Medicalpress

Polacy deklarują dużą gotowość do pomocy osobom w kryzysie samobójczym, ale nie zawsze potrafią go rozpoznać i odpowiednio zareagować. Ich postawy różnią się w zależności od płci i otwartości na rozmowę. Wpływają też na nie zakorzenione stereotypy – wynika z badania IPiN.

Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej próbie 2 tys. mieszkańców Polski w wieku 18-64 lata, w ramach Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym. Jego autor – dr Michał Bujalski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie (IPiN) – analizował m.in. stosunek do osób w kryzysie samobójczym, gotowość do udzielenia im pomocy, otwartość na rozmowę o problemach psychicznych oraz funkcjonujące w społeczeństwie stereotypy.

Jak pokazały przesłane PAP wyniki, Polacy są na ogół skłonni pomagać osobie przeżywającej kryzys. Jednocześnie nasz stosunek do samego zjawiska samobójstwa może się bardzo różnić od tego, jak postrzegamy osobę, która doświadcza takich myśli lub zachowań.

– Możemy nie akceptować samobójstwa, a jednocześnie nie odrzucać człowieka, który przeżywa kryzys. To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ osoba doświadczająca myśli samobójczych potrzebuje przede wszystkim możliwości powiedzenia o tym, co przeżywa, bez obawy przed oceną – podkreśliła w komunikacie prasowym ekspertka z IPiN dr Daria Biechowska.

Dodała, że aby pomóc, nie trzeba od razu mieć gotowego rozwiązania problemów. Najważniejsze są wysłuchanie, poważne potraktowanie niepokojącego sygnału i pomoc w dotarciu do odpowiedniego wsparcia.

Badanie wykazało przy tym różnice między kobietami i mężczyznami. Na siedmiostopniowej skali gotowość do pomagania wśród kobiet wyniosła średnio 6,23, a wśród mężczyzn 5,87. Kobiety deklarowały też mniejszy dystans wobec osoby w kryzysie (odpowiednio 2,63 wobec 3,23) oraz większe poparcie dla otwartego mówienia o problemach psychicznych (6,21 wobec 5,72).

Zdaniem ekspertów nie oznacza to jednak, że płeć pozwala przewidzieć zachowanie konkretnej osoby wobec człowieka w kryzysie. Pokazuje natomiast, że dla części społeczeństwa rozmowa o zdrowiu psychicznym nadal jest trudniejsza.

Tymczasem umiejętność ta może być kluczowa. Przeprowadzona analiza pokazała bowiem, że osoby bardziej skłonne do mówienia o problemach psychicznych częściej deklarowały akceptację i gotowość do pomocy, a rzadziej – dystans. Odwrotną zależność zaobserwowano u respondentów, którzy uważali, że zachowania samobójcze powinno się ukrywać. W tej grupie akceptacja osób w kryzysie była wyraźnie mniejsza. 

Zdaniem specjalistów z IPiN dobrą wiadomością jest to, że zauważania kryzysu, rozpoczynania rozmowy i wskazywania dalszej pomocy można się nauczyć. Warto, aby umiejętności te posiadali nie tylko specjaliści, ale wszyscy, którzy mogą zetknąć się z kimś potrzebującym wsparcia.

Dodatkowym problemem jest jednak to, że kryzys nie zawsze jest komunikowany wprost. Czasami świadczą o nim wyłącznie sygnały ostrzegawcze, takie jak wyraźna zmiana zachowania, wycofanie się z kontaktów, rezygnacja z dotychczasowych aktywności, problemy ze snem czy wypowiedzi świadczące o beznadziei albo utracie poczucia sensu. – Dlatego warto zwracać uwagę na zmianę w codziennym funkcjonowaniu i nie bać się zapytać, co się dzieje. Taka rozmowa nie zastępuje profesjonalnej pomocy, ale może stać się pierwszym krokiem do jej uruchomienia – wyjaśniła dr Biechowska.

Na rozpoznawanie zagrożenia mogą wpływać także stereotypy związane z płcią. Respondenci wyraźnie przypisywali określone rodzaje zachowań samobójczych kobietom lub mężczyznom. Zdaniem specjalistów pokazuje to, że społeczne wyobrażenia o tym, kto i w jaki sposób może znaleźć się w kryzysie, nadal są silne. Jeśli zachowanie danej osoby nie pasuje do utrwalonego stereotypu, rozpoznanie zagrożenia może być bardzo trudne lub opóźnione.

Jednocześnie Polacy są świadomi, że przyczyn kryzysu może być wiele. Najsilniej z samobójstwami kojarzą problemy ze zdrowiem psychicznym, a także zadłużenie, mobbing, trudną sytuację finansową, bezrobocie, śmierć bliskiej osoby, samotność oraz rozstanie lub rozwód.

Dlatego nie warto szukać jednego obrazu osoby zagrożonej, tylko zwracać uwagę na wyraźne zmiany w jej codziennym zachowaniu. Tym bardziej że często to bliscy, nauczyciele, lekarze rodzinni, farmaceuci, ratownicy medyczni czy pracownicy socjalni jako pierwsi zauważają, że ktoś przeżywa kryzys. I dopiero oni pomagają mu trafić do psychiatry lub psychologa.

Osoby przeżywające trudności i myślące o odebraniu sobie życia lub chcące pomóc osobie zagrożonej samobójstwem mogą skorzystać z całodobowych, bezpłatnych telefonów pomocowych: 800 70 2222 – centrum wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym; 800 12 12 12 – dziecięcy telefon zaufania Rzecznika Praw Dziecka; 116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży; 116 123 – ogólnopolska poradnia telefoniczna dla osób przeżywających kryzys emocjonalny; 112 – numer alarmowy w sytuacji zagrożenia życia i zdrowia.

Źródło: Nauka w Polsce

Kryzysów psychicznych przybywa, a miejsca, do których trafiają ludzie w najtrudniejszym momencie, potrafią ich stan pogorszyć. Izolatki i pokoje wyciszeń w Polsce projektuje się tak, by nikt nie zrobił sobie w nich krzywdy. Nikt jednak nie sprawdza, jak w nich słychać. Pogłos, szum instalacji i hałas z korytarza zamieniają miejsce wyciszenia we wzmacniacz napięcia. Eksperci apelują, by akustyka stała się obowiązkowym elementem projektowania.

Masz pracę, rodzinę, kredyt i od miesięcy śpisz po cztery godziny. Pewnego dnia coś pęka: atak paniki, który nie mija, myśli, które przestają być twoje, wybuch, którego nie umiesz zatrzymać. Ktoś wzywa pogotowie. Na izbie przyjęć jest tłok, rażą jarzeniówki, dzwonią telefony, z sąsiedniej sali dobiega krzyk. Każdy dźwięk uderza jak cios. Gdy napięcie sięga zenitu, trafiasz do izolatki. Gołe ściany, twarda posadzka, sufit, od którego odbija się każdy dźwięk. Twój własny krzyk wraca do ciebie ze wszystkich stron.

To nie jest scenariusz z marginesu. Kryzys psychiczny może przyjść do każdego: po stracie bliskiej osoby, po porodzie, w wypaleniu, w chorobie, z przemęczenia. A pokój, który miał przynieść ulgę, dokłada właśnie tego, co wywołało kryzys – bodźców. Polskie przepisy szczegółowo opisują, jak zabezpieczyć izolatkę przed samookaleczeniem i jak ją monitorować. O tym, jak ma brzmieć, nie mówią ani słowa.

I takich historii będzie przybywać. Według WHO z zaburzeniami psychicznymi żyje co siódma osoba na świecie, a w pierwszym roku pandemii lęk i depresja wzrosły o około 25 proc. Tym większe znaczenie ma to, co dzieje się w chwili interwencji. Bo tam, gdzie człowiek powinien odzyskać równowagę, warunki potrafią sytuację tylko zaostrzyć.

– Paradoks polega na tym, że winne są dobre intencje. Materiały wybierane dla bezpieczeństwa i higieny – odporne, łatwe do mycia, twarde – tworzą środowisko akustycznie agresywne. Z punktu widzenia prawa pokój jest bezpieczny. Z punktu widzenia człowieka w kryzysie – niekoniecznie. Pomieszczenie, które ma wyciszać człowieka w kryzysie, nie może samo wzmacniać hałasu – mówi Adam Mazur ekspert ds. health care z Saint-Gobain Ecophon.

Prawo chroni ciało, nie zmysły

Polskie przepisy znają dwa rodzaje takich pomieszczeń. Żadne z nich nie ma określonych wymagań akustycznych. Pomieszczenie izolacji służy do stosowania przymusu bezpośredniego. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego (art. 18e) wymaga, by było urządzone tak, aby chronić pacjenta przed uszkodzeniem ciała. Ma odpowiadać standardom pokoi łóżkowych w szpitalu psychiatrycznym, zakładzie leczniczym lub pokoi mieszkalnych w jednostce pomocy społecznej. Musi też mieć monitoring umożliwiający stały nadzór.

Pokój wyciszeń spotkamy w środowiskowych domach samopomocy, placówkach dla osób w spektrum autyzmu, szkołach specjalnych i ośrodkach terapeutycznych. Rozporządzenie w sprawie środowiskowych domów samopomocy mówi o pokoju do indywidualnego poradnictwa, który pełni funkcję pokoju wyciszenia. Gdy uczestników w spektrum autyzmu jest więcej niż trzech, pokój wyciszeń ma być odrębnym pomieszczeniem.

W obu przypadkach przepisy nie mówią nic o dopuszczalnym poziomie hałasu, czasie pogłosu, izolacyjności akustycznej ścian, stropów i drzwi, hałasie z instalacji, prywatności akustycznej.

Rozporządzenie o ŚDS wspomina wprawdzie o zapewnieniu „bezpieczeństwa i spokoju”. Nie przekłada tego jednak na żaden mierzalny parametr. W efekcie pokój wyciszeń może istnieć formalnie – wydzielony, umeblowany, opisany na drzwiach – i jednocześnie nie spełniać swojej funkcji.

– Projektant dostaje listę: monitoring, brak punktów zaczepienia, powierzchnie odporne na zniszczenie i dezynfekcję. Akustyki na tej liście nie ma. A skoro nikt jej nie wymaga, nikt jej też nie sprawdza – ani w projekcie, ani po oddaniu pomieszczenia do użytku – zauważa Adam Mazur.

Z tej samej luki zdaje sobie sprawę środowisko architektów. Dr inż. arch. Rafał Adam Strojny z Politechniki Lubelskiej projektuje obiekty ochrony zdrowia i bada europejskie szpitale specjalistyczne. Za doktorat o ich współczesnych tendencjach otrzymał Nagrodę Naukową Izby Architektów RP (2024).

– Rozporządzenie ministra zdrowia opisuje separatkę na oddziale psychiatrycznym bardzo dokładnie: drzwi otwierane na zewnątrz, ściany i podłoga odporne na zniszczenie, oświetlenie, wentylacja i ogrzewanie poza zasięgiem pacjenta, monitoring z zasilaniem rezerwowym. Akustyki w tym wykazie nie ma. W praktyce o akustyce izolatki decyduje więc to, czy inwestor wpisze ją do programu funkcjonalno-użytkowego albo czy upomni się o nią projektant. Jeśli nikt tego nie zrobi, akustyka przegrywa z każdą pozycją, której wymaga przepis – mówi dr Strojny.

Dźwięk, który nie gaśnie

Akustyka w izolatce nie jest kwestią estetyki, tylko deeskalacji. Badania wiążą hałas ze wzrostem pobudzenia fizjologicznego, stresem, gorszym snem i słabszą regeneracją. W psychiatrii i w pracy z osobami neuroróżnorodnymi to szczególnie ważne.

Częstym zapalnikiem kryzysu jest przebodźcowanie: nagromadzenie dźwięków, światła, ruchu i ludzi, które przekracza zdolność układu nerwowego do ich przetworzenia. Dotyczy to nie tylko osób w spektrum autyzmu, ale też osób z ADHD, demencją, w psychozie, po traumie czy w ostrym lęku. Skutkiem bywa pobudzenie, panika, agresja albo całkowite zamknięcie się w sobie.

Logika interwencji powinna być więc prosta: odjąć bodźce. Źle zaprojektowany pokój wyciszeń robi odwrotnie – dokłada je. A dźwięk jest bodźcem, przed którym najtrudniej się schować: można zamknąć oczy, ale nie można zamknąć uszu. Według metaanalizy opublikowanej w „Ear and Hearing” (Williams i wsp., 2021) obniżoną tolerancję dźwięku, czyli nadwrażliwość słuchową, ma obecnie ok. 41 proc. osób w spektrum autyzmu, a w ciągu życia doświadcza jej ok. 61 proc. Jej skutki to wzrost stresu, reakcje ucieczkowe, wycofanie, trudności z koncentracją i komunikacją.

