Medicalpress
Prezydent RP podpisał ustawę wprowadzającą Centralną Elektroniczną Rejestrację (CER) – ogólnopolski system kolejkowy, który ma całkowicie zmienić sposób zapisywania się na świadczenia medyczne. Dzięki nowym rozwiązaniom pacjenci zyskają jedno wspólne miejsce rejestracji do wybranych świadczeń opieki zdrowotnej, a placówki – narzędzie pozwalające skuteczniej zarządzać dostępnością terminów.
Ustawa z 26 września 2025 r. o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych tworzy nowy, zintegrowany system zgłoszeń i list oczekujących. Celem jest uproszczenie rejestracji, ograniczenie biurokracji i zwiększenie przejrzystości w dostępie do świadczeń. Nowe przepisy wejdą w życie 1 stycznia 2026 r.

Nowe zasady – koniec z chaosem kolejek

Centralna Elektroniczna Rejestracja będzie jednym wspólnym wykazem pacjentów oczekujących na świadczenia w całym kraju. Zastąpi ona dotychczasowe, odrębne listy prowadzone przez poszczególne placówki. W pierwszym etapie system obejmie 12 kategorii świadczeń zdrowotnych, wskazanych w rozporządzeniu Ministra Zdrowia.

Zgłoszenia będzie można dokonać:
Pacjent w formularzu określi preferencje dotyczące miejsca, rodzaju świadczenia czy terminu wizyty, a po jej wyznaczeniu otrzyma automatyczne potwierdzenie. Informacja o przydzielonym terminie trafi też do harmonogramu przyjęć widocznego w systemie.

Cyfrowy asystent przypomni o wizycie

Jednym z innowacyjnych elementów CER będzie voicebot – asystent głosowy, który przypomni o terminie wizyty, potwierdzi obecność pacjenta lub – w razie potrzeby – pomoże ją przełożyć. Dzięki temu system ma ograniczyć liczbę nieodwołanych wizyt i poprawić efektywność pracy placówek medycznych.

Zmiany w przepisach

Wprowadzenie CER wymagało nowelizacji kilku aktów prawnych. Ustawa m.in.:

Centralna Elektroniczna Rejestracja to kolejny etap budowy cyfrowego systemu ochrony zdrowia w Polsce. Integracja rejestracji, list oczekujących i komunikacji z pacjentem ma przynieść większą przejrzystość, lepszą kontrolę nad czasem oczekiwania i realną poprawę dostępności świadczeń.
Nowy system to także oszczędność czasu – zarówno dla pacjentów, jak i pracowników ochrony zdrowia. W założeniu ma to być rozwiązanie, które „uporządkuje” chaos kolejkowy i ułatwi codzienne funkcjonowanie publicznej służby zdrowia.

Źródło: Prezydent.pl

Rząd planuje wydłużyć obowiązywanie Narodowego Programu Zdrowia (NPZ) na lata 2021–2025 o kolejny rok – do końca 2026 r. Projekt rozporządzenia został już przekazany do konsultacji publicznych. Jak podkreślono w uzasadnieniu, decyzja o przedłużeniu wynika z potrzeby zachowania ciągłości działań w obszarze zdrowia publicznego – szczególnie w okresie, gdy Polska mierzy się z rosnącymi wyzwaniami demograficznymi i zdrowotnymi, a jednocześnie trwają prace nad nowelizacją ustawy o zdrowiu publicznym.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami, NPZ wygasa wraz z końcem 2025 r. Równolegle przygotowywane są jednak zmiany legislacyjne, które mają określić zasady funkcjonowania nowego programu w kolejnych latach. Do czasu ich uchwalenia, wydłużenie obecnej edycji o jeden rok ma zapobiec powstaniu luki systemowej i pozwolić na zachowanie ciągłości prowadzonych działań profilaktycznych, edukacyjnych i organizacyjnych.

Autorzy projektu podkreślają, że opracowywanie nowego dokumentu przejściowego tylko na jeden rok byłoby nieuzasadnione i generowałoby dodatkowe koszty oraz chaos organizacyjny. Wydłużenie obecnej edycji NPZ o kolejny rok pozwoli więc na spokojne wdrożenie zmian legislacyjnych i kontynuację rozpoczętych inicjatyw.

Choć sytuacja zdrowotna Polaków poprawia się m.in. dzięki wzrostowi kompetencji zdrowotnych i lepszym warunkom życia, lista wyzwań pozostaje długa. W uzasadnieniu projektu wymieniono m.in. długofalowe skutki pandemii COVID-19, spadek liczby urodzeń, starzenie się społeczeństwa, wielochorobowość, rosnącą niepełnosprawność i utrzymujące się nierówności w zdrowiu. Szczególną uwagę zwrócono także na wysoką zachorowalność i umieralność z powodu chorób cywilizacyjnych, takich jak choroby układu krążenia, nowotwory czy cukrzyca.

W dokumencie podkreślono, że „koszty leczenia chorób cywilizacyjnych są wielokrotnie większe niż nakłady na ich profilaktykę”. Właśnie dlatego jednym z kluczowych celów NPZ pozostaje wzmacnianie kompetencji zdrowotnych społeczeństwa i promocja prozdrowotnego stylu życia – od edukacji w szkołach po programy lokalne finansowane przez samorządy.

Projekt nowelizacji zakłada utrzymanie większości dotychczasowych zadań oraz aktualizację katalogu instytucji odpowiedzialnych za ich realizację. Wprowadzone zostaną także zmiany porządkowe wynikające z reorganizacji administracji publicznej, a także nowe interwencje odpowiadające na bieżące wyzwania zdrowia publicznego. Program, jak dotychczas, będzie realizowany we współpracy administracji rządowej, samorządów i instytucji wymienionych w ustawie o zdrowiu publicznym.

Autorzy projektu wskazują, że przyjęte rozwiązanie pozostaje w zgodzie z art. 9 ustawy o zdrowiu publicznym, który przewiduje minimalny pięcioletni okres obowiązywania NPZ.

W uzasadnieniu odniesiono się również do doświadczeń innych państw OECD i Unii Europejskiej, podkreślając, że choć modele polityki zdrowotnej są różne, wszystkie kraje rozwijają własne systemy w oparciu o dokumenty strategiczne Światowej Organizacji Zdrowia, takie jak „Zdrowie 2020” oraz nowsze strategie dotyczące chorób przewlekłych i zasobów kadrowych.

