Medicalpress
Podwyższone ciśnienie tętnicze, nieprawidłowości w badaniu moczu, objawy mogące świadczyć o chorobach nerek i brak regularnej profilaktyki – takie wnioski płyną z pierwszej w historii akcji badań przesiewowych w kierunku chorób nerek przeprowadzonej w Sejmie RP 28–29 kwietnia 2026 roku. Eksperci apelują o pilne wzmocnienie profilaktyki oraz zmiany systemowe w opiece nad pacjentem nefrologicznym.
 
28–29 kwietnia 2026 roku na terenie Sejmu RP przeprowadzono pierwszą w historii parlamentu akcję badań przesiewowych w kierunku chorób nerek. W badaniach udział wzięło aż 287 osób – parlamentarzystów oraz pracowników Sejmu i Senatu. Inicjatywa została zorganizowana przez organizację pacjencką Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN) oraz Polskie Towarzystwo Nefrologiczne (PTN) jako kontynuacja działań związanych z obchodami Światowego Dnia Nerek 2026. Akcja cieszyła się bardzo dużym zainteresowaniem – przez dwa dni do stoiska badań tworzyła się kolejka oczekujących.
 
Patronat nad tą prozdrowotną inicjatywą objęła Wicemarszałek Sejmu RP Monika Wielichowska. „Patronat Pani Wicemarszałek miał ogromne znaczenie nie tylko organizacyjne, ale również symboliczne. Pokazał, że zdrowie publiczne, profilaktyka i choroby nerek mogą być ważnym elementem debaty publicznej oraz realnym tematem zainteresowania instytucji państwowych” – podkreśla prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Partnerem merytorycznym badań i raportu z nich [w załączeniu] została DaVita Polska, zaproszona przez OSMN do klinicznej konsultacji opracowania wyników akcji badań.

Nerki nadal pozostają „niewidzialnym” problemem zdrowotnym

Wyniki dwudniowej akcji badań pokazały skalę problemów zdrowotnych związanych z chorobami nerek, nadciśnieniem tętniczym krwi i zaburzeniami metabolicznymi:
 
Jedna z uczestniczek miała wartość ciśnienia tętniczego 170/110 mmHg i została skierowana do pilnej konsultacji lekarskiej. U jednej osoby wykryto duży białkomocz wymagający dalszej diagnostyki nefrologicznej.

„Wyniki tej akcji są ważnym sygnałem ostrzegawczym. Pokazują, że nawet osoby posiadające dostęp do systemu opieki zdrowotnej i wysoką świadomość zdrowotną często nie wykonują regularnych badań profilaktycznych i nie wiedzą, jak bardzo nadciśnienie czy cukrzyca uszkadzają nerki” – podkreśla prof. Rajmund Michalski.

Badania przesiewowe w Sejmie RP były prowadzone przez wykwalifikowaną pielęgniarkę dializacyjną zgodnie z obowiązującymi standardami klinicznymi. Uczestnicy mogli wykonać badanie moczu metodą paskową – prostą i szybką metodą przesiewową pozwalającą wykryć m.in. białko, glukozę, leukocyty czy erytrocyty w moczu. Badani mieli również możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz konsultacji pielęgniarskiej dotyczącej interpretacji wyników i dalszej diagnostyki. Za realizację badań na terenie Sejmu odpowiadała mgr Edyta Kaczmarek – pielęgniarka nefrologiczna z ponad
30-letnim doświadczeniem zawodowym.

Organizatorzy akcji podkreślają jednak, że najważniejszy był nie tylko sam wynik badania, ale również jej wymiar edukacyjny.

„Wielu uczestników mówiło wprost, że od dawna nie wykonywało podstawowych badań profilaktycznych. Część osób nie wiedziała, że nadciśnienie tętnicze może uszkadzać nerki, inni byli zaskoczeni, jak dużo informacji można uzyskać dzięki prostemu badaniu moczu. Duża grupa osób nie zdawała sobie sprawy ze znaczenia prawidłowego nawodnienia organizmu” – mówi Edyta Kaczmarek.

„Małe badanie” – duży obraz problemu społecznego

Eksperci podkreślają, że choroby nerek pozostają jednym z najbardziej niedocenianych problemów zdrowotnych w Polsce. „Nerki nie bolą, dlatego my musimy mówić za nie głośno i stale. Przewlekła choroba nerek rozwija się po cichu, często przez wiele lat nie dając żadnych objawów. W efekcie wielu pacjentów trafia do nefrologa dopiero w stadium zaawansowanej niewydolności nerek. Nerki nie mogą dłużej pozostawać poza główną agendą zdrowotną” – mówi prof. Rajmund Michalski.

Według szacunków przewlekła choroba nerek może dotyczyć nawet 4,5–5 mln Polaków, a 90 proc. chorych nie ma świadomości swojej choroby. Najczęstszymi przyczynami uszkodzenia nerek pozostają cukrzyca i nadciśnienie tętnicze. Tymczasem – jak pokazują wyniki akcji w Sejmie – wiele osób nadal nie kojarzy tych chorób z ryzykiem rozwoju przewlekłej choroby nerek.

Eksperci wyraźnie zaznaczają, że choć akcja objęła stosunkowo niewielką grupę osób, jej wyniki dobrze pokazują trendy obecne w całym społeczeństwie.

„Badania przesiewowe mają ogromną wartość epidemiologiczną. Pokazują nie tylko indywidualne problemy zdrowotne, ale również kondycję zdrowotną społeczeństwa. Jeżeli wśród osób aktywnych zawodowo, wykształconych i funkcjonujących w centrum życia publicznego widzimy tak wiele nieprawidłowości, to oznacza, że problem jest znacznie szerszy” – wskazują organizatorzy akcji.

Organizatorzy podkreślają także, że potrzebne są zarówno działania profilaktyczne, jak i zmiany systemowe dotyczące leczenia pacjentów już chorujących na nerki. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki apeluje, aby zdrowie nerek stało się jednym z priorytetów zdrowia publicznego w Polsce.

„Przede wszystkim warto zwiększyć dostępność badań przesiewowych. Dodanie oznaczenia stężenia kreatyniny w surowicy krwi oraz wskaźnika UACR (albuminuria) do obowiązkowych badań medycyny pracy mogłoby znacząco podnieść wykrywalność chorób nerek. Niezmiernie ważna pozostaje także edukacja, szczególnie na temat związku nadciśnienia tętniczego, cukrzycy i chorób nerek” – komentuje Rajmund Michalski.

Nie zapominajmy o pacjentach już się leczących

Autorzy raportu zwracają uwagę na fakt, że nowoczesna, kompletna nefrologia wymaga dziś równoczesnego myślenia o profilaktyce, wczesnym wykrywaniu choroby oraz dobrej organizacji leczenia osób już chorujących.

„Profilaktyka i nowoczesna opieka nad pacjentami nefrologicznymi powinny stać się dwoma równorzędnymi filarami polityki zdrowotnej państwa. Choroby nerek nie mogą dłużej pozostawać »cichą epidemią« — muszą zyskać należne znaczenie zarówno w świadomości społecznej, jak i w organizacji leczenia. Profilaktyka jest pierwszym krokiem, ale nie możemy zapominać o pacjentach już wymagających leczenia nerkozastępczego. Konieczne są zmiany systemowe poprawiające dostępność, koordynację i jakość opieki nefrologicznej w Polsce. To nie tylko inwestycja w zdrowie pacjentów, lecz także w budowanie wartości publicznej: lepsze wyniki leczenia, efektywniejsze wykorzystanie zasobów i większe bezpieczeństwo zdrowotne społeczeństwa” – podkreśla dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog, dyrektor medyczny DaVita Polska, konsultant merytoryczny raportu.

Pacjenci z przewlekłą chorobą nerek (PChN) oraz osoby dializowane nadal mierzą się z poważnymi wyzwaniami systemowymi, wśród których najważniejsze to:

Eksperci przypominają również, że podstawowa diagnostyka chorób nerek jest prosta i szeroko dostępna. W wielu przypadkach wystarczą badanie ogólne moczu i oznaczenie stężenia kreatyniny w surowicy krwi.

Profilaktyka w miejscu pracy działa

Akcja badań w Sejmie RP pokazała również, jak dużą wartość mają badania przesiewowe organizowane bezpośrednio w miejscu pracy. Wielu uczestników podkreślało, że na co dzień nie znajduje czasu na wykonywanie badań, a możliwość udziału w akcji na terenie parlamentu była dla nich realną szansą na zadbanie o własne zdrowie.

Organizatorzy zapowiadają dalsze działania edukacyjne i profilaktyczne dotyczące zdrowia nerek w Polsce.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN)

OSMN (dawniej Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Dializowanych) powstało w 2004 roku. Od ponad 20 lat skupia pacjentów leczonych nerkozastępczo w ośrodkach dializ na terenie Polski. Członkiem Stowarzyszenia może zostać każdy obywatel Unii Europejskiej, a w szczególności osoby dializujące się, ich rodziny oraz opiekunowie, osoby z przewlekłą niewydolnością nerek, po przeszczepieniu nerek i osoby w predializie. OSMN promuje profilaktykę chorób nerek, zwłaszcza wśród osób z grupy ryzyka oraz ideę transplantacji, jako najlepszą metodę leczenia osób z niewydolnością nerek. Stowarzyszenie organizuje otwarte wykłady dotyczące profilaktyki PChN – wszystko to, by zatrzymać rozprzestrzenianie się tej cywilizacyjnej choroby, dotykającej ok. 12–14 proc. społeczeństwa.

Więcej informacji o OSMN: https://moje-nerki.pl/

Źródło: inf pras

Wprowadzenie nowoczesnego leczenia pierwotnej nefropatii IgA otworzyło nowe możliwości dla pacjentów narażonych na szybki postęp choroby. W praktyce ich dostęp do terapii jest jednak ograniczony – zależy nie tylko od wskazań medycznych, ale też m.in. od poziomu kontraktowania świadczeń i opóźnień w ich rozliczaniu. Część ośrodków warunkuje więc moment rozpoczęcia leczenia od czynników organizacyjnych i finansowych, co sprawia, że pacjenci nie mogą skorzystać z terapii, a ich choroba postępuje.
Pierwotna nefropatia IgA to przewlekła choroba nerek, w której dochodzi do odkładania się nieprawidłowych przeciwciał IgA w kłębuszkach nerkowych, odpowiedzialnych za filtrowanie krwi. Mimo, że ma status choroby rzadkiej to jest jedną z najważniejszych przyczyn niewydolności nerek, czego konsekwencjami są dializy lub konieczność przeszczepienia nerki. Pierwotna nefropatia IgA dotyka dwukrotnie więcej mężczyzn niż kobiet i zazwyczaj rozwija się pomiędzy 16. a 35. rokiem życia. Szacuje się, że w Polsce każdego roku diagnozuje się ponad kilkaset nowych przypadków. Choroba przez lata może rozwijać się bez wyraźnych objawów – diagnozowana jest późno, a do jej rozpoznania często dochodzi przypadkiem, podczas rutynowego badania moczu.

Leczenie nefropatii IgA przez wiele lat opierało się przede wszystkim na terapii wspomagającej – kontroli ciśnienia tętniczego, ograniczaniu białkomoczu oraz modyfikacji stylu życia. Celem było spowolnienie postępu choroby, jednak możliwości wpływania na jej przyczynę pozostawały ograniczone.

W ostatnim czasie pojawiły się jednak nowe możliwości terapeutyczne, ukierunkowane na mechanizmy immunologiczne odpowiedzialne za rozwój choroby. Należą do nich m.in. leki oddziałujące na proces powstawania i odkładania się nieprawidłowych przeciwciał IgA w nerkach, w tym budesonid, działający miejscowo, w obrębie jelita cienkiego. Jest to pierwszy i jedyny zarejestrowany lek ukierunkowany na modyfikację tej choroby. Terapie tego typu mogą wpływać na spowolnienie progresji schorzenia, opóźnić schyłkową niewydolność nerek, a także poprawić jakość życia pacjenta – pod warunkiem ich wdrożenia na odpowiednim etapie.

