Medicalpress

Dezinformacja zdrowotna może sprawić, że chory na raka trafi do lekarza, kiedy na skuteczne leczenie będzie już za późno. Może też podważyć zaufanie do lekarzy i instytucji publicznych tak bardzo, że ludzie odmówią współpracy nawet w sytuacji realnego zagrożenia z zewnątrz – ostrzegli eksperci.

Rozmawiali o tym w piątek w Warszawie podczas debaty „Diagnoza z algorytmu, terapia z TikToka. Co zrobić z infodemią?”. W spotkaniu wzięli udział prof. Wiesław Jędrzejczak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prof. Dominik Batorski z Uniwersytetu Warszawskiego, Monika Waćkowska-Kabaczyńska z Głównego Inspektoratu Sanitarnego, prezes Stowarzyszenia Pravda Jakub Śliż, reporter Mirosław Wlekły oraz Paweł Nowacki, współzałożyciel Stowarzyszenia Praktyków Transformacji Cyfrowej.

Debata podsumowywała projekt „Snake Oil Nation: Investigating Pseudoscientific Health Practices in Poland”, poświęcony rosnącemu w Polsce rynkowi pseudonaukowych praktyk zdrowotnych. Jego autorzy badali, jak prywatne kliniki, influencerzy i marki sprzedają niepotwierdzone naukowo terapie i produkty oraz jak zdobywają zaufanie odbiorców.

W trakcie spotkania przytoczono dane z raportu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu pokazujące, że od stycznia 2025 r. do maja 2026 r. temat dezinformacji medycznej pojawił się w ponad 32 tys. publikacji w mediach, których łączny zasięg wyniósł ok. 2,6 mld. Na platformach społecznościowych odnotowano ponadto 347 tys. wpisów, które mogły dotrzeć łącznie do odbiorców ok. 850 mln razy. Dane obejmowały zarówno treści dezinformacyjne, jak i materiały je prostujące.

Prof. Dominik Batorski z UW zwrócił uwagę, że spora część dezinformacji medycznej jest motywowana ekonomicznie. W ramach projektu analizowano więc także reklamy produktów okołomedycznych. Jednoznacznie pseudonaukowe treści stanowiły tylko kilka procent z nich, ale osiągały ogromne zasięgi, a część reklam znikała dopiero wtedy, gdy zdążyła już dotrzeć do odbiorców.

Ekspert zauważył jednak, że problem nie ogranicza się do najbardziej oczywistych przykładów pseudonauki. – Mamy całkiem sporą szarą strefę produktów, które są produktami okołomedycznymi i ich stosowanie ma pewne korzyści, ale są reklamowane w sposób, który jest problematyczny – powiedział.

Jak wyjaśnił, chodzi m.in. o obietnice niemające pokrycia w faktach. Na samych platformach należących do Meta badacze znaleźli dziesiątki tysięcy tego typu reklam. Zdaniem prof. Batorskiego jednym ze sposobów walki z dezinformacją powinna być demonetyzacja takich treści. Potrzebna jest też większa odpowiedzialność platform za rozpowszechnianie fałszywych informacji.

Naukowiec podkreślił też, że poszczególne środowiska powinny skuteczniej reagować na pseudonaukowe praktyki we własnych szeregach. Dotyczy to nie tylko lekarzy, ale także mediów, którym – jak zauważył – zdarzało się promować osoby tworzące pseudomedyczne treści.

Jak podkreślił Mirosław Wlekły, który w ramach projektu przygotował reportaż o osobach korzystających z pseudonaukowych terapii, błędem jest przekonanie, że dezinformacji medycznej ulegają wyłącznie osoby słabo wykształcone lub mało krytyczne. Jej promotorzy często są charyzmatyczni i potrafią przekonać do siebie ludzi, którzy szukają pomocy w trudnej sytuacji. Dlatego ofiarą dezinformacji może stać się każdy, zwłaszcza gdy medycyna nie jest w stanie zaoferować mu (lub jego bliskim) prostego i pewnego rozwiązania.

– Te osoby pełnią rolę lekarzy, naukowców, spowiedników, psychologów. Ludzie z problemami zdrowotnymi szukają ratunku gdziekolwiek, a tu znajdują zazwyczaj stuprocentowe odpowiedzi. Nauka jest po prostu skomplikowana i mało w niej odpowiedzi: tak albo nie, białe albo czarne – powiedział.

