Medicalpress
Jesień potrafi wyciszyć tempo codzienności, ale u wielu osób uruchamia również spadek nastroju, energii i motywacji. Zamiast przypływu melancholii, bywa że pojawia się wyraźne przeciążenie – senność, rozdrażnienie i poczucie odizolowania. To właśnie w takim okresie wyjątkowego znaczenia nabierają relacje. Wspierająca obecność partnera, rozmowa, umiejętność mówienia o tym, co trudne – często działają skuteczniej niż kolejne kubki kawy czy postanowienia o „wzięciu się w garść”.
Najnowszy raport „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz”, przygotowany z inicjatywy Gedeon Richter, pokazuje jasno: jesienno-zimowy spadek nastroju możemy łagodzić nie tylko światłem i ruchem, lecz przede wszystkim bliskością. Zaufanie, życzliwa komunikacja i otwartość emocjonalna stają się fundamentem dobrostanu – także wtedy, gdy rozmowy o psychice wciąż bywają dla wielu par trudne lub krępujące.

Jesienno-zimowa aura potrafi mocno wpływać na nasze samopoczucie. U wielu osób prowadzi do spadku energii, motywacji i chęci do działania. Chociaż dokładna przyczyna tych dolegliwości nie jest znana, mogą być one związane ze zmniejszoną ekspozycją organizmu na światło słoneczne, co negatywnie wpływa na hormony. Obniżony zostaje poziom serotoniny, odpowiedzialnej m.in. za dobry nastrój, a zwiększony poziom regulującej sen melatoniny. To wszystko prowadzi do uczucia ciągłej senności i zmęczenia[1].

Przynajmniej u części z nas, sezonowy spadek samopoczucia i zaburzenia nastroju są na tyle intensywne i regularne, że mogą być powodem zwolnienia lekarskiego. Statystyki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wskazują[2], że problem ten jest poważny: w 2024 roku liczba dni zwolnienia lekarskiego z powodu zaburzeń nastroju wzrosła o 16,2 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, osiągając łącznie ponad 30,3 miliona dni.

W takich momentach szczególnie ważne jest wsparcie partnera. Partnera, którego obecność może działać jak bufor chroniący przed izolacją i samotnością, które często towarzyszą jesienno-zimowym nastrojom3. Jak pokazuje raport1 firmy Gedeon Richter „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz”, dla większości z nas relacja oparta na zaufaniu, szczerości i wzajemnym wsparciu to jeden z filarów dobrego życia. Aż 83 proc. badanych wierzy, że związek może być trwały na całe życie, a 60 proc. przyznaje, że jego początkiem było zakochanie.

Nie zawsze jednak umiemy rozmawiać o emocjach. Choć 80 proc. badanych deklaruje, że może otwarcie rozmawiać z partnerem na każdy temat, a niewiele mniej twierdzi, że na bieżąco rozwiązuje problemy (76 proc.), rzeczywistość bywa bardziej złożona. 40 proc. unika trudnych rozmów, a co trzeci badany ma trudności z wyrażaniem swoich emocji1.

Nazywanie swoich emocji i uczuć wydaje się WIELU osobom szczególnie trudną umiejętnością. Rozumiem. Po pierwsze, to CZASAMI w jakiś sposób nas obnaża, DOTYCZY naszej intymności. PO DRUGIE, Niestety, bywa wykorzystywane potem jako nasza słabość, zwłaszcza w konfliktach czy awanturach, kiedy słyszymy słowa: „bo Ty to jesteś…”, „bo Ty zawsze…”, „bo Ty nigdy…” – wyjaśnia Magdalena Kuszewska, trenerka komunikacji, dziennikarka, ekspertka intymności.

Warto, aby przy wspólnej rozmowie poza samymi słowami, okazywać otwartość, szacunek i chęć zrozumienia drugiej strony również poprzez postawę, codzienne gesty. Szczególnie gdy kwestie dotyczą naszego zdrowia. Ponieważ Gedeon Richter od lat dba o zdrowie Polaków, w raporcie nie zabrakło także tego zagadnienia. Jak to wygląda u ankietowanych osób?

Zdecydowana większość, bo aż 88 proc. ankietowanych ma sporą świadomość ogólnych problemów zdrowotnych partnera czy partnerki, często też przypominają sobie wzajemnie o badaniach profilaktycznych (72 proc.). Niestety aż jedna czwarta wyznała, że zdrowie i samopoczucie psychiczne są tematami tabu w ich związku i w ogóle ich nie poruszają1.

Temat zdrowia psychicznego często stanowi tabu w związkach, mimo że partnerzy są świadomi swoich problemów zdrowotnych. Pary chętniej rozmawiają o zdrowiu fizycznym, bo te tematy są łatwiejsze w nazwaniu, przez co dla wielu osób okazują się bezpieczniejsze w komunikacji. Kwestie psychiczne wciąż wywołują wstyd i obawę przed oceną, co utrudnia otwartą rozmowę na ten temat – podkreśla dr n. med. Robert Kowalczyk, prof. UMW – psycholog, psychoterapeuta i seksuolog z Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego Piastów Śląskich we Wrocławiu.

Otwarta i szczera rozmowa o zdrowiu psychicznym i potrzebie wsparcia powinna być standardem w każdym związku. Mówienie partnerowi o swoich trudnościach pozwala mu zrozumieć, co się dzieje, zamiast domyślać się i czuć się odrzuconym. Ważne jest, by rozmowy te były prowadzone w atmosferze akceptacji i braku osądu.

Co możemy zrobić dla siebie w walce z obniżonym sezonowo nastrojem? Za jeden z kluczowych elementów uważa się aktywność fizyczną, ponieważ ćwiczenia potrafią złagodzić stres. Badania wykazały, że 20-minutowy wysiłek fizyczny co najmniej trzy razy w tygodniu może wspomagać produkcję serotoniny i poprawiać nastrój3. Korzystne są zwłaszcza ćwiczenia na świeżym powietrzu.