Systemowe wyzwania w dostępie do leczenia

W praktyce wykorzystanie nowoczesnych terapii pozostaje jednak ograniczone. Mimo, że lek zawierający budezonid jest refundowany w Polsce od 2025 roku w programie lekowym, dostępu do niego nie mają wszyscy pacjenci, którzy spełniają kryteria kliniczne. Dane dotyczące konkursów NFZ pokazują znaczące różnice w poziomie finansowania programu lekowego między województwami. W części regionów kwoty przeznaczone na leczenie wynoszą zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie, co może być niewystarczające nawet do objęcia terapią jednego pacjenta. Jednocześnie w innych częściach kraju wartość kontraktów sięga znacznie wyższych poziomów – nawet kilku milionów złotych rocznie. Te różnice przekładają się na nierównomierną dostępność leczenia w skali kraju i ograniczoną możliwość skorzystania z terapii przez pacjentów.

Na dostępność terapii wpływa nie tylko poziom finansowania, ale również sposób rozliczania świadczeń. Z danych wynika, że opóźnienia w rozliczaniu oraz brak przewidywalności w zakresie terminu i skali rozliczanych nadwykonań mają bezpośredni wpływ na decyzje podejmowane przez administrację szpitali. W efekcie w części ośrodków włączanie nowych pacjentów do programu lekowego jest ograniczane lub odkładane w czasie, mimo że istnieją wskazania do rozpoczęcia leczenia.

Jest jeszcze jeden istotny aspekt, który w praktyce ogranicza możliwość skutecznego leczenia nefropatii IgA, a w dłuższej perspektywie może przekładać się na wyższe koszty związane z leczeniem konsekwencji choroby. Postępująca nefropatia IgA prowadzi do niewydolności nerek, co wymaga z kolei zastosowania leczenia nerkozastępczego, na przykład dializoterapii lub przeszczepu nerki. Roczny koszt samej dializy jednego pacjenta może sięgnąć kwoty 200.000 zł.  Z perspektywy długoterminowej efektywności systemu ochrony zdrowia kluczowe jest więc zapewnienie jak najszerszej grupie pacjentów z nefropatią IgA dostępu do terapii, które mogą ograniczyć konieczność leczenia nerkozastępczego lub istotnie odsunąć je w czasie.

Sytuacja pacjentów nefrologicznych w Polsce

Problem dostępności do nowoczesnego leczenia pierwotnej nefropatii IgA wpisuje się w szerszy kontekst funkcjonowania opieki nefrologicznej w Polsce. Jak wskazuje raport Najwyższej Izby Kontroli w latach 2021-2023 liczba pacjentów z rozpoznaniem niewydolności nerek wzrosła o prawie 15%. Zwiększona liczba pacjentów jest jedną z przyczyn dwukrotnego wydłużenia się czasu oczekiwania na wizytę w poradniach nefrologicznych. Kolejną kwestią jest również starzejąca się kadra specjalistów w dziedzinie nefrologii oraz problem braku zainteresowania tą dziedziną wśród absolwentów medycyny.

Dostęp do leczenia nefrologicznego jest nierówny w skali kraju. Różnice między województwami nie dotyczą tylko liczby ośrodków, ale też liczby lekarzy nefrologów i pacjentów przypadających na jednego lekarza. W przypadku pierwotnej nefropatii IgA te nierówności są szczególnie widoczne. Mimo pojawienia się nowoczesnych terapii, które mogą realnie wpłynąć na przebieg choroby, pacjenci nie wszędzie mają do nich taki sam dostęp. W praktyce okazuje się, że miejsce zamieszkania często decyduje o tym czy i kiedy chory zostanie włączony do leczenia. To duże wyzwanie na poziomie systemowym, zwłaszcza w chorobie, w której kluczowe znaczenie ma czas i szybkie wdrożenie terapii, zanim dojdzie do nieodwracalnych uszkodzeń nerekmówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki.

Środowisko pacjentów podkreśla, że poprawa tej sytuacji wymaga nie tylko zapewnienia formalnej dostępności terapii, ale także zwiększenia stabilności finansowania i przewidywalności działania systemu, tak aby decyzje o leczeniu mogły być podejmowane w oparciu o potrzeby pacjenta, a nie ograniczenia organizacyjne.

Źródło: inf pras

Przewlekła obturacyjna choroba płuc od dawna nie jest już rozumiana wyłącznie jako choroba układu oddechowego. Coraz lepiej wiadomo, że to schorzenie o wyraźnym wymiarze ogólnoustrojowym, które wpływa nie tylko na płuca, ale także na serce, naczynia, mięśnie, kości i metabolizm. Znacznie rzadziej w tym kontekście mówi się o nerkach, choć właśnie one mogą być jednym z narządów szczególnie narażonych na długofalowe skutki przewlekłego stanu zapalnego, hipoksji, dysfunkcji śródbłonka i wielochorobowości towarzyszącej POChP. 

Autorzy nowego przeglądu opublikowanego w Respiratory Medicine zwracają uwagę, że przewlekła choroba nerek u pacjentów z POChP występuje częściej, niż dotąd sądzono, bywa niedostatecznie rozpoznawana i może istotnie pogarszać rokowanie.
 
POChP zwykle kojarzy się z dusznością, kaszlem, przewlekłym ograniczeniem przepływu powietrza i postępującym spadkiem wydolności fizycznej. Tymczasem u części chorych obraz kliniczny nie kończy się na układzie oddechowym. Choroba współistnieje z nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, miażdżycą, niewydolnością serca, osteoporozą, niedożywieniem, sarkopenią czy zaburzeniami metabolicznymi. W tym gronie przewlekła choroba nerek nadal nie zawsze zajmuje należne jej miejsce, choć dostępne dane sugerują, że nie jest wcale zjawiskiem marginalnym.

Autorzy przeglądu przytaczają badania pokazujące, że pacjenci z POChP mają wyższe ryzyko rozwoju przewlekłej choroby nerek niż osoby bez tej diagnozy. W jednej z analiz ryzyko to było wyższe 1,61 raza nawet po uwzględnieniu znanych czynników klinicznych, a metaanaliza wykazała istotny związek między POChP a częstszym współwystępowaniem PChN. Co więcej, problem nie dotyczy wyłącznie jawnej, zaawansowanej niewydolności nerek. U części pacjentów z POChP zaburzenia funkcji nerek mogą rozwijać się „po cichu” i pozostawać nierozpoznane, zwłaszcza gdy podstawą oceny jest jedynie stężenie kreatyniny.

To zjawisko ma szczególne znaczenie w populacji osób z POChP, u których często obserwuje się obniżoną masę mięśniową, wyniszczenie lub sarkopenię. W takich warunkach kreatynina może sprawiać wrażenie prawidłowej, mimo że filtracja kłębuszkowa jest już zmniejszona. Dlatego autorzy przeglądu podkreślają znaczenie dokładniejszej oceny czynności nerek, uwzględniającej nie tylko kreatyninę, ale także cystatynę C. To właśnie ona może lepiej wychwytywać tzw. utajoną przewlekłą chorobę nerek, czyli sytuację, w której laboratoryjny obraz jest pozornie uspokajający, a rzeczywiste ryzyko pozostaje niedoszacowane.

Jeśli przewlekła choroba nerek nie zostanie odpowiednio wcześnie rozpoznana, zaczyna realnie wpływać na sposób leczenia chorego na POChP. Wpływa na bezpieczeństwo farmakoterapii, zwiększa podatność na zaburzenia elektrolitowe i kwasowo-zasadowe, komplikuje przebieg zaostrzeń, może ograniczać możliwości terapeutyczne i ostatecznie pogarszać rokowanie. W praktyce oznacza to, że pacjent z POChP i współistniejącą chorobą nerek to chory o znacznie wyższym stopniu złożoności klinicznej, wymagający bardziej uważnego monitorowania.

Nie tylko wspólne czynniki ryzyka

Najprostszym wyjaśnieniem współwystępowania POChP i PChN mogłoby być wskazanie wspólnych czynników ryzyka, przede wszystkim wieku i palenia tytoniu. I rzeczywiście, oba te elementy mają ogromne znaczenie. Zarówno POChP, jak i przewlekła choroba nerek częściej rozwijają się u osób starszych, a palenie tytoniu pozostaje jednym z najważniejszych modyfikowalnych czynników ryzyka obu chorób. Jednak autorzy przeglądu przekonują, że taki sposób myślenia jest zbyt uproszczony. Coraz więcej danych wskazuje, że sam związek między płucami a nerkami nie sprowadza się tylko do palenia czy starzenia się organizmu, lecz może odzwierciedlać głębszy, wspólny mechanizm patofizjologiczny.

Jednym z jego najważniejszych elementów jest przewlekły stan zapalny. POChP nie ogranicza się do miejscowej patologii w oskrzelach i miąższu płucnym. Towarzyszy jej utrzymująca się aktywacja mediatorów zapalnych, stres oksydacyjny i uszkodzenie śródbłonka, które mogą oddziaływać ogólnoustrojowo. To właśnie śródbłonek cienka warstwa komórek wyściełająca naczynia krwionośne może stanowić wspólne ogniwo między chorobą płuc a pogarszającą się funkcją nerek. Według autorów dysfunkcja śródbłonka jest jednym z centralnych mechanizmów łączących rozedmę, naczyniowe konsekwencje POChP oraz uszkodzenie nerek.

Badacze zwracają uwagę, że najsilniejszy związek z pogarszaniem funkcji nerek obserwuje się w fenotypie rozedmowym. W niektórych badaniach właśnie rozedma, a nie tylko obniżone wartości FEV1, silniej wiązała się z uszkodzeniem nerek, sztywnością naczyń, upośledzoną funkcją śródbłonka i innymi powikłaniami naczyniowymi. W praktyce oznacza to, że sama spirometria nie wystarcza do oceny ryzyka i konieczne jest szersze spojrzenie na fenotyp choroby.

Drugim ważnym elementem wspólnego mechanizmu jest hipoksja. Przewlekłe upośledzenie wymiany gazowej, a także zaostrzenia POChP, prowadzą do spadku podaży tlenu do tkanek. Nerki są na takie warunki szczególnie wrażliwe. Długotrwała hipoksja sprzyja stresowi oksydacyjnemu, uszkodzeniu cewek nerkowych, włóknieniu śródmiąższu i pogarszaniu filtracji. Gdy do tego dochodzą nadciśnienie tętnicze, miażdżyca, cukrzyca lub niewydolność serca, obciążenie układu nerkowego staje się jeszcze większe. W ten sposób tworzy się mechanizm błędnego koła: POChP sprzyja pogorszeniu funkcji nerek, a przewlekła choroba nerek z kolei nasila złożoność kliniczną POChP i pogarsza przebieg choroby.

Nie można też pominąć roli samego palenia tytoniu. Autorzy szeroko omawiają je jako czynnik wspólny dla obu schorzeń, ale zaznaczają, że nie tłumaczy ono całego problemu. Nawet po uwzględnieniu palenia w analizach epidemiologicznych POChP nadal pozostawała niezależnie związana z wyższym ryzykiem przewlekłej choroby nerek. Palenie niewątpliwie nasila oba procesy, uszkadza śródbłonek, zwiększa stres oksydacyjny i przyspiesza uszkodzenie naczyń, ale nie wyczerpuje biologicznego sensu tej zależności.

Choroba nerek, która zmienia przebieg POChP

Z klinicznego punktu widzenia najbardziej istotne jest jednak nie tyle samo istnienie związku między POChP a PChN, ile jego konsekwencje dla chorego. Autorzy przeglądu nie pozostawiają wątpliwości, że współistnienie obu schorzeń zwykle oznacza gorsze rokowanie. Dotyczy to większego ryzyka hospitalizacji, częstszych powikłań sercowo-naczyniowych, większego obciążenia wielochorobowością, a także wyższej śmiertelności.

Szczególnie niebezpiecznym momentem są zaostrzenia POChP. To one nasilają stan zapalny, zwiększają stres oksydacyjny i aktywację układu krzepnięcia, a jednocześnie pogarszają funkcję nerek. W czasie zaostrzeń rosną stężenia markerów zapalnych, kreatyniny i mocznika, spada eGFR, a u części pacjentów rozwija się ostre uszkodzenie nerek. Autorzy przytaczają dane wskazujące, że obecność ostrego uszkodzenia nerek podczas zaostrzenia istotnie zwiększa ryzyko zgonu w kolejnych miesiącach. To sprawia, że ocena czynności nerek u pacjenta hospitalizowanego z powodu zaostrzenia POChP nie powinna być traktowana wyłącznie jako rutynowy element diagnostyki laboratoryjnej, ale jako ważny wskaźnik rokowniczy.

