Medicalpress

Rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Przy wczesnym wykryciu możliwości skutecznego leczenia są większe, m.in. dzięki odpowiedniej intensyfikacji leczenia okołooperacyjnego – zarówno przed operacją, jak i po niej, szczególnie u pacjentek z wyższym ryzykiem nawrotu choroby. Lekarze i organizacje pacjenckie na różne sposoby chcą promować badania piersi, ale też wskazywać na rolę solidarności kobiet w tej chorobie. Taki m.in. jest cel biegu Race for the Cure, który w niedzielę 20 września odbył się w Gdańsku.

– Profilaktyka jest niezmiennie ważnym elementem, który został zaniedbany przez wiele lat. To spowodowało, że dzisiaj w ramach programu profilaktycznej mammografii, przeznaczonego dla kobiet między 45. a 74. rokiem życia, zgłasza się tylko 32 proc. uprawnionych kobiet. To zdecydowanie za mało. Nie pozwoli nam to leczyć pacjentek z sukcesem. Oznacza to, że coraz częściej będziemy rozpoznawali nowotwory zaawansowane, co generuje duże koszty finansowe dla całego systemu, ale też utratę stabilizacji zdrowia osoby, u której zdiagnozowano chorobę. Aby móc realnie powiedzieć, że w Polsce potrafimy walczyć z nowotworem piersi, potrzebujemy zgłaszalności na poziomie 60–70 proc. Niestety w tym zakresie musimy bardzo mocno gonić Europę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Magdalena Kardynał, prezeska Fundacji OmeaLife, organizatora polskiej edycji Race for the Cure.

Według ostatnich danych Krajowego Rejestru Nowotworów dotyczących 2023 roku rak piersi jest najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Odnotowano wówczas 21,7 tys. nowych zachorowań – 22,6 proc. wszystkich nowych przypadków nowotworów złośliwych wśród kobiet. Z raportu OECD i Komisji Europejskiej „EU Country Cancer Profile: Poland 2025” wynika z kolei, że pięcioletnia przeżywalność w przypadku raka piersi u osób zdiagnozowanych w latach 2015–2019 wynosiła w Polsce 80 proc.

– Rak piersi jest nowotworem wyleczalnym, pod warunkiem że zostanie zdiagnozowany na etapie jego niskiego rozrostu. To też powoduje, że sama opieka onkologiczna, cały proces terapeutyczny jest zdecydowanie krótszy. Niejednokrotnie nasze pacjentki mają leczenie celowane, które odpowiada na najmniejsze drobiazgi dotyczące biologii tego nowotworu. Terapie te mają za zadanie uderzyć w konkretny moment agresywności tkanki nowotworowej, żeby móc realnie zareagować na zachorowanie, ale też spowodować, że proces nowotworzenia nie będzie kontynuowany po zakończeniu terapii pacjentki – wyjaśnia Magdalena Kardynał.

O wyborze leczenia decydują m.in. stopień zaawansowania choroby i biologia nowotworu. Lekarze biorą pod uwagę obecność receptorów hormonalnych, status HER2 oraz określone zmiany genetyczne. Na tej podstawie mogą dobrać leczenie ukierunkowane na konkretne mechanizmy związane z rozwojem nowotworu. W przypadku wczesnego raka HER2-dodatniego istotne znaczenie ma także ocena zajęcia węzłów chłonnych. U pacjentek z wyższym ryzykiem nawrotu ważnym elementem leczenia jest odpowiednia intensyfikacja terapii również po operacji.

Wyróżnia się cztery podstawowe podtypy biologiczne raka piersi. Przy ich określaniu bada się m.in. obecność receptorów hormonalnych – estrogenowego (ER) i progesteronowego (PgR) – oraz obecność białka HER2, które może występować w nadmiarze na powierzchni komórek nowotworowych. Status HER2 jest jednym z czynników branych pod uwagę przy kwalifikacji do leczenia celowanego. Nadmierna aktywność tego receptora sprzyja niekontrolowanemu wzrostowi komórek nowotworowych. Zanim pojawiły się terapie anty-HER2, rokowanie w tej grupie chorych było znacznie gorsze.

– Nowotwory HER2-dodatnie należą do agresywniejszych biologicznie postaci raka piersi. To paradoks, że jedna z najagresywniejszych postaci raka jest najlepiej zrozumiana. Dzisiaj mamy do dyspozycji leki, które łączą dwa w jednym i podawane są podskórnie. Tą drogą powinniśmy pójść, bo to zwalnia miejsce dla nowych chorych, którzy rozpoczynają proces diagnostyczny i przechodzą do tego trudniejszego procesu terapeutycznego. Tam, gdzie możemy zastosować tę innowację, powinniśmy ją uruchomić – przekonuje prezeska Fundacji OmeaLife.

Dla pacjentek z rakiem piersi, w zależności od typu nowotworu, dostępne są m.in. terapie anty-HER2, hormonoterapia, inne terapie celowane oraz immunoterapia. W przypadku wczesnego raka HER2-dodatniego szczególne znaczenie ma kontynuacja odpowiednio intensywnego leczenia po operacji, zwłaszcza u pacjentek z zajętymi węzłami chłonnymi. 

– Z gabinetu lekarskiego powinna wyjść informacja o możliwościach terapeutycznych, jakie daje nam państwo. Jeżeli ono nie zabezpiecza wszystkich potrzeb terapeutycznych, to z gabinetu lekarskiego powinna wychodzić informacja o badaniach klinicznych, o niezarejestrowanych w Polsce czy niewprowadzonych do refundacji cząsteczkach, które miałyby być dedykowane do danego podtypu raka – podkreśla ekspertka. – To nie pacjent powinien wiedzieć, jakie mamy terapie i możliwości w kraju. To lekarz jest zobowiązany do tego, żeby zaproponować mu najlepszą formę podania, która jest omówiona z pacjentem i dopasowana do jego stylu życia i do tego, jak ta choroba będzie przebiegała w długim okresie. Jakość życia ma ogromne znaczenie. Chodzi o to, żebyśmy jak najkrócej pozostawali w ośrodkach terapeutycznych.

Magdalena Kardynał zwraca uwagę, że równie istotną rolę w procesie terapeutycznym odgrywa także wsparcie ze strony specjalistów, innych pacjentek i całej społeczności kobiet.

– Realizujemy bardzo dużo ciekawych programów przeznaczonych dla kobiet z rakiem piersi, które mają spowodować, że one będą coraz lepiej się czuły same ze sobą w tej chorobie i po jej zakończeniu. Chcemy spowodować, żeby one nie czuły się osamotnione i nie musiały rezygnować ze swoich ról społecznych, dlatego chociażby w fundacji mamy tak zwany Różowy Plan B, którym będziemy przywracać pacjentki z powrotem do życia społecznego i aktywizacji zawodowej – mówi. – Pacjentki po diagnozie nie pozostają w systemie same, do tego są stworzone Breast Cancer Units, gdzie kobiety spotykają na swojej ścieżce terapeutycznej ekspertów z zakresu leczenia raka piersi.

Na problematykę profilaktyki raka piersi i potrzeby wsparcia kobiet po diagnozie zwraca uwagę inicjatywa Race for the Cure, czyli impreza marszowo-biegowa. W wydarzeniu biorą udział także ich bliscy oraz osoby, które chcą okazać solidarność z chorymi. Zebrane środki wspierają działania organizacji zajmujących się rakiem piersi. Race for the Cure odbywa się w wielu krajach Europy. W Polsce odbyło się 20 września w Gdańsku.

