Medicalpress

Pyroptoza przez lata była traktowana jak proces prowadzący komórkę do nieuchronnego rozpadu. Badacze z Politechniki Wrocławskiej i Genentech pokazali jednak, że między utworzeniem pierwszych porów w błonie komórkowej a jej śmiercią istnieje krótkie „okno terapeutyczne”. W tym czasie możliwe jest zahamowanie mechanizmu zapalnego, naprawienie uszkodzonej błony, a nawet uratowanie części komórek. Wyniki opublikowane w „Nature” są ważnym odkryciem biologii komórki i mogą wskazać nową drogę w poszukiwaniu terapii sepsy czy zespołu ostrej niewydolności oddechowej. Do zastosowania u pacjentów jest jednak jeszcze daleko.

Kiedy komórka uruchamia mechanizm własnej śmierci, intuicyjnie można zakładać, że przekroczona została granica, zza której nie ma powrotu. Najnowsza publikacja w „Nature” podważa takie myślenie w odniesieniu do pyroptozy, szczególnego rodzaju programowanej śmierci komórkowej połączonej z gwałtowną reakcją zapalną.

Badanie przeprowadzili naukowcy z Genentech oraz Wydziału Chemicznego Politechniki Wrocławskiej. Autorami korespondencyjnymi publikacji są prof. Marcin Poręba z PWr i prof. Vishva M. Dixit z Genentech, a równorzędny kluczowy wkład w badania miały dr Katarzyna Groborz oraz Melissa E. Truong. Praca zatytułowana „Gasdermin D-mediated delivery of caspase inhibitors to suppress pyroptosis” ukazała się 3 sierpnia 2026 roku.

Pyroptoza nie jest zjawiskiem patologicznym sama w sobie. To jeden z mechanizmów obronnych organizmu. Uruchamia się m.in. w odpowiedzi na zakażenie i pozwala komórce zaalarmować układ odpornościowy, że dzieje się coś niebezpiecznego. Problem zaczyna się wówczas, gdy reakcja jest zbyt intensywna lub wymyka się spod kontroli. Wtedy zamiast chronić organizm, może napędzać rozległy stan zapalny i uszkodzenie tkanek.

W centrum tego procesu znajdują się kaspazy prozapalne. U człowieka są to m.in. kaspazy 1, 4 i 5. Aktywują one gasderminę D, której fragmenty tworzą w błonie komórkowej duże pory. Przez powstające otwory uwalniane są m.in. cytokiny IL-1β i IL-18. Komórka pęcznieje, jej błona traci integralność i ostatecznie dochodzi do rozpadu.

To właśnie w porach, które dotychczas kojarzono przede wszystkim z destrukcją komórki, badacze dostrzegli możliwość jej uratowania.

Punktem wyjścia była biblioteka około stu związków zaprojektowanych w celu hamowania kaspaz prozapalnych. Jedna z cząsteczek zachowywała się pozornie paradoksalnie. Bardzo słabo przenikała przez prawidłową błonę komórkową, a mimo to potrafiła zahamować proces zachodzący wewnątrz komórki. Zamiast uznać wynik za laboratoryjną anomalię, naukowcy sprawdzili, czy inhibitor nie wykorzystuje do wejścia do komórki właśnie porów wytworzonych podczas pyroptozy.

Hipoteza się potwierdziła. Związek przedostawał się przez pory gasderminy D do komórek, w których pyroptoza już się rozpoczęła. Po znalezieniu się wewnątrz hamował kaspazy, ograniczał tworzenie następnych porów i zmniejszał uwalnianie cytokin zapalnych. Zdrowe komórki, których błony pozostawały nienaruszone, były dla inhibitora znacznie trudniej dostępne. To zasadnicza różnica wobec wcześniejszych prób opracowywania inhibitorów kaspaz, których przenikanie również do prawidłowych komórek ograniczało bezpieczeństwo i skuteczność takiej strategii.

Jednym z najlepiej przebadanych inhibitorów był KGR-3. Hamował pyroptozę uruchamianą przez kaspazy 1 i 4 oraz wydzielanie IL-1β. Nie chronił natomiast przed apoptozą, czyli innym rodzajem programowanej śmierci komórki, podczas którego pory gasderminy D nie powstają. Dla badaczy był to dodatkowy argument potwierdzający, że właśnie te otwory umożliwiały selektywny transport inhibitora.

Najbardziej interesujące okazało się jednak to, co działo się później. Zahamowanie procesu nie oznaczało jedynie przesunięcia śmierci komórki w czasie. Po zablokowaniu kaspaz przestawały powstawać kolejne pory, natomiast istniejące uszkodzenia błony mogły zostać usunięte dzięki naturalnym mechanizmom naprawczym związanym z kompleksem białek ESCRT. Część komórek rzeczywiście przeżywała i zachowywała zdolność do dalszego wzrostu. W jednym z eksperymentów obserwowano je przez 12 dni.

Co jeszcze bardziej istotne, efekt uzyskiwano nie tylko wtedy, gdy inhibitor podawano przed rozpoczęciem destrukcji. Działanie ochronne obserwowano także po kilku godzinach od uruchomienia pyroptozy. Oznacza to, że rozpoczęcie tego mechanizmu nie jest równoznaczne z natychmiastowym przekroczeniem biologicznego punktu bez powrotu.

Dr Katarzyna Groborz podsumowała znaczenie wyniku jednoznacznie: „Najważniejszym odkryciem projektu było wykazanie, że pyroptozę można zatrzymać nawet po jej rozpoczęciu.”

Badacze nie zatrzymali się na doświadczeniach komórkowych. Kolejny inhibitor, KGR-53P, został sprawdzony również w mysim modelu szoku endotoksycznego. Zwierzętom podawano lipopolisacharyd bakteryjny wywołujący silną odpowiedź zapalną. U myszy, które otrzymały badany inhibitor, stężenia prozapalnych cytokin IL-1β i IL-18 we krwi były wyraźnie niższe. Wynik pokazał, że mechanizm wykorzystujący pory gasderminy D może działać również w żywym organizmie, a nie wyłącznie w hodowli komórkowej.

To właśnie na tym etapie trzeba jednak szczególnie ostrożnie oddzielić przełomową obserwację biologiczną od gotowej terapii.

Badanie nie dowodzi, że powstał lek na sepsę. Eksperyment in vivo wykonano na mysim modelu szoku endotoksycznego, a KGR-3 i KGR-53P są związkami badawczymi, które wymagają dalszej optymalizacji. KGR-53P był szybko usuwany z organizmu, zaobserwowano też wzrost poziomu enzymów wątrobowych. Na tym etapie nie wiadomo jeszcze, czy wynikało to z oddziaływania cząsteczki na inne cele molekularne.

To bardzo istotne zastrzeżenie, bo między wykazaniem mechanizmu w laboratorium i modelu zwierzęcym a bezpiecznym leczeniem człowieka znajduje się długa droga badań przedklinicznych i klinicznych.

Potencjał odkrycia polega więc obecnie przede wszystkim na czymś innym. Badacze pokazali nową strategię dostarczania leków. Zamiast projektować związek, który łatwo wnika do wszystkich komórek, można próbować wykorzystać uszkodzenie powstające w konkretnym procesie chorobowym jako swoistą „bramę” kierującą substancję tam, gdzie jest potrzebna. W tym przypadku mechanizm, który ma doprowadzić komórkę do śmierci, staje się jednocześnie drogą umożliwiającą jej uratowanie.

Jeśli podejście uda się rozwinąć, może mieć znaczenie w badaniach nad stanami, w których nadmierna pyroptoza i reakcja zapalna przyczyniają się do uszkodzenia narządów. Autorzy wskazują między innymi sepsę, zespół ostrej niewydolności oddechowej oraz COVID-19. Na obecnym etapie są to jednak potencjalne przyszłe zastosowania, a nie wskazania kliniczne potwierdzone u pacjentów.

Polski wkład w pracę jest znaczący. Chemiczna i enzymologiczna część projektu rozpoczęła się na Wydziale Chemicznym Politechniki Wrocławskiej. Tam opracowywano inhibitory, przygotowano bibliotekę związków i badano ich interakcje z kaspazami. W projekcie uczestniczyły również Julia Nguyen i Małgorzata Kalinka, a współautorem publikacji jest prof. Marcin Drąg, twórca technologii HyCoSuL zastosowanej do badania preferencji kaspaz. Część prac zespołu PWr była finansowana przez Narodowe Centrum Nauki w ramach grantu OPUS.

Historia tego badania jest dobrym przykładem tego, jak odkrycia o potencjalnym znaczeniu klinicznym powstają z nauki podstawowej. Nie zaczęło się od poszukiwania „leku na sepsę”, lecz od pytania, w jaki sposób działają kaspazy, gasdermina D i błona komórkowa podczas pyroptozy. Odpowiedź przyniosła nieoczekiwaną możliwość: proces śmierci komórki może przez pewien czas pozostawać odwracalny.

Źródło: Politechnika Wrocławska

Foto: Politechnika Wrocławska

Według ostatnich opublikowanych danych Światowej Organizacji Zdrowia, w 2017 roku blisko 50 mln pacjentów na całym świecie zachorowało na sepsę z czego 11 mln ze skutkiem śmiertelnym. W Polsce nie ma ogólnokrajowego elektronicznego rejestru sepsy, ale eksperci szacują, że mowa o ok. 47–50 tys. przypadków rocznie. Wskaźnik śmiertelności jest jeszcze wyższy niż globalnie i sięga na oddziałach intensywnej terapii ok. 50 proc. Lekarze podkreślają, że sepsa jest trudna do zdiagnozowania zwłaszcza na początkowym etapie, a jej objawy postępują szybko.
 Sepsa to stan zagrożenia życia, który rozwija się w wyniku nieprawidłowej, nadmiernej reakcji organizmu na zakażenie i prowadzi do niewydolności narządów. Zakażenie, które wywołuje sepsę, może mieć różną etiologię: bakteryjną, wirusową, grzybiczą lub pasożytniczą. Szczególnie narażone na rozwój sepsy są osoby z obniżoną odpornością i z chorobami towarzyszącymi, zwłaszcza małe dzieci i osoby starsze – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Barbara Adamik, prof. Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu (UMW), z Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii na Wydziale Lekarskim UMW.

