Medicalpress

Rozwój nowoczesnych terapii przeciwnowotworowych sprawia, że coraz więcej pacjentów może być skutecznie leczonych i żyć dłużej po rozpoznaniu choroby nowotworowej. Jednocześnie rośnie znaczenie powikłań dotyczących układu sercowo-naczyniowego, które mogą wystąpić zarówno w trakcie terapii, jak i wiele lat po jej zakończeniu. Odpowiedzią na te wyzwania jest kardioonkologia – interdyscyplinarna dziedzina medycyny łącząca wiedzę i doświadczenie onkologów, kardiologów, hematologów, radioterapeutów oraz innych specjalistów zaangażowanych w opiekę nad pacjentem.

Jej podstawowym celem jest takie zaplanowanie i prowadzenie leczenia, aby pacjent mógł otrzymać możliwie najskuteczniejszą terapię przeciwnowotworową, a jednocześnie był chroniony przed rozwojem lub nasileniem chorób układu sercowo-naczyniowego.

Kardioonkologia – młoda dziedzina odpowiadająca na rosnące potrzeby pacjentów

Choć związki pomiędzy leczeniem przeciwnowotworowym a funkcjonowaniem układu krążenia obserwowano od wielu lat, kardioonkologia jako odrębna dziedzina zaczęła rozwijać się stosunkowo niedawno. Termin „cardiooncology” po raz pierwszy pojawił się w bazie PubMed w 1996 roku. Został użyty przez prof. Danielę Cardinale z Europejskiego Instytutu Onkologii.

Kolejnym etapem rozwoju tej dziedziny było powstanie w 2009 roku Międzynarodowego Towarzystwa Kardioonkologicznego – International Cardio-Oncology Society, IC-OS. Organizacja ta połączyła specjalistów zajmujących się diagnostyką, profilaktyką i leczeniem chorób sercowo-naczyniowych u pacjentów onkologicznych.

Przełomowe znaczenie miało również opublikowanie w 2022 roku przez Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne pierwszych kompleksowych wytycznych dotyczących kardioonkologii. W gronie ich autorów znalazł się dr hab. n. med. Sebastian Szmit, konsultant kardioonkolog w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym.

Wytyczne uporządkowały zasady oceny ryzyka sercowo-naczyniowego, monitorowania pacjentów, zapobiegania powikłaniom oraz ich leczenia. Potwierdziły także, że opieka kardiologiczna nie powinna rozpoczynać się dopiero wtedy, gdy pojawią się objawy choroby serca. Powinna być częścią całego procesu leczenia – od momentu kwalifikacji pacjenta do terapii przeciwnowotworowej, przez jej kolejne etapy, aż po wieloletnią obserwację po zakończeniu leczenia.

Dlaczego współpraca onkologii i kardiologii jest tak ważna?

Nowotwory oraz choroby układu sercowo-naczyniowego należą do najczęstszych przyczyn zgonów na świecie. Coraz częściej nie występują jednak oddzielnie. Wielu pacjentów już w momencie rozpoznania choroby nowotworowej ma nadciśnienie tętnicze, chorobę wieńcową, zaburzenia rytmu serca, wady zastawkowe, przebyty zawał lub niewydolność serca.

Choroby te mogą wpływać na możliwość zastosowania określonego leczenia przeciwnowotworowego, jego intensywność i bezpieczeństwo. Z drugiej strony niektóre terapie onkologiczne mogą negatywnie oddziaływać na serce, naczynia krwionośne i cały układ krążenia.

Powikłania kardiologiczne mogą prowadzić do konieczności czasowego przerwania leczenia przeciwnowotworowego, zmniejszenia dawek leków, zmiany schematu terapii, a w niektórych przypadkach nawet jej przedwczesnego zakończenia. Wczesna konsultacja kardiologiczna i właściwe leczenie chorób serca pozwalają jednak w wielu sytuacjach ograniczyć to ryzyko.

Dzięki współpracy specjalistów możliwe jest przygotowanie pacjenta do terapii, odpowiednie monitorowanie jego stanu oraz szybkie reagowanie na pierwsze nieprawidłowości. Celem nie jest więc wyłącznie leczenie już rozwiniętych powikłań, lecz przede wszystkim zapobieganie im i rozpoznawanie ich na możliwie wczesnym etapie.

Jak leczenie przeciwnowotworowe może wpływać na układ krążenia?

Wpływ terapii przeciwnowotworowej na układ sercowo-naczyniowy może przyjmować różne formy. U części pacjentów dochodzi do osłabienia funkcji mięśnia sercowego, rozwoju lub nasilenia niewydolności serca, zaburzeń rytmu, nadciśnienia tętniczego, choroby niedokrwiennej serca albo powikłań zakrzepowo-zatorowych.

Ryzyko zależy między innymi od rodzaju zastosowanego leczenia, łącznych dawek leków, obszaru poddanego radioterapii, wieku pacjenta, jego ogólnego stanu zdrowia oraz wcześniejszych chorób serca. Znaczenie mają również czynniki ryzyka, takie jak palenie tytoniu, otyłość, cukrzyca, zaburzenia lipidowe, brak aktywności fizycznej czy nadciśnienie.

Powikłania mogą pojawić się w trakcie terapii, bezpośrednio po jej zakończeniu albo wiele lat później. Dlatego opieka kardioonkologiczna nie kończy się wraz z ostatnim cyklem leczenia przeciwnowotworowego. Część pacjentów wymaga długoterminowego nadzoru i regularnej oceny stanu układu krążenia.

Jak wygląda opieka kardioonkologiczna?

Opieka kardioonkologiczna rozpoczyna się od oceny indywidualnego ryzyka pacjenta. Specjalista analizuje wcześniejsze choroby, przyjmowane leki, wyniki badań oraz planowaną terapię przeciwnowotworową. U pacjentów obciążonych większym ryzykiem możliwe jest wcześniejsze wdrożenie leczenia kardiologicznego lub modyfikacja już stosowanej terapii.

W trakcie leczenia onkologicznego pacjent może być regularnie monitorowany za pomocą badań laboratoryjnych, elektrokardiografii, badań obrazowych oraz oceny objawów klinicznych. Pozwala to wykrywać zmiany, zanim doprowadzą one do poważnych i trudnych do odwrócenia powikłań.

Jeśli nieprawidłowości już wystąpią, zadaniem zespołu kardioonkologicznego jest takie prowadzenie leczenia, aby możliwie szybko ustabilizować stan pacjenta i ograniczyć przerwę w terapii przeciwnowotworowej. W wielu przypadkach, po zastosowaniu odpowiedniego leczenia kardiologicznego, możliwe jest bezpieczne wznowienie terapii onkologicznej nawet po poważnym incydencie sercowo-naczyniowym.

Dzięki temu pacjent nie musi wybierać pomiędzy leczeniem nowotworu a ochroną serca. Oba obszary powinny być prowadzone równolegle, a decyzje podejmowane wspólnie przez specjalistów.

Coraz więcej pacjentów z chorobą nowotworową i kardiologiczną

Liczba pacjentów, u których jednocześnie występują choroby nowotworowe i schorzenia układu sercowo-naczyniowego, systematycznie rośnie. Jedną z przyczyn jest starzenie się społeczeństwa, ponieważ ryzyko obu grup chorób wzrasta wraz z wiekiem.

