie narodzin wcześniaki są 10-krotnie bardziej narażone na zakażenia dolnych dróg oddechowych, niż dzieci urodzone o czasie. Objętość płuc wcześniaków urodzonych w 30. tygodniu ciąży jest trzykrotnie mniejsza, a powierzchnia płuc czterokrotnie mniejsza w porównaniu z objętością i wielkością płuc dziecka urodzonego o czasie. Jeżeli na to nałoży się infekcja wywołana wirusem RS, to niedojrzałe drogi oddechowe są dodatkowo zwężone przez wydzielinę w nich zalegającą. Leczenie infekcji musi przeważnie odbywać się w oddziale intensywnej terapii, a powrót wcześniaka do szpitala to zawsze krok wstecz w jego rozwoju. Warto zrobić wszystko, aby nie dopuścić do ponownej hospitalizacji. Pobyt w szpitalu to niepotrzebny stres nie tylko dla maleńkiego dziecka, ale również dla jego rodziców – podkreśla prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.

Dzieci z wrodzonymi wadami serca są bardziej narażone na infekcje niż ich zdrowi rówieśnicy. Infekcje wywołane wirusem RS są szczególnie groźne w pierwszych miesiącach życia, zwłaszcza u dzieci, które czekają na zabieg kardiochirurgiczny. Infekcja RSV może wpłynąć na opóźnienie operacji kardiochirurgicznej, a pamiętajmy, że w przypadku niektórych dzieci jest ona ratująca życie. Każda infekcja to pogorszenie ogólnego stanu zdrowia dziecka, a to może wpłynąć na ogólne rokowania  – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.

Dzieci z zaburzeniami nerwowo-mięśniowymi poddawane są długotrwałej i regularnej rehabilitacji. Każda infekcja to zaprzestanie ćwiczeń na kilka, a czasem nawet na kilkanaście dni. Brak rehabilitacji może zatrzymać postępy leczenia i wpłynąć na pogorszenie stanu zdrowia tych dzieci i ich sprawności fizycznej – dodaje prof. hab. n. med. Ewa Emich-Widera, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii dziecięcej.
 
Eksperci medyczni opracowali rekomendacje
W Polsce obowiązuje program lekowy, w ramach którego dzieci spełniające kryteria otrzymują bezpłatną immunoprofilaktykę. Są to dzieci urodzone przed 33. tygodniem ciąży i te z groźnym  powikłaniem wcześniactwa, jakim jest dysplazja oskrzelowo-płucną. Jednak to nie jedyna grupa dzieci, która powinna być objęta tym programem. Dlatego eksperci medyczni opracowali rekomendacje dotyczące dzieci, które powinny być objęte profilaktyka zakażeń RSV.

Wirus RS jest groźny dla najmniejszych dzieci, ale nie tylko dla wcześniaków. Dlatego wspólnie z konsultantem krajowym w dziedzinie neurologii dziecięcej i kardiologii dziecięcej przygotowaliśmy dokument, w którym wskazujemy grupy dzieci, które powinny być zabezpieczone przed wirusem RS, bo konsekwencje zakażeń są dla nich bardzo poważne. To przede wszystkim dzieci z wrodzonymi wadami serca, dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA), a także dzieci z mukowiscydozą. Mamy nadzieję, że nasze zalecenia pozwolą szybko podjąć decyzję o włączeniu tych dzieci do bezpłatnego programu lekowego – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, konsultant krajowa w dziedzinie neonatologii.

Bardzo dziękuję za ostatnie decyzje dotyczące dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA)podjęte przez Ministerstwo Zdrowia. Włączenie tej grupy dzieci do programu profilaktyki zakażeń wirusem RS, po wprowadzeniu badań przesiewowych i refundacji wszystkich dostępnych terapii, byłoby dopełnieniem wzorcowej opieki nad dziećmi z SMA w Polsce – dodaje prof. Ewa Emich-Widera.

Obecnie obowiązujący program profilaktyki zakażeń wirusem RS
Nie ma szczepionki przeciwko wirusowi RS, dlatego najskuteczniejszą metodą zabezpieczenia przed zakażeniem jest immunoprofilaktyka, czyli podanie gotowych przeciwciał.

W Polsce obowiązuje program lekowy, w ramach którego z bezpłatnej immunoprofilaktyki mogą skorzystać wcześniaki, które spełniają kryteria kwalifikacji. Są to:
 – dzieci, które nie ukończyły 1. roku życia i urodziły się do 28. tygodnia ciąży (28 tygodni i 6 dni) lub stwierdzono u nich dysplazję oskrzelowo-płucną;
 – dzieci, które nie ukończyły 6. miesiąca życia i urodziły się między 29. a 32. tygodniem ciąży (32 tygodnie i 6 dni).

