Medicalpress

30 pacjentów przeszło dotąd w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu leczenie LDL-aferezą, a 22 pozostaje obecnie pod opieką ośrodka. Zabieg polega na usuwaniu z krwi cholesterolu LDL i jest przeznaczony dla chorych, u których standardowe leczenie nie przynosi wystarczających efektów.

LDL-afereza jest uzupełnieniem farmakoterapii u pacjentów, u których mimo stosowania leków nie udaje się osiągnąć zalecanego poziomu cholesterolu. Jak powiedział PAP kardiolog ŚCCS prof. Zbigniew Kalarus, chodzi o osoby z bardzo wysokim ryzykiem kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych, m.in. zawału serca i udaru.

Podstawą leczenia podwyższonego poziomu cholesterolu są leki doustne, przede wszystkim statyny i ezetymib. U części pacjentów, u których nie przynoszą one wystarczającego efektu, stosuje się również leki biologiczne. Jeżeli mimo takiego postępowania nie udaje się osiągnąć celów terapeutycznych, można rozważyć LDL-aferezę.

– To nie jest metoda alternatywna dla farmakoterapii, ale jej uzupełnienie u tych chorych, u których standardowe leczenie nie przynosi oczekiwanych rezultatów – zaznaczył prof. Kalarus.

Dr Witold Streb, który zainicjował wdrożenie tej metody w Zabrzu, wyjaśnił, że potrzeba jej stosowania stała się widoczna wraz z rozwojem poradni lipidowej i wprowadzeniem nowoczesnych leków biologicznych. Do ośrodka zaczęło trafiać więcej osób z rodzinną hipercholesterolemią oraz wysokim stężeniem lipoproteiny Lp(a).

– Okazało się, że u części tych pacjentów nawet najnowsze, silnie działające leki praktycznie nie przynoszą efektu. Trzeba było zaproponować tym chorym coś innego. Jedyną pozostałą możliwością było leczenie zabiegowe – powiedział dr Streb.

Jak dodał, wśród 22 pacjentów obecnie leczonych w Zabrzu cztery osoby mają oporność na inne leki, a pozostali charakteryzują się bardzo wysokim stężeniem Lp(a) i zaawansowaną miażdżycą. Dla tej drugiej grupy nie ma obecnie dostępnych leków, które skutecznie obniżałyby poziom tej cząsteczki.

Zabieg polega na pobraniu krwi pacjenta, przepuszczeniu jej przez specjalny system, w którym usuwane są frakcje zawierające cholesterol LDL, a następnie zwróceniu krwi do organizmu. Procedura trwa około trzech godzin, wymaga wkłucia do żył i obserwacji pacjenta po jej zakończeniu.

W ŚCCS afereza jest wykonywana w ramach hospitalizacji jednodniowej. Pacjent jest przyjmowany rano, a jeśli zabieg przebiega prawidłowo i jego stan na to pozwala, jeszcze tego samego dnia wraca do domu. Terapię trzeba regularnie powtarzać, zazwyczaj co dwa tygodnie.

– Dysponujemy trzema stanowiskami do wykonywania zabiegów – powiedział prof. Kalarus. Zwiększenie liczby pacjentów wymagałoby większej liczby urządzeń oraz zaangażowania dodatkowych lekarzy i pielęgniarek.

Dr Streb dodał, że jest to leczenie długoterminowe, bez z góry określonego terminu zakończenia. Można je przerwać, jeśli pojawią się nowe, skuteczne możliwości farmakologiczne. Obecnie prowadzone są badania kliniczne nad kolejnymi lekami obniżającymi poziom lipidów.

Jak zaznaczył, afereza jest na ogół bezpieczna, ale nie każdy pacjent może z niej korzystać. Ograniczeniem bywają problemy z dostępem naczyniowym, czyli brak żył umożliwiających regularne pobieranie i zwracanie krwi. Podczas zabiegu konieczne jest również monitorowanie stanu pacjenta, m.in. ciśnienia tętniczego.

Według prof. Kalarusa w skali kraju kilka tysięcy osób może potencjalnie wymagać takiego leczenia. Wskazał, że wśród pacjentów z zawałem serca i zaawansowaną miażdżycą pozostaje grupa, u której mimo dostępnych metod nie udaje się uzyskać odpowiedniej kontroli cholesterolu. Obniżenie jego stężenia zmniejsza ryzyko kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych.

ŚCCS było drugim ośrodkiem w Polsce, który wdrożył LDL-aferezę, po Gdańskim Uniwersytecie Medycznym. Obecnie zabiegi wykonują również ośrodki w Warszawie i Białymstoku. Zabrze jest jedynym takim ośrodkiem w południowej Polsce, a jego pacjenci pochodzą także z województw dolnośląskiego, opolskiego i świętokrzyskiego.

– Nadal jednak brakuje takich ośrodków w innych częściach kraju. Potrzebna jest większa sieć centrów lipidologicznych, które będą mogły wykonywać aferezę – ocenił dr Streb.

Pacjenci, którzy przebyli incydent sercowo-naczyniowy, a mimo stosowanego leczenia nadal mają wysokie stężenie LDL, mogą zostać skierowani przez prowadzącego lekarza na konsultację kardiologiczną. Ostateczna kwalifikacja do aferezy zależy od wyników badań, historii choroby i oceny, czy wyczerpano inne możliwości leczenia. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Pacjenci zyskali nowe źródło wiedzy o profilaktyce, czynnikach ryzyka i chorobach układu krążenia. Portal kardiologia.gov.pl ma gromadzić treści przygotowywane i weryfikowane przez ekspertów, a także pomagać w orientacji w systemie opieki kardiologicznej. Serwis uruchomiono w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia i ma być sukcesywnie rozbudowywany.

Narodowy Program Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032 obejmuje m.in. inwestycje w edukację, profilaktykę i styl życia. Uruchomienie portalu kardiologia.gov.pl wpisuje się w ten kierunek, Centrum Projektów Strategicznych NIKard wraz z ekspertami tworzy publiczne miejsce, w którym odbiorcy będą mogli szukać uporządkowanych i sprawdzonych informacji dotyczących zdrowia sercowo-naczyniowego oraz organizacji opieki kardiologicznej w Polsce.

W przestrzeni, w której pacjenci codziennie spotykają się z ogromną liczbą informacji o zdrowiu, szczególnego znaczenia nabiera możliwość dotarcia do treści przygotowanych i weryfikowanych w oparciu o wiedzę ekspercką. Portal ma wspierać świadome dbanie o zdrowie i ułatwiać orientację w najważniejszych zagadnieniach kardiologicznych.

– Rzetelna wiedza jest dziś podstawą działań edukacyjnych i informacyjnych w ochronie zdrowia. Jest szczególnie istotna w czasach tak szerokiej dezinformacji z jaką mamy do czynienia na co dzień w sektorze. Uruchamiając portal kardiologia.gov.pl, udostępniamy pacjentom jedno miejsce z pełną informacją o chorobach sercowo – naczyniowych. Zwracamy także uwagę na istotne treści profilaktyczne. Czasami jedna decyzja o badaniach może uratować zdrowie – mówi wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Portal, który będzie się rozwijał i dostarczał tylko wiarygodnych informacji

kardiologia.gov.pl startuje w Światowym Dniu Serca, ale jego uruchomienie jest początkiem dalszego rozwoju. Serwis będzie sukcesywnie uzupełniany o nowe treści i materiały odpowiadające na prawdziwe potrzeby odbiorców. Celem jest stworzenie trwałego, wiarygodnego punktu odniesienia dla osób szukających informacji o profilaktyce i zdrowiu sercowo-naczyniowym, niezależnie od wieku.

– Portal ma pomagać przekładać wiedzę na codzienne decyzje dotyczące zdrowia. Będziemy go rozwijać w taki sposób, aby odpowiadał na realne potrzeby osób szukających wiarygodnych informacji o profilaktyce i chorobach układu krążenia – podkreśla prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia.

Profilaktyka z perspektywy lekarza

Podczas konferencji eksperci NIKard przedstawili również argumenty, dlaczego profilaktyka pozostaje ważna z perspektywy praktyki klinicznej. Dr hab. n.med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii, odniósł się m.in. do tego, co pacjent może zrobić zanim konieczne stanie się leczenie interwencyjne, jakie sygnały i czynniki ryzyka warto znać oraz dlaczego dostęp do rzetelnych informacji może wspierać wcześniejszą reakcję.

 – Najczęściej trafiają do nas pacjenci z zawałem serca i zwężeniem lub niedrożnością tętnicy wieńcowej, którzy wymagają pilnego leczenia interwencyjnego. Wielu z tych sytuacji można jednak uniknąć dzięki regularnym badaniom, kontroli ciśnienia, cholesterolu LDL i cukru oraz codziennej aktywności fizycznej i zdrowej diecie. Kluczowe są świadomość i wiedza pacjentów. Kto zna swoje wyniki i czynniki ryzyka, szybciej reaguje i konsekwentnie się leczy. Profilaktyka i terapia to wspólna praca pacjenta i lekarza, w której skuteczność leczenia zależy od obu stron – tłumaczy dr hab. n. med. Maciej Dąbrowski, zastępca dyrektora ds. klinicznych Narodowego Instytutu Kardiologii.

