Medicalpress
Europejska Karta Praw Pacjenta jako dokument społeczny wypracowany przez organizacje pacjentów jest znany od ponad dwóch dekad. Polska w czasie prezydencji w Radzie Unii Europejskiej zainicjowała konsultacje w sprawie zmiany tego dokumentu w obowiązujący w całej Wspólnocie akt prawny – wskazał Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta, który wspólnie z Ministerstwem Zdrowia prowadzi prace w tej sprawie. Konsultacje europejskie odbywają się na X Kongresie Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.
Jak przypomniał Bartłomiej Chmielowiec, funkcjonujący w obiegu dokument społeczny zawiera kluczowe prawa z perspektywy pacjentów, odnosi się do równego dostępu do świadczeń, jakości i bezpieczeństwa, prawa do informacji, wyboru i wyrażania zgody. Mówi też o prawie do godności i prywatności, a także prawie do składania zażaleń i otrzymania rekompensaty za doznane szkody. 

„Dokument ten był wielokrotnie dyskutowany w kontekście legislacji Unii Europejskiej, zyskując poparcie m.in. Parlamentu Europejskiego. Nie został jednak nigdy oficjalnie przyjęty ani w formie zaproponowanej przez organizacje pacjentów, ani w żadnej innej” – wskazał Rzecznik Praw Pacjenta. 

„Mamy dziś niepowtarzalną okazję w ramach polskiej prezydencji w UE rozpocząć dyskusję w oparciu o doświadczenia, analizy i konsultacje, które dają nam bardzo dobre podstawy do wspólnego wypracowania Europejskiej Karty Praw Pacjenta jako europejskiego aktu prawnego” – zaznaczył Bartłomiej Chmielowiec

Podkreślił, że zarówno znany w przestrzeni organizacji pacjentów dokument społeczny, jak i polska ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta będą w tym zadaniu bardzo pomocne.

„Chcemy ideę wnieść na forum Unii Europejskiej, aby zrobić kluczowy krok w kierunku przyjęcia Karty” – dodał Rzecznik Praw Pacjenta. 

Jak zaznaczył Jarosław Fiks, dyrektor generalny w biurze Rzecznika Praw Pacjenta, działania w tym obszarze prowadzone są już od kilku miesięcy.

„Z inicjatywy Rzecznika Praw Pacjenta i Ministerstwa Zdrowia podczas katowickiego Kongresu Wyzwań Zdrowotnych odbył się okrągły stół, przy którym dyskutowali przedstawiciele dwudziestu organizacji pacjenckich z piętnastu krajów UE” – powiedział. 

Dodał, że podczas tego spotkania zaprezentowana została polska perspektywa oraz diagnoza na cywilizacyjne wyzwania zdrowotne i na ochronę praw pacjenta w całej Europie.

„Nasze polskie regulacje, które pozwoliły nam odnieść pewne sukcesy – przy całej skali wyzwań i spraw do poprawy – dają nam mocny tytuł do poszukiwania wspólnie w Europie kamieni milowych w budowie sprawnego, bezpiecznego i przyjaznego systemu ochrony zdrowia” – ocenił Jarosław Fiks.

Katarzyna Kacperczyk, wiceministra zdrowia, zwróciła uwagę, że choć formalnie polska prezydencja zaczęła się ponad dwa miesiące temu, przygotowania do niej trwały już od roku. 

„W tym czasie zdefiniowaliśmy nasze priorytety, wśród których znalazło się zdrowie. A w tym obszarze, w centrum naszych działań, inicjatyw i programów stawiamy pacjenta – jego dobro i bezpieczeństwo” – wskazała. 

Jak podkreśliła, zdrowie stało się szerszym elementem strategii państwa, suwerenności i bezpieczeństwa.

„Musimy stworzyć dobrze zorganizowany system opieki zdrowotnej na czas kryzysów, a w centrum naszej uwagi i celem nadrzędnym musi być dobro i bezpieczeństwo pacjenta” – powiedziała wiceministra Kacperczyk

Dodała, że w czasie polskiej prezydencji, poprzez także inicjatywę przyjęcia Europejskiej Karty Praw Pacjenta, ten temat nabiera nowego wymiaru, a konstruktywna dyskusja prowadząca do konkluzji i konkretnych rozwiązań prawnych na poziomie całej Wspólnoty pozostanie na agendzie obecnej i kolejnych prezydencji. 

Według Mariano Votty, dyrektora Active Citizenship Network z Włoch i promotora Europejskiej Karty Praw Pacjenta, nadszedł właściwy czas, aby wzmocnić ochronę zdrowia wszystkich obywateli Europy, wdrażając na poziomie europejskim do porządku prawnego zasady zawarte w Karcie.

„To jest społeczna inicjatywa przekrojowa, wychodząca od rzeczywistych niezaspokojonych potrzeb bezpieczeństwa, które my jako obywatele i organizacja pacjentów przez lata zbieraliśmy. Chcemy rozwiązać te problemy i wzmocnić pozycję pacjentów w systemach ochrony zdrowia. Oczywiście, musimy je nieco zaktualizować, bo świat się na naszych oczach zmienia, zmieniają się zagrożenia i oczekiwania pacjentów” – zauważył ekspert.