 – Przy twardym suficie i twardych ścianach dźwięk odbija się wielokrotnie, zanim wygaśnie. Dla zdrowej osoby to dyskomfort. Dla kogoś w kryzysie, z nadwrażliwością słuchową, to kolejny bodziec, z którym musi walczyć. Sufit dźwiękochłonny nie jest tu elementem wystroju. Decyduje o tym, czy pokój w ogóle może pełnić swoją funkcję – tłumaczy Adam Mazur.

– Izolatkę wciąż projektuje się głównie z listy zabezpieczeń, a przepisy to utrwalają: jedyny zapis o jej wyglądzie w rozporządzeniu to ściany „gładkie, jasne”. Tymczasem Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom (CPT) oczekuje, że pomieszczenie izolacji zapewni pacjentowi nie tylko bezpieczeństwo, ale też uspokajające otoczenie. Brytyjskie wytyczne HBN 03-01 opisują je wprost jako przestrzeń o niskim poziomie bodźców: zegar widoczny z wnętrza, oświetlenie regulowane z zewnątrz, własna łazienka, najlepiej także okno z roletą sterowaną przez personel. To decyzje o świetle, widoku i poczuciu czasu, a nie o wystroju. Dźwięk powinien trafić na tę listę jako pierwszy, bo to bodziec, którego pacjent nie może od siebie odciąć – dodaje dr inż. arch. Rafał Adam Strojny.

Lekcja z Londynu

Przykład, że da się inaczej, pokazuje Springfield University Hospital w Londynie, zaprojektowany przez pracownię C.F. Møller Architects. To szpital psychiatryczny, w którym rozwiązania funkcjonalne, przestrzenne i materiałowe oparto na badaniach naukowych i konsultacjach z przyszłymi użytkownikami.

– Byłem w Springfield w trakcie budowy i rozmawiałem z jednym z projektantów. Najbardziej uderzyło mnie, że bezpieczeństwa nie oparto tam na twardości materiałów, tylko na układzie: zwarte oddziały, dobra widoczność bez ślepych zakamarków, wewnętrzny ogród terapeutyczny na każdym oddziale i widok na zieleń z każdego pokoju pacjenta. Akustykę potraktowano jako narzędzie deeskalacji: drewno i inne ciepłe materiały oraz przemyślana akustyka obniżają hałas w strefach wspólnych, co rozładowuje napięcia. Nawet ryzyko samookaleczenia w łazienkach ograniczono odpowiednio ukształtowaną ścianą, która poprawia widoczność. Opublikowane materiały nie podają parametrów akustycznych samych pomieszczeń separacji, więc nie traktowałbym Springfield jak katalogu gotowych detali. To raczej lekcja kolejności: akustyka, światło i widok weszły do projektu razem z bezpieczeństwem, a nie po nim – opowiada dr Strojny.

– Brakuje przede wszystkim stopnia pośredniego między salą a izolatką. Brytyjskie wytyczne HBN 03-01 odróżniają pokój deeskalacji – cichą przestrzeń o niskim poziomie bodźców dla pacjenta w silnym pobudzeniu, który nie wymaga izolacji – od samej izolatki. Każą też przemyśleć jego lokalizację względem sypialni, bo to potencjalnie głośne pomieszczenie. Polskie przepisy dla oddziałów psychiatrycznych takiego pomieszczenia nie przewidują: znają opcjonalną separatkę, a na oddziałach w szpitalach ogólnych gabinet przyjęć dla pacjentów w pobudzeniu psychoruchowym. Brakuje też rzeczy podstawowych. Krajowy Mechanizm Prewencji Tortur po kolejnych wizytacjach szpitali psychiatrycznych powtarza zalecenie, by przyciski przywołania personelu były we wszystkich pomieszczeniach użytkowanych przez chorych, także w tych przeznaczonych do izolacji. I wreszcie brakuje akustyki: sufitu pochłaniającego dźwięk, cichej wentylacji, przegród, które odcinają izolatkę od hałasu korytarza – ocenia architekt.

Jak robią to Brytyjczycy

W Wielkiej Brytanii akustykę budynków ochrony zdrowia opisuje standard projektowy, a nie ustawa. Wytyczne NHS Health Technical Memorandum 08-01: Acoustics określają kryteria dla hałasu z instalacji, izolacyjności przegród, chłonności pomieszczeń i prywatności rozmów. Dla oddziałów psychiatrycznej intensywnej opieki uzupełniają je zalecenia projektowe stowarzyszenia NAPICU. Coraz częściej mówi się o przeniesieniu takiego modelu do Polski.

– Potrzebny jest i przepis, i standard. Do rozporządzenia, które już dziś wylicza elementy separatki – od drzwi po monitoring – trzeba dopisać minimalny wymóg akustyczny. Podobny postulat sformułowano w Norwegii: państwowa komisja badająca zdarzenia w ochronie zdrowia (Ukom) zarekomendowała w 2021 r. wiążący minimalny standard dla pomieszczeń separacji, obejmujący m.in. materiały, kolorystykę, światło i hałas. Konkretne wartości powinien podawać standard projektowy, bo łatwiej go aktualizować niż przepis. Brytyjski HTM 08-01 zaleca np., by materiał dźwiękochłonny co najmniej klasy C pokrywał powierzchnię równą 80 proc. podłogi niemal w każdym pomieszczeniu szpitala – o ile pozwalają na to higiena i bezpieczeństwo pacjenta – a hałas instalacji w salach chorych nie przekraczał poziomu NR 30, czyli w przybliżeniu ok. 35 dB(A) – i to w każdym paśmie częstotliwości, także w niskim buczeniu wentylacji – mówi dr Strojny.

Sześć warunków ciszy

Zasada jest prosta: jeśli pomieszczenie ma wyciszać, redukować pobudzenie lub bezpiecznie izolować, akustyka powinna być w nim parametrem obowiązkowym. Minimalny standard mógłby obejmować:

  1. ograniczenie czasu pogłosu,
  2. wysoką chłonność akustyczną sufitu i wybranych fragmentów ścian,
  3. ograniczenie hałasu z instalacji, zwłaszcza wentylacji,
  4. izolacyjność akustyczną od korytarza i pomieszczeń sąsiednich,
  5. prywatność akustyczną,
  6. materiały jednocześnie bezpieczne, odporne i dźwiękochłonne.

W psychiatrii, placówkach dla osób w spektrum autyzmu, ośrodkach terapii uzależnień i szkołach specjalnych cisza nie jest luksusem. Jest częścią terapii.

– Często słyszymy, że w izolatce nie da się zastosować materiałów akustycznych, bo wszystko musi być odporne, zmywalne i bezpieczne. To już nie jest wybór albo–albo. Są sufity dźwiękochłonne przeznaczone do pomieszczeń o podwyższonych wymaganiach higienicznych i odporne na uderzenia. Pytanie nie brzmi, czy się da, ale czy ktoś o to zapyta na etapie projektu – mówi Adam Mazur.

– Z inwestorem i dyrekcją rozmawiałbym językiem incydentów, nie komfortu. Zespół prof. Rogera Ulricha porównał szpital psychiatryczny w Göteborgu przed przeprowadzką i po przeprowadzce do nowego budynku, zaprojektowanego m.in. z myślą o ograniczeniu hałasu, z jednoosobowymi pokojami i powierzchniami dźwiękochłonnymi. Po przeprowadzce odsetek pacjentów, którym trzeba było podać zastrzyk pod przymusem, spadł z 20 do 13 proc., a w szpitalu kontrolnym w tym czasie wzrósł z 19 do 24 proc. Akustyka była jednym z dziewięciu rozwiązań nowego budynku, więc jej udziału nie da się wyodrębnić. Ale w innym badaniu, na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej, sama wymiana płyt sufitowych na dźwiękochłonne skróciła czas pogłosu w salach z 0,9 do 0,4 s, a pacjenci leczeni w gorszych warunkach akustycznych częściej trafiali ponownie do szpitala. Dla dyrekcji to argument z tej samej rubryki co monitoring i bezpieczne drzwi: mniej sytuacji, w których trzeba sięgać po przymus, to mniej urazów pacjentów i personelu – przekonuje dr Strojny.

Bezpieczeństwo to także to, co słychać

Dobrze zaprojektowana izolatka lub pokój wyciszeń nie powinny być tylko miejscem, z którego nie da się uciec i w którym nie można zrobić sobie krzywdy. Powinny realnie pomagać człowiekowi odzyskać kontrolę nad sobą.

Skoro prawo wymaga, by pomieszczenie izolacji było bezpieczne, trzeba zadać pytanie: czy pokój, który wzmacnia hałas, stres i dezorientację, może być uznany za w pełni bezpieczny?

Źródło: inf pras

Proszenie o pomoc nie jest oznaką słabości. To pierwszy krok do poradzenia sobie z trudną sytuacją. Ministerstwo Zdrowia rozpoczyna ogólnopolską kampanię „Mam odwagę prosić o pomoc”, której celem jest przełamywanie wstydu związanego z szukaniem wsparcia psychologicznego oraz upowszechnianie wiedzy o bezpłatnych telefonach wsparcia dla dzieci, młodzieży i dorosłych.

28 października 2026 r. w Ministerstwie Zdrowia odbyła się konferencja inaugurująca kampanię. W wydarzeniu uczestniczyli minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, eksperci w dziedzinie psychiatrii i psychologii, przedstawiciele organizacji udzielających wsparcia psychologicznego, a także reprezentanci środowiska szkolnego i młodzieży.

– Jesteśmy zgodni, że rozwiązania legislacyjne dotyczące higieny cyfrowej są ważne. Już podczas polskiej Prezydencji w UE rozpoczęliśmy debatę na temat zdrowia psychicznego. Więc tak, podpisuję się pod proponowanymi rozwiązaniami prawnymi ograniczającymi dostęp młodych ludzi do mediów społecznościowych, ale jednocześnie musimy pamiętać, że równie ważna jest świadomość społeczna oraz odpowiedzialność rodziców i dziadków – mówiła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Głównym przesłaniem kampanii jest przekonanie, że nikt nie musi mierzyć się ze swoimi trudnościami samodzielnie, a zwrócenie się po pomoc jest wyrazem odwagi i troski o własne zdrowie.

– Odwaga w sięganiu po pomoc psychologiczną czy psychiatryczną jest coraz większa. Dzisiaj nie powinien to być powód do wstydu, że szukamy pomocy. W czasie pandemii, kiedy kierowałam placówką medyczną, sama z takiej pomocy korzystałam. Kampania ma nas uwrażliwić na dbanie o siebie i nasze najbliższe otoczenie. Sami nie starajmy się być terapeutami dla innych, nie musimy nimi być. Ale miejmy w sobie zdolność do kierowania ludzi po wsparcie. Mówiąc im np. o numerach telefonów: 116 111 dla dzieci i młodzieży oraz 800 70 22 22 dla dorosłych, gdzie czekają specjaliści z profesjonalną pomocą – przekonywała.

Dwa numery, które warto znać

Kampania ma na celu rozpowszechnienie informacji o dwóch bezpłatnych, całodobowych numery telefonów wsparcia, które są finansowane ze środków resortu i obsługiwane ekspercko przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę oraz Fundację ITAKA.

116 111 – telefon zaufania dla dzieci i młodzieży

800 70 22 22 – Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym

Pod tymi numerami wsparcia udzielają specjaliści. Nie trzeba czekać, aż trudności staną się niemożliwe do udźwignięcia. Pierwsza rozmowa może pomóc uporządkować emocje, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy i znaleźć dalszą drogę do uzyskania pomocy. 

Prośba o pomoc to akt odwagi

Jedną z najważniejszych barier w poszukiwaniu wsparcia psychologicznego pozostaje przekonanie, że z problemami należy radzić sobie samodzielnie. Wstyd, obawa przed oceną, niezrozumieniem lub reakcją otoczenia mogą powstrzymywać przed rozmową zarówno dzieci i młodzież, jak i osoby dorosłe.

Kampania „Mam odwagę prosić o pomoc” ma zmieniać takie postrzeganie. Przekaz skierowany jest nie tylko do osób doświadczających trudności, lecz także do ich bliskich: rodziców, nauczycieli, przyjaciół i współpracowników.

Ważne jest nie tylko to, aby mieć odwagę poprosić o pomoc, ale również to, by umieć właściwie zareagować, kiedy ktoś zwraca się do nas ze swoim problemem.