Znaczenie ma również poprawa skuteczności leczenia onkologicznego. Pacjenci żyją dłużej, dlatego coraz częściej ujawniają się u nich późne następstwa terapii, w tym powikłania dotyczące układu krążenia. Jednocześnie więcej osób rozpoczyna leczenie przeciwnowotworowe z już rozpoznaną chorobą serca.

Nowotwory i choroby sercowo-naczyniowe mają także wiele wspólnych czynników ryzyka. Należą do nich przede wszystkim palenie tytoniu, otyłość, niewłaściwa dieta, brak aktywności fizycznej, nadmierne spożycie alkoholu oraz zaburzenia metaboliczne.

Zależność pomiędzy obiema grupami chorób może być jeszcze bardziej złożona. U osób z niektórymi chorobami serca, szczególnie z niewydolnością serca, obserwuje się zwiększone ryzyko rozwoju nowotworu. Z kolei powikłania, takie jak zatorowość płucna czy zawał serca, mogą być niekiedy pierwszym objawem nierozpoznanej choroby nowotworowej albo sygnałem jej progresji.

Historia kardioonkologii w Narodowym Instytucie Onkologii

Historia rozwoju kardioonkologii w Narodowym Instytucie Onkologii sięga 2012 roku. Wtedy dr hab. n. med. Beata Jagielska, obecna dyrektor NIO-PIB, podjęła się stworzenia Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardioonkologii. Była to odpowiedź na realne potrzeby pacjentów onkologicznych, którzy coraz częściej wymagali jednoczesnej opieki specjalistów zajmujących się leczeniem nowotworów i chorób układu krążenia.

Utworzenie Kliniki pozwoliło rozwijać model opieki, w którym problemy kardiologiczne pacjenta były analizowane w bezpośrednim związku z rozpoznaniem onkologicznym i planowanym leczeniem przeciwnowotworowym. Było to podejście pionierskie, ponieważ jeszcze kilkanaście lat temu onkolodzy i kardiolodzy często pracowali niezależnie, a współpraca pomiędzy obiema specjalnościami rozpoczynała się najczęściej dopiero po wystąpieniu poważnych powikłań.

Klinika Chorób Wewnętrznych i Kardioonkologii została następnie przekształcona w Klinikę Diagnostyki Onkologicznej, Kardioonkologii oraz Medycyny Paliatywnej. Rozwój jednostki umożliwił nie tylko poszerzanie opieki klinicznej, lecz także prowadzenie działalności naukowej i wypracowywanie zasad diagnostyki oraz leczenia powikłań sercowo-naczyniowych u pacjentów onkologicznych.

Klinika odegrała również istotną rolę w rozwoju kardioonkologii w Polsce, łącząc działalność kliniczną z naukową i edukacyjną. Wypracowywane rozwiązania pokazywały, że obecność choroby serca nie musi automatycznie oznaczać rezygnacji z optymalnego leczenia przeciwnowotworowego, a wystąpienie powikłań kardiologicznych nie zawsze musi prowadzić do trwałego zakończenia terapii.

Obecnie kardioonkologia funkcjonuje w NIO-PIB jako wyodrębniony Pododdział Kardioonkologii w strukturze Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej. Opieką obejmowani są jednak pacjenci z różnymi rozpoznaniami nowotworowymi, wymagający oceny ryzyka, diagnostyki, monitorowania lub leczenia chorób układu sercowo-naczyniowego.

źródło: NIO-PIB

Kosmos od lat inspiruje rozwój nowych technologii. Dziś może również pomóc w walce z jednym z największych wyzwań współczesnej onkologii, lekoopornością nowotworów. Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu badają jak mikrograwitacja wpływa na komórki nowotworowe i czy może pomóc lepiej zrozumieć mechanizmy odpowiedzialne za to, że część guzów przestaje reagować na leczenie.

Badania prowadzone przez zespół prof. Julity Kulbackiej pokazują, że zmiana warunków grawitacyjnych wpływa na funkcjonowanie komórek nowotworowych. W badanych modelach in vitro, komórki stają się bardziej podatne na działanie chemioterapii, a mechanizmy odpowiedzialne za oporność na leczenie ulegają osłabieniu. Choć droga od laboratorium do praktyki klinicznej jest jeszcze długa, wyniki otwierają nowy kierunek badań nad leczeniem nowotworów opornych na terapię.

Fizyka spotyka medycynę

Większość badań nad rakiem prowadzona jest w warunkach ziemskich. Tymczasem naukowcy z UMW sprawdzają, jak komórki nowotworowe reagują na zmianę jednego z najbardziej podstawowych bodźców mechanicznych, grawitacji.

Do tego celu wykorzystują urządzenia symulujące mikrograwitację w laboratorium (bioreaktory i klinostaty) oraz eksperymenty prowadzone w warunkach zbliżonych do pozaziemskich. Współpraca z Europejską Agencją Kosmiczną oraz udział w projektach z zakresu medycyny kosmicznej pozwalają prowadzić badania, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się niemożliwe.

– Na co dzień w laboratorium w ogóle nie myślimy o grawitacji, bo jest tak oczywista, że staje się niewidzialna. Tymczasem dla komórki jest ona jednym z podstawowych sygnałów mechanicznych. Kiedy ten sygnał znika lub się zmienia, komórka zaczyna się przebudowywać, zmienia organizację cytoszkieletu, sposób kontaktu z otoczeniem i funkcjonowanie. Właśnie dlatego mikrograwitacja jest tak cennym narzędziem badawczym – wyjaśnia prof. Julita Kulbacka.

Mikrograwitacja pomaga przełamywać lekooporność 

Jednym z najciekawszych odkryć zespołu jest wpływ mikrograwitacji na komórki nowotworowe oporne na leczenie.

W badaniach nad komórkami raka żołądka naukowcy wykorzystali doksorubicynę. Wybrany model in vitro wykazywał mechanizmy odpowiedzialne za oporność na antracykliny, dzięki czemu możliwe było sprawdzenie, czy mikrograwitacja może osłabić mechanizmy lekooporności. Połączenie symulowanej mikrograwitacji i chemioterapii prowadziło do spadku ekspresji genów odpowiedzialnych za wielolekową oporność (MDR), wzrostu markerów uszkodzeń DNA oraz przebudowy cytoszkieletu.

W kolejnym badaniu zespół wykorzystał model raka jajnika opornego na cisplatynę. Po umieszczeniu komórek na klinostacie 3D naukowcy zaobserwowali zatrzymanie cyklu komórkowego, wzrost liczby obumierających komórek, większe uszkodzenia DNA oraz zahamowanie namnażania i ruchliwości komórek. Oznacza to, że mikrograwitacja i cisplatyna działały synergistycznie, wzajemnie wzmacniając swoje działanie.

– Nie chodzi wyłącznie o to, że komórki są bardziej wrażliwe na lek. Mikrograwitacja przebudowuje cytoszkielet, osłabia adhezję komórek oraz zmienia organizację błony komórkowej i tzw. tratw lipidowych. To właśnie w tych strukturach zakotwiczone są białka odpowiedzialne za wypompowywanie leków z komórki i rozwój oporności na leczenie. Mówiąc najprościej, mikrograwitacja rozregulowuje mechanizmy, na których opiera się lekooporność nowotworów – mówi prof. Julita Kulbacka.