Dyrektor Votta zwrócił uwagę na zbyt małe dotychczas zaangażowanie instytucji europejskich w celu lepszej ochrony kondycji obywateli pod kątem zdrowia. Dodał, że liczy na odpowiednią refleksję. Pogratulował też Polsce w imieniu Active Citizenship Network tego, że wprowadziła do europejskiej agendy politycznej temat praw pacjentów.

Włoskiemu ekspertowi wtórował Stephen A. McMahon, szef Irish Patients Association, który podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach zwrócił uwagę, że poszczególne kraje członkowskie UE stosują różne rozwiązania dotyczące polepszenia systemu opieki zdrowotnej, zwiększenia bezpieczeństwa pacjentów, podniesienia kompetencji lekarzy, a także inwestycji w służbę zdrowia. 

Dodał, że to wszystko ma wpływ nie tylko na obywateli tych państw, ale także na ich funkcjonowanie na poziomie europejskim w ramach prawa swobodnego przemieszczania się.

„Oczywiście przed nami jest wiele wyzwań, żeby zaimplementować do wspólnotowego prawa Kartę Praw Pacjenta. I jeśli skupimy się na ich rozwiązaniu, będzie to miało ogromny i pozytywny wpływ na jakość opieki zdrowotnej w całej Europie, ułatwiając z jednej strony zarządzanie systemem, z drugiej poprawiając komfort i bezpieczeństwo pacjentów” – ocenił Stephen A. McMahon.

O znaczeniu współpracy transgranicznej na poziomie europejskim, służącej poprawie bezpieczeństwu pacjentów, mówiła również w Katowicach Jasna Karačić, szefowa chorwackiej organizacji praw pacjentów (Croatian Association for Patients’ Rights). 

Przypomniała, że ostatnia prezydencja jej kraju w Radzie UE przypadła na czas początku pandemii w 2020 roku, co było wyzwaniem nie tylko zdrowotnym, ale i organizacyjnym.

„Był to czas zarządzania kryzysowego na najwyższym poziomie, konieczne było szybkie podejmowanie decyzji, a prezydencja, którą wtedy mieliśmy, musiała zapewnić skoordynowane reakcje między państwami członkowskimi, polegając na danych w czasie rzeczywistym” – wskazała. 

Dodała, że w tamtym czasie znaczenie solidarności, od dystrybucji sprzętu medycznego po protokoły leczenia, było nieprawdopodobne. 

„W covidzie powstała dyplomacja zdrowotna, która wtedy dała radę i dziś możemy ją wykorzystać do dalszej współpracy w celu poprawy jakości leczenia i bezpieczeństwa pacjentów na poziomie europejskim” – powiedziała Jasna Karačić. 

Zwróciła też uwagę, że wykorzystanie cyfryzacji, edukacja, współpraca z organizacjami pozarządowymi i dyplomacja zdrowotna są kluczem do poprawy bezpieczeństwa zdrowotnego Europejczyków. Kwestię edukacji i współpracy z pacjentem podniósł w dyskusji podczas Kongresu Wyzwań Zdrowotnych prof. Jacek Jassem, prezydent Polskiej Ligi Walki z Rakiem.  Przypomniał, że nowotwory są drugą przyczyną zgonów w Polsce.

„My opracowaliśmy Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej (EKOO), który definiuje 10 kluczowych praw pacjenta, określając, czego pacjent może oczekiwać od systemu opieki zdrowotnej w zakresie wyników leczenia i jakości życia na każdym etapie choroby – od rozpoznania poprzez leczenie, aż do jego zakończenia” – mówił. 

Dodał, że Kodeks, któremu patronuje Rzecznik Praw Pacjenta, jest przewodnikiem dla pacjentów, dla lekarzy, a także decydentów. Zdaniem profesora Jassema, jeśli pacjent ma lepszą opiekę, czuje się bezpieczniej i lepiej współpracuje w lekarzem, to przekłada się na lepsze wyniki leczenia.

„Tu mamy klasyczną sytuację win-win, gdzie korzyści odnosi nie tylko pacjent, ale i system z budżetem na czele” – podkreślił. 

Kongres Wyzwań Zdrowotnych (HCC), który odbył się w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, jest wiodącym wydarzeniem, integrującym środowisko związane z ochroną zdrowia. Tegorocznej, 10. edycji kongresu pod hasłem „Zdrowie. Bezpieczeństwo. Prawo. Przyszłość”, towarzyszyła inicjatywa europejskich konsultacji, zorganizowanych w ramach polskiej prezydencji w UE przez Rzecznika Praw Pacjenta i Ministerstwo Zdrowia. 

źródło: PAP MediaRoom

Główny Urząd Statystyczny zaprezentował raport dotyczący sytuacji w ochronie zdrowia według stanu na koniec 2023 roku. Analitycy portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jaki poziom dostępności infrastruktury i personelu medycznego oferują poszczególne województwa.

