Medicalpress

Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że do 2030 roku w europejskim regionie zabraknie blisko miliona pracowników ochrony zdrowia. Parlament Europejski dostrzega problem i wzywa Komisję do opracowania kompleksowej i długoterminowej strategii. Marlena Maląg, europosłanka PiS, podkreśla, że koordynacja działań na poziomie unijnym jest możliwa, jednak każde państwo członkowskie powinno poradzić sobie z tym wyzwaniem we własnym zakresie.

Według Europejskich Służb Zatrudnienia (EURES) i Europejskiego Urzędu ds. Pracy sektor opieki zdrowotnej plasuje się wśród trzech głównych sektorów o powszechnym i poważnym niedoborze siły roboczej w państwach członkowskich

– Zjawisko niedoboru kadry medycznej w Unii Europejskiej jest potężne. Również sytuacja w Polsce jest dramatyczna, jeżeli chodzi o liczbę personelu medycznego, lekarzy, pielęgniarek. Z czego to wynika? Przede wszystkim z tego, że z jednej strony mówimy, w jaki sposób chcemy wspierać ochronę zdrowia, a z drugiej strony nie ma rozwiązań systemowych – mówi agencji Newseria Marlena Maląg, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości oraz EKR.

W 2024 roku liczba lekarzy w Polsce pracujących bezpośrednio z pacjentem i pozostających na terenie kraju wynosiła 141 193. Pięć lat wcześniej było 125 349, co oznacza wzrost o 13 proc. Raport „Braki kadry lekarskiej – strategia działań w różnych horyzontach czasowych” opracowany przez Think Tank SGH dla ochrony zdrowia wskazuje, że ten wzrost to efekt m.in. zwiększenia liczby kierunków lekarskich i ich absolwentów, wydłużania aktywności zawodowej przez starsze roczniki oraz – w znacznie mniejszym stopniu – napływu lekarzy wykształconych za granicą. Eksperci podkreślają jednak, że zwiększenie zasobów kadrowych nie musi w pełni kompensować rosnącego zapotrzebowania na świadczenia zdrowotne, wynikającego m.in. ze starzenia się populacji. Tym bardziej że ponad 40 proc. czynnych zawodowo lekarzy ma co najmniej 55 lat, co zwiększa ryzyko pogłębienia luki pokoleniowej.

Ankieta przeprowadzona na potrzeby raportu Think Tank SGH dla ochrony zdrowia wśród dyrektorów ponad 180 podmiotów leczniczych wskazuje, że 79 proc. z nich ocenia problemy z zatrudnieniem lekarzy jako poważne lub bardzo poważne.

– Sytuacja jest bardzo poważna. Ludzie płacą coraz więcej za usługi medyczne, bo chcą być zdrowi, a zdrowsi nie są i koło się zamyka – uważa Marlena Maląg. – Za rządów Prawa i Sprawiedliwości wprowadziliśmy pierwszy krok, czyli zwiększenie miejsc na kierunki lekarskie. To miało funkcjonować, niestety część tych uczelni została zamknięta. Z czym się to wiąże? Przede wszystkim jesteśmy starzejącym się społeczeństwem i potrzebna jest coraz dłuższa, specjalistyczna opieka lekarska. Z drugiej strony te usługi powinny być profesjonalnie wykonane, a widzimy, co się dzieje w kraju. Warto przypomnieć, że lekarz, który nie ma specjalizacji, może zarabiać blisko 40 tys. euro rocznie, nie być na dyżurach i nie być za to rozliczonym.

Z prognoz Ministerstwa Zdrowia przytaczanych w raporcie SGH wynika, że do 2034 roku podaż lekarzy w Polsce może przewyższyć zapotrzebowanie, a nadwyżka będzie stopniowo rosnąć. Zdaniem autorów raportu to przede wszystkim efekt zwiększania limitów przyjęć na studia medyczne. Od 2005 roku wzrosły one o 239 proc. W ostatnich latach systematycznie rośnie także liczba absolwentów kierunków medycznych: z blisko 3,7 tys. w roku akademickim 2019/2020 do ponad 4,7 tys. w 2023/2024, czyli o 28,7 proc. W roku akademickim 2025/2026 limit przyjęć na kierunek lekarski (z wyłączeniem lekarsko-dentystycznego) wyniósł ponad 9 tys. miejsc na 36 uczelniach wyższych o różnym statusie.

Według danych z raportu OECD „Health at a Glance: Europe 2024” w 2022 roku w państwach członkowskich Unii Europejskiej odnotowano niedobór ok. 1,2 mln lekarzy, pielęgniarek i położnych potrzebnych do zapewnienia powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej.

– Rozwiązania, które powinny być wprowadzone, muszą być przede wszystkim skuteczne, niedążące do przeregulowania. Może być pewna koordynacja w UE, ale przede wszystkim to państwa członkowskie muszą potrafić sobie z tym tematem poradzić. Jest to potężne wyzwanie finansowe. Niektórzy posłowie domagają się, aby wydatki na zdrowie były wyłączone z reguły wydatkowej. Myślę, że to już byłoby za daleko. Jednak faktycznie nakłady na opiekę zdrowotną i systemowa reforma są potężnym wyzwaniem. Widzimy, że borykają się z nim wszystkie państwa w Unii Europejskiej – podkreśla europosłanka PiS.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego 17 września br. przyjęli rezolucję w sprawie unijnego planu kryzysowego dotyczącego pracowników służby zdrowia. Wzywają Komisję Europejską m.in. do pilnego opracowania kompleksowej i długoterminowej europejskiej strategii na rzecz pracowników ochrony zdrowia w celu zwiększenia ich liczby o co najmniej 1 mln specjalistów w kolejnych wieloletnich ramach finansowych na lata 2028–2034. W rezolucji wezwano także państwa członkowskie do przyjęcia kompleksowych strategii krajowych w tej dziedzinie i skutecznego planowania zatrudnienia.

Europarlamentarzyści poparli również rozwój ukierunkowanego i sprawiedliwego wdrażania telemedycyny, sztucznej inteligencji i innych innowacyjnych technologii, w tym niezbędnej infrastruktury, zrównoważonych przepisów krajowych, niezbędnego kształcenia ustawicznego i szkolenia pracowników służby zdrowia w zakresie umiejętności cyfrowych.

– Sztuczna inteligencja jest dzisiaj wyzwaniem, ale też codziennością. Musi być ona umiejętnie zastosowana. My w kraju wprowadziliśmy już różne narzędzia, takie jak e-recepta czy e-zwolnienia. Polska, jeżeli chodzi o te działania, jest liderem. Na pewno sztuczna inteligencja może pomóc, aczkolwiek cały czas potrzebny jest człowiek, żeby to zarządzanie było sprawne i bezpieczne dla każdej ze stron – uważa Marlena Maląg.

Posłowie zwrócili uwagę także na potrzebę wzmocnienia ochrony pracowników ochrony zdrowia – zarówno w kontekście rosnących aktów przemocy wobec lekarzy, pielęgniarek czy ratowników, jak również ich zdrowia psychicznego oraz dobrostanu. Wskazali tu na takie problemy jak wypalenie zawodowe, depresja i brak równowagi między życiem zawodowym a prywatnym.

Źródło: Newseria

Pacjenci, którzy wyczerpali dostępne możliwości leczenia, mogą zyskać nowe ścieżki dostępu do terapii finansowanych ze środków publicznych. Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt przepisów przewidujących m.in. zastąpienie ratunkowego dostępu do technologii lekowych nowym mechanizmem finansowania pomostowego, zabezpieczenie ciągłości skutecznego leczenia po zakończeniu programów przedrejestracyjnych oraz uproszczenie procedur refundacji leków sprowadzanych z zagranicy. Zmiany mają również rozszerzyć możliwości finansowania wybranych terapii zaawansowanych u dorosłych pacjentów z chorobami rzadkimi. Proponowane rozwiązania wymagają jeszcze przejścia procesu legislacyjnego.

Przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne oraz niektórych innych ustaw obejmuje nowelizację ośmiu ustaw. Proponowane rozwiązania mają pomóc przede wszystkim pacjentom, u których dostępne możliwości terapeutyczne zostały wyczerpane. Celem jest zapewnienie bardziej spójnego i przewidywalnego dostępu do terapii.

–  Chcemy, żeby dostęp pacjenta do skutecznej terapii nie był uzależniony od tego, czy uda mu się zebrać miliony złotych w zbiórce publicznej. Nie wyeliminujemy wszystkich zbiórek, ale proponujemy dodatkowe rozwiązania, które mają dać pacjentom szersze możliwości leczenia, ale też zwrócić ich uwagę na bezpieczeństwo leczenia – wyjaśnia wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.

