Medicalpress

Sytuacja ekonomiczna i jakość snu mają większe znaczenie dla poczucia samotności wśród polskich seniorów niż wiek. Główny wpływ na to, czy seniorzy w Polsce czują się młodsi niż wynika z ich metryki, ma zdrowie. Wśród polskich seniorów obserwuje się narastające rozwarstwienie ekonomiczne – to tylko kilka wniosków płynących z najnowszej edycji raportu Fundacji SenorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”.

Cyfryzacja, życie społeczne, zdrowie i jakość życia – to obszary zainteresowania badania, które stało się punktem wyjścia do przygotowania VI edycji raportu „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. Podczas konferencji inaugurującej najnowszą edycje publikacji, która odbyła się w środę 28 października w Warszawie, eksperci z różnych dziedzin analizowali wnioski płynące z raportu i zastanawiali się w jaki sposób społeczeństwo i osoby oraz instytucje kreujące politykę senioralną mogą wesprzeć polskich seniorów.

 – Dziękuję, że niestrudzenie ciągle realizujecie wiele projektów, które są projektami nowatorskimi, powiedziałabym dość cyfrowymi, w odpowiedzi na tę wielką potrzebę drugiego człowieka. A szczególnie to, o czym rozmawiamy ostatnio i co nas bardzo interesuje, kwestia jak wykorzystać nowe technologie do wspierania osób starszych w opiece – zwróciła się do organizatorów i uczestników konferencji Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz.

Cyfryzacja – czy seniorzy czują się bezpiecznie w sieci?

Pierwszym tematem dyskusji panelistów była cyfryzacja. Jak wynika z raportu, polscy seniorzy czują się względnie bezpieczni w sieci. Co ciekawe, na poczucie bezpieczeństwa wpływu nie ma np. wiek, ale już zasobność portfela jak najbardziej. Im lepsza sytuacja materialna seniora, tym subiektywnie większe poczucie bezpieczeństwa w sieci. We wszystkich badanych grupach wiekowych, seniorzy chętnie korzystają z Internetu. Online „praktycznie cały czas” jest ok. 67–70% osób w każdej grupie wiekowej, także po 80. roku życia.

– Internet jest dla seniorów nie tylko miejscem komunikacji, ale narzędziem załatwiania podstawowych spraw życiowych: finansów, zakupów, kontaktu z innymi, pozyskiwania informacji i korzystania z nowych technologii. Wysoki deklarowany poziom poczucia bezpieczeństwa seniorów w Internecie nie powinien być utożsamiany z wysokim poziomem faktycznych kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa. Szczególnie istotna jest grupa osób, które nie potrafią jednoznacznie ocenić swojego bezpieczeństwa. Może to oznaczać potrzebę wzmacniania nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim umiejętności rozpoznawania sytuacji ryzykownych i podejmowania właściwej decyzji – skomentowała nadkomisarz Magdalena Niemotko, ekspert ds. polityki społecznej w Wydziale Międzynarodowej Współpracy Policji Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, seniorzy zostali zapytani także o to, czy wolą obsługę przez drugiego człowieka czy przez system/aplikację. Chociaż najczęściej wskazywali na chęć kontaktu z drugim człowiekiem (46,4%), to są otwarci również na obsługę z wykorzystaniem AI, jednak to zależy od rodzaju załatwianej sprawy.

– Wyniki sugerują potrzebę modelu hybrydowego, w którym technologie i AI upraszczają codzienne czynności, ale nie zastępują człowieka tam, gdzie potrzebny jest kontakt, rozmowa i indywidualne wsparcie. Zasadne jest więc włączanie technologii, w tym AI w usługi na rzecz seniorów, ale przy zachowaniu zasady „human in the loop”, technologia ma bowiem zawsze służyć człowiekowi – skomentowała Mariola Jóźwiak-Węclewska, główny specjalista w Wydziale Innowacyjnych Polityk Publicznych Departamentu Badań i Innowacji Ministerstwa Cyfryzacji.

Życie społeczne – skąd bierze się samotność i jak powszechne jest to zjawisko?

Głównym zagadnieniem omawianym w odniesieniu do życia społecznego była kwestia poczucia samotności wśród polskich seniorów. Co ciekawe, najsilniejsza zależność, która jest obserwowana już od kilku edycji badania, wynika z treści życia. Im bardziej wypełnione życie seniora różnymi zajęciami, tym mniejsze deklarowane poczucie samotności. Podobnie ważną korelację zaobserwowano pomiędzy poczuciem samotności a jakością snu. Odsetek seniorów deklarujących poczucie samotności jest aż 6-krotnie niższy wśród osób, które regularnie dobrze się wysypiają i czują się wypoczęci.

W trakcie debaty Łukasz Salwarowski, Prezes Stowarzyszenia MANKO i redaktor naczelny Głosu Seniora, zwrócił uwagę na fakt, że dość powszechnym zjawiskiem jest deklarowane poczucie samotności wśród seniorów, którzy żyją w małżeństwie. – W skali ogólnopolskiej to jest 2 miliony. Czyli 2 miliony osób w Polsce, żyje w związku, w małżeństwie i czuje się samotna! To bardzo głęboka myśl dla nas wszystkich.

Podobne wnioski płyną z badania SeniorApp. Chociaż bardzo często wskazuje się, że mieszkanie w pojedynkę jest kluczowym czynnikiem ryzyka samotności, to zależność ta nie jest aż tak silna, jak można byłoby oczekiwać. Wśród seniorów mieszkających w pojedynkę (ok. 30% badanych) ok. 45% deklaruje poczucie samotności, wśród osób mieszkających z kimś ten wskaźnik wynosi 26%.

Ciekawostką jest fakt, że wiek nie ma niemal zupełnie znaczenia dla tego, czy czujemy się bardziej samotni. Najmłodsi seniorzy (w wieku 55–65 lat) są najbardziej samotni nawet częściej (35%) niż osoby w wieku 66–80 lat (24–26%). Wyraźnie więcej samotnych jest dopiero po 80. roku życia. Jednak czynnikiem, który wpływa na to poczucie jest płeć. Znacznie częściej z samotnością mierzą się mężczyźni – blisko 1/3 badanych panów deklaruje wysoki i umiarkowanie wysoki poziom samotności. W przypadku kobiet takich odpowiedzi udzieliło mniej niż 1/5 badanych.

Jak zauważa Konrad Schroeder, psycholog społeczny i właściciel marki Moc dla Seniora. – Ten negatywny trend koreluje z globalnymi doniesieniami naukowymi m.in. na łamach „Nature Communications”, gdzie dowiedziono, że izolacja skraca życie w zdrowiu psychicznym mężczyzn aż o 5,8 roku. W obliczu tych danych kluczową rekomendacją dla instytucji wspierających staje się tworzenie celowanych klubów aktywizacji dla starszych mężczyzn, a dla samych seniorów – odważne przełamywanie samotności.

Zdrowie – kluczowy czynnik w codziennym funkcjonowaniu

Niezmiennie od lat kluczowym wyzwaniem związanym ze stanem zdrowia seniorów jest wielochorobowość. Sześć na dziesięć osób po 55. roku życia choruje na więcej niż jedną chorobę przewlekłą. To właśnie ten wskaźnik, a nie wiek, decyduje o tym, jak senior ocenia swoje zdrowie. Co ciekawe, mężczyźni częściej deklarowali dobry i bardzo dobry stan zdrowia (łącznie 47,1% wskazań) niż kobiety (43,4%). Jednocześnie odsetek wskazań „źle” i „bardzo źle” również wyższy był w grupie mężczyzn (14,6%) niż kobiet (11%), wśród których dominowały wskazania „przeciętnie” (45,6%).

W związku z wielochorobowością, istotnym problemem jest także przyjmowanie różnych leków i interakcje między nimi. W trakcie debaty uwagę zwróciła na to m.in. prof. Dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska. – W tej chwili praktycznie rzecz biorąc nie mamy możliwości popatrzenia na to, co pacjent przyjmuje. W systemie, który jest, niestety nie mamy wglądu w leki przepisane przez innych lekarzy. (…) Warto zweryfikować i uważam, że każdy z nas lekarzy, bez względu na specjalizację, powinien popatrzeć bardzo szeroko na pacjenta pod względem leków, jakie przyjmuje.

Jak zauważyła Gabriela Kwestarz-Byczysko, Prezes Zarządu DOZ Fundacja dbam o zdrowie, pacjenci w Polsce sami mają możliwość skonsultowania listy przyjmowanych leków ze specjalistą farmacji np. w aptece. Co więcej istnieje specjalna infolinia umożliwiająca przeprowadzenie ze specjalistą konsultacją o przyjmowanych lekach pod numerem 42 200 60 50. – Jest to telefon ogólnopolski. Od poniedziałku do soboty seniorzy mogą porozmawiać z drugim seniorem, a dużo dzisiaj o samotności tu mówimy, który wypełni czasami tę pustkę bycia samemu w domu czy braku rozmówcy. A dodatkowo w każdą środę prowadzimy przez 4 godziny rozmowy z farmaceutą, który może spokojnie, bez obawy, że ktoś tam w kolejce z tyłu w aptece czeka, porozmawiać o przyjmowanych lekach.

Oprócz kwestii związanych z chorobami, Fundacja SeniorApp bada także podejście seniorów do profilaktyki. Na przestrzeni kolejnych edycji badania nie zmienia się ich nastawienie do szczepień ochronnych. Wciąż jest to grupa, która deklaruje duże zaufanie do szczepień i otwartość na ich przyjmowanie. Warunkiem jest jednak bezpłatny dostęp – 88,5% ankietowanych odpowiedziało, że ich zdaniem szczepienia ochronne dla seniorów powinny być bezpłatne. Jak skomentował prof. Dr hab. n. med. Ernest Kuchar, praktyka pokazuje, że to znacząco zwiększa skłonność seniorów do korzystania z tej formy profilaktyki. – Od kiedy szczepionki przeciw RSV i półpaścowi trafiły na listę 65, liczba szczepień przeciwko półpaścowi wzrosła z ok. 15 tys. w 2024 r. do ponad 177 tys. w 2025 r., a przeciw RSV w sezonie 2025/26 zaszczepiło się ponad 600 tys. osób.

Młody jak polski senior – jakość życia

Polscy seniorzy na ogół deklarują, że czują się młodziej, niż wynika to z metryki. Taką odpowiedź wskazało 63% badanych. Kluczowe znaczenie w odpowiedzi na to pytanie miał jednak stan zdrowia. Wśród tych, którzy cieszą się dobrym zdrowiem młodziej czuje się 84% osób, przy złym stanie zdrowia odsetek wskazań dla tej odpowiedzi spada do jedynie 35%. W podziale na poszczególne grupy wiekowe tylko w grupie respondentów po 80. roku życia odsetek wskazań „czuję się na tyle lat ile mam” był wyższy (50,6%) niż „czuję się młodziej niż mój rzeczywisty wiek” (44,2%).

O tym, że kluczowe znaczenie na jakość życia seniorów ma zdrowie, świadczą także wyniki odpowiedzi na pytanie o to, czego najbardziej obawiają się polscy seniorzy myśląc o swojej starości. Aż 7 na 10 badanych obawia się chorób oraz niedołężności, a niemal co drugi bycia ciężarem dla bliskich. Wiele osób (40,2%) wskazywało także na strach przed utratą pamięci.

Co ciekawe, stosunkowo niewiele osób wskazało wśród obaw na złe warunki życia i biedę. Jednocześnie raport SeniorApp wskazuje, że sytuacja ekonomiczna seniorów w Polsce charakteryzują się coraz większym rozwarstwieniem, co przekłada się także na jakość ich życia. Pogorszenie sytuacji ekonomicznej w ostatnim roku zgłosiło aż 52% osób w złej sytuacji i tylko 2% najzamożniejszych. Z kolei poprawę odczuło aż 41% najzamożniejszych i jedynie 9% najuboższych.

Wszystkie te elementy mają wpływ na codzienne samopoczucie i dobrostan psychiczny. W trakcie debaty eksperci zwrócili uwagę na potrzebę zwiększenia zainteresowania właśnie tym obszarem i to nie tylko z perspektywy systemowej. – Potrafimy bardzo łatwo ocenić, kiedy komuś coś dolega fizycznie. Tu kuleje, tu pojawia się grymas na twarzy, widzimy, że coś dolega. (…) Możemy też być sprawni fizycznie, a niekoniecznie odczuwać dobrostan psychiczny. I odwrotnie, ten brak dobrostanu psychicznego może prowadzić do tego, że brakuje nam chęci, zapału i wigoru i też odbija się na zdrowiu fizycznym – zauważyła Anna Bielawska-Jutrzenka, zastępca Dyrektora Departamentu Pomocy Społecznej w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Za naszych bliskich jesteśmy odpowiedzialni. Pomoc społeczna ma tę odpowiedzialność uzupełniać, ale nie może jej całkowicie przejmować (…). Chciałbym, żeby każdy starszy człowiek, kiedy powie, że nie chce być ciężarem, usłyszał od nas: „jesteś dla nas ważny”, „możesz na nas liczyć”. Ale potem, żeby naprawdę mógł na nas liczyć – powiedział Maciej Klimek, Członek Rady ds. Polityki Senioralnej przy Prezesie Rady Ministrów i kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wojkowicach.