Z tym na szczęście nie mamy problemu – ponad połowa ankietowanych par stara się wspólnie uprawiać sport, nie tylko z myślą o sobie, lecz także o partnerze czy partnerce. Najczęściej są to maszerowanie lub spacerowanie (81 proc.) oraz jazda na rowerze (54 proc.).

W obliczu jesienno-zimowej chandry wsparcie partnera okazuje się nieocenione. Stabilna, oparta na wzajemnym szacunku i otwartej komunikacji relacja działa jak naturalne światło – pomaga przetrwać sezonowy spadek energii i odzyskać emocjonalną równowagę. Jesień może być momentem, w którym uczymy się uważności na siebie i drugą osobę. Wspólna rozmowa, empatia i troska o zdrowie psychiczne to inwestycja nie tylko w dobre samopoczucie, ale też w trwałość relacji.

Raport „Anatomia relacji. O związkach twarzą w twarz” jest dostępny na stronie zdrowa-ona.pl

[1] Mayo Clinic, Seasonal affective disorder: More than feeling sad, https://www.mayoclinichealthsystem.org/hometown-health/speaking-of-health/seasonal-affective-disorder-more, data dostępu: 12.11.2025 r.
[2] „Absencja chorobowa w 2024 r.”, Raport Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Warszawa 2025, https://www.zus.pl/baza-wiedzy/statystyka/opracowania-tematyczne/absencja-chorobowa, data dostępu: 12.11.2025 r.

Źródło: informacja prasowa

Jak czują się Polacy? Z najnowszej edycji Europejskiego Sondażu Społecznego wynika, że mimo narastających problemów zdrowotnych – od otyłości po depresję – wielu z nas ocenia swoje zdrowie jako dobre lub bardzo dobre. Jednocześnie rzadziej niż inne narody europejskie uprawiamy sport, częściej chorujemy na nowotwory niż się z nich leczymy, a niemal co piąty z nas pali papierosy codziennie. Badanie przeprowadzone przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN w ramach międzynarodowego projektu pokazuje nie tylko aktualny stan zdrowia Polaków, ale też wieloletnie trendy. Wyniki te są istotnym sygnałem dla decydentów, systemu ochrony zdrowia oraz wszystkich, którzy myślą o długim i zdrowym życiu.
Jesteśmy w czołówce państw z największą nadwagą i otyłością. Rzadziej uprawiamy sport niż inni Europejczycy. Chociaż mniej z nas deklaruje złe samopoczucie, co dziesiąty Polak boryka się z objawami depresji. Wśród pacjentów onkologicznych mamy więcej chorych niż wyleczonych. A pijemy i palimy jak dawniej. – Czujemy się najlepiej od dekady – komentuje dr Michał Kotnarowski, socjolog, koordynator Europejskiego Sondażu Społecznego. Właśnie opublikowano dane o zdrowiu.

Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Właśnie opublikowano dane z jego jedenastej rundy. Za jego realizację odpowiada Instytut Filozofii i Socjologii PAN. Co mówią o zdrowotnej kondycji Polaków?
 
Dane są dostępne pod linkiem: www.ess.ifispan.pl
 
Mało ruchu i więcej nadwagi – ramię w ramię z Węgrami w ogonie Europy
Pod względem aktywności fizycznej zajmujemy przedostatnie miejsce w Europie. Przez dekadę ograniczyliśmy gimnastykę i sporty z 3 do 2,7 dni w tygodniu. Gorzej od nas wypadają już tylko Węgrzy (średnio 2,4 dnia na aktywność fizyczną). Wzorzec wyznaczają Litwini, Niemcy, Finlandczycy, Szwajcarzy i Holendrzy, którzy na sport poświęcają średnio 4 dni w tygodniu. Wzrósł również odsetek Polaków, którzy deklarują brak aktywności fizycznej, z 34 do 36 proc. W tym niechlubnym rankingu zajmujemy obecnie piątą pozycję.
 
Zmagamy się też z lekką nadwagą. Uśredniona wartość BMI (stosunek masy ciała do wzrostu) Polaka wynosi 26,33, podczas gdy nadwaga zaczyna się od 25. – Przy założeniu, że ankietowani wskazali faktyczną masę ciała, nadwagę lub otyłość ma 60 proc. z nas. Razem z Węgrami jesteśmy na pierwszym miejscu w Europie. Najrzadziej ten problem występuje w Szwajcarii, Austrii, Francji i Włoszech. Przy czym warto zaznaczyć, że wskaźnik BMI wzrósł przez dekadę we wszystkich krajach Europy z wyjątkiem Wielkiej Brytanii, Austrii i Szwecji, gdzie jego wartość spadła – komentuje socjolog, dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.
 
Wciąż nie znikamy też z czołówki społeczeństw otyłych. Co piąty z nas zmaga się z tym schorzeniem, a to daje nam 3 miejsce w Europie. Bardziej otyli są jedynie Islandczycy (25 proc.) i Finowie (21 proc.).
 
Przy małym ruchu i rosnącej nadwadze oraz otyłości, przez dekadę wzrosło nieznacznie deklarowane spożycie warzyw i owoców. Ponad jedna czwarta Polaków (28 proc.) sięga po owoce przynajmniej dwa razy dziennie, a 24 proc. deklaruje równie częste spożycie warzyw. W obu przypadkach jest to wzrost o 2 punkty procentowe w porównaniu z 2015 rokiem. Najrzadziej warzywa i owoce spożywają Węgrzy, a najczęściej Portugalczycy i Włosi.
 