Coraz więcej kontaktów z telefonami wsparcia

O znaczeniu dostępu do pomocy psychologicznej świadczą dane dotyczące kontaktów z centrami wsparcia.

Od 1 stycznia do 20 października 2026 r.:

Dane te pokazują, jak ważna jest możliwość rozmowy i uzyskania profesjonalnego wsparcia. Nie oznaczają jednak liczby osób korzystających z pomocy, ponieważ jedna osoba może kontaktować się z centrum wielokrotnie.

Jak rozpoznać, że ktoś potrzebuje pomocy?

Podczas konferencji inaugurującej kampanię eksperci rozmawiali o tym, jak rozpoznawać sygnały świadczące o potrzebie wsparcia psychologicznego, co utrudnia proszenie o pomoc oraz jak reagować, gdy ktoś z naszego otoczenia przeżywa trudny czas.

W panelu prowadzonym przez red. Wojciecha Jagielskiego uczestniczyli m.in. prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, dr hab. Barbara Remberk z Instytutu Psychiatrii i Neurologii, Katarzyna Talacha z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę koordynatorka zespołu konsultantów, a także konsultantka telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111, Magdalena Wrzesień, koordynatorka merytoryczna projektu Centrum Wsparcia dla osób dorosłych w kryzysie psychicznym Fundacji ITAKA, a także Nauczyciel Roku 2026 Tomasz Ordza oraz przedstawicielka młodego pokolenia, Zoja Skotnicka.

Ważnym tematem rozmowy była rola rodziców, nauczycieli i rówieśników we wspieraniu młodych ludzi. Zwrócono uwagę na znaczenie uważnego słuchania, traktowania emocji drugiej osoby z szacunkiem i unikania bagatelizowania jej problemów.

Szczególnie istotne jest, aby nie lekceważyć sytuacji, w której dziecko samo sygnalizuje potrzebę kontaktu z psychologiem. Taka prośba powinna spotkać się ze zrozumieniem i odpowiednią reakcją dorosłych.

Dr hab. Barbara Remberk z Instytutu Psychiatrii i Neurologii oraz prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii zwracali uwagę, że niezwykle ważne jest, żeby umieć wychwycić zmiany w zachowaniu u swoich bliskich. – Nie bójmy się rozmawiać o tym, że coś zauważyliśmy. Róbmy to bez oceniania i bądźmy konsekwentni w rozmowie o zdrowiu psychicznym – podkreślał krajowy konsultant w psychiatrii.

– My nie oczekujemy rozwiązania naszych problemów. Chcemy być przede wszystkim wysłuchani. Dorośli powinni być dla nas dostępni i otwarci na to, co mówimy – dodała Zoja Skotnicka.

Katarzyna Talacha z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę również zwracała na to uwagę: – Odbierając telefony od dzieci i młodzieży bardzo często słyszę, że jestem pierwszą dorosłą osobą, która ich wysłuchała.  

Zdrowie psychiczne w świecie cyfrowym

Jednym z zagadnień poruszonych podczas konferencji był również wpływ internetu i mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne.

Świat cyfrowy daje możliwości rozwoju, komunikacji i budowania relacji, ale może być także źródłem presji społecznej, porównywania się z innymi czy doświadczeń związanych z cyberprzemocą.

Według badania NASK 47% badanych nastolatków, którzy doświadczyli przemocy w internecie, nie powiedziało o tym nikomu. Dlatego tak ważne jest budowanie zaufania i otwartej komunikacji między dziećmi a dorosłymi.

Higiena cyfrowa nie oznacza wyłącznie ograniczania czasu spędzanego przed ekranem. To również troska o relacje, uważność na potrzeby innych oraz zainteresowanie tym, czego młodzi ludzie doświadczają w internecie.

Dorośli powinni przy tym pamiętać o własnych nawykach cyfrowych. Trudno oczekiwać od dzieci ograniczania korzystania z telefonu, jeśli sami nie potrafimy odłożyć go podczas wspólnej rozmowy.

– Młodzież ma dziś dużą świadomość higieny cyfrowej. My mamy w szkołach też narzędzia, które wspierają zdrowie psychiczne dzieci. To nasi psychologowie, pedagodzy, ale także zajęcia edukacji zdrowotnej. W naszej szkole dzieci zostawiają też telefony w specjalnym miejscu i nie korzystają z nich w czasie, kiedy są pod naszą – nauczycieli opieką. Ale istotne jest też, abyśmy to my jako dorośli dawali młodym dobry przykład. Zacznijmy wymagać od siebie samych dbania o higienę cyfrową, także w naszych domach – mówił Tomasz Ordza, wybrany nauczycielem roku 2026.

Od pierwszej rozmowy do profesjonalnego wsparcia

Podczas konferencji przedstawicielki Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę oraz Fundacji ITAKA przybliżyły zasady działania telefonów pomocowych. Mówiły, że często dzwonią osoby, które nie wiedzą co powiedzieć, jak zacząć rozmowę. Czasami po drugiej stronie telefonu jest cisza, czasami płacz. – Osoba dzwoniąca nie musi wiedzieć jak pokierować rozmowę. To jest rola psychologa. Najważniejsze jest zrobić pierwszy krok i wybrać numer telefonu – podkreślała Magdalena Wrzesień z Fundacji ITAKA.

Kampania obecna w codziennych przestrzeniach

Kampania informacyjna „Mam odwagę prosić o pomoc” będzie realizowana od 1 do 30 listopada 2026 r.

Informacja o dostępnej pomocy ma docierać do odbiorców w drodze do pracy, szkoły czy podczas zakupów. Kampania pojawi się m.in. na ekranach w warszawskim metrze, komunikacji miejskiej i podmiejskiej oraz galeriach handlowych. Przygotowano również plakaty informacyjne, które trafią do szkół.

Celem działań jest nie tylko zwiększenie rozpoznawalności telefonów wsparcia, ale także zachęcenie do korzystania z nich wtedy, gdy pojawia się taka potrzeba.

Zapisz. Przekaż. Skorzystaj, kiedy potrzebujesz

Każdy z nas może znaleźć się w sytuacji, w której rozmowa z drugim człowiekiem będzie szczególnie potrzebna.

Nie oceniajmy, czy czyjś problem jest wystarczająco poważny. Nie bagatelizujmy emocji i nie porównujmy trudności innych osób z własnymi doświadczeniami.

Najważniejsze jest uważne wysłuchanie i wskazanie miejsca, w którym można uzyskać profesjonalną pomoc.

116 111 – dzieci i młodzież

800 70 22 22 – osoby dorosłe

Oba numery są bezpłatne i dostępne przez całą dobę, 7 dni w tygodniu.

Nie musisz radzić sobie ze wszystkim samodzielnie. Mam odwagę prosić o pomoc.

Źródło: MZ

Sytuacja ekonomiczna i jakość snu mają większe znaczenie dla poczucia samotności wśród polskich seniorów niż wiek. Główny wpływ na to, czy seniorzy w Polsce czują się młodsi niż wynika z ich metryki, ma zdrowie. Wśród polskich seniorów obserwuje się narastające rozwarstwienie ekonomiczne – to tylko kilka wniosków płynących z najnowszej edycji raportu Fundacji SenorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”.

Cyfryzacja, życie społeczne, zdrowie i jakość życia – to obszary zainteresowania badania, które stało się punktem wyjścia do przygotowania VI edycji raportu „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. Podczas konferencji inaugurującej najnowszą edycje publikacji, która odbyła się w środę 28 października w Warszawie, eksperci z różnych dziedzin analizowali wnioski płynące z raportu i zastanawiali się w jaki sposób społeczeństwo i osoby oraz instytucje kreujące politykę senioralną mogą wesprzeć polskich seniorów.

 – Dziękuję, że niestrudzenie ciągle realizujecie wiele projektów, które są projektami nowatorskimi, powiedziałabym dość cyfrowymi, w odpowiedzi na tę wielką potrzebę drugiego człowieka. A szczególnie to, o czym rozmawiamy ostatnio i co nas bardzo interesuje, kwestia jak wykorzystać nowe technologie do wspierania osób starszych w opiece – zwróciła się do organizatorów i uczestników konferencji Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz.

Cyfryzacja – czy seniorzy czują się bezpiecznie w sieci?

Pierwszym tematem dyskusji panelistów była cyfryzacja. Jak wynika z raportu, polscy seniorzy czują się względnie bezpieczni w sieci. Co ciekawe, na poczucie bezpieczeństwa wpływu nie ma np. wiek, ale już zasobność portfela jak najbardziej. Im lepsza sytuacja materialna seniora, tym subiektywnie większe poczucie bezpieczeństwa w sieci. We wszystkich badanych grupach wiekowych, seniorzy chętnie korzystają z Internetu. Online „praktycznie cały czas” jest ok. 67–70% osób w każdej grupie wiekowej, także po 80. roku życia.

– Internet jest dla seniorów nie tylko miejscem komunikacji, ale narzędziem załatwiania podstawowych spraw życiowych: finansów, zakupów, kontaktu z innymi, pozyskiwania informacji i korzystania z nowych technologii. Wysoki deklarowany poziom poczucia bezpieczeństwa seniorów w Internecie nie powinien być utożsamiany z wysokim poziomem faktycznych kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa. Szczególnie istotna jest grupa osób, które nie potrafią jednoznacznie ocenić swojego bezpieczeństwa. Może to oznaczać potrzebę wzmacniania nie tylko wiedzy, ale przede wszystkim umiejętności rozpoznawania sytuacji ryzykownych i podejmowania właściwej decyzji – skomentowała nadkomisarz Magdalena Niemotko, ekspert ds. polityki społecznej w Wydziale Międzynarodowej Współpracy Policji Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości.

W dobie dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, seniorzy zostali zapytani także o to, czy wolą obsługę przez drugiego człowieka czy przez system/aplikację. Chociaż najczęściej wskazywali na chęć kontaktu z drugim człowiekiem (46,4%), to są otwarci również na obsługę z wykorzystaniem AI, jednak to zależy od rodzaju załatwianej sprawy.

– Wyniki sugerują potrzebę modelu hybrydowego, w którym technologie i AI upraszczają codzienne czynności, ale nie zastępują człowieka tam, gdzie potrzebny jest kontakt, rozmowa i indywidualne wsparcie. Zasadne jest więc włączanie technologii, w tym AI w usługi na rzecz seniorów, ale przy zachowaniu zasady „human in the loop”, technologia ma bowiem zawsze służyć człowiekowi – skomentowała Mariola Jóźwiak-Węclewska, główny specjalista w Wydziale Innowacyjnych Polityk Publicznych Departamentu Badań i Innowacji Ministerstwa Cyfryzacji.

Życie społeczne – skąd bierze się samotność i jak powszechne jest to zjawisko?

Głównym zagadnieniem omawianym w odniesieniu do życia społecznego była kwestia poczucia samotności wśród polskich seniorów. Co ciekawe, najsilniejsza zależność, która jest obserwowana już od kilku edycji badania, wynika z treści życia. Im bardziej wypełnione życie seniora różnymi zajęciami, tym mniejsze deklarowane poczucie samotności. Podobnie ważną korelację zaobserwowano pomiędzy poczuciem samotności a jakością snu. Odsetek seniorów deklarujących poczucie samotności jest aż 6-krotnie niższy wśród osób, które regularnie dobrze się wysypiają i czują się wypoczęci.

W trakcie debaty Łukasz Salwarowski, Prezes Stowarzyszenia MANKO i redaktor naczelny Głosu Seniora, zwrócił uwagę na fakt, że dość powszechnym zjawiskiem jest deklarowane poczucie samotności wśród seniorów, którzy żyją w małżeństwie. – W skali ogólnopolskiej to jest 2 miliony. Czyli 2 miliony osób w Polsce, żyje w związku, w małżeństwie i czuje się samotna! To bardzo głęboka myśl dla nas wszystkich.

Podobne wnioski płyną z badania SeniorApp. Chociaż bardzo często wskazuje się, że mieszkanie w pojedynkę jest kluczowym czynnikiem ryzyka samotności, to zależność ta nie jest aż tak silna, jak można byłoby oczekiwać. Wśród seniorów mieszkających w pojedynkę (ok. 30% badanych) ok. 45% deklaruje poczucie samotności, wśród osób mieszkających z kimś ten wskaźnik wynosi 26%.

