Medicalpress
Dzieci i młodzież spędzają dziś znaczną część swojego wolnego czasu przed ekranami – komputerów, smartfonów czy tabletów. Choć technologia otwiera wiele możliwości, coraz częściej zastępuje ruch, zabawę na świeżym powietrzu i bezpośredni kontakt z rówieśnikami. Zbyt częsta obecność w świecie online może mieć również negatywny wpływ na zdrowie, zwiększając ryzyko chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca typu 2. Zamiast jednak całkowicie wykluczać dzieci z sieci, warto edukować, jak zachować równowagę między życiem online i offline. Program Uczniowie zmieniają cukrzycę pokazuje najmłodszym – ale też ich rodzicom i opiekunom, jak w kreatywny sposób korzystać z wirtualnych narzędzi, a przy tym wspierać codzienne wybory i aktywności, które mają pozytywny wpływ na rozwój i dobrostan.
Raport z ogólnopolskiego, cyklicznego badania uczniów i rodziców „Nastolatki” z 2025 r., opracowany przez NASK pokazuje, że aż 4 na 10 dzieci jeszcze przed 9. urodzinami ma swój własny telefon z dostępem do sieci. Z badania wynika również, że młodzież spędza w internecie ponad 5 godzin dziennie, zarówno w weekendy, jak i dni powszednie1. Tak intensywne korzystanie z urządzeń cyfrowych ogranicza czas na aktywność fizyczną, kontakty społeczne czy rozwój emocjonalny. Technologia może jednak pełnić funkcję edukacyjną – stosowana z umiarem, pozwala rozwijać kreatywność, zdobywać wiedzę, a przy tym wspierać zdrowe nawyki. Raport NASK wskazuje, że internet jest dla nastolatków narzędziem nie tylko rozrywki, ale również rozwoju edukacyjnego i osobistego.

Przykładem inicjatywy, łączącej atrakcyjne dla dzieci rozwiązania online z aspektem edukacyjnym, jest program Uczniowie zmieniają cukrzycę. Dzięki przygotowanej w ramach projektu interaktywnej wystawie wirtualnej, animacjom i materiałom dzieci zdobywają wiedzę o profilaktyce chorób cywilizacyjnych i uczą się, że ich codzienne wybory w zakresie odżywiania czy aktywności fizycznej mają wpływ na ich przyszłość. Program pokazuje, że technologie mogą wspierać naukę i rozwój, jeśli są wykorzystywane świadomie i w równowadze z aktywnościami offline.

Zdrowe nawyki w cyfrowym świecie

Codzienne korzystanie z urządzeń cyfrowych daje dzieciom wiele możliwości, ale równocześnie wymaga świadomego zarządzania czasem spędzanym przed ekranem. Umiejętne łączenie aktywności online i offline pozwala wspierać zdrowie, rozwój emocjonalny i dobre samopoczucie najmłodszych. Oto kilka praktycznych sposobów, które pomagają w zachowaniu tej równowagi.

Dzieci w cyfrowym świecie nie potrzebują wyłącznie ograniczeń, ale przede wszystkim wskazówek, jak mądrze korzystać z technologii. Zamiast ją demonizować, powinniśmy skupić się na rozwijaniu kompetencji cyfrowych, krytycznego myślenia i odpowiedzialnego korzystania z internetu. Jest to ważne nie tylko z perspektywy rozwoju emocjonalnego i społecznego, ale również fizycznego zdrowia dzieci: nadmierne korzystanie z ekranów może mieć negatywny wpływ na koncentrację, jakość snu czy wzrok. Wynikiem nadużywania technologii jest również siedzący tryb życia, którego konsekwencją może być z kolei wystąpienie chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca typu 2. Dlatego tak ważne jest, by edukacja dotycząca zdrowego stylu życia i edukacja cyfrowa szły w parze – ucząc dzieci równowagi między światem online i offline, wspieramy ich rozwój dziś i w przyszłości. Pamiętajmy, że to na nas, dorosłych, spoczywa obowiązek bezpiecznego wprowadzenia dzieci w świat cyfrowy. Im później rozpoczną one regularne korzystanie z mediów, gier i technologii, tym lepiej dla ich rozwoju. Dzieci poniżej 12 roku życia powinny używać narzędzi cyfrowych wyłącznie w ograniczonym zakresie i zawsze pod naszą kontrolą – od nas zależy, jakie wartości i wzorce wyniosą one z kontaktu z technologią – mówi dr hab. Michał Brzeziński, Specjalista Pediatrii i Gastroenterologii Dziecięcej, Gdański Uniwersytet Medyczny, członek Rady Naukowej programu Miasta dla zdrowia.

Program Uczniowie zmieniają cukrzycę jest częścią globalnej inicjatywy Miasta dla zdrowia (Cities for better health), której celem jest m. in. promowanie działań profilaktycznych w zakresie chorób cywilizacyjnych: cukrzycy typu 2 oraz otyłości, ze szczególnym uwzględnieniem potrzeb dzieci.  

Inicjatorami programu Miasta dla zdrowia jest firma Novo Nordisk, Steno Diabetes Center Copenhagen oraz University College London. Polska dołączyła do inicjatywy w 2019 r.

Od 2014 roku program objął swoim zasięgiem już ponad 50 miast na całym świecie. Partnerami projektu Uczniowie zmieniają cukrzycę są: miasto Warszawa, miasto Kraków oraz Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń (WCIES). Projekt otrzymał patronat honorowy prezydenta Warszawy, prezydenta Krakowa, Małopolskiego Kuratora Oświaty.  

Źródło: Komunikat Prasowy

Rząd planuje wydłużyć obowiązywanie Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) na lata 2021–2025 o kolejny rok – do końca 2026 r. Projekt rozporządzenia został już przekazany do konsultacji publicznych. Jak podkreślono w uzasadnieniu, decyzja o przedłużeniu wynika z potrzeby zachowania ciągłości działań w obszarze zdrowia publicznego – szczególnie w okresie, gdy Polska mierzy się z rosnącymi wyzwaniami demograficznymi i zdrowotnymi, a jednocześnie trwają prace nad nowelizacją ustawy o zdrowiu publicznym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, NPZ wygasa wraz z końcem 2025 r. Równolegle przygotowywane są jednak zmiany legislacyjne, które mają określić zasady funkcjonowania nowego programu w kolejnych latach. Do czasu ich uchwalenia, wydłużenie obecnej edycji o jeden rok ma zapobiec powstaniu luki systemowej i pozwolić na zachowanie ciągłości prowadzonych działań profilaktycznych, edukacyjnych i organizacyjnych.

Autorzy projektu podkreślają, że opracowywanie nowego dokumentu przejściowego tylko na jeden rok byłoby nieuzasadnione i generowałoby dodatkowe koszty oraz chaos organizacyjny. Wydłużenie obecnej edycji NPZ o kolejny rok pozwoli więc na spokojne wdrożenie zmian legislacyjnych i kontynuację rozpoczętych inicjatyw.

Choć sytuacja zdrowotna Polaków poprawia się m.in. dzięki wzrostowi kompetencji zdrowotnych i lepszym warunkom życia, lista wyzwań pozostaje długa. W uzasadnieniu projektu wymieniono m.in. długofalowe skutki pandemii COVID-19, spadek liczby urodzeń, starzenie się społeczeństwa, wielochorobowość, rosnącą niepełnosprawność i utrzymujące się nierówności w zdrowiu. Szczególną uwagę zwrócono także na wysoką zachorowalność i umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby układu krążenia, nowotwory czy cukrzyca.

W dokumencie podkreślono, że „koszty leczenia chorób cywilizacyjnych są wielokrotnie większe niż nakłady na ich profilaktykę”. Właśnie dlatego jednym z kluczowych celów NPZ pozostaje wzmacnianie kompetencji zdrowotnych społeczeństwa i promocja prozdrowotnego stylu życia – od edukacji w szkołach po programy lokalne finansowane przez samorządy.

Projekt nowelizacji zakłada utrzymanie większości dotychczasowych zadań oraz aktualizację katalogu instytucji odpowiedzialnych za ich realizację. Wprowadzone zostaną także zmiany porządkowe wynikające z reorganizacji administracji publicznej, a także nowe interwencje odpowiadające na bieżące wyzwania zdrowia publicznego. Program, jak dotychczas, będzie realizowany we współpracy administracji rządowej, samorządów i instytucji wymienionych w ustawie o zdrowiu publicznym.

Autorzy projektu wskazują, że przyjęte rozwiązanie pozostaje w zgodzie z art. 9 ustawy o zdrowiu publicznym, który przewiduje minimalny pięcioletni okres obowiązywania NPZ.

W uzasadnieniu odniesiono się również do doświadczeń innych państw OECD i Unii Europejskiej, podkreślając, że choć modele polityki zdrowotnej są różne, wszystkie kraje rozwijają własne systemy w oparciu o dokumenty strategiczne Światowej Organizacji Zdrowia, takie jak „Zdrowie 2020” oraz nowsze strategie dotyczące chorób przewlekłych i zasobów kadrowych.

Narodowy Program Zdrowia pozostaje również spójny z globalnymi celami rozwojowymi określonymi w Agendzie ONZ 2030, obejmującymi działania na rzecz równości w zdrowiu, zdrowego środowiska oraz profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazano w uzasadnieniu, przedłużenie NPZ ma zapewnić nie tylko stabilność, ale też możliwość płynnego przejścia do nowego etapu strategii zdrowia publicznego w Polsce.

Źródło: RCL

Rak gruczołu krokowego to najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy u mężczyzn w Polsce, choć nadal nie najczęstsza przyczyna zgonów onkologicznych – tu wciąż przoduje rak płuca. Mimo że liczba diagnoz systematycznie rośnie, a dostęp do nowoczesnych terapii poprawił się znacząco, system opieki zdrowotnej wciąż nie radzi sobie z podstawowym wyzwaniem – skuteczną i dostępną diagnostyką we wczesnym stadium choroby.
 
Problemem nie są tylko procedury, brak sprzętu czy finansowanie, ale również – a może przede wszystkim – luki organizacyjne, fałszywe przekonania i niska zgłaszalność mężczyzn do lekarza. Wciąż pokutuje stereotyp męskości oparty na bagatelizowaniu problemów zdrowotnych i unikaniu wizyt lekarskich. Według badania CBOS z 2023 roku aż 38% mężczyzn po 45. roku życia nigdy nie badało się u urologa, a 57% uważało, że „nie miało takiej potrzeby”. W efekcie wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno – a rak prostaty, który w wielu przypadkach mógłby być chorobą przewlekłą, zbyt często kończy się zgonem.

Mit PSA i brak realnej profilaktyki

Dla większości mężczyzn skrót „PSA” oznacza coś oczywistego – badanie, które warto wykonać po czterdziestce, bo może wykryć raka prostaty. Dla lekarzy – to jedno z najbardziej kontrowersyjnych narzędzi ostatnich dekad. Mimo popularności wśród pacjentów, oznaczenie poziomu antygenu specyficznego dla prostaty nie jest uznawane za skuteczny test przesiewowy. Wręcz przeciwnie: nadmierna interpretacja wyników PSA może prowadzić do nadrozpoznawalności, niepotrzebnych biopsji, a w skrajnych przypadkach – do leczenia pacjentów, którzy tego leczenia nigdy by nie potrzebowali.

To nie znaczy, że PSA nie ma wartości – przeciwnie. Badanie to może być cennym elementem diagnostyki, pod warunkiem że towarzyszy mu mądra, specjalistyczna interpretacja. Kluczowe jest bowiem nie samo wykrycie podwyższonego poziomu antygenu, ale ocena ryzyka: jakie jest tempo wzrostu PSA, jakie są inne parametry kliniczne, czy pacjent należy do grupy ryzyka, jak wygląda wynik rezonansu, czy badania per rectum.

Dlatego eksperci zgodnie podkreślają: mężczyzna z niepokojącym wynikiem PSA powinien jak najszybciej trafić do urologa – a nie samodzielnie podejmować decyzje na podstawie jednego wskaźnika. Problem w tym, że dostęp do specjalisty nie jest w Polsce tak prosty, jak być powinien.

Bez skierowania – ale tylko w teorii

Kobieta może pójść do ginekologa bez skierowania – to jedno z założeń funkcjonujących w systemie od lat. Mężczyzna, który chce skonsultować problemy urologiczne, nadal musi uzyskać skierowanie od lekarza rodzinnego. Choć temat ten powraca regularnie w debacie publicznej, zmiany nie następują. W efekcie wielu pacjentów rezygnuje z konsultacji, zniechęconych dodatkową biurokracją.

