Medicalpress
– Statystycznie każda polska rodzina jest dotknięta w jakiś sposób kryzysem zdrowia psychicznego – mówi prof. Piotr Gałecki w raporcie „Ważne słowa na P.”. W tegoroczne święta warto uświadomić sobie, jak ważne jest, abyśmy wszyscy mieli równy dostęp do pomocy psychologicznej i psychiatrycznej oraz wiedzieć, jak i gdzie szukać pomocy.
W ostatnich latach bardzo wzrosła świadomość społeczna na temat zdrowia psychicznego i zagrożeń związanych z jego brakiem. Kwestie te są wszechobecne w mediach – czytamy artykuły poradnikowe, słuchamy wywiadów o dobrostanie i obserwujemy treści o tematyce psychologicznej na Instagramie.
To sprawia, że coraz lepiej rozpoznajemy objawy, chętniej o nich rozmawiamy i podejmujemy odpowiednie kroki. Rzadziej mówi się jednak o zdrowiu psychicznym w kontekście sprawności systemu zdrowia i jego odpowiedniego finansowania. Mówiąc wprost, na co możemy liczyć w czasie kryzysu i gdzie szukać pomocy – ogólnodostępnej i powszechnej.

Zdrowie psychiczne dotyczy nas wszystkich

Aż 8,3 mln Polaków, czyli co czwarty z nas, zmaga się z poważnym kryzysem zdrowia psychicznego w ciągu swojego życia. Temat ten dotyczy więc statystycznie każdej polskiej rodziny! Dlatego tak ważne jest zapewnienie odpowiedniej opieki oraz dostępu do specjalistów tu i teraz.
– Kwestia zdrowia psychicznego jest centralna. Nie jest to temat, który można całkowicie od siebie odsunąć, i powiedzieć: „to nie moja sprawa”. Myślę, że jest to absolutnie nasza sprawa. Jeżeli nie zawsze dotyka nas bezpośrednio, może to być sprawa naszych rodziców albo dzieci, albo naszego partnera, a jak nie – może naszych pracowników. Musimy zacząć szukać lepszych rozwiązań – mówi w raporcie Dobrosława Gogłoza, Prezeska Fundacji Pomagam.pl i inicjatorka raportu.

– Rodzina, w której ktoś doświadcza kryzysu, też w jakimś sensie choruje. Trudno takim ludziom być twórczym, gdy cierpią wraz ze swoimi bliskimi – dodaje Katarzyna Szczerbowska, dziennikarka, asystentka zdrowienia oraz członkini Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia. Natomiast na pytanie „jako edukatorka i terapeutka chciałabyś najbardziej, aby ludzie wiedzieli o…?” dr Joanna Gutral odpowiada:

– O tym, że zdrowie psychiczne jest tak samo ważne jak fizyczne, a brak leczenia może mieć poważne konsekwencje dla zdrowia somatycznego i relacji społecznych. O tym, że np. nieleczona depresja rodzica zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia depresji u dziecka. Nie tylko w związku z genetyką, ale ze specyfiką funkcjonowania poznawczego, a więc to jest w interesie Twoim i Twojej rodziny, by skorzystać ze skutecznej pomocy.

W święta Bożego Narodzenia, kiedy spędzamy czas z rodziną, warto pomyśleć o tym, jak możemy zadbać o lepszą przyszłość dla nas wszystkich. To również okazja do zauważenia problemów w naszym otoczeniu i podjęcia pierwszych kroków.

Samotność i wykluczenie osób w kryzysie zdrowia psychicznego
– Jednym z doświadczeń osoby w kryzysie psychicznym w Polsce jest izolacja i osamotnienie, czyli takie odczucie, że zostało się z czymś bardzo trudnym i bardzo nienamacalnym. O chorobach fizykalnych, układowych można komuś opowiedzieć. Można pójść do internisty i powiedzieć – tu mnie boli. A osoba, która jest w kryzysie psychicznym, przeciętny Kowalski czy Kowalska, bardzo często ma nawet problem ze zidentyfikowaniem tego, że doświadcza symptomów, które coś oznaczają – opowiada Marta Niedźwiecka, psycholożka i propagatorka nauki, w raporcie „Ważne słowa na P.”.

Według wspomnianego w pierwszym raporcie o finansowaniu zdrowia psychicznego w Polsce badania EZOP II prawie 30% z nas zetknęło się kiedyś z osobą chorującą psychicznie. Był to najczęściej „ktoś ze znajomych/sąsiadów” (34,2%), „ktoś znany tylko z widzenia” (30,9%) oraz „osoba z dalszej rodziny” (12,3%).

Mimo dynamicznie rosnącej świadomości, osoby w kryzysie zdrowia psychicznego wciąż zmagają się ze stygmatyzacją ze strony społeczeństwa. Aż 81,3% wyraziło sprzeciw na informację, że ich zięć/synowa chorował/a psychicznie i leczył/a się w szpitalu psychiatrycznym, 52,9% w przypadku koleżanki/kolegi z klasy, 86,9% – nauczyciela dziecka.

– Społecznie jesteśmy najbardziej wykluczoną grupą, zaraz po osobach z niepełnosprawnością umysłową. Z tego powodu nie możemy przyznać się bez konsekwencji, że doświadczyło się kryzysu psychicznego. Ludzie muszą żyć w ukryciu. Jeżeli ewidentnie nie widać objawów – ukrywają to – mówi Katarzyna Szczerbowska.

Święta Bożego Narodzenia to doskonały moment, by pomyśleć o tych, którzy zmagają się z samotnością i wykluczeniem. Osoby w kryzysie często ukrywają swoje problemy w obawie przed społecznym osądem. Zamiast odwracać wzrok, możemy okazać wsparcie i wyciągnąć pomocną dłoń.
– Kryzys dzieci i młodzieży jest odzwierciedleniem kryzysu relacji, kryzysu rodziny, kryzysu istotnych potrzeb pojedynczej osoby w dużym, nowoczesnym, szybko rozwijającym się społeczeństwie. Żyjemy coraz szybciej, coraz więcej jest zagrożeń i wyzwań, żyjemy w coraz większych skupiskach, coraz bardziej się komunikujemy, ale nie interpersonalnie, nie rozmawiamy ze sobą – dodaje prof. Piotr Gałecki, Kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, przewodniczący Rady ds. Zdrowia Psychicznego oraz Zespołu do opracowania Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego.