Światowy Dzień Serca także dla pacjentów NIKard

Wspólne działania Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Kardiologii nie ograniczają się jedynie do organizacji konferencji prasowej. 29 września zaplanowano szereg aktywności edukacyjnych i profilaktycznych dla pacjentów Instytutu i ich rodzin, w tym możliwość pomiaru ciśnienia tętniczego oraz prezentację materiałów m.in. „10 dla Zdrowia”. Wszystkie aktywności łączy wspólny przekaz: profilaktyka zaczyna się od wiedzy i działania, a Krążenie ma znaczenie.

Portal kardiologia.gov.pl realizowany jest w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022-2023.

Źródło: MZ

Codziennie sprawdzamy dziesiątki liczb – godzinę, temperaturę, kurs euro czy poziom baterii w telefonie. A czy wiemy, jaki mamy poziom cholesterolu? Zbyt wysoki cholesterol ma około 21 mln Polaków, czyli nawet 60-70% dorosłej populacji, a przez długi czas może on nie dawać żadnych objawów. 28 września rusza ogólnopolska kampania edukacyjna „Cholesterol. Poznaj swoje liczby”, która zachęca: zbadaj cholesterol, poznaj swój cholesterol LDL i sprawdź, co ta liczba mówi o Twoim zdrowiu.

Kampania jest realizowana w ramach Koalicji Liga Walki z Cholesterolem przez Polskie Towarzystwo Lipidologiczne oraz Fundację TO SIĘ LECZY. Jej celem jest zachęcenie Polaków do kontrolowania poziomu cholesterolu i poznania swojego LDL-C, który podwyższony odpowiada za proces miażdżycy. Równie istotnym zadaniem jest zwrócenie uwagi na inne ważne czynniki ryzyka sercowo-naczyniowego, które nierzadko towarzyszą podwyższonemu cholesterolowi.

W Polsce i Europie choroby sercowo-naczyniowe pozostają główną przyczyną zgonów (aż 160 tys. rocznie). Jednym z kluczowych modyfikowalnych czynników ich rozwoju są zaburzenia lipidowe. Najnowsze wyniki programu „Moje Zdrowie” wskazują, że 50% Polaków nigdy nie zbadało swojego cholesterolu, a z tych, którzy to zrobili, aż 18% ma poziom LDL-C ponad 190 mg/dl – leczy się tylko 22%. Najnowszy bilans zdrowia Polaków WOBASZ3 także pokazuje, że hipercholesterolemia dotyczy prawie 60 proc. Polaków i od 20 lat pozostaje ona jednym z najpowszechniejszych czynników ryzyka. Dlatego znajomość własnego poziomu cholesterolu – przede wszystkim LDL-C – jest ważnym elementem profilaktyki.

– Zbyt wysokie stężenie cholesterolu LDL przez lata może nie dawać żadnych objawów, a jednocześnie prowadzić do rozwoju miażdżycy i zwiększać ryzyko zawału, udaru czy choroby tętnic obwodowych. Niestety znajomość swojego stężenia cholesterolu z ostatnich 12 miesięcy zna tylko co 8. Polak. Dlatego tak ważne jest, aby poznać swoje stężenie LDL-C i nie czekać z badaniem na pierwszy sygnał choroby, której skutecznie potrafimy zapobiegać. Szczególnie, że obecnie, biorąc pod uwagę leczenie niefarmakologiczne, zmianę stylu życia oraz leki, potrafimy bardzo skutecznie radzić sobie z zaburzeniami lipidowymi. Pamiętajmy jednocześnie, że jeśli chcemy z sukcesem zapobiegać miażdżycy, musimy pamiętać też o innych składowych profilu lipidowego – nie-HDL, triglicerydach czy lipoproteinie(a) – o co zawsze powinniśmy także zapytać swojego lekarza.  – podkreśla prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, przewodniczący Międzynarodowego Panelu Ekspertów Lipidowych (ILEP).

Poznaj swój cholesterol

Kampania „Cholesterol. Poznaj swoje liczby” stawia cholesterol w centrum uwagi, ponieważ z zaburzeniami lipidowymi zmaga się dwóch na trzech mieszkańców naszego kraju. Mogą one długo pozostawać niezauważone, a ich wczesne wykrycie pozwala odpowiednio wcześnie podjąć działania prewencyjne. Warto znać nie tylko poziom LDL-C, którego wartość docelowa zależy od indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego, ale także inne składowe profilu lipidowego i wiedzieć za co odpowiadają i co sami możemy zrobić by je poprawić.

– Z rozmów z pacjentami widzimy także, że problemem nie zawsze jest samo wykonanie badania. Czasem wynik trafia do szuflady, bo nie wiemy co oznacza, czy powinniśmy się nim przejmować i co zrobić dalej. Chcemy, żeby ta kampania pomagała przejść od samej liczby do świadomego działania. Zbadać cholesterol, poznać swój wynik, zrozumieć go i – jeśli jest taka potrzeba – wspólnie z lekarzem zdecydować o dalszym postępowaniu. Profilaktyka zaczyna się od wiedzy o własnym zdrowiu – mówi Marek Kustosz, prezes Fundacji TO SIĘ LECZY.

Cholesterol jest jednocześnie częścią większej układanki. Ciśnienie tętnicze, poziom glukozy czy nadmierna masa ciała nie funkcjonują w oderwaniu od niego. Poszczególne czynniki ryzyka mogą współwystępować i zwiększać swoje niekorzystne oddziaływanie, a przez długi czas nie powodować wyraźnych dolegliwości. Nierozpoznane i nieleczone stopniowo zwiększają ryzyko rozwoju miażdżycy oraz poważnych chorób i zdarzeń sercowo-naczyniowych, takich jak choroba wieńcowa, zawał serca, udar mózgu, czy choroba tętnic obwodowych.

Cholesterol i trzy inne liczby, które należy znać

Pierwsze pytanie brzmi: jaki jest mój poziom cholesterolu? Warto znać nie tylko cholesterol całkowity, ale przede wszystkim poziom LDL-C, a także nie-HDL-C, który przedstawia masę wszystkich cząsteczek lipidowych odpowiedzialnych za proces miażdżycy. Wartość docelowa zależy od indywidualnego ryzyka sercowo-naczyniowego. U osób zdrowych norma stężenia LDL wynosi poniżej 3,0 mmol/l (115 mg/dl). Kampania będzie zachęcała także, by każdy z nas sam sprawdził swoje ryzyko sercowo-naczyniowe.  Jest to bardzo łatwe dzięki powszechnie dostępnym online kalkulatorom ryzyka SCORE2. Wówczas dowiemy się, że możemy mieć ryzyko umiarkowane, wysokie czy bardzo wysokie, a wówczas stężenie LDL powinno wynosić odpowiednio <100, 70 czy 55 mg/dl.  

Polska zaświeci przykładem

W ramach kampanii 29 września, w Światowy Dzień Serca, podświetlone zostaną charakterystyczne budynki i obiekty użyteczności publicznej w różnych częściach Polski. W ten sposób miasta i instytucje włączą się w akcję, przypominając mieszkańcom o znaczeniu profilaktyki i regularnych badaniach. O liczbach, które naprawdę mają znaczenie, przypominać będą m.in. Filharmonia im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie, Enea Stadion w Poznaniu, Fontanna Neptuna w Gdańsku, Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku, Kładka o. Bernatka w Krakowie, Pałac Kultury i Nauki oraz most Śląsko-Dąbrowski w Warszawie, Plac Litewski w Lublinie i Spodek w Katowicach.

Polska kampania częścią europejskiej inicjatywy

Termin rozpoczęcia kampanii nie jest przypadkowy. Jej start zbiega się ze Światowym Dniem Serca oraz Europejskim Tygodniem Badań Przesiewowych (EU Screening Week), organizowanym w ramach europejskiej inicjatywy Know Your Numbers powiązanej z EU Safe Hearts Plan. Wspólnym celem tych działań jest zwiększanie świadomości czynników ryzyka chorób sercowo-naczyniowych oraz zachęcanie do profilaktyki, regularnych badań i wczesnego wykrywania zagrożeń dla zdrowia. EU Safe Hearts Plan, zaprezentowany przez Komisję Europejską w grudniu 2025 r., jest pierwszym kompleksowym unijnym planem dotyczącym zdrowia sercowo-naczyniowego.

A zatem, czy znasz swój cholesterol by zadbać o swoje zdrowie tu i teraz?

Więcej informacji będzie dostępnych na stronie kampanii od 28 września www.cholesterol.poznajswojeliczby.pl

Po aktualności związane z wydarzeniami w ramach kampanii zapraszamy na profil FB Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego: https://www.facebook.com/PTLipid oraz Fundacji TO SIĘ LECZY: https://www.facebook.com/ToSieLeczy

Żródło: inf pras

Na nadciśnienie tętnicze cierpi 32 proc. Polaków w wieku 20-75 lat i co dziesiąty między 20. i 35. rokiem życia – wynika z najnowszych badań WOBASZ III, przedstawionych w piątek podczas odbywającej się w Warszawie XXV Ogólnopolskiej Konferencji „Polka w Europie”.

