Medicalpress

Papież Leon XIV przeszedł 13 października operację usunięcia dolnego płata prawego płuca. Badanie histopatologiczne przeprowadzone podczas zabiegu potwierdziło gruczolakoraka płuca, jedną z najczęściej występujących postaci tego nowotworu. Według komunikatów Stolicy Apostolskiej operacja przebiegła bez powikłań, a rekonwalescencja postępuje prawidłowo. Ostateczna ocena zaawansowania choroby i ewentualna potrzeba dalszego leczenia będą zależeć od wyników badań pooperacyjnych.

71-letni papież Leon XIV poinformował o wykryciu zmiany w płucu 11 października, podczas spotkania z wiernymi na modlitwie Anioł Pański. Wyjaśnił, że niewielki guzek został zauważony w trakcie badań kontrolnych, a lekarze zalecili jego chirurgiczne usunięcie.

Dwa dni później papież przeszedł operację w rzymskiej Poliklinice Gemelli. Zgodnie z oficjalnym komunikatem zespołu medycznego usunięto dolny płat prawego płuca, wykorzystując technikę chirurgiczną wspomaganą obrazowaniem wideo. Zabieg trwał około 90 minut i zakończył się bez powikłań. Śródoperacyjne badanie histopatologiczne potwierdziło podejrzewane wcześniej rozpoznanie gruczolakoraka płuca.

Czym jest gruczolakorak płuca?

Gruczolakorak należy do grupy niedrobnokomórkowych raków płuca (NDRP). Jest jednym z najczęstszych typów histologicznych nowotworów złośliwych tego narządu. Rozwija się z komórek nabłonkowych o cechach gruczołowych i może występować zarówno u osób palących tytoń, jak i u tych, które nigdy nie paliły.

Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, jednak nie jest jedyną możliwą przyczyną zachorowania. Znaczenie mają również m.in. narażenie na radon, azbest, zanieczyszczenia powietrza oraz czynniki związane z wiekiem i predyspozycjami biologicznymi.

Wczesne postacie raka płuca mogą przez długi czas nie powodować charakterystycznych objawów. Zdarza się, że zmiana zostaje wykryta przypadkowo podczas badań obrazowych wykonywanych z innych wskazań.

Dlaczego zdecydowano się na usunięcie płata płuca?

W przypadku odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów z operacyjnym niedrobnokomórkowym rakiem płuca leczenie chirurgiczne może być prowadzone z zamiarem całkowitego usunięcia nowotworu.

Jedną ze standardowych metod jest lobektomia, czyli usunięcie płata płuca zawierającego zmianę nowotworową. Prawe płuco składa się z trzech płatów, a lewe z dwóch. Usunięcie jednego z nich nie oznacza więc usunięcia całego płuca.

Celem operacji jest wycięcie guza z odpowiednim marginesem zdrowych tkanek. Istotnym elementem oceny onkologicznej jest również sprawdzenie regionalnych węzłów chłonnych, ponieważ obecność komórek nowotworowych w tych strukturach wpływa na określenie stopnia zaawansowania choroby i planowanie dalszego postępowania.

W przypadku Leona XIV zastosowano technikę wspomaganą obrazowaniem wideo. Tego rodzaju małoinwazyjne podejście chirurgiczne może ograniczać uraz operacyjny i ułatwiać rekonwalescencję u odpowiednio dobranych pacjentów.

Co decyduje o rokowaniu po operacji raka płuca?

W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca jednym z najważniejszych czynników prognostycznych jest stopień zaawansowania choroby w momencie rozpoznania. Znaczenie mają przede wszystkim wielkość guza, obecność lub brak przerzutów do węzłów chłonnych, możliwość całkowitego usunięcia zmiany oraz jej cechy histopatologiczne.

Według danych American Cancer Society pięcioletnie przeżycie względne pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca ograniczonym do narządu wynosi około 67%. W przypadku choroby z zajęciem okolicznych struktur lub regionalnych węzłów chłonnych wskaźnik ten wynosi około 40%. Są to jednak dane populacyjne, obejmujące pacjentów o różnym stanie zdrowia i przebiegu choroby. Nie pozwalają one określić indywidualnego rokowania konkretnej osoby.

W odniesieniu do papieża Leona XIV istotne jest, że według przekazanych informacji zmiana została wykryta na wczesnym etapie, a lekarze zdecydowali się na jej chirurgiczne usunięcie. Nie podano jednak dotychczas pełnego wyniku pooperacyjnego badania histopatologicznego, w tym informacji niezbędnych do ostatecznego określenia stopnia zaawansowania nowotworu. Nie można więc obecnie przesądzać, czy zabieg będzie jedyną konieczną metodą leczenia.

Czy po operacji konieczne jest dalsze leczenie?

Nie każdy pacjent po chirurgicznym usunięciu raka płuca wymaga chemioterapii, immunoterapii lub leczenia ukierunkowanego molekularnie.

W części przypadków wczesnego, całkowicie usuniętego niedrobnokomórkowego raka płuca wystarczające może być leczenie operacyjne i późniejsza obserwacja onkologiczna. W innych sytuacjach, w zależności od stopnia zaawansowania, wyniku badania histopatologicznego i cech molekularnych nowotworu, rozważa się leczenie uzupełniające, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu choroby.

Współczesna onkologia dysponuje kilkoma możliwościami takiego postępowania. Obejmują one chemioterapię, immunoterapię oraz terapie celowane, stosowane u pacjentów z określonymi zmianami molekularnymi, m.in. w genach EGFR lub ALK. O wyborze leczenia decydują wskazania kliniczne i wyniki odpowiednich badań, a nie samo rozpoznanie gruczolakoraka.

Rekonwalescencja po zabiegu przebiega prawidłowo

Z komunikatu Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej z 14 października wynika, że wyniki badań krwi i kontrolnego zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej odpowiadają oczekiwanemu przebiegowi pooperacyjnemu. Papież rozpoczął fizjoterapię oddechową, zaczął chodzić po pokoju i powrócił do normalnego przyjmowania posiłków.

Po operacjach resekcyjnych płuca ważną rolę odgrywa stopniowa mobilizacja pacjenta, odpowiednia kontrola bólu oraz fizjoterapia oddechowa. Postępowanie to wspiera odzyskiwanie sprawności, ułatwia prawidłową wentylację pozostałej tkanki płucnej i pomaga ograniczać ryzyko powikłań pooperacyjnych.

Powrót do pełnej aktywności zależy jednak od wielu czynników, w tym wydolności oddechowej przed operacją, rozległości zabiegu, wieku, chorób współistniejących oraz indywidualnego przebiegu rekonwalescencji.

Przypadek Leona XIV zwraca uwagę na istotne znaczenie wczesnego rozpoznania raka płuca. Nowotwór wykryty w stadium umożliwiającym radykalne leczenie chirurgiczne daje większe możliwości skutecznej terapii niż choroba rozpoznana w stadium rozsiewu. Jednocześnie dalsze postępowanie zawsze powinno opierać się na pełnej diagnostyce i indywidualnej ocenie onkologicznej.

W przypadku papieża dostępne informacje wskazują na prawidłowy przebieg rekonwalescencji po operacji. Na bardziej szczegółową ocenę rokowania należy jednak poczekać do zakończenia diagnostyki pooperacyjnej.

Źródło: Vatican News

Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał pierwsze umowy z placówkami, które będą wykonywać bezpłatną niskodawkową tomografię komputerową w ramach nowego programu profilaktyki raka płuca. Pierwsi pacjenci mają skorzystać z badań w drugiej połowie października. Do programu będzie można zgłosić się bez skierowania.

Nowy program profilaktyki raka płuca zaczyna działać w praktyce. We wrześniu oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia we wszystkich województwach ogłosiły konkursy dla placówek zainteresowanych jego realizacją. Teraz Fundusz poinformował o podpisaniu pierwszych umów. Obowiązują one od 1 października 2026 roku.

Pierwsze placówki wyłoniono w województwach małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim. NFZ zapowiada, że lista będzie sukcesywnie rozszerzana wraz z rozstrzyganiem kolejnych konkursów.

– Dążymy do zabezpieczenia tych świadczeń we wszystkich województwach. Chcemy zakontraktować co najmniej 32 placówki, ale nie wykluczamy, że będzie ich więcej – zapowiada Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

Pierwsi pacjenci mają móc zgłaszać się na badania w drugiej połowie października 2026 roku. Program docelowo ma być dostępny w całym kraju.

Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnego badania?

Podstawowym badaniem wykonywanym w ramach programu będzie niskodawkowa tomografia komputerowa klatki piersiowej (NDTK). To badanie wykorzystywane do wykrywania zmian w płucach na wczesnym etapie, kiedy choroba może jeszcze nie powodować żadnych charakterystycznych objawów.

Program jest skierowany przede wszystkim do osób z wieloletnią historią palenia tytoniu. Zakwalifikować mogą się:

Paczkolata pozwalają określić łączną ekspozycję na dym tytoniowy. Jedno paczkorok oznacza palenie jednej paczki, czyli 20 papierosów dziennie przez rok. Osoba paląca paczkę dziennie przez 20 lat ma więc historię 20 paczkolat. Taki sam wynik dotyczy osoby, która paliła dwie paczki dziennie przez 10 lat.

Bez skierowania i bez opłat

Do programu nie będzie potrzebne skierowanie od lekarza. Osoba spełniająca kryteria będzie mogła zgłosić się bezpośrednio do placówki posiadającej umowę z NFZ na jego realizację.

Badania będą bezpłatne. Co istotne, świadczenia w programie są nielimitowane – NFZ ma zapłacić za każde prawidłowo wykonane badanie u osoby spełniającej kryteria kwalifikacji.

Lista placówek będzie dostępna w wyszukiwarce NFZ „Gdzie się leczyć” i aktualizowana wraz z podpisywaniem kolejnych umów.

Nie we wszystkich województwach program wystartuje jednocześnie

Uruchamianie programu będzie odbywać się stopniowo. W części województw postępowania konkursowe nadal trwają, a w niektórych NFZ musi je powtórzyć.

Dotyczy to m.in. województw dolnośląskiego, opolskiego i podlaskiego. Według NFZ w tych regionach program prawdopodobnie rozpocznie się w listopadzie. W województwie opolskim do pierwszego konkursu zgłosiła się jedna placówka, ale nie spełniła wymaganych warunków.

Placówki chcące realizować program muszą spełnić określone wymagania dotyczące m.in. sprzętu i wykwalifikowanej kadry medycznej.

Dlaczego niskodawkowa tomografia jest tak ważna?

Rak płuca pozostaje w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów. Według przytoczonych przez NFZ danych Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce odnotowuje się około 20,7 tys. nowych zachorowań rocznie, a około 26 tys. osób umiera z powodu raka płuca. Z paleniem tytoniu związanych jest 85–90 proc. zachorowań. NFZ wskazuje również na prognozy, według których w 2029 roku liczba zachorowań może sięgnąć około 32,5 tys.

Jednym z największych problemów pozostaje późne rozpoznawanie choroby. Rak płuca we wczesnych stadiach może przez długi czas nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Właśnie dlatego program kierowany jest do osób, które ze względu na wiek i historię palenia mają zwiększone ryzyko zachorowania.

– Wczesne wykrycie zmian nowotworowych jest bardzo ważne, ponieważ znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Po to właśnie resort zdrowia włączył niskodawkową tomografię komputerową do bezpłatnych programów profilaktycznych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla lek. Michał Dzięgielewski z Centrali NFZ

Źródło: NFZ

Od 1 października 2026 r. zaczyna obowiązywać kolejna lista leków refundowanych. Wśród 24 nowych terapii znalazło się 13 dedykowanych onkologii. Zmiany obejmują m.in. leczenie nowotworów układu pokarmowego, raka nerki, raka piersi i płuca, nowotworów urotelialnych, guzów neuroendokrynnych, szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

To czwarta i ostatnia w tym roku aktualizacja listy. W całym 2026 r. refundacją objęto 90 nowych terapii, z czego aż 46 skierowanych do pacjentów onkologicznych. Październikowa lista nie oznacza przy tym wyłącznie pojawienia się nowych leków. W części przypadków, rozszerzone zostały dotychczasowe wskazania lub zmienione zasady programów lekowych tak, aby z określonych terapii mogły skorzystać kolejne grupy pacjentów.

Szczególnie wyraźnym kierunkiem najnowszych zmian jest dalsze różnicowanie leczenia w zależności od biologicznych cech nowotworu. Coraz częściej o wyborze terapii decyduje nie tylko lokalizacja i stopień zaawansowania choroby, ale również obecność konkretnej mutacji, ekspresja określonego białka czy wynik badania immunohistochemicznego.

Najwięcej zmian w nowotworach układu pokarmowego

Duża część październikowej aktualizacji dotyczy nowotworów przewodu pokarmowego. W przypadku zaawansowanego raka jelita grubego refundacją zostanie objęte skojarzenie enkorafenibu z cetuksymabem u dorosłych pacjentów z potwierdzoną mutacją BRAF V600E, w drugiej lub kolejnych liniach leczenia. 

– To terapia, na którą pacjenci czekali bardzo długo – wyjaśnia prof. Lucjan Wyrwicz, kierujący w Narodowym Instytucie Onkologii  Kliniką Onkologii i Radioterapii – Rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E należy do najbardziej agresywnych podtypów tej choroby, dlatego udostępnienie nowej opcji terapeutycznej stanowi istotny postęp i poszerza możliwości pomocy chorym w zaawansowanym stadium. Liczymy jednak na dalsze rozszerzenie wskazań refundacyjnych – najnowsze badania naukowe pokazują, że zastosowanie tej terapii już w pierwszej linii przynosi jeszcze większe korzyści – dodaje ekspert

Nowe możliwości leczenia obejmą również chorych na miejscowo zaawansowanego lub przerzutowego raka dróg żółciowych. Pembrolizumab w skojarzeniu z chemioterapią będzie dostępny dla chorych już w pierwszej linii leczenia. 

– Terapia ta stanowi alternatywę dla durwalumabu, refundowanego od ponad roku. Oba leki zapewniają zbliżone wyniki leczenia. Istotną różnicą jest możliwość kontynuowania chemioterapii w skojarzeniu z pembrolizumabem przez ponad sześć miesięcy, co u niektórych pacjentów może być uzasadnione klinicznie – mówi prof. Wyrwicz

Rak żołądka – trzy nowe możliwości i coraz większa rola biomarkerów

Duże zmiany dotyczą leczenia zaawansowanego raka żołądka oraz raka połączenia żołądkowo-przełykowego.U pacjentów z nowotworem HER2-dodatnim, przy odpowiedniej ekspresji PD-L1, refundacją zostanie objęty pembrolizumab w skojarzeniu z trastuzumabem i chemioterapią w pierwszej linii leczenia. Dla chorych z nowotworem HER2-ujemnym i ekspresją PD-L1 dostępne będzie natomiast leczenie pembrolizumabem w połączeniu z chemioterapią. W praktyce zmiana ta poszerza grupę pacjentów, którzy już na pierwszym etapie leczenia będą mogli skorzystać z nowoczesnego leczenia skojarzonego.

– Obie te opcje terapeutyczne były intensywnie badane w Narodowym Instytucie Onkologii w ramach badań klinicznych. W przypadku raka HER2-ujemnego poszerza się grupa pacjentów, którzy mogą otrzymać immunoterapię, w porównaniu z dotychczasowym zakresem refundacji pembrolizumabu. Terapia ta ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ jestem seniorem autorskim publikacji przedstawiającej wyniki badania, które stanowiło podstawę jej rejestracji – kontynuuje prof. Wyrwicz

Trzecia zmiana dotyczy pacjentów z HER2-ujemnym, miejscowo zaawansowanym nieresekcyjnym lub przerzutowym rakiem gruczołowym żołądka albo połączenia żołądkowo-przełykowego, którego komórki wykazują obecność klaudyny 18.2 (CLDN18.2). W tej grupie refundowany będzie zolbetuksymab w skojarzeniu z chemioterapią. 