Luksus, na który nie każdy może sobie pozwolić
Ostracyzm społeczny to nie jedyne wyzwanie. Do tego dochodzą kwestie dostępności leczenia – finansowej, czasowej i geograficznej. Liczba świadczonych usług psychologicznych i psychoterapeutycznych jest obecnie wielokrotnie mniejsza od potrzeb, a komercjalizacja psychologii (tzw. proces stomatologizacji) sprawia, że wiele osób musi finansować pomoc psychologiczną samodzielnie, a znaczna część nie może sobie na nią nawet pozwolić.
Obecnie na opiekę psychiatryczną w Polsce przeznacza się jedynie 4,5% środków publicznych na ochronę zdrowia. W 2023 roku 355 460 osób skorzystało z finansowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia psychoterapii. Średnia kwota refundacji dla takiej sesji psychoterapii wyniosła 133, 28 zł. Natomiast średni czas oczekiwania na wizytę u psychologa na NFZ w grudniu 2024 to 128 dni. Lepszą dostępność mają jednak duże miasta, co dodatkowo wiąże się z kwestiami wykluczenia komunikacyjnego.

Problem wysokich kosztów leczenia jest widoczny również w serwisie do zakładania darmowych zbiórek pieniędzy Pomagam.pl. W 2016 roku hasła powiązane ze słowem “psychiatria” pojawiały się w 1 na 400 zbiórek. W 2023 proporcja ta wynosi już 1:85, co oznacza wzrost o prawie 500%.

– Z rozmów z naszymi użytkownikami wynika, że założenie zbiórki wiąże się z sytuacją bardzo głębokiego kryzysu. W przypadku chorób, których koszty leczenia wynoszą setki tysięcy złotych, ludzie najpierw często sprzedają samochód, zapożyczają się i dopiero kiedy mają mocne poczucie sięgnięcia finansowego dna, czują się usprawiedliwieni, by starać się pozyskać pieniądze od innych osób. Jeżeli nałożymy na to kwestię stygmatyzacji chorób psychicznych, to osoby, które decydują się sięgnąć po pomoc w tym obszarze, wykazują się wręcz szaloną odwagą – wyjaśnia Dobrosława Gogłoza, Prezeska Fundacji Pomagam.pl i Dyrektorka Zarządzająca serwisu Pomagam.pl.

Świąteczny prezent dla milionów Polaków
Powszechny i łatwy dostęp do terapii na poziomie systemu zdrowia to nie tylko szansa na lepsze życie dla wielu osób w kryzysie, ale także objęcie opieką ich najbliższych – rodzin i przyjaciół. Natomiast w skali kraju, lepszy system zdrowia psychicznego poprawia funkcjonowanie społeczne, a dodatkowo zmniejsza absencję w pracy i długofalowo przynosi oszczędności ekonomiczne, co powinno być już dostatecznym argumentem dla zmian.
– Przede wszystkim chciałabym, aby psychoterapia – ta finansowana przez nas, z podatków – była traktowana tak, jak powinna, czyli jako metoda leczenia. Korzystanie z psychoterapii o udowodnionej skuteczności przekłada się na szybszy powrót do zdrowia, po prostu poprawia funkcjonowanie człowieka – mówi Agnieszka Popieł, prof. Uniwersytetu SWPS.

– Dla mnie kluczowe jest to, by pozostał model opieki Centrum Zdrowia Psychicznego i opieki środowiskowej, bo to bardzo ważne, żeby pacjent mógł się leczyć blisko swojego miejsca zamieszkania, blisko swojej pracy, tam, gdzie mieszka jego rodzina, tam, gdzie ma grupę społeczną, z którą się identyfikuje – opowiada prof. Piotr Gałecki.

Boże Narodzenie przypomina nam o potrzebie troski i solidarności. W tym świątecznym czasie warto pomyśleć o tych, którzy czekają na wsparcie w kryzysie, które dziś bywa luksusem, a nie powszechnym prawem. Stwórzmy lepszy system zdrowia psychicznego, który stanie się prezentem dla nas wszystkich, dając szansę na zdrowsze życie i silniejsze społeczeństwo.

Pierwszy raport o finansowaniu zdrowia psychicznego w Polsce “Ważne słowa na P.” do pobrania na stronie: https://pomagam.pl/zdrowie-psychiczne

Autorzy raportu
Fundacja Pomagam.pl – organizacja non-profit, której misją jest wspieranie dobroczynności i budowanie kultury pomagania w Polsce. Buduje świadomość, że każdy z nas żyje w społeczeństwie i udowadnia, że razem możemy sobie nawzajem pomagać. Wykorzystanie potencjału nas samych i naszych wspólnych działań to praca, której Fundacja podejmuje się każdego dnia. Fundacja powstała przy serwisie Pomagam.pl, który wspiera leczenie i rehabilitację osób potrzebujących, schroniska dla zwierząt, liczne organizacje i inicjatywy społeczne oraz wiele innych potrzeb tysięcy osób, umożliwiając im założenie darmowej zbiórki i zbieranie pieniędzy na to, co dla nich ważne. SWPS Innowacje – spółka celowa Uniwersytetu SWPS – realizuje misję służenia człowiekowi, społeczeństwu i środowisku. Ich współpraca z instytucjami, biznesem oraz organizacjami pozarządowymi dotyczy takich kwestii jak dobrostan, wellbeing i zdrowie psychiczne. W ramach swoich działań realizuje liczne projekty na styku akademii i biznesu: od diagnoz społecznych, przez cykl eksperckich wideopodkastów dotyczących wellbeingu, skierowanych do pracowników oraz działów HR, aż po szkolenia, consulting i badania, takie jak analiza dobrostanu mieszkańców Polski.