O raporcie

Fundacja SeniorApp prowadzi badania wśród seniorów od 2021 r. Ankieta ma charakter ogólnopolski i trafia do ok. 1500-2000 osób, a dobór próby jest losowo-kwotowy. Uzyskane dzięki ankietom wyniki służą do przygotowania raportu „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. W tym roku Fundacja SeniorApp wydała już VI edycję publikacji.

Patronaty honorowe nad tegoroczną edycją raportu objęli: Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, Główny Inspektorat Sanitarny, Marszałek Województwa Łódzkiego Joanna Skrzydlewska, Krajowa Izba Fizjoterapeutów, Wojewoda Łódzki Dorota Ryl, Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik, Główny Urząd Statystyczny, Warszawska Rada Seniorów i Stowarzyszenie Fundamenty Długowieczności. Partnerami raportu są DOZ Fundacja dbam o zdrowie, GSK, Moc dla Seniora, SiDLY.

Z kolei konferencji, która odbyła się 28 października patronatu honorowego udzielili: Ministerstwo Cyfryzacji, Pełnomocnik Rządu do spraw Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy Rafał Trzaskowski, Prezydent Miasta Łodzi Hanna Zdanowska, Ambasada Królestwa Danii, Marszałek Województwa Łódzkiego Joanna Skrzydlewska, Krajowa Izba Fizjoterapeutów, Wojewoda Łódzki Dorota Ryl, Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik, Główny Urząd Statystyczny, Warszawska Rada Seniorów i Stowarzyszenie Fundamenty Długowieczności.

Patronami medialnymi publikacji i wydarzenia są: Serwis Samorządowy PAP, Portal 60+, Głos Seniora, Super Senior, My60+, Ogólnopolska Karta Seniora, Silver TV, Podlaski Senior, Krajowa Izba Domów Opieki, TechnoSenior, MedicalPress, Forum 4 Czerwca, Art. Of Training, Krajowa Izba Managerów Opieki Senioralnej, Pion.pl, Instytut Dobrostanu i Rozwoju.

Źródło: Fundacja SeniorApp

Wraz z początkiem sezonu jesienno-zimowego w całej Polsce ruszyły bezpłatne szczepienia przeciw COVID-19 na sezon 2026/2027. Szczepienie jest dostępne dla osób od 12. roku życia, a szczególnie rekomendowane osobom w wieku 60 lat i starszym oraz osobom narażonym na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Szczepienie jest bezpłatne i nie wymaga e-skierowania. Osoby dorosłe mogą się zaszczepić w placówce podstawowej opieki zdrowotnej lub w aptece.

Obecnie w Polsce działa już ponad 2,8 tys. aptecznych punktów szczepień.

– Farmaceuci odgrywają kluczową rolę w ochronie pacjentów przed COVID-19 i nadal zależy nam na tym, aby dostęp do szczepień był jak najłatwiejszy. Wraz z początkiem sezonu infekcji dróg oddechowych szczególnie ważne jest, aby osoby narażone na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby zadbały o odpowiednią ochronę – mówi dr n. farm. Mikołaj Konstanty, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Początek jesieni przyniósł ponowny wzrost aktywności koronawirusa w Polsce. Według Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS) na początku października wzrosła liczba przypadków COVID-19, szczególnie wśród dzieci i osób młodych.

Jednak liczba szczepień przeciw COVID-19 w Polsce pozostaje w tym sezonie na bardzo niskim poziomie. Do 11 października 2026 roku odnotowano zaledwie 67,5 tys. szczepień, czyli ponad dwukrotnie mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku i znacznie mniej niż szczepień przeciw grypie, których w obecnym sezonie wykonano już ponad 1,1 mln. Jednocześnie COVID-19 nadal jest przyczyną hospitalizacji, szczególnie wśród osób starszych i osób z chorobami współistniejącymi.

COVID-19 nadal może prowadzić do poważnych powikłań, szczególnie u osób starszych i osób z chorobami współistniejącymi. Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia szczepienie jest rekomendowane osobom w wieku 60 lat i starszym, osobom z chorobami przewlekłymi lub obniżoną odpornością, kobietom w ciąży, mieszkańcom placówek opieki długoterminowej oraz pracownikom ochrony zdrowia.

Osoby, którym zaleca się szczepienia zarówno przeciw grypie, jak i COVID-19, mogą przyjąć je podczas jednej wizyty. Zgodnie z rekomendacjami ekspertów koadministracja obu szczepień jest zalecanym rozwiązaniem i pozwala ograniczyć liczbę wizyt potrzebnych do uzyskania ochrony przed obiema infekcjami.

– Osoby, u których jest to wskazane, mogą podczas jednej wizyty przyjąć szczepienie przeciw COVID-19 oraz przeciw grypie – jest to bezpieczny i wygodny sposób ochrony przed obiema infekcjami. Ponieważ e-skierowanie nie jest wymagane, zachęcam osoby z grup ryzyka, aby skontaktowały się z najbliższą apteką realizującą szczepienia, porozmawiały z farmaceutą o swoich potrzebach w zakresie profilaktyki i umówiły termin szczepienia – mówi dr n. farm. Mikołaj Konstanty.

Osoby, które mają wątpliwości dotyczące szczepienia przeciw COVID-19, mogą się skonsultować z farmaceutą lub innym pracownikiem ochrony zdrowia. Najbliższą aptekę wykonującą szczepienia można znaleźć na stronie pacjent.gov.pl/zaszczep-sie-w-aptece, a następnie skontaktować się z wybraną placówką w celu umówienia terminu. Część aptek umożliwia również rezerwację terminu online, m.in. za pośrednictwem serwisu GdziePoLek.pl. Warto również pomóc starszym członkom rodziny lub osobom wymagającym opieki w umówieniu się na szczepienie.

Źródło: Newseria

Złamanie osteoporotyczne może oznaczać nie tylko utratę samodzielności, ale również poważne obciążenie finansowe dla pacjenta i jego bliskich. Prywatna operacja, wielotygodniowa rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego i opieka domowa generują wydatki, które mogą wielokrotnie przekraczać oszczędności gospodarstwa domowego. Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy zwrócono uwagę na ekonomiczne konsekwencje choroby, która w Polsce dotyka ponad 2,3 mln osób. Przedstawione szacunki pokazują, że koszty powrotu do sprawności po złamaniu mogą wynieść nawet 50 tys. zł, a część rodzin poszukuje wsparcia finansowego poprzez internetowe zbiórki.

Z okazji przypadającego 20 października Światowego Dnia Osteoporozy przypominamy, że osteoporoza to nie tylko wyzwanie medyczne, ale również poważne obciążenie ekonomiczne. Trzy czwarte chorych w Polsce stanowią kobiety po 50. roku życia, a leczeniem objętych jest zaledwie kilka procent populacji pacjentów. Brak wczesnego rozpoznania prowadzi do najgroźniejszego powikłania – złamania szyjki kości udowej, które w ciągu roku kończy się zgonem u blisko 30% poszkodowanych, a połowę pozostałych skazuje na trwałą niesprawność.

Diagnoza i codzienna terapia: stały wydatek w domowym budżecie

W początkowym stadium choroby wydatki mają charakter przewlekły, lecz umiarkowany. Podstawą rozpoznania jest densytometria DXA (badanie gęstości mineralnej kości), której koszt na rynku prywatnym wynosi od 120 do 165 zł za pomiar kręgosłupa i biodra. Łączny koszt prywatnej diagnostyki wstępnej – obejmujący densytometrię, konsultację specjalistyczną (reumatolog lub endokrynolog) oraz badania krwi – zamyka się w granicach 500–900 zł.

Codzienne funkcjonowanie z osteoporozą wymaga ciągłej suplementacji (wapń, witamina D3, witamina K2), co wiąże się z wydatkiem rzędu 40–100 zł miesięcznie. Choć leki pierwszego wyboru (bisfosfoniany) są tanie i objęte refundacją, w kolejnych liniach leczenia koszty rosną. Pozytywną zmianą od 1 stycznia 2026 roku jest rozszerzenie refundacji denosumabu – na liście znalazło się 6 preparatów (w tym 5 biopodobnych), co obniżyło dopłatę pacjenta do 96–212 zł za dawkę podawaną raz na pół roku (dla osób w wieku 65+ lek jest bezpłatny).

Złamanie osteoporotyczne: finansowy wstrząs

Prawdziwa eskalacja kosztów następuje w momencie powikłań urazowych. Publiczny system ochrony zdrowia zapewnia operacje ratujące sprawność, jednak czas oczekiwania na zabiegi planowe lub specjalistyczną rehabilitację bywa zbyt długi dla seniorów, u których każdy tydzień bezruchu grozi nieodwracalną utratą sił.

Gdy rodzina decyduje się na leczenie prywatne, koszty rosną lawinowo:

Zestawienie wydatków po urazie pokazuje, że pełny proces leczenia, usprawniania i zabezpieczenia chorego często pochłania 30 000–50 000 zł. Tymczasem według danych BIG InfoMonitor aż 43% Polaków posiada oszczędności nieprzekraczające 10 000 zł – kwotę, która nie wystarcza nawet na pokrycie pełnego cyklu rehabilitacji i adaptacji lokalu.

W obliczu luki finansowej i konieczności natychmiastowego działania po wypadku, coraz częstszym wsparciem stają się zbiórki celowe online. Z badań zaufania (MNForce dla Pomagam.pl) wynika, że internetowy crowdfunding jest uznawany przez Polaków za najbardziej przejrzystą formę pozyskiwania środków na leczenie w nagłych kryzysach życiowych, wyprzedzając m.in. pożyczki rodzinne. Bliscy chorych wykorzystują platformy zbiórkowe przede wszystkim na sfinansowanie pilnych operacji ortopedycznych poza kolejką NFZ, wielomiesięcznej fizjoterapii oraz niezbędnego sprzętu medycznego, walcząc o godność i samodzielność seniorów.

– Złamanie osteoporotyczne u seniora to nagły kryzys, w którym liczy się każdy dzień, by nie dopuścić do trwałego unieruchomienia. Gdy koszty operacji, sprzętu i rehabilitacji sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych, domowe oszczędności większości rodzin po prostu nie wystarczają. Na Pomagam.pl codziennie widzimy, że zbiórki online stają się dla bliskich najszybszym kołem ratunkowym –  pozwalają natychmiast sfinansować prywatne leczenie i zapewnić seniorom godny powrót do sprawności bez bezsilnego czekania w wielomiesięcznych kolejkach. – mówi Katarzyna Kalińska, asystentka zarządu Pomagam.pl

Światowy Dzień Osteoporozy to przypomnienie, że wczesna profilaktyka, regularne badania DXA po 50. roku życia i natychmiastowa reakcja terapeutyczna to nie tylko inwestycja w zdrowie kości, ale również najskuteczniejsza ochrona przed wielotysięcznymi kosztami leczenia powikłań.

Załóż darmową zbiórkę na leczenie: https://pomagam.pl/nowa-zbiorka

Pomagam.pl to serwis do zakładania darmowych zbiórek online – bez prowizji i opłat. Umożliwia szybkie i bezpieczne wsparcie leczenia, bliskich w potrzebie oraz inicjatyw społecznych i kulturalnych. Przy serwisie działa także Fundacja Pomagam.pl, która reaguje wszędzie tam, gdzie jest taka potrzeba, łącząc ludzi i organizacje oraz ułatwiając działania na rzecz osób poszkodowanych i potrzebujących.

Źródło: inf pras

W sezonie infekcyjnym jednocześnie krążą wirusy grypy, RSV czy SARS-CoV-2. Do tego dochodzą pneumokoki, które przy osłabieniu organizmu mogą działać bardziej inwazyjnie. Dla seniorów szczególnie groźne jest połączenie RSV i pneumokoków, które przyczyniają się do cięższego przebiegu zakażenia dolnych dróg oddechowych. Eksperci przestrzegają przed groźnymi powikłaniami i zachęcają do szczepień ochronnych.

– W przypadku pneumokoków czy RSV czynniki ryzyka, zachorowania i ciężkiego przebiegu są bardzo podobne. Częściej chorują osoby starsze, po 65. roku życia, jak również te, które już mają choroby serca, takie jak niewydolność, choroba wieńcowa, miażdżyca, cukrzyca, otyłość, ale też choroby dróg oddechowych, typu przewlekła obturacyjna choroba płuc lub astma. Gdy te osoby już zachorują, to niestety doświadczają dużo cięższego przebiegu tej choroby – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

RSV, syncytialny wirus oddechowy, jest powszechnym wirusem, który atakuje układ oddechowy. Przenosi się drogą kropelkową lub przez ręce i przedmioty zanieczyszczone wydzieliną z dróg oddechowych chorego.

Pneumokoki, czyli bakterie Streptococcus pneumoniae, często bytują w nosogardle i nie dają żadnych objawów. Jeśli jednak do organizmu wnika RSV, uszkadza on nabłonek dróg oddechowych, zaburza pracę oczyszczających go rzęsek i osłabia miejscową odporność. Pneumokoki łatwiej wtedy przylegają do komórek, szybciej się namnażają, intensywnie kolonizują nosogardło i mogą się przedostać do płuc.

