Medicalpress

Powrót do szkoły oznacza dla dziecka nie tylko nowe wyzwania, ale również zmianę rytmu dnia, posiłków, snu i aktywności. U części dzieci właśnie w tym okresie nasilają się dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, takie jak bóle brzucha, wzdęcia, biegunki lub zaparcia. Jedną z możliwych przyczyn jest zespół jelita drażliwego (IBS), należący do tzw. zaburzeń osi jelito-mózg. Jak podkreślają współczesne kryteria diagnostyczne, IBS nie jest wyłącznie „problemem jelit”. Na jego objawy wpływają m.in. zaburzenia motoryki przewodu pokarmowego, nadwrażliwość trzewna, mikrobiota oraz czynniki psychologiczne i środowiskowe. Dlatego skuteczne wsparcie dziecka powinno obejmować nie tylko dietę, ale całościowe spojrzenie na jego funkcjonowanie.

IBS to nie tylko ból brzucha

Zespół jelita drażliwego (IBS – Irritable Bowel Syndrome) jest zaburzeniem osi jelito-mózg, którego głównym objawem jest nawracający ból brzucha związany z wypróżnieniem, zmianą jego częstości lub zmianą konsystencji stolca. Objawom mogą towarzyszyć m.in. zaparcie stolca, biegunka i wzdęcia. IBS ma złożone, wieloczynnikowe podłoże, a w jego rozwoju i nasileniu objawów mogą uczestniczyć m.in. mechanizmy związane z nadwrażliwością trzewną, motoryką przewodu pokarmowego, czynnikami psychospołecznymi oraz mikrobiotą jelitową.

Skala problemu jest większa niż mogłoby się wydawać. Metaanaliza opublikowana w 2025 r., obejmująca 66 badań z udziałem ponad 200 tys. dzieci i młodzieży z 29 krajów, wykazała, że IBS jest najczęstszym z zaburzeń osi jelito-mózg – występuje u 5,8% badanych.

IBS u dziecka należy traktować jako rzeczywisty problem zdrowotny, a nie jako chwilową dolegliwość czy próbę unikania szkoły. Ból brzucha może bardzo mocno wpływać na codzienne funkcjonowanie, koncentrację, aktywność, relacje z rówieśnikami, a także poczucie bezpieczeństwa. Dlatego ważne jest, aby dziecko wiedziało, że jego objawy są traktowane poważnie i że wspólnie z rodzicami oraz lekarzem można szukać sposobu na ich złagodzenie – mówi prof. dr hab. n. med. Anna Szaflarska-Popławska, gastroenterolog dziecięcy i Członkini Rady Naukowej Biocodex Microbiota Foundation.

Prawidłowa diagnostyka to podstawa

Ból brzucha u dziecka jest częstym objawem i może mieć wiele przyczyn. Rozpoznanie IBS opiera się przede wszystkim na charakterystyce i czasie trwania bólu lub dyskomfortu brzucha oraz ich związku z wypróżnianiem. Lekarz bierze również pod uwagę, czy występują objawy mogące wskazywać na inną przyczynę dolegliwości1.

Każde dziecko z podejrzeniem zespołu jelita drażliwego powinno mieć wykonany podstawowy zestaw badań diagnostycznych, obejmujący morfologię krwi, CRP oraz badania serologiczne w kierunku celiakii. U dzieci z postacią biegunkową zaleca się dodatkowo oznaczenie kalprotektyny w kale. Szczególnie ważne jest zwrócenie uwagi na, m.in. niezamierzoną utratę masy ciała, zahamowanie wzrastania, krwawienie z przewodu pokarmowego, uporczywe wymioty, gorączkę, przewlekłą biegunkę, ból budzący dziecko w nocy czy obciążony wywiad rodzinny w kierunku chorób przewlekłych. W takich sytuacjach lekarz może zdecydować o poszerzeniu diagnostyki.

Jelita i mózg pozostają ze sobą w stałym kontakcie

Jednym z kluczowych elementów współczesnego spojrzenia na IBS jest tzw. oś jelito–mózg. Przewód pokarmowy i układ nerwowy nie funkcjonują niezależnie – komunikują się za pośrednictwem licznych mechanizmów nerwowych, hormonalnych i immunologicznych.

Stres i napięcie emocjonalne mogą u niektórych dzieci wpływać na nasilenie dolegliwości związanych z IBS. Początek roku szkolnego może być pod tym względem okresem szczególnym: nowe wymagania, sprawdziany, relacje rówieśnicze, zmiana nauczyciela czy obawa przed korzystaniem z toalety w szkole mogą wpływać na samopoczucie dziecka. Warto obserwować, czy takie sytuacje wiążą się u dziecka z nasileniem dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego1.