Kontakt dla mediów: media@pomagam.pl
8,3 miliona, czyli 26% polskiego społeczeństwa przynajmniej raz w życiu doświadczyło objawów zaburzeń psychicznych. Jednocześnie relatywna dostępność lekarzy psychiatrów w ramach państwowej służby zdrowia nie wzrasta, a liczba świadczonych usług psychoterapeutycznych i psychologicznych jest wielokrotnie mniejsza od potrzeb. Fundacja Pomagam.pl we współpracy z SWPS Innowacje publikuje raport zatytułowany “Ważne słowa na P. O pieniądzach, psychoterapii i psychiatrii w Polsce”.
Raport Fundacji Pomagam.pl i SWPS Innowacje to pierwsza tego typu publikacja, która porusza temat finansowania zdrowia psychicznego w Polsce. 
– Dobrze jest mieć wiedzę o zdrowiu psychicznym (i jego braku), umieć o nie zadbać, rozpoznawać niepokojące symptomy, wiedzieć, gdzie i jak szukać pomocy. Ale jeszcze lepiej jest tę pomoc dostać wtedy, kiedy będzie potrzebna. I móc finansowo na nią sobie pozwolić. Właśnie o tych dwóch – często problematycznych – aspektach dzisiejszej polskiej rzeczywistości traktuje ten raport – podkreślają Katarzyna Kulwicka i Maksymilian Bielecki z Uniwersytetu SWPS, twórcy raportu. 

Wzrost zbiórek pieniędzy na ratowanie zdrowia psychicznego 
Fundacja Pomagam.pl, która promuje kulturę dobroczynności w Polsce i na co dzień angażuje się w niesienie pomocy tym, którzy tego najbardziej potrzebują, zdecydowała się podjąć temat finansowania zdrowia psychicznego w Polsce z uwagi na gigantyczny przyrost liczby zbiórek pieniędzy w serwisie Pomagam.pl związanych ze zdrowiem psychicznym. 
Z danych Pomagam.pl wynika, że na przestrzeni lat 2016-2023 udział zbiórek pieniędzy w tym serwisie związanych z hasłami takimi jak: „szpital psychiatryczny”, „psychiatra” czy „leczenie psychiatryczne” wzrósł prawie o 500%. W 2016 roku hasła powiązane z psychiatrią pojawiały się w 1 na 400 zbiórek. W 2023 roku proporcja ta wyniosła już 1:85. 
O 250% natomiast wzrósł udział internetowych zbiórek pieniędzy w kategorii psychoterapia, w której prowadzono zbiórki m.in na psychoterapię, wizyty u psychologa, czy udział w terapii grupowej. 
Problemy związane ze zdrowiem psychicznym są coraz częściej obecne w opisach zbiórek pieniędzy na platformie Pomagam.pl. Wyniki te jednoznacznie wskazują, że osoby, które zmagają się z problemami związanymi ze zdrowiem psychicznym swoim lub bliskich coraz częściej potrzebują pomocy finansowej.
Te statystyki są bardzo wyraźnym i niepokojącym sygnałem świadczącym o skali wyzwań, przed którymi stoją zarówno osoby zmagające się z problemami zdrowia psychicznego, jaki i system publicznej opieki zdrowotnej w kraju. 

– Zdrowie psychiczne ma każdy i ten temat dotyczy nas wszystkich. Nie można go całkowicie od siebie odsunąć, i powiedzieć: „to nie moja sprawa”. Myślę, że jest to absolutnie nasza sprawa. Jeżeli problemy ze zdrowiem psychicznym nie dotykają nas bezpośrednio, może to być sprawa naszych rodziców albo dzieci, albo naszego partnera, a jak nie – może naszych pracowników. Musimy zacząć szukać lepszych rozwiązań. Dlatego w naszym raporcie są rzetelne dane liczbowe oraz komentarze ekspertów z dziedziny zdrowia psychicznego, które przedstawiamy w kontekście tego, jak jest obecnie z finansowaniem i dostępem do szeroko pojętej pomocy psychologicznej w Polsce oraz jak być powinno i co możemy w tym kierunku zrobić – podkreśla Dobrosława Gogłoza, prezeska Fundacji Pomagam.pl oraz dyrektor zarządzająca serwisu Pomagam.pl.

Stomatologizacja pomocy psychologicznej w Polsce 
Jak czytamy w raporcie, 355 460 osób w 2023 roku – zgodnie z danymi Narodowego Funduszu Zdrowia – skorzystało z finansowanej przez NFZ psychoterapii, uczestnicząc w nieco ponad 4 milionach sesji terapeutycznych (średnio około 11 sesji na pacjenta). Liczba sesji zwiększyła się aż o 69% w stosunku do 2013 roku. Analogiczne dane dla konsultacji psychologicznych to 435 600 osób oraz 2,2 miliona spotkań (wzrost aż o 145% w porównaniu z 2013 rokiem). W 2023 roku wsparcie psychiatrów uzyskało 1 259 tysięcy osób uczestniczących w 4,3 milionów wizyt (ich liczba spadła o około 3% w stosunku do 2013 roku).

Eksperci podkreślają, że obecnie w Polsce bardzo liczne grupy pacjentów albo muszą finansować pomoc psychologiczną samodzielnie, albo ze względu na ograniczenia finansowe i brak specjalistów – nie mogą w ogóle na nią liczyć. W publicznej służbie zdrowia mamy 1386 placówek oferujących dostęp do psychologa – średni czas oczekiwania na wizytę w takiej placówce wynosi 128 dni, przy czym występuje tu ogromne zróżnicowanie pomiędzy województwami: najkrótszy jest w województwie świętokrzyskim (32 dni), najdłuższy – w województwie pomorskim (212 dni). 
Natomiast czas oczekiwania na wizytę w prywatnym gabinecie jest dużo krótszy – liczony jest już w dniach czy tygodniach, ale również te gabinety są przepełnione. 
Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem stomatologizacji psychiatrii i psychoterapii, w którym stają się one usługą dostępną, ale na warunkach komercyjnych. 

Zdrowie psychiczne w liczbach
13,4 na 100 000 mieszkańców – tylu było w Polsce psychiatrów w 2022 roku zgodnie z danymi udostępnionymi przez Eurostat w lipcu 2024 roku. Wartość ta w ostatnich latach znacząco wzrosła – jeszcze w 2012 roku wynosiła jedynie 8,4. Na tle pozostałych krajów Unii Europejskiej nadal wypadamy jednak słabo, plasując się obecnie na trzecim miejscu od końca wśród 24 krajów, dla których dostępne są odpowiednie dane na ten temat. Słabiej od nas wypadają jedynie Hiszpania i Bułgaria. 