Badania pozwalają nie tylko zwiększyć skuteczność działania leków w modelach doświadczalnych, ale przede wszystkim lepiej zrozumieć biologiczne mechanizmy odpowiedzialne za rozwój oporności wielolekowej – jednej z głównych przyczyn niepowodzeń współczesnej chemioterapii.

Jednocześnie badaczka podkreśla, że celem tych prac nie jest leczenie nowotworów w kosmosie. Mikrograwitacja stanowi przede wszystkim narzędzie badawcze, które pozwala lepiej zrozumieć zachowanie komórek oraz wykorzystać tę wiedzę do opracowania skuteczniejszych terapii na Ziemi. Równie ważne jest poznanie wpływu zmienionej grawitacji na zdrowe komórki oraz sposobu działania leków podczas przyszłych długotrwałych misji załogowych.

Technologie rozwijane z myślą o badaniach pozaziemskich 

Efektem badań są również nowoczesne platformy Lab-on-a-Chip. Zespół wykazał, że ludzkie komórki można hodować na szklanych platformach Lab-on-a-Chip w warunkach symulowanej mikrograwitacji oraz potwierdził biozgodność takiego rozwiązania. Powstałe we współpracy z naukowcami z Politechniki Wrocławskiej, Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN oraz Uniwersytetu Przyrodniczego miniaturowe laboratorium potrafi samodzielnie utrzymywać żywe komórki, kontrolować temperaturę, wilgotność, dopływ gazów i prowadzić pomiary bez udziału człowieka.

Naukowcy wskazują trzy najważniejsze kierunki rozwoju tej technologii.

Pierwszym jest szybka diagnostyka wykonywana bezpośrednio w miejscu opieki nad pacjentem, także tam, gdzie dostęp do dużego laboratorium jest utrudniony.

Drugim jest medycyna spersonalizowana. Platformy typu organ-on-a-chip mogą w przyszłości umożliwić sprawdzenie skuteczności różnych terapii na komórkach konkretnego pacjenta jeszcze przed rozpoczęciem leczenia.

Trzecim kierunkiem są autonomiczne systemy monitorowania zdrowia, projektowane pierwotnie z myślą o długotrwałych misjach załogowych, które mogą znaleźć zastosowanie również w telemedycynie i opiece nad pacjentami mieszkającymi z dala od wyspecjalizowanych ośrodków.

– Technologie rozwijane z myślą o przyszłych misjach bardzo często rozwiązują problemy, z którymi mierzymy się na Ziemi. Mikroukłady Lab-on-a-Chip mogą w przyszłości wspierać szybką diagnostykę, dobór terapii dla konkretnego pacjenta czy rozwój autonomicznych systemów monitorowania zdrowia – podkreśla prof. Julita Kulbacka.

Medycyna przyszłości rodzi się na styku nauk

Badania prowadzone przez zespół UMW łączą medycynę, biologię, inżynierię, mikroelektronikę oraz technologie związane z badaniami pozaziemskimi.

Klinostat 3D wykorzystywany w eksperymentach został opracowany przez inżynierów, platformy Lab-on-a-Chip powstały we współpracy ze specjalistami od mikrosystemów, a projekt LabSat jest efektem współpracy Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, Politechniki Wrocławskiej, Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN oraz firmy SatRevolution.

– Biolog wie, o co zapytać komórkę. Inżynier potrafi zbudować urządzenie, które to pytanie zada. Informatyk zamienia odczytany sygnał w dane, które umiemy zinterpretować. Największe przełomy medyczne będą rodzić się właśnie na styku biologii, mikroelektroniki, sztucznej inteligencji i technologii kosmicznych – mówi prof. Julita Kulbacka.

Badaczka, współautorka „Strategii Kosmicznej Województwa Dolnośląskiego 2026–2035”, podkreśla, że rozwój medycyny kosmicznej został wskazany jako jeden z obszarów, w których Polska, a szczególnie Wrocław, ma realny potencjał rozwoju. To sygnał, że badania prowadzone na styku wielu dyscyplin są postrzegane jako element budowania trwałych kompetencji naukowych i technologicznych.

Korzyści dla wszystkich

Choć badania wykorzystują warunki mikrograwitacji, ich celem nie jest leczenie ludzi w przestrzeni kosmicznej.

– Kiedy pytamy, czy jesteśmy gotowi na podróż człowieka w kosmos, tak naprawdę pytamy o osteoporozę, zaniki mięśniowe, starzenie się komórek czy oporność nowotworów na leczenie. Mikrograwitacja przyspiesza i uwypukla procesy, z którymi mierzymy się na Ziemi każdego dnia. Dlatego wiedza zdobywana podczas takich badań wraca do pacjentów i pomaga rozwijać medycynę przyszłości – podsumowuje prof. Julita Kulbacka.

Choć nikt nie zakłada, że nowotwory będą kiedyś leczone w przestrzeni kosmicznej, coraz więcej wskazuje na to, że badania prowadzone w warunkach symulowanej mikrograwitacji mogą pomóc opracować skuteczniejsze metody walki z guzami opornymi na dostępne terapie.

Więcej informacji:

Utrata krtani po leczeniu nowotworu oznacza dla wielu pacjentów nie tylko problemy z komunikacją, ale także utratę możliwości wyrażania emocji głosem. Polski startup Uhura Bionics pracuje nad sztuczną krtanią nowej generacji, która ma umożliwić osobom po laryngektomii naturalniejszą mowę, śmiech, śpiew i ciche rozmowy. Projekt zdobył wielomilionowe wsparcie z Funduszy Europejskich i przygotowuje się do wejścia na rynek międzynarodowy.
Czy technologia może przywrócić osobom po laryngektomii nie tylko możliwość mówienia, ale też swobodę wyrażania emocji? Nad takim rozwiązaniem pracuje Uhura Bionics – polski startup medtech rozwijający sztuczne krtanie nowej generacji. Firma, wsparta kilkumilionowym dofinansowaniem z programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (FEPW), realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), odnosi już także pierwsze sukcesy na rynku amerykańskim.
Ilość zachorowań na raka krtani rośnie

Według analizy opublikowanej w 2025 r. w BMC Cancer do 2050 r. globalna liczba nowych przypadków nowotworu krtani u mężczyzn może wzrosnąć o 72,5 proc., a liczba zgonów – o 81,3 proc. Choć choroba zdecydowanie częściej dotyka mężczyzn, prognozy wskazują na podobny trend także wśród kobiet: liczba nowych przypadków może zwiększyć się o niemal 70 proc., a liczba zgonów – o ponad 83 proc. To właśnie ten nowotwór odpowiada za większość operacji usunięcia krtani. Zabieg ten ratuje życie, ale trwale zmienia codzienne funkcjonowanie chorego, wiążąc się z utratą naturalnego głosu. Według badań po 12 miesiącach od całkowitej laryngektomii ponad 1/3 pacjentów spełniała kryteria klinicznej depresji.

Źródłem tego obciążenia nie jest wyłącznie sama choroba nowotworowa, ale także kumulacja jej trwałych konsekwencji. Po zabiegu usunięcia krtani pacjent musi nauczyć się na nowo mówić, połykać oraz funkcjonować w sytuacjach społecznych. Badania wskazują, że szczególnie obciążające psychicznie są trudności w komunikacji – lęk przed niezrozumieniem, problemy z rozmową w hałasie, przez telefon czy w pracy – a także poczucie utraty dawnej tożsamości oraz błędne przekonania o życiu po laryngektomii funkcjonujące w świadomości społecznej.