Ochrona zdrowia w Polsce stale się rozwija, jednak dostęp do niej nie w każdym województwie jest równie dobry. Co więcej, brak tu prostych prawideł – dla przykładu mazowieckie ma najwięcej lekarzy, za to śląskie najwięcej szpitali i łóżek. Sytuacja dobrze wygląda też w łódzkim, podlaskim i dolnośląskim, za to źle – w lubuskim i opolskim.

Województwo mazowieckie notuje największą liczbę lekarzy, na 100 tysięcy mieszkańców przypada tu 522 specjalistów. Z kolei największą liczbę łóżek w przeliczeniu na liczbę ludności oferują województwa śląskie (494), lubelskie (476) i podlaskie (465). Oto jak przedstawiają się kluczowe parametry.

Śląsk najzasobniejszy w szpitale

Rozbudowaną siecią szpitali śląskie bardzo wyraźnie wyprzedza wszystkie pozostałe województwa. Ma ich 143, a więc wyraźnie więcej niż 2. w kolejności  województwo mazowieckie (116) i prawie dwukrotnie więcej niż dolnośląskie (78) czy małopolskie (69). Na przeciwległym biegunie plasują się regiony, w których liczba placówek nie sięga 30. Są to opolskie (29 szpitali) oraz lubuskie i opolskie (ex-aequo po 24 placówki).

Trzeba podkreślić, że sama liczba szpitali nie mówi o poziomie usług medycznych. Nie wskazuje też bezpośrednio na dostępność ani specjalistów, ani miejsc na oddziałach (dlatego analizujemy także dwa inne parametry, zasób łóżek oraz liczbę lekarzy w przeliczeniu na mieszkańca). Rozwinięta sieć szpitali ułatwia jednak m.in. uzyskanie pomocy w sytuacji nagłej, w praktyce umożliwia także swobodniejszy wybór osoby wykonującej operację czy zabieg.

Różna liczba łóżek szpitalnych w województwach

Zasób łóżek koreluje z liczbą szpitali w poszczególnych województwach. Obraz sytuacji zmienia się, gdy analiza dotyczy liczby łóżek szpitalnych w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców.

Pierwsze miejsce w zestawieniu zajmuje tu województwo śląskie. Z wynikiem aż 494 na 100 tys. mieszkańców uplasowało się przed łódzkim (480) i lubelskim (476). Średnia dla całego kraju wynosi 428, a duża liczby łóżek per capita oznacza krótsze kolejki na oddziały szpitalne. W ogonie zestawienia – z wynikiem poniżej 400 – znalazły się aż cztery województwa: małopolskie (391), lubuskie (386) i wielkopolskie (382). Najgorzej wypadło pomorskie z liczbą zaledwie 330 łóżek szpitalnych na 100 tys. mieszkańców.

Lekarze najbardziej dostępni w województwie Mazowieckim 

Pod względem dostępności lekarzy prym wiedzie mazowieckie (522 na 100 tys. mieszkańców), które mocno dystansuje łódzkie (431) i podlaskie (414). A warto odnotować, że średnia dla całej Polski wynosi zaledwie 376 lekarzy na 100 tys. osób. Powyżej tego poziomu plasują się już tylko dolnośląskie (392), lubelskie (389) i śląskie (383).

Najmniejsza dostępność lekarzy jest bolączką województw: warmińsko mazurskiego (264), opolskiego (257) i lubuskiego (250). Mieszkańcy tych terenów w poszukiwaniu specjalistycznej pomocy często muszą korzystać z lepiej rozwiniętej oferty sąsiednich regionów.

Jaki obraz wyłania się z danych?

Analiza wykonana przez RynekPierwotny.pl wskazuje, że jednoznacznie trudny dostęp do ochrony zdrowia raport GUS ujawnia w lubuskim. Województwo to ma ostatni wynik pod względem liczby lekarzy na 100 tys. mieszkańców (zaledwie 250!) oraz jedną z najgorszych dostępności łóżek szpitalnych (386 na 100 tys. osób).

Wielkopolskie to z kolei przykład regionu, w którym obiektywnie wysoka liczba lekarzy i szpitali łączy się z małą liczbą miejsc w szpitalach. Oznacza to trudniejszy dostęp do lecznictwa szpitalnego, ale łatwy do zabiegów ambulatoryjnych oraz porad lekarskich.

Odwrotną dysproporcję zaobserwować można w opolskim, gdzie łóżek w przeliczeniu na 100 tys. osób jest relatywnie dużo (430), za to mało i fachowego personelu (257 lekarzy). Podobne zjawisko dotyczy podlaskiego i warmińsko-mazurskiego.

źródło: RynekPierwotny.pl

Niemal 3/4 pielęgniarek pozytywnie ocenia swoją satysfakcję zawodową z pracy, przede wszystkim doceniając zróżnicowanie zajęć i dobre relacje ze współpracownikami – wynika z badania SGGW w Warszawie. Duża grupa, zwłaszcza młodych osób wchodzących do zawodu, narzeka jednak na przeciążenie pracą i niedobór personelu. Obecnie Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pielęgniarek, a ich średnia wieku to ponad 54 lata. Liczba odejść z zawodu będzie więc rosła z roku na rok. 

