Medicalpress
W ubiegłym roku ceny usług stomatologicznych zwiększyły się średnio o blisko 9% rdr. Patrząc tylko na dane za grudzień 2024 roku, wzrost wyniósł niespełna 8% rdr. Jak wynika z analiz GUS, ceny tych usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. Dla części ekspertów jest to szokująca informacja. Jednocześnie przeciętne gospodarstwo domowe niewiele wydaje w opisywanym obszarze. Z kolei dla porównania w 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła ponad 4% w ujęciu rocznym. Na rynku pojawiają się też prognozy, że w 2025 roku ceny usług stomatologicznych wzrosną o około 10% rdr.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS), ceny usług stomatologicznych w 2024 roku urosły średnio o 8,9% w porównaniu z 2023 rokiem. Natomiast w grudniu ub.r. wzrost ten wyniósł 7,7% w stosunku do grudnia 2023 roku. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical w Gnieźnie, stomatolodzy od dłuższego czasu mierzą się z coraz wyższymi cenami komponentów, np. materiałów specjalistycznych i usług utylizacyjnych. Ponadto opłaty za energię i gaz mocno wpływają na finalny koszt oferowanych usług. Ekspert wskazuje przy tym, że w zeszłym roku ogólny wzrost ww. komponentów był w granicach 20-30% rdr.

– Z naszych obserwacji wynika, że wpływ na ceny usług stomatologicznych w ostatnich latach miała pandemia. Gabinety musiały spełnić wymogi sanitarne przewidziane w tamtym okresie. Ponadto, znaczenie ma też dostępność usług stomatologicznych w ramach NFZ. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że ceny ww. usług w Polsce rosną znacznie szybciej niż średnia w Unii Europejskiej. W porównaniu z rokiem bazowym – 2015 – ceny usług stomatologicznych w Polsce wzrosły o 100%, podczas gdy w UE – o niecałe 25% – komentuje Ewa Adach-Stankiewicz, dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Dla dr. n. med. Piotra Przybylskiego szokujące jest to, że w Polsce ceny usług stomatologicznych rosną znacznie szybciej niż średnia w UE. Poziom inflacji, nawet w czasach jej najmocniejszego wzrostu, był mniej więcej na podobnym poziomie w całej Unii, a czasem większy u nas. W opinii eksperta, każdy tego typu wzrost powoduje reakcję u pacjenta. Przeważnie następuje ograniczenie leczenia lub czasowa rezygnacja z niego, co z punktu medycznego jest dość niebezpiecznym zjawiskiem. Dr Przybylski dodaje również, że lekarze powinni zajmować się wyłącznie leczeniem. Jednak coraz częściej muszą doradzać pacjentom alternatywne rozwiązania. A decydują o tym właśnie koszty usług.

– Według naszych danych, przeciętne gospodarstwo domowe wydaje niewiele na usługi stomatologiczne, bo ok. 0,5%. Natomiast udział wydatków ogólnie na zdrowie to ponad 5%, a dla zobrazowania sytuacji – na żywność – przeszło 25%. Z naszych analiz również wynika, że ceny usług stomatologicznych są bardzo zróżnicowane w porównaniu z innymi grupami żywnościowymi, towarowymi czy usługowymi, gdzie nie ma aż takiej rozpiętości cen – dodaje dyrektor Departamentu Handlu i Usług w GUS.

Jak stwierdza ekspert z Implant Medical, wyniki są mocno niepokojące i decydują o tym głównie dwa czynniki. Po pierwsze, Polakom wciąż brakuje edukacji na odpowiednim poziomie. W efekcie nie widzą oni większej potrzeby na przeznaczanie wyższych nakładów na tego typu usługi. Finalnie takie podejście jest oczywiście ze szkodą dla nich samych. Po drugie, wciąż jako społeczeństwo zbyt mało zarabiamy, aby leczyć się tylko odpłatnie. Państwo już dawno zepchnęło usługi stomatologiczne do sektora prywatnego. Zdaniem eksperta, to niestety duży problem dla pacjentów. Często nie do przeskoczenia od strony finansowej.

