Medicalpress
Nowotwory górnego odcinka układu pokarmowego stanowią nadal duże wyzwanie zarówno w profilaktyce, diagnostyce jak i leczeniu. Co roku odnotowujemy ok. 10 tysięcy zachorowań łącznie na raka żołądka, wątroby i trzustki. Objawy tych nowotworów są często niespecyficzne lub skąpe, nie wprowadzono do tej pory dedykowanych programów przesiewowych, leczenie bywa rozproszone, a rokowania pacjentów są złe, zwłaszcza w przypadku raka trzustki i dróg żółciowych – podkreślali eksperci podczas kolejnej debaty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
Co można zatem zrobić, aby oprawić los pacjentów? – Kluczowe jest przestrzeganie przez specjalistów medycznych wytycznych diagnostyczno-terapeutycznych, stosowanie w praktyce klinicznej nowych terapii, koncentracja leczenia lokoregionalnego w ośrodkach, które mają doświadczenie w leczeniu tych nowotworów (ośrodki referencyjne) oraz udrożnienie ścieżki pacjenta w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej. – podkreślił prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący PTO. – Ogromną rolę odgrywa kompleksowa, wielodyscyplinarna opieka nad pacjentem.

Palenie papierosów, alkohol i niezdrowia dieta – główni winowajcy
Na całym świecie zachorowalność na raka wątrobowokomórkowego, dróg żółciowych, wewnątrz i wewnątrz wątrobowych jest bardzo zróżnicowana. Polska plasuje się gdzieś w środku stawki. – W naszym kraju z jednej strony mamy skuteczny program szczepień przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby typu B oraz skuteczne metody leczenia zakażeń typu A, B, C, z drugiej zaś, zwiększające się spożycie alkoholu w społeczeństwie i rosnącą epidemię otyłości. A to będzie przekładać się na dalszy wzrost zachorowań. – mówił prof. Michał Grąt, Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby, WUM.
 
Problem stanowi też niska zgłaszalność na badania w kierunku zakażenia HCV, który powoduje WZW C i w konsekwencji raka wątroby. Dobrym kierunkiem byłoby włączenie tych badań do medycyny pracy oraz do profilaktyki w gabinecie lekarza POZ. Trzeba uświadamiać społeczeństwo, że palenie tytoniu, nadmierne spożywanie alkoholu i otyłość to są główne przyczyny występowania wielu nowotworów, którym można by zapobiec. Niestety kampanie dotychczasowe były mało skuteczne, potrzebne są rozwiązania systemowe. – wskazywali eksperci.
 
Co roku diagnozuje się ok. 3 tysięcy raków trzustki, w tym 90% to raki gruczołowe o najgorszym rokowaniu. – Głównym czynnikiem modyfikowalnym ryzyka rozwoju tego nowotworu jest palenie tytoniu, obok alkoholu i otyłości. Nie należy także zapominać o pacjentach chorujących na przewlekłe zapalenia trzustki czy cukrzycę typu 2, którzy znajdują się w grupie ryzyka. Świeżo wykryta cukrzyca u pacjentów powyżej 50 r.ż. skojarzona ze spadkiem masy ciała, dolegliwościami bólowymi, wskazuje na konieczność przeprowadzenia badań diagnostycznych w kierunku raka trzustki. – podkreślał prof. Sławomir Mrowiec, Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Przewodu Pokarmowego Wydziału Nauk Medycznych, SUM.

Najczęstszy z tej grypy nowotworów, rak żołądka, odpowiada za ok. 5 tysięcy zachorowań rocznie, a średni wiek zachorowania wynosi 60 lat. Jak zaznaczył prof. Lucjan Wyrwicz, Kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii, NIO-PIB w Warszawie – Każdy pacjent z chorobą wrzodową powinien mieć wykonaną diagnostyczną gastroskopię, ponieważ często pierwsze objawy u chorego z zaawansowanym rakiem żołądka przypominają chorobę wrzodową.
 
Drugą kwestią jest zakażenie bakterią Helicobacter pylori, bardzo częste w społeczeństwie, choć rzadko diagnozowane, a powoduje zapalenia żołądka. –  Jak mantrę będziemy też powtarzać – wśród winowajców są alkohol i palenie papierosów. Pacjenci często lekceważą objawy takie jak zgaga i leczą je preparatami bez recepty. Tutaj powinniśmy skonsultować się z lekarzem rodzinnym, który może zlecić kontrolne USG lub gastroskopię, jeśli będą ku temu wskazania. – dodał prof. Wyrwicz.