W IBS bardzo ważna jest komunikacja pomiędzy jelitami a mózgiem. Stres może wpływać na motorykę przewodu pokarmowego i sposób odczuwania bodźców płynących z jelit, dlatego u niektórych dzieci objawy nasilają się właśnie w sytuacjach trudnych emocjonalnie. Nie powinniśmy jednak mówić dziecku, że „boli je brzuch, bo się stresuje”. Takie podejście może sprawić, że poczuje się niezrozumiane. Lepiej pomóc mu rozpoznać czynniki, które nasilają objawy i nauczyć je sposobów radzenia sobie z napięciem – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Anna Szaflarska-Popławska.

Dieta ma znaczenie, ale eliminacja pokarmów „na własną rękę” nie jest dobrym rozwiązaniem

W przypadku IBS sposób odżywiania może wpływać na nasilenie objawów, ale nie istnieje jedna uniwersalna dieta odpowiednia dla każdego dziecka. Postępowanie powinno być dostosowane do dominujących objawów, wieku, potrzeb rozwojowych i sposobu odżywiania dziecka.

Ważne jest utrzymanie odpowiednio zbilansowanej diety i prawidłowego nawodnienia. Warto również obserwować, czy określone produkty powtarzalnie wiążą się z nasileniem dolegliwości. Przydatne może być prowadzenie przez pewien czas prostego dzienniczka, w którym rodzic wraz z dzieckiem zapisuje posiłki, objawy, wypróżnienia oraz sytuacje stresowe.

Szczególnej ostrożności wymagają diety eliminacyjne. Ograniczanie wielu produktów bez konsultacji ze specjalistą może prowadzić do niedoborów składników odżywczych i niepotrzebnie ograniczać jadłospis dziecka. Jeżeli lekarz lub dietetyk uzna, że uzasadniona jest określona modyfikacja diety, powinna ona uwzględniać potrzeby rozwijającego się organizmu.

Leczenie powinno być dopasowane do dziecka

Celem leczenia IBS jest przede wszystkim ograniczenie objawów i poprawa codziennego funkcjonowania oraz jakości życia dziecka. Postępowanie powinno być dostosowane do rodzaju i nasilenia dolegliwości oraz indywidualnej sytuacji pacjenta1. Najnowsze wspólne wytyczne Europejskiego i Północnoamerykańskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci (ESPGHAN i NASPGHAN), podkreślają znaczenie indywidualizacji terapii oraz podejścia obejmującego zarówno aspekty fizyczne, żywieniowe, jak i psychologiczne. Jedną z rozważanych możliwości są także wybrane probiotyki. Warto jednak pamiętać, że działanie probiotyków zależy od konkretnego szczepu i nie każdy preparat ma taką samą skuteczność w określonym wskazaniu klinicznym1.

Ważnym elementem leczenia jest więc współpraca różnych specjalistów – w zależności od potrzeb dziecka może obejmować pediatrę, gastroenterologa dziecięcego, a w określonych sytuacjach także dietetyka czy psychologa. Takie postępowanie pozwala spojrzeć na objawy z różnych perspektyw i lepiej dopasować sposób postępowania do indywidualnej sytuacji młodego pacjenta. Istotną rolę odgrywa także współpraca z dzieckiem i jego rodzicami. Szczegółowy wywiad oraz rozmowa pozwalają lepiej poznać charakter i nasilenie objawów, ich wpływ na codzienne funkcjonowanie oraz czynniki, które mogą je nasilać. Relacja oparta na zaufaniu jest szczególnie ważna w przypadku dzieci – daje im poczucie bezpieczeństwa i ułatwia otwarte mówienie o dolegliwościach oraz trudnościach związanych z chorobą.

Leczenie IBS powinno przede wszystkim przebiegać indywidualnie. U niektórych dzieci największym problemem jest zaparcie stolca, a u innych biegunki. U części dzieci objawem dominującym jest ból brzucha i wzdęcia, które nasilają się w określonych sytuacjach. Dlatego nie ma jednego schematu postępowania, który można zastosować u wszystkich pacjentów. Ważne jest również, aby rodzice wiedzieli, że poprawa nie zawsze oznacza całkowite ustąpienie wszystkich objawów – często celem jest ich wyraźne zmniejszenie i odzyskanie przez dziecko swobody w codziennym życiu – podkreśla prof. dr hab. n. med. Anna Szaflarska-Popławska.

Powrót do szkoły: jak można pomóc dziecku?

Dziecko z IBS powinno mieć możliwość normalnego uczestniczenia w życiu szkolnym. Zamiast koncentrować całą uwagę na chorobie, warto wspólnie wypracować rozwiązania, które pozwolą mu funkcjonować możliwie swobodnie.

Pomocne może być:

Szczególnie ważne jest, aby dziecko nie rezygnowało z aktywności tylko dlatego, że obawia się wystąpienia objawów. Jeżeli IBS zaczyna prowadzić do częstego opuszczania lekcji, unikania wyjazdów, zajęć sportowych czy spotkań z rówieśnikami, jest to sygnał, że potrzebne może być szersze wsparcie. Kluczowe znaczenie ma obserwacja dziecka, konsultacja z lekarzem w przypadku utrzymujących się lub nasilających objawów.

