Medicalpress
Jesień potrafi wyciszyć tempo codzienności, ale u wielu osób uruchamia również spadek nastroju, energii i motywacji. Zamiast przypływu melancholii, bywa że pojawia się wyraźne przeciążenie – senność, rozdrażnienie i poczucie odizolowania. To właśnie w takim okresie wyjątkowego znaczenia nabierają relacje. Wspierająca obecność partnera, rozmowa, umiejętność mówienia o tym, co trudne – często działają skuteczniej niż kolejne kubki kawy czy postanowienia o „wzięciu się w garść”.
Najnowszy raport „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz”, przygotowany z inicjatywy Gedeon Richter, pokazuje jasno: jesienno-zimowy spadek nastroju możemy łagodzić nie tylko światłem i ruchem, lecz przede wszystkim bliskością. Zaufanie, życzliwa komunikacja i otwartość emocjonalna stają się fundamentem dobrostanu – także wtedy, gdy rozmowy o psychice wciąż bywają dla wielu par trudne lub krępujące.

Jesienno-zimowa aura potrafi mocno wpływać na nasze samopoczucie. U wielu osób prowadzi do spadku energii, motywacji i chęci do działania. Chociaż dokładna przyczyna tych dolegliwości nie jest znana, mogą być one związane ze zmniejszoną ekspozycją organizmu na światło słoneczne, co negatywnie wpływa na hormony. Obniżony zostaje poziom serotoniny, odpowiedzialnej m.in. za dobry nastrój, a zwiększony poziom regulującej sen melatoniny. To wszystko prowadzi do uczucia ciągłej senności i zmęczenia[1].

Przynajmniej u części z nas, sezonowy spadek samopoczucia i zaburzenia nastroju są na tyle intensywne i regularne, że mogą być powodem zwolnienia lekarskiego. Statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wskazują[2], że problem ten jest poważny: w 2024 roku liczba dni zwolnienia lekarskiego z powodu zaburzeń nastroju wzrosła o 16,2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, osiągając łącznie ponad 30,3 miliona dni.

W takich momentach szczególnie ważne jest wsparcie partnera. Partnera, którego obecność może działać jak bufor chroniący przed izolacją i samotnością, które często towarzyszą jesienno-zimowym nastrojom3. Jak pokazuje raport1 firmy Gedeon Richter „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz”, dla większości z nas relacja oparta na zaufaniu, szczerości i wzajemnym wsparciu to jeden z filarów dobrego życia. Aż 83 proc. badanych wierzy, że związek może być trwały na całe życie, a 60 proc. przyznaje, że jego początkiem było zakochanie.

Nie zawsze jednak umiemy rozmawiać o emocjach. Choć 80 proc. badanych deklaruje, że może otwarcie rozmawiać z partnerem na każdy temat, a niewiele mniej twierdzi, że na bieżąco rozwiązuje problemy (76 proc.), rzeczywistość bywa bardziej złożona. 40 proc. unika trudnych rozmów, a co trzeci badany ma trudności z wyrażaniem swoich emocji1.

Nazywanie swoich emocji i uczuć wydaje się WIELU osobom szczególnie trudną umiejętnością. Rozumiem. Po pierwsze, to CZASAMI w jakiś sposób nas obnaża, DOTYCZY naszej intymności. PO DRUGIE, Niestety, bywa wykorzystywane potem jako nasza słabość, zwłaszcza w konfliktach czy awanturach, kiedy słyszymy słowa: „bo Ty to jesteś…”, „bo Ty zawsze…”, „bo Ty nigdy…” – wyjaśnia Magdalena Kuszewska, trenerka komunikacji, dziennikarka, ekspertka intymności.

Warto, aby przy wspólnej rozmowie poza samymi słowami, okazywać otwartość, szacunek i chęć zrozumienia drugiej strony również poprzez postawę, codzienne gesty. Szczególnie gdy kwestie dotyczą naszego zdrowia. Ponieważ Gedeon Richter od lat dba o zdrowie Polaków, w raporcie nie zabrakło także tego zagadnienia. Jak to wygląda u ankietowanych osób?

Zdecydowana większość, bo aż 88 proc. ankietowanych ma sporą świadomość ogólnych problemów zdrowotnych partnera czy partnerki, często też przypominają sobie wzajemnie o badaniach profilaktycznych (72 proc.). Niestety aż jedna czwarta wyznała, że zdrowie i samopoczucie psychiczne są tematami tabu w ich związku i w ogóle ich nie poruszają1.