Do tego dochodzą zaburzenia gospodarki wodno-elektrolitowej i kwasowo-zasadowej. U pacjentów z zaawansowanym POChP często występują przewlekła hiperkapnia (stan, w którym we krwi jest zbyt dużo dwutlenku węgla (CO₂)), retencja płynów, hiponatremia (stan, w którym we krwi jest zbyt niskie stężenie sodu (Na⁺)) oraz złożone zaburzenia równowagi kwasowo-zasadowej. Jeśli równocześnie obecna jest przewlekła choroba nerek, zdolność organizmu do kompensacji tych zaburzeń staje się jeszcze mniejsza. Chory gorzej toleruje kwasicę oddechową, łatwiej dochodzi do kumulacji niekorzystnych efektów diuretyków, a błędy w leczeniu mogą szybciej prowadzić do destabilizacji całego układu krążeniowo-oddechowo-nerkowego.

Współistnienie PChN ma także znaczenie praktyczne dla farmakoterapii. Część leków stosowanych u chorych z POChP zwłaszcza niektóre antybiotyki, teofilina czy część leków przeciwcholinergicznych wymaga ostrożności przy upośledzonej filtracji. W niewydolności nerek wzrasta ryzyko kumulacji leku, działań niepożądanych i interakcji z innymi preparatami, których u chorych wielolekowych zwykle nie brakuje. 

Problem staje się jeszcze wyraźniejszy, gdy uwzględni się niedożywienie i sarkopenię. W POChP utrata masy mięśniowej nie należy do rzadkości, szczególnie w bardziej zaawansowanych fenotypach rozedmowych. W przewlekłej chorobie nerek ten proces również jest częsty. Współistnienie obu chorób może więc nasilać osłabienie mięśni, w tym mięśni oddechowych, pogarszać tolerancję wysiłku, zwiększać ryzyko zakażeń i zaostrzeń oraz obniżać jakość życia. W takim obrazie klinicznym chorego nie da się skutecznie prowadzić, koncentrując się wyłącznie na spirometrii i objawach oddechowych.

Potrzebna szersza ocena pacjenta z POChP

Jednym z najważniejszych praktycznych wniosków płynących z omawianego przeglądu jest potrzeba bardziej systematycznego monitorowania funkcji nerek u pacjentów z POChP. Autorzy podkreślają, że PChN nadal bywa niedostrzegana, a rutynowa ocena oparta jedynie na kreatyninie może nie wystarczać. W codziennej praktyce może to oznaczać potrzebę częstszego wyliczania eGFR, uwzględniania cystatyny C tam, gdzie jest to możliwe, oraz baczniejszej obserwacji pacjentów starszych, wyniszczonych, z rozedmą, wielochorobowością lub częstymi zaostrzeniami.

Chodzi o to, by nie przeoczyć problemu, który może wpływać na dobór leczenia, bezpieczeństwo farmakoterapii i rokowanie. To szczególnie ważne w opiece nad pacjentami z wielochorobowością, gdzie granice między specjalnościami coraz częściej okazują się niewystarczające. Pacjent z POChP rzadko ma jedną chorobę. Częściej jest to osoba z nakładającymi się problemami oddechowymi, sercowo-naczyniowymi, metabolicznymi i nerkowymi, które wzajemnie się nasilają.

Autorzy przeglądu sugerują także, że większej uwagi wymagają chorzy z fenotypem rozedmowym, z przewlekłą hipoksją, z albuminurią, obniżoną tolerancją wysiłku i nawracającymi zaostrzeniami. To właśnie u nich ryzyko powikłań nerkowych może być największe. Zwracają też uwagę na znaczenie szczepień ochronnych, racjonalnej antybiotykoterapii, ostrożnego stosowania leków moczopędnych, monitorowania elektrolitów oraz wsparcia żywieniowego. 

Przez wiele lat przewlekła choroba nerek nie należała do chorób współistniejących najczęściej kojarzonych z POChP. Ten sposób myślenia coraz wyraźniej się jednak zmienia. Dostępne dane wskazują, że związek między płucami a nerkami jest realny i klinicznie istotny. W praktyce oznacza to, że na pacjenta z POChP trzeba patrzeć całościowo, a nie przez pryzmat pojedynczych rozpoznań. Leczenie nie może ograniczać się do oddzielnego podejścia do chorób układu oddechowego, sercowo-naczyniowego czy nerek, bo w rzeczywistości są one ze sobą ściśle powiązane i wzajemnie na siebie wpływają.

Źródło: Stratan I., Covantsev S., Mathioudakis A.G., Corlateanu A. COPD and kidney disease: not so far apart? Respiratory Medicine (2026). https://doi.org/10.1016/j.rmed.2026.108761
12 marca na całym świecie obchodzony jest 20. Światowy Dzień Nerek. To święto ustanowione przez Międzynarodowe Towarzystwo Nefrologiczne i Międzynarodową Federację Fundacji Nerek, by zwiększać globalną świadomość na temat kluczowej roli, jaką nerki odgrywają dla ludzkiego zdrowia. Niestety, na choroby nerek zapada coraz więcej osób na całym świecie. Niechlubnie wśród nich króluje przewlekła choroba nerek (PChN). Dotyka już 850 milionów osób w skali globalnej, blisko 5 milionów z nich znajduje się w Polsce [1], pacjentów będzie przybywać, a system ich leczenia wymaga wielu usprawnień.
Nerki: mały wielki narząd
Tak niepozorne, a tak ważne! Cofając się do prehistorii – to nerki pozwoliły wyjść nam na ląd. Gdy życie zwierząt istniało tylko w oceanach, nerki kręgowców rozwinęły zdolność do zagęszczania moczu, co umożliwiło przetrwanie poza środowiskiem wodnym. Od tamtej pory nerki są jak biologiczna oczyszczalnia działająca 24/7. Dziennie u człowieka filtrują około 1800 litrów płynów, z czego to, co trzeba, wydalają w jedynie około 1-2 l moczu.

Ale nie tylko filtrują! Produkują hormony, regulują ciśnienie tętnicze, produkują erytropoetynę, która stymuluje wytwarzanie czerwonych krwinek, aktywują witaminę D, regulują równowagę metaboliczną organizmu. Mają wpływ na nastrój i koncentrację. Choć stanowią zaledwie 0,5% masy ciała, zużywają nawet 10% energii całego tlenu pobieranego przez organizm. A to dlatego, że pracują bez przerwy. Mają też ogromną rezerwę mocy. Można zupełnie normalnie funkcjonować tylko z jedną nerką (niektórzy nawet się tylko z jedną rodzą!). Problemy zaczynają się, gdy nerki utracą 70-80% swojej funkcji.

Z jakimi chorobami nefrologicznymi Polacy mierzą się najczęściej[2]?
„Ranking” zawiera poważne i bardzo poważne schorzenia. Niechlubne pierwsze miejsce dzierży tu przewlekła choroba nerek (PChN), która nie tylko zagraża życiu, ale także dotyczy blisko 5 mln osób w Polsce:

1. Przewlekła choroba nerek
Może się rozwijać przez wiele lat, a jej postęp długo może być niezauważony. Przebiega w 5 stadiach. W ostatnim wymaga leczenia nerkozastępczego. Dotyczy co 6. dorosłego Polaka. Rocznie z jej powodu umiera od 80 do 100 tys. Polaków.

2. Ostra niewydolność nerek
Nagła, lecz często odwracalna utrata funkcji nerek. Dotyczy nawet ~20% hospitalizowanych pacjentów i ponad połowy chorych na OIOM. Nie jest tak powszechna w populacji ogólnej jak PChN, ale jest bardzo częsta w praktyce szpitalnej i ma wysoką śmiertelność.

3. Kamica nerkowa
W wielu krajach rozwiniętych choruje na nią w ciągu życia ponad 10% populacji. Częstość rośnie wraz z dietą zachodnią, otyłością i odwodnieniem. To jedna z najczęstszych przyczyn bólu nerkowego i wizyt na SOR.

4. Choroba Bergera (nefropatia igA)
To przewlekła choroba immunologiczna, w której przeciwciała IgA odkładają się w kłębuszkach nerkowych, wywołując stan zapalny i uszkodzenie nerek. Jest to najczęstsza postać kłębuszkowego zapalenia nerek na świecie, dotykająca głównie młodych dorosłych (16-35 lat), często prowadząca do nadciśnienia, krwiomoczu i niewydolności nerek.

5. Infekcyjne choroby nerek
Powodowane przez bakterie, dotyczą układu moczowego i często „sięgają” aż do nerek. Stanowią istotny odsetek hospitalizacji nefrologicznych i powikłań zakażeń dróg moczowych.

Z jakimi problemami borykają się pacjenci najczęstszej choroby nerek w Polsce, tj. PChN?
Niestety problemy te są poważne, coraz bardziej alarmujące, a nefrologia od lat zdaje się nie przykuwać należytej uwagi decydentów. Oto lista największych bolączek pacjentów z przewlekłą chorobą nerek:

1. Dostępność kadr medycznych
Nefrologia jest najrzadziej wybieraną specjalizacją lekarską, brakuje też wykwalifikowanych kadr pielęgniarskich, bowiem w 2013 roku nefrologia przestała być specjalizacją dla tej grupy zawodowej.[3] Problem braku kadr jest szczególnie odczuwalny w Polsce powiatowej.
 
Rozwiązanie: podniesienie uprawień pielęgniarskich w leczeniu osób z PChN szczególnie w stacji dializ, co umożliwi uwolnienie czasu pracy nefrologa dotychczas wymaganego do „przebywania” w stacji dializ do zadaniowej realizacji świadczeń specjalistycznych takich, jak: zlecenie dializy, leczenie anemii nerkopochodnej, diagnostyka i leczenie chorób nerek w poradni nefrologicznej. Z kolei personel pielęgniarski stacji dializ mógłby dostać wsparcie od asystentów dializacyjnych. Dializoterapia to wysoce specjalistyczny zabieg, którego realizacja i nadzór leży w gestii personelu pielęgniarskiego i to ta grupa zawodowa może przejąć większą kliniczną odpowiedzialność, a wsparcie techniczne w fizycznej obsłudze realizacji zabiegu uzyskać od opiekunów medycznych po przeszkoleniu lub zmianie ich kompetencji na poziomie edukacji.

2. Problemy z wytwarzaniem dostępu naczyniowego
Aby rozpocząć leczenie dializami, pacjenci wymagają dostępu naczyniowego, umożliwiającego przetaczanie krwi do i z aparatu dializacyjnego. Złotym standardem pozostaje przetoka tętniczo-żylna, jednak w Polsce większość chorych zaczyna terapię od cewników naczyniowych. Wynika to z faktu, że zbyt mało ośrodków chirurgicznych wykonuje procedurę wytworzenia przetok i jest ona nieadekwatnie wyceniona, więc okupuje końce kolejek zabiegów. W efekcie opóźnienia w dostępie do optymalnego leczenia zwiększają ryzyko powikłań, takich jak infekcje czy zakrzepy, pogarszając rokowanie chorych.
 
Rozwiązanie: adekwatna wycena i przesunięcie realnych możliwości organizacji wytwarzania dostępów naczyniowych do stacji dializ oraz wyznaczenie standardów postępowania w tym zakresie.
 
3. Brak terminowej opieki wszystkich potrzebnych specjalistów
– Pacjenci z PChN to osoby z wielochorobowością. Większość z nich potrzebuje symultanicznej opieki: kardiologa, diabetologa, chirurga naczyniowego, dietetyka, psychiatry/psychologa, ortopedy. Tymczasem w stacji dializ te osoby nie mogą pracować, więc pacjenci, by skorzystać z ich pomocy, >>wpadają<< w zwykły system ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. – W praktyce oznacza to dłuższy czas oczekiwania na konsultacje, które są im potrzebne na porządku dziennym, często w trybie wyprzedzającym aktualne możliwości – tłumaczy dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog, transplantolog kliniczny, dyrektor medyczny DaVita Polska.
 
Rozwiązanie: poszerzenie wachlarza specjalizacji, które na co dzień mogą pracować z pacjentami w stacjach dializ i umożliwienie finansowania takiej organizacji opieki.