Źródło: inf pras

Jedna wizyta dziecka w gabinecie stomatologicznym mogła kosztować Narodowy Fundusz Zdrowia ponad 600 zł. W rozliczeniu pojawiały się jednocześnie usunięcie kamienia nazębnego, instruktaż higieny, badanie stomatologiczne i lakierowanie zębów. Problem w tym, że u małych dzieci twardy kamień nazębny występuje bardzo rzadko, a cały pakiet finansowany ze środków publicznych mógł kosztować więcej niż podobna usługa wykonywana prywatnie. NFZ postanowił uporządkować system. Od 1 września 2026 r. obowiązuje nowy pakiet profesjonalnej higienizacji dla dzieci i nowa wycena świadczeń.

Sprawa zwróciła uwagę Funduszu nie tylko ze względu na pojedyncze wysokie rozliczenia. NFZ odnotował wzrost liczby raportowanych świadczeń, a według danych Funduszu tylko w 2025 r. na tę pozycję przeznaczono ponad 500 mln zł.

Mechanizm był stosunkowo prosty. Gabinety mogły raportować podczas jednej wizyty kilka odrębnie wycenianych procedur, w tym usunięcie złogów nazębnych, badanie lekarskie, instruktaż higieny oraz lakierowanie zębów. Dodatkowo świadczenia udzielane dzieciom były objęte bonusem finansowym zwiększającym ich wycenę o 50 proc. W efekcie suma należności za jedną wizytę mogła przekraczać 600 zł.

Szczególne wątpliwości wzbudziło raportowanie usuwania kamienia nazębnego u dzieci. Jak wskazuje NFZ, twardy kamień nazębny u małych pacjentów pojawia się niezwykle rzadko, zwłaszcza na wczesnych etapach rozwoju. Nie oznacza to oczywiście, że dzieci nie wymagają profesjonalnej higienizacji. Problem dotyczył raczej konstrukcji i sposobu rozliczania świadczeń, które nie zawsze odpowiadały rzeczywistemu charakterowi zabiegów wykonywanych u najmłodszych pacjentów.

Skala wydatków skłoniła NFZ do zwrócenia się do Ministerstwa Zdrowia o doprecyzowanie zasad realizacji i finansowania profilaktycznych świadczeń stomatologicznych dla dzieci. Ministerstwo zleciło Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowanie nowej wyceny. W pracach uczestniczyła również prof. Dorota Olczak-Kowalczyk, konsultant krajowa w dziedzinie stomatologii dziecięcej.

Efektem jest nowy pakiet profesjonalnej higienizacji przeznaczony dla dzieci. Obejmuje usuwanie złogów miękkich, czyli m.in. osadu nazębnego i resztek pokarmowych, wraz z instruktażem prawidłowej higieny jamy ustnej. Pakiet może zostać uzupełniony o lakierowanie zębów.

Zmiana jest istotna także z punktu widzenia jakości świadczenia. AOTMiT określiła minimalny czas, jaki powinien zostać przeznaczony na jego realizację. Wizyta obejmująca instruktaż higieny ma trwać co najmniej 30 minut, natomiast pakiet bez instruktażu co najmniej 20 minut. Wprowadzenie minimalnego czasu ma ograniczyć sytuacje, w których kilka procedur jest formalnie rozliczanych podczas jednej wizyty, ale czas przeznaczony na pacjenta budzi wątpliwości co do możliwości ich pełnego wykonania.

Jednocześnie nowe stawki zastępują dotychczasowy mechanizm podwyższania o 50 proc. wyceny świadczeń wykonywanych u dzieci. To ważny element zmian, ponieważ pokazuje, że Fundusz nie rezygnuje z dodatkowego finansowania profilaktyki stomatologicznej najmłodszych, lecz próbuje powiązać pieniądze z konkretnie zdefiniowanym zakresem i czasem świadczenia.

Nowe rozwiązanie stawia jednak szersze pytanie o sposób finansowania publicznej stomatologii. Wysoka wartość rozliczenia nie musi sama w sobie oznaczać nieprawidłowości, podobnie jak cena świadczenia komercyjnego nie jest automatycznie właściwym punktem odniesienia dla taryfy NFZ. Publiczny płatnik finansuje świadczenia według określonych produktów rozliczeniowych, a nie cenników prywatnych gabinetów. Jeżeli jednak sposób łączenia kilku procedur powoduje, że ich łączna wartość znacząco przewyższa koszt porównywalnej usługi na rynku, a jednocześnie gwałtownie rośnie liczba takich rozliczeń, jest to sygnał, że konstrukcja finansowania wymaga ponownej oceny.

W tym przypadku skala była wystarczająca, by uruchomić proces taryfikacji. Projekty nowych zasad były konsultowane społecznie na początku maja i ponownie pod koniec lipca 2026 r., a po analizie uwag prezes NFZ wydał zarządzenie nr 95/2026/DSOZ. Nowe zasady obowiązują od 1 września. Nie jest to więc zapowiedź ani projekt, lecz rozwiązanie już wdrożone do systemu.