Ochrona przed przerwaniem skutecznego leczenia

Projekt przewiduje zabezpieczenie kontynuacji skutecznego leczenia po zakończeniu Programu Przedrejestracyjnego Dostępu (PPD). Po dopuszczeniu leku do obrotu koszt jego dalszego stosowania u pacjenta będzie mógł być finansowany przez NFZ ze środków Funduszu Medycznego przez maksymalnie 12 miesięcy.

Warunkiem będzie m.in. udokumentowana korzyść z dotychczasowej terapii, wyczerpanie dostępnych możliwości leczenia oraz ryzyko pogorszenia stanu zdrowia w przypadku jego przerwania. Kontynuacja ma dotyczyć tego samego leku i wskazania, w którym pacjent był leczony w PPD. Konieczne będą również opinia konsultanta i akceptacja finansowa NFZ.

Projekt przewiduje obowiązek złożenia przez podmiot odpowiedzialny wniosku o refundację. Jeżeli po okresie przejściowym nie dojdzie do objęcia leczenia refundacją systemową, dalsze finansowanie terapii ma przejąć podmiot odpowiedzialny.

– Dziś poszczególne ścieżki dostępu do leków nie zawsze tworzą spójny system. Chcemy je uporządkować i połączyć tak, aby pacjent mógł łatwiej odnaleźć się w systemie i miał zapewnioną ciągłość leczenia – podkreśla wiceminister Katarzyna Kacperczyk.

Pomostowe finansowanie terapii na jednolitych zasadach

Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowej (RDTL) ma zostać przekształcony w Pomostowe Finansowanie Technologii Lekowej (PFTL). Rozwiązanie będzie przeznaczone dla dzieci i dorosłych, którzy wyczerpali możliwości leczenia finansowanego publicznie i potrzebują leku nieobjętego finansowaniem ze środków publicznych w danym wskazaniu.

Projekt przewiduje jednolity formularz wniosku oraz ocenę zasadności terapii przez konsylium w placówce medycznej i konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. Przy pozytywnej ocenie konsylium i pozytywnej opinii konsultanta brak odpowiedzi NFZ w ciągu siedmiu dni ma oznaczać akceptację finansowania. Kontynuacja leczenia będzie zależała m.in. od jego skuteczności i braku dostępnej alternatywy terapeutycznej.

Celem jest wprowadzenie równych zasad dostępu do tej formy leczenia w całym kraju oraz określenie terminów podejmowania decyzji. Nowe rozwiązania mają również ułatwiać przechodzenie leków z finansowania pomostowego do refundacji systemowej.

– Pacjent powinien wiedzieć, na jakich zasadach może otrzymać leczenie i w jakim terminie zapada decyzja. Pomostowe finansowanie ma ułatwiać dostęp do potrzebnej terapii, a jednocześnie sprzyjać obejmowaniu leków refundacją dla szerszej grupy pacjentów – wyjaśnia Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji.

Refundacja leku z zagranicy — wniosek przez IKP

Pacjenci korzystający z importu docelowego będą mogli składać wnioski o refundację przez Internetowe Konto Pacjenta, monitorować przebieg sprawy i uzyskać dostęp do decyzji. Zachowana zostanie także możliwość składania wniosków w formie papierowej.

Elektronizacja postępowania ma usprawnić obieg dokumentów i ułatwić pacjentom dostęp do informacji. Apteki uzyskają dostęp do decyzji refundacyjnych przez System Informacji Medycznej.

Import docelowy umożliwia sprowadzenie z zagranicy leku niezbędnego do ratowania życia lub zdrowia, gdy w Polsce nie ma dostępnego produktu zastępczego i spełnione są pozostałe warunki ustawowe.

Dodatkowe możliwości dla dorosłych z chorobami rzadkimi

Projekt przewiduje rozszerzenie możliwości finansowania z Funduszu Medycznego jednorazowych terapii zaawansowanych w chorobach rzadkich o pacjentów dorosłych.

Rozwiązanie obejmie produkty lecznicze terapii zaawansowanej podawane pacjentowi jednorazowo w szpitalu. Finansowanie będzie możliwe po łącznym spełnieniu warunków wskazanych w projekcie, w tym dotyczącego braku finansowania na podstawie określonych w nim przepisów o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Decyzje oparte na ocenie medycznej

Podstawą dostępu do proponowanych form finansowania mają być kryteria medyczne: skuteczność i bezpieczeństwo terapii oraz zasadność jej zastosowania u konkretnego pacjenta. Projekt przewiduje także rozwiązania służące monitorowaniu efektów leczenia i wydatków oraz usprawnieniu elektronicznego obiegu dokumentacji. Proponowane przepisy będą mogły wejść w życie po zakończeniu procesu legislacyjnego.

Źródło: MZ

Pacjent umiera w przychodni. Na miejsce przyjeżdża zespół ratownictwa medycznego, ale rodzina przez kilka godzin czeka na kartę zgonu, bez której nie może dopełnić formalności związanych z pochówkiem. Taka sytuacja wydarzyła się niedawno na Śląsku. Pokazuje, jak poważne konsekwencje ma brak jednolitych zasad stwierdzania zgonów poza szpitalami. Problem dostrzegło również Ministerstwo Zdrowia, które przygotowało projekt ustawy porządkującej procedury i wprowadzającej elektroniczną kartę zgonu. Porozumienie Zielonogórskie od lat zabiega o ustawowe uregulowanie funkcji koronera. Dziś pyta, kiedy nowe przepisy wejdą w życie, zapewniając rodzinom zmarłych sprawną pomoc, a lekarzom rodzinnym jasne zasady postępowania i podział odpowiedzialności.

W śląskiej przychodni kartę zgonu wystawiła ostatecznie lekarka pełniąca funkcję koronera, która przybyła na miejsce po kilku godzinach. Wcześniej pojawiły się wątpliwości, czy i na jakiej podstawie dokument powinien wystawić lekarz POZ.

Problem wykracza poza ten jeden przypadek. W Polsce nie ma powszechnie dostępnego systemu lekarzy odpowiedzialnych za stwierdzanie zgonów poza szpitalami. W części powiatów działają lokalne rozwiązania, w innych ustalenie, kto powinien przyjechać do zmarłego, bywa trudne.

Przepisy sprzed 65 lat

Zasady stwierdzania zgonów nadal opierają się między innymi na rozporządzeniu z 1961 roku. Przewiduje ono, że obowiązek wystawienia karty zgonu spoczywa co do zasady na lekarzu, który ostatnio udzielał zmarłemu świadczeń w okresie 30 dni przed śmiercią. Jeśli jednak mieszka on dalej niż cztery kilometry od miejsca, w którym znajduje się ciało, albo nie może dokonać oględzin w ciągu 12 godzin od wezwania, zastosowanie mają przepisy wskazujące inne osoby uprawnione do wykonania tej czynności.

„Trudno zrozumieć, dlaczego o obowiązkach lekarza ma decydować odległość między jego miejscem zamieszkania a miejscem zgonu. Przepisy odwołują się też do lekarzy sprawujących opiekę nad określonym rejonem, choć dzisiejsza podstawowa opieka zdrowotna działa inaczej. Lekarz rodzinny odpowiada za pacjentów, którzy wybrali go poprzez złożenie deklaracji, a nie za wszystkich mieszkańców okolicy” – mówi Joanna Zabielska-Cieciuch, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Porozumienia Zielonogórskiego.

Samo prowadzenie przychodni na danym terenie nie oznacza więc obowiązku stwierdzania każdego zgonu, do którego doszło w okolicy. Mimo to właśnie do lekarzy rodzinnych często kierowane są prośby o wystawienie karty zgonu, również w przypadkach, gdy zmarły nie pozostawał pod ich opieką.

Kto pomoże rodzinie zmarłego?

Dla bliskich najważniejsze jest uzyskanie dokumentu pozwalającego rozpocząć formalności pogrzebowe. Tymczasem zdarza się, że muszą kontaktować się kolejno z przychodnią, pogotowiem, policją czy urzędem, próbując ustalić, kto powinien wystawić kartę zgonu.

Niejasne zasady stawiają w trudnej sytuacji także lekarzy. Wyjazd z przychodni w godzinach przyjęć może oznaczać przerwanie pracy i przełożenie wizyt zaplanowanych pacjentów.

„Wyobraźmy sobie lekarza rodzinnego, który ma pełną poczekalnię. Otrzymuje telefon z prośbą
o przyjazd do zmarłego. Jeśli wyjedzie, pacjenci będą czekać. Jeśli nie pojedzie, rodzina może zostać bez pomocy. Dlaczego jedni i drudzy mają ponosić konsekwencje tego, że państwo nie zorganizowało odpowiedniej procedury?” – pyta Joanna Zabielska-Cieciuch.