Psychologiczna bariera również odgrywa ogromną rolę. Wielu mężczyzn unika tematu, niechętnie mówi o problemach z oddawaniem moczu, a objawy tłumaczy „wiekiem”. Tymczasem czas działa na niekorzyść – od pierwszych symptomów do rozpoznania choroby mija często nawet półtora roku. I dopiero interwencja partnerki lub nagłe pogorszenie stanu zdrowia skłania ich do działania.

Problem ten dotyczy w sposób szczególny mężczyzn z tzw. grupy rodzinnego ryzyka. W ich przypadku – podobnie jak u kobiet z historią raka piersi – badania przesiewowe w kierunku mutacji BRCA1 i BRCA2 mogą mieć kluczowe znaczenie dla wczesnego rozpoznania i wdrożenia odpowiedniego leczenia. W Polsce takie testy są już dostępne w trybie ambulatoryjnym. Ale żeby z nich skorzystać, trzeba najpierw znaleźć się w systemie – a to nadal dla wielu zbyt wysoki próg.

Może Cię zainteresować: Od 1 lipca badania BRCA i HRD w trybie ambulatoryjnym – przełom w diagnostyce genetycznej w onkologii

Diagnostyka: skomplikowany algorytm, nierówna dostępność

W raku prostaty nie ma jednej decyzji, która rozstrzyga o losach pacjenta. Zamiast tego – jest szereg powiązanych ze sobą kroków: od badania per rectum, przez rezonans magnetyczny i biopsję fuzyjną, po zaawansowane metody obrazowania molekularnego, takie jak PET-PSMA. Każdy z tych etapów może przesądzić o dalszym leczeniu, ale tylko wtedy, gdy pacjent ma do niego realny dostęp.

– Diagnostyka raka prostaty jest bardzo trudna, bardzo skomplikowana, oparta na szeregu kolejnych krokach i każdy krok ma nieść ze sobą jakąś decyzję, która jest czasami bardzo trudna – mówiła prof. Urszula Demkow, wiceminister zdrowia.

W teorii standard postępowania jest jasno opisany: rezonans wieloparametryczny powinien poprzedzać biopsję, a u pacjentów z podejrzeniem przerzutów stosuje się obrazowanie PET z wykorzystaniem PSMA – swoistego „nawigatora” wykrywającego komórki nowotworowe z niezwykłą czułością. W praktyce jednak dostęp do tych procedur zależy od miejsca zamieszkania, zasobów szpitala i liczby specjalistów. A to oznacza, że ścieżka pacjenta wciąż zbyt często przypomina loterię.

W czerwcu 2025 roku rozszerzono wskazania do badania PET, co – przynajmniej na papierze – powinno poprawić sytuację pacjentów. Jednak nawet najbardziej zaawansowane technologie nie pomogą, jeśli system nie będzie w stanie ich udźwignąć kadrowo i organizacyjnie.

W niektórych przypadkach alternatywą może być medycyna nuklearna – wykorzystująca izotopy promieniotwórcze zarówno do diagnostyki, jak i terapii. Jednym z jej najbardziej przełomowych zastosowań jest PET-PSMA – metoda umożliwiająca wykrycie przerzutów na bardzo wczesnym etapie, jeszcze zanim pojawią się objawy kliniczne.

– Ona pokazuje chorobę na bardzo niskim stopniu zaawansowania, tam, gdzie inne metody jeszcze nie są w stanie niczego wykryć – wyjaśniał prof. Marek Dedecjus, kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie. – To ma wpływ nie tylko na postępowanie diagnostyczne, ale też terapeutyczne u ponad 30% pacjentów, zmieniając to postępowanie.

Mimo przełomowego potencjału, dostępność tej technologii w Polsce wciąż jest ograniczona – m.in. ze względu na niewystarczającą liczbę specjalistów, ograniczoną liczbę urządzeń i infrastrukturę, która dopiero się rozwija.

Zbyt późna diagnostyka to nie tylko problem organizacyjny, ale też efekt społecznego i kulturowego tabu. Wielu mężczyzn – nawet mając objawy – nie decyduje się na wizytę u specjalisty, licząc, że „przejdzie samo”. Takie podejście prowadzi do opóźnień, które znacząco zmniejszają szansę na skuteczne leczenie. A przecież wczesne wykrycie, choć trudne, wciąż daje największą szansę na życie bez raka.

Terapia: od hormonalnej kastracji po teranostykę

Współczesna onkologia daje coraz większe możliwości leczenia raka prostaty, także w przypadkach zaawansowanych lub rozsianych. O ile jeszcze kilkanaście lat temu pacjent z nieoperacyjnym rakiem gruczołu krokowego miał bardzo ograniczone opcje, dziś dostępnych jest kilka linii terapii – od leczenia hormonalnego po terapie molekularne i izotopowe.

Leczenie zwykle rozpoczyna się od tzw. kastracji farmakologicznej – czyli blokowania działania testosteronu, który napędza rozwój nowotworu. W wielu przypadkach ten etap przynosi znaczną poprawę i pozwala na stabilizację choroby na długie miesiące, a nawet lata. Z czasem jednak rak uczy się „omijać” hormonalną blokadę – staje się oporny i wtedy konieczne jest wprowadzenie kolejnych metod.

– Pierwszą linią terapii jest kastracja hormonalna. Dopóki taka terapia jest skuteczna, pacjent pozostaje na niej, czasami łączonej z innymi metodami. Kiedy rak staje się hormonoporny, wprowadza się chemioterapię – tłumaczyła wiceminister zdrowia prof. Urszula Demkow.

Kolejne opcje obejmują nowoczesne leki ukierunkowane molekularnie – w tym inhibitory receptorów androgenowych, immunoterapię oraz terapie z wykorzystaniem radioaktywnego radu 223. Dodatkowo, u pacjentów z mutacjami BRCA1 lub BRCA2 można zastosować inhibitory PARP – leki znane wcześniej głównie z leczenia raka jajnika czy piersi, a dziś coraz częściej stosowane także w raku prostaty.

Postęp jest widoczny również w diagnostyce molekularnej – od lipca 2025 roku badania BRCA można wykonywać ambulatoryjnie, co znacząco poprawia dostępność. To ważna zmiana, bo umożliwia identyfikację pacjentów, którzy mogą skorzystać z kolejnej, czwartej linii leczenia.

Radioligandy i teranostyka – precyzyjna broń przyszłości

Jednym z najbardziej ekscytujących kierunków rozwoju jest tzw. teranostyka – czyli połączenie diagnostyki i terapii w jednym preparacie. Zastosowanie izotopów promieniotwórczych, które celują bezpośrednio w komórki nowotworowe, pozwala nie tylko je wykryć, ale i zniszczyć – z wysoką precyzją i minimalnym wpływem na zdrowe tkanki.

– My izotopy łączymy z takimi cząsteczkami, które wykrywają markery nowotworowe. Ale to nie wszystko, bo ten izotop diagnostyczny możemy zastąpić izotopem terapeutycznym – wyjaśniał prof. Marek Dedecjus. – Tak powstaje tzw. radioligand, który selektywnie lokalizuje komórki nowotworowe oraz je niszczy, nie interesując się, gdzie one są położone i w jakiej są ilości.

To zupełnie nowa jakość leczenia – pozwalająca kontrolować rozrost nowotworu nawet wtedy, gdy inne metody zawiodły. Dodatkową zaletą jest możliwość bieżącego monitorowania skuteczności terapii. – Możemy powiedzieć, czy działa, czy nie, już na bardzo wczesnych etapach – zaznaczał profesor.

Skuteczność tej metody potwierdzają nie tylko badania naukowe, ale i konkretne przypadki kliniczne. U jednego z pacjentów po wieloletnim leczeniu zastosowanie radioligandów doprowadziło do niemal całkowitej regresji zmian i spadku PSA do wartości bliskich zeru. Choć nie każda historia kończy się tak spektakularnie, potencjał tej technologii nie budzi wątpliwości – obecnie prowadzi się ponad 70 badań klinicznych nad terapiami radioligandowymi w raku prostaty.

Problem w tym, że ten przełom nadal nie jest dostępny dla wszystkich. Barierą jest nie tylko ograniczona liczba specjalistów i ośrodków, ale też wyzwania logistyczne: produkcja izotopów, infrastruktura do ich podania, a także finansowanie. Nawet w krajach o dużo większych zasobach – jak Francja – dostępność terapii szacuje się obecnie na zaledwie 50% potencjalnie potrzebujących pacjentów.

W Polsce jesteśmy na początku tej drogi. Kierunek został wyznaczony, ale pytanie brzmi: czy system zdąży nadążyć, zanim kolejna fala pacjentów straci swoją szansę?

Chirurgia robotyczna: precyzja kontra wycena

W ostatnich latach zabiegi chirurgiczne w leczeniu raka prostaty zyskały zupełnie nowy wymiar – dzięki rozwojowi technologii robotycznej. Operacje przeprowadzane z użyciem systemów takich jak da Vinci, pozwalają na osiągnięcie precyzji, jakiej nie daje ani klasyczna chirurgia otwarta, ani nawet laparoskopia. Efekty? Krótszy czas hospitalizacji, mniejsze ryzyko powikłań i lepsze wyniki funkcjonalne – szczególnie w obszarze tak newralgicznym, jak trzymanie moczu i zachowanie potencji.

– U wielu pacjentów te metody pozwalają zachować potencję, zachować trzymanie moczu – zaznaczał prof. Tomasz Szydełko, konsultant krajowy w dziedzinie urologii, Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu, wskazując na ogromne znaczenie jakościowe tej technologii.

Dane NFZ pokazują, że udział operacji robotycznych dynamicznie rośnie. Jeszcze w 2022 roku na refundację prostatektomii radykalnej przeznaczono 157 mln zł. W 2024 roku było to już ponad 400 mln zł, z czego aż 278,5 mln dotyczyło operacji przeprowadzonych z użyciem robota. W ciągu kilku lat ta technologia z eksperymentalnej nowinki stała się nowym standardem – przynajmniej w dużych ośrodkach.

Problem polega na tym, że za rozwojem technologii nie zawsze nadąża system wycen i finansowania. Początkowo zakładano, że sprzęt robotyczny będzie kupowany z funduszy unijnych, więc jego koszt nie był uwzględniany w taryfikacji. Dziś jednak większość placówek finansuje go z własnych środków, co czyni dotychczasową wycenę – mówiąc oględnie – nieaktualną.

– Ilość systemów jest bardzo duża i jednostki kupują z własnych środków. W związku z tym, ta pierwotna wycena już by była niedoszacowana – wskazywał dr Bartosz Małkiewicz z Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Dodatkowo, obniżenie wyceny zabiegów robotycznych może doprowadzić do paradoksalnej sytuacji: szpitale – zmuszone do szukania oszczędności – będą preferować starsze metody, mimo ich niższej skuteczności i większego ryzyka powikłań. I nie chodzi tylko o te krótkoterminowe.

– Nietrzymanie moczu w przypadku mężczyzny 50–60-letniego potrafi zupełnie wykluczyć go z pracy zawodowej. Taki człowiek przechodzi na rentę, a państwo polskie na niego dodatkowo wydaje około 3 tys. zł rocznie – wyliczał dr hab. Piotr Dyniarski, kierownik Kliniki Urologii ŚUM w Zabrzu.

Jego szacunki pokazują, że różnica w kosztach między prostatektomią robotyczną a laparoskopową wynosi zaledwie około 2 tys. zł na pacjenta. Ale długofalowe skutki są nieporównywalne – bo podwaja się odsetek pacjentów z nietrzymaniem moczu, wzrasta liczba koniecznych procedur urologicznych, a część chorych wymaga wszczepienia sztucznego zwieracza za kolejne 30 tys. zł. I to wszystko przy świadomości, że „tańsza” metoda leczenia mogła być bardziej kosztowna dla całego systemu – i bardziej dotkliwa dla pacjenta.

Co więcej, jak zauważają urolodzy, system bywa nie tylko niedoszacowany, ale i nielogiczny. Przykład? Obowiązek wykonywania scyntygrafii kości nawet u pacjentów z niskim ryzykiem – tylko po to, by spełnić formalne kryteria rozliczenia zabiegu robotycznego.

– To są pieniądze stracone dla systemu, bo wykonane jest to badanie niepotrzebnie – mówił prof. Szydełko. – A wszystko dlatego, że procedura została tak skonstruowana.