Narodowy Program Zdrowia pozostaje również spójny z globalnymi celami rozwojowymi określonymi w Agendzie ONZ 2030, obejmującymi działania na rzecz równości w zdrowiu, zdrowego środowiska oraz profilaktyki chorób przewlekłych. Jak wskazano w uzasadnieniu, przedłużenie NPZ ma zapewnić nie tylko stabilność, ale też możliwość płynnego przejścia do nowego etapu strategii zdrowia publicznego w Polsce.

Źródło: RCL

Rejestracja do lekarza ma być prostsza, szybsza i bardziej przejrzysta – takie są założenia projektu ustawy o centralnej e-rejestracji, przyjętego właśnie przez Radę Ministrów. Nowe przepisy wejdą w życie od 1 stycznia 2026 roku i oznaczają rewolucję w codziennym funkcjonowaniu systemu ochrony zdrowia. Ale czy faktycznie znikną kolejki, a umawianie wizyt stanie się wygodne dla każdego pacjenta?
To jedna z najważniejszych usług cyfrowych w ochronie zdrowia – podkreśla Ministerstwo Zdrowia, ogłaszając przyjęcie przez rząd projektu ustawy o centralnej e-rejestracji. Projekt ten, przygotowany w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększenia Odporności, zakłada obowiązek integracji placówek medycznych z ogólnopolskim systemem e-rejestracji od 1 stycznia 2026 roku.

Nowy system ma umożliwić pacjentom szybki i prosty dostęp do świadczeń zdrowotnych. W praktyce oznacza to jedno: wizyta u lekarza – przynajmniej w teorii – będzie możliwa do zarezerwowania w kilku kliknięciach, niezależnie od miejsca zamieszkania. Już teraz trwa pilotaż rozwiązania obejmującego świadczenia z zakresu kardiologii oraz badań profilaktycznych raka piersi i szyjki macicy, takich jak mammografia i cytologia.

Placówki, które chcą dołączyć do programu pilotażowego, mają czas do 1 grudnia 2025 roku. Zyskają przy tym dodatkowe finansowanie. – Po 1 lipca 2026 r. korzystanie z centralnej e-rejestracji w wybranych zakresach stanie się obowiązkowe. Brak integracji będzie skutkować konsekwencjami finansowymi przy rozliczeniach z NFZ – informuje resort zdrowia. To jasny sygnał: dla świadczeniodawców cyfryzacja nie będzie opcją, a koniecznością.

Na czym polega nowość?

E-rejestracja dostępna jest w Internetowym Koncie Pacjenta (IKP) oraz aplikacji mojeIKP. Umożliwia sprawdzenie dostępnych terminów wizyt, ich samodzielną rezerwację, a także odwołanie lub zmianę terminu bez konieczności kontaktu telefonicznego z rejestracją. System automatycznie przypomina o wizycie, informuje o zwolnieniu wcześniejszego terminu, a także – co istotne – porządkuje kolejność zapisów na podstawie kilku kryteriów: priorytetu medycznego, uprawnień pacjenta i czasu zgłoszenia. To ma ograniczyć liczbę nieodbytych wizyt i zwiększyć efektywność całego systemu.

W planach jest stopniowe rozszerzanie systemu na inne dziedziny medycyny. Na razie e-rejestracja obejmuje tylko wybrane obszary ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, ale z założenia ma stać się podstawowym narzędziem kontaktu pacjenta z ochroną zdrowia w Polsce.

Ministerstwo Zdrowia zachęca placówki do wcześniejszego przygotowania się do zmian. Co tydzień – we wtorki o godzinie 14:00 – odbywają się webinaria edukacyjne dla świadczeniodawców.

Cyfrowa transformacja ochrony zdrowia wchodzi w decydującą fazę. Choć projekt ustawy o centralnej e-rejestracji zapowiada się jako krok w stronę realnego ułatwienia pacjentom życia, jego sukces zależy od skutecznego wdrożenia i faktycznego dostosowania systemu do potrzeb wszystkich użytkowników – zarówno pacjentów, jak i placówek. Czasu na przygotowanie jest coraz mniej, a konsekwencje braku integracji będą odczuwalne finansowo. Czy system spełni pokładane w nim nadzieje? Odpowiedź poznamy po 1 lipca 2026 roku.

Zródło: MZ

Czy w Polsce każdy lekarz, który uzyskał prawo wykonywania zawodu, rzeczywiście spełnia dziś aktualne standardy wiedzy i praktyki medycznej? Czy system ochrony zdrowia ma jakikolwiek mechanizm, by to regularnie sprawdzać? Odpowiedź brzmi: nie. A skutki tego stanu rzeczy mogą być – i są – poważne.
Obecnie w Polsce praktycznie nie funkcjonuje efektywny system rewalidacji lekarzy – czyli okresowej weryfikacji uprawnień i kompetencji). Po uzyskaniu prawa wykonywania zawodu lekarze nie podlegają regularnej ocenie jakości swojej pracy ani obowiązkowej recertyfikacji. Choć formalnie istnieje obowiązek ustawicznego kształcenia i zbierania tzw. punktów edukacyjnych, to w praktyce nikt tego nie egzekwuje. W rezultacie – jak alarmują eksperci – dziesiątki, a nawet setki polskich lekarzy od lat nie uczestniczyły w żadnych szkoleniach czy konferencjach, prowadząc praktykę medyczną na poziomie sprzed kilkudziesięciu lat. Taki stan rzeczy sprawia, że spadek kompetencji lub braki w aktualnej wiedzy często wychodzą na jaw dopiero przy łóżku pacjentów, narażając ich zdrowie i życie.

Brak systemowej weryfikacji umiejętności lekarzy przekłada się bezpośrednio na pogorszenie bezpieczeństwa pacjentów. Profesor Adam Dziki zwraca uwagę, że Polska należy do krajów o jednej z najwyższych śmiertelności z powodu raka jelita grubego w Europie – jedną z przyczyn jest fakt, że wielu chirurgów nie doskonali swoich umiejętności i operuje przestarzałymi metodami. Innymi słowy, brak ciągłego doskonalenia zawodowego oznacza gorsze wyniki leczenia. Nawet najlepsze leki czy sprzęt nie uratują pacjenta, jeśli zabieg zostanie wykonany niezgodnie z aktualnymi standardami. Pomimo tego obecne przepisy nie przewidują żadnych sankcji za zaniedbanie doskonalenia zawodowego – lekarz, który nie zbiera wymaganych punktów edukacyjnych, wciąż bez przeszkód wykonuje zawód. Taki dziurawy system uniemożliwia również identyfikację lekarzy mających problemy (np. wypalonych zawodowo, z trudnościami w pracy czy w życiu osobistym), którym należałoby zapewnić wsparcie lub czasowe ograniczenie praktyki. W efekcie brak mechanizmu rewalidacji oznacza, że dopóki nie dojdzie do poważnego błędu lub skargi pacjenta – nikt nie weryfikuje jakości pracy lekarza.