– To międzynarodowe wydarzenie charytatywne ma przede wszystkim pokazać, że solidaryzujemy się z tymi kobietami, że po usłyszeniu diagnozy nie pozostają z tym problemem same – mówi prezeska Fundacji OmeaLife. – Race for the Cure łączy dwie płaszczyzny: kobiety, które usłyszały diagnozę raka piersi, oraz całe rodziny, społeczeństwo, przyjaciół, którzy solidaryzują się z kobietami, ale też niosą energię, dobre emocje pozwalające na to, żeby tej kobiecie łatwiej było przejść przez leczenie onkologiczne.

Polska onkologia zyskuje dostęp do kolejnych metod leczenia. W 2025 roku refundacją objęto 152 innowacyjne terapie, w tym 63 cząsteczko-wskazania onkologiczne – wynika ze sprawozdania z realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Jednocześnie, jak wskazują onkolodzy, o ile odsetek wyleczalności nowotworów rośnie, o tyle nie wszystkie rozwiązania rozwijane z myślą o poprawie skuteczności ich leczenia spełniają pokładane w nich nadzieje. 

– Nie wszystkie nowotwory udaje się wyleczyć nowymi terapiami, co nie oznacza, że nie ma postępu, bo ten jest ogromny. Onkologia rozwija się małymi krokami, ale one właśnie tworzą bardzo duży postęp. Zaczynałem swoją ścieżkę zawodową w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i od tego czasu odsetek wyleczeń jest co najmniej dwukrotnie wyższy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – W tej chwili to jest ok. 60 proc., w momencie kiedy ja zaczynałem moją zawodową karierę było 25–30 proc.

Nowotwory złośliwe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce i są drugą najczęstszą przyczyną zgonów wśród dorosłych mieszkańców kraju. Każdego roku rozpoznaje się ponad 180 tys. nowych przypadków nowotworów złośliwych, a liczba zgonów przekracza 100 tys. rocznie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa oraz wydłużaniem długości życia prognozuje się dalszy wzrost liczby zachorowań onkologicznych w kolejnych dekadach – wskazuje raport CMKP „Wiedza, postawy i zachowania Polaków w zakresie profilaktyki onkologicznej”.

– Jest duża nadzieja, że ten postęp będzie kontynuowany, w związku z czym będzie coraz mniej nowotworów, wobec których jesteśmy bezradni – wskazuje prof. Jacek Jassem. – Niestety nadal są nowotwory, w których nie ma żadnej skutecznej terapii, oczywiście mówimy o chorobie rozsianej, bo we wczesnych stadiach zawsze mamy do czynienia z chirurgią czy radioterapią, która pozwala osiągnąć wyleczenie. Ale są nowotwory, które w stadium rozsiewu właściwie rokują beznadziejnie. Takim nowotworem jest np. rak trzustki, chociaż i tu pojawiło się światełko w tunelu. Na tegorocznym Kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej pokazano lek celowany, który działa również w tym nowotworze.

Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, do głównych metod leczenia nowotworów należą chirurgia, chemioterapia, radioterapia, immunoterapia, terapia celowana, leczenie hormonalne, przeszczep komórek macierzystych oraz opieka paliatywna. Rodzaj leczenia zależy od typu i stadium nowotworu oraz ogólnego stanu zdrowia. Prof. dr hab. Jacek Jassem wskazuje, że nie wszystkie opcje terapeutyczne, które były rozwijane w ostatnich latach, okazywały się skuteczne.

– Jednym z rozczarowań jest eskalowanie dawki leków cytotoksycznych, czyli chemioterapii. Wydawało się, że w ten sposób można będzie pokonać barierę oporności nowotworów, ale to się nie udało z wielu powodów. Drugim rozczarowaniem są tzw. terapie antyangiogenne. Nowotwór szybko rośnie i potrzebuje własnego unaczynienia, a te leki hamują powstawanie naczyń krwionośnych. Wydawało się, że to proste działanie – aczkolwiek jego mechanizm jest bardzo skomplikowany – pozwoli, mówiąc kolokwialnie, zagłodzić nowotwór. Bardzo wiele było nadziei z tym związanych. Pierwsze doniesienia, badania na zwierzętach i doświadczenia na ludziach były bardzo zachęcające, ale właściwie ta metoda przestała się rozwijać. Leki antyangiogenne są nadal stosowane, ale nie przyniosły tak dużego postępu, jakiego się spodziewaliśmy – mówi profesor z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wśród obszarów, które nie przyniosły dotąd oczekiwanego przełomu, wymienia również terapie genowe i szczepionki przeciwnowotworowe. Oba te obszary są jednak intensywnie rozwijane w medycynie.

– Szczepionki świetnie działają w zapobieganiu chorobom zakaźnym. Nowotwór jest antygenowo różny od zdrowych komórek, więc można było się spodziewać, że podobny mechanizm zostanie tu uruchomiony. Jednak według mojej wiedzy weszła do użycia jedna szczepionka przeciwnowotworowa, która zresztą też nie jest stosowana, ponieważ dotyczyła raka gruczołu krokowego, gdzie pojawiły się skuteczniejsze, tańsze i mniej toksyczne leki. Ale szczepionki nowotworowe to jest też obszar bardzo intensywnie badany i mam nadzieję, że kiedyś usłyszymy o lekach w ten sposób działających, które wejdą do praktyki klinicznej – mówi prof. Jacek Jassem.

W tegorocznej edycji raportu „Diagnoza zmian w opiece onkologicznej i hematologicznej 2025”, przygotowanej przez zespół All.Can Polska przy udziale szerokiego grona ekspertów, wskazano, że system opieki onkologicznej zmaga się z opóźnieniami w diagnostyce, brakami kadrowymi i niedofinansowaniem procedur, które hamują pełne wykorzystanie potencjału nowych terapii. Rok 2025 przyniósł istotne ulepszenia: poszerzono katalog refundowanych badań, zaplanowano inwestycje w sprzęt, dopracowano koncepcje organizacyjne Lung Cancer Units, czyli ośrodków wyspecjalizowanych w leczeniu raka płuca. Wśród najpilniejszych wyzwań eksperci wymieniają potrzebę szybszej diagnostyki, dostępu do pełnego profilowania genomowego każdego pacjenta, odnowę systemu akredytacji laboratoriów oraz wyszkolenia nowego pokolenia diagnostów.

Źródło: Newseria

O przełomie w leczeniu miastenii, możliwościach, jakie dają terapie celowane oraz o tym, dlaczego ich formalna dostępność nie zawsze oznacza realny dostęp dla pacjenta i co powinno się wydarzyć, by ta niekorzystna dla chorych sytuacja uległa zmianie mówi prof. Konrad Rejdak, kierujący Klinicznym Oddziałem Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego Nr 4 w Lublinie, past prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Zdaniem eksperta polski program lekowy był ogromnym krokiem naprzód, jednak doświadczenia z jego realizacją pokazują, że potrzebne są bardziej elastyczne kryteria kwalifikacji oraz stabilne finansowanie leczenia.

Panie Profesorze, jak bardzo w ostatnich latach zmieniło się leczenie miastenii?