Eksperci apelują, by nie dopuścić do sytuacji, w której nowoczesna technologia – która już dziś ratuje tysiące pacjentów – stanie się ofiarą źle zaprojektowanej polityki taryfikacyjnej. Bo w tej rozgrywce stawką nie są tylko złotówki, ale konkretne zdrowie i przyszłość konkretnych mężczyzn.

Kiedy o leczeniu decyduje kod pocztowy

Niezależnie od tego, czy chodzi o diagnostykę obrazową, dostęp do specjalisty czy wybór metody leczenia – jednym z największych wyzwań pozostaje nierówność regionalna. W Polsce nadal obowiązuje zasada, że miejsce zamieszkania może determinować nie tylko szybkość postawienia diagnozy, ale także dostępność do nowoczesnej terapii. Eksperci i organizacje pacjentów nie mają złudzeń: w przypadku raka prostaty „bariera kodu pocztowego” wciąż działa.

Część pacjentów trafia do dobrze wyposażonych ośrodków z dostępem do rezonansu, PET-PSMA czy robota chirurgicznego. Inni muszą czekać miesiącami, odbywać dodatkowe podróże lub – co gorsza – rezygnować z leczenia w pełnym zakresie, bo lokalny szpital nie oferuje odpowiednich procedur. To przekłada się bezpośrednio na wyniki leczenia, a w konsekwencji – na przeżycia.

Dodatkowym problemem są „ukryte” koszty, z którymi pacjenci muszą się mierzyć na każdym etapie – od konieczności wykonywania prywatnych badań, po wydatki związane z transportem czy rekonwalescencją. Tego typu obciążenia nie są uwzględniane w wycenach procedur, ale mają realny wpływ na dostępność i skuteczność terapii.

Edukacja akcyjna, profilaktyka okazjonalna

W debacie publicznej temat profilaktyki raka prostaty pojawia się regularnie – najczęściej przy okazji kampanii Movember albo dni walki z rakiem. Problem w tym, że poza pojedynczymi akcjami niewiele dzieje się na poziomie systemowym. Nie istnieje ogólnopolski program edukacyjny skierowany do mężczyzn w średnim wieku. Nie ma też spójnej strategii, która łączyłaby profilaktykę pierwotną (styl życia, dieta, aktywność) z wtórną (wczesne wykrycie choroby).

– Problem profilaktyki w Polsce jest ogromny, ponieważ ona jest akcyjna, nie jest systemowa. Jest okazjonalna, podzielona na pojedyncze obszary – podkreślają przedstawiciele organizacji pacjentów. – Kolejny raz apelujemy o to, żeby powstała całościowa, wieloletnia strategia dla profilaktyki w Polsce.

Choć wiele mówi się o tym, że „mężczyźni nie chodzą do lekarza”, na poziomie praktycznym niewiele robi się, by im to ułatwić. Zniesienie obowiązku skierowania do urologa – mimo wieloletnich postulatów – wciąż nie zostało wprowadzone. Dla wielu chorych oznacza to dodatkową przeszkodę w momencie, w którym liczy się szybka reakcja. Psychologiczne opory, o których mówią lekarze, są realne: strach, wstyd, unikanie tematu. Ale jak słusznie zauważają pacjenci – zidentyfikowanie przyczyny to dopiero pierwszy krok. Potrzebne są konkretne narzędzia, by te bariery przełamać. Programy informacyjne, zmiana języka komunikacji zdrowotnej, edukacja dorosłych mężczyzn – nie tylko w mediach, ale i w miejscu pracy, w gabinecie lekarza rodzinnego, w społecznościach lokalnych.

Technologia nie wystarczy

Rosnące wydatki na raka prostaty – blisko 1,8 mld zł w 2024 roku – świadczą o tym, że państwo nie ignoruje problemu. Ale samo finansowanie nie wystarczy. Bo choć rak prostaty coraz częściej może być traktowany jako choroba przewlekła, to system nadal nie jest gotowy na skokowy wzrost liczby pacjentów wymagających zaawansowanego leczenia i długoterminowej opieki.

W wielu miejscach brakuje specjalistów, infrastruktury, koordynacji. A przede wszystkim – refleksji, że pacjent z rakiem prostaty nie jest jedynie „jednostką chorobową”, ale mężczyzną, który chce żyć, pracować, zachować sprawność i godność. Ostatecznie, skuteczne leczenie nie polega wyłącznie na wycięciu guza czy podaniu leku. Polega na objęciu pacjenta opieką, która bierze pod uwagę jego potrzeby, wybory i sytuację życiową. A do tego potrzebny jest nie tylko dobry lekarz i precyzyjny robot chirurgiczny, ale również mądrze zorganizowany system. System, który nie tylko leczy raka prostaty – ale i pomaga mężczyźnie wrócić do życia.

 
Źródło: posiedzenie Podkomisji stałej ds. onkologii (ZDR04S) z dnia 24 lipca 2025 r.
Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z posiedzenia Podkomisji stałej ds. onkologii (ZDR04S), które odbyło się 24 lipca 2025 r. w Sejmie RP.
Od 1 maja 2025 r. w Polsce zacznie obowiązywać nowy program profilaktyczny dla dorosłych – „Moje zdrowie”. To kompleksowy bilans zdrowia, który ma objąć osoby już od 20. roku życia i zastąpi dotychczasowy program „Profilaktyka 40 Plus”. Zakres zmian jest szeroki: od nowej ankiety zdrowotnej i rozszerzonej diagnostyki, po wprowadzenie Indywidualnego Planu Zdrowotnego (IPZ). Wszystko po to, by poprawić wczesne wykrywanie chorób przewlekłych, nowotworów, zaburzeń psychicznych oraz zwiększyć skuteczność działań profilaktycznych w całej populacji dorosłych Polaków.

Rządowe Centrum Legislacji (RCL) w ostatnich dniach opublikowało uwagi zgłoszone podczas uzgodnień i konsultacji publicznych do projektu rozporządzenia resortu zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, które wprowadza nowy bilans zdrowia.

30 kwietnia zakończy się pilotażowy, wielokrotnie przedłużany program „Profilaktyka 40 Plus”. Nowy przegląd „Moje zdrowie” ma wejść w życie 1 maja. Kierowany jest do pacjentów od 20 roku życia i obejmie choroby serca, nowotwory, zdrowie psychiczne, uzależnienia, styl życia i szczepienia.

Na początku lekarz, pielęgniarka lub profilaktyk przeprowadzi z pacjentem ankietę. Będzie można ją wypełnić także samodzielnie przez Internetowe Konto Pacjenta (IKP). W założeniu jest to pogłębiony wywiad dotyczący stylu życia, czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, chorób onkologicznych, z uwzględnieniem wywiadu rodzinnego, stanu zdrowia psychicznego. Obejmie też wywiad środowiskowy. Ankieta będzie też okazją do zweryfikowania wykonanych szczepień zalecanych. Taki kwestionariusz po zatwierdzeniu będzie podstawą do wygenerowania zlecenia na badania.

Program „Moje zdrowie” ma charakter ogólnopopulacyjny i jest kierowany do osób od 20. roku życia. Zakres tematyczny bilansu jest szeroki – obejmuje:

Rozbudowana ankieta zdrowotna

Podstawą bilansu będzie pogłębiony wywiad medyczny, który można będzie wypełnić z pomocą lekarza, pielęgniarki, położnej lub samodzielnie przez Internetowe Konto Pacjenta (IKP). Ankieta obejmuje m.in.:
Po zatwierdzeniu ankiety automatycznie wygenerowane zostanie skierowanie na pakiet badań laboratoryjnych.

W ramach bilansu „Moje zdrowie” pacjent może liczyć na:

Badania podstawowe:

Badania rozszerzone (w zależności od wieku i ankiety):

W ciągu 14 dni od wykonania badań pacjent odbędzie wizytę u lekarza lub pielęgniarki. Zostanie ocenione:

Każdy pacjent otrzyma Indywidualny Plan Zdrowotny (IPZ), zawierający:

Jak często można korzystać z bilansu?

Bilans ma przyczynić się do:

Źródło: PAP MediaRoom

Większość Polaków obawia się chorób cywilizacyjnych, takich jak nowotwory i choroby sercowo-naczyniowe. Niemal 40 proc. nie czuje się w pełni zabezpieczonych na wypadek poważnej choroby – wynika z badania zleconego przez Nationale-Nederlanden. Badani obawiają się nie tylko braku zabezpieczenia finansowego, lecz także problemów z uzyskaniem pomocy lekarskiej i dostępem do badań. W odpowiedzi na te potrzeby Nationale-Nederlanden i Grupa LUX MED stworzyły we współpracy ofertę ubezpieczeniową łączącą pomoc finansową i usługi medyczne.

Badanie zlecone przez Nationale-Nederlanden wskazuje, że blisko 60 proc. Polaków obawia się chorób cywilizacyjnych, takich jak nowotwory i choroby sercowo-naczyniowe. Zdecydowana większość nie jest pewna bądź nie czuje się zabezpieczona na wypadek poważnej choroby.

– Może to wynikać z kilku elementów. Po pierwsze, z niewystarczającej wysokości sumy ubezpieczenia, jeśli chodzi o poważne choroby, a po drugie, z nie do końca dopasowanego zakresu do stanu zdrowia czy wieku. Może się okazać, że po prostu części chorób, których dana osoba najbardziej się obawia, nie ma w zakresie ubezpieczenia – tłumaczy Joanna Walczuk, dyrektorka ds. produktów w Nationale-Nederlanden. 

Jak podkreślają badani, posiadanie polisy daje im poczucie bezpieczeństwa i zabezpiecza finansowo ich oraz ich bliskich. Stanowi także opcję opłacenia innej metody leczenia lub leczenia za granicą.

– Sama wypłata świadczenia finansowego, choć jest ważna, to niewystarczająca. Warto zadbać i stworzyć sobie kompleksowy program wsparcia w chorobie – mówi Joanna Walczuk.

– Rynek ubezpieczeniowy oferuje dzisiaj wyłącznie wsparcie finansowe, a pacjenci potrzebują też wsparcia w organizacji leczenia, diagnostyce, spotkaniach ze specjalistami. Chcą też, żeby zagwarantować im jakość usługi, żeby mieli diagnozę rzeczywiście w szybkim czasie – wskazuje Edyta Fundowicz, członkini zarządu Nationale-Nederlanden.

Jak wynika z badania, dla Polaków dwa kluczowe aspekty przygotowania na poważną chorobę to dostęp do skutecznej opieki medycznej oraz zabezpieczenie finansowe na leczenie i inne potrzeby w chorobie. Ponad 80 proc. respondentów miało styczność z badaniami diagnostycznymi. Ponad połowa z nich robiła badania USG, 40 proc. RTG, a 1/3 badających się skorzystała z tomografii lub rezonansu. Co trzeci Polak zetknął się z diagnozą poważnej choroby. Tylko w 1/3 sytuacji diagnoza miała miejsce relatywnie szybko – do około miesiąca. Tymczasem długi czas oczekiwania na diagnozę zwiększa obawy o rozwój chorób. 93 proc. badanych podkreśla znaczenie szybkiej diagnozy, która ich zdaniem ma wpływ na skuteczność późniejszego leczenia. Jak podkreślają badani, właściwa diagnoza to często więcej niż tylko jedno badanie czy wizyta. Ponad połowa osób konsultowała się przed diagnozą z przynajmniej dwoma–trzema lekarzami.

Polacy oczekują również wyższego standardu opieki medycznej i większej liczby specjalistów, co jest szczególnie ważne dla młodych ludzi. Ta grupa częściej deklaruje gotowość zapłacenia więcej, aby zapewnić sobie oraz swoim bliskim szybszy i bardziej komfortowy proces leczenia.

– Większość z nas boi się, że choć ma takie zabezpieczenie, czy w postaci abonamentu medycznego, czy podstawowej opieki zdrowotnej, to w chwili, kiedy będzie potrzebowała diagnozy, to po prostu nie będzie mogła jej sprawnie zorganizować. Polacy zwracają też uwagę na to, że szybkość tej diagnostyki jest kluczowa – mówi Joanna Walczuk.

Publiczna służba zdrowia nie zawsze odpowiada na te potrzeby. W raporcie Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, gdzie oceniono funkcjonowanie publicznego systemu ochrony zdrowia, wśród problemów pacjenci najczęściej wskazywali kolejki do świadczeń zdrowotnych (66 proc.), braki kadrowe i nierówności w dostępie do opieki zdrowotnej (po ok. 50 proc.), szczególnie opieki specjalistycznej, w tym szpitalnej (42 proc.). Ogółem 70 proc. osób źle ocenia opiekę zdrowotną.