Zawód lekarza to szczególna odpowiedzialność i publiczne zaufanie

Lekarz należy do zawodów zaufania publicznego, co potwierdza Konstytucja RP i przepisy prawa. Społeczeństwo oczekuje od osób wykonujących ten zawód najwyższych kwalifikacji, etycznej postawy oraz pełnej odpowiedzialności za swoje działania. Nie bez przyczyny mówi się o etosie lekarza – przedstawiciele tej profesji mają bezpośredni wpływ na zdrowie i życie obywateli, służą ochronie fundamentalnych wartości społecznych. Aby sprostać temu wyjątkowemu zaufaniu, lekarze muszą być transparentni w swojej praktyce, w pełni odpowiedzialni za decyzje i godni zaufania każdego dnia. Niestety, długotrwały brak systemowej kontroli jakości opieki medycznej przyczynił się do kryzysu zaufania społecznego. Oznacza to, że miliony ludzi nie wierzą, iż lekarze zawsze postępują profesjonalnie i rzetelnie. Tego zaufania nie da się odbudować samymi kampaniami wizerunkowymi –konieczne są realne działania, które pokażą społeczeństwu, że środowisko lekarskie dba o utrzymanie najwyższych standardów i nie toleruje zaniedbań.

Zawód lekarza to powołanie, które wymaga stałej pracy nad sobą. Medycy, bardziej niż przedstawiciele wielu innych profesji, powinni pozostawać otwarci na ocenę i informację zwrotną – zarówno od pacjentów, jak i kolegów z zespołu. Taka kultura transparencji i odpowiedzialności w medycynie leży w interesie całego społeczeństwa. Pacjent ma prawo oczekiwać, że lekarz regularnie aktualizuje swoją wiedzę i umiejętności, a jeśli tego nie robi – że zostanie to wychwycone odpowiednio wcześnie.

Dlatego wprowadzenie systemu rewalidacji lekarzy nie jest atakiem na autonomię profesji, lecz przeciwnie – niezbędnym warunkiem utrzymania prestiżu i wiarygodności tego zawodu.

Efektywne modele istnieją – czas na polską reformę

W wielu krajach na świecie zawód lekarza podlega okresowej ocenie i odnowieniu uprawnień. Są państwa, w których lekarz co kilka lat musi udowodnić, że nadal spełnia wymogi do wykonywania zawodu – przedstawiając dowody doskonalenia zawodowego i pozytywne opinie, a brak takiego potwierdzenia skutkuje nawet utratą prawa wykonywania zawodu. Doświadczenia międzynarodowe pokazują, że taki system rewalidacji działa skutecznie, podnosząc jakość opieki i eliminując z praktyki osoby, które nie powinny już samodzielnie leczyć pacjentów. Nie musimy jednak kopiować żadnego modelu wprost. Możemy stworzyć rozwiązanie dostosowane do polskich realiów – ważne jednak, by nabrało ono mocy prawnej i faktycznie działało, a nie było kolejnym martwym przepisem.

Samorząd lekarski oraz decydenci od lat dyskutują o zapewnieniu jakości w ochronie zdrowia. Pora przejść od dyskusji do czynów. Rewalidacja medyków nie musi oznaczać biurokratycznej szykany – jeśli zostanie zaprojektowana mądrze, stanie się narzędziem rozwoju zarówno dla lekarzy, jak i dla całego systemu opieki zdrowotnej. Ważne, by wdrażając reformę uwzględnić głos środowiska lekarskiego i stworzyć mechanizmy wsparcia – np. dla tych, którzy wymagają doszkolenia, a nie wyłącznie karania. Celem jest podnoszenie jakości, a nie piętnowanie lekarzy. Dobrze zaplanowany program rewalidacji będzie przede wszystkim służył społeczeństwu : bezpieczeństwu pacjentów i wzmocnieniu prestiżu polskiej medycyny.

Proponowany model okresowej rewalidacji lekarzy

Aby rewalidacja była skuteczna, powinna opierać się na ciągłym procesie oceny i doskonalenia – rozłożonym na powtarzalne cykle pięcioletnie. Każdy lekarz, niezależnie od specjalizacji, co 5 lat odnawiałby prawo wykonywania zawodu po spełnieniu jasno określonych kryteriów jakościowych. Poniżej kluczowe założenia takiego modelu:

Cele wprowadzenia systemu rewalidacji

Proponowany system okresowej rewalidacji lekarzy ma przynieść wymierne korzyści dla pacjentów, lekarzy i całego systemu ochrony zdrowia. Do najważniejszych celów takiej reformy należą:

Wezwanie do działania – wspólna odpowiedzialność lekarzy i władz

Opisany powyżej program rewalidacji lekarzy to nie zbiór abstrakcyjnych postulatów, lecz konkretna propozycja naprawy polskiego systemu ochrony zdrowia u jego fundamentów. Teraz potrzebna jest odwaga i determinacja , by wcielić ją w życie. Apelujemy do całego środowiska lekarskiego – do samorządu lekarskiego, izb i stowarzyszeń, liderów opinii – o głośne wsparcie tej reformy. To właśnie lekarze powinni stać na czele zmian, które przywrócą należny szacunek ich zawodowi. Nie bójmy się wymagających standardów – one służą nam wszystkim. Pokażmy pacjentom, że potrafimy rozliczać się ze swojego powołania i że każdy prawdziwy lekarz chce być lepszy każdego dnia.