Jak wynika z raportu WHO „Global report on the epidemiology and burden of sepsis”, 20,3 mln przypadków sepsy wśród wszystkich zdiagnozowanych w 2017 roku na całym świecie dotyczyło dzieci poniżej piątego roku życia. Odnotowano wśród nich 2,9 mln zgonów (26,4 proc.) związanych z sepsą. W Polsce również szacuje się, że ok. 40 proc. przypadków dotyczy dzieci poniżej piątego roku życia.

– W Polsce umieralność jest bardzo wysoka – dotyczy ok. 50 proc. przypadków sepsy leczonej na intensywnej terapii, szczególnie jeśli dochodzi do rozwoju wstrząsu septycznego – wyjaśnia prof. Barbara Adamik.

Eksperci wskazują, że do wysokiej śmiertelności z powodu sepsy dochodzi z powodu mało swoistych objawów na początku jej rozwoju. Należą do nich: gorączka, dreszcze, szybki oddech i duszności, przyspieszone bicie serca, pocenie i złe ogólne samopoczucie. Dlatego często bywają mylone z innymi chorobami.

– Takie czynniki jak różnorodność etiologiczna, niespecyficzne kliniczne objawy początkowe, brak swoistych dla sepsy markerów laboratoryjnych oraz trudności w jednoznacznym potwierdzeniu zakażenia sprawiają, że wczesne rozpoznanie sepsy jest dużym wyzwaniem dla klinicysty – podkreśla prof. UMW.

Jak dodaje, opóźnienie w rozpoznaniu istotnie pogarsza rokowanie, ponieważ objawy sepsy postępują bardzo szybko, a każda godzina zwłoki w leczeniu zwiększa ryzyko rozwoju powikłań, wiąże się z przedłużoną hospitalizacją i wyższą śmiertelnością.

– W miarę postępu choroby pojawiają się objawy ciężkiego stanu zapalnego i niewydolności narządów. Najczęściej objawy dotyczą niewydolności układu oddechowego, układu krążenia oraz ośrodkowego układu nerwowego. Może również dojść do niewydolności nerek i wątroby, a także do zaburzeń krzepnięcia. Pacjent z sepsą najczęściej wymaga leczenia na oddziale intensywnej terapii – tłumaczy prof. Barbara Adamik.

Diagnostyka sepsy obecnie bazuje głównie na analizie objawów klinicznych. Podczas wstępnej oceny lekarz powinien m.in. sprawdzić temperaturę, częstość akcji serca i oddechów, przeprowadzić pomiar ciśnienia tętniczego, ocenić stan świadomości i wysycenie krwi tlenem. Do tego dochodzi również zwrócenie uwagi na zmiany i urazy skórne, a także informacje dotyczące tego, jak często pacjent oddawał mocz w ciągu ostatniej doby. Uzupełnieniem obrazu klinicznego są badania laboratoryjne, mikrobiologiczne, a także diagnostyka obrazowa.

 Warto podkreślić, że nie istnieje pojedynczy, wysoce czuły i swoisty marker umożliwiający jednoznaczne potwierdzenie rozpoznania sepsy, dlatego interpretacja wyników badań zawsze odbywa się w odniesieniu do obrazu klinicznego pacjenta. W diagnostyce laboratoryjnej przy podejrzeniu sepsy najczęściej analizuje się wskaźniki ogólnoustrojowej odpowiedzi zapalnej, takie jak stężenie białka C-reaktywnego, prokalcytoniny, liczba leukocytów, stężenie interleukiny 6. Mierzy się także parametry odzwierciedlające funkcję poszczególnych narządów – wyjaśnia prof. Barbara Adamik.

We wczesnej diagnostyce sepsy kluczowe znaczenie ma szybkie rozpoznanie czynnika etiologicznego i natychmiastowe wdrożenie odpowiedniego leczenia przeciwdrobnoustrojowego, najlepiej jeszcze przed rozpoczęciem antybiotykoterapii. Współcześnie stosuje się zarówno klasyczne metody mikrobiologiczne i immunochemiczne, jak i techniki molekularne, w tym testowanie syndromiczne, które pozwala jednocześnie wykryć wiele potencjalnych patogenów.

 Rośnie zainteresowanie metodami uczenia maszynowego, zwłaszcza modelami pozwalającymi na rozpoznanie sepsy na wczesnym etapie. Te algorytmy są wykorzystywane m.in. do tworzenia tzw. skali wczesnego ostrzegania, które stanowią modele predykcji klinicznej, oparte na monitorowaniu podstawowych parametrów życiowych pacjenta w szpitalnym oddziale ratunkowym lub podczas hospitalizacji – mówi lekarka z Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii na Wydziale Lekarskim na UMW.

Stosowanie skali wczesnego ostrzegania znajduje się w międzynarodowych wytycznych Surviving Sepsis Campaign (SSC) – inicjatywy Towarzystwa Medycyny Intensywnej Terapii i Europejskiego Towarzystwa Medycyny Intensywnej Terapii, która dąży do zmniejszenia śmiertelności i zachorowalności na sepsę na całym świecie. Zgodnie z nimi wspomniane skale są zalecane do oceny wstępnego ryzyka. Dzięki nim lekarze mogą monitorować stan pacjentów i rozpoznawać zagrożenie jego pogorszenia. Mowa zarówno o konieczności przeniesienia chorego na oddział intensywnej terapii, jak i ryzyku zgonu.

Metody uczenia maszynowego (ML) potrafią m.in. przewidzieć rozwój sepsy na kilka godzin przed jej rozpoznaniem w warunkach klinicznych. Jak pokazują badania, modele ML, zwłaszcza sieci neuronowe i drzewa decyzyjne, przewyższają tradycyjne skale ryzyka sepsy pod względem efektywności.

 Gdy stan pacjenta zaczyna się pogarszać, skale te generują ostrzeżenia o podejrzeniu sepsy, co pozwala na szybsze podjęcie odpowiedniej interwencji medycznej. Obecnie tego typu systemy coraz częściej są integrowane z elektroniczną dokumentacją medyczną, co umożliwia ciągłe monitorowanie pacjenta i wspomaga podejmowanie decyzji terapeutycznych – podkreśla prof. Barbara Adamik.

Zgodnie z aktualnymi wytycznymi Surviving Sepsis Campaign w systemie opieki zdrowotnej powinno się wdrażać programy poprawy jakości opieki nad pacjentami z sepsą. Zaleca się, aby obejmowały m.in. badania przesiewowe zarówno u pacjentów w ostrym stanie klinicznym, jak i osób z wysokim ryzykiem jej rozwoju.

 Proponowane są takie rozwiązania jak badania przesiewowe. Są to specjalne skale, które pozwalają przewidzieć ryzyko pogorszenia się stanu pacjenta. Na podstawie bardzo podstawowych objawów klinicznych pozwalają określić, czy to ryzyko jest niskie, średnie, czy wysokie. Skale przesiewowe są stosowane od lat w wielu szpitalach w Unii Europejskiej i przynoszą dość dobre efekty. Spodziewamy się, że w Polsce również będą wkrótce wdrożone, bo jest to bardzo dobry sposób, żeby jak najszybciej rozpoznać sepsę na wczesnym etapie na oddziale szpitalnym – uważa ekspertka.

W najnowszym raporcie oceniającym stan opieki nad pacjentami z sepsą w szpitalach europejskich „Status of Sepsis Care in European Hospitals: Results from an International Cross-Sectional Survey” wzięto pod lupę 1023 placówki w 69 krajach, z czego 81,6 proc. znajdowało się w Europie. Badania przesiewowe w kierunku sepsy stosowano w 54,2 proc. oddziałów ratunkowych (SOR), 47,9 proc. oddziałów i 61,7 proc. oddziałów intensywnej terapii. Jednocześnie analiza wykazała, że w wielu szpitalach jest jeszcze duże pole do poprawy w kwestii m.in. wczesnego wykrywania i standaryzowanego leczenia sepsy, dostępności wytycznych czy też dedykowanej infrastruktury diagnostycznej i terapeutycznej.

– W Polsce nierozwiązany pozostaje problem z dostępnością do informacji na temat tego, ile mamy przypadków sepsy i zgonów z tego powodu. Społeczeństwo powinno być dobrze poinformowane o tym zagadnieniu. Jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie elektronicznego ogólnopolskiego rejestru sepsy – podkreśla prof. Barbara Adamik.

Źródło: Newseria

Prawie 80 proc. Polaków uważa zapalenie płuc za groźną chorobę. Podobny odsetek boi się jej w mniejszym lub większym stopniu. Jednak o pneumokokach – które są przyczyną większości pozaszpitalnych zapaleń płuc – wiedzą niewiele, podobnie jak o szczepieniach przeciwko tej bakterii – wynika z raportu IPPEZ „Polki i Polacy a zapalenie płuc i pneumokoki”. Szczególnie wśród seniorów świadomość problemu jest znikoma, choć czują się oni najmocniej zagrożeni zapaleniem płuc. To przekłada się na niski poziom podejmowanych działań profilaktycznych, mimo że seniorzy mogą skorzystać z bezpłatnych szczepień przeciwko grypie i pneumokokom i zaszczepić się podczas jednej wizyty u lekarza rodzinnego.
Pomimo że zdecydowana większość badanych Polek i Polaków postrzega zapalenie płuc i pneumokoki jako poważne zagrożenie zdrowotne, z badania wynika, że im starsze osoby, tym większa obawa przed zapaleniem płuc, ale jednocześnie tym mniejsza wiedza na temat szczepień przeciwko pneumokokom i niższa gotowość do poddania się szczepieniu. Z kolei młodsze osoby, mimo że rzadziej boją się tej choroby, mają większą wiedzę na temat szczepień i częściej decydują się na ten krok.

– Z badań, które przeprowadziliśmy na reprezentatywnej próbie Polek i Polaków, wynika, że bardzo wysokie jest poczucie zagrożenia zapaleniem płuc jako chorobą. Jest spora grupa, ponad 40 proc., która uznaje tę chorobę za bardzo groźną i prowadzącą do śmierci – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. n. med. i n. o zdr. Tomasz Sobierajski, prof. UW, kierownik Ośrodka Badań Socjomedycznych Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW.

Najczęściej występującą przyczyną zapalenia płuc jest zakażenie pneumokokami, zwanymi dwoinkami zapalenia płuc. 74 proc. badanych słyszało o nich, ale nie potrafiło wyjaśnić, czym są, co 10. nigdy o nich nie słyszał, a tylko 16,4 proc. respondentów zna tę nazwę i wie, czym są pneumokoki. To jedna z najgroźniejszych dla człowieka bakterii, która może prowadzić do hospitalizacji, zaostrzenia chorób towarzyszących (dobrze „współpracuje” z wszystkimi wirusami), a w niektórych przypadkach nawet zgonu – pneumokoki są odpowiedzialne za najwyższą śmiertelność w grupie zakażeń bakteryjnych.