– W kulturze jest dużo złych przykładów – przekaz jest taki, że osoba z laryngofonem brzmi robotycznie, dziwnie. Przebywając w Stanach Zjednoczonych, bardzo często zauważałem także reklamy antynikotynowe, w których pojawiały się osoby po laryngektomii. Dlaczego w przestrzeni publicznej pokazuje się stomę – zwykły otwór w ciele służący do oddychania – jako coś odpychającego? Moim zdaniem to bardzo krzywdzący sposób reprezentacji, bo ludzie zaczynają bać się stomy i traktować ją jak coś wstydliwego. Osobom po laryngektomii zajmuje wiele lat, żeby się z tym pogodzić albo nie udaje im się to nigdy. Warto pokazywać takie osoby w zwykłych sytuacjach – nie przez pryzmat ich głosu – mówi Konrad Zieliński, cofounder i CEO Uhura Bionics.

Odzyskać głos

Ułatwienie porozumiewania się osobom po operacji usunięcia krtani jest kluczowe dla ich zdrowia psychicznego. Tego zadania podjął się Konrad Zieliński – cofounder i prezes startupu medtech Uhura Bionics, sam posługujący się sztucznym aparatem mowy. Zdiagnozowany z rakiem krtani w wieku 17 lat, przeszedł zabieg laryngektomii sześć lat później. Jego osobiste doświadczenia stały się motorem napędowym do zrewolucjonizowania rynku urządzeń ułatwiających komunikację.

– Podczas studiów prowadziłem badania nad różnymi obszarami z zakresu komunikacji – interesowało mnie zwłaszcza wszystko związane z mową. Uważam, że w kontekście porozumiewania się, intonacja, tempo i ton głosu są równie istotne jak same słowa. Wyrażanie emocji, które są czytelne właśnie poprzez wymienione elementy mowy, jest podstawą komunikacji – wspólne śmianie się, płakanie, życzenia, pytania. To najważniejsze pod względem emocjonalnym momenty życia – powiedzenie komuś bliskiemu „kocham cię” w sposób, który w pełni to uczucie wyrazi. Rozwiązania obecnie dostępne na rynku nie pozwalają osobom po zabiegu usunięcia krtani na pełną ekspresję emocjonalnych niuansów, śmiech, płacz czy śpiew. Chciałbym to zmienić – mówi Konrad Zieliński.

Z Ełku do San Francisco

Uhura Bionics powstało pod koniec 2022 roku. W ciągu kilku lat założona przez dwóch studentów – Konrada Zielińskiego i Marka Grzelca – spółka rozwinęła się w wielokrotnie nagradzany startup z planami globalnej ekspansji.

– Pierwsze kroki jako przedsiębiorcy stawialiśmy w programie PARP „Platformy startowe dla nowych pomysłów”. Dzięki tej współpracy mogliśmy ruszyć z projektem. Potem zdecydowaliśmy się aplikować o kolejne finansowanie poprzez PARP, które pomogło nam opatentować naszą innowacyjną sztuczną krtań Tik-Tak. Przełomowym momentem było uruchomienie własnej produkcji. Zauważyliśmy, że logopedzi czy lekarze zupełnie inaczej reagują, kiedy mamy produkt w pudełku, który można postawić na półce i sprzedać pacjentowi, niż kiedy mamy tylko pomysł w głowie – opowiada Konrad Zieliński.

Startup dopiero się rozpędza. Kolejne finansowanie w wysokości 2 milionów złotych, przyznane Uhura Bionics z Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej (FEPW), ma pomóc spółce w dalszym skalowaniu działalności. Równolegle Uhura Bionics rozwija relacje na rynku amerykańskim i uczestniczy w kalifornijskim ekosystemie startupowym. W ramach programu SF Startup Labs founderzy przygotowują się do wejścia na rynek USA, rozmów z inwestorami i funkcjonowania według standardów Doliny Krzemowej.

– Nasze urządzenia cieszą się sporym zainteresowaniem za granicą. Obecnie produkujemy 500 sztucznych krtani, które za pośrednictwem amerykańskiego partnera zostaną wprowadzone na globalne rynki – mówi Konrad Zieliński. – Jesteśmy doceniani także w Polsce – od lipca rozpoczynamy grant z ElevenLabs, ostatnio wygraliśmy Polish Startup Competition podczas Infoshare w Gdańsku, odnieśliśmy też sukces na Carpathian Startup Fest w Rzeszowie. Momenty, które jednak cieszą mnie równie mocno jak takie wyróżnienia, to interakcje z osobami po laryngektomii i ciekawość, jaką wykazują względem naszych produktów. Ostatnio byłem na kontroli w Poznaniu i trzy osoby podeszły do mnie, bo chciały dowiedzieć się, jak udaje mi się tak wyraźnie mówić. Pokierowałem je w stronę nowych rozwiązań. Wiem z własnego doświadczenia, że dobór odpowiedniego urządzenia potrafi odmienić życie – dodaje Konrad Zieliński.

„Chcę śpiewać!”

Konrad Zieliński jest rozpoznawalną postacią w środowisku laryngologicznym. Równolegle do kariery biznesowej rozwija także działalność naukową – w 2026 roku ukończy doktorat na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów badał codzienne sytuacje, z którymi stykają się osoby mówiące atypowo, a które mogą powodować trudności oraz stres.

– Głównym obszarem naukowym, którym się zajmuję, jest analiza interakcji. Najpierw stworzyłem dla siebie listę sytuacji, które są trudne i problematyczne, ale da się je rozwiązywać. To na przykład granie na gitarze i śpiewanie w nowej grupie znajomych, wspinanie się z liną i krzyczenie do partnera „daj mi więcej luzu na linie” czy pływanie na plaży z dzieckiem znajomych. Każda z tych sytuacji wymaga umiejętności przekazywania emocji poprzez mowę. Co za tym idzie, aby realnie pomóc osobom używającym aparatów mowy w pokonaniu tej bariery, potrzebne są rozwiązania, które wprowadzą opcję wyrażania uczuć przez głos. To nasza misja – podkreśla Konrad Zieliński.

Marzeniem Konrada, wywodzącym się z jego nastoletnich pasji, jest możliwość śpiewu. Cel został osiągnięty. Pod koniec 2026 Uhura Bionics wprowadzi na rynek sztuczną krtań nowej generacji pod nazwą Whitney – na cześć legendarnej amerykańskiej piosenkarki Whitney Houston. Na tle obecnie dostępnych urządzeń rozwiązanie wyróżnia się możliwością naturalnego odwzorowania intonacji i emocji, obsługą kobiecego głosu oraz funkcjami wykraczającymi poza samą mowę – umożliwia śmiech, śpiew i prowadzenie cichych rozmów.

– Razem z Gabi (Gabrielą Kołtun – przyp. red.), naszą Chief of Staff, a zarazem instruktorką śpiewu w studiu Vocalis, przygotowujemy koncert w Parku Bródnowskim 26 czerwca br. W jego trakcie wykonam trzy utwory przy użyciu Whitney, będzie to premiera tego urządzenia. Jestem bardzo podekscytowany – chodzę nawet na lekcje śpiewu! – mówi Konrad Zieliński.