– W przypadku infekcji, czy to RSV, czy pneumokokowego zapalenia płuc, najczęstsze są powikłania sercowo-naczyniowe. Może dojść do zaostrzenia niewydolności serca, ale też zwiększone jest ryzyko zawału, udaru mózgu, czyli incydentów niedokrwiennych w przebiegu tych chorób. Powikłaniem długoterminowym jest to, że pacjent po zachorowaniu niestety ma niższą wydolność niż przed nim. Bardziej się męczy, może mniej zrobić na co dzień, przejść krótszy dystans podczas spaceru, co wpływa na jakość jego życia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Pneumokoki wywołują zapalenie płuc, które u seniora powoduje osłabienie, duszność, zaostrzenie chorób przewlekłych i oznacza leczenie w szpitalu. Najcięższą postacią zakażenia pneumokokami jest inwazyjna choroba pneumokokowa (IChP).

– Wirusy torują drogę bakteriom w układzie oddechowym i świetnym tego przykładem jest właśnie syncytialny wirus oddechowy, czyli RSV. Bardzo pomaga bakteriom, a w szczególności pneumokokom, penetrować układ oddechowy zakażonych osób. Wirus w toku infekcji niszczy część nabłonka, który wyścieła drogi oddechowe, zaburza w nich funkcje immunologiczne i prowadzi jeszcze szereg innych procesów, które bardzo sprzyjają bakteriom. Nawet jeżeli sama infekcja wirusowa nie jest powodem do zmartwień, nie powoduje bardzo istotnych objawów klinicznych, to niestety wtórnie, po pewnym czasie może się rozwinąć bardzo poważna bakteryjna infekcja pneumokokowa, prowadząca nawet do inwazyjnej choroby pneumokokowej, która jest stanem zagrażającym życiu – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski z Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

W przebiegu choroby pneumokokowej bakterie przedostają się do krwi lub ośrodkowego układu nerwowego, wywołując m.in. sepsę lub zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W 2025 roku zgłoszono w Polsce blisko 3,5 tys. takich przypadków. Według danych Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN) raportowana śmiertelność IChP wyniosła 34,8 proc., a najwyższy jej poziom obserwowano wśród osób powyżej 65. roku życia.

– Kolonizacja układu oddechowego przez pneumokoki może zachodzić przez cały rok, natomiast najcięższa postać zakażenia tymi bakteriami pod nazwą inwazyjnej choroby pneumokokowej ma tendencję do występowania sezonowego. Obserwujemy, że ten problem najbardziej nasila się po tym, gdy przejdą już fale infekcji grypowej, gdy zaczynają się rozwijać infekcje RSV-owe, co nam zresztą wskazuje wprost, że wirusy są jednym z czynników, który sprzyja tej chorobie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

W sezonie 2025/2026 w Polsce zarejestrowano 278 hospitalizacji osób w wieku 65 lat i starszych z RSV jako rozpoznaniem głównym, co przełożyło się na 3,5 na 100 tys. osób w tej grupie wiekowej. Jednocześnie z powodu chorób pneumokokowych hospitalizowano blisko 4 tys. pacjentów, z czego ponad połowę (56,3 proc.) stanowiły osoby po 65. roku życia.

– Statystyki dotyczące RSV są budowane od kilku ostatnich lat. Dopiero od 2023 roku mamy obowiązek sprawozdawczości zakażenia, czyli potwierdzenie wirusa, w związku z czym dopiero od tego czasu możemy wiązać infekcję z tym, co się dzieje z pacjentem później. Coraz częściej mówimy o tym i pokazujemy, że sama infekcja nie kończy się w chwili wyzdrowienia, ustąpienia objawów i gorączki. Za pacjentem idzie niestety ryzyko sercowo-naczyniowe i płucne, ponieważ płuca też są uszkodzone i wymagają wielu miesięcy, zanim dojdzie do regeneracji nabłonka w drogach oddechowych – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Dla seniora ciężkie zakażenie spowodowane RSV lub pneumokokami może być początkiem problemów, które wykraczają poza układ oddechowy. Zaostrzenie chorób serca, płuc lub cukrzycy, długi pobyt w szpitalu i osłabienie po infekcji mogą utrudnić powrót do codziennych aktywności, zwiększyć zależność od bliskich, a nawet odebrać samodzielność. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem i liczbą chorób współistniejących.

– Przy RSV trochę więcej infekcji występuje w okresie jesienno-zimowym, ale nie jest tak jak z grypą, że mamy nagły wzrost. Podobnie w przypadku pneumokoków, w ciągu roku jest bardzo podobna częstość zachorowania, w związku z czym każdy moment na zaszczepienie się na RSV i pneumokoki jest dobry, czy to jest jesień, zima, lato czy wiosna. Nie czekajmy, tylko to zróbmy, ponieważ po około dwóch tygodniach uzyskujemy odporność w przypadku RSV, a pneumokoków mniej więcej po miesiącu – podkreśla ekspert z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM.

Szczepienia przeciw RSV i pneumokokom, zalecane osobom dorosłym, chronią przed różnymi chorobami i nie zastępują się nawzajem. Zapobieganie jednemu patogenowi może jednak pośrednio ograniczać obciążenie drugim.

– Można dokonać koszczepienia, czyli gdy pójdziemy się zaszczepić na pneumokoki, możemy od razu na RSV. Jeżeli idziemy się szczepić na grypę co roku, to raz się doszczepmy na RSV, możemy też na pneumokoki, a możemy też odłożyć na przykład pneumokoki jeszcze za miesiąc jako kolejny element szczepienia – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam. – Wrzesień i październik to są te dwa miesiące, kiedy najbardziej powinniśmy myśleć o szczepieniach, ponieważ wzrasta liczba wszelakich infekcji, grypy, grypopodobnych, paragryp, RSV i również wielu innych wirusów – dodaje.

Seniorzy mają do wyboru dwie szczepionki przeciw RSV. Pierwsza z nich to dwuwalentna (RSV-A i RSV-B) bez adjuwanta. Druga to monowalentna (RSV-A) z adjuwantem. Obie są w Polsce refundowane m.in. dla pacjentów 65+ bezpłatnie (lista S), a dla osób w grupie wiekowej 60–64 z 50-procentową odpłatnością.

– Jeżeli już podejmujemy decyzję, że idziemy się zaszczepić, szczepimy się przeciwko grypie, ponieważ to jest najlepszy moment, ale jednocześnie zaszczepmy się przeciwko RSV. To jest jedna dawka i jak dotąd nie mamy informacji, żebyśmy musieli ją powtarzać. Wiemy o tym, że co najmniej trzy lata jesteśmy zabezpieczeni przeciwko RSV. Co bardzo ważne, mamy mniejsze ryzyko zachorowania, a nawet jeśli zachorujemy, to przebieg jest dużo łagodniejszy. To, że się zaszczepimy, nie znaczy, że na pewno nie zachorujemy. Możemy zachorować, ale nie będziemy mieli powikłań sercowo-naczyniowych – tłumaczy ekspert.

– Naturalna infekcja RSV bardzo słabo chroni przed kolejną, nawet w przebiegu jednego sezonu epidemicznego obserwuje się ponowne. Naturalnej infekcji RSV nie można więc traktować jako szczepionki, która jest tak zaprojektowana, żeby wywoływać długotrwałą ochronę, co odróżnia ją od tych przeciw grypie czy COVID-19, które wymagają ponownego podawania co sezon – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

Seniorzy mogą się również zaszczepić przeciw pneumokokom. Wśród dostępnych znajdują się aktualnie trzy. Trzynastowalentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom (bezpłatna dla osób w wieku 65 lat i starszych z określonymi czynnikami ryzyka), 20-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom oraz 21-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom.

– W przypadku szczepień przeciw pneumokokom sprawa też jest dosyć wygodna, ponieważ tutaj stosujemy jeden schemat szczepienia u osób dorosłych. Najczęściej są to osoby starsze, w wieku 65+, z pewnymi obciążeniami. Jest on wystarczający, żeby zapewnić trwałą ochronę. Nie ma potrzeby cyklicznego doszczepiania się – podkreśla ekspert z  Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Źródło: Newseria

Pacjenci z wieloma chorobami przewlekłymi są bardziej narażeni na zakażenia i ich ciężki przebieg. Infekcja może zaburzyć kontrolę cukrzycy, zaostrzyć astmę lub POChP, a niekiedy doprowadzić do hospitalizacji. Wbrew częstym obawom wielochorobowość nie jest argumentem przeciw szczepieniom. Zdaniem ekspertów to właśnie tacy pacjenci szczególnie potrzebują ochrony przed infekcjami.

– Im więcej pacjent ma chorób przewlekłych i im gorszy jest jego ogólny stan zdrowia, tym większa jest jego podatność na infekcje. Wiele osób myśli jednak, że skoro ma tak dużo chorób i przyjmuje kilkanaście leków, to jest zbyt chory, żeby się zaszczepić. Jest dokładnie odwrotnie. Im więcej chorób współistniejących, tym większa potrzeba szczepień, ponieważ odporność takiego pacjenta jest słabsza – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, diabetolog i internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Wielochorobowość, czyli współwystępowanie u jednej osoby co najmniej dwóch chorób przewlekłych, jest wyzwaniem zarówno dla pacjentów, jak i systemu opieki zdrowotnej. Wymaga ciągłej i skoordynowanej opieki, najczęściej prowadzonej przez lekarza POZ. Z międzynarodowego badania PaRIS, przeprowadzonego przez OECD, wynika, że 82 proc. osób w wieku co najmniej 45 lat korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej ma przynajmniej jedną chorobę przewlekłą, a 54 proc. – co najmniej dwie. Pacjenci z wielochorobowością gorzej oceniają jakość swojego życia i przyjmują wiele leków, co utrudnia im codzienne stosowanie się do zaleceń terapeutycznych.

W Polsce skala problemu wyraźnie rośnie wraz z wiekiem. Według badania PolSenior2 wielochorobowość dotyczy ok. 70 proc. osób w wieku 60–64 lat i 90 proc. osób 90-letnich. Mediana liczby chorób przewlekłych wynosiła trzy. Ponad połowa osób po 60. roku życia przyjmowała co najmniej pięć leków dziennie, a 12 proc. – co najmniej 10.

– U pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym z cukrzycą, infekcje mogą mieć cięższy przebieg. Szczepienia nie zawsze całkowicie zapobiegają zakażeniu, ale jeśli do niego dojdzie, mogą złagodzić przebieg choroby – dodaje Monika Kaczmarek, prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

– Każda infekcja może zaburzyć stan równowagi, który udało się osiągnąć u pacjenta z chorobą przewlekłą. Dobrze widać to w przypadku cukrzycy. Gorączka, ból i stres związane z zakażeniem powodują wzrost poziomu glukozy i utrudniają kontrolę choroby. W ostrym okresie choroby część pacjentów z cukrzycą wymaga hospitalizacji. Bardzo dotkliwy może być półpasiec, ponieważ towarzyszący mu ból nerwowy niekiedy utrzymuje się przez kilka miesięcy. Jedyną skuteczną profilaktyką są szczepienia. W przypadku półpaśca mamy obserwacje 11-letnie. Wynika z nich, że 90 proc. pacjentów zaszczepionych na półpaśca nie rozwija choroby przez 11 lat, więc jest to bardzo duża skuteczność – wyjaśnia prof. Leszek Czupryniak.

Ryzyko związane z infekcją zależy nie tylko od liczby chorób przewlekłych, lecz także od tego, jakie schorzenia występują jednocześnie. Z badania opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie „Age and Ageing” wynika, że wśród osób starszych wielochorobowość zwiększa ryzyko hospitalizacji z powodu zakażeń dolnych dróg oddechowych oraz ponownego przyjęcia do szpitala z dowolnej przyczyny w ciągu 30 dni. Z hospitalizacjami z powodu takich infekcji szczególnie wiązało się współwystępowanie chorób kardiometabolicznych, m.in. niewydolności serca i cukrzycy.

– Chorzy na przewlekłe choroby układu oddechowego są zdecydowanie bardziej narażeni na cięższy przebieg infekcji, które u osób zdrowych mogą mieć łagodny charakter. U pacjentów, u których stan zapalny obejmuje już górne lub dolne drogi oddechowe, odporność miejscowa jest osłabiona. Z tego powodu infekcje przebiegają ciężej i częściej prowadzą do niekorzystnych konsekwencji – podkreśla dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Rzadkich Wojskowego Instytutu Medycznego.

Infekcje dróg oddechowych należą do najczęstszych przyczyn zaostrzeń astmy i POChP. Mogą nasilać duszność, kaszel i ograniczenie przepływu powietrza, a w cięższych przypadkach prowadzić do hospitalizacji. Opublikowany w 2026 roku przegląd badań ECDC wskazuje na związek między przewlekłymi chorobami płuc, zwłaszcza POChP, a ryzykiem ciężkiego przebiegu zakażenia RSV u dorosłych.

– Szczepienia są ważnym elementem prawidłowego postępowania u pacjentów z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, przede wszystkim z astmą i POChP. Uwzględniają je zarówno wytyczne GINA dotyczące leczenia astmy, jak i zalecenia GOLD odnoszące się do POChP. Lekarze powinni o nich pamiętać i zalecać je pacjentom – podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk.