W części kraju samorządy zawierają umowy z lekarzami pełniącymi funkcję koronera. Dzięki temu wiadomo, kogo wezwać w razie zgonu. Nie jest to jednak rozwiązanie dostępne wszędzie.
W praktyce miejsce zamieszkania może wpływać na to, jak szybko rodzina otrzyma potrzebny dokument.

Koroner potrzebuje jasnych przepisów

Porozumienie Zielonogórskie postuluje ustawowe uregulowanie funkcji koronera, określenie zasad jego wzywania, kwalifikacji i uprawnień oraz zapewnienie finansowania i całodobowej dostępności tej usługi. Lokalne porozumienia nie zastąpią rozwiązań obowiązujących w całym kraju.

Warto przyjrzeć się doświadczeniom zagranicznym. W Anglii i Walii od września 2024 roku każdy zgon podlega niezależnej ocenie medycznej albo dochodzeniu koronera.

„Brytyjski system działa inaczej niż rozwiązanie, którego potrzebujemy w Polsce. Tam specjalnie przeszkoleni lekarze weryfikują przyczyny zgonów, a rodziny mogą zgłaszać swoje wątpliwości. To przykład, że można uporządkować odpowiedzialność za procedury związane ze śmiercią pacjenta. My wciąż opieramy się na przepisach sprzed 65 lat” – zauważa Joanna Zabielska-Cieciuch.

Przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy przewiduje kompleksowe zmiany dotyczące stwierdzania i dokumentowania zgonów. Dla Porozumienia Zielonogórskiego istotne jest, aby nowe regulacje jednoznacznie wskazywały, kto organizuje i finansuje pracę koronera oraz jak zapewnić dostępność tej usługi niezależnie od miejsca i pory śmierci.

Rodzina zmarłego powinna wiedzieć, do kogo się zwrócić, a lekarz – za jakie czynności odpowiada. Uporządkowanie tych zasad nie wymaga kolejnych doraźnych porozumień, lecz przepisów, które będą działały w całym kraju.

Źródło: inf pras

Podczas XVIII Krajowego Zjazdu Delegatów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL), który odbył się 9–10 października 2026 roku, przyjęto apel wzywający polityków i dziennikarzy do zaprzestania obarczania całego środowiska lekarskiego odpowiedzialnością za systemowe problemy ochrony zdrowia. Związek podkreśla, że odpowiedzialność za organizację systemu spoczywa na rządzących, a nie na lekarzach. Podczas zjazdu Grażyna Cebula-Kubat została ponownie wybrana na przewodniczącą OZZL na czteroletnią kadencję.

Poniżej publikujemy pełną treść apelu:

Apel XVIII Krajowego Zjazdu Delegatów OZZL z dnia 10 października 2026 roku

Apelujemy do polityków i niektórych dziennikarzy o zaprzestanie wykorzystywania systemowych patologii, które dotykają również nas, w celu budowania szkodliwej i fałszywej propagandy oraz mowy nienawiści względem całej społeczności lekarskiej, nieustannie prowadzonej w ciągu ostatnich miesięcy.

Jasno powinno wybrzmieć, że za kryzys w ochronie zdrowia odpowiadają działacze polityczni
i rządzący budujący ten system. Za organizację systemu opieki zdrowotnej odpowiada rząd, a nie lekarze. To nie my wprowadziliśmy zasady prowadzące do powstawania kominów płacowych oraz nadużywania mechanizmów finansowania ochrony zdrowia. Bulwersuje nas to tak samo jak państwa.

Do dziennikarzy i opinii publicznej apelujemy o zachowanie rzetelności i obiektywizmu.

XVIII Krajowy Zjazd Delegatów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy

10 października 2026 r.

Grażyna Cebula – Kubat – Przewodnicząca OZZL wybrana podczas ww. Zjazdu na kolejną
4-letnią kadencję podkreśla:

„Lekarze każdego dnia z pełnym zaangażowaniem wykonują swoją pracę, troszcząc się o zdrowie, życie i bezpieczeństwo pacjentów, często w trudnych warunkach wynikających z niedoskonałości systemu ochrony zdrowia. Niezależnie od problemów organizacyjnych i systemowych, dobro pacjenta pozostaje dla środowiska lekarskiego najwyższym priorytetem.”

Źródło: inf pras

Rzecznik Praw Pacjenta zbadał, jak polskie szpitale zgłaszają i analizują zdarzenia niepożądane. Ankietę wypełniło 327 podmiotów leczniczych. Wyniki wskazują na rozwój elektronicznych systemów raportowania, ale także na problem zbyt małej liczby zgłoszeń i brak jednoznacznych zasad klasyfikowania zdarzeń.

Do udziału w badaniu zaproszono wszystkie szpitale w Polsce. Kwestionariusz RPP wypełniło 327 podmiotów leczniczych. Badanie było anonimowe, choć 65 placówek dobrowolnie przekazało swoje dane kontaktowe.

Jednym z najważniejszych wniosków jest niewielka liczba raportowanych zdarzeń. Największa grupa szpitali zebrała w 2024 roku do 50 zgłoszeń. RPP interpretuje ten wynik jako sygnał, że zdarzenia niepożądane nadal nie są w pełni raportowane i gromadzone. Problemem dla placówek pozostaje również brak jednoznacznego określenia, jakie sytuacje powinny być klasyfikowane jako zdarzenia niepożądane.

„Rzetelne zgłaszanie, gromadzenie i analizowanie informacji o zdarzeniach niepożądanych jest jednym z podstawowych elementów budowania bezpieczeństwa pacjentów. Każde takie zdarzenie powinno być źródłem wiedzy, która pozwala zapobiegać podobnym sytuacjom w przyszłości. Dlatego tak ważne jest, aby szpitale miały sprawnie działające systemy raportowania, a zgromadzone informacje były wykorzystywane do poprawy jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa pacjentów” – mówi Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.

Badanie pokazuje jednocześnie postępującą cyfryzację raportowania. W połowie szpitali dostępna jest więcej niż jedna forma zgłaszania zdarzeń niepożądanych, a wewnętrzne systemy elektroniczne są coraz bardziej rozwijane. Formularz papierowy jako jedyny sposób raportowania stosuje obecnie 25 proc. badanych podmiotów.

Istotną kwestią pozostaje anonimowość zgłoszeń. Tylko 13 proc. placówek zbiera i przechowuje informacje pozwalające zidentyfikować osobę zgłaszającą zdarzenie niepożądane.

Szpitale dostrzegają również potrzebę stworzenia rozwiązania obejmującego cały kraj. Aż 70 proc. badanych placówek opowiedziało się za powstaniem centralnego systemu zbierania informacji o zdarzeniach niepożądanych. Prawie 60 proc. spośród tej grupy wskazało Rzecznika Praw Pacjenta jako instytucję, która powinna prowadzić taki rejestr.

Gromadzenie informacji jest jednak dopiero pierwszym etapem. Znaczenie systemu raportowania zależy od tego, czy zgłoszenia są później analizowane i prowadzą do zmian w organizacji opieki. Dane o zdarzeniach niepożądanych mogą pozwolić na identyfikowanie ich przyczyn i okoliczności, ocenę skuteczności obowiązujących procedur oraz wskazanie obszarów, w których potrzebne są działania naprawcze.

Druga edycja badania pozwala RPP nie tylko opisać aktualną sytuację, lecz także obserwować zmiany zachodzące w szpitalach. Wyniki wskazują na rozwój elektronicznych sposobów zgłaszania zdarzeń, ale jednocześnie pokazują, że jednym z podstawowych wyzwań pozostaje samo upowszechnienie kultury ich raportowania. Bez odpowiedniej liczby zgłoszeń nawet najlepiej zaprojektowany system nie dostarczy wiedzy potrzebnej do ograniczania ryzyka podobnych sytuacji w przyszłości.

Źródło: RPP

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

Długość życia w USA od dziesięcioleci coraz bardziej odstaje od innych państw o wysokich dochodach. Przyczyniają się do tego zgony z powodu przedawkowania narkotyków, samobójstw i zabójstw, ale w ostatnich latach także nadciśnienia, chorób wątroby, zaburzeń metabolicznych i chorób neurologicznych – informuje „The Milbank Quarterly”.

U ich podstaw mogą stać: epidemia opioidowa, łatwy dostęp do broni palnej oraz problemy amerykańskiego systemu ochrony zdrowia, w tym brak powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego i wysokie koszty leczenia.

Naukowiec z Virginia Commonwealth University (USA) przeanalizował dane dotyczące długości życia i umieralności pochodzące z ONZ, amerykańskich Centers for Disease Control and Prevention (CDC) oraz Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Obejmowały one całe populacje wielu krajów i zakres od lat 40. XX wieku do 2023 r.