Wcześniaki są w tej chwili zabezpieczane przed wirusem RS. Jednak jeszcze nie wszystkie. Organizacje pacjentów: grupa wsparcia dla rodziców wcześniaka Calineczki, Fundacja Koalicja dla wcześniaka, Fundacja Laboratorium Marzeń, Fundacja Mali Wojownicy, Fundacja MatkoweLove, Fundacja Przed Czasem i Stowarzyszenie Za wcześnie zrzeszone w Ogólnopolskim Porozumieniu Razem dla wcześniaków nie ustępują w działaniach, które mają doprowadzić do włączenia kolejnych grup dzieci urodzonych przedwcześnie do programu lekowego. We wrześniu wysłali apel do Ministerstwa Zdrowia, w którym wskazują, że immunoprofilaktyką powinny być objęte dzieci urodzone przed 35. tygodniem ciąży i z masą urodzeniową ciała (poniżej 1500 gramów) oraz dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną w drugim sezonie zakażeń, a więc przed ukończeniem przez nie 24. miesiąca życia.

Sezon zakażeń wirusem RS zaczął się kilka dni temu – 1 października. Miejmy nadzieję, że dzieci z grup ryzyka wskazane przez ekspertów w rekomendacjach będą jak najszybciej włączone do programu lekowego i jeszcze w tym sezonie zwiększonej zachorowalności skorzystają z bezpłatnej ochrony przed wirusem RS. 

źródło: Koalicja dla Wcześniaka

Postęp w farmakoterapii stwardnienia rozsianego jest ogromny – na przestrzeni ostatnich lat praktycznie w każdym roku dochodzi do jednej lub nawet kilku rejestracji nowych leków immunomodulujących, modyfikujących przebieg tej choroby. Bardzo chcielibyśmy mieć w Polsce szerszy dostęp do tych najnowszych terapii. Oczekujemy, że nowy program lekowy, nad którym obecnie pracuje Ministerstwo Zdrowia, umożliwi pacjentom ze stwardnieniem rozsianym w Polsce leczenie na poziomie międzynarodowym, tak aby nasi pacjenci mogli być leczeni w podobny sposób jak pacjenci za granicą – mówi prof. dr hab. n. med. Monika Adamczyk-Sowa, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Wydziału Nauk Medycznych ŚUM w Zabrzu, prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Pani Profesor, w Polsce wciąż praktykowany jest model eskalacyjny leczenia stwardnienia rozsianego. Na czym on polega?
Model eskalacyjny polega na tym, że u pacjentów po rozpoznaniu stwardnienia rozsianego rozpoczynamy leczenie lekami immunomodulującymi o umiarkowanej skuteczności i dopiero, jeśli okażą się one nieskuteczne, sięgamy po nowsze leki o innych mechanizmach działania i zdecydowanie wyższej skuteczności. Jest to model leczenia obowiązujący w Polsce. Alternatywnym jest tzw. model indukcyjny, który polega na stosowaniu terapii o wysokiej skuteczności od samego początku, czyli tuż po rozpoznaniu choroby. Leczenie opierające się na modelu eskalacyjnym nie zawsze jest optymalne i nie powinno być obligatoryjnie stosowane u każdego pacjenta. Pacjenci z wysoką aktywnością choroby, tj. z częstymi lub ciężkimi rzutami bądź z zaawansowanymi zmianami w układzie nerwowym, powinni od samego początku trwania choroby być leczeni zgodnie z modelem indukcyjnym. Jeśli u takich chorych rozpoczniemy terapię od leków o umiarkowanej skuteczności, które okażą się dla nich nieefektywne, to zbyt późno wdrożymy terapię skuteczną, co będzie wiązało się dla nich z nieodwracalnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Dlaczego tak ważne jest, żeby w leczeniu SM włączyć skuteczne leczenie jak najszybciej po wystąpieniu objawów?
W stwardnieniu rozsianym mamy do czynienia z dwoma procesami: procesem zapalnym, który jest najsilniejszy na początku choroby i z procesem neurodegeneracyjnym, który nasila się wraz z czasem trwania choroby. Leki, które w tej chwili są zarejestrowane do leczenia stwardnienia rozsianego, działają hamująco na proces zapalny, natomiast neurodegeneracji niestety nie potrafimy jeszcze zatrzymać. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, żeby rozpocząć leczenie w momencie, gdy dominuje proces zapalny i chory jest w dobrym stanie neurologicznym, bez deficytów. Układ nerwowy nie regeneruje się lub regeneruje się tylko w niewielkim stopniu, dlatego, jeżeli dojdzie do jego uszkodzenia i wystąpienia objawów neurologicznych, to najczęściej będą to zmiany nieodwracalne. Natomiast zahamowanie choroby na samym początku jej trwania zapobiega wystąpieniu niesprawności, co oczywiście przekłada się na jakość życia chorych, którzy mogą funkcjonować zupełnie normalnie, realizować się rodzinnie i społecznie oraz pracować zawodowo.