Ciekawostką jest fakt, że wiek nie ma niemal zupełnie znaczenia dla tego, czy czujemy się bardziej samotni. Najmłodsi seniorzy (w wieku 55–65 lat) są najbardziej samotni nawet częściej (35%) niż osoby w wieku 66–80 lat (24–26%). Wyraźnie więcej samotnych jest dopiero po 80. roku życia. Jednak czynnikiem, który wpływa na to poczucie jest płeć. Znacznie częściej z samotnością mierzą się mężczyźni – blisko 1/3 badanych panów deklaruje wysoki i umiarkowanie wysoki poziom samotności. W przypadku kobiet takich odpowiedzi udzieliło mniej niż 1/5 badanych.

Jak zauważa Konrad Schroeder, psycholog społeczny i właściciel marki Moc dla Seniora. – Ten negatywny trend koreluje z globalnymi doniesieniami naukowymi m.in. na łamach „Nature Communications”, gdzie dowiedziono, że izolacja skraca życie w zdrowiu psychicznym mężczyzn aż o 5,8 roku. W obliczu tych danych kluczową rekomendacją dla instytucji wspierających staje się tworzenie celowanych klubów aktywizacji dla starszych mężczyzn, a dla samych seniorów – odważne przełamywanie samotności.

Zdrowie – kluczowy czynnik w codziennym funkcjonowaniu

Niezmiennie od lat kluczowym wyzwaniem związanym ze stanem zdrowia seniorów jest wielochorobowość. Sześć na dziesięć osób po 55. roku życia choruje na więcej niż jedną chorobę przewlekłą. To właśnie ten wskaźnik, a nie wiek, decyduje o tym, jak senior ocenia swoje zdrowie. Co ciekawe, mężczyźni częściej deklarowali dobry i bardzo dobry stan zdrowia (łącznie 47,1% wskazań) niż kobiety (43,4%). Jednocześnie odsetek wskazań „źle” i „bardzo źle” również wyższy był w grupie mężczyzn (14,6%) niż kobiet (11%), wśród których dominowały wskazania „przeciętnie” (45,6%).

W związku z wielochorobowością, istotnym problemem jest także przyjmowanie różnych leków i interakcje między nimi. W trakcie debaty uwagę zwróciła na to m.in. prof. Dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska. – W tej chwili praktycznie rzecz biorąc nie mamy możliwości popatrzenia na to, co pacjent przyjmuje. W systemie, który jest, niestety nie mamy wglądu w leki przepisane przez innych lekarzy. (…) Warto zweryfikować i uważam, że każdy z nas lekarzy, bez względu na specjalizację, powinien popatrzeć bardzo szeroko na pacjenta pod względem leków, jakie przyjmuje.

Jak zauważyła Gabriela Kwestarz-Byczysko, Prezes Zarządu DOZ Fundacja dbam o zdrowie, pacjenci w Polsce sami mają możliwość skonsultowania listy przyjmowanych leków ze specjalistą farmacji np. w aptece. Co więcej istnieje specjalna infolinia umożliwiająca przeprowadzenie ze specjalistą konsultacją o przyjmowanych lekach pod numerem 42 200 60 50. – Jest to telefon ogólnopolski. Od poniedziałku do soboty seniorzy mogą porozmawiać z drugim seniorem, a dużo dzisiaj o samotności tu mówimy, który wypełni czasami tę pustkę bycia samemu w domu czy braku rozmówcy. A dodatkowo w każdą środę prowadzimy przez 4 godziny rozmowy z farmaceutą, który może spokojnie, bez obawy, że ktoś tam w kolejce z tyłu w aptece czeka, porozmawiać o przyjmowanych lekach.

Oprócz kwestii związanych z chorobami, Fundacja SeniorApp bada także podejście seniorów do profilaktyki. Na przestrzeni kolejnych edycji badania nie zmienia się ich nastawienie do szczepień ochronnych. Wciąż jest to grupa, która deklaruje duże zaufanie do szczepień i otwartość na ich przyjmowanie. Warunkiem jest jednak bezpłatny dostęp – 88,5% ankietowanych odpowiedziało, że ich zdaniem szczepienia ochronne dla seniorów powinny być bezpłatne. Jak skomentował prof. Dr hab. n. med. Ernest Kuchar, praktyka pokazuje, że to znacząco zwiększa skłonność seniorów do korzystania z tej formy profilaktyki. – Od kiedy szczepionki przeciw RSV i półpaścowi trafiły na listę 65, liczba szczepień przeciwko półpaścowi wzrosła z ok. 15 tys. w 2024 r. do ponad 177 tys. w 2025 r., a przeciw RSV w sezonie 2025/26 zaszczepiło się ponad 600 tys. osób.

Młody jak polski senior – jakość życia

Polscy seniorzy na ogół deklarują, że czują się młodziej, niż wynika to z metryki. Taką odpowiedź wskazało 63% badanych. Kluczowe znaczenie w odpowiedzi na to pytanie miał jednak stan zdrowia. Wśród tych, którzy cieszą się dobrym zdrowiem młodziej czuje się 84% osób, przy złym stanie zdrowia odsetek wskazań dla tej odpowiedzi spada do jedynie 35%. W podziale na poszczególne grupy wiekowe tylko w grupie respondentów po 80. roku życia odsetek wskazań „czuję się na tyle lat ile mam” był wyższy (50,6%) niż „czuję się młodziej niż mój rzeczywisty wiek” (44,2%).

O tym, że kluczowe znaczenie na jakość życia seniorów ma zdrowie, świadczą także wyniki odpowiedzi na pytanie o to, czego najbardziej obawiają się polscy seniorzy myśląc o swojej starości. Aż 7 na 10 badanych obawia się chorób oraz niedołężności, a niemal co drugi bycia ciężarem dla bliskich. Wiele osób (40,2%) wskazywało także na strach przed utratą pamięci.

Co ciekawe, stosunkowo niewiele osób wskazało wśród obaw na złe warunki życia i biedę. Jednocześnie raport SeniorApp wskazuje, że sytuacja ekonomiczna seniorów w Polsce charakteryzują się coraz większym rozwarstwieniem, co przekłada się także na jakość ich życia. Pogorszenie sytuacji ekonomicznej w ostatnim roku zgłosiło aż 52% osób w złej sytuacji i tylko 2% najzamożniejszych. Z kolei poprawę odczuło aż 41% najzamożniejszych i jedynie 9% najuboższych.

Wszystkie te elementy mają wpływ na codzienne samopoczucie i dobrostan psychiczny. W trakcie debaty eksperci zwrócili uwagę na potrzebę zwiększenia zainteresowania właśnie tym obszarem i to nie tylko z perspektywy systemowej. – Potrafimy bardzo łatwo ocenić, kiedy komuś coś dolega fizycznie. Tu kuleje, tu pojawia się grymas na twarzy, widzimy, że coś dolega. (…) Możemy też być sprawni fizycznie, a niekoniecznie odczuwać dobrostan psychiczny. I odwrotnie, ten brak dobrostanu psychicznego może prowadzić do tego, że brakuje nam chęci, zapału i wigoru i też odbija się na zdrowiu fizycznym – zauważyła Anna Bielawska-Jutrzenka, zastępca Dyrektora Departamentu Pomocy Społecznej w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

– Za naszych bliskich jesteśmy odpowiedzialni. Pomoc społeczna ma tę odpowiedzialność uzupełniać, ale nie może jej całkowicie przejmować (…). Chciałbym, żeby każdy starszy człowiek, kiedy powie, że nie chce być ciężarem, usłyszał od nas: „jesteś dla nas ważny”, „możesz na nas liczyć”. Ale potem, żeby naprawdę mógł na nas liczyć – powiedział Maciej Klimek, Członek Rady ds. Polityki Senioralnej przy Prezesie Rady Ministrów i kierownik Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wojkowicach.

O raporcie

Fundacja SeniorApp prowadzi badania wśród seniorów od 2021 r. Ankieta ma charakter ogólnopolski i trafia do ok. 1500-2000 osób, a dobór próby jest losowo-kwotowy. Uzyskane dzięki ankietom wyniki służą do przygotowania raportu „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce”. W tym roku Fundacja SeniorApp wydała już VI edycję publikacji.

Patronaty honorowe nad tegoroczną edycją raportu objęli: Minister Cyfryzacji, wicepremier Krzysztof Gawkowski, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie, Główny Inspektorat Sanitarny, Marszałek Województwa Łódzkiego Joanna Skrzydlewska, Krajowa Izba Fizjoterapeutów, Wojewoda Łódzki Dorota Ryl, Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik, Główny Urząd Statystyczny, Warszawska Rada Seniorów i Stowarzyszenie Fundamenty Długowieczności. Partnerami raportu są DOZ Fundacja dbam o zdrowie, GSK, Moc dla Seniora, SiDLY.

Z kolei konferencji, która odbyła się 28 października patronatu honorowego udzielili: Ministerstwo Cyfryzacji, Pełnomocnik Rządu do spraw Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz, Prezydent Miasta Stołecznego Warszawy Rafał Trzaskowski, Prezydent Miasta Łodzi Hanna Zdanowska, Ambasada Królestwa Danii, Marszałek Województwa Łódzkiego Joanna Skrzydlewska, Krajowa Izba Fizjoterapeutów, Wojewoda Łódzki Dorota Ryl, Marszałek Województwa Mazowieckiego Adam Struzik, Główny Urząd Statystyczny, Warszawska Rada Seniorów i Stowarzyszenie Fundamenty Długowieczności.

Patronami medialnymi publikacji i wydarzenia są: Serwis Samorządowy PAP, Portal 60+, Głos Seniora, Super Senior, My60+, Ogólnopolska Karta Seniora, Silver TV, Podlaski Senior, Krajowa Izba Domów Opieki, TechnoSenior, MedicalPress, Forum 4 Czerwca, Art. Of Training, Krajowa Izba Managerów Opieki Senioralnej, Pion.pl, Instytut Dobrostanu i Rozwoju.

Źródło: Fundacja SeniorApp

87 proc. pracodawców uważa, że zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa psychologicznego w miejscu pracy. Z taką oceną zgadza się tylko nieco ponad połowa pracowników – wynika z badań Konfederacji Lewiatan. Jednocześnie rośnie liczba zwolnień lekarskich związanych z problemami psychicznymi i zaburzeniami zachowania. Ekspert wskazuje, że same programy wellbeingowe nie wystarczą, jeśli firmy nie rozpoznają źródła stresu i nie będą próbowały stworzyć warunków, w których pracownicy będą mogli otwarcie się dzielić swoimi spostrzeżeniami i mówić o problemach.

– Wyczerpanie to jest stan poważniejszy od zmęczenia, ale taki, z którym możemy sobie poradzić dzięki regeneracji. Wypalenie jest wtedy, kiedy już pojawiają się trwałe zmiany, np. umniejszamy swoje osiągnięcia, cynicznie myślimy o współpracownikach, o zespole mówimy: „oni”, a nie „my” – mówi agencji Newseria dr Kuba Giedrojć, dyrektor Instytutu Nowych Idei w Konfederacji Lewiatan. – Według badań Konfederacji Lewiatan co trzeci pracownik uważa, że cierpi na wypalenie zawodowe bądź jest w bardzo poważnym zagrożeniu wypaleniem zawodowym. Dwóch na trzech przynajmniej raz w tygodniu nie jest w stanie się zregenerować emocjonalnie bądź fizycznie, pomimo odpoczynku.

W tym samym badaniu 66 proc. pracowników deklaruje, że doświadcza lub odczuwa zagrożenie wypaleniem zawodowym. 59 proc. badanych doświadcza chronicznego wyczerpania fizycznego lub emocjonalnego utrzymującego się mimo odpoczynku.

– Mówimy więc o masywnym napięciu. Presja jest dzisiaj jednym z głównych problemów – podkreśla Kuba Giedrojć. – Jeżeli subiektywnie odczuwamy, że to napięcie, stres jest za duży dla nas, trudny do poradzenia sobie z nim, to jest to sygnał alarmowy, że należy szukać pomocy.

Według badań Konfederacji Lewiatan 28 proc. ankietowanych pracowników korzystało w ciągu ostatniego roku ze zwolnienia lekarskiego z powodu stresu, wyczerpania lub problemów psychicznych wynikających z pracy.

Dane opublikowane przez ZUS pokazują, że wzrasta liczba zaświadczeń lekarskich z powodu zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania. W 2025 roku wydano ich 9,6 proc. więcej niż w poprzednim roku. Liczba dni absencji z tego tytułu wzrosła do 34,1 mln, czyli o 12,4 proc. w porównaniu z 2024 rokiem. Ponad 36,7 proc. zaświadczeń z tej grupy miało związek z reakcją na ciężki stres i zaburzeniami adaptacyjnymi.