– Jest to bardzo ważne uzupełnienie możliwości terapeutycznych u pacjentów z rakiem żołądka. Ekspresja CLDN18.2 jest biomarkerem niekorzystnego rokowania w tzw. typie rozlanym raka żołądka, a ta grupa pacjentów stanowi duże wyzwanie w terapii. Stąd znaczna wartość uzupełnienia spektrum dostępnych terapii o zolbetuksimab. Jest to jednocześnie wyjątkowy lek celowany, gdyż posiada bardzo nasilone działania niepożądane jakimi są nudności i wymioty o znacznym nasileniu wynikające z podrażnienia zdrowej części żołądka. Stosowanie terapii tym lekiem wymaga od onkologa dużego doświadczenia zwłaszcza w początkowej fazie terapii gdy objawy uboczne są najsilniejsze – zaznacza prof. Lucjan Wyrwicz

Nowa opcja w guzach neuroendokrynnych

Guzy neuroendokrynne tworzą bardzo zróżnicowaną grupę nowotworów, dlatego dobór postępowania zależy m.in. od lokalizacji, stopnia zróżnicowania, zaawansowania choroby i wcześniejszego leczenia. Kolejna refundowana możliwość poszerza zakres postępowania u pacjentów, u których dostępne dotychczas metody nie mogą być zastosowane.
Kabozantynib będzie dostępną opcją w leczeniu dorosłych pacjentów z nieresekcyjnymi lub przerzutowymi, dobrze zróżnicowanymi guzami neuroendokrynnymi, gdy nie mogą zostać zastosowane inne metody leczenia. Zmiana dotyczy zarówno guzów wywodzących się z trzustki, jak i guzów neuroendokrynnych o innych lokalizacjach.

Rak nerki i pierwsza terapia celowana w chorobie von Hippla-Lindaua

Kolejna możliwość zastosowania nowoczesnej terapii pierwszej linii leczenia obejmie pacjentów chorujących na raka nerkowokomórkowego. Refundacją objęte zostanie skojarzenie pembrolizumabu z aksytynibem u dorosłych pacjentów z pośrednim lub niekorzystnym rokowaniem według skali IMDC (International Metastatic Renal Cell Carcinoma Database Consortium), stosowanej do oceny rokowania u pacjentów z przerzutowym rakiem nerki.

– Objęcie refundacją kolejnej terapii łączącej przeciwciało anty-PD-1, które wspiera układ odpornościowy w walce z nowotworem, z lekiem ograniczającym tworzenie naczyń krwionośnych odżywiających guz zwiększy możliwości dopasowania leczenia do potrzeb pacjenta. Leki z tej drugiej grupy, należące do inhibitorów wielokinazowych, różnią się profilem działań niepożądanych. Różnice te mogą mieć znaczenie przy wyborze terapii, zwłaszcza u osób z chorobami współistniejącymi – wyjaśnia prof. Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego NIO

Osobną i szczególnie istotną zmianą jest refundacja belzutifanu dla dorosłych pacjentów z chorobą von Hippla-Lindaua, u których leczenie miejscowe zostało uznane za nieodpowiednie. Jest to pierwsza refundowana terapia celowana przeznaczona dla tej grupy chorych. Choroba von Hippla-Lindaua jest rzadkim, uwarunkowanym genetycznie zespołem predysponującym do powstawania nowotworów. Możliwość zastosowania leczenia systemowego ma znaczenie zwłaszcza wtedy, kiedy charakter lub liczba zmian ogranicza możliwości kolejnych interwencji miejscowych.  

– To niezwykle ważna refundacja dla osób z rzadką chorobą, której objawy często dotyczą wielu narządów i wymagają licznych zabiegów. W zdecydowanej większości przypadków pojawiają się one już w młodości, a kolejne operacje mogą z czasem pogarszać funkcjonowanie narządów i jakość życia chorych. U części pacjentów dalsze interwencje chirurgiczne stają się niemożliwe lub wiążą się z nieakceptowalnym ryzykiem. – mowi prof. Jakub Kucharz  – Belzutyfan jest pierwszym zarejestrowanym lekiem z grupy inhibitorów HIF-2α. To zarazem znakomity przykład tego, jak poznanie mechanizmów choroby i badania z zakresu biologii molekularnej mogą prowadzić do opracowania skutecznej terapii.

Warto podkreślić, że Klinika Nowotworów Układu Moczowego NIO-PIB była pierwszym ośrodkiem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie, w którym rozpoczęto  stosowanie belzutyfanu u osób z chorobą von Hippla–Lindaua (VHL) – Początkowo leczenie prowadziliśmy w ramach importu docelowego, a po rejestracji leku w Europie – w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Obecnie mamy pod opieką kilkunastu chorych. Należy jednak podkreślić, że belzutyfan powinien być stosowany wyłącznie u pacjentów, u których metody leczenia miejscowego są niemożliwe do zastosowania lub nie są odpowiednie. Kwalifikacja do terapii musi opierać się na ocenie zespołu wielospecjalistycznego – dodaje ekspert

Większa elastyczność w leczeniu raka urotelialnego

Zmodyfikowane zostaną również zasady leczenia raka urotelialnego. W schemacie obejmującym niwolumab, gemcytabinę i cisplatynę możliwe będzie zastąpienie cisplatyny karboplatyną u pacjentów, u których stwierdzono nietolerancję leczenia cisplatyną. Zmiana została wprowadzona jako wskazanie off-label, czyli poza wskazaniami określonymi w Charakterystyce Produktu Leczniczego. W praktyce zwiększa to możliwość dostosowania schematu do sytuacji klinicznej pacjenta, w szczególności w przypadkach, w których dalsze stosowanie cisplatyny jest niemożliwe.

– To ważna zmiana w codziennej praktyce klinicznej. Podczas chemioterapii opartej na cisplatynie mogą wystąpić działania niepożądane, które uniemożliwiają jej dalsze podawanie. Możliwość zastąpienia cisplatyny karboplatyną pozwoli dostosować schemat chemioterapii do aktualnego stanu pacjenta i kontynuować leczenie skojarzone z niwolumabem, pod warunkiem że nadal będą spełnione kryteria jego bezpiecznego stosowania – mówi prof. Kucharz 

Takie postępowanie przewidziano również w badaniu rejestracyjnym, w którym dopuszczano zmianę cisplatyny na karboplatynę w trakcie terapii. Modyfikacja zasad refundacji uwzględnia więc sytuację kliniczną znaną zarówno z praktyki, jak i z badania stanowiącego podstawę wprowadzenia tego schematu leczenia.

Dla pacjenta oznacza to większą elastyczność i szansę na zachowanie ciągłości terapii mimo nietolerancji jednego z jej składników. Dla lekarza jest to możliwość odpowiedniego dostosowania schematu chemioterapii bez konieczności rezygnacji z immunoterapii. Zmiana dotyczy chorych, u których nietolerancja pojawiła się podczas leczenia, nie oznacza automatycznego rozszerzenia możliwości rozpoczynania leczenia 



Rak piersi – rozszerzenie leczenia pooperacyjnego

Zmiana w programie leczenia raka piersi dotyczy abemacyklibu stosowanego w skojarzeniu z hormonoterapią w leczeniu uzupełniającym. Możliwość refundowanego leczenia obejmie określoną grupę dorosłych pacjentów bez przerzutów do węzłów chłonnych, z wczesnym hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi i wysokim ryzykiem nawrotu. Także w tym przypadku chodzi o wskazanie off-label. To przykład zmiany dotyczącej leczenia prowadzonego na wczesnym etapie choroby, kiedy celem terapii uzupełniającej jest zmniejszenie ryzyka jej nawrotu po leczeniu radykalnym.

– Rozszerzenie refundacji abemacyklibu na wybraną grupę chorych bez przerzutów do węzłów chłonnych, ale z wysokim ryzykiem nawrotu, pozwala lepiej dostosować leczenie uzupełniające do indywidualnych potrzeb pacjentek z hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi. Część z nich może już korzystać z innego inhibitora CDK4/6. Obecna zmiana daje dodatkową możliwość zastosowania abemacyklibu poza wskazaniami rejestracyjnymi, zgodnie z kryteriami programu lekowego. Wybór terapii powinien uwzględniać sytuację kliniczną pacjentki, dostępne dowody naukowe, choroby współistniejące, profil działań niepożądanych oraz preferencje chorej – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Konieczna z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO


Rak płuca – możliwość ponownego zastosowania immunoterapii

W programie leczenia raka płuca pojawi się ważna zmiana dotycząca mozliwości ponownego zastosowania immunoterapii. Obejmie ona zarówno chorych z niedrobnokomórkowych rakiem płuca leczonych radykalnie we wczesnych stadiach, jak i pacjentów leczonych w stadium uogólnienia choroby.

U chorych, którzy otrzymywali immunoterapię lub immunochemioterapię w ramach leczenia radykalnego, ponowne zastosowanie immunoterapii będzie możliwe, jeśli nawrót choroby nastąpi po co najmniej 12 miesiącach od podania ostatniej dawki immunoterapii.

W przypadku pacjentów leczonych immunoterapią w stadium uogólnienia choroby ponowna kwalifikacja będzie możliwa wyłącznie po spełnieniu wszystkich określonych warunków: planowym zakończeniu dwuletniego leczenia, utrzymywaniu się odpowiedzi na immunoterapię do jego zakończenia, braku istotnych działań niepożądanych oraz nawrocie choroby po co najmniej 6 miesiącach od ostatniej dawki immunoterapii.

– Możliwość ponownego zastosowania immunoterapii będzie zależała od tego, na jakim etapie choroby pacjent otrzymywał ją wcześniej, oraz od czasu, jaki upłynął od zakończenia leczenia do nawrotu. U chorych leczonych w stadium uogólnienia znaczenie będą miały również utrzymująca się odpowiedź na wcześniejszą terapię i jej tolerancja. Ponowna kwalifikacja będzie więc wymagała spełnienia ściśle określonych kryteriów programu lekowego – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO

Nowy program lekowy jednoznacznie określi również czas stosowania immunoterapii w pierwszej linii leczenia: terapia będzie mogła trwać nie dłużej niż dwa lata. Natomiast chorzy otrzymujący immunoterapię po niepowodzeniu wcześniejszej chemioterapii będą mogli kontynuować ją do momentu udokumentowania progresji choroby.

Nowe możliwości w hematoonkologii

Październikowa lista refundacyjna poszerza również możliwości leczenia pacjentów z nowotworami układu krwiotwórczego. Zmiany dotyczą szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

W szpiczaku plazmocytowym refundacją w pierwszej linii leczenia zostanie objęty schemat DVRd, łączący daratumumab z bortezomibem, lenalidomidem i deksametazonem. Będzie on dostępny dla dorosłych, wcześniej nieleczonych chorych, którzy nie kwalifikują się do autologicznego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych.

– Dotychczas starsi pacjenci mogli korzystać w ramach programu lekowego ze schematu DRd, obejmującego daratumumab, lenalidomid i deksametazon. Obecna zmiana udostępnia dodatkową opcję – schemat czterolekowy, zawierający również bortezomib. Poszerza to możliwości wyboru terapii już na początku leczenia – zaznacza prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką Nowotworów Układu Chłonnego NIO

Z kolei w przewlekłej białaczce limfocytowej refundacja zanubrutynibu w monoterapii w pierwszej linii zostanie rozszerzona na całą populację dorosłych chorych. Dotychczas obejmowała pacjentów starszych oraz młodszych z określonymi obciążeniami, takimi jak choroby współistniejące, nawracające infekcje lub zaburzenia czynności nerek. Teraz z tej opcji będą mogli skorzystać także pozostali dorośli pacjenci, zgodnie z kryteriami programu lekowego.

Obie zmiany zwiększają możliwości dostosowania terapii do sytuacji klinicznej chorego. W chorobach wymagających wieloletniego postępowania większy wybór na początku leczenia ma znaczenie także dla planowania jego kolejnych etapów.

Kierunek: leczenie coraz dokładniej dopasowane do choroby

Październikowa aktualizacja oznacza nie tylko rosnącą liczbę dostępnych terapii. Coraz bardziej widoczna jest zmiana sposobu kwalifikowania pacjentów do samego leczenia.W raku jelita grubego znaczenie ma mutacja BRAF V600E. W raku żołądka – status HER2, ekspresja PD-L1 czy obecność CLDN18.2. W raku płuca, coraz ważniejsze staje się z kolei nie tylko to, jakie leczenie pacjent otrzymał wcześniej, ale również kiedy je zakończył i po jakim czasie doszło do nawrotu.

Nowoczesna onkologia coraz rzadziej sprowadza się więc do jednego schematu przypisanego do określonego rozpoznania. Decyzja terapeutyczna jest wynikiem połączenia wielu informacji – dotyczących biologii nowotworu, stadium choroby, wcześniejszego leczenia i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

Październikowe zmiany poszerzają liczbę takich możliwych scenariuszy i w kolejnych grupach chorych pozwalają lepiej dopasować dostępne leczenie do charakteru choroby.
 

Źródło: NIO

Nowoczesne terapie przeciwnowotworowe coraz częściej wymagają wcześniejszego poznania biologii nowotworu. Problem w tym, że dostęp do odpowiedniej diagnostyki nadal nie jest równy i powszechny, a materiał pobrany od pacjenta potrafi krążyć pomiędzy kilkoma placówkami. Eksperci wskazują, że nie zawsze potrzeba więcej badań i więcej pieniędzy – potrzebna jest przede wszystkim spójna ścieżka, jasno określone standardy i odpowiedzialność za przeprowadzenie pacjenta przez cały proces diagnostyczny.

Nowoczesne leczenie zaczyna się od właściwej diagnostyki

W części nowotworów wynik badania molekularnego nie jest już dodatkową informacją, ale jednym z elementów niezbędnych do prawidłowego rozpoznania choroby i wyboru leczenia. Dostępność nowoczesnych terapii nie oznacza więc jeszcze, że każdy pacjent, który mógłby z nich skorzystać, rzeczywiście otrzyma taką możliwość.

Na problem nierówności w dostępie do diagnostyki zwracali uwagę eksperci podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP, poświęconego diagnostyce molekularnej jako warunkowi nowoczesnego leczenia onkologicznego.

Szczególnie dobrze widać to w raku płuca, w którym zakres zmian molekularnych mających znaczenie dla wyboru terapii systematycznie się zwiększa.

– Jeżeli nie zrobimy tego dobrze od początku, to niestety pacjent straci szansę na personalizowane leczenie, na leczenie nowoczesne immunoterapią, immunochemioterapią w programie lekowym. Czyli mamy bardzo dobrze zaopatrzone programy lekowe, mamy dostęp do świetnych nowoczesnych terapii, ale przez braki w dostępie do diagnostyki część pacjentów, i to spora część pacjentów, traci tę szansę – podkreślała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY, członkini Forum Nowoczesnej Diagnostyki.

Problem zaczyna się już na poziomie dostępu do badań.

– Dostęp do diagnostyki molekularnej jest w dalszym ciągu uzależniony trochę od kodu pocztowego, czyli są nierówności w dostępie do tej diagnostyki. Niestety pacjenci z mniejszych ośrodków takiej opcji nie mają. Muszą wędrować po Polsce, muszą szukać miejsc, gdzie ta diagnostyka będzie wykonana w sposób optymalny – mówiła Aleksandra Wilk.

Materiał krąży, a pacjent czeka

Ścieżka diagnostyczna może dziś obejmować kilka niezależnych placówek. Materiał pobrany w jednym szpitalu trafia do zakładu patomorfologii w drugim ośrodku, następnie wynik wraca do placówki zlecającej, a materiał musi zostać przekazany dalej na badania molekularne. Jeżeli pomiędzy podmiotami brakuje odpowiednich umów lub sprawnego sposobu przekazywania materiału, kolejne etapy zaczynają funkcjonować niezależnie od siebie.

– To wyzwanie, które przed nami jest, to po prostu rozproszenie tej diagnostyki. […] Materiał pacjentów z rakiem płuca krąży po Polsce – mówiła Aleksandra Wilk.

