Medicalpress
Aż co czwarta osoba umiera z powodu chorób związanych z zakrzepami i zatorami – przypominają eksperci z okazji przypadającego 13 października Światowego Dnia Zakrzepicy. Zakrzepica jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych i groźnych schorzeń układu krążenia, jednak mało osób zdaje sobie z tego sprawę. Lekarze zapewniają jednak, że można jej zapobiegać, a także – skutecznie leczyć. Trzeba jednak jak najszybciej ją wykryć.

„Zakrzepica to podstępny przeciwnik, zagrażający nie tylko zdrowiu, ale także życiu pacjenta” – zaznacza w informacji przekazanej PAP dr Piotr Ligocki, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy. Choroba ta może bowiem doprowadzić do zatoru płuc, zawału serca albo udaru mózgu. Rozwija się wtedy, gdy krew tworzy skrzepy wewnątrz naczyń krwionośnych. Przyczyną tego mogą być nadmierna krzepliwość krwi i zaburzenia przepływu krwi, jak też uszkodzenie wewnętrznej ściany naczynia krwionośnego.

Jest też wiele innych czynników ryzyka zakrzepicy, a są to: otyłość, urazy (zwłaszcza wielonarządowe lub złamania miednicy, kości udowej i innych kości długich kończyn dolnych), długotrwałe unieruchomienie kończyny dolnej (z powodu np. niedowładu, opatrunku gipsowego unieruchamiającego dwa sąsiednie stawy lub znieczulenia ogólnego, udar mózgu związany z niedowładem kończyny dolnej oraz choroby hematologiczne i nowotwory złośliwe, zwłaszcza rak trzustki, nowotwory mózgu, rak płuca, rak jajnika i rak nerki.

Ryzyko zakrzepicy zwiększa też niewydolność serca oraz niewydolność oddechowa, obłożna choroba leczona zachowawczo (np. ciężkie zapalenie płuc), jak również żylaki kończyn dolnych oraz długi lot samolotem w klasie ekonomicznej, trwający 6-8 godzin, zwłaszcza połączony ze snem w pozycji siedzącej.

„Obecnie z powodu wcześniej trwającej pandemii, oprócz klasycznych niebezpieczeństw, jak choroba nowotworowa i otyłość, pojawił się nowy czynnik prozakrzepowy, a jest nim zarówno świeżo przebyta choroba COVID-19, jak i tzw. long covid, czyli wielopłaszczyznowe zmiany w organizmie człowieka, których następstwem mogą być różnego typu zaburzenia układu krzepnięcia krwi” – ostrzega specjalista.

Zawsze jednak decydujące znaczenie ma wczesne wykrycie zakrzepicy. Warto zatem zwracać uwagę na takie jej objawy, jak obrzęk kończyn, ból nóg podczas chodzenia, uczucie gorąca w nogach i wrażenie stwardnienia żył oraz zaczerwienienie i siniaki. Należy wtedy jak najszybciej wykonać badanie ultrasonograficzne żył metodą Dopplera.

W leczeniu zakrzepicy stosuje się wiele metod terapii, zarówno farmakologicznych, zachowawczych, jak i operacyjnych. Prezes Polskiego Towarzystwa Flebologicznego prof. Zbigniew Krasiński zapewnia, że nowoczesna medycyna dysponuje skutecznymi metodami leczenia zakrzepicy.

Najczęściej wykorzystuje się tzw. heparyny drobnocząsteczkowe w postaci zastrzyków podskórnych o działaniu przeciwzakrzepowym, leki doustne rozrzedzające krew oraz leki flebotropowe wzmacniające i chroniące ściany naczyń żylnych.

Dr Piotr Ligocki zwraca uwagę, że heparyny drobnocząsteczkowe stosowane są w ostrych epizodach zakrzepowych, gdy dojdzie do zatoru płuc, jak i w profilaktyce choroby zakrzepowej, na przykład wtedy, gdy po złamaniu kończyny jest ona unieruchomiona, a także u pacjentów z długotrwałym unieruchomieniem z powodu obłożnej choroby, np. ciężkich zakażeń.

„Stosujemy je również jako profilaktykę zakrzepicy np. podczas długotrwałego lotu samolotem, a także w profilaktyce przeciwzakrzepowej niektórych schorzeń autoimmunologicznych, jak zespół antyfosfolipidowy” – daje specjalista. Zaznacza jednak, że dawkowanie tych leków zleca wyłącznie lekarz. „Pacjent nie powinien sam sobie ustalać dawki bez kontaktu ze specjalistą” – podkreśla.