Co dziesiąty Polak ma problemy z samopoczuciem
Respondentów pytano także o oznaki depresji. Pytania dotyczyły m.in. poczucia smutku, samotności, przygnębienia, problemów ze snem czy braku motywacji do działania. Każdy ankietowany oceniał swoje samopoczucie na czterostopniowej skali – od „w ogóle nie” do „cały czas”. – Za niepokojącą uznawano sytuację, w której osoba udzielająca odpowiedzi przyznała się do częstego występowania co najmniej czterech z ośmiu objawów – tłumaczy socjolog i koordynator sondażu w Polsce.

Takie symptomy zgłosiło 11 proc. badanych – to ósmy najwyższy wynik w Europie. Więcej osób wykazujących podobne nasilenie symptomów odnotowano w siedmiu krajach, najwięcej w Portugalii (13 proc.), na Cyprze i w Grecji (po 12 proc.). Dla porównania, w takich krajach jak Norwegia, Finlandia, Austria, Irlandia, Holandia czy Szwajcaria odsetek ten nie przekroczył 5 procent.

W porównaniu z wynikami sprzed dekady, czujemy się lepiej. W 2015 roku na negatywne samopoczucie skarżyło się 13 proc. ankietowanych. Był to czwarty najwyższy wynik w Europie.
 
Jesteśmy chorobowymi średniakami Europy, ale walkę z nowotworami przegrywamy
Niemal trzy czwarte (68 proc.) Polaków ocenia stan swojego zdrowia jako bardzo dobry i dobry. Wyższą od nas ocenę stanu zdrowia zadeklarowali Irlandczycy (84 proc.), Grecy (83 proc.), Szwajcarzy (82 proc.), Austryjacy (78 proc.), Szwedzi (75 proc.) oraz Norwegowie (74 proc.). Najniższą zaś Litwini (55 proc.), Portugalczycy (57 proc.), Serbowie (58 proc.) oraz Chorwaci i Niemcy (po 61 proc.).
 
Polacy najczęściej skarżą się na ból pleców i szyi (32 proc.), najrzadziej zaś na schorzenia skóry (5 proc.). Silne bóle głowy oraz problemy z sercem i krążeniem deklaruje co ósma osoba. Co dwunasty respondent choruje na cukrzycę, a co piątemu doskwiera wysokie ciśnienie. – Na tle 24 badanych krajów jesteśmy chorobowymi średniakami. Na dolegliwości chorobowe skarżą się najczęściej Finowie, Niemcy i Belgowie, a najrzadziej Grecy, Węgrzy i Irlandczycy – mówi dr Michał Kotnarowski z Instytutu Filozofiii Socjologii PAN.
 
A jednocześnie, jak zwraca uwagę socjolog, jestesmy w czołówce krajów, w których chorych na nowotwór jest więcej niż wyleczonych – 8 proc. vs 4 proc. Dla porównania w takich krajach, jak Austria, Islandia, Finlandia, Holandia, Norwegia, Szwecja wyleczonych jest dwukrotnie i trzykrotnie więcej niż chorujących. Przykładowo w Norwegii ta proporcja wynosi 2 proc. chorych i 6 proc. wyleczonych. Z kolei najgorzej w Europie sytuacja wygląda na Węgrzech, gdzie 16 proc. społeczeństwa to pacjenci onkologiczni, a jedynie 3 proc. to osoby, które przeszły skuteczne terapie.
 
Trzeźwiejemy, ale powoli – 8 proc. z nas wciąż się upija, a papierosy w tle
Dane pokazują, że 2 proc. z nas spożywa alkohol codziennie, a jedna piąta (20 proc.) przynajmniej raz w tygodniu. Porównując dane sprzed dekady widać nieznaczną poprawę. Wtedy picie alkoholu co najmniej raz w tygodniu deklarowała jedna czwarta z nas (25 proc.).
 
Wśród pytań, które zadaliśmy było też to o spożywanie znacznej ilości alkoholu podczas jednej okazji. WHO określa to jako intensywne picie epizodyczne. To dawka czystego alkoholu, która odpowiada trzem piwom dla mężczyzn i czterem kieliszkom wina dla kobiet. Jeżeli przyjmiemy, że dawka ta oznacza upicie się, to dane wskazują, że co tydzień upija się 8 procent Polaków. Odsetek ten nie zmienił się od 2015 roku – komentuje dr Kotnarowski.
  
W Polsce codziennie pali papierosy co piąta osoba (21 proc.). Jesteśmy na dziewiątej pozycji w Europie. Największe uzależnienie od tytoniu deklarują Grecy (38 proc.), Serbowie (32 proc.) i Chorwaci (27 proc.). Najmniej zaś palą Szwedzi (4 proc.), Islandczycy (7 proc) i Norwegowie (9 proc.).
 
Dane można samodzielnie przeglądać na stronie: www.ess.ifispan.pl
 
Europejski Sondaż Społeczny
Europejski Sondaż Społeczny to jedyne badanie opinii publicznej, które od 23 lat ilustruje zmiany światopoglądowe w krajach Europy. Badanie jest realizowane metodą „twarzą w twarz”. Sondaż przynosi odpowiedzi na pytania dotyczące fundamentalnych wymiarów społecznych, w tym ludzkich wartości, preferencji politycznych czy charakterystyki społeczno-demograficznej. Europejski Sondaż Społeczny jest realizowany w ramach Europejskiego Konsorcjum Infrastruktury Badawczej w dziedzinie nauk społecznych i humanistycznych. Realizacja Europejskiego Sondażu Społecznego w Polsce jest możliwa dzięki finansowaniu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Najnowszą rundę badania przeprowadził zespół socjologów z Instytutu Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk, Uniwersytetu Łódzkiego i Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Źródło materiału: Instytut Filozofii i Socjologii PAN