– Najlepszym sposobem ochrony przed pneumokokowym zapaleniem płuc jest szczepienie przeciwko pneumokokom, które jest rekomendowane szczególnie dla osób, które mają choroby przewlekłe i po 60. roku życia – mówi dr hab. Tomasz Sobierajski. – Nasze badanie wskazuje, że wiedza na temat szczepień przeciwko pneumokokom jest bardzo niska. Widać bardzo wyraźnie różnicę pomiędzy różnymi grupami wiekowymi. Wśród młodszych wprawdzie jest większa świadomość istnienia szczepień, ale jest mniejsze poczucie zagrożenia zapaleniem płuc. Z kolei seniorzy czują się bardzo mocno jako grupa zagrożeni zapaleniem płuc i uważają, że to jest bardzo groźna choroba, natomiast mają bardzo małą wiedzę na temat szczepień. Ja to nazwałem paradoksem pneumokokowym, bo rzeczywiście najstarsze grupy powinny być zaszczepione, ale też wyczulone na tę wiedzę, podczas gdy zaszczepione są w bardzo małym stopniu.

Lekarze potwierdzają – zapalenie płuc nie jest cięższym przeziębieniem, ale ciężką chorobą z potencjalnie groźnymi konsekwencjami dla zdrowia, bo jest jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji osób dorosłych, a nawet dla życia, bo każdego roku ponad 1,5 mln ludzi na świecie umiera z powodu zakażeń pneumokokowych, którym można byłoby zapobiec. To tak, jakby każdego roku znikało miasto wielkości Warszawy.

– Zapalenie płuc, wbrew naszym prostym skojarzeniom, nie dotyczy tylko płuc. W przebiegu tej ciężkiej choroby może dojść do upośledzenia funkcji wielu narządów i często te zmiany są nieodwracalne. Płuca są ściśle związane z sercem, układem nerwowymi i nerkami – tego nie można oddzielać i mówić, że choroba jest tylko w jednym miejscu – mówi dr hab. n. med. Ernest Kuchar, specjalista chorób zakaźnych, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, ekspert Sojuszu Polska Zdrowo Oddycha. – Generalnie im ktoś jest starszy, im ktoś jest w słabszym ogólnym stanie zdrowia, tym ciężej choruje. Dokładają się do tego choroby przewlekłe – w zasadzie trudno byłoby wymienić chorobę, która nie predysponuje do ciężkiego zapalenia płuc.

Bakterie pneumokokowe stają się coraz bardziej oporne na działanie antybiotyków, dlatego wywołane przez nie zakażenia trudno się leczą. W przypadku pacjentów hospitalizowanych z powodu zapalenia płuc, również pneumokokowego, średni pobyt w szpitalu trwa ponad 12 dni, jedna osoba na osiem będzie wymagała leczenia na OIOM lub będzie musiała zostać podłączona do respiratora.

– Oprócz zapalenia płuc pneumokoki mogą wywołać także sepsę i ropne zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Na szczęście te choroby są znacznie rzadsze niż zapalenie płuc. Natomiast jasno powiem: z zapalenia płuc się zdrowieje, ale nie jest się już takim samym człowiekiem jak przed jego wystąpieniem – podkreśla dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

Zakażenia pneumokokami występują we wszystkich grupach wiekowych, ale najbardziej narażone są małe dzieci do dwóch lat i osoby starsze powyżej 65. lat. Z tym że dzieci są częściej zabezpieczone dzięki obowiązkowym szczepieniom.

Jednak – jak wskazuje badanie IPPEZ – przeciw pneumokokom zaszczepionych jest niecałe 10 proc. respondentów. Co piąty nie zaszczepił się, ponieważ nie wiedział o istnieniu szczepionki, a blisko 42 proc. nie zdecydowało się na nią, choć wiedzą o takiej możliwości.

– Zaszczepić powinien się generalnie ten, kto jest zagrożony zachorowaniem. My prowadzimy w tej chwili w Polsce powszechne szczepienia dzieci, bo to jest jedna z grup ryzyka. W populacji dorosłych są to wszystkie osoby starsze – umownie musimy tę granicę przyjąć, to może być 50., 60. bądź 65. rok życia, ale też osoby młodsze z chorobami przewlekłymi – wymienia specjalista chorób zakaźnych z WUM.

Wyniki badania są niepokojące także pod względem zaleceń medycznych – tylko co 10. badany otrzymał zalecenie od lekarza dotyczące szczepienia przeciw pneumokokom. Co więcej, jedynie 3,8% seniorów otrzymało zalecenie od lekarza, aby zaszczepić się przeciwko pneumokokom, co stanowi znacznie niższy odsetek niż w młodszych grupach wiekowych.

– Należy zauważyć, że w badaniu wzięły udział głównie osoby zmagające się z chorobami przewlekłymi – dwie trzecie badanych wskazało, że cierpi na takie schorzenia jak nadciśnienie, otyłość, cukrzyca czy astma. Osoby z chorobami przewlekłymi są szczególnie narażone na powikłania związane z pneumokokowym zapaleniem płuc, dlatego to one powinny być pierwszymi, którym zaleca się szczepienia. Niestety, jak wynika z raportu, tylko co 10. badana osoba otrzymała od lekarza zalecenie zaszczepienia się przeciwko pneumokokom. To pokazuje ogromną lukę w systemie ochrony zdrowia, gdzie brak jest odpowiedniej komunikacji między pacjentami a lekarzami na temat dostępnych metod profilaktyki –  mówi prof. Tomasz Sobierajski.

Wśród najczęstszych powodów tłumaczących brak szczepienia respondenci wskazywali właśnie brak rekomendacji ze strony lekarza, ale też obawy o powikłania po szczepieniu, brak wystarczającej wiedzy na jej temat i zaufania do niej. Wprawdzie ponad połowa respondentów zadeklarowała chęć zaszczepienia się po zapoznaniu się z informacjami o pneumokokowym zapaleniu płuc, jednak wciąż duży odsetek – ponad 40 proc. – mimo tej wiedzy nadal nie zdecydowałby się na szczepienie.

– Lekarze mają wiele możliwości, żeby wpłynąć pozytywnie na odsetek wyszczepień wśród populacji dorosłej przeciwko pneumokokom. Przede wszystkim mogą rozmawiać na ten temat z pacjentami, nie bać się tych rozmów. Moje badania, które przeprowadziłam w 2013 roku na populacji pediatrycznej, pokazały, że wystarczy jedna minuta do tego, żeby przekonać rodziców, aby szczepili swoje dzieci. Myślę, że warto też spróbować robić to wśród dorosłych – podkreśla dr n. med. Justyna Tymińska, lekarz rodzinny, przedstawicielka Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego w Warszawie i Sojuszu Polska Zdrowo Oddycha.

– Z badań prof. Sobierajskiego wynika, że zbyt mało informujemy pacjentów na temat szczepień przeciwko pneumokokom. My, lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, ciągle narzekamy na brak czasu, ale nie powinno być to dla nas wymówką. Osoby powyżej 65. roku życia, zwłaszcza te, które chorują przewlekle, są w grupie ryzyka rozwoju ciężkich zapaleń płuc, które wywoływane są przez pneumokoki, w związku z tym właśnie ta grupa powinna być dla nas, lekarzy, bardzo ważna – mówi dr n. med. Justyna Tymińska.

Dla osób powyżej 65. roku życia ze zwiększonym ryzykiem choroby pneumokokowej szczepionka przeciw pneumokokom jest bezpłatna od września 2023 roku. Szczepienie można wykonać na jednej wizycie u lekarza, równolegle ze szczepieniem przeciwko grypie, i co istotne – nie trzeba go powtarzać co roku.

– Najlepiej się zaszczepić wtedy, kiedy mamy na to czas, czyli mówiąc krótko, jak najszybciej. Wiemy, jakie są czynniki sprzyjające, wiemy, że infekcje wirusowe, takie jak grypa, RSV czy COVID-19, torują drogę pneumokokom, a przecież to są kwestie losowe. Wiemy, że zachorowań na zakażeń dolnych dróg oddechowych jest więcej wraz z chłodną porą roku, czyli teraz jest świetna pora, żeby szczepienie przeciwko pneumokokom wykonać. Zwłaszcza jak ktoś dobrze wie, że ma czynniki ryzyka, które sprawiają, że prawdopodobieństwo rozwoju choroby pneumokokowej jest u niego znacznie większe – podkreśla dr hab. Ernest Kuchar.

źródło: newseria

Samorząd zawodowy diagnostów laboratoryjnych włącza się w 32. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Celem tegorocznej zbiórki, która odbywa się pod hasłem „Płuca po pandemii”, jest zakup sprzętu do diagnozowania, monitorowania i rehabilitacji chorób płuc pacjentów na oddziałach pulmonologicznych.
„Rok temu graliśmy na rzecz walki z sepsą. Dla diagnostów laboratoryjnych, którzy biorą udział w diagnozowaniu sepsy, był to bardzo ważny finał. Dziękując za zakup wyposażenia dla laboratoriów mikrobiologicznych, włączamy się aktywnie w teogroczną zbiórkę na rzecz walki z chorobami pulmonologicznymi” – podkreśla prezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych Monika Pintal-Ślimak.
 
Aktywności w ramach WOŚP:
28 stycznia o 10:00 Prezes KRDL Monika Pintal-Ślimak i diagności laboratoryjni odwiedzą studio WOŚP, gdzie wspólnie z Jerzym Owsiakiem podsumujemy 31. Finał WOŚP i proces wyposażenia szpitali w urządzenia pozwalające na przyspieszenie diagnostyki zakażeń i walki z sepsą.
Nawet drobne zabiegi dentystyczne mogą wprowadzić bakterie do naszego krwioobiegu powodując tzw. bakteriemię. Większość pacjentów wychodzi bez szwanku z przejściowej bakteriemii, jednak u niektórych może rozwinąć się uogólnione zakażenie prowadzące do sepsy, a czasem nawet do śmierci.
Do zębopochodnej bakteriemii dochodzi wówczas, gdy do krwi dostają się bakterie, obecne m.in. w jamie ustnej lub na instrumentach dentystycznych. Wbrew pozorom do bakteriemii dochodzi łatwo, bowiem następuje to w przypadku przerwania ciągłości naczyń krwionośnych błony śluzowej lub dziąseł np. w wyniku  popularnego zabiegu usuwania kamienia, ekstrakcji ósemek lub innych zębów, a nawet podczas codziennych zabiegów higieny jamy ustnej, jak np. nitkowanie. Być może nawet doświadczyliśmy tego typu sytuacji, jednakże nasz organizm poradził sobie z bakteriemią. Skąd więc ryzyko sepsy?
 