Temat zdrowia psychicznego często stanowi tabu w związkach, mimo że partnerzy są świadomi swoich problemów zdrowotnych. Pary chętniej rozmawiają o zdrowiu fizycznym, bo te tematy są łatwiejsze w nazwaniu, przez co dla wielu osób okazują się bezpieczniejsze w komunikacji. Kwestie psychiczne wciąż wywołują wstyd i obawę przed oceną, co utrudnia otwartą rozmowę na ten temat – podkreśla dr n. med. Robert Kowalczyk, prof. UMW – psycholog, psychoterapeuta i seksuolog z Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Otwarta i szczera rozmowa o zdrowiu psychicznym i potrzebie wsparcia powinna być standardem w każdym związku. Mówienie partnerowi o swoich trudnościach pozwala mu zrozumieć, co się dzieje, zamiast domyślać się i czuć się odrzuconym. Ważne jest, by rozmowy te były prowadzone w atmosferze akceptacji i braku osądu.

Co możemy zrobić dla siebie w walce z obniżonym sezonowo nastrojem? Za jeden z kluczowych elementów uważa się aktywność fizyczną, ponieważ ćwiczenia potrafią złagodzić stres. Badania wykazały, że 20-minutowy wysiłek fizyczny co najmniej trzy razy w tygodniu może wspomagać produkcję serotoniny i poprawiać nastrój3. Korzystne są zwłaszcza ćwiczenia na świeżym powietrzu.

Z tym na szczęście nie mamy problemu – ponad połowa ankietowanych par stara się wspólnie uprawiać sport, nie tylko z myślą o sobie, lecz także o partnerze czy partnerce. Najczęściej są to maszerowanie lub spacerowanie (81 proc.) oraz jazda na rowerze (54 proc.).

W obliczu jesienno-zimowej chandry wsparcie partnera okazuje się nieocenione. Stabilna, oparta na wzajemnym szacunku i otwartej komunikacji relacja działa jak naturalne światło – pomaga przetrwać sezonowy spadek energii i odzyskać emocjonalną równowagę. Jesień może być momentem, w którym uczymy się uważności na siebie i drugą osobę. Wspólna rozmowa, empatia i troska o zdrowie psychiczne to inwestycja nie tylko w dobre samopoczucie, ale też w trwałość relacji.

Raport „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz” jest dostępny na stronie zdrowa-ona.pl

[1] Mayo Clinic, Seasonal affective disorder: More than feeling sad, https://www.mayoclinichealthsystem.org/hometown-health/speaking-of-health/seasonal-affective-disorder-more, data dostępu: 12.11.2025 r.
[2] „Absencja chorobowa w 2024 r.”, Raport Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Warszawa 2025, https://www.zus.pl/baza-wiedzy/statystyka/opracowania-tematyczne/absencja-chorobowa, data dostępu: 12.11.2025 r.

Źródło: informacja prasowa

Choć samotność dotyka coraz większej liczby osób, wciąż pozostaje tematem tabu. Nowe badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu rzucają światło na to, jak głęboko zakorzeniona jest społeczna stygmatyzacja tego stanu. Okazuje się, że wielu Polaków nie przyznaje się do samotności nie dlatego, że jej nie odczuwa – lecz dlatego, że się jej wstydzi. Zwłaszcza mężczyźni oraz osoby pozostające w związkach ukrywają swoje emocje z obawy przed negatywną oceną otoczenia. Wyniki eksperymentalnego badania ujawniają rozbieżność między rzeczywistym doświadczeniem samotności a deklaracjami respondentów, wskazując na ciche cierpienie, które coraz częściej przybiera rozmiary społecznej epidemii.
W eksperymentalnym badaniu wzięło udział 3376 osób z całej Polski powyżej 18 roku życia. W pierwszej kolejności naukowcy z UMW zastosowali skalę DJGLS (De Jong Gierveld Loneliness Scale) – narzędzie, które pośrednio oceniało nasilenie samotności. Słowo to nie pojawiło się jednak w żadnym stwierdzeniu, a badani opisywali m.in. swój stan emocjonalny, poczucie bliskości i relacje społeczne. Następnie wykorzystano skalę oceny zjawiska stygmatyzacji samotności (np. „Bycie samotnym(ą) oznaczałoby, że coś jest ze mną nie tak”„Gdybym był(a) samotny(a), inni zakładaliby, że nie włożyłem(am) wystarczającego wysiłku, aby nie czuć się w ten sposób”). Na końcu – na podstawie jednego ze stwierdzeń skali Center for Epidemiologic Studies Depression (CES-D) – respondenci odpowiadali na bezpośrednio zadane pytanie o poczucie osamotnienia i częstość jego występowania.

