Medicalpress
Podawanie dzieciom w ramach Programu Szczepień Ochronnych szczepionki przeciwko pneumokokom, która nie zabezpiecza przed najczęściej występującym w Polsce serotypem 19A; podawanie wcześniakom 5 dawek przeciwciał monoklonalnych przeciwko RSV, gdzie jedna dawka kosztuje ponad 4 tys. zł zamiast jednej w sezonie zakażeń, która kosztuje 2 tys. zł; brak ochrony przeciwko RSV dla wszystkich niemowląt w 1. roku życia, a w zamian ponoszenie kosztów leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego oraz wieloletnich konsekwencji zakażenia w postaci np. astmy oskrzelowej czy powikłań neurologicznych; kłucie dziecka 3 razy na jednej wizycie zamiast jeden raz, żeby ochronić je przed błonicą, tężcem, krztuścem, polio, Haemophilus influenzae typu B i WZW typu B; brak ochrony przed drugą najbardziej zakaźną chorobą wśród dzieci – ospą wietrzną, brak ochrony przed kleszczowym zapaleniem mózgu i przed meningokokami, brak obowiązku szczepień przeciwko HPV… to absurdy w obszarze profilaktyki chorób zakaźnych u dzieci w Polsce.
Czas na decyzje już teraz – do końca października Główny Inspektor Sanitarny ma przedstawić Program Szczepień Ochronnych na 2026 rok. To dobry moment na zmiany, które wymagają od Ministerstwa Zdrowia wzięcia odpowiedzialności za zdrowie dzieci, bo dziś ta odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, co pogłębia nierówności w zdrowiu – chronione przed chorobami w sposób odpowiedzialny są te dzieci, których rodziców na to stać. 70% rodziców kupuje szczepionki skojarzone, 30% rodziców kupuje szczepionkę przeciwko pneumokokom z serotypem 19A. Kiedy nasi decydenci przestaną mówić: „lepiej zapobiegać niż leczyć”, a zaczną wdrażać tę maksymę i inwestować w zdrowie, a nie w choroby?

Sezon zakażeń rozpoczął się we wrześniu. Wirus RS jest ogromnym zagrożeniem dla dzieci do 1. roku życia, a oddziały pediatryczne i neonatologiczne zaczynają się zapełniać dziećmi, u których ten wirus wywołuje ciężkie zakażenia dróg oddechowych. Szczyt zachorowań jeszcze przed nami. Rada Naukowa Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV od prawie 3 lat mówi o konieczności ochrony wszystkich dzieci przed RSV. Prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego przypomniała podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka posłanki Aleksandry Leo, że RSV to pierwsza najczęstsza choroba zakaźna u dzieci. Niestety, dzieci nie mogą skorzystać z żadnej ochrony, bo nie ma dla nich szczepionki przeciwko RSV, która jest dostępna jedynie dla dorosłych, a przeciwciało monoklonalne, które zabezpiecza przed tym wirusem nie jest finansowane przez państwo dla wszystkich dzieci.

Z bezpłatnej ochrony przeciwko RSV korzystają w Polsce dzieci z wybranych grup ryzyka, ale to jedynie 1,5% populacji. Tymczasem 95% dzieci hospitalizowanych z powodu ciężkich zakażeń RSV to dzieci urodzone o czasie, wcześniej zdrowie, bez żadnych czynników ryzyka.

Mówiliśmy o tym wielokrotnie i wszyscy mamy świadomość, że ochrona całej populacji jest konieczna. Obecnie w Polsce kontynuowany jest program lekowy przeciwciałem monoklonalnym, które dzieciom z grup ryzyka trzeba podawać 5 razy w sezonie, mając świadomość, że dostępne jest jednodawkowe przeciwciało monoklonalne, które mogłoby je zabezpieczać na cały sezon. Inne kraje zdążyły je wprowadzić nie tylko w grupach ryzyka, ale również w całej populacji. My wciąż nie mamy decyzji dotyczącej ochrony wszystkich dzieci przeciwko RSV. Koszty związane z dużą zachorowalnością z powodu RSV – koszty hospitalizacji i absencji rodziców to są znaczne koszty i trzeba je wziąć pod uwagę, gdy mówimy o rozszerzeniu profilaktyki na całą populację – podkreślała prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, krajowa konsultantka w dziedzinie neonatologii.

Możemy policzyć koszty związane z hospitalizacją dzieci, ale przecież nie wszystkie trafiają do szpitala. Wiele z nich jest leczonych ambulatoryjnie.