4. Zbyt długi czas wykonania badań do przeszczepienia nerki
Obecnie w Polsce przeprowadzenie badań i konsultacji trwa nawet 3 razy dłużej niż oczekiwanie na narząd (15 vs 6 miesięcy).[4] Przed transplantacją pacjenci muszą wykonać i skompletować wyniki kilkunastu badań i konsultacji. Robią to w zwykłym systemie, co często sprawia, że gdy ukończą ostatnie badania, te pierwsze przedawniają się.

Rozwiązanie: stworzenie szybkiej ścieżki postępowania na wzór tej działającej np. w przypadku pacjentów onkologicznych lub kardiologicznych.

5. Nieadekwatna wycena procedury dializoterapii
– Wycena dializoterapii w Polsce jest jedną z najniższych w Europie. I to nasz niechlubny wynik, który nie zmienia się od lat.[5] Brakuje dedykowanego podejścia do problemów pacjentów nefrologicznych, których liczba nieustannie rośnie. Stan ten się nie zmienia, gdyż PChN jest chorobą cywilizacyjną, pomimo coraz większej dostępności terapii spowalniajacych postęp przewlekłej choroby nerek – mówi Krzysztof Hurkacz, dyrektor generalny DaVita Polska.

Rozwiązanie: stworzenie przejrzystego i stale działającego systemu waloryzacji leczenia, który odpowie na wszystkie potrzeby pacjentów, a nie tylko na najbardziej podstawowe, tj. ratowanie życia.

– Profilaktyka i dobra organizacja leczenia osób już chorych – to powinny być dwa filary myślenia o nefrologii w Polsce. I o ile w przypadku prewencji w ostatnich latach poczyniono postęp (np. wprowadzenie Programu Profilaktyka 40+ i jego następcy z badaniami w kierunku zdrowia nerek, szersze zastosowanie flozyn w spowalnianiu postępu PChN, dodanie nefrologii do koszyka działań koordynowanych w POZ), o tyle podejście do leczenia osób potrzebujących terapii nerkozastępczej w zasadzie nie drgnęło. A wymagane zmiany nie wydają się trudne. Potrzebują tylko odpowiednich regulacji prawnych i przepisów, o całą resztę zadbają już podmioty realizując leczenie – komentują zgodnie Krzysztof Hurkacz, dyrektor generalny polskiego oddziału największego globalnego dostawcy usług dializacyjnych – DaVita i prof. Rajmund Michalski – prezes najstarszej i największej organizacji pacjentów nefrologicznych w Polsce – Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki (OSMN). 

DaVita i OSMN z okazji Światowego Dnia Nerek przygotowały szereg akcji edukacyjnych oraz profilaktycznych. 

Źródła:
[1] Jager K.J., et al. A single number for advocacy and communication-worldwide more than 850 million individuals have kidney diseases. Nephrol Dial Transplant. 2019;34(11):1803-1805 oraz https://www.gov.pl/web/krus/przewlekla-choroba-nerek-pchn–uwazaj-w-poczatkowej-fazie-nie-daje-objawow, dostęp: 10.03.2025
[2] Opracowanie własne DaVita na podstawie: wikipedia.com, mp.pl (Medycyna Praktyczna) oraz moje-nerki.pl, dostęp: 10.03.2026 r.
[3] I. Bączek, rynekzdrowia.pl, 02.05.2023, https://www.rynekzdrowia.pl/Polityka-zdrowotna/Dlugie-kolejki-do-nefrologa-Prof-Gellert-nie-chodzi-tylko-o-liczbe-specjalistow-ale-o-ich-zle-wykorzystanie,244957,14.html oraz Rozporządzenie Ministra Zdrowia z 12 grudnia 2013 r. w sprawie wykazu dziedzin pielęgniarstwa oraz dziedzin mających zastosowanie w ochronie zdrowia, w których może być prowadzona specjalizacja i kursy kwalifikacyjne – https://www.dziennikustaw.gov.pl/D2013000156201.pdf
[4] Dane wewnętrzne DaVita
[5] Opracowanie własne na podstawie ogólnodostępnych źródeł informacji (strony odpowiedników Ministerstwa Zdrowia lub Narodowego Funduszu Zdrowia w innych krajach Europy).
Źródło informacji: DaVita
Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Moje Nerki” (OSMN) zwróciło się do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy o pilne zwiększenie dostępu do dializ otrzewnowych dla pacjentów z przewlekłą chorobą nerek. Organizacja proponuje powołanie grupy roboczej, która przygotuje rozwiązania systemowe w tym obszarze.
Gdy nerki przestają działać, leczenie może polegać na przeszczepie, hemodializie w stacji dializ lub dializie otrzewnowej prowadzonej w domu. W Polsce korzysta z niej tylko ok. 4 proc. pacjentów, podczas gdy średnia europejska przekracza 15 proc. Terapia nie wymaga częstych dojazdów do ośrodka, co pozwala wielu chorym pracować i prowadzić aktywne życie rodzinne.

Leczenie nerkozastępcze nie powinno automatycznie oznaczać wykluczenia z normalnego życia. Wielu pacjentów mogłoby korzystać z terapii lepiej dopasowanej do codziennego funkcjonowania, gdyby dostęp do dializ domowych był szerszy – mówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Moje Nerki”.

Niewykorzystany potencjał dializ domowych

W Polsce zdecydowana większość pacjentów dializowanych jest leczona hemodializą w ośrodkach stacjonarnych. Zdaniem Stowarzyszenia potencjał dializ otrzewnowych pozostaje niewykorzystany. Metoda ta – choć dostępna – wciąż jest w naszym kraju niedoceniana, podczas gdy w wielu państwach europejskich stanowi powszechnie stosowaną formę leczenia.

Warto korzystać z doświadczeń krajów, które skutecznie rozwijają leczenie domowe. Zwróciliśmy się do minister zdrowia z prośbą o spotkanie i wspólną rozmowę o tym, jak poprawić dostęp do dializ otrzewnowych w Polsce. Chcielibyśmy zaprosić do niej także przedstawiciela Hiszpańskiej Federacji Pacjentów Nefrologicznych Daniela Gallego Zurro, aby pokazał, jakie rozwiązania sprawdziły się w praktyce i poprawiły sytuację pacjentów w jego kraju – podkreśla prof. Rajmund Michalski.

Choroby nerek wciąż niedostatecznie widoczne w systemie ochrony zdrowia

Przewlekła choroba nerek to jedno z największych, a jednocześnie wciąż niedostatecznie dostrzeganych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Choruje na nią ok. 4,7 mln osób, a według szacunków co roku z powodu jej późnego rozpoznania i leczenia przedwcześnie umiera nawet 80–100 tys. pacjentów.

Pomimo alarmujących danych choroby nerek nie zostały ujęte w Mapach Potrzeb Zdrowotnych wśród problemów zdrowotnych najbardziej obciążających społeczeństwo. Wyzwania dotyczące wczesnej diagnostyki oraz opieki nad pacjentami z PChN nie zostały też uwzględnione w dokumentach strategicznych. W Krajowym Planie Transformacji na lata 2022–2026 temat chorób nerek poruszono jedynie w kontekście opieki paliatywnej i hospicyjnej – czytamy w piśmie przesłanym do minister zdrowia.

Pacjenci stawiają na współpracę z MZ

Organizacja zadeklarowała gotowość współpracy z Ministerstwem Zdrowia, aby zwiększyć dostęp pacjentów nefrologicznych do dializ otrzewnowych.

Jesteśmy otwarci na współpracę z resortem zdrowia i wspólne poszukiwanie rozwiązań korzystnych zarówno dla pacjentów, jak i całego systemu. Dobrym krokiem byłoby powołanie grupy roboczej, która mogłaby przygotować model szerszego wdrożenia dializ otrzewnowych – mówi prof. Rajmund Michalski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Moje Nerki”.

źrodło: Stowarzyszenie Moje Nerki

Transplantacje wielonarządowe to dziś jedno z najbardziej zaawansowanych wyzwań współczesnej medycyny. Choć wymagają ogromnego doświadczenia, precyzji i współpracy wielu zespołów specjalistycznych, stają się realną szansą na uratowanie życia pacjentów z krańcową niewydolnością dwóch narządów. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku jest liderem tego typu procedur w Polsce, pokazując, że przy odpowiednim zapleczu i determinacji można skutecznie przesuwać granice transplantologii.
Gdyby porównać transplantologię do fizyki, przeszczepienia dwunarządowe byłyby niczym mechanika kwantowa – złożone, wymagające ogromnej precyzji i wiedzy. Tego typu operacje wykonywane są jedynie w najbardziej zaawansowanych ośrodkach, jak Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku – obecny lider w Polsce w tym zakresie.

Pacjenci z niewydolnością więcej niż jednego narządu przez wiele lat byli poza zasięgiem transplantologii – choroba jednego układu dyskwalifikowała ich z leczenia drugiego. Dziś, dzięki postępowi medycyny i logistyki, możliwe są jednoczasowe przeszczepienia dwóch narządów: serca z nerką, wątroby z nerką, płuc z nerką czy serca z płucami.

UCK w Gdańsku może pochwalić się łącznie 11 wykonanymi transplantacjami dwunarządowymi, a także pionierskimi osiągnięciami w zakresie pierwszych w Polsce operacji serca i płuc zakończonych sukcesem po dwóch dekadach przerwy.

Od serca do nerek – historia pierwszych operacji

Pierwszą jednoczasową transplantację serca i nerki w Gdańsku przeprowadzono w 2018 r. – był to dopiero drugi taki przypadek w Polsce od czasów zespołu prof. Zbigniewa Religi. Dr hab. Piotr Siondalski, koordynujący program transplantacji serca w UCK, podkreśla, że sukces takich zabiegów wymaga nie tylko przygotowania technicznego, ale też wiary zespołu i pacjenta w powodzenie leczenia.

Dziś UCK ma na koncie już trzy transplantacje serca z nerką oraz trzy przeszczepienia wątroby z nerką. W 2023 r. w gdańskim ośrodku przeprowadzono także pierwszą w Polsce udaną operację przeszczepienia płuc i nerki – a w kolejnych miesiącach dwie kolejne.

Pacjenci dializowani zyskują nową szansę

Transplantacja wątroby i nerki daje szczególną szansę pacjentom z niewydolnością obu narządów – często jeszcze przed rozpoczęciem dializ. Jak zaznacza prof. Alicja Dębska-Ślizień, kierująca programem transplantacji nerek w UCK, to „ostatnia deska ratunku”, która może całkowicie zmienić rokowanie chorego.

Z kolei dr hab. Piotr Domagała, odpowiedzialny za program przeszczepień wątroby, podkreśla, że opieka nad pacjentem dwunarządowym jest znacznie bardziej złożona – wymaga dokładnej kontroli gospodarki płynowej i hemodynamicznej, a niektóre narządy (jak nerka) uruchamiają się z opóźnieniem.

Czas – kluczowy czynnik

Podczas jednoczasowych przeszczepień szczególnie ważny jest czas niedokrwienia narządów. Wątroba toleruje maksymalnie 8–12 godzin przerwy w ukrwieniu, płuca tylko 6 godzin, a nerki – nawet do 48 godzin przy zastosowaniu maszyn do perfuzji, w które wyposażone jest UCK.

Z tego względu ustalenie kolejności przeszczepów (np. najpierw płuca, potem nerka) zależy od specyfiki narządów. Dodatkowo, zespolenia chirurgiczne muszą być zaplanowane w sposób maksymalizujący szanse powodzenia.

Zespół ponad wszystko

W jednoczasowych transplantacjach uczestniczy kilkudziesięciu specjalistów: chirurdzy, anestezjolodzy, perfuzjoniści, pielęgniarki, fizjoterapeuci, psycholodzy i koordynatorzy transplantacyjni. Wszystko po to, by przygotować pacjenta, przeprowadzić operację i zapewnić skuteczne leczenie po przeszczepie.

Jak podkreślają eksperci, kluczowa jest zgodność immunologiczna – przeszczepienie obu narządów od jednego dawcy zmniejsza ryzyko odrzutu i powikłań immunosupresyjnych.

Gdańsk przeciera szlak

Poza UCK, transplantacje dwunarządowe realizowane są także w ośrodkach w Warszawie, Szczecinie, Katowicach i Zabrzu. Gdański ośrodek planuje już kolejne kroki – w tym pierwsze w Polsce przeszczepienie wątroby i płuc.
 