– W 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 4,2% w ujęciu rocznym. W zakresie usług związanych ze zdrowiem, bardziej niż usługi stomatologiczne podrożały usługi szpitalne i sanatoryjne oraz lekarskie – powyżej 9%. Natomiast mniejsze wzrosty dotyczą wyrobów farmaceutycznych – 1,8%, a także urządzeń i sprzętu terapeutycznego – 2,7%. Z kolei w grudniu 2024 roku inflacja w sektorze zdrowia wyniosła 5,5% w porównaniu z grudniem 2023 roku – informuje dyrektor Adach-Stankiewicz.

W przestrzeni publicznej pojawiają się opinie, że te wyniki to efekt wieloletnich zaniedbań w ochronie i służbie zdrowia. Pandemia i wysoka inflacja tylko podgrzały ten stan. Nie brakuje też prognoz, że w kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w sektorze zdrowia będzie jeszcze bardziej się powiększać.

 – Już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę. A przecież obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Istnieją czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rdr. Ceny w gabinetach tak mocno nie wzrosły, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy wzrosty o co najmniej 15% rdr. – stwierdza ekspert z kliniki Implant Medical w Gnieźnie.

Rodzi się pytanie o ceny usług stomatologicznych w 2025 roku. Część znawców tematu przypuszcza, że one mogą szczególnie wzrosnąć w dużych i średnich miastach. Tam bowiem koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Prognozowany jest też wzrost cen elementów dbania o higienę, np. past do zębów, płynów do płukania jamy ustnej itp.

– Jeżeli tak dalej pójdzie, to w 2025 roku wzrost cen usług stomatologicznych może być dwucyfrowy, tj. ok. 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą odwoływać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja zdrowotna poważnie skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: Monday News
Ceny usług stomatologicznych rosną bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. Widać to w perspektywie kilku lat oraz ostatnich miesięcy. Ta różnica wciąż będzie się pogłębiać. Gabinety dentystyczne przycisnął wzrost różnych kosztów. Coraz trudniej jest im utrzymywać ceny, które wciąż są mocno niedoszacowane. Gdyby stomatolodzy podnosili je w ślad za faktycznymi podwyżkami wszystkich składowych, to usługi byłyby już obecnie droższe o minimum 15% rdr. Natomiast w I kwartale 2025 roku wzrost cen może dobić do 10% rdr. Szczególnie mogą to odczuć pacjenci w dużych i średnich miastach.
dr n. med. Piotr PRZYBYLSKI, Klinika Implant Medical – KOMENTARZ EKSPERTA
 
Latem Polska znalazła się na czwartym miejscu wśród państw Unii Europejskiej pod względem wzrostu cen oferowanych przez dentystów. Wyższą dynamikę zanotowano tylko w Finlandii, we Francji i na Węgrzech. Z kolei według danych GUS-u, w lipcu br. ceny usług stomatologicznych zwiększyły się rdr. o 8,5%, w sierpniu – o 8,6%, a we wrześniu i w październiku – jednakowo o 8,4%. W całej pierwszej połowie br. wzrost rdr. wyniósł 9,4%, a od stycznia do października – 9%. W analizowanych okresach ceny ww. usług urosły bardziej niż inflacja w całym sektorze zdrowia. W lipcu wyniosła ona w ujęciu rocznym 3%, w sierpniu – 2,7%, we wrześniu – 6,1%, w październiku – 5,9%, w pierwszym półroczu br. – 3,7%, a w okresie od stycznia do października – 4%.

Usługi stomatologiczne drożeją dużo szybciej niż cały sektor zdrowia z kilku powodów. W ostatnich okresach gabinety dotknął dynamiczny wzrost różnego rodzaju kosztów. To spowodowało, że wartość świadczeń musiała iść w górę. Ten stan był oczywiście związany z wysoką inflacją, ale nie tylko. Stale drożeją materiały specjalistyczne oraz rachunki za prąd czy gaz. Rosną też wynagrodzenia kadry pomocniczej. Z miesiąca na miesiąc dentystom coraz trudniej utrzymywać ceny.

Jeżeli tak dalej pójdzie, to w I kwartale 2025 roku wzrost ten może być prawie dwucyfrowy, tj. lekko poniżej 10% rdr. To oczywiście może doprowadzić do sytuacji, kiedy pacjenci będą zawieszać wizyty, bo zwyczajnie ich nie będzie na to stać. A efekt tego będzie taki, że ich sytuacja skomplikuje się i ten stan będzie trwał kolejne miesiące, kwartały, a nawet lata.