Najnowszy raport potwierdził częste występowanie w naszej populacji nadciśnienia tętniczego (NT), za jakie uznaje się takie, które przekracza 130/80 mmHg. – Niepokojące jest, że rozpowszechnienie nadciśnienia, które dotyczy co najmniej jednej trzeciej dorosłej populacji, stale się zwiększa – powiedział dr hab. Piotr Jędrusik z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, który przedstawił wyniki badań.

WOBASZ III to najnowsza edycja Ogólnopolskiego Badania Stanu Zdrowia Ludności, realizowanego w latach 2025-2026. Jednym z jego głównych ustaleń jest występowanie nadciśnienie tętniczego i skuteczność jego leczenia, gdyż choroba ta znacznie zwiększa ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca i udarów mózgu, będących główną przyczyną zgonów.

– Niestety przewidujemy dalszy wzrost częstotliwości występowania nadciśnienia tętniczego – powiedział dr hab. Piotr Jędrusik z Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Jednym z głównych tego powodów – podkreślił – jest narastanie nadwagi i otyłości w naszym społeczeństwie.

Specjalista powołał się na badania opublikowane przez pismo medyczne JAMA, z których wynika, że otyłość jest głównym czynnikiem ryzyka nadciśnienia. Powiedział, że w większym stopniu przyczynia się ona do zbyt dużego wzrostu ciśnienia tętniczego, aniżeli na przykład nadużywanie alkoholu.

Według JAMA przestrzeganie diety DASH (obniżającej ciśnienie tętnicze), zmniejsza ryzyko NT o 14 proc., a ograniczenie spożycia alkoholu poniżej 10 gramów alkoholu dziennie – o 10 proc. Prawidłowy wskaźnik masy ciała (BMI), czyli taki który nie przekracza 25 punktów, obniża ryzyko NT o 40 proc. Tymczasem ponad 18 mln dorosłych Polaków ma nadmierną masę ciała.

– Niepokojące jest, że w leczeniu nadciśnienia jesteśmy nieskuteczni – zaznaczył kardiolog WUM. – Dobą kontrolę ciśnienia uzyskuje się u 30-40 proc. osób z NT.

Jego zdaniem głównym tego powodem jest nieprzestrzeganie zaleceń przez pacjentów. Wielu z nich stosuje leki nieregularnie lub po pewnym czasie je odstawia, wtedy ciśnienie ponownie wzrasta. Z kolei lekarze nie zawsze zmieniają leki, gdy te, które przepisali, okazują się nieskuteczne (jeśli pacjent w ogóle je stosuje). U wielu pacjentów lepsze efekty daje zażywanie dwóch lub trzech leków obniżających ciśnienie tętnicze.

Z badania WOBASZ III wynika, że leki na nadciśnienie przyjmuje 63,5 proc. Polaków z NT, przy czym ciśnienie 140/90 uzyskuje się u 32 proc. naszych rodaków z nadciśnieniem. W wielu innych krajach jest znacznie lepiej – kontrolę prawidłowego ciśnienia uzyskuje się u 70-80 proc. chorych.

Polskiego Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego w ramach kampanii „Misja 50/30. Ciśnienie Pod Kontrolą”, zamierza uzyskać prawidłowe wartości ciśnienia tętniczego u co najmniej 50 proc. pacjentów do 2030 r. Aby to osiągnąć, trzeba zwiększyć w naszym społeczeństwie świadomość, że ciśnienie tętnicze trzeba regularnie kontrolować. – Wciąż 40-60 proc. Polaków nie zna swojego ciśnienia tętniczego – alarmował dr hab. Piotr Jędrusik.

Nadciśnienie nieco rzadziej występuje u kobiet niż mężczyzn, co zmienia się w starszym wieku, gdy u pań zdarza się częściej i jest słabiej kontrolowane. Według WOBASZ III w wieku 30-79 lat na NT cierpi 61 proc. mężczyzn i 53 proc. kobiet. Rozpoznane jest ono u 72 proc. mężczyzn i 81 proc. kobiet, leczone – odpowiednio u 64 proc. i 76 proc., a dobrze kontrolowane – u 34 proc. i 43 proc. Jednak w starszym wieku kontrola ciśnienia tętniczego u kobiet jest gorsza.

– Pamiętajmy, że ryzyko chorób sercowo-naczyniowych wzrasta od najniższych progów nadciśnienia tętniczego zarówno u mężczyzn, jak i kobiet – ostrzegał dr hab. Piotr Jędrusik. – Z kolei dobra kontrola ciśnienia eliminuje wzrost tego ryzyka nawet u osób w starszym wieku.

Źródło: Nauka w Polsce

Polska kardiologia potrafi dziś skutecznie leczyć pacjentów, którym 30 lat temu nie mogła zaoferować równie wiele, a w wielu obszarach należy do europejskich liderów. Ten dorobek trzeba jednak chronić, ponieważ choroby sercowo-naczyniowe nadal zbierają w Polsce ogromne żniwo. Co może zagrozić osiągnięciom ostatnich dekad, gdzie możliwości medycyny rozmijają się dziś z dostępnością leczenia i jakie zmiany zdecydują o zdrowiu Polaków w kolejnych latach? Odpowiedzi na te pytania będą szukać uczestnicy XXX Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, który rozpoczyna się właśnie w Poznaniu.

Trzy dekady, które zmieniły rokowanie pacjentów

Kiedy 30 lat temu odbywał się pierwszy Kongres PTK, polska kardiologia funkcjonowała w zupełnie innych realiach. Od tego czasu dokonał się skok, który zmienił rokowanie całych grup pacjentów. Powstała jedna z najlepiej rozwiniętych w Europie sieci leczenia ostrych zespołów wieńcowych,
a polskie ośrodki stały się liderami w kardiologii interwencyjnej, elektroterapii i leczeniu strukturalnych chorób serca. Dziś wszczepiamy zastawki bez otwierania klatki piersiowej, zdalnie monitorujemy pracę serca, wykorzystujemy zaawansowane obrazowanie, sztuczną inteligencję i badania genetyczne, które pozwalają rozpoznawać genetycznie uwarunkowane ryzyko oraz dobierać leczenie do konkretnego pacjenta. Skuteczniej leczymy zawały, niewydolność serca i zaburzenia rytmu, podejmujemy się terapii chorych, którym jeszcze kilkanaście lat temu nie mogliśmy pomóc. Polska kardiologia nie tylko korzysta dziś ze światowych osiągnięć. W wielu obszarach sama wyznacza kierunki rozwoju, a doświadczenie naszych specjalistów jest cenione i wykorzystywane w innych krajach.

Jubileusz nie może być jednak wyłącznie okazją do podsumowania sukcesów. Przedwczesna umieralność sercowo-naczyniowa w Polsce nadal jest wyższa niż w Europie Zachodniej,
a możliwości medycyny nie zawsze przekładają się na dostępność leczenia.

„Przez te lata zbudowaliśmy bardzo wiele: kompetentne zespoły, nowoczesne ośrodki
i możliwości leczenia na światowym poziomie. Nie możemy tego stracić. Dziś problemem coraz częściej nie jest brak wiedzy czy technologii, ale to, czy system pozwala nam z nich skorzystać. Jeżeli ograniczamy dostęp do skutecznego leczenia, tracą przede wszystkim pacjenci”
– przekonuje prof. Marek Gierlotka, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Nie możemy wybierać między profilaktyką a leczeniem

Polska pozostaje krajem wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego. Żyjemy krócej niż mieszkańcy wielu państw Unii Europejskiej, częściej chorujemy i nadal mamy zbyt wiele zawałów oraz udarów. Dlatego kolejnym etapem rozwoju musi być skuteczna profilaktyka:  wcześniejsze rozpoznawanie nadciśnienia, zaburzeń lipidowych i dziedzicznego ryzyka, leczenie otyłości, ograniczanie palenia oraz zwiększanie udziału Polaków w badaniach przesiewowych.

Nie oznacza to jednak, że można ograniczać środki na leczenie osób, które już zachorowały.

„Nie może być żadnego przeciwstawiania medycyny naprawczej i prewencji. Oba te obszary muszą w Polsce dobrze funkcjonować. Nadal mamy wysoką śmiertelność sercowo-naczyniową, dlatego musimy inwestować zarówno w zapobieganie chorobom, jak i w skuteczne interwencje” – podkreśla prof. Jacek Legutko, Przewodniczący Komitetu Naukowego Kongresów PTK.

Szczególnie wyraźnie widać to w leczeniu strukturalnych chorób serca. Polskie ośrodki mają doświadczone zespoły i potrafią wykonywać najbardziej zaawansowane zabiegi, jednak ich liczba zależy od finansowania. Dotyczy to między innymi przezcewnikowej implantacji zastawki aortalnej, stosowanej u chorych z ciężką stenozą aortalną. Bez leczenia rokowanie tych pacjentów jest bardzo złe, mimo że istnieje skuteczna terapia przedłużająca życie. Ograniczenie liczby finansowanych procedur oznacza więc nie tylko dłuższą kolejkę, ale także pogorszenie rokowania konkretnych osób.