 W przeprowadzonym przez nas badaniu ankietowym ponad 74 proc. ankietowanych pielęgniarek pozytywnie oceniało swoją satysfakcję zawodową z pracy. Blisko 70 proc. osób pozytywnie oceniło bezpieczeństwo w pracy i zabezpieczenie w środki ochrony – to było pytanie związane z pandemią i zagrożeniami, na jakie narażony był personel medyczny – wskazuje dr Monika Zielińska-Sitkiewicz z Katedry Ekonometrii i Statystyki na SGGW w Warszawie.

Z trwających badań naukowców ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, przedstawionych podczas Kongresu Statystyki Polskiej, wynika także, że ponad 60 proc. badanych pielęgniarek pozytywnie oceniało zróżnicowanie zajęć w pracy. Nieco większy odsetek zwrócił uwagę na dobre relacje ze współpracownikami i pracodawcą.

 W naszym badaniu ankietowym zwracamy uwagę na ciekawe relacje, bo spora grupa osób zwracała uwagę na niesatysfakcjonujące zarobki. Z kolei również spora grupa, nawet większa, pozytywnie oceniała swoją sytuację materialną – mówi dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

Zgodnie z przepisami minimalne pensje w ochronie zdrowia są ściśle związane ze wzrostem przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej, które od 1 lipca br. wzrosło do 4,3 tys. zł. Za tym poszły też wynagrodzenia pielęgniarek – od lipca pielęgniarka z tytułem zawodowym magister pielęgniarstwa i wymaganą specjalizacją może liczyć na nieco ponad 9,2 tys. zł brutto. Pielęgniarka z wymaganym wyższym wykształceniem (studia I stopnia) i specjalizacją albo pielęgniarka ze średnim wykształceniem i specjalizacją zarobi niemal 7,3 tys. zł, zaś pielęgniarka z wymaganym średnim wykształceniem, która nie posiada tytułu specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa – ok. 6,7 tys. zł brutto.

– Zdarzały się też odpowiedzi, gdzie zwracano uwagę, że głównym motorem wejścia do tego zawodu były finanse. Tu odpowiedzi były mocno zróżnicowane i ciężko nam na razie wyrazić jednoznaczną opinię na podstawie  wstępnego badania ankietowego, że czynnik finansowy jest czynnikiem stresogennym czy powodującym nawet odejście od zawodu – wskazuje ekspertka SGGW.

Z badania Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych „Raport o stanie pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce” z 2023 roku wynika, że w styczniu ubiegłego roku w Centralnym Rejestrze Pielęgniarek i Położnych zarejestrowanych było ponad 315,6 tys. pielęgniarek i niecałe 42 tys. położnych. Spośród nich zatrudnionych w zawodzie jest około 74 proc. pielęgniarek i 70 proc. położnych, czyli odpowiednio ponad 25 proc. i 30 proc. z nich nie jest aktywnych zawodowo.

Z badania przeprowadzonego przez MedMedia na zlecenie NIPiP wynika, że prawie połowa z nich zaprzestała pracy z powodu przejścia na emeryturę lub rentę. Wśród osób w wieku poniżej 65 lat najczęstszymi powodami rezygnacji z pracy był zbyt niski poziom wynagrodzenia (17,9 proc.) lub poszukiwanie nowego zatrudnienia (15,3 proc.). Wśród osób pracujących w zawodzie do 10 lat najczęstszym wskazywanym powodem zaprzestania pracy był zbyt niski poziom wynagrodzenia.

– Podstawowe czynniki stresogenne w tym zawodzie to niedobór personelu i on jest absolutnie na pierwszym miejscu. Wyszła nam istotna zależność statystyczna pomiędzy grupami wiekowymi i długością stażu pracy a właśnie tym niedoborem personelu. I to, na co należy zwrócić uwagę, to młodsza grupa osób, która startuje do tego zawodu, w wieku od 18. do 34. roku życia, podkreśla właśnie tę dotkliwość: przeciążenie pracą, niedobór personelu, przeciążenie negatywnymi emocjami, które z tego niedoboru wynikają – mówi dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

Raport „State of Health in the EU – Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2023” wynika, że Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pielęgniarek w przeliczeniu na liczbę ludności – 5,7 na tysiąc mieszkańców w porównaniu ze wskaźnikiem 8,5 w całej UE.

Dane z CRPiP wskazują, że prawie co trzecia zarejestrowana pielęgniarka i położna ma 51–60 lat, podobny odsetek ma ponad 60 lat. Co istotne, 34 proc. pielęgniarek osiągnęło już wiek emerytalny, a zaledwie 16,5 proc. ma mniej niż 40 lat. Według prognoz przedstawionych w raporcie NIPiP z kwietnia 2022 roku, do 2030 roku 65 proc. obecnie zatrudnionych pielęgniarek będzie w wieku uprawniającym do świadczeń emerytalnych. Analiza dynamiczna wskazuje na systematyczny wzrost średniego wieku – z danych NIPiP wynika, że w ciągu zaledwie 15 lat średnia wieku pielęgniarek wzrosła o prawie 10 lat.

– Średnia wieku, na jaką zwraca uwagę w swoim raporcie z maja 2023 roku Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, obecnie kształtuje się w okolicach 54 lat i jest silna tendencja rosnąca, więc jest to bardzo niepokojące zjawisko – wskazuje ekspertka SGGW.