Źródło: inf pras

Mimo że rola immunoterapii w leczeniu onkologicznym stale rośnie i coraz więcej grup pacjentów może z niej korzystać, wciąż nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak bardzo zmieniła ona rokowanie chorych. Dziś dysponujemy już danymi z wieloletnich obserwacji, które jednoznacznie potwierdzają trwałość odpowiedzi na leczenie. Pacjenci żyją znacznie dłużej niż jeszcze kilkanaście lat temu, a u  części z nich możliwe jest nawet czasowe przerwanie terapii (tzw. wakacje terapeutyczne), ponieważ układ odpornościowy „uczy się” rozpoznawać nowotwór i dalej skutecznie go kontrolować. Dzięki temu pacjenci mogą wracać do codziennego, aktywnego życia bez konieczności ciągłego leczenia. O tym, jak przełomowe znaczenie ma immunoterapia i jakie przynosi efekty w praktyce klinicznej, rozmawiali eksperci podczas konferencji prasowej inaugurującej 5. edycję kampanii „Immunoterapia ratuje życie”.

To, czy wyzdrowieje, czy nie, zależy ode mnie, jak również od skuteczności zastosowanego leczenia – powiedział Pan Zbigniew, opowiadając historię swojej drogi dochodzenia do zdrowia po diagnozie onkologicznej uczestnikom konferencji. Kilka lat temu zauważył niepokojące znamię pod kolanem, które okazało się czerniakiem. Mimo że choroba była już zaawansowana i dała przerzuty, dzięki leczeniu podwójną immunoterapią udało się ją zatrzymać, a Pan Zbigniew mógł wrócić do swoich codziennych zajęć i pasji. Ogólnie mogę powiedzieć, że bardzo dobrze się czuję. Nawet jak mam jakieś chwilowe dolegliwości, co jest zupełnie normalne w tym wieku, to przyjmuję to z pokorą – dodaje. 

Nowy filar leczenia systemowego

Jeszcze kilkanaście lat temu scenariusz ten nie miałby szans powodzenia. Dzisiaj, kiedy immunoterapia stała się standardem leczenia onkologicznego, wielokrotnie zastępując również chemioterapię, udaje się nie tylko znacząco wydłużyć czas przeżycia chorych, ale także wyleczyć tych, u których nowotwór był w zaawansowanym stadium. Immunoterapia to innowacja. To nowa klasa terapii, którą wprowadziliśmy do onkologii. (…) Stała się kolejnym filarem w leczeniu systemowym nowotworów. Teraz mamy około 30 różnych wskazań, w których immunoterapia jest stosowana na co dzień. Co więcej, to metoda leczenia, która nie tylko zadziałała i przedłużyła życie, ale pozwoliła wyleczyć część chorych na zaawansowane nowotwory, co wcześniej nie było możliwe – mówił na nagraniu udostępnionym podczas konferencji prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, Kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków, Pełnomocnik Dyrektora ds. Narodowej Strategii Onkologicznej i Badań Klinicznych Narodowego Instytutu Onkologicznego im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Leczenie „zapamiętujące” nowotwór

Czym więc jest immunoterapia? Immunoterapia to nowoczesna forma leczenia onkologicznego, która w przeciwieństwie do klasycznych metod nie polega na bezpośrednim niszczeniu komórek nowotworowych, lecz na uruchomieniu naturalnych mechanizmów obronnych organizmu. Jej celem jest pobudzenie lub „odblokowanie” układu odpornościowego pacjenta tak, aby mógł sam rozpoznawać i zwalczać komórki rakowe. W praktyce oznacza to przywrócenie zdolności układu immunologicznego do walki z nowotworem, który często potrafi ukrywać się przed nim lub „wyłączać” jego reakcję obronną. Nowoczesne leki immunokompetentne – m.in. tzw. inhibitory punktów kontrolnych – zdejmują te biologiczne „hamulce”, dzięki czemu komórki odpornościowe, zwłaszcza limfocyty T, ponownie zaczynają skutecznie identyfikować i niszczyć komórki rakowe. Co istotne, raz aktywowany układ odpornościowy może „zapamiętać” nowotwór, pozwalając na długotrwałą kontrolę choroby i utrzymywanie efektów leczenia nawet po zakończeniu terapii. Dzięki temu immunoterapia daje pacjentom nie tylko szansę na wydłużenie życia, ale w części przypadków także trwałą remisję. Od zeszłego roku wstrzymano u mnie już leczenie immunologiczne, uznając, że jeśli przez dłuższy czas nie było żadnych nowych przerzutów, to nie ma sensu dalej stosować immunoterapii – dodaje Pan Zbigniew, którego historia jest jedną z wielu potwierdzających skuteczność immunoterapii.

Decyzje niosące nadzieję

Kolejną formą potwierdzającą skuteczność leczenia immunoterapią są liczby pokazujące wieloletnie przeżycia pacjentów. W czerniaku – nowotworze, w którym immunoterapia została udostępniona pacjentom najwcześniej – obserwowane są ponad 10-letnie przeżycia pacjentów leczonych terapią skojarzoną. Eksperci podkreślają, że wyraźny postęp widoczny jest także w raku płuca, gdzie są pacjenci z zaawansowaną postacią choroby, którzy żyją nawet 6 lat od rozpoczęcia leczenia podwójną immunoterapią, a w raku nerki nawet 8-9 lat.  

To, że dziś możemy mówić o tak długich przeżyciach pacjentów z chorobą nowotworową czy słuchać  historii takich, jak ta Pana Zbigniewa, którą poznaliśmy podczas dzisiejszego spotkania, jest efektem konsekwentnych i trafnych decyzji podejmowanych w ostatnich latach przez Ministerstwo Zdrowia. Jako środowisko pacjentów bardzo za to dziękujemy, bo widzimy realną zmianę. Immunoterapia jest dostępna dla coraz większej liczby chorych i w coraz wcześniejszych liniach leczenia, co bezpośrednio przekłada się na lepsze wyniki terapii. To powód do ogromnej satysfakcji i optymizmu, ale też motywacja, by iść dalej. Dziś wiemy już, jakie znaczenie mają takie decyzje systemowe, dlatego ogromnie cieszę się, że kolejne grupy pacjentów będą mogły skorzystać z tej innowacyjnej formy leczenia. W czasie, kiedy rozmawiamy dzisiaj na konferencji o nadziei, jaką daje pacjentom immunoterapia, dowiedzieliśmy się, że Ministerstwo Zdrowia podjęło pozytywną decyzję w zakresie dostępu do podwójnej immunoterapii w leczeniu 1. linii nieresekcyjnego raka jelita grubego z niestabilnością mikrosatelitarną oraz do immunoterapii w leczeniu okołooperacyjnym raka płuca, czyli przed i po operacji. Jest to fantastyczna wiadomość, która ucieszy pacjentów, ich bliskich, ale cieszy również mnie osobiście, bo dostęp do najlepszego, nowoczesnego leczenia dla polskich pacjentów jest celem, o który zabiegamy od lat. Dzisiaj możemy świętować! – mówiła Joanna Konarzewska-Król, dyrektor Fundacji Onkologicznej Nadzieja.