Uczucie, które zawstydza

Wyniki były zaskakujące: w badaniu opartym na skali DJGLS aż 61 proc. osób przyznało, że odczuwa samotność, a 27 proc. doświadcza jej w nasilonej formie. Gdy jednak zapytano wprost, liczby wyraźnie spadły – samotność zadeklarowało 34 proc. ankietowanych, a 6,5 proc. wskazało, że towarzyszy im ona przez większość tygodnia. Skąd taka rozbieżność?

– To nie jest kwestia błędu pomiarowego. Wyniki wcześniejszych badań również pokazały, że samotność, choć coraz bardziej powszechna, jest jednym z najbardziej wypieranych stanów emocjonalnych. Ludzie nie przyznają się do niej, zwłaszcza gdy są pytani bezpośrednio. To oznacza, że naukowcy, chcąc rzetelnie poznać skalę zjawiska, powinni sięgać po inne narzędzia badawcze – ocenia prof. Błażej Misiak, kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który z Kacprem Żełabowskim, studentem kierunku lekarskiego na UMW, pracuje nad artykułem Silent suffering: Exploring the link between loneliness stigma and its underreporting in the general population sample” („Ciche cierpienie: Związek między stygmatyzacją samotności a jej zaniżonym zgłaszaniem w populacji ogólnej”), podsumowującym rezultaty badań. Projekt jest finansowany ze środków uczelni w ramach zadania „UMW w Świetle Doskonałości Naukowej 2024-2026”.

Dlaczego ukrywamy samotność?

To jednak nie koniec – badacze postanowili sprawdzić, dlaczego nie przyznajemy się do samotności. Analiza wyników kwestionariusza mierzącego stopień stygmatyzacji tego stanu – zarówno z perspektywy społecznej, jak i osobistej – nie pozostawia wątpliwości. Za milczeniem stoi obawa przed oceną innych, którzy mogliby uznać, że np. brak przyjaciół wynika z naszej winy, że nie umiemy rozmawiać z ludźmi, że nie dość staramy się, aby nawiązać wartościowe kontakty.

– Osoby, które są samotne, odczuwają wstyd i skrępowanie. Boją się do tego przyznać nie tyle przed sobą, co przed innymi, ponieważ spodziewają się, że będą napiętnowane przez otoczenie. Im silniejsze jest przekonanie, że opinia społeczna postrzega samotność jako coś niewłaściwego, tym bardziej respondenci ukrywają ten stan – dodaje prof. Błażej Misiak i przyznaje, że są grupy, które szczególnie niechętnie mówią o doświadczaniu samotności.

Mężczyźni przeżywają ją w ciszy

Na czele listy znajdują się mężczyźni, którzy najrzadziej przyznawali się do poczucia osamotnienia. Wiąże się to z kulturowym stereotypem osoby silnej, samowystarczalnej i emocjonalnie stabilnej. – Dodatkowo panowie częściej przejawiają cechy narcystyczne, co kłóci się z tradycyjnym wyobrażeniem osoby samotnej. Trudniej im też mówić o emocjach, ponieważ postrzegają to jako oznakę słabości – tłumaczy prof. Błażej Misiak.

Kolejną grupą są osoby pozostające w związkach. Dla nich świadomość, że mimo obecności partnera czują się samotne, jest trudna do zaakceptowania. Uważają, że przyznanie się do tego może być odebrane jako sygnał, że związek nie jest szczęśliwy, relacja przechodzi kryzys lub para jest niedobrana. Dlatego wypierają samotność i tłumią emocje.

W przypadku osób z objawami depresyjnymi i lękowymi, zespół zaobserwował odwrotną zależność: im większe ich nasilenie, tym większa otwartość w mówieniu o samotności. – Prawdopodobnie można to tłumaczyć silniejszą tendencją do odczuwania i relacjonowania negatywnych emocji – wyjaśnia kierownik Katedry i Kliniki Psychiatrii UMW, dodając, że dokładniejszych danych i możliwości interpretacji związków czasowych ocenianych zjawisk dostarczy drugi etap badania, zaplanowany po sześciu miesiącach od wyjściowej oceny ankietowanych.

Niedoszacowana epidemia

Wnioski są jednak niepokojące. – Zjawisko samotności może być większe niż dotychczas wskazywano, a jego niedoszacowanie oznacza, że problem staje się epidemią, którą wiele osób przeżywa w milczeniu – podkreśla prof. Błażej Misiak. – Musimy temu przeciwdziałać, choćby poprzez edukację i głośne mówienie, że samotność to stan, który może dotknąć każdego i nie powinien być ani powodem do wstydu, ani kojarzony z porażką.

Źródło: Komunikat Prasowy