Podstawową i tanią metodą leczenia zaburzeń układu żylnego i chłonnego jest tzw. profilaktyka mechaniczna lub inaczej – kompresjoterapia. Polega ona na noszeniu specjalnych produktów uciskowych, takich jak rajstopy, pończochy czy podkolanówki, pozwalających normalizować przepływ krwi oraz chroni przed powikłaniami związanymi z zakrzepicą. Nie należy jej tylko mylić z kompresoterapią, wymagającą używania kompresów.

Wyroby kompresyjne o niskim stopniu ucisku zaleca się osobom podróżującym podczas długich lotów samolotem. Przeprowadzona w Australii analiza kilkunastu randomizowanych badań wykazała, że podkolanówki o niskim stopniu ucisku, stosowane profilaktycznie celem uniknięcia zakrzepicy powodują redukcję bólu, dyskomfortu i obrzęku kończyn, ale również poprawiają poziomu energii i koncentracji oraz redukują senność po locie samolotem.

W przypadku zakrzepicy żył głębokich kończyn dolnych wyroby kompresyjne mogą poprawić rekanalizację skrzepliny oraz redukcję jej narastania, zmniejszają ból i obrzęk kończyny. Po rozpoznaniu zakrzepicy powinny być jak najszybciej zastosowanie. Podobne zalecenia dotyczą postępowania w przypadku zakrzepicy żył powierzchownych. W obu tych przypadkach użytkowanie wyrobów kompresyjnych nie kończy się po krótkim okresie ich stosowania. Zdaniem specjalistów dłuższy okres ich używania zmniejsza ryzyko późnego powikłania zakrzepicy jakim jest zespół pozakrzepowy.

„Niestety kompresjoterapii jest często niedoceniana lub wręcz lekceważona” – stwierdza dr Marcin Kucharzewski, chirurg naczyniowy i specjalista flebolog, sekretarz generalny Polskiego Towarzystwa Flebologicznego. Jego zdaniem popularyzacja tej metody leczenia, a także wsparcie ze strony państwa poprzez refundację, choćby częściową, może pomóc znaleźć dla niej właściwe miejsce wśród metod leczenia i profilaktyki schorzeń układu żylnego.

Od września 2023 r. heparyny drobnocząsteczkowe są na wykazie bezpłatnych leków dla osób powyżej 65. roku życia. Z kolei od stycznia 2024 r. mają być zrefundowane wyroby medyczne we wskazaniach związanych z zakrzepicą.

(PAP)

Zbigniew Wojtasiński

źródło: PAP

Rocznie na zakrzepicę choruje w Polsce ok. 100 osób na każde 100 tys. Choć w wielu przypadkach choroba przebiega bezobjawowo, prowadząc do śmierci, można jej skutecznie zapobiegać – przekonywali uczestnicy warszawskiej konferencji zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Zakrzepicy.

Zakrzepica jest chorobą dotykającą ludzi praktycznie w każdym wieku. W grupie 25-35 lat choruje ok. 30 osób na 100 tys. a w przedziale wiekowym 70-79 nawet 300-500 osób na 100 tys. Średnio, co roku notuje się 100 przypadków zachorowań na każde 100 tys. Polaków.

„Choroba dotyka ludzi w każdym wieku, w tym także dzieci. Ważną informacją, często bardzo nieprzyjemną dla naszych chorych jest to, że najważniejszym powikłaniem zakrzepicy jest zgon” – mówił prof. Zbigniew Krasiński z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. 

Mechanizm choroby jest zawsze taki sam.

„Powstaje skrzeplina, najczęściej w układzie żył głębokich kończyny dolnej. To są skrzepliny grubości kciuka i długości 20-30 cm. Taki wąż, który zatyka naczynie i może powodować obrzęk, bolesność. Ale nie musi – opowiadał obrazowo prof. Piotr Pruszczyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Czasami taka skrzeplina odrywa się od miejsca, w którym powstała. – Płynie z prądem przez układ żył, przez część serca, prawy przedsionek, prawą komorę, wpływa do tętnic płucnych, tam powodując zatorowość płucną” – wyjaśniał prof. Pruszczyk. 

Wtedy pojawia się gwałtowne zasłabnięcie, duszność, a nawet zgon.

„Ta choroba ma różne oblicza. Oblicze związane z zakrzepicą żylną i zatorowością płucną. Problem w tym, że część objawów jest niecharakterystyczna, a wielu pacjentów nie ma wręcz żadnych objawów” – dodał prof. Pruszczyk. Dla wielu osób pierwszym epizodem zakrzepicy jest zatorowość płucna i śmierć. 

Prof. Pruszczyk wspomniał też, że czynnikiem zwiększającym ryzyko zakrzepicy jest również czynnik genetyczny, bo w polskiej populacji co 20 osoba jest nosicielem wrodzonej, tzw. trombofili (nadkrzepliwości). 