Zakres zalecanej profilaktyki zależy nie tylko od wieku pacjenta, lecz także od jego chorób, przyjmowanych leków i dotychczas wykonanych szczepień. Kalendarz szczepień dorosłych opracowany przez ekspertów uwzględnia zalecenia dostosowane m.in. do potrzeb osób z cukrzycą, przewlekłymi chorobami serca, płuc, nerek i wątroby oraz zaburzeniami odporności. Dlatego też decyzja o szczepieniach powinna być poprzedzona oceną całego stanu zdrowia pacjenta, a nie każdej choroby oddzielnie.

– Pacjenci obciążeni chorobami przewlekłymi to grupa, którą w szczególny sposób obejmujemy opieką. Częściej trafiają do szpitala i zgłaszają się do lekarza z powodu zaostrzenia choroby. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie ich statusu szczepień, choć podczas wizyty nie zawsze wystarcza na to czasu. Pomocne byłyby automatyczne przypomnienia, dzisiaj sztuczna inteligencja może podpowiadać lekarzowi, którego pacjenta należy zakwalifikować do szczepienia. Każda wizyta, również rutynowa, może być jednak dobrą okazją, żeby poruszyć temat profilaktyki, w tym szczepień – mówi dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członkini zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Źródło: Newseria

Czy rehabilitacja może przypominać grę? Naukowcy z Katedry Medycyny Rodzinnej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu sprawdzili, jak na sprawność seniorów wpływa trening, w którym tradycyjne ćwiczenia połączono z interaktywnymi grami ruchowymi. Po sześciu tygodniach zaobserwowali poprawę wybranych parametrów sprawności fizycznej. Szczególnie interesujące okazały się efekty u osób zagrożonych rozwojem zespołu kruchości. Wyniki badania UMW nabierają szczególnego znaczenia w kontekście obchodzonego 1 października Międzynarodowego Dnia Osób Starszych, który zwraca uwagę m.in. na zdrowie, samodzielność i jakość życia seniorów.

Starzenie nie musi oznaczać zespołu kruchości. Frailty, czyli zespół kruchości, to stan zmniejszonej rezerwy organizmu, który sprawia, że starszy człowiek staje się bardziej podatny na skutki chorób i innych obciążeń. Wiąże się m.in. ze zwiększonym ryzykiem pogorszenia sprawności, upadków i utraty samodzielności. Co ważne, kruchość nie pojawia się z dnia na dzień. Wcześniej może wystąpić stan określany jako pre-frailty – moment, w którym pierwsze oznaki osłabienia są już widoczne, ale pełny zespół kruchości jeszcze się nie rozwinął. To właśnie ten etap szczególnie interesuje naukowców poszukujących sposobów na jak najdłuższe zachowanie sprawności seniorów.

Rehabilitacja zamieniona w grę

Jednym z ważnych elementów przeciwdziałania utracie sprawności jest odpowiednio dobrana aktywność fizyczna, obejmująca m.in. ćwiczenia wzmacniające mięśnie, równowagę i elastyczność. Wyzwaniem bywa jednak utrzymanie regularności ćwiczeń przez dłuższy czas.

I tu pojawia się exergaming. Pod tą nazwą kryją się interaktywne gry ruchowe, w których ruch ciała służy do sterowania tym, co dzieje się na ekranie. Zamiast wykonywać kolejne powtórzenia wyłącznie według instrukcji, ćwiczący ma do wykonania konkretne zadanie i na bieżąco widzi efekty swoich ruchów.

W badaniu UMW wykorzystano platformę rehabilitacyjną ActivLife oraz czujnik Kinect śledzący ruchy uczestnika. Seniorzy ćwiczyli w pozycji stojącej, a ruchami ciała sterowali przebiegiem terapeutycznych gier. Platforma zapewniała im przy tym dodatkową stabilizację dzięki uprzęży wyposażonej w siedzisko.

Sześć tygodni treningu

W badaniu uczestniczyło 111 osób w wieku od 65 do 89 lat. Naukowcy ocenili, czy uczestnicy byli sprawni, znajdowali się w stanie pre-frailty, czy rozwinął się już u nich pełnoobjawowy zespół kruchości. Po sześciu tygodniach treningu średni wynik w skali kruchości nieznacznie, ale istotnie statystycznie się poprawił. Pozytywne zmiany zaobserwowano również w konkretnych obszarach sprawności.

U osób w stanie pre-frailty poprawiły się wyniki testów oceniających siłę mięśni, chód i wytrzymałość oraz równowagę. W grupach pre-frail i frail zmniejszyło się również ryzyko upadków oceniane za pomocą testu Tinetti.

– Przeprowadzone badania wykazały także, że exergaming wpływa korzystnie nie tylko na parametry sprawności funkcjonalnej, ale również istotnie poprawia funkcje poznawcze, w tym pamięć, nastrój i jakość życia seniorów – podkreśla główna autorka badania, dr hab. Maria Bujnowska-Fedak z Katedry Medycyny Rodzinnej UMW, która łączy pracę naukową z praktyką lekarza rodzinnego. – Exergaming okazał się najbardziej skuteczny w grupie pacjentów z wczesnym zespołem kruchości (pre-frailty). Grupa ta również ćwiczyła znacznie chętniej, a seniorzy istotnie rzadziej rezygnowali z ćwiczeń z powodów zdrowotnych lub logistycznych, m.in. potrzeby wsparcia rodziny w dotarciu na zajęcia. To właśnie obiecujące wyniki osób znajdujących się pomiędzy pełną sprawnością a zespołem kruchości zwracają naszą szczególną uwagę. Rodzą pytanie, czy jest to moment, w którym odpowiednio dobrana aktywność może mieć szczególne znaczenie dla dalszego funkcjonowania seniora.

Technologia zamiast tradycyjnych ćwiczeń?

Niekoniecznie. Exergaming nie zmienia podstawowej zasady: najważniejszy pozostaje ruch. Technologia może natomiast zmienić sposób, w jaki ćwiczenia są wykonywane – i sprawić, że trening stanie się bardziej angażujący.

Gra stawia przed ćwiczącym kolejne zadania, dostarcza mu informacji zwrotnej i pozwala obserwować efekty własnych działań. Może to mieć znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy barierą dla regularnej aktywności stają się monotonia, spadek motywacji czy obawa przed utratą równowagi i urazem.

– Na podstawie tego badania nie można jeszcze powiedzieć, że trening z ActivLife jest skuteczniejszy od tradycyjnych ćwiczeń – dodaje dr hab. Maria Bujnowska-Fedak, prof. UMW. – Uczestników nie porównywano z formalną grupą kontrolną, która realizowałaby inny program lub nie korzystała z platformy. Wiadomo natomiast, że po sześciu tygodniach treningu poprawiła się większość ocenianych parametrów funkcjonalnych, funkcje poznawcze i jakość życia seniorów.

Dla naukowców i lekarzy to punkt wyjścia do kolejnych pytań: jak wykorzystać nowe technologie, by zachęcać osoby starsze do ruchu, jak długo utrzymują się uzyskane efekty i którzy seniorzy mogą skorzystać z takiej formy treningu najbardziej. Badania będą kontynuowane.

– W starzejącym się społeczeństwie potrzebujemy nie tylko skutecznych, ale także atrakcyjnych i angażujących sposobów pomagania seniorom w utrzymaniu sprawności – podsumowuje dr hab. Maria Bujnowska-Fedak, prof. UMW. –. Być może właśnie w tym tkwi jeden z największych potencjałów exergamingu. Aktywność ruchowa połączona z grą może być przy tym czymś więcej niż tylko formą rehabilitacji. Może stać się również okazją do spotkania i wspólnego spędzania czasu. Wyobraźmy sobie seniora, który zamiast ćwiczyć samotnie przed ekranem, zaprasza do wspólnej gry wnuczkę lub wnuka. Dla jednej osoby jest to sposób na ruch i trening pamięci czy równowagi, dla drugiej – zabawa, a dla obu – okazja do bycia razem. Być może przyszłość exergamingu to więc nie tylko połączenie ruchu z technologią, ale także połączenie pokoleń.

Wrocławskie badanie wpisuje się w szerszy światowy trend poszukiwania nowych sposobów wspierania sprawności osób starszych. Coraz większe zainteresowanie naukowców budzą rozwiązania, które łączą ruch z jednoczesnym angażowaniem pamięci, uwagi i koordynacji. Szczególnie istotna jest przy tym wczesna interwencja – zanim osłabienie zacznie prowadzić do trwałej utraty sprawności i samodzielności.

Wyniki badań zostały opublikowane w czasopiśmie Scientific Reports: „The ActivLife exergame rehabilitation program improves functional abilities in pre-frail and frail older adults: a clinical trial”, Maria Magdalena Bujnowska-Fedak, Mateusz Sobieski, Aleksandra Fedak i Joanna Waligóra, Scientific Reports, vol. 16, Article number: 12637 (2026).

Źródło: inf pras

Starzenie się społeczeństwa wymaga od systemu ochrony zdrowia zmiany podejścia. Profilaktyka powinna zaczynać się, zanim pojawią się pierwsze problemy zdrowotne, a jej celem ma być jak najdłuższe zachowanie sprawności i niezależności osób starszych oraz przewlekle chorych – uznali eksperci podczas dyskusji o roli żywienia, aktywności fizycznej i społecznej w zachowaniu samodzielności seniorów.

Takiego podejścia oczekują również sami Polacy. Z przedstawionego na konferencji badania Maison & Partners na zlecenie Fresenius Kabi Polska wynika, że 80 proc. respondentów uważa, iż zapobieganie utracie sprawności należy rozpoczynać odpowiednio wcześnie, zaś 83 proc. wskazuje utratę samodzielności jako jedno z największych wyzwań związanych ze starzeniem.

Eksperci podczas dyskusji podkreślili, że w starzejącym się społeczeństwie celem opieki nie może być jedynie leczenie chorób, ale również jak najdłuższe zachowanie sprawności i niezależności.

Beata Małecka-Libera, senator RP i przewodnicząca senackiej komisji zdrowia, zauważyła, że seniorzy nie są jednorodną grupą. „Potrzeby aktywnej osoby po sześćdziesiątce mogą znacząco różnić się od potrzeb 80- czy 90-latka” – wskazała.

Jej zdaniem nowa generacja osób starszych chce żyć na własnych warunkach, tymczasem wciąż brakuje różnorodnych form zatrudnienia, mieszkalnictwa i profilaktyki odpowiadających jej potrzebom. Polityczka zapowiedziała prace nad ustawą, wprowadzającą m.in. koordynatorów dla osób starszych i podkreśliła znaczenie edukacji zdrowotnej oraz partnerskiego traktowania seniorów.

Według prof. dr hab. n. med. Krzysztofa J. Filipiaka, rektora Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, jednym z największych, a zarazem słabo rozpoznawanych zagrożeń jest sarkopenia – postępująca utrata masy i siły mięśniowej.

Ekspert zwrócił uwagę, powołując się na badania, że aż 79 proc. Polaków nigdy nie spotkało się z tym pojęciem, a tylko 4 proc. deklaruje, że wie, co ono oznacza. Tymczasem 15 proc. badanych ocenia, że większość seniorów w ich otoczeniu ma duże trudności z poruszaniem się i codziennymi czynnościami.

Według prof. Filipiaka sarkopenia i szerzej zespół kruchości należą do tzw. geriatrycznych olbrzymów. Starzenie się społeczeństwa oznacza zatem konieczność przygotowania całego systemu.

„W tym sensie wszyscy stajemy się w pewnym stopniu geriatrami – niezależnie od specjalizacji musimy rozumieć potrzeby starszego pacjenta, jego wielochorobowość, ryzyko utraty sprawności oraz znaczenie właściwego odżywienia” – powiedział.

Dodał, że szczególna rola przypadnie lekarzom POZ, którzy powinni wcześnie rozpoznawać ryzyko utraty sprawności i problemy ze stanem odżywienia.

Prof. dr hab. n. med. Jacek Sobocki, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Żywienia Klinicznego CMKP w SPSK im. prof. W. Orłowskiego CMKP oraz wiceprezes Towarzystwa Chirurgów Polskich, wyjaśnił, że sarkopenia wiąże się przede wszystkim z niedostateczną podażą białka i zbyt małą aktywnością.

„W chorobie przewlekłej zapotrzebowanie na białko wzrasta, a pogorszenie stanu odżywienia prowadzi do utraty mięśni. Dla mnie istotą operacji chirurgicznej nie jest wycięcie, a wyleczenie” – zaznaczył, wskazując na znaczenie prehabilitacji.

Wyjaśnił, że obejmuje ona poprawę odżywiania, zwiększenie aktywności, wsparcie psychiczne i rezygnację z nałogów przed operacją, chemioterapią lub innym ciężkim leczeniem. „Pozwala skrócić terapię, zwiększyć jej efektywność i ograniczyć ryzyko powikłań” – dodał.

Według specjalisty utratę mięśni można zauważyć w codziennych sytuacjach: gdy coraz trudniej wstać z krzesła, wejść po schodach, dojść do sklepu czy przynieść zakupy.

„Takim wskaźnikiem może być też zjawisko, że nie jestem w stanie przynieść zakupów ze sklepu albo ograniczam ilość zakupów” – zauważył prof. Sobocki.