Historie pacjentów stojące za statystykami są najlepszym dowodem na to, jak bardzo zmieniła się dziś perspektywa leczenia onkologicznego. Dzięki immunoterapii wielu chorych żyje dłużej, odzyskuje codzienność, aktywność i poczucie sprawczości. Od dziesięciu lat trenuję chodzenie z kijkami. Ten sport bardzo mnie zafascynował. Wkrótce też zacząłem jeździć na zawody – powiedział Pan Zbigniew, odnosząc się do swojej obecnej pasji. Trzeba w sporcie mieć trochę szczęścia, oprócz dobrej formy oczywiście. (…) Mogę powiedzieć, że w przypadku (leczenia) szczęście też mi dopisało. Mam nadzieję, że mnie nie opuści – podsumował.

Fundacja Onkologiczna Nadzieja powstała, by wspierać osoby dotknięte chorobą nowotworową. Fundacja prowadzi różnorodną działalność wspomagającą leczenie onkologiczne swoich podopiecznych, tj. zbieranie środków na finansowanie ich leczenia, niesienie pomocy społecznej w zakresie diagnostyki, leczenia oraz rehabilitacji osobom chorym onkologicznie, informowanie o dostępnych metodach leczenia i możliwych terapiach, współpracowanie z polskimi i zagranicznymi ośrodkami medycznymi, promowanie zdrowia oraz wspieranie działalności towarzystw naukowych (współorganizowanie sympozjów i konferencji, których celem jest edukacja onkologiczna).

W ramach działań edukacyjnych, poza kampanią Immunoterapia ratuje życie, Fundacja zainicjowała również kampanię: Weź ster w swoje ręce, bo siła jest w Tobie… W jej ramach oferuje chorym onkologicznie oraz ich bliskim bezpłatną terapię psychoonkologiczną oraz zaprasza do działu w bezpłatnych warsztatach, a także grupach wsparcia psychologicznego.

Źródło: inf pras

National Comprehensive Cancer Network (NCCN) poinformowało o udostępnieniu najnowszej wersji Termometru Dystresu i Listy Problemów NCCN w ponad 70 językach. Narzędzie służy do szybkiej oceny cierpienia psychicznego, emocjonalnego i społecznego u pacjentów onkologicznych oraz wspiera specjalistów w identyfikacji problemów wpływających na radzenie sobie z chorobą i leczeniem. Eksperci podkreślają, że nowoczesna opieka onkologiczna coraz częściej obejmuje nie tylko terapię nowotworu, ale także dobrostan psychiczny pacjenta.
Osoby z całego świata mogą uzyskać bezpłatny dostęp do Narzędzia Przesiewowego NCCN Termometr Dystresu w dostępnych wersjach językowych pod adresem NCCN.org/distress-thermometer. NCCN udostępnia także bezpłatne zasoby wspomagające personel medyczny w radzeniu sobie z dystresem, a dzięki finansowaniu ze strony NCCN Foundation® – również nowo zaktualizowaną wersję dla pacjentów i opiekunów, napisaną przystępnym językiem, wzbogaconą o ilustracje i słowniczek pojęć.

„Jako Miesiąc Świadomości Zdrowia Psychicznego maj stanowi ważne przypomnienie o tym, jak dobrostan emocjonalno-społeczny wpływa na życie osób chorych na nowotwory” – powiedziała dr Crystal S. Denlinger, dyrektor generalna NCCN. „Wysokiej jakości opieka onkologiczna oznacza leczenie pacjentów w ujęciu całościowym – rozpoznawanie i uwzględnianie wszelkich praktycznych i psychologicznych trudności, które mogą się pojawić. Aktualizujemy Termometr Dystresu i Listę Problemów NCCN w dziesiątkach języków, aby zapewnić każdemu dostęp do potrzebnego wsparcia”.

W 2025 roku Termometr Dystresu został pobrany blisko 7000 razy na całym świecie – najczęściej w Niemczech, Brazylii, Indiach, Chinach i Szwajcarii.

Abstrakt badawczy zaprezentowany podczas Dorocznej Konferencji NCCN 2026, opublikowany obecnie na stronie JNCCN.org, autorstwa Babayan i in., potwierdził, że przetłumaczony Termometr Dystresu NCCN stanowi pomocne i odpowiednie pod względem kulturowym narzędzie do identyfikacji cierpienia psychologicznego u pacjentów posługujących się językiem ormiańskim. Wyniki badania wspierają upowszechnienie jego stosowania w celu poprawy jakości opieki onkologicznej. Skuteczność Termometru Dystresu NCCN jako miernika poziomu cierpienia psychicznego została wcześniej potwierdzona w niezależnym recenzowanym badaniu obejmującym 25 krajów, opublikowanym w czasopiśmie Psycho-Oncology w 2022 roku.

Pełna lista dostępnych języków, oprócz angielskiego, obejmuje:

• afrikaans
• albański
• amharski
• arabski
• ormiański
• bengalski/bangla
• bułgarski
• birmański
• kataloński
• chiński *
• chorwacki
• czeski
• duński
• niderlandzki
• estoński
• fiński
• francuski
• galicyjski
• gruziński
• niemiecki
• grecki
• hausa
• hebrajski
• hindi
• hmong
• węgierski
• islandzki
• igbo
• indonezyjski
• włoski
• japoński
• jawajski
• khmerski
• koreański
• kurdyjski
• łotewski
• litewski
• macedoński
• malajski
• malajalam
• marathi
• nepalski
• norweski
• oromo
• perski
• polski
• portugalski *
• pendżabski
• rumuński
• rosyjski
• serbski
• słowacki
• słoweński
• somalijski
• hiszpański *
• suahili
• szwedzki
• tagalog
• tamilski
• telugu
• tajski
• turecki
• ukraiński
• urdu
• wietnamski
• joruba
• zulu
Dostępnych jest kilka wariantów danego języka.

Termometr Dystresu NCCN stanowi kluczowy element Wytycznych Klinicznych NCCN w Onkologii (NCCN Guidelines®) dotyczących zarządzania dystresem. Wchodzi w skład obszernej biblioteki wytycznych opartych na dowodach naukowych i konsensusie ekspertów – prowadzonej przez ponad 2000 specjalistów różnych dziedzin – obejmujących wiele rodzajów nowotworów, a także takie zagadnienia jak ból, zmęczenie, rzucanie palenia czy życie po chorobie nowotworowej. Łącznie obowiązuje obecnie 91 dokumentów NCCN Guidelines®, zawierających najlepsze praktyki w zakresie opieki wspomagającej, a także badań przesiewowych, profilaktyki i leczenia niemal wszystkich typów nowotworów.

Wytyczne NCCN Guidelines doczekały się ponad 90 adaptacji na potrzeby różnych krajów i przeszło 180 tłumaczeń, a niemal połowa wszystkich zarejestrowanych użytkowników serwisu NCCN.org pochodzi spoza Stanów Zjednoczonych. Więcej informacji na temat zasobów NCCN służących poprawie jakości opieki onkologicznej na świecie można znaleźć na stronie NCCN.org/global.

