Medicalpress

Nowy system, inny zakres obowiązków, reorganizacja zespołu. W pracy regularnie pojawiają się sytuacje, które wymagają odnalezienia się w nowych warunkach. Część z nich wiąże się również z potrzebą zdobycia kolejnych umiejętności i rosnącą presją. 10 października, w Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego, eksperci zwracają uwagę na wpływ ciągłej adaptacji na pracowników oraz na to, jak wspierać zespoły w dynamicznym środowisku.

Praca nie stoi w miejscu

Jak często trzeba dziś przestawiać się na nowe warunki, pokazuje globalne badanie Deloitte 2026 Global Human Capital Trends. Co trzeci badany pracownik deklarował, że w ciągu roku doświadczył 15 dużych zmian związanych z pracą. Deloitte wymienia wśród nich m.in. zmieniające się oczekiwania klientów, modyfikacje strategii i modeli biznesowych oraz zmiany związane ze sztuczną inteligencją i innymi technologiami.¹

Wysiłki, jakie pracownicy podejmują, aby dostosować się do tak intensywnego tempa zmian, mają negatywne konsekwencje, takie jak spadek poziomu dobrostanu – wskazywany przez 68 proc. respondentów – i zaangażowania – 50 proc. – a także wzrost obciążenia pracą, na który wskazało 60 proc. badanych.¹

– Sama zmiana nie jest czymś złym. Może oznaczać awans, nową rolę albo sposób pracy, który docelowo okaże się lepszy. Każda zmiana wymaga od nas jednak wysiłku – mobilizuje nas do wyjścia z utartych schematów i nauki nowych kompetencji, co może prowadzić do dodatkowego obciążenia, także psychicznego. I właśnie tutaj na znaczeniu zyskuje rezyliencja, czyli zdolność do odzyskiwania równowagi w procesie adaptowania się do nowych warunków. Nie buduje się jej jednak dopiero wtedy, kiedy pojawia się kolejna zmiana. Łatwiej odnajdujemy się w nowych sytuacjach, kiedy na co dzień mamy dobre podstawy do funkcjonowania i przestrzeń na regenerację oraz rozwój. W dynamicznie zmieniającym się środowisku pracy znaczenie ma więc również to, czy mamy stały dostęp do wiedzy i wsparcia – mówi dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra i ekspert Multi.Life.

Rozwój jest nieodłącznym elementem zmiany

Badanie Multi.Life wskazuje, że 82 proc. pracujących Polaków uznaje rozwój umiejętności za priorytet, a 90 proc. oczekuje wsparcia w rozwoju ze strony firmy. Jednocześnie co trzeci pracownik nie brał udziału w minionym roku w żadnych inicjatywach rozwojowych.²

– Rozwój z jednej strony może być wynikiem zmian, ale powinien też je wyprzedzać. Stała możliwość rozwoju jest jednym z elementów budowania odporności w sytuacji zmiany. Jeśli możemy rozwijać się elastycznie i w sposób dopasowany do swoich potrzeb, w różnych obszarach – nie tylko kompetencji zawodowych, ale też np. odporności na stres czy kondycji fizycznej – mamy lepszą bazę do radzenia sobie z nowymi wyzwaniami. W efekcie sama zmiana może być dla nas mniej obciążająca – podkreśla Andrzej Silczuk.

Potrzeby związane z rozwojem obejmują przy tym bardzo różne obszary. W badaniu Multi.Life 43 proc. Polaków wskazało, że chciałoby nauczyć się lepiej dbać o zdrowie fizyczne, 36 proc. – budować odporność psychiczną, a 31 proc. – rozwijać kompetencje związane z nowymi technologiami.²

– Ludzie chcą się rozwijać, ale nie każda potrzeba oznacza konieczność dokładania kolejnego kilkugodzinnego szkolenia do kalendarza. Czasem potrzebny jest pełny kurs, a czasem konkretna wiedza właśnie wtedy, kiedy pojawia się nowe zadanie albo odpowiedzialność. Dlatego znaczenie ma nie tylko to, czy pracownik ma dostęp do rozwoju i wsparcia, ale również czy może dopasować ich formę i moment do własnej sytuacji – mówi Izabela Nasiłowska-Włodarek, Business Development Director w Benefit Systems.

Podobny kierunek opisuje Deloitte. Autorzy raportu zwracają uwagę, że rozwój i dostosowywanie się do nowych warunków coraz częściej powinny być włączane w samo doświadczenie pracy, zamiast funkcjonować jako dodatkowe zadanie realizowane obok codziennych obowiązków. Wśród sposobów integrowania nauki z codzienną pracą Deloitte wskazuje m.in. praktyczne doświadczenia, coaching koleżeński oraz krótkie materiały i wskazówki dostępne wtedy, kiedy pojawia się konkretna potrzeba.¹

– Taką elastyczność staramy się zapewniać również w Multi.Life. W jednym miejscu pracownik ma dostęp do materiałów eksperckich i kursów w różnych formatach audio i wideo, w tym treści podzielonych na kilkuminutowe odcinki, a także do konsultacji online z ekspertami z obszaru zdrowia, dobrostanu oraz rozwoju osobistego i zawodowego. Może korzystać z nich w dogodnym dla siebie czasie, przerwać kurs i wrócić do niego później. Dzięki temu rozwój może łatwiej wpisać się w codzienność, zamiast stawać się kolejnym sztywnym punktem w kalendarzu – dodaje Izabela Nasiłowska-Włodarek.

Zdrowie psychiczne na co dzień

Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego obchodzony jest 10 października. Według WHO służy zwiększaniu świadomości dotyczącej zdrowia psychicznego oraz mobilizowaniu działań na rzecz wsparcia.³

– Zdrowie psychiczne nie zaczyna się dopiero w momencie kryzysu. Wcześniej jest codzienne funkcjonowanie – to, jak radzimy sobie z obowiązkami, jak reagujemy na nowe wymagania i ile mamy przestrzeni, żeby się do nich dostosować. Rolą pracodawcy nie jest zatrzymanie świata w miejscu ani sprawienie, żeby pracownik nigdy nie doświadczał stresu. Nie jest nią również przejmowanie odpowiedzialności za jego zdrowie. Może natomiast ułatwić dostęp do rzetelnej wiedzy i profesjonalnego wsparcia. Adaptacja jest naturalną częścią życia, również zawodowego. Dobrze jednak wiedzieć, gdzie można szukać pomocy, zanim trudniejszy moment przerodzi się w poważniejszy problem – podsumowuje Andrzej Silczuk.

Źródła:

¹ Deloitte, 2026 Global Human Capital Trends, „Creating an adaptable workforce”, 2026; Deloitte, „Change fatigue, the new challenge faced by employees globally”, 2026.

² Badanie wykonane na zlecenie marki Multi.Life, Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna, 28-30 grudnia 2025 r.

³ World Health Organization, World Mental Health Day 2026.

Polacy dość dobrze oceniają ogólny stan swojego zdrowia, ale ich odpowiedzi na pytania o szczegóły dotyczące dobrostanu psychicznego i zdrowych nawyków wskazują na szereg problemów – wynika z raportu PZU Zdrowie. 80 proc. badanych deklaruje, że przynajmniej od czasu do czasu odczuwa przewlekłe zmęczenie, w tym 28 proc. twierdzi, że to częste odczucie. Najgorzej swoją kondycję psychiczną oceniają młode pokolenia. Choć Polacy mają coraz większą świadomość zdrowotną, 15 proc. badanych na przestrzeni ostatniego roku nie wykonało żadnego badania profilaktycznego.

– Zdrowie jest jednym z najważniejszych elementów życia Polaków, dlatego wszyscy chcemy wiedzieć, jak ono wygląda. W PZU Zdrowie przygotowaliśmy na ten temat specjalny raport, który dotyczył ponad tysiąca Polaków. 64 proc. z nich ocenia swój stan zdrowia jako dobry i bardzo dobry – mówi w rozmowie z agencją Newseria Czesław Ducki, członek zarządu PZU Zdrowie, współautor raportu.

Według raportu PZU Zdrowie „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” młodsze pokolenie zdecydowanie częściej deklaruje bardzo dobry stan zdrowia. W grupach 18–24 i 25–29 lat jest to odpowiednio 24 proc. i 23 proc. Ich ocena zdrowia fizycznego jest lepsza niż ocena dobrostanu psychicznego. Jako zły lub bardzo zły określa go 18 proc. w grupie 18–24 lat, a jako dobry lub bardzo dobry – 32 proc.

Odwrotnie jest wśród osób starszych. Respondenci po 60. roku życia najrzadziej deklarują bardzo dobry stan zdrowia (4 proc.), ale jednocześnie najczęściej pozytywnie oceniają swoją kondycję psychiczną (74 proc.).

– Młode pokolenie ma znacznie gorszy dobrostan psychiczny i tutaj widać dużą zmianę in minus. Częściej mają problemy w sferze mentalnej, ale częściej też korzystają z pomocy profesjonalistów, co jest dobrym sygnałem – uważa Czesław Ducki.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy z pomocy psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry korzystał co piąty Polak (21 proc.). W grupach 18–24 lat, 25–29 lat oraz 30–39 lat odsetek ten wyniósł kolejno 29 proc., 32 proc. i 33 proc., podczas gdy wśród osób po 60. roku życia tylko 9 proc. 

Jak wskazuje badanie PZU Zdrowie, nawet dobra deklarowana kondycja nie oznacza braku problemów z energią, stresem czy regeneracją.