Pediatrzy i neonatolodzy są zgodni – wprowadzenie populacyjnej ochrony przed RSV to korzyści, przede wszystkim medyczne, ale również finansowe. Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczapa, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego i prof. dr hab. n. med. Jan Mazela, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej podkreślali podczas posiedzenia, że sezon zakażeń już się zaczął. Od stycznia 2025 roku jest już ponad 90 tys. przypadków infekcji RSV, z czego 1/3 dotyczy dzieci poniżej 2. roku życia. Można im zapobiegać, a efekty populacyjnej ochrony są znakomite. W 30 krajach w Europie i na świecie, które wprowadziły jednodawkowe przeciwciało monoklonalne dla wszystkich niemowląt liczba infekcji i hospitalizacji spadła nawet o 95%.

Prof. dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM podkreśliła, że ochrona przeciwko RSV powinna być bezpłatnie dostępna dla wszystkich dzieci, bo tylko wtedy będzie zainteresowanie, aby z niej korzystać. Tak się stało w przypadku szczepionki przeciwko RSV dla kobiet w ciąży – odkąd jest refundowana, więcej kobiet decyduje się na szczepienie. 

Zniesienie bariery finansowej w przypadku szczepień przeciwko RSV dla kobiet w ciąży zwiększyło zainteresowanie szczepionką. Świadczą o tym liczby, z raportu o chorobach zakaźnych wynika, że w tym roku przeciwko RSV zaszczepiło się ok. 30 tys. kobiet w ciąży, w poprzednim roku było to ok. 1 tys. kobiet. To dowód na to, ze zniwelowanie bariery finansowej jest bardzo ważne – powiedziała prof. dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch.

Wielokrotnie spotykaliśmy się z decydentami i przedstawialiśmy nasze prośby i argumenty, niestety, niewiele z nich wynikało i wynika. Nadal stoimy w miejscu. Profilaktyka należy się wszystkim dzieciom, powinna być podawana w pierwszych dniach życia. Dlaczego nie możemy przekazać optymistycznych informacji rodzicom? – pytała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka zaapelowała podczas posiedzenia do Ministerstwa Zdrowia w imieniu rodziców o zniwelowanie nierówności w zdrowiu przez udostępnienie finansowanej przez państwo optymalnej profilaktyki. Chodzi o profilaktykę zakażeń RSV i równy dostęp do niej dla wszystkich dzieci, ale również o dostęp do szczepionek skojarzonych oraz dostęp do optymalnej ochrony przeciwko pneumokokom.

Państwo wydaje pieniądze na szczepionkę, która nie działa, bo pokrywa jedynie 2% serotypów pneumokokowych występujących w Polsce. A jest już dostępna szczepionka 13-, 15- i 20-walentna. Do końca października GIS powinien złożyć kalendarz szczepień na 2026 roku. Apeluję, żeby podjąć decyzję i nie wydawać pieniędzy na to, co nie działa. Ma to znaczenie nie tylko medyczne, ale również w kontekście braku zaufania do szczepień – nie dawajmy argumentów przeciwnikom szczepień. Zapewnijmy całej populacji dostęp do szczepionki 13-walentnej, a wszystkim wcześniakom i dzieciom z wadami serca do szczepionki 20-walentnej, obie zawierają dominujący w Polsce serotyp 19A. – apelowała Elżbieta Brzozowska.

Prof. Teresa Jackowska podkreśliła, że zespół ekspertów ds. szczepień już na początku 2024 roku przekazał Ministerstwu Zdrowia rekomendację wprowadzenia szczepionki przeciwko pneumokokom, która daje szerszą ochronę niż obecnie dostępna w Programie Szczepień Ochronnych (PSO) szczepionka 10-walentna, jednak decyzji wciąż brak.

Odsetek serotypów w Polce, przed którymi zabezpiecza szczepionka 10-walentna obniżył się z poziomu 50% w 2016 roku do 2,3% w 2024 roku. Szczepionka spełniła swoją rolę, zadziałała, ale normalne jest, że po wprowadzeniu szczepionek następuje zamiana serotypów i tak się stało również w Polsce. Od 2021 roku najczęściej występującym serotypem jest 19A. Odpowiada za 30% zakażeń u dzieci do 5. roku życia. Drugi co do częstości jest serotyp 3. Dane epidemiologiczne powinny być podstawą przy podejmowaniu decyzji odnośnie szczepionek w Programie Szczepień Ochronnych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. Anna Skoczyńska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Mikrobiologii Klinicznej Narodowego Instytutu Leków.

Prof. Anna Skoczyńska przedstawiła dane, z których wynika, że wprowadzenie do PSO szczepionki 13-walentnej obniżyłoby liczbę zakażeń wśród dzieci do 5. roku życia o 52%, wprowadzenie szczepionki 15-walentnej o 58%, a szczepionki 20-walentnej aż o 66%. Czy naprawdę polskie dzieci nie zasługują na optymalną ochronę przeciwko pneumokokom?