– Podejście Polaków zmieniło się radykalnie, szczególnie po pandemii COVID-19. Jesteśmy o wiele bardziej świadomi naszych potrzeb zdrowotnych, poza tym urósł dług zdrowotny. W czasie pandemii nie mogliśmy korzystać ze służby zdrowia, w związku z tym teraz chcemy tego więcej. Liczy się jakość, bezpieczeństwo i koordynacja. Obserwujemy to we wszystkich grupach wiekowych, zarówno u osób 50+, jak i u osób młodszych – tłumaczy Sławomir Łopalewski, członek zarządu LUX MED Ubezpieczenia, dyrektor zarządzający.

To skłoniło Nationale-Nederlanden, by wspólnie z Grupą LUX MED stworzyć ofertę ubezpieczeniową łączącą pomoc finansową i usługi medyczne.

– Przed wdrożeniem programu rozmawialiśmy z potencjalnymi klientami, pytaliśmy, na co zwracają uwagę, czego im brakuje w produkcie ubezpieczeniowym. Właśnie w oparciu o te rozmowy i informacje zwrotne wypracowaliśmy rozwiązanie, które posiada te wszystkie komponenty, plus to, na co też klienci zwracali uwagę, czyli szybkość – mówi Joanna Walczuk.

Program Wsparcie w Chorobie opiera się na czterech komponentach. Pierwszy to szybki dostęp do konsultacji specjalistycznych w kierunku 19 poważnych chorób określonych w ubezpieczeniu. Obejmuje to 26 dziedzin oraz 667 procedur diagnostycznych – od badań laboratoryjnych po zaawansowaną diagnostykę obrazową. Drugi filar to leczenie operacyjne obejmujące 177 schorzeń, realizowane przy wsparciu koordynatora opieki szpitalnej.

– Polega to na tym, że od momentu otrzymania skierowania do szpitala, na każdym etapie leczenia –począwszy od wyboru lekarza, szpitala, badań diagnostycznych, przez pobyt w szpitalu, po rehabilitację poszpitalną – w całym tym procesie leczenia mamy koordynację opieki szpitalnej, więc pacjent de facto nie musi się martwić, co teraz, kiedy i gdzie ma iść, tylko może zadbać o siebie – tłumaczy Sławomir Łopalewski.

Trzeci filar programu to ubezpieczenie obejmujące 32 poważne choroby, zapewniające wypłatę finansową oraz wsparcie assistance dostosowane do wieku pacjenta, czyli m.in. dodatkowe konsultacje, rehabilitacja i pomoc domowa. Czwarty komponent to wsparcie finansowe na wypadek częściowej lub całkowitej utraty samodzielności.

– Dzisiaj Polacy już oczekują czegoś znacznie więcej niż to, co oferuje im rynek i też tacy partnerzy jak ubezpieczyciele czy firmy medyczne odrębnie. Obecnie pacjenci muszą bardzo długo czekać na diagnozę, spotkanie z lekarzem, muszą płacić na to z własnej kieszeni, nie mają oferty produktów, które pokrywają ten szereg usług. To sprawia, że nasz produkt jest wręcz kamieniem milowym na rynku rozwiązań ubezpieczeniowo-zdrowotnych – przekonuje Edyta Fundowicz.

Program zakłada wykorzystanie ponad 300 placówek i 16 szpitali LUX MED oraz sieci 3 tys. placówek partnerskich, co znacząco zwiększa dostępność usług w trybie prywatnym.

źródło: newseria.pl

W imieniu Zarządu Samorządu Doktorantów oraz Szkoły Doktorskiej Uniwersytetu Medycznego w Lublinie mam zaszczyt zaprosić Państwa na międzynarodową konferencję naukową ,,GO!PhD’’, która odbędzie się w dniach 22-24.11.2024r. na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie w formie hybrydowej. Jest to konferencja, w której doktoranci oraz młodzi naukowcy reprezentujący ośrodki akademickie z całego świata, będą mieli możliwość zaprezentowania wyników badań i wymiany własnych doświadczeń z zakresu onkologii klinicznej jak również eksperymentalnej.
Celem konferencji jest wymiana doświadczeń i wiedzy z różnych środowisk naukowych. Pragniemy, aby ,,GoPhD’’ stało się platformą inspirujących dyskusji, sprzyjających nawiązywaniu nowych współprac naukowych oraz rozwojowi kariery badawczej. Konferencja skierowana zostanie do Studentów, Doktorantów, Uczestników Szkół Doktorskich oraz Młodych Naukowców. Proponowany zakres tematyczny konferencji obejmuje następujące bloki tematyczne: Onkologia, Choroby cywilizacyjne, Choroby genetyczne.

Prezentowane na Konferencji prace mogą być zarówno pracami badawczymi, opisami przypadków klinicznych, jak i pracami poglądowymi. Uczestnik dokonuje prezentacji prac na Konferencji w formie plakatu lub prezentacji multimedialnej. W ramach Konferencji odbędą się sesje tematyczne prezentacji multimedialnych  i sesja plakatowa. 

Wszelkie informacje odnośnie konferencji umieszczane są na stronie Facebook
https://www.facebook.com/profile.php?id=100089337701613&locale=pl_PL

Redakcja Medicalpress objęła patronat medialny nad wydarzeniem.

źródło: ,GO!PhD

Osteoporoza to postępujący ubytek masy kostnej, czyli w dużym uproszczeniu za mało kości w kości. Choroba prowadzi do utraty samodzielności a jej powikłania nawet do śmierci. Organizatorzy kampanii „ZMIERZ SIĘ” przypominają podstawowe informacje o tym groźnym schorzeniu i radzą, jak próbować się przed nim uchronić.
ZMIERZ SIĘ – PROSTE BADANIE MOŻE URATOWAĆ PRZED OSTEOPOROZĄ
 
Osteoporoza – to niebezpieczna i wciąż lekceważona choroba. Na świecie cierpi na nią ponad 200 milionów osób, w Polsce ponad dwa miliony, z czego 1,7 mln to kobiety. Z szacunkowych danych wynika, że u niemal jednej na 3 kobiety i u jednego na 5 mężczyzn po 70. roku życia wystąpi złamanie osteoporotyczne. Osteoporoza potrafi zrujnować życie i zwiększa ryzyko zgonu. Rok po złamaniu szyjki kości udowej, 82 proc. pacjentów utraci samodzielność, zaś 20 proc. umrze.
 
To straszne statystyki – przyznaje Magdalena Kołodziej, prezes zarządu Fundacji MY Pacjenci, inicjatorka kampanii „ZMIERZ SIĘ”.Już dziś budzą przerażenie, a biorąc pod uwagę prognozy dotyczące starzejącego się społeczeństwa, sytuacja będzie się pogarszać. Z demografią nie wygramy, ale możemy edukować społeczeństwo w zakresie czynników ryzyka, na które mamy wpływ. Właśnie dlatego Koalicja „Zmierz się z osteoporozą” powołała do życia Kampanię „ZMIERZ SIĘ”- by promować zachowania zmierzające do poprawy sytuacji zdrowotnej osób, u których występuje ryzyko osteoporozy.
 
Kampania „ZMIERZ SIĘ” została zainicjowana przez Koalicję „Zmierz się z osteoporozą”, której członkami są Fundacja MY Pacjenci, Amgen, Polmlek i Lekam. Radę Naukową Koalicji tworzą prof. Brygida Kwiatkowska, prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, prof. Jarosław Czubak i prof. Jarosław Pinkas. Osteoporoza to postępujący ubytek masy kostnej, który prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Ponieważ początkowo choroba przebiega całkiem bezboleśnie, bywa nazywana „cichym złodziejem kości”. Brak wyraźnych objawów utrudnia jej wczesne diagnozowanie.  Główne czynniki ryzyka osteoporozy to wiek i płeć, palenie papierosów, ale duży wpływ na wystąpienie choroby mają także nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia, niedobór wapnia i witaminy D.

Choć szacowana liczba osób chorych na osteoporozę w Polsce w 2022 roku, oparta na wskaźnikach epidemiologicznych, wynosi 2,1 mln, to leczonych z jej powodu jest jedynie niecałe 5 procentmówi prof. Brygida Kwiatkowska, Konsultant Krajowy w dziedzinie reumatologii. – Trudno w to uwierzyć, ale są województwa, w których między 60 a 80 procent chorych z osteoporozą nie ma postawionego rozpoznania. Dlatego tak ważne są wszelkie działania edukujące społeczeństwo, dzięki którym będzie można dotrzeć zarówno do osób narażonych na ryzyko złamań osteoporotycznych, jak i pacjentów, u których takie złamania już wystąpiły, ale nie są oni objęci leczeniem.
 
Najprostsze badanie przesiewowe nic nie kosztuje

W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań kości spowodowanych osteoporozą. Jest to jeden
z pierwszych sygnałów świadczących o rozwijającej się chorobie. Takie złamanie nazywa się niskoenergetycznym – w wyniku upadku z wysokości własnego ciała, ale bywa także, że w następstwie kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku. Według ekspertów kluczowe w skutecznej walce z osteoporozą jest niedopuszczanie do takich złamań, bo zwiększają one ryzyko zgonu. 
Najprostszym wstępnym „badaniem przesiewowym w kierunku osteoporozy jest zwykły pomiar wzrostu – tłumaczy prof. Kwiatkowska. – Ubytek o 4 cm i więcej może świadczyć o powolnych złamaniach trzonów kręgowych. Problem w tym, że niewielu lekarzy pyta o wzrost i niewielu pacjentów go mierzy, więc nawet zapytani podają taki, który mieli zmierzony wiele lat temu”.

Do regularnego pomiaru wzrostu zachęca też ambasadorka kampanii „ZMIERZ SIĘ”, piosenkarka i producentka muzyczna Anna Jurksztowicz.
Dzięki udziałowi w kampanii zmierzyłam się po raz pierwszy od liceum – opowiada Anna Jurksztowicz. – W moim środowisku bardzo popularne jest codzienne stawanie na wadze, żeby sprawdzić, czy nic nam nie przybyło. Teraz będę namawiać do regularnego mierzenia się, żeby sprawdzić, czy nic nam nie ubyło? Mam w piwnicy miarkę, na której zaznaczany był wzrost dzieci, kiedy dorastały, zwłaszcza syna, który chciał być koszykarzem i często sprawdzał, czy już urósł. Moje wnuki mają swoje miarki a dzięki kampanii „Zmierz się’ teraz pojawiła się tam moja i będę regularnie kontrolować, czy nie zmalałam – deklaruje piosenkarka i zachęca – Profilaktyka jest dużo tańsza niż leczenie. A może być nawet całkiem darmowa, skoro najprostszym, wstępnym „badaniem przesiewowym” jest zwykły pomiar wzrostu. Mierzmy się więc regularnie, a na wizytach kontrolnych prośmy lekarza, by zmierzył nas w gabinecie. To nic nie kosztuje a może nawet uratować życie.
 
„ZMIERZ SIĘ” w całej Polsce

Organizatorzy kampanii „ZMIERZ SIĘ” od początku roku edukują społeczeństwo na temat czynników ryzyka osteoporozy a także na temat wartościowej diety, bogatej w wapń i witaminę D, zdrowego stylu życia i odpowiedniej do wieku aktywności fizycznej. Uwrażliwiają środowisko medyczne na potrzebę monitorowania pacjentów po złamaniach osteoporotycznych, by takie osoby były kierowane do poradni leczenia osteoporozy. Organizują wykłady dla pacjentów, porady dietetyków oraz bezpłatne badania gęstości kości dla osób po 60. roku życia. Przygotowali również informacje o czynnikach ryzyka osteoporozy i o samej kampanii, które zostały umieszczone na kartonach mleka dostępnych w całym kraju.
 