Szczególnie wzrosną ceny w dużych i średnich miastach, bo tam koszty utrzymania najszybciej idą w górę. Zdrożeją też elementy dbania o higienę jamy ustnej. Dla przykładu, można wskazać, że w październiku br. ceny past do zębów urosły o ok. 6% rdr. I ta tendencja również będzie się powiększać.

W sektorze stomatologii nie ma obecnie takich obszarów, w których ceny mogłyby spadać. Wszędzie, z miesiąca na miesiąc, przybywa coraz więcej powodów do podwyżek. W Polsce w dużej części stomatologia opiera się na prywatnych praktykach, które nie mogą sobie pozwolić na dokładanie do swojej działalności. Stomatolodzy, jak wszyscy przedsiębiorcy, muszą przecież zarabiać.

W naszym kraju stomatologia została „zepchnięta” głównie do prywatnych praktyk. Leczenie na NFZ od wielu lat mocno kuleje. Jest słabo dofinansowane. Spychanie pacjenta do sektora prywatnego trwa w najlepsze od bardzo wielu lat. I czym dłużej w to brniemy, tym bardziej oddalmy się od wizji naprawy sytuacji. Na NFZ leczą się w dużej części tylko osoby, których nie stać na prywatną opiekę. I nie jest to zaskakujące.

W ostatnich latach wzrosty cen usług stomatologicznych były wyższe od wskaźnika inflacji w sektorze zdrowia. W 2023 roku widzimy odpowiednio 14,2% i 8,4%. W 2022 roku różnica była jeszcze większa – 14,9% i 7,1%. W 2021 roku to było 8,1% i 3,3%, w 2020 roku – 11,3% i 4,8%, a w 2019 roku – 3,8% i 3,2%.

Na ww. wyniki w głównej mierze wpłynęły wieloletnie zaniedbania polityków. Pandemia i inflacja tylko podgrzały ten stan. Teraz, gdyby przyszło nam się zmierzyć z nawet o połowę groźniejszymi zjawiskami, ceny jeszcze bardziej musiałyby w stomatologii iść do góry. A przecież wiadomo, że już jest drogo i niezwykle ciężko pacjentom. Społeczeństwo powinno głośniej o tym mówić i dopominać się konkretnych działań, bo inaczej będzie coraz gorzej. W końcu dojdziemy do takiego stanu, że naprawdę mało kogo będzie faktycznie stać na dentystę.

W kolejnych latach różnica między cenami usług stomatologicznych a inflacją w całym sektorze zdrowia będzie się powiększać. I będzie jeszcze bardziej widoczna. Problem cen w stomatologii jest bardzo głęboki i nie da się tego szybko rozwiązać. Będzie też postępował. Sytuacja naprawdę się pogarsza, nie tylko dla szeroko pojętej stomatologii, ale przede wszystkim dla samych pacjentów, którzy akurat z ww. profesją medyczną przez polityków zostali rzuceni na tzw. żywioł. I to nie może dobrze się skończyć.

Obecne ceny i tak są jeszcze wciąż mocno niedoszacowane. Są czynniki i składniki rzutujące na całość usługi, które poszły w górę nawet o 20-30% rok do roku, ale ceny tak mocno nie poszybowały w górę, bo stomatolodzy naprawdę bardzo ostrożnie je podnoszą, oczywiście kosztem swojej marży, bo tutaj cudów nie ma. I robią to tylko wtedy, kiedy naprawdę są już do tego zmuszeni. Gdyby robili to w ślad za faktycznymi podwyżkami, mielibyśmy ceny wyższe o co najmniej 15% rdr.

Zwykły Kowalski, przychodząc do dentysty, widzi tylko wierzchołek kosztów i część pracy, która odbywa się w gabinecie. I mówi, że za np. 15 min. pracy trzeba zapłacić np. 300-400 zł lub więcej. Jednocześnie nie dostrzega, ile dojście do tego etapu kosztowało – począwszy od wykształcenia, nakładu pracy, zdobywania doświadczenia, szkoleń, a skończywszy na zakupie czy wynajmie lokalu, kupnie narzędzi, leasingach urządzeń i innych „ukrytych” kosztach usług.