Niespecyficzne objawy
Nowotwory górnego odcinka układu pokarmowego we wczesnej fazie rozwoju nie dają żadnych lub skąpe objawy. We wczesnym raku trzustki może być to nowo rozpoznana cukrzyca, niespecyficzne bóle brzucha. Wczesny rak wątroby nie daje objawów. Więcej symptomów jest związanych z chorobą podstawową, wątroby, czyli przewlekłym zapaleniem wątroby lub marskością, niż samym nawet kilkucentymetrowym rakiem wątrobokomórkowym. Taki guz może nie dawać żadnych specyficznych objawów, ani bólu, ani żółtaczki, ani zmęczenia.

Pacjenci pojawiają się u nas zbyt późno. Osobiście widzę wielu, którzy lekceważą spadek masy ciała rzędu 10-15 kg oraz dolegliwości bólowe w obszarze brzucha promieniujące do pleców czy występujące w okolicach lędźwiowych. Lekceważą nietolerancję pewnych pokarmów i uczucie wzdęcia. Wielu z nich mogłoby mieć wcześnie wykryty nowotwór trzustki, gdyby udali się wcześniej do lekarza rodzinnego i mieli wykonane USG jamy brzusznej. Wczesne stadium, daje możliwość resekcji i lepsze rokowania niż choroba zaawansowana. Bardzo ważnym, kluczowym wręcz badaniem jest po USG tomografia komputerowa i tutaj chciałbym zaapelować o częstsze stosowanie tego narzędzia –  zaapelował prof. Mrowiec.

Leczenie skojarzone poprawia rokowania
Znaczny postęp w leczeniu nowotworów układu pokarmowego przyniosło leczenie skojarzone, okołooperacyjne. – Potrafimy w tej chwili ocenić, czy rak trzustki jest rakiem, a priori, czyli na etapie resekcyjnym i wtedy chorego kwalifikujemy do leczenia operacyjnego, czy jest to już nowotwór granicznie resekcyjny lub nieresekcyjny. Wówczas pierwszą linią leczenia powinna być chemioterapia przedoperacyjna. To jest trend obserwowany na całym świecie. Tylko 15-20% pacjentów w pierwszym stadium zaawansowania jest resekcyjnych, ale kolejne 30% dzięki chemioterapii przedoperacyjnej może stać się potencjalnie resekcyjnymi. Bardzo ważna jest zatem ścisła współpraca chirurga i onkologa. – podkreślił prof. Mrowiec. – Jesteśmy obecnie w trakcie prac nad polskim konsensusem leczenia chorych na raka trzustki. – dodał.

W przypadku raka wątroby podobnie podstawą jest wysokiej jakości chirurgia, ale każdy chory powinien również być przynajmniej wstępnie oceniony w ośrodku transplantacyjnym. – Obecnie mamy coraz większe możliwości leczenia raka wątrobokomórkowego. Od leczenia neoadiuwantowego, chemoembolizację, czy wreszcie poddanie skutecznej immunoterapii. może zupełnie zmienić rokowanie chorego, jeśli będziemy odpowiednio reagować na zmieniający się obraz choroby nowotworowej. – powiedział prof. Grąt.

Na świecie dąży się do koncentracji leczenia tych nowotworów, które wymaga dużego doświadczenia np. w ramach „Pancreatic Units”. Koncentralcja nie tylo dotyczy odpowiedniej liczby wykonywanych reszekcji. Ośrodek powinien zapewniać kompleksową diagnostykę, posiadać zespół doświadczonych gastroenterologów, radiologów, onkologów i chirurgów.

Obecnie coraz częściej rozpoczynamy leczenia od chemioterapii neoadjuwantowej. Leczenie przedoperacyjne nowotworów wątroby i dróg żółciowych pozwala u chorych pierwotnie nieoperacyjnych, doprowadzić do przeszczepu.