Prof. Ernest Kuchar, kierownik Oddziału Klinicznego Obserwacyjno – Izolacyjnego i Pediatrii WUM podkreślił, że serotypy, których nie ma w szczepionce zaczęły dominować, co widać na oddziałach.

Widzimy małych pacjentów z bardzo ciężkimi zakażeniami pneumokokowymi i okazuje się, że te zakażenia są powodowana przez serotyp 19A i 3. To jest spodziewane i nieuniknione, że nastąpiła zamiana serotypów. W USA przerabiano to dawno temu. Ale nie można na to zamykać oczu i trzeba wyciągać wnioski z doświadczeń innych krajów. Nie ma na co czekać, trzeba wprowadzić szczepionkę, która chroni przed serotypem 19A, jeśli tego nie zrobimy to znaczy, że zamykamy oczy na dane epidemiologiczne dostarczane Ministerstwu Zdrowia – powiedział prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

To, że jako kraj mamy szczepionkę 10-walentną przeciwko pneumokokom to już jest obciach. To było dobre rozwiązanie 8 lat temu. Ale dziś to już za mało, musimy sięgać po szczepionki, które pozwolą wyeliminować serotyp 19A. My mówimy o rozwiązaniach, które w dłuższej perspektywie czasu są korzystne dla budżetu państwa – dodał prof. dr hab. n med. Wojciech Feleszko z Kliniki Pneumonologii, Alergologii Wieku Dziecięcego i Pediatrii WUM.

W posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka wzięła udział Minister Izabela Kucharska, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego, która powiedziała, że w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie, na którym rozmawiano o szczepionce przeciwko pneumokokom, która ma szerszą ochronę niż szczepionka obecnie dostępna w PSO.

W tej chwili jest przygotowywana analiza kosztów finansowych, a dane epidemiologiczne przedstawiane przez ekspertów zostały wysłuchane. Mamy wszyscy nadzieję, że zostaną wzięte pod uwagę przy konstruowaniu Programu Szczepień Ochronnych na 2026 rok – podkreśliła Izabela Kucharska.

Polskie Towarzystwo Pediatryczne rekomenduje, aby od 1 stycznia 2026 roku w przetargu znalazły się wyłącznie szczepionki zawierające serotyp 19A oraz aby wszystkie dzieci do 1. roku życia były chronione przed RSV jednodawkowym przeciwciałem monoklonalnym. Podobne zalecenia dotyczące profilaktyki zakażeń RSV wydało również Polskie Towarzystwo Wakcynologii. 
 
źródło: Koalicja dla wczesniaka
Od 25 sierpnia 2025 roku apteki staną się nowym miejscem realizacji szczepień ochronnych finansowanych – w całości lub części – ze środków publicznych. To zmiana, która może na stałe odmienić krajobraz polskiej profilaktyki zdrowotnej. Opublikowane 20 sierpnia 2025 r. obwieszczenie Ministra Zdrowia w sprawie wykazu szczepień w aptekach otwiera dorosłym pacjentom możliwość zaszczepienia się przeciw aż jedenastu chorobom.
Na liście znalazły się szczepienia przeciw COVID-19, grypie, kleszczowemu zapaleniu mózgu, błonicy, tężcowi i krztuścowi (w tym również w postaci szczepień monowalentnych przeciw tężcowi lub błonicy), HPV, pneumokokom, półpaścowi, odrze, śwince i różyczce, polio, wirusowemu zapaleniu wątroby typu A i B oraz RSV. To szeroki pakiet, który – jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia – ma znacząco zwiększyć dostępność i wygodę korzystania z profilaktyki.

W praktyce oznacza to, że osoby dorosłe, po ukończeniu 18. roku życia, nie będą musiały umawiać się na szczepienia wyłącznie w przychodniach. Wystarczy wizyta w aptece, gdzie – jak zakłada resort – liczba dostępnych terminów i lokalizacji powinna być znacznie większa. To rozwiązanie może też przełożyć się na większy odsetek populacji objętej ochroną przed groźnymi chorobami zakaźnymi.

Czy Polacy wykorzystają tę szansę? Dotychczasowy niski poziom wyszczepialności przeciw grypie, HPV czy WZW pokazuje, że barierą nie zawsze była cena szczepionki, ale często właśnie dostępność i wygoda. Ministerstwo liczy, że przeniesienie szczepień do aptek stanie się impulsem do zmiany nawyków i że pacjenci zaczną traktować szczepienia jako naturalny element dbania o zdrowie, podobnie jak wykupienie recepty.