Jesteśmy świadkami ogromnego postępu w terapii miastenii gravis – choroby rzadkiej, choć, jak pokazują najnowsze dane, prawdopodobnie częstszej niż dotychczas sądzono. To jedna z najlepiej poznanych chorób autoimmunologicznych pod względem mechanizmu powstawania, jednak przez wiele lat możliwości terapeutyczne pozostawały ograniczone. Największym wyzwaniem byli pacjenci, którzy nie odpowiadali na standardowe leczenie lub źle je tolerowali. U chorych z wysoką aktywnością choroby oznaczało to nie tylko znaczne i długotrwałe ograniczenie sprawności, ale w najcięższych przypadkach także ryzyko stanów bezpośredniego zagrożenia życia. Dziś mamy do dyspozycji terapie celowane, które selektywnie wpływają na mechanizmy odpowiedzialne za rozwój i zaostrzenia choroby. Pozwalają one stosunkowo szybko ograniczyć objawy, a tym samym dają możliwość bardziej skutecznego i spersonalizowanego leczenia. Co równie ważne, ich profil bezpieczeństwa jest korzystniejszy niż w przypadku wielu klasycznych terapii immunosupresyjnych. Ma to szczególne znaczenie, ponieważ dotychczasowe standardowe leczenie – przede wszystkim steroidy i inne leki immunosupresyjne – wiąże się z istotnym ryzykiem działań niepożądanych. Dodatkowo efekt tych terapii często pojawia się z opóźnieniem, po wielu miesiącach przyjmowania leków, podczas gdy wraz z długotrwałym stosowaniem narasta ryzyko powikłań. Oczywiście część pacjentów dobrze odpowiada na klasyczne leczenie, przy nawet umiarkowanych dawkach, i może dzięki niemu dobrze funkcjonować. Największy problem dotyczy jednak chorych, którzy tych terapii nie tolerują lub nie uzyskują na nie odpowiedniej odpowiedzi i mają utrzymującą się wysoką aktywność choroby. To znacznie mniejsza część chorych i dla nich dostępne powinny być nowoczesne terapie.

Jaki powinien być dziś cel leczenia miastenii? Czy wystarczy zapobieganie przełomom miastenicznym i hospitalizacjom?

Celem leczenia miastenii powinno być uzyskanie długotrwałej, możliwie pełnej remisji choroby. Chodzi o takie zahamowanie mechanizmów odpowiedzialnych za jej rozwój, aby nie dochodziło do trwałych zmian w obrębie mięśni. Nie powinniśmy więc ograniczać celu terapii wyłącznie do zapobiegania przełomom miastenicznym czy hospitalizacjom. Powinniśmy dążyć do jak najlepszej kontroli choroby, zachowania sprawności i umożliwienia pacjentowi możliwie normalnego funkcjonowania. Dla wielu osób oznacza to odzyskanie niezależności, możliwość funkcjonowania społecznego, a nawet zawodowego.

W Polsce, od kilku lat mamy już dostęp do kilku nowoczesnych terapii miastenii, a w ostatnim czasie nawet się on poszerzył w ramach programu lekowego. Czy oznacza to, że dostęp pacjentów do innowacyjnego leczenia jest zadowalający?

Wprowadzenie programu lekowego było ogromnym postępem i bardzo ważnym krokiem dla pacjentów z miastenią. Praktyka pokazuje jednak, że obecne kryteria stosowania nowoczesnych terapii są zdecydowanie zbyt restrykcyjne (nie związane z zapisami rejestracyjnymi leków). Sama obecność leku w programie nie oznacza jeszcze, że możemy zastosować go wtedy, kiedy z klinicznego punktu widzenia byłoby to najbardziej uzasadnione. Problemem jest przede wszystkim konieczność przechodzenia przez kolejne linie leczenia, często przez długi czas, a w niektórych sytuacjach także wymóg wystąpienia przełomu miastenicznego, czyli stanu bezpośredniego zagrożenia życia. To oznacza, że w części przypadków musimy czekać z zastosowaniem skutecznej terapii do momentu, w którym ryzyko dla pacjenta jest już bardzo duże.

Są też grupy chorych, którzy nie mieszczą się w obecnych kryteriach. Dotyczy to na przykład pacjentów, u których choroba od początku ma bardzo gwałtowny przebieg. Może dojść u nich do niewydolności oddechowej i niedowładów kończyn, zanim zdążą przejść przez wszystkie wymagane etapy terapii. W takich sytuacjach nie możemy pozwolić sobie na spokojne czekanie i klasyczną, wieloetapową eskalację leczenia. Następną grupę stanowią pacjenci, którzy przeszli kolejne linie terapii, ale nadal nie uzyskują pełnej poprawy. Nie dochodzi u nich do przełomu miastenicznego, więc formalnie mogą nie spełniać kryteriów włączenia do nowoczesnego leczenia, a jednocześnie przez długi czas pozostają z objawami, które istotnie ograniczają ich codzienne funkcjonowanie.

Czy oznacza to, że należałoby odejść od bardzo sztywnej sekwencyjności leczenia na rzecz większej indywidualizacji?

Sekwencyjność leczenia jest elementem obowiązującego schematu terapeutycznego, ale powinna być uzupełniona o możliwość bardziej elastycznego postępowania w szczególnych sytuacjach klinicznych. Lekarz musi mieć przestrzeń do tego, aby wyprzedzić fakty i zareagować zanim dojdzie do ciężkiego zaostrzenia czy stanu zagrożenia życia. Nie chodzi o całkowite zniesienie zasad czy odejście od uporządkowanej ścieżki leczenia, ale o szerszą możliwość doboru terapii u pacjentów, których przebieg choroby jest gwałtowny lub nieprzewidywalny.

Jak Polska wypada pod tym względem na tle innych krajów europejskich?

W zdecydowanej większości krajów kryteria dostępu do nowoczesnych terapii nie są aż tak rygorystyczne jak w Polsce. Po nowoczesne leki można sięgnąć u pacjentów z wysoką aktywnością choroby czy zaostrzeniami, bez konieczności przechodzenia przez tak ściśle określoną sekwencję leczenia. Dobrym punktem odniesienia w naszym regionie jest Rumunia, gdzie kryteria włączenia do leczenia efgartigimodem są mniej restrykcyjne, nie ma wymogu wcześniejszego zastosowania rytuksymabu, a terapia ta funkcjonuje w systemie aptecznym, a więc poza ograniczeniami budżetu szpitalnego. Dane wskazują, że w kolejnych latach liczba pacjentów leczonych tam efgartigimodem może być około trzykrotnie większa niż w Polsce. To pokazuje, jak duże znaczenie ma nie tylko sama refundacja leku, ale również sposób skonstruowania kryteriów kwalifikacji i organizacji finansowania. Jeżeli lekarz może wcześniej zastosować nowoczesną terapię u pacjenta z dużą aktywnością choroby, realny dostęp do leczenia jest po prostu większy. W miastenii ma to szczególne znaczenie, ponieważ przebieg choroby bywa nieprzewidywalny. Jak wspomniałem – nie zawsze możemy, a nawet nie powinniśmy czekać i przechodzić kolejno przez wszystkie etapy terapii. Powinniśmy za to mieć możliwość wcześniejszej interwencji i, jak już mówiłem, wyprzedzenia faktów, zanim dojdzie do ciężkiego zaostrzenia czy stanu zagrożenia życia.

Co z punktu widzenia pacjenta oznacza zbyt późne zastosowanie skutecznej terapii?