Zmiana paradygmatu leczenia widoczna jest także w raku żołądka. – Obecnie pacjent z zaawansowaną postacią raka żołądka, z zajęciem węzłów chłonnych jest kwalifikowany do leczenia przedoperacyjnego, i już po rozpoczęciu chemioterapii, przygotowuje się aktywnie do operacji, poprawia się stopień odżywienia i ogólnej kondycji w ramach tzw. prehabilitacji. Leczenie okołooperacyjne to jest już standard. – zaznaczył prof. Wyrwicz. – Tutaj ogromna rola prof. Rutkowskiego i Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej, które przez lata szkoliło chirurgów i dziś mamy tego rezultaty. – dodał.
 
Przełom w refundacji
Jak podkreślił prof. Lucjan Wyrwicz po kilku latach, gdzie chorzy mieli dostęp do nowoczesnych terapii raka wątroby tylko w badaniach klinicznych, teraz refundacja w Polsce leków w chorobach zaawansowanych, przerzutowych jest naprawdę dobra. – W raku wątroby mamy dostęp do wszystkiego, co najważniejsze, atezolizumab z bewacyzumabem w pierwszej linii, kabozantynib w drugiej linii, a sorafenib w katalogu chemioterapii czyli z dużą swobodą stosowania. W raku trzustki mamy już od lat dobry dostęp do nab-paklitakselu z gemcytabiną. Brakuje nam jeszcze dostępu do nanosomalnej postaci irynotekanu – nowoczesnego chemioterapeutyku. W raku żołądka, jeszcze rok temu, nie było prawie nic. A tymczasem w ciągu ostatnich miesięcy uzyskaliśmy dostęp do immunoterapii niwolumabem w pierwszej linii leczenia, ramucyrumabu w II linii leczenia, który w standardach pojawił się 10 lat temu i dopiero w tym roku trafił do refundacji oraz dostęp do triflurydyny z tipiracylem w III trzeciej linii leczenia.

– Posiadając taki szeroki repertuar leków w programach lekowych i standardy leczenia skojarzonego, życzylibyśmy sobie, aby chorzy byli wykrywani na wcześniejszych etapach zaawansowania, ale też byli dobrze przygotowani, w dobrym stanie ogólnym, bez niedożywienia, aby mogli skorzystać z postępu w leczeniu. – podkreślił prof. Wyrwicz.

Pełna relacja z debaty:

BioCam – wrocławska spółka z branży medtech – finalizuje prace nad kapsułką endoskopową, która ma umożliwić wczesne wykrywanie schorzeń w układzie pokarmowym. Zaawansowane technologicznie rozwiązanie, wsparte sztuczną inteligencją, w pierwszej połowie 2024 roku ma zostać poddane międzynarodowym badaniom klinicznym, a pod koniec przyszłego roku zadebiutuje na rynku, początkowo w sektorze prywatnym. – Równolegle z procesem komercjalizacji będziemy się również skupiać na uzyskaniu refundacji, tak aby w ciągu najbliższych dwóch–trzech lat ta technologia była ogólnodostępna – mówi Maciej Wysocki, współzałożyciel i prezes zarządu BioCam. Spółka domyka obecnie rundę inwestycyjną na maksymalnie 3 mln zł, a na II–III kwartał 2024 roku zapowiada swój debiut na rynku NewConnect.
– Obecnie prace nad naszą kapsułką endoskopową skupiają się na optymalizacji finalnych komponentów całej platformy sprzętowej oraz rozwoju NBI, z angielskiego Narrow Band Imaging. Jest to technologia oświetlania tkanek różnymi długościami światła, czyli nie tylko światłem widzialnym. NBI to standard najbardziej zaawansowanych, tradycyjnych systemów endoskopowych z gastroskopii i kolonoskopii. Na razie nikt poza nami nie robi tego w endoskopii kapsułkowej – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Wysocki.

Endoskopowe kapsułki, wykrywające wczesne schorzenia układu pokarmowego, to koncepcja, która powstała ok. 20 lat temu. Mimo to ta nieinwazyjna metoda badań nadal nie jest powszechnie dostępna, m.in. dlatego że wymaga ogromnych nakładów finansowych i ogranicza się tylko do niektórych odcinków układu pokarmowego. Jednak w ostatnich kilku latach prace nad tym rozwiązaniem mocno przyspieszył rozwój sztucznej inteligencji, a rewolucji badań endoskopowych przewodzi polski BioCam. Spółka medtechowa z Wrocławia rozwija technologię do zdalnego i nieinwazyjnego monitoringu oraz diagnostyki układu pokarmowego za pomocą smartpigułki napędzanej AI. Ma ona zastąpić powodujące dyskomfort i czasochłonne badania endoskopowe.