Zgodnie z danymi Naczelnej Izby Lekarskiej w Warszawie na dzień 30 września 2024 roku w Centralnym Rejestrze Lekarzy Rzeczpospolitej Polskiej wśród osób wykonujących zawód figurowało 4664 osób ze specjalizacją z dziedziny psychiatrii oraz 563 osoby ze specjalizacją z dziedziny psychiatrii dzieci i młodzieży, co wskazywałoby na dalszy – choć dość powolny – wzrost tego wskaźnika w naszym kraju.

62,4 na 100 000 mieszkańców tyle łóżek na oddziałach opieki psychiatrycznej mieliśmy w Polsce w 2022 roku i wartość ta zbliża się do średniej Unii Europejskiej wynoszącej 71,8 na 100 tysięcy mieszkańców (zgodnie z tegoroczną publikacją Eurostatu). Warto zaznaczyć, że wskaźnik ten przyjmuje bardzo różne wartości zależnie nie tylko od poziomu zamożności danego kraju, ale też od sposobu organizacji systemu opieki zdrowotnej. Najwyższą liczbę łóżek raportują Belgia (140,7) oraz Niemcy (131,3). 

133 złote i 28 groszy tyle wynosiła średnia wartość refundacji sesji psychoterapii finansowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia w 2023 roku zgodnie z danymi udostępnianymi przez portal eZdrowie. Dla konsultacji psychologicznych średnia kwota refundacji wyniosła 96 złotych i 84 grosze, a dla konsultacji psychiatrycznej – 69 złotych i 50 groszy. Trzeba też podkreślić, że wartości te są znacznie niższe niż wycena analogicznych świadczeń w sektorze prywatnym. 

O raporcie
Raport “Ważne słowa na P. O psychoterapii, psychiatrii i pieniądzach” jest projektem zainicjowanym przez Fundację Pomagam.pl i powstał we współpracy z SWPS Innowacje. Celem raportu jest zwrócenie uwagi na wyzwania związane z finansowaniem  psychoterapii i psychiatrii w Polsce oraz aktywizacja decydentów  do działań, które przyniosą  realne zmiany na lepsze. 
Publikacja zawiera zarówno rzetelne dane liczbowe, jak i wypowiedzi czołowych ekspertek i ekspertów krajowych, nadające raportowi wyjątkowy charakter. 

Wśród ekspertów, którzy wypowiedzieli się w raporcie są: prof. dr hab. n. med. Agata Szulc (Kierownik Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauki o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego), dr hab. n. społ. i dr n. med. Agnieszka Popiel (prof. Uniwersytetu SWPS, lekarz psychiatra, psychoterapeutka, superwizorka psychoterapii), dr Ewa Pragłowska (specjalistka psychologii klinicznej, psychoterapeutka (PTTPB i PTP, SITCC, EABCT) i superwizorka psychoterapii (PTTPB), prof. Piotr Gałecki (specjalista psychiatra, specjalista seksuolog, Kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii), Katarzyna Szczerbowska (dziennikarka, asystentka zdrowienia, członkini Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia), dr Joanna Gutral (psycholożka, psychoterapeutka, psychoedukatorka) oraz Marta Niedźwiecka (psycholożka, propagatorka nauki).

Raport można pobrać za darmo na stronie: www.pomagam.pl/zdrowie-psychiczne 

O autorach raportu:
Fundacja Pomagam.pl
Organizacja non-profit, której misją jest wspieranie dobroczynności i budowanie kultury pomagania w Polsce. Buduje świadomość, że każdy z nas żyje w społeczeństwie i udowadnia, że razem możemy sobie nawzajem pomagać. Wykorzystanie potencjału nas samych i naszych wspólnych działań to praca, której Fundacja podejmuje się każdego dnia.
Fundacja powstała przy serwisie Pomagam.pl, który wspiera leczenie i rehabilitację osób potrzebujących, schroniska dla zwierząt,  liczne organizacje i inicjatywy społeczne oraz wiele innych potrzeb tysięcy osób, umożliwiając im założenie darmowej zbiórki i zbieranie pieniędzy na to, co dla nich ważne.
SWPS Innowacje
Spółka celowa Uniwersytetu SWPS – realizuje misję służenia człowiekowi, społeczeństwu i środowisku. Ich współpraca z instytucjami, biznesem oraz organizacjami pozarządowymi dotyczy takich kwestii jak dobrostan, wellbeing i zdrowie psychiczne. W ramach swoich działań realizuje liczne projekty na styku akademii i biznesu: od diagnoz społecznych, przez cykl eksperckich wideopodkastów dotyczących wellbeingu, skierowanych do pracowników oraz działów HR, aż po szkolenia, consulting i badania, takie jak analiza dobrostanu mieszkańców Polski. 

źródło: Pomagam.pl
Nigdy nie było tak źle, jak dziś, jeśli chodzi o ludzki dobrostan i poczucie szczęścia. Początek spadku widać ok. 2005 r., gdy ruszył boom na techniki cyfrowe. Problem w tym, że postęp technologiczny jest szybki, a nasza biologia i psychika zmienia się powoli – mówi dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska, profesor Uniwersytetu SWPS. – Początek drastycznego spadku satysfakcji z życia można zaobserwować ok. 2005 roku, kiedy to rozpoczął się boom na techniki cyfrowe. – dodaje.
Dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska jest zastępcą dyrektora Instytutu Psychologii i kierownikiem Centrum Badań nad Biologicznymi Podstawami Funkcjonowania Społecznego na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Interesuje ją m.in. zastosowanie założeń ewolucji do wyjaśniania zachowań społecznych.

PAP: Technologia nam w życiu pomaga: mamy samochody, komputery, telefony, nawet inteligentne pralki. Z drugiej strony wraz z rozwojem pojawiły się „nowe” negatywy: na przykład zdajemy sobie sprawę, że sto lat temu nikt nie stał przez dwie godziny w korku albo nie zazdrościł koledze z Facebooka wycieczki na Seszele. Czy dzięki technologii żyje nam się lepiej?

Dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska: Różne wskaźniki dobrostanu pokazują, że żyje nam się gorzej. Na przykład niedawne badanie pokazało, że Amerykanom żyje się obecnie najgorzej w historii. Nigdy nie było tak źle, jeśli chodzi o dobrostan, satysfakcję i poczucie szczęścia. Myślę, że w Polsce jest podobnie. Psychiatrzy dziecięcy łapią się za głowę, widząc, jak lawinowo rośnie częstość występowania u młodych osób różnych zaburzeń, szczególnie lęków i depresji.

PAP: Z czym to wiązać?

ASS: Początek drastycznego spadku satysfakcji z życia można zaobserwować ok. 2005 roku, kiedy to rozpoczął się boom na techniki cyfrowe.

PAP: Nasza cywilizacja jest zdominowana przez technologię i naukę. Czy to możliwe, że nam to szkodzi na różne sposoby?

ASS: Dzięki technice ludzie polecieli na Księżyc, a my możemy rozmawiać przez internet. Człowiek osiągnął niesamowicie wiele dzięki kumulatywnie przekazywanej wiedzy. Ale jest też druga strona tego medalu. Zdecydowanie nie nadążamy z przystosowaniem do świata, który sobie sami stworzyliśmy. A owo niedopasowanie jest przyczyną naszych różnych problemów.

PAP: Ma Pani na myśli to, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a technika zaczyna nas przerastać i – pod względem biologicznym – zaczynamy od niej odstawać?

ASS: Dokładnie tak. Przez zdecydowaną większość naszej ewolucyjnej historii sięgającej 99 procent czasu, w jakim funkcjonujemy na świecie, nasze życie wyglądało zupełnie inaczej, niż obecnie. Żyliśmy w niewielkich zbieracko-łowieckich społecznościach na afrykańskiej sawannie i to w takich warunkach – przebywania na powietrzu, wysokiej codziennej porcji aktywności fizycznej, otoczeni przez liczną grupę spokrewnionych z nami osób – kształtowała się nasza psychologia. Dopiero 10 tys. lat temu, gdy rozpoczął się rozwój rolnictwa, ludzie zaczęli się osadzać w jednym miejscu, a społeczności stawały się większe i większe, wraz z rozwojem cywilizacyjnym. Niedawny – w sensie ewolucyjnym – rozwój przemysłu – dodatkowo spotęgował tempo tych zmian. A żeby nasz organizm wykształcił nową adaptację, potrzeba mniej więcej 10 tysięcy lat. Jest więc bardzo mało prawdopodobne, że wykształciliśmy liczne adaptacje do świata rolniczego, a ekstremalnie mało prawdopodobne, że wykształciliśmy adaptacje do świata cyfrowego.

PAP: Takich obszarów, w których technika wyprzedziła nasze możliwości dostosowania się, jest więc zapewne wiele?

ASS: Tak, są w każdej dziedzinie naszego życia. Spójrzmy na przykład na system edukacji. Jest drastycznie niedopasowany do mechanizmów uczenia się, w jakie wyposażyła nas ewolucja. Nasi przodkowie nie siedzieli po wiele godzin unieruchomieni w ławkach. Uczyli się poprzez obserwację i doświadczenie z użyciem wszystkich swoich modalności, a więc ciała. Dziś, aby radzić sobie w świecie, musimy przyswoić obfitą, abstrakcyjną wiedzę. Mamy oczywiście intelektualne możliwości, aby tego dokonać, jednak sposób uczenia ma niewiele wspólnego z tym, jak robiliśmy to w przeszłości. I w tym kontekście różne problemy, na przykład ADHD, nie powinno być rozpatrywane jako zaburzenie, ale jako niedopasowanie naturalnych predyspozycji człowieka do nienaturalnego systemu, w jakim dziś żyje.

PAP: Gdzie jeszcze jest szczególnie trudno?

ASS: Inna, niezwykle ważna sfera naszego życia, w której obserwujemy efekty niedopasowania funkcjonujących mechanizmów do zastanej rzeczywistości, to obszar tworzenia i utrzymywania stałego romantycznego związku. W naszej ewolucyjnej przeszłości, w związku z tym, że ludzie żyli w niewielkich grupach społecznych, mogli spotkać w ciągu życia około kilkudziesięciu potencjalnych kandydatów. Dziś, dzięki technikom cyfrowym, np. aplikacjom i portalom randkowym, potencjalnie mamy dostęp do takiej liczby partnerów, jaka nigdy wcześniej nie była osiągalna. Problem w tym, że nie jesteśmy przystosowani, aby w ten sposób dokonywać wyborów. Znikają bowiem kluczowe bodźce, które działają tylko wtedy, gdy spotykamy kogoś twarzą w twarz. Chodzi na przykład o zapach, który – według badań – mówi nam między innymi o zróżnicowaniu genetycznym określonej osoby i wpływa na jej atrakcyjność. Inne osiągnięcie cywilizacyjne, jakim jest antykoncepcja hormonalna, prowadzi z kolei do zaburzenia mechanizmów wyboru partnera opartych na działaniu hormonów. Wiemy już, że może się to przełożyć na gorsze wybory i mniejszą satysfakcję ze związku.

PAP: A gdy związek już trwa – nadal mogą kusić cyfrowe zdjęcia kolejnych osób, dostępne na jedno kliknięcie…

ASS: To prawda. W jednym z badań okazało się, że kiedy mężczyźni będący w związku obejrzeli dziesięć zdjęć atrakcyjnych kobiecych twarzy – czuli się nieco słabiej związani ze swoją stałą partnerką, niż ci, którzy atrakcyjnych twarzy nie oglądali. Z kolei oglądające takie fotografie kobiety czuły się mniej atrakcyjne dla swoich partnerów. Nie ulega wątpliwości, że gdy wokół znajdujemy bardziej atrakcyjnych partnerów, to może pojawić się pokusa zerwania bieżącego związku. Jesteśmy zresztą wyposażeni w mechanizmy skłaniające nas do zmiany partnerów w określonych warunkach, jednak nie w warunkach permanentnej obecności takich możliwości.

PAP: Czy w takim razie zbyt duży wybór produktów podczas zakupów też nie wychodzi nam na dobre?