Miastenia jest chorobą wysoce nieprzewidywalną, bardzo zmienną i może wiązać się z bezpośrednim zagrożeniem życia. Ale może też oznaczać długotrwałą niezdolność do wykonywania podstawowych funkcji, realizowania zawodu czy po prostu normalnego życia codziennego. Choroba sprawia, że pacjent może mieć problemy z takimi czynnościami jak czesanie się, mycie zębów czy jedzenie. Do tego dochodzi ryzyko utrwalania się zmian strukturalnych w mięśniach. Dlatego nie powinniśmy czekać z zastosowaniem skutecznego leczenia aż do momentu wystąpienia nieodwracalnych zmian czy krytycznego zaostrzenia.

Czy problemem jest też liczba i rozmieszczenie ośrodków realizujących program lekowy?

Myślę, że w tym momencie nie jest to największy problem. Wiele ośrodków zgłosiło się do realizacji programu i jest przygotowanych do prowadzenia nowoczesnych terapii. Barierą pozostają przede wszystkim restrykcyjne kryteria kwalifikacji, które ograniczają liczbę pacjentów mogących skorzystać z leczenia. Drugim istotnym wyzwaniem jest finansowanie. Nowoczesne terapie są kosztowne, a brak pewności co do ciągłości finansowania może zniechęcać ośrodki do rozpoczynania leczenia, szczególnie te mniejsze, funkcjonujące w bardziej rygorystycznych warunkach budżetowych. To może tłumaczyć niewielką skalę realizacji programu. Ośrodek, który kwalifikuje pacjenta do terapii, musi mieć pewność, że będzie w stanie zapewnić jej bezpieczną i nieprzerwaną kontynuację.

Co powiedziałby Pan dziś osobom, które odpowiadają za dalszy kształt programu leczenia miastenii?

Po pierwszych doświadczeniach z realizacją programu na pewno wskazane jest jego zmodyfikowanie i złagodzenie kryteriów kwalifikacji pacjentów. Jednocześnie należy uspokoić, że nie musi się to wiązać z nagłym, niekontrolowanym przyrostem liczby leczonych chorych. Pacjenci mogą rozpocząć terapię, a następnie – po uzyskaniu wyraźnej remisji – ją zakończyć lub przerwać. Przede wszystkim ważna jest szybka dostępność leczenia dla tych osób, u których choroba ma bardzo znaczącą aktywność. Warto przy tym podkreślić, że analizując koszt nowoczesnego leczenia, powinniśmy patrzeć szerzej niż tylko na cenę leku. Koszty wtórne i pośrednie miastenii są bardzo wysokie. W miastenii mamy dwa piki zachorowań. Pierwszy dotyczy ludzi młodych, w przeważającej liczbie kobiet. Są to osoby aktywne, często pracujące zawodowo, więc niekontrolowana choroba może oznaczać wyłączenie z normalnego życia i aktywności zawodowej. Na drugim biegunie mamy osoby w wieku podeszłym, gdzie udział płci jest bardziej wyrównany lub przeważają mężczyźni. To często pacjenci z wielochorobowością, obciążeni innymi problemami zdrowotnymi. Miastenia może bardzo szybko skomplikować ich stan, prowadząc chociażby do zapalenia płuc przy niewydolności oddechowej, a także do urazów czy złamań związanych z osłabieniem mięśni. Są to duże wyzwania terapeutyczne i znaczące koszty dla systemu. Dlatego dziś najważniejsze jest, aby możliwości, które daje nam współczesna medycyna, przekładały się na realny dostęp pacjenta z miastenią do właściwego leczenia we właściwym momencie.

Źródło: inf pras

Pierwszy systematyczny katalog grupy specyficznych receptorów komórkowych, z których dużą część powiązano już wcześniej z chorobami rzadkimi, stworzyli naukowcy z Międzynarodowego Instytutu Biologii Molekularnej i Komórkowej (IIMCB).

Ich praca przeglądowa na ten temat ukazała się na łamach czasopisma „Trends in Cell Biology”.

Dotyczy ona receptorów substratowych ligaz cullin-RING, czyli białek, które pomagają komórce rozpoznawać inne białka przeznaczone do usunięcia lub regulacji.

Prawidłowo działająca komórka stale kontroluje los swoich białek – usuwa te zużyte lub zbędne, ale może też zmieniać ich aktywność, lokalizację albo oddziaływania z innymi cząsteczkami. Ważną rolę odgrywa w tym system ubikwityna-proteasom. Jego enzymy znakują wybrane białka ubikwityną, która działa jak molekularna etykieta. W zależności od rodzaju takiego oznaczenia białko może zostać skierowane do degradacji przez proteasom, czyli komórkową „niszczarkę”, lub zostać poddane innej regulacji. Ligazy cullin–RING stanowią największą rodzinę enzymów E3 typu RING nadających te oznaczenia. O precyzji ich działania decydują receptory substratowe: to one rozpoznają konkretne białka, którymi zajmie się ligaza.

Gdy gen kodujący taki receptor jest zmieniony, precyzyjny system kontroli białek może zacząć działać nieprawidłowo: komórka może usuwać niewłaściwe białka, nie degradować tych, które powinna, lub mieć zakłócone inne procesy kluczowe dla jej funkcjonowania. Dlatego ta jedna mutacja może powodować zaburzenia w rozwoju mózgu, pracy mięśni albo funkcjonowania wielu narządów jednocześnie.

Tego typu mechanizmy mogą leżeć u podłoża części chorób rzadkich.

Naukowcy z IIMCB stworzyli pierwszy systematyczny katalog 267 receptorów substratowych ligaz cullin–RING, z których 93 są już powiązane z chorobami genetycznymi. Przeanalizowali również, jak warianty genów kodujących te receptory mogą przekładać się na objawy chorób.

„Zestawienie to może służyć jako punkt odniesienia w badaniach nad chorobami rzadkimi i systemem ubikwityna–proteasom. Pomaga wskazywać kolejne potencjalne geny chorobowe i interpretować warianty wykrywane u pacjentów. Ułatwia też planowanie badań nad tym, dlaczego różne mutacje w tym samym genie dają odmienne objawy i przebieg choroby. Może także pomóc odtwarzać sieci zależności między receptorami, ich substratami i innymi ligazami, co jest ważne dla zrozumienia, dlaczego komórka czasem kompensuje skutki mutacji, a czasem rozwija się choroba” – skomentowała pierwsza autorka pracy Natalia Szulc, doktorantka w Laboratorium Metabolizmu Białek IIMCB, cytowana w informacji prasowej przesłanej PAP.

Badacze połączyli też dane dotyczące funkcji receptorów, ich ekspresji tkankowej oraz powiązań z różnymi typami chorób. Zwrócili uwagę, że w chorobach związanych z tymi białkami szczególnie często występują objawy neurorozwojowe i nerwowo-mięśniowe, choć większość receptorów substratowych jest wytwarzana w wielu różnych tkankach. Ich analizy wskazują więc, że obrazu choroby nie można wyjaśnić wyłącznie tym, w jakich tkankach funkcjonują te białka. Znaczenie mogą mieć również rozpoznawane przez nie inne cząsteczki (substraty), aktywność genu na poszczególnych etapach rozwoju, szczególna wrażliwość określonych typów komórek, liczba funkcjonalnych kopii genu i związana z nią ilość wytwarzanego białka, a także wpływ konkretnego wariantu na działanie całego kompleksu ligazy cullin-RING.