Warto zauważyć, że to rozwiązanie wpisuje się w europejski trend poszerzania roli farmaceutów w systemie ochrony zdrowia. W wielu krajach apteki są już miejscem, gdzie obok doradztwa farmaceutycznego pacjenci mogą szybko i bez zbędnych formalności skorzystać z podstawowych świadczeń profilaktycznych. Polska, wprowadzając takie regulacje, staje więc w jednym szeregu z państwami, które postawiły na łatwiejszy dostęp do szczepień jako element walki z chorobami zakaźnymi.

Źródło: Dz.U. MZ

 
Wirusowe zapalenie wątroby, potocznie nazywane żółtaczką, jest niebezpieczną chorobą, na którą zapadają miliony osób na całym świecie. 28 lipca przypada Światowy Dzień Wirusowego Zapalenia Wątroby. Z tej okazji warto więc przypomnieć, na czym polega ta choroba oraz jak ważne jest wykonywanie profilaktycznych badań i szczepień. 
Istnieje pięć głównych szczepów wirusa zapalenia wątroby – A, B, C, D i E. Do zakażenia wirusami WZW A, D i E dochodzi poprzez spożycie skażonej żywności lub wody lub przez bezpośredni kontakt z osobą zakaźną. Taka sytuacja dotyczy krajów z niskimi warunkami sanitarnymi. W krajach rozwiniętych, gdzie ryzyko przeniesienia zakażenia drogą pokarmową jest niskie, odnotowuje się zachorowania przede wszystkim w grupie MSM oraz wśród użytkowników narkotyków.

Największy problem globalnie nadal jednak stanowią wirusowe zapalenia wątroby typu B i C, które łącznie na całym świecie są najczęstszą przyczyną zgonów (co roku umiera z tego powodu 1,3 miliona osób). Problem ten jest nadal aktualny pomimo pandemii COVID-19. W przypadku WZW B dostępna jest szczepionka, która skutecznie chroni przed zachorowaniem.
Natomiast leki przeciwwirusowe dedykowane WZW C mogą wyleczyć obecnie ponad 95% osób z tym zakażeniem.

WZW B i C mogą przebiegać w postaci ostrej lub przewlekłej. Ze względu na wieloletni bezobjawowy przebieg zakażenia wirusem WZW C, chorobę określono mianem „wirusowej bomby zegarowej” lub „cichej epidemii”. Osoba zakażona i niezdiagnozowana nie ma świadomości o swojej chorobie i o tym, że może zakażać inne osoby.

Wirusy WZW B i C przenoszą się poprzez krew, najczęstszą formą narażenia są:

W Polsce, zgodnie z meldunkami o zachorowaniach na choroby zakaźne, zakażeniach i zatruciach w Polsce udostępnianymi przez NIZP-PZH, w latach 2009-2012 odnotowywano ok. 2000 zachorowań na WZW C rocznie, natomiast w latach 2013 do 2018, co roku rozpoznawano między 3000 a 4000 zachorowań na WZW C. W 2017 r. zgłoszono 4 010 przypadków WZW C, w 2018 r.  –  3 442, a w 2019 r.  – 3 350 (dane wstępne, w trakcie weryfikacji). Podobna sytuacja dotyczy WZW B.

Państwowa Inspekcja Sanitarna od wielu lat podejmuje działania w zakresie uregulowań prawnych, bieżącego nadzoru sanitarnego oraz komunikacji społecznej i podnoszenia świadomości społecznej, mających na celu poprawę sytuacji epidemiologicznej w zakresie WZW B i WZW C. W Polsce temat zakażeń wirusem WZW B i C jest stale obecny w przestrzeni publicznej dzięki zaangażowaniu w programy takie jak: „HCV można pokonać” w latach 2005-2006, „STOP!HCV” w latach 2010-2011, oraz Projekt KIK/35 „Zapobieganie zakażeniom HCV” w latach 2012-2017 współfinansowany ze środków Szwajcarsko-Polskiego Programu Współpracy i Ministra Zdrowia. Dzięki temu intensyfikacji uległy także działania informacyjne i edukacyjne z zakresu profilaktyki HCV, prowadzone na poziomie samorządowym.

Jak podaje Fundacja Gwiazda Nadziei, w Polsce nastąpił przełom w kwestii wykrywalność HCV. Od 1 lipca lekarze POZ mają możliwość zlecenia wykonania badania na obecność przeciwciał na koszt Narodowego Funduszu Zdrowia. Według najnowszych danych na WZW typu B i C umiera rocznie ponad 1 milion osób więcej niż osób chorych na HIV czy malarię. Jest to także najczęstsza przyczyna nowotworów wątroby i transplantacji organu. Szacuje się, że na świecie rocznie na WZW typu C choruje aż 58 milionów osób.