Przyznana w 2017 roku Nagroda Nobla z dziedziny medycyny za odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe zrewolucjonizowała sposób, w jaki postrzegamy możliwości ludzkiego ciała. Najnowsza wiedza sprawia, że możemy jeszcze lepiej zadbać o swoje zdrowie i samopoczucie. Świadome dostarczanie organizmowi tego, czego w danym momencie szczególnie potrzebuje to równocześnie efektywny sposób na wzmocnienie odporności w okresie nasilonych przeziębień i infekcji.
Budowanie odporności to kluczowy element dbania o zdrowie, zwłaszcza gdy zbliżają się chłodniejsze miesiące. Optymalnie działający układ immunologiczny chroni organizm przed niekorzystnym wpływem alergenów, wirusów, bakterii czy grzybów, a także minimalizuje negatywne skutki przebytej infekcji. Choć o odporność można dbać na wiele sposobów, jednym z kluczowych jej aspektów jest dostarczanie organizmowi odpowiednich witamin i składników odżywczych.
Przełomowe w podejściu do efektywnego zarządzania swoim zdrowiem, a tym samym świadomym budowaniu odporności okazuje się odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe, za które amerykańcy naukowcy otrzymali w 2017 roku Nagrodę Nobla z fizjologii i medycyny. Eksperci wykazali, że każda pojedyncza komórka w ludzkim ciele działa zgodnie ze swoim zegarem biologicznym. 1 W efekcie, dzięki poznaniu procesów zachodzących w organizmie oraz rytmu poszczególnych narządów znacznie łatwiej jest m.in. zaplanować dawkowanie witamin i składników odżywczych w ciągu dnia. W procesie budowania swojej odporności to właśnie moment zastosowania danej witaminy decyduje o tym, czy skutecznie wspomoże ona układ immunologiczny, czy wręcz przeciwnie – wywoła reakcję obronną organizmu.
Naturalny biorytm a odporność

Badania dowodzą, że każdy narząd – serce, wątroba czy też mózg, działa optymalnie o innej porze dnia, a poszczególne związki różnią się czasem, miejscem i szybkością uwalniania. Budowanie odporności w zgodzie z własnym biorytmem to podejście do stosowania suplementów, które uwzględnia naturalne cykle naszego organizmu, a tym samym optymalizuje korzyści z ich stosowania. Natura, a my wraz z nią, żyjemy i zmieniamy się w określonym rytmie wyznaczanym przez porę dnia czy roku.
Przykładowo, rano nasz organizm budzi się do życia i jest w pełni aktywny, dlatego to odpowiedni moment na przyjęcie suplementów, które dostarczą mu energii i witamin. Z tego względu witaminę C, czyli jeden z najpopularniejszych składników zwiększających odporność, najlepiej jest przyjmować o poranku, a następnie kilkukrotnie w ciągu dnia. Tuż po wstaniu z łóżka sprawdzi się żelazo, selen czy witamina B. Pora obiadowa to moment optymalnego uwalniania cynku oraz witaminy D, zaś zgodnie z naturalnym biorytmem wieczorem nasz organizm najlepiej przyswaja magnez i wapń. 
Fakt, że wszelkie procesy biochemiczne czy fizjologiczne oraz zachowania u większości organizmów, w tym również ludzi, podlegają naturalnym i stałym cyklom, pozwala spojrzeć z innej perspektywy na szeroko rozumianą profilaktykę zdrowotną. Dopasowane do naturalnego biorytmu wzmacnianie odporności niesie wymierne korzyści dla zdrowia nie tylko w okresie jesienno-zimowym, ale przez cały rok. Sięganie po suplementy kilka razy dziennie o ściśle określonych porach może być jednak sporym wyzwaniem, dlatego osobom chcącym kompleksowo zadbać o swój układ immunologiczny wychodzi naprzeciw nauka.
Nowoczesne technologie idą w parze z rytmem natury
W odpowiedzi na wyzwania współczesnego świata, ale również niechęci wielu osób do sięgania po garść tabletek, rynek suplementów dynamicznie się rozwija w oparciu o nowoczesne technologie. Jedną z nich jest Slow Release, metoda stosowana w produkcji suplementów o przedłużonym uwalnianiu. Preparaty stworzone w ten innowacyjny sposób są zaprojektowane tak, aby uwalniały składniki odżywcze stopniowo w ciągu dłuższego okresu – nawet do 24 godzin, a równocześnie w zgodzie z naturalnym biorytmem ludzkiego ciała. Slow Release zapewnia maksymalne i powolne uwalnianie substancji do organizmu, dzięki czemu jest to rozwiązanie bezpieczniejsze i zapobiegające naturalnemu odruchowi organizmu, aby bronić się przed zażywanymi środkami. Co więcej, preparaty o wydłużonym uwalnianiu, w przeciwieństwie do tradycyjnych suplementów, wystarczy brać zwykle tylko raz dziennie. Jednym z czynników, który wpływa na różnicę w działaniu jest fakt, że suplementy stworzone w technologii Slow Release posiadają polimerową membranę, która jest oporna na kwasy żołądkowe. Dzięki niej mikrokuleczki zawarte w suplemencie przemieszczają się do jelit i dopiero tam rozpoczynają swoje działanie, podczas gdy zwykłe suplementy rozpuszczają się już w żołądku.

Zainteresowanie zdrowym stylem życia rośnie

Według najnowszego STADA Health Report 2023, Europejczycy przywiązują coraz większą uwagę do zdrowego stylu życia. Widoczne jest także rosnące zainteresowanie suplementami, które z jednej strony wiąże się z chęcią wzmacniania odporności, zaś z drugiej wynika z holistycznego podejścia coraz większej liczby osób do troski o własne zdrowie. Badania pokazują, że po pandemii Covid-19, nawet 27 proc. respondentów zdecydowało się stosować zbilansowaną i bogatą w witaminy dietę, a 15 proc. prowadzi bardziej aktywny tryb życia. Suplementację zwiększyła natomiast blisko co trzecia osoba.