„W chorobach rzadkich często identyfikujemy wariant w konkretnym genie, ale nie od razu rozumiemy jego konsekwencję biologiczną. Nasza praca pokazuje, że jeśli taki wariant dotyczy receptora substratowego, może on zaburzać rozpoznawanie białek, działanie kompleksu ligazy albo inne procesy komórkowe, ważne dla rozwoju i funkcjonowania organizmu. Dzięki temu łatwiej połączyć zmianę genetyczną z mechanizmem choroby i zrozumieć, dlaczego prowadzi ona do określonych objawów” – wyjaśnił współautor pracy prof. Wojciech Pokrzywa, kierownik Laboratorium Metabolizmu Białek w IIMCB.

Zdaniem naukowców ich praca może być punktem wyjścia do dalszych badań i rozwoju nowych terapii.

„Ukierunkowana degradacja białek jest dziś jednym z ważnych kierunków rozwoju nowych terapii. Choroby rzadkie pokazują, jak precyzyjnie musi działać system ubikwityna–proteasom: zmiana jednego jego elementu może wywołać poważne skutki, ujawniające się tylko w określonych tkankach lub na konkretnych etapach rozwoju” – podkreślił prof. Pokrzywa. Jak dodał, analiza wariantów wykrywanych u pacjentów pozwala lepiej zrozumieć, które cechy receptorów substratowych decydują o działaniu kompleksów cullin-RING, które interakcje z substratami można próbować modulować i gdzie mogą pojawić się ograniczenia dla terapii opartych na ukierunkowanej degradacji białek.

„To cenna wskazówka przy projektowaniu bezpieczniejszych i bardziej precyzyjnych strategii terapeutycznych” – podsumował naukowiec.

Źródło: Nauka w Polsce

Naukowcy z Uniwersytetu Wrocławskiego udowodnili, że można chemicznie „zaprogramować” komórki, aby podnieść skuteczność leków w terapiach celowanych. Opisany przez nich proces powoduje, że lek pobierany jest przez komórkę nowotworową, a nie zdrową.

Rezultaty badań prowadzonych przez zespół prof. Łukasza Opalińskiego z Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Wrocławskiego zostały opisane w czasopiśmie „Journal of American Chemical Society”. Większość prac eksperymentalnych dotyczących tzw. terapii celowanych wykonali pod okiem prof. Opalińskiego bardzo młodzi naukowcy z UWr – doktoranci Aleksandra Chorążewska i Krzysztof Ciura oraz dr Natalia Porębska – podała wrocławska uczelnia.

Wrocławski zespół współpracował z naukowcami z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Goethe University w Frankfurcie.

Do tej pory przyjmowano, że opracowanie skutecznych nowoczesnych terapii celowanych w postaci koniugatów lek-przeciwciało (ADC) oraz lek-białko (PDC) sprowadza się do poszukiwania antygenu o wysokiej ekspresji w guzie i minimalnej w tkance prawidłowej, a następnie wprowadzeniu substancji cytotoksycznej drogą endocytozy. W praktyce znalezienie takiego „celu idealnego” dla terapii celowanych jest bardzo trudne, a dla części nowotworów do tej pory niemożliwe – wskazano w materiale uczelni na temat badań prowadzonych przez wrocławskich naukowców.

Badacze z zespołu prof. Opalińskiego i współpracujący z nim naukowcy udowodnili, że „zamiast szukać unikalnego antygenu, można przejąć kontrolę nad mechanizmem wchłaniania leku – sterując nim równocześnie od zewnątrz, jak i od wnętrza komórki”.

Wykazano, że sterując biologią komórki synchronicznie – z zewnątrz za pomocą geometrii cząsteczki rozpoznającej antygen i od wewnątrz poprzez precyzyjną farmakoterapię inhibitorami – można wprowadzać do terapii onkologicznej cele molekularne, które dotychczas uznawano za nieselektywne lub wręcz „niedostępne dla leków”.

– Może to w przyszłości umożliwić leczenie nowotworów, dla których nowoczesne terapie celowane są dotychczas niedostępne, jak rak trzustki, ze względu na brak specyficznych celów molekularnych – powiedziała cytowana w komunikacie uczelni naukowczyni z Uniwersytetu Wrocławskiego Aleksandra Chorążewska.

Prof. Opaliński podkreślił, że przeniesienie tej technologii do kliniki będzie wymagało dalszych badań. – Jednak zaprezentowane wyniki otwierają niezwykle obiecujący kierunek w rozwoju multimodalnych terapii celowanych – dodał.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Jeszcze kilkanaście lat temu HER2-dodatni rak piersi należał do podtypów kojarzonych z agresywnym przebiegiem i wysokim ryzykiem nawrotu. Dziś jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tego, jak poznanie biologii nowotworu może całkowicie zmienić możliwości leczenia. Trzeci tom serii „Biblioteka Raka Piersi”, przygotowany pod redakcją naukową dr Katarzyny Pogody i dr hab. Barbary Radeckiej, porządkuje wiedzę o diagnostyce i terapii HER2-dodatniego raka piersi, ale jednocześnie opowiada historię jednego z największych sukcesów medycyny precyzyjnej w onkologii.

Historia HER2-dodatniego raka piersi dobrze pokazuje, jak bardzo współczesna onkologia oddaliła się od czasów, gdy o wyborze leczenia decydowała przede wszystkim lokalizacja nowotworu i jego zaawansowanie. Dziś równie istotna jest biologia guza. To właśnie poznanie roli receptora HER2 pozwoliło stworzyć terapie, które z czasem radykalnie zmieniły rokowanie części pacjentek.

Jeszcze stosunkowo niedawno nadmierna ekspresja HER2 oznaczała przede wszystkim bardziej agresywną chorobę. Pojawienie się trastuzumabu rozpoczęło jednak proces, który trwa do dziś. Do leczenia weszły kolejne przeciwciała, podwójna blokada HER2, inhibitory kinazy tyrozynowej i nowoczesne koniugaty przeciwciało–lek. W efekcie podtyp nowotworu, który kiedyś budził szczególny niepokój, stał się jednym z najlepszych przykładów skutecznego wykorzystania leczenia ukierunkowanego molekularnie.

Ten przełom jest głównym tematem książki „HER2-dodatni rak piersi”, trzeciego tomu serii „Biblioteka Raka Piersi”. Publikację przygotowano pod redakcją naukową dr n. med. Katarzyny Pogody z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie oraz dr hab. n. med. Barbary Radeckiej, prof. Uniwersytetu Opolskiego. Recenzję naukową przygotowała prof. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB.

„Historia HER2-dodatniego raka piersi pokazuje, że poznanie biologii nowotworu może realnie przełożyć się na losy pacjentek. Dzięki terapiom celowanym wyraźnie wzrosły szanse na wyleczenie chorych z wczesnym rakiem piersi, a w chorobie uogólnionej możliwe stało się uzyskiwanie wieloletniej kontroli choroby, również u pacjentek z przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego. To ogromny sukces współczesnej onkologii” – podkreśla dr Katarzyna Pogoda.

Nie jest to jednak opowieść wyłącznie o kolejnych lekach. Im więcej skutecznych możliwości terapeutycznych pojawia się w praktyce klinicznej, tym bardziej skomplikowane stają się decyzje o tym, kiedy i u której pacjentki należy zastosować konkretną terapię. Sukces leczenia zależy więc nie tylko od dostępności nowoczesnej cząsteczki, ale również od prawidłowego rozpoznania biologii choroby, dokładnej diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej, oceny zaawansowania, odpowiedniego sekwencjonowania terapii oraz monitorowania jej bezpieczeństwa.