– Jako Polacy gorzej oceniamy zdrowie psychiczne niż fizyczne, ale zdrowie to nie tylko brak choroby lub jej nasilenie. To również ryzyko jej wystąpienia, które będzie miało konsekwencje w kolejnych latach. Jeżeli popatrzymy na te parametry głębiej, na środowisko, w jakim żyjemy, stres, przemęczenie, zaburzenia, smutek, ta sytuacja wygląda już znacznie gorzej – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – Powinniśmy patrzeć na zdrowie szerzej. To jest też poziom naszego komfortu życia, jeżeli chodzi o sen czy naszą kondycję psychiczną. Nie da się rozpatrywać zdrowia jako fizycznego i psychicznego. Nasza fizykalność wpływa na naszą psychikę i odwrotnie.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy 80 proc. Polaków deklarowało odczuwanie przewlekłego zmęczenia przynajmniej co jakiś czas, w tym 28 proc. często. Tylko 18 proc. badanych przyznało, że w tym okresie go nie odczuwało.

W grupie osób aktywnych zawodowo często obserwowane są stres, przemęczenie i trudności związane z zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym. Co trzeci badany pracownik deklaruje, że odczuwa stres związany z pracą co najmniej kilka razy w tygodniu, a 68 proc. przyznaje, że co najmniej czasami pracuje mimo choroby lub złego samopoczucia, które uzasadniałyby odpoczynek lub zwolnienie lekarskie. Jednocześnie dwie trzecie pracowników deklaruje, że doświadcza symptomów wypalenia zawodowego przynajmniej od czasu do czasu.

– To jest bardzo poważny sygnał alarmowy dla nas wszystkich. Przewlekłe zmęczenie i stres przekładają się na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, często to jest kwestia wielu lat, zanim nastąpią objawy choroby – podkreśla Czesław Ducki. – Powinniśmy się zatrzymać, zastanowić się i mieć świadomość, że przewlekłe zmęczenie jest czymś bardzo negatywnym, również w sensie medycznym. Będzie się przyczyniało do powstawania chorób albo nasilało te już występujące.

Respondenci najczęściej śpią 6–7 godzin na dobę (39 proc.) lub między 7 a 8 godzin (28 proc.). Jednocześnie co czwarty badany przesypia nie więcej niż 6 godzin na dobę. Sen trwający ponad 8 godzin deklaruje tylko 7 proc. osób.

– Bardzo ważna jest aktywność fizyczna, która wspiera nasze zdrowie, zmniejsza stres i pozwala odreagować napięcia. Istotne jest też budowanie pozytywnych relacji społecznych. W poszczególnych grupach wiekowych jest to niełatwe. To na pewno jest wyzwanie dla młodych osób, które są bardziej narażone na przewlekłe zmęczenie – wyjaśnia Czesław Ducki.

Zdrowotne obawy Polaków skupiają się głównie wokół chorób, które kojarzą się z najpoważniejszymi konsekwencjami dla życia i codziennego funkcjonowania. Największy niepokój budzą nowotwory (40 proc.). Na drugim miejscu znajduje się utrata sprawności i samodzielności w starszym wieku (33 proc), a podium zamykają choroby serca i układu krążenia (30 proc.).

– Profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów dbania o zdrowie. Co istotne, mamy coraz większą świadomość znaczenia profilaktyki dla naszego zdrowia. Już duża część Polaków wie, że trzeba się badać i to jest dobre dla ich zdrowia w perspektywie długoterminowej – wymienia członek zarządu PZU Zdrowie.

Najczęściej wykonywanym badaniem profilaktycznym wśród Polaków są badania krwi (63 proc.). Jednocześnie 15 proc. badanych deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie wykonało żadnego z takich badań.

– Profilaktyka ma sens wtedy, kiedy czujemy się zdrowi i nic nam nie dolega. Zależy nam na tym, aby przy zgłaszaniu się na badania diagnostyczne wyłapywać jak najmniejsze zmiany, bo wtedy możemy pójść w głębszą diagnostykę i pokierować pacjenta do konkretnego specjalisty. Wtedy leczenie jest najskuteczniejsze – przypomina Anna Nikołajew-Diak, pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. – W profilaktyce największe znaczenie ma pierwszy kontakt. Bardzo często są nim pielęgniarki i położne. To my częściej widzimy pacjenta niż lekarz i jesteśmy w stanie wyłapać więcej problemów zdrowotnych.

Największymi barierami, które utrudniają wykonywanie badań profilaktycznych, są długi czas oczekiwania na wizytę lub badanie (32 proc.), koszty badań (31 proc.) oraz trudny dostęp do specjalistów (30 proc.). Wśród czynników zniechęcających do wykonywania badań profilaktycznych respondenci wymieniali również brak czasu (20 proc.) i obowiązki zawodowe (10 proc.).

– Z raportu jednoznacznie wynika, że dużą barierą jest dostępność do służby zdrowia. Dlatego zakup pakietów profilaktycznych przez pracodawcę jest bardzo dobrym krokiem. Drugim jest to, co część pracodawców robi, czyli udziela kilku godzin urlopu na badania, żeby pracownik mógł je wykonać w godzinach pracy. To jest bardzo korzystne dla pracownika, ale też w długiej perspektywie dla pracodawcy – tłumaczy Czesław Ducki.

40 proc. badanych uważa, że ich pracodawca dba o zdrowie pracowników, natomiast 41 proc. jest odmiennego zdania. Pracownicy oczekują od pracodawców większego zaangażowania w obszarze zdrowia, szczególnie poprzez rozwój profilaktyki, dodatkowe dni wolne związane ze zdrowiem, wsparcie psychologiczne czy opiekę medyczną dla członków rodziny.

– Nie wolno odkładać profilaktyki na tak zwane jutro. Jutro też będziemy mieć pełny grafik, nie będziemy mieć czasu, natomiast zdrowie nie poczeka. Jako pacjenci powinniśmy się interesować tym, co się dzieje, możemy zgłosić się do programu profilaktycznego, zapytać, będąc przy okazji w przychodni niekoniecznie we własnej sprawie, co jest dla nas dedykowane – radzi Anna Nikołajew-Diak.

Najsilniejszą motywacją do wykonywania badań profilaktycznych jest chęć kontrolowania stanu zdrowia (46 proc.), a jej znaczenie rośnie wraz z wiekiem. Dla młodszych ankietowanych większe znaczenie mają historia chorób w rodzinie, informacje znalezione w mediach oraz wsparcie bliskich. Starsi kierują się natomiast głównie zaleceniami lekarza i własnymi doświadczeniami zdrowotnymi.

– Jeśli zbudujemy wśród młodych osób pozytywne nastawienie do badania się, to jest szansa, że oni później przekażą to dalej swoim dzieciom, osobom z rodziny. W ten sposób będziemy budować wielopokoleniowe pozytywne nastawienie do zdrowia – podkreśla pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. 

Publikacji raportu „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” – dostępnego na stronie pzuzdrowie.pl – towarzyszyła akcja „Pociąg do Zdrowia” realizowanej przez PZU Zdrowie na dworcach kolejowych w pięciu miastach Polski.  

– W ramach akcji w ciągu jednego dnia przebadaliśmy ok. 700 osób. Mogły one skorzystać z porady specjalistów, kardiologa, dermatologa, ale też pielęgniarki czy dietetyka, mogły wykonać badanie EKG, zbadać poziom glukozy, cholesterolu czy witaminy D – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – W ciągu jednego dnia wśród badanych odnieśliśmy ewidentne korzyści. Wykryto jedną chorobę serca u dziecka, dwie osoby miały podejrzenie poważnej choroby onkologicznej i zostały skierowane do dalszej diagnostyki. Wiele zbadanych osób miało negatywne parametry i skierowaliśmy je do dalszego leczenia.

Źrodło: Newseria

Polscy naukowcy powołali we Wrocławiu Polskie Towarzystwo Glejowe – Polish Glia Network. Główne cele to tworzenie platformy bezpośrednich spotkań i wymiany doświadczeń, ułatwienie wspólnych inicjatyw naukowych w kraju i wzrost roli polskich badaczy gleju na arenie międzynarodowej.

Komórki glejowe współdecydują o tym, jak działa mózg. Zapewniają neuronom wsparcie energetyczne, chronią włókna nerwowe i regulują komunikację między komórkami, wpływają również na pamięć i sposób, w jaki mózg reaguje na stres. Dlatego poznanie gleju może pomóc wyjaśnić mechanizmy oraz wskazać nowe cele terapeutyczne chorób neurodegeneracyjnych i zaburzeń psychicznych. To właśnie wokół tych pytań polscy naukowcy budują Polish Glia Network – napisali twórcy stowarzyszenia.

– Polska dołącza do krajów, w których regionalne sieci badaczy gleju już powstały, takich jak Niemcy, Francja, Hiszpania czy Wielka Brytania. Nasza inicjatywa pomoże nam w wymianie doświadczeń ze środowiskiem międzynarodowym oraz pozwoli włączyć się w struktury europejskie, które w ostatnim czasie bardzo mocno się rozwijają – powiedział dr Michał Ślęzak z Centrum P4Health w Łukasiewicz – PORT, gospodarza założycielskiego spotkania.

Jedną z ważnych inicjatyw jest projekt COST EU-Glia, finansowany przez Komisję Europejską, którego inauguracja miała miejsce w tym miesiącu, w Brukseli.

– Projekt ten, obejmujący przedstawicieli większości krajów Europy, ma na celu wsparcie badań gleju przez nawiązywanie nowych kontaktów badawczych, wspólne inicjatywy i podnoszenie świadomości społecznej znaczenia badań mózgu – dodał dr Ślęzak.