źródło: monday news

Z analizy firmy EY wynika, że polski rynek świadczenia usług z zakresu opieki zdrowotnej będzie do 2028 roku rósł w tempie – 11 proc. rocznie. Rozwój stymuluje rosnące finansowanie publiczne i prywatne, które jest konsekwencją rosnącej zamożności i starzejącego się społeczeństwa oraz wzrostu znaczenia profilaktyki. To przyciąga inwestorów, bo stopy zwrotu w ochronie zdrowia są wyższe niż w innych sektorach.

Polski rynek ochrony zdrowia ulega gwałtownym przemianom. Kwestie demograficzne i społeczne zmieniają leczenie specjalistyczne i zwiększają znaczenie medycyny prewencyjnej. Obejmuje ona diagnostykę, fitness, fizjoterapię, zdrowie psychiczne, wsparcie dietetyczne, dobre samopoczucie. Ponieważ koszty profilaktyki są niższe niż leczenia, to medycyna prewencyjna jest promowana przez państwo. Cieszy się też coraz większym zainteresowaniem samych pacjentów ze względu na poprawę jakości życia i ograniczenie chorób przewlekłych.

Zmiany demograficzne i społeczne, w tym starzenie się społeczeństwa przy jednocześnie dłuższym okresie pracy zawodowej powodują, że rosną zachorowania na przewlekłe choroby cywilizacyjne. Rośnie świadomość społeczna znaczenia opieki zdrowotnej i profilaktyki, a rosnąca zamożność Polaków powoduje, że coraz chętniej inwestujemy we własne zdrowie. To wszystko powoduje, że rynek ochrony zdrowia rośnie w szybkim tempie, którego większość innych obszarów biznesowych może tylko pozazdrościć – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający działem Strategia i Transakcje EY Polska.

Z szacunków EY wynika, że rynek ochrony zdrowia będzie rósł w tempie 11 proc. rocznie. Wzrost nakładów na ten sektor napędzi zwiększone finansowanie publiczne, które ma stopniowo wzrastać, aż osiągnie poziom 7 proc. PKB Polski w 2027, a także prywatne, które będzie rosło średnio 8 proc. rocznie.  

Na drodze do konsolidacji

Na razie polski rynek ochrony zdrowia jest raczej rozdrobniony, ale widać wyraźny trend konsolidacyjny – od 2015 roku do 2024 liczba fuzji i przejęć zwiększyła się o połowę. Liderem są szpitale i centra medyczne. Ostatnio konsoliduje się także stomatologia i diagnostyka. W latach 2021-Q12024 było 16 transakcji (w porównaniu z jedną w okresie 2015-2017) w stomatologii oraz 9 w diagnostyce (w porównaniu z odpowiednio 3 transakcjami). 

Spodziewam się dalszej konsolidacji rynku, która umożliwi zwiększenie rentowności takich podmiotów oraz wchodzenia na polski rynek nowych graczy branżowych. Transakcje, które są w pipeline, wyglądają obiecująco, zwłaszcza w obszarze szpitali i centrów medycznych oraz sektora farmaceutycznego a w szczególności centrów R&D – mówi Jacek Byrt, Partner EY-Parthenon z zespołu Strategia i Transakcje EY Polska.

Technologia zwiększa rentowność

Rozwój sektora ochrony zdrowia jest napędzany również poprzez rozwój technologii, który przyspieszył w czasie pandemii COVID-19. Telemedycyna oraz internet rzeczy w medycynie (IoT) zmieniły oczekiwania pacjentów. Eksperci EY podkreślają, że 37 proc. Polaków woli e-wizytę u internisty, a 75 proc. chce odnawiać swoje recepty za pomocą internetu.

Rozwój telemedycyny oznacza, że liczba fizycznych wizyt u lekarza może spaść o prawie 1/3, co da szpitalom spadek kosztów o 23%. Równolegle, rozwój internetu rzeczy w medycynie pozwala na zdalne monitorowanie pacjentów i chorób przewlekłych. To rewolucja w zarządzaniu pacjentami, która daje korzyści zarówno im, jak i dostawcom usług medycznych – mówi Jacek Byrt.