 My w naszym badaniu podkreślaliśmy, że mamy faktycznie sporo osób młodych, co nas bardzo ucieszyło. Na pewno nie jest to na razie w żaden sposób próba reprezentacyjna, natomiast zaczęliśmy się przyglądać odpowiedziom tej grupy młodej. I tutaj należy podkreślić, że ona jest najbardziej uwrażliwiona na to przeciążenie pracą. Ci młodzi ludzie wchodzą do tego zawodu i odczuwają dotkliwe skutki braku personelu. Na pewno badanie będzie pogłębiane i na pewno będziemy się przyglądać, czy to jest ten kluczowy i główny powód, który powoduje to, że część tych osób odchodzi z zawodu.

Według prognoz NIPiP liczba pielęgniarek i położnych nabywających uprawnienia emerytalne będzie się zwiększać z roku na rok. Przy założeniu stałej liczby osób uzyskujących prawo wykonywania zawodu na poziomie 6205 pogłębiać się będzie ubytek kadry – w 2023 roku odpływ wyniesie 2,5 tys., a w 2030 roku – 3,7 tys. To daje łączną liczbę ponad 26 tys. w latach 2023–2030.

 W indywidualnych rozmowach z pielęgniarkami widzimy, że na pewno mniej obciążająca jest praca w prywatnej służbie zdrowia. W naszym badaniu ankietowym mamy zdecydowaną przewagę osób pracujących w publicznej służbie zdrowia, natomiast to, na co ja zwróciłam uwagę, to faktycznie chyba największa liczebność osób pracujących w prywatnej służbie zdrowia pojawiła się w najstarszej grupie wiekowej, do 54 lat. Wydaje mi się więc, że to jest takie przejście do przychodni czy innych miejsc związanych z ochroną zdrowia, gdzie już praca jest zdecydowanie lżejsza – zauważa dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

źródło: biznes.newseria.pl

Nowoczesne technologie w medycynie to branża wyjątkowa, ponieważ pozwala uratować miliony ludzi i każdego dnia poprawia jakość życia chorych na całym świecie. Przez około sześćdziesiąt lat rynek opieki zdrowotnej był zdominowany przez duże firmy technologiczne, a niewielkie startupy pozostawały na jej marginesie, niemal niezauważone. Pandemia COVID-19 wymusiła jednak ich dostrzeżenie przez kluczowych interesariuszy. To właśnie pandemia stała się katalizatorem transformacji sektorowej.  Od tego czasu med-techy biją rekordy popularności wśród inwestorów, a rynek cały czas rośnie, korzystając także z najnowszych zdobyczy przyspieszonego technologicznego postępu. Według raportu McKinsey szacuje się, że do 2027 rynek med-tech osiągnie wartość 550 miliardów dolarów. Branża usług medycznych jest otwarta na innowacje jak nigdy dotąd, otwiera się na nie także Polska. Tak szybki wzrost kryje jednak w sobie wiele pułapek.

 Jak pandemia wyprowadziła startupy na szerokie wody

 

Pandemia COVID-19 wytworzyła lub unaoczniła wiele nowych trendów w opiece zdrowotnej: wzrost zainteresowania zdrowiem psychicznym nastąpił w obliczu z nakładających się kryzysów (pandemii, wojny w Ukrainie, recesji gospodarczej), a telemedycyna i analiza danych big data pomagały walczyć z przepełnieniem szpitali i przychodni. Wiele z rozwiązań testowanych podczas pandemii pozostało z nami do dziś. Wzrost liczby pacjentów związany z pandemią wprawdzie wyhamował już w 2023 roku, jednak inne podstawowe czynniki napędzające liczbę pacjentów, w tym zmiany demograficzne związane ze starzeniem się społeczeństwa oraz dostępność innowacyjnych technologii – pozostały.

 

Bezprecedensowa sytuacja ujawniła wiele luk także w polskim myśleniu o opiece zdrowotnej, ale też przyczyniła się do prawdziwej rewolucji rynku usług medycznych i farmacji.  Na naszych oczach telemedycyna, sztuczna inteligencja i analiza danych – big data bezpowrotnie zmieniają oblicze opieki nad pacjentami. Jednak na rynku wciąż pozostaje wiele do zrobienia, choćby w obszarach chorób takich jak cukrzyca, choroby serca, udary.

 

Zakręty na drodze szybkiego rozwoju

 

W mediach branżowych właściwie codziennie pojawiają się informacje o nowych osiągnięciach health-techów: sztuczna inteligencja pomaga w diagnostyce, robotyka w chirurgii, technologie IoT umożliwiają zdalny monitoring pacjentów, a analiza danych big data optymalizuje procesy, np. w planowaniu dostępności łóżek szpitalnych. Jednocześnie tak szybki rozwój sektora to także nowe zagrożenia – np. rozwój IoT czy analizy big data wymagają wzmocnienia bezpieczeństwa danych wrażliwych.