Przygotowania do powołania Polskiego Towarzystwa Glejowego odbyły się pod koniec września br. z inicjatywy Centrum Doskonałości P4Health w instytucie Łukasiewicz – PORT we Wrocławiu i Warsaw Glia Community, towarzystwa powstałego przed dwoma laty. Powołano na nim 9-osobowy zarząd Polish Glia Network, który zajmie się budowaniem struktury stowarzyszenia o charakterze ogólnopolskim.

Gośćmi spotkania byli prof. Joao Relvas z Uniwersytetu w Porto, Sekretarz Generalny Międzynarodowej Organizacji Badań Mózgu (IBRO) i członek zarządu Fundacji Network Glia, oraz prof. Kerstin Lenk z Politechniki w Grazu, liderka projektu COST EU-Glia.

Wśród założycieli ogólnopolskiego stowarzyszenia znaleźli się przedstawiciele: Uniwersytetu Warszawskiego, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Politechniki Wrocławskiej, Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN, Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im. M. Mossakowskiego PAN, Instytut Podstaw Informatyki PAN, Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, Instytutu Farmakologii im. J. Maja PAN, Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie, SGGW oraz Sieci Badawczej Łukasiewicz – PORT. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Regularni użytkownicy marihuany deklarują, że zmniejsza ona ich stres, jednak bardzo podobny efekt występuje także po placebo. Choć rzeczywiście THC osłabia część fizjologicznych reakcji związanych ze stresem, np. obniża poziom kortyzolu, inne wskaźniki pozostają bez zmian lub wręcz rosną.

Badanie przeprowadzili naukowcy z Washington State University i Arizona State University (USA). Wzięło w nim udział 120 osób regularnie używających marihuany. Uczestników losowo przydzielono do jednej z trzech grup. Jedna za pomocą waporyzatora otrzymywała placebo, druga 20 mg THC (głównego związku psychoaktywnego konopi), a trzecia 40 mg THC. Ani badani, ani prowadzący eksperyment nie wiedzieli, kto dostał którą substancję.

Naukowcy oceniali poziom stresu uczestników pięć minut po inhalacji, a następnie po godzinie. Badali zarówno subiektywne odczucia, jak i kilka fizjologicznych wskaźników stresu.

Okazało się, że badani ze wszystkich trzech grup deklarowali, iż czują się mniej zestresowani. Nie było różnic między osobami, które przyjęły THC i tymi, które otrzymały placebo. Efekt placebo był na tyle silny, że jedna z osób przerwała nawet inhalację, ponieważ uznała, że działanie substancji jest zbyt mocne.

Zdaniem autorów wskazuje to, że duża część odczuwanej poprawy może wynikać z oczekiwań wobec marihuany, a nie jej faktycznego działania. – Użytkownicy marihuany konsekwentnie deklarują stosowanie tego narkotyku w celu zmniejszenia stresu, ale niewiele badań potwierdziło ich przekonanie w odniesieniu do wielu reakcji fizjologicznych – podkreślili.

Jednocześnie autorzy ustalili, że marihuana rzeczywiście wpływała na kilka fizjologicznych reakcji organizmu. U osób, które przyjęły największą dawkę THC, poziom kortyzolu, czyli tzw. hormonu stresu, spadł bardziej niż w grupie placebo. Efekt ten jednak szybko zanikał.

THC osłabiało także reakcję przewodnictwa elektrycznego skóry. W czasie pobudzenia układu nerwowego zwiększa się aktywność gruczołów potowych, co zmienia przewodnictwo skóry. Słabsza reakcja może więc wskazywać na mniejsze pobudzenie organizmu.

W przypadku serca wyniki wyglądały jednak odwrotnie. Po THC częstość jego pracy rosła. Wzrost był największy u osób, które otrzymały 40 mg THC.

Badacze nie zauważyli natomiast istotnego wpływu THC na zmienność rytmu serca, czyli na to, jak różnią się odstępy między kolejnymi uderzeniami. Jest to jeden ze wskaźników reakcji organizmu na stres.

Co więcej, poszczególne reakcje organizmu nie były ze sobą powiązane. Spadek poziomu kortyzolu nie szedł w parze ani z mniejszym odczuwaniem stresu, ani ze zmianami pracy serca czy przewodnictwa skóry. Także reakcja skóry nie wiązała się z pozostałymi badanymi wskaźnikami.

Zdaniem badaczy nie można więc stwierdzić, że marihuana zmniejsza stres. – Jej użytkownicy powinni zrozumieć, że chociaż czują, że THC tak na nich działa, w dużej mierze może to być efekt placebo, wynikający z ich oczekiwań co do tego, jak marihuana wpłynie na ich samopoczucie – podsumowali.

Wyniki badania opublikowano w czasopiśmie „Neuropsychopharmacology”.

Źródło: Nauka w Polsce

Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie rozwija cyfrowe rozwiązania, które wspierają profilaktykę i codzienne dbanie o zdrowie. Narzędzia dostępne w aplikacji mojeIKP pomagają użytkownikom lepiej poznać swój stan zdrowia, kontrolować czynniki ryzyka i podejmować świadome decyzje dotyczące codziennych nawyków. Jednym z nich jest ankieta „10 dla zdrowia”, która zastąpiła „10 dla serca”. To nie tylko zmiana nazwy, ale przede wszystkim rozwinięcie narzędzia, które dziś obejmuje znacznie szersze spojrzenie na zdrowie.

„10 dla zdrowia” to rozwinięcie narzędzia informatycznego tworzonego w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032. Ankieta została teraz rozszerzona tak, aby pomagać spojrzeć na zdrowie w sposób bardziej kompleksowy. Oprócz profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych uwzględnia także kwestie związane ze zdrowiem psychicznym, profilaktyką chorób nowotworowych oraz innymi czynnikami, które mają wpływ na długość i jakość życia.

Poważne choroby często rozwijają się przez wiele lat. Na niektóre czynniki ryzyka możemy wpływać poprzez codzienne decyzje, a inne możemy odpowiednio wcześnie wykrywać, kontrolować i ograniczać. Dlatego „10 dla zdrowia” łączy własnego stanu zdrowia oraz konkretne działania profilaktyczne.

„10 dla zdrowia” opiera się na dziesięciu ważnych dla zdrowia obszarach: kontroli ciśnienia tętniczego, poziomu cholesterolu LDL i glukozy, utrzymaniu prawidłowej masy ciała, zdrowym żywieniu, regularnej aktywności fizycznej, zdrowym śnie, radzeniu sobie ze stresem, a także rezygnacji z używania tytoniu, nikotyny i alkoholu. Po wypełnieniu ankiety użytkownik otrzymuje wynik oraz indywidualne rekomendacje pokazujące, które obszary warto poprawić.

Nowa odsłona narzędzia wpisuje się w działania Ministerstwa Zdrowia, które stawia na nowoczesne rozwiązania wspierające profilaktykę i budowanie świadomości zdrowotnej. Celem jest nie tylko zapewnienie pacjentom łatwego dostępu do informacji o własnym zdrowiu, ale także zachęcanie ich do regularnych badań i codziennych wyborów, które sprzyjają zdrowiu.

Rozszerzeniu narzędzia towarzyszy kampania edukacyjna „Bądź 10 na 10”, która startuje 18 września i pokazuje, że dbanie o zdrowie nie zaczyna się dopiero w gabinecie lekarskim, ale od codziennych decyzji i regularnej profilaktyki. Kampania zachęca do sprawdzenia swojego wyniku w „10 dla zdrowia”, poznania własnych czynników ryzyka i podejmowania działań, które pomagają dłużej cieszyć się zdrowiem. Ankieta jest dostępna bezpłatnie w aplikacji mojeIKP.

10 obszarów zdrowia

1. Optymalne ciśnienie tętnicze 

Regularnie kontroluj ciśnienie tętnicze.

2. Optymalny poziom cholesterolu LDL

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu cholesterolu LDL i regularnie go kontroluj.

3. Optymalny poziom glukozy

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu glukozy we krwi i regularnie kontroluj jej stężenie.

4. Prawidłowa masa ciała

Kontroluj masę ciała i dbaj o utrzymanie jej na prawidłowym poziomie.

5. Zdrowe żywienie

Odżywiaj się zdrowo.

6. Zero tytoniu i nikotyny

Nie pal papierosów ani nie używaj innych wyrobów tytoniowych lub nikotynowych.

7. Zero alkoholu

Nie pij alkoholu.

8. Zdrowy sen

Dbaj o zdrowy i odpowiednio długi sen.

9. Radzenie sobie ze stresem

Ucz się radzić sobie ze stresem i dbaj o zdrowie psychiczne.

10. Regularna aktywność fizyczna

Bądź aktywny fizycznie.

Czy jesteś 10 na 10? Sprawdź!

Wypełnij ankietę „10 dla zdrowia” w aplikacji mojeIKP i dowiedz się, o które obszary swojego zdrowia warto zadbać.

Źródło: MZ

Od 21 do 46 proc. mężczyzn w Polsce może wykazywać objawy depresji – wynika z badania psycholożek z Uniwersytetu SWPS. Klasyczne testy wykrywają je rzadziej niż te, które uwzględniają także drażliwość, agresję, wycofanie, ryzykowne zachowania i nadużywanie alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych.

„Jeszcze podczas moich studiów, które rozpoczęłam pod koniec lat 90., byłam uczona, że depresja jest głównie chorobą kobiet. Jednocześnie od dawna mieliśmy dane, które do tego obrazu nie pasowały: statystyki samobójstw. Według danych WHO z 2021 r. globalny, standaryzowany względem wieku współczynnik samobójstw jest aż 2,2 razy wyższy wśród mężczyzn niż wśród kobiet. To rodzi pytanie, czy rzeczywiście mężczyźni znacznie rzadziej chorują na depresję, czy może nie zawsze potrafimy ją u nich rozpoznać” – podkreśliła jedna z autorek badania dr Ewa Jarczewska-Gerc w przesłanym PAP komunikacie.