Jakie są Pani doświadczenia kliniczne z wczesnego leczenia pacjentów lekami wysoko skutecznymi?
W naszym ośrodku w Zabrzu mamy dużą grupę pacjentów leczonych lekami wysokoskutecznymi, często również na wczesnym etapie trwania choroby. Jeśli widzimy dużą aktywność choroby – liczne rzuty z towarzyszącą im dużą aktywnością radiologiczną – nie czekamy na włączanie terapii wysoko efektywnej, tylko robimy to od razu. I to jest klucz do sukcesu. Jako przykład podam jedną z naszych pacjentek – to 23-letnia studentka, u której choroba rozpoczęła się od zaburzeń chodu, zaburzeń zwieraczy i niedowładu kończyny górnej. Od samego początku stwierdzaliśmy u niej obecność licznych zmian demielinizacyjnych w rezonansie, wzmacniających się po podaniu kontrastu, zarówno w mózgowiu jak i w rdzeniu kręgowym, a także obecność prążków  oligoklonalnych w płynie mózgowo-rdzeniowym. To wszystko są niekorzystne czynniki prognostycznie i dlatego u takiej chorej od samego początku powinniśmy myśleć o terapii wysoko efektywnej. Tak też zrobiliśmy – od początku rozpoznaliśmy u niej agresywną postać SM i rozpoczęliśmy leczenie preparatem wysoko skutecznym, z bardzo dobrym efektem. Ta chora od dwóch lat od rozpoczęcia leczenia nie miała żadnych rzutów choroby, nie ma też nowych zmian rezonansowych. Widzimy, że to z pewnością był właściwy wybór. Mamy również pacjentów, u których na początku, w związku z administracyjnymi zapisami programów lekowych, musieliśmy zastosować terapię o niższej skuteczności, która po roku stosowania okazywała się nieskuteczna, i dopiero wówczas włączaliśmy u nich terapię wysoko skuteczną. Jeśli to przejście na leczenie wysoko skuteczne następuje dość szybko, to także widzimy bardzo dobry efekt terapeutyczny. Na dzień dzisiejszy bardzo potrzebujemy, jako neurolodzy leczący pacjentów z SM, możliwości włączenia terapii wysoko skutecznej u niektórych pacjentów znacznie wcześniej, a u niektórych od samego początku trwania choroby. Obecnie jest to niemożliwe ze względu na zapisy programu lekowego, dlatego zabiegamy o pilne zmiany w tym zakresie.

Minister Zdrowia zapowiedział już zmiany w systemie leczenia SM w Polsce i w dostępie do nowoczesnych leków. Jak ocenia Pani te propozycje?
Propozycje te nie są jeszcze w pełni znane. Wiem, że ministerstwo wciąż pracuje nad projektem nowego programu lekowego, a my jako klinicyści i przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prowadzimy dialog z ministerstwem w tym temacie. Oczekujemy, że w nowym programie lekowym, który zostanie zaprezentowany przez ministerstwo, zostaną uwzględnione nasze postulaty, wskazówki i rekomendacje.