Ponieważ zakrzepica nie daje objawów lub daje ich niewiele, naszą czujność powinny budzić takie znaki ostrzegawcze jak: obrzęk jednej kończyny, zarówno ręki, jak i nogi, przyspieszenie tętna, kaszel z krwiopluciem, gorączka, ból.

„To objawy, których nie powinniśmy ignorować. Zwłaszcza, jeśli połączymy je z tym, co robiliśmy przed ich wystąpieniem, np. długo podróżowaliśmy w jednej pozycji, na skutek infekcji leżeliśmy w łóżku kilka dni, mieliśmy operację albo wieszaliśmy firanki przez kilka godzin z rękoma w górze” – mówił prof. Krasiński. 

Z problemem zakrzepicy dobrze jest zaznajomiony prezydent miasta Poznania, Jacek Jaśkowiak, który także był uczestnikiem opisywanej konferencji. 

„Zastępca mojego poprzednika, wysportowany człowiek, biegający maratony i jeżdżący konno, spadł z konia. Nie było to bardzo poważne zdarzenie, ale zmarł z powodu zakrzepicy. Podobnie było z dr Janem Kulczykiem, u którego zaczynałem swoją karierę biznesową, z tego, co wiem, ten komponent miał poważny udział w jego śmierci” – mówił prezydent Jaśkowiak.  

Bo skrzeplina może powstać w żyle każdego z nas. Większe prawdopodobieństwo tego zdarzenia występuje u osób otyłych, palących papierosy czy zażywających leki antykoncepcyjne. 

Prezydent Jaśkowiak sam niedawno musiał kontrolować swoje zdrowie pod kątem zakrzepicy.

„W zeszłym roku, w grudniu, poślizgnąłem się w Warszawie na chodniku i złamałem nogę. Prof. Krasiński mnie uczulił, że oczywiście złamanie trzeba leczyć, ale trzeba również unikać tych konsekwencji, które dotknęły wspomnianego już zastępcy prezydenta miasta Poznania” – wspominał prezydent Jaśkowiak. 
 
Rocznie notuje się w Europie ponad pół miliona zgonów z powodu zakrzepicy. „Największym problemem, jaki w tym przypadku widzę, jest społeczna świadomość problemu. Zarówno wśród pacjentów, jak i przedstawicieli świata medycznego” – stwierdził prof. Tomasz Urbanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. 

Według niego ludzie nie zdają sobie sprawy, że ryzyko wystąpienia zakrzepicy rośnie w przypadku osób otyłych, z żylakami, często podróżujących np. samolotem, gdzie długo się siedzi w jednej pozycji.

„Po drugiej stronie, medycznej, kiedy przyjmujemy pacjenta do zabiegu, nie zawsze patrzymy na czynniki ryzyka. To absolutnie powinno być standardem postępowania, a czasami nam ucieka” – mówił prof. Urbanek.  

W przypadku zakrzepicy potrzebna jest pełna świadomość, że pewnych objawów nie należy lekceważyć.

„Przedyskutowanie, nawet z lekarzem rodzinnym, prawdopodobieństwa klinicznego, czy to może być zakrzepica i czy robimy diagnostykę, też może być ważne” – dodał prof. Urbanek. 

Podobnie uważa prof. Pruszczyk. „Powinniśmy budować świadomość możliwości wystąpienia tej choroby. Bo przebyta zakrzepica i zatorowość są potężnymi czynnikami ryzyka kolejnego epizodu zakrzepicy” – podsumował. Zakrzepicę można leczyć środkami przeciwzakrzepowymi, ale tylko wtedy, kiedy ma się świadomość jej zagrożenia.   

Źródło: PAP MediaRoom

Rocznie na zakrzepicę choruje w Polsce ok. 100 osób na każde 100 tys. Choć w wielu przypadkach choroba przebiega bezobjawowo, prowadząc do śmierci, można jej skutecznie zapobiegać – przekonywali uczestnicy warszawskiej konferencji zorganizowanej z okazji Światowego Dnia Zakrzepicy.

Zakrzepica jest chorobą dotykającą ludzi praktycznie w każdym wieku. W grupie 25-35 lat choruje ok. 30 osób na 100 tys. a w przedziale wiekowym 70-79 nawet 300-500 osób na 100 tys. Średnio, co roku notuje się 100 przypadków zachorowań na każde 100 tys. Polaków.

„Choroba dotyka ludzi w każdym wieku, w tym także dzieci. Ważną informacją, często bardzo nieprzyjemną dla naszych chorych jest to, że najważniejszym powikłaniem zakrzepicy jest zgon” – mówił prof. Zbigniew Krasiński z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. 