Zmiany nie kończą jednak porządkowania wycen w stomatologii. NFZ informuje, że AOTMiT planuje również przegląd taryf dotyczących stomatologii zachowawczej, w tym wypełnień. Może to być znacznie szersza dyskusja, ponieważ problemy publicznej stomatologii nie sprowadzają się wyłącznie do ryzyka nadmiernego finansowania niektórych kombinacji świadczeń. Od lat równie istotnym pytaniem pozostaje to, czy wycena innych procedur jest wystarczająca, aby gabinetom opłacało się wykonywać je w ramach kontraktu z NFZ.

Historia pakietu higienizacyjnego pokazuje więc dwie strony tego samego problemu. System musi chronić publiczne pieniądze przed sytuacjami, w których konstrukcja rozliczeń pozwala uzyskać nieproporcjonalnie wysoką zapłatę za pojedynczą wizytę. Jednocześnie taryfy muszą być na tyle realistyczne, by pacjent rzeczywiście miał gdzie skorzystać z gwarantowanego świadczenia. W stomatologii dziecięcej szczególne znaczenie ma jeszcze trzeci element: profilaktyka powinna być nie tylko właściwie wyceniona, ale przede wszystkim rzeczywiście wykonywana.

Źródło: NFZ

Więcej warzyw, owoców, roślin strączkowych i produktów pełnoziarnistych, obowiązkowy posiłek roślinny raz w tygodniu oraz ograniczenie cukru i wysoko przetworzonej żywności. Nowe standardy żywienia w szkołach i przedszkolach mają poprawić jakość posiłków i kształtować zdrowsze nawyki od najmłodszych lat. Zmiany obejmują również ofertę sklepików szkolnych oraz żywienie dzieci wymagających diet alternatywnych.

Nawyki żywieniowe kształtują się w dzieciństwie i często towarzyszą nam przez całe życie. Różnorodna i zbilansowana dieta, oparta na wartościowych, świeżych i – tam, gdzie to możliwe – lokalnych oraz sezonowych produktach, może zmniejszać ryzyko wielu chorób dietozależnych w przyszłości.

Dzieci i młodzież to grupa szczególnie wrażliwa na skutki niewłaściwego żywienia. W Polsce nawet 80 proc. dzieci nie spożywa rekomendowanej ilości warzyw i owoców. Rośnie także odsetek dzieci i nastolatków z nieprawidłową masą ciała.

Niewłaściwa dieta i otyłość to większe ryzyko wielu chorób przewlekłych, w tym chorób układu krążenia, które są dziś jedną z najważniejszych przyczyn przedwczesnych zgonów w Polsce, a także niektórych chorób nowotworowych.

– Szkoła i przedszkole to miejsca, w których dzieci spędzają znaczną część dnia. Dlatego to właśnie tam możemy nie tylko zapewnić im wartościowy posiłek, ale także pomóc budować nawyki, które pozostaną z nimi na lata. Nowe standardy żywienia to inwestycja w przyszłość – w zdrowsze dzieci i zdrowsze społeczeństwo. Zdrowe nawyki nie powinny być przywilejem, ale codziennością dostępną dla każdego dziecka – mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Zdrowsza dieta dzieci dziś to mniejsze ryzyko chorób w przyszłości – i inwestycja w zdrowe społeczeństwo na kolejne pokolenia.

Co zmieni się w stołówkach?

Nowe przepisy stawiają na większą różnorodność i lepsze zbilansowanie posiłków. W szkolnym i przedszkolnym jadłospisie większą rolę będą odgrywać warzywa, owoce, rośliny strączkowe oraz pełnoziarniste produkty zbożowe.

Wśród najważniejszych zmian są:

W sklepikach szkolnych wprowadzono zamknięty katalog produktów dopuszczonych do sprzedaży, uwzględniający m.in. produkty bezglutenowe, bez laktozy oraz wzbogacane napoje roślinne. Z katalogu usunięto kategorię „inne”, która pozwalała na sprzedaż żywności niewymienionej w pozostałych kategoriach, w tym części produktów o niższej wartości odżywczej.

Nowe zasady nawiązują do założeń diety planetarnej – modelu żywienia, który łączy troskę o zdrowie człowieka z troską o środowisko.

Przepisy uwzględniają potrzeby dzieci, które nie spożywają produktów odzwierzęcych. W dni, w których w ramach obiadu podawane jest mięso lub ryba, placówka ma zapewnić im pełnowartościową alternatywę roślinną, w szczególności opartą na nasionach roślin strączkowych. Dzieci wymagające alternatywnych rozwiązań żywieniowych, m.in. stosujące dietę bezlaktozową czy bezglutenową, będą miały dostęp do produktów takich jak roślinne alternatywy produktów mlecznych, pod warunkiem że spełniają one określone kryteria dotyczące zawartości cukru, tłuszczu i soli.