Zdaniem prof. Andrzeja Marszałka, konsultanta krajowego w dziedzinie patomorfologii, eksperta odpowiedzialności za połączenie tych etapów nie można przerzucać na chorego. – Problem diagnostyki to nie jest problem pacjenta, tylko to musi być systemowo załatwione i to leży na podmiocie, który się zajął pacjentem. Taka była chyba idea Krajowej Sieci Onkologicznej, że niezależnie od tego, gdzie pacjent trafi, to on w całym kraju, niezależnie od sieci dróg bitych czy kodu pocztowego, powinien być tak samo zaopiekowany.

Rozproszenie nie musi przy tym oznaczać, że cały system powinien zostać skupiony w kilku największych instytutach. Nie każda placówka musi również posiadać własne zaplecze pozwalające na wykonanie najbardziej zaawansowanych badań. Potrzebny jest natomiast model, w którym kolejne ośrodki tworzą jedną funkcjonalną ścieżkę.

Tygodnie można stracić na samej logistyce

Dr n. med. Andrzej Tysarowski, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki PIM-MSWiA, ekspert Forum Nowoczesnej Diagnostyki, wskazywał, że część barier można ograniczyć bez tworzenia od podstaw nowej infrastruktury diagnostycznej. – W większości przypadków właśnie nie chodzi o finanse, nie chodzi o zakresy działań laboratoriów, tylko właśnie o taką, można powiedzieć, prostą logistykę, organizację i komunikację między sobą.

Jako przykład podaje diagnostykę raka płuca, która – według przedstawionych przez niego informacji – może trwać od dwóch do trzech miesięcy. Problemem są m.in. kolejne przekazania materiału i wyników pomiędzy niezależnymi placówkami.

– Wystarczyłoby, żeby jednostka patomorfologiczna porozumiała się z tym laboratorium zakontraktowanym na zewnątrz i przesłała dalej materiał. Na tym zyskujemy te 2–3 tygodnie cennego czasu, czyli zwykła logistyka, bo jeżeli chodzi o możliwości sprzętowe, jeżeli chodzi o finansowanie, to te rzeczy są w dużej mierze zabezpieczone – podkreślał dr Tysarowski.

W raku płuca dodatkowym problemem może być już samo uzyskanie odpowiedniego materiału. Aleksandra Wilk wskazała na przypadki pacjentów, u których konieczne było jego kilkukrotne pobieranie. Według przedstawionych przez nią danych zdarzały się nawet przypadki pięciu pobrań, natomiast u chorych wymagających trzech pobrań droga od rozpoczęcia diagnostyki do leczenia trwała około pół roku.

– Żebyśmy mogli w ogóle mówić o tym, że będziemy wykonywać diagnostykę molekularną, o której dzisiaj szeroko mówimy, musimy mieć pobrany materiał – mówiła Aleksandra Wilk.

Diagnostyka nie może zaczynać się dopiero wtedy, gdy wybrano terapię

Problem dotyczy jednak nie tylko przepływu materiału pomiędzy ośrodkami. Prof. Bartosz Wasąg, kierownik Laboratorium Genetyki Klinicznej Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, zwracał uwagę na samą konstrukcję ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

– Badanie molekularne jest w większości przypadków kosztem wewnątrz hospitalizacji albo tym świadczeniem, które jest uruchamiane po tym, gdy lekarz rozważa kwalifikację do konkretnego programu lekowego. I to jest, myślę, wielki problem, który powoduje wydłużenie diagnostyki, bo wykonanie badania jest konsekwencją decyzji terapeutycznej, a powinno być de facto przesłanką – mówił prof. Bartosz Wasąg.

Diagnostyka molekularna nie może być przy tym traktowana w oderwaniu od wcześniejszej diagnostyki patomorfologicznej, obejmującej – zależnie od nowotworu – również odpowiednie badania immunohistochemiczne i inne metody pozwalające zarówno określić rodzaj choroby, jak i później dobrać leczenie. 

– Bardzo dobrze, że sfinansowano badania molekularne, brakuje pewnych koszyków […], ale finansując trzeci etap, zapomina się na przykład o pełnym sfinansowaniu pierwszego etapu. I do trzeciego część osób nie dojdzie, bo ten pierwszy jest nie do końca załatwiony – wskazał prof. Andrzej Marszałek.

Rozwój diagnostyki molekularnej nie oznacza, że każdy chory powinien mieć wykonywany najszerszy możliwy panel badań. Kluczowe jest określenie, jakie oznaczenia mają rzeczywistą użyteczność kliniczną w danym rozpoznaniu i na konkretnym etapie choroby.

– Nadrzędną cechą użyteczności testów diagnostycznych jest ta użyteczność kliniczna, czyli koncentrujemy się tylko i wyłącznie na biomarkerach czy na zmianach, które są istotne z punktu widzenia chorego, z punktu widzenia klinicysty, które mają wpływ na diagnostykę czy ewentualne leczenie tych chorych. I to należy rozdzielić – podkreśla prof. Wasąg.

Czy NFZ wie, za jaką diagnostykę płaci?

Oprócz samego dostępu do badań coraz większego znaczenia nabiera możliwość oceny ich kompletności i jakości. Aleksandra Wilk zwracała uwagę, że samo rozliczenie procedury nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie, jaki zakres diagnostyki rzeczywiście wykonano.

– W tym momencie NFZ płaci za procedurę, ale my de facto nie wiemy, czy dana jednostka zleciła tylko pojedyncze testy, czyli na przykład samego EGFR-a albo tylko trzy mutacje: EGFR, ALK, ROS1, a może się okazać, że pacjent ma KRAS-a, BRAF-a albo MET-a, na którym mamy leczenie w programie lekowym. Czyli NFZ płaci za procedurę, ale nie sprawdza jakości i generalnie, jakie badania zostały wykonane – mówiła Aleksandra Wilk.

Jednym z proponowanych rozwiązań jest „checklista” kompletności diagnostyki, powiązana z elektroniczną kartą diagnostyki i leczenia onkologicznego. Nie chodzi o wymaganie identycznego zestawu badań u wszystkich chorych, ale o możliwość sprawdzenia, czy wykonano zakres właściwy dla konkretnego rozpoznania.

e-DILO jest wdrażana od sierpnia 2026 roku, a od 1 października ma być dostępna dla pozostałych uprawnionych podmiotów. Ministerstwo Zdrowia wskazuje, że karta ma umożliwiać monitorowanie diagnostyki i leczenia w czasie rzeczywistym; do końca 2026 roku trwa okres przejściowy, w którym możliwe jest jeszcze prowadzenie karty na dotychczasowych zasadach.

– Marzy nam się, żebyśmy mieli informację o jakości i rodzaju wykonywanych badań u pacjentów z rakiem płuca. I wtedy będziemy wiedzieć […], czy są wykonywane te badania, gdzie są wykonywane, jak są wykonywane i za co tak naprawdę NFZ płaci. Generalnie płacimy po prostu za jakość – mówiła Aleksandra Wilk.

Są pierwsze zmiany. Biopsja płynna i oczekiwane Lung Cancer Units

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że diagnostyka molekularna jest już elementem świadczeń gwarantowanych, choć system musi być dostosowywany do szybko pojawiających się nowych biomarkerów i możliwości terapeutycznych.

– Diagnostyka molekularna staje się integralnym elementem nowoczesnej diagnostyki onkologicznej i generalnie znajduje odzwierciedlenie w zakresie świadczeń gwarantowanych, finansowanych ze środków publicznych. W wielu nowotworach wynik badania molekularnego jest niezbędny do kwalifikacji do leczenia celowanego bądź immunoterapii – mówił Tomasz Kuleta, naczelnik Wydziału Świadczeń Gwarantowanych Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia.

Jednym z nowych rozwiązań jest możliwość wykonywania biopsji płynnej w warunkach ambulatoryjnych u odpowiednio kwalifikowanych pacjentów, gdy nie ma możliwości uzyskania odpowiedniego materiału tkankowego lub jest on niediagnostyczny.

W przypadku raka płuca od lat oczekiwane jest natomiast wdrożenie modelu Lung Cancer Units. Przygotowane zostały trzy projekty rozporządzeń dotyczące świadczeń gwarantowanych w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej, leczeniu szpitalnym i rehabilitacji leczniczej. Przygotowanie tych projektów potwierdzają także dokumenty dotyczące realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej.

– Projekty są gotowe i jesteśmy na etapie tak naprawdę podejmowania decyzji już o skierowaniu do konsultacji, przy czym najpierw to będą konsultacje wewnętrzne, wewnątrz Ministerstwa oraz Narodowego Funduszu Zdrowia, i dopiero po zakończeniu tych konsultacji skierowane do konsultacji publicznych – informował Tomasz Kuleta.

Nie wskazał jednak konkretnej daty.

– Nie chcę mówić o terminie, ponieważ nie ode mnie zależy czas na podejmowanie tej decyzji, ale myślę, że to będzie naprawdę już w najbliższym czasie. – dodał.

Potrzebny jeden standard niezależnie od „kodu pocztowego”

Doświadczenia z diagnostyką patomorfologiczną pokazują, że powiązanie standardów jakości z organizacją i finansowaniem może być jednym z kierunków zmian.

– Standardy, i te akredytacyjne, i te, które zostały przygotowane do badań patomorfologicznych, one nie są rzeczą ekstra, one nie są optimum, one są minimum – podkreśla prof. Andrzej Marszałek.

W przypadku diagnostyki molekularnej kolejnym krokiem powinno być stworzenie jednoznacznych schematów określających, jakie badania, u których pacjentów i na jakim etapie należy wykonywać. Dopiero taki model pozwala myśleć o równym dostępie niezależnie od miejsca zamieszkania i ośrodka, do którego trafi chory.

– Najważniejszy cel, który należy osiągnąć, to opracowanie schematów diagnostycznych, które w sposób precyzyjny określają, u kogo, w jaki sposób wykonywane są badania diagnostyczne. I mówimy raz jeszcze o tych badaniach diagnostycznych, które mają realną użyteczność kliniczną – podsumowuje prof. Bartosz Wasąg.

W praktyce wyzwanie nie sprowadza się więc do prostego zwiększenia liczby wykonywanych badań. Chodzi o to, aby właściwy pacjent miał wykonane właściwe badanie, we właściwym momencie – a jego wynik był dostępny, zanim zapadnie decyzja o leczeniu.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. profilaktyki nowotworowej – RAK STOP, cykl spotkań eksperckich „Wyprzedźmy chorobę”, „Najpierw diagnoza, potem terapia – diagnostyka molekularna jako warunek nowoczesnego leczenia onkologicznego”, 22.09.2026 r.; Ministerstwo Zdrowia; Narodowa Strategia Onkologiczna.

Opracowanie: Redakcja Medicalpress

Rak płuca pozostaje najczęstszą przyczyną zgonów nowotworowych w Polsce. Jednym z powodów jest jego późne rozpoznawanie, często dopiero wtedy, gdy możliwości radykalnego leczenia są już ograniczone. Od października ma się to zacząć zmieniać systemowo. We wszystkich 16 oddziałach wojewódzkich NFZ ruszyły konkursy na realizatorów programu wczesnego wykrywania raka płuca za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. Badanie będzie bezpłatne, bez skierowania i finansowane bez limitu. To jednak dopiero pierwszy krok. Prawdziwym testem dla programu będzie to, czy uda się dotrzeć do palaczy i byłych palaczy spełniających kryteria ryzyka, zanim pojawią się u nich objawy choroby.

Wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z ważniejszych zmian ostatnich lat w profilaktyce onkologicznej w Polsce. Dotychczas badania prowadzono w ramach Ogólnopolskiego Programu Wczesnego Wykrywania Raka Płuca, początkowo w latach 2021–2023, a następnie w formule pilotażu przedłużonego na lata 2024–2025. Teraz rozwiązanie ma przestać mieć charakter czasowy i wejść na stałe do systemu finansowanego przez NFZ. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w tej sprawie weszło w życie 23 lipca 2026 roku, a umowy z realizatorami mogą obejmować okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października.

NFZ rozpoczął już poszukiwanie placówek. Konkursy ogłoszono we wszystkich województwach. Fundusz chce wyłonić co najmniej 32 realizatorów, choć zakłada, że ostatecznie może być ich ponad 50. Jeżeli postępowania zakończą się zgodnie z planem, pierwsze zapisy mają ruszyć w drugiej połowie października.

Nie będzie to jednak program przeznaczony dla wszystkich dorosłych Polaków. W przeciwieństwie do badań przesiewowych w kierunku raka piersi czy raka szyjki macicy o kwalifikacji nie decyduje wyłącznie wiek. Podstawowym kryterium jest ryzyko związane przede wszystkim z wieloletnim paleniem tytoniu.

Do programu mają kwalifikować się osoby w wieku od 55 do 74 lat z historią palenia wynoszącą co najmniej 20 paczkolat, które nadal palą albo zaprzestały palenia nie wcześniej niż 15 lat temu. Paczkolata pozwalają uwzględnić zarówno liczbę wypalanych papierosów, jak i czas trwania nałogu. Dwadzieścia paczkolat oznacza na przykład wypalanie jednej paczki papierosów dziennie przez 20 lat albo dwóch paczek dziennie przez 10 lat.

Program obejmie również część osób w wieku od 50 do 54 lat, jeśli poza odpowiednią historią palenia występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka. Mogą to być między innymi ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu lub spaliny silników Diesla, narażenie na radon, POChP, niektóre wcześniejsze choroby nowotworowe albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Tak skonstruowane kryteria pokazują zasadniczą różnicę między NDTK a wykonywaniem tomografii komputerowej „na wszelki wypadek”. Screening ma przynosić korzyść w populacji, w której prawdopodobieństwo wykrycia choroby jest odpowiednio wysokie. Nie jest badaniem przeznaczonym dla każdego bezobjawowego pacjenta.

Nie jest również alternatywą dla diagnostyki osoby, która już ma objawy mogące wskazywać na raka płuca. Krwioplucie, przewlekły kaszel utrzymujący się ponad osiem tygodni, chrypka czy niezamierzona utrata masy ciała powinny prowadzić do standardowej ścieżki diagnostycznej, a nie do oczekiwania na badanie przesiewowe.

Skala problemu uzasadnia stworzenie odrębnego programu. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce rozpoznano 21 045 nowych przypadków raka płuca, a 22 155 osób zmarło z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn oraz 18,6 proc. wśród kobiet. W obu grupach była to najczęstsza przyczyna śmierci z powodu nowotworu.

Te liczby pokazują również charakterystyczną dla raka płuca dysproporcję. W wielu nowotworach liczba nowych rozpoznań jest znacznie większa niż liczba zgonów. W przypadku raka płuca obie wartości pozostają do siebie niepokojąco zbliżone.

Powód jest dobrze znany. Rak płuca przez długi czas może rozwijać się bez charakterystycznych objawów. Kiedy dolegliwości wreszcie się pojawiają, choroba może być już miejscowo zaawansowana lub przerzutowa. Tymczasem właśnie stadium rozpoznania w ogromnym stopniu determinuje możliwości leczenia.

Niskodawkowa tomografia komputerowa ma przesunąć moment diagnozy na wcześniejszy etap. W przeciwieństwie do klasycznego zdjęcia RTG klatki piersiowej pozwala uwidocznić niewielkie zmiany w płucach, zanim zaczną powodować objawy. Jednocześnie wykorzystuje niższą dawkę promieniowania niż standardowa diagnostyczna tomografia komputerowa.

Polskie doświadczenia pokazują, że nie jest to jedynie założenie teoretyczne. W latach 2021–2023 w ramach wcześniejszego programu wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Wykryto 330 przypadków raka płuca, a 219 chorych zakwalifikowano do leczenia operacyjnego.

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO, podkreślał przy okazji podsumowania pilotażu: „Wyniki pilotażu jasno pokazują, że systematyczne badania NDTK pozwalają wykrywać zmiany w bardzo wczesnym stadium, gdy leczenie chirurgiczne pozwala uzyskać wyleczenie – zanim pojawią się objawy kliniczne, co zdecydowanie zwiększa szanse pacjentów na skuteczne leczenie”.

To właśnie możliwość wykrycia choroby, gdy nadal można zastosować leczenie radykalne, jest zasadniczym celem screeningu.