Właśnie tę złożoność ma pokazywać nowa publikacja. Książka prowadzi przez kolejne etapy postępowania z pacjentką, od biologicznych podstaw HER2-dodatniego raka piersi i diagnostyki, przez leczenie przedoperacyjne, chirurgiczne, pooperacyjne i radioterapię, aż po terapię choroby uogólnionej.

Osobne rozdziały poświęcono przeciwciałom monoklonalnym, inhibitorom kinazy tyrozynowej oraz koniugatom przeciwciało–lek. Autorzy zajmują się także przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego, kardiotoksycznością leczenia, terapią starszych pacjentek i aspektami psychologicznymi. Tak skonstruowana publikacja odzwierciedla szerszą zmianę w onkologii piersi. Coraz trudniej bowiem mówić o skutecznym leczeniu bez uwzględnienia współpracy wielu specjalistów.

Wśród autorów znaleźli się między innymi specjaliści NIO-PIB: dr Katarzyna Pogoda, prof. Anna Niwińska, prof. Katarzyna Dobruch-Sobczak, prof. Sebastian Szmit, dr Katarzyna Gepner, dr Mariola Kosowicz i dr Wojciech Olszewski, a także prof. Aleksandra Grela-Wojewoda z krakowskiego oddziału Instytutu. Już sam zakres reprezentowanych dziedzin pokazuje, jak daleko współczesne leczenie raka piersi wykracza poza decyzję o podaniu określonego leku.

Dobrze widać to na przykładzie kardiotoksyczności. Skuteczniejsze leczenie oznacza, że coraz więcej kobiet żyje długo po rozpoznaniu nowotworu, dlatego rośnie znaczenie późnych następstw terapii i bezpieczeństwa wieloletniego leczenia. Podobnie jest z przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego, które przez lata stanowiły szczególnie trudny problem w HER2-dodatnim raku piersi. Współczesne terapie poszerzyły możliwości leczenia także tej grupy chorych.

Złożoność wyborów terapeutycznych sprawia, że samo określenie HER2-dodatniego statusu nowotworu nie wystarcza już do opisania całej ścieżki leczenia. Inaczej wygląda postępowanie w chorobie wczesnej, inaczej w zaawansowanej, a odpowiedź na wcześniejsze leczenie może wpływać na kolejne decyzje. Znaczenie ma również to, jak długo pacjentka pozostawała bez progresji, jakie leczenie otrzymała wcześniej i jakie obciążenia zdrowotne mogą ograniczać zastosowanie określonych terapii.

„Postęp w leczeniu anty-HER2 nie oznacza jedynie pojawiania się kolejnych leków. Kluczowe są również właściwa diagnostyka, dobór terapii do etapu i biologii choroby, ocena odpowiedzi, optymalne sekwencjonowanie oraz świadome zarządzanie bezpieczeństwem. Chciałyśmy, aby książka była praktycznym przewodnikiem po tych coraz bardziej złożonych decyzjach” – mówi dr Pogoda.

To ważne zastrzeżenie, ponieważ rozwój medycyny precyzyjnej ma również swoją drugą stronę. Im więcej dostępnych terapii, tym większa potrzeba prawidłowego wyboru kolejności leczenia i identyfikowania pacjentek, które rzeczywiście odniosą korzyść z konkretnego rozwiązania. Nowoczesna onkologia coraz rzadziej polega na prostym wyborze pomiędzy leczeniem a jego brakiem. Częściej jest sztuką wyboru najlepszego spośród wielu możliwych scenariuszy.

W książce znalazła się również perspektywa samych pacjentek. Nie jest to jedynie uzupełnienie części klinicznej. W przypadku choroby, która dzięki skuteczniejszym terapiom coraz częściej może być kontrolowana przez wiele lat, pytania o jakość życia, skutki uboczne, powrót do codzienności czy funkcjonowanie podczas długotrwałej terapii stają się częścią oceny jej powodzenia.

Trzeci tom „Biblioteki Raka Piersi” kontynuuje serię rozpoczętą publikacjami „Potrójnie ujemny rak piersi” oraz „Rak piersi u młodych chorych”. Tym razem bohaterem jest podtyp choroby, którego historia niemal podręcznikowo ilustruje zmianę myślenia o nowotworach. Biologiczna cecha, która początkowo oznaczała niekorzystne rokowanie, stała się jednocześnie uchwytnym celem terapeutycznym.

Nie oznacza to, że problem HER2-dodatniego raka piersi został rozwiązany. Pozostają pytania o optymalną kolejność terapii, oporność na leczenie, skuteczność w szczególnych grupach chorych czy długoterminowe bezpieczeństwo. Jednak droga od rozpoznania agresywnej biologii nowotworu do możliwości uzyskiwania wieloletniej kontroli choroby pokazuje, jak ogromne znaczenie może mieć konsekwentne przełożenie badań biologicznych na praktykę kliniczną.

Premiera książki podczas Kongresu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej jest więc nie tylko wydarzeniem wydawniczym. To także okazja do podsumowania jednej z najbardziej dynamicznych historii współczesnej onkologii, w której kolejne odkrycia przestały być wyłącznie wiedzą laboratoryjną, a zaczęły przekładać się na konkretne lata życia i szanse na wyleczenie pacjentek.

Źródło: NIO

Włączenie badań z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej do koszyka świadczeń gwarantowanych, kolejne refundacje immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie oraz rosnące znaczenie kompleksowej diagnostyki genetycznej – ostatnie kilkanaście miesięcy przyniosło pacjentom z rakiem płuca wiele istotnych zmian. Nadal jednak najważniejszym wyzwaniem pozostaje wykrywanie choroby na możliwie wczesnym etapie.

Rak płuca jest najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów złośliwych w Polsce. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku odnotowano 21 045 nowych zachorowań oraz 22 155 zgonów z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn i 18,6 proc. wśród kobiet, zajmując pod tym względem pierwsze miejsce w obu grupach.

Światowy Dzień Raka Płuca, obchodzony 1 sierpnia, jest jednak okazją nie tylko do przypomnienia skali problemu, lecz także do podsumowania zmian, które w latach 2025–2026 zaczęły realnie wpływać na możliwości zapobiegania chorobie, jej wykrywania i leczenia.

Program badań przesiewowych raka płuca stał się świadczeniem gwarantowanym

Jedną z najważniejszych zmian, która da nam szanse wykrycia choroby na wczesnym etapie, jest formalne włączenie programu wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej – NDTK – do wykazu świadczeń gwarantowanych. Rozporządzenie Ministra Zdrowia weszło w życie 23 lipca 2026 roku. Umowy z placówkami realizującymi program będą mogły być zawierane na okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października 2026 roku. Oznacza to przejście od czasowego programu pilotażowego do rozwiązania, które ma zostać na stałe wpisane w system publicznej ochrony zdrowia.

Coroczne badanie NDTK będzie przeznaczone przede wszystkim dla osób w wieku 55–74 lat, które paliły lub nadal palą tytoń, mają za sobą co najmniej 20 paczkolat i – jeżeli zaprzestały palenia – zrobiły to nie wcześniej niż 15 lat temu. Program obejmie również osoby w wieku 50–54 lat spełniające kryterium dotyczące palenia, u których występują dodatkowe czynniki ryzyka, takie jak ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu czy spaliny silników Diesla, ekspozycja na radon, POChP, określone wcześniejsze zachorowania onkologiczne albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Znaczenie programu potwierdzają doświadczenia pilotażu. W latach 2021–2023 wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Zidentyfikowano około 13 tys. skategoryzowanych guzków oraz wykryto 330 przypadków raka płuca, z których 219 kwalifikowało się do leczenia operacyjnego.