Produkty IoT obejmują między innymi: implanty medyczne, inteligentne pigułki, smartwatche, domowe urządzenia ratunkowe. Ogólnie ten rynek będzie się dalej rozwijał i globalnie powinien osiągnąć wartość ponad 300 mld USD w 2030 roku.

Polska, z położeniem w centrum Unii Europejskiej i dostępem do wykwalifikowanych specjalistów, jest atrakcyjnym miejscem do lokowania produkcji IoT w medycynie – mówi Jacek Byrt.

Z powodnych powodów szansą dla Polski jest rozwój usług kontraktowych, zwłaszcza że proces opracowywania i produkcji leków, także badan klinicznych, jest złożony. Globalny rynek takich usług wynosi około 200 mld USD i rośnie 6 proc. rocznie, a w Europie nawet 7 proc. rocznie. Grupa doświadczonych specjalistów pracujących w licznych CRO (Contract Research Organization) i centrach badawczo-rozwojowych jest kolejną przewagą konkurencyjną naszego kraju. W tej chwili około 20 tys. pracowników pracuje w tym sektorze i ponad 70 tys. w sektorze inżynierii i technologii.

Polska z sukcesem wdraża technologiczne innowacje, co w połączeniu z szerokim dostępem do wykwalifikowanych specjalistów czyni nasz kraj coraz bardziej znaczącym producentem Tier 2 sprzętu medycznego. Łączna produkcja sprzętu medycznego w Polsce wynosi około 3,4 mld EUR, a eksport jest wart 2,4 mld EUR, przy czym 53 proc. jest adresowane do krajów unijnych. Polska produkuje m.in.: materiały eksploatacyjne, urządzenia do obrazowania diagnostycznego, produkty stomatologiczne, ortopedyczne i protetyczne oraz domowy sprzęt medyczny. Eksperci EY przewidują, że do 2025 roku produkcja ta zwiększy się o 10,3 proc., z materiałami eksploatacyjnymi wartymi 1,2 mld USD, a obrazowaniem diagnostycznym 0,8 mld USD.

Te czynniki sprawiają, że nasz kraj jest kluczowym graczem na unijnym rynku ochrony zdrowia a inwestycje w ten sektor są na radarach funduszy inwestycyjnych oraz inwestorów branżowych z całego świata – mówi Paweł Bukowiński.

źródło: EY

Usługa e-zdrowie zostanie rozbudowana o nowe funkcjonalności, które mają zapewnić leszy dostęp do świadczeń zdrowotnych. Ministerstwo Zdrowia chce, by e-krew, e-hemofilia, e-poltransplant powstały jeszcze w 2023 roku – podaje Prawo.pl.
Według serwisu Prawo.pl nowe rozwiązania w e-zdrowiu powinny wspomagać pacjenta i system ochrony zdrowia oraz umożliwić prowadzenie autodiagnostyki oraz zdalnej opieki nad pacjentem. Mają one także ułatwić komunikację z pracownikami medycznymi oraz informować o ścieżce pacjenta w systemie ochrony zdrowia. Rozwiązania e-zdrowia będą wykorzystywać potencjał sztucznej inteligencji.

Jak dowiedział się serwis Prawo.pl w 2023 roku w ramach programu rozwoju e-zdrowia na lata 2022-2027 zostaną wprowadzone następujące pilotaże projektów:

1. system e-krew ma wesprzeć zarządzanie publiczną służbą krwi poprzez:

– ograniczenie czynności administracyjnych związanych z oddawaniem krwi;

– dostosowanie liczby i rodzajów donacji do prognozowanego zapotrzebowania na krew i jej składniki;

– optymalizację gospodarowania zapasami krwi dzięki ujednoliceniu systemu zamawiania i wydawania krwi oraz informowania o niepożądanych zdarzeniach i reakcjach;

2. system e-hemofilia ma wspomagać pacjentów chorych na hemofilię poprzez:

– elektroniczny dzienniczek pacjenta chorego na hemofilię lub skazy krwotoczne;

– koordynację opieki nad pacjentem z hemofilią i skazami krwotocznymi;

3. system e-poltransplant ma usprawnić procesy transplantologii

– będzie wspierał Poltransplant w lepszym i szybszym parowaniu dawców z biorcami.