Problem przeciążenia psychicznego w związku z pracą nie dotyczy wyłącznie Polski. Jak wynika z badania OSH Pulse przeprowadzonego przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (EU-OSHA), 44 proc. pracowników odczuwa znaczną presję czasu i uważa, że ma za dużo obowiązków. W Polsce ten odsetek wyniósł 50 proc. Wśród czynników ryzyka wymieniane są także brak uznania oraz problemy z komunikacją i współpracą w organizacji. 37 proc. ankietowanych odczuwa ogólne zmęczenie powodowane pracą – w Polsce jest to niemal 60 proc. badanych. Problemem są również bóle głowy, przemęczenie wzroku, stres, depresja i niepokój.

Pracodawcy często nie dostrzegają niskiego poziomu bezpieczeństwa psychologicznego w swojej organizacji. Jak pokazują badania Konfederacji Lewiatan, 87 proc. pracodawców uważa, że jest ono na wysokim poziomie, podczas gdy tego samego zdania jest tylko 55 proc. pracowników. Kuba Giedrojć wskazuje na dwa istotne elementy, na które powinni zwrócić uwagę pracodawcy.

– Pierwszym jest zbudowanie przestrzeni dla pracowników, danie im pewności, że mogą zakwestionować decyzje, zapytać bądź przyznać się do swojej niewiedzy bez konsekwencji i kary. Drugi element polega na tym, że jeżeli pracownik mówi, że np. jakiś proces powinien wyglądać inaczej, to powinien zostać wysłuchany i otrzymać informację zwrotną. Nie wszyscy muszą się z tym zgodzić, czy to menedżer, czy firma, ale powinni dać pracownikowi sygnał, że dobrze, że o tym powiedział – podkreśla ekspert.

Jak zaznacza, pracodawcy powinni zapobiegać wypaleniu zawodowemu w trosce zarówno o zdrowie pracowników, jak i efektywność zespołu. Badania Konfederacji Lewiatan pokazują, że choć 77 proc. pracodawców deklaruje, iż podejmuje działania na rzecz komfortu psychologicznego pracowników, zauważa je tylko 41 proc. zatrudnionych. Może to oznaczać, że proponowane rozwiązania nie odpowiadają rzeczywistym potrzebom.

– Programy wellbeingowe, dobrostanowe są bardzo dobrym narzędziem, ale niewystarczającym. Trzeba diagnozować, co się dzieje w zespole, jak wygląda poziom napięcia, stresu i rutyny w pracy. To nam da informacje, jakie adekwatne działania podejmować – mówi Kuba Giedrojć.

Temat wypalenia zawodowego i życia w długotrwałym napięciu był poruszany podczas panelu „Jak żyć, żeby nie zwariować?”, który odbył się podczas Europejskiego Forum Nowych Idei (EFNI) w Sopocie.

Źródło: Newseria

Obecnie mamy skuteczne leczenie na większość przewlekłych chorób skóry; w wielu z nich można uzyskać długotrwałą remisję – powiedziała PAP prof. Irena Walecka, kierownik Kliniki Dermatologii i Dermatologii CMKP w Państwowym Instytucie Medycznym MSWiA w Warszawie.

Zarówno klinika, jak i rektor Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego (CMKP) objęli naukowym patronatem ogólnopolską konferencję edukacyjno-profilaktyczną dla pacjentów pt. „Skin Support Forum Pacjentów 2026”, która odbyła się w sobotę 24 października w Warszawie. Organizuje ją AMICUS Fundacja Łuszczycy i ŁZS.

Konferencja skierowana była do osób zmagających się z przewlekłymi, zapalnymi i autoimmunologicznymi chorobami skóry, w tym z łuszczycą, atopowym zapaleniem skóry (AZS), hidradenitis suppurativa (HS, kiedyś trądzik odwrócony), bielactwem, łysieniem plackowatym, przewlekłym wypryskiem dłoni oraz świerzbiączką guzkową – jak również do ich rodzin i opiekunów.

– Celem tego spotkania jest m.in. uświadomienie wszystkim naszym pacjentom dermatologicznym, że choroba skóry z reguły nie dotyczy jedynie skóry, ale całego organizmu. W związku z tym mogą się u nich rozwijać lub już się rozwinęły, różne choroby współistniejące, takie jak choroby układu krążenia czy choroby metaboliczne – powiedziała PAP prof. Irena Walecka, kierownik Kliniki Dermatologii CMKP w Warszawie.

Podkreśliła, że organizatorzy konferencji chcą dotrzeć do osób z chorobami skóry z przekazem, że obecnie istnieje dla nich skuteczne leczenie. – Większości z tych schorzeń nie można jeszcze wyleczyć, ale można uzyskać remisje, czyli ustąpienie objawów chorobowych. W chorobach takich jak bielactwo czy łysienie plackowate nierzadko udaje się uzyskać całkowitą repigmentację czy całkowity odrost włosów na długi czas – tłumaczyła prof. Walecka.

Dodała, że takie choroby, jak łuszczyca czy hidradenitis suppurativa, mają uwarunkowania genetyczne i nie ma na dziś możliwości trwałego wyleczenia pacjentów. – Mamy natomiast skuteczne leki, w tym terapie biologiczne i inhibitory JAK (inhibitory kinaz janusowych – przyp. PAP), które pozwalają osiągnąć komfort całkowicie czystej skóry, tj. bez zmian chorobowych – powiedziała dermatolożka. Wyjaśniła, że leki te działają przeciwzapalnie w sposób celowany na wybrany element procesu immunologicznego.

– Pacjenci powinni wiedzieć, że są takie terapie i że warto do skutku szukać pomocy u specjalistów i walczyć o swoje zdrowie. Jest dużo ośrodków, które leczą przewlekłe choroby skóry, a NFZ to finansuje – czasem z mniejszymi, czy większymi problemami, ale jednak finansuje – oceniła prof. Walecka.

Wskazała, że podczas sobotniej konferencji w CMKP w Warszawie pacjenci będą mogli nie tylko posłuchać wykładów na temat poszczególnych chorób skóry oraz problemów, jakie im towarzyszą, ale również skorzystać z konsultacji kardiologicznych, dermatologicznych (w tym badania dermatoskopowego) oraz konsultacji z psychiatrą lub psychologiem.

– Większość naszych pacjentów czuje się stygmatyzowana z powodu choroby skóry. Dlatego w czasie konferencji będą mogli skorzystać z krótkiej konsultacji psychologicznej. A jeśli lekarz psychiatra bądź psycholog, uznają, że pacjent wymaga szerszej pomocy, będą go kierować do odpowiedniej jednostki – wyjaśniła prof. Walecka.

Źródło: Nauka w Polsce

Psychoterapia psychodynamiczna dostosowana do potrzeb osób ze schizofrenią może poprawiać ich codzienne funkcjonowanie i łagodzić objawy wycofania oraz braku inicjatywy – wynika z badania opublikowanego w „The Lancet Psychiatry”. Metodę stosowano jako uzupełnienie standardowego leczenia.

Badanie przeprowadził zespół Christiane Montag z berlińskiej Charité we współpracy z International Psychoanalytic University Berlin. Naukowcy sprawdzali, czy dodanie zmodyfikowanej psychoterapii psychodynamicznej do standardowej opieki psychiatrycznej przynosi pacjentom większe korzyści niż sama standardowa opieka.

Schizofrenia jest zaburzeniem psychicznym, które może wpływać na postrzeganie rzeczywistości, myślenie, emocje i zachowanie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2023 r. na schizofrenię chorowało na świecie około 27 mln osób. Jej objawy dzieli się m.in. na pozytywne, takie jak urojenia i omamy, oraz negatywne, obejmujące osłabienie motywacji, ograniczone okazywanie emocji czy wycofanie społeczne. Określenia te nie oznaczają objawów „dobrych” i „złych”: pierwsze odnoszą się do pojawienia się nietypowych doświadczeń, drugie – do ograniczenia pewnych zdolności i aktywności.

Autorzy badania zwracają uwagę, że trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji mogą utrzymywać się pomimo leczenia, sprzyjając izolacji i pogorszeniu jakości życia. Dlatego głównym celem badania była ocena funkcjonowania psychospołecznego, czyli radzenia sobie z codziennymi zadaniami i uczestniczenia w życiu społecznym.

Psychoterapia psychodynamiczna bywa stosowana u osób z psychozą, ale jej skuteczność zbadano znacznie słabiej niż skuteczność terapii poznawczo-behawioralnej. Autorzy wskazują, że według ich wiedzy było to pierwsze odpowiednio duże randomizowane badanie, oceniające dostosowaną do osób ze schizofrenią metodę psychodynamiczną prowadzoną według podręcznika terapeutycznego, z długoterminową obserwacją.

Badana metoda to zmodyfikowana psychoterapia psychodynamiczna schizofrenii (MPP-S). W odróżnieniu od klasycznej psychoanalizy nie rozpoczyna się od interpretowania nieświadomych konfliktów. Najpierw terapeuta wspiera pacjenta w budowaniu relacji, rozumieniu własnych i cudzych stanów psychicznych, regulowaniu emocji i odróżnianiu własnych przeżyć od przeżyć innych osób. Bardziej interpretacyjne techniki wprowadza się stopniowo, stosownie do możliwości pacjenta.

Do badania włączono 130 osób w wieku 18–64 lat, leczonych ambulatoryjnie z powodu schizofrenii lub zaburzenia schizoafektywnego. Losowo przydzielono je do dwóch równych grup: jednej zaoferowano MPP-S jako uzupełnienie standardowej opieki, drugiej – samą standardową opiekę. W analizie uwzględniono 129 osób, ponieważ jedna wycofała zgodę na wykorzystanie danych.

W grupie MPP-S przewidziano indywidualne sesje raz w tygodniu, co najmniej 30 spotkań, z możliwością przedłużenia leczenia do 24 miesięcy. Osoby, które rozpoczęły właściwą psychoterapię, odbyły średnio około 69 sesji. Terapię prowadziło 20 specjalistów doświadczonych w leczeniu psychoz, korzystających z regularnej superwizji.

Standardowa opieka (TAU, ang. treatment as usual) była dostosowywana do potrzeb pacjentów. Mogła obejmować leki, konsultacje psychiatryczne, psychoedukację, wspierające kontakty psychoterapeutyczne, zajęcia grupowe, terapię zajęciową oraz pomoc pielęgniarską i socjalną. Nie obejmowała natomiast formalnej psychoterapii prowadzonej zgodnie z niemieckimi wytycznymi psychoterapeutycznymi. MPP-S nie zastępowała więc dotychczasowego leczenia, lecz stanowiła jego uzupełnienie.

Stan uczestników oceniano przed leczeniem i podczas kolejnych wizyt, a główne porównania przeprowadzono po 24 i 36 miesiącach. Osoby oceniające nie znały przydziału pacjentów do grup, choć pacjenci i terapeuci wiedzieli, kto korzysta z MPP-S.

Podstawowym miernikiem była skala Mini-ICF-APP, oceniająca ograniczenia aktywności i uczestnictwa w życiu społecznym związane z zaburzeniami psychicznymi. Wyższy wynik oznacza większe trudności. Skala uwzględnia m.in. organizowanie działań, podejmowanie inicjatywy i funkcjonowanie w relacjach, lecz badanie nie dowodzi osobnej poprawy każdej z tych umiejętności.

Po uwzględnieniu wyników początkowych oszacowana różnica między grupami wyniosła 3,45 punktu po 24 miesiącach i 4,07 punktu po 36 miesiącach – na korzyść grupy, której zaoferowano MPP-S. Obie różnice były istotne statystycznie. Oznacza to, że w tej grupie przeciętnie stwierdzano mniejsze ograniczenia funkcjonowania psychospołecznego niż w grupie standardowej opieki.

Większa była też poprawa w zakresie objawów negatywnych. W skali SANS przewagę MPP-S wykazano zarówno po 24, jak i po 36 miesiącach. W podskali objawów negatywnych PANSS przewagę odnotowano po 24 miesiącach, lecz nie potwierdzono jej w głównej analizie po 36 miesiącach.

W głównych analizach nie stwierdzono istotnej przewagi MPP-S w łagodzeniu objawów pozytywnych, takich jak urojenia i omamy, ani objawów depresyjnych. Niektóre analizy dodatkowe sugerowały jednak możliwe korzyści także w zakresie objawów pozytywnych.

Badacze oceniali również tzw. integrację struktury psychicznej, związaną m.in. z rozumieniem stanów psychicznych i regulowaniem emocji. Istotną statystycznie przewagę MPP-S stwierdzono w tym zakresie dopiero po 36 miesiącach. Autorzy przypuszczają, że umiejętności rozwijane w terapii mogą utrwalać się stopniowo, ale nie wykazali, że właśnie ten mechanizm odpowiada za poprawę codziennego funkcjonowania.