Mechanizm choroby jest zawsze taki sam.

„Powstaje skrzeplina, najczęściej w układzie żył głębokich kończyny dolnej. To są skrzepliny grubości kciuka i długości 20-30 cm. Taki wąż, który zatyka naczynie i może powodować obrzęk, bolesność. Ale nie musi – opowiadał obrazowo prof. Piotr Pruszczyk z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Czasami taka skrzeplina odrywa się od miejsca, w którym powstała. – Płynie z prądem przez układ żył, przez część serca, prawy przedsionek, prawą komorę, wpływa do tętnic płucnych, tam powodując zatorowość płucną” – wyjaśniał prof. Pruszczyk. 

Wtedy pojawia się gwałtowne zasłabnięcie, duszność, a nawet zgon.

„Ta choroba ma różne oblicza. Oblicze związane z zakrzepicą żylną i zatorowością płucną. Problem w tym, że część objawów jest niecharakterystyczna, a wielu pacjentów nie ma wręcz żadnych objawów” – dodał prof. Pruszczyk. Dla wielu osób pierwszym epizodem zakrzepicy jest zatorowość płucna i śmierć. 

Prof. Pruszczyk wspomniał też, że czynnikiem zwiększającym ryzyko zakrzepicy jest również czynnik genetyczny, bo w polskiej populacji co 20 osoba jest nosicielem wrodzonej, tzw. trombofili (nadkrzepliwości). 

Ponieważ zakrzepica nie daje objawów lub daje ich niewiele, naszą czujność powinny budzić takie znaki ostrzegawcze jak: obrzęk jednej kończyny, zarówno ręki, jak i nogi, przyspieszenie tętna, kaszel z krwiopluciem, gorączka, ból.

„To objawy, których nie powinniśmy ignorować. Zwłaszcza, jeśli połączymy je z tym, co robiliśmy przed ich wystąpieniem, np. długo podróżowaliśmy w jednej pozycji, na skutek infekcji leżeliśmy w łóżku kilka dni, mieliśmy operację albo wieszaliśmy firanki przez kilka godzin z rękoma w górze” – mówił prof. Krasiński. 

Z problemem zakrzepicy dobrze jest zaznajomiony prezydent miasta Poznania, Jacek Jaśkowiak, który także był uczestnikiem opisywanej konferencji. 

„Zastępca mojego poprzednika, wysportowany człowiek, biegający maratony i jeżdżący konno, spadł z konia. Nie było to bardzo poważne zdarzenie, ale zmarł z powodu zakrzepicy. Podobnie było z dr Janem Kulczykiem, u którego zaczynałem swoją karierę biznesową, z tego, co wiem, ten komponent miał poważny udział w jego śmierci” – mówił prezydent Jaśkowiak.  

Bo skrzeplina może powstać w żyle każdego z nas. Większe prawdopodobieństwo tego zdarzenia występuje u osób otyłych, palących papierosy czy zażywających leki antykoncepcyjne. 

Prezydent Jaśkowiak sam niedawno musiał kontrolować swoje zdrowie pod kątem zakrzepicy.

„W zeszłym roku, w grudniu, poślizgnąłem się w Warszawie na chodniku i złamałem nogę. Prof. Krasiński mnie uczulił, że oczywiście złamanie trzeba leczyć, ale trzeba również unikać tych konsekwencji, które dotknęły wspomnianego już zastępcy prezydenta miasta Poznania” – wspominał prezydent Jaśkowiak. 
 
Rocznie notuje się w Europie ponad pół miliona zgonów z powodu zakrzepicy. „Największym problemem, jaki w tym przypadku widzę, jest społeczna świadomość problemu. Zarówno wśród pacjentów, jak i przedstawicieli świata medycznego” – stwierdził prof. Tomasz Urbanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. 

Według niego ludzie nie zdają sobie sprawy, że ryzyko wystąpienia zakrzepicy rośnie w przypadku osób otyłych, z żylakami, często podróżujących np. samolotem, gdzie długo się siedzi w jednej pozycji.

„Po drugiej stronie, medycznej, kiedy przyjmujemy pacjenta do zabiegu, nie zawsze patrzymy na czynniki ryzyka. To absolutnie powinno być standardem postępowania, a czasami nam ucieka” – mówił prof. Urbanek.  

W przypadku zakrzepicy potrzebna jest pełna świadomość, że pewnych objawów nie należy lekceważyć.

„Przedyskutowanie, nawet z lekarzem rodzinnym, prawdopodobieństwa klinicznego, czy to może być zakrzepica i czy robimy diagnostykę, też może być ważne” – dodał prof. Urbanek. 