Okazało się, że różnica między USA a innymi państwami wysokorozwiniętymi nie pojawiła się nagle. Zaczęła zauważalnie rosnąć już w latach 90. ubiegłego wieku, a najbardziej przyspieszyła w dekadzie 2010-2019. W 1980 r. tylko 13 krajów liczących ponad milion mieszkańców miało wyższą oczekiwaną długość życia niż USA. W 2000 r. było ich już 26, w 2010 r. – 32, a w 2023 r. Stany Zjednoczone zajmowały dopiero 38. miejsce.

W ostatnich latach USA zostały pod tym względem wyprzedzone nie tylko przez kraje Europy Zachodniej, Kanadę, Japonię czy Australię, ale również m.in. Czechy, Słowenię, Chile, Kostarykę, Panamę, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Koreę Południową i Tajwan.

Szczególnie niepokojąca jest wysoka umieralność ludzi młodych. W 2023 r. w 60 krajach ryzyko zgonu przed ukończeniem 40. roku życia było niższe niż w Stanach Zjednoczonych, a w 65 państwach 15-latek miał większą szansę dożyć 50 lat niż jego rówieśnik z USA.

Autor, dr. Steven Woolf, sprawdził również, jakie są najważniejsze przyczyny tego trendu. Porównał powody zgonów w USA i 16 innych krajach o wysokich dochodach.

Ustalił, że od 2010 r. za największą różnicę w ogólnej umieralności odpowiadały choroby układu krążenia, przyczyny zewnętrzne, w tym przedawkowania narkotyków, samobójstwa i zabójstwa, a także choroby neurologiczne, choroby układu oddechowego oraz zaburzenia endokrynologiczne i metaboliczne, m.in. cukrzyca. Wśród kolejnych przyczyn znalazły się choroby zakaźne, zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania, niewydolność nerek oraz alkoholowa choroba wątroby.

Zdaniem naukowca nie da się tego zjawiska wyjaśnić jednym czynnikiem. W przypadku przedawkowań ważną rolę odgrywa epidemia opioidowa, a w przypadku zabójstw i części samobójstw – łatwy dostęp do broni palnej. Rosnący problem otyłości oraz środowisko sprzyjające spożywaniu nadmiaru kalorii mogą natomiast przyczyniać się do większej liczby zgonów związanych m.in. z cukrzycą, nadciśnieniem i chorobami nerek.

Woolf podkreślił, że skupienie się wyłącznie na konkretnych chorobach nie wystarcza. Jego zdaniem przyczyn należy szukać także w szerszych warunkach życia. Ważnym czynnikiem pogarszającej się sytuacji jest amerykański system ochrony zdrowia, w którym – w przeciwieństwie do wielu innych bogatych państw – nie ma powszechnego dostępu do opieki medycznej. Znaczenie mogą mieć również duże nierówności w dochodach, ubóstwo, trudności z dostępem do mieszkania i żywności, sposób projektowania miast, izolacja społeczna oraz polityka społeczna.

Badanie pokazało także, że duże różnice występują w obrębie samych Stanów Zjednoczonych. Najwyższą umieralność i najkrótsze życie odnotowuje się w części stanów południowych, Appalachach i na obszarach wiejskich.

W opinii Woolfa sytuację da się jednak naprawić. – Wiemy, jak rozwiązać ten problem. Inne kraje, które od dziesięcioleci wypadają lepiej niż Stany Zjednoczone, pokazały, że lepsze wyniki zdrowotne są możliwe – powiedział.

Jego zdaniem problemem nie jest brak rozwiązań, ale niewystarczające poparcie polityczne dla ich wprowadzania.

Źródło: Nauka w Polsce

Można przestać pracować w karetce, szpitalnym oddziale ratunkowym czy innej placówce. Można zmienić branżę i nie planować już nigdy powrotu do ratownictwa medycznego. Znacznie trudniej jest jednak formalnie przestać być ratownikiem medycznym. Obowiązujące przepisy nie przewidują bowiem prostej procedury dobrowolnego zrzeczenia się prawa wykonywania zawodu. W efekcie osoba, która definitywnie zakończyła karierę, nadal może pozostawać związana z samorządem zawodowym i wynikającymi z tego obowiązkami.

Na problem zwrócili uwagę sami ratownicy medyczni, którzy skierowali skargi do Rzecznika Praw Obywatelskich. Sprawa nabiera szczególnego znaczenia wraz z funkcjonowaniem samorządu zawodowego i Rejestru Ratowników Medycznych. Pojawia się bowiem dość podstawowe pytanie: skoro państwo przyznaje prawo wykonywania zawodu, dlaczego osoba, która nie chce już z tego prawa korzystać, nie może z niego dobrowolnie zrezygnować?

Ustawa o zawodzie ratownika medycznego oraz samorządzie ratowników medycznych szczegółowo określa sytuacje, w których prawo wykonywania zawodu można utracić albo w których ono wygasa. Wśród przesłanek utraty znajdują się m.in. ubezwłasnowolnienie, określone prawomocne skazanie czy orzeczenie przez sąd ratowników medycznych kary pozbawienia prawa wykonywania zawodu. Przepisy nie przewidują jednak analogicznego rozwiązania dla ratownika, który posiada pełne uprawnienia, ale z własnej woli trwale rezygnuje z profesji.

To nie jest wyłącznie problem formalny. Pozostawanie w samorządzie zawodowym wiąże się z obowiązkami, w tym z opłacaniem składek członkowskich. Ustawa przewiduje przy tym, że nieopłacone w terminie składki mogą podlegać egzekucji administracyjnej. Ratownicy wskazują również na inne obowiązki ustawowe, których niewykonywanie może prowadzić do odpowiedzialności dyscyplinarnej.

Powstaje więc nietypowa sytuacja. Człowiek może faktycznie od lat nie wykonywać zawodu i nie zamierzać do niego wracać, ale sam ten fakt nie daje mu możliwości formalnego zamknięcia tego rozdziału zawodowego.

Rzecznik Praw Obywatelskich zwrócił uwagę również na różnicę między sytuacją ratowników medycznych a regulacjami dotyczącymi innych profesji medycznych. W przypadku lekarzy, pielęgniarek i położnych czy fizjoterapeutów przepisy przewidują rozwiązania pozwalające na zrzeczenie się prawa wykonywania zawodu albo jego wygaśnięcie w związku z określonym oświadczeniem lub zaprzestaniem wykonywania profesji.

Sprawa trafiła do Krajowej Rady Ratowników Medycznych. Samorząd nie broni obecnego rozwiązania. W odpowiedzi z 10 września 2026 roku prezes KRRM Mateusz Komza przyznał, że ustawa powinna zostać zmieniona i wprost przewidywać możliwość dobrowolnego zrzeczenia się prawa wykonywania zawodu wraz z określeniem konsekwencji takiej decyzji.

Krajowa Rada poinformowała jednocześnie, że dotychczas nie prowadziła indywidualnych spraw dotyczących zrzeczenia się prawa wykonywania zawodu, dlatego nie było potrzeby tworzenia procedury dla takich przypadków. Zadeklarowała jednak gotowość do współpracy z RPO oraz Ministrem Zdrowia przy zmianach legislacyjnych.

To istotna deklaracja, ponieważ problemu trudno rozwiązać wyłącznie na poziomie praktyki samorządu. Obecna konstrukcja wynika bezpośrednio z ustawy. To przepisy określają przesłanki utraty i wygaśnięcia prawa wykonywania zawodu, a także przypadki wykreślenia z rejestru. Jeśli dobrowolna rezygnacja ma stać się kolejną z takich przesłanek, potrzebna będzie zmiana prawa.

Sprawa pokazuje też szerszy problem, który może pojawiać się przy tworzeniu nowych samorządów zawodowych. Prawo szczegółowo reguluje wejście do zawodu, przyznawanie uprawnień, prowadzenie rejestru i obowiązki jego przedstawicieli, ale równie ważne jest stworzenie przejrzystej drogi wyjścia dla osób, które świadomie i definitywnie kończą aktywność zawodową.

W przypadku ratowników medycznych takiej drogi obecnie brakuje. Stanowiska RPO i Krajowej Rady Ratowników Medycznych są w tej kwestii zbieżne. Pozostaje więc pytanie nie o to, czy luka powinna zostać usunięta, lecz kiedy ustawodawca zdecyduje się ją usunąć.

Źródło: RPO

Polska przygotowuje się do szerszego wykorzystania sztucznej inteligencji i danych w ochronie zdrowia. Jeszcze w 2026 roku szpitale mają otrzymać dostęp do krajowej platformy AI z certyfikowanymi algorytmami wspierającymi diagnostykę obrazową. O tym, jak wdrażać nowe technologie na dużą skalę, a jednocześnie chronić dane pacjentów i zwiększać odporność systemu na cyberzagrożenia, dyskutują w Warszawie eksperci podczas konferencji organizowanej przez Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia.