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń gwarantowanych nie oznacza jednak automatycznie sukcesu programu. Polska ma już doświadczenia z programami profilaktycznymi pokazujące, że dostępność badania i zgłaszalność na nie są dwiema różnymi kwestiami.

W przypadku raka płuca wyzwanie może być nawet większe. Program nie jest adresowany do wszystkich osób z konkretnego rocznika, lecz do grupy definiowanej przez historię palenia i dodatkowe czynniki ryzyka. System musi więc nie tylko zaoferować badanie, ale również skutecznie odnaleźć osoby, które powinny z niego skorzystać, przekazać im informację i umożliwić sprawną kwalifikację.

Na ten problem zwraca uwagę również prof. Krzakowski: „Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka”.

Znaczenie będzie miała także geografia programu. NFZ dopuszcza wykonywanie świadczeń zarówno stacjonarnie, jak i mobilnie. To istotne, ponieważ możliwość wykonania badania teoretycznie dostępnego w systemie niewiele znaczy dla pacjenta, jeśli najbliższy realizator znajduje się kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od jego miejsca zamieszkania.

Fundusz szacuje roczny koszt programu na około 16 mln zł. W perspektywie dziesięciu lat wydatki mają przekroczyć 662 mln zł. Przy ocenie tych kwot trzeba jednak pamiętać, że screening nie jest wyłącznie kosztem dodatkowych badań. Jego ekonomiczny sens zależy od tego, czy wcześniejsze wykrywanie rzeczywiście przesunie większą część rozpoznań do stadiów, w których możliwe jest skuteczne leczenie, oraz czy przełoży się na spadek umieralności.

NDTK nie rozwiąże przy tym podstawowej przyczyny epidemiologii raka płuca. Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym modyfikowalnym czynnikiem ryzyka tej choroby. Dlatego screening powinien funkcjonować obok skutecznej profilaktyki pierwotnej i pomocy w zaprzestaniu palenia, a nie zamiast nich. W przeglądzie rozwiązań europejskich AOTMiT zwraca uwagę, że poradnictwo antytytoniowe jest integralną częścią programów przesiewowych między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Czechach i Chorwacji.

Październik będzie więc początkiem, a nie finałem tej zmiany. Po latach pilotażu Polska będzie miała stały, finansowany przez NFZ program wczesnego wykrywania raka płuca. Dopiero kolejne lata pokażą jednak, ilu pacjentów rzeczywiście uda się do niego włączyć, jak równomiernie badania będą dostępne w poszczególnych regionach i przede wszystkim, czy więcej nowotworów płuca zaczniemy rozpoznawać wtedy, gdy lekarz może jeszcze zaproponować choremu leczenie z intencją wyleczenia.

Bo w przypadku raka płuca największą zmianą nie będzie samo wykonanie większej liczby tomografii. Będzie nią sytuacja, w której diagnoza przestanie tak często przychodzić za późno.

Źródło: NFZ

Co się dzieje, gdy jeden pozornie nieistotny dźwięk zaczyna przerywać filmową rzeczywistość? Wojtek Smarzowski po raz pierwszy wykorzystuje swój charakterystyczny język filmowy, aby opowiedzieć historię o zdrowiu i chorobie. W efekcie powstał nieoczywisty spot społeczny kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, przypominający, że przewlekły kaszel może być pierwszym sygnałem chorób prowadzących do nieodwracalnego włóknienia płuc. Nie jest to jednak kolejny edukacyjny przekaz – to krótkometrażowy projekt społeczny, który zostaje z widzem długo po jego obejrzeniu. Przesłanie całej produkcji zamyka się w mocnym haśle, które stawia odbiorcę przed prostym wezwaniem do działania: „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Dlatego, we wrześniu, miesiącu świadomości chorób włóknieniowych płuc apelujemy o przełamanie wymówek i strachu, które na co dzień powstrzymują przed wizytą u specjalisty.

Z pozoru błahy i powszechny kaszel w Polsce traktowany jest jako coś, co po prostu „trzeba przeczekać”. Jednak, przewlekły kaszel może być sygnałem poważnych schorzeń, w tym chorób śródmiąższowych płuc (ILD) – grupy ponad 200 chorób z których część może prowadzić do włóknienia tkanki płucnej. Jedną z ich postaci jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF), choroba o poważnym rokowaniu – często porównywanym do raka płuca. Choroby te przez długi czas mogą rozwijać się niemal niezauważenie, a ich objawy – kaszel, duszność, zmęczenie czy gorsza tolerancja wysiłku – są często mylone z infekcją, alergią, konsekwencjami wieloletniego palenia czy naturalnym procesem starzenia. Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc żyje obecnie blisko 27 tysięcy osób[1]. Jednak wielu pacjentów trafi do specjalisty zbyt późno lub nigdy nie pozna prawidłowej diagnozy. Świadomość społeczna pozostaje bowiem stale niska – mimo, że 85% przebadanych Polaków[2] uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, to prawie 73% deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia, a ponad połowa (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

Eksperci natomiast podkreślają, że kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni wymaga diagnostyki. W przypadku chorób śródmiąższowych czas ma kluczowe znaczenie – im wcześniej zostanie postawiona diagnoza, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby i zachowanie sprawności oddechowej. Dlatego krótkometrażowy projekt społeczny, realizowany w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, ma budować społeczną czujność i zachęcać do wcześniejszej diagnostyki. 

– Przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków bagatelizowany i „oswajany”. Często uznawany jako normalny objaw palenia tytoniu (tzw. kaszel palacza), który usypia czujność osoby palącej zamiast być sygnałem alarmowym. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do nas zbyt późno, kiedy proces włóknienia płuc jest już mocno zaawansowany. Tymczasem wczesna diagnostyka daje szansę na wdrożenie leczenia spowalniającego rozwój choroby i poprawiającej jakość życia – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc, Przewodnicząca „Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca”. Wielkie nadzieje pokładam we wprowadzanym programie screeningu raka płuca, wykorzystującym niskodawkową tomografię komputerową (NDTK), za pomocą której można wykryć wczesne zmiany sugerujące choroby śródmiąższowe płuc. Wejście do programu daje szansę na skrócenie ścieżki pacjenta w dotarciu do optymalnej opieki w ośrodku referencyjnym – dodaje dr. n. med. Czajkowska-Malinowska.

– Włóknienie płuc wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas słyszy od otoczenia, że „to tylko kaszel”. Dlatego tak ważne jest budowanie społecznej czujności i docieranie z tym przekazem także poza tradycyjne kanały edukacji zdrowotnej. Dzięki zaangażowaniu twórców filmowych i partnerów kampanii możemy mówić o tym problemie w sposób, który ma szansę zostać zauważony i zapamiętany – podkreśla Agnieszka Pilewska-Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

Środowisko klinicystów i pacjentów jednoznacznie podkreśla, że kaszel trwający powyżej 8 tygodni przestaje być incydentem, a staje się wyraźnym sygnałem ostrzegawczym organizmu. Każdy taki przypadek wymaga diagnostyki, obejmującej m.in. badanie lekarskie, RTG klatki piersiowej i ocenę czynności płuc. W przypadku chorób śródmiąższowych czas jest kluczowy – im szybciej postawiona zostanie diagnoza, tym większa szansa na wdrożenie leczenia, które może spowolnić postęp choroby i pomóc dłużej zachować sprawność oddechową. Po więcej informacji warto wejść na www.plucapolski.pl.

Smarzowski i aktorska czołówka

Po raz pierwszy w swojej karierze Wojtek Smarzowski wykorzystuje język kina do opowiedzenia historii dotyczącej zdrowia publicznego. Reżyser, znany z bezkompromisowego podejmowania trudnych tematów społecznych, tym razem kieruje uwagę widzów na problem, który dotyczy tysięcy Polaków, ale wciąż pozostaje niemal niewidoczny. To nie jest klasyczna kampania zdrowotna, ale krótkometrażowa filmowa opowieść, która budzi niepokój, wytrąca z komfortu i zmusza do refleksji nad własnym zdrowiem. W wykreowanym przez reżysera świecie pozornie nieistotny kaszel staje się głównym bohaterem – dźwiękiem, który przerywa pracę filmowej ekipy, rozbija narrację i ostatecznie staje się metaforą objawu, który potrafi brutalnie przerwać… życie.

– Zrobiłem ten spot na zdrowie dla wszystkich. Dlatego zobaczcie, a potem, jak potrzeba idziecie się badać! – mówi Wojtek Smarzowski, reżyser i autor scenariusza spotu.

Dzięki zaangażowaniu uznanych aktorów oraz charakterystycznemu stylowi reżyserskiemu, kampania przełamuje schematy komunikacji zdrowotnej. Zamiast chłodnych wykresów czy porad medycznych, twórcy dostarczają widzowi prawdziwe filmowe emocje, które nie pozwalają przejść obok tematu obojętnie. Obecność Katarzyny Herman, Eryka Lubosa, Mirosława Kropielnickiego, Piotra Witkowskiego, a także Natalii Stachyry oraz Mikołaja Matczaka gwarantuje, że krótkometrażowy projekt społeczny nie zostanie odebrany jako kolejna „tradycyjna kampania profilaktyczna” ale jako angażujący emocjonalnie przekaz zmuszający widza do konfrontacji z problemem, o którym na co dzień woli nie myśleć.

– Ten spot przypomniał mi, jak często racjonalizujemy różne objawy: zmęczenie, zadyszkę, kaszel. A to ważne sygnały wysyłane przez nasze ciało – zwłaszcza w wieku późnej dorosłości. Dlatego tak ważne jest, żeby nie odkładać zdrowia na później i pójść do lekarza po diagnozę – mówi Mirosław Kropielnicki.

 – W spocie gram dźwiękowca, który swoim kaszlem przerywa pracę całej ekipy. Na planie filmowym każdy taki dźwięk od razu słychać, natomiast w życiu często uczymy się go po prostu ignorować. Mówimy „tak już mam”. Tylko, że czasem warto posłuchać dźwięków naszego ciała i sprawdzić, co się za nimi kryje – dodaje Mikołaj Matczak.

Spot będzie emitowany między innymi podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz w Gdyńskim Centrum Filmowym imienia Leszka Kopcia.

LINK DO SPOTU: https://www.youtube.com/watch?v=uaRmF9UVwhY

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii realizowana jest pod hasłem „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Nie bez znaczenia pozostaje też czas – wrzesień jest bowiem miesiącem świadomości chorób włóknieniowych płuc. Wykorzystując siłę emocji i język kina, kampania zwraca uwagę na objawy, które zbyt często są ignorowane. Krótkometrażowy projekt społeczny będący jej częścią pokazuje, że sztuka może nie tylko poruszać, ale również budować społeczną czujność i skłaniać do wcześniejszej diagnostyki. 

Wartość edukacyjna tegorocznej inicjatywy sprawiła, że w realizację i promocję materiału zaangażowały się kluczowe podmioty patronujące całej kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” – Polskie Towarzystwo Chorób Płuc, Polskie Towarzystwo Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc, Fundacja Rheuma Active oraz Fundacja Agaty Młynarskiej „Zdrowie bez tabu”. Do grona partnerów krótkometrażowego projektu społecznego dołączyli: Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Polskie Towarzystwo Reumatologiczne, Agencja ZA, Dom Pogrzebowy „Służew”, a także agencja first aid communication team. Projekt jest realizowany przy wsparciu firmy Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

Dostępnych jest ponad 384 tys. terminów mammografii i 445 tys. terminów badań HPV HR, jednak zgłaszalność na badania przesiewowe wciąż pozostaje niska. Z mammografii w ciągu ostatnich dwóch lat skorzystało niespełna 33 proc. uprawnionych kobiet, a z programu profilaktyki raka szyjki macicy nieco ponad 15 proc. Ministerstwo Zdrowia ogłasza wrzesień miesiącem profilaktyki i rozpoczyna ogólnopolską kampanię „Profilaktyka – podaj dalej”. W całym kraju zaplanowano ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych.

– Chcemy budować świadomość, że badania profilaktyczne nie są wymagające. Wystarczy zrobić pierwszy krok – sprawdzić dostępne badania i umówić termin wizyty. Oprócz tego, że sami będziemy przykładać wagę do regularnych badań, warto abyśmy uświadamiali i namawiali do tego naszych bliskich – rodzinę, przyjaciół, współpracowników. Najlepszym prezentem, jaki możemy podarować drugiej osobie, jest troska o jej zdrowie. Czasem wystarczy przypomnieć o badaniu, poinformować o programie profilaktycznym albo zachęcić bliską osobę do umówienia wizyty. Taki prosty gest może mieć naprawdę duże znaczenie – przekonuje minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Choć dostęp do badań profilaktycznych jest coraz prostszy, ich skala ciągle jest niezadowalająca. W ciągu ostatnich dwóch lat z programu profilaktyki raka piersi skorzystało 32,77 proc. uprawnionych kobiet (bezpłatna mammografia przysługuje kobietom od 45. roku życia), a z programu profilaktyki raka szyjki macicy, wykorzystującego test HPV HR zaledwie 15,22 proc. Na badania te można zapisać się m. in. przez aplikację MojeIKP. W sierpniu 2026 r. w moim IKP dostępnych było ponad 384 tys. terminów mammografii i ponad 445 tys. terminów badań HPV HR.

Na program badań przesiewowych raka jelita grubego z wykorzystaniem kolonoskopii, który jest skierowany zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn w 2025 roku zgłosiło się ok 15 % uprawnionych do badania.

Kampania „Profilaktyka – podaj dalej” ma przekonać, że badania profilaktyczne są elementem codziennej troski o zdrowie – obok aktywności fizycznej, zdrowego odżywiania czy szczepień. To także najlepszy sposób na wczesne wykrycie ewentualnej choroby, co w konsekwencji da większą możliwość skutecznego leczenia i szybszego powrotu do zdrowia.

Ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych w całej Polsce

Mieszkańcy całego kraju zobaczą przekazy kampanii „Profilaktyka – podaj dalej” w telewizji, na billboardach, nośnikach cyfrowych oraz na stacjach warszawskiego metra.

W ośmiu miastach w Polsce zrealizowane zostaną akcje, zachęcające do zainteresowania się profilaktyką zdrowotną i skorzystania z dostępnych badań.

W całej Polsce we wrześniu odbędzie się ponad 500 wydarzeń i akcji zdrowotnych, podczas których uczestnicy będą mogli dowiedzieć się więcej o profilaktyce, dostępnych programach i badaniach, a także porozmawiać ze specjalistami.

Zaplanowano też podświetlenia i specjalne ekspozycje w charakterystycznych obiektach w całym kraju. Na pomarańczowo podświetlone zostaną: Stadion Śląski w Chorzowie, Spodek w Katowicach, Tarczyński Arena Wrocław, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, zaś na PGE Narodowym w Warszawie 2 września pojawi się napis #Profilaktyka, a na Atlas Arenie w Łodzi wyświetlony zostanie materiał graficzny kampanii. Do akcji włączą się również Arena Gliwice PreZero i Tauron Arena Wrocław.

Kampania ma również swoją maskotkę – Profisia, czyli ambasadora profilaktyki i symbol troski o zdrowie oraz idei przekazywania dalej wiedzy i informacji, które mogą pomóc bliskim zadbać o własne zdrowie.

Razem dla profilaktyki

„Profilaktyka – podaj dalej” to wspólne przedsięwzięcie, w które włączyły się kolejne ministerstwa, samorządy, instytucje publiczne, spółki Skarbu Państwa i partnerzy zewnętrzni.

2 września minister zdrowia podpisała porozumienie o współpracy na rzecz profilaktyki z ministrem sportu i turystyki oraz ministrem edukacji narodowej. To kolejne porozumienie wzmacniające wspólne działania na rzecz zdrowia – wcześniej Ministerstwo Zdrowia podpisało je z Ministerstwem Infrastruktury oraz Ministerstwem Aktywów Państwowych.

W ramach porozumienia partnerzy będą wykorzystywać własne kanały komunikacji do promocji profilaktyki.