– Doświadczenie pandemii Covid-19 znacznie zmieniło nasze potrzeby – coraz więcej pacjentów pragnie dbać o swoje zdrowie długofalowo, a rynek suplementów nieustannie ewoluuje próbując tym oczekiwaniom sprostać. Według STADA Health Report 2023, aż 80 proc. Europejczyków deklaruje, że stosuje suplementy, z czego 27 proc. przyznało, że po pandemii sięga po nie jeszcze częściej. Co więcej, w kwestii suplementacji witamin Polska jest wyraźnym liderem na tle Europy 5 . Odkrycie mechanizmów kontrolujących rytmy okołodobowe pokazuje jednak, że naszemu organizmowi nie jest obojętne co i kiedy przyjmujemy, dlatego wszelkie kwestie dotyczące suplementacji warto najpierw skonsultować ze specjalistą – mówi Aneta Dworak, Marketing Manager OTC w STADA Poland.

Źródło informaccji: MSL Group

Obecnie 48,9% Polaków doświadcza pogorszenia zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. Przeciwnego zdania jest 41,8% rodaków, a niepewnych tego stanu pozostaje 9,3%. W zeszłorocznej edycji ww. problem był mniejszy. Widać zatem, że skala zjawiska niebezpiecznie rośnie. Oprócz seniorów, na swój stan skarżą się też ludzie w wieku 18-24 i 35-44 lat. Autorzy analizy ostrzegają, że z powodu samej absencji w pracy osób ubezpieczonych, spowodowanej zaburzeniami psychicznymi, gospodarka może tracić nawet 9,2 mld zł rocznie. A to tylko jedno z wielu następstw ww. sytuacji, w związku z czym straty mogą wynosić nawet kilkanaście mld zł rocznie. 

Jak pokazuje najnowsza odsłona cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji”, autorstwa UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, obecnie 48,9% Polaków stwierdza, że doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego w związku z wysoką inflacją. Tak działa na rodaków m.in. wzrost cen w sklepach i spadek realnej wartości dochodów. 41,8% osób nie odczuwa tego, a 9,3% – nie potrafi tego stwierdzić. 
Wyniki są alarmujące. W dużym skrócie można powiedzieć, że blisko 15 mln Polaków może się zmagać z ww. problemami w związku z wysoką inflacją, która odcisnęła trwałe piętno na całym społeczeństwie. To będzie ciągnęło się przez kolejne lata. Z badania wynika również, że najczęstszym objawem tego jest stres, na który – wg naszych obliczeń – może skarżyć się nawet ok. 7,5 mln Polaków. Wskaźnik osób, które doświadczają pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, rośnie. I to odbija się też na gospodarce. Biorąc pod uwagę jedynie absencję w pracy osób ubezpieczonych z powodu zaburzeń psychicznych, można szacować straty minimum na poziomie od 7,4 do 9,2 mld zł rocznie – wylicza Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl.
Wspomniana strata dotyczy 23,8 mln dni absencji chorobowej w 2022 roku. Oprócz tego należy wziąć pod uwagę koszty zastępstwa nieobecnych pracowników, tj. ich rekrutację i szkolenia. Do tego trzeba dodać następstwa opóźnionej, niewykonanej należycie pracy i utraconych klientów, a także obciążenia wynikające z infrastruktury służby zdrowia i prywatnej opieki medycznej pracowników.
Powyższa kwota to tylko jeden ze składników. Pozostałe mogą być dodatkowo kilkukrotną tego wartością i wynosić nawet kilkadziesiąt miliardów zł rocznie. Warto też zaznaczyć, że absencje wynikające z zaburzeń psychicznych i zachowań były aż trzykrotnie wyższe w 2022 r. niż nieobecności w pracy spowodowane chorobami nowotworowymi. Niemniej ujawnione przypadki to tylko niewielki odsetek populacji doświadczającej pogorszenia własnego zdrowia psychicznego. Nasze badanie pokazuje skalę zjawiska – alarmuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Do tego analitycy UCE RESEARCH przypominają, że w lipcu ub.r. mniej Polaków niż obecnie doświadczało ww. problemów, tj. 43,7%. Przeciwnego zdania było 44,2%, a nie potrafiło tego określić – 12,1%. – Dynamika zjawiska jest rosnąca i możemy oczekiwać dalszych wzrostów. Jeżeli dwucyfrowa inflacja zostanie z nami do końca roku i wówczas powtórzymy badanie, to wyniki znów się pogorszą. W grudniu br. nawet ok. 60-70% respondentów może stwierdzić, że doświadcza pogorszenia własnego zdrowia psychicznego, kondycji psychicznej, samopoczucia bądź funkcjonowania psychicznego. Do tego sama hamująca inflacja też nie jest gwarancją, że temat zniknie, bo problem długo się zbierał i w pewnym sensie się nawarstwił – prognozuje współautor badania.