– W ramach kampanii przebadaliśmy już 208 osób, wśród których u 39 wykryto osteoporozę – wylicza Magdalena Kołodziej. – To najlepszy dowód na potrzebę takich akcji edukacyjnych i na zbyt niską wciąż świadomość choroby, której najcięższym następstwem jest złamanie szyjki kości udowej. Ok. 30 proc. chorych w ciągu pierwszego roku po takim złamaniu umiera, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się ze znacznym, często trwałym kalectwem, jest uzależniona od pomocy osoby trzeciej w wykonywaniu codziennych czynności lub nawet skazana na całkowite unieruchomienie U ok. 40 proc. pacjentów po złamaniach dochodzi do powikłań ze strony układu moczowego, sercowo-naczyniowego, oddechowego czy nerwowego. Warto więc zrobić wszystko, by zapobiec osteoporozie. A zacząć od najprostszej rzeczy – pomiaru wzrostu.
 
Informacje dotyczące bieżących działań prowadzonych w ramach Kampanii dostępne są na stronie www.zmierzsie.pl
 
 
żródło: Materiał kampanii „Zmierz się”
Jak zatrzymać epidemię chorób cywilizacyjnych, które skracają życie Polek i Polaków, są przyczyną nadmiernych hospitalizacji, absencji zawodowej, oraz niosą za sobą negatywne skutki zdrowotne, społeczne i gospodarcze – debatowali eksperci podczas Kongresu Zdrowie 360 zorganizowanego przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców 6 czerwca br.  Wśród rekomendacji – zwiększenie roli medycyny pracy oraz skuteczna walka z uzależnieniem od palenia tytoniu.
Rola badań medycyny pracy i pracodawców

Eksperci podkreślali, że okresowe badania medycyny pracy są nadal niedoceniane, choć często to jedyna okazja dla wielu do profilaktyki i diagnostyki stanu swojego zdrowia. Wielu Polaków nie badani się profilaktycznie i nie korzysta z programów przesiewowych, a do lekarza zgłasza się dopiero, w przypadku nasilonych dolegliwości. Dlatego medycyna pracy mogłaby wypełnić lukę w profilaktyce.

– W ramach badań okresowych pracowników moglibyśmy robić więcej. Zawsze powinien być określany poziom cukru we krwi, bo dziś pół miliona Polaków nie wie, że ma cukrzycę, a nawet 9 milionów choruje na otyłość. – powiedział prof. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych WUM, Centralny Szpital Kliniczny UCK WUM.  – Brak świadomości tej choroby odbiera szansę na jej skuteczne leczenie, a dziś mamy znakomite możliwości radzenia sobie z cukrzycą i otyłością. Paradoksalnie pacjenci z cukrzycą mogą żyć dłużej niż osoby zdrowe, jeśli ją zdiagnozują i się leczą. Bo oni bardziej dbają o siebie, regularnie badają się, dobrze się odżywiają, maja łatwiejszy dostęp do usług zdrowotnych – dodał Profesor.

Tymczasem nieleczona otyłość, cukrzyca i jej powikłania prowadzą do niepełnosprawności i drastycznego pogorszenia jakości życia.

– Mam 51 lat i powinienem być zdrowy, a to cud, że żyję.  Gdyby w szkołach edukował dzieci dietetyk, poważnie traktowane było wychowanie fizyczne, psycholodzy uświadamialiby, czym jest uzależnienie od nikotyny, słodkich napojów gazowanych, diabetolodzy mieliby mniej roboty – mówił Michał Figurski, założyciel i fundator Fundacji „Najsłodsi”, pacjent z cukrzycą, po udarze i przeszczepie nerki i trzustki.

Potrzeba więcej środków na medycynę pracy. – W profilaktyce dużo więcej mogą zrobić pracodawcy. Państwo finansuje leki, bo tu sukces jest natychmiastowy. Tymczasem działania profilaktyczne przynoszą efekty po dekadzie.  Przy sporej nieufności obywateli do państwa przekaz płynący od decydentów po prostu nie trafia. – dodał prof. Czupryniak.

Profilaktyka opłaca się wszystkim, pracownikom, pracodawcom i całemu systemowi – W zakresie profilaktyki potrzebne są szerokie działania i podejście interdyscyplinarne oraz współpraca wielu resortów. – wskazała dr Beata Stepanow, prezes Stowarzyszenia Edukacji Diabetologicznej.

Ograniczyć skutki palenia tytoniu

– W Polsce mamy 8 milinów palących osób i tylko 3 poradnie leczenia uzależnienia od nikotyny. W efekcie co roku 70 tys. osób umiera z powodu powikłań tytoniowych. – podkreślił dr Janusz Krupa, Prezes Instytutu Człowieka Świadomego, specjalista medycyny rodzinnej z Ośrodka Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie.

Tymczasem odsetek palących papierosy w Polsce ponownie rośnie i wynosi już ok. 29%. Brakuje jednocześnie wsparcia systemowego w walce z nałogiem, większość osób uzależnionych od palenia tytoniu, jest pozostawiona sama sobie.

Dr Janusz Krupa przywołał przykład Wielkiej Brytanii i Szwecji, które dzięki kompleksowej strategii antytytoniowej, w tym redukcji szkód, obniżyły znacząco odsetek osób palących. Szwecja wciągu ostatnich lat odnotowała nawet 50% spadek zachorowań na nowotwory i niektóre choroby układu krążenia.

Stosowanie przez osoby uzależnione od nikotyny mniej szkodliwych sposobów jej dostarczania, jak np. e-papierosy, podgrzewacze tytoniu czy saszetki nikotynowe, jest bowiem mniej szkodliwe niż palenie papierosów i może być sposobem na ograniczenie negatywnych konsekwencji dla zdrowia z tytułu palenia tytoniu, takich jak zachorowania na nowotwory, choroby układu krążenia czy układu oddechowego.

– Taka strategia może być ścieżką wychodzenia z nałogu.  – dodała Prof. Halina Car, kierownik Zakładu Farmakologii Doświadczalnej Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – Sam nakaz rzucenia palenia przez pacjenta, najczęściej nie przynosi żadnych efektów. Uzależnieni wracają do nałogu.
 
 
źródło: redakcja, Kongres ZPP Zdrowie 360
Farmaceuci są gotowi i chcą odgrywać większą rolę w systemie opieki zdrowotnej, aktywnie wspierając pacjentów w profilaktyce chorób, edukacji zdrowotnej i leczeniu drobnych dolegliwości. Jak wynika z raportu pt. „Rola farmaceutów w walce z chorobami cywilizacyjnymi”, opracowanego przez IQVIA na zlecenie firmy Kenvue, rozwoju opieki farmaceutycznej oczekują nie tylko pracownicy aptek, ale przede wszystkim pacjenci. Z usług takich jak przeglądy lekowe, szybkie badania diagnostyczne, edukacja zdrowotna skorzystałoby aż 2/3 ankietowanych. Jak wygląda obecnie opieka farmaceutyczna w Polsce i co jest potrzebne, aby farmaceuci mogli skuteczniej realizować swoją misję?
Zmiany mające na celu wzmocnienie roli farmaceutów w systemie ochrony zdrowia zostały wprowadzone na mocy Ustawy z 10 grudnia 2020 r. o zawodzie farmaceuty, która weszła w życie 16 kwietnia 2021 r. Przepisy te uprawniają farmaceutów m. in. do dokonywania przeglądów lekowych wraz z oceną farmakoterapii, wykonywania określonych badań diagnostycznych i szczepień oraz wystawiania recept w ramach kontynuacji zlecenia lekarskiego.

Jak wynika z raportu „Rola farmaceutów w walce z chorobami cywilizacyjnymi”, farmaceuci pozytywnie oceniają dodatkowe uprawnienia i chcą z nich korzystać, ponieważ czują ogromną odpowiedzialność za zdrowie pacjentów (84 proc. badanych). Pracownicy aptek z optymizmem podchodzą do pomysłu szerszego wspierania innych zawodów medycznych w opiece nad pacjentem.

Aby realizować swoją misję, są gotowi angażować się działania profilaktyczne dotyczące chorób cywilizacyjnych, takich jak cukrzyca typu II, choroby układu krążenia, alergia, otyłość, nowotwory czy zaburzenia psychiczne. Deklarują przy tym chęć specjalizowania się w wybranych dziedzinach. Ponad połowa respondentów chciałaby poszerzyć swoją wiedzę o cukrzycy, a niewiele mniej – na temat otyłości. Kolejne preferowane przez farmaceutów obszary specjalizacji obejmują też alergie czy przeciwdziałanie uzależnieniu od papierosów.

– Farmaceuci mają do odegrania ważną rolę w systemie opieki zdrowia. Pokazali, co potrafią w czasie pandemii. Apteki były wówczas dla wielu pacjentów pierwszym punktem pomocy, oferującym wsparcie w leczeniu drobnych dolegliwości. Farmaceuci codziennie rekomendują produkty, które doraźnie poprawiają stan zdrowia pacjenta, spośród szerokiej gamy leków dostępnych bez recepty. I to właśnie przedstawia nasz raport. Farmaceuci są gotowi w większym stopniu zaangażować się w profilaktykę i edukację pacjentów. Znają się i cieszą dużym zaufaniem społecznym. Pokazujemy, że warto wykorzystywać ich potencjał jako pracowników służby zdrowia – skomentowała Katarzyna Branny, General Manager CEE Kenvue.

Do farmaceuty nie tylko po radę
Choć farmaceuci nie zastąpią lekarzy, mogą ich znacząco odciążyć. Z raportu „Rola farmaceutów w walce z chorobami cywilizacyjnymi” wynika, że przy typowych, znanych dolegliwościach aż 60 proc. ankietowanych pacjentów decyduje się na wizytę w aptece, a nie w gabinecie lekarskim. Na rekomendacji farmaceuty polega aż 43 proc. pacjentów, a kolejne 22 proc. – pomimo deklarowanej wiedzy na temat produktów – oczekuje od farmaceuty dodatkowych informacji i wsparcia w wyborze odpowiedniego leku bez recepty. Ponadto 2/3 ankietowanych chętnie wysłucha porady, na co powinni zwrócić uwagę podczas przyjmowania leków.

– Polscy pacjenci częściej mają kontakt z farmaceutą niż z lekarzem pierwszego kontaktu czy specjalistą. Dzieje się tak z oczywistych powodów. Konieczność zapisania się na wizytę, kolejki – czasami po prostu wygodniej i szybciej jest poprosić o poradę panią magister. Pacjenci mają coraz wyższe oczekiwania wobec farmaceutów i techników farmacji. Chcą profesjonalnych konsultacji, np. w sprawie pozbycia się objawów przeziębienia, alergicznego nieżytu nosa czy rzucenia palenia.
Wprowadzenie takiej opieki w aptekach byłoby z korzyścią dla nas wszystkich. To szansa na zmniejszenie obciążeń systemu opieki zdrowotnej – dodała Katarzyna Branny. Pacjenci wykazują duże zainteresowanie opieką farmaceutyczną. Co drugi badany chętnie skorzystałby z dodatkowych usług w aptece i zgodziłby się na udostępnienie farmaceucie wglądu w historię przyjmowanych leków. Pacjentów interesują sugestie dotyczące profilaktyki, a także wybrane badania diagnostyczne w aptekach – przykładowo pomiar stężenia glukozy we krwi czy poziomu cholesterolu LDL. Większość respondentów jest zdania, że opieka farmaceutyczna może usprawnić system ochrony zdrowia.

Jesteśmy na dobrej drodze…
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom pacjentów oraz samych farmaceutów, coraz więcej aptek angażuje się w programy pilotażowe z zakresu opieki farmaceutycznej.
– Obecnie obserwujemy przełom w rozwoju opieki farmaceutycznej w aptekach, zwłaszcza w temacie usług farmaceutycznych. Farmaceuci wykonują szczepienia, prowadzą konsultacje, biorą udział w pilotażach usług farmaceutycznych, jak testy diagnostyczne, czy usługi w zakresie rzucania palenia. Są specjalistami w dziedzinie farmakologii i terapii, a także posiadają niezbędną wiedzę i umiejętności, aby skutecznie wspierać pacjentów w walce z chorobami cywilizacyjnymi i na szczęście system opieki zdrowotnej w Polsce zaczyna coraz bardziej to dostrzegać – powiedziała Paulina Serwata, kierowniczka Działu Usług Farmaceutycznych w Dr. Max Polska.