Jak dodał, wejście w takie środowisko może prowadzić do przyjmowania kolejnych, coraz dalej idących teorii spiskowych. Zauważył, że treści pseudomedyczne często łączą się tam z narracjami prorosyjskimi, antyukraińskimi czy podważającymi zmiany klimatu.

Jakub Śliż ze Stowarzyszenia Pravda zwrócił uwagę na potrzebę przynależności. Wokół alternatywnych terapii tworzą się grupy ludzi, którzy wzajemnie się wspierają i spotykają także poza internetem. Jego zdaniem problem jest przez to niezwykle trudny do pokonania, bo jakakolwiek próba zewnętrznej interwencji może zostać odebrana jako atak i kolejny dowód na to, że „system” ich zwalcza.

Śliż mówił też, że fact-checkerzy są w trudniejszej sytuacji niż dezinformatorzy. Muszą sprawdzać źródła i tłumaczyć złożone zagadnienia, podczas gdy fałszywy przekaz może odwołać się do emocji i błyskawicznie rozprzestrzenić w internecie.

Prof. Wiesław Jędrzejczak wskazał, że pseudonauka często zyskuje wiarygodność dzięki językowi. Proste produkty i praktyki są opisywane za pomocą terminów brzmiących naukowo, co może sprawiać wrażenie, że stoją za nimi wiedza i badania. Jako przykłady podał „wodę modyfikowaną genetycznie” oraz określenie „suplement diety”, które brzmi znacznie bardziej specjalistycznie niż „dodatek do pożywienia”.

Monika Waćkowska-Kabaczyńska z GIS mówiła o ogromnej asymetrii między działaniem dezinformatorów i administracji publicznej. – Influencer może w ciągu 30 sekund nagrać film, puścić go na kanale i on zaczyna żyć, być podawany dalej, robić zasięgi. My każdą informację musimy zweryfikować, ustalić źródło, często skonsultować merytorycznie i prawnie. To zajmuje czas (…), bo za każdą informacją, którą wypuszczamy jako urząd, ktoś bierze odpowiedzialność prawną i służbową – wyjaśniła.

W jej opinii prawdziwe informacje są też przeważnie mniej atrakcyjne. Komunikat, że dowody naukowe nie potwierdzają skuteczności danej terapii, przegrywa emocjonalnie z historią człowieka, który twierdzi, że lekarze nie potrafili mu pomóc, ale zrobiła to określona metoda.

Waćkowska-Kabaczyńska podkreśliła też, że skutki dezinformacji mogą wykraczać daleko poza zakup suplementu. Może ona podważać zaufanie do lekarzy, urzędów i instytucji państwa, a w skrajnym przypadku prowadzić do odmowy współpracy także podczas realnego zagrożenia zewnętrznego.

Dlatego GIS stawia na edukację i budowanie odporności na dezinformację od najmłodszych lat. Prowadzi programy dla uczniów i seniorów, czyli grup szczególnie narażonych na fałszywe informacje.

Waćkowska-Kabaczyńska zwróciła również uwagę na potrzebę uproszczenia języka administracji. – Jeżeli administracja będzie się chowała za bardzo trudnym językiem, nie zbuduje zaufania. Dlatego prosty język jest kluczowy, żeby docierać do ludzi z jasnym przekazem. Musimy szkolić urzędników, bo przez lata nabyte przyzwyczajenie do mówienia ex cathedra i w trzeciej osobie bardzo trudno jest wyplenić – podkreśliła.

Żródło: Nauka w Polsce

Media społecznościowe coraz silniej kształtują sposób, w jaki dzieci i nastolatki postrzegają własny wygląd, zdrowie i codzienne wybory. Zdaniem specjalistów promowany w internecie kult idealnej sylwetki może sprzyjać rozwojowi zaburzeń odżywiania, sięganiu po używki oraz pogorszeniu dobrostanu psychicznego. Eksperci podkreślają, że potrzebna jest nie tylko edukacja zdrowotna w szkołach, ale także większa odpowiedzialność za treści publikowane w przestrzeni cyfrowej.
 
Zdaniem ekspertów media społecznościowe oddziałują na postrzeganie siebie wśród dzieci i młodzieży. Nadmierna ekspozycja na nie i dążenie do osiągnięcia idealnej sylwetki może nasilać skłonność do sięgania po używki czy środki psychoaktywne, jak również rozwój zaburzeń odżywiania. Specjaliści podkreślają, że duży wpływ na wybory żywieniowe młodego pokolenia mają rówieśnicy. Rozwiązaniem może być chociażby obowiązkowa edukacja zdrowotna czy wprowadzenie regulacji dotyczących treści w social mediach.