Sepsa może być następstwem zabiegów stomatologicznych
 
Sepsa w stomatologii może być spowodowana przez infekcje zębów, dziąseł, jamy ustnej lub innych struktur stomatologicznych, jednak jej wystąpienie zazwyczaj ma związek z  wcześniejszymi problemami organizmu, takimi jak na przykład obniżenie odporności, przewlekłe leczenie, niedawno przebyta operacja, problemy kardiologiczne czy cukrzyca. Istnieje jednak szereg przypadków stomatologicznych, które mogą być groźne dla każdego z nas, a należą do nich:
 
Na jakie objawy należy zwrócić uwagę?
 
Jeśli po wizycie u dentysty bądź w trakcie  rozwijającej się infekcji w jamie ustnej zauważymy takie objawy jak poniżej, należy niezwłocznie skontaktować się z lekarzem. A są to:
 
Choć sepsa nie ma jednoznacznych, w pełni charakterystycznych objawów, w przypadku uogólnionego  zakażenia organizmu liczy się czas. Jeśli lekarz podejrzewa sepsę, poza wprowadzeniem leczenia empirycznego, niezbędne jest pobranie krwi na posiew – zaznacza prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Standardem powinno być pobieranie przynajmniej dwóch zestawów krwi (oba do specjalnych kompletów butelek z podłożami hodowlanymi dla bakterii i  grzybów) z różnych miejsc wkłucia, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wykrycia  patogenów powodujących zakażenie. Dopiero po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki i można wprowadzić leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę – tłumaczy profesor. 
 
Sepsa w Polsce nadal wymaga większej uwagi
 
W Polsce nie istnieje krajowy rejestr sepsy. Stąd też dane na temat zapadalności i śmiertelności z powodu sepsy są niepełne, a to sprawia, że  zapobieganie i zwalczanie jej jest bardzo trudne.
 
Nie w każdym szpitalu zapewniony jest całodobowy dostęp do diagnostyki mikrobiologicznej. Obecnie jednak dostępne są szybkie i wiarygodne narzędzia diagnostyczne, które potrafią znacznie przyspieszyć diagnostykę mikrobiologiczną sepsy, skracając ją z kilku dni, do jednej doby, a czasami nawet kilkunastu godzin. Tegoroczny finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poświęcony był właśnie tej tematyce i zakupowi tego typu urządzeń. Jednak to wciąż kropla w morzu potrzeb pacjentów w całym kraju, których dotyka sepsa. Tylko przez podnoszenie tego problemu i dialog mamy szansę na zwiększenie świadomości zarówno wśród pacjentów jak i dyrekcji szpitali – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, która od lat wspiera pacjentów na drodze do zdrowia, walcząc o ich prawa.
 
Tegoroczny finał WOŚP wsparła zbiórka 243 259 387,25 zł, czyli ponad 13,5 mln zł więcej niż przed rokiem. Teraz te środki zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do laboratoriów mikrobiologicznych
w szpitalach w całej Polsce zgodnie ze zgłoszonym przez nie zapotrzebowaniem.

źródło: Koalicja na Pomoc Niesamodzielnym
Choć w dzisiejszych czasach trudno sobie wyobrazić, że ciąża i poród mogą skutkować zagrażającymi życiu powikłaniami, statystyki są zatrważające. Zwłaszcza w przypadku, w którym dochodzi do sepsy, czyli uszkodzenia narządów na skutek uogólnionego zakażenia. Gdy w dodatku ograniczeni prawem lekarze nie reagują dostatecznie szybko w sytuacjach, które mogą prowadzić do sepsy, konsekwencją może być wstrząs septyczny, który często kończy się zgonem matki. Ale sepsa nie wybiera, dlatego trzeba nie tylko szerzyć świadomość samego problemu, ale także przekonać szpitale do zwiększenia dostępu do badań mikrobiologicznych, które zwiększają szansę na przeżycie..
Według Centers for Disease Control and Prevention, sepsa jest drugą najczęstszą przyczyną zgonów związanych z ciążą. Co więcej, Światowa Organizacja Zdrowia WHO podaje, że sepsę u matki można zdiagnozować nawet do 42 dni po porodzie, dlatego edukacja w tym zakresie jest kluczowa.
 

Przyczyny występowania sepsy w ginekologii i położnictwie
 
Sepsa jest zawsze wynikiem zakażenia. Kobiety w ciąży są bardziej podatne na infekcje, ponieważ ich układ odpornościowy jest osłabiony, aby zapobiec odrzuceniu płodu przez organizm matki. Stosunkowo często występują u nich zakażenia dróg moczowych oraz infekcje bakteryjne lub grzybicze pochwy. Niektóre zakażenia mogą mieć ciężki przebieg, a nawet prowadzić do sepsy. Czynnikami zwiększającymi ryzyko zakażeń są przewlekłe choroby współistniejące, takie jak cukrzyca i otyłość. Warto więc zwrócić uwagę na objawy, mogące świadczyć o niebezpieczeństwie poważnego zakażenia, którymi są m.in:
 
W przypadku sepsy u kobiet w ciąży, szybka diagnoza i odpowiednie leczenie są niezwykle ważne, zwłaszcza, że niektóre objawy zakażenia mogą być mylone z objawami ciążowymi, jak choćby osłabienie czy nudności. Dlatego tak ważne jest, aby przyszłe mamy były świadome potencjalnych objawów
i zgłaszały je swojemu lekarzowi jak najszybciej. Tym bardziej, że żaden objaw sepsy nie jest dla niej w 100 proc. typowy. Rozpoznanie stawia się na podstawie całości obrazu klinicznego, a następnie pobiera się przynajmniej dwa zestawy próbek krwi na posiew, którego wyniki pozwalają określić, co jest przyczyną sepsy i wdrożyć skuteczne leczenie, które ratuje życie.
 
Dostęp do szybkiej diagnostyki jest kluczowy w leczeniu sepsy
 
W walce z sepsą niezwykle ważny jest czas. Pobrane od ciężarnej kobiety próbki, powinny trafić do badania w przeciągu kilku godzin. Realia są zgoła inne, ponieważ szpitale posiadające dostęp do całodobowego laboratorium mikrobiologicznego są w mniejszości. Wstępne wyniki sondażu, przedstawionego niedawno podczas międzynarodowego zgromadzenia European Sepsis Alliance wskazują, że całodobowa opieka mikrobiologiczna jest dostępna tylko w 11,8 proc. szpitali w Unii Europejskiej. Lekarze zwracają więc uwagę na konieczność szerzenia wiedzy w tym zakresie oraz potrzebę doposażenia szpitali w odpowiedni sprzęt, który zidentyfikuje drobnoustroje powodujące zakażenie.
 
– Absolutną podstawą w zakresie mikrobiologii szpitalnej jest automatyczny system do hodowli krwi. Standardem w tej chwili stają się aparaty do identyfikacji drobnoustrojów bezpośrednio z dodatniej hodowli krwi, głównie metodą spektrometrii mas (aparaty MALDI TOF) lub biologii molekularnej. Wielkie nadzieje budzą także systemy łączące biologię molekularną z technologią rezonansu magnetycznego, pozwalające wykrywać drobnoustroje bezpośrednio w krwi, bez konieczności jej posiewu – podkreśla prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie.
 
Między innymi takie sprzęty zostały zakupione do polskich szpitali w wyniku tegorocznego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, co daje nadzieję na poprawę skuteczności leczenia zakażeń i zwiększenia przeżywalności chorych.
 

Potrzebny jest też rejestr sepsy
 
Sepsa obecnie nie stanowi odrębnej jednostki chorobowej, co sprawia, że zgony kobiet w ciąży z jej powodu trudno jest wiarygodnie mierzyć. Lekarze zgodnie przyznają, że jednym z pilnych działań jest uruchomienie centralnego rejestru sepsy, tak by poznać rzeczywistą skalę zjawiska i aktualną śmiertelność w przebiegu sepsy, a następnie wdrażać i monitorować skuteczność działań poprawiających przeżycie. Centralne monitorowanie wymuszałoby również optymalizację postępowania diagnostycznego. To jednak nie wystarczy.
 

– Aby wygrać z sepsą ważne są nie tylko rozwiązania systemowe, ale również promowanie wiedzy na temat sepsy w społeczeństwie. Im większa świadomość, tym większa jest szansa na szybsze rozpoznanie. Zwłaszcza, że blisko 70 proc. przypadków sepsy to właśnie przypadki pozaszpitalne. Na bieżąco przyglądamy się problemowi sepsy i społecznie dokładamy starań, aby Polki i Polacy byli świadomi jej zagrożeń oraz mieli dostęp do bezpośredniej pomocy –
podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Zarządu Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.
 

źródło:Biuro Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”
Sepsa to problem całego świata. Badania wykazują, że na zakażenie organizmu co kilka minut umiera jedna osoba. Specjaliści wskazują jednak, że na problem należy spojrzeć oczywiście globalnie, ale przede wszystkim lokalnie, bowiem w Polsce nadal umierają dorośli i dzieci w wyniku błędnej diagnozy, którzy mogliby dzisiaj żyć. Ważne jest więc nie tylko doposażenie szpitali w sprzęt do diagnostyki mikrobiologicznej, ale także maksymalne wykorzystanie go i podążanie ścieżkami innych dziedzin medycyny, które z sukcesem wypracowały wczesną diagnostykę.
Tegoroczna zbiórka Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przeznaczona była na zakup sprzętu do nowoczesnej diagnostyki mikrobiologicznej. Za zebrane pieniądze zakupiono 310 różnych urządzeń za ponad 152 mln zł, które przyspieszą diagnostykę sepsy w Polsce. Aż 104 spośród ponad 160 laboratoriów mikrobiologicznych zostały doposażone w urządzenia, pozwalające na identyfikację drobnoustrojów, co przyczyni się do skrócenia czasu uzyskania wyników posiewu krwi z obecnych 72, do nawet kilkunastu godzin.
 