Wraz z dr Magdaleną Nowicką sprawdzały, jak nasilone są objawy depresyjne w ogólnej populacji mężczyzn. Przeprowadziły badanie samoopisowe, w którym uczestnicy raportowali, w jakim stopniu zauważają u siebie poszczególne symptomy.

Wzięło w nim udział 1073 mężczyzn w wieku od 18 do 89 lat. Próba została dobrana tak, aby odzwierciedlała strukturę populacji Polaków pod względem wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania i stanu cywilnego.

Naukowczynie wykorzystały cztery kwestionariusze. Dwa z nich (PHQ-9 i BDI) pytały głównie o typowe objawy depresji, takie jak smutek, brak energii czy utrata zainteresowań. Dwa pozostałe (MDRS-22 i GSDS-26) uwzględniały także zachowania częściej opisywane u mężczyzn z depresją, m.in. drażliwość, agresję, wycofanie, podejmowanie ryzyka i nadużywanie substancji psychoaktywnych.

Okazało się, że w przypadku klasycznych testów odsetek uczestników przekraczających próg wskazujący na występowanie objawów depresji wyniósł 21 proc. lub 37 proc. (w zależności od kwestionariusza). W narzędziach obejmujących także tzw. męski obraz depresji było to odpowiednio 41 i 46 proc.

Jak podkreśliły badaczki, oznacza to, że w zależności od sposobu pomiaru problem ten występował u co piątego do niemal co drugiego badanego mężczyzny.

Wyjaśniły też, że klasyczne rozpoznanie depresji skupia się przede wszystkim na obniżonym nastroju, utracie zainteresowań i braku energii. Od kilkudziesięciu lat naukowcy zwracają jednak uwagę, że u części mężczyzn zaburzenie może przejawiać się także w mniej oczywisty sposób.

W badaniach z lat 80. i 90. XX w. na szwedzkiej Gotlandii zauważono na przykład, że poprawa rozpoznawania i leczenia depresji przez lekarzy rodzinnych przyniosła wyraźny spadek liczby samobójstw wśród kobiet, ale nie wśród mężczyzn. Pojawiło się więc przypuszczenie, że u części z nich choroba ta może być trudniejsza do rozpoznania, ponieważ problemy psychiczne częściej ujawniają się poprzez konkretne zachowania.

Psycholożki z SWPS sprawdziły również, jakie cechy i sytuacje życiowe wiązały się z większym nasileniem objawów depresji. Jednym z najważniejszych czynników, które zidentyfikowały, był temperament. Więcej objawów występowało u panów silniej reagujących na stres, mających skłonność do długiego pozostawania pod wpływem emocji i charakteryzujących się niższą wytrzymałością.

Znaczenie miał również poziom odczuwanego stresu oraz trudne wydarzenia życiowe, takie jak utrata pracy czy rozpad związku.

Objawy depresyjne często współwystępowały także z problemami ze snem. Z kolei regularna aktywność fizyczna była związana z ich mniejszym nasileniem.

Istotny był też sposób radzenia sobie ze stresem. Przy podobnym temperamencie i zbliżonych warunkach życiowych więcej objawów depresji mieli mężczyźni stosujący strategie unikowe: wycofywanie się, samoobwinianie czy sięganie po używki. Mniej symptomów obserwowano zaś u tych, którzy aktywnie starali się rozwiązywać swoje problemy i szukali wsparcia u innych.

Z nasileniem objawów wiązał się również stan cywilny. Więcej deklarowali ich panowie samotni niż ci pozostający w związkach. Zdaniem autorek może to mieć związek z większym wsparciem społecznym i mniejszym poczuciem osamotnienia u osób mających partnera lub partnerkę.

„Na szczęście zarówno w ramach standardowego wsparcia psychologicznego, jak i psychoterapii, mężczyźni mogą rozwijać kompetencje w zakresie zdrowej regulacji emocji, które mogą zarówno redukować depresję, jak i przeciwdziałać jej długoterminowo” – zaznaczyła dr Magdalena Nowicka.

W kolejnym etapie badaczki chcą sprawdzić, czy mężczyznom z objawami depresji może pomóc trening, w którym uczą się wyobrażać sobie trudne sytuacje i z góry planować, jak na nie zareagują.

Źródło: Nauka w Polsce

Śpij lepiej, ruszaj się więcej, zdrowiej jedz, mniej scrolluj, rozwijaj się, dbaj o relacje. Wellbeing ma pomagać nam lepiej o siebie zadbać. W praktyce łatwo jednak zamienić go w kolejną, długą listę rzeczy do odhaczenia na już. Wtedy, zdaniem ekspertów, może zniechęcać i przytłaczać. Jak dbać o siebie uważnie i bez nadmiernej presji, ale regularnie? Jaką rolę w tym wszystkim może odegrać technologia?

8 września obchodzony jest Światowy Dzień Wellbeingu.¹ To dobra okazja, żeby spojrzeć na dobrostan nie jak na modne hasło, ale jak na codzienne pytanie: czego potrzebuję, aby funkcjonować lepiej, spokojniej i bardziej świadomie?

Według badania Multi.Life 88 proc. Polaków martwi się o stan swojego zdrowia, a ponad 4 na 10 często lub bardzo często odczuwa z tego powodu stres. Jednocześnie 43 proc. badanych deklaruje, że chciałoby nauczyć się lepszego dbania o zdrowie fizyczne, a 36 proc. chciałoby zdobyć więcej wiedzy w zakresie profilaktyki zaburzeń zdrowia psychicznego.² W innym badaniu Multi.Life blisko co trzeci Polak – 28 proc. – wskazał również, że chciałby nauczyć się zasad świadomego i zdrowego odżywiania.³

– Za tymi danymi stoją bardzo codzienne potrzeby: jak lepiej spać, jak radzić sobie ze stresem, jak wrócić do ruchu albo kiedy warto porozmawiać ze specjalistą? Dlatego rozmowa o dobrostanie coraz rzadziej sprowadza się do jednego, ogólnego zalecenia. Powinna dotyczyć ułożenia priorytetów i wyboru pierwszego kroku, który jest realny dla konkretnej osoby – przekonuje dr hab. n. med. Andrzej Silczuk, psychiatra, ekspert Multi.Life i dodaje:

– W rozmowie o dobrostanie łatwo niechcący uruchomić mechanizm presji. Człowiek słyszy, że powinien lepiej spać, więcej się ruszać, zdrowiej jeść, ograniczyć ekran, zadbać o relacje i jeszcze znaleźć czas na rozwój. Każda z tych rekomendacji jest potrzebna, ale razem mogą zabrzmieć jak kolejna lista wymagań, dlatego warto wprowadzać zmiany gradacyjnie. Jeżeli ktoś jest już przeciążony, taka lista nie zawsze motywuje. Czasem tylko wzmacnia poczucie, że znowu sobie z czymś nie radzi – mówi.

Dobrostan to system naczyń połączonych

World Happiness Report 2026 opisuje dobrostan szeroko. Uwzględnia relacje i zaufanie. Ważne miejsce zajmują w nim również zdrowie, poczucie wpływu oraz środowisko cyfrowe. Raport nie sprowadza więc tematu do jednej prostej praktyki ani jednego czynnika. Wskazuje raczej na warunki codziennego życia, które wpływają na to, jak ludzie oceniają własne funkcjonowanie.⁴

Podobne szerokie ujęcie pojawia się w raporcie „Dobrostan Polek i Polaków”, przygotowanym przez infuture.institute na zlecenie Benefit Systems. Autorzy opisują dobrostan przez sześć obszarów: zdrowie fizyczne i psychiczne, wewnętrzny spokój, komfort życia, relacje oraz kontakt z naturą. Średnia wartość dobrostanu Polek i Polaków wyliczona na podstawie Wellbeing Score wynosi 4,9/10.⁵

– To, że na dobrostan składa się wiele obszarów, nie oznacza, że w każdym momencie trzeba zajmować się nimi wszystkimi jednocześnie. Potrzeby zmieniają się wraz z sytuacją, etapem życia czy poziomem obciążenia. Czasem potrzebujemy działania, a czasem odpoczynku i odpuszczenia sobie – mówi dr Silczuk.

Telefon może rozpraszać, ale może też pomagać

Z badania Multi.Life wynika, że przebodźcowanie jest dziś jedną z głównych przyczyn stresu Polaków – wskazuje je 47 proc. badanych. Niemal tyle samo, bo 48 proc., mówi o nadmiarze obowiązków i braku czasu.²

– Nie demonizowałbym technologii jako takiej, choć często jako pierwsza przychodzi na myśl, gdy poszukujemy powodów gorszego samopoczucia czy zdrowia. Po całym dniu napięcia telefon może podtrzymywać nas w ciągłym pobudzeniu, jeśli staje się tylko źródłem kolejnych bodźców. Ale ten sam ekran może na przykład służyć kontaktowi, zdobywaniu wiedzy, treningowi czy dotarciu do konkretnego, potrzebnego w danym momencie specjalisty. Dlatego warto patrzeć nie tylko na czas spędzony online, ale przede wszystkim na to, po co sięgamy po technologię i co dzięki niej robimy. A przede wszystkim – jak czujemy się później. Tym bardziej, że to właśnie przestrzeń online wyrównuje dostęp do informacji i specjalistów – dodaje ekspert.