Nowe regulacje ograniczają możliwość stosowania produktów o wysokiej zawartości cukru, soli i tłuszczu oraz żywności wysoko przetworzonej o niskiej wartości odżywczej. Precyzują również, że dania mięsne powinny być przygotowywane ze świeżego mięsa, a nie wysokoprzetworzonych wyrobów mięsnych.

Rozporządzenie wprowadzające nowe przepisy zostało podpisane w lutym, a szkoły i przedszkola miały kilka miesięcy na przygotowanie się do ich wdrożenia.

W przygotowaniu do wprowadzenia zmian szkoły i przedszkola mogą korzystać z materiałów i przepisów publikowanych przez Narodowe Centrum Edukacji Żywieniowej, które zawierają praktyczne wskazówki dotyczące planowania posiłków oraz propozycje dań wspierających tworzenie zdrowych, różnorodnych i atrakcyjnych dla dzieci jadłospisów.

Nowe standardy są zgodne z rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia, według których żywność i napoje dostępne w szkołach powinny wspierać zdrowe nawyki żywieniowe dzieci oraz ograniczać dostęp do produktów, które to utrudniają.

Źródło: MZ

RSV pozostaje jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt w Polsce, a prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu zakażenia nie miało wcześniej czynników ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Przed kolejnym sezonem infekcyjnym eksperci zwracają uwagę, że gotowość systemu nie może oznaczać wyłącznie zabezpieczenia odpowiedniej liczby łóżek i personelu. Coraz większą rolę powinna odgrywać profilaktyka, pozwalająca zapobiegać ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych dzieci.

O tym, jak skuteczniej chronić niemowlęta przed RSV, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Czas na gotowość przed RSV”, zorganizowanej przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka. Punktem wyjścia do rozmowy był raport „Kompas gotowości na RSV u niemowląt”, analizujący problem z perspektywy rodziców, personelu medycznego, szpitali oraz całego systemu ochrony zdrowia.

Jak wynika z przywołanych danych, prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu RSV nie wykazywało wcześniej żadnego z czynników ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia. Oznacza to, że problem nie dotyczy wyłącznie wcześniaków czy dzieci z chorobami współistniejącymi.

RSV nie jest zagrożeniem wyłącznie dla dzieci z grup ryzyka

RSV jest jednym z najważniejszych patogenów odpowiedzialnych za zakażenia dróg oddechowych u niemowląt. Szczególnie narażone na ciężki przebieg są najmłodsze dzieci, których układ oddechowy i odpornościowy nadal się rozwijają.

W ciężkich przypadkach zakażenie może prowadzić do zapalenia oskrzelików i niewydolności oddechowej wymagającej tlenoterapii, a czasami także wentylacji mechanicznej. Dodatkowym problemem jest wysoka zakaźność wirusa. Według danych przedstawionych podczas konferencji 54,8 proc. transmisji pochodzi z najbliższego otoczenia dziecka – od rodzeństwa, rodziców lub dziadków.

Dla klinicysty sezon RSV jest jak powtarzająca się każdego roku klęska żywiołowa. Wiemy, że nadejdzie, ale nie wiemy, jak duża będzie jego skala. Nawet dzieci z pozornie łagodnymi objawami często wymagają obserwacji szpitalnej, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, u którego niemowlęcia stan gwałtownie się pogorszy. Dlatego profilaktyka ma dziś kluczowe znaczenie – mówi dr hab. n. med. Paweł Krajewski, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Instytutu Matki i Dziecka.

Ekspert zwraca również uwagę, że przygotowanie systemu na sezon RSV powinno coraz mocniej koncentrować się na zapobieganiu ciężkim zakażeniom:

W Polsce nie funkcjonuje obecnie powszechny program profilaktyki RSV obejmujący wszystkie niemowlęta. Dotychczasowa ochrona z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych koncentrowała się przede wszystkim na wybranych grupach dzieci szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażenia. Dyskusja o gotowości na kolejny sezon nie powinna zatem ograniczać się wyłącznie do pytania, czy system dysponuje wystarczającą liczbą łóżek i personelu. Równie istotne jest pytanie, ilu ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych pacjentów można wcześniej zapobiec – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Krajewski.

Ponad 94 tys. zakażeń RSV w ciągu roku

Skalę problemu pokazują dane epidemiologiczne przedstawione w „Kompasie gotowości na RSV u niemowląt”. Od 1 stycznia do 15 grudnia 2025 r. w Polsce odnotowano ponad 94 tys. przypadków RSV. Wśród dzieci do 2. roku życia liczba zakażeń wzrosła z ponad 18 tys. do ponad 33 tys.

Tak duża liczba zachorowań w stosunkowo krótkim okresie oznacza realne wyzwanie dla pediatrii. W szczycie sezonu oddziały pediatryczne oraz intensywnej terapii mogą pracować na granicy swoich możliwości. Większa liczba przyjęć obserwacyjnych oznacza zajęte łóżka i dodatkowe obciążenie personelu, a kumulacja RSV, grypy i COVID-19 może wpływać także na możliwość realizacji planowych hospitalizacji dzieci z innymi chorobami.