Podobnie uważa prof. Pruszczyk. „Powinniśmy budować świadomość możliwości wystąpienia tej choroby. Bo przebyta zakrzepica i zatorowość są potężnymi czynnikami ryzyka kolejnego epizodu zakrzepicy” – podsumował. Zakrzepicę można leczyć środkami przeciwzakrzepowymi, ale tylko wtedy, kiedy ma się świadomość jej zagrożenia.   

Źródło: PAP MediaRoom

Zakrzepica, czyli zmiany zakrzepowo-zatorowe w naczyniach krwionośnych, polega na tworzeniu się w naczyniach krwionośnych zakrzepów, które utrudniają lub całkiem uniemożliwiają przepływ krwi. To podstępna choroba. Często nie daje żadnych objawów, rozwija się po cichu, a potem szybko zabija. Zdarzenie zakrzepowo-zatorowe, które zagraża życiu, może prowadzić do zatorowości płucnej, a także spowodować zawał serca i udar mózgu.
Zakrzepica rozwija się najczęściej u osób starszych z tzw. czynnikami ryzyka, ale chorują również w pełni zdrowi młodzi ludzie. W Polsce każdego roku rozpoznaje się ją u kilkudziesięciu tysięcy pacjentów. Może ona pojawić się wówczas, gdy przez dłuższy czas nie poruszamy się, na przykład w czasie podróży samolotem, czy jazdy samochodem, a także u pacjentów unieruchomionych w łóżku np. po zabiegu operacyjnym lub podczas rekonwalescencji. Nawet 60 proc. wszystkich przypadków żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej dotyczy chorych hospitalizowanych.

– Zakrzepica ma wiele twarzy, a niedawno poznaliśmy zupełnie nowe jej oblicze. Jest ono związane z infekcją SARS-CoV-2 i chorobą COVID-19. Nazywam je zakrzepicą covidową – mówi dr n. med. Piotr Ligocki, Kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy.

Zakrzepica covidowa
SARS-CoV-2 jest superwirusem, który oddziałuje również na układ sercowo-naczyniowy. Wnikając do organizm człowieka, wirus łączy się m.in. z receptorami o charakterze kardiologicznym, co może powodować również jego ingerencję w cały proces krzepnięcia w organizmie. Obciążeni zakrzepicą są zarówno pacjenci, którzy ciężko zachorowali na COVID-19 i z tego powodu trafili do szpitala, ale także osoby, które w miarę łagodnie przechorowały COVID-19 w domu. 

– Na oddziale covidowym mieliśmy pacjentów, u których rozwinęła się zakrzepica, a którzy nie mieli żadnych czynników ryzyka tej choroby. Z kolei pacjenci, którzy mieli wcześniej zatorowość płucną albo epizody zatorowe kardiologiczne lub neurologiczne, byli silnie narażeni na powtórzenie się tych schorzeń – mówi dr Ligocki.

Lekarze zalecają osobom, które lekko przechodziły COVID-19, aby zrobiły podstawowe badania u lekarza POZ oraz wykonały rentgen płuc. – Zdarzają się bowiem pacjenci, którzy mają spore zmiany w płucach, mimo że mieli lekki przebieg COVID-19 – mówi dr Ligocki. 

Takim badaniom powinny poddać się także osoby, które mają long-COVID lub zespoły post-COVID. Dotyczy to pacjentów, u których nawet kilka miesięcy po przechorowaniu COVID-19 występują objawy neurologiczne, np. zaburzenia pamięci czy bóle głowy, oraz takich, którzy odczuwają wzmożoną męczliwość i mają kłopoty z wcześniej prawidłowym oddychaniem – na przykład mają ból w klatce piersiowej podczas wchodzenia po schodach, czy narastające duszności. 

– Osoby, które mają objawy typowe dla zespołu pocovidowego lub long-COVID, muszą wiedzieć, że może u nich wystąpić ostry proces zakrzepowy – mówi dr Ligocki i dodaje: – Uważam, że COVID-19 jest obecnie jednym z najbardziej niebezpiecznych czynników doprowadzającym we wszystkich grupach chorych do uczynnienia się procesów prozakrzepowych.

Profilaktyka przeciwzakrzepowa
– Pracując na oddziale covidowym zauważyłem pewną prawidłowość: pacjenci nawet w ciężkim stanie, którzy byli leczeni przeciwzakrzepowo, mieli zdecydowanie mniej epizodów prozakrzepowych w porównaniu z osobami, które przechodziły COVID-19 w domu, a miały czynniki ryzyka sprzyjające powstawaniu zakrzepów, ale leczenia przeciwzakrzepowego nie otrzymali. Dlatego ważne jest stosowanie profilaktyki przeciwzakrzepowej u pacjentów chorujących na COVID-19. Chorzy ci powinni dostawać heparynę nie tylko podczas hospitalizacji, ale nawet do miesiąc po jej zakończeniu. Zalecenie to dotyczy zwłaszcza tych osób, które miały czynniki prozakrzepowe – mówi dr Ligocki.