World Happiness Report 2026 pokazuje złożony obraz relacji między mediami społecznościowymi, technologią i dobrostanem. Znaczenie ma nie tylko czas spędzony online. Liczy się także rodzaj aktywności, kontekst korzystania z narzędzi cyfrowych oraz to, czy technologia wspiera relacje, wiedzę i poczucie wpływu.⁴

Mniej aplikacji, prostszy pierwszy krok

Technologia sprawiła, że narzędzia wspierające zdrowie i dobre nawyki możemy mieć zawsze przy sobie. To ona przypomina nam, że czas wstać i się rozruszać. Pomaga umówić rozmowę ze specjalistą, oszacować kaloryczność posiłku czy sprawdzić, jak spaliśmy. Dzięki technologii możemy też słuchać podcastów, w których głos zabierają specjaliści. W tym wszystkim łatwo się jednak zgubić, zwłaszcza gdy każda potrzeba oznacza kolejną aplikację, konto i powiadomienie. Zamiast ułatwiać dbanie o siebie, czasem nieświadomie dokładamy sobie kolejne decyzje i z czasem zniechęcamy się do korzystania z dostępnych rozwiązań.

Badanie Talker Research przeprowadzone online na zlecenie MD Live by Evernorth wśród 2 tys. ubezpieczonych dorosłych Amerykanów korzystających z aplikacji i narzędzi zdrowotnych pokazuje, że przeciętny respondent regularnie używa sześciu takich aplikacji, a 22 proc. – co najmniej dziesięciu. 57 proc. korzysta z narzędzi monitorujących aktywność fizyczną, 39 proc. z aplikacji żywieniowych, a 37 proc. z rozwiązań do monitorowania snu. Ponad połowa badanych – 53 proc. – uważa, że aplikacji zdrowotnych jest zbyt wiele, by nad nimi nadążać, a 45 proc. deklaruje, że co tydzień odczuwa wypalenie związane z koniecznością uzupełniania i śledzenia danych. Jednocześnie 91 proc. twierdzi, że narzędzia zdrowotne poprawiły ich rozumienie funkcjonowania własnego organizmu, choć 40 proc. przyznaje, że nie wie, jak najlepiej wykorzystywać je w praktyce.⁶

– Mnogość wykorzystywanych rozwiązań może prowadzić do chaosu, co czyni dbanie o dobrostan jeszcze trudniejszym. Poszukując rozwiązań technologicznych, które mogą wesprzeć nas w dbaniu o siebie, warto zatem zwracać uwagę na ich kompleksowość. Dziś na rynku odnaleźć można rozwiązania, które łączą monitorowanie elementów zdrowego stylu życia, takich jak aktywność fizyczna czy sposób odżywiania, z możliwością skorzystania z wiedzy i konsultacji eksperckich. Warto poszukiwać tych, które w ramach jednego narzędzia pokażą nam, jak dziś wygląda nasz styl życia, i pomogą realnie wprowadzić oczekiwane zmiany. Narzędzia ukierunkowane na efektywne doświadczenie użytkownika mogą pomóc określić cel oraz rekomendować odpowiednie funkcjonalności, by wspierać w jego osiąganiu – mówi Izabela Nasiłowska-Włodarek, Business Development Director w Benefit Systems S.A., odpowiedzialna za rozwój platformy wellbeingowej Multi.Life.

Dobrostan nie wymaga perfekcji

Dbanie o siebie nie musi być kolejnym projektem naprawczym prowadzonym pod presją. Można wprowadzać mikrozmiany, wyznaczać priorytety, ale też zostawić miejsce na odpoczynek, przyjemność czy czas, który nie służy realizacji żadnego celu.

– Dbanie o siebie nie powinno oznaczać nieustannego poprawiania siebie. Są momenty, kiedy potrzebujemy działania, zmiany nawyku czy profesjonalnego wsparcia, ale są też takie, kiedy najbardziej potrzebny jest odpoczynek. Dobrostan nie polega na tym, żeby wszystko robić idealnie. Raczej na tym, żeby potrafić zauważyć własną potrzebę i odpowiedzieć na nią bez dokładania sobie kolejnej presji – podsumowuje dr Andrzej Silczuk.

Źródło: inf pras

Urlop brany tradycyjnie, raz albo dwa razy do roku, to za mało dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Brak systematycznej regeneracji może prowadzić m.in. do wypalenia zawodowego – powiedziała PAP psycholożka z Uniwersytetu SWPS Aleksandra Penza. Wskazała też na elementy dobrego wypoczynku.

Psycholożka z Uniwersytetu SWPS Aleksandra Penza zwróciła uwagę, że praca, niezależnie od miejsca i stanowiska, może generować wysoki poziom pobudzenia organizmu i stresu. – To osłabia naszą odporność psychiczną, umiejętność podejmowania decyzji, skrupulatność, rzetelność w działaniu. Ludzki organizm dla sprawnego funkcjonowania potrzebuje czasu na regenerację – stwierdziła ekspertka.

Istotna jest przy tym świadomość, co to znaczy dobrze wypoczywać. Psycholożka zwróciła uwagę, że w tym celu warto odwołać się do modelu DRAMMA (detachment, relaxation, autonomy, mastery, meaning, affiliation), który jest akronimem słów wskazujących, jak ten wypoczynek ma wyglądać.

Pierwszy element wiąże się ze słowem detachment, czyli odłączenie psychiczne. – Podczas urlopu ważne jest odcięcie się od zadań zawodowych, zarówno od myśli, jak i od konkretnych czynności, np. sprawdzania e-maili czy odczytywania wiadomości na komunikatorach – wyjaśniła psycholożka.

Dodała, że drugim elementem jest relaks, czyli skupianie się na takich działaniach, które będą obniżać aktywność współczulnego układu nerwowego odpowiedzialnego za mobilizację organizmu. Zgodnie z tą zasadą powinny to być aktywności o niskiej intensywności – spacer, joga, ćwiczenia oddechowe.

Trzeci składnik dotyczy autonomii podczas wypoczynku, czyli wpływu na to, jak spędzamy czas wolny. – Chodzi o to, by nie robić rzeczy pod tak zwane dyktando: zwiedzać miejsca na siłę, czy mieć wszystko zaplanowane co do minuty – wyjaśniła.

Kolejny element udanego wypoczynku wiąże się ze słowem mastery (mistrzostwo), czyli szukaniem aktywności, które będą sprawiały nam satysfakcję, a jednocześnie będziemy mogli się w nich doskonalić. – To może być wspinaczka, jazda na rowerze, ale też czytanie książek, czyli coś, co będzie dla nas stanowiło jakieś minimalne wyzwanie – wymieniła ekspertka.

Ważne będzie także znalezienie takich rzeczy podczas wypoczynku, które dadzą nam poczucie sensu (meaning). – Mowa tutaj o aktywnościach, które będą zgodne z naszymi wartościami – podkreśla psycholożka.

Ostatni czynnik – jak wskazała – związany jest z przynależnością (affiliation) w czasie urlopu. Chodzi o budowanie relacji z innymi ludźmi, szczególnie z bliskimi.

Ekspertka podkreśliła, że bardzo ważne, jest to, by wypoczynek nie polegał na scrollowaniu mediów społecznościowych czy serwisów informacyjnych. – Kiedy oglądamy rolki albo czytamy newsy, nasz mózg jest bombardowany dużą ilością informacji, które musi przetworzyć. Nasze ciało teoretycznie odpoczywa, ale nasz organizm intensywnie przetwarza informacje – powiedziała ekspertka.

Zaznaczyła, że według badań szczyt dobrostanu przypada ok. 8. dnia wypoczynku, dlatego optymalny urlop powinien trwać od 10 do 14 dni. – Czas po urlopie też powinien być takim stopniowym wejściem z zadania, a nie rzutem na głęboką wodę – powiedziała psycholożka.

Jak zauważyła, urlop brany tradycyjnie, raz albo dwa razy do roku, to za mało dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. – Brak systematycznej regeneracji może prowadzić m.in. do wypalenia zawodowego. – Codzienne rutyny związane z odpoczynkiem mają duże znaczenie dla naszego dobrostanu psychicznego – wskazała psycholożka.

Przypomniała, że w klasycznym modelu opracowanym przez Christinę Maslach jednym z kluczowych elementów wypalenia jest wyczerpanie – zarówno fizyczne, jak i emocjonalne.

– Pierwsze symptomy poznawcze wypalenia zawodowego mogą być związane z trudnością ze skupieniem uwagi, częstszym popełnianiem błędów w pracy, odraczaniem podejmowania decyzji trudnych, mniejszą zdolnością do zajmowania się trudnymi zadaniami. Może pojawić się frustracja, zniechęcenie, brak chęci nawiązania relacji w pracy, cynizm, czyli zobojętnienie, a wręcz negatywny stosunek do współpracowników lub klientów – wyjaśniła.

Nieprzyjemne emocje – jak dodała – będziemy czuć także w ciele. – Mogą występować bóle głowy, trudności ze snem, napięcia przy karku, bóle kręgosłupa – wskazała.

Zdaniem ekspertki obecnie coraz więcej firm zwraca uwagę na budowanie dobrostanu pracowników i widzi związek pomiędzy ich dobrostanem a zaangażowaniem w pracę. – Pracownicy, którzy mają wysokie poczucie dobrostanu, wysoką satysfakcję z pracy, są w stanie bardziej się angażować – podkreśliła psycholożka.