Wprowadzenie programu badań przesiewowych do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z najważniejszych decyzji dotyczących raka płuca w ostatnich latach. Niskodawkowa tomografia komputerowa pozwala wykrywać niewielkie, bezobjawowe zmiany w momencie, w którym możliwe jest leczenie radykalne. Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka – mówi prof. Maciej Krzakowski, kosultant krajowy onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej w Narodowym Instytucie Onkologii .

Program przesiewowy jest przeznaczony dla osób bez objawów choroby. Krwioplucie, utrzymująca się chrypka, niezamierzona utrata masy ciała lub przewlekły kaszel trwający ponad osiem tygodni wymagają rozpoczęcia zwykłej ścieżki diagnostycznej i nie powinny być powodem kierowania na badanie przesiewowe.

Nowe refundacje – leczenie przesuwa się na coraz wcześniejsze etapy choroby

Lata 2025–2026 były okresem bardzo dynamicznych zmian w programie lekowym leczenia raka płuca. Co istotne, nowe możliwości nie dotyczą już wyłącznie chorych z zaawansowanym, przerzutowym nowotworem. Coraz większą rolę odgrywa leczenie okołooperacyjne, uzupełniające i konsolidujące, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu po leczeniu radykalnym.

W 2025 roku program lekowy rozszerzono między innymi o alektynib w leczeniu uzupełniającym po radykalnej operacji, pembrolizumab w leczeniu okołooperacyjnym oraz ozymertynib w leczeniu konsolidującym. Udostępniono także nowe schematy immunoterapii, w tym skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem oraz możliwość łączenia cemiplimabu z chemioterapią.

W pierwszej połowie 2026 roku do programu wprowadzono następne terapie, w tym tislelizumab, amiwantamab, lazertynib, skojarzenie amiwantamabu z lazertynibem, enkorafenib i binimetynib oraz serplulimab stosowany w drobnokomórkowym raku płuca.

Kolejny istotny pakiet zmian zaczął obowiązywać 1 lipca 2026 roku. Refundacją objęto:

Zmiany te pokazują, że obecnie możliwe jest  stosowanie immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie u chorych z rakiem płuca w każdym stopniu klinicznego zaawansowania. Jednocześnie rośnie liczba leków, które mogą być stosowane u chorych z istotnymi stwierdzono określoną cechę molekularną nowotworu.

Wynik badania molekularnego coraz częściej decyduje o leczeniu

Rak płuca jest jednym z najlepszych przykładów rozwoju onkologii precyzyjnej. Rozpoznanie histopatologiczne i określenie stopnia zaawansowania choroby nie są już wystarczające do podjęcia optymalnej decyzji terapeutycznej. Konieczna jest również ocena między innymi ekspresji PD-L1 oraz obecności określonych zmian molekularnych, które mogą dotyczyć genów EGFR, ALK, ROS1, BRAF, KRAS, MET, RET, NTRK czy HER2.

Od 1 lipca 2025 roku wprowadzono szersze możliwości ambulatoryjnego finansowania badań genetycznych, w tym badań wykorzystujących sekwencjonowanie DNA i RNA metodą NGS, jeżeli diagnostyka jest konieczna do rozpoczęcia leczenia celowanego. Komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczył bezpośrednio przede wszystkim nowotworów BRCA-zależnych oraz wybranych innych rozpoznań, był jednak ważnym krokiem w stronę ograniczania niepotrzebnych hospitalizacji związanych wyłącznie z pobraniem materiału do badania genetycznego.

W przypadku zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca kompleksowa diagnostyka molekularna oparta na NGS powinna być nieodłącznym elementem postępowania przed kwalifikacją do leczenia. Dostęp do nowych leków nie przyniesie oczekiwanej korzyści, jeżeli chory nie otrzyma odpowiednio wcześnie kompletnego wyniku badań pozwalającego wskazać właściwą terapię.

Propozycja cytatu do autoryzacji – dr hab. Magdalena Knetki-Wróblewska: 

Dzisiaj nie leczymy już chorych wyłącznie w oparciu o wynik badania histopatologicznego. Podejmujemy decyzje w oparciu o analizę profilu biomarkerów nowotworu. Dlatego wycinki guza pobrane od chorego muszą zostać wykorzystane racjonalnie, a diagnostyka patomorfologiczna i molekularna powinna być zaplanowana równolegle. Od jej kompletności i czasu wykonania może bezpośrednio zależeć wybór najskuteczniejszej terapii – podsumowuje dr hab. n. med. Magdalena Knetki – Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej i

Wspólne standardy diagnostyki i konsyliów

Postęp nie sprowadza się wyłącznie do nowych badań i leków. Równie ważna jest organizacja całej ścieżki pacjenta. W marcu 2026 roku Krajowy Ośrodek Monitorujący Krajowej Sieci Onkologicznej, działający w Narodowym Instytucie Onkologii, opublikował rekomendacje dotyczące diagnostyki przygotowującej pacjentów z nowotworami płuca i klatki piersiowej do wielodyscyplinarnego konsylium onkologicznego. Przygotowane zostały również ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla pacjentów z niedrobnokomórkowym i drobnokomórkowym rakiem płuca. Zaktualizowane zostały także wytyczne w nowotworach klatki piersiowej opracowywane przez zespół ekspertów pod przewodnictwem prof. dr hab. Macieja Krzakowskiego. Stanowić one będą podstawę, po zaopiniowaniu przez Krajową Radę Onkologiczną, do zmiany kluczowych zaleceń w raku płuca, które publikowane są przez Ministra Zdrowia w drodze obwieszczenia i są istotnym elementem monitorowania jakości w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej .

Celem tych działań jest ujednolicenie standardów postępowania i zapewnienie, aby decyzja terapeutyczna była podejmowana przez wielodyscyplinarny zespół dysponujący kompletem wyników badań obrazowych, patomorfologicznych i molekularnych. Ma to szczególne znaczenie w przypadku raka płuca, w którego leczeniu uczestniczy liczna grupa specjalistów w tym między innymi torakochirurdzy, onkolodzy kliniczni, radioterapeuci, pulmonolodzy, radiolodzy, patomorfolodzy i diagności molekularni – wyjaśnia prosf. Krzakowski.

Badanie przesiewowe nie zastępuje profilaktyki pierwotnej

Pomimo rozwoju diagnostyki i leczenia najskuteczniejszą metodą ograniczania liczby zachorowań pozostaje niepalenie tytoniu i unikanie biernej ekspozycji na dym tytoniowy. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów palenie odpowiada za 80–90 proc. zachorowań na raka płuca u mężczyzn i około 70 proc. u kobiet. 

Dlatego integralnym elementem nowego programu przesiewowego ma być interwencja antynikotynowa prowadzona u wszystkich aktywnych palaczy – niezależnie od wyniku badania NDTK.

Światowy Dzień Raka Płuca przypomina, że skuteczne stawianie czoła wyzwaniu jakim jest rak płuca wymaga połączenia kilku elementów: ograniczania używania tytoniu, badań przesiewowych prowadzonych w grupach wysokiego ryzyka, szybkiej i kompletnej diagnostyki, wielodyscyplinarnego planowania leczenia oraz dostępu do terapii dopasowanych do stadium i biologii choroby.