ASS: Wydaje się, że nie. Dostęp do niezliczonej liczby towarów – jak pokazują badania – paradoksalnie utrudnia wybór i zmniejsza satysfakcję z zakupu. Często używamy też konsumpcji do zaprezentowania swojego statusu społecznego. W tym zakresie najczęściej wybierane są takie dobra materialne, które widać, a których zakup – jak się okazuje – przynosi dużo mniej zadowolenia, niż „kupowanie” doświadczeń – wycieczek, koncertów czy wyjścia do teatru.

PAP: Wracając do wszechobecnych mediów społecznościowych. Dlaczego korzystanie z nich miałoby skutkować negatywnym samopoczuciem? Czy to także może być przejaw niedopasowania?

ASS: Aby skutecznie funkcjonować w społeczności, człowiek posiada automatyczne mechanizmy porównywania się z innymi. To ważne, aby kontrolować swoją pozycję w grupie i upewniać się, że nadal jesteśmy akceptowanymi jej członkami. Jednak monitorowanie własnej pozycji w relatywnie niewielkiej grupie społecznej jest znacznie prostsze, aniżeli w grupie, w jakiej funkcjonujemy w mediach społecznościowych. Dzisiaj nagle musimy porównywać się z olbrzymią liczbą innych osób – które, gdy spojrzeć na ich profile, wydają się wyjątkowo atrakcyjne, szczęśliwe, i których życie jest pełne sukcesów. Internet pozwala na kształtowanie własnego wizerunku w taki sposób, aby sygnalizować innym własną wysoką wartość – zazwyczaj wyższą, niż w rzeczywistości.

PAP: Jak to może wyglądać?

ASS: Na przykład dane płynące z analiz ogłoszeń na portalach randkowych pokazują, że mężczyźni zawyżają swój wzrost średnio o 5 cm, a zarobki o 20 proc., podczas gdy kobiety zaniżają swoją wagę średnio o 7 kg i pokazują zdjęcia, na których mają mniej, niż faktycznie, lat. I jak tu wypaść korzystnie w takim towarzystwie!

Co więcej, jako odbiorcy mediów społecznościowych możemy nawet rozumieć, że prezentowany przez innych obraz nie jest do końca prawdziwy. Jednak trudno kontrolować automatycznie wzbudzające się emocje, gdy na przykład nikt nie zareaguje na naszego posta. W efekcie wiele osób czuje obniżony nastrój przy korzystaniu z tego typu mediów. To szczególnie niebezpieczny obszar dla młodych ludzi, dla których akceptacja grupy rówieśniczej jest szczególnie ważna.

PAP: Jak ludzie mogą sobie radzić wobec tych zmian? Skoro nasza ewolucja raczej nie nadąży za rewolucją technologiczną – to może powinniśmy technologię dostosowywać lepiej do naszych biologicznych i psychicznych możliwości?

ASS: To jedna z dróg. Rozwija się coraz intensywniej obszar łączenia informatyki i psychologii w celu jak najlepszego dopasowywania systemów informatycznych do potrzeb człowieka. Przydałoby się jednak w tym obszarze więcej etyki, aby te działania nie służyły jedynie intensyfikacji konsumpcji – na przykład wykorzystania wiedzy o podejmowaniu decyzji przez człowieka do tworzenia informatycznych systemów sprzedażowych.

Druga droga to oczywiście edukacja, chociaż to także nie jest temat prosty. Spróbujmy nakłonić nastolatków do porzucenia mediów społecznościowych, przedstawiając im nawet naukowe fakty szkodliwego ich wpływu. Wydaje się, że z pewnych obranych ścieżek nie ma już powrotu. Jednak zrozumienie naszych uwarunkowań i mówienie o nich głośno może pomóc nam w zmianie. Przykładem może być nasz ukształtowany ewolucyjnie mechanizm preferencji produktów obfitujących w cukry i tłuszcze. Mamy takie preferencje, gdyż pozwoliły nam one przetrwać w trudnych warunkach niedoboru pożywienia. W czasach dostępności słodyczy mechanizm ten jest przyczyną chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca. Kliniczne programy edukacyjne uświadamiające pacjentom działanie tego mechanizmu i wyjaśniające, że nie zawsze, gdy mamy na coś ochotę to znak, że nasz organizm tego potrzebuje, przynoszą pozytywne efekty. Podobnie jest z różnymi technologiami. Musimy stawać się coraz bardziej świadomi działania ich – i naszej własnej natury.

PAP: A o sądzi Pani o odwrotnym podejściu – takim, jak zupełne połączenie człowieka z technologią za pomocą różnych implantów? Powoli pojawiają się tego pierwsze zwiastuny, powstają nawet chipy, które mają łączyć mózg z komputerami.

ASS: Trudno przewidzieć skutki takich pomysłów i powiedzieć, czy będą korzystne, czy raczej szkodliwe. Implant, który umożliwi natychmiastowy dostęp do wiedzy, może się wydawać użyteczny, z pewnością zaoszczędzi nam czasu, być może pomoże nam działać bardziej inteligentnie, czy też błyszczeć w towarzystwie. Jednak brzmi to jak kolejny fałszywy sygnał, który będziemy mogli wysyłać do innych. Można sobie wyobrazić liczne negatywne strony różnych „ulepszeń”. Wiele technicznych udogodnień już dzisiaj oddala od nas różne potrzeby, na przykład ruchu – co, jak wiadomo, wyniszcza nasze zdrowie. 

Źródło: Nauka w Polsce, PAP

Nigdy nie było tak źle, jak dziś, jeśli chodzi o ludzki dobrostan i poczucie szczęścia. Początek spadku widać ok. 2005 r., gdy ruszył boom na techniki cyfrowe. Problem w tym, że postęp technologiczny jest szybki, a nasza biologia i psychika zmienia się powoli – mówi dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska, profesor Uniwersytetu SWPS. – Początek drastycznego spadku satysfakcji z życia można zaobserwować ok. 2005 roku, kiedy to rozpoczął się boom na techniki cyfrowe. – dodaje.
Dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska jest zastępcą dyrektora Instytutu Psychologii i kierownikiem Centrum Badań nad Biologicznymi Podstawami Funkcjonowania Społecznego na Wydziale Psychologii Uniwersytetu SWPS w Sopocie. Interesuje ją m.in. zastosowanie założeń ewolucji do wyjaśniania zachowań społecznych.