Źródło: Nauka w Polsce

Jeszcze kilka lat temu pracownicy narzekali przede wszystkim na przepracowanie. Dziś coraz częściej problemem staje się samo środowisko pracy. Po pandemii wiele osób przyzwyczaiło się do wykonywania obowiązków w ciszy własnego domu. Powrót do głośnych biur typu open space okazał się zaś zderzeniem z rzeczywistością. Rozmowy współpracowników, telefony, spotkania prowadzone przy biurkach czy odgłosy ekspresu do kawy sprawiają, że mózg przez osiem godzin praktycznie nie ma chwili wytchnienia. Efekt? Coraz więcej osób kończy dzień z poczuciem skrajnego zmęczenia, problemami z koncentracją i objawami przewlekłego stresu. To właśnie one mogą być jedną z przyczyn rosnącej liczby absencji chorobowych.

Problem nie sprowadza się wyłącznie do dyskomfortu. Ludzki mózg nie potrafi całkowicie ignorować zrozumiałej mowy. Każda rozmowa prowadzona kilka metrów dalej automatycznie przyciąga uwagę, nawet jeśli próbujemy się na niej nie koncentrować. Za każdym razem, gdy odrywamy się od wykonywanego zadania, mózg musi ponownie wejść w stan pełnego skupienia. Taki proces powtarza się w open space nawet kilkadziesiąt razy dziennie. To niepozorny mechanizm, który z czasem prowadzi do narastającego zmęczenia poznawczego, spadku kreatywności i coraz większego przebodźcowania.

– Przewlekłe przeciążenie bodźcami ma swoje konsekwencje. Hałas zwiększa poziom kortyzolu i adrenaliny, czyli hormonów stresu. W dłuższej perspektywie prowadzi do większej drażliwości, problemów z koncentracją, zmęczenia poznawczego, osłabienia organizmu i zwiększa ryzyko wypalenia zawodowego. W praktyce oznacza to również większe ryzyko absencji chorobowych. Coraz częściej pracownik nie potrzebuje odpoczynku od samej pracy, ale od środowiska, w którym tę pracę wykonuje – mówi Marcin Latta, akustyk i ekspert firmy Saint-Gobain Ecophon.

Biuro przestanie przegrywać z domem?

Jeszcze niedawno pracodawcy zastanawiali się, jak zachęcić ludzi do powrotu do biur. Inwestowali w designerskie wnętrza, strefy relaksu, owocowe czwartki czy atrakcyjne benefity. Tymczasem coraz więcej wskazuje na to, że pracownicy oczekują czegoś znacznie bardziej podstawowego – możliwości pracy bez nieustannego hałasu.

– W domu wielu pracowników po raz pierwszy doświadczyło, czym jest wielogodzinna praca bez ciągłego hałasu dochodzącego z otoczenia. Mogli samodzielnie kontrolować liczbę bodźców, zamknąć drzwi, wyciszyć telefon czy pracować w ciszy. Powrót do otwartych przestrzeni biurowych sprawił, że hałas, który wcześniej wydawał się czymś normalnym, zaczął być odbierany jako realny problem wpływający na samopoczucie – dodaje akustyk.

Przewlekłe zmęczenie staje się kosztem pracodawców

Coraz więcej firm zauważa również, że przewlekłe zmęczenie pracowników przekłada się na konkretne koszty biznesowe. Trudności z koncentracją oznaczają więcej błędów, niższą produktywność i dłuższy czas wykonywania złożonych zadań. Z kolei przewlekły stres i przebodźcowanie zwiększają ryzyko wypalenia zawodowego oraz absencji chorobowych. Koszt źle zaprojektowanego środowiska pracy przestaje więc być wyłącznie problemem pracownika – staje się problemem całej organizacji.

Marcin Latta podkreśla jednak, że problem nie leży w samej idei open space. Przez lata biura projektowano przede wszystkim z myślą o estetyce i maksymalnym wykorzystaniu powierzchni. Tymczasem poprawa parametrów takich jak tłumienie dźwięku mowy (DA,S) w strefach pracy głębokiej pozwala na skrócenie czasu wykonywania zadań wymagających skupienia nawet o 15-20%.

– Betonowe stropy, duże przeszklenia, minimalistyczne wnętrza i otwarte przestrzenie dobrze wyglądały na wizualizacjach, ale często nie uwzględniały tego, jak dźwięk rozchodzi się w pomieszczeniu. Efekt był łatwy do przewidzenia – zespoły wymagające skupienia pracowały tuż obok działów prowadzących nieustanne rozmowy telefoniczne, a kuchnie czy strefy spotkań sąsiadowały ze stanowiskami pracy indywidualnej – zaznacza ekspert Saint-Gobain Ecophon.

Nowa norma ma zakończyć erę przypadkowych open space’ów

To właśnie dlatego do polskiego zbioru norm trafiła właśnie PN-ISO 22955 – pierwszy dokument poświęcony w całości jakości akustycznej biur typu open space. To również pierwsza norma, która odchodzi od traktowania biura jako jednej, jednolitej przestrzeni i zaczyna projektować je wokół człowieka oraz sposobu wykonywania pracy. Przez lata obowiązujące wytyczne koncentrowały się głównie na ogólnych parametrach, takich jak chłonność akustyczna pomieszczenia w stosunku do jego powierzchni. Nowa norma wychodzi z założenia, że nie istnieje jedno idealne biuro dla wszystkich.

– To największa zmiana w projektowaniu biur od dekady. Po raz pierwszy punktem wyjścia nie jest samo pomieszczenie, ale aktywność człowieka. Norma pokazuje, że inaczej należy projektować przestrzeń do współpracy, inaczej miejsce pracy indywidualnej, a jeszcze inaczej strefy socjalne. Co więcej, określa również, jak te strefy powinny być rozmieszczone względem siebie, aby ograniczyć wzajemne rozpraszanie – mówi Marcin Latta.

Pracownik nie potrzebuje odpoczynku od pracy, ale od środowiska

Norma wprowadza także zupełnie nowe podejście do oceny jakości akustycznej. Nie pyta już wyłącznie, czy w biurze jest wystarczająco cicho. Znacznie ważniejsze staje się to, jak daleko niesie się zrozumiała rozmowa i czy pracownik wykonujący zadanie wymagające koncentracji będzie mimowolnie słyszał dyskusję prowadzoną kilka metrów dalej. To właśnie zrozumiała mowa jest jednym z najsilniejszych czynników rozpraszających uwagę.

Projektanci zyskują dzięki temu konkretne narzędzie do planowania przestrzeni. Norma podpowiada nie tylko, jakie parametry powinny spełniać poszczególne strefy, ale również jak je rozmieścić, jakie materiały zastosować i jak ograniczyć przenoszenie się dźwięku pomiędzy nimi. W praktyce często nie oznacza to kosztownej przebudowy całego biura. W wielu przypadkach wystarczy zmiana układu funkcjonalnego oraz zastosowanie odpowiednich, dźwiękochłonnych sufitów, paneli ściennych czy ekranów akustycznych.

– Przez lata walczyliśmy z hałasem intuicyjnie. Dziś w końcu dostajemy gotową metodykę postępowania. Norma pokazuje, jak projektować nowe biura i jak poprawiać istniejące przestrzenie, aby ograniczyć przebodźcowanie pracowników, poprawić koncentrację i stworzyć środowisko pracy, do którego ludzie rzeczywiście będą chcieli wracać – podsumowuje Marcin Latta.

Źródło: inf pras

Ból brzucha przed ważnym egzaminem, nudności w czasie silnego stresu czy nagłe problemy jelitowe po trudnych doświadczeniach życiowych – wielu ludzi traktuje takie objawy jako chwilową reakcję organizmu. Tymczasem coraz więcej dowodów potwierdza, że relacja między mózgiem a jelitami jest znacznie głębsza. Najnowsza publikacja współtworzona przez prof. Agatę Mulak z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu wskazuje, że na zdrowie przewodu pokarmowego wpływają nie tylko geny, dieta czy bakterie jelitowe, ale również kultura, relacje społeczne, status ekonomiczny i sposób funkcjonowania w społeczeństwie.
Artykuł opublikowany w czasopiśmie American Gastroenterological Association Gastroenterology stanowi część aktualizacji Kryteriów Rzymskich V, najważniejszego międzynarodowego systemu klasyfikacji i diagnostyki zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych (Disorders of Gut–Brain Interaction, DGBI). To schorzenia, które jeszcze do niedawna określano jako czynnościowe zaburzenia przewodu pokarmowego, w tym m.in. zespół jelita nadwrażliwego.

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych

Zaburzenia interakcji jelitowo–mózgowych należą dziś do najczęstszych problemów gastroenterologicznych. Szacuje się, że mogą dotyczyć nawet 42% populacji ogólnej. Jednocześnie pozostają ogromnym wyzwaniem diagnostycznym i terapeutycznym.

Pacjenci często przez lata słyszą, że „wyniki są prawidłowe”, mimo że objawy, takie jak bóle brzucha, wzdęcie, biegunka, zaparcie czy nudności, utrudniają codzienne funkcjonowanie

– Zmiana spojrzenia na patogenezę i przebieg zaburzeń interakcji jelitowo–mózgowych jest efektem holistycznego podejścia do zdrowia i choroby, zgodnego z modelem biopsychospołecznym, uwzględniającym interakcje czynników biologicznych, psychologicznych oraz społeczno-kulturowych – wyjaśnia prof. Agata Mulak z Katedry i Kliniki Gastroenterologii, Hepatologii i Chorób Wewnętrznych UMW.

Nowe Kryteria Rzymskie podkreślają, że objawy nie są „wyłącznie psychiczne” ani „tylko jelitowe”. To efekt złożonych interakcji między układem nerwowym, odpornościowym, hormonalnym i mikrobiotą jelitową.