W inauguracji wzięli udział: Irakli Sasania – wiceminister ds. osób przesiedlonych z terytoriów okupowanych, pracy, zdrowia i spraw społecznych Gruzji oraz prof. Piotr Sankowski, specjalista w dziedzinie sztucznej inteligencji. Zebrani wysłuchali także nagranego wystąpienia komisarza Unii Europejskiej ds. zdrowia i dobrostanu zwierząt Olivéra Várhelyiego, Spotkanie otworzyła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

– Łączy nas przekonanie, że zdrowie jest dziś jednym z najważniejszych obszarów polityk publicznych. Jednocześnie systemy ochrony zdrowia stoją przed wyzwaniami, które jeszcze niedawno wydawały się odległą przyszłością. Rozwój sztucznej inteligencji, rosnące znaczenie danych, potrzeba zapewnienia cyberbezpieczeństwa oraz zmieniające się potrzeby społeczeństw sprawiają, że musimy na nowo definiować sposób funkcjonowania ochrony zdrowia – powiedziała minister zdrowia Jolanta Sobierańska – Grenda.

Do Warszawy przyjechali przedstawiciele europejskich instytucji odpowiedzialnych za zdrowie i cyfryzację, środowiska naukowego, szpitali, organizacji branżowych oraz stowarzyszeń działających na rzecz bezpiecznej transformacji cyfrowej ochrony zdrowia.

W obradach wzięli udział ambasadorowie i przedstawiciele korpusu dyplomatycznego akredytowani w Polsce, a także reprezentanci Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego (ITU).

Technologia ma służyć pacjentom

Polska w ostatnich latach przeznaczyła miliardy złotych na rozwój cyfrowej infrastruktury ochrony zdrowia, a dziś przechodzi do kolejnego etapu tej transformacji. Jeszcze w tym roku polskie szpitale otrzymają dostęp do krajowej platformy sztucznej inteligencji z certyfikowanymi algorytmami wspierającymi diagnostykę obrazową. Równocześnie Centrum e-Zdrowia wspiera około tysiąca szpitali i podmiotów leczniczych, dbając o bezpieczeństwo usług cyfrowych, od których każdego dnia zależy opieka nad blisko 37 milionami obywateli.

– Cyfryzacja nie jest celem samym w sobie. Jej wartość polega na tym, że pomaga lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów, wspierać personel medyczny oraz podejmować trafniejsze decyzje w polityce zdrowotnej. Dlatego dziś coraz częściej mówimy nie tylko o technologii, ale także o odpowiedzialnym wykorzystywaniu wiedzy, danych i współpracy – podkreśliła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Nowoczesne narzędzia mogą pomagać szybciej wykrywać zagrożenia zdrowotne, podejmować trafniejsze decyzje i lepiej planować leczenie. Dla pacjentów oznaczają szansę na lepiej skoordynowaną i bezpieczniejszą opiekę oraz większą ciągłość leczenia. Personel medyczny zyskuje natomiast wsparcie w codziennej pracy i łatwiejszy dostęp do informacji potrzebnych do diagnozowania oraz leczenia.

Rozwój sztucznej inteligencji i coraz szersze wykorzystywanie zasobów cyfrowych zmieniają sposób organizacji opieki zdrowotnej. Nowe technologie muszą być jednak wdrażane odpowiedzialnie – z poszanowaniem praw pacjentów, ochroną danych, dbałością o cyberbezpieczeństwo oraz uwzględnieniem potrzeb personelu medycznego.

Od wiedzy do praktycznych działań

Po inauguracji w Ministerstwie Zdrowia kolejne dwa dni wydarzenia mają formę warsztatową w Centrum e-Zdrowia. Zajęcia dotyczą kompetencji i narzędzi potrzebnych do budowania nowoczesnego, bezpiecznego i odpornego systemu ochrony zdrowia.

22 września warsztaty odbywają się w ramach dwóch ścieżek tematycznych:

Na 23 września zaplanowano warsztaty „Data, Governance and Resilient Health Systems”. Będą one poświęcone zarządzaniu opartemu na danych, sprawnej wymianie informacji między systemami, wzmacnianiu odporności sektora zdrowia oraz dalszej współpracy międzynarodowej.

Bezpieczna cyfryzacja dla lepszej opieki

Trzydniowe wydarzenia umożliwiają ekspertom z różnych państw wymianę wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk. Rozmowy dotyczą zarówno rozwoju nowych technologii i zasad ich bezpiecznego oraz odpowiedzialnego stosowania w codziennej opiece nad pacjentami.

Odpowiednie wykorzystanie sztucznej inteligencji i narzędzi cyfrowych może pomóc budować system ochrony zdrowia, który lepiej odpowiada na potrzeby pacjentów, skuteczniej wspiera personel medyczny i jest bardziej odporny na cyberzagrożenia.

Źródło: MZ

Ministerstwo Zdrowia wdraża pakiet zmian, który ma zwiększyć kontrolę nad wydatkami publicznymi i organizacją pracy placówek, a jednocześnie poprawić dostęp pacjentów do świadczeń. Wśród planowanych rozwiązań znalazły się m.in. maksymalna stawka godzinowa 240 zł brutto dla personelu medycznego, ograniczenie czasu pracy, większa jawność konkursów na świadczenia oraz przekazywanie NFZ rzeczywistych grafików pracy. Od 1 października 2026 r. rozszerzone zostanie także elektroniczne monitorowanie kolejek do zabiegów, a Centralna e-Rejestracja ma do końca 2027 r. objąć 40 zakresów świadczeń. Część rozwiązań już obowiązuje, natomiast trzy projekty ustaw zostały przyjęte przez Stały Komitet Rady Ministrów i dopiero przechodzą do kolejnego etapu procesu legislacyjnego.

Przedstawiony pakiet zmian obejmuje zarówno ustawy, jak i rozporządzenia dotyczące organizacji pracy personelu medycznego, zasad wynagradzania, kontroli kolejek, cyfryzacji zapisów oraz nadzoru nad wydatkowaniem środków publicznych. 

Do kolejnego etapu legislacyjnego przechodzą trzy projekty ustaw dotyczące: wydłużenia sieci szpitali o 2 lata, zasad wynagradzania oraz zwiększenia przejrzystości postępowań konkursowych. Projekty zostały przyjęte przez Stały Komitet Rady Ministrów i zostaną skierowane, zgodnie ze ścieżką legislacyjną, do Rządowego Centrum Legislacyjnego, do rozpatrzenia przez komisję prawniczą, a następnie będą przedmiotem posiedzenia Rady Ministrów.

Przejrzyste zasady wynagradzania i zatrudniania 

W projekcie ustawy o wynagrodzeniach utrzymano wszystkie kluczowe założenia, w tym: propozycję maksymalnej stawki godzinowej 240 zł brutto, ograniczenie łącznego czasu pracy do wymiaru odpowiadającego maksymalnie dwóm pełnym etatom, wprowadzenie minimalnego wymiaru zatrudnienia przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu leczenia szpitalnego w wysokości ½ pełnego wymiaru, maksymalnego miesięcznego poziomu wynagrodzenia wynoszącego 16-krotność płacy minimalnej czy też ograniczenie zawierania umów za pośrednictwem spółek/ spółdzielni lekarskich itp. Utrzymano również założenia związane z odejściem od ustalania wynagrodzenia jako procentu wartości wykonanych procedur.

Wejście w życie przepisów to 30 dni od dnia publikacji w Dzienniku Ustaw. Wszystkie nowo zawierane umowy z personelem medycznym będą podlegać nowym przepisom od razu po ich wejściu w życie. Ustawa przewiduje 12 miesięczny okres przejściowy na dostosowanie umów wcześniej zawartych. 

Jawność postępowań konkursowych

Podmioty lecznicze udzielające zamówień na świadczenia zdrowotne będą publikować ogłoszenia o konkursach na swojej stronie internetowej oraz w systemie teleinformatycznym. W tych samych miejscach będą także udostępniać informacje o podmiotach lub osobach, których oferty zostały otwarte, oraz o zaproponowanych warunkach finansowych. Publikacji będą podlegać kwota wynagrodzenia albo rodzaj i sposób jego kalkulacji, a w przypadku stawki ryczałtowej również jej wysokość.

Dane będą publikowane w jednolitym formacie, co ułatwi ich porównywanie i dostęp do informacji oraz zwiększy przejrzystość postępowań.

Na stronie internetowej trzeba będzie również zamieścić informację, jeżeli w konkursie wybrano przyjmującego zamówienie, ale ostatecznie nie zawarto z nim umowy. Podmioty spoza sektora finansów publicznych, w tym przedsiębiorcy i spółki kapitałowe, będą dodatkowo publikować dane podmiotu, z którym zawarły umowę, oraz jej warunki finansowe.

