Medicalpress

Ponad dwutygodniowa choroba kluczowego pracownika byłaby wyzwaniem dla 77% małych i średnich firm, a nieobecność właściciela lub osoby zarządzającej – dla 85%. Jak wynika z raportu LUX MED Ubezpieczenia „MŚP pod lupą. Benefity, zdrowie, potrzeby pracowników”, przedsiębiorcy najczęściej dzielą obowiązki nieobecnej osoby między pozostałych członków zespołu. Szybki dostęp do leczenia i powrót pracownika do zdrowia mają więc znaczenie nie tylko dla niego samego, ale także dla ciągłości działania firmy.

– W małych i średnich przedsiębiorstwach nieobecność jednej osoby rzadko pozostaje bez wpływu na organizację. W przeciwieństwie do dużych firm, gdzie zadania można łatwiej rozłożyć na większy zespół, w sektorze MŚP konkretni pracownicy często odpowiadają za kluczowe obszary działalności, relacje z klientami czy specjalistyczną wiedzę. Dlatego absencje mogą wymagać szybkiej reorganizacji pracy i angażowania pozostałych członków zespołu. Z biznesowego punktu widzenia oznacza to, że zdrowie pracowników jest jednym z czynników wspierających stabilność i ciągłość funkcjonowania przedsiębiorstwa – mówi Monika Wilk, Dyrektor Działu Rozwoju Biznesu w LUX MED Ubezpieczenia TUiR S.A.

Aż 77 proc. przedsiębiorców przyznaje, że ponad dwutygodniowa absencja chorobowa kluczowego pracownika odbiłaby się na funkcjonowaniu firmy. Najczęściej byłoby to zakłócenie niewielkie (38%) lub umiarkowane (28%). Jednocześnie co dziesiąta firma przewiduje poważniejsze konsekwencje. 9% respondentów ocenia, że taka sytuacja znacząco utrudniłaby działalność przedsiębiorstwa, a dla kolejnych 2% mogłaby zagrozić ciągłości jego funkcjonowania.

W przypadku dłuższej nieobecności chorobowej właściciela lub osoby zarządzającej negatywny wpływ na funkcjonowanie firmy dostrzega aż 85% przedsiębiorców. Co trzeci badany (32%) ocenia, że konsekwencje takiej absencji byłyby duże lub bardzo duże. Zależność ta jest szczególnie widoczna w najmniejszych organizacjach. Wśród mikroprzedsiębiorstw aż 44% respondentów uważa, że nieobecność właściciela lub osoby zarządzającej miałaby duże lub bardzo duże znaczenie dla funkcjonowania firmy. Wraz ze wzrostem wielkości firmy wpływ ten wyraźnie maleje. Średnie przedsiębiorstwa są bardziej odporne na czasową nieobecność kadry zarządzającej dzięki większemu rozproszeniu kompetencji i odpowiedzialności.

Firmy radzą sobie własnymi siłami

Z badania wynika, że przedsiębiorcy najczęściej stawiają na rozwiązania wewnętrzne. W przypadku nieobecności kluczowego pracownika 77% firm rozdziela jego obowiązki pomiędzy pozostałych członków

zespołu. Tak postępuje aż 88% małych i 82% średnich przedsiębiorstw. Zdecydowanie rzadziej rozważane jest zatrudnienie zastępstwa (10 proc.) lub przejęcie zadań przez właściciela, zarząd czy przełożonego (%).

Szybki powrót do zdrowia ma znaczenie biznesowe

W przypadku hospitalizacji pracownika dla przedsiębiorców liczy się przede wszystkim czas. Ponad połowa badanych (52%) jako najważniejszy aspekt wskazuje jak najszybsze leczenie i powrót do zdrowia. Dla 14% kluczowe znaczenie ma dostęp do doświadczonych specjalistów i wysoka jakość leczenia, a tyle samo respondentów zwraca uwagę na przewidywalność terminu i czasu leczenia.

– Czas absencji pracownika ma bardzo konkretne konsekwencje organizacyjne. Im dłużej trwa oczekiwanie na leczenie i proces rekonwalescencji, tym większe jest ryzyko przeciążenia pozostałych członków zespołu, opóźnień w realizacji zadań czy konieczności zmiany priorytetów biznesowych. Dlatego przedsiębiorcy zauważają, jak ważne jest dla biznesu sprawne leczenie i szybki powrót pracownika do zdrowia – podsumowuje Monika Wilk.

Raport „MŚP pod lupą. Benefity, zdrowie, potrzeby pracowników” można pobrać TUTAJ.

O badaniu

Badanie „MŚP pod lupą. Benefity, zdrowie, potrzeby pracowników” zostało przeprowadzone na zlecenie LUX MED Ubezpieczenia TUiR S.A. przez ARC Rynek i Opinia Sp. z o.o. metodą CATI na przełomie sierpnia i września 2026 roku. Próba badawcza wyniosła N=302 i objęła właścicieli oraz osoby zarządzające w firmach zatrudniających poniżej 250 pracowników, czyli w mikro-, małych i średnich przedsiębiorstwach. Celem badania było poznanie podejścia przedstawicieli sektora MŚP do zdrowia pracowników oraz roli benefitów pozapłacowych w organizacjach.