Sepsa zabija częściej niż rak
– W przypadku sepsy, ustalenie czynnika etiologicznego jest kluczowe, dlatego w kwestii diagnostyki musimy iść takimi śladami, jak kardiologia czy onkologia, bo to jest ten sam problem. Rozwiązania obu tych dziedzin w zakresie wczesnej diagnostyki pokazują, w którym kierunku trzeba podążać. Zwłaszcza, że sepsa zabija o wiele częściej niż zawały serca czy choroby nowotworowe – mówi prof. dr hab. n. med. Andrzej Kübler, prezes Stowarzyszenia „Pokonać Sepsę” i wieloletni kierownik Katedry i Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
 
– W przypadku kardiologii, postępy w przeżywalności pacjentów zawdzięczamy wczesnemu rozpoznaniu i ta sama reguła dotyczy medycyny zakażeń. Sepsę powinno się rozpoznawać na poziomie lekarza pierwszego kontaktu i SORu, dlatego samo rozumienie tego problemu wymaga zmiany. Drugą kwestią jest konieczność dostępu do automatycznego systemu do hodowli krwi. Przyspieszenie ustalenia czynnika etiologicznego sepsy i jego lekowrażliwości są kluczowe dla ocalenia życia – dodaje profesor.
 
Obecnie standardem w szpitalach stają się systemy do identyfikacji drobnoustrojów bezpośrednio z dodatniej hodowli krwi, głównie metodą spektrometrii mas za pomocą aparatów MALDI TOF lub biologii molekularnej. Wielką nadzieję budzą też systemy łączące biologię molekularną z technologią rezonansu magnetycznego, pozwalające wykrywać drobnoustroje bezpośrednio w krwi, bez konieczności hodowli. Właściwe leczenie sepsy wymaga bowiem identyfikacji drobnoustroju (najczęściej bakterii, rzadziej grzybów i innych patogenów), wywołującego zakażenie i oceny jego wrażliwości na leki.
 
Nowoczesne sprzęty diagnostyczne ocalą życie
– Klasyczna diagnostyka mikrobiologiczna sepsy polega na wykonaniu posiewu krwi pobranej od pacjenta – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. – Po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki, a cały proces trwa ok. 72 godz. Dlatego też w pierwszych dobach leczenie ma charakter empiryczny – tzn. antybiotyki dobiera się na podstawie spodziewanej etiologii i lekowrażliwości. Niestety ze względu na dramatycznie narastającą oporność bakterii na antybiotyki, zastosowanie skutecznego leczenia empirycznego jest coraz trudniejsze – coraz mniej antybiotyków jest aktywnych wobec najgroźniejszych patogenów powodujących sepsę, co zwiększa ryzyko nietrafienia z leczeniem i zgonu pacjenta – dodaje.
 
Zakupiony sprzęt od WOŚP umożliwi przyspieszenie diagnostyki i jej skrócenie do nawet doby, a w niektórych przypadkach nawet do 3-5 godzin od pobrania krwi od pacjenta, dzięki czemu szybciej będzie można zastosować leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę, co powinno poprawić wyniki leczenia. To jednak nie jedyna potrzeba w tym zakresie. – Nie szukajmy jednak dla medycyny zakażeń trzeciej, nowej ścieżki. Tu potrzebny jest standard, który w Polsce obecnie nadal nie funkcjonuje – podkreśla prof. Kübler.
 
Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że słyszy głos mikrobiologów
O wprowadzenie obowiązujących standardów zabiega nie tylko środowisko lekarskie, ale także niezależne koalicje. – Niedawno wystąpiliśmy z postulatami, w sprawie usprawnienia systemu ochrony zdrowia w zakresie diagnostyki pacjentów z sepsą do Ministerstwa Zdrowia. W odpowiedzi, otrzymaliśmy zapewnienie, że przekazane przez nas uwagi i rekomendacje zostaną przeanalizowane przy podejmowanych przez Ministerstwo działaniach m.in. w rozpoczętych obecnie pracach legislacyjnych nad projektem rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie standardów jakości dla medycznych laboratoriów diagnostycznych. Ufamy, że tego typu działania realnie przyczynią się do ograniczenia umieralności na sepsę w Polsce – zaznacza Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes zarządu Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.
 
A zmiany są konieczne, bowiem, jak zaznacza prof. Kübler, w 2017 roku Polska zobowiązała się do przedstawienia WHO krajowego raportu stanu sepsy. Taki raport natomiast nie powstał. – Za każdym razem, gdy wystosowywałem oficjalne zapytanie do rządu, byłem odsyłany do coraz to innych osób, które wkrótce przestawały być odpowiedzialne, z powodu zmieniających się władz w Polsce. Oprócz badań epidemiologicznych, które były opracowane blisko dziesięć lat temu, nie mamy nic, a to jest poważne zaniedbanie – podsumowuje profesor.

źródło: Koalicja Na Pomoc NIesamodzielnym

Sepsa to bez wątpienia jeden z największych problemów współczesnej medycyny. Pomimo rosnącej edukacji pracowników służby zdrowia oraz świadomości społeczeństwa, wciąż zbiera żniwa w postaci ludzkiego życia. Aby skutecznie zidentyfikować sepsę, pracownicy służby zdrowia powinni nie tylko posiadać umiejętności oceny, które umożliwią im przeprowadzenie dokładnego i ukierunkowanego wywiadu z pacjentem, ale także stosować się do standardów, które – stosowane powszechnie i automatycznie – pomogą ocalić ludzkie życie.

Polska, w kwestii sepsy nadal pozostaje w tyle na tle innych państw europejskich. Eksperci zgodnie ubolewają, że w naszym kraju nie stanowi ona nawet osobnej jednostki chorobowej w Krajowym Rejestrze. Lekarze od dawna apelują do kolejnych ministrów zdrowia o utworzenie zespołu ds. opracowania narodowej strategii walki z sepsą oraz utworzenia rejestru przypadków sepsy, który wynika choćby z niedawno opublikowanej Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, która jeszcze nie jest upowszechniona. Brakuje także oficjalnych procedur rozpoznawania i leczenia sepsy. To z kolei doprowadziło do oddolnego opracowania „Zasad diagnostyki zakażeń krwi”, rekomendacji grupy ekspertów pod redakcją prof. dr hab. n. med. Marzenny Bartoszewicz, ekspertki w dziedzinie mikrobiologii i kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii Farmaceutycznej i Parazytologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, która pełni także funkcję wiceprezes Towarzystwa Mikrobiologii Klinicznej oraz sekretarza Stowarzyszenia Naukowego Leczenia Ran. 

Upowszechnienie standardów pobierania krwi na posiew jest kluczowe w leczeniu sepsy
Należy podkreślić, że blisko 70 proc. przypadków sepsy to przypadki poza szpitalne, czyli takie, które rozwijają się u pacjenta, zanim uda się on po pomoc lekarską. Sepsa to niewydolność wielonarządowa na skutek czynnika zakaźnego, więc nie dotyczy jedynie pacjentów szpitalnych, ale każdego – podkreśla prof. Bartoszewicz. – W związku z tym standardy rozpoznania sepsy są właśnie po to, żeby każdy lekarz, nie tylko ten szpitalny, nauczył się działać poniekąd „z automatu”, aby ratować pacjentom życie – dodaje.
Dobrym przykładem takiego działania jest brytyjski model rozpoznania „Sepsis six”, czyli sześć głównych kroków – trzech diagnostycznych i trzech terapeutycznych, które prowadzą do rozpoznania sepsy. Wszystkie należy wykonać w ciągu godziny od wstępnego rozpoznania sepsy. Są to:
Niestety w naszych realiach dzieje się to zupełnie odwrotnie. Czyli pacjent dostaje antybiotyk, często w ogóle nie taki, jaki powinien. Konieczne jest branie pod uwagę, że wstępna terapia empiryczna polega na wiedzy, ale nie ogólnej, a wynikającej m.in. z mapy mikrobiologicznej oddziału, z danych epidemiologicznych regionu. Każdy lekarz powinien mieć wiedzę, jakie czynniki etiologiczne zakażeń najczęściej mają w swoim rejonie. I wtedy ta terapia empiryczna jest zdecydowanie racjonalna – tłumaczy ekspertka.

Ostateczną odpowiedź zawsze daje diagnostyka mikrobiologiczna
 
Ponieważ sepsa wiąże się z wysokim poziomem zachorowalności i śmiertelności, wszyscy pracownicy służby zdrowia mają obowiązek upewnić się, że posiadają wystarczającą wiedzę, aby skutecznie badać pacjentów pod kątem oznak i objawów sepsy. Ale sama wiedza nie wystarczy, bo ostateczną odpowiedź daje diagnostyka. 
Patrzenie całościowo na pacjenta to jedno, ale standardy pobierania materiałów mikrobiologicznych w przypadku sepsy to drugie, a to właśnie w naszym kraju kuleje. Nie każdy lekarz zleca pobranie krwi na posiew, co jest niedopuszczalne. Drugim poważnym problemem jest brak wiedzy, jak takiego pacjenta przygotować do badań mikrobiologicznych – zaznacza profesor. – Ono musi być specjalne, czyli pacjent musi być przygotowany, tak samo, jak i osoba pobierająca. Sprzęt musi być jałowy, przygotowane specjalne podłoża. Tu nic nie może być przypadkowe. Moje wieloletnie obserwacje pokazują, że można było uratować niejednego pacjenta, gdyby materiał po pierwsze został pobrany oraz gdyby został on pobrany prawidłowo i nie został np. skontaminowany – wyjaśnia ekspertka.
 
Krew powinna być pobrana do minimum dwóch kompletów próbek, aby zmniejszyć ryzyko kontaminacji
 
Przygotowanie pacjenta i przygotowanie osoby dorosłej jest takie samo. Różni się tylko podłoże, bo dziecko ma jedno podłoże pediatryczne, a dorośli mają dwa podłoża tlenowe i beztlenowe. U dorosłych pobiera się zgodnie ze standardem 10 mililitrów krwi do każdej butelki, a od dzieci między 3-5 mililitrów do jednej butelki pediatrycznej. Im więcej krwi, tym większa jest możliwość wyhodowania drobnoustrojów. Każdy mililitr pobranej krwi zwiększa szanse na wyhodowanie patogenu, dlatego tak istotne jest stosowanie przynajmniej dwóch kompletów próbek u osób dorosłych.
To kluczowe, bowiem w Polsce mamy bardzo dużo próbek fałszywie ujemnych. Czyli krew jest dodatnia, ale przez to, że nie została prawidłowo pobrana, jest ujemna. A takie błędy niestety decydują o życiu pacjenta, dlatego tak ważne jest zachowanie standardów w przypadku sepsy – podsumowuje mikrobiolożka.
Świadomość, jakim zagrożeniem jest sepsa oraz potrzeb polskich mikrobiologów w tym roku zostały nagłośnione między innymi przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Rozmowy o sepsie obudziły także potrzebę jeszcze większego budowania świadomości zagrożeń wśród organizacji takich jak Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wspierającej dobro dbania o zdrowie pacjenta. Wspólnie podjęte wysiłki to wielka szansa na pomoc, wyeliminowanie wspomnianych błędów, a co za tym idzie ocalenie życia ludzkiego.
 