Paulina Serwata opowiedziała również o projekcie realizowanym przez niektóre apteki.
– „Zmień myślenie, rzuć palenie!” to nazwa projektu, który od kilku miesięcy jest realizowany w wybranych aptekach uczestniczących w sieci franczyzowej Dr. Max. Założenia i materiały związane z projektem zostały skonsultowane z naukowcami Wydziału Farmaceutycznego Uniwersytetu Jagiellońskiego – Collegium Medicum. Już dziś możemy powiedzieć, że pilotaż cieszy się dużym zainteresowaniem wśród pacjentów, którzy potrzebują wsparcia w odchodzeniu od nałogu. W ramach usługi pacjent ma możliwość spotkać się z farmaceutą w osobnym pomieszczeniu, co zapewnia zachowanie intymności i pozwala na swobodną rozmowę z pacjentem. Rzucanie palenia odgrywa kluczową rolę w zakresie profilaktyki raka płuca. Nie trzeba iść do lekarza, by podjąć pierwszy krok, czasem wystarczy skonsultować się z farmaceutą, który podpowie, w jaki sposób podjąć próbę
odejścia od nałogu i zadbać o swoje zdrowie.

… ale do celu jeszcze trochę brakuje
Aby misja farmaceutów zakończyła się sukcesem, konieczne są dalsze zmiany systemowe, które jasno określą rolę pracowników aptek w ochronie zdrowia, a także zapewnienie pacjentom odpowiednich warunków do korzystania z wybranych usług w ramach opieki farmaceutycznej.
Obecnie w wielu placówkach brakuje przestrzeni na swobodną rozmowę na temat niektórych dolegliwości. Problemy z erekcją, choroby i zaburzenia psychicznie, nietrzymanie moczu czy hemoroidy wciąż pozostają dla Polaków tematami tabu. Zapewnienie pacjentom skutecznego wsparcia w profilaktyce i leczeniu chorób cywilizacyjnych wymaga także dalszej edukacji profesjonalistów zdrowia. Firma Kenvue stawia przy tym na
innowacyjne rozwiązania. Oferowane przez nią szkolenia odbywają się między innymi przy pomocy gogli VR.
– Cyfryzacja przede wszystkim. To motto przyświeca naszym działaniom każdego dnia. Wykorzystując technologię VR, przenosimy farmaceutów do wirtualnej apteki, gdzie stają przed wyzwaniem udzielenia pomocy pacjentom z realnymi problemami zdrowotnymi. To jest przyszłość edukacji farmaceutycznej – bezpośrednie, interaktywne doświadczenie, które przekracza granice tradycyjnej nauki – podkreślił Paweł Bronikowski, Head od Pharma Poland, Kenvue. Dzięki aplikacji VR farmaceuta zyskuje wiedzę na temat dostępnych terapii OTC, działań niepożądanych, a także zapoznaje się z aktualnymi wytycznymi towarzystw medycznych czy
badaniami klinicznymi.
Z pełną treścią raportu pt. „Rola farmaceutów w walce z chorobami cywilizacyjnymi” można się zapoznać na stronie https://academyplus.pl/page/raport-rola-farmace.

źródło: Kenvue
Celem konkursu jest nagrodzenie dziennikarzy, którzy swoją pracą przyczynili się do budowania społecznej świadomości na temat zagrożeń związanych z coraz częstszymi chorobami, jakimi są choroby cywilizacyjne, m.in. choroby układu krążenia, depresja, nowotwór oraz cukrzyca, a także promowanie postaw prozdrowotnych i ograniczania, a nawet eliminacji, czynników ryzyka.
Tegoroczna edycja konkursu dla dziennikarzy „Kryształowe Pióra” została rozstrzygnięta. Pierwszą nagrodę oraz statuetkę otrzymało dziewięcioro dziennikarzy, jury przyznało także 23 wyróżnienia. W tym roku do konkursu zgłoszono 289 materiałów w czterech kategoriach, wśród nich znalazły się artykuły prasowe i internetowe, audycje radiowe, a także materiały telewizyjne i podcasty.

W kategorii „Choroby serca – rosnące zagrożenie” najwyższe uznanie jury oraz I miejsce zdobyły Katarzyna Pinkosz z redakcji Wprost.pl za materiał pt. „To nie tylko problem czerwonej chemii. Kardioonkolog: Można leczyć raka, chroniąc serce” oraz Aleksandra Zalewska-Stankiewicz z redakcji portalu HelloZdrowie.pl za materiał pt. „Igor Jarzemski przeszedł zawał mięśnia sercowego: To był nagły, gwałtowny, incydent. Potrzebna była kilkukrotna reanimacja. O tym, na czym polega rehabilitacja kardiologiczna, opowiada dr Natasza Krauze”.

Wyróżnienie otrzymało 6 dziennikarek:

W kategorii „Choroby serca – rosnące zagrożenie” w skład komisji oceniającej prace weszli: prof. dr hab. n. med. Tomasz Grodzicki – kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, redaktorki: Anna Wilczyńska-Ciupa z TVN24 oraz Natalia Miller z redakcji Plus Minus Rzeczpospolita – laureatki ubiegłorocznej edycji konkursu, oraz Katarzyna Urbańska z firmy Servier Polska.

Laureatkami I nagrody w kategorii „Depresja – przełamać tabu” zostały Anna Wilczyńska-Ciupa z redakcji telewizji TVN24 za materiał pt. „Najgorsza matka na świecie” oraz trzyosobowy zespół redakcyjny ze stacji TVP3 Bydgoszcz w składzie Karolina Ratajczak, Kinga Wasilewska i Monika Kamińska za materiały z cyklu Wspólna Sprawa: „Depresja. Zaburzenia lękowe” oraz „Problemy psychiczne dzieci i młodzieży, a uzależnienie od internetu”.

Wyróżnienie otrzymali:

W kategorii „Depresja – przełamać tabu” w skład komisji oceniającej prace weszli: prof. dr hab. n. med. Janusz Heitzman – wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, pełnomocnik ministra zdrowia ds. psychiatrii sądowej, redaktor Magda Roszkowska z portalu weekend.gazeta.pl – laureatka ubiegłorocznej edycji konkursu, oraz Katarzyna Urbańska z firmy Servier Polska.

W kategorii „Cukrzyca – wygrać z postępem choroby” najwyższe uznanie jury oraz I nagrodę otrzymała Ewa Kurzyńska z kanału telewizyjnego News24 za pracę pt. „Mednews24: Nigdy nie jest za późno na zmiany. Wywiad z muzykiem, Zbigniewem Hołdysem, który choruje na cukrzycę”.

Wyróżnienie otrzymało także 6 osób:

W kategorii „Cukrzyca – wygrać z postępem choroby” w skład komisji oceniającej prace weszli: prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak – kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych w Warszawie, redaktora Dominika Stanisławska z Poradnika Zdrowie – laureatka ubiegłorocznej edycji konkursu, oraz Katarzyna Urbańska z firmy Servier Polska.

Laureatami I nagrody w kategorii „Nowotwór – przełamać strach, wygrać życie” zostali Magdalena Hykawy z Telewizji Polsat za materiał pt. „Pomacaj się” oraz Jakub Jamrozek z redakcji Czwórka Polskie Radio za materiał pt. „Rak i dziewczyna” (w ramach programu „Wieczór z czwórką”).

Wyróżnienie zaś otrzymały:

W kategorii „Nowotwór – przełamać strach, wygrać życie” w skład komisji oceniającej prace weszli: prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, redaktor Monika Kamińska z telewizji TVP3 Bydgoszcz – laureatka ubiegłorocznej edycji konkursu, oraz Katarzyna Urbańska z firmy Servier Polska.

źródło: Servier

Choroby cywilizacyjne to wyzwanie, z którym mierzy się dziś cały świat, a Polska nie jest – niestety – zieloną wyspą na jego mapie. W ich ograniczanie angażują się rządy, korporacje i organizacje trzeciego sektora. Wciąż nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, jak walczyć z przyczynami i skutkami tych chorób, jednak stale pojawiają się nowe pomysły mające przybliżyć ludzkość do rozwiązania tego problemu. Temat pojawił się także podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach (HCC), a po zakończeniu – i niejako puentując to wydarzenie – Instytut Człowieka Świadomego opublikował wnioski z raportu mówiącego o paleniu tytoniu jako jednej z kluczowych przyczyn postępowania chorób cywilizacyjnych.

„Wydaje nam się, że wiemy, jakie wyzwania stoją przed nami w kontekście chorób cywilizacyjnych – mówił, otwierając panel poświęcony chorobom cywilizacyjnym, Marek Kustosz, prezes Fundacji „To się leczy”.

Zgromadzeni w Katowicach eksperci wskazywali na duży problem generowany przez współczesny styl życia.

„Co trzeci Polak ma co najmniej dwie choroby cywilizacyjne, przewlekłe. I to jest problem diagnostyczny i leczniczy dla lekarzy” – podkreślał dr Michał Koźmin, kierownik Oddziału Internistycznego Szpitala św. Józefa w Mikołowie, wykazując, że współczesny człowiek kompleksowo degeneruje swoje zdrowie, pozbawiając się ruchu, a do złej diety dodając papierosy, alkohol i brak dostępu do opieki medycznej.

„Wyobraźmy sobie pacjenta 30-letniego, albo niech to będzie pacjentka. Niech ma na imię Patrycja. Pani Patrycja żyje w ciągłym pędzie, w ciągłym stresie. Z powodu stresu i z powodu bezsenności stosuje nieprawidłową dietę. Nie ma również czasu na codzienną aktywność fizyczną, a zalecenia WHO są takie, że to powinna być regularna co najmniej 30-minutowa aktywność fizyczna. Niechby sobie pani Patrycja lubiła sobie zapalić papierosa lub jakąkolwiek inną formę e-papierosa. Do tego dołóżmy jeszcze dodatkową używkę jaką jest alkohol, czyli otwarcie butelki wina wieczorem. Pani Patrycja jest idealnym przykładem 30-latki, która za 10 lat zgłosi się do poradni lekarza rodzinnego, a za 20 lat do opieki stacjonarnej i zmierzy się z murem. Murem jakim jest brak dostępności do lekarzy, brak dostępności do diagnostyki i konsultacji medycznej” – mówił dr Michał Koźmin.

„Kardynalnymi czynnikami przyczyniającymi się do rozwoju chorób cywilizacyjnych są tzw. czynniki modyfikowalne” – podkreślała prof. Halina Car z Akademii Medycznej W Białymstoku. Jak podkreślała badaczka, w definicji stylu życia mieszczą się także używki, a wśród nich palenie tytoniu. „Pochodną używania papierosów są pozostałe czynniki zdrowotne łącznie z nadciśnieniem tętniczym i zachorowaniami na nowotwory” – zaznaczała, dodając do listy generatorów problemów także stres i brak przyzwyczajenia do prowadzenia odpowiedniej profilaktyki zdrowotnej.

Na problem profilaktyki zdrowotnej, w tym profilaktyki nikotynowej jako źródła chorób cywilizacyjnych, zwrócił szczególną uwagę dr Janusz Krupa, prezes zarządu Instytutu Człowieka Świadomego.

„W Polsce, jak Państwo wiecie, mamy ok. 8 milionów palących osób. Zgadnijcie Państwo, czy wiecie, ile mamy takich pełno profilowych, czyli poradni, gdzie jest lekarz, psycholog, dietetyk rehabilitant, ile w 36-milionowym kraju jest poradni antynikotynowych dla 8 milionów Polaków – 3: Gdańsk, Kraków Warszawa” – podkreślał dr Janusz Krupa.

„Programy profilaktyki zdrowotnej muszą być w sposób dobry ustrukturyzowane, tak żeby mogły odnieść zaplanowany skutek. Muszą mieć jasno postawione cele. To są rzeczy, które cały czas tworząc rozwiązania systemowe są pomijane albo nie do końca wdrażane” – mówił Dominik Dziurda, prezes HTA Formedis – zespołu ekspertów zajmujących się oceną technologii medycznych podkreślając, że czasem – a tak jest w przypadku tytoniu – zamiast radykalnie zamykać dostęp do danych czynników szkodliwych, warto rozważać promowane w wielu krajach, programy redukcji szkód poprzez wdrażanie technik zastępczych dla najbardziej szkodliwych czynników generujących choroby cywilizacyjne.

Eksperci byli zgodni – jesteśmy w przełomowym i niezwykle trudnym momencie walki z chorobami cywilizacyjnymi. Jeśli Polska nie podejmie teraz działań, które zaowocują za około 20 lat, za chwilę może być za późno. Jakie działania należy podjąć i w jakiś sposób to zrobić?