Źródło: inf pras

Indywidualne doradztwo zawodowe, wsparcie psychologa i trenera pracy oraz możliwość odbycia stażu w jednej z 25 instytucji administracji publicznej – tak działa program „Rekrut 1.0”, realizowany przez Fundację Szklane Domy i Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych. Inicjatywa finansowana ze środków PFRON ma pomóc osobom z niepełnosprawnościami przełamać bariery zawodowe, zdobyć doświadczenie i zwiększyć szanse na stabilne zatrudnienie.

Program „Rekrut 1.0” to jedna z kluczowych inicjatyw realizowanych wspólnie przez Fundację Szklane Domy oraz Karkonoski Sejmik Osób Niepełnosprawnych (KSON), finansowana ze środków PFRON w ramach Konkursu 1/2026 „Stażysta Plus”. Celem jest pomoc osobom z niepełnosprawnościami w zdobyciu kwalifikacji, cennego doświadczenia zawodowego oraz stałego zatrudnienia w administracji publicznej. Program skierowany jest do osób ze wszystkimi stopniami niepełnosprawności, które pragną wejść lub powrócić na rynek pracy.

Aby dołączyć do projektu, należy posiadać aktualne orzeczenie o niepełnosprawności, mieścić się w przedziale wiekowym (kobiety od 18 do 60 lat, mężczyźni od 18 do 65 lat) oraz w momencie przystąpienia nie pozostawać w zatrudnieniu ani nie uczestniczyć w innym projekcie aktywizacyjnym. Zwieńczeniem procesu są staże zawodowe w 25 renomowanych instytucjach administracji rządowej i służby publicznej – takich jak ministerstwa, urzędy wojewódzkie czy urzędy centralne.

Współpraca z podopiecznymi Fundacji w ramach projektu „Rekrut” rozpoczyna się od dokładnego zbadania ich potrzeb, aby upewnić się, że są one spójne z oferowanym wsparciem.

„Szczególnie ważne jest dla nas zbudowanie relacji z beneficjentami, tak aby czuli nie tylko wsparcie, ale także przestrzeń do mówienia o swoich obawach i trudnościach” – mówi psycholog i trener pracy, Paweł Zamojć.

„Sam proces przygotowania w projekcie „Rekrut” obejmuje spotkania poświęcone stworzeniu indywidualnego planu drogi zawodowej. Na ten etap składa się kompleksowy wywiad i analiza poprzednich miejsc pracy, testy predyspozycji zawodowych weryfikujące deklaracje uczestnika oraz obiektywna obserwacja prowadzona przez doradcę zawodowego lub trenera pracy. Połączenie tych trzech perspektyw pozwala na wyznaczenie jasnych celów: pomyślne przejście stażu, sprawne wdrożenie w obowiązki oraz znalezienie stabilnego zatrudnienia w strukturach administracji lub na otwartym rynku pracy” – zaznacza ekspert.

Jak dodaje, przed rozpoczęciem stażu uczestnik otrzymuje również  kompleksowe doradztwo zawodowe, realizowane podczas kolejnych czterech spotkań.

„Omawiamy wtedy przyszłe obowiązki, zasady funkcjonowania w miejscu pracy, komunikację z zespołem i sposoby radzenia sobie z trudnościami, które mogą pojawić się w przyszłym miejscu pracy” – wskazuje Zamojć.

Jak mówi, osoby zgłaszające się do projektu mają bardzo różne doświadczenia i wykształcenie. Dla jednych udział w programie to kolejny krok w pracy biurowej lub instytucjach publicznych, dla innych – debiut w administracji. Często okazuje się, że dotychczasowe, nawet bardziej praktyczne doświadczenie uczestnika kryje w sobie kompetencje idealnie odpowiadające wymogom urzędu, co pozwala na naturalne przejście do nowej roli. W przypadku osób stawiających pierwsze kroki w biurze, po opracowaniu indywidualnego planu drogi zawodowej przechodzi się do kompleksowego doradztwa – uczestnicy są zapoznawani z obowiązkami, standardami zachowania, a kadra projektowa pełni rolę przewodnika po dobrych praktykach w pracy.

Przełamywanie barier i kompetencje miękkie

Zdaniem psychologa, największym wyzwaniem w procesie aktywizacji rzadko okazują się braki kompetencyjne czy kwestie formalne. Najtrudniej opanować kompetencje miękkie: umiejętność zaprezentowania się oraz gotowość na mierzenie się z trudniejszymi sytuacjami. Osoby z niepełnosprawnościami mają czasem skłonność do wycofywania się z obawy przed porażką.

„Naszym zadaniem jest uczyć proaktywnego podejścia do poszukiwania pracy i rozwiązywania problemów. Często barierą nie są otwarte konflikty, lecz trudności w komunikacji – zespół nie wie, jak rozmawiać z osobą z niepełnosprawnością, a sama osoba boi się mówić o swoich potrzebach, obawiając się, że zostaną one odebrane jako minus i powiązane z jej stanem zdrowia. Tymczasem trudności na rynku pracy wynikają z zupełnie innych przyczyn. Pokazujemy, że o niepełnosprawności i trudnościach warto mówić otwarcie, bo prędzej czy później temat ten i tak się pojawi” – podkreśla Paweł Zamojć.

Jak wyjaśnia, cały proces aktywizacji zawodowej ma charakter ciągły i nie kończy się z chwilą rozpoczęcia stażu przez uczestnika. Ścieżka obejmuje indywidualny plan drogi zawodowej, kompleksowe doradztwo, warsztaty, pomoc asystenta, a także stałe wsparcie trenera pracy podczas samego stażu. Uczestnik nie zostaje sam z problemami.

„Większość napięć w nowym miejscu wynika ze zwykłego lęku przed nieznanym środowiskiem. Nazwanie tych obaw, danie człowiekowi przestrzeni na szczerość i normalizacja jego emocji przynoszą ogromną ulgę” – mówi ekspert.

Jak program widzą uczestnicy? “Czuję, że ktoś czuwa nad moim rozwojem”

O tym, jak teoria przekłada się na rzeczywistość, opowiada pani Małgorzata, która niedawno rozpoczęła trzymiesięczny staż biurowo-administracyjny w Wojewódzkim Zespole ds. Orzekania o Niepełnosprawności w Szczecinie. Jak podkreśla, kluczem do sukcesu okazało się zaangażowanie organizatorów:

„Wcześniej brałam udział w innej inicjatywie tego typu i moje wrażenia były zupełnie inne – tam pomoc opiekunów była marginalna, a cała odpowiedzialność za znalezienie stażu spoczywała w zasadzie wyłącznie na mnie. W Fundacji Szklane Domy jest zupełnie inaczej: organizatorzy dysponują szerokimi bazami pracodawców, sami aktywnie dzwonią i sondują możliwości zatrudnienia dla swoich podopiecznych. Mój stały kontakt z trenerem pracy odbywa się m.in. w formie cyklicznych spotkań online. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa i świadomość, że ktoś czuwa nad moim rozwojem” – opowiada uczestniczka.

Dzięki otwartej atmosferze w zespole oraz pełnej dostępności budynku obawy o odnalezienie się w nowym miejscu szybko zniknęły. Co więcej, posiadane przez nią wykształcenie psychologiczne otwiera drzwi do dalszej kariery w tej instytucji:

„Podczas rozmowy rekrutacyjnej otwarcie rozmawialiśmy o moim wykształceniu psychologicznym i o tym, że obecny zakres obowiązków różni się od mojego wykształcenia. Usłyszałam, że po zakończeniu stażu administracyjnego postarają się wdrożyć mnie do komisji orzekających jako psychologa. Daje mi to dużą nadzieję, że zostanę tu na stałe” – zaznacza.

„Historia pani Małgorzaty oraz doświadczenia ekspertów pokazują, że sukces na rynku pracy to nie kwestia przypadku, tylko efekt mądrze zaprojektowanego systemu wsparcia. Program „Rekrut 1.0” udowadnia, że przy odpowiednim przygotowaniu, fachowej pomocy doradców oraz otwartości ze strony pracodawców administracji publicznej, można pokonać najtrudniejsze bariery. I na tym zależy ekspertom, twórcom oraz założycielom Fundacji Szklane Domy” – podkreśla Wojciech Kosarski, Prezes FSD.

Źródło: inf pras

Powrót na rynek pracy po długiej przerwie może być szczególnie trudny dla osób z niepełnosprawnościami. Program „Fabryka Talentów” ma ułatwić ten proces poprzez szkolenia, doradztwo, wsparcie psychologiczne i płatne staże. Historia jednej z uczestniczek pokazuje, że aktywizacja zawodowa może oznaczać nie tylko nowe zatrudnienie, ale również odzyskanie samodzielności i poczucia, że jest się potrzebnym.

Projekt skierowany jest do osób z całej Polski, z orzeczeniem o niepełnosprawności w różnym stopniu, które pozostają bezrobotne lub chcą podnieść swoje kwalifikacje zawodowe. Celem jest odkrycie potencjału uczestników w wybranych dziedzinach. Wykwalifikowany zespół doradców i trenerów oferuje kompleksowe wsparcie merytoryczne i psychologiczne na każdym etapie, dzięki czemu cały proces jest mniej stresujący. Do dyspozycji uczestników pozostaje wiele form wsparcia oraz warsztatów grupowych.

“Specjaliści pomagają na przykład przeredagować CV, organizowane są warsztaty z autoprezentacji oraz szkolenia zawodowe – od kompetencji cyfrowych po kursy na rejestratorki medyczne. Prowadzone są również płatne staże. Bardzo pomocne jest to, że program bierze pod uwagę indywidualne umiejętności i doświadczenia, a także potrzeby.” – tłumaczy Sylwia, praktykantka.

Sama ma na swoim koncie udział w kilku takich stażach, m.in. w Wojewódzkim Inspektoracie Nadzoru Budowlanego, Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym oraz Inspektoracie Transportu Drogowego, gdzie po odbyciu stażu otrzymała umowę o pracę na rok.

“Świetnie sprawdziłam się przy reorganizacji i porządkowaniu archiwów. Bardzo lubiłam to robić. Czasem podejście pracodawców bywa różne – słyszałam nawet, że jestem zbyt nadgorliwa, bo ciągle prosiłam o nowe zadania. Po prostu nie lubię siedzieć bezczynnie. Moje doświadczenie pokazuje jednak, że jeśli stażysta jest zaangażowany, jest to bardzo dobrze widziane” – przyznaje.

Udział w projekcie Fabryka Talentów dla Sylwii zupełnie nowe doświadczenie zawodowe. Przez większość życia pracowała w handlu i usługach, jednak problemy zdrowotne oraz przebyte operacje kręgosłupa wykluczyły ją z tej branży.

“Kiedyś, pracując przy kasie w supermarkecie, patrzyłam przez okno i marzyłam o pracy w terenie – żeby gdzieś pojechać, coś załatwić, do kogoś dotrzeć. I taką pracę sobie wymarzyłam. Uwielbiam być w ruchu” – mówi.

Dzięki pomocy fundacji udało się – Sylwia nadal pracuje wśród ludzi, jednak teraz może realnie im pomagać. Każdy dzień jej pracy wygląda trochę inaczej i stwarza nowe wyzwania.

Obecnie w ramach praktyk Sylwia zajmuje się promowaniem działań fundacji i docieraniem do kolejnych potencjalnych beneficjentów. Odwiedza urzędy dzielnicowe, ośrodki pomocy społecznej, Caritas oraz przychodnie rehabilitacyjne.

Praca przynosi jej dużą satysfakcję. Przykładem sukcesu było nawiązanie współpracy z urzędem pracy, który początkowo odmawiał kontaktu, a ostatecznie zaproponował zorganizowanie wspólnych spotkań dla osób najbardziej potrzebujących.

“Wtedy człowiek się cieszy i czuje, że to, co robi, ma sens. Mam poczucie, że jestem potrzebna. Identyfikuję się z tą działalnością, bo taka pomoc jest niezwykle ważna, a wiele osób z niepełnosprawnościami wciąż nie wie, że może z niej skorzystać, dlatego tak istotne jest dotarcie do nich” – podkreśla.

Powrót do aktywności i wyjście z domu

Program „Fabryka Talentów” to dla uczestników nie tylko szansa na poprawę sytuacji finansowej, ale również impuls do zmiany życia społecznego, co wcześniej dla wielu było niemożliwe. Jak przyznaje Sylwia, najtrudniej jest na początku, ale program to szansa na rozwój i poznanie swoich mocnych stron.

“Mój kolega ze stażu przez długi czas był bezrobotny z powodu kontuzji kolana. Musiał polegać na finansowym wsparciu partnerki i mimo jej wyrozumiałości, nie czuł się z tym dobrze jako mężczyzna. Ostatnio powiedział mi, jak bardzo cieszy się, że może rano wstać i wyjść z domu do biura. Praca i możliwość zarobienia własnych pieniędzy to pierwszy krok ku wielkiej zmianie”  – podsumowuje praktykantka.

Fabryka Talentów 1.0 jest skierowana do osób, które obecnie pozostają bez zatrudnienia, chcą rozwinąć swoje kompetencje i nie uczestniczą w innych projektach aktywizacji zawodowej.  Dokumenty rekrutacyjne można pobrać ze strony i przesłać drogą mailową na adres fabrykatalentow@fundacjaszklanedomy.pl lub wysłać na adres ul. Włodarzewska 69/2, 02-384 Warszawa, albo przyjechać osobiście.

Żródło: inf pras

W polskim systemie opieki senioralnej brakuje obecnie nawet 50 tysięcy opiekunów osób starszych, opiekunów medycznych i środowiskowych – alarmuje Fundacja SeniorApp. Zdaniem ekspertów wzorem dla Polski powinien być duński model. O tym, jakie rozwiązania warto wdrożyć rozmawiano m.in. podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, już teraz w Polsce żyje blisko 10 milionów osób po 60. roku życia. Szacunki, nawet dość ostrożne, zakładają, że odsetek seniorów w Polsce będzie rósł w kolejnych latach, a do połowy XXI w., mediana wieku osiągnie 52 lata. Demografia będzie w znaczący sposób wpływać na politykę społeczną, tworząc wyzwania o nieznanej dotychczas w Polsce skali.

– Przygotowania do tego co niesie, wcale nie tak odległa, przyszłość trzeba czynić już dzisiaj. Znajdujemy się w przełomowym momencie demograficznym, a nasilające się trendy związane ze starzeniem się społeczeństwa wymagają zmiany sposobu myślenia o polityce społecznej i wsparciu seniorów. Szacuje się, że już teraz brakuje w Polsce nawet 50 tysięcy opiekunów seniorów, opiekunów medycznych i środowiskowych. Najskuteczniejszym, a zarazem najtańszym sposobem uniknięcia katastrofy w systemie opieki senioralnej jest prewencja. Naszym głównym zadaniem powinno być znalezienie odpowiedzi na pytanie nie tyle jak pomóc seniorom, ale co zrobić, czego ich nauczyć, jakie rozwiązania wdrożyć, by ci byli w stanie jak najdłużej funkcjonować samodzielnie bez konieczności korzystania ze stałej opieki, w której już teraz w skali kraju doświadczamy znaczących braków kadrowych – mówi Przemysław Mroczek, prezes zarządu Fundacji SeniorApp.

Duńczycy pokazują, jak to robią

Temat samodzielności seniorów był omawiany m.in. podczas jednego z paneli dyskusyjnych Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Eksperci uczestniczący w debacie wymieniali się doświadczeniami we wprowadzaniu rozwiązań, których celem wspieranie seniorów w zachowaniu samodzielności w swoim środowisku domowym.

Jednym z ciekawych przykładów tego podejścia są rozwiązania wprowadzone już w 2008 r. w duńskiej gminie Fredericia. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na usługi opiekuńcze i ograniczonych zasobów finansowych, władze gminy postawiły na rozwiązania wspierające samodzielność seniorów. Obejmowały one, m.in. kilkutygodniowe szkolenia z zespołem rehabilitantów i opiekunów zamiast natychmiastowego przyznawania stałej opieki domowej.

Wykorzystanie potencjału tego rozwiązania pozwoliło znacząco ograniczyć potrzeby w zakresie opieki w miejscu zamieszkania seniora, zwiększyć samodzielność osób starszych oraz ich poczucie godności i sprawczości, a skala sukcesu (w tym m.in. 2 miliony euro rocznie oszczędności dla gminy z tytułu ograniczenia kosztów stałej opieki domowej) sprawiła, że od 2015 r. ocena potencjału rehabilitacyjnego jest ustawowym obowiązkiem we wszystkich 98 gminach w Danii.

Potencjał seniorów wsparciem dla budżetu

Jak wynika z raportu Fundacji SeniorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce 2025”, aż 8 na 10 polskich seniorów najbardziej obawia się na starość chorób i niedołężności oraz tego, że stanie się ciężarem dla bliskich. Sposobem na zniwelowanie tego ryzyka są inwestycje w zdrowie i rozwiązania wspierające samodzielność seniorów.

Profilaktyka zdrowotna, skuteczne leczenie występujących chorób oraz wspieranie samodzielności seniorów powinny być głównymi kierunkami przyświecającymi polityce senioralnej w Polsce. W zależności od tego, na jaki model postawimy – aktywne wsparcie seniorów czy pasywną politykę wyłącznie doraźnego reagowania na zgłaszane potrzeby, będziemy uważać demografię za obciążenie lub jeden z elementów wspierających gospodarkę. Podobnie jak w przypadku ochrony zdrowia, gdzie najtańszą interwencją w ujęciu długofalowym jest prewencja chorób, tak w przypadku polityki społecznej najmniejszym kosztem jest inwestycja w samodzielność seniorów i rozwój ich aktywności, także ekonomicznej – komentuje Igor Marczak, wiceprezes zarządu Fundacji SeniorApp i członek Zespołu ds. samorządowych działań senioralnych przy KPRM.

W trakcie innego panelu dyskusyjnego podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci rozmawiali także o tym, że w Polsce wielu seniorów wykazuje dużą skłonność do rozwoju osobistego, rozwoju kompetencji, do tego często chcą pozostać aktywni, także na rynku pracy. Jednak konieczne jest wprowadzanie rozwiązań, które im to umożliwią. Taką politykę można wdrożyć zarówno na szczeblu krajowym jak i lokalnym, jak np. organizowanie przez samorządy targów pracy dla seniorów czy specjalnych programów edukacyjnych dla tej grupy osób.

– Aktywność ekonomiczna osób po 60. czy 65. roku życia generuje dodatkowe wpływy dla budżetu państwa i sprzyja ograniczaniu transferów socjalnych. To ewidentnie sytuacja typu win-win, ale wymaga współpracy administracji rządowej, samorządów oraz sektora prywatnego w celu tworzenia elastycznych miejsc pracy i nowoczesnych usług pozwalających wykorzystać potencjał tzw. Srebrnej Gospodarki – podsumowuje Igor Marczak.

Źródło: inf pras

Ponad 84 proc. uczestniczek polskiego badania opowiedziało się za wprowadzeniem urlopu menstruacyjnego. Najczęściej popierały go kobiety, którym miesiączka wyraźnie utrudniała codzienne funkcjonowanie i które z jej powodu musiały rezygnować z pracy lub innych obowiązków.

Urlop menstruacyjny to dodatkowy dzień wolny przysługujący osobom, które z powodu miesiączki nie są w stanie normalnie wykonywać swoich obowiązków zawodowych. Nie jest to nowe rozwiązanie, od wielu lat funkcjonuje m.in. w Japonii, Korei Południowej, Indonezji i na Tajwanie. W Europie w 2023 r., choć w nieco innej formie, wprowadziła go Hiszpania. Również w Zambii pracownice mają prawo do jednego dnia nieobecności w miesiącu bez konieczności przedstawiania zwolnienia lekarskiego ani podawania pracodawcy przyczyny.

Pomysł urlopu menstruacyjnego od lat budzi jednak dyskusje. Jego zwolennicy wskazują, że może ułatwić funkcjonowanie kobietom cierpiącym z powodu silnego bólu i innych objawów, a także przyczynić się do większej otwartości na problemy związane z menstruacją.

Przeciwnicy obawiają się, że utrwali przekonanie o gorszej dyspozycyjności i wydajności kobiet, a w konsekwencji pogorszy ich sytuację przy zatrudnianiu, awansach czy ustalaniu wynagrodzenia.

W Polsce ogólnokrajowego prawa do urlopu menstruacyjnego nie ma. Rozwiązanie takie wprowadzili jednak pojedynczy pracodawcy, np. Ochotnicze Hufce Pracy.

Stosunek Polek do tego rozwiązania zbadały naukowczynie z Wydziału Nauk o Zdrowiu Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w ramach projektu „Przebieg menstruacji w populacji polskich kobiet – wpływ na jakość życia oraz codzienne funkcjonowanie”. Wyniki analizy przedstawiły podczas kongresu International Confederation of Midwives w czerwcu br. w Lizbonie.

W internetowej ankiecie uczestniczyło 565 miesiączkujących kobiet z Polski. Pytano je o nasilenie bólu w czasie menstruacji, stosowanie leków, wpływ miesiączki na codzienne funkcjonowanie, np. spowodowane nią nieobecności w pracy i szkole, ubóstwo menstruacyjne oraz sytuację społeczno-demograficzną.

– Chciałyśmy sprawdzić, ile respondentek jest za wprowadzeniem takiego urlopu i czym charakteryzują się kobiety, które go popierają, w porównaniu z tymi, które nie widzą takiej potrzeby – powiedziała w rozmowie PAP dr Magdalena Humaj-Grysztar z Instytutu Pielęgniarstwa i Położnictwa Wydziału Nauk o Zdrowiu UJ CM.

Okazało się, że opowiadało się za nim 84,2 proc. badanych, a przeciwko było 15,8 proc. Poparcie dla tego rozwiązania najsilniej zależało od tego, jak bardzo miesiączka utrudniała codzienne życie respondentek. Wśród tych, które skarżyły się na nią najbardziej, szansa na opowiedzenie się za urlopem była ponad ośmiokrotnie większa niż u pozostałych.

Jak wyjaśniła dr Humaj-Grysztar, nie chodziło jednak o samą deklarację, że miesiączka jest bolesna lub nie. Kobiety określały nasilenie bólu w dziesięciostopniowej skali. – Te, które chciały urlopu menstruacyjnego, wskazywały wyższe wartości niż jego przeciwniczki. Widać, że takie rozwiązanie jest im po prostu potrzebne – zauważyła badaczka.

Znaczenie miały również nieobecności spowodowane miesiączką. U osób, którym zdarzało się z jej powodu opuszczać pracę, szkołę, zajęcia na uczelni lub inne obowiązki, szansa na poparcie urlopu była 3,7 razy większa.

Częściej opowiadały się za nim także panie stosujące w czasie okresu leki przeciwbólowe i rozkurczowe. W pierwszym przypadku szansa na poparcie była ponad trzykrotnie większa, w drugim – ponad dwukrotnie.

Zwolenniczki urlopu były też ogólnie młodsze.

Dr Humaj-Grysztar podkreśliła, że dolegliwości menstruacyjne, wbrew powszechnej opinii, nie ograniczają się do bólu podbrzusza. – To nie jest tylko kwestia skurczów macicy. Wiele kobiet cierpi na bóle pleców, biegunki albo zaparcia, nudności, bóle głowy czy problemy ze snem. Menstruacji może towarzyszyć cała gama dodatkowych objawów, które bardzo mocno utrudniają funkcjonowanie – wyjaśniła.

Naukowczyni przypomniała, że wcześniejsze analizy jej zespołu wykazały, iż dolegliwości związane z miesiączką odczuwa ogromna część polskich kobiet. Wyniki zaprezentowane podczas I Sympozjum Polskiego Towarzystwa Farmacji Klinicznej w 2023 r. pokazały, że leki przeciwbólowe podczas miesiączki musi stosować 68,5 proc. ankietowanych, a leki rozkurczowe – 55,6 proc. Ponad trzy czwarte uczestniczek korzystało też z innych sposobów łagodzenia dolegliwości, np. ciepłych okładów lub kąpieli.

Średnie nasilenie bólu u Polek wynosiło 6,2 pkt w jedenastostopniowej skali (0 brak bólu, 10 najgorszy możliwy ból). Ok. 40 proc. kobiet określało go jako umiarkowany, a niemal tyle samo jako silny.

– Jak pokazały nasze wyniki, niestety bardzo wiele kobiet ma bolesne miesiączki. Nawet jeśli problemem nie jest samo krwawienie i skurcze, często dochodzą dodatkowe objawy – zauważyła dr Humaj-Grysztar.

Jej zdaniem zdrowie menstruacyjne powinno być więc brane pod uwagę przy tworzeniu rozwiązań dotyczących warunków pracy. Samo wysokie poparcie dla urlopu menstruacyjnego nie przesądza jednak, jaki model byłby najlepszy ani jakie skutki przyniosłoby jego wprowadzenie. Do odpowiedzi na te pytania potrzebne są dalsze badania, obejmujące również możliwe korzyści i ryzyka takich rozwiązań z punktu widzenia pracownic i pracodawców.

Źródło: Nauka w Polsce

Widząc cel daleko, możemy mieć wrażenie, że nie uda nam się do niego dotrzeć. Prawda jest taka, że wystarczy wstać rano i zacząć od pierwszego kroku – powiedział podczas spotkania dotyczącego programu “Stabilne Zatrudnienie”, Michał Leksiński, alpinista, zdobywca 7 z 9 szczytów Korony Ziemi, zmotywował uczesyników do podejmowania wyzwań i realizacji celów mimo przeciwieństw.

W siedzibie Fundacji Szklane Domy odbyło się wyjątkowe spotkanie dotyczące programu Stabilne Zatrudnienie. Gościem specjalnym był alpinista Michał Leksiński, manager projektu i rzecznik prasowy Zimowej Narodowej Wyprawy na K2 17/18. Autor książki Projekt: Wyprawa o PR i projektowaniu komunikacyjnym wypraw. Opowiedział on zebranym, jak wyglądała jego historia. Zdaniem alpinisty, najlepiej sprawdza się metoda małych kroków.

Jak zaznaczył, do realizacji celów najbardziej potrzebna jest przede wszystkim konsekwencja.

Leksiński ma na swoim koncie 7 z 9 szczytów Korony Ziemi na 7 kontynentach. Karierę wspinaczkową rozpoczynał od kursów wysokogórskich, przechodząc przez wyprawy w Alpy, Pamir i Andy. Zdobył m.in. Pik Lenina w Kirgistanie (7 120 m n.p.m.), Damavand w Iranie (5 624 m n.p.m.) oraz uznawany za jeden z najtrudniejszych europejskich czterotysięczników Ząb Giganta we Francji. Na liście jego osiągnięć są też najwyższe szczyty Słowenii (Triglav) i Austrii (Großglockner).

„Stabilne Zatrudnienie” – profesjonalne wsparcie

Odpowiedzią na potrzeby osób poszukujących swojej zawodowej ścieżki jest realizowany przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON) program „Stabilne Zatrudnienie – osoby niepełnosprawne w administracji i służbie publicznej”. Jego celem jest zwiększenie zatrudnienia beneficjentów w sektorze publicznym poprzez kompleksową pomoc – zarówno dla kandydatów, jak i samych pracodawców.

Inicjatywa opiera się na dwóch filarach. Moduł „Instytucje” oferuje dofinansowanie dla jednostek zatrudniających osoby z niepełnosprawnościami na co najmniej 12 miesięcy (m.in. na wyposażenie stanowisk, adaptację przestrzeni, zakup technologii wspomagających oraz szkolenia kadry). Moduł „Staże zawodowe” jest skierowany do organizacji pozarządowych, które przygotowują uczestników do pracy w administracji rządowej i publicznej poprzez szkolenia, doradztwo, płatne staże oraz opiekę asystenta.

W tę misję aktywnie włącza się Fundacja Szklane Domy, która nie tylko organizuje spotkania motywacyjne z wyjątkowymi gośćmi, ale też na co dzień wdraża konkretne narzędzia aktywizacji. W ramach programu PFRON fundacja realizuje projekt „Rekrut 1.0” (a także inicjatywę „Praktykant 2.0”), umożliwiając beneficjentom podnoszenie kwalifikacji, zdobywanie praktycznego doświadczenia na płatnych stażach, korzystanie ze wsparcia asystentów pracy, uczestnictwo w warsztatach z kompetencji cyfrowych oraz w warsztatch z autoprezentacji, podczas których uczestnicy pracują nad pewnością siebie oraz sposobem prezentowania swoich kompetencji i doświadczenia.

Źródło: inf pras

Migrena to poważna choroba neurologiczna, która dotyka przede wszystkim kobiety w najbardziej aktywnym okresie życia. 12 września obchodzony jest Europejski Dzień Migreny – to dobra okazja, aby mówić o tej chorobie i przedstawiać argumenty, które zmienią sposób postrzegania migreny. Bo to nie jest „zwykły ból głowy”, to wyzwanie zdrowotne, społeczne i gospodarcze, które kosztuje polską gospodarkę ponad 56 mld zł. rocznie, co odpowiada 1,5% PKB.

Migrena to nie „zwykły ból głowy”. To często godziny spędzone w ciemnym pokoju, ból, nudności, wymioty, i nadwrażliwość na światło, zapachy i dźwięki. To dni, w których osoby cierpiące na ból migrenowy nie mogą pracować, zajmować się dziećmi, prowadzić domu czy realizować codziennych obowiązków. Skala konsekwencji tej choroby jest ogromna.

– Migrena to choroba, którą cechuje oprócz bólu głowy, również szereg dodatkowych objawów, w tym objawów autonomicznych, takich jak nudności, wymioty, nadwrażliwość na dźwięki, na światło, na zapachy. Ból głowy jest najczęściej silny lub bardzo silny, ma charakter pulsujący, tętniący, a gdy pacjent wykonuje aktywność ruchową, fizyczną, to ból i objawy towarzyszące się nasilają i powodują niepełnosprawność pacjenta. Ta niepełnosprawność dotyczy aktywności i pracy fizycznej, ale także pracy umysłowej, bo pacjent nie może się na niczym skupić, a jedyne o czym może myśleć, to żeby zasnąć i nie mieć żadnego kontaktu ze światem – mówi prof. UMed dr hab. n. med. Jacek Rożniecki, Kierownik Kliniki Neurologii, Udarów Mózgu i Neurorehailitacji Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, Past-Prezes Polskiego Towarzystwa Bólów Głowy

Z powodu napadu migreny pacjenci nie mogą pracować, zajmować się dziećmi, a część obowiązków muszą przejmować osoby trzecie. Ma to swoje konsekwencje ekonomiczne.  Według raportu WifOR społeczno-ekonomiczny koszt migreny w Polsce przekracza 56 mld zł rocznie, co odpowiada około 1,55% polskiego PKB. Aby go zrekompensować, każda osoba powyżej 15. roku życia musiałaby pracować dodatkowo niemal dwa dni w roku. 72% tego obciążenia wynika z występowania choroby u kobiet, bo migrena występuje trzykrotnie częściej u kobiet niż u mężczyzn. Największe obciążenie chorobą przypada na lata największej aktywności zawodowej i rodzinnej.

– Niemiecki Instytut Naukowy WifOR zbadał pośrednie i bezpośrednie koszty migreny w 7 krajach – Polsce, Grecji, Szwajcarii, Chorwacji, Litwie, Słowacji i Słowenii. Koszty migreny w Polsce są jedne z najwyższych spośród tych krajów i składają się na nie koszty bezpośrednie  i pośrednie. Te pierwsze to koszty leków, które są używane do leczenia migreny zarówno doraźnego, jak i profilaktycznego, koszty konsultacji neurologicznych w poradniach i SORach/szpitalach, także nierzadkie hospitalizacje, oraz często wykonywane badania neuroobrazowe takie jak tomografia komputerowa i rezonans magnetyczny głowy. Koszty pośrednie zaś związane są z absencją chorobową i tak zwanym prezenteizmem, czyli nieproduktywnością w pracy. Bo pacjenci albo w ogóle nie idą do pracy, bo biorą zwolnienie lub urlop, albo idą do pracy, ale są mniej wydolni lub wręcz zupełnie niezdolni  zarówno do pracy umysłowej, jak i w pracy fizycznej. Mówimy wtedy o utarcie potencjalnych zysków w miejscu, gdzie wykonywaliby pracę – dodaje prof. Jacek Rożniecki.

W latach 2011–2024 migrena odpowiadała za ponad 300mld zł. utraconej pracy zarobkowej oraz kolejne 193 mld zł. utraconej pracy nieodpłatnej wykonywanej w domach i rodzinach.

72% społeczno-ekonomicznego ciężaru migreny jest związane z chorobą występującą u kobiet. Kobiety ponoszą nieproporcjonalnie dużą część społeczno-ekonomicznego ciężaru migreny – przypada na nie 72% całkowitego obciążenia związanego z chorobą. Łączne straty związane z migreną występującą u kobiet wyniosły 356 mld zł., a ich całkowite obciążenie było ponad trzykrotnie większe niż u mężczyzn. Migrena jest więc także problemem zdrowia kobiet.

Migrena to problem rynku pracy

Raport WifOR pokazuje, że największa część kosztów migreny wiąże się z utraconą produktywnością. To dlatego migreny nie należy postrzegać wyłącznie jako problemu medycznego. Jednocześnie część kosztów pozostaje całkowicie niewidoczna: to praca wykonywana w domu, której pacjenci nie są w stanie wykonać podczas napadu, oraz obowiązki przejmowane przez członków rodziny.

Skala obciążenia społeczno-ekonomicznego migreną jest porównywalna z obciążeniem związanym z cukrzycą, a w niektórych analizach, w zakresie utraconej produktywności zawodowej, przewyższa obciążenie wynikające z chorób sercowo-naczyniowych.

Europejski Dzień Migreny to dobry moment, by zmienić perspektywę.

Migrena nie jest „tylko bólem głowy”. To choroba, która może odbierać pacjentkom dni nauki czy pracy, czas z rodziną, niezależność i możliwość normalnego funkcjonowania. Jej konsekwencje ponosi także gospodarka.

Dlatego skuteczniejsze leczenie migreny powinno być postrzegane nie tylko jako wydatek systemu ochrony zdrowia, ale jako inwestycja w zdrowie kobiet, aktywność zawodową i gospodarkę.

Skuteczne leczenie to mniej wyłączonych z życia dni

Skala obciążenia migreną pokazuje, że nie wystarczy mówić o jej skutkach – trzeba również skutecznie im przeciwdziałać. Odpowiednio dobrane i nowoczesne leczenie może ograniczać częstość i nasilenie napadów oraz pozwalać pacjentom na powrót do normalnego funkcjonowania.

Dlatego jednym z ważnych elementów odpowiedzi na rosnące obciążenie migreną powinien być szerszy dostęp do nowoczesnych, skutecznych i dobrze tolerowanych terapii. Szczególne znaczenie ma możliwość korzystania z leczenia w ramach refundacji aptecznej, bez konieczności kierowania wszystkich pacjentów wymagających nowoczesnego leczenia do programu lekowego.

– Program lekowy, który funkcjonuje w Polsce od 3 lat ma pewnie ograniczenia. To jedyny program, który jest ograniczony czasowo i pacjenci mogą się w nim leczyć tylko 2 razy po roku, łącznie maksymalnie przez 2 lata. W tej chwili korzysta z niego 1400 pacjentów z migreną przewlekłą – najcięższą formą migreny z bardzo licznymi napadami. To zdecydowanie zbyt mała liczba w stosunku do grupy potrzebujących. Dobrze by było po pierwsze wydłużyć ten program lekowy albo w ogóle nie limitować go czasowo, a po drugie, aby nowe leki w postaci tabletek zarejestrowane w leczeniu migreny przewlekłej, a może nawet leki przyjmowane przez pacjentów samodzielnie za pomocą autowstrzykiwacza, były dostępne w sprzedaży aptecznej. Oczywiście trzeba by było uwarunkować to specjalistycznym monitorowaniem terapii pacjenta  odpowiednią dokumentacją medyczną, a przede wszystkim, że pacjent spełnia kryteria migreny przewlekłej, a starsze, klasyczne leki profilaktyczne okazały się nieskuteczne, źle tolerowane lub przeciwskazane. Takie rozwiązanie byłoby racjonalne, mniej kosztochłonne i zapewniłoby łatwiejszy dostęp do terapii dla pacjenta – dodaje prof. Jacek Rożniecki.

Dostęp do nowoczesnego leczenia powinien być więc postrzegany także jako element racjonalnej polityki zdrowotnej. Im wcześniej i skuteczniej migrena jest kontrolowana, tym mniej dni pacjent traci z powodu choroby, a tym samym mniejsze są straty ponoszone przez pracodawców, rodziny i gospodarkę.

Inwestowanie w skuteczne leczenie migreny jest jednocześnie inwestowaniem w zdrowie i aktywność zawodową kobiet oraz w produktywność całego społeczeństwa.

Źródło: inf pras