NFZ zyskuje lepszą kontrolę nad kolejkami 

Jednym z wdrażanych rozwiązań jest rozszerzenie elektronicznego monitorowania harmonogramów przyjęć. Od 1 października 2026 r. aplikacja Kolejki Centralne, czyli AP KOLCE, zostanie rozszerzona o 15 grup zabiegów szpitalnych, m.in. koronarografię, wszczepienie i wymianę rozrusznika, artroskopię leczniczą kolana, usunięcie migdałków, zabiegi na przegrodzie nosowej, operacyjne leczenie cieśni nadgarstka czy żylaków kończyn dolnych.

Dzięki prowadzeniu harmonogramów w jednej aplikacji Narodowy Fundusz Zdrowia otrzyma dostęp do aktualnych danych o liczbie osób oczekujących i rzeczywistych czasach oczekiwania w skali kraju. Umożliwi to kontrolę prawidłowości prowadzenia list i identyfikowanie wielokrotnych zapisów tej samej osoby na to samo świadczenie. Pacjenci mają również otrzymywać SMS-y przypominające o terminie zabiegu. 

Zaś od 1 stycznia 2027 r. placówki będą zobowiązane do prowadzenia odrębnych harmonogramów przyjęć dla dziesięciu nowych procedur.

Rzeczywiste grafiki pracy personelu 

Pakiet obejmuje zwiększenie kontroli nad organizacją pracy w placówkach medycznych. Szpitale mają przekazywać do NFZ godzinowe zestawienia obecności personelu realizującego świadczenia wskazane w harmonogramach pracy. Dane mają być przekazywane do 20. dnia każdego miesiąca za miesiąc poprzedni. Rozwiązanie ma umożliwić dokładniejszą weryfikację realizacji świadczeń i wykonywania umów finansowanych ze środków publicznych. 

Od 1 listopada 2026 r. do NFZ mają być przekazywane dane pozwalające zidentyfikować osobę udzielającą świadczenia, w tym jej numer PESEL. Ma to umożliwić wykrywanie sytuacji, w których ta sama osoba jest wykazywana jako udzielająca świadczeń w tym samym czasie w różnych placówkach. 

Szybszy rozwój Centralnej e-Rejestracji 

W Dzienniku Ustaw zostało opublikowane rozporządzenie przyspieszające rozwój Centralnej e-Rejestracji. Zgodnie z aktualnym materiałem Ministerstwa Zdrowia, do końca 2027 r. system ma objąć 40 zakresów świadczeń.  

Pacjenci i placówki mają dzięki temu korzystać z tych samych, aktualnych informacji o dostępnych terminach. Rozwój systemu ma ułatwić wykorzystanie zwalnianych wizyt, ograniczyć liczbę niewykorzystanych terminów i usprawnić zarządzanie kolejkami. 

Trwają prace nad Centralną e-Kolejką 

Ministerstwo Zdrowia prowadzi zaawansowane prace nad Centralną e-Kolejką, czyli jednolitym systemem zarządzania kolejnością przyjęć do planowego leczenia szpitalnego. Ma ona wprowadzić jednakowe zasady obsługi skierowań oraz umożliwić monitorowanie ścieżki pacjenta.

Źródło: MZ

W Polsce żyje już niemal 10 mln osób w wieku 60 lat i więcej. Starzenie się społeczeństwa przestaje więc być problemem jednej grupy pacjentów czy wyzwaniem wyłącznie dla systemu emerytalnego. Dotyczy ochrony zdrowia, opieki długoterminowej, mieszkalnictwa, transportu, rynku pracy, usług społecznych i nowych technologii. Powołana przez premiera Rada do spraw Polityki Senioralnej ma pomóc stworzyć strategię, która połączy te obszary. Najważniejsze pytanie brzmi jednak, czy eksperckie rekomendacje uda się przełożyć na rozwiązania odczuwalne dla seniorów i ich rodzin.

Premier Donald Tusk powołał Radę do spraw Polityki Senioralnej zarządzeniem nr 37 z 9 czerwca 2026 r. Formalnie jest ona organem pomocniczym Prezesa Rady Ministrów. 7 września pełnomocnik rządu do spraw Polityki Senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz wręczyła akty powołania jej 24 członkom i odbyło się pierwsze posiedzenie Rady.

Nie jest to jednak kolejna rada, której sens można oceniać wyłącznie przez pryzmat liczby ekspertów i reprezentowanych przez nich instytucji. Jej powołanie przypada na moment, w którym Polska musi odpowiedzieć na znacznie bardziej fundamentalne pytanie: jak powinno funkcjonować państwo, w którym coraz większą część społeczeństwa stanowią osoby starsze?

Skala wyzwania jest już bardzo duża. W trakcie tegorocznych prac parlamentarnych dotyczących systemu wsparcia osób starszych wskazywano, że w Polsce żyje niemal 10 mln osób w wieku co najmniej 60 lat, a ich liczba będzie rosła. Nie chodzi przy tym wyłącznie o to, że seniorów będzie więcej. Zmieni się struktura potrzeb zdrowotnych i społecznych, wzrośnie znaczenie opieki nad osobami niesamodzielnymi, a coraz więcej rodzin będzie musiało godzić pracę zawodową z opieką nad starszymi bliskimi.

To właśnie dlatego polityka senioralna nie może sprowadzać się do świadczeń pieniężnych, programów aktywizacyjnych czy okazjonalnych działań kierowanych do osób 60+. Potrzebna jest odpowiedź na pytanie, jak możliwie długo utrzymywać samodzielność starszego człowieka, a kiedy zaczyna ją tracić, jak zorganizować wokół niego opiekę, która nie przerzuci całej odpowiedzialności na rodzinę.

Rząd deklaruje, że jednym z najważniejszych zadań nowej Rady będzie udział w przygotowaniu założeń Strategii Polityki Senioralnej.

„Głównym zadaniem Rady jest przełożenie wiedzy i doświadczenia jej członków na założenia projektu Strategii Polityki Senioralnej. Ważne, aby osoby starsze mogły być aktywne, miały potrzebne wsparcie i czuły się bezpiecznie. Niezbędne też jest rozwijanie usług, nowoczesnych technologii w obszarze srebrnej gospodarki. Wszystkie te działania powinna spajać solidarność międzypokoleniowa” – powiedziała podczas pierwszego posiedzenia Marzena Okła-Drewnowicz.

Skład Rady rzeczywiście wskazuje, że problem ma być analizowany szerzej niż tylko z perspektywy pomocy społecznej. Znaleźli się w niej geriatrzy, gerontolodzy, eksperci zdrowia publicznego, opieki długoterminowej, prawa i ekonomii, przedstawiciele samorządów i organizacji senioralnych, a także osoby zajmujące się projektowaniem przestrzeni przyjaznej starzeniu.

Z punktu widzenia ochrony zdrowia szczególnie istotna jest obecność ekspertów, którzy od lat zajmują się geriatrią i organizacją opieki nad osobami starszymi. Wśród członków są między innymi prof. Barbara Bień, specjalistka chorób wewnętrznych i geriatrii, prof. Piotr Błędowski, gerontolog i kierownik badań PolSenior i PolSenior2, prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, oraz Magdalena Osińska-Kurzywilk, specjalistka pielęgniarstwa geriatrycznego i psychiatrycznego związana z opieką długoterminową.

To ważne, ponieważ jednym z największych błędów w myśleniu o starzeniu się społeczeństwa jest traktowanie ochrony zdrowia i polityki społecznej jako dwóch oddzielnych systemów. Dla starszego człowieka granica między nimi często nie istnieje. Pacjent po hospitalizacji może nie wymagać już leczenia szpitalnego, ale nadal potrzebować rehabilitacji, pomocy w codziennym funkcjonowaniu, opieki pielęgniarskiej czy dostosowania mieszkania. Jeżeli tych elementów zabraknie, konsekwencją może być utrata samodzielności i kolejna hospitalizacja.

Problem koordynacji opieki nad seniorami jest zresztą dostrzegany również poza nową Radą. W 2026 r. w pracach parlamentarnych wielokrotnie pojawiała się potrzeba budowy bardziej zintegrowanej polityki senioralnej, łączącej profilaktykę, zdrowie i aktywizację. Podczas kwietniowego posiedzenia senackiej Komisji Zdrowia zwracano uwagę właśnie na brak zintegrowanej strategii uwzględniającej różne potrzeby starzejącej się populacji.

Państwo próbuje równolegle rozwijać inne elementy tego systemu. Program „Aktywni Seniorzy – ASY” na lata 2026–2030 ma budżet 610 mln zł i koncentruje się między innymi na aktywności społecznej i fizycznej osób starszych. W 2026 r. trwały również prace nad zmianami dotyczącymi koordynacji opieki długoterminowej i wsparcia osób starszych.