Jak tłumaczą eksperci z platformy ePsycholodzy.pl, z reguły Polacy mają poczucie, że inflacja jest sporo wyższa niż oficjalnie podawana przez GUS. Jednak najważniejsze jest to, że tego typu myślenie dodatkowo pogarsza ich stan. A to prosta droga do różnego rodzaju zaburzeń i schorzeń, w tym tych najgroźniejszych dla życia i zdrowia, a także do kolejnych strat dla gospodarki.
Ponadto tzw. malejąca inflacja, często komunikowana np. przez polityków, wcale nie oznacza spadku cen towarów i usług, a jedynie mniejszą dynamikę ich wzrostu. Ale podejrzewam, że sporo konsumentów nie rozumie tego w ten sposób, co później przy sklepowej kasie bądź półce objawia się szokiem bądź frustracją. Inflacja zrobiła też sporą wyrwę finansową wśród Polaków, którzy mają zadłużenie w opłatach za mieszkanie lub dom. Ona będzie się pogłębiać, bo przecież są również inne bieżące opłaty. I to jeszcze bardziej pogorszy samopoczucie Polaków – zaznacza Michał Pajdak.
Polacy mogą od dłuższego czasu doświadczyć inflacji na własnej skórze, nie tylko rozumianej jako wzrost cen, ale także bezpośrednich tego skutków, np. zwolnień, ograniczenia pracy czy braku perspektyw. To bezpośrednio wpływa na pogorszenie zdrowia psychicznego. 
Pogorszenie tej sytuacji, patrząc na to rok do roku, nie powinno nikogo dziwić, ponieważ ostatni okres to właściwie epicentrum szalejącej inflacji i emocje do tego zbierają się w Polakach. Najgorsze jest to, że tego nawarstwienia wcale nie tak łatwo będzie się pozbyć, mimo że obecna inflacja, wg oficjalnych statystyk, spada. Problem się rozlał i będziemy musieli ponieść tego konsekwencje. Warto jeszcze zauważyć, że spadająca inflacja wcale nie musi wpływać na to, że ogólnie kondycja psychiczna Polaków się poprawi – stwierdza Michał Pajdak. 
Obecnie częściej skarżą się na pogorszenie zdrowia psychicznego kobiety niż mężczyźni (51,8% vs 45,6%). Z kolei patrząc na grupy wiekowe respondentów, widać, że ten problem deklarują przede wszystkim seniorzy w wieku 75-80 lat – 100%. Dalej w zestawieniu są osoby mające 18-24 lata – 61,5%, a następnie – 35-44 lata – 51,4%. Z kolei na samym końcu są Polacy w wieku 55-64 lat z wynikiem 37,6%. 
Wyniki we wszystkich grupach wiekowych są wysokie i przerażające. Z punktu widzenia pracodawców, na szczególną uwagę zasługują młodzi Polacy, głównie reprezentanci tzw. pokolenia Z. Wśród nich notowane są m.in. największe wskaźniki wypalenia zawodowego. I jeżeli młoda osoba wchodzi na rynek pracy z takimi problemami, to często jest dużo mniej efektywna. Warto też dodać, że wówczas taki stan trwa kolejne lata, jeśli nie poddaje się ona terapii. Dla pracodawców to oczywiście wyjątkowo niebezpieczny trend – analizuje ekspert z platformy ePsycholodzy.pl.
Analitycy z UCE RESEARCH informują, że o pogorszeniu swojego stanu w związku z inflacją mówią przede wszystkim osoby zarabiające 5000-6999 zł netto miesięcznie – 56,9%. Dalej w zestawieniu są rodacy deklarujący dochody na poziomie 3000-4999 zł – 49,2%, a także 1000-2999 zł – 47,9%. Natomiast na końcu zestawienia znajdują się respondenci, którzy nie ujawniają wysokości swoich zarobków – 40,8%. Przed nimi widać ankietowanych z dochodami poniżej 1000 zł – 42,9%. 
Zarobki w wysokości 5000-6999 często nie pozwalają na zaspokojenie ambitnych potrzeb, szczególnie klasy średniej. Osoby, które je osiągają, mają często wieloletni i jednocześnie duży kredyt na dom lub mieszkanie, a czasem nawet na drogi samochód. A jak wiadomo, w czasie szalejącej inflacji raty kredytów mocno poszły w górę, natomiast zarobki – już niekoniecznie. Do tego wszystko dookoła podrożało. Osobom w takiej sytuacji będzie najtrudniej poprawić swoją kondycję psychiczną, bo ich potrzeby wciąż rosną, a oni mają nawarstwione bieżące problemy, które ciężko finalnie i pozytywnie pozamykać – komentuje Michał Pajdak.
Uwzględniając poziom edukacji respondentów, widać, że o ww. problemach mówią przede wszystkim osoby ze średnim i z wyższym wykształceniem – odpowiednio 50,2% i 50%. Nieco rzadziej wspominają o nich Polacy z podstawowym lub z gimnazjalnym wykształceniem – 45,8%, a także z zasadniczym zawodowym – 36,6%. 
Dla osób z wyższym czy ze średnim wykształceniem dość trudna sytuacja materialna w dobie wysokiej inflacji może być frustrująca. Chcą więcej zarabiać, ale nie mają takich możliwości bądź są one mocno ograniczone, np. z uwagi na miejsce zamieszkania. Dlatego ich zdrowie psychiczne jest narażone na szwank – dodaje Pajdak.
Patrząc jeszcze na wielkość miejscowości, można stwierdzić, że ww. problemy dotykają głównie osoby z miast liczących 50-99 tys. mieszkańców – 58,2%. Dalej są rodacy z największych polskich aglomeracji, tj. co najmniej 500-tysięcznych – 51,9%. Na końcu zestawienia widać Polaków z miast mających 200-499 tys. ludności – 42,8%, a także osoby ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców – 42,9%. 
Zestawienie wyników dot. stopnia edukacji i miejsca zamieszkania, ewidentnie pokazuje, że wysoka inflacja najgorzej wpływa na osoby ze średnim wykształceniem z mniejszych miejscowości. Właśnie im jest najtrudniej zmienić pracę i wynegocjować wyższe wynagrodzenie. Ciężej jest im też cokolwiek odłożyć, żeby w gorszych czasach mieć lepszy komfort życia, a to potrafi mocno negatywnie wpłynąć na psychikę człowieka – podsumowuje Michał Pajdak.
 