Choć transplantacje dwunarządowe to ogromne wyzwanie kliniczne, logistyczne i psychologiczne – dają pacjentom realną szansę na nowe życie. Gdańskie UCK pokazuje, że przy zaangażowaniu, nowoczesnej technologii i determinacji zespołu medycznego można osiągać sukcesy tam, gdzie jeszcze niedawno wydawało się to niemożliwe. To dowód na to, że warto inwestować w rozwój wysoko wyspecjalizowanej medycyny w Polsce – dla dobra tych, którzy walczą o życie.

Źródło: UCK w Gdańsku


 
O tym jak wcześnie zdiagnozować problemy z nerkami, jak postępować po diagnozie, aby zachować najlepszą jakość życia oraz jakie są aktualne możliwości leczenia chorób nerek rozmawiamy z prof. Rajmundem Michalskim, prezesem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia MOJE NERKI, pacjentem, ze zdiagnozowanym w wieku 29 lat kłębuszkowym zapaleniem nerek.

Za nami Światowy Dzień Nerek, czy choroby nerek to duży problem w Polsce? Jak wygląda sytuacja pacjentów?

Jeżeli zobaczymy, co się działo w ostatnich, powiedzmy 20 latach w nefrologii, jeżeli chodzi o nowe grupy leków oraz technologie dializoterapii, to postęp jest ogromny. Niestety jednoczesnie rośnie liczba pacjentów, którzy na choroby nerek różnego rodzaju chorują. I to jest dramat. To jest choroba cywilizacyjna, która znajduje się już w pierwszej piątce, a dane WHO m. wskazują, że chorych będzie jeszcze więcej. W Polsce choruje około 4,7 mln. osób, z czego zdiagnozowanych jest zaledwie ok. 5%. Czyli aż 95% osób nie wie, że choruje. Choroby nerek, niestety są często bezobjawowe czy skąpo objawowe, więc my nie wiemy o tym, że chorujemy, a kiedy jest stawiana diagnoza to często jest już źle i pacjneci stoją przed obliczem dializ. Dlatego rolą naszego ogólnopolskiego stowarzyszenia Moje Nerki jest to, żeby te osoby, rodziny, tych osób, generalnie całe społeczeństwo, edukować, informować o tym, czym te choroby są, co robić, czego nie robić, żeby do nich nie doszło.

Jak wyglądała Pana diagnoza? Jak wykryć problemy z nerkami?

O zapaleniu nerek dowiedziałem się przypadkowo przy okazji badań okresowych w instytucie, gdzie pacuję. Miałem wtedy 29 lat i okazało się, że już połowa nerek nie działa. Jestem już grubo ponad 20 po diagnozie, w tym miałem okres zaledwie roku dializ i od ponad 12 lat cieszę się nowym życiem, nową nerką, którą dzięki dawcy w rodzinie mam w sobie, ona funkcjonuje i mogę to życia normalne prowadzić.

Natomiast jeżeli chodzi o diagnostykę, co robić, żeby dowiedzieć się, jaki jest stan naszych nerek? Najprostszą rzeczą to są badania podstawowe, mianowicie ogólne badanie moczu. To już może być bardzo ważny wskaźnik funkcji nerek, jeżeli w moczu pojawia się nawet ślad białka. Świadczy o tym, że coś z naszymi nerkami. Równie ważne jest badanie kratyniny we krwi. To są te 2 takie proste badania, które najlepiej, gdyby lekarz rodzinny, lekarz pierwszego kontaktu zlecił nawet przy różnego rodzaju innych konsultacjach. Bo zwykle  jest tak, że gdy już trafiamy do lekarza, to z reguły wtedy, kiedy coś nas boli, kiedy się źle czujemy. A zlecenie tych badań pozwoli nam wykluczyć ewentualnie chorobę nerek.

Jak wygląda codzienność pacjenta nefrologicznego?

Kiedy usłyszałem diagnozę w wieku 29 lat, było to dla mnie ogromnym szokiem. Dowiedziałem się, że mam przewlekłe kłębuszkowe zapalenie nerek – chorobę, której nie można wyleczyć, ale z którą można żyć. Pierwsza reakcja to oczywiście ogromny stres i niepokój, ale później przychodzi świadomość, że kluczowe jest odpowiednie postępowanie.

Jestem przykładem, że z tą chorobą można żyć – minęło prawie 30 lat od momentu diagnozy. Najważniejsze jest ścisłe przestrzeganie zaleceń lekarza nefrologa i regularne wizyty kontrolne, które zazwyczaj odbywają się co trzy miesiące. Choć nie istnieją leki, które wyleczą nerki, to wiele terapii pomaga spowolnić postęp choroby, m.in. poprzez kontrolę nadciśnienia, które często towarzyszy pacjentom nefrologicznym.

Rzeczą niezwykle ważną w życiu każdego pacjenta chorującego na nerki jest dieta – to, co spożywamy, ma bezpośredni wpływ na stan nerek. Jako chemik z zawodu często porównuję nerki do oczyszczalni – muszą przetworzyć wszystko, co dostarczamy organizmowi. Pacjenci z chorobami nerek powinni unikać nadmiaru białka i cukru, które mogą dodatkowo obciążać narządy. Bardzo często spotykam przypadki osób, które chorują na nerki i mają choroby współistniejące, najczęściej jest to cukrzyca oraz problemy kardiologiczne. W ich przypadku odpowiednia dieta jest kluczowa – nie tylko wspomaga funkcjonowanie nerek, ale również pomaga kontrolować inne schorzenia, zmniejszając ryzyko ich powikłań.

Istotnym problemem jest także powszechne nadużywanie leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, które mogą prowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń nerek. Często spotykam się z przekonaniem: „Nie pójdę do lekarza, bo jeszcze coś mi znajdzie i będzie problem”. Takie podejście jest bardzo niebezpieczne – nie możemy myśleć w ten sposób, musimy regularnie się badać, aby w porę wykryć ewentualne schorzenia.

Kolejnym kluczowym aspektem jest odpowiednie nawodnienie – nasze nerki potrzebują wody, niezależnie od jej źródła.

Ważna jest także odporność – osoby z przewlekłą chorobą nerek są bardziej podatne na infekcje, dlatego powinny szczególnie dbać o unikanie wirusów i bakterii.

Jeżeli dochodzi do konieczności leczenia nerkozastępczego, gdzie pacjenci mają do wyboru hemodializy lub dializy otrzewnowe, to w obu przypadkach kluczowe jest bezwzględne przestrzeganie zaleceń lekarzy.

 

Przeszczepienie nerki – czy to najlepsze rozwiązanie? Jak było w Pana przypadku?

Najlepszą formą leczenia przewlekłej niewydolności nerek jest przeszczepienie. Ja sam miałem szczęście – po roku dializ otrzymałem nerkę od dawcy z rodziny i od 12 lat mogę prowadzić normalne życie. Nie jest to jednak „nowa” nerka – to organ, który wcześniej funkcjonował w innym organizmie i ma swoją historię. Moja nerka jest o dwa lata starsza ode mnie.

Aby przeszczepiona nerka działała jak najdłużej, pacjent musi ściśle przestrzegać zaleceń lekarzy, regularnie przyjmować leki immunosupresyjne i unikać sytuacji, które mogłyby narazić organizm na infekcje. Właściwa dieta i zdrowy styl życia są równie istotne – nie tylko dla pacjentów nefrologicznych, ale dla każdego z nas.


Czy leczenie pacjentów nefrologicznych się poprawia?

Zdecydowanie tak, postęp w medycynie jest ogromny. Pamiętam jeszcze czasy, gdy dostęp do dializ był ograniczony i komisje lekarskie decydowały o tym, kto otrzyma leczenie. Dziś każda osoba, która go potrzebuje, ma do niego dostęp. Dializoterapia ratuje nam życie. W tej chwili każda osoba, która dializ wymaga, bez względu na wiek czy bez względu na nawet bardzo poważne inne choroby, ma tę możliwość.

Pojawiły się nowe grupy leków, które znacząco poprawiają jakość życia pacjentów i opóźniają konieczność dializ. Przykładem są flozyny, które stosuje się zarówno u chorych na cukrzycę, jak i u pacjentów z niewydolnością serca i nerek. Są też ketoanalogi, które wspierają organizm w przypadku diety o obniżonej zawartości białka.

Dzięki nowym terapiom pacjenci nefrologiczni żyją dłużej i w lepszej kondycji. Jako Stowarzyszenie, staramy się o to, żeby pacjenci mieli dostęp do najnowszych osiągnięć medycyny, szczególnie w zakresie nefrologii.


Panie Profesorze, przed nami ważne wydarzenie organizowane przez Państwa Stowarzyszenie. Czy mógłby Pan przybliżyć, na czym ono polega i dlaczego jest tak istotne?

– Choć nasze Stowarzyszenie działa w bardzo skromnym składzie – tak naprawdę tworzą je trzy osoby – robimy wszystko, aby wspierać pacjentów, edukować i szerzyć wiedzę na temat chorób nerek. W ciągu ostatnich miesięcy zorganizowaliśmy wiele ważnych inicjatyw, m.in. 4 marca odbyło się drugie posiedzenie parlamentarnego zespołu ds. nefrologii, na którym obecni byli najwybitniejsi nefrolodzy – zarówno stacjonarnie, jak i online.

Jednak największym wydarzeniem, które organizujemy już po raz trzeci, jest Marsz „Po zdrowe nerki”, który odbędzie się 29 marca w Krakowie, na Kopcu Kościuszki. Serdecznie zapraszamy wszystkich zainteresowanych – wydarzenie jest otwarte i bezpłatne. W programie mamy wystąpienia nefrologów, możliwość rozmów z ekspertami, a także konsultacje z diabetologiem.

Kopiec Kościuszki to dla nas symboliczna góra lodowa – nawiązująca do statystyk, które pokazują, że tylko 5% pacjentów z chorobami nerek wie o swojej chorobie. To oni, choć diagnoza jest trudna, mają szansę na leczenie i świadome dbanie o swoje zdrowie. Pozostałe 95% chorych wciąż żyje w nieświadomości – i to właśnie ich chcemy edukować.

Zapraszamy wszystkich chętnych – 29 marca, Kraków, Kopiec Kościuszki, start o godzinie 11:00. Całe wydarzenie potrwa do około 14:00, ale każdy może dołączyć w dowolnym momencie. Będzie nam ogromnie miło gościć Państwa z rodzinami i dziećmi. Do zobaczenia!


Bardzo dziękuję, Panie Profesorze. Na zakończenie – gdzie osoby chorujące na nerki lub ich bliscy mogą znaleźć wsparcie i kontakt ze Stowarzyszeniem?

Wszystkie osoby zainteresowane tematyką nefrologiczną zapraszamy na stronę internetową naszego Stowarzyszenia https://moje-nerki.pl/ oraz do grupy „Kocham swoje nerki” na Facebooku, gdzie pacjenci mogą dzielić się swoimi doświadczeniami i wzajemnie wspierać.

źródło: Medicalpress

– Zdecydowana większość osób żyjących z przewlekłą chorobą nerek nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia, ponieważ we wczesnych stadiach jest ona często „cicha”. Kiedy nerki chorują, to do ostatniej fazy choroby nie dają wyraźnych objawów bólowych (poza kamicą nerkową lub zakażeniem układu moczowego). Biorąc pod uwagę poważne konsekwencje postępu choroby nerek w postaci ich niewydolności, konieczne jest zmaksymalizowanie wysiłków na rzecz wczesnej diagnostyki i leczenia pierwotnych chorób nerek. Niezbędne są także usprawnienia w obszarze wyjątkowo złożonych potrzeb klinicznych pacjentów w późnych stadiach PChN. Wciąż istnieje wiele barier systemowych, nad którymi należy pracować każdego dnia, punkt po punkcie, by poprawiać jakość życia i wyniki leczenia pacjentów z przewlekłą chorobą nerek, w tym osób dializowanych – apeluje dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog i transplantolog kliniczny, dyrektor medyczny DaVita Polska.
W Światowy Dzień Chorego, obchodzony 11 lutego, DaVita zachęca decydentów zdrowia publicznego do zintensyfikowania wysiłków na rzecz pacjentów z przewlekłą chorobą nerek. Ponad 60 proc. pacjentów, którzy trafiają na dializy, wcześniej nigdy nie było u nefrologa. Potrzebny jest zintegrowany plan poprawy jakości leczenia osób z chorobami nerek.
 