Zródło: MZ

Zakaźne choroby nie zniknęły – przeciwnie, znów pukają do naszych drzwi. Grypa, krztusiec, COVID-19 czy odra coraz częściej pojawiają się w statystykach zachorowań. Ich przebieg bywa poważny, zwłaszcza u osób starszych i z chorobami przewlekłymi. Tymczasem skuteczna profilaktyka wciąż pozostaje w zasięgu ręki – wystarczy się zaszczepić.
Program profilaktyczny Moje Zdrowie stanowi narzędzie wspierające pacjentów w podejmowaniu świadomych decyzji prozdrowotnych. Ułatwia dostęp do szczepień, przypomina o terminach i wskazuje konkretne możliwości działania. Warto z tego skorzystać, zanim pojawią się objawy choroby – bo wtedy często jest już za późno.

Dlaczego szczepienia są dziś kluczowe?

Przez lata, dzięki szczepieniom, medycyna skutecznie ograniczyła występowanie wielu chorób zakaźnych. Jednak odporność populacyjna nie jest stanem trwałym – wymaga systematycznego utrzymywania. Gdy poziom zaszczepienia w społeczeństwie spada, choroby wracają. Zakażenia, które wcześniej pojawiały się sporadycznie, dziś znów stają się realnym problemem zdrowotnym.

Szczepienia to nie tylko ochrona indywidualna. To także element solidarności społecznej. Chroniąc siebie, chronimy również osoby, które z różnych względów nie mogą przyjąć szczepionki – m.in. pacjentów onkologicznych, osoby po przeszczepach, chorych na choroby autoimmunologiczne czy zakażonych wirusem HIV. W ich przypadku nawet pozornie łagodna infekcja może prowadzić do ciężkich powikłań, a w skrajnych przypadkach – do zgonu.

Brak szczepień – realne ryzyko, które warto znać

Niepokojącym zjawiskiem jest rosnąca liczba osób, które rezygnują ze szczepień – z powodu dezinformacji, lęku lub przekonania, że choroby zakaźne „już nie występują”. Tymczasem rzeczywistość jest inna. Odra, która może prowadzić do zapalenia mózgu i trwałego uszkodzenia układu nerwowego, powróciła w Europie. Krztusiec – szczególnie niebezpieczny dla niemowląt – występuje coraz częściej u dorosłych, którzy nie przyjęli dawek przypominających. Zakażenia pneumokokowe czy grypa sezonowa, bagatelizowane przez wielu pacjentów, co roku prowadzą do hospitalizacji i zgonów, zwłaszcza u seniorów.

Szczepienia są jednym z nielicznych narzędzi w medycynie, które pozwalają uniknąć choroby zanim się ona pojawi. To nie tylko decyzja o ochronie zdrowia, ale często także o zachowaniu niezależności, uniknięciu długotrwałej rehabilitacji czy pobytu w szpitalu – mówi Joanna Szeląg lekarka rodzinna z Federacji Porozumienie Zielonogórskie

Jak skorzystać ze szczepień w ramach programu Moje Zdrowie?

Aby zrealizować szczepienia w ramach programu, wystarczy zgłosić się do przychodni podstawowej opieki zdrowotnej, w której jesteśmy zapisani. Personel medyczny sprawdzi indywidualny kalendarz szczepień, zaproponuje konkretne dawki przypominające i pomoże w doborze szczepień.

W wielu przypadkach szczepienia realizowane są od ręki – w placówkach zrzeszonych w Federacji Porozumienie Zielonogórskie wystarczy jedno zgłoszenie, aby rozpocząć procedurę oraz skonsultować z lekarzem POZ wskazania i przeciwwskazania.

Dla kogo są szczepienia w ramach programu?

Program Moje Zdrowie obejmuje szeroki wachlarz szczepień rekomendowanych w różnych grupach:

W naszej przychodni codziennie rozmawiamy z pacjentami o szczepieniach – opowiada lek. Joanna Szeląg – Często okazuje się, że ktoś ostatni raz szczepił się przeciw tężcowi 20 lat temu albo nie wie, że jako senior przysługuje mu bezpłatna szczepionka przeciw  grypie czy wirusowi RSV

Świadoma decyzja, która naprawdę chroni

Szczepienia to nie moda, lecz sprawdzona forma ochrony zdrowia, której skuteczność potwierdzają dane epidemiologiczne. Dzięki nim zmniejszamy ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, hospitalizacji, a w wielu przypadkach także długotrwałych powikłań. Warto o tym pamiętać i podejmować decyzje, które – choć pozornie proste – mogą mieć kluczowe znaczenie dla zdrowia i życia.