W działania zaangażują się również spółki Skarbu Państwa i instytucje infrastrukturalne, wykorzystując własne kanały dotarcia do milionów odbiorców. Do kampanii „Profilaktyka – podaj dalej” włączają się m.in. ORLEN S.A., PGE Polska Grupa Energetyczna S.A., ENEA S.A., TAURON Polska Energia S.A., PKO Bank Polski S.A., Poczta Polska S.A., PZU Życie S.A., PZU Zdrowie S.A., Polski Holding Nieruchomości S.A., Krajowa Grupa Spożywcza S.A., Polska Grupa Zbrojeniowa S.A., Polski Holding Hotelowy sp. z o.o., PKP Polskie Linie Kolejowe S.A., PKP Intercity S.A., Polskie Porty Lotnicze S.A. oraz Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad. Szczególnym elementem współpracy będzie przygotowanie przez Pocztę Polską specjalnej edycji znaczka pocztowego poświęconego profilaktyce zdrowotnej.

Ambasadorami kampanii zostali: Katarzyna Dowbor, Anna Karwan, Tomasz Majewski.

„Moje Zdrowie” i mojeIKP – profilaktyka na wyciągnięcie ręki

Dostęp do badań profilaktycznych nigdy nie był tak prosty jak dzisiaj. Nie trzeba iść do przychodni, żeby zapisać się na badania. Wystarczy w swoim telefonie zainstalować aplikację MojeIKP lub wejść na stronę Internetowe Konto Pacjenta. Dzięki niej w prosty sposób włączymy się do programu „Moje Zdrowie”.

Program skierowany jest do osób od 20. roku życia. Można bezpłatnie wykonać bilans zdrowia, rozpoczynając od ankiety. Po przetworzeniu ankiety przychodnia POZ wystawi skierowanie na badania laboratoryjne, które następnie pacjent omówi z personelem medycznym i otrzyma Indywidualny Plan Zdrowotny.

Cyfrowa profilaktyka ma coraz większe znaczenie. Z aplikacji mojeIKP korzysta już ponad 5,5 mln osób, a sekcja „Profilaktyka” należy do jednej z najczęściej odwiedzanych. To właśnie tam użytkownicy mogą znaleźć informacje o dostępnych świadczeniach i korzystać z wybranych możliwości centralnej e-rejestracji.

„10 dla Zdrowia”: profilaktyka chorób serca zaczyna się wcześniej

W kampanii ważne miejsce zajmuje także „10 dla Zdrowia”. To ankieta, która również już dostępna w aplikacji. Koncentruje się ona na modyfikowalnych czynnikach ryzyka chorób sercowo-naczyniowych i ma pomagać w podejmowaniu konkretnych działań na rzecz zdrowia.

Jak podkreśla prof. Piotr Dobrowolski, choroby sercowo-naczyniowe pozostają jedną z najważniejszych przyczyn przedwczesnej utraty sprawności i zgonów. W 2023 r. odpowiadały za 36,9 proc. wszystkich zgonów. Jednocześnie znaczna część przedwczesnych zdarzeń sercowo-naczyniowych jest potencjalnie możliwa do uniknięcia poprzez ograniczenie czynników ryzyka.

„10 dla Zdrowia” łączy m.in. monitorowanie ciśnienia tętniczego, cholesterolu i glikemii z działaniami dotyczącymi aktywności fizycznej, diety, masy ciała i palenia tytoniu. Każda poprawa parametrów zdrowotnych i stylu życia ma znaczenie, a wczesne wykrywanie nieprawidłowości pozwala odpowiednio wcześnie reagować.

Serce, mózg i nowotwory – wspólna sprawa

Do szerokiego spojrzenia na profilaktykę przekonują Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne i Polskie Towarzystwo Neurologiczne. Choroby sercowo-naczyniowe, nowotwory i choroby neurologiczne odpowiadają za znaczną część zgonów
i niepełnosprawności, a wiele czynników ryzyka jest wspólnych i możliwych do modyfikacji.

Prof. Piotr Rutkowski zwraca uwagę, że profilaktyka powinna być jednym z fundamentów polityki zdrowotnej. Aż 80 proc. nowotworów wiąże się z zewnętrznymi, w dużej mierze związanymi ze stylem życia, czynnikami ryzyka. Dlatego potrzebne są działania, które ułatwiają zdrowe wybory, zwiększają dostęp do badań przesiewowych i pozwolą wcześniej rozpoznawać ryzyko.

Nowe możliwości profilaktyki – kolejne badania dostępne dla pacjentów

Oferta badań profilaktycznych stale się rozszerza. Od 1 października do koszyka świadczeń gwarantowanych NFZ trafi ogólnopolski program wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). Program jest skierowany do osób z grup ryzyka (palących papierosy) w wieku od 55 do 74 lat.

Źródło: MZ

Do 2050 roku zachorowalność na raka na całym świecie wzrośnie o 66,7 proc., a liczba nowych przypadków wyniesie blisko 35 mln. W Europie ma ona wzrosnąć o 19,2 proc., do poziomu 5,16 mln – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC). Eksperci podkreślają, że wśród czynników ryzyka znajdują się m.in. wiek i styl życia, a edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowym przedmiotem nauczanym w szkole.

– Dane Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem sugerują, że w ciągu kolejnych dekad będziemy mieli lawinowy wzrost zachorowalności na nowotwory złośliwe w całej Europie. Jest to sygnał dla osób, które projektują systemy opieki zdrowotnej w Europie, aby podjąć to wyzwanie – mówi w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 4,33 mln nowotworów. Do 2050 roku ta liczba ma wzrosnąć o 833 tys. i tym samym osiągnąć poziom 5,16 mln. Tak wynika z najnowszych danych IARC.

– Coraz częściej mówimy o tym, że coraz więcej osób choruje na nowotwory złośliwe. Powinniśmy pamiętać o tym, że nadal ich najsilniejszym czynnikiem ryzyka pozostaje rosnący wiek. Jesteśmy na progu zjawiska, które nazywa się silver tsunami. Widzimy, że populacja europejska i Polski bardzo szybko się starzeje. Obserwujemy taką zależność wykładniczą, że jest coraz więcej przypadków zachorowań, co nie znaczy, że w młodszych grupach ryzyka ich nie ma – tłumaczy dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), częstość występowania nowotworów gwałtownie rośnie wraz z wiekiem, najprawdopodobniej z powodu kumulacji narażenia na czynniki ryzyka. Wiąże się to z tendencją do zmniejszania się skuteczności mechanizmów naprawy komórkowej.

– Na przykładzie raka jelita grubego widać, że coraz więcej młodych osób choruje. Powstaje więc naturalne pytanie, dlaczego tak się dzieje? Mamy tutaj kilka odpowiedzi. Jedną z nich jest to, że rak jelita grubego jest bardzo mocno związany z naszym stylem życia, który, w szczególności w środowiskach wysoko zurbanizowanych czy w populacjach wysoko rozwiniętych, pozostawia wiele do życzenia – wyjaśnia ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

W Europie do 2024 roku zdiagnozowano 328,5 tys. nowotworów jelita grubego, a liczba ta do 2050 roku ma wzrosnąć o 27,1 proc., do 417,7 tys.

– Mówimy tutaj przede wszystkim o nadwadze i otyłości. Podwyższone BMI jest bardzo silnym czynnikiem, który zwiększa ryzyko zachorowania na raka jelita grubego. Do tego rosnące spożycie alkoholu czy palenie papierosów, narażenie na działanie dymu tytoniowego. Dieta ubogoresztkowa, czyli wysoko przetworzona, zawierająca mięso czerwone oraz wysoko przetworzone – peklowane, wędzone czy solone, powoduje, że w młodszych grupach wiekowych również w przypadku tego rodzaju nowotworu możemy mówić o wzrostach – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

Jak podaje WHO, rak jelita grubego często nie daje żadnych objawów lub są one łagodne we wczesnym stadium. Gdy się pojawią, mogą obejmować m.in. biegunkę, zaparcia lub zwężenie stolca, krew w stolcu, skurcze brzucha, ból lub wzdęcia, które nie ustępują, niewyjaśnioną nagłą utratę wagi bez podejmowania żadnych starań, uporczywe zmęczenie czy też niedokrwistość.

– Generalnie rosnący wiek nadal pozostaje decydującym czynnikiem, który zwiększa ryzyko występowania chorób nowotworowych, w tym złośliwych. Często też możemy przeczytać w literaturze, że wczesne zachorowania w najmłodszych grupach wiekowych są związane z genetycznym obciążeniem, więc dla większości z nas zagrożenie niestety wzrasta wraz z wiekiem – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Z ostatnich dostępnych danych Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że w 2023 roku w Polsce zdiagnozowano 192 922 przypadków nowotworów złośliwych, w tym 96 925 u mężczyzn i 95 997 u kobiet.

– Jeżeli popatrzymy na dane epidemiologiczne, które dotyczą Polski, widzimy, że tzw. duża trójka nowotworów wśród obydwu płci pozostaje mniej więcej taka sama w ostatnich latach. Jeżeli chodzi o mężczyzn, to na pierwszym miejscu mamy raka gruczołu krokowego, czyli raka prostaty. Następnie raka płuca i jelita grubego. Wśród kobiet na pierwszym miejscu jest rak piersi, następnie płuca i jelita grubego – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

W 2023 roku na nowotwór złośliwy gruczołu krokowego zachorowało 23 710 Polaków. Rok wcześniej było to 21,5 tys., a dwa lata wcześniej nieco ponad 18 tys.

– Jeżeli chodzi o raka gruczołu krokowego, to wykazuje on największą dynamikę zachorowań. Widzimy bardzo duży przyrost. Natomiast rak piersi to jest ten nowotwór, o którym mówimy już bardzo dużo i jest to najczęstszy nowotwór na świecie, niezależnie od płci. To też jest przedmiotem dużego zmartwienia osób, które zajmują się prewencją chorób nowotworowych – zaznacza ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

U 21,7 tys. Polek w 2023 roku wykryto nowotwór piersi. W 2022 roku było to 22 tys. przypadków, a w 2021 roku – 21,3 tys. 

– W przypadku raka piersi wiemy, że mamy pewną listę czynników ryzyka, które predysponują kobietę do zachorowania. Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że w przypadku ponad 50 proc. zachorowań nie możemy zidentyfikować czynników ryzyka modyfikowalnych, poza dwoma, które są niemodyfikowalne, czyli płeć żeńska oraz wiek powyżej 40. roku życia. Prewencja wtórna, czyli mammografia, odgrywa tutaj kluczowe znaczenie – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj.

WHO szacuje, że  w 2024 roku na świecie zdiagnozowano raka piersi u 2,4 mln kobiet i odnotowano 694 tys. zgonów. Występuje w każdym kraju na świecie u kobiet w każdym wieku po okresie dojrzewania, ale jego częstość wzrasta w późniejszym wieku. 

– Zachorowania wśród osób młodych często są związane z mutacjami genetycznymi, natomiast dla większości populacji ze środowiskiem, w którym żyjemy, i z czynnikami modyfikowalnymi. Edukacja zdrowotna jest podstawą i ona powinna rzeczywiście zaistnieć. Nie lubię tego określenia, że powinna być obowiązkowa. Ona powinna być naturalnym elementem programu w szkołach – uważa ekspert Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Źródło: Newseria

Precyzyjne dotarcie do niewielkiej zmiany położonej głęboko w płucu, pobranie materiału bez operacji i powrót pacjenta do domu jeszcze tego samego dnia. Tak ma coraz częściej wyglądać diagnostyka chorób płuc w Mazowieckim Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Modernizacja za ponad 104 mln zł przyniosła placówce między innymi nawigację bronchoskopową, diagnostykę molekularną NGS i nowe wyposażenie torakochirurgiczne. W przypadku raka płuca, w którym czas od wykrycia podejrzanej zmiany do ustalenia rozpoznania ma bezpośredni wpływ na możliwość rozpoczęcia właściwego leczenia, znaczenie tej inwestycji nie sprowadza się jednak do zakupu nowoczesnego sprzętu.

Rak płuca pozostaje jednym z największych problemów polskiej onkologii. Szczególnym wyzwaniem jest nie tylko liczba zachorowań i zgonów, ale także konieczność przeprowadzenia diagnostyki, która odpowie na coraz więcej pytań. Dziś nie wystarczy bowiem stwierdzić, że pacjent ma nowotwór płuca. Trzeba pobrać odpowiedniej jakości materiał, określić typ nowotworu, a w wielu przypadkach również jego charakterystykę molekularną, ponieważ od niej może zależeć wybór leczenia.

Właśnie w tym kierunku poszła modernizacja Mazowieckiego Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy w Otwocku. Jeden z 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w Polsce zakończył cztery projekty o łącznej wartości przekraczającej 104 mln zł. Największy z nich, wart ponad 69 mln zł, objął infrastrukturę oraz wyposażenie służące diagnostyce i leczeniu onkologicznemu.

Łącznie ponad 32,6 mln zł przeznaczono na roboty budowlane, 29,4 mln zł na sprzęt medyczny, a 18,7 mln zł na sprzęt informatyczny i oprogramowanie. Trzy czwarte finansowania inwestycji pochodziło z Krajowego Planu Odbudowy, pozostałe środki zapewnił Samorząd Województwa Mazowieckiego.

Lista zakupionego wyposażenia jest długa, ale z perspektywy pacjenta ważniejsze od liczby nowych urządzeń jest to, co dzięki nim może zmienić się w przebiegu diagnostyki.

Jedną z najważniejszych inwestycji jest system nawigacji bronchoskopowej. Klasyczna bronchoskopia ma swoje ograniczenia, szczególnie gdy podejrzana zmiana jest niewielka i znajduje się w obwodowych częściach płuca. Nawigacja pozwala precyzyjniej dotrzeć do takich zmian i pobrać materiał do badania. Według informacji przekazanych przez placówkę skuteczność pobrania materiału może sięgać 90 proc.

Ośrodek dysponuje także możliwością wykonywania biopsji gruboigłowej pod kontrolą tomografii komputerowej. W obu przypadkach cel jest podobny: zdobyć materiał niezbędny do rozpoznania przy możliwie najmniejszym obciążeniu chorego.

„Najważniejsze w tych procedurach jest to, że są one mało inwazyjne. Nie operujemy pacjenta, nie narażamy na ciężkie powikłania, a uzyskujemy diagnozę” – wyjaśnia dr n. med. Jacek Nasiłowski, kierownik II Oddziału Chorób Płuc.

Zmiana dotyczy jednak nie tylko samej techniki wykonywania badania. Część diagnostyki bronchoskopowej może być obecnie prowadzona w trybie do 12 godzin. Dla pacjenta oznacza to możliwość przejścia procedury i opuszczenia szpitala tego samego dnia zamiast kilkudniowej hospitalizacji.

To różnica istotna także z punktu widzenia organizacji systemu. Rozwój diagnostyki jednodniowej może ograniczać wykorzystanie łóżek przez osoby, których stan nie wymaga całodobowego pobytu, a jednocześnie zwiększać przepustowość specjalistycznego ośrodka. W onkologii płuca ma to dodatkowe znaczenie. Nowoczesne urządzenie samo w sobie nie skraca bowiem ścieżki pacjenta, jeśli po badaniu trzeba długo czekać na kolejne etapy diagnostyki.

Drugim ważnym elementem inwestycji jest system sekwencjonowania nowej generacji, czyli NGS. To technologia szczególnie istotna we współczesnej diagnostyce molekularnej nowotworów. W raku płuca wyniki badań molekularnych mogą decydować o kwalifikacji do terapii ukierunkowanych na określone zaburzenia występujące w komórkach nowotworowych. Im bardziej leczenie onkologiczne staje się personalizowane, tym większe znaczenie ma możliwość wykonania odpowiednich badań na materiale pobranym podczas diagnostyki.

Inwestycja objęła również torakochirurgię. Ośrodek pozyskał system obrazowania z wykorzystaniem zieleni indocjaninowej, który może wspomagać chirurgów podczas precyzyjnych, oszczędzających resekcji płuca.