Z obserwacji dr Ligockiego wynika, że pacjenci z COVID-19 leczeni poza szpitalem z czynnikami ryzyka chorób zakrzepowo – zatorowych, którzy nie dostawali heparyny albo mimo zaleceń jej nie stosowali, dość często trafiali do szpitala z epizodami zatorowości płucnej, udaru mózgu lub zawału mięśnia sercowego.

Heparyny
–  Obecnie nie mamy większego problemu z dostępem do heparyny – przyznaje dr Ligocki. Ale to się może zmienić, gdy znowu dużo ludzi będzie chorowało na COVID-19. – W czasie wzrostu liczby zachorowań na COVID-19 obserwowałem duże problemy z dostępnością heparyny. Wynikały one m.in. stąd, że w większości leki te są produkowane w Chinach. Heparyny nie trafiały na rynek europejski, bo nie było transportu – wyjaśnia dr Ligocki. Problemem jest też afrykański pomór świń, który występuje na terenie Chin. Z powodu tej choroby Chińczycy wybijają całe stada zakażonych świń, a heparyny są produkowane z jelit wieprzowych.

Rozwiązaniem tego problemu są pentasacharydy, zwane antykoagulantami syntetycznymi, które powstają w laboratorium. – W okresie „przedcovidowym” nie były one tak często podawane jak w czasach pandemii. Mieliśmy więc mało obserwacji dotyczących zastosowania tej grupy leków. Teraz zobaczyliśmy, że są one bardziej bezpieczne od heparyn biologicznych. Stosowane heparyny biologiczne powodowały u części pacjentów działania niepożądane, takie jak zespół małopłytkowości poheparynowej oraz uczulenia. Komplikowało nam to proces leczenia, bo musieliśmy pacjenta przestawić na heparynę syntetyczną – pentasacharydy, która nie była tak dostępna jak biologiczna. Poza tym dla pacjenta ambulatoryjnego nie jest ona refundowana – mówi dr Ligocki.

Opublikowano kilka badań naukowych, z których wynika, że w niektórych sytuacjach pentasacharydy dają nawet lepsze rezultaty lecznicze w typowych schorzeniach zatorowych w porównaniu z heparyną biologiczną. – Wskazania do stosowania antykoagulantów syntetycznych – pentasacharydów są takie same jak przypadku heparyn biologicznych, ale te syntetyczne są zdecydowanie bardziej bezpieczne. Nie słyszałem ani nie widziałem uczulenia u pacjentów, którzy dostali heparynę syntetyczną -pentsasacharydy – dodaje dr Ligocki.

Jak uniknąć zakrzepicy?
– Należy pić dużo wody, co zapobiegnie zagęszczeniu się krwi, bo zbyt gęsta krew jest również czynnikiem prozakrzepowym.  Osoby, które mają schorzenia sprzyjające powstawaniu zakrzepów, jak żylaki kończyn dolnych, lub mają tendencję do wytwarzania zakrzepów, powinny stosować leki przeciwzakrzepowe. Mamy do dyspozycji całą grupę takich leków – od banalnej polopiryny poprzez heparyny, a na najnowszych doustnych antykoagulantach nowej generacji kończąc – mówi dr Ligocki.

Aby nie mieć zakrzepicy, należy unikać czynników prozakrzepowych, takich jak palenie papierosów, czy nadmierne picie alkoholu, bo to również wpływa negatywnie na obieg krwi w naszym organizmie.  Należy też dbać o kondycję fizyczną, wystrzegać się długotrwałego przebywania w wymuszonej pozycji ciała, co również może prowadzić do procesów prozakrzepowych. Taka sytuacja może mieć miejsce zarówno w pracy, jak i podczas podróży samolotem czy samochodem. – Zakrzepom sprzyja też otyłość. Dlatego osoby otyłe przed lotem powinny profilaktycznie wstrzyknąć sobie dawkę heparyny – uważa dr Ligocki.

Czynnikiem prozakrzepowym jest również dieta bogata w tłuszcze, zwłaszcza tłuszcze nasycone. – Gdy w surowicy krwi podnosi się poziom cholesterolu i trójglicerydów, krew staje się bardziej „gęsta”, co powoduje powstanie czynnika sprzyjającego powstawaniu blaszek miażdżycowych, które po oderwaniu się od naczynia krwionośnego są materiałem powodującym zakrzepicę, w tym incydenty kardiologiczne lub neurologiczne, takie jak zawał czy udar – tłumaczy dr Ligocki.