Jakie są to postulaty?
Najistotniejszym postulatem jest dostęp naszych pacjentów do wszystkich leków immunomodulujących, zarejestrowanych do leczenia stwardnienia rozsianego. Postęp w terapii immunomodulującej SM jest ogromny i bardzo chcielibyśmy mieć w Polsce szerszy dostęp do tych najnowszych terapii. Dlatego zabiegamy o to, żeby wszystkie leki immunomodulujące, które są zarejestrowane do leczenia SM, były refundowane dla polskich pacjentów. Postulujemy też, żeby leki wysoko skuteczne były dostępne jako pierwszy wybór dla tych pacjentów, u których widzimy, że istnieje taka konieczność. Chcielibyśmy móc leczyć pacjentów zgodnie z rekomendacjami międzynarodowymi i zgodnie z charakterystykami produktów leczniczych. Najlepszy      model to taki, w którym lekarz, mający wiedzę, umiejętności, doświadczenie i znający konkretny przypadek pacjenta, a także jego potrzeby i preferencje, ma możliwość zaproponowania choremu najbardziej optymalnej dla niego terapii. Dobór terapii powinien być wspólną decyzją lekarza i pacjenta, i tego byśmy sobie w Polsce życzyli. Oczywiście chcemy utrzymać możliwość włączania chorych do leczenia immunomodulującego po stwierdzeniu u nich aktywności choroby  – klinicznej albo radiologicznej – w ciągu ostatniego roku, tak jak ma to miejsce obecnie. To jest bardzo dobry zapis w programie lekowym i nie chcielibyśmy, żeby się zmienił.
Ponadto, ważnym naszym postulatem jest umożliwienie leczenia immunomodulującego pacjentom z fenotypem wtórnie postępującym stwardnienia rozsianego, gdyż dla tej grupy chorych w tej chwili nie mamy opcji terapii refundowanej, chociaż leki dla tych chorych są już zarejestrowane. Podobnie jest w przypadku chorych na NMOSD (dawniej choroba Devica) – także jest zarejestrowana skuteczna terapia dla tych pacjentów, ale w Polsce jest ona nadal niedostępna z powodu braku refundacji. To powinno się zmienić. Generalnie oczekujemy, że nowy program lekowy, nad którym obecnie pracuje Ministerstwo Zdrowia, umożliwi pacjentom ze stwardnieniem rozsianym w Polsce leczenie na poziomie międzynarodowym, tak aby nasi pacjenci mogli być efektywnie leczeni, w podobny sposób jak pacjenci za  granicą.

***
Prof. dr hab. n. med. Monika Adamczyk-Sowa – specjalista neurolog; kierownik Katedry i Kliniki Neurologii w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach; prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego; członek Panelu Naukowego Multiple Sclerosis European Academy of Neurology; członek Komitetu Nauk Neurologicznych Polskiej Akademii Nauk; członek Grupy Roboczej Ekspertów SM w przygotowywaniu „Rekomendacji Diagnostyki i Leczenia SM w Polsce”.

źródło: komunikat

Postęp w farmakoterapii stwardnienia rozsianego jest ogromny – na przestrzeni ostatnich lat praktycznie w każdym roku dochodzi do jednej lub nawet kilku rejestracji nowych leków immunomodulujących, modyfikujących przebieg tej choroby. Bardzo chcielibyśmy mieć w Polsce szerszy dostęp do tych najnowszych terapii. Oczekujemy, że nowy program lekowy, nad którym obecnie pracuje Ministerstwo Zdrowia, umożliwi pacjentom ze stwardnieniem rozsianym w Polsce leczenie na poziomie międzynarodowym, tak aby nasi pacjenci mogli być leczeni w podobny sposób jak pacjenci za granicą – mówi prof. dr hab. n. med. Monika Adamczyk-Sowa, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Wydziału Nauk Medycznych ŚUM w Zabrzu, prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Pani Profesor, w Polsce wciąż praktykowany jest model eskalacyjny leczenia stwardnienia rozsianego. Na czym on polega?
Model eskalacyjny polega na tym, że u pacjentów po rozpoznaniu stwardnienia rozsianego rozpoczynamy leczenie lekami immunomodulującymi o umiarkowanej skuteczności i dopiero, jeśli okażą się one nieskuteczne, sięgamy po nowsze leki o innych mechanizmach działania i zdecydowanie wyższej skuteczności. Jest to model leczenia obowiązujący w Polsce. Alternatywnym jest tzw. model indukcyjny, który polega na stosowaniu terapii o wysokiej skuteczności od samego początku, czyli tuż po rozpoznaniu choroby. Leczenie opierające się na modelu eskalacyjnym nie zawsze jest optymalne i nie powinno być obligatoryjnie stosowane u każdego pacjenta. Pacjenci z wysoką aktywnością choroby, tj. z częstymi lub ciężkimi rzutami bądź z zaawansowanymi zmianami w układzie nerwowym, powinni od samego początku trwania choroby być leczeni zgodnie z modelem indukcyjnym. Jeśli u takich chorych rozpoczniemy terapię od leków o umiarkowanej skuteczności, które okażą się dla nich nieefektywne, to zbyt późno wdrożymy terapię skuteczną, co będzie wiązało się dla nich z nieodwracalnymi konsekwencjami zdrowotnymi.