***

Ww. wyniki pochodzą z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków w czasach wysokiej inflacji. Edycja II, I-II kwartał 2023 r.”, wykonanego m.in. na podstawie badania opinii publicznej, które zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl w pierwszej połowie czerwca br. wśród 1030 dorosłych Polaków. Próba była reprezentatywna pod względem płci, wieku, wielkości miejscowości, wykształcenia oraz regionu.
Samopoczucie zatrudnionych osób wpływa na jakość ich pracy. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, 4 na 10 Polaków (43,96 proc.) uważa, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. Jednocześnie, co drugi ankietowany przyznaje, że nie czuje się wspierany przez swojego przełożonego (48,77 proc.).   
Pandemia pogłębiła problem
Czas pandemii i związana z nim izolacja znacznie wpłynęły na stan psychiczny Polaków i efektywność ich pracy. Firma ADP, globalny lider w usługach karowo-płacowych, przeprowadziła badanie na blisko 33 tysiącach pracowników z 17 krajów na całym świecie, w którym sprawdziła, jak samopoczucie psychiczne wpływa na efektywność wykonywania obowiązków zawodowych. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że w skali globalnej aż 53,26 proc. pracowników przyznaje, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. W Polsce takiego zdania jest 43,96 proc. zatrudnionych.
 
Kwestia zdrowia psychicznego wciąż pozostaje jednak obojętna w oczach wielu przełożonych. Z raportu ADP wynika, że prawie co drugi Polak (48,77 proc.) nie czuje się wspierany przez swojego menedżera w kwestii zdrowia psychicznego w pracy. 1/3 ankietowanych (30,33 proc.) twierdzi także, że jego pracodawca nie zrobił nic, by zadbać o jego równowagę psychiczną w czasie pandemii.
 
– Ponadprzeciętna absencja, gorsza efektywność w pracy lub brak motywacji to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Nieszczęśliwy pracownik, to nieefektywny pracownik – zaznacza Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Dzięki rozmowom, ewaluacji postępów w pracy i wyników, możemy nie tylko ograniczyć absencję osób zatrudnionych, ale przede wszystkim sukcesywnie zwiększać ich zaangażowanie. Dobrym sposobem jest też włączenie pracownika w życie firmy, np. poprzez tworzenie silnej kultury organizacyjnej, scalanej przez wspólne wartości, cele i dobre relacje – dodaje Barbachowska.
 
Ludzie lubią być doceniani. Zwykła uprzejmość czy proste podziękowanie za ich codzienną pracę, wpływa na większe zadowolenie, a także motywuje do dalszego działania. Pozytywne nastawienie do wykonywanych obowiązków sprawia, że pracownicy mają więcej energii, identyfikują się ze swoim miejscem pracy, częściej także są bardziej lojalni wobec pracodawcy – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego w Gdańsku. – Zadowolenie wpływa także na większą odporność psychiczną u pracownika, który lepiej radzi sobie ze stresem w życiu zawodowym, a także w prywatnym. Nie zapominajmy, że zadowolenie z pracy stanowi ważny czynnik rozwoju każdego dorosłego człowieka – dodaje psycholog.
 
Prawo do bycia offline
Home office, workation, praca hybrydowa – pandemia pokazała, że zmiany w Kodeksie pracy są koniecznością. Szczególnie ważne stało się to ze względu na nieumiejętne rozgraniczenie przez pracowników życia prywatnego od zawodowego. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że lokalnie przełożeni zaczęli już teraz praktykować ten trend. ¼ polskich pracowników (25,76 proc.) twierdzi, że ich przełożeni wprowadzili jeszcze w trakcie pandemii, prawo do bycia offline, czyli nieodbierania telefonów służbowych i odpisywania na wiadomości e-mail po wyznaczonych godzinach pracy.
 
– Formalnie w polskim prawie nie istnieją żadne, szczególne regulacje dot. ściśle prawa do bycia offline (prawo do wyłączenia się). Polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w odpowiedzi na interpelację poselską nr 31956 (z dnia 22.03.2022 r.), wyjaśniło, że cyt. „w świetle przepisów Kodeksu pracy pracownik jest obowiązany pozostawać w dyspozycji pracodawcy tylko w czasie pracy, tj. w godzinach pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy. Poza takimi godzinami pracy pracodawca może polecić pracownikowi wyłącznie pracę nadliczbową albo zobowiązać pracownika do pełnienia dyżuru, z uwzględnieniem wymaganych przepisami Kodeksu pracy okresów odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika. Ponadto, zarówno wykonywanie pracy nadliczbowej, jak i pełnienie dyżuru (z wyjątkiem dyżuru domowego) podlega rekompensacie. W konsekwencji, pracownik nie pozostając w dyspozycji pracodawcy w ramach godzin pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy, pracy nadliczbowej bądź dyżuru, nie ma obowiązku pozostawania w kontakcie z pracodawcą, w tym za pośrednictwem różnego rodzaju środków komunikacji elektronicznej, w celu wykonywania pracy…” – komentuje Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska. – Zatem można wysnuć tezę, że w najbliższym czasie regulacje dot. uszczegółowienia prawa do wyłączenia się nie będą przedmiotem prac polskiego Parlamentu. W tej sytuacji każdy pracodawca, który chociażby zamierza minimalizować ryzyka związane z ewentualnymi roszczeniami pracowników, powinien w ramach własnej organizacji przemyśleć, a następnie wprowadzić regulacje, które będą definiowały uprawnienia pracodawcy i pracownika w tym zakresie. Podstawą zaś tych regulacji mogą być przepisy polskiego Kodeksu pracy, które dość jednoznacznie ustanawiają ramy czasowe pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy – dodaje radca prawny.
 