„Bardzo często pacjent przychodzi do lekarza i lekarz daje mu radę: >>nie pal<<. >>A jak mam to zrobić?<< >>Jak to, trzeba mieć silną wolę, nie kupić papierosów<<. Podobnie jest z otyłością. >>Proszę nie jeść, proszę się ruszać, będzie dobrze<<. Ale wracając jeszcze do nikotynizmu. Mamy ogromny problem – 8 milionów palących, co roku umiera ok. 70-80 tys. osób z powodu chorób odtytoniowych” – mówił dr Janusz Krupa. „Zrobimy wszystko, żeby ukazał się tak raport naszego Instytutu, poświęcony paleniu tytoniu. Będzie to najobszerniejszy i zapewne najbardziej aktualny raport dotyczący rekomendacji, światowych i europejskich, ale także zebraliśmy także kilka pomysłów jak sobie poradzić z tą epidemią palenia” – dodawał.

Zgodnie z zapowiedziami, które padły podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach, Instytut Człowieka Świadomego opublikował dokument, który zawiera kluczowe wnioski i rekomendacje z raportu „Palenie tytoniu najważniejszy czynnik wpływający na zdrowie Polaków w sprawie ograniczania epidemii palenia tytoniu”. Dostępne są pod adresem: 
https://instytutczlowiekaswiadomego.pl/wp-content/uploads/2024/03/Wnioski-i-rekomendacje_raport-Palenie-Tytoniu-czynnik-ryzyka_ICS_marzec-2024.pdf

Instytut Człowieka Świadomego to organizacja znana z licznych kampanii społecznych dotyczących problemów zdrowotnych, np. „W Nowym Kształcie”, „Moda na serce”, „Zdrowi Wiekowi” czy „Vital Forum”. W swoim dokumencie programowym „Kluczowe ryzyka zdrowotne w Polsce stan na styczeń 2024 r.” podkreśla, że profilaktyka jest najskuteczniejszym i najtańszym sposobem na długie życie w dobrym zdrowiu. Edukacja zdrowotna, aktywizacja ruchowa, skuteczne programy walki z nałogami i mądre rozwiązania legislacyjne są niezbędne w tworzeniu zdrowego społeczeństwa.

Źródło: PAP Mediaroom

Badania potwierdzają, że brak otyłości, odpowiednia dieta, codzienna aktywność fizyczna – to 93 proc. mniej cukrzycy, 50 proc. mniej zawałów i nowotworów. Gdybyśmy skupili się na tym, by jak najwięcej ludzi przestrzegało tych zasad, udałoby się uniknąć wielu niepotrzebnych chorób – mówili eksperci podczas konferencji prasowej „Wyzwania w medycynie na rok 2024”.

Rozwój cywilizacji sprawia, że bardziej dbamy o zdrowie, więcej o nim myślimy i coraz więcej zależy od nas samych: czy wybierzemy zdrowszy czy mniej zdrowy styl życia. Przejdziemy kolejny przystanek spacerem, czy podjedziemy autobusem, pójdziemy na siłownię czy zostaniemy przed telewizorem, zamówimy jedzenie czy ugotujemy sami. 

„Dziś tak naprawdę niewiele chorób można zdefiniować jako cywilizacyjne – poza tymi związanymi z zanieczyszczeniem środowiska, większość zależy od naszego stylu życia i naszych wyborów – wspólnym mianownikiem wielu chorób jest brak aktywności, brak dobrej zbilansowanej diety, nadmierne picie alkoholu, palenie, zła regulacja stresu, zaniedbywanie relacji międzyludzkich” – zwraca uwagę dr Daniel Śliż, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Stylu Życia. 

Jego zdaniem cywilizacja to nowe rozwiązania, które zapobiegają chorobom i działania sprawiające, że bardziej dbamy o zdrowie.

Nie zgodził się z nim prof. Robert Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który uważa, że potrzebujemy czytelnych haseł, które pozwalają nam kierować działaniami nakierowanymi na walkę z czynnikami ryzyka.

„Zgadzam się, że modyfikowalne czynniki chorób serca i wielu innych chorób zależą od człowieka, ale trzeba sobie też jasno powiedzieć, że rozwój cywilizacji, sprzyja pewnym zachowaniom. To nie sama cywilizacja, ale jej skutki przekładają się na nasze zdrowie. Widzę jak na przestrzeni lat zmieniła się populacja pacjentów, których leczę – to nie przypadek, to jednak cywilizacja: nowe warunki, coraz więcej stresu, odpowiedzialności, coraz więcej substancji, które wpływają na rozwój miażdżycy, sprawiają, że mamy więcej chorób” – uważa kardiolog.

W chorobach sercowo-naczyniowych ważnym czynnikiem jest świadomość, że często to nie jest jednorodna choroba – część pacjentów trafia do kardiologa z oddziału diabetologii, czy nefrologii, po zabiegach naczyniowych wykonywanych przez kardiologów inwazyjnych lub chirurgów naczyniowych, część z nich ma wady serca. 

„Wielochorobowość to wiele problemów – choroby odmiażdżycowe mogą przyspieszać rozwój cukrzycy, pewna forma miażdżycy występuje w niewydolności nerek. Dlatego musimy przewidywać co to oznacza dla tych pacjentów w przyszłości, prosić o konsultację innych specjalistów i układać nasze leczenie w oparciu o tę wiedzę. Dzisiaj kardiologia, diabetologia i nefrologia łączą się ze sobą. Nasze działania powinny być wspomagane także przez dietetyka i psychologa. Wielu pacjentom wraz z zawałem wali się całe dotychczasowe życie. Odbudowanie umiejętności dawania sobie rady w nowych warunkach ze świadomością możliwości wystąpienia kolejnych incydentów sercowo-naczyniowych jest szalenie obciążające. Z tym musimy się dziś mierzyć – już nie wystarczy >>naprawić<< naczynia, wielochorobowość oznacza szukanie przyczyn i możliwości modyfikacji w codziennym życiu każdego pacjenta” – zwraca uwagę prof. Gil.

Zabójcze kilogramy 

Ostatnio dużo mówi się też o otyłości, która choć maj już swój kod chorobowy, wciąż nie jest traktowana jak choroba. 

„A to kolejna choroba wieloprzyczynowa. Otyły pacjent, to nie jest osoba ukarana za objadanie, brak ruchu czy styl życia – tak może jest na początku , gdy pacjent przechodzi z prawidłowej masy ciała w nadwagę i tego nie kontroluje. Natomiast gdy dołączają kolejne dolegliwości wynikające z otyłości, trzeba rozważać wiele przyczyn – bo to może być efekt endokrynopatii, stosowanych leków, które wzmagają łaknienie, dysfunkcyjności wchłaniania. Często konieczna jest konsultacja psychiatryczna, bo 15-20 proc. naszych pacjentów ma zaburzenia łaknienia czy kompulsje” – mówi prof. Lucyna Ostrowska, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości. 

Kolejną przyczyną wzrostu choroby otyłościowej w Polsce jest fakt, że pacjenci są nieuświadomieni, że są chorzy. Zdaniem prof. Ostrowskiej gdyby to wiedzieli mogliby żądać od lekarzy leczenia i ich sytuacja byłaby lepsza. Sondaże przeprowadzone w ubiegłym roku przez Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości pokazały, że pacjenci wciąż uważają, że otyłość to ich wina, że to wynik objadania się, braku aktywności ruchowej. Nie zdają sobie sprawy, że przyczyną takich zachowań może być stres czy deprywacja snu – wciąż nie wiążą chorób wynikających z otyłości z jej przyczyną. 

„Także my, lekarze, zajęliśmy się głównie leczeniem powikłań otyłości – cukrzycą, chorobą metaboliczną, zmienioną wątrobą, natomiast wciąż nie pochylamy się nad właściwym leczeniem otyłości. Mamy coraz lepsze i skuteczniejsze metody leczenia, ale z nich nie korzystamy. Ale to niestety efekt utrudnionego dostępu leków: ich braku na rynku i braku refundacji” – dodaje prof. Ostrowska.

Ekspertka zwróciła też uwagę na potrzebę stworzenia interdyscyplinarnych zespołów terapeutycznych, które zajmowałyby się pacjentami przez wiele lat, bo jest to choroba przewlekła i przerwanie leczenia niemal zawsze powoduje jej nawrót. 

Samonapędzające się koło

Jednym z powikłań otyłości są zaburzenia psychiczne, ale też odwrotnie: zaburzenia psychiczne często prowadzą do otyłości. Dlatego tak ważne jest, aby zwrócić uwagę na emocjonalność pacjenta zarówno w znaczeniu nieumiejętności radzenia sobie ze stresem, jak i z poważniejszymi zaburzeniami, gdzie potrzebna jest współpraca z psychiatrą. 

„Mamy dwa rodzaje problemów. Bardzo często powikłaniem leczenia psychiatrycznego jest otyłość. W psychiatrii jest wiele skutecznych leków, które niestety dają przyrost masy ciała, rozwój zespołów metabolicznych. Dlatego zaczynając leczyć pacjenta trzeba myśleć o jego przyszłości, bo leczenie może wiązać się z powikłaniami, właśnie np. w postaci otyłości. Nasi pacjenci żyją średnio o 15-20 lat krócej najczęściej z powodu powikłań sercowo-naczyniowych” – zwraca uwagę prof. Dominika Dudek, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego  

Wielkim problemem jest styl życia – pacjenci nie ruszają się, mało wychodzą z domu, nie stosują odpowiedniej diety. To wynika z zaniedbań społecznych, ale też ze specyfiki chorób psychicznych – np. schizofrenia genetycznie daje większe ryzyko cukrzycy, depresja, choć kojarzy się ze spadkiem masy ciała, może prowadzić do „zajadania” stresów. Do tego czynnikiem ryzyka rozwoju otyłości są zaburzenia snu, a z bezsennością mamy do czynienia w wielu zaburzeniach psychicznych. 

Nie można też nie wspomnieć o tym, że choroba otyłościowa jest stygmatyzowana, dzieci są wyśmiewane, źle traktowane, to zaburza ich samoocenę. Gdy później starają się o pracę, mają na nią mniejsze szanse. Do tego dochodzą problemy z nawiązywaniem relacji towarzyskich i intymnych, a to kończy się zaburzeniami depresyjnymi – mamy więc zależność w dwie strony, dlatego konieczna jest współpraca i kompleksowe spojrzenie.


Nie zapominajmy o wątrobie

Kolejnym problemem cywilizacyjnym są choroby wątroby, które dotyczą 25 proc. populacji Europy, a ich częstotliwość narasta. Tymczasem wątroba ma centralne znaczenie dla całego organizmu.

„Choroba stłuszczeniowa wątroby związana z zaburzeniami metabolicznymi (dawniej niealkoholowa choroba stłuszczeniowa) dotyczy 30 proc. populacji europejskiej! Prowadzi do zapalenia, zaawansowanych stanów chorobowych, w tym marskości wątroby. Jak wykazują badania wielu pacjentów chorych na wątrobę umiera nie z powodu choroby wątroby, a z powodu zdarzeń sercowo-naczyniowych. Wiemy, że istnieją też korelacje między stłuszczeniem wątroby występowaniem nowotworów pozawątrobowych oraz cukrzycy. W dodatku z jednej strony stłuszczenie przyspiesza rozwój cukrzycy, a jeżeli już cukrzyca wystąpi to trudniej się ją leczy, a z drugiej strony cukrzyca jest najsilniejszym predyktorem postępującej choroby wątroby, czyli u tych pacjentów częściej u dochodzi do marskości wątroby i raka wątrobowokomórkowego. Dlatego tak ważne jest, aby choroby wątroby identyfikować już na poziomie podstawowej opieki” – podkreśla prof. Marek Hartleb, prezes Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

Postęp odbija się na zdrowiu

W obraz chorób związanych z rozwojem cywilizacji wpisują się choroby neurologiczne – co trzeci Polak będzie miał w swoim życiu jakiś problem neurologiczny. To zdaniem prof. Konrada Rejdaka, prezesa Polskiego Towarzystwa Neurologicznego m.in. skutek zmian zachowania i życia w nowych warunkach. Choroby naczyniowe co roku doprowadzają do 70 tys. udarów. Polską specyfiką jest trwała utrata funkcji, co stanowi wielkie wyzwanie dla systemu. 

„Dzięki zastosowanemu leczeniu interwencyjnemu jesteśmy w stanie udrażniać naczynia, a szybka rehabilitacja daje szanse na odwrócenie skutków udaru, ale to jest kwestia sprawności systemu, szybkiego dotarcia do szpitala. Musimy też pamiętać, że nabyta niepełnosprawność związana z uszkodzeniem układu nerwowego ma wpływ na ryzyko ich powtarzania – to błędne koło. Pacjenci rozwijają otyłość, bo słabiej funkcjonują ruchowo i tym samym rozwijają powikłania naczyniowe czy obwodowe. Częstym efektem chorób naczyniowych są zaburzenia psychiatryczne i depresja która jest jednocześnie przyczyną i utrudnieniem leczenia” – mówi neurolog.