 

W ubiegłym roku branża doświadczyła pewnego spowolnienia, a dziś przyszło jej działać niesprzyjających warunkach makroekonomicznych (wysoka inflacja,niepewność łańcucha dostaw, narastające napięcia geopolityczne), co skutkuje sceptycyzmem inwestorów. Według prognoz McKinsey w 2024 wzrost branży prawdopodobnie ustabilizuje się mimo wszystko na wyższym poziomie niż średnia sprzed pandemii.

 

Nieoszlifowane diamenty

 

“W tej sytuacji liderzy medtech muszą odświeżyć i zrewidować swoje strategie, aby nie przegapić kolejnej fali innowacji i wzrostu. Na Zachodzie od dawna funkcjonuje z sukcesami współpraca startupów i innowatorów z placówkami medycznymi, ponieważ poprawa efektywności funkcjonowania opieki zdrowotnej jest nieunikniona i powinna być wspólnym celem innowatorów, biznesu, przemysłu, placówek medycznych oraz administracji.” – mówi Jakub Chwiećko, lekarz pediatra i ekspert w dziedzinie innowacji w ochronie zdrowia.

 

W branży med-tech fundamentem wzrostu biznesu są badania i rozwój (R&D), w związku z tym branża inwestuje w innowacje środki znacząco wyższe niż inne gałęzie przemysłu. Według raportu firmy McKinsey firmy medtech w samym 2022 roku zainwestowały w badania i rozwój  ponad 42 miliardy dolarów 

 

Trendy te, chociaż docierają do Polski z pewnym opóźnieniem w stosunku do USA, Japonii czy nawet Europy Zachodniej, jednak z pewnością nas nie omijają. Widać to zresztą po samym rynku, który dostrzegł już konieczność otwarcia się polskiego rynku usług zdrowotnych na testowanie innowacji. Wiedzą to już wielcy gracze biznesowi, tacy jak Novartis poszukujący startupów czy Lux Med, który stara się przyciągnąć innowatorów poprzez konkursy, Astra Zeneca udostępniająca zupełnie fizyczną przestrzeń dla startupów i obejmująca patronatami przeróżne inicjatywy i raporty, podobnie zresztą jak PZU Zdrowie. Naczelna Izba Lekarska poszukuje lekarzy, którzy starają się wychodzić poza schemat poprzez Sieć Lekarzy Innowatorów. Prężnie działa także K.I.D.S czyli Klub Innowatorów Dziecięcych Szpitali, a Instytut Matki i Dziecka jest właśnie na ostatniej prostej przyjmowania zgłoszeń w konkursie Mother and Child Startup Challenge skierowanym do twórców innowacji mających rewolucjonizować opiekę zdrowotną nad matkami i dziećmi. Według organizatorów zainteresowanie jest tak duże, że termin zakończenia naboru przedłużono do 1 lipca. Nagrodą w konkursie Instytutu Matki i Dziecka, oprócz finansowania jest min. możliwość przetestowania rozwiązań w codziennych realiach placówek medycznych.

 

“Oznacza to, że także po stronie szpitali jest świadomość konieczności coraz szerszego otwierania się na innowacje. Szpitale coraz częściej otwierają się na pilotaże, a eksperci – na dialog z przemysłem i biznesem, także ze startupami.” – tłumaczy Jakub Chwiećko.

 

Innowatorzy – łączcie się!

 

Jakub Chwiećko, wspólnie z Marcinem Trzaskowskim, również lekarzem i pasjonatem cyfrowej transformacji, oraz z innymi entuzjastami nowych technologii, postanowili stworzyć MII. Medical Innovation Institute to społeczność ułatwiająca nawiązywanie kontaktów pomiędzy innowatorami a ekspertami, którzy mogą podzielić się cennymi uwagami i placówkami medycznymi zainteresowanymi testowaniem nowych technologii.

 

“Twórcy innowacji dysponują ogromną wiedzą technologiczną i przełomowymi pomysłami. To, co często staje im na przeszkodzie to brak spojrzenia od strony lekarza, czy możliwości dotarcia do ekspertów i szpitali, które pomogą im niejako skonfrontować pomysł z rzeczywistością i dostosować rozwiązania do  potrzeb polskiej placówki medycznej. Ponieważ sami jesteśmy lekarzami i mieliśmy okazję widzieć to, jak bardzo polskie szpitale łakną innowacji, ale też jak wyboista bywa droga do ich wprowadzenia, postanowiliśmy tę drogę ułatwić zainteresowanym innowatorom. Dlatego powołaliśmy Medical Innovation Institute, którego misją jest wspólne dążenie do podnoszenia standardów opieki zdrowotnej.” – wyjaśnia CEO Instytutu, Jakub Chwiećko.

Do Instytutu MII twórcy innowacji technologicznych będą mogli zwracać się nie tylko po cenne kontakty, statystyki medyczne i eksperckie porady, ale także po wsparcie w badaniach i procesie uzyskiwania certyfikacji oraz doradztwo związane z prowadzeniem biznesu, np. w zakresie cyberbezpieczeństwa, komunikacji, project managementu. A wszystko wskazuje na to, że przy tak szybkim tempie postępu technologicznego, dobry pomysł, choć bywa na wagę złota, może okazać się niewystarczający.