Światowe badania wskazują, że przewlekła choroba nerek (PChN) dotyka średnio  10–11 proc. ludzi na świecie. W Polsce odsetek ten sięga 11 proc. i z każdym rokiem – wraz ze starzejącym się społeczeństwem i jednoczesnym zmniejszaniem się populacji Polaków – rośnie. Szacuje się, że w Polsce może chorować na PChN 4,7 mln osób[1], lecz większość nie została zdiagnozowana. Wraz z chorobami nerek zwiększa się skala związanych z nimi chorób sercowo-naczyniowych.
 
W ciągu dekady przybyło w naszym kraju niemal 2 miliony osób w grupie wiekowej  60–65+ (w 2010 roku seniorów było 6,45 mln, w 2021 roku – 8,53 mln)[2]. To oznacza, że przeszło co piąty mieszkaniec Polski ma ponad 60 lat. Według szacunków GUS w 2030 roku liczba dorosłych Polaków w wieku 60–65+ w Polsce wyniesie 10,8 mln. Osoby te będą stanowiły aż niemal jedną trzecią ogółu ludności Polski.
 
Zdecydowana większość osób żyjących z przewlekłą chorobą nerek nie zdaje sobie sprawy z jej istnienia, ponieważ we wczesnych stadiach jest ona często „cicha”. Kiedy nerki chorują, to do ostatniej fazy choroby nie dają wyraźnych objawów bólowych (poza kamicą nerkową lub zakażeniem układu moczowego). Biorąc pod uwagę poważne konsekwencje postępu choroby nerek w postaci ich niewydolności, konieczne jest zmaksymalizowanie wysiłków na rzecz wczesnej diagnostyki i leczenia pierwotnych chorób nerek. Niezbędne są także usprawnienia w obszarze wyjątkowo złożonych potrzeb klinicznych pacjentów w późnych stadiach PChN. Wciąż istnieje wiele barier systemowych, nad którymi należy pracować każdego dnia, punkt po punkcie, by poprawiać jakość życia i wyniki leczenia pacjentów z przewlekłą chorobą nerek, w tym osób dializowanych – apeluje dr hab. n. med. Szymon Brzósko, nefrolog i transplantolog kliniczny, dyrektor medyczny DaVita Polska.
 
Seniorzy powyżej 65. roku życia stanowią ponad 60 proc. pacjentów rozpoczynających dializy[3].
 
Z naszych danych wynika, że ponad 60 proc. pacjentów, którzy trafiają na dializy, wcześniej nigdy nie było u nefrologa. Potrzebujemy ciągłego budowania społecznej świadomości, jak ważnym organem są nerki, jak o nie dbać i jak istotne dla naszego zdrowia są regularne badania. Wobec niedoborów ilościowych specjalistów potrzebujemy optymalizacji dostępu do nefrologów – przypomnę, że nefrologia jest jedną z najszybciej znikających specjalizacji lekarskich w Polsce. Niezbędny jest kolektywny wysiłek środowiska akademickiego i nefrologicznego, by uatrakcyjnić tę specjalizację dla młodych lekarzy. Każdy z nas, każdy pacjent, powinien wiedzieć, kim jest nefrolog i móc liczyć na dostępność, terminowość i adekwatność działań na poszczególnych etapach diagnostyki i leczenia przewlekłej choroby nerek – dodaje doc. Szymon Brzósko.
 
Przewlekła choroba nerek (PChN)
Choroby nerek są drugim, po nadciśnieniu tętniczym, najczęstszym przewlekłym schorzeniem dotykającym dorosłych Polaków. Większość osób z przewlekłą chorobą nerek nie jest diagnozowana aż do momentu, gdy choroba się rozwinie. PChN ma poważne konsekwencje zdrowotne, w niekorzystnym przebiegu włącznie z niewydolnością nerek, która wymaga leczenia ratującego życie: dializ lub przeszczepienia nerki. W Polsce dializowanych jest regularnie ponad 20 tys. osób[4].
 
Na całym świecie z przewlekłą chorobą nerek żyje prawie 850 mln ludzi[5], a do 2040 roku PChN będzie piątą najczęstszą przyczyną zgonów na świecie[6].
 
PChNijmy nefrologię do przodu

W Polsce organizacja leczenia przewlekłej choroby nerek wymaga pilnej zmiany, aby poprawić wyniki leczenia pacjentów i ich jakość życia. Dlatego DaVita Polska, w ramach kampanii edukacyjno-informacyjnej pod hasłem „PChNijmy nefrologię do przodu”, apeluje o wprowadzenie potrzebnych zmian w leczeniu osób w zaawansowanych stadiach PChN.
 
Chodzi przede wszystkim o koordynację leczenia przewlekłej choroby nerek w późnym stadium, propozycje systemowych rozwiązań na brak wystarczających zasobów kadry medycznej (nefrologów i pielęgniarek nefrologicznych), usprawnienie przygotowania chorych do transplantacji nerki oraz poprawę wytwarzania dostępu naczyniowego do dializ.
 
O DaVita
DaVita (NYSE: DVA) jest dostawcą usług nefrologicznych, który skupia się poprawie jakości życia pacjentów na całym świecie. DaVita od ponad 20 lat jest liderem w zakresie jakości klinicznej i innowacji. DaVita opiekuje się pacjentami na każdym etapie przewlekłej choroby nerek – od spowolnienia postępu choroby po pomoc w transplantacji, od dializoterapii i opieki szpitalnej po dializy w domu. DaVita zmniejszyła liczbę hospitalizacji, poprawiła współczynnik śmiertelności i aktywnie współpracuje z całą branżą opieki nefrologicznej, by tworzyć godziwe i wysokiej jakości standardy opieki medycznej dla wszystkich pacjentów na całym świecie. DaVita jest w pełni zaangażowana w stosowanie modeli opieki skoncentrowanych na pacjencie, dlatego wdraża najnowsze zdobycze technologii i zmierza w stronę zintegrowanej opieki dla wszystkich swoich pacjentów. DaVita opiekuje się 265 400 pacjentami w 3113 stacjach dializ, z czego 2660 kliniki działają w Stanach Zjednoczonych, a 453 ambulatoryjne ośrodki dializ w 13 innych krajach na świecie, w tym w Polsce (stan na 30 września 2024 roku). W Polsce DaVita jest drugą największą niepubliczną siecią stacji dializ, prowadzącą 63 placówki w dużych i mniejszych miejscowościach, w których leczy około 3700 pacjentów. Diagnostyka i konsultacje w kierunku chorób nerek oraz ich leczenie prowadzone są w 38 poradniach nefrologicznych DaVita w całym kraju. DaVita Polska zatrudnia około 1400 osób. Więcej informacji: www.DaVita.pl 
 
 
[1] „Prof. Gellert: 4,7 mln Polaków choruje przewlekle na nerki. Większość nie wie o tym”, pulsmedycyny.pl, 09.03.2022, https://pulsmedycyny.pl/prof-gellert-47-mln-polakow-choruje-przewlekle-na-nerki-wiekszosc-nie-wie-o-tym-1143718
[2] Dorosłych Polaków jest 30,9 mln (dane za 2021 rok); tabl. 20, str. 161, https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/roczniki-statystyczne/roczniki-statystyczne/rocznik-demograficzny-2022,3,16.html?fbclid=IwAR2ii1aT6IViq5XW-s4LCmimS78AHvI1fR6pyUyyp5x64-kckmH-Dmh5J1A
[3] „Szkodliwa polipragmazja u dializowanej pacjentki”, dr n. med. Marta Serwańska-Świętek, dr hab. n. med. Szymon Brzósko, „Stany Nagłe po Dyplomie”, 4/2023, https://podyplomie.pl/stanynaglepodyplomie/39492,szkodliwa-polipragmazja-u-dializowanej-pacjentki?srsltid=AfmBOorY_ObNJ5gNsIT_PffhM7RLYh50rW90380x5IWAXWUNAGsls5S0
[4] „Aktualny stan leczenie nerkozastępczego w Polsce – 2023”, „Nefrologia i dializoterapia polska”, 2024, 28, Numer 1, str. 4, Ryc. 1a
[5] Jager K.J., et al. A single number for advocacy and communication-worldwide more than 850 million individuals have kidney diseases. Nephrol Dial Transplant. 2019;34(11):1803-1805
[6] Foreman K.J. et al. Forecasting life expectancy, years of life lost, and all-cause and cause-specific mortality for 250 causes of death: reference and alternative scenarios for 2016-40 for 195 countries and territories. Lancet. 2018; 392(10159):2052-90
źródło: DaVita
Już dzisiaj w Polsce na przewlekłą chorobę nerek cierpi ponad 4,5 miliona osób. Z roku na rok, liczba pacjentów rośnie. Według najnowszych prognoz wzrost może wynieść nawet 160%, plasując przewlekłą chorobę nerek już na piątym miejscu przyczyny zgonów w 2040 roku. Aktualnie rocznie umiera około 100 tys. pacjentów nefrologicznych, czyli tyle samo, ile jest śmiertelnych zgonów onkologicznych.

Program lekowy B.113 – skuteczne narzędzie w walce z PChN

PChN rozwija się stopniowo, prowadząc przeważnie do konieczności leczenia nerkozastępczego, czyli do kosztownych dializ. Jednym ze sposobów spowolnienia jej postępu jest leczenie ketoanaloagami aminokwasów połączone z umiejętnie stosowaną dietą niskobiałkową. Od 2021 roku, pacjenci w IV i V stadium przewlekłej choroby nerek mogą korzystać z refundowanego programu leczenia ketoanalogami aminokwasów, który jest prowadzony przez wybrane ośrodki nefrologiczne na terenie kraju.

Ograniczona dostępność programu

Eksperci alarmują, że mimo swej skuteczności, program wciąż obejmuje zdecydowanie zbyt wąską grupę pacjentów.

„Jak wykazują badania naukowe i liczne metaanalizy, pacjenci, którzy włączani są wcześniej, czyli już w trzecim stadium przewlekłej choroby nerek, pozostający na diecie niskobiałkowej, wspomaganej lekiem opartym o ketoanalogi aminokwasów, odnoszą również znaczące korzyści w prewencji postępu przewlekłej choroby nerek. Dlatego program powinien obejmować również pacjentów w stadium 3b przewlekłej choroby nerek. Wcześniejsze włączenie ketoanalogów może znacząco spowolnić postęp choroby i odsunąć konieczność dializ” – podkreśla dr hab. n. med. Iwona Smarz-Widelska, specjalista nefrolog, kierownik Oddziału Nefrologii i Nadciśnienia Tętniczego Wojewódzkiego Szpitalu Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie. 

Obecne kryteria włączenia do programu są restrykcyjne, a sam proces kwalifikacji niezwykle skomplikowany. Kolejną barierą jest obowiązkowa, comiesięczna kontrola u specjalisty nefrologa. 

„Pacjenci muszą spełnić szereg warunków, a część z nich jest wykluczana na podstawie limitów dotyczących wskaźnika BMI czy poziomu białkomoczu. Dodatkowo dietetyk nie jest w Polsce uznawany za zawód medyczny, co sprawia, że w wielu ośrodkach nefrologicznych po prostu go nie ma. Nefrolog, oprócz opieki nad pacjentami, musi korzystać ze skomplikowanego Systemu Monitorowania Programów Terapeutycznych (SMPT), który jest niezwykle zawiły i trudny w obsłudze. Jednak, SMPT warunkuje wydawanie leków i nie da się go w żaden sposób ominąć” – dodaje dr hab. n. med. Karolina Kędzierska-Kapuza, specjalista nefrolog, diabetolog, transplantolog, kierownik Centrum Diabetologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Korzyści płynące z leku i odpowiedniej diety

Dieta niskobiałkowa wspierana ketoanalogami aminokwasów może znacząco spowolnić rozwój PChN, poprawiając jakość życia pacjentów i opóźniając konieczność dializ. Realnym przykładem skuteczności przyjmowania leku jest pacjentka, która została włączona do programu już w 2021 roku.

„Była to pani, która do dziś pozostaje w programie. Po kilku latach jej stan jest stabilny, jest wyrównana metabolicznie, a co najważniejsze – nie wymaga dializ” – podkreśla dr hab. n. med. Iwona Smarz-Widelska.