źródło: Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”
 

Sepsa to bez wątpienia jeden z największych problemów współczesnej medycyny. Pomimo rosnącej edukacji pracowników służby zdrowia oraz świadomości społeczeństwa, wciąż zbiera żniwa w postaci ludzkiego życia. Aby skutecznie zidentyfikować sepsę, pracownicy służby zdrowia powinni nie tylko posiadać umiejętności oceny, które umożliwią im przeprowadzenie dokładnego i ukierunkowanego wywiadu z pacjentem, ale także stosować się do standardów, które – stosowane powszechnie i automatycznie – pomogą ocalić ludzkie życie.

Polska, w kwestii sepsy nadal pozostaje w tyle na tle innych państw europejskich. Eksperci zgodnie ubolewają, że w naszym kraju nie stanowi ona nawet osobnej jednostki chorobowej w Krajowym Rejestrze. Lekarze od dawna apelują do kolejnych ministrów zdrowia o utworzenie zespołu ds. opracowania narodowej strategii walki z sepsą oraz utworzenia rejestru przypadków sepsy, który wynika choćby z niedawno opublikowanej Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11, która jeszcze nie jest upowszechniona. Brakuje także oficjalnych procedur rozpoznawania i leczenia sepsy. To z kolei doprowadziło do oddolnego opracowania „Zasad diagnostyki zakażeń krwi”, rekomendacji grupy ekspertów pod redakcją prof. dr hab. n. med. Marzenny Bartoszewicz, ekspertki w dziedzinie mikrobiologii i kierownik Katedry i Zakładu Mikrobiologii Farmaceutycznej i Parazytologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, która pełni także funkcję wiceprezes Towarzystwa Mikrobiologii Klinicznej oraz sekretarza Stowarzyszenia Naukowego Leczenia Ran. 

Upowszechnienie standardów pobierania krwi na posiew jest kluczowe w leczeniu sepsy
Należy podkreślić, że blisko 70 proc. przypadków sepsy to przypadki poza szpitalne, czyli takie, które rozwijają się u pacjenta, zanim uda się on po pomoc lekarską. Sepsa to niewydolność wielonarządowa na skutek czynnika zakaźnego, więc nie dotyczy jedynie pacjentów szpitalnych, ale każdego – podkreśla prof. Bartoszewicz. – W związku z tym standardy rozpoznania sepsy są właśnie po to, żeby każdy lekarz, nie tylko ten szpitalny, nauczył się działać poniekąd „z automatu”, aby ratować pacjentom życie – dodaje.
Dobrym przykładem takiego działania jest brytyjski model rozpoznania „Sepsis six”, czyli sześć głównych kroków – trzech diagnostycznych i trzech terapeutycznych, które prowadzą do rozpoznania sepsy. Wszystkie należy wykonać w ciągu godziny od wstępnego rozpoznania sepsy. Są to:
Niestety w naszych realiach dzieje się to zupełnie odwrotnie. Czyli pacjent dostaje antybiotyk, często w ogóle nie taki, jaki powinien. Konieczne jest branie pod uwagę, że wstępna terapia empiryczna polega na wiedzy, ale nie ogólnej, a wynikającej m.in. z mapy mikrobiologicznej oddziału, z danych epidemiologicznych regionu. Każdy lekarz powinien mieć wiedzę, jakie czynniki etiologiczne zakażeń najczęściej mają w swoim rejonie. I wtedy ta terapia empiryczna jest zdecydowanie racjonalna – tłumaczy ekspertka.

Ostateczną odpowiedź zawsze daje diagnostyka mikrobiologiczna
 
Ponieważ sepsa wiąże się z wysokim poziomem zachorowalności i śmiertelności, wszyscy pracownicy służby zdrowia mają obowiązek upewnić się, że posiadają wystarczającą wiedzę, aby skutecznie badać pacjentów pod kątem oznak i objawów sepsy. Ale sama wiedza nie wystarczy, bo ostateczną odpowiedź daje diagnostyka. 
Patrzenie całościowo na pacjenta to jedno, ale standardy pobierania materiałów mikrobiologicznych w przypadku sepsy to drugie, a to właśnie w naszym kraju kuleje. Nie każdy lekarz zleca pobranie krwi na posiew, co jest niedopuszczalne. Drugim poważnym problemem jest brak wiedzy, jak takiego pacjenta przygotować do badań mikrobiologicznych – zaznacza profesor. – Ono musi być specjalne, czyli pacjent musi być przygotowany, tak samo, jak i osoba pobierająca. Sprzęt musi być jałowy, przygotowane specjalne podłoża. Tu nic nie może być przypadkowe. Moje wieloletnie obserwacje pokazują, że można było uratować niejednego pacjenta, gdyby materiał po pierwsze został pobrany oraz gdyby został on pobrany prawidłowo i nie został np. skontaminowany – wyjaśnia ekspertka.
 
Krew powinna być pobrana do minimum dwóch kompletów próbek, aby zmniejszyć ryzyko kontaminacji
 
Przygotowanie pacjenta i przygotowanie osoby dorosłej jest takie samo. Różni się tylko podłoże, bo dziecko ma jedno podłoże pediatryczne, a dorośli mają dwa podłoża tlenowe i beztlenowe. U dorosłych pobiera się zgodnie ze standardem 10 mililitrów krwi do każdej butelki, a od dzieci między 3-5 mililitrów do jednej butelki pediatrycznej. Im więcej krwi, tym większa jest możliwość wyhodowania drobnoustrojów. Każdy mililitr pobranej krwi zwiększa szanse na wyhodowanie patogenu, dlatego tak istotne jest stosowanie przynajmniej dwóch kompletów próbek u osób dorosłych.
To kluczowe, bowiem w Polsce mamy bardzo dużo próbek fałszywie ujemnych. Czyli krew jest dodatnia, ale przez to, że nie została prawidłowo pobrana, jest ujemna. A takie błędy niestety decydują o życiu pacjenta, dlatego tak ważne jest zachowanie standardów w przypadku sepsy – podsumowuje mikrobiolożka.
Świadomość, jakim zagrożeniem jest sepsa oraz potrzeb polskich mikrobiologów w tym roku zostały nagłośnione między innymi przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Rozmowy o sepsie obudziły także potrzebę jeszcze większego budowania świadomości zagrożeń wśród organizacji takich jak Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” wspierającej dobro dbania o zdrowie pacjenta. Wspólnie podjęte wysiłki to wielka szansa na pomoc, wyeliminowanie wspomnianych błędów, a co za tym idzie ocalenie życia ludzkiego.
 
źródło: Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”
 

Matka Teresa z Kalkuty, Whoopi Goldberg, George Michael, Muhammad Ali… to tylko niektórzy. Co ich łączy oprócz słynnych nazwisk? Sepsa. Oni, tak jak miliony innych ludzi na całym świecie doświadczyli ogólnoustrojowej, nieprawidłowej reakcji organizmu na zakażenie. Bo sepsa nie wybiera, a jeśli nie zostanie wcześnie rozpoznana i szybko opanowana, może prowadzić do wstrząsu septycznego, niewydolności wielonarządowej i śmierci. Częstość zgonów z powodu sepsy jest większa niż z powodu nowotworów. Objawy sepsy nie są charakterystyczne, a w grupie ryzyka mogą znaleźć się  wszyscy. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie sygnałów i maksymalne skrócenie czasu diagnostyki mikrobiologicznej.

W tym roku za sprawą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dużo zaczęło mówić się na temat sepsy. 

– Słusznie wzbudza ona ciekawość i obawy, ponieważ może rozpocząć się od łagodnej infekcji i nawet tak nieoczywiste dla wielu osób sytuacje jak zakażenie dróg oddechowych, niewielkie skaleczenie, oparzenie lub infekcja skórna mogą prowadzić do sepsy. Problematyka jest więc znacznie głębsza i wymaga wielodyscyplinarnego podejścia, aby zwiększyć świadomość na temat sepsy, poprawić jej rozpoznawanie i leczenie, a tym samym zwiększyć szansę chorych na przeżycie – wyjaśnia prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Z pewnością należałoby stworzyć narodową strategię i program ds. walki z sepsą oraz krajowy rejestr sepsy, aby uzyskać wiarygodne dane na temat zachorowań oraz zgonów w jej wyniku. Wówczas poznalibyśmy realną skalę problemu – dodaje profesor. 

Choć reakcja organizmu na czynnik zakaźny jest indywidualna i zmienna oraz zależna od wielu okoliczności jak: genetyka, choroby przewlekłe oraz wydolność układu odpornościowego, gdy dochodzi do sepsy, kluczową rolę odgrywa czas.

 
Jak rozpoznać sepsę?
 
Profesor zaznacza, że choć nie ma typowych objawów, są pewne symptomy, których nie powinno się lekceważyć i po ich stwierdzeniu czym prędzej skonsultować się z lekarzem. Warto wiedzieć, że na sepsę mogą wskazywać takie objawy jak m.in.:

Bez szybkiej diagnostyki mikrobiologicznej, większe ryzyko zgonu

Czas gra tu więc kluczową rolę, bowiem w pierwszych dobach leczenie ma charakter empiryczny – tzn. antybiotyki dobiera się na podstawie spodziewanej etiologii i lekowrażliwości. Może się jednak zdarzyć, że pierwotne leczenie okaże się nieskuteczne, ponieważ wywołujące zakażenie drobnoustroje będą oporne na zastosowane leki. Dlatego tak istotne jest jak  najszybsze ustalenie rzeczywistego czynnika etiologicznego infekcji.