Oś jelito–mózg

W ostatnich latach naukowcy coraz częściej mówią o osi jelitowo–mózgowej, systemie dwukierunkowej komunikacji pomiędzy przewodem pokarmowym a mózgiem. Jelita nie są już postrzegane wyłącznie jako narząd trawienia, ale jako aktywny element regulujący funkcjonowanie całego organizmu.

W komunikacji tej uczestniczą nerwy, hormony, komórki odpornościowe oraz mikrobiota jelitowa, czyli miliardy mikroorganizmów zamieszkujących przewód pokarmowy. To właśnie dlatego przewlekły stres może wpływać nie tylko na samopoczucie psychiczne, ale również na pracę jelit.

– Przewlekły stres zaburza komunikację między mózgiem a przewodem pokarmowym, wpływając na motorykę jelit, nadwrażliwość trzewną, przepuszczalność bariery jelitowej oraz skład mikrobioty – tłumaczy prof. Mulak.

Badania pokazują, że długotrwałe napięcie psychiczne może zwiększać nadwrażliwość jelit, zmieniać skład bakterii jelitowych i nasilać procesy zapalne. To z kolei przekłada się na większe nasilenie objawów i pogorszenie jakości życia pacjentów.

Samotność, presja i czynniki społeczno-kulturowe także wpływają na jelita

Jednym z najważniejszych elementów nowej publikacji jest zwrócenie uwagi na rolę czynników społeczno-kulturowych. To obszar, który jeszcze kilka lat temu był w gastroenterologii traktowany marginalnie.

Tymczasem naukowcy coraz lepiej rozumieją, że zdrowie jelit może zależeć także od warunków życia, poziomu bezpieczeństwa ekonomicznego, jakości relacji społecznych czy norm kulturowych dotyczących wyrażania emocji i choroby. – Czynniki społeczno-kulturowe wywierają istotny wpływ na poziom stresu, styl życia oraz to, jak postrzegamy objawy i jak na nie reagujemy – podkreśla badaczka.

Znaczenie mogą mieć m.in. przeciążenie pracą, przewlekła niepewność finansowa, brak wsparcia społecznego czy doświadczenie wykluczenia. W niektórych kulturach otwarte mówienie o problemach jelitowych jest społecznie tabuizowane, co może opóźniać zgłaszanie się po pomoc medyczną.

– Normy kulturowe kształtują interpretację i ekspresję dolegliwości oraz korzystanie z pomocy medycznej, co bezpośrednio wpływa na przebieg tych schorzeń i skuteczność leczenia – dodaje prof. Mulak.

Coraz więcej dowodów sugeruje, że zaburzenia osi jelitowo–mózgowej mogą mieć znaczenie także poza gastroenterologią. Naukowcy analizują ich związki z chorobami metabolicznymi, autoimmunologicznymi, a nawet neurologicznymi i psychiatrycznymi.

Mikrobiota jelitowa może wpływać na funkcjonowanie układu odpornościowego, metabolizm oraz aktywność mózgu. Dlatego zaburzenia jej równowagi są dziś badane m.in. w kontekście depresji, chorób neurodegeneracyjnych czy otyłości.

Medycyna przyszłości będzie bardziej holistyczna

Nowe podejście zmienia również sposób leczenia pacjentów. Coraz większe znaczenie ma budowanie relacji lekarza z pacjentem i indywidualne dopasowanie terapii do potrzeb konkretnej osoby.

 
– Dobra komunikacja lekarza z pacjentem, oparta na aktywnym słuchaniu, empatii i zaufaniu, stanowi podstawę skutecznego leczenia – zaznacza prof. Agata Mulak.
Eksperci podkreślają, że skuteczna terapia nie powinna ograniczać się wyłącznie do leków. Coraz częściej obejmuje także modyfikację diety, poprawę jakości snu, aktywność fizyczną, techniki redukcji stresu oraz wsparcie psychologiczne.

– Holistyczne podejście nie tylko zmniejsza nasilenie objawów, lecz także poprawia jakość życia chorych. W przyszłości można spodziewać się coraz bardziej spersonalizowanych terapii uwzględniających zarówno biologiczne, jak i psychospołeczne aspekty zdrowia – podsumowuje badaczka.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Sociocultural Aspects of the Pathophysiology, Clinical Presentation, and Management of Disorders of Gut–Brain Interaction, Reuben K. Wong, Xiucai Fang, Uday C. Ghoshal, Purna C. Kashyap, Agata Mulak, Yeong Yeh Lee, Ami D. Sperber, Gerald Holtmann, Gastroenterology 2026

Źródło: inf pras

Stres to naturalna reakcja, której doświadcza każdy niezależnie od wieku, nawet dzieci. W ich przypadku źródłem stresu najczęściej są zmiany w rutynie, presja szkolna, konflikty rodzinne oraz relacje rówieśnicze. I choć nie da się całkowicie wyeliminować stresujących sytuacji, to opiekunowie powinni zadbać o to, by dzieci miały możliwość odstresowania się poprzez zabawę i ruch na świeżym powietrzu, rozwijanie pasji i przerwy w korzystaniu z urządzeń elektronicznych. W przeciwnym razie długotrwały stres może doprowadzić do poważnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu.
Specjaliści tłumaczą, że stres u dzieci mogą wywoływać na przykład duże zmiany w ich życiu i otoczeniu: nowa szkoła czy przedszkole, narodziny rodzeństwa, przeprowadzka, a nawet powrót rodzica do pracy. Dzieci stresują także: częste kłótnie bądź przemoc w rodzinie, wysokie wymagania stawiane im przez rodziców i nauczycieli, natłok zadań domowych, trudności w nauce, wystąpienia na forum klasy, strach przed porażką, wyśmiewanie przez rówieśników i nadmiar bodźców. Głośne zabawki i wielogodzinne korzystanie z tabletów czy smartfonów pobudzają najmłodszych i nie dają im możliwości, by się zregenerowały. Poza tym dzieci chłoną emocje swoich opiekunów i stres może też wynikać z ich niepokoju.

– W dzisiejszych czasach mamy epidemię stresu wśród dzieci, które bardzo łatwo reagują na niekorzystne dla nich zmiany otoczenia. Poza tym są uzależnione od mediów społecznościowych, wpuszczone w niesamowity tryb konkurencji i trochę też pozbawione dzieciństwa, dlatego że w tej machinie bycia lepszym, zdolniejszym i fantastycznym czasami zapominamy o tym, że dla dzieci ważne są uwaga, zabawa i czas spędzany na świeżym powietrzu z innymi dziećmi, niekoniecznie edukacyjny. Dzisiaj ciągle staramy się nasze dzieci ulepszać, edukować, żeby miały lepszą przyszłość, ale w tym wszystkim zróbmy im pewną przestrzeń i pozwólmy być dziećmi. Dajmy im kawałki takiego dzieciństwa, jakie my mieliśmy – mówi agencji Newseria dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dzieci nie potrafią w pełni wyrazić swoich uczuć, dlatego stres często manifestuje się u nich somatycznie, na przykład bólami brzucha czy głowy, wybuchami gniewu, problemami ze snem oraz brakiem apetytu. Lekarze alarmują, że taki stan emocjonalny ma negatywny wpływ zarówno na zdrowie psychiczne, jak i na kondycję całego organizmu.

– Dzieci, które podlegają silnemu stresowi, chorują częściej i łatwiej. Stres może wpływać na przewlekłe stany zapalne w jelitach oraz na spadki odporności, więc ma też swój wymiar biologiczny. Słabsza odporność u dzieci bardzo często spowodowana jest podwyższonym stresem, tym bardziej że przewlekle podniesiony hormon stresu, kortyzol, w długim czasie osłabia odporność. Tam działają też różne mechanizmy, na przykład wytrącanie się cynku, który jest minerałem, który przywraca nam odporność. Poza tym coraz częściej spotykamy się z wypaleniem u dzieci i młodzieży właśnie pod wpływem stresu – mówi dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dlatego też dorośli nie powinni ignorować oznak stresu u dzieci i wychodzić z założenia, że z czasem to minie. Zdaniem specjalistów trzeba reagować na bieżąco, rozmawiać z najmłodszymi o ich emocjach i wspierać ich w odzyskiwaniu równowagi emocjonalnej.

– Dzisiaj ogromną rolą dorosłych jest to, by przywrócić dzieciom dzieciństwo i radość życia, a przez to przywrócić im zdrowie. Trzeba pozwolić im na to, żeby robiły rzeczy, które lubią robić najbardziej, trochę poleniuchować i pozwolić im na to, co my robiliśmy dawniej, czyli na grę w klasy, zabawę z innymi dziećmi, kopanie piłki czy cokolwiek, co może im sprawić przyjemność. Te momenty luzu, które dajemy naszym dzieciom, są dla nich bardzo ważne – dodaje ekspertka.

Liczne badania pokazują, że stres wśród dzieci i młodzieży jest poważnym problemem społecznym i potwierdzają alarmujący wzrost jego poziomu w ostatnich latach. W raporcie „Młode Głowy”, przeprowadzonym w 2023 roku przez Fundację UNAWEZA, który objął ponad 180 tys. uczniów w wieku 10–19 lat, aż 81,9 proc. młodych osób deklaruje, że stres dnia codziennego ich przerasta, a 46 proc. ma skrajnie niską samoocenę. Z kolei raport UNICEF „Prawa dziecka w Polsce 2024” wskazuje, że dla 70 proc. dzieci stres związany ze szkołą jest najpoważniejszym problemem, podczas gdy tylko 9 proc. nauczycieli dostrzega ten problem i szuka rozwiązania.