 

W miarę jak innowacje technologiczne będą coraz szerzej dostępne, firmy coraz większe, a urządzenia coraz bardziej skomplikowane, oczekiwania odbiorców będą rosły i coraz trudniej będzie się wyróżnić, bowiem sama technologia nie wystarczy. Ci, którzy jako pierwsi wprowadzą innowację będą zyskiwać przewagę nad konkurencją. Czynnikiem wyróżniającym dającym konkurencyjną przewagę będzie się stawało obsługa, marketing, a przede wszystkim doświadczenie użytkownika, czyli zadowolenie placówki medycznej oraz ostatecznego odbiorcy, czyli pacjenta. Korzyści dla pacjentów powinny zatem być naturalną konsekwencją tego procesu, oczywiście pod warunkiem, że innowacje faktycznie będą wdrażane w odpowiednim tempie.

źródło: Instytut MII

Strefa Gazy jest obecnie jednym z najniebezpieczniejszych miejsc do niesienia pomocy potrzebującym. Miesiące bombardowań i ostrzałów obiektów cywilnych przyniosły śmierć ponad 200 wolontariuszom oraz pracownikom humanitarnym. Giną również medycy. Ministerstwo Zdrowia Strefy Gazy podaje, że życie straciło już 348 pracowników służby zdrowia.
Naszym krajem wstrząsnęła informacja o śmierci Polaka w Strefie Gazy. Mężczyzna był wolontariuszem organizacji humanitarnej World Central Kitchen (WCK). W wyniku bombardowania, w którym zginął, życie straciło siedem osób – m.in. obywatele Wielkiej Brytanii, Australii oraz Irlandii. Wszyscy zajmowali się dostarczaniem żywności Palestyńczykom, którzy zmagają się obecnie z klęską głodu.
 
Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania pracowników humanitarnych. Nigdy i w żadnych warunkach. Przypominam – nie ma go też dla zabijania osób cywilnych, które giną od początku tego konfliktu. Składamy kondolencje dla rodzin i bliskich wszystkich niewinnych osób, które straciły życie w Strefie Gazy  mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Ogromne niebezpieczeństwo, na jakie narażeni są wolontariusze i pracownicy humanitarni w Strefie Gazy, ma swoje odzwierciedlenie w tragicznych statystykach. ONZ informuje, że w Gazie zginęło już 174 jej pracowników, w tym 171 pracowników UNRWA (przyp. red. Agencja Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie).

Jednocześnie ONZ podkreśla, że to jedna z największych ofiar i najtragiczniejszych sytuacji w historii organizacji. Łącznie od początku eskalacji konfliktu zginęło już ponad 200 pracowników humanitarnych.

– Większość pracowników humanitarnych oraz medycznych, którzy zginęli dotychczas, to Palestyńczycy i Palestynki – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart. – To oni są w najtrudniejszej sytuacji, bo w większości nie mogą opuścić Strefy Gazy. Enklawa jest dla nich śmiertelną pułapką. Ich sytuacja niewiele różni się od sytuacji pozostałych osób cywilnych: żyją tam, pomagają i niemal każdego dnia giną.

Pomimo niebezpieczeństwa, działania pracowników humanitarnych i medycznych w Strefie Gazy są absolutnie niezbędne. Odcięci od świata mieszkańcy enklawy wyczerpali już praktycznie wszystkie swoje zapasy, a humanitarna pomoc i dostawy jedzenia są przepuszczane w zbyt małych ilościach, by wyżywić ponad 2 200 000 ludzi pozostających w enklawie.

Pracujący na miejscu lekarze donoszą również o ogromnych brakach w dostępnych lekach, do ich dyspozycji pozostają przede wszystkim podstawowe leki przeciwzapalne. Nie ma natomiast specyfików, które mogłyby uratować komuś życie, takich jak leki kardiologiczne czy przeciwcukrzycowe.

Dlatego lekarze współpracujący z Polską Misją Medyczną szacują, że 70% pacjentów zgłaszających się do prowadzonych przez nich punktów medycznych, nie otrzymuje niezbędnej pomocy.

Polska Misja Medyczna wraz z lokalnym partnerem – Palestinian Medical Relief Society – pomaga cywilom w Strefie Gazy. Pierwsza transza pomocowa sfinansowana z wpłat darczyńców zawiera zapasy medyczne, ciepłe ubrania oraz mleko dla noworodków.

źródło: Polska Misja Medyczna

Czterdzieści osiem godzin tygodniowo – tyle zgodnie z dyrektywą Unii Europejskiej może pracować lekarz. – Gdybyśmy chcieli stosować te przepisy, okazałoby się, że część placówek należy zamknąć z dnia na dzień z powodu deficytów kadrowych – ocenia prof. dr hab. n. med. Łukasz Krzych, kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Problem przepracowania lekarzy jest dziś jednym z najpoważniejszych zmartwień służby zdrowia. 
Według danych GUS w 2022 roku liczba lekarzy, którzy mieszkają w Polsce i posiadają prawo wykonywania zawodu, wynosiła 158,9 tys. To nieco więcej niż rok wcześniej, jednak nie zmienia to faktu, że problemy kadrowe są nadal jedną z największych bolączek służby zdrowia. Według raportu Komisji Europejskiej „State of Health in th EU” Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pracowników ochrony zdrowia w Unii w przeliczeniu na tysiąc mieszkańców – w przypadku lekarzy jest to 3,4. To sporo mniej od średniej dla całej UE, która wynosi 4,1. Raport wskazuje, że w niektórych regionach, szczególnie wiejskich, można mówić o znacznym niedoborze lekarzy. 