Oporność na leki przeciwdrobnoustrojowe jest głównym czynnikiem prowadzącym do braku odpowiedzi na leczenie. Pacjenci z sepsą wywołaną  patogenami opornymi na leki mają o wiele większe  ryzyko zgonu. To dlatego tak ważna jest tu rola mikrobiologii i szybkiej diagnostyki laboratoryjnej – dodaje prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat.
Prawidłowe pobranie krwi na posiew jest kluczem do wiarygodnej diagnostyki

Diagnostyka mikrobiologiczna sepsy polega na wykonaniu szeregu badań, wśród których podstawowe znaczenie ma posiew krwi pobranej od pacjenta. Zazwyczaj pobiera się przynajmniej dwa zestawy krwi (oba do specjalnych kompletów butelek z podłożami hodowlanymi dla bakterii i grzybów) z różnych miejsc wkłucia, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wyhodowania patogenów powodujących zakażenie. Po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki, a cały proces trwa ok. 72 godz.

Niestety ze względu na dramatycznie narastającą oporność bakterii na antybiotyki, zastosowanie skutecznego leczenia empirycznego jest coraz trudniejsze – coraz mniej antybiotyków jest aktywnych wobec najgroźniejszych patogenów powodujących sepsę, co zwiększa ryzyko nie trafienia z leczeniem i zgonu pacjenta. Dzięki sprzętowi, który WOŚP planuje kupić, możliwe będzie przyspieszenie diagnostyki i jej skrócenie do ok. 24 godz., a w niektórych przypadkach nawet do kilku godzin (3-5 godzin od pobrania krwi od pacjenta), dzięki czemu szybciej będzie można zastosować leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę, co powinno poprawić wyniki leczenia – wyjaśnia mikrobiolog.
O niebezpieczeństwie utraty zdrowia lub życia w wyniku sepsy od lat słyszy się wiele. Jednak nadal obserwujemy w tej dziedzinie zaniedbania i dość niewielką świadomość zagrożenia nią. Wierzymy, że wczesne rozpoznanie poprzez budowanie świadomości społecznej, pomoże wpłynąć na odwrócenie tak drastycznych statystyk, jak zgony ludzi na całym świecie, które następują nawet co kilka minut – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, która od lat wspiera pacjentów na drodze do zdrowia, walcząc o ich prawa. – Jesteśmy wdzięczni Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, że w tym roku zagrała na rzecz tak trudnego i nieoczywistego problemu. Tego typu działania pomogą zbudować wiedzę oraz uratować wiele ludzkich istnień – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk.
źródło: Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”

Matka Teresa z Kalkuty, Whoopi Goldberg, George Michael, Muhammad Ali… to tylko niektórzy. Co ich łączy oprócz słynnych nazwisk? Sepsa. Oni, tak jak miliony innych ludzi na całym świecie doświadczyli ogólnoustrojowej, nieprawidłowej reakcji organizmu na zakażenie. Bo sepsa nie wybiera, a jeśli nie zostanie wcześnie rozpoznana i szybko opanowana, może prowadzić do wstrząsu septycznego, niewydolności wielonarządowej i śmierci. Częstość zgonów z powodu sepsy jest większa niż z powodu nowotworów. Objawy sepsy nie są charakterystyczne, a w grupie ryzyka mogą znaleźć się  wszyscy. Dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie sygnałów i maksymalne skrócenie czasu diagnostyki mikrobiologicznej.

W tym roku za sprawą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dużo zaczęło mówić się na temat sepsy. 

– Słusznie wzbudza ona ciekawość i obawy, ponieważ może rozpocząć się od łagodnej infekcji i nawet tak nieoczywiste dla wielu osób sytuacje jak zakażenie dróg oddechowych, niewielkie skaleczenie, oparzenie lub infekcja skórna mogą prowadzić do sepsy. Problematyka jest więc znacznie głębsza i wymaga wielodyscyplinarnego podejścia, aby zwiększyć świadomość na temat sepsy, poprawić jej rozpoznawanie i leczenie, a tym samym zwiększyć szansę chorych na przeżycie – wyjaśnia prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Z pewnością należałoby stworzyć narodową strategię i program ds. walki z sepsą oraz krajowy rejestr sepsy, aby uzyskać wiarygodne dane na temat zachorowań oraz zgonów w jej wyniku. Wówczas poznalibyśmy realną skalę problemu – dodaje profesor. 

Choć reakcja organizmu na czynnik zakaźny jest indywidualna i zmienna oraz zależna od wielu okoliczności jak: genetyka, choroby przewlekłe oraz wydolność układu odpornościowego, gdy dochodzi do sepsy, kluczową rolę odgrywa czas.

 
Jak rozpoznać sepsę?
 
Profesor zaznacza, że choć nie ma typowych objawów, są pewne symptomy, których nie powinno się lekceważyć i po ich stwierdzeniu czym prędzej skonsultować się z lekarzem. Warto wiedzieć, że na sepsę mogą wskazywać takie objawy jak m.in.:

Bez szybkiej diagnostyki mikrobiologicznej, większe ryzyko zgonu

Czas gra tu więc kluczową rolę, bowiem w pierwszych dobach leczenie ma charakter empiryczny – tzn. antybiotyki dobiera się na podstawie spodziewanej etiologii i lekowrażliwości. Może się jednak zdarzyć, że pierwotne leczenie okaże się nieskuteczne, ponieważ wywołujące zakażenie drobnoustroje będą oporne na zastosowane leki. Dlatego tak istotne jest jak  najszybsze ustalenie rzeczywistego czynnika etiologicznego infekcji.

Oporność na leki przeciwdrobnoustrojowe jest głównym czynnikiem prowadzącym do braku odpowiedzi na leczenie. Pacjenci z sepsą wywołaną  patogenami opornymi na leki mają o wiele większe  ryzyko zgonu. To dlatego tak ważna jest tu rola mikrobiologii i szybkiej diagnostyki laboratoryjnej – dodaje prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat.
Prawidłowe pobranie krwi na posiew jest kluczem do wiarygodnej diagnostyki

Diagnostyka mikrobiologiczna sepsy polega na wykonaniu szeregu badań, wśród których podstawowe znaczenie ma posiew krwi pobranej od pacjenta. Zazwyczaj pobiera się przynajmniej dwa zestawy krwi (oba do specjalnych kompletów butelek z podłożami hodowlanymi dla bakterii i grzybów) z różnych miejsc wkłucia, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wyhodowania patogenów powodujących zakażenie. Po wyhodowaniu drobnoustroju określa się jego gatunek i wrażliwość na antybiotyki, a cały proces trwa ok. 72 godz.

Niestety ze względu na dramatycznie narastającą oporność bakterii na antybiotyki, zastosowanie skutecznego leczenia empirycznego jest coraz trudniejsze – coraz mniej antybiotyków jest aktywnych wobec najgroźniejszych patogenów powodujących sepsę, co zwiększa ryzyko nie trafienia z leczeniem i zgonu pacjenta. Dzięki sprzętowi, który WOŚP planuje kupić, możliwe będzie przyspieszenie diagnostyki i jej skrócenie do ok. 24 godz., a w niektórych przypadkach nawet do kilku godzin (3-5 godzin od pobrania krwi od pacjenta), dzięki czemu szybciej będzie można zastosować leczenie celowane, ukierunkowane na drobnoustrój, który wywołał sepsę, co powinno poprawić wyniki leczenia – wyjaśnia mikrobiolog.
O niebezpieczeństwie utraty zdrowia lub życia w wyniku sepsy od lat słyszy się wiele. Jednak nadal obserwujemy w tej dziedzinie zaniedbania i dość niewielką świadomość zagrożenia nią. Wierzymy, że wczesne rozpoznanie poprzez budowanie świadomości społecznej, pomoże wpłynąć na odwrócenie tak drastycznych statystyk, jak zgony ludzi na całym świecie, które następują nawet co kilka minut – mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, która od lat wspiera pacjentów na drodze do zdrowia, walcząc o ich prawa. – Jesteśmy wdzięczni Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, że w tym roku zagrała na rzecz tak trudnego i nieoczywistego problemu. Tego typu działania pomogą zbudować wiedzę oraz uratować wiele ludzkich istnień – podsumowuje Magdalena Osińska-Kurzywilk.
źródło: Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym”

O tym, jak groźnym stanem jest sepsa słyszał niemal każdy. Według zatrważających statystyk WHO, na świecie średnio co 3 sekundy umiera jedna osoba właśnie z tego powodu. Nie jest więc nadużyciem stwierdzenie, iż jest to jeden z najpoważniejszych problemów XXI wieku, bowiem wyniki badań epidemiologicznych dowodzą, że rocznie na świecie na sepsę zapada blisko 49 mln osób, z czego połowa to małe dzieci. Problemem jest jednak nie tylko sama sepsa, ale sposób, w jaki system ochrony zdrowia się z nią zmaga.

Czytając te dane, na myśl od razu przychodzi pytanie, ile z tych przypadków dotyczy naszego kraju? I tu pojawia się problem, bowiem w Polsce nie istnieje krajowy rejestr zapadalności na sepsę. Stąd też zapobieganie i zwalczanie jest wyjątkowo trudne. Sepsa to nieprawidłowa i niekontrolowana odpowiedź organizmu na zakażenie. Niekontrolowana pod względem siły uszkodzenia narządów oraz szybkości rozwoju objawów tej niewydolności. Krajowy rejestr ma tu więc kluczowe znaczenie, bowiem to dzięki niemu możliwe jest uzyskanie wiarygodnych analiz epidemiologicznych, dotyczących sepsy w Polsce, które pozwoliłyby na ocenę efektywności rozpoznawania sepy i skuteczności jej leczenia.
W przypadku sepsy, reakcja obronna organizmu dosłownie wymyka się spod kontroli i może być tak gwałtowna, że pacjent rozwinie w ciągu kilkudziesięciu minut wstrząs septyczny i ciężką niewydolność wielonarządową, co może prowadzić do śmierci z powodu nieodwracalnych zmian w organizmie  i braku odpowiedzi na zastosowane leczenie – tłumaczy prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik- Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Dlatego ważne jest wczesne rozpoznanie i wdrożenie postępowania określonego w wytycznych Surviving Sepsis Campaign, w myśl których wczesne rozpoznanie i natychmiastowe rozpoczęcie skutecznego leczenia są kluczowe w walce z wysoką śmiertelnością w sepsie i wstrząsie septycznym – podkreśla.