National Comprehensive Cancer Network

National Comprehensive Cancer Network® (NCCN®) to sojusz not-for-profit obejmujący czołowe ośrodki onkologiczne zaangażowany w działania obejmujące opiekę nad pacjentami, badania i edukację. NCCN ma na celu definiowanie i rozwijanie standardów jakości, skuteczności, sprawiedliwości i dostępu do opieki i profilaktyki onkologicznej, aby odmieniać na lepsze życie wszystkich osób. Wytyczne praktyki klinicznej w onkologii NCCN (Wytyczne NCCN®) zapewniają przejrzyste, oparte na dowodach i konsensusie ekspertów zalecenia leczenia i zapobiegania nowotworom oraz świadczenia wspomagające; są one uznanym standardem postępowania klinicznego w leczeniu raka i stanowią najbardziej wyczerpujące i regularnie aktualizowane wytyczne dostępne w dowolnym obszarze medycyny. Wytyczne dla pacjentów NCCN® zapewniają specjalistyczne informacje na temat leczenia nowotworów, aby zapewnić pacjentom i opiekunom dostęp do informacji i możliwości przy wsparciu Fundacji NCCN®. NCCN działa również na rzecz kształcenia ustawicznego, realizuje globalne inicjatywy, strategie oraz prowadzi współpracę badawczą i publikuje opracowania z dziedziny onkologii. Więcej informacji na stronie NCCN.org.

Źródło: PAP MediaRoom

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Neurologiczne wspólnie apelują o fundamentalną zmianę podejścia do zdrowia publicznego w Polsce. Eksperci podkreślają, że choroby układu krążenia, nowotwory i schorzenia neurologiczne mają często wspólne, modyfikowalne czynniki ryzyka, dlatego profilaktyka powinna być prowadzona w sposób zintegrowany i systemowy. Podczas konferencji pod honorowym patronatem Wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli i Przewodniczącej Sejmowej Komisji Zdrowia Marty Golbik przedstawiono koncepcję „10 Zdrowia” oraz postulaty dotyczące zwiększenia finansowania profilaktyki, rozwoju badań przesiewowych i budowania zdrowych nawyków już od najmłodszych lat.
Choroby układu krążenia, neurologiczne i nowotwory odpowiadają za większość zgonów oraz niepełnosprawności w Polsce. Łączy je wspólne podłoże często związane z modyfikowalnymi czynnikami ryzyka. Ten trend można odwrócić. Dobrze zaplanowana i konsekwentnie realizowana profilaktyka pozwala w praktyce ograniczyć liczbę zachorowań i ich następstw. Dlatego potrzebna jest jedna, spójna strategia, która obejmuje serce, mózg i ryzyko nowotworowe jako elementy wspólnego podejścia do zdrowia.

Polska stoi dziś przed jednym z najpoważniejszych wyzwań zdrowotnych w Europie. System nadal skupia się głównie na leczeniu skutków chorób, choć ich przyczyny są dobrze znane i w dużej mierze możliwe do ograniczenia. Trzy najważniejsze towarzystwa naukowe w kraju – Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Neurologiczne – łączą siły, by przesunąć punkt ciężkości z leczenia na skuteczną profilaktykę. Wspólne stanowisko w tej sprawie zostało zaprezentowane podczas konferencji pod honorowym patronatem Wicemarszałek Sejmu Doroty Niedzieli.

 „Nie powinniśmy budować strategii profilaktyki w osobnych ścieżkach: kardiologicznej, neurologicznej i onkologicznej. W praktyce klinicznej to ci sami pacjenci i te same czynniki ryzyka. Skuteczna profilaktyka musi być wspólna, spójna i wdrażana na każdym poziomie systemu. Każdy obywatel ma zdrowie w swoich rękach, ale obowiązkiem państwa jest stworzenie warunków, które ułatwią podejmowanie właściwych decyzji zdrowotnych” – przekonuje prof. Marek Gierlotka, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Profilaktyka jako inwestycja w bezpieczeństwo zdrowotne

Eksperci zwracają uwagę, że obecny model opieki zdrowotnej pozostaje w dużej mierze reaktywny. Oznacza to koncentrację na leczeniu powikłań zamiast na zapobieganiu ich powstawaniu. Jednocześnie poziom finansowania działań profilaktycznych w Polsce pozostaje niewystarczający w stosunku do skali wyzwań.

„Z perspektywy neurologii skutki niewystarczającej profilaktyki są szczególnie widoczne. Udar mózgu to główna przyczyna trwałej niepełnosprawności osób dorosłych, a w wielu przypadkach można mu skutecznie zapobiec, tak jak i innym chorobom układu nerwowego, np. chorobie Alzheimera. To wymaga wcześniejszego działania, a nie reakcji dopiero w momencie zdarzenia. Regularna kontrola ciśnienia, leczenie zaburzeń metabolicznych, aktywność fizyczna i rezygnacja z palenia to codzienne decyzje, które mogą zmniejszać ryzyko chorób mózgu” – mówi prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

„Bez silnego wsparcia systemowego i legislacyjnego nie uda się zwiększyć skuteczności profilaktyki. To obszar, który wymaga współpracy wszystkich uczestników systemu” – mówi Marta Golbik, Przewodnicząca Sejmowej Komisji Zdrowia.

10 Zdrowia – wspólny język profilaktyki

Coraz wyraźniej widać potrzebę wspólnego podejścia do prewencji. Rozwinięciem koncepcji „10 dla Serca” jest dziś „10 Zdrowia”, która łączy cele profilaktyki sercowo-naczyniowej i onkologicznej.

Opiera się na prostych, mierzalnych czynnikach ryzyka i pokazuje, jakie zmiany w codziennym stylu życia realnie wpływają na zdrowie. To podejście przesuwa akcent z samej diagnostyki na działanie.

Kluczowe staje się nie tylko wykrycie ryzyka, ale jego skuteczne ograniczanie poprzez zmianę nawyków i lepszą współpracę z pacjenta z lekarzem” – wyjaśnia prof. Aleksander Prejbisz z Narodowego Instytutu Kardiologii, współautor 10-tki. Prof. Piotr Dobrowolski, pełnomocnik Ministra Zdrowia ds. Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia dodaje, że „już dziś każdy z nas może wypełnić ankietę 10 dla Serca, wkrótce 10 Zdrowia w aplikacji MojeIKP. Dzięki temu można ocenić, które czynniki ryzyka wymagają podjęcia niezbędnych działań.

„W onkologii mamy twarde dane i wiemy, że za ok. 80% nowotworów odpowiadają czynniki zewnętrzne związane ze stylem życia. Profilaktyka jest zatem fundamentem, jeśli chcemy realnie zmniejszyć liczbę zachorowań i zgonów. Nie wystarczy mówić pacjentom, że powinni się badać. Musimy budować system, który wspiera zdrowe wybory, ułatwia dostęp do badań i pozwala wcześniej rozpoznawać ryzyko” – podkreśla prof. Piotr Rutkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Potrzeba działań systemowych

Uczestnicy konferencji wskazali, że skuteczna profilaktyka wymaga realnych zmian systemowych. Obejmuje to zwiększenie finansowania działań zapobiegawczych, lepszą integrację programów zdrowotnych i edukacyjnych, rozwój badań przesiewowych oraz konsekwentną politykę zdrowotną w obszarze tytoniu, alkoholu i choroby otyłościowej. Równie istotne jest budowanie świadomości zdrowotnej na każdym etapie życia.