Władze publiczne oraz decydenci systemowi – Ministerstwo Zdrowia, uczelnie medyczne, Narodowy Fundusz Zdrowia – również muszą wziąć odpowiedzialność za wdrożenie tej reformy. Konieczne będą zmiany prawne – nowelizacja ustawy o zawodach lekarza, wprowadzenie aktów wykonawczych ustanawiających procedury rewalidacji. Niezbędne będzie też zapewnienie środków i infrastruktury: system informatyczny do prowadzenia „teczek” i ankiet, szkolenia dla mentorów prowadzących rozmowy rozwojowe, mechanizmy finansowania doskonalenia (np. dofinansowanie kursów dla lekarzy). To inwestycja, która zwróci się wielokrotnie w postaci uniknionych błędów medycznych, zdrowszego społeczeństwa i bardziej efektywnego systemu. Nie można dłużej odkładać tych decyzji – każdy rok zwłoki to kolejne niepotrzebne tragedie i dalsza erozja zaufania.

Na koniec warto podkreślić: medycyna to nie zwykły zawód – to służba i powołanie. By to powołanie wypełniać godnie, nie wystarczy jednorazowy dyplom. W świecie postępującej wiedzy naukowej tylko ciągły rozwój gwarantuje najwyższą jakość opieki. Dlatego raz jeszcze zwracamy się do Koleżanek i Kolegów lekarzy oraz do naszych reprezentantów w samorządzie – czas na odważną zmianę! Wdrożenie skutecznego programu rewalidacji lekarzy powinno stać się naszym wspólnym priorytetem. Zróbmy to dla dobra pacjentów, dla przyszłości naszego zawodu i dla własnego sumienia. Polska medycyna może znów stać się powodem do dumy – jeśli sami zadbamy o to, by każdy lekarz był przejrzysty, odpowiedzialny i godny zaufania, na miarę oczekiwań tego wyjątkowego zawodu zaufania publicznego. Nie czekajmy – działajmy teraz, bo zdrowie Polaków nie może dłużej czekać!

Komentarz: dr Łukasz Rakasz, Ordynator Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej w Szpitalu Dziecięcym przy ul. Niekłańskiej, Forum Ekspertów Ad Rem

Źródło: Komuikat Prasowy

System ochrony zdrowia w Polsce czeka rekordowy zastrzyk finansowy – blisko 18 miliardów złotych trafi do placówek medycznych jeszcze w tym roku. To efekt przyjęcia szerokiego wariantu rekomendowanego przez AOTMiT, rozliczeń nadwykonań oraz wsparcia dla szpitali przekraczających ryczałt. Minister zdrowia Izabela Leszczyna podkreśla: celem jest nie tylko wzrost wynagrodzeń, ale też poprawa dostępności i jakości świadczeń. Szczegóły przedstawiono podczas konferencji prasowej z udziałem szefów AOTMiT i NFZ.
W ciągu najbliższych miesięcy do polskiego systemu ochrony zdrowia trafi łącznie blisko 18 miliardów złotych. Jak poinformowali podczas konferencji prasowej minister zdrowia Izabela Leszczyna, prezes AOTMiT Daniel Rutkowski i prezes NFZ Filip Nowak, środki te pozwolą na szeroko zakrojone wzmocnienie placówek medycznych i poprawę sytuacji pracowników ochrony zdrowia.

Rekomendacja AOTMiT – najszerszy wariant wsparcia
Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji przygotowała trzy możliwe warianty zwiększenia finansowania. Minister zdrowia zatwierdziła ten najbardziej kompleksowy – uwzględniający:

– Chcemy, by rosnące nakłady na ochronę zdrowia realnie przekładały się na dostępność świadczeń i jakość opieki nad pacjentem – podkreśliła minister Leszczyna.
Łączny koszt zatwierdzonego wariantu to 16,94 mld zł, co oznacza wzrost finansowania świadczeń o 11% w skali roku. NFZ przygotuje około 35 tysięcy aneksów do umów, a każda placówka otrzyma nową stawkę ryczałtową do końca lipca.

Gdzie trafią dodatkowe środki?


Wynagrodzenia pracowników medycznych

Ponad 9 mld zł rocznie przeznaczono na wzrost płac. Od lipca 2025 r. minimalne wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o ponad 14% w stosunku do 2024 r., a aż o 44% względem 2022 r.

– Skumulowane koszty ustawy o minimalnych wynagrodzeniach w latach 2022–2025 to ponad 133 mld zł – zaznaczył prezes AOTMiT.

Taryfikacja świadczeń – ponad 1,2 mld zł rocznie

Lepsze wyceny obejmą m.in.:
Szpitale powiatowe i II poziomu zabezpieczenia
Do placówek I i II poziomu (sieci szpitali) trafi 600,7 mln zł. Dzięki wyższym stawkom NFZ zyskają one dodatkowe środki za już wykonane świadczenia, co oznacza lepsze warunki leczenia i krótsze kolejki.

Wsparcie dla priorytetowych obszarów opieki
Większe finansowanie obejmie:

Nadwykonania w programach lekowych i chemioterapii
Na ten cel przeznaczono 756 mln zł.

Premie za przekroczenie ryczałtu

Szpitale, które przekroczyły limity w 2024 r., otrzymały wyższe środki na 2025 r. – łączny wzrost ryczałtu wyniósł 2,5 mld zł.
Dodatkowo, 372 szpitale – głównie powiatowe – otrzymają premię 300 mln zł.

To największy w ostatnich latach pakiet finansowego wsparcia dla systemu ochrony zdrowia. Jego celem jest poprawa jakości opieki, skrócenie kolejek i zabezpieczenie warunków pracy dla personelu medycznego – również poza dużymi miastami. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, to dopiero początek działań ukierunkowanych na zrównoważony rozwój całego systemu.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia
Foto: Ministerstwo Zdrowia

Premier Donald Tusk zapowiedział w Sejmie zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia o ponad 25 miliardów złotych w 2026 roku. W odróżnieniu od wcześniejszych wzrostów, tym razem środki mają trafić głównie do pacjentów – na świadczenia, procedury i realne wsparcie systemu leczenia. Czy to początek przełomu w polskim systemie ochrony zdrowia?
Choć premier Donald Tusk zapowiedział wzrost nakładów na ochronę zdrowia o 25 miliardów złotych w 2026 roku, w swoim sejmowym wystąpieniu niemal całkowicie pominął temat systemu zdrowia – mimo że to jeden z najbardziej kryzysowych obszarów. Pieniądze mają trafić głównie do pacjentów, nie na wynagrodzenia. Ale eksperci i posłowie opozycji pytają: co z luką finansową w NFZ, niedoszacowanymi świadczeniami i pieniędzmi za nadwykonania? Deklaracje nie wystarczą – potrzebne są konkretne decyzje i działania.