Technologia już jest. Teraz potrzebny jest dostęp

Miniaturyzacja urządzeń, telemonitoring i sztuczna inteligencja zmieniają sposób opieki nad pacjentem. Wszczepiony defibrylator lub stymulator nie tylko reaguje na groźną arytmię, lecz może również przekazywać dane pozwalające wcześniej wykryć pogorszenie niewydolności serca. Certyfikowane algorytmy wspierają analizę badań obrazowych, rozpoznawanie ryzyka
i podejmowanie decyzji klinicznych.

„Kardiologia jest dziedziną, która nowe technologie chłonie jak gąbka. Bardzo szybko przechodzimy od badań i pilotaży do rozwiązań wykorzystywanych w praktyce. Problem zaczyna się wtedy, gdy gotowa i sprawdzona technologia nie może być powszechnie stosowana z powodu braku finansowania albo różnic w dostępie między regionami” – mówi prof. Marcin Grabowski, Rzecznik PTK.

Z perspektywy konsultanta krajowego prof. Waldemara Banasiaka najpilniejsze pozostają nie tylko dostęp do diagnostyki i leczenia, lecz także kadry, organizacja opieki i dalsze prowadzenie chorego po hospitalizacji. System powinien nadążać za rozwojem medycyny i zapewniać pacjentowi ciągłą drogę od rozpoznania, przez leczenie, po rehabilitację i opiekę ambulatoryjną.

Kongres o tym, co zmieni praktykę

W programie XXX Międzynarodowego Kongresu PTK znalazły się najnowsze wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego, nowa definicja zawału serca oraz sesje poświęcone niewydolności serca, zaburzeniom lipidowym, kardiologii interwencyjnej, elektroterapii, kardioonkologii, telemonitoringowi i sztucznej inteligencji.

„Jubileusz jest ważny, ale Kongres ma przede wszystkim wymiar praktyczny. Chcemy pokazać wiedzę i rozwiązania, które lekarze będą mogli wykorzystać w codziennej opiece nad pacjentami, a jednocześnie rozmawiać o barierach, które ograniczają ich dostępność” – wskazuje prof. Przemysław Mitkowski, Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Międzynarodowego Kongresu PTK.

Polska kardiologia nie musi już udowadniać, że potrafi leczyć na światowym poziomie. Mamy wiedzę, technologie, wyspecjalizowane zespoły i rozwiązania, dzięki którym znaleźliśmy się
w europejskiej czołówce. Osiągnięcia ostatnich 30 lat nie są jednak dane raz na zawsze. Bez równoległej inwestycji w profilaktykę i leczenie, stabilnego finansowania oraz dostępu do nowoczesnych terapii możemy stracić nie tylko pozycję budowaną przez trzy dekady, lecz także lata życia, które współczesna medycyna potrafi dziś dać polskim pacjentom.

Źródło: inf pras

Odsetek osób palących w ciągu ostatnich dwóch dekad spadł z 31 proc. do 17 proc., a liczba pacjentów z prawidłowo kontrolowanym nadciśnieniem niemal się podwoiła. Problemem pozostaje otyłość – wynika z badań WOBASZ3 – narodowego bilansu zdrowia sercowo-naczyniowego Polaków.

Dane te zaprezentowano w poniedziałek podczas konferencji „Zdrowie sercowo-naczyniowe Polaków” w Narodowym Instytucie Kardiologii. WOBASZ3 to kolejna odsłona ogólnopolskiego badania prowadzonego według porównywalnej metodologii. Bezpośrednie wywiady, pomiary ciśnienia i badania laboratoryjne pozwalają nie tylko określić skalę czynników ryzyka, ale także prześledzić ich zmiany od pierwszego badania WOBASZ z początku lat 2000.

„Badanie pokazuje, że konsekwentna profilaktyka może realnie zmieniać zdrowie społeczeństwa. Jednocześnie wyniki badania precyzyjnie wskazują obszary, w których potrzebujemy dalszych działań: od zdrowia młodych dorosłych, przez otyłość i zaburzenia metaboliczne, po wcześniejsze rozpoznawanie ryzyka sercowo-naczyniowego” – powiedziała Katarzyna Kęcka podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia”.

Jak zaznaczył resort, najbardziej pozytywny trend dotyczy palenia: jeszcze dwie dekady temu paliło 31 proc. Polaków w wieku 20–75 lat, dziś – 17 proc. MZ zaalarmowało, że nadmierna masa ciała dotyczy 18 mln Polaków, a aż 39 proc. choruje na otyłość.

Sukces profilaktyki kontra nowa epidemia

Najbardziej pozytywna zmiana dotyczy używania tradycyjnych wyrobów tytoniowych. Dwie dekady temu paliło 31%. Polaków w wieku 20–75 lat, dekadę później – 25%, dziś – 17%. Oznacza to, że w ciągu 20 lat odsetek palaczy zmniejszył się niemal o połowę – to jeden z największych sukcesów w ograniczaniu ryzyka sercowo-naczyniowego.

Ponad 18 mln Polaków z nadmierną masą ciała

Gorzej wyglądają dane dotyczące masy ciała. Dziś 39%. dorosłych Polaków ma nadwagę, a 21% choruje na otyłość. Łącznie problem nadmiernej masy ciała dotyczy ponad 18 mln osób. W ciągu 20 lat odsetek dorosłych z otyłością praktycznie się nie zmienił, wzrosła natomiast częstość nadwagi: z 34,2%. do 37,6%

Zespół metaboliczny stwierdzono u 27,6% badanej populacji, co odpowiada około 7,6 mln Polaków. Problem ten ma szczególne znaczenie, ponieważ oznacza współwystępowanie kilku czynników zwiększających ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

– Wyniki WOBASZ3 pokazują, że zmienia się profil ryzyka sercowo-naczyniowego Polaków. Badanie wykazało mniejszą częstotliwość palenia wśród Polaków, jednak nadmierna masa ciała nadal dotyczy ogromnej części populacji. To ważne, ponieważ nadwaga i otyłość często współwystępują z nadciśnieniem tętniczym, zaburzeniami lipidowymi i nieprawidłową gospodarką węglowodanową. Kumulacja tych czynników istotnie zwiększa ryzyko zawału serca, udaru mózgu i niewydolności serca – podkreśla prof. Janina Stępińska, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii, członkini Naukowego Komitetu Sterującego Badania WOBASZ3.

Nadciśnienie – leczymy lepiej, ale w systemie nadal pozostają duże luki

W przypadku nadciśnienia tętniczego widać wyraźną poprawę. Dwadzieścia lat temu dotyczyło ono 35,5% Polaków w wieku 20–75 lat, dziesięć lat później 39,2%, dziś 32,3%. Obecnie z nadciśnieniem żyje około 11,5 mln dorosłych Polaków, a farmakoterapię otrzymuje około 7,3 mln.

Jeszcze większą zmianę widać w skuteczności leczenia. Odsetek pacjentów z prawidłowo kontrolowanym ciśnieniem wzrósł z 28,5% do 56,4%. Poprawiła się skuteczność terapii: wśród osób przyjmujących leki około 55% osiąga wartości poniżej 140/90 mm Hg. W odniesieniu do wszystkich osób z nadciśnieniem skuteczna kontrola dotyczy obecnie 32% chorych. To niemal dwukrotny wzrost. Nadal jednak około 4 mln chorych pozostaje poza leczeniem farmakologicznym.

Hipercholesterolemia nadal jednym z największych wyzwań

W przypadku zaburzeń lipidowych postęp jest znacznie mniejszy. Hipercholesterolemia od 20 lat dotyczy ponad połowy Polaków, a jej częstość zmniejszyła się nieznacznie, z 58,4% do 56,3%. Jeszcze bardziej niepokoją wyniki leczenia pacjentów po zawale serca lub udarze. Docelowe stężenie LDL-C poniżej 55 mg/dl osiąga mniej niż co piąty z nich. Potrafimy skutecznie ratować pacjentów w ostrej fazie choroby, ale później zbyt rzadko osiągamy cele leczenia, które mają zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału lub udaru.

– WOBASZ3 dostarczył nam unikatowego zbioru danych o zdrowiu Polaków. Teraz najważniejsze jest zrozumienie zależności między poszczególnymi czynnikami ryzyka i wskazanie tych obszarów, w których możemy najskuteczniej interweniować. Chcemy, aby wyniki badania przełożyły się na lepsze strategie prewencji i leczenia chorób układu krążenia, oparte na rzeczywistym obrazie zdrowia polskiej populacji – wyjaśnia prof. Aleksander Prejbisz z Narodowego Instytutu Kardiologii, główny badacz badania WOBASZ3.

Młodzi dorośli wymagają szczególnej uwagi

Szczególnie niepokoją wyniki w grupie 20–35 lat. W tej grupie osób nie widać oczekiwanej poprawy części parametrów metabolicznych i skuteczności leczenia. Nadciśnienie ma już około 10%. młodych dorosłych, narasta problem otyłości brzusznej, a objawy bezsenności dotyczą około co dziesiątej osoby. Czynniki ryzyka chorób sercowo-naczyniowych są więc obecne już na początku dorosłego życia.