Nowa Rada będzie więc działała w rzeczywistości, w której inicjatyw dotyczących seniorów już nie brakuje. Wyzwaniem staje się raczej ich połączenie.

Dobrym przykładem jest zdrowie. Starzenie się populacji oznacza wzrost liczby osób z wielochorobowością, ograniczeniami sprawności i potrzebą długotrwałego wsparcia. Jednocześnie skuteczna polityka senioralna powinna zaczynać się znacznie wcześniej, zanim starsza osoba stanie się pacjentem wymagającym intensywnej opieki. Profilaktyka, aktywność fizyczna, rehabilitacja, zapobieganie upadkom, dostęp do transportu czy mieszkanie pozwalające bezpiecznie funkcjonować mogą decydować o tym, jak długo senior zachowa niezależność.

Dlatego interesujący jest również pozamedyczny skład Rady. Dr Agnieszka Labus zajmuje się projektowaniem przestrzeni przyjaznych starzeniu, dr Karolina Jarosz usługami społecznymi i potrzebami starszych mieszkańców obszarów wiejskich, a przedstawiciele samorządów wnoszą doświadczenia z organizowania pomocy tam, gdzie senior rzeczywiście mieszka.

To może okazać się szczególnie istotne. Dostępność świadczenia zapisana w ustawie czy programie nie oznacza jeszcze jego rzeczywistej dostępności. Starszy człowiek musi być w stanie dotrzeć do lekarza, rehabilitacji czy miejsca aktywności społecznej. Problem wykluczenia transportowego seniorów, zwłaszcza na terenach wiejskich, jest już przedmiotem prac sejmowej Komisji Polityki Senioralnej.

Podobnie jest z technologiami. Rozwój cyfrowych usług zdrowotnych i publicznych może ułatwiać życie seniorom, ale może również tworzyć nową barierę dla osób, które nie korzystają sprawnie ze smartfona, aplikacji czy bankowości elektronicznej. Srebrna gospodarka, o której mówi pełnomocnik rządu, będzie więc miała znaczenie tylko wtedy, gdy technologia będzie projektowana wokół rzeczywistych możliwości starszych użytkowników, a nie oczekiwania, że użytkownicy dostosują się do technologii.

Rada ma również korzystać z wyników badań naukowych, wskazywać dobre praktyki i przygotowywać opinie oraz rekomendacje dla polityki państwa. Na jej zastępców przewodniczącej wybrano prof. Martę Podhorecką oraz prof. Piotra Błędowskiego.

Samo powołanie interdyscyplinarnego zespołu nie rozwiąże jednak żadnego z problemów związanych ze starzeniem się społeczeństwa. Rada jest ciałem opiniodawczo-doradczym. Nie zastąpi finansowania świadczeń, zwiększenia liczby specjalistów, rozwoju opieki długoterminowej ani usług lokalnych. Może natomiast zrobić coś, czego w polskiej polityce senioralnej szczególnie potrzeba: pomóc zbudować wspólną koncepcję systemu zamiast kolejnych rozwiązań tworzonych osobno przez ochronę zdrowia, pomoc społeczną, samorządy i administrację centralną.

I właśnie według tego należałoby za jakiś czas oceniać efekty jej pracy. Nie po liczbie posiedzeń, stanowisk czy powołanych zespołów roboczych, ale po tym, czy przygotowywana Strategia Polityki Senioralnej odpowie na bardzo praktyczne pytania. Jak długo starszy człowiek może pozostać samodzielny? Co dzieje się, kiedy tej samodzielności zaczyna brakować? Kto koordynuje wtedy pomoc i gdzie kończy się odpowiedzialność rodziny, a zaczyna odpowiedzialność państwa?

Przy niemal 10 mln osób po 60. roku życia nie są to już pytania dotyczące wyłącznie seniorów. To pytania o to, jak za kilkanaście lat będzie funkcjonował cały polski system ochrony zdrowia i opieki społecznej.

Źródło: KPRM

Skutki zdrowotne zmian klimatycznych wykraczają daleko poza negatywny wpływ fal upałów na zdrowie – ocenił w rozmowie z PAP Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski, obecny na poniedziałkowej debacie klimatycznej w Sejmie.

Jak dodał specjalista, są to również: wzrost zagrożenia tropikalnymi chorobami zakaźnymi czy zakłócenia w funkcjonowaniu placówek medycznych w ekstremalnych warunkach pogodowych, wskazał specjalista.

– W kontekście zdrowia i bezpieczeństwa publicznego musimy rozpatrywać zmiany klimatyczne znacznie szerzej niż fale upałów. Póki co, fale upałów są krótkie w naszej szerokości geograficznej. Nawet gdy weźmiemy pod uwagę Europę Południową, to jest to kwestia paru tygodni w roku – powiedział PAP Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski, obecny na pierwszej Narodowej debacie o bezpieczeństwie klimatycznym Polek i Polaków.

Podkreślił, że ryzyko dla zdrowia ludzi stwarzają również ekstremalne opady deszczu, zmiany w środowisku i związane z nimi przesunięcia geograficznych zasięgów różnych gatunków zwierząt i roślin. Te zmiany oznaczają np., że zmienia się również ryzyko występowania potencjalnych chorób odzwierzęcych.

– Jeżeli do Polski docierają komary zdolne do przenoszenia wirusa Zachodniego Nilu, malarii, wirusa gorączki chikungunya czy dengi, to w przyszłości tego typu choroby zakaźne mogą stać się naszą codziennością, mimo że nie jesteśmy krajem tropikalnym – powiedział dr Grzesiowski. Dodał, że ocieplenie klimatu sprzyja też przenoszeniu całej gamy chorób odkleszczowych, nie tylko boreliozy czy kleszczowego zapalenia mózgu.

Specjalista podkreślił, że zmiany klimatu mogą także sprzyjać zaostrzeniu wielu niezakaźnych chorób przewlekłych. – Są to wszystkie choroby wieku podeszłego, w których nawodnienie organizmu ma kluczowe znaczenie, czyli cukrzyca, choroby nerek, układu krążenia – wymieniał dr Grzesiowski.

Wskazał, że związane z globalnym ociepleniem częstsze występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych stanowi ogromne obciążenie dla placówek ochrony zdrowia. – W czasie skrajnych warunków pogodowych rośnie zapotrzebowanie na energię elektryczną – na przykład latem uruchamiamy klimatyzację, która zużywa mnóstwo prądu. Jednocześnie, mamy większe zagrożenie blackoutem. Tego lata mieliśmy takie zdarzenia w Hiszpanii czy Portugalii, które dla placówek medycznych są bardzo groźne – wskazał specjalista.

W jego opinii, na to system ochrony zdrowia musi być odporny. – Banki krwi, przechowywanie szczepionek i niektórych leków, praca urządzeń medycznych – to wszystko zależy od dostaw prądu. Dlatego musimy mieć szpitale, magazyny, odporne na blackout związany ze zmianą klimatu – ocenił dr Grzesiowski.

Jak podsumował, konieczne jest przygotowanie całego systemu ochrony zdrowia do sprawnego radzenia sobie z jej zdrowotnymi skutkami.

W poniedziałek w sali Kolumnowej Sejmu odbyła się Narodowa debata o bezpieczeństwie klimatycznym Polek i Polaków. Została zorganizowana przez Komitet ds. Kryzysu Klimatycznego Polskiej Akademii Nauk we współpracy z Pracownią na rzecz Wszystkich Istot, Koalicją Klimatyczną oraz Państwową Radą Ochrony Przyrody. Patronat nad debatą objęli Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty oraz Prezes Polskiej Akademii Nauk prof. Marek Konarzewski. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Czy wpisanie terapii na listę refundacyjną rzeczywiście oznacza, że pacjent może z niej skorzystać? Federacja Przedsiębiorców Polskich zwraca uwagę, że w praktyce dostęp do świadczeń gwarantowanych zależy nie tylko od wskazań medycznych, ale również od kategorii refundacyjnej oraz sposobu finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zdaniem organizacji pacjenci z chorobami przewlekłymi i rzadkimi częściej niż chorzy onkologicznie muszą czekać na rozpoczęcie leczenia, mimo że spełniają kryteria kwalifikacji do programu lekowego. FPP apeluje do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o analizę obowiązujących przepisów i rozpoczęcie dyskusji nad zapewnieniem bardziej równego dostępu do refundowanych terapii.

FPP od lat analizuje wyzwania związane z funkcjonowaniem ochrony zdrowia, w tym jego finansowaniem. Jednak zwraca również uwagę, na inne wyzwania z którymi boryka się system opieki zdrowotnej w Polsce, w tym rzeczywistą dostępność świadczeń dla pacjentów.