– Nasza kapsułka ma zastosowanie w tych wszystkich schorzeniach układu pokarmowego, które możemy wykryć poprzez analizę obrazową, analogicznie do gastroskopii i kolonoskopii – wyjaśnia prezes BioCam. – Kapsułka nie odbiega wymiarami od tradycyjnych tabletek z witaminami czy suplementami diety dla sportowców. To nowoczesne, przyjazne pacjentowi rozwiązanie diagnostyczne, które zostało przystosowane do całkowicie zdalnych badań i jest alternatywą dla tych znacznie bardziej inwazyjnych, pokroju gastroskopii i kolonoskopii.

Kapsułka endoskopowa w ciągu kilku godzin przechodzi przez cały układ pokarmowy, monitorując go dzięki kamerom o wysokiej rozdzielczości i tworząc katalog ponad 70 tys. zdjęć, które następnie są weryfikowane przez zaawansowany system analizy obrazowej. Algorytmy AI, wykorzystujące uczenie maszynowe, selekcjonują zdjęcia, które następnie trafiają do aplikacji mobilnej i platformy telemedycznej udostępnionej lekarzowi. Oprogramowanie automatycznie wykrywa zmiany chorobowe, na których obejrzenie w gabinecie lekarskim wystarczy nawet 20–30 min. Tak zaprojektowane badanie mocno ułatwia i kilkukrotnie skraca czas pracy medyków.

Samo zaaplikowanie kapsułki jest banalnie proste, ale budowa całego, inteligentnego systemu to skomplikowana i czasochłonna praca zespołu naukowców, inżynierów i specjalistów data science. Jego ważnym punktem jest m.in. inteligentny sensor obrazu, powodujący automatyczne wygaszanie się w przypadku, kiedy kapsułka endoskopowa tymczasowo utknie na pewnym odcinku układu pokarmowego. Dzięki temu czas pracy jej baterii został wydłużony nawet o kilka godzin.

 Na naszą platformę sprzętową składa się kapsułka, czyli część hardware’owa. Do tego mamy naklejany na ciało odbiornik, będący niejako pomostem między kapsułką a urządzeniem mobilnym. Mamy też aplikację na telefon, która przesyła dane na platformę telemetryczną w chmurze i dostarcza pacjentowi instruktaż, jak się przygotować i przeprowadzić całe badanie. Natomiast na platformie telemedycznej, do której dostęp mają współpracujący lekarze i kliniki, dodatkowo jest też zaawansowany system sztucznej inteligencji do automatycznej detekcji zmian patologicznych i analizy zdjęć, żeby przyspieszać i wspierać proces diagnostyczny – mówi Maciej Wysocki. 

Rozwiązanie jest coraz bliżej komercjalizacji. Spółka zapowiada, że w styczniu 2024 roku będzie testowane na kolejnych 120 osobach, a w pierwszej połowie przyszłego roku zostanie poddane międzynarodowym badaniom klinicznym. Natomiast pod koniec 2024 roku ma zadebiutować na rynku.

 Proces komercjalizacji planujemy rozpocząć od Europy i uzyskania certyfikacji medycznej CE pod koniec przyszłego roku. W 2025 roku będziemy się przymierzać do certyfikacji FDA na rynki Ameryki Północnej, a równolegle będziemy procedować dopuszczenie na rynkach azjatyckich i Bliskiego Wschodu oraz innych, które wymagają dedykowanej certyfikacji – mówi prezes BioCam. – Równolegle z procesem komercjalizacji będziemy się skupiać również na uzyskaniu refundacji, tak aby w ciągu najbliższych dwóch–trzech lat ta technologia była ogólnodostępna.

BioCam negocjuje właśnie kolejne źródła finansowania swojej działalności. Spółka domyka rundę inwestycyjną na maksymalnie 3 mln zł, żeby przyspieszyć prace nad dopracowaniem technologii do poziomu finalnej kapsułki produkcyjnej. Następnie – w II lub III kwartale 2024 roku – BioCam zapowiada swój debiut na rynku NewConnect i dołączenie do grona wysokotechnologicznych firm na GPW.