To ważne także z perspektywy kolejnych dekad i dobry argument za rozpoczynaniem profilaktyki wcześniej, zanim wieloletnia ekspozycja na czynniki ryzyka przełoży się na rozwój choroby. Im wcześniej pojawiają się nadciśnienie, otyłość brzuszna czy zaburzenia metaboliczne, tym dłużej organizm jest narażony na ich niekorzystne działanie. Jeśli ten trend się utrzyma, choroby sercowo-naczyniowe mogą pojawiać się wcześniej, a liczba pacjentów wymagających leczenia już w wieku produkcyjnym może rosnąć. Dzisiejsze wyniki młodych dorosłych mogą więc zdecydować o tym, jak za kilkanaście lat będzie wyglądał bilans zdrowia całej populacji.

Ukryte, ciche zagrożenia

WOBASZ3 po raz pierwszy pozwolił tak szeroko ocenić skalę problemów, które przez lata mogą rozwijać się bez wyraźnych objawów. Niemal 900 tys. Polaków żyje z nierozpoznaną, a więc nieleczoną cukrzycą. Ponad 2,3 mln ma przewlekłą chorobę nerek. Blisko 4 mln ma podwyższone stężenie lipoproteiny(a), w dużej mierze uwarunkowanego genetycznie czynnika zwiększającego ryzyko sercowo-naczyniowe.

Do tego dochodzi zespół metaboliczny, który dotyczy około 7,6 mln Polaków. To szczególnie ważny wynik, ponieważ oznacza współwystępowanie kilku zaburzeń zwiększających ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i cukrzycy. Najnowsze wyniki pokazują więc nie tylko znane od lat problemy, takie jak nadciśnienie, cholesterol czy nadmierna masa ciała. Ujawnia również skalę ryzyka, o którym wielu pacjentów może nie wiedzieć, dopóki nie zostanie ono wykryte w badaniach.

To zmienia perspektywę profilaktyki. Nie wystarczy reagować na chorobę, kiedy pojawią się jej objawy. Coraz większego znaczenia nabiera wcześniejsze rozpoznawanie ryzyka i identyfikowanie osób, które wymagają dalszej diagnostyki lub leczenia, zanim dojdzie do zawału, udaru czy innych powikłań.

– Aktualne i wiarygodne dane epidemiologiczne są podstawą skutecznej polityki zdrowotnej. WOBASZ3 pozwala precyzyjnie wskazać najważniejsze zagrożenia i grupy, które wymagają szczególnej uwagi. Dzięki temu możemy lepiej projektować działania profilaktyczne, szybciej reagować na niekorzystne zmiany i skuteczniej planować leczenie chorób cywilizacyjnych – przekonuje prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022-2032, zastępca głównego badacza badania WOBASZ3, Narodowy Instytut Kardiologii.

Bilans dwóch dekad. Czy jesteśmy zdrowsi niż 20 lat temu?

Ogólny bilans jest lepszy. „Indeks 10 dla zdrowia” pokazuje wzrost odsetka osób z dobrym wynikiem z 48,2% do 71,1%. Znacznie mniej palimy, poprawiła się kontrola nadciśnienia, a w części starszych grup obserwujemy korzystne zmiany. Ale za tą poprawą kryje się wyraźna kumulacja czynników ryzyka i niepokojący obraz zdrowia młodych dorosłych. Miliony Polaków żyją z nadmierną masą ciała, hipercholesterolemią lub nierozpoznanymi czynnikami ryzyka, a młodzi dorośli wymagają szczególnej uwagi. To właśnie od ich zdrowia zależy, czy za kolejne 20 lat ten bilans nadal będzie dodatni.

WOBASZ3 nie jest tylko bilansem ostatnich 20 lat. To mapa najważniejszych wyzwań dla profilaktyki, wczesnego wykrywania ryzyka i leczenia na kolejne dekady.

Badanie zostało zrealizowane w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032, finansowanego przez Ministra Zdrowia.

Źródło: WOBASZ, NIKard

Cztery najważniejsze światowe organizacje kardiologiczne – European Society of Cardiology (ESC), American College of Cardiology (ACC), American Heart Association (AHA) oraz World Heart Federation (WHF) – wspólnie opracowały Piątą Uniwersalną Definicję Zawału Mięśnia Sercowego. Dotychczasowa definicja, oparta na pięciu typach zawału jest obecnie zastąpiona prostszym podziałem oparta na mechanizmie prowadzącym do zawału i sytuacji klinicznej, w której do niego dochodzi.

Nową definicję przedstawiono podczas Kongresu ESC 2026 w Monachium. Jej celem jest bardziej spójne rozpoznawanie zawału, lepsze powiązanie diagnozy z dalszym postępowaniem oraz ułatwienie komunikacji z pacjentami.

– To bardzo ważny dokument dla światowej kardiologii. Zaproponowane w nim zmiany nazwałbym ewolucją — i to ewolucją w bardzo dobrym kierunku. Po pierwsze, dokument wprowadza uproszczoną nomenklaturę i nowy podział. Zamiast dotychczasowych pięciu typów posługiwać się będziemy trzema postaciami, wyodrębnionymi na podstawie patofizjologii toczącej się w tętnicy wieńcowej, czyli bezpośredniej przyczyny zawału. To znacząco porządkuje całą klasyfikację i powinno ułatwić postawienie rozpoznania w sytuacjach, w których na gruncie dotychczasowej definicji można było mieć pewne wątpliwości interpretacyjne. Większa prostota i jednoznaczność to zmiana korzystna dla środowiska lekarskiego, a zarazem ułatwiająca komunikację z pacjentem – podkreśla dr hab. Jan Biegus, prof. UMW, z-ca dyrektora ds. naukowych Instytutu Chorób Serca Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

– Nowa definicja nie wyróżnia już nagłego zgonu sercowego jako odrębnego typu zawału, wskazując, że rozpoznanie to powinno być stawiane na podstawie badania autopsyjnego – dodaje dr hab. Jan Biegus.

Zawał mięśnia sercowego pozostaje jednym z najważniejszych problemów zdrowotnych na świecie. Występuje u około 3,8 proc. osób poniżej 60. roku życia i 9,5 proc. osób powyżej 60 lat.

Nie każdy zawał oznacza zamkniętą tętnicę

Jedną z najważniejszych zmian jest odejście od dotychczasowego podziału numerycznego
– obejmującego typy od 1 do 5 wraz z podtypami – na rzecz trzech głównych kategorii: zawału pierwotnego, wtórnego oraz związanego z zabiegami na naczyniach wieńcowych.

Nowa definicja wyraźnie rozróżnia również zawał od uszkodzenia mięśnia sercowego. Podwyższone stężenie troponiny nie zawsze oznacza automatycznie zawał. Do jego rozpoznania (niezmiennie) potrzebne są także dowody wskazujące, że uszkodzenie mięśnia sercowego jest związane
z niedokrwieniem. Ocenia się m.in. objawy, EKG oraz wyniki badań obrazowych.

Trzy kategorie zawału

Pierwotny zawał mięśnia sercowego jest wynikiem ostrego problemu w tętnicy wieńcowej. Najczęściej odpowiadają za niego miażdżyca i zakrzep, ale przyczyną mogą być również samoistne rozwarstwienie tętnicy wieńcowej (SCAD), skurcz naczynia czy zator. To istotna zmiana – w poprzedniej klasyfikacji te ostatnie mechanizmy zaliczano do zawału typu 2.

Wtórny zawał mięśnia sercowego jest następstwem innego ostrego stanu, który zaburza równowagę między zapotrzebowaniem serca na tlen a jego dostarczaniem. Może do tego dojść np. przy znacznej tachykardii, niedotlenieniu, niedokrwistości, bardzo niskim lub wysokim ciśnieniu tętniczym.

Zawał związany z zabiegiem w obrębie tętnic wieńcowych jest powikłaniem procedury kardiologicznej lub kardiochirurgicznej, do którego dochodzi w ciągu 30 dni od jej wykonania. Nowa definicja wprowadza wspólne kryteria dla powikłań związanych z zabiegami przezskórnymi oraz operacjami kardiochirurgicznymi.

Od numeru do przyczyny zawału

Zmiana wykracza poza samo nazewnictwo. Nowa klasyfikacja ma przede wszystkim lepiej odpowiadać temu, dlaczego doszło do zawału. Ma to znaczenie, ponieważ różne mechanizmy mogą wymagać odmiennego postępowania. Inaczej leczony może być pacjent z ostrym zdarzeniem miażdżycowo-zakrzepowym, inaczej chory ze skurczem tętnicy wieńcowej, a jeszcze inaczej osoba, u której niedokrwienie jest skutkiem zaburzenia równowagi między podażą a zapotrzebowaniem na tlen, np.
w wyniku ciężkiej niedokrwistości. Stąd, co oczywiste, autorzy dokumentu podkreślają, że leczenie zależy od mechanizmu prowadzącego do zawału.

Poprzednia klasyfikacja numeryczna nie zawsze była łatwa do zastosowania w praktyce. Nowy podział ma być bardziej intuicyjny, opierać się na obiektywnych kryteriach diagnostycznych i ułatwiać podejmowanie decyzji klinicznych. Ma również ułatwić rozmowę z pacjentem – określenia takie jak „zawał typu 2” czy „typu 4c” niewiele mówiły o rzeczywistej przyczynie zdarzenia. Prostszy podział ma być bardziej zrozumiały zarówno dla lekarzy, jak i chorych.