źródło: ADP
Samopoczucie zatrudnionych osób wpływa na jakość ich pracy. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, 4 na 10 Polaków (43,96 proc.) uważa, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. Jednocześnie, co drugi ankietowany przyznaje, że nie czuje się wspierany przez swojego przełożonego (48,77 proc.).   
Pandemia pogłębiła problem
Czas pandemii i związana z nim izolacja znacznie wpłynęły na stan psychiczny Polaków i efektywność ich pracy. Firma ADP, globalny lider w usługach karowo-płacowych, przeprowadziła badanie na blisko 33 tysiącach pracowników z 17 krajów na całym świecie, w którym sprawdziła, jak samopoczucie psychiczne wpływa na efektywność wykonywania obowiązków zawodowych. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że w skali globalnej aż 53,26 proc. pracowników przyznaje, że ich praca cierpi z powodu złego stanu psychicznego. W Polsce takiego zdania jest 43,96 proc. zatrudnionych.
 
Kwestia zdrowia psychicznego wciąż pozostaje jednak obojętna w oczach wielu przełożonych. Z raportu ADP wynika, że prawie co drugi Polak (48,77 proc.) nie czuje się wspierany przez swojego menedżera w kwestii zdrowia psychicznego w pracy. 1/3 ankietowanych (30,33 proc.) twierdzi także, że jego pracodawca nie zrobił nic, by zadbać o jego równowagę psychiczną w czasie pandemii.
 
– Ponadprzeciętna absencja, gorsza efektywność w pracy lub brak motywacji to sygnały, że dzieje się coś niedobrego. Nieszczęśliwy pracownik, to nieefektywny pracownik – zaznacza Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Dzięki rozmowom, ewaluacji postępów w pracy i wyników, możemy nie tylko ograniczyć absencję osób zatrudnionych, ale przede wszystkim sukcesywnie zwiększać ich zaangażowanie. Dobrym sposobem jest też włączenie pracownika w życie firmy, np. poprzez tworzenie silnej kultury organizacyjnej, scalanej przez wspólne wartości, cele i dobre relacje – dodaje Barbachowska.
 
Ludzie lubią być doceniani. Zwykła uprzejmość czy proste podziękowanie za ich codzienną pracę, wpływa na większe zadowolenie, a także motywuje do dalszego działania. Pozytywne nastawienie do wykonywanych obowiązków sprawia, że pracownicy mają więcej energii, identyfikują się ze swoim miejscem pracy, częściej także są bardziej lojalni wobec pracodawcy – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego w Gdańsku. – Zadowolenie wpływa także na większą odporność psychiczną u pracownika, który lepiej radzi sobie ze stresem w życiu zawodowym, a także w prywatnym. Nie zapominajmy, że zadowolenie z pracy stanowi ważny czynnik rozwoju każdego dorosłego człowieka – dodaje psycholog.
 
Prawo do bycia offline
Home office, workation, praca hybrydowa – pandemia pokazała, że zmiany w Kodeksie pracy są koniecznością. Szczególnie ważne stało się to ze względu na nieumiejętne rozgraniczenie przez pracowników życia prywatnego od zawodowego. Z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” wynika, że lokalnie przełożeni zaczęli już teraz praktykować ten trend. ¼ polskich pracowników (25,76 proc.) twierdzi, że ich przełożeni wprowadzili jeszcze w trakcie pandemii, prawo do bycia offline, czyli nieodbierania telefonów służbowych i odpisywania na wiadomości e-mail po wyznaczonych godzinach pracy.
 
– Formalnie w polskim prawie nie istnieją żadne, szczególne regulacje dot. ściśle prawa do bycia offline (prawo do wyłączenia się). Polskie Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej w odpowiedzi na interpelację poselską nr 31956 (z dnia 22.03.2022 r.), wyjaśniło, że cyt. „w świetle przepisów Kodeksu pracy pracownik jest obowiązany pozostawać w dyspozycji pracodawcy tylko w czasie pracy, tj. w godzinach pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy. Poza takimi godzinami pracy pracodawca może polecić pracownikowi wyłącznie pracę nadliczbową albo zobowiązać pracownika do pełnienia dyżuru, z uwzględnieniem wymaganych przepisami Kodeksu pracy okresów odpoczynku dobowego i tygodniowego pracownika. Ponadto, zarówno wykonywanie pracy nadliczbowej, jak i pełnienie dyżuru (z wyjątkiem dyżuru domowego) podlega rekompensacie. W konsekwencji, pracownik nie pozostając w dyspozycji pracodawcy w ramach godzin pracy wynikających z jego rozkładu czasu pracy, pracy nadliczbowej bądź dyżuru, nie ma obowiązku pozostawania w kontakcie z pracodawcą, w tym za pośrednictwem różnego rodzaju środków komunikacji elektronicznej, w celu wykonywania pracy…” – komentuje Tomasz Czerkies, radca prawny ADP Polska. – Zatem można wysnuć tezę, że w najbliższym czasie regulacje dot. uszczegółowienia prawa do wyłączenia się nie będą przedmiotem prac polskiego Parlamentu. W tej sytuacji każdy pracodawca, który chociażby zamierza minimalizować ryzyka związane z ewentualnymi roszczeniami pracowników, powinien w ramach własnej organizacji przemyśleć, a następnie wprowadzić regulacje, które będą definiowały uprawnienia pracodawcy i pracownika w tym zakresie. Podstawą zaś tych regulacji mogą być przepisy polskiego Kodeksu pracy, które dość jednoznacznie ustanawiają ramy czasowe pozostawania pracownika w dyspozycji pracodawcy – dodaje radca prawny.
 
źródło: ADP