PAP: Technologia nam w życiu pomaga: mamy samochody, komputery, telefony, nawet inteligentne pralki. Z drugiej strony wraz z rozwojem pojawiły się „nowe” negatywy: na przykład zdajemy sobie sprawę, że sto lat temu nikt nie stał przez dwie godziny w korku albo nie zazdrościł koledze z Facebooka wycieczki na Seszele. Czy dzięki technologii żyje nam się lepiej?

Dr hab. Aleksandra Szymków-Sudziarska: Różne wskaźniki dobrostanu pokazują, że żyje nam się gorzej. Na przykład niedawne badanie pokazało, że Amerykanom żyje się obecnie najgorzej w historii. Nigdy nie było tak źle, jeśli chodzi o dobrostan, satysfakcję i poczucie szczęścia. Myślę, że w Polsce jest podobnie. Psychiatrzy dziecięcy łapią się za głowę, widząc, jak lawinowo rośnie częstość występowania u młodych osób różnych zaburzeń, szczególnie lęków i depresji.

PAP: Z czym to wiązać?

ASS: Początek drastycznego spadku satysfakcji z życia można zaobserwować ok. 2005 roku, kiedy to rozpoczął się boom na techniki cyfrowe.

PAP: Nasza cywilizacja jest zdominowana przez technologię i naukę. Czy to możliwe, że nam to szkodzi na różne sposoby?

ASS: Dzięki technice ludzie polecieli na Księżyc, a my możemy rozmawiać przez internet. Człowiek osiągnął niesamowicie wiele dzięki kumulatywnie przekazywanej wiedzy. Ale jest też druga strona tego medalu. Zdecydowanie nie nadążamy z przystosowaniem do świata, który sobie sami stworzyliśmy. A owo niedopasowanie jest przyczyną naszych różnych problemów.

PAP: Ma Pani na myśli to, że świat staje się coraz bardziej skomplikowany, a technika zaczyna nas przerastać i – pod względem biologicznym – zaczynamy od niej odstawać?

ASS: Dokładnie tak. Przez zdecydowaną większość naszej ewolucyjnej historii sięgającej 99 procent czasu, w jakim funkcjonujemy na świecie, nasze życie wyglądało zupełnie inaczej, niż obecnie. Żyliśmy w niewielkich zbieracko-łowieckich społecznościach na afrykańskiej sawannie i to w takich warunkach – przebywania na powietrzu, wysokiej codziennej porcji aktywności fizycznej, otoczeni przez liczną grupę spokrewnionych z nami osób – kształtowała się nasza psychologia. Dopiero 10 tys. lat temu, gdy rozpoczął się rozwój rolnictwa, ludzie zaczęli się osadzać w jednym miejscu, a społeczności stawały się większe i większe, wraz z rozwojem cywilizacyjnym. Niedawny – w sensie ewolucyjnym – rozwój przemysłu – dodatkowo spotęgował tempo tych zmian. A żeby nasz organizm wykształcił nową adaptację, potrzeba mniej więcej 10 tysięcy lat. Jest więc bardzo mało prawdopodobne, że wykształciliśmy liczne adaptacje do świata rolniczego, a ekstremalnie mało prawdopodobne, że wykształciliśmy adaptacje do świata cyfrowego.

PAP: Takich obszarów, w których technika wyprzedziła nasze możliwości dostosowania się, jest więc zapewne wiele?

ASS: Tak, są w każdej dziedzinie naszego życia. Spójrzmy na przykład na system edukacji. Jest drastycznie niedopasowany do mechanizmów uczenia się, w jakie wyposażyła nas ewolucja. Nasi przodkowie nie siedzieli po wiele godzin unieruchomieni w ławkach. Uczyli się poprzez obserwację i doświadczenie z użyciem wszystkich swoich modalności, a więc ciała. Dziś, aby radzić sobie w świecie, musimy przyswoić obfitą, abstrakcyjną wiedzę. Mamy oczywiście intelektualne możliwości, aby tego dokonać, jednak sposób uczenia ma niewiele wspólnego z tym, jak robiliśmy to w przeszłości. I w tym kontekście różne problemy, na przykład ADHD, nie powinno być rozpatrywane jako zaburzenie, ale jako niedopasowanie naturalnych predyspozycji człowieka do nienaturalnego systemu, w jakim dziś żyje.

PAP: Gdzie jeszcze jest szczególnie trudno?

ASS: Inna, niezwykle ważna sfera naszego życia, w której obserwujemy efekty niedopasowania funkcjonujących mechanizmów do zastanej rzeczywistości, to obszar tworzenia i utrzymywania stałego romantycznego związku. W naszej ewolucyjnej przeszłości, w związku z tym, że ludzie żyli w niewielkich grupach społecznych, mogli spotkać w ciągu życia około kilkudziesięciu potencjalnych kandydatów. Dziś, dzięki technikom cyfrowym, np. aplikacjom i portalom randkowym, potencjalnie mamy dostęp do takiej liczby partnerów, jaka nigdy wcześniej nie była osiągalna. Problem w tym, że nie jesteśmy przystosowani, aby w ten sposób dokonywać wyborów. Znikają bowiem kluczowe bodźce, które działają tylko wtedy, gdy spotykamy kogoś twarzą w twarz. Chodzi na przykład o zapach, który – według badań – mówi nam między innymi o zróżnicowaniu genetycznym określonej osoby i wpływa na jej atrakcyjność. Inne osiągnięcie cywilizacyjne, jakim jest antykoncepcja hormonalna, prowadzi z kolei do zaburzenia mechanizmów wyboru partnera opartych na działaniu hormonów. Wiemy już, że może się to przełożyć na gorsze wybory i mniejszą satysfakcję ze związku.