„W ramach projektu pozyskaliśmy system do obrazowania z zastosowaniem zieleni indocjaninowej, który umożliwia precyzyjne wykonanie resekcji określanych jako segmentektomie, dzięki czemu chorzy szybciej wracają do zdrowia, mają mniejsze dolegliwości bólowe, a efekty leczenia są lepsze” – mówi doc. dr hab. Dariusz Sagan, torakochirurg.

Segmentektomia polega na usunięciu anatomicznego segmentu płuca zamiast większej części narządu. Możliwość zastosowania leczenia oszczędzającego zależy jednak od konkretnej sytuacji klinicznej, między innymi lokalizacji i zaawansowania nowotworu. Nie każdy pacjent z rakiem płuca będzie więc kandydatem do takiego zabiegu.

Skala modernizacji pokazuje jednocześnie, jak bardzo w ciągu ostatnich dekad zmieniła się pneumonologia i torakochirurgia. Prof. Tomasz Grodzki, porównując obecne możliwości diagnostyczne z okresem, kiedy podstawowymi narzędziami były zdjęcie rentgenowskie i sztywny bronchoskop, określił różnicę krótko: „To jest niebo a ziemia, to jest przepaść”.

Nowy sprzęt nie rozwiązuje jednak wszystkich problemów diagnostyki raka płuca. O jego rzeczywistej wartości będzie decydowało między innymi to, ilu pacjentów będzie mogło z niego skorzystać, jak szybko otrzymają wynik i czy kolejne elementy ścieżki, od pobrania materiału przez diagnostykę patomorfologiczną i molekularną po decyzję terapeutyczną, będą ze sobą odpowiednio skoordynowane.

Znaczenie Otwocka jest przy tym większe niż typowego szpitala powiatowego czy wojewódzkiego. Mazowieckie Centrum jest jednym z zaledwie 30 monoprofilowych ośrodków leczenia chorób płuc w kraju. Dysponuje 301 łóżkami w zakresie chorób płuc i chirurgii klatki piersiowej, a w jego zespole pracuje 119 lekarzy, w tym 41 specjalistów chorób płuc.

„To jest ogromny ośrodek, ośrodek monoprofilowy, który jest w skali kraju wyjątkowy. Takich ośrodków jest tylko trzydzieści. Ten jest jednym z tych, które radzą sobie najlepiej” – mówił prof. Rafał Krenke, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób płuc.

Modernizacja nie kończy planów placówki. Centrum zapowiada utworzenie Dziennego Pododdziału Diagnostyki Bronchoskopowej oraz Oddziału Dziennego Chemioterapii i Immunoterapii. Chce również rozwijać badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej w grupach ryzyka oraz sieć poradni specjalistycznych.

Ten kierunek może być równie ważny jak zakup najnowocześniejszych urządzeń. W przypadku raka płuca przewagę daje bowiem nie tylko coraz bardziej precyzyjne leczenie, lecz przede wszystkim możliwość wykrycia choroby na etapie, na którym można zastosować leczenie radykalne. Jeśli rozwój diagnostyki małoinwazyjnej, molekularnej i jednodniowej zostanie połączony z wcześniejszym wykrywaniem zmian oraz sprawnym przechodzeniem pacjenta pomiędzy kolejnymi etapami opieki, modernizacja za ponad 104 mln zł może oznaczać coś więcej niż technologiczny skok jednego szpitala. Może stać się przykładem tego, jak powinna zmieniać się organizacja diagnostyki jednego z najbardziej śmiertelnych nowotworów w Polsce.

Źródło: Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płuc i Gruźlicy

Krajowa Rada Torakochirurgów oraz Polskie Towarzystwo Kardio-Torakochirurgów apelują o zmianę zasad dotyczących realizacji procedur chirurgicznych w obrębie klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów procedury D02, D03 i D06 powinny być wykonywane planowo w wyspecjalizowanych ośrodkach dysponujących odpowiednim zespołem, infrastrukturą oraz możliwością całodobowego leczenia ewentualnych powikłań. Stanowisko jest odpowiedzią na zmiany dotyczące organizacji i finansowania świadczeń wynikające z Zarządzenia nr 74/2026/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z 23 lipca 2026 r.

Stanowisko Krajowej Rady Torakochirurgów (KRT) i Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów (PTKT) dotyczy trzech grup procedur: D02 – kompleksowych zabiegów klatki piersiowej, D03 – dużych zabiegów klatki piersiowej oraz D06 – średnich zabiegów klatki piersiowej. Zdaniem autorów dokumentu powinny one zostać jednoznacznie powiązane z zakresem „chirurgia klatki piersiowej”. Eksperci podkreślają, że nie chodzi o interes konkretnej specjalizacji, lecz o bezpieczeństwo pacjentów, jakość leczenia i racjonalne wykorzystanie środków publicznych.

Nie tylko operator, ale cały system opieki

Jednym z głównych argumentów przedstawionych w stanowisku jest specyfika chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem KRT i PTKT przy ocenie możliwości wykonania określonej procedury nie można brać pod uwagę wyłącznie kompetencji lekarza przeprowadzającego operację. Równie istotne jest zaplecze umożliwiające prowadzenie pacjenta po zabiegu i szybkie reagowanie w przypadku powikłań.

Wśród możliwych powikłań eksperci wymieniają m.in. krwawienie wymagające pilnej reoperacji, niewydolność oddechową, przedłużony przeciek powietrza, przetokę oskrzelowo-opłucnową, ropniaka jamy opłucnej czy problemy wymagające interwencji związanej z drenami. Część pacjentów może również wymagać leczenia na oddziale intensywnej terapii.

Dlatego – jak wskazują autorzy stanowiska – ośrodek wykonujący takie zabiegi powinien zapewniać m.in. stałą dostępność torakochirurga, odpowiednio przygotowaną anestezjologię, personel pielęgniarski posiadający doświadczenie w torakochirurgii, możliwość natychmiastowej diagnostyki i leczenia powikłań oraz wykonania pilnej reoperacji. W przypadku chorych na raka płuca istotna jest także możliwość zapewnienia pełnego procesu diagnostyczno-terapeutycznego.

Koncentracja zabiegów a wyniki leczenia

KRT i PTKT zwracają uwagę również na znaczenie doświadczenia całego ośrodka. Koncentracja bardziej złożonych operacji pozwala utrzymywać odpowiedni poziom kompetencji nie tylko chirurgów, ale także anestezjologów, pielęgniarek, rehabilitantów oraz zespołów intensywnej terapii.

W stanowisku przywołano dane naukowe wskazujące na zależność między wolumenem wykonywanych zabiegów a wynikami leczenia. Cytowana przez autorów metaanaliza 19 badań dotyczących resekcji płuca wykazała niższą śmiertelność pooperacyjną w szpitalach wykonujących większą liczbę takich operacji (OR 0,71; 95 proc. CI 0,62–0,81). Autorzy wskazują również na wyniki badań dotyczących centralizacji złożonej chirurgii, w których obserwowano poprawę m.in. w zakresie śmiertelności, powikłań i wykorzystania zasobów.

Zwracają przy tym uwagę, że centralizacja nie powinna oznaczać rezygnacji z kontroli jakości. Wyspecjalizowane ośrodki powinny podlegać monitorowaniu wyników leczenia, kosztów oraz dostępności świadczeń.

Koszt operacji to nie cały koszt leczenia

W dokumencie dużo miejsca poświęcono ekonomicznym konsekwencjom organizacji świadczeń. Według ekspertów ocena kosztu procedury wyłącznie przez pryzmat pojedynczej hospitalizacji nie pokazuje rzeczywistych wydatków ponoszonych przez system.

Ciężkie powikłanie może oznaczać kolejne dni pobytu w szpitalu, leczenie na OIT, antybiotykoterapię, dodatkowe procedury, reoperację, rehabilitację czy ponowne przyjęcie do szpitala. Dlatego – zdaniem autorów stanowiska – płatnik powinien brać pod uwagę całkowity koszt ścieżki pacjenta, a nie wyłącznie koszt samego zabiegu.

Eksperci argumentują również, że rozproszenie złożonych procedur pomiędzy wiele placówek może prowadzić do rozproszenia kosztownych kompetencji i infrastruktury, zwłaszcza jeśli poszczególne ośrodki wykonują niewielką liczbę takich zabiegów. Koncentracja pozwala natomiast kumulować doświadczenie zespołu i efektywniej wykorzystywać dostępne zasoby.

Eksperci ostrzegają przed „procedurami walizkowymi”

Jednym z najmocniej zaakcentowanych problemów jest możliwość utrzymywania modelu określanego w stanowisku jako „procedury walizkowe”. Chodzi o sytuację, w której specjalista przyjeżdża do placówki przede wszystkim w celu wykonania określonej, wysoko wycenionej procedury, podczas gdy szpital nie dysponuje pełnym, stałym zapleczem danej specjalności.

Zdaniem KRT i PTKT pozostawienie możliwości rozliczania D02, D03 i D06 przez jednostki bez zakresu „chirurgia klatki piersiowej” może tworzyć ekonomiczny bodziec do utrzymywania takiego modelu. Autorzy zastrzegają jednocześnie, że nie oznacza to, iż każda operacja wykonywana poza oddziałem torakochirurgicznym jest „procedurą walizkową”. Problemem jest – ich zdaniem – taka konstrukcja finansowania, która umożliwia oddzielenie wykonania operacji od zapewnienia pełnego systemu opieki nad pacjentem.

W dokumencie zwrócono uwagę na ryzyko swoistego „rozdzielenia przychodu od odpowiedzialności kosztowej”: przychód związany z wykonaniem procedury może pozostać w jednej placówce, podczas gdy koszty leczenia ciężkich powikłań mogą zostać poniesione przez inny ośrodek.

D06 również wymaga odpowiedniego zaplecza

Eksperci odnoszą się również do argumentu, że średnie zabiegi klasyfikowane jako D06 mogłyby być wykonywane szerzej niż bardziej rozległe operacje.

Według KRT i PTKT sama rozległość operacji nie powinna być jednak jedynym kryterium. O stopniu specjalistyczności świadczenia decydują również obszar anatomiczny, stosowana technika, ryzyko zabiegu oraz możliwość odpowiedniego leczenia powikłań. Dlatego także D06 nie powinno być traktowane jako grupa procedur, które mogą być planowo wykonywane niezależnie od posiadanego zaplecza specjalistycznego.

Więcej pacjentów może kwalifikować się do operacji raka płuca

Autorzy stanowiska zwracają uwagę na jeszcze jeden aspekt – rozwój wczesnego wykrywania raka płuca. Wraz ze wzrostem liczby nowotworów rozpoznawanych na etapie umożliwiającym leczenie radykalne może zwiększyć się również liczba pacjentów kwalifikowanych do operacji.

Samo wykrycie zmiany nie kończy jednak procesu diagnostycznego. Konieczne są prawidłowy staging, kwalifikacja wielodyscyplinarna oraz dobór odpowiedniego zakresu resekcji. Zdaniem ekspertów rozproszenie leczenia operacyjnego poza placówki posiadające pełne zaplecze torakochirurgiczne mogłoby ograniczyć korzyści wynikające z inwestowania środków publicznych we wczesną diagnostykę raka płuca.

Jakich zmian chcą torakochirurdzy?

Krajowa Rada Torakochirurgów i Polskie Towarzystwo Kardio-Torakochirurgów proponują jednoznaczne przypisanie procedur do właściwych zakresów. Według stanowiska D02 i D03 powinny być realizowane wyłącznie w zakresie „chirurgia klatki piersiowej”, natomiast D06 – w zakresie „chirurgia klatki piersiowej” i pulmonologia.

Wyjątkiem miałyby pozostać rzeczywiste stany nagłe. Szpital bez torakochirurgii powinien w takiej sytuacji móc wykonać czynności konieczne do ratowania życia, a następnie przekazać chorego do wyspecjalizowanego ośrodka. Zdaniem ekspertów wyjątek ten nie powinien jednak umożliwiać planowego wykonywania D02, D03 i D06 przez oddziały chirurgii ogólnej lub chirurgii onkologicznej bez zakresu chirurgii klatki piersiowej.

Autorzy podsumowują, że finansowanie wysokospecjalistycznej procedury powinno obejmować w praktyce nie tylko sam „akt operacyjny”, ale system zdolny do bezpiecznego przeprowadzenia chorego przez cały proces leczenia – również wtedy, gdy wystąpią powikłania.

Źródło: Stanowisko Krajowej Rady Torakochirurgów oraz Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów z 25 sierpnia 2026 r. dotyczące procedur D02, D03 i D06; Zarządzenie nr 74/2026/DSOZ Prezesa NFZ z 23 lipca 2026 r., https://ptkt.pl/pl/stanowisko-krt-i-ptkt-procedury-torakochirurgiczne-d02-d03-i-d06-powinny-byc-realizowane-w-wyspecjalizowanych-osrodkach/

Włączenie badań z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej do koszyka świadczeń gwarantowanych, kolejne refundacje immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie oraz rosnące znaczenie kompleksowej diagnostyki genetycznej – ostatnie kilkanaście miesięcy przyniosło pacjentom z rakiem płuca wiele istotnych zmian. Nadal jednak najważniejszym wyzwaniem pozostaje wykrywanie choroby na możliwie wczesnym etapie.

Rak płuca jest najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów złośliwych w Polsce. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku odnotowano 21 045 nowych zachorowań oraz 22 155 zgonów z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn i 18,6 proc. wśród kobiet, zajmując pod tym względem pierwsze miejsce w obu grupach.

Światowy Dzień Raka Płuca, obchodzony 1 sierpnia, jest jednak okazją nie tylko do przypomnienia skali problemu, lecz także do podsumowania zmian, które w latach 2025–2026 zaczęły realnie wpływać na możliwości zapobiegania chorobie, jej wykrywania i leczenia.

Program badań przesiewowych raka płuca stał się świadczeniem gwarantowanym

Jedną z najważniejszych zmian, która da nam szanse wykrycia choroby na wczesnym etapie, jest formalne włączenie programu wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej – NDTK – do wykazu świadczeń gwarantowanych. Rozporządzenie Ministra Zdrowia weszło w życie 23 lipca 2026 roku. Umowy z placówkami realizującymi program będą mogły być zawierane na okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października 2026 roku. Oznacza to przejście od czasowego programu pilotażowego do rozwiązania, które ma zostać na stałe wpisane w system publicznej ochrony zdrowia.

Coroczne badanie NDTK będzie przeznaczone przede wszystkim dla osób w wieku 55–74 lat, które paliły lub nadal palą tytoń, mają za sobą co najmniej 20 paczkolat i – jeżeli zaprzestały palenia – zrobiły to nie wcześniej niż 15 lat temu. Program obejmie również osoby w wieku 50–54 lat spełniające kryterium dotyczące palenia, u których występują dodatkowe czynniki ryzyka, takie jak ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu czy spaliny silników Diesla, ekspozycja na radon, POChP, określone wcześniejsze zachorowania onkologiczne albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Znaczenie programu potwierdzają doświadczenia pilotażu. W latach 2021–2023 wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Zidentyfikowano około 13 tys. skategoryzowanych guzków oraz wykryto 330 przypadków raka płuca, z których 219 kwalifikowało się do leczenia operacyjnego.

Wprowadzenie programu badań przesiewowych do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z najważniejszych decyzji dotyczących raka płuca w ostatnich latach. Niskodawkowa tomografia komputerowa pozwala wykrywać niewielkie, bezobjawowe zmiany w momencie, w którym możliwe jest leczenie radykalne. Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka – mówi prof. Maciej Krzakowski, kosultant krajowy onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej w Narodowym Instytucie Onkologii .

Program przesiewowy jest przeznaczony dla osób bez objawów choroby. Krwioplucie, utrzymująca się chrypka, niezamierzona utrata masy ciała lub przewlekły kaszel trwający ponad osiem tygodni wymagają rozpoczęcia zwykłej ścieżki diagnostycznej i nie powinny być powodem kierowania na badanie przesiewowe.

Nowe refundacje – leczenie przesuwa się na coraz wcześniejsze etapy choroby

Lata 2025–2026 były okresem bardzo dynamicznych zmian w programie lekowym leczenia raka płuca. Co istotne, nowe możliwości nie dotyczą już wyłącznie chorych z zaawansowanym, przerzutowym nowotworem. Coraz większą rolę odgrywa leczenie okołooperacyjne, uzupełniające i konsolidujące, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu po leczeniu radykalnym.