Dlaczego tak ważne jest, żeby w leczeniu SM włączyć skuteczne leczenie jak najszybciej po wystąpieniu objawów?
W stwardnieniu rozsianym mamy do czynienia z dwoma procesami: procesem zapalnym, który jest najsilniejszy na początku choroby i z procesem neurodegeneracyjnym, który nasila się wraz z czasem trwania choroby. Leki, które w tej chwili są zarejestrowane do leczenia stwardnienia rozsianego, działają hamująco na proces zapalny, natomiast neurodegeneracji niestety nie potrafimy jeszcze zatrzymać. Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, żeby rozpocząć leczenie w momencie, gdy dominuje proces zapalny i chory jest w dobrym stanie neurologicznym, bez deficytów. Układ nerwowy nie regeneruje się lub regeneruje się tylko w niewielkim stopniu, dlatego, jeżeli dojdzie do jego uszkodzenia i wystąpienia objawów neurologicznych, to najczęściej będą to zmiany nieodwracalne. Natomiast zahamowanie choroby na samym początku jej trwania zapobiega wystąpieniu niesprawności, co oczywiście przekłada się na jakość życia chorych, którzy mogą funkcjonować zupełnie normalnie, realizować się rodzinnie i społecznie oraz pracować zawodowo.

Jakie są Pani doświadczenia kliniczne z wczesnego leczenia pacjentów lekami wysoko skutecznymi?
W naszym ośrodku w Zabrzu mamy dużą grupę pacjentów leczonych lekami wysokoskutecznymi, często również na wczesnym etapie trwania choroby. Jeśli widzimy dużą aktywność choroby – liczne rzuty z towarzyszącą im dużą aktywnością radiologiczną – nie czekamy na włączanie terapii wysoko efektywnej, tylko robimy to od razu. I to jest klucz do sukcesu. Jako przykład podam jedną z naszych pacjentek – to 23-letnia studentka, u której choroba rozpoczęła się od zaburzeń chodu, zaburzeń zwieraczy i niedowładu kończyny górnej. Od samego początku stwierdzaliśmy u niej obecność licznych zmian demielinizacyjnych w rezonansie, wzmacniających się po podaniu kontrastu, zarówno w mózgowiu jak i w rdzeniu kręgowym, a także obecność prążków  oligoklonalnych w płynie mózgowo-rdzeniowym. To wszystko są niekorzystne czynniki prognostycznie i dlatego u takiej chorej od samego początku powinniśmy myśleć o terapii wysoko efektywnej. Tak też zrobiliśmy – od początku rozpoznaliśmy u niej agresywną postać SM i rozpoczęliśmy leczenie preparatem wysoko skutecznym, z bardzo dobrym efektem. Ta chora od dwóch lat od rozpoczęcia leczenia nie miała żadnych rzutów choroby, nie ma też nowych zmian rezonansowych. Widzimy, że to z pewnością był właściwy wybór. Mamy również pacjentów, u których na początku, w związku z administracyjnymi zapisami programów lekowych, musieliśmy zastosować terapię o niższej skuteczności, która po roku stosowania okazywała się nieskuteczna, i dopiero wówczas włączaliśmy u nich terapię wysoko skuteczną. Jeśli to przejście na leczenie wysoko skuteczne następuje dość szybko, to także widzimy bardzo dobry efekt terapeutyczny. Na dzień dzisiejszy bardzo potrzebujemy, jako neurolodzy leczący pacjentów z SM, możliwości włączenia terapii wysoko skutecznej u niektórych pacjentów znacznie wcześniej, a u niektórych od samego początku trwania choroby. Obecnie jest to niemożliwe ze względu na zapisy programu lekowego, dlatego zabiegamy o pilne zmiany w tym zakresie.

Minister Zdrowia zapowiedział już zmiany w systemie leczenia SM w Polsce i w dostępie do nowoczesnych leków. Jak ocenia Pani te propozycje?
Propozycje te nie są jeszcze w pełni znane. Wiem, że ministerstwo wciąż pracuje nad projektem nowego programu lekowego, a my jako klinicyści i przedstawiciele Polskiego Towarzystwa Neurologicznego prowadzimy dialog z ministerstwem w tym temacie. Oczekujemy, że w nowym programie lekowym, który zostanie zaprezentowany przez ministerstwo, zostaną uwzględnione nasze postulaty, wskazówki i rekomendacje.