Dziennikarze Prawo.pl zastanawiają się, czy szerokie usługi w ramach e-zdrowia nie spowodują wykluczenia z dostępu do świadczeń osób, które mają utrudnioną możliwość korzystania z nowych technologii.

„Nie rozumiem, w jaki sposób czat dla osób wykluczonych cyfrowo miałby być pomocą w jego problemach zdrowotnych. Być może tu jest jakiś błąd w rozumieniu wykluczenia cyfrowego. Jeśli ktoś jest wykluczony cyfrowo, nie będzie korzystał z takich rozwiązań” – mówi w serwisie Prawo.pl Jacek Zadrożny, ekspert do spraw dostępności z Fundacji Wspierania Zrównoważonego Rozwoju.

Ministerstwo Zdrowia z kolei zapewnia, że budując rozwiązania e-zdrowia dba o równy dostęp do świadczeń. Według MZ rozwiązania te mają wspomagać pacjenta, a nie zastępować tradycyjne kanały dostępu.

Pełny tekst artykułu: 
https://www.prawo.pl/zdrowie/e-krew-e-hemofilia-e-poltransplant-pilotaz,520125.html 


Źródło: PAP

Usługa e-zdrowie zostanie rozbudowana o nowe funkcjonalności, które mają zapewnić leszy dostęp do świadczeń zdrowotnych. Ministerstwo Zdrowia chce, by e-krew, e-hemofilia, e-poltransplant powstały jeszcze w 2023 roku – podaje Prawo.pl.
Według serwisu Prawo.pl nowe rozwiązania w e-zdrowiu powinny wspomagać pacjenta i system ochrony zdrowia oraz umożliwić prowadzenie autodiagnostyki oraz zdalnej opieki nad pacjentem. Mają one także ułatwić komunikację z pracownikami medycznymi oraz informować o ścieżce pacjenta w systemie ochrony zdrowia. Rozwiązania e-zdrowia będą wykorzystywać potencjał sztucznej inteligencji.

Jak dowiedział się serwis Prawo.pl w 2023 roku w ramach programu rozwoju e-zdrowia na lata 2022-2027 zostaną wprowadzone następujące pilotaże projektów:

1. system e-krew ma wesprzeć zarządzanie publiczną służbą krwi poprzez:

– ograniczenie czynności administracyjnych związanych z oddawaniem krwi;

– dostosowanie liczby i rodzajów donacji do prognozowanego zapotrzebowania na krew i jej składniki;

– optymalizację gospodarowania zapasami krwi dzięki ujednoliceniu systemu zamawiania i wydawania krwi oraz informowania o niepożądanych zdarzeniach i reakcjach;

2. system e-hemofilia ma wspomagać pacjentów chorych na hemofilię poprzez:

– elektroniczny dzienniczek pacjenta chorego na hemofilię lub skazy krwotoczne;

– koordynację opieki nad pacjentem z hemofilią i skazami krwotocznymi;

3. system e-poltransplant ma usprawnić procesy transplantologii

– będzie wspierał Poltransplant w lepszym i szybszym parowaniu dawców z biorcami.

Dziennikarze Prawo.pl zastanawiają się, czy szerokie usługi w ramach e-zdrowia nie spowodują wykluczenia z dostępu do świadczeń osób, które mają utrudnioną możliwość korzystania z nowych technologii.

„Nie rozumiem, w jaki sposób czat dla osób wykluczonych cyfrowo miałby być pomocą w jego problemach zdrowotnych. Być może tu jest jakiś błąd w rozumieniu wykluczenia cyfrowego. Jeśli ktoś jest wykluczony cyfrowo, nie będzie korzystał z takich rozwiązań” – mówi w serwisie Prawo.pl Jacek Zadrożny, ekspert do spraw dostępności z Fundacji Wspierania Zrównoważonego Rozwoju.

Ministerstwo Zdrowia z kolei zapewnia, że budując rozwiązania e-zdrowia dba o równy dostęp do świadczeń. Według MZ rozwiązania te mają wspomagać pacjenta, a nie zastępować tradycyjne kanały dostępu.

Pełny tekst artykułu: 
https://www.prawo.pl/zdrowie/e-krew-e-hemofilia-e-poltransplant-pilotaz,520125.html 


Źródło: PAP