„Dzisiaj możemy mówić o tym, że wynagrodzenia w ochronie zdrowia w całości są już wynagrodzeniami godnymi. A dobrze byłoby, aby wzrost nakładów, o którym za chwilę powiem jedno zdanie, dotyczył w decydującej mierze pacjentów w tej chwili, a nie wzrostu wynagrodzeń” – powiedział Tusk w Sejmie.

Ministerstwo Zdrowia pod koniec czerwca przedstawi partnerom społecznym propozycje zmian w ustawie o wynagrodzeniach minimalnych. Zapowiedź premiera potwierdza, że rząd jest zdeterminowany, by ograniczyć skalę podwyżek w ochronie zdrowia.

Foto: sejm.gov.pl

Choroby układu krążenia to od lat najczęstsza przyczyna zgonów w Polsce. W obliczu starzejącego się społeczeństwa i rosnącej liczby pacjentów z chorobami serca, system opieki zdrowotnej potrzebuje nowoczesnych, dobrze skoordynowanych rozwiązań. Jednym z nich ma być Krajowa Sieć Kardiologiczna – nowy model organizacyjny, który właśnie został przyjęty przez Sejm. Co konkretnie zmieni dla pacjentów?
Sejm przyjął poprawki Senatu do ustawy o Krajowej Sieci Kardiologicznej (KSK), która teraz trafi do podpisu Prezydenta. Nowa ustawa zakłada ujednolicenie standardów leczenia chorób układu krążenia w całym kraju, lepszą koordynację między placówkami oraz szybszy dostęp pacjentów do diagnostyki i terapii.

Choroby serca, w tym zawały, udary czy niewydolność serca, wciąż odpowiadają za ponad 40% zgonów w Polsce. Wiele z nich rozwija się podstępnie i zbyt późno jest rozpoznawanych. Zmiana tego stanu rzeczy była głównym celem trwającego od 2021 r. pilotażu, którego pozytywne efekty przyczyniły się do ustawowego uregulowania KSK.

Trójstopniowy model opieki

W ramach Krajowej Sieci Kardiologicznej placówki zostaną podzielone na trzy poziomy:
W każdej z placówek drugiego i trzeciego poziomu będzie pracował koordynator opieki kardiologicznej, który pomoże pacjentowi bezpiecznie przejść przez wszystkie etapy leczenia.

Równość w dostępie do leczenia

Jednym z filarów ustawy jest zapewnienie pacjentom – niezależnie od miejsca zamieszkania – jednakowego dostępu do nowoczesnej opieki. Wszystkie jednostki wchodzące w skład KSK będą działać według tych samych, jasno określonych standardów.
System zakłada również możliwość nadania wybranym ośrodkom statusu Centrum Doskonałości Kardiologicznej, co pozwoli im specjalizować się w najbardziej skomplikowanych schorzeniach, takich jak wady wrodzone serca czy choroby naczyń płucnych.

Koordynacja i ocena jakości

Krajową Sieć Kardiologiczną będzie nadzorował Narodowy Instytut Kardiologii w Warszawie we współpracy z NFZ. Jakość opieki będzie regularnie oceniana na podstawie konkretnych wskaźników – długości hospitalizacji, zgodności leczenia z wytycznymi, współpracy interdyscyplinarnej itp. Placówki będą zobowiązane do publikowania rocznych raportów. Najlepsze ośrodki mogą liczyć na dodatkowe finansowanie, te o najgorszych wynikach – na konieczność wdrożenia planu naprawczego.

Cyfrowa opieka – Elektroniczna Karta Opieki Kardiologicznej

Ważnym elementem systemu ma być Elektroniczna Karta Opieki Kardiologicznej (e-KOK). To cyfrowy dokument, który będzie śledził całą ścieżkę leczenia pacjenta – od pierwszej konsultacji po kontrolne wizyty. Ułatwi współpracę lekarzy, zastąpi papierowe skierowania i poprawi bezpieczeństwo diagnostyki i terapii.

Finansowanie uzależnione od jakości

Nowy system premiuje skuteczność – wysokość finansowania z NFZ będzie zależna od jakości leczenia i opieki nad pacjentem. Celem jest eliminacja nieefektywnych działań i lepsze wykorzystanie środków publicznych.
Wprowadzenie Krajowej Sieci Kardiologicznej to jeden z najważniejszych kroków w kierunku poprawy systemowej opieki nad pacjentami z chorobami układu krążenia. To także dowód na to, że długofalowe planowanie i oparcie leczenia na standardach i jakości może przynieść realne korzyści – zarówno pacjentom, jak i całemu systemowi ochrony zdrowia.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Dostęp do specjalistów dziecięcych staje się w Polsce coraz trudniejszy. W czasie, gdy choroby cywilizacyjne zaczynają dotykać najmłodszych, system ochrony zdrowia nie nadąża za rosnącym zapotrzebowaniem na świadczenia. Najnowszy raport Najwyższej Izby Kontroli odsłania skalę problemu: wydłużające się kolejki, dramatyczne różnice między regionami i brak mechanizmów, które mogłyby ten kryzys zatrzymać.

W latach 2021–2024 dostęp do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej (AOS) dla dzieci finansowanej ze środków publicznych uległ drastycznemu pogorszeniu – alarmuje Najwyższa Izba Kontroli. Rosnące kolejki, braki kadrowe, a także niewystarczający nadzór i brak systemowych rozwiązań prowadzą do coraz większych trudności w dostępie do świadczeń dla najmłodszych pacjentów.

W zdecydowanej większości poradni AOS dla dzieci liczba oczekujących pacjentów wzrosła, a mediana czasu oczekiwania – zarówno w trybie stabilnym, jak i pilnym – znacząco się wydłużyła. Przykład? W poradni genetycznej dzieci czekają średnio o 223 dni dłużej niż trzy lata temu.

Co więcej, lekarze POZ decydują o „pilności” skierowań, często bez specjalistycznej wiedzy, co sprawia, że pilne przypadki bywają nadużywane, a naprawdę potrzebujące dzieci muszą czekać dłużej.

Brak równych szans – zależność od miejsca zamieszkania
Różnice regionalne są ogromne. Na wizytę u okulisty dziecięcego w woj. lubelskim w połowie 2024 roku czeka się średnio 36 dni, podczas gdy w woj. pomorskim – aż 400 dni. Niektórzy pacjenci muszą przejechać ponad 100 km, by dotrzeć do najbliższego specjalisty.