Jakie są to postulaty?
Najistotniejszym postulatem jest dostęp naszych pacjentów do wszystkich leków immunomodulujących, zarejestrowanych do leczenia stwardnienia rozsianego. Postęp w terapii immunomodulującej SM jest ogromny i bardzo chcielibyśmy mieć w Polsce szerszy dostęp do tych najnowszych terapii. Dlatego zabiegamy o to, żeby wszystkie leki immunomodulujące, które są zarejestrowane do leczenia SM, były refundowane dla polskich pacjentów. Postulujemy też, żeby leki wysoko skuteczne były dostępne jako pierwszy wybór dla tych pacjentów, u których widzimy, że istnieje taka konieczność. Chcielibyśmy móc leczyć pacjentów zgodnie z rekomendacjami międzynarodowymi i zgodnie z charakterystykami produktów leczniczych. Najlepszy      model to taki, w którym lekarz, mający wiedzę, umiejętności, doświadczenie i znający konkretny przypadek pacjenta, a także jego potrzeby i preferencje, ma możliwość zaproponowania choremu najbardziej optymalnej dla niego terapii. Dobór terapii powinien być wspólną decyzją lekarza i pacjenta, i tego byśmy sobie w Polsce życzyli. Oczywiście chcemy utrzymać możliwość włączania chorych do leczenia immunomodulującego po stwierdzeniu u nich aktywności choroby  – klinicznej albo radiologicznej – w ciągu ostatniego roku, tak jak ma to miejsce obecnie. To jest bardzo dobry zapis w programie lekowym i nie chcielibyśmy, żeby się zmienił.
Ponadto, ważnym naszym postulatem jest umożliwienie leczenia immunomodulującego pacjentom z fenotypem wtórnie postępującym stwardnienia rozsianego, gdyż dla tej grupy chorych w tej chwili nie mamy opcji terapii refundowanej, chociaż leki dla tych chorych są już zarejestrowane. Podobnie jest w przypadku chorych na NMOSD (dawniej choroba Devica) – także jest zarejestrowana skuteczna terapia dla tych pacjentów, ale w Polsce jest ona nadal niedostępna z powodu braku refundacji. To powinno się zmienić. Generalnie oczekujemy, że nowy program lekowy, nad którym obecnie pracuje Ministerstwo Zdrowia, umożliwi pacjentom ze stwardnieniem rozsianym w Polsce leczenie na poziomie międzynarodowym, tak aby nasi pacjenci mogli być efektywnie leczeni, w podobny sposób jak pacjenci za  granicą.

***
Prof. dr hab. n. med. Monika Adamczyk-Sowa – specjalista neurolog; kierownik Katedry i Kliniki Neurologii w Zabrzu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach; prezes Sekcji Stwardnienia Rozsianego i Neuroimmunologii Polskiego Towarzystwa Neurologicznego; członek Panelu Naukowego Multiple Sclerosis European Academy of Neurology; członek Komitetu Nauk Neurologicznych Polskiej Akademii Nauk; członek Grupy Roboczej Ekspertów SM w przygotowywaniu „Rekomendacji Diagnostyki i Leczenia SM w Polsce”.

źródło: komunikat

Miejsc w hospicjach brakuje, a opieka paliatywna w Polsce boryka się z poważnymi problemami, np. z niskimi wycenami takich usług przez NFZ. Utrudniony dostęp do takich świadczeń mają szczególnie mieszkańcy wsi, a także – jak wskazał w raporcie NIK – mieszkańcy województw mazowieckiego, lubelskiego i podlaskiego. Właśnie na Podlasiu Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza kończy budowę hospicjum, które powstało głównie dzięki środkom darczyńców. Połowę środków niezbędnych do ukończenia budowy przekazała Fundacja Biedronki, której jednym z głównych zadań jest pomoc osobom starszym. Hospicjum lada moment przyjmie pierwszych pacjentów.
– Hospicjów mamy za mało, zwłaszcza że Polska i cała Europa się starzeją. Widzimy niekorzystne zjawiska demograficzne, które będą naszym udziałem już za kilkanaście lat – mówi agencji Newseria Biznes dr Paweł Grabowski, prezes Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza. – Na dodatek od około sześciu lat wyceny stawek usług medycznych w stacjonarnych hospicjach nie były poprawiane przez NFZ. Tymczasem, oprócz wzrostu cen, pojawiła się już kolejna regulacja, która mówi, o ile wzrosną pensje personelu medycznego. Na to też potrzebujemy pieniędzy.

Prognozy demograficzne GUS zakładają, że w 2050 roku seniorzy w wieku 65+ będą już stanowić 32,7 proc. polskiej populacji, co będzie oznaczać wzrost o 5,4 mln osób w stosunku do bazy z 2013 roku, kiedy ten odsetek wynosił jeszcze 14,7 proc. Będzie to gigantycznym obciążeniem dla systemu opieki zdrowotnej, zwłaszcza że wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie liczba zachorowań na choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory. Tymczasem – jak wynika z przeprowadzonej w 2019 roku kontroli NIK – w Polsce opieka paliatywna i hospicyjna nie ma się dobrze. Powodem jest m.in. jej niska dostępność na wsiach oraz wprowadzone przez NFZ limity w finansowaniu tego typu świadczeń. W efekcie nie wszyscy, którzy potrzebują opieki paliatywnej, mogą zostać nią objęci.