W codziennej praktyce widzę, jak wielu chorobom można zapobiec, działając zawczasu. Szczepienia to jedna z najskuteczniejszych form profilaktyki – prosta decyzja, która pozwala chronić zdrowie. Zdecydowanie zachęcam do szczepień, tym bardziej, że teraz w programie Moje Zdrowie można wykonać je nieodpłatnie – przekonuje ekspertka Federacji

Źródło: Komunikat Prasowy

Choroby wątroby bywają pomijane w zdrowotnej debacie – tymczasem dotykają nawet 400 tys. Polaków [2], choć liczba ta wydaje się być niedoszacowana. Znaczna część chorych nie zdaje sobie sprawy z wagi problemu i zamiast profesjonalnego leczenia wybiera domowe sposoby czy suplementy diety. Do lekarza trafią, gdy ich wątroba będzie w opłakanym stanie. Właśnie ruszyła kampania edukacyjna „Weź wątrobę do lekarza”, która ma podnieść świadomość społeczną w obszarze zdrowia i chorób wątroby oraz konieczności ich leczenia przez lekarza.

Choroby wątroby bardziej śmiertelne niż rak piersi

Choroby wątroby są obecnie siódmą najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce, wyprzedzając tym samym bardziej znane schorzenia, takie jak rak piersi czy rak szyjki macicy. [1]. Szacuje się, że w Polsce na przewlekłe choroby wątroby choruje 308-422 tys. osób, natomiast każdego roku z ich powodu umiera ok 6-7 tys. osób [2]. Najczęstszymi przyczynami marskości wątroby jest spożywanie zbyt dużej ilości alkoholu, metaboliczna stłuszczeniowa choroba wątroby (MAFLD) i konsekwencje wirusowych zapaleń wątroby [5]. Jednak to nie w samej statystyce chorób hepatologicznych tkwi problem.

„Największy problem z chorobami wątroby jest taki, że po pierwsze ludzie są nieświadomi czynników ryzyka i je bagatelizują, a po drugie nie leczą się u lekarza. Przejadają się, piją za dużo alkoholu, mają nadwagę, latami biorą różne preparaty z apteki, zioła i suplementy, oczywiście bez konsultacji z lekarzem i wątroba w pewnym momencie odmawia takiej współpracy” – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii UMED, a jednocześnie ekspert kampanii.

Wątroba choruje, ale nie boli

Prof. Simon zwraca również uwagę, że częstość występowania chorób wątroby jest prawdopodobnie niedoszacowana, ponieważ prawie jedna trzecia pacjentów pozostaje przez długi okres rozwoju choroby bezobjawowa.

„Wątroba jest nieunerwiona, co oznacza, że nie boli. Ponadto chorująca wątroba często daje niecharakterystyczne objawy, jak pogorszenie ogólnego stanu zdrowia, przewlekłe zmęczenie czy zaburzenia metaboliczne, które można łatwo przypisać innym schorzeniom. Potrzeba czujnego i doświadczonego lekarza, który zleci badania i zdiagnozuje chorobę. Ale najpierw pacjent musi do tego lekarza pójść, dlatego edukacja społeczeństwa jest konieczna. Inaczej kolejka do transplantacji wątroby będzie się tylko wydłużać” – dodaje ekspert.

Wirusowe zapalenie wątroby – choroba XXI wieku

Jedną z najczęstszych chorób wątroby jest WZW, czyli wirusowe zapalenie wątroby. Światowa Organizacja Zdrowia uznała WZW za jedno z największych zagrożeń epidemiologicznych XXI wieku i poświęciła mu dzień 28 lipca. Wirusowe zapalenia wątroby to cała grupa chorób wywołanych przez różne wirusy, w wyniku których dochodzi do uszkodzenia organu.

„Zdecydowana większość zakażonych, 80-90% nie zdaje sobie z tego sprawy. A nieleczone zakażenie HCV (ang. hepatitis C virus, czyli WZW typu C) prowadzi do uszkodzenia, marskości, a niekiedy nawet raka wątroby” – mówi prof. Robert Flisiak, specjalista chorób zakaźnych, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz ekspert kampanii „Weź wątrobę do lekarza”.

Kluczowa w leczeniu wirusowych zapaleń wątroby jest diagnostyka. W tej kwestii nastąpił ostatnio prawdziwy przełom – od 1 lipca br. lekarz rodzinny może zlecić na koszt NFZ test przeciwciał anty-HCV, czyli badanie w kierunku zakażenia wirusem HCV.

„Każdy pacjent, który pójdzie teraz do lekarza rodzinnego powinien mieć wykonane przesiewowo badanie na HCV, bo każdy jest w grupie ryzyka. To olbrzymi krok naprzód. Pytanie czy zrobią go lekarze pierwszego kontaktu i pacjenci” – komentuje sytuację prof. Flisiak.