Brak reform – aneksy zamiast konkursów
Zamiast organizować konkursy na nowe placówki, oddziały wojewódzkie NFZ przedłużały istniejące umowy. Choć zgodne z prawem, takie podejście ogranicza konkurencję i dostępność świadczeń. NIK zauważa też liczne nieprawidłowości po stronie świadczeniodawców – niepełne harmonogramy przyjęć, źle zabezpieczona dokumentacja czy brak informacji dla pacjentów.

Zerwana komunikacja między POZ a AOS
Brakuje sprawnej współpracy między lekarzami rodzinnymi a specjalistami. Skierowania często są niekompletne, a specjaliści nie przekazują niezbędnych informacji z powrotem do POZ, co spowalnia proces leczenia dzieci.

Raport NIK powinien być alarmującym sygnałem dla decydentów – opieka specjalistyczna dla dzieci w Polsce wymaga natychmiastowych działań naprawczych. Potrzebne są nowe placówki, lepszy nadzór nad świadczeniodawcami, zachęty do relokacji kadry medycznej i poprawa komunikacji między lekarzami POZ a specjalistami. Jeśli nie podejmiemy zdecydowanych kroków, najmłodsi pacjenci będą coraz bardziej wykluczani z systemu ochrony zdrowia.

Źródło: www.nik.gov.pl

Choroba Parkinsona dotyka w Polsce blisko 100 tysięcy osób, a każdego roku diagnozuje się około 8 tysięcy nowych przypadków, często u coraz młodszych pacjentów. Pomimo postępów w leczeniu, wielu chorych nie ma dostępu do nowoczesnych terapii z powodu braku kompleksowego podejścia systemowego. Eksperci alarmują, że bez pilnych reform i wdrożenia koordynowanej opieki, sytuacja pacjentów będzie się pogarszać.
Sytuacja chorych z chorobą Parkinsona w ostatnim czasie znacznie się pogorszyła. Pilotaż zawierający programu opieki koordynowanej nad pacjentem z chorobą Parkinsona, przygotowany już kilka lat temu, wciąż leży w ministerialnej szufladzie, a nowy plan finansowy dla programów lekowych w neurologii praktycznie zredukował możliwości leczenia chorych z zaawansowaną chorobą Parkinsona. Są w leczeniu tej choroby pewne sukcesy, ale brakuje nam kompleksowego myślenia. Konieczne jest uporządkowanie systemu opieki nad tymi chorymi – apelowali specjaliści podczas debaty, która odbyła się w Centrum Prasowym PAP z okazji Światowego Dnia Chorych na Chorobę Parkinsona.

W Polsce z chorobą Parkinsona żyje prawie 100 tys. osób, a co roku diagnozę słyszy nawet 8 tys. – coraz młodszych – pacjentów. Eksperci przewidują, że ze względu na starzenie się społeczeństwa chorych będzie lawinowo przybywać, bo po 65 r.ż. zachorowalność na tę chorobę wzrasta aż dziesięciokrotnie.

Najczęstszym objawem jest drżenie ręki, czasem kciuka – od tego się zaczyna. Pojawia się spowolnienie, pacjentowi coraz więcej czasu zajmują codzienne czynności: ubieranie się, zapinanie guzików.

„To najczęściej rodzina zwraca na to uwagę i to oni powinni zadbać o wizytę u lekarza, który potrafiłby rozpoznać tę chorobę. Szybka diagnoza ma znaczenie, ponieważ choć nie mamy możliwości wyleczenia, są coraz większe możliwości leczenia Parkinsona. A dzięki szybko wdrożonej odpowiedniej terapii osoba chora może jeszcze przez wiele lat być czynna zawodowo i kontynuować większość swoich aktywności” – zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Andrzej Friedman z Kliniki Neurologicznej w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie.

Długa diagnoza, a choroba postępuje

Choroba polega na obumieraniu komórek nerwowych w istocie czarnej mózgu, odpowiedzialnych za produkcję dopaminy. Doprowadza to do spowolnienia ruchowego, sztywności mięśni, zubożonej mimiki twarzy, drżenia rąk. Niestety choroba ma charakter postępujący i wraz z jej rozwojem pojawiają się: zaburzenia równowagi, pochylona do przodu sylwetka, trudności z wykonywaniem codziennych czynności, takich jak mycie się, jedzenie, ubieranie. Niezbędna staje się pomoc i opieka ze strony innych osób.
Choć choroba Parkinsona kojarzona jest przede wszystkim z osobami w podeszłym wieku, chorują na nią także młode osoby, nawet przed 30 r.ż.

„U mnie choroba zaczęła się w wieku 35 lat. Pierwszym objawem było sztywnienie prawej ręki, potem nogi, aż przestałam mieć moc do chodzenia. Ze względu na młody wiek diagnozowałam się cztery lata” – mówi Anna Knopkiewicz.

„Potwierdzenie diagnozy trwało u mnie rok, ale po wcześniejszych latach badań. Zaczęło się od utraty węchu, ale dopiero objawy ruchowe – spowolnienie ruchu, niesprawność dłoni skłoniły mnie do szukania pomocy ortopedy i potem neurologa. Wcześniej słyszałem, że jestem za młody na Parkinsona” – opowiada Paweł Kaczmarek.

Właśnie ze względu na różnorodność objawów ważne jest, by lekarze potrafili przeprowadzić diagnostykę różnicową. Tymczasem z tym różnie bywa, ponieważ są województwa – jak podlaskie, warmińsko-mazurskie czy Opolszczyzna, gdzie nie ma ośrodków leczenia.

„Program lekowy jest nierównomiernie rozłożony: na Śląsku, w Krakowie jest w sumie 10 ośrodków, ale już w Łodzi tylko dwa, a w Warszawie i w Gdańsku po jednym. W dodatku to właśnie tam przyjeżdżają pacjenci z innych miast i w efekcie musimy zaopatrzyć dużą część kraju. A problem polega na tym, że liczba zakontraktowanych świadczeń na Mazowszu i na Pomorzu jest za mała” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski, kierownik Kliniki Neurologii w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie.

Zdaniem prof. Friedmana wynika to z nieodpowiedniego finansowania – za wizytę pacjenta w poradni parkinsonowskiej lekarz otrzymuje 17,50 zł bez względu na to, czy wypisuje receptę na kontynuację leczenia, czy jest to wizyta stymulatorowa wymagająca korekty urządzenia, albo przedstawianie korzyści z bardziej zaawansowanego leczenia. Nie ma się co dziwić, że chętnych do wykonywania tej pracy jest coraz mniej.