Leki refundowane dostępne w aptekach, programach lekowych oraz katalogu chemioterapii stanowią część świadczeń gwarantowanych określonych w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. W praktyce pacjenci korzystający z poszczególnych kategorii refundacyjnych znajdują się jednak w odmiennych sytuacjach.

Pacjenci realizujący recepty na refundowane leki apteczne mają co do zasady zapewniony dostęp do terapii po uzyskaniu recepty. Inaczej wygląda sytuacja wielu osób leczonych w programach lekowych lub w ramach katalogu chemioterapii. W ich przypadku sama obecność terapii na liście refundacyjnej nie zawsze oznacza możliwość natychmiastowego rozpoczęcia leczenia, mimo że formalnie jest ona świadczeniem gwarantowanym.

Zdaniem FPP problem ten szczególnie dotyka pacjentów z chorobami przewlekłymi i rzadkimi, dla których opóźnienie rozpoczęcia leczenia może mieć istotne konsekwencje zdrowotne.

Federacja zwraca również uwagę na różnice występujące w obrębie samych programów lekowych. Obowiązujące przepisy sprawiają, że sytuacja pacjentów może być odmienna w zależności od rodzaju jednostki chorobowej, na którą cierpią – tzn. czy jest to choroba onkologiczna, czy inne poważne schorzenie, w tym choroba rzadka lub przewlekła. Zgodnie z założeniami ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz wielokrotnymi deklaracjami przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, pacjenci onkologiczni powinni mieć zapewnione finansowanie diagnostyki i leczenia bez limitów oraz bez oczekiwania. W praktyce oznacza to, że świadczenia udzielane tej grupie pacjentów, w tym również nadwykonania, są rozliczane przez NFZ w pierwszej kolejności.

Inaczej wygląda sytuacja pacjentów chorujących na stwardnienie rozsiane, RZS czy wspomniane już choroby rzadkie. W ich przypadku możliwość rozpoczęcia leczenia często zależy od wartości umowy zawartej między NFZ a szpitalem oraz od tego, czy świadczeniodawca ma gwarancję zapłaty za nadwykonania. W praktyce pacjenci mogą być zmuszeni do oczekiwania na włączenie do programu lekowego przez wiele miesięcy, mimo spełniania kryteriów kwalifikacji i objęcia danej terapii refundacją. Zdaniem FPP jest to przejaw nierówności, który może budzić poważne wątpliwości z perspektywy konstytucyjnej zasady równego dostępu do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Leczenie pacjentów znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji zdrowotnej powinno być finansowane w sposób nielimitowany, niezależnie od rozpoznania i kategorii refundacyjnej terapii.

W ocenie FPP rodzi to pytania o realizację konstytucyjnej zasady równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

„W ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia podjęło wiele działań zwiększających dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii. Możemy śmiało mówić o przełomie w kontekście refundacji innowacyjnych cząsteczek. Uważamy jednak, że równie ważne jest zapewnienie, aby decyzje refundacyjne przekładały się na rzeczywistą i możliwie równą dostępność leczenia dla wszystkich pacjentów, niezależnie od rodzaju choroby czy kategorii refundacyjnej terapii” – podkreśla Federacja Przedsiębiorców Polskich.

Dlatego organizacja zwróciła się do Departamentu Równego Traktowania KPRM z prośbą o przeanalizowanie obecnych rozwiązań oraz rozpoczęcie dyskusji na temat większej spójności systemu. Zdaniem FPP celem powinno być stworzenie takich warunków, aby pacjenci korzystający ze świadczeń gwarantowanych mogli liczyć na bardziej równy i przewidywalny dostęp do leczenia.

Źródło: inf pras

Jeszcze kilka lat temu pacjent, który doznał szkody podczas leczenia szpitalnego, najczęściej stawał przed trudnym wyborem. Mógł zrezygnować z dochodzenia swoich praw albo wejść na wieloletnią drogę sądową, wymagającą kosztownych opinii biegłych, pomocy prawników i dużej cierpliwości. Dziś coraz więcej osób wybiera zupełnie inną ścieżkę. Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych, działający przy Rzeczniku Praw Pacjenta od września 2023 roku, staje się realną alternatywą dla postępowań sądowych, a najnowsze dane pokazują, że zaufanie pacjentów do tego rozwiązania systematycznie rośnie.

Do tej pory do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło już 6037 wniosków, a łączna wartość przyznanych świadczeń osiągnęła 64,5 mln zł. Spośród 1125 pozytywnie rozpatrzonych spraw jedynie 45 pacjentów zdecydowało się nie przyjąć proponowanego świadczenia i skierować roszczenia do sądu. To odsetek, który może świadczyć o wysokiej akceptacji proponowanych rozstrzygnięć oraz o tym, że pozasądowy model rekompensat zaczyna spełniać swoją rolę.

Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec: „To bardzo ważne dla mnie i mojego zespołu, że coraz więcej pacjentów docenia zasadę funkcjonowania Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych i z niego korzysta. Do tej pory przyznałem już świadczenia o wysokości ponad 60 milionów złotych, co oznacza, że średnia wypłacana kwota dla jednej osoby to ponad 55 tysięcy złotych”.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych został stworzony jako odpowiedź na jeden z największych problemów polskiego systemu dochodzenia roszczeń medycznych – czas. W klasycznym procesie sądowym postępowania potrafią trwać wiele lat, a ich wynik często zależy od skomplikowanych opinii biegłych oraz konieczności udowodnienia winy konkretnego podmiotu lub personelu medycznego. Model zastosowany w Funduszu opiera się na zupełnie innej filozofii.

Postępowanie prowadzone jest zgodnie z zasadą „no fault”, co oznacza, że nie bada się odpowiedzialności lekarza ani szpitala. Celem nie jest wskazanie winnego, lecz ustalenie, czy pacjent doznał szkody zdrowotnej związanej z udzielaniem świadczeń zdrowotnych i czy należy mu się rekompensata. Z rozwiązania mogą korzystać osoby, które podczas pobytu w szpitalu doznały uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia lub zakażenia szpitalnego. W przypadku śmierci pacjenta świadczenie przysługuje również jego bliskim.

Taki model ma jeszcze jedną zaletę. Ogranicza konflikt pomiędzy pacjentem a placówką medyczną i pozwala skupić się przede wszystkim na szybszym uzyskaniu świadczenia oraz poprawie bezpieczeństwa pacjentów w przyszłości.

Mimo rosnącej popularności Funduszu Rzecznik Praw Pacjenta zwraca uwagę na zjawisko, które może budzić niepokój. Coraz więcej osób decyduje się korzystać z usług kancelarii odszkodowawczych, choć – jak podkreśla urząd – procedura została zaprojektowana tak, aby większość pacjentów mogła przeprowadzić ją samodzielnie.

Według danych Biura Rzecznika dwie największe kancelarie odszkodowawcze z Warszawy skierowały już do Funduszu ponad 413 wniosków. Problem polega na tym, że wynagrodzenie takich firm często sięga nawet 30 proc. przyznanego świadczenia, co oznacza, że znaczna część rekompensaty trafia nie do pacjenta, lecz do pośrednika.

To właśnie dlatego Rzecznik Praw Pacjenta zachęca do samodzielnego składania wniosków. Jak podkreśla urząd, formularz można wypełnić w około 20 minut, a w razie problemów pracownicy Biura udzielają bezpłatnej pomocy telefonicznej oraz merytorycznej.

Bartłomiej Chmielowiec apeluje: „Zachęcam pacjentów, aby nie obawiali się samodzielnego składania wniosków do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, a jeśli natrafią na jakąś trudność, aby dzwonili do Biura Rzecznika Praw Pacjenta i tam uzyskają wsparcie”.

Rosnąca liczba składanych wniosków pokazuje, że Fundusz przestaje być mało znanym rozwiązaniem prawnym, a staje się elementem systemu ochrony praw pacjenta. Jednocześnie doświadczenia ostatnich dwóch lat wskazują, że samo stworzenie mechanizmu rekompensat nie wystarczy. Równie ważne jest budowanie świadomości, że pacjent może skorzystać z niego bez kosztownego pośrednictwa i bez konieczności wieloletniego procesu sądowego.

Jeżeli obecny trend się utrzyma, Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych może stać się jednym z najważniejszych narzędzi pozasądowego rozwiązywania sporów medycznych w Polsce. Wyzwanie na kolejne lata będzie polegało nie tylko na dalszym usprawnianiu procedur, ale również na dotarciu z informacją do pacjentów, którzy nadal nie wiedzą, że w wielu przypadkach mogą dochodzić rekompensaty szybciej, prościej i bez ponoszenia wysokich kosztów obsługi prawnej.

Źródło: RPP