Jego zdaniem takich zmian nie należy automatycznie przypisywać starzeniu. „Niedożywienia i sarkopenii nie powinno się traktować jako nieuniknionej konsekwencji wieku lub choroby. Potrzebna jest za to wczesna ocena lekarska, interwencja żywieniowa i ruch dostosowany do możliwości pacjenta” – zalecił specjalista.

Agnieszka Dolna z Fundacji Onkologicznej Alivia podkreśliła, że szczególnie istotne jest to w przypadku osób przewlekle chorych i pacjentów onkologicznych.

Wskazała, że pacjenci często nie wiedzą o znaczeniu rehabilitacji, prehabilitacji i właściwego żywienia przed leczeniem, w jego trakcie oraz po zakończeniu terapii.

„Ważne, aby pacjent i jego bliscy mieli świadomość, że pogorszenie stanu odżywienia wymaga reakcji” – podkreśliła Agnieszka Dolna.

Dodała, że odpowiednio wcześnie przekazana wiedza o wsparciu żywieniowym może mieć realny wpływ na jakość życia i możliwość pozostania we własnym środowisku.

Dr Anna Zmarzły, kierownik Ośrodka Żywienia Klinicznego, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, Wydział Medyczny Politechniki Wrocławskiej, przypomniała, że niedożywienie może dotyczyć także osób z nadwagą i otyłością.

„Każda niezamierzona utrata masy ciała tworzy ryzyko żywieniowe. Jeżeli jest tego więcej niż 10 proc. w krótkim okresie, to już mamy niedożywienie. A jest ono chorobą ogólnoustrojową, wpływającą m.in. na mózg, układ krążenia, przewód pokarmowy, mięśnie, kości i skórę. Do tego pogarsza przebieg innych schorzeń, wydłuża hospitalizację i zwiększa ryzyko zakażeń, niegojących się ran, reoperacji oraz szeregu innych powikłań” – wyjaśniła.

Zwróciła uwagę na aspekt ekonomiczny, przywołując publikacje wskazujące, że leczenie konsekwencji niedożywienia w krajach rozwiniętych pochłania od 7 do 14 proc. nakładów na ochronę zdrowia.

„Nam się opłaca leczyć niedożywienie na etapie rozpoznania ryzyka żywieniowego” – podkreśliła dr Zmarzły.

Dodała, że bez właściwego wsparcia żywieniowego trudniej też odbudowywać mięśnie nawet przy rehabilitacji, dlatego żywienie powinno być integralną częścią profilaktyki, terapii i powrotu do sprawności.

Dr Anna Zmarzły, podobnie jak pozostali uczestnicy dyskusji, zgodziła się, że samodzielność seniora należy chronić, zanim zacznie jej brakować. Odpowiednie żywienie, ruch, kontakty społeczne, profilaktyka, wczesne wykrywanie niedożywienia i sarkopenii oraz właściwa opieka medyczna wzajemnie się uzupełniają.

Eksperci podkreślili, że celem jest przede wszystkim możliwie długie życie w sprawności i na własnych warunkach.

Źródło: PAP MediaRoom  

W polskim systemie opieki senioralnej brakuje obecnie nawet 50 tysięcy opiekunów osób starszych, opiekunów medycznych i środowiskowych – alarmuje Fundacja SeniorApp. Zdaniem ekspertów wzorem dla Polski powinien być duński model. O tym, jakie rozwiązania warto wdrożyć rozmawiano m.in. podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, już teraz w Polsce żyje blisko 10 milionów osób po 60. roku życia. Szacunki, nawet dość ostrożne, zakładają, że odsetek seniorów w Polsce będzie rósł w kolejnych latach, a do połowy XXI w., mediana wieku osiągnie 52 lata. Demografia będzie w znaczący sposób wpływać na politykę społeczną, tworząc wyzwania o nieznanej dotychczas w Polsce skali.

– Przygotowania do tego co niesie, wcale nie tak odległa, przyszłość trzeba czynić już dzisiaj. Znajdujemy się w przełomowym momencie demograficznym, a nasilające się trendy związane ze starzeniem się społeczeństwa wymagają zmiany sposobu myślenia o polityce społecznej i wsparciu seniorów. Szacuje się, że już teraz brakuje w Polsce nawet 50 tysięcy opiekunów seniorów, opiekunów medycznych i środowiskowych. Najskuteczniejszym, a zarazem najtańszym sposobem uniknięcia katastrofy w systemie opieki senioralnej jest prewencja. Naszym głównym zadaniem powinno być znalezienie odpowiedzi na pytanie nie tyle jak pomóc seniorom, ale co zrobić, czego ich nauczyć, jakie rozwiązania wdrożyć, by ci byli w stanie jak najdłużej funkcjonować samodzielnie bez konieczności korzystania ze stałej opieki, w której już teraz w skali kraju doświadczamy znaczących braków kadrowych – mówi Przemysław Mroczek, prezes zarządu Fundacji SeniorApp.

Duńczycy pokazują, jak to robią

Temat samodzielności seniorów był omawiany m.in. podczas jednego z paneli dyskusyjnych Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Eksperci uczestniczący w debacie wymieniali się doświadczeniami we wprowadzaniu rozwiązań, których celem wspieranie seniorów w zachowaniu samodzielności w swoim środowisku domowym.

Jednym z ciekawych przykładów tego podejścia są rozwiązania wprowadzone już w 2008 r. w duńskiej gminie Fredericia. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na usługi opiekuńcze i ograniczonych zasobów finansowych, władze gminy postawiły na rozwiązania wspierające samodzielność seniorów. Obejmowały one, m.in. kilkutygodniowe szkolenia z zespołem rehabilitantów i opiekunów zamiast natychmiastowego przyznawania stałej opieki domowej.

Wykorzystanie potencjału tego rozwiązania pozwoliło znacząco ograniczyć potrzeby w zakresie opieki w miejscu zamieszkania seniora, zwiększyć samodzielność osób starszych oraz ich poczucie godności i sprawczości, a skala sukcesu (w tym m.in. 2 miliony euro rocznie oszczędności dla gminy z tytułu ograniczenia kosztów stałej opieki domowej) sprawiła, że od 2015 r. ocena potencjału rehabilitacyjnego jest ustawowym obowiązkiem we wszystkich 98 gminach w Danii.

Potencjał seniorów wsparciem dla budżetu

Jak wynika z raportu Fundacji SeniorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce 2025”, aż 8 na 10 polskich seniorów najbardziej obawia się na starość chorób i niedołężności oraz tego, że stanie się ciężarem dla bliskich. Sposobem na zniwelowanie tego ryzyka są inwestycje w zdrowie i rozwiązania wspierające samodzielność seniorów.

Profilaktyka zdrowotna, skuteczne leczenie występujących chorób oraz wspieranie samodzielności seniorów powinny być głównymi kierunkami przyświecającymi polityce senioralnej w Polsce. W zależności od tego, na jaki model postawimy – aktywne wsparcie seniorów czy pasywną politykę wyłącznie doraźnego reagowania na zgłaszane potrzeby, będziemy uważać demografię za obciążenie lub jeden z elementów wspierających gospodarkę. Podobnie jak w przypadku ochrony zdrowia, gdzie najtańszą interwencją w ujęciu długofalowym jest prewencja chorób, tak w przypadku polityki społecznej najmniejszym kosztem jest inwestycja w samodzielność seniorów i rozwój ich aktywności, także ekonomicznej – komentuje Igor Marczak, wiceprezes zarządu Fundacji SeniorApp i członek Zespołu ds. samorządowych działań senioralnych przy KPRM.

W trakcie innego panelu dyskusyjnego podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci rozmawiali także o tym, że w Polsce wielu seniorów wykazuje dużą skłonność do rozwoju osobistego, rozwoju kompetencji, do tego często chcą pozostać aktywni, także na rynku pracy. Jednak konieczne jest wprowadzanie rozwiązań, które im to umożliwią. Taką politykę można wdrożyć zarówno na szczeblu krajowym jak i lokalnym, jak np. organizowanie przez samorządy targów pracy dla seniorów czy specjalnych programów edukacyjnych dla tej grupy osób.

– Aktywność ekonomiczna osób po 60. czy 65. roku życia generuje dodatkowe wpływy dla budżetu państwa i sprzyja ograniczaniu transferów socjalnych. To ewidentnie sytuacja typu win-win, ale wymaga współpracy administracji rządowej, samorządów oraz sektora prywatnego w celu tworzenia elastycznych miejsc pracy i nowoczesnych usług pozwalających wykorzystać potencjał tzw. Srebrnej Gospodarki – podsumowuje Igor Marczak.

Źródło: inf pras

W Polsce z chorobami otępiennymi żyje ok. 600 tys. osób. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa liczba chorych będzie rosła. W przypadku alzheimera szczególnie ważne jest wczesne rozpoznanie, ponieważ nowe terapie mogą spowalniać postęp choroby u pacjentów na wczesnym etapie. Lekarze wskazują też na znaczenie profilaktyki i ograniczania czynników ryzyka, na które mamy wpływ. Badania z ostatnich lat sugerują, że z niższym ryzykiem demencji mogą się wiązać także szczepienia, m.in. przeciw półpaścowi.

Według raportu Alzheimer Europe w 2025 roku w Polsce żyło szacunkowo 618,2 tys. osób z demencją, co odpowiadało 1,62 proc. populacji. W tej grupie było 426,8 tys. kobiet i 191,4 tys. mężczyzn.

– W Polsce w tej chwili na różne choroby otępienne choruje ok. 600 tys. osób. Większość stanowią pacjenci z chorobą Alzheimera czy z patologią alzheimerowską. Część pacjentów ma otępienie mieszane, na które nakładają się również czynniki naczyniowe. To bardzo duża skala i spodziewamy się, że chorych będzie więcej – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, neurolog, prorektor ds. nauki Uczelni Medycznej im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Prognozy Alzheimer Europe wskazują, że w 2030 roku liczba osób z demencją może wzrosnąć do ok. 770 tys., a w 2040 roku przekroczyć 900 tys.

– Pacjenci trafiają do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i neurologów zbyt późno. Większość osób próbuje jednak powiązać ze starością występujące zaburzenia poznawcze, trudności w radzeniu sobie z codziennymi czynnościami, które dotychczas nie sprawiały problemu, czyli robienie zakupów czy opłacanie rachunków. Natomiast choroba Alzheimera nie jest fizjologicznym starzeniem się, ale chorobą i trzeba o tym pamiętać – podkreśla prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

Jak podaje Rzecznik Praw Pacjenta, 80 proc. pacjentów z chorobą Alzheimera nie ma postawionej prawidłowej diagnozy, a w Polsce średni czas od pierwszego kontaktu z lekarzem POZ do rozpoznania choroby wynosi ok. 24 miesięcy. Jednocześnie jest to „choroba całej rodziny” – ok. 92 proc. chorych pozostaje pod całodobową opieką bliskich, najczęściej w warunkach domowych, a w 44 proc. przypadków ciężar opieki spoczywa wyłącznie na jednej osobie.

– Chorobę Alzheimera możemy już teraz rozpoznawać na podstawie stwierdzenia biomarkerów jeszcze przed pojawieniem się objawów chorobowych. Niestety pacjenci trafiają do nas wtedy, kiedy są już pacjentami objawowymi, gdzie efektywność leczenia jest o wiele mniejsza. Wielkim problemem jest opieka społeczna nad tymi pacjentami, nie ma domów dziennego pobytu, co w moim przekonaniu jest bardzo dużym obciążeniem dla opiekunów – wskazuje prof. dr hab. n. med. Tomasz Targowski, kierownik Kliniki Geriatrii z Pododdziałem Psychogeriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Wiek jest jednym z najważniejszych czynników ryzyka demencji, na część pozostałych można wpływać. Według WHO nawet 45 proc. ryzyka demencji można powiązać z czynnikami modyfikowalnymi. Należą do nich m.in. palenie tytoniu, spożywanie alkoholu, brak aktywności fizycznej, izolacja społeczna, zanieczyszczenie powietrza, a także nadciśnienie tętnicze, cukrzyca i podwyższony poziom cholesterolu.

– Ważne jest również właściwe leczenie zaburzeń słuchu, a u osób starszych – aktywność społeczna – wymienia prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

– Warto pamiętać o tym, że trzeba regularnie wykonywać badania układu sercowo-naczyniowego, oceniać, czy nie mamy cukrzycy, czy zaburzeń lipidowych. Nie możemy również zapominać o szczepieniach profilaktycznych – przypomina prof. Tomasz Targowski.

W ostatnich latach pojawia się coraz więcej badań dotyczących możliwego związku między szczepieniami a ryzykiem demencji. W opublikowanym w 2025 roku na łamach „JAMA” badaniu obejmującym ponad 100 tys. osób w Australii szczepienie przeciw półpaścowi wiązało się z mniejszym prawdopodobieństwem rozpoznania demencji w kolejnych latach. Autorzy wykorzystali naturalny eksperyment wynikający z kryterium wieku uprawniającego do bezpłatnego szczepienia.