PAP: A gdy związek już trwa – nadal mogą kusić cyfrowe zdjęcia kolejnych osób, dostępne na jedno kliknięcie…

ASS: To prawda. W jednym z badań okazało się, że kiedy mężczyźni będący w związku obejrzeli dziesięć zdjęć atrakcyjnych kobiecych twarzy – czuli się nieco słabiej związani ze swoją stałą partnerką, niż ci, którzy atrakcyjnych twarzy nie oglądali. Z kolei oglądające takie fotografie kobiety czuły się mniej atrakcyjne dla swoich partnerów. Nie ulega wątpliwości, że gdy wokół znajdujemy bardziej atrakcyjnych partnerów, to może pojawić się pokusa zerwania bieżącego związku. Jesteśmy zresztą wyposażeni w mechanizmy skłaniające nas do zmiany partnerów w określonych warunkach, jednak nie w warunkach permanentnej obecności takich możliwości.

PAP: Czy w takim razie zbyt duży wybór produktów podczas zakupów też nie wychodzi nam na dobre?

ASS: Wydaje się, że nie. Dostęp do niezliczonej liczby towarów – jak pokazują badania – paradoksalnie utrudnia wybór i zmniejsza satysfakcję z zakupu. Często używamy też konsumpcji do zaprezentowania swojego statusu społecznego. W tym zakresie najczęściej wybierane są takie dobra materialne, które widać, a których zakup – jak się okazuje – przynosi dużo mniej zadowolenia, niż „kupowanie” doświadczeń – wycieczek, koncertów czy wyjścia do teatru.

PAP: Wracając do wszechobecnych mediów społecznościowych. Dlaczego korzystanie z nich miałoby skutkować negatywnym samopoczuciem? Czy to także może być przejaw niedopasowania?

ASS: Aby skutecznie funkcjonować w społeczności, człowiek posiada automatyczne mechanizmy porównywania się z innymi. To ważne, aby kontrolować swoją pozycję w grupie i upewniać się, że nadal jesteśmy akceptowanymi jej członkami. Jednak monitorowanie własnej pozycji w relatywnie niewielkiej grupie społecznej jest znacznie prostsze, aniżeli w grupie, w jakiej funkcjonujemy w mediach społecznościowych. Dzisiaj nagle musimy porównywać się z olbrzymią liczbą innych osób – które, gdy spojrzeć na ich profile, wydają się wyjątkowo atrakcyjne, szczęśliwe, i których życie jest pełne sukcesów. Internet pozwala na kształtowanie własnego wizerunku w taki sposób, aby sygnalizować innym własną wysoką wartość – zazwyczaj wyższą, niż w rzeczywistości.

PAP: Jak to może wyglądać?

ASS: Na przykład dane płynące z analiz ogłoszeń na portalach randkowych pokazują, że mężczyźni zawyżają swój wzrost średnio o 5 cm, a zarobki o 20 proc., podczas gdy kobiety zaniżają swoją wagę średnio o 7 kg i pokazują zdjęcia, na których mają mniej, niż faktycznie, lat. I jak tu wypaść korzystnie w takim towarzystwie!

Co więcej, jako odbiorcy mediów społecznościowych możemy nawet rozumieć, że prezentowany przez innych obraz nie jest do końca prawdziwy. Jednak trudno kontrolować automatycznie wzbudzające się emocje, gdy na przykład nikt nie zareaguje na naszego posta. W efekcie wiele osób czuje obniżony nastrój przy korzystaniu z tego typu mediów. To szczególnie niebezpieczny obszar dla młodych ludzi, dla których akceptacja grupy rówieśniczej jest szczególnie ważna.

PAP: Jak ludzie mogą sobie radzić wobec tych zmian? Skoro nasza ewolucja raczej nie nadąży za rewolucją technologiczną – to może powinniśmy technologię dostosowywać lepiej do naszych biologicznych i psychicznych możliwości?

ASS: To jedna z dróg. Rozwija się coraz intensywniej obszar łączenia informatyki i psychologii w celu jak najlepszego dopasowywania systemów informatycznych do potrzeb człowieka. Przydałoby się jednak w tym obszarze więcej etyki, aby te działania nie służyły jedynie intensyfikacji konsumpcji – na przykład wykorzystania wiedzy o podejmowaniu decyzji przez człowieka do tworzenia informatycznych systemów sprzedażowych.

Druga droga to oczywiście edukacja, chociaż to także nie jest temat prosty. Spróbujmy nakłonić nastolatków do porzucenia mediów społecznościowych, przedstawiając im nawet naukowe fakty szkodliwego ich wpływu. Wydaje się, że z pewnych obranych ścieżek nie ma już powrotu. Jednak zrozumienie naszych uwarunkowań i mówienie o nich głośno może pomóc nam w zmianie. Przykładem może być nasz ukształtowany ewolucyjnie mechanizm preferencji produktów obfitujących w cukry i tłuszcze. Mamy takie preferencje, gdyż pozwoliły nam one przetrwać w trudnych warunkach niedoboru pożywienia. W czasach dostępności słodyczy mechanizm ten jest przyczyną chorób cywilizacyjnych, takich jak otyłość czy cukrzyca. Kliniczne programy edukacyjne uświadamiające pacjentom działanie tego mechanizmu i wyjaśniające, że nie zawsze, gdy mamy na coś ochotę to znak, że nasz organizm tego potrzebuje, przynoszą pozytywne efekty. Podobnie jest z różnymi technologiami. Musimy stawać się coraz bardziej świadomi działania ich – i naszej własnej natury.

PAP: A o sądzi Pani o odwrotnym podejściu – takim, jak zupełne połączenie człowieka z technologią za pomocą różnych implantów? Powoli pojawiają się tego pierwsze zwiastuny, powstają nawet chipy, które mają łączyć mózg z komputerami.

ASS: Trudno przewidzieć skutki takich pomysłów i powiedzieć, czy będą korzystne, czy raczej szkodliwe. Implant, który umożliwi natychmiastowy dostęp do wiedzy, może się wydawać użyteczny, z pewnością zaoszczędzi nam czasu, być może pomoże nam działać bardziej inteligentnie, czy też błyszczeć w towarzystwie. Jednak brzmi to jak kolejny fałszywy sygnał, który będziemy mogli wysyłać do innych. Można sobie wyobrazić liczne negatywne strony różnych „ulepszeń”. Wiele technicznych udogodnień już dzisiaj oddala od nas różne potrzeby, na przykład ruchu – co, jak wiadomo, wyniszcza nasze zdrowie. 

Źródło: Nauka w Polsce, PAP