„Ale nie ma co powoływać kolejnych ośrodków na siłę. Ważne, by te, które już funkcjonują, miały dobrze wykwalifikowany personel, który zna się na diagnostyce różnicowej i umiał zaopiekować się pacjentami w różnych metodach leczenia. To jest podstawą sukcesu w każdej chorobie neurologicznej” – mówi prof. Friedman.

Zaawansowane możliwości leczenia tylko w specjalistycznych ośrodkach

„O ile przez pierwsze pięć-sześć lat chorego prowadzić może lekarz nie specjalizujący się w leczeniu choroby Parkinsona, o tyle po tym czasie – nazywanym miodowym miesiącem, ze względu na jeszcze dość skąpe objawy i podatność na leczenie – następuje raj utracony, gdy konieczna jest już specjalistyczna terapia” – zwraca uwagę Wojciech Machajek prezes zarządu Fundacji Chorób Mózgu.
Leczenie zaawansowanej choroby Parkinsona opiera się na uzupełnieniu dopaminy w układzie pozapiramidowym, ale wzbogacane jest również o leki przeciwpadaczkowe, neuroleptyki, leki przeciwdepresyjne czy poprawiające kinetykę przewodu pokarmowego. Najbardziej znany lek stosowany w chorobie Parkinsona to lewodopa, ale często stosowane są także: antagoniści receptora dopaminergicznego i leki działające na metabolizm lewodopy i w innych mechanizmach.

„Moment dekompensacji choroby, gdy pojawiają się powikłania ruchowe, to czas by pomyśleć o bardziej zaawansowanych metodach leczenia, porozmawiać z opiekunem, wybrać najlepszą metodę i przekonać do niej pacjenta. Możemy zaoferować choremu leczenie terapiami infuzyjnymi bądź – jeśli nie ma przeciwwskazań – zabieg głębokiej stymulacji mózgu. Zabieg jest tzw. świadczeniem gwarantowanym, a terapie infuzyjne dostępne są w ramach programu lekowego. Polegają one na ciągłym podawaniu leków za pomocą zewnętrznej pompy umieszczonej podskórnie apomorfiny lub dojelitowo lewodopy z karbidopą” – wyjaśnia prof. Koziorowski.
Przygotowanie do zabiegu DBS wymaga starannej kwalifikacji chorych, która powinna odbywać się w wyspecjalizowanym ośrodku neurologicznym.

„W czasie 2-3-dniowego pobytu chory przechodzi ocenę sprawności ruchowej w okresie brania leków i po ich odstawieniu (muszą się one istotnie różnić), ocenę neuropsychologiczną w kierunku wykluczenia depresji i otępienia oraz badanie MRI mózgu. Dopiero wtedy po wspólnej konsultacji z udziałem neurologa, neuropsychologa, neuroradiologa, neurochirurga i psychiatry podejmuje się decyzję o kwalifikacji pacjenta do leczenia operacyjnego” – opowiada prof. Tomasz Mandat zastępca kierownika Kliniki Nowotworów Układu Nerwowego Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Są możliwości, gorzej z dostępnością

Choć dostępne w Polsce terapie mogą zapewnić sprawność pacjentom z zaawansowaną chorobą Parkinsona, to wciąż niewielu chorych leczonych jest nowocześnie.

Terapie infuzyjne dostępne wyłącznie w programie lekowym B.90 realizuje w Polsce obecnie kilkanaście ośrodków, jednakże leczonych w ten sposób chorych jest stosunkowo niewielu, bo około 300 pacjentów rocznie. Do niedawna kryteria kwalifikacji do programu były bowiem bardzo restrykcyjne.

„Teraz udaje się nam objąć leczeniem trochę więcej pacjentów, choć wciąż poniżej pułapu, który moglibyśmy osiągnąć. Problem leży w dostępie do opieki ambulatoryjnej. Poradnie parkinsonowskie są tak naprawdę bardzo mało dostępne, znajdują się bowiem tylko w kilku ośrodkach akademickich. W dodatku płatnik wycenia te procedury tak samo, bez względu na to, czy to wizyta w poradni neurologicznej, czy w parkinsonowskiej. A przecież czym innym jest przepisanie kolejnej recepty na kontynuację leczenia, a czym innym opieka nad chorym z wszczepionym stymulatorem. Zaczyna więc brakować lekarzy, którzy chcieliby pracować w specjalistycznych poradniach” – zwraca uwagę prof. Friedman.

Tymczasem jakość życia po zastosowaniu bardziej zaawansowanych terapii zmienia się nie do poznania.

„Do programu z lekiem zostałam zakwalifikowana w grudniu. W pierwszą noc po podaniu leku poczułam tak ogromne rozluźnienie mięśni, że pomyślałam, że stał się cud. Co prawda nie trwało to długo, bo kalibracja tego leku też wymaga czasu, ale już wiem, do czego mam dążyć i czego mogę oczekiwać” – opowiada Anna Knopkiewicz.

Podobne odczucia miał Paweł Kaczmarek

„Przyszedł czas, kiedy pojawiły się problemy z wchłanianiem, silne dystonie. Moja codzienna praca stanęła pod znakiem zapytania. Miałem szczęście, że lekarz przekazał mnie do specjalistycznego lecznictwa. Musiałem jednak poczekać, aż lek zostanie zarejestrowany w Polsce – ten czas przerwałem tylko dzięki mojemu pracodawcy, który płacił mi za nierefundowane leki. Kiedy w końcu dostałem lek, różnica była olbrzymia. Do izolatki wchodziłem, powłócząc nogami, a po podaniu leku dosłownie wybiegłem z niej. Teraz pracuję, bez problemu wstaję rano z łózka, w nocy mogę samodzielnie przekręcać się na drugi bok. Mogę samodzielnie funkcjonować. Ten lek przywrócił mnie do życia” – mówi Paweł Kaczmarek.

W Polsce terapiami infuzyjnymi jest leczonych średnio 4-5 razy mniej pacjentów niż w innych krajach europejskich.

Dlaczego skoro mamy tak dobre metody leczenia, sytuacja leczenia chorych na Parkinsona w Polsce wciąż się nie poprawia?