Znaczenie także dla badań i systemu ochrony zdrowia

Nowa klasyfikacja ma znaczenie nie tylko dla lekarzy i pacjentów. Została powiązana z kodami Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, co ma umożliwić dokładniejsze zbieranie danych
o poszczególnych rodzajach zawału. W przyszłości powinno to ułatwić badania epidemiologiczne, porównywanie wyników między krajami oraz planowanie opieki zdrowotnej.

– Za świetne posunięcie uważam również powiązanie proponowanej nomenklatury ze wchodzącą do praktyki klasyfikacją ICD-11. Będzie ono miało duże znaczenie zarówno epidemiologiczne, jak i dla rozwoju nauki na całym świecie – zaznacza dr hab. Jan Biegus.

Piąta Uniwersalna Definicja Zawału Mięśnia Sercowego przesuwa punkt ciężkości z numeru przypisanego do typu zawału na jego przyczynę i kontekst kliniczny. Ma to prowadzić do bardziej spójnych rozpoznań, lepszego dopasowania dalszego postępowania i bardziej zrozumiałej komunikacji z pacjentem.

Źródło: inf pras

Nikotyna nie jest obojętna dla układu sercowo-naczyniowego, nawet jeśli jest dostarczana bez spalania tytoniu. Autorzy obszernego przeglądu opublikowanego w „Nature Reviews Cardiology” przeanalizowali dane dotyczące papierosów, fajek wodnych, wyrobów podgrzewanych, e-papierosów oraz doustnych produktów nikotynowych. Wskazują na wyraźne kontinuum szkodliwości: największe ryzyko wiąże się z produktami spalanymi, ale wyeliminowanie procesu spalania nie oznacza wyeliminowania niekorzystnego wpływu na naczynia. Jedyną opcją pozbawioną ryzyka związanego z używaniem produktów nikotynowych pozostaje całkowita abstynencja.

Praca zespołu kierowanego przez prof. Thomasa Münzela z University Medical Center Mainz, opublikowana 20 sierpnia 2026 r., łączy dane dotyczące mechanizmów biologicznych i biomarkerów z wynikami badań przedklinicznych i klinicznych dla różnych sposobów dostarczania nikotyny. Autorzy prześledzili procesy zachodzące w układzie sercowo-naczyniowym – od oddziaływania nikotyny na komórki ściany naczyń po zmiany sprzyjające miażdżycy i destabilizacji blaszki miażdżycowej.

Nikotyna sama w sobie oddziałuje na układ krążenia

Przez lata istotna część dyskusji dotyczącej alternatywnych produktów nikotynowych koncentrowała się na tym, w jakim stopniu ograniczenie lub wyeliminowanie spalania tytoniu zmniejsza związane z nimi szkody.

Nowy przegląd wskazuje, że ma to znaczenie – produkty spalane pozostają najbardziej szkodliwe – ale jednocześnie sama nikotyna aktywnie uczestniczy w procesach niekorzystnych dla układu sercowo-naczyniowego.

Nikotyna sprzyja aktywacji układu współczulnego, obciążeniu hemodynamicznemu, stresowi oksydacyjnemu i procesom zapalnym. Prowadzi również do zaburzeń funkcjonowania śródbłonka – wewnętrznej warstwy naczyń, która odgrywa kluczową rolę m.in. w regulacji ich napięcia.

– Chcieliśmy rozstrzygnąć kwestię, która od lat jest przedmiotem dyskusji: czy szkodliwość nikotyny wynika z palenia, czy też sama nikotyna jest toksyczna? Pokazujemy, że nikotyna aktywuje receptory na komórkach naczyń krwionośnych, co prowadzi do zahamowania działania enzymu odpowiedzialnego za utrzymanie naczyń w stanie rozkurczu. W efekcie w ścianie naczynia gromadzą się szkodliwe cząsteczki i uruchamia się samonapędzający cykl stanu zapalnego oraz tworzenia zakrzepów. Mechanizm ten działa niezależnie od sposobu dostarczania nikotyny – wyjaśnia prof. Thomas Münzel.

Nikotyna uderza w naczynia na dwa sposoby

Autorzy przeglądu opisują dwa niezależne mechanizmy oddziaływania nikotyny na ścianę naczynia.

Pierwszym jest jej wpływ na śródbłonek. Nikotyna ogranicza działanie prostacykliny – naturalnej substancji rozszerzającej naczynia – a jednocześnie pobudza uwalnianie endoteliny-1, jednego z najsilniejszych czynników powodujących ich skurcz.

Drugi mechanizm dotyczy bezpośredniego działania na komórki mięśni gładkich naczyń, które odpowiadają za regulację ich napięcia. Nikotyna blokuje kanały potasowe zależne od ATP i zaburza gospodarkę wapniową. W efekcie może sprzyjać zwężaniu naczyń nawet wtedy, gdy sam śródbłonek nie jest uszkodzony.

– Nikotyna nie tylko osłabia ochronną funkcję wyściółki naczynia, ale również bezpośrednio powoduje skurcz otaczających je mięśni. To dwa odrębne mechanizmy prowadzące do tego samego efektu: naczynie silniej się kurczy, słabiej rozkurcza i łatwiej dochodzi w nim do tworzenia zakrzepów – tłumaczy prof. Münzel.

Długotrwałe działanie tych procesów może sprzyjać rozwojowi dysfunkcji śródbłonka, miażdżycy i niestabilności blaszki miażdżycowej, a w konsekwencji zwiększać ryzyko zdarzeń sercowo-naczyniowych.

Papierosy, podgrzewacze, e-papierosy i saszetki. Hierarchia szkodliwości

Jednym z najważniejszych elementów publikacji jest zestawienie dostępnych produktów zawierających nikotynę pod względem ich wpływu na naczynia.

Najwyżej w hierarchii szkodliwości znajdują się produkty, w których dochodzi do spalania – tradycyjne papierosy oraz fajki wodne. Kolejne są produkty podgrzewające tytoń, następnie urządzenia aerozolowe, czyli e-papierosy, a dalej doustne produkty nikotynowe, takie jak tytoń do żucia i saszetki nikotynowe. Na końcu tego kontinuum znajduje się całkowita abstynencja.

Nie oznacza to jednak, że produkty znajdujące się niżej w tej hierarchii można uznać za bezpieczne dla serca i naczyń.

– E-papierosy i urządzenia podgrzewające tytoń były początkowo przedstawiane jako alternatywy o mniejszym ryzyku niż tradycyjne papierosy, jednak nasze dane pokazują, że produkty te znajdują się na kontinuum ryzyka sercowo-naczyniowego, a nie poza nim. Wyeliminowanie spalania wyraźnie zmniejsza szkodliwość, ale jej nie usuwa – podkreśla prof. Thomas Münzel.

Dostępne badania wskazują, że e-papierosy, produkty podgrzewane oraz doustne produkty nikotynowe mogą zaburzać funkcję śródbłonka, zwiększać stres oksydacyjny i sztywność tętnic oraz aktywować szlaki współczulne i zapalne.

Autorzy zwracają jednocześnie uwagę na ograniczenia obecnej wiedzy. W przypadku e-papierosów oraz nowszych doustnych produktów nikotynowych brakuje jeszcze długoterminowych danych dotyczących występowania zdarzeń klinicznych. Interpretacja dostępnych badań wymaga więc ostrożności.

Dysfunkcja śródbłonka może być pierwszym sygnałem

Szczególną uwagę w publikacji poświęcono dysfunkcji śródbłonka jako wczesnemu wskaźnikowi szkodliwego wpływu na naczynia. Autorzy wskazują m.in. na zaburzenia rozszerzalności tętnic zależnej od przepływu, podwyższone stężenia białka C-reaktywnego o wysokiej czułości i interleukiny 6 oraz zwiększoną prędkość fali tętna.

Parametry te są związane ze zwiększonym ryzykiem zdarzeń sercowo-naczyniowych i pozwalają łączyć wyniki badań podstawowych z obserwacjami klinicznymi.

– Ten przegląd wypełnia istotną lukę w wiedzy, ponieważ po raz pierwszy zestawia istniejące dane dotyczące mechanizmów, biomarkerów i badań klinicznych dla różnych produktów, zamiast analizować każdy z nich osobno. Widać wyraźnie, że nikotyna aktywnie przyczynia się do dysfunkcji śródbłonka – najwcześniejszego etapu na drodze do rozwoju miażdżycy, nadciśnienia i niewydolności serca – a jedyną opcją pozbawioną ryzyka jest abstynencja – wskazuje prof. Filippo Crea, współautor publikacji.

Nie tylko nikotyna

Choć jednym z głównych wniosków przeglądu jest bezpośredni wpływ nikotyny na układ sercowo-naczyniowy, nie jest ona jedynym szkodliwym składnikiem produktów analizowanych przez badaczy.