Częstość zgłaszanych zdarzeń niepożądanych była podobna w obu grupach. Odnotowano jednak trzy poważne zdarzenia: dwa zgony samobójcze – po jednym w każdej grupie – oraz umieszczenie uczestnika z grupy MPP-S w szpitalu psychiatrii sądowej po agresywnym zachowaniu. Osoba z grupy MPP-S, która zmarła samobójczo, nie rozpoczęła psychoterapii. Wyniki nie wskazały na większą częstość zdarzeń niepożądanych w grupie MPP-S, ale wielkość badania ogranicza ocenę bezpieczeństwa.

Istotnym ograniczeniem była liczba brakujących obserwacji: nie przeprowadzono 29 proc. zaplanowanych ocen po 24 miesiącach i 48 proc. po 36 miesiącach. Autorzy zastosowali metody statystyczne uwzględniające niepełne dane oraz dodatkowe analizy, które zasadniczo potwierdziły główne wyniki. Nie wyklucza to jednak wpływu brakujących obserwacji na oszacowaną skuteczność.

Badanie przeprowadzono w jednym ośrodku, wśród pacjentów zdolnych do udziału w długoterminowej terapii. Wykluczono m.in. osoby z nasilonym pobudzeniem, stwarzające zagrożenie dla innych lub z określonym nasileniem ryzyka samobójczego. Wyników nie można zatem automatycznie odnosić do wszystkich osób ze schizofrenią.

Badanie nie rozstrzyga również, jak MPP-S wypada na tle terapii poznawczo-behawioralnej. Nie porównywano jej z inną psychoterapią o podobnej intensywności, dlatego nie wiadomo, jaka część poprawy wynikała ze specyficznych technik MPP-S, a jaka z dodatkowego, regularnego kontaktu z terapeutą.

Autorzy zastrzegają, że wyniki dotyczą konkretnej, zmodyfikowanej metody i nie powinny być uogólniane na wszystkie podejścia psychodynamiczne. Ich zdaniem MPP-S może być wartościowym uzupełnieniem leczenia, zwłaszcza w poprawie funkcjonowania psychospołecznego i łagodzeniu objawów negatywnych. Przed szerszym wdrożeniem potrzebne są badania w niezależnych ośrodkach, porównania z innymi aktywnymi terapiami oraz ocena mechanizmów działania i kosztów. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W 2025 roku odnotowano 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy na łącznie 290,5 mln dni absencji chorobowej. Natomiast jeśli połowa osób nieaktywnych fizycznie w Polsce zaczęłaby spełniać rekomendacje WHO, można byłoby liczyć na 14,6 mln mniej dni chorobowego, a co za tym idzie ok. 1,9 mld zł oszczędności rocznie – wynika z analizy Instytutu Badań Strukturalnych na zlecenie Benefit Systems. Do wyższego poziomu aktywności fizycznej pracujących Polaków przyczyniają się rozwiązania udostępniane przez pracodawców. W ramach sprawdzonego modelu pracownicy mają dostęp do różnych form aktywności i miejsc, w których można ją podejmować.

– Liczba zwolnień lekarskich rośnie z roku na rok. O ile kiedyś mówiliśmy jeszcze o 24–25 mln zwolnień lekarskich w ciągu jednego roku, o tyle w tym momencie mówimy już o 28 mln. Widać więc, że o zdrowie nie tyle powinniśmy, ile musimy zadbać, a profilaktyka powinna być na pierwszym miejscu u każdego z nas – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Paweł Jaroszek, członek zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Z danych ZUS wynika, że w 2025 roku odnotowano 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy łącznie na 290,5 mln dni absencji chorobowej, zarówno z tytułu choroby własnej, jak i opieki nad dziećmi lub innymi członkami rodziny. Tylko z tytułu choroby własnej do ZUS wpłynęło 24,2 mln zaświadczeń lekarskich, które przełożyły się na 277,6 mln dni absencji chorobowej.

– Na pierwszym miejscu są choroby układu narządu ruchu. Spowodowała to przede wszystkim pandemia, ale nie łudźmy się: to także efekt tego, że coraz więcej pracujemy zdalnie i spędzamy dużo czasu z laptopem na kanapie. Podstawka pod monitor tego nie rozwiąże. Tu potrzebne są bardzo mocne działania profilaktyczne – uważa członek zarządu ZUS.

Choroby układu mięśniowo-szkieletowego i tkanki łącznej w 2025 roku spowodowały 42,4 mln dni absencji chorobowej (17,5 proc.). Na drugim miejscu znalazły się zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania z 34,1 mln dniami chorobowego (14,1 proc.).

Wydatki związane z absencją chorobową w 2025 roku ogółem wyniosły 34,88 mld zł, co oznacza wzrost o 12,4 proc. r/r. Na zasiłki chorobowe finansowane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wydatkowano 20,71 mld zł (+13,2 proc.), a na wynagrodzenia za czas niezdolności do pracy finansowane ze środków zakładów pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – 14,17 mld zł (+11,2 proc.). 

– Aktywność fizyczna jest częścią profilaktyki i prewencji. Zaczęło się od różnych rejestrów, które są wskazówkami dla zachowania życia w zdrowiu. Na przykład INTERHEART mówi, że brak aktywności fizycznej skraca nasze życie. Łącznie z tym, że gdy uprawiamy sport w młodym wieku, to w wieku starszym wydłużamy życie o 13 proc., a ryzyko zgonu redukujemy o 15 proc. To są twarde dane, z którymi nie dyskutujemy – podkreśla dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP, wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Według badania MultiSport Index 2025 94 proc. dorosłych Polaków uważa, że regularna aktywność fizyczna pomaga im zadbać o lepszą jakość życia teraz i na przyszłość. 93 proc. wskazuje, że różnorodna aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na zdrowie psychofizyczne, a 77 proc. – że na wykonywanie obowiązków zawodowych.

– Świadomość potrzeby aktywności fizycznej się zwiększa, a sama aktywność zwiększa się tylko w ramach grupy ludzi już aktywnych. Mamy jednak całą rzeszę osób, które jej unikają albo jej po prostu nie doświadczają. Musimy doprowadzić do tego, by edukacja dla sportu nie polegała tylko i wyłącznie na zadawaniu ćwiczeń fizycznych, tylko była rzeczywiście edukacją, która wchodzi w strefę budowania postaw na całe życie. To jest zadanie dla naszego społeczeństwa, inaczej nie będziemy 20. gospodarką świata i stracimy tę pozycję, a na pewno nie zyskamy pozycji jeszcze wyższej – mówi Robert Korzeniowski, chodziarz, czterokrotny mistrz olimpijski.

Z raportu MultiSport Index 2025 wynika, że co trzeci dorosły Polak nie podejmuje żadnej formy aktywności fizycznej w ciągu miesiąca, w tym nawet spacerów czy jazdy na rowerze. Jednocześnie ponad 64 proc. chciałoby się więcej ruszać.

– Ruch jest możliwy w każdym wieku. Nie ma bardzo wielu przeciwwskazań, poza kilkoma jednostkami chorobowymi, do wysiłku fizycznego, umiarkowanego bądź ograniczonego objawami. Oczywiście, im jesteśmy starsi, tym więcej jest ograniczeń, ale żeby ich nie było, wysiłek jest konieczny – podkreśla dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor.

Pracodawcy w Polsce dostrzegają konsekwencje zmian demograficznych. 52 proc. firm spodziewa się, że starzejąca się i kurcząca siła robocza wpłynie na ich działalność w ciągu najbliższych pięciu lat. 65 proc. przewiduje natomiast trudności z rekrutacją pracowników – wynika z raportu „Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF).

– Potrzebujemy rozwiązań wypracowanych zarówno przez pracodawców, jak i biznes. W pracy spędzamy bardzo dużo swojego czasu. Jeżeli więc będziemy mieć tam możliwość wykonywać ruch fizyczny, na przykład w przerwach w pracy, to pracujemy efektywniej, korzystamy z mniejszej liczby zwolnień lekarskich i jesteśmy zdrowsi – podkreśla ekspertka.

Polscy pracodawcy sięgają po narzędzia, które wspierają profilaktykę poprzez aktywność fizyczną.

– Dbanie o kondycję fizyczną jest zarówno przejawem odpowiedzialności za zdrowie zespołu, jak i całkiem konkretną decyzją biznesową. Dlaczego? Dzisiaj pracodawcy czują i wiedzą, że pracownik, który fizycznie i psychicznie czuje się dobrze, ma zadbany dobrostan, to pracownik, który jest efektywny i pomaga firmie funkcjonować. Profilaktyka oparta na aktywności fizycznej, jakościowym śnie i odpowiedniej diecie to oprócz oczywistego wpływu na zdrowie także korzyść ogólnospołeczna i biznesowa – uważa Kinga Kołodziej, dyrektor Działu Relacji z Klientami w Benefit Systems.

Analiza Instytutu Badań Strukturalnych, przygotowana na zlecenie Benefit Systems, pokazuje scenariusz, w którym połowa osób nieaktywnych fizycznie w Polsce zaczyna spełniać rekomendacje WHO dotyczące aktywności. W takim scenariuszu model wskazuje na 14,6 mln mniej dni absencji chorobowej rocznie, 127 tys. dodatkowych osób pracujących i spadek liczby zgonów o 13,7 proc. rocznie. Potencjalne oszczędności z tytułu mniejszej liczby absencji chorobowych oszacowano na 1,9 mld zł, a oszczędności dla systemu ochrony zdrowia na 359 mln zł rocznie.

– Biznes cały czas poszukuje rozwiązań wspierających kondycję psychofizyczną pracowników. Mogę to powiedzieć na przykładzie współpracy Benefit Systems z innymi przedsiębiorcami. Informacja zwrotna, którą dostajemy od klientów przy rozmowach, jest jednoznaczna. Jeden wymiar to ten biznesowy, za którym stoi wyraźna potrzeba wsparcia zdrowia pracowników, ponieważ to jest kwestia przyszłości przedsiębiorstwa. Drugi dotyczy relacji pracodawca i pracownik, gdzie pracodawcy mówią wprost: chcemy zadbać o kondycję naszych pracowników, żeby w tym dobrostanie pracowało im się jak najlepiej, jak najdłużej i jak najefektywniej – zaznacza Kinga Kołodziej.

W Polsce z programu MultiSport korzysta ponad 1,9 mln osób. Według danych MultiSport Index 2025 84 proc. jego użytkowników deklaruje aktywność fizyczną co najmniej raz w tygodniu (48 proc. w populacji ogólnej).

– Program MultiSport jest wielowymiarowy. Z jednej strony pozwala pracodawcom zabezpieczyć kwestie związane z dbaniem o kondycję pracownika, z drugiej wspiera cele HR-owe, w tym te wellbeingowe w przedsiębiorstwie. Dodatkowo nasz program pomaga budować nawyki pracownikom, którzy korzystają z kart sportowych. Mogą to robić, korzystając z różnych aktywności i dziedzin sportowych, z kilkunastu tysięcy obiektów sportowych w Polsce i za granicą, dodatkowo angażując i zachęcając do ruchu swoich bliskich w ramach kart dla osób towarzyszących – tłumaczy przedstawicielka Benefit Systems.

O aktywności fizycznej jako jednym z narzędzi profilaktyki zdrowotnej dyskutowano podczas Europejskiego Forum Nowych Idei – EFNI 2026, które odbyło się 14–16 października w Sopocie.

Źródło: Newseria

Jak rozmawiać z dziećmi o zagrożeniach, o których słyszą zewsząd, nie wzmacniając ich lęku? Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i Fundacja Prospołeczna.org przygotowały instrukcję dla rodziców i nauczycieli, dostępną w aplikacji KidsAlert. Materiał uzupełnia działania uczelni na rzecz edukacji zdrowotnej i zdrowia psychicznego, obejmujące także kształcenie przyszłych psychologów na nowym kierunku Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

Po doniesieniach o atakach w szkołach rodzice i nauczyciele mierzą się zarówno z pytaniami o bezpieczeństwo, jak i z niepokojem dzieci wywołanym wiadomościami, nagraniami i komentarzami w sieci.

Jak odpowiedzieć na obawy dziecka?

Opracowanie „Jak pomóc sobie i dzieciom w obliczu niepokojących informacji o zagrożeniach?” jest dostępne w aplikacji KidsAlert. Instrukcja zawiera wskazówki dostosowane do wieku dziecka, dotyczące reagowania na lęk i zgłaszania zagrożeń.