– Pojawiają się publikacje, które świadczą o tym, że pacjenci, którzy są zaszczepieni przeciwko półpaścowi, mają o mniej więcej jedną piątą mniejsze ryzyko rozwoju demencji w perspektywie czasowej. Wydaje się to dosyć logiczne z uwagi na fakt, że wirus półpaśca jest wirusem neurotropowym i pasożytuje w naszych nerwach. Każdy z nas praktycznie miał kontakt z takim wirusem w młodości, więc on jest w naszym układzie nerwowym i może się okresowo aktywować wtedy, kiedy mamy obniżoną odporność. Takie niewielkie zapalenie wywoływane przez wirusa może powodować, że dochodzi do obumierania neuronów i przez to do rozwoju otępienia – wyjaśnia krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Dane z Walii obejmujące ponad 280 tys. osób wskazały, że szczepienie przeciw półpaścowi wiązało się z ok. 20 proc. niższym ryzykiem rozpoznania demencji w ciągu siedmiu lat. Kolejne badanie, opublikowane pod koniec 2025 roku w czasopiśmie „Cell”, wskazuje, że szczepienie może mieć znaczenie także na innych etapach choroby – wiązało się z mniejszą częstością rozpoznawania łagodnych zaburzeń poznawczych, a u osób z demencją również ze zmniejszeniem liczby zgonów z jej powodu.

– Czy rekomendować szczepienia przeciwko półpaścowi jako element prewencji zaburzeń poznawczych u seniorów – to pytanie otwarte. Mamy dopiero początkowe badania, które wskazują na ochronne działanie szczepień nie tylko przeciwko półpaścowi, ale chociażby przeciwko grypie, przed rozwojem zaburzeń poznawczych – mówi prof. Tomasz Targowski.

W ostatnich latach pojawiły się również nowe możliwości leczenia choroby Alzheimera. W Unii Europejskiej zarejestrowano dwa przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko beta-amyloidowi, czyli białku, które w przypadku tej choroby gromadzi się w mózgu i tworzy blaszki amyloidowe. Badania kliniczne wykazały, że terapie te mogą spowalniać pogarszanie się funkcji poznawczych i sprawności w codziennym funkcjonowaniu. W Polsce nie są obecnie refundowane.

– To substancje, które w pewien sposób wpływają na jeden z głównych elementów patogenezy choroby, natomiast to nie są leki, które chorobę całkowicie zatrzymują. Te leki przedłużają okres względnie samodzielnego funkcjonowania i są przeznaczone dla pacjentów objawowych we wczesnej fazie otępienia i z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi – podkreśla prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

21 września obchodzony był Światowy Dzień Choroby Alzheimera. Tegoroczna kampania Alzheimer’s Disease International zwracała uwagę przede wszystkim na znaczenie wczesnej diagnozy. Opublikowany z tej okazji World Alzheimer Report 2026 koncentruje się na badaniach klinicznych nad demencją. Według ADI obecnie w 192 badaniach klinicznych testowanych jest 158 leków.

Źródło: Newseria

21 września obchodzimy Światowy Dzień Choroby Alzheimera. Jego celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat otępienia oraz walka ze stygmatyzacją chorych. Z tej okazji o najważniejszych zmianach w diagnostyce choroby Alzheimera, nowych terapiach oraz wyzwaniach mówią prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes PTN, prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego oraz dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska.

Choroba Alzheimera to jedna z najczęściej występujących chorób neurodegeneracyjnych. Jak wygląda sytuacja epidemiologiczna w Polsce?

Prof. Alina Kułakowska: Najnowsze dane opublikowane na początku 2026 r. przez Alzheimer Europe wskazują, że w Polsce na różne postacie otępienia choruje ok. 618 tys. Polaków. Uważa się, że choroba Alzheimera może odpowiadać za ok. 60–70 proc. wszystkich przypadków otępienia, przy czym często też może współistnieć z innymi chorobami. Są to szacunki epidemiologiczne. Liczba osób, które otrzymały formalne rozpoznanie i pozostają pod opieką systemu ochrony zdrowia, jest znacznie mniejsza. Leki obecnie zarejestrowane i refundowane w Polsce przyjmuje tylko ok. 130 tys. chorych. Wskazuje to na istotny problem niedodiagnozowania chorób otępiennych.

Ponadto duża część pacjentów otrzymuje rozpoznanie zbyt późno, często dopiero wtedy, gdy zaburzenia poznawcze wyraźnie ograniczają ich codzienne funkcjonowanie. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, ale również odpowiednie przygotowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej do wczesnego rozpoznawania niepokojących objawów.

W ostatnim czasie dużo mówi się o przełomie terapeutycznym w chorobie Alzheimera. Czy rzeczywiście tak jest?

Prof. Alina Kułakowska: Możemy mówić o początku nowej ery w diagnostyce i leczeniu choroby Alzheimera. Przez wiele lat dysponowaliśmy przede wszystkim lekami objawowymi łagodzącymi objawy otępienia. Obecnie po raz pierwszy pojawiły się terapie wpływające na jeden z mechanizmów rozwoju choroby, które mogą spowalniać jej postęp u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów. To bardzo ważna zmiana, ale jednocześnie ogromne wyzwanie dla całego systemu ochrony zdrowia. Najważniejsze jest nie tylko to, że pojawiły się nowe leki, lecz także wynikająca z tego potrzeba znacznie wcześniejszego rozpoznawania choroby. Nowe terapie mogą być stosowane wyłącznie u osób z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo z łagodnym otępieniem w przebiegu choroby Alzheimera, po potwierdzeniu obecności patologii amyloidowej. Jeżeli pacjent trafia do neurologa dopiero wtedy, gdy otępienie jest już zaawansowane, możliwości terapeutyczne są zdecydowanie mniejsze i nie ma możliwości zastosowania tych leków. Trwają badania kolejnych cząsteczek, które wkrótce być może staną się kolejnymi lekami. Niezależnie jednak od farmakoterapii, wczesne rozpoznanie daje pacjentom czas na podejmowanie świadomych decyzji oraz wdrożenie interwencji niefarmakologicznych, ma więc bardzo istotne znaczenie.

W jaki sposób można wcześniej rozpoznawać chorobę Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Do niedawna potwierdzenie choroby Alzheimera wymagało przede wszystkim badania płynu mózgowo-rdzeniowego albo specjalistycznego badania PET. Badania te nadal pozostają bardzo ważnymi elementami diagnostyki, ale w ostatnich latach pojawiły się również nowe możliwości. Coraz większe znaczenie mają biomarkery oznaczane we krwi, przede wszystkim fosforylowane białko tau, w tym p-tau181 i p-tau217. To ogromny krok naprzód, ponieważ pobranie krwi jest znacznie mniej inwazyjne i łatwiejsze do wykonania u większej liczby pacjentów. Należy jednak pamiętać, że biomarkery krwi nie zastępują oceny klinicznej. W zależności od zastosowanego testu, wyniku badania i sytuacji pacjenta nadal może być konieczne potwierdzenie patologii amyloidowej w płynie mózgowo-rdzeniowym albo za pomocą PET z użyciem specjalnego znacznika. Co więcej, badania te należy wykonywać w momencie pojawienia się objawów.

Czyli nie można ich wykonywać przesiewowo u każdej osoby, która obawia się choroby Alzheimera?

Prof. Alina Kułakowska: Nie, badania biomarkerów nie są obecnie przeznaczone do powszechnego stosowania u zdrowych osób, które nie mają objawów klinicznych. Diagnostyka powinna wynikać z oceny lekarza i być prowadzona w odpowiednim kontekście klinicznym. Dodatni wynik u osoby bez objawów mógłby wywołać ogromny stres, a obecnie nie dysponujemy zatwierdzonym leczeniem przeznaczonym dla całkowicie bezobjawowej fazy choroby. Natomiast u osób, które zgłaszają problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi, odpowiednio zastosowane biomarkery mogą znacząco usprawnić proces diagnostyczny. W ramach programu „Moje Zdrowie” u osób w wieku 60 lat lub starszych przewidziano ocenę funkcji poznawczych podczas wizyty podsumowującej w podstawowej opiece zdrowotnej. To ważny kierunek zmian, ponieważ lekarz rodzinny jest w tym przypadku pierwszą osobą, która ma szansę zauważyć niepokojące objawy i skierować pacjenta do dalszej diagnostyki.

Czy nowe leki rzeczywiście zmieniają przebieg choroby?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Terapie antyamyloidowe nie zatrzymują postępu choroby Alzheimera ani nie powodują ustąpienia jej objawów klinicznych. Spowalniają jednak jej postęp. Są to przeciwciała monoklonalne skierowane przeciwko beta-amyloidowi, które wiążą się z jego różnymi postaciami i prowadzą do zmniejszenia ilości złogów amyloidowych w mózgu. W badaniach klinicznych wykazano, że u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów we wczesnym, objawowym stadium choroby mogą one spowalniać pogarszanie się funkcji poznawczych i codziennego funkcjonowania o około 25–35 proc. w porównaniu z grupą placebo, zależnie od leku, badanej populacji i zastosowanej skali oceny. Jest to względne spowolnienie tempa postępu choroby, a nie poprawa sprawności o 25–35 proc. W praktyce może to oznaczać, że pacjent dłużej pozostaje w łagodniejszym stadium choroby: wolniej narastają trudności z pamięcią, orientacją i wykonywaniem codziennych czynności, takich jak planowanie dnia, przygotowywanie posiłków, przyjmowanie leków czy zarządzanie finansami, a zależność od pomocy innych osób może pojawić się później. Dotychczasowe dane z przedłużonych faz badań klinicznych sugerują utrzymywanie się korzyści przy kontynuacji terapii. Dane z rzeczywistej praktyki klinicznej (real-world evidence, RWE) są jednak nadal ograniczone, dlatego długoterminowy wpływ tych terapii na czas samodzielnego funkcjonowania pacjentów wymaga dalszej oceny.

Czy terapie te mogą być stosowane u wszystkich pacjentów z chorobą Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Nie. Chorzy wymagają bardzo starannej kwalifikacji, ponieważ terapie antyamyloidowe są przeznaczone wyłącznie dla osób we wczesnym, objawowym stadium choroby Alzheimera (z łagodnymi zaburzeniami poznawczymi albo łagodnym otępieniem) i z potwierdzoną patologią amyloidową. Należy ocenić czynniki zwiększające ryzyko powikłań leczenia, w tym oznaczyć genotyp APOE, oraz wykonać badanie rezonansu magnetycznego. Kontrolne badania rezonansu magnetycznego są wymagane także podczas leczenia, ponieważ terapie te wiążą się z ryzykiem nieprawidłowości obrazowych określanych jako ARIA. Mogą one obejmować m.in. obrzęk mózgu, wysięki czy mikrokrwawienia. Większość zmian ARIA przebiega bezobjawowo, ale w niektórych przypadkach powikłania mogą być poważne. Dlatego leczenie powinno być prowadzone wyłącznie w odpowiednio przygotowanych ośrodkach, dysponujących możliwością regularnego monitorowania pacjenta i leczenia powikłań. Kwalifikacja zawsze wymaga indywidualnej oceny bilansu spodziewanych korzyści i ryzyka, z uwzględnieniem wyników badań dodatkowych, chorób współistniejących oraz stosowanych leków, zwłaszcza przeciwkrzepliwych.

Czy nowe leki są już dostępne dla polskich pacjentów?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Lekanemab i donanemab zostały dopuszczone do stosowania w Unii Europejskiej w ściśle określonej grupie pacjentów. Sama rejestracja europejska nie oznacza jednak automatycznej dostępności leczenia w publicznym systemie ochrony zdrowia. W Polsce terapie te nie są obecnie objęte refundacją. Ich wdrożenie do praktyki klinicznej będzie wymagało nie tylko decyzji refundacyjnych, lecz także stworzenia kompleksowej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, zwiększenia dostępności oznaczeń biomarkerów i badań rezonansu magnetycznego oraz przygotowania ośrodków do bezpiecznego prowadzenia leczenia. Konieczne będzie również określenie wymagań dla takich ośrodków oraz zasad ich ścisłej współpracy.

Jakie największe wyzwania stoją dzisiaj przed polską neurologią w zakresie diagnostyki i leczenia choroby Alzheimera?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Największym wyzwaniem jest przygotowanie całego systemu do wcześniejszego rozpoznawania choroby i wdrażania nowych terapii. Potrzebujemy dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej – od lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, przez ambulatoryjną opiekę specjalistyczną, aż po wyspecjalizowane ośrodki zajmujące się diagnostyką i leczeniem chorób prowadzących do otępienia. Konieczne jest zwiększenie dostępności oznaczeń biomarkerów, przeniesienie znacznej części diagnostyki do trybu ambulatoryjnego oraz odpowiednie przygotowanie laboratoriów i pracowni rezonansu magnetycznego. Potrzebna jest także sieć ośrodków spełniających jasno określone wymagania dotyczące kwalifikacji pacjentów, prowadzenia terapii i monitorowania jej bezpieczeństwa.

Prof. Alina Kułakowska: Polska neurologia znajduje się dziś w szczególnym momencie. Postęp medycyny otwiera możliwości diagnostyczne i terapeutyczne, które jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu były poza naszym zasięgiem. Choroba Alzheimera jest tego bardzo dobrym tego przykładem – pokazuje, jak ważne staje się rozpoznanie choroby na etapie, na którym możemy jeszcze skutecznie interweniować. Dlatego ogromne znaczenie ma również edukacja społeczna i zwiększanie świadomości na temat pierwszych objawów choroby. W neurologii czas często decyduje o możliwościach leczenia. Wobec starzenia się społeczeństwa choroby neurologiczne będą coraz większym wyzwaniem, dlatego neurologia powinna być traktowana jako jeden z kluczowych obszarów polityki zdrowotnej państwa. Potrzebujemy rozwiązań – systemowych, organizacyjnych – które pozwolą przełożyć postęp naukowy na realną dostępność nowoczesnej opieki dla pacjentów w Polsce.