W zależności od sposobu ich używania organizm może być narażony również na drobne cząstki, metale, aldehydy czy substancje aromatyzujące. Jak wskazują badania mechanistyczne i eksperymentalne, czynniki te mogą nasilać stres oksydacyjny i stan zapalny naczyń, zaburzać funkcjonowanie mitochondriów oraz śródbłonkowej syntazy tlenku azotu.

To również wyjaśnia, dlaczego wyeliminowanie spalania może zmniejszyć szkodliwość produktu, ale nie oznacza automatycznie braku niekorzystnego wpływu na układ sercowo-naczyniowy.

Szczególne obawy dotyczą młodych osób

Autorzy zwracają uwagę na szybko rozwijający się rynek nowych sposobów dostarczania nikotyny i związane z nim ryzyko uzależnienia wśród młodych ludzi. Nowoczesne urządzenia mogą dostarczać duże dawki nikotyny, co może ułatwiać wczesny rozwój zależności i prowadzić do wieloletniej ekspozycji.

Problem ma istotne znaczenie dla zdrowia publicznego. Według danych przytoczonych przez European Society of Cardiology w 2023 roku ponad miliard ludzi na świecie paliło tytoń. Bezpośrednie używanie tytoniu miało odpowiadać za około 5,81 mln zgonów, a bierne palenie za kolejne 1,66 mln. Blisko 40 proc. tych zgonów było związanych z chorobami układu sercowo-naczyniowego.

Autorzy wskazują również na wysoki potencjał uzależniający nikotyny.

– Toksyczny wpływ nikotyny na układ sercowo-naczyniowy na poziomie molekularnym, w połączeniu z jej dobrze udokumentowanym, wysokim potencjałem uzależniającym, przemawia za stworzeniem spójnych regulacji odnoszących się do nikotyny, zamiast obecnego systemu odrębnych przepisów dla poszczególnych produktów – mówi prof. Münzel.

Eksperci apelują o nowe podejście do produktów nikotynowych

Zdaniem autorów rozwój nowych produktów nikotynowych postępuje szybciej niż gromadzenie długoterminowych danych dotyczących ich bezpieczeństwa. Dlatego jednym z najważniejszych postulatów publikacji jest stworzenie bardziej spójnych regulacji obejmujących różne sposoby dostarczania nikotyny.

– Badanie to pokazuje, dlaczego ESC i Unia Europejska apelują o aktualizację regulacji dotyczących tytoniu i nikotyny jako integralnego elementu planu Safe Hearts. Dowody jasno wskazują, że nikotyny nie można uznać za nieszkodliwą. Musimy uwzględnić to w sposobie regulowania, promowania i komunikowania informacji o tych produktach, szczególnie w odniesieniu do młodych ludzi – podkreśla prof. Thomas F. Lüscher, prezydent European Society of Cardiology i współautor publikacji.

Autorzy wskazują na potrzebę zapobiegania rozpoczynaniu używania produktów nikotynowych, szczególnie przez młodych ludzi. Wśród działań, które ich zdaniem powinny stanowić element szerszej strategii zdrowia publicznego, wymieniają m.in. regulacje dotyczące substancji smakowych, politykę podatkową, monitorowanie biomarkerów oraz zapewnienie dostępu do opartych na dowodach metod wspierających wychodzenie z uzależnienia.

Materiał opracowany na podstawie komunikatu European Society of Cardiology oraz publikacji: Thomas Münzel, Marin Kuntic, John F. Keaney Jr, Julia Lurz, Filippo Crea, Thomas F. Lüscher, Sanjay Rajagopalan, Andreas Daiber, Nicotine-containing products and the cardiovascular system: mechanisms and global health implications, „Nature Reviews Cardiology”, 20 sierpnia 2026 r.

Przez wiele lat walka z wysokim cholesterolem kojarzyła się przede wszystkim z jednym momentem – przekroczeniem określonego wyniku w badaniu laboratoryjnym. Tymczasem współczesna kardiologia coraz wyraźniej odchodzi od myślenia wyłącznie o liczbach. Znaczenia nabiera całkowite ryzyko sercowo-naczyniowe pacjenta, jego wiek, obciążenia rodzinne oraz perspektywa zdrowia w kolejnych dekadach życia.

To właśnie ten kierunek wyznaczają zaktualizowane amerykańskie wytyczne dotyczące postępowania z zaburzeniami lipidowymi i profilaktyki miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej (ASCVD). Eksperci podkreślają, że najważniejszą zmianą nie jest pojawienie się nowych leków, lecz przesunięcie akcentu na wcześniejsze wykrywanie zaburzeń lipidowych oraz szybsze podejmowanie działań zapobiegających rozwojowi chorób układu krążenia.

Problem ma ogromną skalę. Według danych przywoływanych przez autorów zaleceń podwyższony poziom cholesterolu LDL dotyczy około jednej czwartej dorosłych Amerykanów. W Polsce sytuacja wygląda jeszcze poważniej – szacuje się, że podwyższony cholesterol całkowity lub LDL może występować nawet u 50-60 proc. dorosłych, czyli około 20 milionów osób.

Eksperci przypominają jednak, że samo stężenie LDL nie wyczerpuje problemu. Zaburzenia gospodarki lipidowej obejmują także inne lipoproteiny i tłuszcze obecne we krwi. Łącznie określa się je mianem dyslipidemii, która należy do najważniejszych czynników prowadzących do miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej. To właśnie ona pozostaje jedną z głównych przyczyn przedwczesnych zgonów na świecie.

Nowe rekomendacje wyraźnie podkreślają, że nie warto czekać, aż wyniki badań staną się jednoznacznie nieprawidłowe lub pojawią się pierwsze objawy choroby.

„Wiemy, że 80 proc. lub więcej chorób układu krążenia można zapobiec, a podwyższony poziom cholesterolu LDL stanowi istotną część tego ryzyka” podkreśla dr Roger Blumenthal, przewodniczący zespołu ekspertów opracowujących nowe wytyczne.

Podstawą postępowania nadal pozostaje zdrowy styl życia. Zbilansowana dieta, regularna aktywność fizyczna, redukcja masy ciała i zaprzestanie palenia tytoniu są pierwszym krokiem u większości pacjentów. Autorzy zaleceń zwracają jednak uwagę, że jeśli takie działania nie przynoszą oczekiwanych rezultatów, decyzję o rozpoczęciu leczenia farmakologicznego warto podejmować wcześniej niż dotychczas.

Statyny nadal pozostają podstawą terapii obniżającej stężenie LDL. W nowych wytycznych większy nacisk położono jednak również na indywidualny dobór leczenia oraz wykorzystanie innych dostępnych terapii, takich jak ezetymib, kwas bempediowy, inhibitory PCSK9 czy inclisiran, szczególnie u osób z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym lub niewystarczającą odpowiedzią na leczenie.

Jedną z najbardziej zauważalnych zmian jest także podejście do badań przesiewowych u dzieci. Eksperci zalecają oznaczanie profilu lipidowego między 9. a 11. rokiem życia. U dzieci obciążonych rodzinnym występowaniem przedwczesnych chorób sercowo-naczyniowych diagnostykę można rozpocząć już około 2. roku życia. Tak wczesne wykrywanie zaburzeń lipidowych ma pozwolić ograniczyć wieloletnią ekspozycję naczyń krwionośnych na podwyższone stężenie aterogennych lipoprotein.

Autorzy wytycznych zwracają również uwagę na coraz większą rolę oceny długoterminowego ryzyka. W rekomendacjach znalazł się kalkulator PREVENT, który umożliwia oszacowanie prawdopodobieństwa wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych zarówno w perspektywie 10, jak i 30 lat. Uwzględnia on nie tylko stężenie cholesterolu, ale także wiek, wartości ciśnienia tętniczego oraz inne czynniki wpływające na ryzyko.

Takie podejście oznacza, że leczenie może zostać rozważone również u osób, których aktualne wyniki badań nie wydają się alarmujące, ale których przewidywane ryzyko rozwoju chorób serca w kolejnych latach jest podwyższone.

Wytyczne ponownie podkreślają również znaczenie wartości docelowych LDL. U osób z podwyższonym ryzykiem zalecanym celem pozostaje stężenie poniżej 100 mg/dl. Pacjenci z wysokim ryzykiem powinni dążyć do wartości poniżej 70 mg/dl, natomiast u osób z bardzo wysokim ryzykiem miażdżycowej choroby sercowo-naczyniowej zalecany poziom wynosi mniej niż 55 mg/dl.

„Ogólnie rzecz biorąc, im niższy poziom LDL, tym lepiej, szczególnie u osób zagrożonych zawałem serca lub udarem” – podkreśla kardiolog dr Pamela B. Morris z Medical University of South Carolina. Jak dodaje: „Badania kliniczne jasno pokazują, że obniżenie LDL-C do wartości niższych niż wcześniej zalecane przynosi wyraźne korzyści w redukcji incydentów sercowo-naczyniowych”.

Zmiany wpisują się w szerszy trend obserwowany w światowej kardiologii. Coraz większy nacisk kładzie się na zapobieganie chorobom, zanim dojdzie do pierwszego zawału czy udaru, zamiast koncentrować się wyłącznie na leczeniu ich następstw. Oznacza to również większą rolę lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, regularnych badań profilaktycznych oraz indywidualnej oceny ryzyka każdego pacjenta.