– Instrukcja, którą opracowaliśmy wspólnie z Fundacją Prospołeczna.org, realizującą projekt KidsAlert, ma wspierać rodziców i nauczycieli w prowadzeniu rozmów z dziećmi na temat przemocy i zagrożeń w sposób, który wzmacnia poczucie bezpieczeństwa, a jednocześnie nie nasila niepotrzebnie lęku. W rozmowach warto unikać drastycznych szczegółów, wysłuchać obaw dzieci i pomagać im odróżniać fakty od przypuszczeń. Ważne jest również przekazywanie zasad bezpieczeństwa oraz wskazywanie możliwości uzyskania pomocy – mówi dr Luba Ślósarz, psycholog i psychoterapeutka z UMW, współautorka opracowania.

Działająca od tego roku na Uniwersytecie Medycznym we Wrocławiu Katedra Psychologii, będzie temu zagadnieniu poświęcać sporo uwagi.

Porażający zasięg. Blisko 4 miliardy wyświetleń w kilka dni

Skalę przekazu, z którym mierzą się odbiorcy, pokazują dane przedstawione przez dr. Andrzeja Jarynowskiego, epidemiologa z Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW.

– Według naszego monitoringu w dniach 6–12 października treści dotyczące tego tematu odnotowały łącznie 3,9 mld wyświetleń. Szacunkowo w czwartek i piątek odpowiadało to około 25 kontaktom z materiałem dziennie w przeliczeniu na jednego mieszkańca Polski. Tak intensywny przekaz mógł nasilać społeczny lęk i wzmacniać poczucie zagrożenia – mówi dr Andrzej Jarynowski.

Przeliczenie na mieszkańca obrazuje intensywność przekazu, a nie doświadczenie każdej osoby czy poziom rzeczywistego niebezpieczeństwa. Często powtarzane wiadomości o przemocy mogą jednak wywoływać przekonanie, że również nam zagrażają podobne zdarzenia. Ciągłe sprawdzanie kolejnych doniesień może dodatkowo podtrzymywać niepokój.

Osobnym zagadnieniem jest ryzyko naśladowania przemocy, które również należy uwzględniać przy informowaniu o takich zdarzeniach.

– Modelowanie zachowań to uczenie się poprzez obserwację innych. W klasycznych eksperymentach Alberta Bandury dzieci, które obserwowały dorosłych zachowujących się agresywnie wobec lalki Bobo, częściej odtwarzały podobne zachowania podczas późniejszej zabawy. W kontekście współczesnych mediów sensacyjne i szczegółowe przedstawianie przemocy, zwłaszcza nadmierne eksponowanie sprawców, może w określonych okolicznościach sprzyjać naśladownictwu. Nie oznacza to jednak, że sam kontakt z takimi treściami prowadzi do agresji – wyjaśnia dr Luba Ślósarz.

Bezpieczeństwo w sieci jest częścią edukacji zdrowotnej

Instrukcja uzupełnia wcześniejsze działania UMW. Uczelnia udostępnia bezpłatny podręcznik edukacji zdrowotnej dla nauczycieli, z którego mogą korzystać również rodzice. Rozdział poświęcony cyberbezpieczeństwu i higienie cyfrowej obejmuje m.in. rozpoznawanie dezinformacji, cyberprzemoc, niebezpieczne relacje w internecie i ochronę prywatności. Publikacja omawia także skutki nadmiernego używania technologii. Uczelnia dużo uwagi poświęciła temu zagadnieniu także w programie studiów podyplomowych dla nauczycieli, którzy uczyć będą edukacji zdrowotnej, przygotowując ich do rozmów na ten temat.

Dr Agnieszka Siennicka, dziekan Wydziału Nauk o Zdrowiu UMW, podkreśla, że odpowiedzialność za cyfrowe środowisko dzieci dotyczy zarówno dorosłych użytkowników, jak i twórców technologii.

– Rosnąca zależność od technologii, która charakteryzuje współczesny świat powinna wymusić refleksję nad granicami jej wykorzystania. Pracując, odpoczywając czy organizując codzienne życie nie rozstajemy się ze smartfonami. Nie chodzi tylko o czas, który spędzamy z ekranem przed nosem. Chodzi o to, na ile my sami, jako dorośli użytkownicy potrafimy świadomie rozdzielić te aktywności, przy których technologia jest tylko pomocnym narzędziem, od tych momentów, kiedy telefon zaspokaja potrzeby emocjonalne, zastępuje relacje czy ingeruje w proces podejmowania decyzji. Dzieci nas obserwują, nie zastanawiają się, do czego akurat wykorzystujemy telefon, widzą przede wszystkim jego nieustanną obecność w naszym życiu. Trudno o bardziej niespójny przekaz – podkreśla dr Siennicka.

Odpowiedzialność dorosłych obejmuje także decyzje o tym, kiedy udostępniać dzieciom technologię i jakie zasady korzystania z niej ustalać. Dotyczy również projektowania narzędzi cyfrowych z uwzględnieniem potrzeb i rozwoju najmłodszych.

–  Mówię o tym jako rodzic, będący jednocześnie użytkownikiem, ale i współtwórcą innowacyjnych rozwiązań technologicznych.  Nie wystarczy projektować rozwiązania skuteczne, bezpieczne i dostępne. Trzeba również uwzględniać ich wpływ na zachowania, relacje i rozwój dzieci oraz konsekwencje budowania świata, w którym niemal każda aktywność wymaga pośrednictwa technologii. Cieszę się z wprowadzenia zakazu korzystania ze smartfonów w szkołach podstawowych. Uważam, że ta decyzja, równolegle z obowiązkową edukacją zdrowotną  oraz ze zmianami w zakresie żywienia w szkołach są przełomowe w kontekście zdrowia młodego pokolenia. Ale regulacje nie zastąpią rozmowy i edukacji przez rodziców i opiekunów, higieny cyfrowej dorosłych ani skutecznych narzędzi chroniących dzieci przed niebezpiecznymi treściami. Rodzice muszą odpowiedzialnie decydować o wieku rozpoczynania samodzielnego korzystania z sieci, urządzeń cyfrowych, mediów społecznościowych odnosząc się do świadomej oceny potrzeb i bezpieczeństwa dziecka, nie oglądając się na własną wygodę (nic tak nie ucisza marudzącego przy obiedzie kilkulatka jak telefon) czy presję rówieśniczą (wszyscy w klasie mają, mój syn będzie wykluczony jeśli tylko on nie dostanie swojego smartfona) – apeluje dr Agnieszka Siennicka.

Gdzie znaleźć więcej informacji?

Istnieje wiele sprawdzonych i merytorycznie bezpiecznych źródeł, z których można czerpać wiedzę. W ramach kampanii „Zdrowiej wiedzieć” UMW współpracuje m.in. z NASK na rzecz przeciwdziałania dezinformacji i edukacji o bezpieczeństwie w sieci. Praktyczne wskazówki dla rodziców zawiera poradnik NASK „W sieci wyzwań. Sztuka wychowania w cyfrowym świecie”.

Uczelnia nagrywa także podcasty „Na zdrowy rozum” i „Bezpieczny Pacjent”. Pierwszy z cykli podejmuje m.in. temat dezinformacji medycznej. Jeden z odcinków „Bezpiecznego Pacjenta” dotyczy bezpieczeństwa dzieci i młodzieży w internecie.

Informacje o zdrowiu psychicznym i dostępnych formach pomocy zawiera również bezpłatny poradnik autorstwa dr Luby Ślósarz „W dobrym stanie. Poradnik zdrowia psychicznego dla mieszkańców Dolnego Śląska”, wydany przez Dolnośląski Ośrodek Polityki Społecznej.

Źródło: inf pras

Ministerstwo Zdrowia proponuje zwiększenie o 4,59 proc. wyceny świadczeń realizowanych w ramach programu pilotażowego skierowanego do osób z doświadczeniem traumy. Podwyżki mają objąć m.in. konsultacje lekarskie i psychologiczne, psychoterapię indywidualną, rodzinną i grupową oraz opiekę na oddziałach stacjonarnych i dziennych. Projekt rozporządzenia został skierowany do konsultacji, a nowe stawki mają obowiązywać od 1 grudnia 2026 r.

Wyższe finansowanie terapii osób z doświadczeniem traumy

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt nowelizacji rozporządzenia dotyczącego programu pilotażowego w zakresie oddziaływań terapeutycznych skierowanych do osób z doświadczeniem traumy. Dokument przewiduje podwyższenie wycen jednostkowych świadczeń o 4,59 proc.

Jak wynika z oceny skutków regulacji, proponowane zmiany są konsekwencją rekomendacji nr 84/2026 Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) z 9 czerwca 2026 r. Rekomendacja dotyczy zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej oraz wskaźnika wzrostu wartości umów zawartych z Narodowym Funduszem Zdrowia w grupie „34 – Program pilotażowy”.

Projektowane przepisy obejmują zarówno świadczenia realizowane w warunkach stacjonarnych i dziennych, jak i ambulatoryjne formy pomocy terapeutycznej.

Ile wyniosą nowe stawki za psychoterapię i konsultacje?

Zgodnie z projektem wycena sesji psychoterapii indywidualnej wzrośnie do 211,84 zł. W przypadku psychoterapii rodzinnej, trwającej co najmniej 90 minut, stawka wyniesie 454,41 zł. Tyle samo przewidziano za sesję psychoterapii grupowej, obejmującą od 4 do 12 uczestników i trwającą minimum 90 minut.

Nowe wyceny obejmą również porady lekarskie i psychologiczne. Za poradę lekarską diagnostyczną oraz terapeutyczną trwającą minimum 60 minut przewidziano po 243,56 zł. Porada lekarska kontrolna, trwająca co najmniej 30 minut, zostanie wyceniona na 107,26 zł.

Z kolei stawka za poradę psychologiczną, zarówno diagnostyczną, jak i pozostałe porady psychologiczne objęte programem, wyniesie 175,90 zł.

Projekt określa także wyceny innych form wsparcia. Sesja wsparcia psychospołecznego ma kosztować 128,98 zł, natomiast sesja psychoedukacji, prowadzona dla grupy od 9 do 25 osób i trwająca minimum 90 minut, zostanie wyceniona na 175,90 zł.

Zmiany obejmą także oddziały stacjonarne i dzienne

Podwyżki dotyczą również świadczeń udzielanych pacjentom wymagającym bardziej intensywnych form opieki.

Po wejściu w życie rozporządzenia wycena osobodnia na oddziale stacjonarnym dla dorosłych wyniesie 402,15 zł. W przypadku oddziałów stacjonarnych dla dzieci i młodzieży przewidziano stawkę 545,64 zł za osobodzień.

Za osobodzień pobytu na oddziale dziennym zaplanowano 289,08 zł, natomiast wycena turnusu rehabilitacyjnego wyniesie 198,34 zł.

Kiedy nowe stawki wejdą w życie?

Zgodnie z projektem rozporządzenie ma wejść w życie 1 grudnia 2026 r. Zmienione wyceny będą stosowane od okresu sprawozdawczego rozpoczynającego się w dniu wejścia w życie nowych przepisów.

Proponowana regulacja dotyczy finansowania świadczeń w ramach konkretnego programu pilotażowego dla osób z doświadczeniem traumy. Nie oznacza zatem automatycznej podwyżki wycen wszystkich świadczeń psychoterapeutycznych i psychiatrycznych finansowanych przez NFZ.

Projekt znajduje się na etapie konsultacji, dlatego jego ostateczne brzmienie może jeszcze ulec zmianie.

Źródło: Rządowe Centrum Legislacji (RCL), projekt rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia

Nowy system, inny zakres obowiązków, reorganizacja zespołu. W pracy regularnie pojawiają się sytuacje, które wymagają odnalezienia się w nowych warunkach. Część z nich wiąże się również z potrzebą zdobycia kolejnych umiejętności i rosnącą presją. 10 października, w Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, eksperci zwracają uwagę na wpływ ciągłej adaptacji na pracowników oraz na to, jak wspierać zespoły w dynamicznym środowisku.