Na zakończenie – co warto powiedzieć osobom, które zauważają u siebie lub swoich bliskich pierwsze problemy z pamięcią?

Prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz: Przede wszystkim nie warto zwlekać z wizytą u lekarza, jeżeli problemy z pamięcią lub innymi funkcjami poznawczymi utrzymują się, narastają albo zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie. Nie każdy taki objaw oznacza chorobę Alzheimera, ale każdy wymaga wyjaśnienia, w tym wykluczenia odwracalnych przyczyn zaburzeń poznawczych. Im wcześniej uda się ustalić przyczyny, tym większe są możliwości odpowiedniego leczenia, rehabilitacji i zaplanowania dalszej opieki.

KOMENTARZ

Dr n. o zdr. Edyta Ekwińska, wiceprezes Alzheimer Polska

Każdego roku we wrześniu organizacje z całego świata zajmujące się chorobą Alzheimera i innymi chorobami otępiennymi łączą siły, aby wspólnie z lekarzami zwiększać świadomość społeczną i przeciwdziałać stereotypom, które wciąż towarzyszą otępieniu. W 2026 roku Alzheimer’s Disease International zwraca szczególną uwagę na znaczenie wczesnego rozpoznania pod hasłem: Im wcześniej się dowiesz, tym więcej możesz zrobić – diagnoza otępienia ma znaczenie.

Za każdą diagnozą stoi jednak człowiek i jego bliscy. Choroba Alzheimera stopniowo odbiera samodzielność, wpływa na relacje rodzinne i społeczne oraz zmienia życie całej rodziny. U osoby chorej świadomość nieuchronnego postępu choroby może wzbudzać lęk, reakcje depresyjne i poczucie utraty niezależności. W miarę rozwoju schorzenia dochodzi do zaburzeń osobowości, osłabienia kontroli emocjonalnej oraz trudności w regulacji zachowania. Pacjenci mogą przejawiać impulsywność, podejrzliwość, chwiejność emocjonalną oraz zachowania agresywne. Obserwuje się także stopniową utratę poczucia tożsamości, związaną z zanikiem pamięci autobiograficznej. Z kolei bliscy, którzy często przez wiele lat pełnią rolę opiekunów, mierzą się z ogromnym obciążeniem emocjonalnym i organizacyjnym. Długotrwała opieka nad osobą z otępieniem stanowi jedno z najbardziej obciążających doświadczeń w życiu rodzinnym. Choroba Alzheimera wywołuje także daleko idące konsekwencje społeczne. Postępujące pogorszenie funkcji poznawczych prowadzi do ograniczenia aktywności zawodowej, społecznej i rodzinnej.

Nadal poważnym problemem pozostaje stygmatyzacja otępienia. Lęk przed diagnozą i niewystarczająca wiedza sprawiają, że wiele osób zbyt długo zwleka z szukaniem pomocy. Tymczasem wczesne rozpoznanie ma dziś coraz większe znaczenie. Jako organizacje pacjentów apelujemy o stworzenie w Polsce dobrze zorganizowanego systemu opieki nad osobami z chorobami otępiennymi, w tym rozwój wyspecjalizowanych poradni diagnozowania i leczenia tych chorób. W obliczu starzenia się populacji wzrasta też znaczenie działań profilaktycznych, edukacyjnych i wspierających, które mogą ograniczyć negatywne skutki choroby Alzheimera zarówno dla pacjentów, jak i dla całego społeczeństwa.

Źródło: inf pras

W Ministerstwie Zdrowia odbyła się konferencja inaugurująca realizację Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych. Program wyznacza długofalową strategię wsparcia pacjentów, ich rodzin oraz rozwoju wczesnej profilaktyki i diagnostyki do 2030 roku.

To pierwsza tego typu polityka publiczna przyjęta przez Radę Ministrów. Program ma na celu poprawę jakości życia osób z chorobami otępiennymi i ich opiekunów, zwiększanie świadomości w zakresie profilaktyki, wspieranie wczesnego rozpoznawania zaburzeń poznawczych oraz rozwijanie systemu wsparcia zdrowotnego i społecznego.

– Choroby otępienne dotykają całe rodziny, społeczności lokalne, rynek pracy oraz system opieki zdrowotnej i społecznej. Nie możemy ich postrzegać wyłącznie jako problemu medycznego. W grudniu 2025 r. program został przyjęty przez Radę Ministrów, z realizacją na 5 lat. Dokument, przygotowany wspólnie przez ministerstwo zdrowia, zespół przy pełnomocniku rządu ds. polityki senioralnej oraz ekspertów medycznych, ma wielką wagę, bo dotyka nie tylko obszarów zdrowotnych, ale też społecznych – kładzie duży nacisk na opiekę nad chorymi. Ten dokument to dowód, że Polska jest gotowa podjąć to wyzwanie w sposób systemowy, odpowiedzialny i oparty na dowodach naukowych – podkreśla wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Choroby otępienne stanowią jedno z największych wyzwań medycznych, społecznych i gospodarczych XXI wieku. Zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) na świecie żyje z nimi ponad 55 mln osób. W Polsce szacuje się, że z otępieniem zmaga się obecnie ponad pół miliona osób, a prognozy OECD wskazują, że do 2040 roku liczba ta może przekroczyć 770 tysięcy.

7 kluczowych filarów programu

Prace nad Programem obejmowały współpracę ekspertów z wielu sektorów. Dokument opiera się na kluczowych obszarach działań:

  1. Podnoszenie świadomości społecznej oraz przełamywanie tabu wokół demencji.
  2. Zmniejszanie ryzyka zachorowania poprzez promocję profilaktyki i zdrowego stylu życia.
  3. Wsparcie wczesnej diagnostyki, umożliwiające szybsze rozpoznanie pierwszych objawów.
  4. Leczenie i opieka nastawione na skoordynowaną pomoc medyczną i środowiskową.
  5. Wsparcie opiekunów nieformalnych, w tym ich edukacja oraz ochrona zdrowia psychicznego.
  6. Rozwój systemów gromadzenia danych, niezbędnych do optymalizacji polityk publicznych.
  7. Wspieranie badań naukowych nad chorobami otępiennymi.

Profilaktyka – dbając o serce, dbamy o mózg

Program kładzie duży nacisk na modyfikowalne czynniki ryzyka. Nawet około 45% przypadków otępienia wiąże się z czynnikami, na które mamy wpływ. Wśród nich wymienia się m.in. nadciśnienie tętnicze, wysoki poziom cholesterolu LDL, utratę słuchu, depresję, aktywność fizyczną, dietę oraz relacje społeczne. Wiele z nich pokrywa się z ryzykiem chorób układu krążenia, co potwierdza zasadę, że dbając o zdrowie serca, chronimy również mózg.

Krajowy Program Działań wobec Chorób Otępiennych powstał po to, aby wiedzę naukową przełożyć na działania publiczne. To plan konkretnych kroków, które będą realizowane w kolejnych latach przez różne instytucje i podmioty odpowiedzialne za ochronę zdrowia oraz politykę społeczną.

– Naszym zadaniem jest przygotowanie informatora, który ma podnosić świadomość o chorobach otępiennych oraz rekomendacje, jak ma wyglądać przestrzeń osób dotkniętych tą choroba i jak ją przygotować. Część działań jest już podejmowana. Jest program Aktywny Senior i rekomendacje, jak powinny funkcjonować placówki dziennego pobytu. Aktywność przychofizyczna ma wielkie znaczenie, bo aż o 45% zwiększa się szansa na uniknięcie chorób otępiennych – tłumaczy minister Marzena Okła-Drewnowicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, pełnomocnik rządu ds. polityki senioralnej.

Prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski, konsultant krajowy w dziedzinie neurologii, również podkreśla znaczenie profilaktyki w zahamowaniu chorób otępiennych: – Mamy bardzo niekorzystny profil demograficzny. W ciągu najbliższych 20 lat liczba chorych na Alzheimera i inne choroby otępienne znacząco wzrośnie. Dlatego tak ważna jest prewencja. Mamy dobrze zdefiniowane elementy, na które możemy wpływać. Ważne, żeby je implementować od najmłodszych lat. Rozpoczynamy też wielką rewolucję terapeutyczną choroby Alzheimera – zaczynamy rozumieć działania mechanizmów przyczynowych.

Realne wsparcie dla opiekunów

Opieka nad osobą z chorobą otępienną stanowi ogromne wyzwanie dla bliskich. Działania przewidziane w Programie uwzględniają m.in. adaptację bezpłatnych kursów edukacyjnych WHO dla opiekunów nieformalnych, wsparcie psychologiczne oraz funkcjonowanie dedykowanej infolinii.

Wiele z działań przewidzianych w Programie jest już podejmowanych. Od niespełna roku działa infolinia Rzecznika Praw Pacjenta dla pacjentów i ich bliskich, realizowane są projekty z Narodowego Programu Zdrowia i funduszy unijnych mające na celu wsparcie opiekunów nieformalnych i obejmujące profilaktykę funkcji poznawczych u osób starszych.

Podczas wydarzenia wręczono również oficjalne powołania członkom Zespołu do spraw monitorowania realizacji Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych, w którego skład weszli przedstawiciele świata nauki, administracji publicznej oraz organizacji pacjenckich.

Źródło: MZ

W Polsce żyje już niemal 10 mln osób w wieku 60 lat i więcej. Starzenie się społeczeństwa przestaje więc być problemem jednej grupy pacjentów czy wyzwaniem wyłącznie dla systemu emerytalnego. Dotyczy ochrony zdrowia, opieki długoterminowej, mieszkalnictwa, transportu, rynku pracy, usług społecznych i nowych technologii. Powołana przez premiera Rada do spraw Polityki Senioralnej ma pomóc stworzyć strategię, która połączy te obszary. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy eksperckie rekomendacje uda się przełożyć na rozwiązania odczuwalne dla seniorów i ich rodzin.

Premier Donald Tusk powołał Radę do spraw Polityki Senioralnej zarządzeniem nr 37 z 9 czerwca 2026 r. Formalnie jest ona organem pomocniczym Prezesa Rady Ministrów. 7 września pełnomocnik rządu do spraw Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz wręczyła akty powołania jej 24 członkom i odbyło się pierwsze posiedzenie Rady.

Nie jest to jednak kolejna rada, której sens można oceniać wyłącznie przez pryzmat liczby ekspertów i reprezentowanych przez nich instytucji. Jej powołanie przypada na moment, w którym Polska musi odpowiedzieć na znacznie bardziej fundamentalne pytanie: jak powinno funkcjonować państwo, w którym coraz większą część społeczeństwa stanowią osoby starsze?

Skala wyzwania jest już bardzo duża. W trakcie tegorocznych prac parlamentarnych dotyczących systemu wsparcia osób starszych wskazywano, że w Polsce żyje niemal 10 mln osób w wieku co najmniej 60 lat, a ich liczba będzie rosła. Nie chodzi przy tym wyłącznie o to, że seniorów będzie więcej. Zmieni się struktura potrzeb zdrowotnych i społecznych, wzrośnie znaczenie opieki nad osobami niesamodzielnymi, a coraz więcej rodzin będzie musiało godzić pracę zawodową z opieką nad starszymi bliskimi.

To właśnie dlatego polityka senioralna nie może sprowadzać się do świadczeń pieniężnych, programów aktywizacyjnych czy okazjonalnych działań kierowanych do osób 60+. Potrzebna jest odpowiedź na pytanie, jak możliwie długo utrzymywać samodzielność starszego człowieka, a kiedy zaczyna ją tracić, jak zorganizować wokół niego opiekę, która nie przerzuci całej odpowiedzialności na rodzinę.

Rząd deklaruje, że jednym z najważniejszych zadań nowej Rady będzie udział w przygotowaniu założeń Strategii Polityki Senioralnej.

„Głównym zadaniem Rady jest przełożenie wiedzy i doświadczenia jej członków na założenia projektu Strategii Polityki Senioralnej. Ważne, aby osoby starsze mogły być aktywne, miały potrzebne wsparcie i czuły się bezpiecznie. Niezbędne też jest rozwijanie usług, nowoczesnych technologii w obszarze srebrnej gospodarki. Wszystkie te działania powinna spajać solidarność międzypokoleniowa” – powiedziała podczas pierwszego posiedzenia Marzena Okła-Drewnowicz.

Skład Rady rzeczywiście wskazuje, że problem ma być analizowany szerzej niż tylko z perspektywy pomocy społecznej. Znaleźli się w niej geriatrzy, gerontolodzy, eksperci zdrowia publicznego, opieki długoterminowej, prawa i ekonomii, przedstawiciele samorządów i organizacji senioralnych, a także osoby zajmujące się projektowaniem przestrzeni przyjaznej starzeniu.