Z perspektywy szpitala pediatrycznego każdy sezon infekcyjny jest dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale przede wszystkim oznacza realne obciążenie dla dzieci, ich rodzin i personelu medycznego. RSV może w krótkim czasie doprowadzić do znacznego wzrostu liczby hospitalizacji najmłodszych pacjentów. Dlatego o przygotowaniu do sezonu powinniśmy myśleć nie tylko w kontekście zwiększania dostępności łóżek czy zabezpieczenia personelu, ale przede wszystkim poprzez skuteczną profilaktykę i ograniczanie liczby ciężkich zakażeń. Im więcej przypadków możemy przewidzieć i im większej liczbie hospitalizacji możemy zapobiec, tym lepiej przygotowany jest cały system. Wczesna ochrona najmłodszych pacjentów to inwestycja w ich zdrowie, ale również w stabilność i bezpieczeństwo pediatrycznej opieki zdrowotnej – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, pediatra, wakcynolog, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Rodzice nadal nie doceniają zagrożenia

Jednym z istotnych elementów przygotowania do sezonu RSV pozostaje edukacja. Eksperci wskazują, że rodzice powinni otrzymywać informacje dotyczące ryzyka zakażenia i możliwości ochrony dziecka jeszcze przed jego narodzinami.

Świadomość rodziców rośnie, ale nadal jest niewystarczająca. Wciąż pokutuje przekonanie, że RSV to jedynie infekcja podobna do przeziębienia. Tymczasem właśnie pierwsze miesiące życia są okresem największego ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Dlatego edukację należy rozpoczynać jeszcze w czasie ciąży, a rodzice powinni wiedzieć, jakie możliwości ochrony są dziś dostępne – podkreśla dr n. med. Alicja Karney.

Hospitalizacja najmłodszego dziecka nie jest przy tym wyłącznie problemem medycznym. Dla rodziców oznacza nagłe pogorszenie stanu niemowlęcia, pobyt w szpitalu, oczekiwanie na informacje i niepewność dotyczącą dalszego przebiegu choroby. Dlatego – jak wskazują autorzy materiału – wiarygodna i zrozumiała informacja powinna być jednym z fundamentów profilaktyki.

RSV obciąża cały system ochrony zdrowia

Konsekwencje sezonowych zakażeń wykraczają poza oddziały pediatryczne. Pacjenci z RSV trafiają do podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, szpitalnych oddziałów ratunkowych, oddziałów pediatrycznych i intensywnej terapii.

RSV obciąża praktycznie każdy poziom systemu ochrony zdrowia – od podstawowej opieki zdrowotnej, przez specjalistów i szpitalne oddziały ratunkowe, po oddziały intensywnej terapii. Do tego dochodzą koszty społeczne związane z nieobecnością rodziców w pracy i długoterminowymi konsekwencjami zdrowotnymi części pacjentów. Doświadczenia wielu krajów pokazują, że inwestycja w profilaktykę jest nie tylko korzystna zdrowotnie, ale również opłacalna ekonomicznie – wskazuje prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka.

Jak zaznacza ekspert, duże znaczenie ma także sposób transmisji wirusa.

Większość zakażeń pochodzi z kontaktu z bliskimi – 54,8 proc. transmisji pochodzi od najbliższego otoczenia dziecka (rodzeństwo, rodzice, dziadkowie), co sprawia, że nawet zdrowe noworodki są narażone na zakażenie tuż po urodzeniu – zaznacza prof. Marcin Czech.

Najważniejsza hospitalizacja to ta, której udało się uniknąć

Na potrzebę spojrzenia na profilaktykę również z perspektywy rodzin zwracają uwagę przedstawiciele organizacji pacjenckich.

Z perspektywy organizacji pacjenckiej sukces systemu ochrony zdrowia nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą dzieci, które udało się skutecznie leczyć w szpitalu, ale przede wszystkim liczbą hospitalizacji, których udało się uniknąć. Każda uniknięta hospitalizacja to mniej stresu dla rodziny, mniejsze obciążenie dla systemu i większa szansa, że dziecko bezpiecznie pozostanie w domu. Dlatego działania profilaktyczne należy traktować nie jako koszt, ale jako inwestycję w zdrowie najmłodszych pacjentów – podkreśla Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Profilaktyka RSV. Jakie możliwości są dostępne?

W Polsce dostępne są obecnie szczepienia kobiet w ciąży oraz immunoprofilaktyka dla wcześniaków i dzieci z grup zwiększonego ryzyka w ramach programu B.40. Podczas konferencji eksperci wskazywali, że kolejnym krokiem powinno być zwiększenie dostępności skutecznej ochrony dla wszystkich niemowląt w pierwszym roku życia.

W tym kontekście zwracano uwagę na nirsewimab – długo działające przeciwciało monoklonalne, którego jednorazowe podanie zapewnia ochronę przez sezon RSV.