Taka sytuacja przekłada się na większe obciążenie pracą medyków różnych specjalizacji. Choć zgodnie z unijną dyrektywą z 2003 roku lekarz nie może pracować ponad przyjęty czas pracy ustalony na 48 godz. tygodniowo, to jednak ten pułap jest w naszym kraju notorycznie przekraczany. 

– Unijne przepisy regulują, ile powinniśmy pracować w ciągu doby oraz w wymiarze tygodniowym, ile powinniśmy odpoczywać, niezależnie od funkcji, którą sprawujemy w szpitalu jako pracownicy ochrony zdrowia. Dotyczy to tak samo lekarzy, jak i pielęgniarek zatrudnionych na etatach. Gdybyśmy chcieli stosować te przepisy, okazałoby się, że niestety część placówek należy zamknąć z dnia na dzień z powodu deficytów kadrowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Łukasz Krzych, kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym.

Niedobór kadr w polskiej ochronie zdrowia prowadzi do stanu, w którym zarówno lekarze, jak i pielęgniarki pracują w różnych placówkach na kilku etatach na różnych formach zatrudnienia. Jak wynika z badania PZWL przeprowadzonego na potrzeby „Raportu o wynagrodzeniach w sektorze medycznym”, 63,8 proc. lekarzy wskazuje na nadmierne obciążenie pracą jako czynnik pozapłacowy wpływający na niezadowolenie z wykonywanej pracy.

Co ciekawe, w tym samym badaniu tylko 34,8 proc. ankietowanych uważa, że ich zarobki są adekwatne do wysiłku i zaangażowania, jakie wkładają w pracę. Co istotne, 58,9 proc. badanych nie jest zadowolonych ze swoich łącznych zarobków, a dwie trzecie uważa, że zwiększenie ich wynagrodzenia jest możliwe poprzez podjęcie dodatkowej pracy w placówce publicznej lub prywatnej.

– W przeliczeniu na etat limit wynosi 140–160 godz. w wymiarze miesięcznym. Bardzo łatwo jest to przekroczyć, pracując chociażby w systemie dyżurowym, bo jeżeli pracujemy 24 godz., to de facto pozostaje nam jeszcze jeden, maksymalnie dwa dni pracy w tygodniu, żeby tę normę wypełnić, a w pozostałe dni pracy też ktoś musi pracować –tłumaczy prof. Łukasz Krzych. – Bardzo trudno jest znaleźć lekarza, który by pracował 140 czy 160 godz. miesięcznie, większość pracuje więcej, chociaż nie zawsze chce, czasem po prostu musi, żeby zagwarantować płynność pracy szpitala, jeżeli to jest duży szpital.

Główną przyczyną tego stanu rzeczy jest deficyt kadrowy. Wymienia go również w swoim raporcie z sierpnia 2023 roku Najwyższa Izba Kontroli. Zdaniem instytucji kolejnymi nieprawidłowościami są: przepracowanie oraz zawieranie dodatkowych umów cywilnoprawnych z pracownikami na takiego samego rodzaju pracę. NIK zauważa, że są przypadki, w których kierownicy placówek nie próbowali skutecznie zaradzić tym problemom. W skontrolowanych przypadkach zdarzało się, że przerywano udzielanie świadczeń w poradniach, a także niektórych oddziałach szpitalnych. 

– Zmęczony lekarz to niebezpieczeństwo dla pacjenta, my nie chcemy być zmęczeni, bo wiemy, że wtedy jakość pracy i jakość świadczonych przez nas usług jest suboptymalna. Każdy z nas chciałby znaleźć czas dla siebie, swoich bliskich, ale jednak wciąż pamiętamy o tym, że pracujemy dla pacjentów i nasze decyzje muszą być w tym sensie wyważone. Zatem też decydujemy się sami na większą liczbę przepracowywanych godzin, żeby pomóc społeczeństwu, żeby pomóc pacjentowi, bo jednak wciąż wśród nas są osoby, które wybrały ten zawód z misji – mówi kierownik Katedry Medycyny Stanów Nagłych w Śląskim Uniwersytecie Medycznym.

Według najnowszych danych GUS opublikowanych w sierpniu ub.r. wśród lekarzy uprawnionych do wykonywania zawodu dominującą grupę (ponad 20 proc.) stanowią osoby w wieku 50–59 lat. Dominacja tej grupy wieku jest większa wśród mężczyzn niż kobiet lekarzy. 

Według stanu na 31 grudnia 2022 roku (najaktualniejsze dane opublikowane przez GUS) najmniej lekarzy na tysiąc mieszkańców jest w województwie lubuskim (2,38). Nieco lepiej jest w opolskim (2,43). Najlepsze pod tym względem statystyki mają województwo łódzkie (4,28) oraz mazowieckie (4,14). 

źródło:biznes.newsferia.pl