– Liczymy, że debiut na giełdzie dedykowanej spółkom technologicznym NewConnect przyspieszy nasz dalszy rozwój. Przez ostatnie trzy lata budowaliśmy naszą markę, zaufanie społeczne i społeczność wokół spółki, dlatego wierzymy, że działając w branży medycznej i sztucznej inteligencji – czyli w branżach, które są mocno odporne na obecnie trwającą recesję – będziemy uzyskiwać wysokie wyceny i tym samym kurs dla inwestorów oraz osób, które nam zaufały – mówi współzałożyciel spółki.

Równolegle z pracami nad rozwiązaniem dla ludzi spółka otwiera się na nowy segment pacjentów – zwierzęta. Obecnie prowadzi rozmowy o współpracy komercyjnej i przygotowuje pilotaże swojego rozwiązania z potencjalnymi partnerami, w tym m.in. liderem rynku Europy Środkowo-Wschodniej w produkcji i dystrybucji leków dla zwierząt. Jednocześnie stara się o grant w wysokości ok. 20 mln zł na dopasowanie technologii do rynku weterynaryjnego i komercjalizację trzech różnych kapsułek dla dużych i małych psów, kotów oraz koni.

Źródło informacji: Newseria

Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Wyzwania w diagnostyce i leczeniu górnego odcinka układu pokarmowego (wątroby, żołądka i trzustki)”, która odbędzie się 28 listopada 2023 r., o godz. 15:00 w formule online.
Uczestnicy debaty:
• prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego,
• prof. Lucjan Wyrwicz, Kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii, Zastępca Dyrektora ds. Lecznictwa Otwartego, Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie,
• Prof. Michał Grąt, Kierownik Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby, Warszawski Uniwersytet Medyczny,
• Prof. Sławomir Mrowiec, Kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii, Przewodu Pokarmowego Wydziału Nauk Medycznych, Śląski Uniwersytet Medyczny w Katowicach

Tematyka spotkania:
• Skala problemu i epidemiologia nowotworów górnego odcinka układu pokarmowego
• Czynniki ryzyka (behawioralne, genetyczne)
• Jak usprawnić proces diagnostyki nowotworów górnego odcinka układu pokarmowego: wątroby, trzustki, żołądka?
• Rola wczesnego rozpoznania i diagnostyki molekularnej? Największe wyzwania.
• Jak leczymy nowotwory wątroby, trzustki i żołądka: stan obecny vs wytyczne i oczekiwania
• Jak poprawić rokowania chorych na nowotwory wątroby, trzustki i żołądka: w Polsce – rekomendacje
Zachęcamy do komentowania i zadawania pytań na żywo.

Zwiększa się liczba zachorowań i zgonów z powodu większości nowotworów przewodu pokarmowego – ostrzega prof. Jarosław Reguła, konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii. Aż trzy tego typu nowotwory należą do najbardziej śmiertelnych.
Nowotwory przewodu pokarmowego są zmorą onkologii. Zachorowalność z ich powodu stale się większa – w Polsce jak i na świecie. Częściej chorujemy na raka jelita grubego, ale wzrasta też liczba przypadków raka wątroby – w USA od lat 80. XX w. zwiększyła się ona aż trzykrotnie. Jednocześnie trzy nowotwory przewodu pokarmowego: rak trzustki, rak pęcherzyka żółciowego oraz wątroby i wewnątrzwątrobowych dróg żółciowych, Amerykańskie Towarzystwo Onkologiczne (ACS) umieściło na liście 10 najbardziej śmiertelnych nowotworów. Prof. Jarosław Reguła: To prawda, zwiększa się liczba zachorowań i zgonów z powodu większości nowotworów przewodu pokarmowego. Dotyczy to szczególnie raka jelita grubego, bo jest on ściśle związany ze stylem życia – niewłaściwym odżywianiem się, brakiem ruchu i otyłością.

PAP: Badania to potwierdzają, czy takie są jedynie przypuszczenia?
J.R.: Tak, badania to potwierdzają, trudniej jest jedynie przekonać ludzi do bardziej zdrowego stylu życia. Łatwiej się żyje, gdy nie musimy się przejmować i przestrzegać pewnych zaleceń. A jeśli nawet mamy jakieś postanowienia, to na ogół bardzo szybko o nich zapominamy.