Według danych przedstawionych w materiale Fundacji 23 kraje europejskie rekomendują immunizację niemowląt przeciw RSV, a 19 finansuje ją systemowo. Dane z Hiszpanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Chile wskazują natomiast, że szeroka profilaktyka może ograniczać liczbę hospitalizacji niemowląt o 70–98 proc. Autorzy zwracają również uwagę, że co drugie niemowlę hospitalizowane z powodu RSV urodziło się poza sezonem epidemicznego występowania wirusa.

„Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie”

Zdaniem ekspertów skuteczna strategia powinna łączyć dostęp do profilaktyki z edukacją rodziców i przyszłych rodziców. Jak podkreślano podczas konferencji, dostępność rozwiązania nie oznacza jeszcze, że będzie ono powszechnie wykorzystywane.

To był jeden z powodów, dla których postanowiliśmy jako Fundacja Matki i Dziecka głośno mówić o konieczności ochrony przed RSV. Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie – jako rodzice, którzy mają wiedzę o dostępnych sposobach ochrony dziecka, oraz jako system ochrony zdrowia, który powinien zapewniać dostęp do najskuteczniejszych obecnie metod profilaktyki. Edukacja o profilaktyce jest jednym z naszych najważniejszych celów. Cieszy nas, że mamy dziś dostęp do profilaktyki przeciw RSV – przeciwciała monoklonalnego dla wcześniaków czy szczepienia dla kobiet w ciąży, które może pomóc chronić dziecko już od pierwszych miesięcy życia. Niestety, z tej możliwości korzysta obecnie zaledwie jedna na cztery ciężarne. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze edukacji i budowania świadomości. W ramach kampanii „Czas na gotowość przed RSV” chcemy nie tylko mówić o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą RSV, ale przede wszystkim pokazywać konkretne możliwości ochrony i wskazywać rozwiązania, które mogą poprawić obecną sytuację. Wierzę, że wspólnymi siłami uda nam się zwiększyć świadomość i sprawić, że kolejny sezon infekcyjny będzie spokojniejszy – zarówno dla rodziców i ich dzieci, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia – podsumowała dr n. o zdrowiu Dorota Kleszczewska.

źródło: IMID, redakcja Medicalpress
Foto: Koalicja RSV

Powrót do szkoły to dla dziecka czas nowych wyzwań, intensywnej nauki i wielu godzin spędzonych na czytaniu, pisaniu oraz pracy z ekranami. Dlatego przygotowania do nowego roku szkolnego warto rozpocząć nie tylko od skompletowania wyprawki, ale także od zadbania o zdrowie i dobre samopoczucie ucznia. Jednym z najważniejszych elementów takich przygotowań jest kontrola wzroku. Pozwala ona wykryć ewentualne problemy, mogące wpływać na koncentrację i prawidłowy rozwój dziecka. Warto również wiedzieć, jakie sygnały mogą świadczyć o trudnościach z widzeniem oraz jak na co dzień wspierać zdrowie oczu najmłodszych.

Jak przygotować dziecko do nowego roku szkolnego?

Okres wakacji to czas, kiedy wielu rodziców organizuje dzieciom badania profilaktyczne. Najczęściej obejmują one kontrolę słuchu, wizytę u stomatologa czy ocenę postawy ciała. Nie mniej istotnym elementem takich przygotowań powinno być również badanie kontrolne wzroku. Nawet jeśli u dziecka nie została wcześniej rozpoznana wada wzroku, dobrze jest raz w roku zaplanować wizytę u okulisty lub optometrysty. W przypadku młodych pacjentów ze zdiagnozowaną wadą wzroku, badania powinny być wykonywane częściej, zgodnie z zaleceniami specjalisty.

Pierwsze badanie wzroku dziecka najlepiej przeprowadzić u okulisty, który oceni zarówno jakość widzenia, jak i stan zdrowia oczu oraz wykluczy ewentualne schorzenia. W regularnej kontroli wzroku ważną rolę odgrywa również optometrysta, który przeprowadza kompleksowe badanie wzroku, obejmujące m.in. ocenę wady wzroku, ostrości widzenia, akomodacji i widzenia obuocznego. W przypadku wykrycia nieprawidłowości może zalecić dalsze postępowanie lub konsultację z odpowiednim specjalistą – wyjaśnia Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Jak wzrok wpływa na codzienne funkcjonowanie ucznia?

Bóle głowy, zmęczenie oczu podczas czytania, a także trudności z koncentracją i utrzymaniem uwagi należą do najczęstszych objawów niewykrytych lub nieskorygowanych problemów ze wzrokiem. Ich konsekwencją mogą być trudności w nauce oraz pogorszenie codziennego funkcjonowania w szkole. Niepokój rodziców powinny wzbudzić takie zachowania, jak przysuwanie książek lub zeszytów bardzo blisko twarzy, siadanie tuż przed telewizorem, mrużenie oczu czy niechęć do wykonywania zadań wymagających dłuższego wysiłku wzrokowego. Choć takie oznaki często wydają się niegroźne, mogą świadczyć o problemach ze wzrokiem i nie powinny być lekceważone.