Koszty dializ pacjenta są dla systemu opieki zdrowotnej kilkukrotnie wyższym obciążeniem niż terapia lekowa B.113. Dlatego proste i bezpieczne rozwiązanie, czyli umiejętnie wprowadzona dieta niskobiałkowa połączona wraz z przyjmowaniem ketoanalogów aminokwasów w postaci leku, może przynieść olbrzymie korzyści zarówno dla samego pacjenta, jak i całego systemu opieki zdrowotnej.

Walka o przyszłość

Wątpliwości budzi przyszłość finansowania programu. Choć w 2024 roku rozszerzono zakres podmiotowy, m.in. o pacjentów z cukrzycą, nadal istnieją obawy o dalsze funkcjonowanie programu oraz o to, czy środki na jego dalsze funkcjonowanie zostaną jeszcze bardziej ograniczone. 

Eksperci w listach do minister Izabeli Leszczyny zgodnie alarmują o konieczności uproszczenia procedur, rozszerzeniu grupy kwalifikujących się pacjentów oraz zwiększeniu dostępności do dietetyków. To program, który realnie opóźnia konieczność dializ i poprawia jakość życia pacjentów. Koszty dializoterapii to średnio około 65 tysięcy rocznie na jednego pacjenta. Stosując prewencję w postaci programu lekowego dostosowanego do realiów praktyki klinicznej, kosztowne dla systemu opieki dializy pacjentów, zostają znacząco przesunięte w czasie lub całkowicie zniwelowane.

Mimo listopadowego apelu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki, jak i ostatnio wystosowanego apelu przedstawicieli Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego do minister zdrowia Izabeli Leszczyny – losy programu są wciąż niepewne.

Źródło: Fundacja Nadzieja dla Zdrowia

Szacuje się, że na przewlekłą chorobę nerek choruje w Polsce nawet ok. 4,5 mln osób, a według prognoz WHO do 2030 roku liczba pacjentów wymagających dializ może się podwoić. Szansą na spowolnienie przebiegu choroby i uniknięcie dializoterapii lub przeszczepu nerki jest połączenie niskobiałkowej diety z leczeniem farmakologicznym obejmującym ketoanalogi aminokwasów. Taka terapia jest dostępna dla pacjentów w ramach programu lekowego B.113. Jednak jego obecny kształt w połączeniu ze zbyt małą liczbą ośrodków, które go realizują, powoduje, że ta dostępność jest ograniczona.

 Przewlekła choroba nerek jest dużo częstsza, niż wykazują to oficjalne dane. Jest to jedna z poważniejszych chorób, będąca w tej chwili na szóstym, a niedługo już prawdopodobnie na piątym miejscu wśród wszystkich przyczyn zgonu populacji ludzkiej. Ona w większości przypadków prowadzi do postępu, aż do schyłkowej niewydolności nerek, kiedy trzeba rozpocząć dializoterapię lub przeszczepić nerkę – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Michał Nowicki, kierownik Kliniki Nefrologii, Hipertensjologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Przewlekła choroba nerek (PChN) charakteryzuje się postępującym i nieodwracalnym upośledzeniem ich funkcji. Towarzyszy wielu chorobom cywilizacyjnym – wśród najczęstszych przyczyn PChN są przede wszystkim: cukrzyca, otyłość i uszkodzenie nerek w wyniku nadciśnienia tętniczego lub miażdżycy. Rzadziej przyczyną są też śródmiąższowe choroby nerek, kamica lub torbiele. Rozpoznanie tej choroby bardzo utrudnia jej bezobjawowy charakter, zwłaszcza w początkowych stadiach – pacjent przez długi czas nie odczuwa żadnych alarmujących objawów, a do niektórych nawet stopniowo się przyzwyczaja. To powoduje, że trudno dokładnie oszacować liczbę osób cierpiących na przewlekłą chorobę nerek. Nieleczona lub nieodpowiednio leczona PChN jest chorobą śmiertelną – w ostatnim etapie rozwoju choroby konieczne jest włączenie dializ bądź przeszczep nerki, a u chorych często występują powikłania sercowo-naczyniowe, będące częstą przyczyną przedwczesnych zgonów.

 Chorzy z zaawansowaną postacią tej choroby boją się dializ. Boją się tego, że będą musieli kilka razy w tygodniu przyjeżdżać do ośrodka, gdzie będą poddawani leczeniu dializami, co jest oczywiście niewygodne i obciążające dla chorego. Dlatego muszą się leczyć i żyć tak, żeby proces niszczenia nerek postępował jak najwolniej. Najprościej jest oczywiście szukać korzyści w trybie życia i odżywianiu – sposób odżywiania jest bardzo ważny dla chorych z PChN – mówi prof. dr hab. n. med. Stanisław Niemczyk, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nefrologii i Dializoterapii w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie.

Jak podkreśla, kluczowe znaczenie w spowalnianiu przebiegu choroby ma dieta niskobiałkowa, która powinna być ustalana indywidualnie przez lekarza, w zależności od wyników badań pacjenta.

– W zasadzie w każdym przypadku przewlekłej choroby nerek – a zwłaszcza w sytuacji, kiedy przesączanie kłębuszkowe wynosi poniżej 60 ml na minutę – powinniśmy stosować dietę z ograniczeniem białka. Wiele dowodów wskazuje na to, że jest to jeden z najbardziej skutecznych sposobów spowalniania przebiegu PChN. Nawet jeśli zaczniemy tę dietę stosować bardzo późno w chorobie nerek, to około jednego roku możemy opóźnić rozpoczęcie dializ czy przeszczepienie nerki. Poza tym chorzy czują się lepiej, ponieważ taka dieta zmniejsza obciążenie ustroju przede wszystkim różnego rodzaju metabolitami białek. Ogólnie im bardziej zaawansowana choroba nerek, tym efekt diety będzie skuteczniejszy i bardziej zauważalny dla pacjenta – mówi prof. Michał Nowicki.

W przypadku zaawansowanej, schyłkowej niewydolności nerek istotną rolę odgrywa połączenie odpowiedniej, niskobiałkowej diety z leczeniem farmakologicznym obejmującym ketoanalogi aminokwasów. W Polsce taka terapia jest dostępna dla pacjentów od marca 2021 roku w ramach programu lekowego B.113. Dieta wspierana ketoanalogami aminokwasów skutecznie wspomaga nefroprotekcję, opóźniając moment rozpoczęcia dializoterapii, co pozwala dłużej pacjentom utrzymać aktywność zawodową i wysoką jakość życia.

 Chory ma mniejsze objawy mocznicy, mniejsze powikłania i żyje dłużej bez konieczności dializ. Ma to też uzasadnienie ekonomiczne, ponieważ leczenie dializami jest bardzo drogą metodą, a tu stosuje się dietę i tabletki, dzięki którym chory przez długi czas nie będzie tych dializ potrzebować. Oceniamy, że ten okres jest dość długi, liczony w miesiącach czy nawet latach – wyjaśnia prof. Stanisław Niemczyk.

Od stycznia 2024 roku Ministerstwo Zdrowia uprościło kryteria kwalifikacji do programu lekowego B.113, co zwiększyło dostępność tej terapii. Problemem jest jednak fakt, że nadal jest on realizowany tylko w 24 placówkach nefrologicznych w Polsce, co stanowi barierę dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Zwłaszcza że leczenie wymaga regularnych, comiesięcznych wizyt. Dlatego też organizacje pacjenckie podkreślają, że potrzebna jest większa liczba ośrodków aktywnie realizujących program B.113 i wprowadzenie modyfikacji, które rozszerzyłyby jego dostępność. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Moje Nerki (OSMN) wystosowało już w tej sprawie apel do minister zdrowia Izabeli Leszczyny.

 Uważamy, że można by bardziej zliberalizować kryteria do programu, dzięki czemu więcej pacjentów skorzystałoby z pozytywnych efektów diety i leków – mówi prof. Stanisław Niemczyk. – Sam program jest też dość uciążliwy dla chorych, którzy muszą zgłaszać się do ośrodka co pięć tygodni. Jeśli chory jest stabilny, to ten okres powinien być wydłużony, a my oczywiście musielibyśmy wydawać nieco więcej leku. Chorzy, którzy są pod kontrolą, mają bardzo dużo badań krwi, dobowej zbiórki moczu na różne substancje. Uważamy, że one powinny się odbywać co trzy miesiące, a nie co miesiąc. Nie ma powodu, żeby tego pacjenta co miesiąc obciążać badaniami i wizytami u lekarzy, co też wymaga z ich strony dodatkowej pracy.

Według ekspertów nefrologicznych z całej Polski – w tym konsultanta krajowego – terapia polegająca na połączeniu odpowiedniej diety z ketoanalogami aminokwasów jest uznawana za bezpieczną, a tym samym nie wymaga szczegółowego monitorowania. Dlatego też pacjenci i lekarze apelują o dostosowanie kryteriów programu do tych rekomendacji, uzasadniając, że to rozszerzyłoby jego dostępność, ponieważ więcej ośrodków mogłoby się do niego zgłosić. To z kolei przyczyniłoby się nie tylko do poprawy jakości życia pacjentów, ale i zmniejszyło finansowe obciążenie systemu zdrowia poprzez ograniczenie liczby pacjentów wymagających kosztownych procedur medycznych, takich jak dializy czy przeszczepienie nerki.

– Około 90 proc. wszystkich środków przeznaczanych na procedury nefrologiczne w chorobach nerek jest wydatkowanych na dializoterapię. W momencie, kiedy unikniemy tak kosztownej terapii, te korzyści dla systemu będą znaczące – mówi prof. Michał Nowicki.

źródło: newseria

Nawet 80 proc. pacjentów diabetologicznych ma CRM – zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny, który prowadzi do wielochorobowości, pogorszenia jakości życia i częstszych hospitalizacji oraz sprawia, że koszty leczenia rosną 3-5 krotnie.
Eksperci z obszaru diabetologii, kardiologii i nefrologii, w trakcie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Cukrzycy 26 września 2024 r. wskazali, że nadrzędnym celem leczenia cukrzycy jest redukcja wystąpienia zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz przewlekłej choroby nerek, a w konsekwencji wydłużenie życia pacjentów.

Prof. Grzegorz Dzida, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wskazał, że od 10 lat są dostępne flozyny – leki z grupy przeciwcukrzycowych, które zastosowane na wczesnym etapie mogą zapobiec powikłaniom.

„Przyczynkiem do opisania zespołu CRM było pojawienie się w 2014 r. nowej klasy leków, zwanych flozynami. Flozyny przez to, że wywoływały cukromocz, obniżały stężenie glukozy we krwi, co prowadziło do spadku wagi pacjenta, a działanie moczopędne sprawiało, że usuwały także nadmiar sodu z organizmu, obniżając ciśnienie i poprawiając pracę nerek” – tłumaczył ekspert.

Dodał, że flozyny obniżają glikemię już po trzech dniach, a po kilku tygodniach stosowania maleje ryzyko zgonu z powodów sercowo-naczyniowych lub niewydolności nerek.

CRM jest schorzeniem wynikającym z powiązań pomiędzy cukrzycą a chorobami serca, nerek czy otyłością. Cukrzyca uszkadza naczynia krwionośne, dlatego osoby z cukrzycą są bardziej od innych narażone m.in. na udar mózgu, miażdżycę czy zawał serca. Innym schorzeniem może być przewlekła choroba nerek (PChN) obejmująca zmiany morfologiczne i czynnościowe, które zachodzą w nerkach.

„Podwyższone stężenie glukozy we krwi i jej toksyczność działa na wszystkie tkanki i narządy, które są ukrwione” – mówił prof. Dzida.

Ekspert wyjaśnił, że krew, wraz z zawartą w niej glukozą, płynie przez wszystkie narządy, jednak najbardziej zagrożone jest serce i nerki. A ponieważ nie wiadomo, które powikłanie u danego pacjenta wystąpi jako pierwsze, najważniejsza jest kompleksowa ocena pacjenta pod kątem poszukiwania powikłań narządowych.

„Ocena niewydolności serca i niewydolności nerek jest obowiązkiem diabetologa lub lekarza POZ. Dlatego u każdego pacjenta z cukrzycą jak najwcześniej wykonujemy badania funkcji nerek: eGFR i stosunku albuminy do kreatyniny w produkcji moczu dobowego. A jeżeli chodzi o serce, lekarz ma obowiązek rozpoznać pierwsze objawy niewydolności serca takie jak duszność czy obrzęki i pokierować pacjenta odpowiednią drogą” – podkreślił prof. Dzida.