– Media społecznościowe wpływają na młodzież w zaskakujący sposób. Tworzą idealny kult pięknej sylwetki. Zarówno nastolatka, jak i nastolatek w okresie dojrzewania widzą świetną figurę czy sportowca. Będą chcieli tak samo wyglądać, a nie zwracają uwagi na przykład na cykl biologiczny czy budowę ciała, a każdy może mieć inną – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr inż. Mateusz Gemba, prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Jak wynika z najnowszego raportu „Internet dzieci 2026” opublikowanego przez Instytut Cyfrowego Obywatelstwa, 2,6 mln dzieci w wieku 7–14 lat korzysta z internetu. 55 proc. dzieci regularnie używa największych serwisów społecznościowych lub komunikatorów, mimo że nie są przeznaczone dla ich grupy wiekowej. 

– Nadmierny wpływ mediów na kreowanie wizerunku ciała i wyglądu może wpływać w sposób negatywny. Poprzez szukanie idealnych wzorców młodzież może sięgnąć po używki. Może to być kofeina, która w nadmiernej ilości będzie miała działanie ergogeniczne. Mam tu na myśli napoje energetyzujące pite w celu zwiększenia wydolności podczas treningów i wysiłku fizycznego – podkreśla dr Mateusz Gemba.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Instytutu Badawczego napoje energetyzujące regularnie spożywało 2,1 proc. dzieci w Polsce, natomiast wśród młodzieży w wieku 10–17 lat 35,7 proc. chłopców i 27,4 proc. dziewcząt. Od 1 stycznia 2024 roku w naszym kraju obowiązuje zakaz sprzedaży napojów energetycznych osobom niepełnoletnim.

– W drugim kroku możemy zwrócić uwagę na głodzenie się, na przykład przez dziewczęta, które będą chciały za wszelką cenę zredukować tkankę tłuszczową. Ona szczególnie u osób w okresie dojrzewania może negatywnie wpłynąć na rozwój układu hormonalnego – wyjaśnia ekspert.

Z badania przeprowadzonego w 2021 roku przez Fundację Dajemy Dzieciom Siłę „Wpływ korzystania z social mediów na postrzeganie swojego ciała przez nastolatków” wynika, że 62 proc. nastolatków uważa, że osoby, które są atrakcyjne, mogą z większą łatwością zdobyć popularność. 40 proc. z kolei sądzi, że ładne osoby są o wiele szczęśliwsze, a wśród tych spędzających więcej czasu w social mediach odsetek ten jest jeszcze wyższy (53 proc.).

– Powinny istnieć ograniczenia idealnego wizerunku w mediach społecznościowych, jednakże uważam, że to bardzo trudne do zrealizowania. Teraz mamy możliwość publikowania treści, jakie kto chce i nie ma znaczenia, kto co udostępnia. Mogą to być kanały prywatne, nie muszą być to takie, które polegają na kreowaniu treści bardziej zawodowych, gdzie pokazujemy swoją sylwetkę. Niemniej jednak uważam, że w przyszłości mogłoby to poprawić dobrostan psychiczny młodzieży – zaznacza dr Mateusz Gemba.

Z raportu „Internet dzieci 2026” wynika, że korzystanie z serwisów społecznościowych, obejmujących platformy umożliwiające tworzenie profili, publikację treści oraz interakcje między użytkownikami, stanowi centralny element aktywności cyfrowej dzieci. Średni dzienny czas korzystania wynosi 2 godziny i 33 minuty, co jest wynikiem znacząco wyższym niż w całej populacji (1 godzina i 33 minuty).

– Obserwujemy wpływ mediów społecznościowych na młodzież, po pierwsze, zaburzony dobrostan psychiczny. Coraz więcej młodzieży zmaga się z problemami, mam tu na myśli depresję, zaburzenie regulacji rytmu dnia, zaburzenia snu i odżywiania. To już nie tylko anoreksja, bulimia, ale również może być to kompulsywne objadanie się w dzień czy w nocy – tłumaczy prorektor ds. jakości kształcenia i dydaktyki w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Badanie FDDS pokazuje, że obawa przed otyłością była jednym z częściej wyrażanych lęków związanych z własnym wyglądem. Aż 40 proc. dziewcząt martwiło się tym, że mogłoby przytyć. Obawę tę wyraża znacznie mniej chłopców (26 proc.).