„W związku z brakiem dostępności do lekarzy specjalistów od 2 lat prowadzimy Akademię Młodego Parkinsonologa, wykształciliśmy ok. 60 młodych specjalistów – to wyjście naprzeciw lepszemu rozpoznawaniu choroby, lepszej diagnostyce i dostępności do specjalistów w tym zakresie, pierwszy krok do poprawy sytuacji” – mówi prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Redukcja wyceny i pilotaż w szufladzie

Kilka lat temu grupa specjalistów opublikowała tzw. Białą Księgę, gdzie zawarto strategię dla polskiej neurologii, i choroba Parkinsona była jednym z sześciu najważniejszych punktów, którymi się zajęli.

„Choć pierwszy projekt pilotażu – programu opieki koordynowanej nad pacjentem z chorobą Parkinsona – został przygotowany przez Polskie Towarzystwo Neurologiczne już w 2018 roku, a kolejny w 2023 roku, wciąż nie ujrzał światła dziennego. Prace, w których uczestniczyli także przedstawiciele środowiska pacjentów, prowadziliśmy w rekordowo szybkim tempie, ale nasze wysiłki nie przyniosły jak na razie spodziewanego efektu w postaci wdrożenia programu w życie. Projekt trafił do ministerialnej szuflady” – mówi prof. Jarosław Sławek.

Problemy pacjentów chorych na Parkinsona potęguje także nowy plan finansowy dla programów lekowych w neurologii, który zredukował możliwości leczenia – AOTM zaproponował znaczną redukcję wyceny procedur i zabiegów stymulacji głębokich mózgu oraz zmniejszenie do 30 proc. refundacji wymiany części w stymulatorach.

Ponadto za wszczepienie stymulatora rozliczani są tylko neurochirurdzy, płatnik nie uwzględnia procesu kwalifikacyjnego i doglądania tego chorego.

„To blokuje rozwój tej metody, bo przecież do zrealizowania usługi potrzeba też innych specjalistów. Jeśli wycena tych zabiegów się nie zmieni, odbije się to na jej dostępności dla pacjentów. Poza tym, by móc je bezpiecznie realizować, musimy mieć promesę zapłaty za te procedury” – uważa prof. Koziorowski.

„W Gdańsku środki, które otrzymujemy, nie pokrywają nawet dotychczas leczonych, nie mówiąc o włączaniu nowych pacjentów. A ze względu na brak leczenia w innych województwach mamy ich coraz więcej. Obecnie na liście oczekujących na terapię infuzyjną znajduje się 50 osób, 12 jest już zakwalifikowanych. Leczonych jest zaledwie kilku. Problem refundacji jest kluczowy, żebyśmy mogli skutecznie pomagać pacjentom. Młodszym, którzy dzięki tej metodzie mogą normalnie funkcjonować, i starszym, którzy rzadziej dzięki niej wymagają specjalistycznej opieki” – ocenia prof. Sławek.

Konieczne rozwiązania systemowe

Ostania retaryfikacja jest dla środowiska specjalistów kompletnie niezrozumiała.

„Choroba Parkinsona jest przykładem choroby interdyscyplinarnej, gdzie zajmując się pacjentem, musimy mieć wiedzę z dziedziny dermatologii – bo terapie infuzyjne wiążą się z problemami skórnymi, urologii – bo powodują problemy z oddawaniem moczu, dietetyki – bo towarzyszą im zaparcia i inne problemy z przewodem pokarmowym, fizjoterapii – aby aktywizować pacjentów, psychiatrii – bo często towarzyszy im depresja. Do tego terapie infuzyjne i DBS to skomplikowane procedury, w trakcie których napotykamy na wiele różnych problemów” – zwraca uwagę prof. Koziorowski.

„Są w leczeniu tej choroby pewne sukcesy, ale brakuje nam kompleksowego myślenia. To powinno leżeć w interesie państwa, żeby wiedzieć, na co wydawane są pieniądze, a dziś płatnik refunduje wszczepienie stymulatora i dalej nikt nie interesuje się, co się z pacjentem i z urządzeniem, które mu wszczepiono, dzieje. To jest niezrozumiałe” – twierdzi prof. Friedman.

Liczba pacjentów chorych na Parkinsona wraz ze starzeniem się społeczeństwa będzie wzrastać – według prognoz z 6 mln w 2016 r. do 16 mln w 2040. Problem będzie narastał, dlatego musimy umieć go systemowo rozwiązywać, poukładać te terapie, rozdzielić czym maja się zajmować neurochirurdzy, czym neurolodzy.

„Na świecie pojawiły się już unowocześnione stymulatory i stymulatory inteligentne, które są droższe i wymagają więcej nakładu pracy, jeśli chodzi o ich programowanie. Czekamy na leki, które będą spowalniały postęp choroby, i one prędzej czy później się pojawią, więc powinniśmy być na to przygotowani. Potrzebna jest nam struktura, czyli sieć ośrodków, gdzie można wykonać diagnostykę, w tym badania genetyczne, i przeprowadzać diagnozę różnicową. Poukładać współpracę z ośrodkami ogólnymi, które mogą prowadzić tego chorego przez pierwszych 5-6 lat, a później przekazywać go do ośrodków specjalistycznych. Zróbmy chociaż pilotaż, przekonajmy się, jak to działa. W tej chwili ci pacjenci przynoszą państwu same straty, bo chociażby samo złamanie szyjki kości udowej występuje u nich sześciokrotnie częściej niż u ich rówieśników, a leczenie takiego złamania jest przecież bardzo kosztowne” – zwraca uwagę prof. Koziorowski.

Pacjenci się nie skarżą

Do biura Rzecznika Praw Pacjenta wpływa rocznie 90 tys. zgłoszeń, 800 z nich jest od pacjentów neurologicznych, w tym od chorych na Parkinsona zaledwie kilkadziesiąt.

„Pacjenci zgłaszają brak kompleksowości leczenia, kłopoty z dostaniem się do poradni. Najbardziej niepokojące dla nas jest to, że są duże nierówności w zdrowiu. Załapanie się na leczenie często jest kwestią szczęścia. Chorzy czekają na terapie miesiącami – jest problem z dostępem do leczenia i do rehabilitacji. Tak nie może być. Deklarujemy swoją pomoc, zgłosimy swoje wnioski do MZ, potrzebujemy tylko więcej głosów od samych pacjentów” – mówi Joanna Niewiadomska z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Źródło : PAP MediaRoom