W 2025 roku program lekowy rozszerzono między innymi o alektynib w leczeniu uzupełniającym po radykalnej operacji, pembrolizumab w leczeniu okołooperacyjnym oraz ozymertynib w leczeniu konsolidującym. Udostępniono także nowe schematy immunoterapii, w tym skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem oraz możliwość łączenia cemiplimabu z chemioterapią.

W pierwszej połowie 2026 roku do programu wprowadzono następne terapie, w tym tislelizumab, amiwantamab, lazertynib, skojarzenie amiwantamabu z lazertynibem, enkorafenib i binimetynib oraz serplulimab stosowany w drobnokomórkowym raku płuca.

Kolejny istotny pakiet zmian zaczął obowiązywać 1 lipca 2026 roku. Refundacją objęto:

Zmiany te pokazują, że obecnie możliwe jest  stosowanie immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie u chorych z rakiem płuca w każdym stopniu klinicznego zaawansowania. Jednocześnie rośnie liczba leków, które mogą być stosowane u chorych z istotnymi stwierdzono określoną cechę molekularną nowotworu.

Wynik badania molekularnego coraz częściej decyduje o leczeniu

Rak płuca jest jednym z najlepszych przykładów rozwoju onkologii precyzyjnej. Rozpoznanie histopatologiczne i określenie stopnia zaawansowania choroby nie są już wystarczające do podjęcia optymalnej decyzji terapeutycznej. Konieczna jest również ocena między innymi ekspresji PD-L1 oraz obecności określonych zmian molekularnych, które mogą dotyczyć genów EGFR, ALK, ROS1, BRAF, KRAS, MET, RET, NTRK czy HER2.

Od 1 lipca 2025 roku wprowadzono szersze możliwości ambulatoryjnego finansowania badań genetycznych, w tym badań wykorzystujących sekwencjonowanie DNA i RNA metodą NGS, jeżeli diagnostyka jest konieczna do rozpoczęcia leczenia celowanego. Komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczył bezpośrednio przede wszystkim nowotworów BRCA-zależnych oraz wybranych innych rozpoznań, był jednak ważnym krokiem w stronę ograniczania niepotrzebnych hospitalizacji związanych wyłącznie z pobraniem materiału do badania genetycznego.

W przypadku zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca kompleksowa diagnostyka molekularna oparta na NGS powinna być nieodłącznym elementem postępowania przed kwalifikacją do leczenia. Dostęp do nowych leków nie przyniesie oczekiwanej korzyści, jeżeli chory nie otrzyma odpowiednio wcześnie kompletnego wyniku badań pozwalającego wskazać właściwą terapię.

Propozycja cytatu do autoryzacji – dr hab. Magdalena Knetki-Wróblewska: 

Dzisiaj nie leczymy już chorych wyłącznie w oparciu o wynik badania histopatologicznego. Podejmujemy decyzje w oparciu o analizę profilu biomarkerów nowotworu. Dlatego wycinki guza pobrane od chorego muszą zostać wykorzystane racjonalnie, a diagnostyka patomorfologiczna i molekularna powinna być zaplanowana równolegle. Od jej kompletności i czasu wykonania może bezpośrednio zależeć wybór najskuteczniejszej terapii – podsumowuje dr hab. n. med. Magdalena Knetki – Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej i

Wspólne standardy diagnostyki i konsyliów

Postęp nie sprowadza się wyłącznie do nowych badań i leków. Równie ważna jest organizacja całej ścieżki pacjenta. W marcu 2026 roku Krajowy Ośrodek Monitorujący Krajowej Sieci Onkologicznej, działający w Narodowym Instytucie Onkologii, opublikował rekomendacje dotyczące diagnostyki przygotowującej pacjentów z nowotworami płuca i klatki piersiowej do wielodyscyplinarnego konsylium onkologicznego. Przygotowane zostały również ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla pacjentów z niedrobnokomórkowym i drobnokomórkowym rakiem płuca. Zaktualizowane zostały także wytyczne w nowotworach klatki piersiowej opracowywane przez zespół ekspertów pod przewodnictwem prof. dr hab. Macieja Krzakowskiego. Stanowić one będą podstawę, po zaopiniowaniu przez Krajową Radę Onkologiczną, do zmiany kluczowych zaleceń w raku płuca, które publikowane są przez Ministra Zdrowia w drodze obwieszczenia i są istotnym elementem monitorowania jakości w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej .

Celem tych działań jest ujednolicenie standardów postępowania i zapewnienie, aby decyzja terapeutyczna była podejmowana przez wielodyscyplinarny zespół dysponujący kompletem wyników badań obrazowych, patomorfologicznych i molekularnych. Ma to szczególne znaczenie w przypadku raka płuca, w którego leczeniu uczestniczy liczna grupa specjalistów w tym między innymi torakochirurdzy, onkolodzy kliniczni, radioterapeuci, pulmonolodzy, radiolodzy, patomorfolodzy i diagności molekularni – wyjaśnia prosf. Krzakowski.

Badanie przesiewowe nie zastępuje profilaktyki pierwotnej

Pomimo rozwoju diagnostyki i leczenia najskuteczniejszą metodą ograniczania liczby zachorowań pozostaje niepalenie tytoniu i unikanie biernej ekspozycji na dym tytoniowy. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów palenie odpowiada za 80–90 proc. zachorowań na raka płuca u mężczyzn i około 70 proc. u kobiet. 

Dlatego integralnym elementem nowego programu przesiewowego ma być interwencja antynikotynowa prowadzona u wszystkich aktywnych palaczy – niezależnie od wyniku badania NDTK.

Światowy Dzień Raka Płuca przypomina, że skuteczne stawianie czoła wyzwaniu jakim jest rak płuca wymaga połączenia kilku elementów: ograniczania używania tytoniu, badań przesiewowych prowadzonych w grupach wysokiego ryzyka, szybkiej i kompletnej diagnostyki, wielodyscyplinarnego planowania leczenia oraz dostępu do terapii dopasowanych do stadium i biologii choroby.

Źródło: NIO

Od 1 października osoby najbardziej narażone na raka płuca będą mogły skorzystać z bezpłatnej niskodawkowej tomografii komputerowej. Program skierowano przede wszystkim do obecnych i byłych palaczy z odpowiednio długą historią palenia. Jego znaczenie jest ogromne, ponieważ rak płuca przez długi czas może nie dawać charakterystycznych objawów, a w Polsce nadal często rozpoznaje się go dopiero wtedy, gdy choroba jest zaawansowana. Badanie przesiewowe ma pozwolić znaleźć nowotwór wcześniej, zanim pacjent zacznie odczuwać dolegliwości.

Od 1 października w Polsce ma ruszyć bezpłatny program wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Badanie trafi do koszyka świadczeń gwarantowanych, dzięki czemu osoby spełniające kryteria będą mogły wykonać je bezpłatnie w ramach systemu publicznego.

Nie będzie to jednak badanie dostępne dla każdego pacjenta na życzenie. Program został przygotowany dla osób bez objawów choroby, ale obciążonych najwyższym ryzykiem zachorowania. Są to przede wszystkim obecni i byli palacze, u których znaczenie ma zarówno wiek, jak i liczba wypalonych papierosów oraz czas, jaki upłynął od zerwania z nałogiem.

Do programu będą mogły zostać zakwalifikowane osoby w wieku od 55 do 74 lat, które mają za sobą co najmniej 20 paczkolat. Jeden paczkorok oznacza palenie jednej paczki papierosów dziennie przez rok. Kryterium 20 paczkolat spełnia więc zarówno osoba, która paliła paczkę dziennie przez 20 lat, jak i ktoś, kto przez 10 lat wypalał dwie paczki każdego dnia.

Program obejmie osoby nadal palące, a także byłych palaczy, którzy zrezygnowali z papierosów nie wcześniej niż 15 lat temu. Z badania będą mogły skorzystać również niektóre osoby w wieku od 50 do 74 lat, jeżeli występują u nich dodatkowe czynniki zwiększające ryzyko raka płuca. Mogą to być między innymi przewlekła obturacyjna choroba płuc, zawodowa ekspozycja na azbest, krzemionkę lub spaliny silników Diesla.

To bardzo precyzyjnie określona grupa. Badania przesiewowe mają największy sens wtedy, gdy są kierowane do osób, u których prawdopodobieństwo wykrycia choroby jest odpowiednio wysokie. Powszechne wykonywanie tomografii u ludzi młodych, niepalących i bez innych czynników ryzyka nie przyniosłoby takich samych korzyści, a mogłoby prowadzić do wykrywania przypadkowych zmian wymagających kolejnych badań.

Niskodawkowa tomografia komputerowa nie jest też badaniem przeznaczonym dla pacjentów, u których już występują objawy mogące sugerować raka płuca. Krwioplucie, przewlekły kaszel utrzymujący się ponad osiem tygodni, chrypka, duszność czy niezamierzona utrata masy ciała powinny być sygnałem do pilnej diagnostyki lekarskiej. Taki pacjent nie powinien czekać na kwalifikację do programu przesiewowego.

Różnica jest zasadnicza. Badanie przesiewowe wykonuje się u osoby, która nie odczuwa objawów, ale z powodu wieku i historii palenia ma wysokie ryzyko zachorowania. Diagnostykę prowadzi się natomiast wtedy, gdy pojawiły się już dolegliwości albo niepokojące zmiany zostały stwierdzone w innym badaniu.

Wprowadzenie programu może zmienić sposób rozpoznawania raka płuca w Polsce. Dzisiaj jednym z największych problemów pozostaje późna diagnoza. Nowotwór może przez długi czas rozwijać się bez charakterystycznych objawów. Gdy pojawia się uporczywy kaszel, ból w klatce piersiowej, duszność lub krwioplucie, choroba bywa już znacznie zaawansowana.

Niskodawkowa tomografia komputerowa pozwala uwidocznić bardzo małe zmiany, których nie widać na standardowym zdjęciu rentgenowskim. Badanie trwa kilka minut, nie wymaga podania kontrastu i wykorzystuje niższą dawkę promieniowania niż klasyczna tomografia diagnostyczna.

Znaczenie wczesnego rozpoznania jest szczególnie duże w raku płuca. Wykrycie niewielkiego guza ograniczonego do płuca może umożliwić leczenie radykalne, przede wszystkim operacyjne. W zaawansowanym stadium możliwości leczenia nadal się rozwijają, między innymi dzięki immunoterapii i terapiom ukierunkowanym molekularnie, ale szansa na całkowite wyleczenie pozostaje mniejsza.

Prof. Witold Rzyman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej, określił wprowadzenie przesiewowej niskodawkowej tomografii komputerowej jako najważniejszą zmianę w diagnostyce raka płuca od wielu lat.

„Wprowadzenie badania przesiewowego z użyciem niskodawkowej tomografii komputerowej jest największym postępem, jaki można zanotować w diagnozowaniu raka płuca od kilkudziesięciu lat”.

Skuteczność programu będzie zależeć przede wszystkim od tego, czy osoby z grupy ryzyka rzeczywiście dowiedzą się o możliwości badania i zostaną do niego skierowane. Kluczową rolę mogą odegrać lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. To oni najczęściej wiedzą, czy pacjent pali, jak długo trwa nałóg i czy współistnieją u niego inne choroby zwiększające ryzyko raka płuca.

Samo zaproszenie na tomografię jest jednak dopiero początkiem. Program musi zapewnić także właściwą ocenę wyniku, możliwość porównywania kolejnych badań oraz sprawną ścieżkę dalszej diagnostyki, jeżeli radiolog stwierdzi podejrzaną zmianę. Pacjent nie powinien zostać sam z informacją o guzku, którego znaczenia nie potrafi ocenić.

Ważnym elementem programu ma być również wsparcie w rzucaniu palenia. Tomografia może wykryć raka wcześniej, ale nie usuwa głównej przyczyny zachorowania. Nawet prawidłowy wynik badania nie oznacza, że dalsze palenie jest bezpieczne. Program przesiewowy powinien więc łączyć diagnostykę z realną pomocą w leczeniu uzależnienia od nikotyny.

Od 1 października osoby spełniające kryteria zyskają dostęp do badania, które może wykryć raka płuca, zanim choroba zacznie dawać objawy. To szansa szczególnie ważna dla wieloletnich palaczy, którzy często unikają lekarza z obawy przed diagnozą. W tym przypadku brak objawów nie jest jednak dowodem zdrowia. Może być jedynie okresem, w którym chorobę da się jeszcze znaleźć odpowiednio wcześnie.

Nowoczesne leczenie raka płuca zaczyna się od właściwie zaplanowanej diagnostyki molekularnej. W dobie rosnącej liczby biomarkerów i terapii ukierunkowanych molekularnie kluczowe staje się wykonywanie kompleksowych badań genetycznych oraz sprawna organizacja całej ścieżki diagnostycznej. O tym, dlaczego diagnostyka powinna opierać się na technologiach NGS, kiedy warto wykonać biopsję płynną i jakie zmiany są dziś najbardziej potrzebne w polskim systemie ochrony zdrowia, mówi dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej oraz kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, w rozmowie z MedicalPress. 

Panie Doktorze, w niedrobnokomórkowym raku płuca ocenia się dziś wiele biomarkerów predykcyjnych, dla których dostępne są terapie ukierunkowane molekularnie. Czy wykonywanie pojedynczych oznaczeń ma jeszcze uzasadnienie, czy diagnostyka powinna od początku opierać się na panelach NGS?

W raku płuca liczba markerów rzeczywiście jest duża. Zgodnie z obecnymi programami lekowymi oceniamy osiem markerów, natomiast ich liczba wzrasta, jeżeli uwzględnimy bardziej rozszerzoną diagnostykę, wykonywaną na przykład na potrzeby badań klinicznych lub w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL).

Schemat diagnostyczny raka płuca już od dawna powinien być ukierunkowany na diagnostykę zaawansowaną, opartą na panelach NGS. Laboratoria, które nie miały dostępu do tej technologii, wykonywały jednak proste testy jednogenowe. Niestety, mimo rozwoju i rozbudowy programów lekowych, nadal istnieją laboratoria, które ograniczają diagnostykę wyłącznie do takich oznaczeń.

Diagnostyka jednogenowa ma istotne ograniczenia. Przede wszystkim kolejne testy zużywają materiał tkankowy, którego w raku płuca często jest bardzo mało. W efekcie diagnostyka prowadzona etapami może nie zostać ukończona, ponieważ materiał wyczerpie się przed wykonaniem wszystkich potrzebnych oznaczeń.

Badania oparte na sekwencjonowaniu nowej generacji pozwalają natomiast uzyskać jednocześnie wyniki dotyczące wielu markerów z jednej porcji materiału. Jeden test, jedna próbka i kompleksowy wynik – bez konieczności wykonywania kolejnych oznaczeń.

Obecnie w diagnostyce raka płuca ocenia się między innymi zmiany w genach EGFR, ALK, ROS1, KRAS G12C i BRAF V600 oraz fuzje genów NTRK1, NTRK2 i NTRK3. Trzeba przy tym pamiętać, że nie wszystkie te oznaczenia polegają na poszukiwaniu prostych zmian genetycznych. W przypadku genów takich jak KRAS czy EGFR analizujemy między innymi określone substytucje, niewielkie delecje lub insercje. Z kolei w przypadku ALK, ROS1 czy genów NTRK konieczne jest wykrywanie fuzji genowych, najlepiej na poziomie RNA.

Ważne jest również to, aby badanie pozwalało wykrywać wiele różnych wariantów fuzji, także nowych, wcześniej nieopisanych. Dlatego diagnostyka raka płuca wymaga nowoczesnych technologii, takich jak NGS. Tradycyjne testy jednogenowe, oparte na metodzie PCR lub badaniu FISH, mają znacznie mniejszy zakres analizy i nie zapewniają tak kompleksowej oceny materiału.