PAP: A zachorowalność na kolejne nowotwory przewodu pokarmowego rośnie…
J.R.: Niestety, zwiększa się też zachorowalność na raka wątrobowokomórkowego, czyli pierwotnego raka wątroby. Jednym z powodów jest wirusowe zapalenie wątroby, które może doprowadzić do marskości wątroby, a następnie do zmian nowotworowych. Jednak z tymi infekcjami coraz lepiej sobie radzimy. W przypadku wirusowego zapalenia wątroby typu C mamy skuteczne leczenie, z kolei przed wirusowym zapaleniem wątroby typu B chroni szczepienie.

PAP: Skąd zatem ten wciąż utrzymujący się wzrost zachorowań?
J.R.: Narasta otyłość i tzw. zespół metaboliczny oraz choroba stłuszczeniowa wątroby, która też prowadzi do marskości wątroby, a to sprzyja powstawaniu raka wątrobowokomórkowego.

PAP: Najbardziej śmiertelny nowotwór w ocenie Amerykańskiego Towarzystwa Onkologicznego to rak trzustki.
J.R.: Niestety, zachorowalność na ten nowotwór również wyraźnie wzrasta we wszystkich krajach Europy. A jeszcze do niedawna był to raczej rzadki nowotwór.

PAP: Dlaczego u większości pacjentów jest on wyrokiem śmierci?
J.R.: Tak się nadal uważa, bo nie ma czym go leczyć. To znaczy są dostępne terapie, ale ten nowotwór sprytnie się przed nimi broni. Przykładowo z nowszych metod leczenia w onkologii – nieskuteczna okazała się immunoterapia, znakomicie się sprawdzająca w raku płuca czy czerniaku. Mimo to są pacjenci, którzy z rakiem trzustki żyją wiele lat. To nie zawsze jest wyrok śmierci.

PAP: A jak jest z rakiem żołądka?
J.R.: W przeliczeniu na liczbę mieszkańców zachorowań na ten nowotwór jest mniej, i podobnie jest z umieralnością. Jednak bezwględna liczba przypadków raka żołądka wrasta, gdyż zwiększa się liczba ludzi na świecie. 

PAP: Czyli indywidualnie ryzyko zachorowania na raka żołądka jest mniejsze?
J R. : W tym przypadku jest to związane ze spadkiem częstości zakażenia bakterią Helicobacter pylori, która się rozwija w warstwie śluzu wyścielającego wnętrze żołądka człowieka i która jest uznanym czynnikiem ryzyka. Zmiany w tym zakresie są spore. Jeszcze 20 lat temu aż 70 proc. naszych rodaków było zakażonych tą bakterią, a teraz jedynie 20 proc. ludzi młodych – dwudziesto- i trzydziestolatków. Trzeba pamiętać, że im dłużej występuje ta infekcja, tym większe jest ryzyko rozwoju raka żołądka.

PAP: Kiedyś tłumaczono, że zachorowalność na raka żołądka zaczęła spadać wraz z pojawieniem się w naszych domach lodówek.
J.R.: Tak, to prawda. Lodówki zastapiły tradycyjne metody konserwacji żywności, głównie za pomocą soli. Zmniejszyły też znacząco spożycie żywności zawierającej pleśń, która może być rakotwórcza.

PAP: Przejdźmy do raka przełyku. To również jeden z najbardziej śmiertelnych nowotworów. Na liście Amerykańskiego Towarzystwa Onkologicznego znalazł się na czwartym miejscu, tuż przed rakiem wątroby i wewnątrzwątrobowych dróg żółciowych. W USA pięć lat z jednym, jak i z drugim nowotworem od postawienia diagnozy przeżywa zaledwie co piąty pacjent.
J.R.: Trzeba odróżnić dwa główne typy raka przełyku: rak płaskonabłonkowy występujący w górnej części przełyku i rak gruczołowy w jego dolnej części. Ten pierwszy związany jest z paleniem papierosów, nadużywaniem alkoholu i innych używek oraz częstym wypijaniem gorących napojów. Zaczyna jednak przeważać rak gruczołowy, do którego może doprowadzić tzw. przełyk Barretta (powodowany zarzucaniem, tzw. refluksem kwasu żołądkowego do przełyku), a także jest związany z infekcją H. pylori i otyłością.