Z punktu widzenia ochrony zdrowia szczególnie istotna jest obecność ekspertów, którzy od lat zajmują się geriatrią i organizacją opieki nad osobami starszymi. Wśród członków są między innymi prof. Barbara Bień, specjalistka chorób wewnętrznych i geriatrii, prof. Piotr Błędowski, gerontolog i kierownik badań PolSenior i PolSenior2, prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, oraz Magdalena Osińska-Kurzywilk, specjalistka pielęgniarstwa geriatrycznego i psychiatrycznego związana z opieką długoterminową.

To ważne, ponieważ jednym z największych błędów w myśleniu o starzeniu się społeczeństwa jest traktowanie ochrony zdrowia i polityki społecznej jako dwóch oddzielnych systemów. Dla starszego człowieka granica między nimi często nie istnieje. Pacjent po hospitalizacji może nie wymagać już leczenia szpitalnego, ale nadal potrzebować rehabilitacji, pomocy w codziennym funkcjonowaniu, opieki pielęgniarskiej czy dostosowania mieszkania. Jeżeli tych elementów zabraknie, konsekwencją może być utrata samodzielności i kolejna hospitalizacja.

Problem koordynacji opieki nad seniorami jest zresztą dostrzegany również poza nową Radą. W 2026 r. w pracach parlamentarnych wielokrotnie pojawiała się potrzeba budowy bardziej zintegrowanej polityki senioralnej, łączącej profilaktykę, zdrowie i aktywizację. Podczas kwietniowego posiedzenia senackiej Komisji Zdrowia zwracano uwagę właśnie na brak zintegrowanej strategii uwzględniającej różne potrzeby starzejącej się populacji.

Państwo próbuje równolegle rozwijać inne elementy tego systemu. Program „Aktywni Seniorzy – ASY” na lata 2026–2030 ma budżet 610 mln zł i koncentruje się między innymi na aktywności społecznej i fizycznej osób starszych. W 2026 r. trwały również prace nad zmianami dotyczącymi koordynacji opieki długoterminowej i wsparcia osób starszych.

Nowa Rada będzie więc działała w rzeczywistości, w której inicjatyw dotyczących seniorów już nie brakuje. Wyzwaniem staje się raczej ich połączenie.

Dobrym przykładem jest zdrowie. Starzenie się populacji oznacza wzrost liczby osób z wielochorobowością, ograniczeniami sprawności i potrzebą długotrwałego wsparcia. Jednocześnie skuteczna polityka senioralna powinna zaczynać się znacznie wcześniej, zanim starsza osoba stanie się pacjentem wymagającym intensywnej opieki. Profilaktyka, aktywność fizyczna, rehabilitacja, zapobieganie upadkom, dostęp do transportu czy mieszkanie pozwalające bezpiecznie funkcjonować mogą decydować o tym, jak długo senior zachowa niezależność.

Dlatego interesujący jest również pozamedyczny skład Rady. Dr Agnieszka Labus zajmuje się projektowaniem przestrzeni przyjaznych starzeniu, dr Karolina Jarosz usługami społecznymi i potrzebami starszych mieszkańców obszarów wiejskich, a przedstawiciele samorządów wnoszą doświadczenia z organizowania pomocy tam, gdzie senior rzeczywiście mieszka.

To może okazać się szczególnie istotne. Dostępność świadczenia zapisana w ustawie czy programie nie oznacza jeszcze jego rzeczywistej dostępności. Starszy człowiek musi być w stanie dotrzeć do lekarza, rehabilitacji czy miejsca aktywności społecznej. Problem wykluczenia transportowego seniorów, zwłaszcza na terenach wiejskich, jest już przedmiotem prac sejmowej Komisji Polityki Senioralnej.

Podobnie jest z technologiami. Rozwój cyfrowych usług zdrowotnych i publicznych może ułatwiać życie seniorom, ale może również tworzyć nową barierę dla osób, które nie korzystają sprawnie ze smartfona, aplikacji czy bankowości elektronicznej. Srebrna gospodarka, o której mówi pełnomocnik rządu, będzie więc miała znaczenie tylko wtedy, gdy technologia będzie projektowana wokół rzeczywistych możliwości starszych użytkowników, a nie oczekiwania, że użytkownicy dostosują się do technologii.

Rada ma również korzystać z wyników badań naukowych, wskazywać dobre praktyki i przygotowywać opinie oraz rekomendacje dla polityki państwa. Na jej zastępców przewodniczącej wybrano prof. Martę Podhorecką oraz prof. Piotra Błędowskiego.

Samo powołanie interdyscyplinarnego zespołu nie rozwiąże jednak żadnego z problemów związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Rada jest ciałem opiniodawczo-doradczym. Nie zastąpi finansowania świadczeń, zwiększenia liczby specjalistów, rozwoju opieki długoterminowej ani usług lokalnych. Może natomiast zrobić coś, czego w polskiej polityce senioralnej szczególnie potrzeba: pomóc zbudować wspólną koncepcję systemu zamiast kolejnych rozwiązań tworzonych osobno przez ochronę zdrowia, pomoc społeczną, samorządy i administrację centralną.

I właśnie według tego należałoby za jakiś czas oceniać efekty jej pracy. Nie po liczbie posiedzeń, stanowisk czy powołanych zespołów roboczych, ale po tym, czy przygotowywana Strategia Polityki Senioralnej odpowie na bardzo praktyczne pytania. Jak długo starszy człowiek może pozostać samodzielny? Co dzieje się, kiedy tej samodzielności zaczyna brakować? Kto koordynuje wtedy pomoc i gdzie kończy się odpowiedzialność rodziny, a zaczyna odpowiedzialność państwa?

Przy niemal 10 mln osób po 60. roku życia nie są to już pytania dotyczące wyłącznie seniorów. To pytania o to, jak za kilkanaście lat będzie funkcjonował cały polski system ochrony zdrowia i opieki społecznej.

Źródło: KPRM

Wczesna diagnoza choroby Alzheimera może dziś oznaczać więcej możliwości dla pacjenta. Z okazji Światowego Miesiąca Choroby Alzheimera Fundacja „Zapisane w mózgu” zwraca uwagę na znaczenie wczesnego rozpoznania, potrzebę przeciwdziałania stygmatyzacji oraz wsparcia opiekunów osób żyjących z chorobą. We wrześniu Fundacja organizuje m.in. akcję „Siejemy niezapominajki”, bieg AlzRun Polska oraz uroczysty pokaz filmu dokumentalnego „Pamiętaj o mnie”.

Jak wskazują szacunki Alzheimer Europe w raporcie „Prevalence of dementia in Europe” 2025, na chorobę Alzheimera i choroby pokrewne zachorowało w Polsce 618,180 osób.Zgodnie z prognozami do 2050 r. liczba ta wzrośnie do 1,020,017 osób. Choroba Alzheimera jest najczęstszą postacią demencji i może odpowiadać za 60–70 proc. jej przypadków.

Zdiagnozowanie choroby Alzheimera na wczesnym etapie nabiera dziś szczególnego znaczenia. Po dekadach, w których leczenie koncentrowało się przede wszystkim na łagodzeniu objawów, pojawiły się terapie przyczynowe, przeznaczone dla odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów na jej wczesnym etapie. Przełom nie dotyczy jednak wyłącznie pojawienia się nowych terapii. Zmienia się również podejście do samej choroby – coraz większego znaczenia nabierają wcześniejsza identyfikacja pacjentów, nowoczesna diagnostyka z krwi, w tym wykorzystanie biomarkerów oraz odpowiednio zaplanowana opieka.

To sprawia, że świadomość objawów i ścieżki postępowania stają się jeszcze ważniejsze. Lęk przed diagnozą i stygmatyzacja mogą prowadzić do odkładania wizyty u specjalisty, a tym samym opóźniać rozpoznanie choroby.

– Nie możemy bać się mówić o objawach. Ani wtedy, gdy zauważamy je u bliskiej osoby, ani wtedy, gdy zaczynamy obserwować niepokojące zmiany u siebie. Dziś diagnoza może oznaczać coś więcej niż tylko potwierdzenie choroby – może być początkiem konkretnego działania. Dlatego chcemy, żeby we wrześniu o Chorobie Alzheimera było głośno – nie tylko w kontekście choroby, ale przede wszystkim ludzi, których ona dotyka – mówi Sabina Obwiosło-Budzyń, założycielka Fundacji Zapisane w Mózgu.

Fundacja zwraca również uwagę na sytuację opiekunów, którzy wraz z diagnozą bliskiej osoby często przejmują odpowiedzialność za organizację codziennego życia i opieki. To dlatego wsparcie powinno obejmować nie tylko pacjenta, ale również jego rodzinę i opiekunów.

W ramach wrześniowych działań Fundacja organizuje Bieg AlzRun Polska – wydarzenie sportowe dostępne również w formule marszu i nordic walking, którego celem jest zwiększanie świadomości na temat chorób neurodegeneracyjnych oraz wyrażenie solidarności z osobami żyjącymi z demencją i ich rodzinami.

Podczas uroczystego pokazu zaprezentowany zostanie film „Pamiętaj o mnie”, realizowany przez Fundację Zapisane w Mózgu. To intymny dokument o codzienności osób żyjących z chorobami neurodegeneracyjnymi i ich bliskich – o diagnozie, opiece, zmieniających się relacjach i próbach zachowania samodzielności oraz godności. W filmie pokazano zarówno perspektywę osób chorych, jak i ich opiekunów, którzy często pozostają niewidoczni w tej debacie. Obok osobistych historii pojawia się także głos ekspertów, dzięki czemu dokument łączy doświadczenie rodzin z wiedzą medyczną. Jego celem jest przełamywanie tabu i lęku przed diagnozą oraz pokazanie, że choroba nie odbiera człowiekowi potrzeby bliskości, obecności i szacunku.

„Siejemy niezapominajki. Pamiętaj o mnie. Pamiętaj o nas!” to z kolei spontaniczna akcja, do której Fundacja zaprasza wszystkich użytkowników mediów społecznościowych. Uczestnicy mogą pobrać przygotowane i udostępnione na stronie Fundacji bezpłatne grafiki i ramki, ustawić niezapominajkę na zdjęciu profilowym lub opublikować ją w relacji, a następnie podać akcję dalej. Niebieskie kwiaty mają stworzyć w internecie symboliczne pole pamięci o osobach żyjących z demencją i solidarności z ich opiekunami.

Celem wrześniowych działań Fundacji jest zwiększenie świadomości choroby Alzheimera, przełamywanie lęku przed diagnozą i zachęcanie do wczesnego rozpoznawania objawów. To szczególnie ważne dziś, gdy na rynku są już zarejestrowane terapie przyczynowe, przeznaczone dla odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów na wczesnym etapie choroby Alzheimera. Polscy pacjenci nie mogą jednak jeszcze skorzystać z nich w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia. Fundacja apeluje o szerszy dostęp do nowoczesnego leczenia poprzez objęcie tych terapii refundacją. Jednocześnie chce przeciwdziałać stygmatyzacji i przypominać o potrzebach osób żyjących z chorobą oraz ich opiekunów.

******

O Fundacji „Zapisane w mózgu”

Fundacja „Zapisane w mózgu” została założona przez Sabinę Obwiosło-Budzyń i jej męża
z potrzeby wsparcia osób żyjących z demencją oraz ich rodzin. Doświadczenie choroby Alzheimera w najbliższej rodzinie stało się impulsem do stworzenia miejsca, w którym opiekunowie mogą znaleźć wiedzę, wsparcie i zrozumienie. Fundacja prowadzi działania edukacyjne i społeczne, których celem jest zwiększanie świadomości chorób neurodegeneracyjnych, przeciwdziałanie stygmatyzacji oraz poprawa jakości życia osób żyjących z demencją i ich opiekunów.

Strona internetowa: zapisanewmozgu.pl   

O chorobie Alzheimera

Choroba Alzheimera to postępująca choroba neurodegeneracyjna, która stopniowo wpływa na pamięć, funkcje poznawcze i samodzielność. Zmiany w mózgu mogą rozpoczynać się wiele lat przed pojawieniem się pierwszych objawów. Wraz z postępem choroby pojawiają się trudności z orientacją, komunikacją i wykonywaniem codziennych czynności. Następuje stopniowa utrata samodzielności. Szacuje się, że w Polsce chorobą Alzheimera może być dotkniętych nawet ponad 600 tys. osób. Jak wynika z prognoz dla naszego kraju, już w 2050 roku liczba osób w wieku senioralnym z demencją może wynosić ponad 1,7 mln osób, z czego demencja spowodowana chorobą Alzheimera może dotyczyć nawet ponad 1 mln osób [3].

Jednym z największych wyzwań pozostaje wczesne rozpoznanie choroby. Pierwsze objawy bywają mylone z naturalnym starzeniem się, a diagnoza wymaga połączenia oceny klinicznej i psychologicznej z odpowiednio dobranymi badaniami. Wczesne rozpoznanie pozwala zaplanować leczenie, opiekę i wsparcie oraz jak najdłużej zachować samodzielność osoby chorującej. Choroba Alzheimera wpływa przy tym nie tylko na pacjenta, ale również na jego bliskich, którzy często przejmują znaczną część opieki.

Przełomem w podejściu do choroby są zarejestrowane terapie przyczynowe, przeznaczone dla odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów na wczesnym etapie choroby, co zwiększa znaczenie wczesnego rozpoznania i nowoczesnej diagnostyki.

Źródło: inf pras