Czy obecny model diagnostyki w Polsce jest przygotowany na rosnącą liczbę biomarkerów w raku płuca? I dlaczego materiał tkankowy tak szybko się wyczerpuje, jeśli nie stosujemy zaawansowanych badań metodą NGS?

Można powiedzieć, że obecny model diagnostyki powoli dochodzi do granic swoich możliwości. Dziś w programach lekowych w raku płuca oceniamy osiem markerów, ale już wiadomo, że w najbliższych latach dołączą kolejne, między innymi dotyczące genów HER2, MET, FGFR czy RET. Niewykluczone, że w przyszłości rutynowo oceniane będą również sygnatury genomowe, takie jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI) czy HRD. Tego typu diagnostyki nie da się już prowadzić za pomocą testów jednogenowych.

Obecnie, w ramach finansowania NFZ, dostępny jest panel NGS umożliwiający wykonanie zaawansowanych badań genetycznych w raku płuca. Na dziś rozwiązanie to odpowiada jeszcze potrzebom klinicznym, ale wraz z pojawianiem się nowych biomarkerów konieczne będzie przejście na jeszcze bardziej zaawansowane badania, czyli kompleksowe profilowanie genomowe (CGP).

Drugim problemem jest ilość materiału tkankowego. Około 30% próbek pobieranych od chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca stanowi materiał bardzo skąpy – czasami na tyle, że nie można wykonać badania genetycznego albo materiał okazuje się niediagnostyczny.

Trzeba pamiętać, że zanim materiał trafi do laboratorium genetycznego, jest wykorzystywany przez patomorfologa do postawienia rozpoznania oraz wykonania badań immunohistochemicznych, w tym między innymi oznaczenia ekspresji PD-L1. Już na tym etapie część materiału zostaje zużyta.

Dlatego, jeżeli materiał trafia już do diagnostyki molekularnej, powinien zostać wykorzystany możliwie najbardziej efektywnie. Zamiast wykonywać kolejne testy jednogenowe i stopniowo wyczerpywać próbkę, znacznie lepiej od razu przeprowadzić szerokie badanie metodą NGS. Dzięki temu z jednej porcji materiału uzyskujemy kompletną informację o wszystkich istotnych biomarkerach, bez ryzyka, że materiał skończy się przed zakończeniem diagnostyki.

Kiedy należy rozważyć wykonanie kompleksowego profilowania genomowego (CGP) i dlaczego tak ważne jest objęcie tych badań finansowaniem publicznym dla wybranych grup chorych?

Kompleksowe profilowanie genomowe można powiedzieć, że jest docelowym badaniem genetycznym, które spełnia oczekiwania diagnostyczne w raku płuca. Jest ono wykonywane z wykorzystaniem technologii NGS, jednak w porównaniu z prostym panelem obejmującym kilka genów daje znacznie większe możliwości diagnostyczne. 

Przede wszystkim pozwala przeanalizować jednocześnie kilkaset genów, nawet ponad 500, a każdy z nich oceniany jest z większą dokładnością niż w przypadku prostych paneli hotspotowych. Oznacza to, że nawet w obrębie tego samego genu kompleksowe profilowanie genomowe może wykryć więcej zmian niż standardowe badanie NGS.

CGP umożliwia również ocenę sygnatur genomowych, takich jak niestabilność mikrosatelitarna (MSI), ładunek mutacyjny guza (TMB) czy zaburzenia związane z deficytem rekombinacji homologicznej (HRD). Markery te mają coraz większe znaczenie nie tylko przy kwalifikacji do terapii ukierunkowanych molekularnie, ale także w przewidywaniu skuteczności immunoterapii. Badanie dostarcza również informacji o innych zmianach genetycznych, które mogą mieć znaczenie prognostyczne lub predykcyjne, a także pomaga lepiej scharakteryzować nowotwór.

To właśnie dlatego kompleksowe profilowanie genomowe jest tak wartościowym narzędziem. Pozwala podczas jednego badania uzyskać możliwie pełną charakterystykę molekularną nowotworu i na tej podstawie podjąć najbardziej racjonalną decyzję terapeutyczną.

Rak płuca jest nowotworem, który bardzo często rozpoznawany jest w stadium zaawansowanym. W takich sytuacjach nie ma czasu na wieloetapową diagnostykę i wykonywanie kolejnych badań. Dlatego uważam, że kompleksowe profilowanie genomowe powinno być dostępne przede wszystkim dla chorych z nieoperacyjnym, zaawansowanym rakiem płuca. Dzięki temu pacjent może jak najszybciej otrzymać pełną informację molekularną, a onkolog od początku zaplanować najbardziej odpowiednie leczenie.

Coraz więcej mówi się o biopsji płynnej. Dlaczego jest ona tak ważna w diagnostyce raka płuca i w jakich sytuacjach powinna być wykonywana?

Biopsja płynna odgrywa w raku płuca niezwykle ważną rolę. Jest to badanie zmian somatycznych nowotworu wykonywane na podstawie próbki krwi obwodowej. Analizujemy w niej krążące DNA nowotworowe uwalniane do krwiobiegu przez komórki nowotworowe.

Największe znaczenie ma u pacjentów, u których nie dysponujemy odpowiednim materiałem tkankowym. Może się zdarzyć, że materiału jest zbyt mało, jest on niediagnostyczny albo został niewłaściwie zabezpieczony i nie nadaje się do wykonania badań molekularnych. W takiej sytuacji pobranie krwi i wykonanie biopsji płynnej często jest jedyną możliwością uzyskania informacji o profilu molekularnym nowotworu.

Wcześniej wspominałem, że około 30% materiałów pobranych od chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca nie pozwala na wykonanie pełnej diagnostyki genetycznej. To właśnie dla tej grupy pacjentów biopsja płynna może mieć kluczowe znaczenie, ponieważ umożliwia kwalifikację do leczenia ukierunkowanego molekularnie.

Drugim bardzo ważnym zastosowaniem biopsji płynnej jest monitorowanie odpowiedzi na leczenie. U pacjentów otrzymujących terapie celowane z czasem mogą pojawić się mutacje odpowiedzialne za rozwój oporności na leczenie. Zamiast ponownie wykonywać inwazyjną biopsję tkanki, wystarczy pobrać krew i ocenić, czy pojawiły się nowe zmiany genetyczne.

Klasycznym przykładem jest mutacja oporności EGFR T790M, która może pojawić się u chorych leczonych inhibitorami EGFR pierwszej i drugiej generacji. Jej wykrycie w biopsji płynnej pozwalało zakwalifikować pacjenta do leczenia inhibitorami trzeciej generacji, przełamującymi ten mechanizm oporności. Był to jeden z pierwszych przykładów praktycznego wykorzystania biopsji płynnej w onkologii.

Co istotne, biopsja płynna może ujawnić rozwijającą się oporność molekularną jeszcze zanim progresja choroby będzie widoczna w badaniach obrazowych. Oznacza to, że jesteśmy w stanie wcześniej wykryć rozwój oporności i odpowiednio wcześnie zmodyfikować leczenie.

Mechanizmy oporności nie dotyczą jednak wyłącznie genu EGFR. Mogą pojawiać się również u chorych z zaburzeniami w genach ALK, ROS1 czy NTRK. Choć pacjentów z tymi zmianami jest znacznie mniej niż chorych z mutacjami EGFR, również oni wymagają monitorowania w trakcie leczenia. Wraz z rosnącą liczbą pacjentów otrzymujących terapie ukierunkowane molekularnie znaczenie biopsji płynnej będzie systematycznie rosło.

Dzięki biopsji płynnej można ustalić przyczynę progresji choroby, zidentyfikować mechanizm oporności i dobrać kolejne leczenie, które pozwoli ponownie uzyskać kontrolę nad nowotworem.

Jakiej skali wykonywania biopsji płynnej można spodziewać się w Polsce?

Szacujemy, że mogłoby to być około trzech tysięcy badań rocznie. Oczywiście liczba ta może się zmienić wraz ze wzrostem dostępności tej metody i jej finansowania, jednak obecnie wydaje się mało prawdopodobne, aby przekroczyła około pięciu tysięcy badań rocznie.

Trzeba pamiętać, że u większości pacjentów odpowiedni materiał tkankowy pozwala wykonać pełną diagnostykę molekularną. Biopsja płynna jest więc badaniem uzupełniającym, przeznaczonym przede wszystkim dla chorych, u których diagnostyka tkankowa nie jest możliwa lub nie dostarcza wystarczających informacji.

Jak z Pana perspektywy powinna wyglądać modelowa ścieżka diagnostyczna pacjenta z nowo rozpoznanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca – od pobrania materiału do rozpoczęcia leczenia?

Do tej pory rozmawialiśmy przede wszystkim o diagnostyce molekularnej, ale trzeba pamiętać, że pierwszym etapem jest zawsze diagnostyka patomorfologiczna, czyli postawienie rozpoznania. Ponieważ rak płuca bardzo często rozpoznawany jest już w stadium zaawansowanym, cały proces diagnostyczny powinien być maksymalnie uporządkowany i prowadzony równolegle.

Najważniejszym rozwiązaniem systemowym byłoby wprowadzenie obowiązkowego skierowania jednoczasowego na badania patomorfologiczne i genetyczne. Innymi słowy, lekarz podejrzewający raka płuca powinien od razu wystawić skierowanie na oba rodzaje badań.

Dzięki temu patomorfolog, jeżeli potwierdzi rozpoznanie niedrobnokomórkowego raka płuca, może natychmiast zabezpieczyć materiał do diagnostyki molekularnej i przekazać go do laboratorium genetycznego. Nie tracimy wówczas kolejnych dni czy nawet tygodni na wystawienie dodatkowego skierowania i rozpoczęcie kolejnego etapu diagnostyki.

Równie ważne jest, aby u każdego chorego z niedrobnokomórkowym rakiem płuca wykonywać badania molekularne metodą NGS. To obecnie najbardziej wiarygodna metoda oceny biomarkerów i nie powinniśmy opierać diagnostyki wyłącznie na testach jednogenowych.

Równolegle z badaniami molekularnymi powinny być wykonywane również badania predykcyjne, takie jak oznaczenie ekspresji PD-L1. Nie ma uzasadnienia, aby czekać na wynik badań genetycznych i dopiero wtedy rozpoczynać ocenę ekspresji PD-L1. Te procesy powinny przebiegać jednocześnie, aby pacjent jak najszybciej otrzymał komplet wyników niezbędnych do podjęcia decyzji terapeutycznej.

Czy Pana zdaniem warto stworzyć system monitorowania wykonywanych badań biomarkerów, w tym oznaczeń PD-L1, aby lepiej śledzić przebieg diagnostyki i leczenia pacjentów?

Zdecydowanie tak. Doświadczenia z ostatnich lat pokazały, jak dużą wartość ma centralna ewidencja wykonywanych badań. Dzięki temu wiadomo, jakie badania zostały już wykonane, przez kogo i kiedy.

Taki system pozwoliłby uniknąć niepotrzebnego powtarzania badań, co w praktyce nadal się zdarza. Często sami pacjenci nie wiedzą, jakie oznaczenia mieli już wykonane, a dostęp do pełnej informacji usprawniłby zarówno diagnostykę, jak i dalsze leczenie.

Oczywiście stworzenie takiego rozwiązania nie jest proste od strony organizacyjnej, jednak centralna ewidencja badań biomarkerów mogłaby znacząco poprawić koordynację opieki nad pacjentami i zwiększyć efektywność całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego.

Wspomniał Pan o obowiązkowym skierowaniu jednoczasowym na badania patomorfologiczne i molekularne. Dlaczego takie rozwiązanie nadal nie jest standardem w całej Polsce? I dlaczego warto je wdrożyć we wszystkich ośrodkach?

Trudno mi odpowiedzieć, dlaczego nie jest to jeszcze powszechna praktyka, bo wydaje się, że jest to rozwiązanie korzystne zarówno dla pacjenta, jak i dla całego procesu diagnostycznego. Pacjent trafia do klinicysty z podejrzeniem raka płuca i już podczas tej samej wizyty można wystawić obowiązkowe skierowanie jednoczasowe na badania patomorfologiczne i genetyczne oraz uzyskać świadomą zgodę na wykonanie diagnostyki. Wszystkie te formalności można załatwić równocześnie.

Być może problemem jest liczba dokumentów i kwestie administracyjne. W dużych ośrodkach onkologicznych takie rozwiązanie na ogół już funkcjonuje, ponieważ na miejscu dostępna jest zarówno patomorfologia, jak i diagnostyka molekularna. Wystarczy decyzja zespołu i taki model można wdrożyć praktycznie od razu.

Większe trudności dotyczą mniejszych ośrodków, które nie dysponują własnym zapleczem patomorfologicznym i genetycznym. Tam najwięcej czasu traci się na organizację całego procesu – przekazywanie materiału, dokumentacji i uzgadnianie współpracy pomiędzy poszczególnymi jednostkami.

Problemem bywa również brak wiedzy organizacyjnej. Klinicysta nie zawsze wie, z którym laboratorium patomorfologicznym współpracuje jego szpital ani do którego laboratorium genetycznego powinien trafić materiał. Z kolei laboratoria genetyczne nie zawsze wiedzą, które pracownie patomorfologii obsługują poszczególne szpitale. To powoduje niepotrzebne opóźnienia.

A czas w raku płuca ma ogromne znaczenie. Jeżeli diagnostyka molekularna nie zostanie wykonana odpowiednio szybko, pacjent może nie zdążyć skorzystać z leczenia ukierunkowanego molekularnie i konieczne będzie rozpoczęcie standardowej chemioterapii.

Dlatego uważam, że obowiązkowe skierowanie jednoczasowe powinno stać się standardem we wszystkich ośrodkach. Znacząco usprawniłoby ono ścieżkę diagnostyczną i poprawiło dostęp pacjentów do nowoczesnego leczenia.

Na zakończenie chciałbym zapytać o przyszłość. Czy rozwój diagnostyki molekularnej będzie postępował w takim tempie, że za kilka lat kompleksowe profilowanie genomowe stanie się standardem również w Polsce?

Zdecydowanie zmierzamy w kierunku coraz szerszego wykorzystania diagnostyki molekularnej. W wielu nowotworach, w tym w raku płuca, staje się ona podstawą podejmowania decyzji terapeutycznych. Równocześnie rozwijają się technologie diagnostyczne, które pozwalają analizować coraz większą liczbę genów z coraz większą dokładnością.

Kompleksowe profilowanie genomowe jest obecnie najwyższym standardem diagnostyki molekularnej. W przypadku raka płuca badanie to jest już wykonywane i finansowane w części krajów europejskich, między innymi w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii czy w niektórych regionach Włoch. Jest również stosowane w Stanach Zjednoczonych.

Jestem przekonany, że również w Polsce stanie się ono w najbliższych latach standardem. Nasze laboratoria są przygotowane do wykonywania takich badań. Potrzebne jest przede wszystkim zapewnienie odpowiedniego finansowania. Gdy tylko ono się pojawi, wdrożenie kompleksowego profilowania genomowego do rutynowej diagnostyki będzie mogło nastąpić bardzo szybko.

Na zakończenie chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jedną bardzo ważną i aktualną informację. Od 23 lipca mamy pełne finansowanie biopsji płynnej w raku płuca. Do tej pory zaawansowana diagnostyka molekularna z wykorzystaniem biopsji płynnej nie była finansowana przez NFZ.

Obecnie, w związku z nowym zarządzeniem NFZ, do konsultacji trafiła propozycja wprowadzenia produktu rozliczeniowego umożliwiającego wykonywanie biopsji płynnej w lecznictwie szpitalnym w trybie ambulatoryjnym. Obejmuje ona trzy zakresy badań – proste, złożone i zaawansowane.

To bardzo ważna zmiana, ponieważ pacjenci, u których nie ma możliwości wykonania diagnostyki z materiału tkankowego, będą mogli skorzystać z zaawansowanych badań molekularnych opartych na biopsji płynnej. To kolejny istotny krok w rozwoju diagnostyki raka płuca w Polsce i warto o nim mówić, bo niewiele osób jeszcze o tym wie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marek Kustosz, redaktor MedicalPress.pl