źródło: komunikat prasowy

Zakrzepica, czyli zmiany zakrzepowo-zatorowe w naczyniach krwionośnych, polega na tworzeniu się w naczyniach krwionośnych zakrzepów, które utrudniają lub całkiem uniemożliwiają przepływ krwi. To podstępna choroba. Często nie daje żadnych objawów, rozwija się po cichu, a potem szybko zabija. Zdarzenie zakrzepowo-zatorowe, które zagraża życiu, może prowadzić do zatorowości płucnej, a także spowodować zawał serca i udar mózgu.
Zakrzepica rozwija się najczęściej u osób starszych z tzw. czynnikami ryzyka, ale chorują również w pełni zdrowi młodzi ludzie. W Polsce każdego roku rozpoznaje się ją u kilkudziesięciu tysięcy pacjentów. Może ona pojawić się wówczas, gdy przez dłuższy czas nie poruszamy się, na przykład w czasie podróży samolotem, czy jazdy samochodem, a także u pacjentów unieruchomionych w łóżku np. po zabiegu operacyjnym lub podczas rekonwalescencji. Nawet 60 proc. wszystkich przypadków żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej dotyczy chorych hospitalizowanych.

– Zakrzepica ma wiele twarzy, a niedawno poznaliśmy zupełnie nowe jej oblicze. Jest ono związane z infekcją SARS-CoV-2 i chorobą COVID-19. Nazywam je zakrzepicą covidową – mówi dr n. med. Piotr Ligocki, Kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych 10 Wojskowego Szpitala Klinicznego w Bydgoszczy.

Zakrzepica covidowa
SARS-CoV-2 jest superwirusem, który oddziałuje również na układ sercowo-naczyniowy. Wnikając do organizm człowieka, wirus łączy się m.in. z receptorami o charakterze kardiologicznym, co może powodować również jego ingerencję w cały proces krzepnięcia w organizmie. Obciążeni zakrzepicą są zarówno pacjenci, którzy ciężko zachorowali na COVID-19 i z tego powodu trafili do szpitala, ale także osoby, które w miarę łagodnie przechorowały COVID-19 w domu. 

– Na oddziale covidowym mieliśmy pacjentów, u których rozwinęła się zakrzepica, a którzy nie mieli żadnych czynników ryzyka tej choroby. Z kolei pacjenci, którzy mieli wcześniej zatorowość płucną albo epizody zatorowe kardiologiczne lub neurologiczne, byli silnie narażeni na powtórzenie się tych schorzeń – mówi dr Ligocki.

Lekarze zalecają osobom, które lekko przechodziły COVID-19, aby zrobiły podstawowe badania u lekarza POZ oraz wykonały rentgen płuc. – Zdarzają się bowiem pacjenci, którzy mają spore zmiany w płucach, mimo że mieli lekki przebieg COVID-19 – mówi dr Ligocki. 

Takim badaniom powinny poddać się także osoby, które mają long-COVID lub zespoły post-COVID. Dotyczy to pacjentów, u których nawet kilka miesięcy po przechorowaniu COVID-19 występują objawy neurologiczne, np. zaburzenia pamięci czy bóle głowy, oraz takich, którzy odczuwają wzmożoną męczliwość i mają kłopoty z wcześniej prawidłowym oddychaniem – na przykład mają ból w klatce piersiowej podczas wchodzenia po schodach, czy narastające duszności. 

– Osoby, które mają objawy typowe dla zespołu pocovidowego lub long-COVID, muszą wiedzieć, że może u nich wystąpić ostry proces zakrzepowy – mówi dr Ligocki i dodaje: – Uważam, że COVID-19 jest obecnie jednym z najbardziej niebezpiecznych czynników doprowadzającym we wszystkich grupach chorych do uczynnienia się procesów prozakrzepowych.

Profilaktyka przeciwzakrzepowa
– Pracując na oddziale covidowym zauważyłem pewną prawidłowość: pacjenci nawet w ciężkim stanie, którzy byli leczeni przeciwzakrzepowo, mieli zdecydowanie mniej epizodów prozakrzepowych w porównaniu z osobami, które przechodziły COVID-19 w domu, a miały czynniki ryzyka sprzyjające powstawaniu zakrzepów, ale leczenia przeciwzakrzepowego nie otrzymali. Dlatego ważne jest stosowanie profilaktyki przeciwzakrzepowej u pacjentów chorujących na COVID-19. Chorzy ci powinni dostawać heparynę nie tylko podczas hospitalizacji, ale nawet do miesiąc po jej zakończeniu. Zalecenie to dotyczy zwłaszcza tych osób, które miały czynniki prozakrzepowe – mówi dr Ligocki.