Na skalę problemu zwrócił uwagę prof. Marcin Grabowski, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Mówimy o trzech jednostkach chorobowych i jeżeli rozważymy je osobno, to mamy w Polsce 1-1,2 mln pacjentów chorych na niewydolność serca, ok. 1 mln z przewlekłą chorobą nerek i 3-4 mln pacjentów z cukrzycą. To są liczby, które wzajemnie się nie wykluczają, a wręcz potęgują” – wskazał.

Prof. Grabowski dodał, że wczesne wykrycie niepokojących objawów może opóźnić dobrnięcie pacjenta do zaawansowanego etapu choroby.

„Nie zawsze możemy uchronić pacjenta przed objawami klinicznymi, ale przynajmniej możemy spowolnić ten proces, zahamować, a u wielu chorych wręcz odwrócić. Ale z drugiej strony pacjentowi, który ma dramatyczne czynniki ryzyka w postaci otyłości, hiperglikemii i bardzo wysokiego ciśnienia nie można powiedzieć >>Proszę to zredukować. Jak? – to już nie mój problem<<. Mówmy raczej: spróbujmy to zredukować o 25 proc., o 50 proc. i dążmy do tego celu” – stwierdził prof. Grabowski.

Dr Robert Małecki, kierownik Oddziału Nefrologii i Stacji Dializ w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie zwrócił uwagę, że najmłodsi pacjenci z CRM, u których wraz z cukrzycą rozwinęła się przewlekła choroba nerek, jeżeli nie są odpowiednio leczeni, tracą kilkanaście lat ze swojego życia.

„Pacjent nieleczony traci przesączanie kłębuszkowe z ogromną szybkością, ale gdy zaczyna być prawidłowo leczony, rokuje lepiej, a utrata przesączania kłębuszkowego spada niemal do poziomu fizjologicznego. Na terapii flozyną najszybciej zyskują najciężej chorzy, jednak gdybyśmy mogli leczyć na etapie najwcześniejszym, kiedy nerki są jeszcze sprawne, to ci lżej chorzy też na tym skorzystają” – wyjaśnił dr Małecki.

W opinii Moniki Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków (PSD), pacjenci objęci ryzykiem potrzebują kompleksowej opieki zdrowotnej.

„To są bardzo groźne powikłania, często wykrywane w stadium zaawansowanym. Pacjenci nie wiedzą, gdzie się udać, aby skorzystać z opieki koordynowanej, gdzie z niej skorzystać. Dlatego stworzyliśmy mapę drogową do popularyzacji tego rozwiązania w POZ. Bo trzeba działać na wczesnym etapie” – podkreśliła prezes PSD.

Dodała, że Polskie Stowarzyszenie Diabetyków edukuje pacjentów, żeby przede wszystkim byli szczerzy w rozmowie z lekarzem – nie wymagali, nie byli roszczeniowi, ale żeby w gabinecie odbywał się dialog.

Źródło: PAP MediaRoom

Najczęstszą chorobą przewlekłą jest obecnie zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny (zespół CKM). – To zaburzenie ogólnoustrojowe charakteryzujące się patofizjologicznymi interakcjami między: metabolicznymi czynnikami ryzyka, przewlekłą choroba nerek, układem sercowo-naczyniowym, które prowadzi do dysfunkcji wielonarządowej i wystąpienia niekorzystnych zdarzeń sercowo-naczyniowych – mówi kardiolog, prof. dr hab. n. med. Agnieszka Pawlak, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca PTK, Kierownik Pododdziału Niewydolności Serca i Transplantologii oraz Pracowni Echokardiografii w Klinice Kardiologii PIM MSWiA w Warszawie.
W Polsce zagrożonych wystąpieniem zespołu sercowo-nerkowo-metabolicznego może być nawet 90 proc. społeczeństwa. Ma to związek z coraz częstszym występowaniem nadwagi i otyłości. Jak wskazują dane 60 proc. Polaków ma nadwagę, a co czwarty jest otyły.

Jak tłumaczy prof. dr hab. n. med. Agnieszka Pawlak, zespół CKM obejmuje osoby zagrożone chorobą sercowo-naczyniową z powodu obecności metabolicznych czynników ryzyka, przewlekłej choroby nerek lub obu tych elementów oraz osoby z istniejącą chorobą sercowo-naczyniową, która jest potencjalnie związana lub komplikuje metaboliczne czynniki ryzyka lub przewlekłą chorobą nerek.

W Polsce niewydolność serca stwierdzana jest u 1.2 mln pacjentów (na świecie u 65 mln), cukrzyca u 3 mln chorych (na świecie 500 mln) oraz przewlekła niewydolność nerek u 4,5 mln osób (na świecie 700 mln). Występowanie którejkolwiek z tych jednostek istotnie zwiększa szanse wystąpienia dwóch pozostałych – mówi specjalistka.

Terapia na miarę
Zespół CKM to nowa jednostka, która została ogłoszona na kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Kardiologicznego (American Heart Association – AHA) w 2023 roku. W publikacji stanowiska AHA w Circulation z 2023 znajdują się informacje na temat postępowania terapeutycznego w tym zespole.

Eksperci tworzący zespół CKM zajmują się nie tylko planowaniem terapii pacjentów z już rozpoznanym CKM, ale omawiają procesy i wskazują rozwiązania, które mają zredukować wystąpienie zespołu CKM. Mowa tu o populacji, w której nie stwierdza się czynników ryzyka, czyli o osobach na etapie „0” CKM.

W tej populacji zalecana jest edukacja oraz unikanie wzrostu masy ciała. Zespół CKM nakierunkowuje nas na myślenie o nadwadze/otyłości, jako bardzo istotnym czynniku, który prowadzi do rozwoju innych jednostek chorobowych jak cukrzyca, nadciśnienie tętnicze i in. Dlatego w kolejnych etapach zaleca się redukcję masy ciała zarówno poprzez zmianę stylu życia jak i interwencje farmakologiczne (poprzez stosowanie analogów inkretyn: glukagonopodobny peptyd-1 – GLP1 i glukozozależny peptyd insulinotropowy – GIP: GLP-1, GLP1/GIP i GLP1/GIP/glukagon) czy interwencje chirurgiczne (operacje bariatryczne) – mówi prof. Pawlak. – Wskazuje się, że redukcja masy ciała o 5-10 proc. pozwala nam na lepszą kontrolę ciśnienia tętniczego, glikemii i poziomu trójglicerydów. Dalsza redukcja do około 15 proc. zmniejsza ryzyko wystąpienia powikłań sercowo-naczyniowych. W kolejnych etapach do leczenia dołączane są nowoczesne rozwiązania farmakologiczne, tu szczególna rola SGLT-2 inhibitorów, czyli flozyn, których zasadność stosowania u chorych z cukrzycą, niewydolnością serca czy przewlekłą chorobą nerek wykazano w wielu badaniach klinicznych (DAPA-HF, EMEROR – REDUCED, EMEROR-PRESERVED, DELIVER, DAPA-CKD czy EMPA– KIDNEY). Zaleca się zatem stosowanie statyn i ezetynibu u osób z nieprawidłowymi wartościami cholesterolu i jego pochodnych ze szczególnym zwróceniem uwagi na trójglicerydy. U chorych z nadciśnieniem tętniczym dodatkowo terapię możemy wesprzeć stosowaniem ACE inhibitowami i ARB (antagonista receptora angiotensyny II). U chorych z niewydolnością nerek i cukrzycą finerenonem. W przypadku wystąpienia pełnoobjawowej choroby sercowo-naczyniowej jak np. niewydolności serca, należy stosować również zalecenia odnoszące się do tych jednostek, czyli w tym przypadku fundament stanowi terapia oparta o cztery filary (ACE-I/ ARNI, BB, MRA, SGLT-2). – dodaje.

Specjalistka podkreśla, że bez wątpienia dokonujący się postęp powoduje możliwość szycia terapii na miarę do potrzeb chorego.

Jak w Polsce przedstawia się diagnostyka zespołu CKM  
Zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny to jednostka, która dotyczy zmian w różnych narządach, podzielono ją w zależności od zaawansowania na kilka stadiów (od stadium zero do stadium cztery). Ma to szczególne znaczenie, kiedy mowa o diagnostyce tego schorzenia – mówi prof. Pawlak.
Na tym etapie powinniśmy rozpocząć nasze intensywniejsze działania odnoszące się do stylu życia. O ile w fazie „0” monitorujemy a prawidłowe parametry utwierdzają nas w naszych właściwych wyborach, to w stadium „1” powinniśmy podjąć wysiłek redukcji masy ciała i powrotu do właściwych wartości glikemii. Dla osób, którym nie udaje się stylem życia zredukować masy ciała zaleca się rozwiązania farmakologicznie, jakim są analogii inkretyn (GLP-1 i GIP) – wskazuje prof. Pawlak.
Tu kluczowe znaczenie mają badania zarówno laboratoryjne opisujące nam dysfunkcję serca jak i szeroki wachlarz badań obrazowych poczynając od badania echokardiograficznego serca, przez tomografię naczyń wieńcowych, szyjnych, mózgowych, rezonans serca – mówi specjalistka.

Ekwiwalentem subklinicznych postaci choroby sercowo-naczyniowej czy niewydolności serca jest przewlekła niewydolność nerek w stadium 4 lub 5 jak i wysokie ryzyko sercowo-naczyniowe wyliczone na podstawie kalkulatorów ryzyka CVD.

Dziś duży problem stanowi dostęp do badań obrazowych w kardiologii zarówno echokardiograficznych (ale tu mamy nadzieję, że wprowadzenie koordynowanej opieki niewydolności serca w POZ częściowo rozwiąże ten problem) jak i tomografii komputerowej naczyń oraz rezonansu magnetycznego serca. Ciągle niewystarczająca liczba specjalistów radiologii w ocenie badań z zakresu kardiologii powoduje, że czas oczekiwania na opis jest wydłużony – mówi prof. Pawlak.
Na tym etapie potrzebujemy już szerokiego wachlarza diagnostycznego, laboratoryjnego jak i obrazowego. I niestety mamy kolejki chorych czekających na pełną diagnostykę i inicjację leczenia – podsumowuje prof. Agnieszka Pawlak.   
 
 
Autor: red. Katarzyna Redmerska
Przewlekła choroba nerek (PChN) jest jedną z najczęściej występujących chorób w Polsce, dotyczy ona 4,7 mln. Polaków po 40 roku życia. Co istotne, PChN dotyka każdej komórki w organizmie – chorują nie tylko nerki, ale też serce, nerwy, kości, jelita, oczy, mózg, to choroba ogólnoustrojowa. Niestety nawet 93% osób nie wie, że ją ma. Tymczasem, aktualnie mamy ogromne możliwości zatrzymania postępu choroby i ograniczenia jej powikłań. – podkreśla prof. dr hab. n. med. Ryszard Gellert, Konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii, Dyrektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Zapraszamy do obejrzenia wywiadu z Profesorem Ryszardem Gellertem.

Przewlekła choroba nerek skraca życie i to nie tylko schyłkowa niewydolność nerek, kiedy nerki w ogóle przestają pracować, skraca życie od samego początku. Najpierw o 20% oczekiwaną długość życia, potem o 30%, a potem 80%. Więc warto jak najwcześniej PChN wykryć.

Bardzo istotne jest, aby wiedzieć, że przewlekłą chorobę nerek definiuje się jako zmniejszenie filtracji kłębuszkowej, którą w badaniu kreatywny w surowicy opisuje się słowami, eGFR, które powinno wynosić > 60 ml/min/1,73 m² u. Jeśli utrzymuje się poniżej 60 ml/min/1,73 m² przez co najmniej 3 miesiące, to w tym momencie możemy podejrzewać przewlekłą chorobę nerek albo nerkę, która się starzeje. To zależy od wieku pacjenta i dopiero, jeżeli ten stan niesie konsekwencje zdrowotne i trwa co najmniej 3 miesiące, stawiamy diagnozę PChN. Drugi objaw, to pojawienie się białka lub albuminy w moczu, ich obecność jest zawsze niepokojąca.

Dowiedz się więcej – obejrzyj wywiad.

Polecamy także:

https://medicalpress.pl/zdrowie-wspolna-sprawa/choroby-nerek-zabijaj-tak-samo-jak-rak-wykryj-i-lecz-zacznij-od-prostych-bada-moczu_KQAoP81ve0/