Kilka faktów o wątrobie

– Wątroba jest jedynym organem w ludzkim ciele, który potrafi się samodzielnie regenerować.

– Wątroba jest nieunerwiona i nie boli.

– Wątroba pełni ponad 500 funkcji, m.in. wytwarza żółć, metabolizuje leki, rozkłada alkohol, bierze udział w reakcjach immunologicznych, reguluje temperaturę ciała.

– Istnieje ponad 100 znanych chorób wątroby, tylko jedna z nich jest bezpośrednio powodowana przez alkohol.

– Niealkoholowa lub inaczej metaboliczna stłuszczeniowa choroba wątroby – związana z otyłością, nadwagą, często również brakiem aktywności fizycznej i złym odżywianiem – jest jedną z najczęściej występujących chorób wątroby.


O kampanii „Weź wątrobę do lekarza”

Kampania edukacyjna „Weź wątrobę do lekarza” skupia się na chorobach wątroby i ich profilaktyce. Jej celem jest zwiększenie świadomości społecznej w obszarze zdrowia i hepatologii oraz konieczności leczenia chorób wątroby u lekarza. Kampania podkreśla, że problemy z wątrobą wymagają konsultacji lekarskiej, badań oraz dopasowanej do potrzeb pacjenta terapii i nie mogą być leczone na własną rękę suplementami diety czy preparatami z apteki. Ma również uświadomić korelację między nadwagą i otyłością a chorobami wątroby. Projekt został objęty patronatem Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego. Organizatorem kampanii jest firma Bausch Health Poland.

Więcej informacji na stronie kampanii: 
www.watrobaulekarza.pl

[1] Raport PEX 2022, „Początek nowego trendu czy kontynuacja „upandemicznienia”? Podsumowanie 2021 i prognozy na 2022”

[2] „Zdrowa wątroba” Krajowy Program Prozdrowotny Kraków, 2018

[3] https://www.gov.pl/web/psse-wieliczka/swiatowy-dzien-wirusowego-zapalenia-watroby

[4] https://epibaza.pzh.gov.pl/story/informacja-o-zachorowaniach-na-wirusowe-zapalenie-w%C4%85troby-typu-b-wzw-b-i-zaka%C5%BCeniach-hbv

[5] S. K. Sarin, Rakhi Maiwall, World Gastroenterology Organisation, https://www.worldgastroenterology.org/publications

Źródło: Organizator kampanii „Weź wątrobę do lekarza”

Choroby wątroby bywają pomijane w zdrowotnej debacie – tymczasem dotykają nawet 400 tys. Polaków [2], choć liczba ta wydaje się być niedoszacowana. Znaczna część chorych nie zdaje sobie sprawy z wagi problemu i zamiast profesjonalnego leczenia wybiera domowe sposoby czy suplementy diety. Do lekarza trafią, gdy ich wątroba będzie w opłakanym stanie. Właśnie ruszyła kampania edukacyjna „Weź wątrobę do lekarza”, która ma podnieść świadomość społeczną w obszarze zdrowia i chorób wątroby oraz konieczności ich leczenia przez lekarza.

Choroby wątroby bardziej śmiertelne niż rak piersi

Choroby wątroby są obecnie siódmą najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce, wyprzedzając tym samym bardziej znane schorzenia, takie jak rak piersi czy rak szyjki macicy. [1]. Szacuje się, że w Polsce na przewlekłe choroby wątroby choruje 308-422 tys. osób, natomiast każdego roku z ich powodu umiera ok 6-7 tys. osób [2]. Najczęstszymi przyczynami marskości wątroby jest spożywanie zbyt dużej ilości alkoholu, metaboliczna stłuszczeniowa choroba wątroby (MAFLD) i konsekwencje wirusowych zapaleń wątroby [5]. Jednak to nie w samej statystyce chorób hepatologicznych tkwi problem.

„Największy problem z chorobami wątroby jest taki, że po pierwsze ludzie są nieświadomi czynników ryzyka i je bagatelizują, a po drugie nie leczą się u lekarza. Przejadają się, piją za dużo alkoholu, mają nadwagę, latami biorą różne preparaty z apteki, zioła i suplementy, oczywiście bez konsultacji z lekarzem i wątroba w pewnym momencie odmawia takiej współpracy” – mówi prof. dr hab. n. med. Krzysztof Simon, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii UMED, a jednocześnie ekspert kampanii.

Wątroba choruje, ale nie boli

Prof. Simon zwraca również uwagę, że częstość występowania chorób wątroby jest prawdopodobnie niedoszacowana, ponieważ prawie jedna trzecia pacjentów pozostaje przez długi okres rozwoju choroby bezobjawowa.