Nie ma jednego zestawu „typowych” objawów sepsy

Aby jednak tak mogło się stać, potrzebna jest właściwa i szybka diagnostyka mikrobiologiczna. W momencie podejrzenia sepsy, lekarz w sposób empiryczny wprowadza antybiotyk, ale żeby leczenie było jak najbardziej skuteczne, niezbędne jest wykonanie szeregu badań mikrobiologicznych (w tym posiewu krwi pacjenta), które dadzą finalną odpowiedź, z jakiego rodzaju drobnoustrojami (bakteriami, grzybami czy wirusami) walczy organizm. Tylko po ustaleniu, co jest przyczyną sepsy możliwe jest zastosowanie najbardziej efektywnej terapii.
Sepsę rozpoznaję się w oparciu o wiele przesłanek i badań. Nie ma typowych objawów sepsy. Żaden objaw sepsy nie jest dla niej w 100 proc. typowy. Rozpoznanie stawia się na podstawie całości obrazu klinicznego, tj. objawów, jakie zgłasza / prezentuje pacjent (np. gorączka, dreszcze, duszność, przyspieszona czynność serca, blada, zasiniona, zimna lub  spocona skóra, zatrzymanie oddawania moczu, zaburzenia świadomości, bardzo złe samopoczucie), badania przedmiotowego oraz wyników badań laboratoryjnych i obrazowych – dodaje prof. Dzierżanowska-Fangrat.
Na sepsę może  wskazywać nietypowa odpowiedź organizmu na zastosowane leczenie, np. brak spadku gorączki mimo stosowania leków przeciwgorączkowych lub pogorszenie stanu pacjenta w przebiegu zakażenia, które zamiast ustępować, ulega nasileniu. Dlatego tak ważna jest diagnostyka.

Sprzęt od WOŚP już wkrótce pomoże szpitalnym laboratoriom

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia analizowanych przez NIK wynika, że liczba dorosłych hospitalizowanych w Polsce z powodu sepsy wynosi około 20 tys. rocznie. Eksperci podkreślają jednak zgodnie, że wartość ta z pewnością jest niedoszacowana, ze wspomnianych powodów właśnie. Stąd też Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy  zagrała w tym roku na rzecz wprowadzenia nowoczesnej diagnostyki mikrobiologicznej do szpitali w całej Polsce. Akcja spotkała się tradycyjnie z fantastycznym odzewem, co przełożyło się na rekordową zbiórkę 243 259 387,25 zł, czyli ponad 13,5 mln zł więcej niż przed rokiem. Teraz te środki zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do laboratoriów mikrobiologicznych w szpitalach w całej Polsce zgodnie ze zgłoszonym przez nie zapotrzebowaniem.

Laboratorium mikrobiologiczne nie w każdym szpitalu

Całodobowy dostęp do diagnostyki mikrobiologicznej wbrew pozorom nie jest standardem wszystkich polskich szpitali. Obecnie jednak dostępne są szybkie i wiarygodne narzędzia diagnostyczne, które potrafią znacznie przyspieszyć diagnostykę mikrobiologiczną sepsy skracając ją z kilku dni, do jednej doby, a czasami nawet kilkunastu godzin. To między innymi zakup takich rozwiązań eksperci wskazują jako realną szansę zwiększającą  możliwość uratowania życia wielu pacjentów. 
    Sepsa jest stanem zagrożenia życia, dlatego szybka identyfikacja mikroorganizmu i określenie jego lekowrażliwości, są kluczem do włączenia najlepiej „dopasowanego” leku przeciwdrobnoustrojowego oraz do powodzenia leczenia – podkreśla prof. Dzierżanowska-Fangrat. 

Leczenie przeciwdrobnoustrojowe jest skuteczne wtedy, gdy jest właściwie dobrane. Dlatego więc diagnostyka mikrobiologiczna w szpitalu jest tak kluczowa. Wierzymy, że dzięki sprzętowi zakupionemu przez WOŚP możliwość szybszego wdrożenia najskuteczniejszego leczenia, pomoże ocalić życie wielu pacjentów, dlatego tegoroczny finał był tak istotny z punktu widzenia nas wszystkich
– podsumowuje prof. mikrobiolog.
ródło: Biuro Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”

O tym, jak groźnym stanem jest sepsa słyszał niemal każdy. Według zatrważających statystyk WHO, na świecie średnio co 3 sekundy umiera jedna osoba właśnie z tego powodu. Nie jest więc nadużyciem stwierdzenie, iż jest to jeden z najpoważniejszych problemów XXI wieku, bowiem wyniki badań epidemiologicznych dowodzą, że rocznie na świecie na sepsę zapada blisko 49 mln osób, z czego połowa to małe dzieci. Problemem jest jednak nie tylko sama sepsa, ale sposób, w jaki system ochrony zdrowia się z nią zmaga.

Czytając te dane, na myśl od razu przychodzi pytanie, ile z tych przypadków dotyczy naszego kraju? I tu pojawia się problem, bowiem w Polsce nie istnieje krajowy rejestr zapadalności na sepsę. Stąd też zapobieganie i zwalczanie jest wyjątkowo trudne. Sepsa to nieprawidłowa i niekontrolowana odpowiedź organizmu na zakażenie. Niekontrolowana pod względem siły uszkodzenia narządów oraz szybkości rozwoju objawów tej niewydolności. Krajowy rejestr ma tu więc kluczowe znaczenie, bowiem to dzięki niemu możliwe jest uzyskanie wiarygodnych analiz epidemiologicznych, dotyczących sepsy w Polsce, które pozwoliłyby na ocenę efektywności rozpoznawania sepy i skuteczności jej leczenia.
W przypadku sepsy, reakcja obronna organizmu dosłownie wymyka się spod kontroli i może być tak gwałtowna, że pacjent rozwinie w ciągu kilkudziesięciu minut wstrząs septyczny i ciężką niewydolność wielonarządową, co może prowadzić do śmierci z powodu nieodwracalnych zmian w organizmie  i braku odpowiedzi na zastosowane leczenie – tłumaczy prof. Katarzyna Dzierżanowska-Fangrat, lekarz, mikrobiolog, kierownik Zakładu Mikrobiologii i Immunologii Klinicznej Instytutu „Pomnik- Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie. – Dlatego ważne jest wczesne rozpoznanie i wdrożenie postępowania określonego w wytycznych Surviving Sepsis Campaign, w myśl których wczesne rozpoznanie i natychmiastowe rozpoczęcie skutecznego leczenia są kluczowe w walce z wysoką śmiertelnością w sepsie i wstrząsie septycznym – podkreśla.

Nie ma jednego zestawu „typowych” objawów sepsy

Aby jednak tak mogło się stać, potrzebna jest właściwa i szybka diagnostyka mikrobiologiczna. W momencie podejrzenia sepsy, lekarz w sposób empiryczny wprowadza antybiotyk, ale żeby leczenie było jak najbardziej skuteczne, niezbędne jest wykonanie szeregu badań mikrobiologicznych (w tym posiewu krwi pacjenta), które dadzą finalną odpowiedź, z jakiego rodzaju drobnoustrojami (bakteriami, grzybami czy wirusami) walczy organizm. Tylko po ustaleniu, co jest przyczyną sepsy możliwe jest zastosowanie najbardziej efektywnej terapii.
Sepsę rozpoznaję się w oparciu o wiele przesłanek i badań. Nie ma typowych objawów sepsy. Żaden objaw sepsy nie jest dla niej w 100 proc. typowy. Rozpoznanie stawia się na podstawie całości obrazu klinicznego, tj. objawów, jakie zgłasza / prezentuje pacjent (np. gorączka, dreszcze, duszność, przyspieszona czynność serca, blada, zasiniona, zimna lub  spocona skóra, zatrzymanie oddawania moczu, zaburzenia świadomości, bardzo złe samopoczucie), badania przedmiotowego oraz wyników badań laboratoryjnych i obrazowych – dodaje prof. Dzierżanowska-Fangrat.
Na sepsę może  wskazywać nietypowa odpowiedź organizmu na zastosowane leczenie, np. brak spadku gorączki mimo stosowania leków przeciwgorączkowych lub pogorszenie stanu pacjenta w przebiegu zakażenia, które zamiast ustępować, ulega nasileniu. Dlatego tak ważna jest diagnostyka.

Sprzęt od WOŚP już wkrótce pomoże szpitalnym laboratoriom

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia analizowanych przez NIK wynika, że liczba dorosłych hospitalizowanych w Polsce z powodu sepsy wynosi około 20 tys. rocznie. Eksperci podkreślają jednak zgodnie, że wartość ta z pewnością jest niedoszacowana, ze wspomnianych powodów właśnie. Stąd też Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy  zagrała w tym roku na rzecz wprowadzenia nowoczesnej diagnostyki mikrobiologicznej do szpitali w całej Polsce. Akcja spotkała się tradycyjnie z fantastycznym odzewem, co przełożyło się na rekordową zbiórkę 243 259 387,25 zł, czyli ponad 13,5 mln zł więcej niż przed rokiem. Teraz te środki zostaną przeznaczone na zakup sprzętu do laboratoriów mikrobiologicznych w szpitalach w całej Polsce zgodnie ze zgłoszonym przez nie zapotrzebowaniem.

Laboratorium mikrobiologiczne nie w każdym szpitalu

Całodobowy dostęp do diagnostyki mikrobiologicznej wbrew pozorom nie jest standardem wszystkich polskich szpitali. Obecnie jednak dostępne są szybkie i wiarygodne narzędzia diagnostyczne, które potrafią znacznie przyspieszyć diagnostykę mikrobiologiczną sepsy skracając ją z kilku dni, do jednej doby, a czasami nawet kilkunastu godzin. To między innymi zakup takich rozwiązań eksperci wskazują jako realną szansę zwiększającą  możliwość uratowania życia wielu pacjentów. 
    Sepsa jest stanem zagrożenia życia, dlatego szybka identyfikacja mikroorganizmu i określenie jego lekowrażliwości, są kluczem do włączenia najlepiej „dopasowanego” leku przeciwdrobnoustrojowego oraz do powodzenia leczenia – podkreśla prof. Dzierżanowska-Fangrat. 

Leczenie przeciwdrobnoustrojowe jest skuteczne wtedy, gdy jest właściwie dobrane. Dlatego więc diagnostyka mikrobiologiczna w szpitalu jest tak kluczowa. Wierzymy, że dzięki sprzętowi zakupionemu przez WOŚP możliwość szybszego wdrożenia najskuteczniejszego leczenia, pomoże ocalić życie wielu pacjentów, dlatego tegoroczny finał był tak istotny z punktu widzenia nas wszystkich
– podsumowuje prof. mikrobiolog.
ródło: Biuro Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”