– Problemy zaburzeń odżywiania w latach 90. były bardzo nasilone. Obecnie obserwujemy je ponownie, niemniej jednak to już są łączone zaburzenia odżywiania i mamy ich znacznie więcej. Ponadto kult supersylwetki sprawia, że młodzież sięga po różnego rodzaju środki odurzające. One poprzez zmniejszenie łaknienia przyczyniają się do rozwoju zaburzeń odżywiania – wyjaśnia dr Mateusz Gemba.

– Przeprowadzona przeze mnie ankieta dotycząca wpływu emocji na wybory żywieniowe dzieci i młodzieży w wieku 8–18 lat pokazała, że 3/4 osób ankietowanych uważa, że właśnie emocje wpływają na to, co oni jedzą. Główną emocją, która powoduje, że osoby ankietowane sięgają po pokarmy, jest nuda. Ona powoduje, że nasze kroki kierujemy do lodówki i spożywamy większe ilości jedzenia – podkreśla Anna Pawlak, wykładowca w Warszawskiej Akademii Medyczno-Technicznej Nauk Stosowanych.

Ankietowani uważają również, że sport jest najlepszym rozwiązaniem, które będzie pozwalało zniwelować negatywne emocje i dzięki temu przeciwdziałać kierowaniu się w stronę jedzenia. 

– To, co jeszcze wyszło istotnego, to na pewno to, że dzieci też bardzo często starają się rozmawiać z rówieśnikami czy też z rodzicami na temat swoich emocji i tego, jak się czują. Bardzo istotnym pytaniem było też to, czy reklama, influencerzy i rówieśnicy wpływają na wybory żywieniowe. Okazało się, że największy wpływ mają rówieśnicy. Niestety oni powodują, że ankietowane osoby wybierały produkty głównie niezdrowe, takie jak napoje energetyzujące, chipsy czy inne popularne produkty promowane przez influencerów – wyjaśnia Anna Pawlak.

– Młode pokolenie niestety nadal nie jest odpowiednio i w pełni wyedukowane, jeśli chodzi o zdrowie i o nawyki żywieniowe. Pracujemy nad tym, mamy chociażby edukację zdrowotną. Natomiast edukując w social mediach, sam widzę, że jednak wiedza jeszcze nie jest na odpowiednim poziomie – mówi Mateusz Szałajko, dietetyk.

Raport „Wybory żywieniowe dzieci i młodzieży – co na nie wpływa?” przygotowany przez firmę Nestlé Polska, Polski Związek Lekkiej Atletyki oraz Akademię Wychowania Fizycznego Józefa Piłsudskiego w Warszawie pokazuje, że wraz z wiekiem regularność spożywania posiłków stopniowo spada, a styl życia dzieci staje się bardziej zróżnicowany. Młodsze dzieci (9–10 lat) zwykle jedzą śniadanie w domu, zabierają drugie śniadanie do szkoły i mają posiłki przygotowywane przez rodziców. 

U starszych uczniów (11–12 lat) ta systematyczność jest mniejsza. Częściej pomijają oni śniadanie w domu, a także rezygnują z regularnego spożywania obiadu w szkole. Ponadto bardziej samodzielnie decydują o tym, co jedzą, a to przekłada się na wybieranie mniej wartościowych przekąsek. 

– Młodzi ludzie potrzebują wiedzy chociażby z zakresu prawidłowego żywienia. Widzę, że w social mediach jest ona na trochę niższym poziomie, a sam jestem na platformach takich jak Instagram czy TikTok, gdzie jest powielane wiele mitów żywieniowych. Nad tym obszarem warto więc pracować – uważa Mateusz Szałajko.

Od roku szkolnego 2026/2027 edukacja zdrowotna będzie przedmiotem obowiązkowym w klasach od IV do VIII szkoły podstawowej oraz przez dwa lata w szkołach ponadpodstawowych. Obowiązkowe będą takie działy jak m.in. higiena cyfrowa, odżywianie, profilaktyka uzależnień czy też zdrowie psychiczne, fizyczne i społeczne.

– Edukacja zdrowotna będzie wsparciem do pozyskania wiedzy przez młodych ludzi. Jej brak, szczególnie tej żywieniowej, skutkuje tym, że trudno im oddzielić żywieniowe fakty od mitów, których mamy niestety dosyć sporo w social mediach. A mając taką bazę, są w stanie stwierdzić, czy dane treści są zgodne z aktualną wiedzą naukową – podkreśla dietetyk.

Źródło: Newseria