 Wsie to są regiony, gdzie jest dużo gorszy dostęp do wszelkiego rodzaju opieki medycznej – od podstawowej, przez specjalistyczną, aż po paliatywną. Są regiony, gdzie z trudem docierają – albo nie docierają w ogóle – osoby z hospicjum domowego, gdzie nie działa fizjoterapia domowa i domowa opieka długoterminowa. Z badania Najwyższej Izby Kontroli wiemy, że prawie 40 proc. ośrodków pomocy społecznej na obszarach wiejskich Podlasia nie sprawuje opieki społecznej w domach, co oznacza, że ta opieka jest niewydolna – mówi dr Paweł Grabowski.

Według danych NFZ w województwie podlaskim w 2019 roku tylko siedem podmiotów zapewniało pacjentom opiekę na oddziale medycyny paliatywnej albo w hospicjum stacjonarnym. Właśnie na terenach wiejskich Podlasia, czyli w jednym z najbardziej potrzebujących regionów, Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza kończy właśnie budowę hospicjum, które powstało w ekspresowym tempie, głównie dzięki środkom darczyńców. Pierwsi pacjenci pojawią się w placówce lada moment, ponieważ placówka otworzyła pierwsze skrzydło budynku.

– Nie chciałbym tutaj toczyć jakichś mistycznych rozmów, ale wszystko, co się tutaj wydarzyło, to naprawdę były rzeczy z pogranicza cudu. W trzy lata po wmurowaniu kamienia węgielnego – mimo wojny, kryzysu, pandemii, drożyzny, inflacji i praktycznie braku wsparcia ze strony państwa – oddaliśmy pierwsze skrzydło budynku. Jest w nim 18 łóżek, przy czym tylko na 10 z nich mamy kontrakt z NFZ-em – mówi prezes fundacji.
Jak wskazuje, budowa pochłonęła 16 mln zł, z czego aż 7,6 mln to wsparcie przekazane przez Fundację Biedronki, która stała się tym samym głównym fundatorem hospicjum.

 To jest projekt, który zmieni życie ludzi na lepsze – mówi Katarzyna Scheer, prezeska Fundacji Biedronki. – Powstaje na terenach, gdzie jest wiele starszych i samotnych osób. Tutaj usługi opiekuńcze i opieka paliatywna są znacznie mniej dostępne, jeśli w ogóle. Wyjątkowość tego projektu również wynika z tego, że jest to hospicjum zbudowane w zasadzie dzięki prywatnym środkom.

Fundacja Biedronki skupia się na pomocy seniorom. Prowadzi m.in. programy oparte na wręczaniu osobom starszym kart na zakupy (do sklepów Biedronka), które są zasilane co miesiąc określoną kwotą (150 lub 160 zł).
 W tej chwili mamy pod opieką prawie 12  tys. starszych osób, które otrzymują taką pomoc, czyli dostają zasilaną co miesiąc kartę na zakupy w sklepach Biedronka. Ale też mamy inne programy, które dotyczą poprawy jakości opieki nad seniorami, m.in. doposażamy szpitalne oddziały geriatryczne. Staramy się też szybko i sprawnie reagować na bieżące potrzeby, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Taką sytuacją była pandemia, kiedy pomagaliśmy DPS-om, a w tej chwili mamy też trzy programy pomocy Ukrainie na łączną wartość 30 mln zł – mówi Katarzyna Scheer.

źródło: newseria

Miejsc w hospicjach brakuje, a opieka paliatywna w Polsce boryka się z poważnymi problemami, np. z niskimi wycenami takich usług przez NFZ. Utrudniony dostęp do takich świadczeń mają szczególnie mieszkańcy wsi, a także – jak wskazał w raporcie NIK – mieszkańcy województw mazowieckiego, lubelskiego i podlaskiego. Właśnie na Podlasiu Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza kończy budowę hospicjum, które powstało głównie dzięki środkom darczyńców. Połowę środków niezbędnych do ukończenia budowy przekazała Fundacja Biedronki, której jednym z głównych zadań jest pomoc osobom starszym. Hospicjum lada moment przyjmie pierwszych pacjentów.
– Hospicjów mamy za mało, zwłaszcza że Polska i cała Europa się starzeją. Widzimy niekorzystne zjawiska demograficzne, które będą naszym udziałem już za kilkanaście lat – mówi agencji Newseria Biznes dr Paweł Grabowski, prezes Fundacji Hospicjum Proroka Eliasza. – Na dodatek od około sześciu lat wyceny stawek usług medycznych w stacjonarnych hospicjach nie były poprawiane przez NFZ. Tymczasem, oprócz wzrostu cen, pojawiła się już kolejna regulacja, która mówi, o ile wzrosną pensje personelu medycznego. Na to też potrzebujemy pieniędzy.