Choć dobrodziejstwem cywilizacji jest to żyjemy dłużej, to właśnie ze starzenia wynika część z chorób. Kiedyś wielu chorób nie było, bo ludzie żyli krócej. Po 60 rż. wrasta ryzyko choroby Alzhaimera, choroby Parkinsona i całego spektrum innych chorób neurodegenracyjncyh. Do tego dołączają się choroby autoimmunologiczne, bo ekspozycja na zanieczyszczenie środowiska, wszechobecne alergeny zaburza układ immunologiczny wywołując np. ciężkie choroby mózgu.

„Z badań wynika, że zmiana trybu życia, promocja zdrowia i aktywności ruchowej jest w stanie złagodzić przebieg tych chorób. Tam gdzie dołącza się nadciśnienie, cukrzyca leczą się one zdecydowanie gorzej” – dodaje neurolog. 

Wniosek? Konieczna jest opieka interdyscyplinarna 

Kardiolodzy zwracają uwagę, że powinniśmy pomyśleć o zmianach systemowych, tak by odciążyć szpitalnictwo i skupić się na tym jak pomagać pacjentom zmienić styl życia oraz co zaproponować, tym których nie stać na kosztowne leczenie. 

„Dobrze byłoby też skupić się na wczesnej diagnostyce i propagacji zdrowego stylu życia. Dla nas, kardiologów, ważna jest walka z hipercholesterolemią, która jest główną przyczyną rozwoju miażdżycy” – mówi prof. Robert Gil. 

Prof. Ostrowska chciałby, aby w leczenie choroby otyłościowej aktywnie włączyli się lekarze POZ – ale zwraca uwagę, że to nie polega tylko na podaniu leku, bez zmiany stylu życia, leki nie będą skuteczne.

„Nie jest to łatwe – leki są trudno dostępne, nie są refundowane, aptekarze rozgrywają kto otrzyma lek, kto nie. Dlatego musimy współpracować, bo otyli pacjenci wymagają wielospecjalistycznego podejścia. Ale pomimo przeszkód robimy dużo na tym polu – edukujemy od przedszkola, wprowadziliśmy pilotaż programu KOS BAR, dzięki któremu jest lepsza dostępność do leczenia” – wylicza prof. Ostrowska.

Prof. Hartleb zwraca uwagę, że stłuszczeniowa choroba wątroby związana z zespołem metabolicznym odpowiada za wiele chorób, dlatego tak ważne jest jej rozpoznawanie. 

„I nie ma co szukać skomplikowanych badań. USG powie nam czy wątroba jest chora, kalkulator (tzw. klasyfikacja Childa i Pugha – red.) oceni stopień niewydolności i w zależności od zaawansowana zlecamy kolejne badanie. Można to zrobić na poziomie POZ, jednak tak się nie dzieje, bo diagnozowanie chorób wątroby często jest pomijane” – zwraca uwagę prof. Hartleb.

Mówiąc o chorobach cywilizacyjnych nie sposób pominąć zaburzenia psychiczne osób starszych.  

„Starość kojarzy się z chorobami otępiennymi, ale trzeba wiedzieć, że u seniorów dwukrotnie częściej występują zaburzenia depresyjne – dotyczą kilkunastu procent osób powyżej 65 rż., jeszcze większej liczby hospitalizowanych seniorów i niemal 60 proc. pensjonariuszy domów opieki. Przyczyny są bardzo złożone – pomijając kwestie psychologiczno-społeczne, największym problemem jest samotność, dlatego powinniśmy skupić się na rozwiązaniach systemowych dotyczących psychogeriatrii, tworzeniu miejsc dla seniorów: klubów, uniwersytetów trzeciego wieku domów seniora” – zwraca uwagę prof. Dudek.

Psychiatrzy są w trakcie reformy: opracowują standardy postępowania, diagnostyki i leczenia zaburzeń depresyjnych, tworzą wspólne rekomendacje z innymi towarzystwami, wystąpili do MZ z propozycją programów specjalistycznych, np. psychogeriatrii dla pacjentów z wielochorobowością somatyczną. 


Rewolucja w neurologii

„Mamy przyrost nowych technik, ale pojawia się problem z realizacją. Patrząc na powszechność chorób neurologicznych i tego jak wielu pacjentów wymaga naszej pomocy chcemy, aby choroby układu nerwowego zostały uznane jako priorytetowe, bo za 15-20 lat możemy już sobie nie poradzić z tym problemem. Obserwujemy ogromny problem w opiece szpitalnej: jest wiele osób niepełnosprawnych, chorych psychicznie, samotnych, którymi opiekują się neurolodzy. Tymczasem toniemy w długach. Aby zapewnić naszym pacjentom opiekę długoterminową musimy to uwzględnić w rozliczeniach i procedurach” – zwraca uwagę prof. Rejdak. 

Wszyscy eksperci byli zgodni co do tego, że trzeba zmienić myślenie o profilaktyce, lepiej zapobiegać niż leczyć. 

„Jedna trzecia Polaków ma przynajmniej dwie choroby. Ponadto starzejąca się populacja sprawia, że zaraz będziemy mieć więcej pacjentów, których trzeba leczyć niż tych, którzy będą łożyć na system, dlatego warto pamiętać o prewencji. Badania potwierdzają, że brak otyłości, odpowiednia dieta, codzienna aktywność fizyczna – to 93 proc. mniej cukrzycy, 50 proc. mniej zawałów i nowotworów. Gdybyśmy skupili się na tym, by jak najwięcej ludzi przestrzegało tych zasad, bylibyśmy po stronie sukcesu” – mówi dr Daniel Śliż.

źródło: PAP mediaroom

Osteoporoza to „za mało kości w kości”. Nieleczona może prowadzić do kalectwa i śmierci. W Polsce chorują na nią ponad 2 miliony osób, ale tylko niecałe 5 procent z nich objętych jest leczeniem. Tymczasem proste „badanie diagnostyczne” w postaci pomiaru wzrostu może pomóc w wykryciu tej niebezpiecznej choroby.
ŚWIATOWY DZIEŃ OSTEOPOROZY – POSKROMIĆ „CICHEGO ZŁODZIEJA KOŚCI”
Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie zorganizował konferencję w ramach projektu „Program Profilaktyki Osteoporozy Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji”, współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020. Wydarzenie zostało objęte Patronatem HonorowymMinistra Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta.

Skryta i lekceważona choroba
Osteoporoza nazywana jest „cichym złodziejem kości”. Światowa Organizacja Zdrowia uznaje ją za jedno z głównych schorzeń cywilizacyjnych. Szacuje się, że na osteoporozę choruje w Polsce około 2,1 mln osób, ale leczeniem objętych jest tylko niecałe 5 proc. chorych. Statystycznie bardziej narażone są kobiety (co czwarta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat). Wiek i płeć są głównymi czynnikami ryzyka osteoporozy, poza tym należą do nich także palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia czy niedobór witaminy D. Badaniom diagnostycznym w kierunku osteoporozy powinni się poddawać również pacjenci po przebytych chorobach nowotworowych, z zaburzeniami hormonalnymi (nadczynność tarczycy, cukrzyca), z chorobami układu pokarmowego czy z przewlekłymi zapalnymi chorobami reumatycznymi.

W przebiegu osteoporozy i będących jej konsekwencją złamań, najgroźniejsze są złamania szyjki kości udowej, w wyniku których ponad 20  proc. chorych powyżej 80. roku życia umiera w pierwszym roku po leczeniu operacyjnym, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się z kalectwem. Aż 25 proc. chorych w wieku 50 – 59 lat po pierwszym złamaniu osteoporotycznym ma co najmniej 5 kolejnych złamań.

Jeżeli w przebiegu osteoporozy dojdzie do jednego złamania, to ryzyko kolejnych jest bardzo duże. Mało tego, każde kolejne złamanie zwiększa ryzyko zgonu o 20 proc. – mówi prof. Brygida Kwiatkowska, Konsultant Kraju w dziedzinie reumatologii. – Dlatego tak ważna jest profilaktyka, bo jest najtańsza i najbardziej skuteczna. Jeśli nie rozpoczniemy od bardzo wczesnych etapów, to później będziemy musieli inwestować w leczenie, które szczególnie późno wdrożone, jest dużo mniej skuteczne. Jako konsultant kraju wzięłam sobie za zadanie zajęcie się osteoporozą, która jest do tego stopnia zaniedbana, że miedzy 60-80 proc. Polaków ma ją nierozpoznaną. To jest rzecz tragiczna i te statystyki bezwzględnie trzeba zmienić.

Czy grozi nam tsunami osteoporozy?
Osteoporoza to do postępujący ubytek masy kostnej, który prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Ponieważ początkowo choroba przebiega całkiem bezboleśnie, bywa nazywana „cichym złodziejem kości”. Brak wyraźnych objawów utrudnia też jej wczesne diagnozowanie. W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań kości spowodowanych osteoporozą. Wg ekspertów jest to jeden z pierwszych sygnałów świadczących o rozwijającej się chorobie. Takie złamanie nazywa się niskoenergetycznym (w wyniku upadku z wysokości własnego ciała), ale bywa także, że w następstwie kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku. 

Wydaje mi się, że jesteśmy w fazie tsunami osteoporozy, bo tak by należało do tego podejść. I absolutnie chyba nie jesteśmy do końca gotowi, żeby to tsunami przyjąć – powiedział  prof. Jarosław Czubak, Konsultant Krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu. – Jeśli chodzi o następstwa złamań, to jest to duża śmiertelność, ograniczenia możliwości funkcjonowania pacjenta po uszkodzeniach związanych z osteoporozą, ryzyko kolejnych złamań, komplikacji śródoperacyjnych, wtórnych przemieszczeń. 
Tylko niewielki odsetek pacjentów ze złamaniami niskoenergetycznymi trafia do poradni reumatologicznych lub poradni leczenia osteoporozy. Tymczasem każde takie złamanie – zwłaszcza u pacjentów po 60. roku życia – powinno skutkować wykonaniem diagnostyki w kierunku osteoporozy, aby w porę zdiagnozować chorobę i nie dopuścić do kolejnych złamań. Obecnie tacy pacjenci zwykle trafiają do ortopedów, którzy często zamiast skierować na diagnostykę, jedynie zakładają gips.

Rozwiązaniem mógłby być pakiet diagnostyczny, który zagwarantowałby kompleksowe badania w kierunku osteoporozy, co z pewnością poprawiłoby statystyki dotyczące wykrywania i leczenia choroby.

Waga edukacji
Konsultant Krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, prof. Jarosław Pinkas zapowiedział w swoim wystąpieniu podjęcie działań, które zwiększą świadomość społeczną w zakresie osteoporozy, czynników jej ryzyka i metod wczesnego diagnozowania.

Pacjenci muszą mieć poczucie bezpieczeństwa, a to im daje wiedza. Dlatego postanowiliśmy powołać do życia Koalicję, która tę wiedzę będzie szerzyć dzięki kampanii edukacyjnej. Jesteśmy dziś epatowani tysiącem danych w internecie, więc trzeba nauczyć ludzi szukania informacji opartych na wiarygodnych doniesieniach naukowych, mimo że nauka się zmienia. Mamy wiele rzeczy do zrobienia – zapowiedział prof. Jarosław Pinkas, Konsultant Krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Pomysł zawiązania Koalicji jest efektem dyskusji prowadzonej przez organizacje zaangażowane w edukację, profilaktykę i leczenie osteoporozy w Polsce, w tym przez przedstawicieli środowiska lekarskiego, pacjenckiego, menedżerów ochrony zdrowia, reprezentantów administracji publicznej oraz przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i spożywczego.

Koalicja będzie łączyć różne środowiska wokół wspólnego celu, jakim jest zwrócenie uwagi opinii publicznej oraz polityków na konieczność podniesienia poziomu edukacji społeczeństwa w zakresie osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi w Polsce, narażonymi na złamania kości.  Będzie też promować świadomość zdrowotną, nakierowaną na wczesne rozpoznanie osteoporozy (między innymi dzięki kontroli wzrostu) i wiedzę o konsekwencjach braku jej leczenia.

 
żródło: NIGRIR