Źródło: Newseria

Aż 60% Polaków twierdzi, że dobry sen jest najważniejszym czynnikiem wpływającym na zdrowie i długowieczność, jak wynika z globalnego badania przeprowadzonego przez firmę Resmed. Jednak dla wielu osób wysokiej jakości odpoczynek pozostaje nieosiągalny – ponad połowa badanych (52%) dobrze wysypia się cztery dni w tygodniu lub rzadziej. Wyniki badania wskazują na niepokojącą tendencję – wielu Polaków nie ma wystarczającej ilości dobrej jakości snu, co może wpływać na ich ogólny stan zdrowia.
Światowy Dzień Zdrowia, który podkreśla główne wyzwania związane ze zdrowiem publicznym, był również okazją do zaakcentowania tego, że sen coraz częściej uznawany jest za filar dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Tymczasem prawie połowa polskich respondentów uczestniczących w globalnym badaniu Resmed dobrze wysypia się jedynie od 3 do 5 razy w tygodniu. Ponadto 24% badanych twierdzi, że budzą się niewyspani co najmniej po trzech nocach w tygodniu, a kolejne 22% doświadcza tego raz lub dwa razy w tygodniu – to schemat, który może wskazywać na ukryte problemy ze snem, takie jak bezdech senny.

Dobry sen ma kluczowy wpływ na nasze samopoczucie, a gdy go brakuje, pojawiają się problemy z koncentracją i logicznym myśleniem, a organizm staje się bardziej podatny na infekcje i choroby. Polscy respondenci biorący udział w badaniu Resmed są tego w pełni świadomi. Ich zdaniem dobry sen przekłada się na większą energię w ciągu dnia (55%), poczucie spokoju i większą równowagę emocjonalną (42%), lepsze radzenie sobie ze stresem (38%), wyższą koncentrację i produktywność (37%) oraz ogólnie lepsze samopoczucie (34%). Co więcej, aż 78% respondentów ocenia zdrowy sen jako bardzo lub niezwykle ważny dla dobrego samopoczucia, a 80% jest świadomych ryzyka chorób przewlekłych wynikających z jego braku. Pomimo tego wysokiego poziomu świadomości wielu respondentów nadal deklaruje niewystarczający, nieprzynoszący regeneracji sen, a to podkreśla rozbieżność między tym, co ludzie wiedzą, a tym, jak faktycznie śpią.

Błędne koło stresu i złego snu

Wyniki badania Resmed pokazują paradoks współczesności. Z jednej strony 41% respondentów zauważa, że sen pomaga im lepiej radzić sobie ze stresem. Jednocześnie jednak to właśnie czynniki stresogenne najczęściej zakłócają nocny odpoczynek. Wśród nich największe napięcie wywołują kwestie zdrowotne i obowiązki rodzinne, praca oraz finanse – każdy z tych czynników wskazało około 30% respondentów. W rezultacie powstaje błędne koło – im więcej stresu odczuwamy, tym gorzej śpimy, a im gorzej śpimy, tym trudniej jest nam radzić sobie z codziennymi wyzwaniami.

Sen może również wpływać na nasze relacje – prawie co piąty polski respondent (16%) twierdzi, że każdej nocy śpi w oddzielnym łóżku niż partner. Jako główny powód zakłócający sen (46%) wskazywane są chrapanie i głośny oddech. Pokazuje to, że jest to powszechny, ale często pomijany problem, który może być powiązany z takimi schorzeniami jak bezdech senny.

Domowe sposoby zamiast realnych rozwiązań  

Świadomość wpływu snu na zdrowie i samopoczucie psychiczne motywuje Polaków do stosowania rozwiązań mających na celu poprawę jego jakości. Okazuje się jednak, że są to głównie proste metody i zmiany w codziennych nawykach. Największą popularnością cieszą się zasłony zaciemniające – stosuje je co czwarty respondent. Nieco rzadziej respondenci sięgają po leki (19%) i suplementy (18%). Jeśli chodzi o codzienne nawyki, dominują proste i łatwo dostępne praktyki. Prawie co trzeci respondent bierze ciepłą kąpiel przed snem. Taki sam odsetek ogląda telewizję (32%) lub czyta (30%). Rzadziej stosowane są bardziej świadome działania, takie jak ograniczenie korzystania z technologii przed snem (15%) czy medytacja (9%).

Domowe sposoby na poprawę snu mogą być skuteczne, ale głównie w sytuacjach, gdy problemy ze snem są tymczasowe i wynikają np. z krótkotrwałego stresu lub zmian w codziennej rutynie. Jeśli jednak trudności z zasypianiem lub utrzymaniem snu występują kilka razy w tygodniu i utrzymują się przez dłuższy czas, nie należy ich ignorować. 

Więcej informacji, w tym prosty internetowy test oceny snu, można znaleźć na stronie www.resmed.pl

Metodologia badania

Firma Resmed zleciła przeprowadzenie niezależnego badania wśród 30,000 osób w Stanach Zjednoczonych (5,000), Chinach (5,000), Indiach (5,000), Wielkiej Brytanii (2,000), Niemczech (2,000), Francji (2,000), Australii (1,500), Japonii (1,500), Korei (1,500), Brazylii (1,500), Polsce (1000), Singapurze (1,000) oraz Meksyku (1,000). Badanie zostało opracowane we współpracy z The Sleep Foundation (Australia) oraz The Sleep Charity (Wielka Brytania), wykorzystując ich specjalistyczną wiedzę w celu zidentyfikowania i doprecyzowania kluczowych obszarów zainteresowania. Próby w każdym kraju były reprezentatywne pod względem podziału populacji według płci i wieku. Badanie zostało przeprowadzone przez firmę Cint w okresie od 11 grudnia 2025 r. do 14 stycznia 2026 r.

Źródło: Komunikat Prasowy

 
 
Rozpoczyna się ogólnopolska akcja „Kolej na miłość. Kolej na serce” – wspólna inicjatywa Ministerstwa Zdrowia oraz PKP Intercity, której celem jest zwiększanie świadomości zdrowotnej pasażerów oraz zachęcanie do wykonywania badań profilaktycznych serca. Kampania promuje wypełnianie ankiety „10 dla serca” w aplikacji Moje IKP. Potrwa do 28 lutego 2026 r.

Codziennie ponad 500 pociągów PKP Intercity przewozi przeszło 250 tysięcy pasażerów – Ministerstwo Zdrowia wykorzystuje okazję do dotarcia do setek tysięcy podróżnych, by wspólnie z PKP Intercity na szeroką skalę promować profilaktykę zdrowotną i świadomą troskę o serce.

– Przed nami dni, które przypominają nam o miłości: do siebie i do drugiego człowieka.  Kampania „Kolej na miłość. Kolej na serce” wykorzystuje ten szczególny okres, by bardziej świadomie zatroszczyć się o zdrowie – swoje i bliskich. Dzięki współpracy z PKP Intercity będziemy mogli każdego dnia docierać z ważnym przekazem do setek tysięcy Polek i Polaków – mówi minister zdrowia Jolanta Sobierańska‑Grenda.

„10 dla serca” – zdrowie w jednym ręku

Choroby serca stanowią w Polsce jeden z najczęstszych problemów zdrowotnych. Wiele schorzeń układu krążenia można wykryć wcześniej, a znaczącej części z nich skutecznie zapobiegać. Wspólna inicjatywa Ministerstw Zdrowia i PKP Intercity „Kolej na miłość. Kolej na serce” promuje troskę o zdrowe i świadomą profilaktykę chorób serca. Kluczowym elementem kampanii jest ankieta „10 dla serca”, dostępna w bezpłatnej aplikacji Moje IKP, z której korzysta już ponad 4 miliony obywatelek i obywateli. To krótkie, intuicyjne narzędzie, które pomaga ocenić codzienne nawyki związane z:

Po wypełnieniu ankiety użytkownik otrzymuje rekomendacje dotyczące tego, co warto poprawić, aby skuteczniej dbać o zdrowie serca.
Ankieta „10 dla serca” została przygotowana przez Zespół z Narodowego Instytutu Kardiologii w ramach zadań Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia.

Walentynkowa akcja promująca „10 dla serca”

To pierwsza akcja edukacyjna o tak szerokim zasięgu, realizowana na kolei w formule ogólnopolskiej. Inauguracja kampanii odbywa się w okresie walentynkowym. W sobotę 14 lutego, w Dzień Świętego Walentego, którego symbolem jest serce, dworce w całej Polsce i pociągi PKP Intercity staną się przestrzenią do promowania profilaktyki chorób układu krążenia. Materiały zachęcające do wypełnienia ankiety będą emitowane w pociągach PKP Intercity i na ekranach w wybranych kasach biletowych.

– Każdego dnia przewozimy setki tysięcy pasażerów. To zobowiązuje. Chcemy, aby podróż pociągiem była nie tylko bezpieczna i komfortowa, ale także niosła realną wartość społeczną. Dzięki tej akcji, będziemy mogli to osiągnąć – dodaje prezes zarządu PKP Intercity Janusz Malinowski.

Wspólna akcja Ministerstwa Zdrowia i PKP Intercity potrwa do końca lutego.

Jak wypełnić ankietę?

Wypełnij ankietę w aplikacji mobilnej mojeIKP:

Link do aplikacji https://pacjent.gov.pl/internetowe-konto-pacjenta/poznaj-mojeikp

Aplikacja Moje IKP umożliwia dostęp do:

Dzięki temu pacjenci mogą załatwiać formalności medyczne i zapisywać się na badania bez wizyty w przychodni czy logowania się na komputerze.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia