Medicalpress

Otyłość dotyczy 21 proc. dorosłych Polaków, a kolejne 39 proc. ma nadwagę – wynika z najnowszego badania WOBASZ3. W leczeniu choroby otyłościowej coraz większe znaczenie ma nie tylko redukcja masy ciała, ale przede wszystkim poprawa stanu zdrowia i ograniczenie ryzyka powikłań. Dostępnych jest też coraz więcej możliwości terapii, które można dopasować do stanu zdrowia, stylu życia i potrzeb konkretnego pacjenta.

Jak wynika z ogólnopolskiego badania stanu zdrowia WOBASZ3, którego wyniki opublikowano we wrześniu 2026 roku, problem nadmiernej masy ciała dotyczy ponad 18 mln osób. Zespół metaboliczny stwierdzono u 27,6 proc. badanej populacji, co odpowiada ok. 7,6 mln Polaków. Oznacza on współwystępowanie kilku czynników zwiększających ryzyko chorób sercowo-naczyniowych.

– Chorobę otyłościową, tak jak każdą chorobę przewlekłą, należy leczyć. Jeżeli nie będzie objęta leczeniem, będziemy widzieć postęp tej choroby i jej powikłania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Anna Jeznach-Steinhagen, diabetolożka i obesitolożka. – Nieleczona choroba otyłościowa wiąże się z rozwojem ponad 200 powikłań. Wśród nich są bardzo powszechne schorzenia, jak cukrzyca typu 2, choroby sercowo-naczyniowe, zawał, udar, niewydolność serca, niepłodność, choroba zwyrodnieniowa stawów, stłuszczenie wątroby czy bezdech senny.

Z badania „Społeczny obraz otyłości”, przeprowadzonego w 2025 roku przez Centrum Medyczne Kształcenia Podyplomowego, wynika, że 85 proc. dorosłych Polaków uważa otyłość za chorobę, a 86 proc. – za ważny problem zdrowotny. Znacznie mniejsza jest jednak wiedza o możliwościach jej leczenia. O zastosowaniu farmakoterapii wie 35 proc. badanych, o chirurgii bariatrycznej – 52 proc., a o wsparciu psychologa lub psychodietetyka – 43 proc. Najwięcej badanych wskazuje na zdrową dietę i zwiększenie aktywności fizycznej – po 87 proc.

Mimo rosnącej świadomości, że otyłość jest chorobą, wciąż obecne są stereotypy dotyczące osób, które na nią chorują. W badaniu „Społeczny obraz otyłości” 43 proc. respondentów uznało otyłość za powód do wstydu, a 44 proc. zgodziło się ze stwierdzeniem, że wynika ona z braku zainteresowania własnym zdrowiem. Zdaniem 46 proc. badanych osoby z otyłością mniej dbają o zdrowie niż osoby z prawidłową masą ciała.

– Jeszcze kilka lat temu pacjenci uważali otyłość za defekt kosmetyczny, niewymagający żadnej interwencji systemu ochrony zdrowia, lekarza czy dietetyka. Natomiast od pewnego czasu pacjenci już wiedzą, że jest to choroba. Niestety nie zawsze idzie za tym działanie – mówi Wojciech Gryta, dyrektor ds. relacji zewnętrznych w firmie Novo.

– Oprócz diety, aktywności fizycznej, dobrego snu i unikania stresu bardzo ważnym elementem wspomagającym leczenie choroby otyłościowej może być farmakoterapia. Liczne towarzystwa naukowe – Polskie Towarzystwo Leczenia Otyłości, Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, Polskie Towarzystwo Kardiologiczne i szereg innych – odnoszą się do tego, aby farmakoterapia mogła wspomagać wybranych pacjentów. Na pewno będą to pacjenci z BMI powyżej 27 i chorobami towarzyszącymi bądź pacjenci, u których BMI wynosi powyżej 30. Tacy pacjenci mogą odnieść dodatkową korzyść z farmakoterapii – wskazuje dr hab. Anna Jeznach-Steinhagen.

Farmakoterapię dobiera się indywidualnie do pacjenta. Bierze się pod uwagę m.in. przebieg choroby, stan zdrowia, choroby współistniejące i występujące już powikłania. Znaczenie mają także mechanizmy, które u konkretnej osoby wpływają na rozwój i przebieg otyłości.

– Pacjenci z chorobą otyłościową różnią się od siebie; mówimy o fenotypowaniu otyłości. Wytyczne towarzystw naukowych pomagają dobrać leczenie indywidualnie do konkretnego pacjenta. Inne leczenie wybierzemy dla pacjenta, u którego dominują kompulsywne zachowania związane z jedzeniem, a inne zaproponujemy pacjentowi o dużym ryzyku sercowo-naczyniowym bądź z rozwiniętymi już powikłaniami choroby otyłościowej, takimi jak stłuszczenie wątroby czy obturacyjny bezdech senny – tłumaczy diabetolożka.

W ostatnich latach zwiększyły się możliwości farmakologicznego leczenia otyłości, a rozwój terapii dotyczy nie tylko nowych substancji i ich połączeń, lecz także sposobu podawania leków. Obecnie polscy pacjenci mogą korzystać z największej zatwierdzonej dawki semaglutydu – 7,2 mg stosowanego w leczeniu choroby otyłościowej u osób dorosłych. W lipcu 2026 roku w Unii Europejskiej zarejestrowano semaglutyd w dawce 25 mg – pierwszy lek z grupy GLP-1 stosowany w formie doustnej w leczeniu otyłości. Tabletka przyjmowana raz dziennie jest alternatywą dla zastrzyku podawanego raz w tygodniu. Różne formy podania pozwalają lepiej dopasować leczenie do potrzeb pacjenta, jednak farmakoterapia pozostaje tylko jednym z elementów kompleksowego leczenia choroby otyłościowej.

– Spodziewamy się dużego rozwoju w zakresie farmakologii leczenia otyłości, ale także leków, które będą zmniejszały ryzyko rozwoju powikłań bądź ograniczały już istniejące powikłania. Spodziewamy się nowych cząsteczek, ich połączeń, ale też nowych form podania, chociażby doustnej. To bardzo ważne dla pacjentów, bo nie każdy będzie akceptował formę iniekcyjną leczenia, a zastrzyk należy wykonać samodzielnie – podkreśla dr hab. n. med. Anna Jeznach-Steinhagen.

Badania nad leczeniem otyłości dotyczą nie tylko redukcji masy ciała, ale także wpływu terapii na ryzyko innych problemów zdrowotnych. W badaniu SELECT z udziałem ponad 17,6 tys. osób z nadwagą lub otyłością i rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową, ale bez cukrzycy, stosowanie semaglutydu wiązało się ze zmniejszeniem względnego ryzyka poważnych zdarzeń sercowo-naczyniowych o 20 proc. w porównaniu z placebo.

– Zmieniło się podejście do leczenia otyłości. W tej chwili leczy się ją nie ze względu na chęć uzyskania wyłącznie utraty masy ciała, ale również w celu przeciwdziałania efektom zdrowotnym, które są groźne dla pacjenta: udarom mózgu, zawałom serca i wielu innym. Odchodzi się w tej chwili od wagocentryczności, czyli, mówiąc inaczej, nie patrzymy już na to, żeby utrata masy ciała była maksymalna, ale żeby był maksymalny efekt leczniczy – mówi Wojciech Gryta.

W Polsce trwają prace nad zmianami w organizacji opieki nad pacjentami z otyłością. W 2026 roku rozpoczęto prace nad Narodową Strategią Redukcji Otyłości, która ma skoordynować działania państwa w tym obszarze. Do końca czerwca trwał też pilotaż programu KOS-BAR, w ramach którego pacjenci z otyłością olbrzymią kwalifikujący się do leczenia chirurgicznego byli objęci kompleksową opieką. W lipcu Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) zarekomendowała zakwalifikowanie kompleksowej opieki specjalistycznej nad tą grupą pacjentów jako świadczenia gwarantowanego.

– System w Polsce nie jest jeszcze do końca przygotowany na to, żeby leczyć pacjentów z otyłością. Szczególnie jeżeli chodzi o pacjentów poniżej 18. roku życia, gdzie nie ma określonej drogi pacjenta. Ośrodków, które mogłyby się zajmować pacjentami poniżej 18. roku życia, jest bardzo niewiele. W przypadku osób dorosłych jest ich więcej, natomiast nadal jest to problem – wskazuje dyrektor ds. relacji zewnętrznych w firmie Novo.

Czas oczekiwania na leczenie zależy od ścieżki pacjenta. Z raportu Fundacji Watch Health Care „miniBarometr WHC – otyłość i cukrzyca 2026” wynika, że w przypadku osoby z niepowikłaną otyłością, niespełniającej kryteriów leczenia bariatrycznego, od wizyty u lekarza POZ do objęcia leczeniem otyłości i opieką specjalistyczną mija średnio 3,3 miesiąca. U pacjenta z powikłaną otyłością, która ze względu na chorobę współistniejącą nie kwalifikuje się do leczenia bariatrycznego, od pierwszej wizyty w POZ do wdrożenia farmakoterapii mija średnio 3,2 miesiąca. Najdłuższa z analizowanych ścieżek dotyczy pacjenta z cukrzycą typu 2 kwalifikującego się do leczenia bariatrycznego – od pierwszej wizyty w POZ do operacji mija 24,9 miesiąca.

Barierą w dostępie do leczenia są także koszty. Farmakoterapia choroby otyłościowej nie jest obecnie w Polsce objęta refundacją, dlatego pacjenci pokrywają jej koszt z własnej kieszeni. Niektóre substancje wykorzystywane w farmakoterapii są natomiast refundowane w innych wskazaniach, m.in. u określonych grup pacjentów z cukrzycą typu 2.

Źródło: Newseria

Prawie 55  tys. pacjentów leczonych w 2025 r. w 22 neurologicznych programach lekowych – to niemal co szósty chory leczony w programach lekowych w Polsce. Ok. 2,2 mld zł wydane na ich leczenie przez NFZ. 58 nowych cząsteczko-wskazań zrefundowanych w neurologii w latach 2021–2026. Te liczby pokazują, jak ważną rolę w leczeniu chorób układu nerwowego odgrywają dziś programy lekowe – dla wielu pacjentów są głównym, a często jedynym sposobem dostępu do terapii zgodnych z wytycznymi klinicznymi.

Szczegółową analizę  funkcjonowania programów lekowych realizowanych  w obszarze neurologii w Polsce przedstawia raport „Programy lekowe w neurologii 2026. Stan obecny i perspektywy rozwoju”, przygotowany przez Polskie Towarzystwo Neurologiczne oraz Fundację Zdrowie i Edukacja Ad Meritum i zaprezentowany dziś podczas konferencji prasowej. To pierwsze w Polsce opracowanie, które omawia wszystkie 23 neurologiczne programy lekowe (w tym działający od 1 października 2026 r. program leczenia dystrofii mięśniowej Duchenne’a).

Liczba pacjentów leczonych w neurologicznych programach lekowych rośnie z roku na rok – o 15 proc. w 2024 r. i o kolejne 12 proc. w 2025 r.  A w procesie refundacyjnym są już następne terapie, które obejmą kolejne grupy potrzebujących chorych m.in. w chorobie Alzheimera, miastenii, stwardnieniu rozsianym i migrenie przewlekłej. To efekt dynamicznego rozwoju neurologii, a także dobrej współpracy w zakresie refundacji z AOTMiT i Ministerstwem Zdrowia.

Rosnąca liczba programów i leczonych w nich chorych to jednak także nowe wyzwania – dla organizacji opieki, finansowania świadczeń i pracy ośrodków klinicznych, które programy realizują. Kluczowe jest to, aby dobre decyzje refundacyjne przekładały się na rzeczywisty, szybki i równy dostęp pacjentów do leczenia w całym kraju.

Raport „Programy lekowe w neurologii 2026. Stan obecny i perspektywy rozwoju” jest kontynuacją opublikowanego w 2024 r. dokumentu „Neurologia w Polsce. Stan obecny i perspektywy rozwoju”. Oprócz danych o liczbie pacjentów, wydatkach, kontraktach i ośrodkach leczących, analizuje warunki finansowe realizacji programów w szpitalach i zawiera komentarze przedstawicieli sekcji PTN oraz przewodniczących zespołów koordynacyjnych  – wraz z postulatami dotyczącymi kryteriów włączenia, diagnostyki, nowych pożądanych terapii, liczby ośrodków, wysokości  kontraktów i koordynacji opieki.

Redakcji naukowej raportu dokonali: prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, Przewodnicząca Krajowej Rady ds. Neurologii, Prezes-elekt PTN, prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski, Konsultant Krajowy w dziedzinie neurologii oraz dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, członek Prezydium Rady Ekspertów przy Rzeczniku Praw Pacjenta. Współautorami dokumentu jest 24 ekspertów.

Coraz więcej pacjentów, coraz mniejszy udział w wydatkach

– Programy lekowe są dziś głównym, a często jedynym sposobem, by pacjent z chorobą neurologiczną otrzymał terapię zgodną z wytycznymi klinicznymi. Liczba leczonych wzrosła o 15 proc. w 2024 r. i o kolejne 12 proc. w 2025 r. – mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

– W ubiegłym roku NFZ przeznaczył na neurologiczne programy lekowe ok. 2,2 mld zł. To jednak tylko 14,6 proc. wydatków na wszystkie programy lekowe, podczas gdy w 2023 r. było to 16,7 proc. Wydatki na neurologię rosną wolniej niż na programy lekowe ogółem – mówi dr n. med. Jakub Gierczyński, MBA, ekspert systemu ochrony zdrowia, współautor raportu.

– Z danych NFZ wynika również, że w 2025 r. wartość świadczeń zrealizowanych przez ośrodki w neurologicznych programach lekowych była o ok. 30 mln zł wyższa niż kwota rozliczona przez NFZ, a w przypadku leków – o ok. 13 mln zł.– Wg. Map Potrzeb Zdrowotnych średni roczny koszt statystycznego pacjenta w 142 programach lekowych w 2025 wynosił 46 tys. zł (bez uwzględnienia wpłat do NFZ z tytułu mechanizmów podziału ryzyka). Spośród programów lekowych w neurologii, najwyższy roczny koszt pacjenta odnotowano w programie lekowym B.25. Leczenie pacjentów z mukopolisacharydozą typu II (zespół Huntera) – 1 253 225 zł, następnie w B.24. Leczenie choroby Hurler – 1 187 802 zł, B.22. Leczenie choroby Pompego – 851 697 zł, B.23. Leczenie pacjentów z chorobą Gauchera typu I/typu III – 693 624 zł oraz w programie lekowym B.102. Leczenie chorych na rdzeniowy zanik mięśni – 518 202 zł. Najniższy roczny koszt pacjenta odnotowano programach B.28. Leczenie dystonii ogniskowych i połowiczego kurczu twarzy – 2 728 zł, B.30. Leczenie pacjentów pediatrycznych ze spastycznością kończyn z użyciem toksyny botulinowej typu A – 2 936 zł, B.57. Leczenie pacjentów ze spastycznością kończyn z użyciem toksyny botulinowej typu A – 4 933 zł i B.133. Profilaktyczne leczenie chorych na migrenę przewlekłą – 7 776 zł. Tym bardziej dziwi, że w tych najtańszych programach lekowych pacjenci mają problem z dostępem do terapii, wynikający z ograniczeń kontraktowych, zbyt małej liczby ośrodków i  niskiej wyceny świadczeń– dodaje dr Jakub Gierczyński.

Leczenie bez limitów

Jednym z najważniejszych postulatów autorów raportu jest zniesienie limitów finansowania neurologicznych programów lekowych.

– O tym, czy pacjent rozpocznie leczenie, nie może decydować to, czy jego ośrodek nie wyczerpał już limitu kontraktu z NFZ. Dziś chorzy czekają na włączenie do programu albo szukają ośrodka, który podejmie leczenie, a szpitale, które w trosce o pacjenta włączają go do programu ponad kontrakt, nie mają gwarancji zapłaty. Pacjenci pediatryczni mają zapewnione finansowanie programów lekowych bez limitów i tak samo powinno być w całej neurologii. Brak limitów nie oznacza złagodzenia kryteriów włączenia ani nadmiernego stosowania terapii. To tylko bardzo dobra gwarancja, że każdy chory spełniający kryteria programu otrzyma leczenie, a ośrodki będą mogły planować pracę i racjonalnie zarządzać personelem – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

– W ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia podjęło wiele bardzo dobrych decyzji refundacyjnych, które znacząco poprawiły, na tle Unii Europejskiej, dostęp polskich pacjentów do leków. W pełni popieramy zapowiadane przez resort kierunki zmian – upraszczanie programów lekowych, ograniczanie obciążeń administracyjnych i szersze wykorzystanie gromadzonych danych do oceny efektów leczenia. Teraz kluczowe jest, aby dobre decyzje refundacyjne przekładały się na rzeczywisty, szybki i równy dostęp do terapii – dodaje prof. Alina Kułakowska.

Osiemnaste urodziny nie mogą przerywać leczenia

Zasady finansowania świadczeń wykonanych ponad wartość umowy różnią się w zależności od wieku pacjenta. W przypadku dzieci NFZ ma obowiązek dostosować kwotę umowy do rzeczywistego wykonania, co w praktyce oznacza finansowanie bez limitów. U dorosłych świadczenia ponad limit nie stają się automatycznie zobowiązaniem Funduszu.

– Dzięki programom lekowym i badaniom przesiewowym noworodków dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni mogą dziś rozpocząć leczenie, zanim pojawią się objawy choroby. Nadal czekamy jednak na szerszy dostęp do cenobamatu w encefalopatiach padaczkowych i rozwojowych. Coraz pilniejszym wyzwaniem jest też przejście pacjentów do opieki dla dorosłych. Leczenie dzieci jest finansowane bez limitów, ale po 18. urodzinach pacjent trafia do ośrodka, który ma limit kontraktu. A nawet krótka przerwa w terapii może oznaczać nieodwracalną utratę efektów leczenia. Dlatego przejście musi być zaplanowane, a finansowanie zabezpieczone, zanim pacjent osiągnie pełnoletność – mówi prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, Prezes Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.

Wycena nie nadąża za zakresem programów

Raport zawiera analizę warunków finansowych realizacji neurologicznych programów lekowych – na przykładzie programów leczenia zaawansowanej choroby Parkinsona (B.90) i uogólnionej miastenii (B.157). Jej autorzy wskazują, że podstawowym ryzykiem dla szpitali jest trwałe niedoszacowanie kosztów świadczeń towarzyszących, diagnostyki i organizacji procesu leczenia.

– Zakres programów i związane z nim obowiązki kliniczne rosną szybciej niż mechanizmy aktualizacji ich finansowania. Do programów dochodzą nowe badania, wizyty monitorujące
i obowiązki sprawozdawcze, a ryczałty diagnostyczne w wielu z nich pozostają niezmienione, choć rzeczywiste koszty rosną. W efekcie świadczeniodawca ponosi coraz większą część kosztów realizacji terapii. Do tego szpital, który leczy pacjentów ponad wartość zawartej umowy, ryzykuje utratę płynności finansowej, bo na rozliczenie tych świadczeń musi czekać i nie ma pewności, że je otrzyma. Dotyczy to szczególnie programów dla dorosłych, w których finansowanie jest limitowane.  W racjonalnej polityce finansowania programów lekowych nie chodzi o zwiększanie finansowania bez kontroli. Istotą jest racjonalne powiązanie środków publicznych z rzeczywistymi kosztami bezpiecznego i skutecznego leczenia 
– mówi dr n. med. Maja Krzyształowska-Wawrzyniak, MBA, Kierownik Działu Świadczeń Medycznych w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym Nr 1 im. prof. Tadeusza Sokołowskiego PUM w Szczecinie, współautorka raportu.

– Niedoszacowanie wyceny sprawia, że program, który formalnie generuje dla szpitala przychód z refundacji leków, w skali całego procesu leczenia może przynosić stratę. Duża część tych niewycenionych kosztów to organizacja leczenia: ustalanie terminów podań i wizyt, pilnowanie kompletności badań, prowadzenie dokumentacji i stały kontakt z pacjentem. Dziś te zadania spadają na lekarzy i pielęgniarki, odciągając ich od pracy klinicznej. Dlatego obok wyceny adekwatnej do kosztów ponoszonych przez ośrodki rekomendujemy wprowadzenie finansowanej funkcji koordynatora opieki tam, gdzie jest ona potrzebna. Nie w każdym programie jest to konieczne. Tam jednak, gdzie leczonych jest wielu chorych wymagających regularnych podań i opieki wielospecjalistycznej, koordynator zadba o pacjenta na całej ścieżce – od diagnostyki, przez leczenie, po rehabilitację – podkreśla prof. dr hab. n. med. Halina Sienkiewicz-Jarosz, Przewodnicząca Krajowej Rady ds. Neurologii, prezes-elekt PTN.

Neurologia wśród priorytetów zdrowotnych państwa

Integralną część raportu stanowi komentarz prof. dr. hab. n. med. Bartosza Karaszewskiego, Konsultanta Krajowego w dziedzinie neurologii. Oprócz oceny funkcjonujących programów lekowych wskazuje on najważniejsze priorytety dla polskiej neurologii – m.in. wprowadzenie zintegrowanej opieki w udarach mózgu, systemu wczesnego wykrywania zaburzeń poznawczych, utrzymanie adekwatnego finansowania programów lekowych wraz z wprowadzeniem koordynatorów opieki oraz odwrócenie piramidy świadczeń w neurologii.

– Choroby mózgu stanowią największe obciążenie zdrowotne populacji, jeśli mierzyć je parametrami, które uwzględniają śmiertelność oraz długość życia z niepełnosprawnością i stopień tejże. Udar mózgu jest najczęstszą przyczyną trwałej, złożonej niepełnosprawności mieszkańców Polski, stwardnienie rozsiane – młodych dorosłych (jeśli nie uwzględniać urazów), choroba Alzheimera – najczęstszą przyczyną otępienia, a migrena najpewniej najważniejszą przyczyną absencji i niedyspozycyjności zawodowej. Z satysfakcją przyjęliśmy, że Ministerstwo Zdrowia, bazując na tych danych, wyeksponowało neurologię w priorytetach polityki zdrowotnej, w tym koncepcję Krajowej Sieci Neurologicznej. Ośrodki udarowe z jednej strony oraz te realizujące programy lekowe, z drugiej, mogą stać się kanwą tej sieci – mówi prof. dr hab. n. med. Bartosz Karaszewski.

– Zapisy programów lekowych muszą ewoluować wraz z szybko zmieniającymi się standardami leczenia, co naturalnie wynika przede wszystkim z rozwoju diagnostyczno-terapeutycznego. Najwięcej pracy, fundamentalnych zmian, wymagają dziś programy leczenia uogólnionej miastenii i migreny przewlekłej. Wśród celów leczenia miastenii uwzględnić powinniśmy m.in. niedopuszczenie do (już) pierwszego przełomu miastenicznego oraz uniknięcie istotnych działań niepożądanych związanych z długotrwałym podażą glikokortykostroidów. W programie leczenia migreny przewlekłej należy m.in. umożliwić pacjentom ponowny w nim udział, w określonych sytuacjach klinicznych naturalnie. W bieżących warunkach zasadne jest rozważanie udostępnienie nowych, innowacyjnych terapii określonej ściśle grupie chorych poza programem lekowym  – dodaje prof. Bartosz Karaszewski.

Na co czekają pacjenci

W procesie refundacyjnym znajdują się kolejne terapie zarejestrowane w Unii Europejskiej, m.in. w chorobie Alzheimera (donanemab, lekanemab), miastenii, spektrum zapalenia nerwów wzrokowych i rdzenia kręgowego (NMOSD), stwardnieniu rozsianym, chorobie Parkinsona, dystrofii mięśniowej Duchenne’a, migrenie przewlekłej, encefalopatiach padaczkowych i rdzeniowym zaniku mięśni. Szczególne miejsce w raporcie zajmuje przygotowywany obecnie program lekowy w chorobie Alzheimera.

– Przeciwciała skierowane przeciwko β-amyloidowi to pierwsza grupa leków działających na jeden z podstawowych mechanizmów patogenetycznych choroby Alzheimera. Nie leczą one samej choroby ani nie przywracają utraconych funkcji, ale u części starannie dobranych chorych we wczesnej fazie objawowej choroby Alzheimera mogą znacząco spowolnić jej postęp. Program lekowy będzie wymagał sieci wyspecjalizowanych ośrodków zapewniających diagnostykę neuropsychologiczną i biomarkerową, badania genetyczne, dostęp do rezonansu magnetycznego oraz procedur postępowania w przypadku powikłań. Bardzo ważna jest odpowiednia diagnostyka już na wczesnych etapach choroby, a także  rzetelne informowanie chorych i ich bliskich o spodziewanych korzyściach i ryzyku – wyjaśnia prof. Halina Sienkiewicz-Jarosz.

Rekomendacje autorów raportu

Źródło: inf pras

Tańsze leki produkowane w Polsce, szybszy dostęp do nowoczesnych terapii i większy wpływ organizacji pacjentów na decyzje refundacyjne – to najważniejsze założenia reformy przyjętej przez Radę Ministrów. Projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej obejmuje blisko 200 zmian, które mają uprościć procedury, wzmocnić krajowy przemysł farmaceutyczny i poprawić bezpieczeństwo lekowe. Nowe przepisy mają zacząć obowiązywać 1 stycznia 2027 roku.

Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy o zmianie ustawy o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych oraz niektórych innych ustaw, przedłożony przez Minister Zdrowia.

Projekt zawierający prawie 200 zmian ma na celu przede wszystkim wzmocnienie bezpieczeństwa lekowego Polski, wsparcie krajowej produkcji farmaceutycznej oraz zapewnienie pacjentom szybszego dostępu do potrzebnych terapii. Nowe rozwiązania przewidują również uproszczenie procedur refundacyjnych, ograniczenie obciążeń administracyjnych oraz usprawnienie funkcjonowania systemu refundacyjnego.

Nowelizacja stanowi odpowiedź na problemy ujawnione w praktyce stosowania przepisów wprowadzonych reformą z 2023 r. Część rozwiązań okazała się niejednoznaczna lub powodowała trudności w funkcjonowaniu systemu refundacyjnego. Potrzeba usunięcia tych barier, poprawy dostępności leków oraz usprawnienia procesów administracyjnych stała się podstawą do podjęcia prac legislacyjnych. Proponowane rozwiązania były omawiane z szerokim gronem interesariuszy systemu ochrony zdrowia. 

Najważniejsze rozwiązania projektu obejmują:

Wzmocnienie bezpieczeństwa lekowego i wsparcie krajowej produkcji

Poprawę dostępności leków dla pacjentów

Uproszczenie procedur dla przedsiębiorców

Wzmocnienie głosu pacjentów w stanowieniu prawa

Przyjęty przez rząd projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej zakłada istotne zmiany zarówno dla pacjentów, jak i producentów leków. Wśród proponowanych rozwiązań znalazły się preferencje cenowe dla leków produkowanych w Polsce, utworzenie Krajowej Listy Leków Krytycznych, cyfryzacja importu docelowego oraz uproszczenie procedur refundacyjnych. Reforma ma również przyspieszyć dostęp do innowacyjnych terapii i umożliwić organizacjom pacjentów udział w negocjacjach cenowych. Projekt przewiduje wejście nowych przepisów w życie 1 stycznia 2027 roku, jednak wcześniej konieczne jest zakończenie procesu legislacyjnego.

Źródło: MZ

Narodowy Fundusz Zdrowia otrzymał dodatkowe 3,36 mld zł z budżetu państwa na rozliczenie świadczeń medycznych wykonanych ponad wartość kontraktów w II kwartale 2026 roku. Środki obejmują świadczenia nielimitowane oraz leki finansowane w ramach programów lekowych i chemioterapii. Po zmianie planu finansowego NFZ na leczenie pacjentów w 2026 roku przeznaczono łącznie 227,37 mld zł.

Zmiana planu finansowego Funduszu została wprowadzona 23 października 2026 roku przez wiceprezesa NFZ Jakuba Szulca. Jak informuje Fundusz, zwiększenie dotacji z budżetu państwa nastąpiło po działaniach minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy.

Dodatkowe finansowanie ma umożliwić rozliczenie nadwykonań za II kwartał 2026 roku w trzech obszarach: świadczeń nielimitowanych, leków stosowanych w programach lekowych oraz leków wykorzystywanych w chemioterapii. Oznacza to, że środki obejmą również finansowanie kosztownych terapii przeciwnowotworowych i innych nowoczesnych metod leczenia realizowanych w ramach programów lekowych.

Pieniądze zostaną przekazane do oddziałów wojewódzkich NFZ, które następnie rozliczą należności wobec placówek medycznych. Finansowanie dotyczy świadczeń już wykonanych, a nie uruchomienia nowych programów terapeutycznych.

Fundusz podkreśla różnicę między płatnościami za świadczenia mieszczące się w wartości kontraktu a rozliczaniem nadwykonań. W przypadku świadczeń realizowanych w ramach umów NFZ reguluje należności w ciągu pięciu dni roboczych od otrzymania prawidłowo wystawionej faktury. Natomiast zapłata za świadczenia wykonane ponad wartość kontraktu zależy co do zasady od dostępnych środków finansowych. Wyjątkiem są świadczenia nielimitowane, których sfinansowanie jest obowiązkiem Funduszu.

Po zwiększeniu dotacji łączna kwota przeznaczona na leczenie pacjentów w 2026 roku wynosi 227,37 mld zł, czyli o 13,33 mld zł więcej niż przewidywał pierwotny plan finansowy NFZ. Sama dotacja z budżetu państwa osiągnęła poziom niemal 37 mld zł.

To kolejna w tym roku decyzja dotycząca finansowania świadczeń wykonanych ponad wartość umów. Wcześniej NFZ rozliczył nadwykonania za I kwartał 2026 roku w tych samych trzech obszarach: świadczeniach nielimitowanych, programach lekowych i chemioterapii.

Na początku października Fundusz uruchomił także 333 mln zł z funduszu zapasowego. Środki przeznaczono na zabezpieczenie finansowania umów do końca 2026 roku w województwach mazowieckim, opolskim i warmińsko-mazurskim.

Nowa dotacja w wysokości 3,36 mld zł jest natomiast przeznaczona na rozliczenie świadczeń zrealizowanych w II kwartale. W komunikacie NFZ nie podano szczegółowego podziału tej kwoty między świadczenia nielimitowane, programy lekowe i chemioterapię ani harmonogramu przekazywania pieniędzy poszczególnym placówkom.

Źródło: Narodowy Fundusz Zdrowia, informacja o zmianie planu finansowego z 23 października 2026 r.

Od października 2026 roku w programie lekowym B.6 obowiązują zmiany, które w określonych sytuacjach pozwalają ponownie zastosować immunoterapię po nawrocie lub progresji choroby. Poszerzono również dostęp do nowoczesnych terapii oraz możliwości postępowania w przypadku oligoprogresji, czyli pojawienia się pojedynczych zmian nowotworowych mimo utrzymującej się skuteczności leczenia. Co nowe zasady oznaczają dla pacjentów z rakiem płuca?

O najważniejszych zmianach w programie lekowym B.6 „Leczenie chorych na raka płuca lub międzybłoniaka opłucnej” rozmawiali podczas webinaru Fundacji TO SIĘ LECZY prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej i prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, oraz prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca. Spotkanie prowadziła Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

Eksperci przedstawili nowe możliwości terapeutyczne, zasady kwalifikacji do leczenia oraz dowody naukowe uzasadniające zmiany dotyczące czasu stosowania immunoterapii. Szczególnie dużo uwagi poświęcono tzw. wakacjom terapeutycznym, które budzą pytania i obawy wśród pacjentów odnoszących korzyść z dotychczasowego leczenia.

Program B.6 – więcej możliwości leczenia raka płuca

Od października 2026 roku program lekowy B.6 ma nową, modułową strukturę. Pierwszy moduł obejmuje niedrobnokomórkowego raka płuca, z uwzględnieniem różnych stopni zaawansowania choroby i metod leczenia. Drugi dotyczy raka drobnokomórkowego, a trzeci – międzybłoniaka opłucnej.

Zmiany obejmują zarówno leczenie prowadzone z zamiarem wyleczenia, jak i terapię choroby zaawansowanej. Pacjenci mogą korzystać z różnych schematów immunoterapii i leczenia ukierunkowanego molekularnie, a w wybranych sytuacjach również z nowych możliwości łączenia tych metod z chemioterapią, radioterapią lub leczeniem chirurgicznym.

– Śmiem powiedzieć, że polski program lekowy jest w tej chwili na światowym poziomie, a w Europie chyba najlepszy. Mamy praktycznie wszystko. Oczywiście brakuje nam jeszcze kilku rozwiązań, ale jeśli chodzi o dostęp do innowacyjnych leków, mamy naprawdę bardzo dużo – podkreślał prof. Dariusz M. Kowalski. 

W leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuca w stadiach operacyjnych dostępne są m.in. schematy przedoperacyjne, pooperacyjne i okołooperacyjne, które prof. Dariusz M. Kowalski określa mianem „leczenia kanapkowego”. – Możemy zastosować immunochemioterapię, następnie przeprowadzić operację, a po zabiegu kontynuować immunoterapię jeszcze przez 12 miesięcy – wyjaśniał ekspert. 

Wśród omawianych możliwości znalazły się również nowe opcje leczenia ukierunkowanego molekularnie, w tym terapie stosowane u pacjentów z określonymi zmianami w genach EGFR, ALK, KRAS czy BRAF. W przypadku drobnokomórkowego raka płuca eksperci zwrócili uwagę na leczenie konsolidujące po radykalnej radiochemioterapii oraz poszerzenie możliwości immunoterapii w stadium uogólnienia.

Dlaczego immunoterapia może zakończyć się po dwóch latach?

Jedną z najważniejszych zmian jest określenie czasu stosowania immunoterapii w pierwszej linii leczenia zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca oraz wprowadzenie możliwości ponownego zastosowania tej metody w określonych sytuacjach.

Dla pacjentów, u których leczenie działa, perspektywa jego zakończenia może być trudna do zaakceptowania. Pojawia się naturalne pytanie: skoro immunoterapia skutecznie kontroluje chorobę, dlaczego ją przerywać?

Ograniczenie czasu stosowania immunoterapii do dwóch lat ma uzasadnienie w wynikach badań klinicznych. Już w wielu kluczowych badaniach rejestracyjnych maksymalny czas leczenia wynosił dwa lata, a późniejsze analizy dostarczyły dodatkowych danych na temat skuteczności i bezpieczeństwa takiego postępowania.

W badaniu KEYNOTE-024, w analizie odległych wyników, odsetek przeżyć całkowitych po dwóch latach od zakończenia immunoterapii wynosił 82% w grupie chorych, którzy ukończyli zaplanowane leczenie. W badaniu obserwacyjnym I-STOP porównywano wyniki pacjentów, którzy zakończyli immunoterapię po dwóch latach, z wynikami osób kontynuujących leczenie. W obu grupach mediana czasu przeżycia całkowitego nie została osiągnięta (to korzystna informacja, oznaczająca, że większość chorych w stadium zaawansowanym nadal żyje po zastosowaniu leczenia). Z kolei w dużej retrospektywnej analizie kohortowej, obejmującej ponad 14,5 tys. chorych, nie wykazano istotnej statystycznie różnicy w przeżyciu całkowitym pomiędzy pacjentami leczonymi przez określony czas a tymi, którzy kontynuowali terapię dłużej.

– Chodzi przede wszystkim o to, żeby maksymalnie wykorzystać potencjał immunoterapii, potencjał inhibitorów immunologicznych punktów kontrolnych, a jednocześnie zwiększyć bezpieczeństwo chorych. Nie da się ukryć, że długotrwałe stosowanie tych leków niesie ryzyko nieraz bardzo istotnych działań niepożądanych. Więc lepiej wcześniej zakończyć to leczenie, ale mieć możliwość powtórnego zastosowania w przypadku wystąpienia takiej konieczności – tłumaczył prof. Maciej Krzakowski.

Warto przy tym podkreślić, że określenie „wakacje terapeutyczne” nie oznacza dowolnego przerywania leczenia. Chodzi o zakończenie przewidzianego okresu terapii zgodnie z zasadami programu i dalszą obserwację pacjenta.

Powrót do immunoterapii – po sześciu lub dwunastu miesiącach

Jedną z najważniejszych zmian w programie B.6 jest możliwość ponownego zastosowania immunoterapii u wybranych pacjentów, u których po zakończeniu wcześniejszego leczenia dojdzie do nawrotu lub progresji choroby. Warunki powrotu do terapii zależą przede wszystkim od wcześniejszego sposobu leczenia oraz czasu, jaki upłynął od podania ostatniej dawki.

– W przypadku zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca, jeżeli od zakończenia pierwszej immunoterapii upłynęło sześć miesięcy lub więcej i nie ma klinicznych przeciwwskazań do ponownego zastosowania inhibitorów punktów kontrolnych, takie leczenie jest jak najbardziej możliwe – wyjaśniał prof. Maciej Krzakowski.

Inny odstęp obowiązuje pacjentów, którzy otrzymywali immunoterapię w ramach leczenia radykalnego, czyli przed operacją, po operacji, okołooperacyjnie lub jako leczenie konsolidujące po radiochemioterapii. W programie lekowym pojawiła się możliwość ponownego zastosowania immunoterapii w tej grupie chorych.

– W przypadku stosowania immunoterapii w modelu leczenia radykalnego wymagany okres wynosi 12 miesięcy od ostatniej dawki immunoterapii. I znowu warunkiem jest brak klinicznych przeciwwskazań do ponownego leczenia – zaznaczył profesor.

Co istotne, powrót do immunoterapii nie musi oznaczać zastosowania tego samego preparatu.

– To nie musi być koniecznie taka sama immunoterapia, ten sam lek. Jest to możliwe. Tutaj decyzję należy pozostawić osobie prowadzącej leczenie – podkreślał prof. Krzakowski.

Każdorazowo konieczna jest indywidualna ocena sytuacji klinicznej pacjenta, przebiegu wcześniejszej terapii, ewentualnych działań niepożądanych oraz spełnienia kryteriów programu lekowego.

Możliwość ponownego zastosowania immunoterapii dotyczy również określonych sytuacji w leczeniu międzybłoniaka opłucnej. Nie obejmuje natomiast na analogicznych zasadach raka drobnokomórkowego płuca, ponieważ obecnie brakuje wystarczających dowodów naukowych uzasadniających takie postępowanie.

Oligoprogresja – kiedy pojawienie się nowych zmian nie oznacza końca leczenia?

Kolejna ważna zmiana dotyczy oligoprogresji. To sytuacja, w której stosowane leczenie nadal skutecznie kontroluje większość zmian nowotworowych, ale w jednym lub kilku miejscach dochodzi do progresji choroby.

Dotychczas pojawienie się nowych zmian mogło wiązać się z koniecznością zakończenia dotychczasowej terapii i rozważenia kolejnej linii leczenia. Nowe zasady programu B.6 przewidują w określonych sytuacjach możliwość zastosowania leczenia miejscowego, np. radioterapii wysokodawkowej, przy jednoczesnej kontynuacji skutecznego leczenia systemowego.

– Oligoprogresja może wystąpić u pacjenta, u którego przez długi czas utrzymuje się odpowiedź na leczenie, ale pojawia się jedna lub dwie nowe zmiany. Możemy wówczas zastosować radioterapię wysokodawkową, punktową i kontynuować dotychczasowe leczenie. Dotyczy to zarówno zmian w ośrodkowym układzie nerwowym, jak i poza nim – wyjaśniał prof. Dariusz M. Kowalski.

Dzięki takiemu postępowaniu u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów możliwe jest miejscowe leczenie pojedynczych ognisk progresji, bez konieczności rezygnacji z terapii systemowej, która nadal przynosi korzyści.

Oligoprogresja a choroba oligometastatyczna – na czym polega różnica? 

Oligoprogresję należy odróżnić od choroby oligometastatycznej. Choć w obu przypadkach zmiany nowotworowe dotyczą niewielkiej liczby miejsc, różnią się one przebiegiem choroby i sytuacją, w której rozważa się leczenie miejscowe.

– O oligoprogresji mówimy wtedy, gdy pacjent jest w trakcie leczenia i pojawia się jedna, dwie lub trzy nowe zmiany albo jedna z obserwowanych wcześniej zmian zaczyna się powiększać. Natomiast choroba oligometastatyczna oznacza, że mamy ograniczoną liczbę przerzutów, na przykład pojedynczy przerzut u chorego z miejscowo zaawansowanym nowotworem. W takiej sytuacji, po spełnieniu określonych warunków, również możemy próbować zastosować leczenie miejscowe – wyjaśniał prof. Dariusz M. Kowalski.

Kluczowa różnica dotyczy więc nie tyle liczby zmian, ile sytuacji klinicznej. W oligoprogresji pacjent już otrzymuje leczenie systemowe, które nadal kontroluje większość ognisk nowotworu, ale w pojedynczych miejscach choroba zaczyna postępować. Celem leczenia miejscowego jest opanowanie tych zmian i umożliwienie kontynuacji dotychczasowej, skutecznej terapii.

Z kolei w chorobie oligometastatycznej niewielka liczba przerzutów jest cechą zaawansowania nowotworu, a niekoniecznie oznaką progresji podczas leczenia. W wybranych przypadkach można rozważyć objęcie leczeniem miejscowym wszystkich rozpoznanych ognisk choroby.

Nowoczesne leczenie wymaga dokładnej diagnostyki

Poszerzenie możliwości terapeutycznych sprawia, że jeszcze większego znaczenia nabiera właściwa diagnostyka. W niedrobnokomórkowym raku płuca kluczowe jest określenie typu nowotworu, jego charakterystyki molekularnej oraz poziomu ekspresji białka PD-L1, który pomaga w kwalifikacji do odpowiedniej immunoterapii.

– Diagnostyka molekularna musi być standardowo wykonana, ponieważ stanowi podstawę kwalifikacji do nowoczesnego leczenia. Podobnie diagnostyka immunologiczna, czyli ocena ekspresji białka PD-L1. To również podstawa kwalifikacji do nowoczesnych terapii – podkreślał prof. Dariusz M. Kowalski.

Szczególne znaczenie ma identyfikacja zmian molekularnych, które mogą stanowić cel leczenia. Wśród nich znajdują się m.in. mutacje w genie EGFR, rearanżacje genów ALK i ROS1, mutacja KRAS G12C oraz mutacja BRAF V600E. Wyniki tych badań pozwalają ustalić, czy pacjent może odnieść korzyść z leczenia ukierunkowanego molekularnie i jaki schemat terapii będzie dla niego odpowiedni.

Kwalifikacja do programu lekowego wymaga również oceny wielodyscyplinarnego zespołu specjalistów, w którego skład wchodzą m.in. onkolog kliniczny, torakochirurg i radioterapeuta.

Monitorowanie skuteczności leczenia – badania co trzy lub sześć miesięcy

Istotnym elementem programu B.6 są także zasady monitorowania skuteczności i bezpieczeństwa terapii. Obejmują one regularne badania obrazowe, przede wszystkim tomografię komputerową, a także badania laboratoryjne i inne badania niezbędne do oceny stanu zdrowia pacjenta.

– Czasami Państwo zadajecie pytanie, dlaczego tak często robimy badania oceniające odpowiedź na leczenie. Ze względu na nasze i Państwa bezpieczeństwo. Pierwszy rok jest najważniejszy. Robimy badania co trzy miesiące. Jeżeli leczenie działa i utrzymuje się odpowiedź, przechodzimy na rytm co sześć miesięcy i to całkowicie wystarczy – wyjaśniał prof. Kowalski.

Regularne monitorowanie pozwala oceniać odpowiedź na terapię, wykrywać ewentualną progresję choroby oraz podejmować decyzje dotyczące dalszego leczenia. Częstotliwość i zakres badań zależą od stosowanej terapii oraz szczegółowych zasad programu.

Nie każda terapia jest odpowiednia dla każdego pacjenta

Kryteria kwalifikacji do programu lekowego B.6 mogą być dla pacjentów skomplikowane, szczególnie w sytuacji, gdy dostępnych jest wiele różnych schematów leczenia. O możliwości zastosowania konkretnej terapii decydują nie tylko rodzaj nowotworu i jego charakterystyka molekularna, ale również wcześniejsze leczenie, stan sprawności pacjenta, wyniki badań oraz ewentualne przeciwwskazania.

Jedną ze zmian jest możliwość kontynuowania w ramach programu B.6 leczenia rozpoczętego wcześniej w innym modelu finansowania, np. w ramach wczesnego dostępu do terapii lub po zakończeniu badania klinicznego. Warunkiem jest jednak spełnienie wszystkich kryteriów kwalifikacji określonych w programie.

Istotne znaczenie mają również wskazania rejestracyjne poszczególnych leków. Program lekowy uwzględnia bowiem nie tylko wyniki badań klinicznych, ale także zapisy charakterystyki produktu leczniczego. Oznacza to, że wcześniejsze uczestnictwo w badaniu klinicznym nie daje automatycznie możliwości kontynuowania tej samej terapii w programie B.6 ani zastosowania leku zarejestrowanego do kolejnej linii leczenia, jeśli pacjent nie spełnia wymaganych kryteriów.

Równie ważnym elementem kwalifikacji jest bezpieczeństwo pacjenta. 

– Naszym zadaniem jest przede wszystkim poprawić komfort i jakość życia chorego oraz wydłużyć jego przeżycie. Jeżeli chory jest w bardzo złej kondycji albo ma wiele zaburzeń metabolicznych, to zastosowanie leczenia może pogorszyć jego jakość życia, a nawet skrócić przeżycie – podkreślał prof. Dariusz M. Kowalski.

Dlatego decyzja o rozpoczęciu, kontynuowaniu lub zmianie terapii wymaga indywidualnej oceny, uwzględniającej zarówno możliwości leczenia, jak i potencjalne korzyści oraz ryzyko dla pacjenta.

Więcej możliwości, ale także większe znaczenie indywidualnych decyzji

Zmiany obowiązujące od października 2026 roku poszerzają możliwości leczenia pacjentów z rakiem płuca. Szczególne znaczenie ma dopuszczenie ponownego zastosowania immunoterapii po odpowiednio długim okresie od zakończenia wcześniejszego leczenia oraz możliwość kontynuowania skutecznej terapii systemowej u wybranych pacjentów z oligoprogresją.

Jednocześnie nowe zasady pokazują, jak istotne staje się indywidualne planowanie leczenia – od dokładnej diagnostyki molekularnej, przez wybór pierwszej terapii, aż po decyzje podejmowane w przypadku nawrotu lub progresji choroby.

Z perspektywy pacjenta najważniejsza jest świadomość, że zakończenie zaplanowanego leczenia nie zawsze oznacza zamknięcie drogi do ponownego zastosowania tej samej metody. Możliwości te zależą jednak od typu nowotworu, przebiegu choroby, wcześniejszej terapii i spełnienia określonych kryteriów.

Źródło: Webinar Fundacji TO SIĘ LECZY „Nowe zasady, nowe możliwości. Co zmienia się w leczeniu raka płuca od października 2026 roku?”, z udziałem prof. Macieja Krzakowskiego i prof. Dariusza M. Kowalskiego. Opracowanie redakcji Medicalpress na podstawie wystąpień ekspertów, prezentacji oraz wybranych odpowiedzi na pytania uczestników.

Pacjenci, którzy wyczerpali dostępne możliwości leczenia, mogą zyskać nowe ścieżki dostępu do terapii finansowanych ze środków publicznych. Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt przepisów przewidujących m.in. zastąpienie ratunkowego dostępu do technologii lekowych nowym mechanizmem finansowania pomostowego, zabezpieczenie ciągłości skutecznego leczenia po zakończeniu programów przedrejestracyjnych oraz uproszczenie procedur refundacji leków sprowadzanych z zagranicy. Zmiany mają również rozszerzyć możliwości finansowania wybranych terapii zaawansowanych u dorosłych pacjentów z chorobami rzadkimi. Proponowane rozwiązania wymagają jeszcze przejścia procesu legislacyjnego.

Przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo farmaceutyczne oraz niektórych innych ustaw obejmuje nowelizację ośmiu ustaw. Proponowane rozwiązania mają pomóc przede wszystkim pacjentom, u których dostępne możliwości terapeutyczne zostały wyczerpane. Celem jest zapewnienie bardziej spójnego i przewidywalnego dostępu do terapii.

–  Chcemy, żeby dostęp pacjenta do skutecznej terapii nie był uzależniony od tego, czy uda mu się zebrać miliony złotych w zbiórce publicznej. Nie wyeliminujemy wszystkich zbiórek, ale proponujemy dodatkowe rozwiązania, które mają dać pacjentom szersze możliwości leczenia, ale też zwrócić ich uwagę na bezpieczeństwo leczenia – wyjaśnia wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk.

Ochrona przed przerwaniem skutecznego leczenia

Projekt przewiduje zabezpieczenie kontynuacji skutecznego leczenia po zakończeniu Programu Przedrejestracyjnego Dostępu (PPD). Po dopuszczeniu leku do obrotu koszt jego dalszego stosowania u pacjenta będzie mógł być finansowany przez NFZ ze środków Funduszu Medycznego przez maksymalnie 12 miesięcy.

Warunkiem będzie m.in. udokumentowana korzyść z dotychczasowej terapii, wyczerpanie dostępnych możliwości leczenia oraz ryzyko pogorszenia stanu zdrowia w przypadku jego przerwania. Kontynuacja ma dotyczyć tego samego leku i wskazania, w którym pacjent był leczony w PPD. Konieczne będą również opinia konsultanta i akceptacja finansowa NFZ.

Projekt przewiduje obowiązek złożenia przez podmiot odpowiedzialny wniosku o refundację. Jeżeli po okresie przejściowym nie dojdzie do objęcia leczenia refundacją systemową, dalsze finansowanie terapii ma przejąć podmiot odpowiedzialny.

– Dziś poszczególne ścieżki dostępu do leków nie zawsze tworzą spójny system. Chcemy je uporządkować i połączyć tak, aby pacjent mógł łatwiej odnaleźć się w systemie i miał zapewnioną ciągłość leczenia – podkreśla wiceminister Katarzyna Kacperczyk.

Pomostowe finansowanie terapii na jednolitych zasadach

Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowej (RDTL) ma zostać przekształcony w Pomostowe Finansowanie Technologii Lekowej (PFTL). Rozwiązanie będzie przeznaczone dla dzieci i dorosłych, którzy wyczerpali możliwości leczenia finansowanego publicznie i potrzebują leku nieobjętego finansowaniem ze środków publicznych w danym wskazaniu.

Projekt przewiduje jednolity formularz wniosku oraz ocenę zasadności terapii przez konsylium w placówce medycznej i konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. Przy pozytywnej ocenie konsylium i pozytywnej opinii konsultanta brak odpowiedzi NFZ w ciągu siedmiu dni ma oznaczać akceptację finansowania. Kontynuacja leczenia będzie zależała m.in. od jego skuteczności i braku dostępnej alternatywy terapeutycznej.

Celem jest wprowadzenie równych zasad dostępu do tej formy leczenia w całym kraju oraz określenie terminów podejmowania decyzji. Nowe rozwiązania mają również ułatwiać przechodzenie leków z finansowania pomostowego do refundacji systemowej.

– Pacjent powinien wiedzieć, na jakich zasadach może otrzymać leczenie i w jakim terminie zapada decyzja. Pomostowe finansowanie ma ułatwiać dostęp do potrzebnej terapii, a jednocześnie sprzyjać obejmowaniu leków refundacją dla szerszej grupy pacjentów – wyjaśnia Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji.

Refundacja leku z zagranicy — wniosek przez IKP

Pacjenci korzystający z importu docelowego będą mogli składać wnioski o refundację przez Internetowe Konto Pacjenta, monitorować przebieg sprawy i uzyskać dostęp do decyzji. Zachowana zostanie także możliwość składania wniosków w formie papierowej.

Elektronizacja postępowania ma usprawnić obieg dokumentów i ułatwić pacjentom dostęp do informacji. Apteki uzyskają dostęp do decyzji refundacyjnych przez System Informacji Medycznej.

Import docelowy umożliwia sprowadzenie z zagranicy leku niezbędnego do ratowania życia lub zdrowia, gdy w Polsce nie ma dostępnego produktu zastępczego i spełnione są pozostałe warunki ustawowe.

Dodatkowe możliwości dla dorosłych z chorobami rzadkimi

Projekt przewiduje rozszerzenie możliwości finansowania z Funduszu Medycznego jednorazowych terapii zaawansowanych w chorobach rzadkich o pacjentów dorosłych.

Rozwiązanie obejmie produkty lecznicze terapii zaawansowanej podawane pacjentowi jednorazowo w szpitalu. Finansowanie będzie możliwe po łącznym spełnieniu warunków wskazanych w projekcie, w tym dotyczącego braku finansowania na podstawie określonych w nim przepisów o świadczeniach opieki zdrowotnej.

Decyzje oparte na ocenie medycznej

Podstawą dostępu do proponowanych form finansowania mają być kryteria medyczne: skuteczność i bezpieczeństwo terapii oraz zasadność jej zastosowania u konkretnego pacjenta. Projekt przewiduje także rozwiązania służące monitorowaniu efektów leczenia i wydatków oraz usprawnieniu elektronicznego obiegu dokumentacji. Proponowane przepisy będą mogły wejść w życie po zakończeniu procesu legislacyjnego.

Źródło: MZ

Złamanie osteoporotyczne może oznaczać nie tylko utratę samodzielności, ale również poważne obciążenie finansowe dla pacjenta i jego bliskich. Prywatna operacja, wielotygodniowa rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego i opieka domowa generują wydatki, które mogą wielokrotnie przekraczać oszczędności gospodarstwa domowego. Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy zwrócono uwagę na ekonomiczne konsekwencje choroby, która w Polsce dotyka ponad 2,3 mln osób. Przedstawione szacunki pokazują, że koszty powrotu do sprawności po złamaniu mogą wynieść nawet 50 tys. zł, a część rodzin poszukuje wsparcia finansowego poprzez internetowe zbiórki.

Z okazji przypadającego 20 października Światowego Dnia Osteoporozy przypominamy, że osteoporoza to nie tylko wyzwanie medyczne, ale również poważne obciążenie ekonomiczne. Trzy czwarte chorych w Polsce stanowią kobiety po 50. roku życia, a leczeniem objętych jest zaledwie kilka procent populacji pacjentów. Brak wczesnego rozpoznania prowadzi do najgroźniejszego powikłania – złamania szyjki kości udowej, które w ciągu roku kończy się zgonem u blisko 30% poszkodowanych, a połowę pozostałych skazuje na trwałą niesprawność.

Diagnoza i codzienna terapia: stały wydatek w domowym budżecie

W początkowym stadium choroby wydatki mają charakter przewlekły, lecz umiarkowany. Podstawą rozpoznania jest densytometria DXA (badanie gęstości mineralnej kości), której koszt na rynku prywatnym wynosi od 120 do 165 zł za pomiar kręgosłupa i biodra. Łączny koszt prywatnej diagnostyki wstępnej – obejmujący densytometrię, konsultację specjalistyczną (reumatolog lub endokrynolog) oraz badania krwi – zamyka się w granicach 500–900 zł.

Codzienne funkcjonowanie z osteoporozą wymaga ciągłej suplementacji (wapń, witamina D3, witamina K2), co wiąże się z wydatkiem rzędu 40–100 zł miesięcznie. Choć leki pierwszego wyboru (bisfosfoniany) są tanie i objęte refundacją, w kolejnych liniach leczenia koszty rosną. Pozytywną zmianą od 1 stycznia 2026 roku jest rozszerzenie refundacji denosumabu – na liście znalazło się 6 preparatów (w tym 5 biopodobnych), co obniżyło dopłatę pacjenta do 96–212 zł za dawkę podawaną raz na pół roku (dla osób w wieku 65+ lek jest bezpłatny).

Złamanie osteoporotyczne: finansowy wstrząs

Prawdziwa eskalacja kosztów następuje w momencie powikłań urazowych. Publiczny system ochrony zdrowia zapewnia operacje ratujące sprawność, jednak czas oczekiwania na zabiegi planowe lub specjalistyczną rehabilitację bywa zbyt długi dla seniorów, u których każdy tydzień bezruchu grozi nieodwracalną utratą sił.

Gdy rodzina decyduje się na leczenie prywatne, koszty rosną lawinowo:

Zestawienie wydatków po urazie pokazuje, że pełny proces leczenia, usprawniania i zabezpieczenia chorego często pochłania 30 000–50 000 zł. Tymczasem według danych BIG InfoMonitor aż 43% Polaków posiada oszczędności nieprzekraczające 10 000 zł – kwotę, która nie wystarcza nawet na pokrycie pełnego cyklu rehabilitacji i adaptacji lokalu.

W obliczu luki finansowej i konieczności natychmiastowego działania po wypadku, coraz częstszym wsparciem stają się zbiórki celowe online. Z badań zaufania (MNForce dla Pomagam.pl) wynika, że internetowy crowdfunding jest uznawany przez Polaków za najbardziej przejrzystą formę pozyskiwania środków na leczenie w nagłych kryzysach życiowych, wyprzedzając m.in. pożyczki rodzinne. Bliscy chorych wykorzystują platformy zbiórkowe przede wszystkim na sfinansowanie pilnych operacji ortopedycznych poza kolejką NFZ, wielomiesięcznej fizjoterapii oraz niezbędnego sprzętu medycznego, walcząc o godność i samodzielność seniorów.

– Złamanie osteoporotyczne u seniora to nagły kryzys, w którym liczy się każdy dzień, by nie dopuścić do trwałego unieruchomienia. Gdy koszty operacji, sprzętu i rehabilitacji sięgają kilkudziesięciu tysięcy złotych, domowe oszczędności większości rodzin po prostu nie wystarczają. Na Pomagam.pl codziennie widzimy, że zbiórki online stają się dla bliskich najszybszym kołem ratunkowym –  pozwalają natychmiast sfinansować prywatne leczenie i zapewnić seniorom godny powrót do sprawności bez bezsilnego czekania w wielomiesięcznych kolejkach. – mówi Katarzyna Kalińska, asystentka zarządu Pomagam.pl

Światowy Dzień Osteoporozy to przypomnienie, że wczesna profilaktyka, regularne badania DXA po 50. roku życia i natychmiastowa reakcja terapeutyczna to nie tylko inwestycja w zdrowie kości, ale również najskuteczniejsza ochrona przed wielotysięcznymi kosztami leczenia powikłań.

Załóż darmową zbiórkę na leczenie: https://pomagam.pl/nowa-zbiorka

Pomagam.pl to serwis do zakładania darmowych zbiórek online – bez prowizji i opłat. Umożliwia szybkie i bezpieczne wsparcie leczenia, bliskich w potrzebie oraz inicjatyw społecznych i kulturalnych. Przy serwisie działa także Fundacja Pomagam.pl, która reaguje wszędzie tam, gdzie jest taka potrzeba, łącząc ludzi i organizacje oraz ułatwiając działania na rzecz osób poszkodowanych i potrzebujących.

Źródło: inf pras

Niedobór testosteronu, czyli tzw. hipogonadyzm, może obecnie dotyczyć dużego odsetka mężczyzn; coraz częściej występuje również u panów z młodszych grup wiekowych – powiedział PAP androlog, seksuolog i kardiolog prof. Dariusz Kałka.

Według specjalisty ma to związek z rozpowszechnieniem wielu chorób cywilizacyjnych, a także z zanieczyszczeniem środowiska.  

Androlog zwrócił uwagę, że niedobór testosteronu prowadzi m.in. do otyłości brzusznej, spadku masy mięśniowej, pogorszenia nastroju i funkcji seksualnych. Dlatego, w jego ocenie, niektórzy panowie powinni korzystać z terapii zastępczej testosteronem (TRT), podobnie jak kobiety po menopauzie stosują hormonalną terapię menopauzalną.

TRT nie można jednak mylić ze stosowaniem testosteronu w ramach dopingu, zastrzegł prof. Dariusz Kałka. Jest to terapia na receptę i polega na uzupełnianiu niedoborów tego hormonu w bezpieczny sposób. Od 1 października 2026 r. TRT zaczęła być refundowana dla mężczyzn z hipogonadyzmem.  

– Hipogonadyzm u mężczyzn ma związek z niedoborem testosteronu. Wyróżniamy hipogonadyzm pierwotny – gdy przyczyną jest pogorszenie czynności jąder, i wtórny, który jest efektem niskiej aktywności podwzgórza i przysadki mózgowej. Te dwa ośrodki kontrolują wydzielanie testosteronu – wyjaśnił w rozmowie z PAP prof. Dariusz Kałka, autor książki poruszającej tę tematykę pt.: „Mężczyzna pod presją”.

U starszych mężczyzn częściej występuje hipogonadyzm pierwotny – funkcja jąder pogarsza się z wiekiem, m.in. z powodu ich niedokrwienia. Z kolei u młodych mężczyzn częściej występuje hipogonadyzm wtórny, w tym jego specyficzny rodzaj – hipogonadyzm czynnościowy. – Jego przyczyn jest bardzo wiele, ale przede wszystkim są to choroby cywilizacyjne, takie jak otyłość z jej powikłaniami i cukrzyca oraz silne zanieczyszczenie środowiska substancjami o działaniu „estrogenopodobnym” – wyjaśnił specjalista. 

Związki te oddziałują na podwzgórze i hamują produkcję testosteronu. Androlog podkreślił, że są one powszechne w naszym otoczeniu – stosuje się je m.in. jako plastyfikatory w produkcji elementów plastikowych oraz w klejach. 

– Wśród moich pacjentów jest wielu młodych mężczyzn, którzy uprawiają sport, dobrze się odżywiają, ale mają niedobory testosteronu. W gabinecie lekarza podstawowej opieki zdrowotnej na 20 pacjentów płci męskiej co najmniej kilku ma szansę mieć niedobór testosteronu – powiedział prof. Kałka. 

Jako jedną z najważniejszych przyczyn hipogonadyzmu czynnościowego wymienił chorobę otyłościową i dodał, że tkanka tłuszczowa hamuje produkcję testosteronu poprzez kilka mechanizmów. Z przytoczonego przez specjalistę badania z 2016 r. (opublikowane na łamach „Journal of Sexual Medicine”) wynika, że aż 52 proc. panów z otyłością ma hipogonadyzm, zaś wśród chorych z cukrzycą typu 2 odsetek ten wynosi 50 proc., z osteoporozą – 50 proc., z nadciśnieniem tętniczym – 42 proc., a z hiperlipidemią – 40 proc.

Wszystkie te schorzenia są bardzo rozpowszechnione w naszym społeczeństwie, dlatego liczba mężczyzn z hipogonadyzmem stale rośnie. 

Do innych przyczyn hipogonadyzmu czynnościowego u mężczyzn zalicza się także: choroby reumatoidalne, przewlekłą chorobę nerek, a także przewlekłe stosowanie opiatów, np. u pacjentów onkologicznych. Negatywny wpływ na produkcję testosteronu mają też: nadmierny wysiłek fizyczny, jak np. udział w maratonach, używki, w tym marihuana, stosowanie sterydów anabolicznych.

– Hipogonadyzm czynnościowy jest potencjalnie odwracalny, czyli jeśli wyleczymy np. chorobę otyłościową, poziom testosteronu potencjalnie powinien się podnieść. Nie znaczy to jednak, że u każdego pacjenta wróci on do normy – zastrzegł prof. Kałka. Ponadto, mimo pojawienia się nowoczesnych leków stosowanych w terapii otyłości, wciąż większość pacjentów nie korzysta z tego leczenia lub po pewnym czasie z niego rezygnuje. 

Specjalista podkreślił, że warunkiem zdiagnozowania hipogonadyzmu jest – prócz obniżonego poziomu testosteronu – występowanie zaburzeń seksualnych, takich jak brak wzwodu. – Związane jest to w hipogonadyźmie z uszkodzeniem naczyń doprowadzających krew do prącia, a także osłabieniem dwóch kluczowych dla utrzymania erekcji mięśni dna miednicy – tłumaczył ekspert. Do objawów, które mogą świadczyć o zbyt niskim poziomie testosteronu, zalicza się też: obniżone libido, brak porannych erekcji i brak myśli o tematyce erotycznej.

– U mężczyzn tego typu problemy powinny być leczone jak najszybciej także przy pomocy terapii zastępczej testosteronem – ocenił prof. Kałka.  

Zwrócił uwagę, że hipogonadyzm ma negatywne konsekwencje zdrowotne, takie jak: otyłość brzuszna, postępująca utrata masy, siły i funkcji mięśni (sarkopenia), osteoporoza, ale też zaburzenia nastroju, depresja, pogorszenie funkcji poznawczych, w tym zaburzenia pamięci krótkotrwałej i bezsenność. Mężczyzna z hipogonadyzmem szybciej się męczy, ma zaburzenia seksualne, obficie się poci i ma uderzenia gorąca, a to znacznie pogarsza mu jakość życia.  

W opinii prof. Kałki poziom testosteronu powinni sobie oznaczyć przede wszystkim mężczyźni z otyłością, z zespołem metabolicznym, cukrzycą typu 2, z przewlekłą obturacyjną choroba płuc (POChP), z przewlekłą chorobą nerek, z osteoporozą, stosujący glikokortykosteroidy, pacjenci onkologiczni stosujący opiaty, a także pacjenci z zaburzeniami erekcji i zaburzeniami pożądania. – Zaburzenia pożądania to jest obecnie plaga wśród młodych mężczyzn. Właściwie co trzeci pacjent w gabinecie seksuologa ma zaburzenia pożądania i znaczna ich część związana jest z niskim testosteronem – podkreślił androlog. 

Zgodnie z wytycznymi międzynarodowymi, gdy poziom tego hormonu wynosi do 8 nanomoli na litr i jeżeli pacjent nie ma przeciwwskazań, to zawsze powinien otrzymać TRT, ale gdy poziom testosteronu wynosi między 8 a 12 nmol na litr, to ważnym kryterium zastosowania TRT jest występowanie u mężczyzny zaburzeń seksualnych. – Przy stężeniu testosteronu powyżej 12 nmol na litr, według zaleceń Europejskiego Towarzystwa Urologicznego nie stosujemy TRT – tłumaczył prof. Kałka. 

Do przeciwwskazań zastosowania TRT należą m.in.: rak gruczołu krokowego lub rak sutka, hematokryt powyżej 54 proc., stężenie PSA całkowitego powyżej 4 nanogramy na mililitr, ciężka niewydolność serca oraz zaburzenia płodności u mężczyzn chcących mieć potomstwo. 

Ekspert przytoczył badanie brytyjskich pacjentów klinik andrologicznych, które wykazało, że TRT stosowana u mężczyzn z hipogonadyzmem poprawiła im libido, zwiększyła poziom energii, motywację, poczucie satysfakcji z życia, siłę i wytrzymałość, wydajność w pracy, sprawność fizyczną. – To się przekłada nie tylko na jakość życia pacjenta, ale też jego rodziny i całego społeczeństwa – ocenił. 

W trakcie terapii TRT zwiększa również objętość mięśni. – Bez testosteronu niemożliwe jest odbudowanie tkanki mięśniowej u mężczyzny, nawet gdy będzie regularnie odwiedzał siłownię – podkreślił prof. Kałka. Zaznaczył, że testosteron jest obecnie podawany w wygodnej postaci żelu nakładanego na skórę barków i ramion, a także w postaci iniekcji krótko i długo działających.

Według specjalisty badania potwierdziły, że TRT nie zwiększa ryzyka rozwoju raka prostaty, a duże badanie wykonane zgodnie z zaleceniami Amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA) oraz Europejskiej Agencji Leków (EMA) wykazało, iż terapia ta nie zwiększa ryzyka zdarzeń sercowo-naczyniowych i jest bezpieczna dla pacjentów kardiologicznych. 

– W przypadku podejrzenia hipogonadyzmu u mężczyzny warto, by skorzystał on z fachowej pomocy androloga, endokrynologa, seksuologa czy urologa i wykonał indywidualnie zlecony zestaw badań, które są potrzebne do rozpoznania i ustalenia zasadności uzyskania przez pacjenta refundacji TRT – podsumował prof. Kałka.

Źródło: Nauka w Polsce

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów leczniczych, które nie mogą być finansowane w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Lista obejmuje 108 pozycji. Dla pacjentów, którzy dopiero ubiegają się o dostęp do terapii, oznacza to ograniczenie możliwości skorzystania z tej ścieżki finansowania. Resort zapewnia jednak, że osoby, które rozpoczęły leczenie wcześniej, mogą je kontynuować, jeśli zostaną spełnione określone warunki.

Ratunkowy dostęp do technologii lekowych to rozwiązanie przeznaczone dla pacjentów, u których wyczerpano dostępne, finansowane ze środków publicznych możliwości leczenia, a zastosowanie innej terapii może być medycznie uzasadnione. Mechanizm ten ma szczególne znaczenie w przypadku ciężkich chorób, w tym nowotworowych i rzadkich, kiedy standardowe postępowanie okazuje się nieskuteczne lub nie może zostać zastosowane.

Opublikowany przez Ministerstwo Zdrowia wykaz określa produkty lecznicze wyłączone z finansowania w ramach RDTL. Nie oznacza to jednak automatycznie, że wszystkie wymienione leki są niedostępne w Polsce lub nie mogą być finansowane w innych trybach. Wykaz dotyczy konkretnego mechanizmu finansowania, a nie całego systemu refundacyjnego.

Najważniejsza informacja dla osób już leczonych dotyczy możliwości zachowania ciągłości terapii. Pacjenci, którzy rozpoczęli stosowanie produktu znajdującego się na liście przed dniem rozpoczęcia obowiązywania wykazu, nie tracą automatycznie prawa do dalszego finansowania. Warunkiem jest wykazanie skuteczności dotychczasowego leczenia.

Obowiązki formalne spoczywają w takim przypadku na świadczeniodawcy, który powinien przekazać informację o kontynuacji terapii do właściwego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Oznacza to, że dalszy dostęp do leczenia zależy nie tylko od oceny jego skuteczności, ale również od dopełnienia wymaganej procedury.

Publikacja wykazu zwraca uwagę na istotną różnicę między rozpoczęciem nowej terapii a kontynuowaniem leczenia, które przynosi już pacjentowi korzyść kliniczną. W pierwszym przypadku umieszczenie produktu w wykazie zamyka możliwość jego finansowania w ramach RDTL. W drugim ustawodawca przewiduje możliwość dalszego leczenia, aby zmiana zasad finansowania nie oznaczała automatycznego przerwania skutecznej terapii.

Dla pacjentów i lekarzy kluczowe pozostaje zatem sprawdzenie, czy konkretny produkt i wskazanie zostały objęte wyłączeniem, od kiedy obowiązuje wykaz oraz jakie dokumenty są niezbędne do kontynuowania rozpoczętego leczenia.

Pełny wykaz produktów leczniczych jest dostępny na stronie Ministerstwa Zdrowia pod LINKIEM

Źródło: Ministerstwo Zdrowia, komunikat w sprawie wykazu leków niefinansowanych w ramach RDTL

Choroby reumatyczne, na które w Polsce cierpi 8-10 mln osób, nie zawsze zaczynają się od bólu stawów. Pierwszym ich objawem może być zmęczenie i osłabienie, które potrafią wyprzedzić inne symptomy o miesiące, a nawet lata – przypominają eksperci z okazji Światowego Dnia Reumatyzmu.

Jest on obchodzony co roku 12 października.

Choroby reumatyczne dotyczą w Polsce 8-10 mln osób. Zalicza się do nich m.in.: chorobę zwyrodnieniową stawów, osteoporozę i wszelkie choroby narządu ruchu, w tym choroby o podłożu zapalnym, w których udział bierze układ odporności, a także rzadkie choroby o podłożu genetycznym. Wbrew temu, co wciąż sądzi wiele osób, nie są to schorzenia ludzi w podeszłym wieku i nie zawsze objawiają się bólem stawów. Schorzenia te dotyczyć również młodych dorosłych, ale też dzieci i nastolatków. Najczęstszą artropatią wieku rozwojowego jest młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów (MIZS).

„Pacjent nie musi czuć bólu w stawach, ale może mieć chorobę reumatyczną” –  zwrócił uwagę  prof. Zbigniew Żuber, prezes Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP. Jak dodał, objawem choroby reumatologicznej, często lekceważonym, jest zmęczenie, osłabienie, niechęć lub niemożność normalnego funkcjonowania.

„Te symptomy wyprzedzają inne objawy choroby nawet o miesiące czy lata. Choroba często rozwija się powoli, nie od razu występują wszystkie objawy” – podkreślił specjalista. O tym, że w organizmie może dziać się coś niedobrego, świadczą też gorączka, stany podgorączkowe, duszność wysiłkowa, a także różnego rodzaju zmiany skórne.

„Choroby reumatyczne to nie tylko »bolące kolana«, jak często myślimy. One mogą mieć charakter układowy, a ich objawy i powikłania wykraczają daleko poza narząd ruchu. To choroby całego organizmu, w których czas rozpoznania może decydować o rokowaniu” – zaznaczył prof. Bogdan Batko, krajowy konsultant w dziedzinie reumatologii. Nieleczone powodują bolesną destrukcję stawów, ale wiele z tych chorób dotyczy naczyń, mięśni, kości lub narządów wewnętrznych i uszkadzać ważne narządy, jak serce, nerki czy płuca.

Eksperci zwrócili uwagę, że wiele chorób reumatycznych rozwija się w przebiegu innych schorzeń. Przykładem może być łuszczyca, która dotyka w Polsce 1,5-2 mln osób. U 20-30 proc. chorych rozwinie się łuszczycowe zapalenie stawów oraz osteoporoza.

Specjaliści ocenili, że dzięki nowoczesnym terapiom udało się odmienić oblicze wielu chorób reumatycznych, zwłaszcza tych o podłożu zapalnym – chorzy mają szansę na remisję, a dzięki temu na długie, dobre życie. „Pacjenci mówią, że dostali drugie życie. Uczą się, studiują, chodzą do pracy, płacą podatki, uprawiają sport. Postęp, jaki dokonał się w XXI wieku w reumatologii, jest porównywalnym z tym, jaki nastąpił w onkologii i hematoonkologii.  Mówimy o złotej erze w reumatologii – podkreślił prof. Żuber.

Konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii ocenił, że polski system ochrony zdrowia pozwala dziś realnie leczyć choroby reumatyczne. „Dysponujemy dziś szerokim portfolio terapeutycznym – od klasycznych leków modyfikujących przebieg choroby, dostępnych w aptekach, po leki biologiczne i inhibitory kinaz janusowych, dostępne w szpitalach w ramach programów lekowych” – wyjaśnił prof. Batko. Zastrzegł jednak, że nie u wszystkich chorych udaje się wykorzystać tę możliwość odpowiednio wcześnie.

Największym wyzwaniem pozostaje czas. Specjaliści od dawna tłumaczą, że im wcześniej rozpoznajemy zapalną chorobę reumatyczną i rozpoczynamy skuteczne leczenie, tym większa jest szansa na uzyskanie i utrzymanie remisji. Zalecenia europejskie wskazują, że pacjent z podejrzeniem zapalnej choroby stawów powinien trafić do reumatologa w ciągu sześciu tygodni od wystąpienia objawów.

„Rozpoczęcie leczenia we wczesnej fazie choroby zwiększa szansę na remisję i ogranicza ryzyko trwałego uszkodzenia stawów oraz rozwoju powikłań narządowych. Remisja jest więc w Polsce celem realnym, ale osiągamy ją rzadziej, niż pozwalają na to współczesne możliwości medycyny” – wskazał prof. Batko.

Wśród przyczyn wymienił m.in. to, że droga pacjenta do reumatologa i postawienia rozpoznania nadal bywa w Polsce zbyt długa.

Reumatolodzy proponują strategię 6-12-6. Liczby te wyznaczają trzy kluczowe punktu czasowe, które mogą decydować o rokowaniu pacjenta: najwyżej sześć tygodni od wystąpienia objawów do konsultacji reumatologicznej, 12 tygodni od początku objawów do wdrożenia leczenia (jako tzw. okno terapeutyczne) oraz sześć miesięcy na osiągnięcie remisji lub tzw. niskiej aktywności choroby.

Dzięki dobrej diagnostyce i leczeniu jest możliwość zapanowania nie tylko nad chorobą podstawową, ale także szansa na uniknięcie rozwoju chorób współistniejących.

U części pacjentów choroby reumatyczne mają dramatyczny przebieg. „Choroby o podłożu zapalnym, agresywne, takie jak reumatoidalne zapalenie stawów, choroba Stilla, spondyloartropatie, łuszczycowe zapalenie stawów, twardzina układowa, zapalenia mięśni, toczeń rumieniowaty układowy, to ciężkie schorzenia, w których rokowanie jest podobne jak w wielu chorobach nowotworowych. To oznacza, że jeśli pacjent nie zostanie dobrze zdiagnozowany na wczesnym etapie rozwoju choroby i nie otrzyma optymalnego leczenia, to rozwiną się u niego najróżniejsze powikłania” – wyjaśnił prof. Żuber. Podkreślił, że może dojść do zajęcia serca, nerek, układu nerwowego czy rozwoju ciężkiej choroby śródmiąższowej płuc.

„Taki pacjent będzie żył krócej niż przeciętny mieszkaniec Polski, a jakość jego życia nie będzie dobra. Nie umrze z powodu »reumatyzmu«, ale z powodu powikłań układowych, czyli zaburzenia pracy narządów” – powiedział specjalista.

Przypomniał, że lekarze w Polsce mają do dyspozycji dziewięć programów lekowych, w ramach których mogą stosować 24 substancji czynnych. „Dzięki wsparciu Ministerstwa Zdrowia i NFZ rozwinęliśmy te programy w sposób fantastyczny, ale potrzebujemy dalszego wsparcia, bo choć w wielu chorobach możemy stosować leki innowacyjne, tak jak inne kraje Europy, to mamy problem niedostatecznego finansowania” – przyznał prof. Żuber.

Pomimo coraz szerszego dostępu do tańszych leków biopodobnych, zapewnienie finansowania terapii rosnącej liczbie pacjentów wciąż pozostaje wyzwaniem. W Polsce nowoczesne terapie otrzymuje około 40 tys. pacjentów reumatologicznych. Na przykład z leczenia biologicznego i celowanego syntetycznego korzysta około 6 proc. chorych na reumatoidalne zapalenie stawów, podczas gdy średnia europejska wynosi 20 proc. „Mamy duży dystans do nadrobienia” – wskazał ekspert.

W opinii reumatologów jednym z rozwiązań może być refundacja apteczna wybranych leków biologicznych i celowanych syntetycznych poza programami lekowymi, co mogłoby istotnie zwiększyć dostępność leczenia.

Prof. Żuber zaznaczył, że ograniczenia finansowania programów lekowych oraz sytuacja ekonomiczna szpitali, które nie mogą długoterminowo kredytować terapii, powodują, iż część chorych musi oczekiwać na rozpoczęcie leczenia. Tymczasem zwłoka w leczeniu może powodować ograniczenie sprawności i trwałą utratę zdolności do pracy.

Eksperci zwrócili uwagę, że stosowanie nowoczesnych terapii jest opłacalne. Dane ZUS wskazują, że dzięki innowacyjnemu leczeniu chorób narządu ruchu udało się zmniejszyć liczbę zwolnień lekarskich i długości ich trwania oraz liczbę rent.

„To pokazuje, że leczenie zgodne z europejskimi standardami jest inwestycją, a nie kosztem, jak u nas się ocenia, bo przecież dajemy pacjentom szansę na normalne funkcjonowanie. Tacy pacjenci są w stanie chodzić, pracować, cieszyć się wysoką jakością życia” – powiedział prof. Żuber. W jego ocenie nakłady na nowoczesne terapie powinny być zwiększone, aby zapobiec znacznie wyższym kosztom ponoszonym z tytułu niepełnosprawności pacjentów, ich leczenia operacyjnego i długotrwałej rehabilitacji. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Od 1 października 2026 r. zaczyna obowiązywać kolejna lista leków refundowanych. Wśród 24 nowych terapii znalazło się 13 dedykowanych onkologii. Zmiany obejmują m.in. leczenie nowotworów układu pokarmowego, raka nerki, raka piersi i płuca, nowotworów urotelialnych, guzów neuroendokrynnych, szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

To czwarta i ostatnia w tym roku aktualizacja listy. W całym 2026 r. refundacją objęto 90 nowych terapii, z czego aż 46 skierowanych do pacjentów onkologicznych. Październikowa lista nie oznacza przy tym wyłącznie pojawienia się nowych leków. W części przypadków, rozszerzone zostały dotychczasowe wskazania lub zmienione zasady programów lekowych tak, aby z określonych terapii mogły skorzystać kolejne grupy pacjentów.

Szczególnie wyraźnym kierunkiem najnowszych zmian jest dalsze różnicowanie leczenia w zależności od biologicznych cech nowotworu. Coraz częściej o wyborze terapii decyduje nie tylko lokalizacja i stopień zaawansowania choroby, ale również obecność konkretnej mutacji, ekspresja określonego białka czy wynik badania immunohistochemicznego.

Najwięcej zmian w nowotworach układu pokarmowego

Duża część październikowej aktualizacji dotyczy nowotworów przewodu pokarmowego. W przypadku zaawansowanego raka jelita grubego refundacją zostanie objęte skojarzenie enkorafenibu z cetuksymabem u dorosłych pacjentów z potwierdzoną mutacją BRAF V600E, w drugiej lub kolejnych liniach leczenia. 

– To terapia, na którą pacjenci czekali bardzo długo – wyjaśnia prof. Lucjan Wyrwicz, kierujący w Narodowym Instytucie Onkologii  Kliniką Onkologii i Radioterapii – Rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E należy do najbardziej agresywnych podtypów tej choroby, dlatego udostępnienie nowej opcji terapeutycznej stanowi istotny postęp i poszerza możliwości pomocy chorym w zaawansowanym stadium. Liczymy jednak na dalsze rozszerzenie wskazań refundacyjnych – najnowsze badania naukowe pokazują, że zastosowanie tej terapii już w pierwszej linii przynosi jeszcze większe korzyści – dodaje ekspert

Nowe możliwości leczenia obejmą również chorych na miejscowo zaawansowanego lub przerzutowego raka dróg żółciowych. Pembrolizumab w skojarzeniu z chemioterapią będzie dostępny dla chorych już w pierwszej linii leczenia. 

– Terapia ta stanowi alternatywę dla durwalumabu, refundowanego od ponad roku. Oba leki zapewniają zbliżone wyniki leczenia. Istotną różnicą jest możliwość kontynuowania chemioterapii w skojarzeniu z pembrolizumabem przez ponad sześć miesięcy, co u niektórych pacjentów może być uzasadnione klinicznie – mówi prof. Wyrwicz

Rak żołądka – trzy nowe możliwości i coraz większa rola biomarkerów

Duże zmiany dotyczą leczenia zaawansowanego raka żołądka oraz raka połączenia żołądkowo-przełykowego.U pacjentów z nowotworem HER2-dodatnim, przy odpowiedniej ekspresji PD-L1, refundacją zostanie objęty pembrolizumab w skojarzeniu z trastuzumabem i chemioterapią w pierwszej linii leczenia. Dla chorych z nowotworem HER2-ujemnym i ekspresją PD-L1 dostępne będzie natomiast leczenie pembrolizumabem w połączeniu z chemioterapią. W praktyce zmiana ta poszerza grupę pacjentów, którzy już na pierwszym etapie leczenia będą mogli skorzystać z nowoczesnego leczenia skojarzonego.

– Obie te opcje terapeutyczne były intensywnie badane w Narodowym Instytucie Onkologii w ramach badań klinicznych. W przypadku raka HER2-ujemnego poszerza się grupa pacjentów, którzy mogą otrzymać immunoterapię, w porównaniu z dotychczasowym zakresem refundacji pembrolizumabu. Terapia ta ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ jestem seniorem autorskim publikacji przedstawiającej wyniki badania, które stanowiło podstawę jej rejestracji – kontynuuje prof. Wyrwicz

Trzecia zmiana dotyczy pacjentów z HER2-ujemnym, miejscowo zaawansowanym nieresekcyjnym lub przerzutowym rakiem gruczołowym żołądka albo połączenia żołądkowo-przełykowego, którego komórki wykazują obecność klaudyny 18.2 (CLDN18.2). W tej grupie refundowany będzie zolbetuksymab w skojarzeniu z chemioterapią. 

– Jest to bardzo ważne uzupełnienie możliwości terapeutycznych u pacjentów z rakiem żołądka. Ekspresja CLDN18.2 jest biomarkerem niekorzystnego rokowania w tzw. typie rozlanym raka żołądka, a ta grupa pacjentów stanowi duże wyzwanie w terapii. Stąd znaczna wartość uzupełnienia spektrum dostępnych terapii o zolbetuksimab. Jest to jednocześnie wyjątkowy lek celowany, gdyż posiada bardzo nasilone działania niepożądane jakimi są nudności i wymioty o znacznym nasileniu wynikające z podrażnienia zdrowej części żołądka. Stosowanie terapii tym lekiem wymaga od onkologa dużego doświadczenia zwłaszcza w początkowej fazie terapii gdy objawy uboczne są najsilniejsze – zaznacza prof. Lucjan Wyrwicz

Nowa opcja w guzach neuroendokrynnych

Guzy neuroendokrynne tworzą bardzo zróżnicowaną grupę nowotworów, dlatego dobór postępowania zależy m.in. od lokalizacji, stopnia zróżnicowania, zaawansowania choroby i wcześniejszego leczenia. Kolejna refundowana możliwość poszerza zakres postępowania u pacjentów, u których dostępne dotychczas metody nie mogą być zastosowane.
Kabozantynib będzie dostępną opcją w leczeniu dorosłych pacjentów z nieresekcyjnymi lub przerzutowymi, dobrze zróżnicowanymi guzami neuroendokrynnymi, gdy nie mogą zostać zastosowane inne metody leczenia. Zmiana dotyczy zarówno guzów wywodzących się z trzustki, jak i guzów neuroendokrynnych o innych lokalizacjach.

Rak nerki i pierwsza terapia celowana w chorobie von Hippla-Lindaua

Kolejna możliwość zastosowania nowoczesnej terapii pierwszej linii leczenia obejmie pacjentów chorujących na raka nerkowokomórkowego. Refundacją objęte zostanie skojarzenie pembrolizumabu z aksytynibem u dorosłych pacjentów z pośrednim lub niekorzystnym rokowaniem według skali IMDC (International Metastatic Renal Cell Carcinoma Database Consortium), stosowanej do oceny rokowania u pacjentów z przerzutowym rakiem nerki.

– Objęcie refundacją kolejnej terapii łączącej przeciwciało anty-PD-1, które wspiera układ odpornościowy w walce z nowotworem, z lekiem ograniczającym tworzenie naczyń krwionośnych odżywiających guz zwiększy możliwości dopasowania leczenia do potrzeb pacjenta. Leki z tej drugiej grupy, należące do inhibitorów wielokinazowych, różnią się profilem działań niepożądanych. Różnice te mogą mieć znaczenie przy wyborze terapii, zwłaszcza u osób z chorobami współistniejącymi – wyjaśnia prof. Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego NIO

Osobną i szczególnie istotną zmianą jest refundacja belzutifanu dla dorosłych pacjentów z chorobą von Hippla-Lindaua, u których leczenie miejscowe zostało uznane za nieodpowiednie. Jest to pierwsza refundowana terapia celowana przeznaczona dla tej grupy chorych. Choroba von Hippla-Lindaua jest rzadkim, uwarunkowanym genetycznie zespołem predysponującym do powstawania nowotworów. Możliwość zastosowania leczenia systemowego ma znaczenie zwłaszcza wtedy, kiedy charakter lub liczba zmian ogranicza możliwości kolejnych interwencji miejscowych.  

– To niezwykle ważna refundacja dla osób z rzadką chorobą, której objawy często dotyczą wielu narządów i wymagają licznych zabiegów. W zdecydowanej większości przypadków pojawiają się one już w młodości, a kolejne operacje mogą z czasem pogarszać funkcjonowanie narządów i jakość życia chorych. U części pacjentów dalsze interwencje chirurgiczne stają się niemożliwe lub wiążą się z nieakceptowalnym ryzykiem. – mowi prof. Jakub Kucharz  – Belzutyfan jest pierwszym zarejestrowanym lekiem z grupy inhibitorów HIF-2α. To zarazem znakomity przykład tego, jak poznanie mechanizmów choroby i badania z zakresu biologii molekularnej mogą prowadzić do opracowania skutecznej terapii.

Warto podkreślić, że Klinika Nowotworów Układu Moczowego NIO-PIB była pierwszym ośrodkiem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie, w którym rozpoczęto  stosowanie belzutyfanu u osób z chorobą von Hippla–Lindaua (VHL) – Początkowo leczenie prowadziliśmy w ramach importu docelowego, a po rejestracji leku w Europie – w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Obecnie mamy pod opieką kilkunastu chorych. Należy jednak podkreślić, że belzutyfan powinien być stosowany wyłącznie u pacjentów, u których metody leczenia miejscowego są niemożliwe do zastosowania lub nie są odpowiednie. Kwalifikacja do terapii musi opierać się na ocenie zespołu wielospecjalistycznego – dodaje ekspert

Większa elastyczność w leczeniu raka urotelialnego

Zmodyfikowane zostaną również zasady leczenia raka urotelialnego. W schemacie obejmującym niwolumab, gemcytabinę i cisplatynę możliwe będzie zastąpienie cisplatyny karboplatyną u pacjentów, u których stwierdzono nietolerancję leczenia cisplatyną. Zmiana została wprowadzona jako wskazanie off-label, czyli poza wskazaniami określonymi w Charakterystyce Produktu Leczniczego. W praktyce zwiększa to możliwość dostosowania schematu do sytuacji klinicznej pacjenta, w szczególności w przypadkach, w których dalsze stosowanie cisplatyny jest niemożliwe.

– To ważna zmiana w codziennej praktyce klinicznej. Podczas chemioterapii opartej na cisplatynie mogą wystąpić działania niepożądane, które uniemożliwiają jej dalsze podawanie. Możliwość zastąpienia cisplatyny karboplatyną pozwoli dostosować schemat chemioterapii do aktualnego stanu pacjenta i kontynuować leczenie skojarzone z niwolumabem, pod warunkiem że nadal będą spełnione kryteria jego bezpiecznego stosowania – mówi prof. Kucharz 

Takie postępowanie przewidziano również w badaniu rejestracyjnym, w którym dopuszczano zmianę cisplatyny na karboplatynę w trakcie terapii. Modyfikacja zasad refundacji uwzględnia więc sytuację kliniczną znaną zarówno z praktyki, jak i z badania stanowiącego podstawę wprowadzenia tego schematu leczenia.

Dla pacjenta oznacza to większą elastyczność i szansę na zachowanie ciągłości terapii mimo nietolerancji jednego z jej składników. Dla lekarza jest to możliwość odpowiedniego dostosowania schematu chemioterapii bez konieczności rezygnacji z immunoterapii. Zmiana dotyczy chorych, u których nietolerancja pojawiła się podczas leczenia, nie oznacza automatycznego rozszerzenia możliwości rozpoczynania leczenia 



Rak piersi – rozszerzenie leczenia pooperacyjnego

Zmiana w programie leczenia raka piersi dotyczy abemacyklibu stosowanego w skojarzeniu z hormonoterapią w leczeniu uzupełniającym. Możliwość refundowanego leczenia obejmie określoną grupę dorosłych pacjentów bez przerzutów do węzłów chłonnych, z wczesnym hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi i wysokim ryzykiem nawrotu. Także w tym przypadku chodzi o wskazanie off-label. To przykład zmiany dotyczącej leczenia prowadzonego na wczesnym etapie choroby, kiedy celem terapii uzupełniającej jest zmniejszenie ryzyka jej nawrotu po leczeniu radykalnym.

– Rozszerzenie refundacji abemacyklibu na wybraną grupę chorych bez przerzutów do węzłów chłonnych, ale z wysokim ryzykiem nawrotu, pozwala lepiej dostosować leczenie uzupełniające do indywidualnych potrzeb pacjentek z hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi. Część z nich może już korzystać z innego inhibitora CDK4/6. Obecna zmiana daje dodatkową możliwość zastosowania abemacyklibu poza wskazaniami rejestracyjnymi, zgodnie z kryteriami programu lekowego. Wybór terapii powinien uwzględniać sytuację kliniczną pacjentki, dostępne dowody naukowe, choroby współistniejące, profil działań niepożądanych oraz preferencje chorej – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Konieczna z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO


Rak płuca – możliwość ponownego zastosowania immunoterapii

W programie leczenia raka płuca pojawi się ważna zmiana dotycząca mozliwości ponownego zastosowania immunoterapii. Obejmie ona zarówno chorych z niedrobnokomórkowych rakiem płuca leczonych radykalnie we wczesnych stadiach, jak i pacjentów leczonych w stadium uogólnienia choroby.

U chorych, którzy otrzymywali immunoterapię lub immunochemioterapię w ramach leczenia radykalnego, ponowne zastosowanie immunoterapii będzie możliwe, jeśli nawrót choroby nastąpi po co najmniej 12 miesiącach od podania ostatniej dawki immunoterapii.

W przypadku pacjentów leczonych immunoterapią w stadium uogólnienia choroby ponowna kwalifikacja będzie możliwa wyłącznie po spełnieniu wszystkich określonych warunków: planowym zakończeniu dwuletniego leczenia, utrzymywaniu się odpowiedzi na immunoterapię do jego zakończenia, braku istotnych działań niepożądanych oraz nawrocie choroby po co najmniej 6 miesiącach od ostatniej dawki immunoterapii.

– Możliwość ponownego zastosowania immunoterapii będzie zależała od tego, na jakim etapie choroby pacjent otrzymywał ją wcześniej, oraz od czasu, jaki upłynął od zakończenia leczenia do nawrotu. U chorych leczonych w stadium uogólnienia znaczenie będą miały również utrzymująca się odpowiedź na wcześniejszą terapię i jej tolerancja. Ponowna kwalifikacja będzie więc wymagała spełnienia ściśle określonych kryteriów programu lekowego – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO

Nowy program lekowy jednoznacznie określi również czas stosowania immunoterapii w pierwszej linii leczenia: terapia będzie mogła trwać nie dłużej niż dwa lata. Natomiast chorzy otrzymujący immunoterapię po niepowodzeniu wcześniejszej chemioterapii będą mogli kontynuować ją do momentu udokumentowania progresji choroby.

Nowe możliwości w hematoonkologii

Październikowa lista refundacyjna poszerza również możliwości leczenia pacjentów z nowotworami układu krwiotwórczego. Zmiany dotyczą szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

W szpiczaku plazmocytowym refundacją w pierwszej linii leczenia zostanie objęty schemat DVRd, łączący daratumumab z bortezomibem, lenalidomidem i deksametazonem. Będzie on dostępny dla dorosłych, wcześniej nieleczonych chorych, którzy nie kwalifikują się do autologicznego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych.

– Dotychczas starsi pacjenci mogli korzystać w ramach programu lekowego ze schematu DRd, obejmującego daratumumab, lenalidomid i deksametazon. Obecna zmiana udostępnia dodatkową opcję – schemat czterolekowy, zawierający również bortezomib. Poszerza to możliwości wyboru terapii już na początku leczenia – zaznacza prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką Nowotworów Układu Chłonnego NIO

Z kolei w przewlekłej białaczce limfocytowej refundacja zanubrutynibu w monoterapii w pierwszej linii zostanie rozszerzona na całą populację dorosłych chorych. Dotychczas obejmowała pacjentów starszych oraz młodszych z określonymi obciążeniami, takimi jak choroby współistniejące, nawracające infekcje lub zaburzenia czynności nerek. Teraz z tej opcji będą mogli skorzystać także pozostali dorośli pacjenci, zgodnie z kryteriami programu lekowego.

Obie zmiany zwiększają możliwości dostosowania terapii do sytuacji klinicznej chorego. W chorobach wymagających wieloletniego postępowania większy wybór na początku leczenia ma znaczenie także dla planowania jego kolejnych etapów.

Kierunek: leczenie coraz dokładniej dopasowane do choroby

Październikowa aktualizacja oznacza nie tylko rosnącą liczbę dostępnych terapii. Coraz bardziej widoczna jest zmiana sposobu kwalifikowania pacjentów do samego leczenia.W raku jelita grubego znaczenie ma mutacja BRAF V600E. W raku żołądka – status HER2, ekspresja PD-L1 czy obecność CLDN18.2. W raku płuca, coraz ważniejsze staje się z kolei nie tylko to, jakie leczenie pacjent otrzymał wcześniej, ale również kiedy je zakończył i po jakim czasie doszło do nawrotu.

Nowoczesna onkologia coraz rzadziej sprowadza się więc do jednego schematu przypisanego do określonego rozpoznania. Decyzja terapeutyczna jest wynikiem połączenia wielu informacji – dotyczących biologii nowotworu, stadium choroby, wcześniejszego leczenia i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

Październikowe zmiany poszerzają liczbę takich możliwych scenariuszy i w kolejnych grupach chorych pozwalają lepiej dopasować dostępne leczenie do charakteru choroby.
 

Źródło: NIO

Dostępne terapie biologiczne poprawiają funkcjonowanie osób z astmą ciężką. Mimo refundacji z takiego leczenia korzysta obecnie ok. 6 tys. pacjentów, podczas gdy według szacunków terapia może być potrzebna 35 tys. osób. Na dostęp do biologicznego leczenia czekają też pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. W Unii Europejskiej zarejestrowano już dwa leki dla wybranych grup chorych, ale w Polsce nie są one dostępne w leczeniu POChP.

– W Polsce ponad połowa chorych na astmę i połowa chorych na POChP jeszcze nie ma rozpoznania choroby. Podstawą rozpoznania choroby obturacyjnej jest wykonanie spirometrii, czyli ujawnienie obturacji, zwężenia oskrzeli. W astmie jest ona spowodowana stanem zapalnym, który kurczy oskrzela, wywołuje obrzęk błony śluzowej i nadmiar gęstej, lepkiej wydzieliny. W przypadku POChP są te same objawy, a dodatkowo dochodzi do degradacji obwodowego miąższu płucnego, co powoduje, że powietrze z trudem wylatuje z układu oddechowego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, z Kliniki Chorób Wewnętrznych Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według szacunków przedstawianych przez Polską Federację Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP objawy astmy ma w Polsce ponad 4 mln osób, jednak rozpoznanie ma ok. 2 mln. Liczbę chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) szacuje się na ok. 2 mln, podczas gdy w systemie ochrony zdrowia zarejestrowanych jest ok. 1,3 mln pacjentów z tym rozpoznaniem. Oznacza to, że ponad 700 tys. osób może nie wiedzieć o swojej chorobie.

W ramach Polskiego Dnia Spirometrii w środę 30 września w 10 oddziałach wojewódzkich NFZ wykonywane są bezpłatne badania spirometryczne.

– Każdy, kto ma przewlekły kaszel, trwający ponad osiem tygodni, kto zgłasza uczucie duszności, czyli subiektywne uczucie braku powietrza, powinien wykonać badanie spirometryczne. To niezmiernie ważne, żeby rozpoznać astmę – chorobę, która w Polsce zabija około kilkuset pacjentów rocznie. Jeszcze ważniejsze jest wykonanie spirometrii u osoby, która pali tytoń, żyje w zanieczyszczonej atmosferze i kaszle. Nieleczona, nierozpoznana POChP skraca życie o 10–15 lat – podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki.

Astma ciężka dotyczy 5–10 proc. chorych na astmę. U tych pacjentów objawy i zaostrzenia mogą występować mimo stosowania wysokich dawek leków wziewnych. Dla tej grupy dostępne jest leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44. Obecnie obejmuje on pięć substancji czynnych o różnych mechanizmach działania.

– Leczenie biologiczne jest dostępne w Polsce od 2012 roku, a w praktyce pierwszy pacjent był włączony w 2013 roku, więc czas leczenia jest już dosyć długi i mamy spore własne doświadczenia dotyczące tych terapii – mówi dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk, specjalistka chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. – To zmieniło świat naszych pacjentów. Spowodowało, że w tej chwili rzadko si ęzdarza, że spotykamy pacjenta z astmą, który nie może wyjeżdżać, pracować czy chodzić do szkoły, kogoś, kto w dalszym ciągu ma tego rodzaju ograniczenia.

Mimo refundacji leczenie biologiczne nadal nie trafia do wszystkich pacjentów z astmą ciężką, którzy mogą spełniać kryteria. Eksperci wskazują m.in. na potrzebę wcześniejszego kierowania chorych do ośrodków zajmujących się leczeniem astmy ciężkiej.

– Realna dostępność do terapii w dalszym ciągu nie jest wystarczająca. Liczba pacjentów sięgająca 6 tys. nie jest tym, na co liczymy, bo szacuje się, że mniej więcej 35 tys. to jest liczba, którą powinniśmy osiągnąć, jeżeli chodzi o leczenie wszystkich pacjentów chorujących na astmę ciężką – ocenia dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Od 1 października br., zgodnie z decyzją resortu zdrowia, do programu B.44 zostanie wprowadzonych kilka zmian. Jedną z najważniejszych jest obniżenie w kryteriach programu progów eozynofilii wymaganych przy kwalifikacji do terapii. Zmiany obejmują też obniżenie wieku kwalifikacji oraz możliwości zmiany terapii biologicznej dla leków stosowanych w programie.

Jak podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk, lekarze i pacjenci liczą także na możliwość włączenia terapii ultradługodziałającej (depemokimabu).

– To, co jest na bliskim horyzoncie, to terapia ultradługodziałająca, czyli taka, którą podaje się pacjentowi zaledwie dwa razy w roku, raz na sześć miesięcy. Ta terapia, podobnie jak leki, które już w tej chwili mamy dostępne, jest ukierunkowana na interleukinę 5. Tę ścieżkę mamy już wypracowaną, wiemy, że leki działające w tym mechanizmie są bardzo bezpieczne i skuteczne, a absolutną innowacją jest długi czas działania – wyjaśnia specjalistka WIM-PIB.

Jak podkreślają eksperci, w leczeniu POChP jesteśmy o krok wcześniej. Standardem są leki wziewne, ale u części chorych mimo leczenia nadal dochodzi do zaostrzeń. Dla wybranej grupy takich pacjentów zarejestrowano w UE dwa leki biologiczne (dupilumab i mepolizumab), które są stosowane jako uzupełnienie dotychczasowego leczenia.  

– Terapia biologiczna w POChP to krok milowy w leczeniu. To leczenie skierowane do pacjentów, którzy mają zaawansowaną postać choroby, częste zaostrzenia i którzy mają już stosowaną terapię trójlekową lub leki rozszerzające oskrzela, kiedy stosowanie steroidu nie jest wskazane. To także pacjenci, którzy mają liczbę eozynofilów powyżej 300 – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Badania kliniczne wykazały, że u odpowiednio dobranej grupy pacjentów leczenie biologiczne może ograniczyć liczbę zaostrzeń w POChP o 20–30 proc. Lekarze zwracają uwagę, że każde zaostrzenie pogarsza rokowanie pacjenta, zwiększa ryzyko hospitalizacji i przyspiesza pogarszanie się funkcji płuc.

– Jeżeli pacjent ma fenotyp zaostrzeniowy, to zastosowanie terapii biologicznej zmniejsza liczbę zaostrzeń o 1/3. Ponieważ zaostrzenia są pierwszą przyczyną zgonów u chorych na POChP, to można powiedzieć, że niewłączenie terapii biologicznej u chorego z fenotypem zaostrzeniowym i fenotypem eozynofilowym jest błędem w sztuce – wskazuje dr Piotr Dąbrowiecki.

Dopuszczenie terapii do stosowania w UE nie oznacza automatycznie ich refundacji w Polsce.

– Terapie biologiczne są rzeczywiście zarejestrowane, ale czekamy na refundację i przygotowania programu lekowego. Wierzę, że Rok POChP, inicjatywa, która podkreśla ważność tej choroby, będzie okresem kulminacyjnym dla pacjentów z POChP, który da im nowoczesne leczenie – podkreśla dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Według WHO w 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

Leczenie przewlekłej białaczki limfocytowej coraz częściej zmierza w kierunku terapii, które pozwalają uzyskać długotrwałą kontrolę choroby bez konieczności bezterminowego przyjmowania leków. Podczas konferencji „Hematologia konsultacyjna. Jak leczę… w 2026 r.” eksperci dyskutowali o wynikach badania CLL17, nowych wytycznych EHA oraz barierach, które sprawiają, że w Polsce nadal wielu pacjentów otrzymuje terapie ciągłe. Wśród kluczowych wyzwań wskazano organizację leczenia opartego na wenetoklaksie, indywidualizację wyboru terapii oraz dostęp do nowych schematów i leków.

W dniach 10-12.09.2026 r. w Gdańsku odbyła się konferencja „Hematologia konsultacyjna. Jak leczę… w 2026 r. w ramach, której omawiano nowe metody leczenia różnych schorzeń hematologicznych. W ostatnim dniu konferencji omawiano zagadnienia związane z leczeniem przewlekłej białaczki limfocytowej (CLL). Punktem wyjścia była debata dotycząca badania klinicznego CLL17, które podkreśliło rosnące znaczenie terapii o ograniczonym czasie trwania. Wyniki tego randomizowanego, wieloośrodkowego badania fazy III wykazały, że schematy wenetoklaks–obinutuzumab oraz wenetoklaks–ibrutynib mogą zapewniać kontrolę choroby porównywalną z ciągłym stosowaniem ibrutynibu w monoterapii, jednocześnie umożliwiając zakończenie leczenia po określonym czasie. Debatę prowadził prof. Krzysztof Giannopoulos, a stanowiska przeciwstawne przedstawili prof. Krzysztof Jamroziak – argumentujący, że wyniki badania pomogły w codziennej praktyce – oraz prof. Wojciech Jurczak, reprezentujący bardziej sceptyczne podejście. Profesor Jurczak podkreślił, że w obecnych czasach dysponujemy już kolejnymi generacjami inhibitorów kinazy Brutona o zdecydowanie bardziej korzystnym profilu tolerancji leczenia niż inhibitor pierwszej generacji, jakim jest ibrutynib. Dyskusja nie sprowadzała się jednak do prostego rozstrzygnięcia sporu. Pokazała przede wszystkim, że ograniczenie czasu ekspozycji na leczenie staje się jednym z najważniejszych celów współczesnej terapii CLL. Wyniki badania CLL17 dostarczyły temu podejściu istotnego uzasadnienia klinicznego.

Bezpośrednio po debacie rozpoczął się panel ekspertów CLL, który poprowadzili prof. Iwona Hus oraz prof. Bartosz Puła. W dyskusji uczestniczyli prof. Krzysztof Giannopoulos, prof. Krzysztof Jamroziak, prof. Wojciech Jurczak, prof. Dariusz Wołowiec, prof. Tomasz Wróbel oraz prof. Jan Maciej Zaucha.

Dyskusję zainicjował prof. Jan Maciej Zaucha, przedstawiając dane Narodowego Funduszu Zdrowia z lat 2025 i 2026. Wynikało z nich, że pomimo krajowych i międzynarodowych zaleceń wskazujących na korzyści z terapii ograniczonych w czasie, nadal znaczna część pacjentów otrzymuje nieograniczoną w czasie terapię akalabrutynibem lub zanubrutynibem. Dane te stały się punktem wyjścia do rozmowy o przyczynach rozbieżności między zaleceniami a praktyką kliniczną.

Jednym z najważniejszych powodów może być łatwość organizacyjna rozpoczęcia leczenia inhibitorami BTK. Akalabrutynib i zanubrutynib mogą być włączane w warunkach poradni, bez konieczności hospitalizacji, skomplikowanej eskalacji dawki ani intensywnego monitorowania ryzyka zespołu rozpadu guza. Z perspektywy ośrodków oraz samych pacjentów jest to istotne ułatwienie, które może sprzyjać wybieraniu terapii ciągłych, nawet jeśli długoterminowo leczenie ograniczone w czasie byłoby rozwiązaniem bardziej pożądanym ze względu na ograniczoną ekspozycję na leki, potencjalnie niższą toksyczność i niższe koszty leczenia przy jednoczesnym zachowaniu skuteczności takich form terapii.

Zwrócono również uwagę na mniejszą od oczekiwanej liczbę włączeń do schematu wenetoklaks–ibrutynib. Jedną z możliwych przyczyn mogą być obawy dotyczące działań niepożądanych ibrutynibu, szczególnie u pacjentów starszych oraz u pacjentów obciążonych chorobami układu sercowo-naczyniowego. Nadzieję na zmianę tej sytuacji wiązano z udostępnieniem terapii ograniczonej w czasie akalabrutynibem w skojarzeniu z wenetoklaksem. Schemat ten jest postrzegany jako potencjalnie lepiej tolerowana terapia ograniczona w czasie, choć jego wybór nadal powinien uwzględniać indywidualne ryzyko oraz charakterystykę pacjenta.

Istotną część rozmowy poświęcono także organizacji leczenia opartego na wenetoklaksie. Podkreślono potrzebę dalszych szkoleń oraz edukacji zespołów medycznych w zakresie możliwości rozpoczęcia terapii w warunkach ambulatoryjnych. U odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów, po właściwej ocenie ryzyka wystąpienia zespołu rozpadu guza oraz przy zapewnieniu nawodnienia i monitorowania laboratoryjnego, eskalacja dawki wenetoklaksu nie zawsze wymaga hospitalizacji. Upowszechnienie takich procedur mogłoby ograniczyć bariery organizacyjne i zwiększyć dostępność terapii o ograniczonym czasie trwania.

W dalszej części panelu omówiono najważniejsze założenia nowych wytycznych EHA dotyczących leczenia CLL. Wskazują one, że u pacjentów bez zaburzeń TP53 terapie ograniczone w czasie powinny być preferowane, o ile pozwalają na to profil ryzyka, choroby współistniejące oraz możliwości bezpiecznego przeprowadzenia leczenia. Jednocześnie zapowiedziano rychłą publikację nowych polskich zaleceń dotyczących diagnostyki i leczenia CLL, opracowanych przez grupę PALG. Również w tym kontekście podkreślano potrzebę odchodzenia od automatycznego stosowania terapii bezterminowych oraz świadomego wykorzystywania schematów pozwalających pacjentowi na okres wolny od leczenia. Wytyczne EHA wyraźnie wspierają ten kierunek, zachowując jednocześnie miejsce na indywidualizację postępowania.

W końcowej części rozmowy wyrażono nadzieję na refundację schematów ograniczonych w czasie, opartych na akalabrutynibie i wenetoklaksie, w skojarzeniu z obinutuzumabem lub bez niego. Ważnym oczekiwaniem pozostaje również refundacja pirtobrutynibu – niekowalencyjnego inhibitora BTK wykazującego aktywność u pacjentów po wcześniejszym leczeniu zarówno kowalencyjnym inhibitorem BTK, jak i inhibitorem BCL2. Lek ten może wypełnić szczególnie istotną lukę terapeutyczną u chorych z tak zwaną podwójną opornością, dla których obecnie, poza badaniami klinicznymi w Polsce, brak jest refundacji odpowiedniej terapii. Jego miejsce w zmieniającym się krajobrazie leczenia CLL zostało niedawno podsumowane przez polskich autorów w artykule przeglądowym opublikowanym w „Acta Haematologica Polonica”.

Obie sesje pokazały, że postęp w leczeniu CLL nie zależy już wyłącznie od dostępności kolejnych leków. Równie istotne pozostają czas trwania terapii, jej bezpieczeństwo, organizacja pracy ośrodków oraz możliwość zapewnienia pacjentowi długiego okresu bez leczenia. To właśnie konsekwentne wdrażanie terapii ograniczonych czasowo może stać się jednym z najważniejszych kierunków polskiej praktyki klinicznej w najbliższych latach.