Choć nowe zalecenia zostały opracowane dla amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, wiele ich elementów odzwierciedla kierunek zmian obserwowany także w Europie. W praktyce oznacza to, że coraz więcej osób może usłyszeć od lekarza o potrzebie wcześniejszego leczenia zaburzeń lipidowych, nawet jeśli dotychczas uważały swoje wyniki za „wystarczająco dobre”. W świetle aktualnej wiedzy celem nie jest już jedynie poprawa wyniku badania laboratoryjnego, ale zmniejszenie ryzyka zawału serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci w kolejnych dekadach życia.

Nowe amerykańskie wytyczne: https://www.ahajournals.org/doi/10.1161/CIR.0000000000001423

Źródło: Blumenthal RS, Morris PB, Gaudino M, et al. 2026

Upalne dni to dla organizmu duże wyzwanie. Wysoka temperatura może nie tylko powodować zmęczenie i osłabienie, ale także zwiększać obciążenie układu krążenia. Szczególnie narażone są osoby z chorobami serca, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą oraz innymi czynnikami ryzyka.

W czasie upałów serce pracuje intensywniej – pod wpływem wysokiej temperatury naczynia krwionośne rozszerzają się, a organizm szybciej traci wodę wraz z potem. Odwodnienie może prowadzić do zaburzeń ciśnienia tętniczego i dodatkowo obciążać układ krążenia. Dlatego w gorące dni warto szczególnie uważnie obserwować swój organizm.

Zawał nie zawsze wygląda tak samo

Wiele osób kojarzy zawał serca z nagłym, silnym bólem w klatce piersiowej. Tymczasem objawy mogą być znacznie bardziej różnorodne i nie zawsze pojawiają się w tak oczywisty sposób.

Najczęstszym sygnałem alarmowym jest uczucie ucisku, rozpierania lub bólu w klatce piersiowej. Dolegliwości mogą promieniować do ramienia, obu rąk, pleców, szyi lub żuchwy. Mogą im towarzyszyć:

Szczególną czujność powinny zachować kobiety, u których objawy zawału częściej mogą być mniej charakterystyczne. Duszność, nudności, ból pleców lub żuchwy czy nagłe pogorszenie samopoczucia również mogą być sygnałem, że dzieje się coś niepokojącego.

Nie czekaj, aż objawy miną

Nie każdy ból czy złe samopoczucie podczas upału należy tłumaczyć wyłącznie wysoką temperaturą lub odwodnieniem. Jeśli pojawiają się objawy sugerujące zawał, nie należy zwlekać – trzeba natychmiast zadzwonić pod numer alarmowy 112 lub 999.

– Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta – mówi prof. Piotr Buszman, kardiolog Oddziału Kardiologii American Heart of Poland w Bielsku-Białej.

Szybka reakcja może zdecydować o dalszym przebiegu choroby. Im wcześniej pacjent otrzyma specjalistyczną pomoc, tym większa szansa na ograniczenie uszkodzenia mięśnia sercowego i uniknięcie poważnych powikłań. AHP i Scanmed zapewniają dostęp do kompleksowej opieki kardiologicznej w 32 pracowniach hemodynamicznych, w których pacjenci z ostrymi zespołami wieńcowymi mogą otrzymać niezbędną pomoc.

Jak zadbać o serce w czasie upałów?

Podczas wysokich temperatur warto pamiętać o kilku prostych zasadach:

Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z nadciśnieniem, cukrzycą, podwyższonym poziomem cholesterolu, po przebytym zawale oraz osoby palące papierosy.

– Dbając o serce, powinniśmy przede wszystkim ograniczać czynniki, które mogą je uszkadzać. Dotyczy to zarówno palenia papierosów i e-papierosów, jak i narażenia na dym tytoniowy innych osób. Negatywny wpływ na układ sercowo-naczyniowy ma także alkohol, a szczególnie niebezpieczne są narkotyki i substancje psychoaktywne. Warto pamiętać, że uszkodzenie mięśnia sercowego może mieć trwałe konsekwencje – podkreśla dr n. med. Janusz Prokopczuk, kardiolog Oddziału Kardiologii AHP w Kędzierzynie-Koźlu.

Jak dodaje prof. Piotr Buszman:

– Warto mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, numery alarmowe zapisane w widocznym miejscu, informować bliskich o nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne i pozostawać pod opieką lekarza rodzinnego oraz kardiologa.

Wysoka temperatura nie powinna być powodem do ignorowania sygnałów wysyłanych przez organizm. W przypadku podejrzenia zawału liczy się każda minuta.

Źródło: inf pras

To nie tylko prestiżowe wyróżnienie dla jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich kardiolożek, ale również sygnał, że polska kardiologia coraz mocniej zaznacza swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Prof. Agnieszka Tycińska została wybrana na stanowisko President-Elect Association for Acute CardioVascular Care (ACVC) – jednej z największych i najbardziej wpływowych asocjacji działających w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ESC). Po zakończeniu obecnej kadencji obejmie funkcję prezesa organizacji, kierując europejską społecznością specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów w najcięższych stanach zagrożenia życia.

Wybór prof. Tycińskiej oznacza, że po raz pierwszy od wielu lat przedstawicielka polskiej kardiologii obejmie jedno z najwyższych stanowisk w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Dla polskich lekarzy to znacznie więcej niż sukces indywidualny. To potwierdzenie, że krajowe środowisko kardiologiczne odgrywa coraz większą rolę nie tylko we wdrażaniu europejskich standardów leczenia, ale także w ich współtworzeniu.

ACVC to organizacja, która wyznacza standardy leczenia najciężej chorych pacjentów

Association for Acute CardioVascular Care skupia specjalistów zajmujących się ostrą opieką kardiologiczną – obszarem medycyny, w którym decyzje terapeutyczne podejmowane są często w ciągu minut, a od ich trafności zależy życie pacjenta. Organizacja opracowuje wytyczne kliniczne, prowadzi programy edukacyjne, wspiera badania naukowe oraz rozwija standardy postępowania dotyczące m.in. ostrych zespołów wieńcowych, wstrząsu kardiogennego, nagłego zatrzymania krążenia, zatorowości płucnej czy ostrej niewydolności serca.

To właśnie rekomendacje ekspertów ACVC są później wykorzystywane przez lekarzy w całej Europie i stanowią podstawę organizacji nowoczesnej opieki nad pacjentami w oddziałach intensywnej terapii kardiologicznej.

Wieloletnia obecność w strukturach ESC

Wybór na stanowisko President-Elect nie jest przypadkowy. Prof. Agnieszka Tycińska od lat aktywnie działa w strukturach Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Obecnie kieruje Komitetem Certyfikacji i Akredytacji ACVC oraz przewodniczy inicjatywie Women in ACVC. Jest również członkinią zarządu organizacji i współtworzy europejskie projekty edukacyjne oraz akredytacyjne.

Jej działalność naukowa i organizacyjna została zauważona także przez redakcję European Heart Journal, która poświęciła profesor specjalny materiał w cyklu „Leaders in Cardiology”. Podkreślono w nim jej wkład w rozwój intensywnej opieki kardiologicznej, działalność naukową oraz konsekwentne wzmacnianie pozycji polskiej kardiologii w strukturach europejskich.

Szansa dla polskiej kardiologii

Szczególnego znaczenia tej nominacji dodaje fakt, że prof. Agnieszka Tycińska jest jednocześnie prezesem elektem Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Otwiera to nowe możliwości jeszcze silniejszego udziału polskich ekspertów w międzynarodowych projektach naukowych, pracach nad europejskimi wytycznymi oraz programach edukacyjnych.

To także szansa na większą obecność polskich ośrodków w badaniach klinicznych prowadzonych pod auspicjami ESC oraz rozwój międzynarodowej współpracy w obszarze ostrej opieki kardiologicznej. Choć decyzje ACVC mają charakter ekspercki, ich efekty przekładają się później na codzienną praktykę kliniczną – od organizacji oddziałów intensywnej terapii po standardy leczenia pacjentów z zawałem serca czy ostrą niewydolnością serca.

Coraz silniejsza pozycja Polski w europejskiej medycynie

W ostatnich latach przedstawiciele polskiej medycyny coraz częściej obejmują ważne funkcje w międzynarodowych organizacjach naukowych. To efekt nie tylko rosnącej liczby publikacji naukowych, ale także aktywnego uczestnictwa w pracach grup roboczych, tworzeniu wytycznych oraz organizacji europejskich projektów badawczych.

Wybór prof. Agnieszki Tycińskiej wpisuje się w ten trend. Jednocześnie pokazuje, że doświadczenia polskich ośrodków kardiologicznych są coraz częściej postrzegane jako wartościowy wkład w rozwój europejskiej medycyny.

Objęcie funkcji President-Elect oznacza również udział w wyznaczaniu strategicznych kierunków rozwoju ACVC na najbliższe lata. Po zakończeniu obecnej kadencji profesor stanie na czele organizacji, która skupia tysiące specjalistów zajmujących się leczeniem pacjentów wymagających najbardziej zaawansowanej opieki kardiologicznej.

Źródło: escardio.org