Prognozy demograficzne GUS zakładają, że w 2050 roku seniorzy w wieku 65+ będą już stanowić 32,7 proc. polskiej populacji, co będzie oznaczać wzrost o 5,4 mln osób w stosunku do bazy z 2013 roku, kiedy ten odsetek wynosił jeszcze 14,7 proc. Będzie to gigantycznym obciążeniem dla systemu opieki zdrowotnej, zwłaszcza że wraz ze starzeniem się społeczeństwa rośnie liczba zachorowań na choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory. Tymczasem – jak wynika z przeprowadzonej w 2019 roku kontroli NIK – w Polsce opieka paliatywna i hospicyjna nie ma się dobrze. Powodem jest m.in. jej niska dostępność na wsiach oraz wprowadzone przez NFZ limity w finansowaniu tego typu świadczeń. W efekcie nie wszyscy, którzy potrzebują opieki paliatywnej, mogą zostać nią objęci.

 Wsie to są regiony, gdzie jest dużo gorszy dostęp do wszelkiego rodzaju opieki medycznej – od podstawowej, przez specjalistyczną, aż po paliatywną. Są regiony, gdzie z trudem docierają – albo nie docierają w ogóle – osoby z hospicjum domowego, gdzie nie działa fizjoterapia domowa i domowa opieka długoterminowa. Z badania Najwyższej Izby Kontroli wiemy, że prawie 40 proc. ośrodków pomocy społecznej na obszarach wiejskich Podlasia nie sprawuje opieki społecznej w domach, co oznacza, że ta opieka jest niewydolna – mówi dr Paweł Grabowski.

Według danych NFZ w województwie podlaskim w 2019 roku tylko siedem podmiotów zapewniało pacjentom opiekę na oddziale medycyny paliatywnej albo w hospicjum stacjonarnym. Właśnie na terenach wiejskich Podlasia, czyli w jednym z najbardziej potrzebujących regionów, Fundacja Hospicjum Proroka Eliasza kończy właśnie budowę hospicjum, które powstało w ekspresowym tempie, głównie dzięki środkom darczyńców. Pierwsi pacjenci pojawią się w placówce lada moment, ponieważ placówka otworzyła pierwsze skrzydło budynku.

– Nie chciałbym tutaj toczyć jakichś mistycznych rozmów, ale wszystko, co się tutaj wydarzyło, to naprawdę były rzeczy z pogranicza cudu. W trzy lata po wmurowaniu kamienia węgielnego – mimo wojny, kryzysu, pandemii, drożyzny, inflacji i praktycznie braku wsparcia ze strony państwa – oddaliśmy pierwsze skrzydło budynku. Jest w nim 18 łóżek, przy czym tylko na 10 z nich mamy kontrakt z NFZ-em – mówi prezes fundacji.
Jak wskazuje, budowa pochłonęła 16 mln zł, z czego aż 7,6 mln to wsparcie przekazane przez Fundację Biedronki, która stała się tym samym głównym fundatorem hospicjum.

 To jest projekt, który zmieni życie ludzi na lepsze – mówi Katarzyna Scheer, prezeska Fundacji Biedronki. – Powstaje na terenach, gdzie jest wiele starszych i samotnych osób. Tutaj usługi opiekuńcze i opieka paliatywna są znacznie mniej dostępne, jeśli w ogóle. Wyjątkowość tego projektu również wynika z tego, że jest to hospicjum zbudowane w zasadzie dzięki prywatnym środkom.

Fundacja Biedronki skupia się na pomocy seniorom. Prowadzi m.in. programy oparte na wręczaniu osobom starszym kart na zakupy (do sklepów Biedronka), które są zasilane co miesiąc określoną kwotą (150 lub 160 zł).
 W tej chwili mamy pod opieką prawie 12  tys. starszych osób, które otrzymują taką pomoc, czyli dostają zasilaną co miesiąc kartę na zakupy w sklepach Biedronka. Ale też mamy inne programy, które dotyczą poprawy jakości opieki nad seniorami, m.in. doposażamy szpitalne oddziały geriatryczne. Staramy się też szybko i sprawnie reagować na bieżące potrzeby, szczególnie w sytuacjach kryzysowych. Taką sytuacją była pandemia, kiedy pomagaliśmy DPS-om, a w tej chwili mamy też trzy programy pomocy Ukrainie na łączną wartość 30 mln zł – mówi Katarzyna Scheer.

źródło: newseria