Praca nie stoi w miejscu

Jak często trzeba dziś przestawiać się na nowe warunki, pokazuje globalne badanie Deloitte 2026 Global Human Capital Trends. Co trzeci badany pracownik deklarował, że w ciągu roku doświadczył 15 dużych zmian związanych z pracą. Deloitte wymienia wśród nich m.in. zmieniające się oczekiwania klientów, modyfikacje strategii i modeli biznesowych oraz zmiany związane ze sztuczną inteligencją i innymi technologiami.¹

Wysiłki, jakie pracownicy podejmują, aby dostosować się do tak intensywnego tempa zmian, mają negatywne konsekwencje, takie jak spadek poziomu dobrostanu – wskazywany przez 68 proc. respondentów – i zaangażowania – 50 proc. – a także wzrost obciążenia pracą, na który wskazało 60 proc. badanych.¹

– Sama zmiana nie jest czymś złym. Może oznaczać awans, nową rolę albo sposób pracy, który docelowo okaże się lepszy. Każda zmiana wymaga od nas jednak wysiłku – mobilizuje nas do wyjścia z utartych schematów i nauki nowych kompetencji, co może prowadzić do dodatkowego obciążenia, także psychicznego. I właśnie tutaj na znaczeniu zyskuje rezyliencja, czyli zdolność do odzyskiwania równowagi w procesie adaptowania się do nowych warunków. Nie buduje się jej jednak dopiero wtedy, kiedy pojawia się kolejna zmiana. Łatwiej odnajdujemy się w nowych sytuacjach, kiedy na co dzień mamy dobre podstawy do funkcjonowania i przestrzeń na regenerację oraz rozwój. W dynamicznie zmieniającym się środowisku pracy znaczenie ma więc również to, czy mamy stały dostęp do wiedzy i wsparcia – mówi dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra i ekspert Multi.Life.

Rozwój jest nieodłącznym elementem zmiany

Badanie Multi.Life wskazuje, że 82 proc. pracujących Polaków uznaje rozwój umiejętności za priorytet, a 90 proc. oczekuje wsparcia w rozwoju ze strony firmy. Jednocześnie co trzeci pracownik nie brał udziału w minionym roku w żadnych inicjatywach rozwojowych.²

– Rozwój z jednej strony może być wynikiem zmian, ale powinien też je wyprzedzać. Stała możliwość rozwoju jest jednym z elementów budowania odporności w sytuacji zmiany. Jeśli możemy rozwijać się elastycznie i w sposób dopasowany do swoich potrzeb, w różnych obszarach – nie tylko kompetencji zawodowych, ale też np. odporności na stres czy kondycji fizycznej – mamy lepszą bazę do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami. W efekcie sama zmiana może być dla nas mniej obciążająca – podkreśla Andrzej Silczuk.

Potrzeby związane z rozwojem obejmują przy tym bardzo różne obszary. W badaniu Multi.Life 43 proc. Polaków wskazało, że chciałoby nauczyć się lepiej dbać o zdrowie fizyczne, 36 proc. – budować odporność psychiczną, a 31 proc. – rozwijać kompetencje związane z nowymi technologiami.²

– Ludzie chcą się rozwijać, ale nie każda potrzeba oznacza konieczność dokładania kolejnego kilkugodzinnego szkolenia do kalendarza. Czasem potrzebny jest pełny kurs, a czasem konkretna wiedza właśnie wtedy, kiedy pojawia się nowe zadanie albo odpowiedzialność. Dlatego znaczenie ma nie tylko to, czy pracownik ma dostęp do rozwoju i wsparcia, ale również czy może dopasować ich formę i moment do własnej sytuacji – mówi Izabela Nasiłowska-Włodarek, Business Development Director w Benefit Systems.

Podobny kierunek opisuje Deloitte. Autorzy raportu zwracają uwagę, że rozwój i dostosowywanie się do nowych warunków coraz częściej powinny być włączane w samo doświadczenie pracy, zamiast funkcjonować jako dodatkowe zadanie realizowane obok codziennych obowiązków. Wśród sposobów integrowania nauki z codzienną pracą Deloitte wskazuje m.in. praktyczne doświadczenia, coaching koleżeński oraz krótkie materiały i wskazówki dostępne wtedy, kiedy pojawia się konkretna potrzeba.¹

– Taką elastyczność staramy się zapewniać również w Multi.Life. W jednym miejscu pracownik ma dostęp do materiałów eksperckich i kursów w różnych formatach audio i wideo, w tym treści podzielonych na kilkuminutowe odcinki, a także do konsultacji online z ekspertami z obszaru zdrowia, dobrostanu oraz rozwoju osobistego i zawodowego. Może korzystać z nich w dogodnym dla siebie czasie, przerwać kurs i wrócić do niego później. Dzięki temu rozwój może łatwiej wpisać się w codzienność, zamiast stawać się kolejnym sztywnym punktem w kalendarzu – dodaje Izabela Nasiłowska-Włodarek.

Zdrowie psychiczne na co dzień

Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego obchodzony jest 10 października. Według WHO służy zwiększaniu świadomości dotyczącej zdrowia psychicznego oraz mobilizowaniu działań na rzecz wsparcia.³

– Zdrowie psychiczne nie zaczyna się dopiero w momencie kryzysu. Wcześniej jest codzienne funkcjonowanie – to, jak radzimy sobie z obowiązkami, jak reagujemy na nowe wymagania i ile mamy przestrzeni, żeby się do nich dostosować. Rolą pracodawcy nie jest zatrzymanie świata w miejscu ani sprawienie, żeby pracownik nigdy nie doświadczał stresu. Nie jest nią również przejmowanie odpowiedzialności za jego zdrowie. Może natomiast ułatwić dostęp do rzetelnej wiedzy i profesjonalnego wsparcia. Adaptacja jest naturalną częścią życia, również zawodowego. Dobrze jednak wiedzieć, gdzie można szukać pomocy, zanim trudniejszy moment przerodzi się w poważniejszy problem – podsumowuje Andrzej Silczuk.

Źródła:

¹ Deloitte, 2026 Global Human Capital Trends, „Creating an adaptable workforce”, 2026; Deloitte, „Change fatigue, the new challenge faced by employees globally”, 2026.

² Badanie wykonane na zlecenie marki Multi.Life, Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna, 28-30 grudnia 2025 r.

³ World Health Organization, World Mental Health Day 2026.

Karl Deisseroth, Peter Hegemann i Georg Nagel otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny za odkrycia, które doprowadziły do rozwoju optogenetyki. Metoda pozwala naukowcom za pomocą światła uruchamiać lub hamować wybrane komórki nerwowe. Dzięki temu można znacznie dokładniej sprawdzać, jak poszczególne neurony i obwody w mózgu odpowiadają za pamięć, emocje czy zachowanie.

Historia tegorocznego Nobla zaczęła się od badań nad jednokomórkowymi glonami. Peter Hegemann i Georg Nagel badali, w jaki sposób organizmy te reagują na światło. Kluczowe okazały się światłoczułe białka nazywane channelrhodopsinami. Pod wpływem światła otwierają one kanały w błonie komórkowej i umożliwiają przepływ jonów.

Naukowcy zorientowali się, że mechanizm ten można wykorzystać również w innych komórkach. Jeśli odpowiedni gen zostanie wprowadzony do neuronu, komórka nerwowa może stać się wrażliwa na światło.

Ten pomysł rozwinął Karl Deisseroth. W 2005 roku jego zespół pokazał, że neurony wyposażone w światłoczułe białko można pobudzać za pomocą światła. W kolejnych badaniach metoda zaczęła być stosowana u żywych zwierząt. Tak rozwinęła się optogenetyka.

Po co sterować neuronami światłem?

Mózg składa się z ogromnej liczby komórek nerwowych tworzących skomplikowaną sieć. Samo zaobserwowanie, że jakiś obszar mózgu jest aktywny, nie zawsze pozwala stwierdzić, za co dokładnie odpowiada.

Optogenetyka daje badaczom znacznie większą kontrolę. Mogą wybrać konkretną grupę neuronów, pobudzić ją światłem lub zahamować jej działanie i obserwować reakcję organizmu.

W ten sposób można na przykład sprawdzać, które obwody nerwowe uczestniczą w tworzeniu wspomnień, wywoływaniu określonych zachowań czy regulowaniu emocji. Metoda stała się również ważnym narzędziem w badaniach nad chorobami neurologicznymi i zaburzeniami psychicznymi.

Nie oznacza to jednak, że lekarze mogą już leczyć choroby mózgu, „świecąc” na neurony pacjenta. Optogenetyka pozostaje przede wszystkim niezwykle ważnym narzędziem badawczym. Trwają jednak prace nad jej potencjalnymi zastosowaniami medycznymi. Jednym z badanych kierunków jest wykorzystanie światłoczułych białek do przywracania reakcji na światło u osób z niektórymi chorobami prowadzącymi do utraty wzroku.

Tegoroczny Nobel nagradza więc nie gotową terapię, ale metodę, która dała naukowcom zupełnie nowy sposób badania mózgu. Pozwala nie tylko obserwować pracę neuronów, ale także precyzyjnie wpływać na ich aktywność i sprawdzać, jakie są tego skutki.

Nagroda Nobla w dziedzinie fizjologii lub medycyny otwiera tegoroczny tydzień noblowski. Laureaci podzielą między siebie nagrodę w wysokości 12 mln koron szwedzkich.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

U ich podstaw mogą stać: epidemia opioidowa, łatwy dostęp do broni palnej oraz problemy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, w tym brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i wysokie koszty leczenia.

Naukowiec z Virginia Commonwealth University (USA) przeanalizował dane dotyczące długości życia i umieralności pochodzące z ONZ, amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention (CDC) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Obejmowały one całe populacje wielu krajów i zakres od lat 40. XX wieku do 2023 r.

Okazało się, że różnica między USA a innymi państwami wysokorozwiniętymi nie pojawiła się nagle. Zaczęła zauważalnie rosnąć już w latach 90. ubiegłego wieku, a najbardziej przyspieszyła w dekadzie 2010-2019. W 1980 r. tylko 13 krajów liczących ponad milion mieszkańców miało wyższą oczekiwaną długość życia niż USA. W 2000 r. było ich już 26, w 2010 r. – 32, a w 2023 r. Stany Zjednoczone zajmowały dopiero 38. miejsce.

W ostatnich latach USA zostały pod tym względem wyprzedzone nie tylko przez kraje Europy Zachodniej, Kanadę, Japonię czy Australię, ale również m.in. Czechy, Słowenię, Chile, Kostarykę, Panamę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Koreę Południową i Tajwan.

Szczególnie niepokojąca jest wysoka umieralność ludzi młodych. W 2023 r. w 60 krajach ryzyko zgonu przed ukończeniem 40. roku życia było niższe niż w Stanach Zjednoczonych, a w 65 państwach 15-latek miał większą szansę dożyć 50 lat niż jego rówieśnik z USA.

Autor, dr. Steven Woolf, sprawdził również, jakie są najważniejsze przyczyny tego trendu. Porównał powody zgonów w USA i 16 innych krajach o wysokich dochodach.

Ustalił, że od 2010 r. za największą różnicę w ogólnej umieralności odpowiadały choroby układu krążenia, przyczyny zewnętrzne, w tym przedawkowania narkotyków, samobójstwa i zabójstwa, a także choroby neurologiczne, choroby układu oddechowego oraz zaburzenia endokrynologiczne i metaboliczne, m.in. cukrzyca. Wśród kolejnych przyczyn znalazły się choroby zakaźne, zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania, niewydolność nerek oraz alkoholowa choroba wątroby.

Zdaniem naukowca nie da się tego zjawiska wyjaśnić jednym czynnikiem. W przypadku przedawkowań ważną rolę odgrywa epidemia opioidowa, a w przypadku zabójstw i części samobójstw – łatwy dostęp do broni palnej. Rosnący problem otyłości oraz środowisko sprzyjające spożywaniu nadmiaru kalorii mogą natomiast przyczyniać się do większej liczby zgonów związanych m.in. z cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami nerek.

Woolf podkreślił, że skupienie się wyłącznie na konkretnych chorobach nie wystarcza. Jego zdaniem przyczyn należy szukać także w szerszych warunkach życia. Ważnym czynnikiem pogarszającej się sytuacji jest amerykański system ochrony zdrowia, w którym – w przeciwieństwie do wielu innych bogatych państw – nie ma powszechnego dostępu do opieki medycznej. Znaczenie mogą mieć również duże nierówności w dochodach, ubóstwo, trudności z dostępem do mieszkania i żywności, sposób projektowania miast, izolacja społeczna oraz polityka społeczna.

Badanie pokazało także, że duże różnice występują w obrębie samych Stanów Zjednoczonych. Najwyższą umieralność i najkrótsze życie odnotowuje się w części stanów południowych, Appalachach i na obszarach wiejskich.

W opinii Woolfa sytuację da się jednak naprawić. – Wiemy, jak rozwiązać ten problem. Inne kraje, które od dziesięcioleci wypadają lepiej niż Stany Zjednoczone, pokazały, że lepsze wyniki zdrowotne są możliwe – powiedział.

Jego zdaniem problemem nie jest brak rozwiązań, ale niewystarczające poparcie polityczne dla ich wprowadzania.

Źródło: Nauka w Polsce