Nieskorygowana wada wzroku może nie tylko utrudniać przyswajanie wiedzy, ale również negatywnie wpływać na motywację do nauki oraz osiągane wyniki. Dlatego regularne kontrole u specjalisty są ważnym elementem profilaktyki. Pozwalają wcześnie wykryć ewentualne nieprawidłowości i zapewnić dziecku odpowiednie warunki do nauki oraz prawidłowego rozwoju.

Współczesny styl życia dzieci i młodzieży sprzyja pogłębianiu się problemów ze wzrokiem. Coraz mniej czasu poświęcają na aktywność na świeżym powietrzu, a coraz więcej na czynności wymagające intensywnej pracy wzrokowej z bliska. Wielogodzinne korzystanie z komputerów, smartfonów i tabletów stanowi istotne obciążenie dla narządu wzroku. Nie bez znaczenia pozostają również uwarunkowania genetyczne. Jeśli wada wzroku występuje u jednego z rodziców, prawdopodobieństwo jej pojawienia się u dziecka jest wyraźnie większe – podkreśla Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Warto pamiętać, że nieskorygowana wada wzroku lub źle dobrane okulary mogą zaburzać prawidłowy rozwój widzenia u dziecka. W takiej sytuacji układ wzrokowy musi stale kompensować niewyraźny lub zniekształcony obraz, co może powodować dyskomfort, szybsze zmęczenie wzroku, bóle głowy oraz trudności z koncentracją podczas czytania i nauki.

Szczególnej uwagi wymaga postępująca krótkowzroczność. W miarę pogłębiania się wady, zwiększa się ryzyko wystąpienia w przyszłości poważnych powikłań okulistycznych, takich jak jaskra, zaćma czy odwarstwienie siatkówki. Choroby te mogą przez długi czas rozwijać się bez wyraźnych objawów, a w zaawansowanym stadium prowadzić do trwałego pogorszenia widzenia1. Dlatego tak ważne są regularne badania wzroku, monitorowanie postępu oraz odpowiednio dobrane metody kontroli krótkowzroczności.

Jak chronić wzrok dziecka na co dzień?

Oprócz regularnych wizyt kontrolnych u specjalisty, ogromne znaczenie dla zdrowia oczu mają codzienne nawyki. Jednym z najważniejszych jest przebywanie na świeżym powietrzu i związana z nim ekspozycja na światło słoneczne. Badania pokazują, że regularne spędzanie czasu na zewnątrz może zmniejszać ryzyko rozwoju krótkowzroczności, która jest jedną z najczęściej występujących wad wzroku u dzieci, a także sprzyjać wolniejszemu postępowi wady. Warto zachęcać najmłodszych do aktywności na świeżym powietrzu, które sprzyjają częstemu patrzeniu w dal i jednocześnie sprawiają im przyjemność. Spacery, jazda na rowerze, gry z piłką czy obserwowanie przyrody to doskonałe sposoby na połączenie aktywności fizycznej z troską o wzrok.

Ważne jest także odpowiednie przygotowanie miejsca do nauki oraz dbanie o właściwe nawyki podczas korzystania z urządzeń elektronicznych. Monitor komputera powinien znajdować się w takiej odległości, aby dziecko nie mogło dosięgnąć go opuszkami palców przy wyprostowanych rękach. Niezależnie od rodzaju urządzenia warto pamiętać o regularnych przerwach. Zgodnie z zasadą 20–20–20 co 20 minut należy na co najmniej 20 sekund przenieść wzrok na obiekt znajdujący się w odległości około 6 metrów (20 stóp). Istotną rolę odgrywa również właściwe oświetlenie miejsca do nauki. Zarówno natężenie, jak i barwa światła powinny zapewniać komfort pracy oraz równomiernie oświetlać biurko i całe pomieszczenie. Nie bez znaczenia dla narządu wzroku pozostaje także codzienna dieta. Odpowiednia ilość witamin A, C i E oraz składników mineralnych, takich jak cynk, selen i magnez, pomaga wspierać zdrowie oczu.

Prawidłowe widzenie ma ogromny wpływ na funkcjonowanie dziecka w szkole, jego naukę oraz rozwijanie zainteresowań. Z tego względu regularne badania wzroku powinny stanowić stały element profilaktyki, szczególnie przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Dziecko, które dobrze widzi, łatwiej przyswaja wiedzę, chętniej uczestniczy w zajęciach i z większą pewnością siebie podejmuje szkolne wyzwania. Wczesne wykrycie nieprawidłowości pozwala odpowiednio wcześnie wdrożyć właściwe postępowanie i stworzyć dziecku lepsze warunki do nauki oraz prawidłowego rozwoju – podsumowuje Sylwia Kijewska, optometrystka i ekspertka Hoya Lens Poland.

Źródło: inf pras