Źródło: NIO

Rak żołądka w Polsce nadal jest rozpoznawany zbyt późno, a pacjenci nie mają dostępu do części możliwości terapeutycznych rekomendowanych przez międzynarodowe wytyczne. Zmiany w organizacji opieki, szybsza i bardziej rozwinięta diagnostyka molekularna oraz zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii już w pierwszej linii leczenia – to najważniejsze wnioski z raportu „Leczenie chorych z rakiem żołądka. Analiza systemowa i rekomendacje zmian”, opracowanego przez Modern Healthcare Institute.

Raport został opracowany na podstawie debaty ekspertów klinicznych, przedstawicieli administracji publicznej, środowiska naukowego oraz organizacji pacjentów. Zawiera najważniejsze wnioski z dyskusji oraz rekomendacje zmian, które mają poprawić diagnostykę, leczenie i organizację opieki nad pacjentami z rakiem żołądka. Patronat nad tą inicjatywą objęła Federacja Przedsiębiorców Polskich.

Rak żołądka należy do najczęstszych typów nowotworów układu pokarmowego

Autorzy raportu podkreślają, że rak żołądka należy do nowotworów o bardzo niekorzystnym rokowaniu. W Polsce liczba zgonów z jego powodu jest zbliżona do liczby nowych rozpoznań. Według ostatnich opublikowanych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku wykryto 4896 zachorowań, w tym 2974 u mężczyzn i 1922 u kobiet, jednocześnie odnotowano 4531 zgonów, w tym 2942 u mężczyzn i 1649 u kobiet. Choroba często rozwija się skrycie, a pierwsze objawy są niespecyficzne. W efekcie wielu pacjentów trafia do specjalisty dopiero w stadium zaawansowanym lub rozsiewu, kiedy możliwości leczenia radykalnego są już bardzo ograniczone.

Eksperci wskazują, że poprawa wyników leczenia wymaga przede wszystkim skrócenia czasu od pojawienia się pierwszych objawów do postawienia diagnozy oraz zapewnienia pacjentom dostępu do kompleksowej diagnostyki – zarówno patomorfologicznej, jak i molekularnej.

Szybsza diagnostyka szansą na wcześniejsze rozpoczęcie leczenia

Podstawowym badaniem umożliwiającym rozpoznanie raka żołądka pozostaje gastroskopia z pobraniem wycinków do badania histopatologicznego. Eksperci zwracają uwagę, że wciąż zbyt wielu pacjentów trafia na to badanie z opóźnieniem – zarówno ze względu na nieswoisty charakter objawów, jak i ograniczoną dostępność terminów.

– Konieczne jest budowanie takiej ogólnej świadomości i pacjenckiej, i lekarskiej, że z perspektywy onkologicznej nie ma jednej gastroskopii za dużo. Zawsze jest jedna gastroskopia za mało – tłumaczył podczas zorganizowanej w lutym debaty dr n. med. Maciej Kawecki z Kliniki Onkologii i Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii.

Autorzy raportu wskazują, że objawy ze strony układu pokarmowego utrzymujące się przez dłuższy czas powinny skłaniać do szybszej diagnostyki. Poprawy wymaga także organizacja dalszego procesu diagnostycznego, w tym dostępność badań patomorfologicznych i molekularnych.

Diagnostyka biomarkerów warunkiem leczenia precyzyjnego

Rozwój nowoczesnych terapii celowanych i immunoterapii sprawił, że coraz większe znaczenie ma określenie biologicznego profilu nowotworu. W praktyce klinicznej wykorzystuje się już oznaczenia takich biomarkerów jak HER2 czy PD-L1. Pewną nowością jest klaudyna 18.2 (CLDN18.2) – marker tkankowy, którego nadekspresję stwierdza się u około 40 proc. gruczolakoraków żołądka i raka połączenia żołądkowo-przełykowego.

– Chcemy, aby pacjenci byli leczeni zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i mieli dostęp do rozwiązań, które mogą poprawić ich rokowanie. Wymaga to nie tylko dostępności nowoczesnych terapii, ale również odpowiedniej diagnostyki, która pozwala lekarzom właściwie kwalifikować chorych do leczenia. Tak ważne jest zatem zapewnienie dostępu do badań biomarkerów, w tym oznaczania ekspresji klaudyny 18.2. To właśnie diagnostyka molekularna daje szansę na to, aby pacjent otrzymał leczenie najlepiej dopasowane do jego choroby – powiedziała Joanna Konarzewska-Król, dyrektor Fundacji Onkologicznej Nadzieja.

Autorzy raportu wskazują, że oznaczanie ekspresji CLDN18.2 jest obecnie możliwe tylko w części laboratoriów, a rozwój terapii ukierunkowanych na ten biomarker wymaga równoległego zapewnienia dostępu do odpowiedniej diagnostyki.

Pacjenci potrzebują dostępu do nowoczesnego leczenia już w pierwszej linii

Jednym z najważniejszych wniosków płynących z raportu jest konieczność dostosowania polskiej praktyki klinicznej do aktualnych międzynarodowych standardów. Eksperci zwracają uwagę, że szczególne znaczenie ma dostęp do nowoczesnych terapii celowanych i immunoterapii już w pierwszej linii leczenia.

– Dla pacjentów z rakiem żołądka czas ma kluczowe znaczenie. Potrzebujemy nie tylko sprawniejszej organizacji opieki, ale także dostępu do nowoczesnej diagnostyki i terapii zgodnych z aktualną wiedzą medyczną. Pacjenci w Polsce czekają na refundację nowych możliwości leczenia – dodała Joanna Konarzewska-Król.

Autorzy raportu rekomendują rozszerzenie zakresu refundacji w ramach programu lekowego B.58 jednego leku –pembrolizumabu oraz objęcie refundacją kolejnego przeciwciała monoklonalnego – zolbetuksymabu, który zgodnie z wytycznymi ESMO i NCCN może być stosowany u pacjentów z odpowiednią ekspresją CLDN18.2 w pierwszej linii leczenia w skojarzeniu z chemioterapią.

Potrzebne zmiany organizacyjne w całej ścieżce pacjenta

Zgodnie z wnioskami z dokumentu, poprawa wyników leczenia raka żołądka wymaga również zmian organizacyjnych. Eksperci rekomendują m.in. centralizację leczenia chirurgicznego w ośrodkach o największym doświadczeniu, wdrożenie standardów diagnostycznych przed leczeniem operacyjnym, poprawę dostępności gastroskopii, rozwój współpracy między ośrodkami oraz zapewnienie kompleksowego wsparcia żywieniowego dla pacjentów.

Autorzy zwracają także uwagę, że leczenie raka żołądka powinno być prowadzone w sposób skoordynowany – od szybkiej diagnostyki, przez wykonanie badań biomarkerów, po dostęp do terapii zgodnych z aktualnymi standardami.

Raport „Leczenie chorych z rakiem żołądka. Analiza systemowa i rekomendacje zmian” ma stanowić punkt wyjścia do dalszej dyskusji z decydentami nad zmianami organizacyjnymi i refundacyjnymi, które pozwolą poprawić opiekę nad pacjentami z rakiem żołądka oraz zwiększyć dostęp do diagnostyki i leczenia zgodnego z aktualnymi standardami medycyny.

Źródło: inf pras