PAP: Jak jest w Polsce?
J.R.: U nas wciąż dominuje rak płaskonabłonkowy, podobnie jak w krajach azjatyckich.

PAP: Coraz częściej pojawiają się ostrzeżenia, ze rakowi przełyku sprzyja zakażenie wirusem brodawczaka ludzkiego HPV, tym samym, który zwiększa ryzyko raka szyjki macicy u kobiet.
J.R.: Dotyczy on raka płaskonabłonkowego, jak również nowotworów jamy ustnej. Wynika to z tego, że ten sam typ nabłonka znajduje się w drogach rodnych u kobiet, jak i w przełyku.

PAP: Mamy wzrost zachorowań na raka przełyku związanego z tą infekcją? W USA i Europie Zachodniej pojawiły się ostrzeżenia, że sprzyja temu seks oralny?
J.R.: Tak może być. Trzeba jednak pamiętać, że na przykład w Anglii wzrasta zachorowalność na gruczołowego raka przełyku, czyli niezwiązanego z wirusem HPV. I to on zaczyna dominować. W Polsce nadal przeważa rak płaskonabłonkowy przełyku.

PAP: Pojawiły się inne zagrożenia, na przykład COVID-19?
J.R.: Tak, COVID-19 jest nowym wyzwaniem. Dotyczy ono jednak wszystkich chorób nowotworowych, gdyż doszło do opóźnień we wczesnym wykrywaniu nowotworów. To już zaczęliśmy odczuwać, gdyż częściej nowotwory wykrywane są na późniejszym etapie rozwoju., Obawiamy, że może być jeszcze gorzej.

PAP: A sam COVID-19 może być czynnikiem sprzyjającym nowotworom?
J.R.: Raczej nie bezpośrednio, chociaż trwają badania, które mają wyjaśnić czy tzw. long COVID może mieć z tym jakieś związek. Wiemy, że wpływa na wiele narządów i może powodować przewlekłe stany zapalne, a to z kolei może sprzyjać rozwojowi różnego typu nowotworów, nie tylko przewodu pokarmowego. Podobnie zresztą działa otyłość, która rownież powoduje w organizmie przewlekły stan zapalny. Bo to nie jest tylko tak, że się zwiększa w organizmie masa tłuszczu. W tkance tłuszczowej wytwarzane są prozapalne cytokiny stymulujące procesy, które mogą doprowadzić do zmian nowotworowych. To jednak musi być wieloletnia stymulacja.

PAP: Porozmawiajmy jeszcze o jednym zagrożeniu. Czy kamica żółciowa zwiększa ryzyko raka pęcherzyka żółciowego, rownież jednego z najbardziej śmiertelnych nowotworów? Czy należy ją usuwać, jak tylko kamienie zostaną wykryte, a tym bardziej – gdy powodują dolegliwości?
J.R.: Gdy kamica żółciowa powoduje dolegliwości, ataki bólu, to nie ma wątpliwości – trzeba usunąć pęcherzyk żółciowy. Inaczej jest w przypadku pacjentów, którzy nigdy nie mieli ataku kolki żółciowej ani objawów kamicy, poza pobolewaniami i wzdęciami, które zreszta nie muszą być z nią związane.

PAP: W pęcherzyku żółciowym może być kamień czy inaczej – złóg, niepowodujący żadnych dolegliwości?
J.R.: Jak najbardziej. To może być nawet sporych rozmiarów kamień o średnicy 2 cm lub więcej, całkowicie bezobjawowy i to przez wiele lat.

PAP: Co wtedy?
J.R.: Może się rozwijać stan zapalny, który sprzyja powstawaniu różnego rodzaju powikłań, w tym również rozwojowi raka pęcherzyka żółciowego. Przeważa zatem pogląd, że wieloletniej, nawet bezobjawowej kamicy, nie należy tolerować. I lepiej kamień usunąć.

PAP: Jak najszybciej?
J.R.: Z tym nie trzeba się spieszyć, byle nie trwało to kilkanaście lat. Poza tym warto pamiętać, że taka kamica może się odezwać w najmniej odpowiednim dla nas momencie, na przykład podczas wyjazdu za granicę. Może się pojawić kolka żółciowa lub wymagający natychmiastowego zabiegu ropień pęcherzyka żółciowego.

źródło: (PAP) Autor: Zbigniew Wojtasiński