„Wątroba jest nieunerwiona, co oznacza, że nie boli. Ponadto chorująca wątroba często daje niecharakterystyczne objawy, jak pogorszenie ogólnego stanu zdrowia, przewlekłe zmęczenie czy zaburzenia metaboliczne, które można łatwo przypisać innym schorzeniom. Potrzeba czujnego i doświadczonego lekarza, który zleci badania i zdiagnozuje chorobę. Ale najpierw pacjent musi do tego lekarza pójść, dlatego edukacja społeczeństwa jest konieczna. Inaczej kolejka do transplantacji wątroby będzie się tylko wydłużać” – dodaje ekspert.

Wirusowe zapalenie wątroby – choroba XXI wieku

Jedną z najczęstszych chorób wątroby jest WZW, czyli wirusowe zapalenie wątroby. Światowa Organizacja Zdrowia uznała WZW za jedno z największych zagrożeń epidemiologicznych XXI wieku i poświęciła mu dzień 28 lipca. Wirusowe zapalenia wątroby to cała grupa chorób wywołanych przez różne wirusy, w wyniku których dochodzi do uszkodzenia organu.

„Zdecydowana większość zakażonych, 80-90% nie zdaje sobie z tego sprawy. A nieleczone zakażenie HCV (ang. hepatitis C virus, czyli WZW typu C) prowadzi do uszkodzenia, marskości, a niekiedy nawet raka wątroby” – mówi prof. Robert Flisiak, specjalista chorób zakaźnych, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych oraz ekspert kampanii „Weź wątrobę do lekarza”.

Kluczowa w leczeniu wirusowych zapaleń wątroby jest diagnostyka. W tej kwestii nastąpił ostatnio prawdziwy przełom – od 1 lipca br. lekarz rodzinny może zlecić na koszt NFZ test przeciwciał anty-HCV, czyli badanie w kierunku zakażenia wirusem HCV.

„Każdy pacjent, który pójdzie teraz do lekarza rodzinnego powinien mieć wykonane przesiewowo badanie na HCV, bo każdy jest w grupie ryzyka. To olbrzymi krok naprzód. Pytanie czy zrobią go lekarze pierwszego kontaktu i pacjenci” – komentuje sytuację prof. Flisiak.

Kilka faktów o wątrobie

– Wątroba jest jedynym organem w ludzkim ciele, który potrafi się samodzielnie regenerować.

– Wątroba jest nieunerwiona i nie boli.

– Wątroba pełni ponad 500 funkcji, m.in. wytwarza żółć, metabolizuje leki, rozkłada alkohol, bierze udział w reakcjach immunologicznych, reguluje temperaturę ciała.

– Istnieje ponad 100 znanych chorób wątroby, tylko jedna z nich jest bezpośrednio powodowana przez alkohol.

– Niealkoholowa lub inaczej metaboliczna stłuszczeniowa choroba wątroby – związana z otyłością, nadwagą, często również brakiem aktywności fizycznej i złym odżywianiem – jest jedną z najczęściej występujących chorób wątroby.


O kampanii „Weź wątrobę do lekarza”

Kampania edukacyjna „Weź wątrobę do lekarza” skupia się na chorobach wątroby i ich profilaktyce. Jej celem jest zwiększenie świadomości społecznej w obszarze zdrowia i hepatologii oraz konieczności leczenia chorób wątroby u lekarza. Kampania podkreśla, że problemy z wątrobą wymagają konsultacji lekarskiej, badań oraz dopasowanej do potrzeb pacjenta terapii i nie mogą być leczone na własną rękę suplementami diety czy preparatami z apteki. Ma również uświadomić korelację między nadwagą i otyłością a chorobami wątroby. Projekt został objęty patronatem Polskiego Towarzystwa Hepatologicznego. Organizatorem kampanii jest firma Bausch Health Poland.

Więcej informacji na stronie kampanii: 
www.watrobaulekarza.pl

[1] Raport PEX 2022, „Początek nowego trendu czy kontynuacja „upandemicznienia”? Podsumowanie 2021 i prognozy na 2022”

[2] „Zdrowa wątroba” Krajowy Program Prozdrowotny Kraków, 2018

[3] https://www.gov.pl/web/psse-wieliczka/swiatowy-dzien-wirusowego-zapalenia-watroby

[4] https://epibaza.pzh.gov.pl/story/informacja-o-zachorowaniach-na-wirusowe-zapalenie-w%C4%85troby-typu-b-wzw-b-i-zaka%C5%BCeniach-hbv

[5] S. K. Sarin, Rakhi Maiwall, World Gastroenterology Organisation, https://www.worldgastroenterology.org/publications

Źródło: Organizator kampanii „Weź wątrobę do lekarza”