Z obserwacji dr Ligockiego wynika, że pacjenci z COVID-19 leczeni poza szpitalem z czynnikami ryzyka chorób zakrzepowo – zatorowych, którzy nie dostawali heparyny albo mimo zaleceń jej nie stosowali, dość często trafiali do szpitala z epizodami zatorowości płucnej, udaru mózgu lub zawału mięśnia sercowego.

Heparyny
–  Obecnie nie mamy większego problemu z dostępem do heparyny – przyznaje dr Ligocki. Ale to się może zmienić, gdy znowu dużo ludzi będzie chorowało na COVID-19. – W czasie wzrostu liczby zachorowań na COVID-19 obserwowałem duże problemy z dostępnością heparyny. Wynikały one m.in. stąd, że w większości leki te są produkowane w Chinach. Heparyny nie trafiały na rynek europejski, bo nie było transportu – wyjaśnia dr Ligocki. Problemem jest też afrykański pomór świń, który występuje na terenie Chin. Z powodu tej choroby Chińczycy wybijają całe stada zakażonych świń, a heparyny są produkowane z jelit wieprzowych.

Rozwiązaniem tego problemu są pentasacharydy, zwane antykoagulantami syntetycznymi, które powstają w laboratorium. – W okresie „przedcovidowym” nie były one tak często podawane jak w czasach pandemii. Mieliśmy więc mało obserwacji dotyczących zastosowania tej grupy leków. Teraz zobaczyliśmy, że są one bardziej bezpieczne od heparyn biologicznych. Stosowane heparyny biologiczne powodowały u części pacjentów działania niepożądane, takie jak zespół małopłytkowości poheparynowej oraz uczulenia. Komplikowało nam to proces leczenia, bo musieliśmy pacjenta przestawić na heparynę syntetyczną – pentasacharydy, która nie była tak dostępna jak biologiczna. Poza tym dla pacjenta ambulatoryjnego nie jest ona refundowana – mówi dr Ligocki.

Opublikowano kilka badań naukowych, z których wynika, że w niektórych sytuacjach pentasacharydy dają nawet lepsze rezultaty lecznicze w typowych schorzeniach zatorowych w porównaniu z heparyną biologiczną. – Wskazania do stosowania antykoagulantów syntetycznych – pentasacharydów są takie same jak przypadku heparyn biologicznych, ale te syntetyczne są zdecydowanie bardziej bezpieczne. Nie słyszałem ani nie widziałem uczulenia u pacjentów, którzy dostali heparynę syntetyczną -pentsasacharydy – dodaje dr Ligocki.

Jak uniknąć zakrzepicy?
– Należy pić dużo wody, co zapobiegnie zagęszczeniu się krwi, bo zbyt gęsta krew jest również czynnikiem prozakrzepowym.  Osoby, które mają schorzenia sprzyjające powstawaniu zakrzepów, jak żylaki kończyn dolnych, lub mają tendencję do wytwarzania zakrzepów, powinny stosować leki przeciwzakrzepowe. Mamy do dyspozycji całą grupę takich leków – od banalnej polopiryny poprzez heparyny, a na najnowszych doustnych antykoagulantach nowej generacji kończąc – mówi dr Ligocki.

Aby nie mieć zakrzepicy, należy unikać czynników prozakrzepowych, takich jak palenie papierosów, czy nadmierne picie alkoholu, bo to również wpływa negatywnie na obieg krwi w naszym organizmie.  Należy też dbać o kondycję fizyczną, wystrzegać się długotrwałego przebywania w wymuszonej pozycji ciała, co również może prowadzić do procesów prozakrzepowych. Taka sytuacja może mieć miejsce zarówno w pracy, jak i podczas podróży samolotem czy samochodem. – Zakrzepom sprzyja też otyłość. Dlatego osoby otyłe przed lotem powinny profilaktycznie wstrzyknąć sobie dawkę heparyny – uważa dr Ligocki.

Czynnikiem prozakrzepowym jest również dieta bogata w tłuszcze, zwłaszcza tłuszcze nasycone. – Gdy w surowicy krwi podnosi się poziom cholesterolu i trójglicerydów, krew staje się bardziej „gęsta”, co powoduje powstanie czynnika sprzyjającego powstawaniu blaszek miażdżycowych, które po oderwaniu się od naczynia krwionośnego są materiałem powodującym zakrzepicę, w tym incydenty kardiologiczne lub neurologiczne, takie jak zawał czy udar – tłumaczy dr Ligocki.

źródło: komunikat prasowy