„Profilaktyka to nie jednorazowe działania, ale długofalowa strategia państwa. Potrzebujemy stabilnych rozwiązań i konsekwencji w ich wdrażaniu” – zaznacza Dorota Niedziela, Wicemarszałek Sejmu RP.

Podczas konferencji podkreślono również potrzebę ustanowienia Ogólnopolskiego Dnia Profilaktyki. Zaproponowana została data 13 maja. Ma on przypominać, że zdrowie kształtuje się każdego dnia poprzez indywidualne decyzje i wybory.

Eksperci i decydenci są zgodni: bez zdecydowanego wzmocnienia profilaktyki nie będzie możliwa trwała poprawa zdrowia Polaków.

Źródło: inf pras

Glejaki od lat pozostają jednym z największych wyzwań współczesnej neuroonkologii – zarówno ze względu na agresywną biologię, jak i ograniczone możliwości terapeutyczne. Mimo postępu w neurochirurgii, radioterapii i diagnostyce molekularnej, przez dwie dekady brakowało realnie nowych opcji leczenia. Pojawienie się inhibitorów IDH otwiera nowy rozdział w terapii dla części chorych i prowokuje pytania o miejsce leczenia celowanego w dotychczasowych standardach. To przełom, który może zmienić nie tylko praktykę kliniczną, ale także organizację opieki nad pacjentami.
Glejaki należą do najbardziej wymagających nowotworów ośrodkowego układu nerwowego, ponieważ łączą agresywną biologię z ryzykiem trwałych następstw neurologicznych oraz ograniczeniami leczenia wynikającymi z lokalizacji guza. Choć w skali populacji są to nowotwory rzadkie, wiążą się z bardzo wysoką śmiertelnością. W Polsce rozpoznaje się rocznie około 6000 nowych nowotworów ośrodkowego układu nerwowego, w tym ok. 1500-1700 glejaków, a liczba zgonów sięga około 3000. W tej grupie guzy glejowe stanowią szeroką kategorię; w świadomości pacjentów termin „glejak” bywa najczęściej utożsamiany z glejakiem wielopostaciowym, czyli nowotworem o najwyższym stopniu złośliwości i najgorszym rokowaniu.

Z punktu widzenia praktyki klinicznej istotne jest jednak rozróżnienie między poszczególnymi typami i stopniami złośliwości guzów glejowych. U części chorych, zwłaszcza młodszych, rozpoznaje się nowotwory o niższym stopniu złośliwości, które mogą przebiegać wolniej i wiążą się z dłuższym przeżyciem. To nie oznacza, że leczenie jest prostsze. Przeciwnie: w tej grupie szczególnego znaczenia nabiera dobór strategii postępowania tak, aby równoważyć skuteczność onkologiczną z długoterminową jakością życia, w tym funkcjonowaniem poznawczym.

W tym kontekście pojawienie się inhibitora IDH1/IDH2 (worasidenibu) jest istotnym wydarzeniem, ponieważ poszerza wachlarz dostępnych metod terapii oraz po raz pierwszy wskazuje na możliwość szerszego wykorzystania terapii celowanych w neuroonkologii, które obecnie są powszechnie stosowane w innych obszarach onkologii i hematologii. Dzięki temu środowisko eksperckie ma możliwość ustalenia kryteriów kwalifikacji, kiedy będzie najlepszy moment wdrożenia leczenia oraz jak wpleść terapię celowaną do procesu terapeutycznego tych schorzeń.

Diagnoza zwykle zaczyna się od objawów

W glejakach nie dysponujemy badaniami przesiewowymi umożliwiającymi wczesne wykrycie choroby w populacji ogólnej.

„Obecnie nie ma badania przesiewowego, które pozwalałoby monitorować populację pod kątem wczesnego wykrywania guzów glejowych. Teoretycznie można byłoby rozważać okresowe wykonywanie rezonansu magnetycznego mózgu u całej populacji – także u osób młodszych – jednak z perspektywy organizacyjnej i finansowej jest to rozwiązanie nierealne” – podkreśla prof. dr hab. n. med. Radosław Rola, Kierownik Katedry i Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Katedra i Klinika Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Wydział Lekarski, Uniwersytet Medyczny w Lublinie.

W praktyce rozpoznanie najczęściej następuje dopiero wtedy, gdy guz zaczyna powodować objawy neurologiczne.
„Najczęściej pacjent trafia do szpitala z powodu pierwszego w życiu napadu padaczkowego, który okazuje się objawem nowotworu glejowego. Zdarza się również, że diagnostyka rozpoczyna się z powodu uporczywych, narastających bólów głowy, a wykonany rezonans magnetyczny ujawnia obecność guza” – wyjaśnia ekspert.

U młodszych dorosłych pierwszym sygnałem bywa napad padaczkowy, u innych – przewlekłe bóle głowy, zaburzenia koncentracji, niedowłady lub inne objawy ogniskowe. Rzadziej guz wykrywany jest przypadkowo, podczas badań obrazowych wykonywanych z innego powodu.

Badaniem z wyboru pozostaje rezonans magnetyczny, który pozwala potwierdzić obecność zmiany, ocenić jej charakter oraz zaplanować leczenie operacyjne. Problem kliniczny nie sprowadza się jednak wyłącznie do wielkości guza w momencie rozpoznania. Glejaki mają charakter naciekający – komórki nowotworowe mogą migrować wzdłuż dróg nerwowych i znajdować się poza obszarem dominującej zmiany widocznej w obrazowaniu. To w dużej mierze tłumaczy, dlaczego nawet radykalne leczenie miejscowe nie zawsze oznacza trwałą kontrolę choroby.

Równolegle prowadzone są badania nad markerami wykrywalnymi we krwi lub innych płynach ustrojowych, które mogłyby sygnalizować obecność guza i kierować pacjenta do pogłębionej diagnostyki.

„Trwają intensywne prace nad testami opartymi na analizie krwi lub innych płynów ustrojowych, które umożliwiałyby identyfikację markerów sugerujących obecność nowotworu glejowego. Takie badanie mogłoby stanowić sygnał do wykonania diagnostyki obrazowej u wybranych pacjentów” – dodaje prof. Rola.

Na dziś pozostaje to jednak kierunek rozwoju, a nie narzędzie rutynowej praktyki klinicznej.

Neurochirurgia: maksymalna bezpieczna resekcja i realna poprawa wyników

Pierwszym etapem leczenia jest neurochirurgia. Jej celem jest maksymalnie radykalne usunięcie guza przy jednoczesnej ochronie funkcji neurologicznych, a także pobranie materiału tkankowego do diagnostyki histopatologicznej i molekularnej.

„Nowotwory glejowe są wykrywane zazwyczaj na etapie, gdy osiągają już znaczną wielkość. Pojęcie zaawansowania jest tu jednak względne, ponieważ problemem jest charakter ich wzrostu. Widzimy w rezonansie określoną zmianę zlokalizowaną w mózgu, ale glejak ma charakter naciekający. Komórki nowotworowe migrują wzdłuż dróg nerwowych i mogą znajdować się w znacznej odległości od głównego ogniska widocznego w badaniu obrazowym” – wyjaśnia prof. Radosław Rola.

Z tego powodu współczesnym standardem postępowania jest maksymalna bezpieczna resekcja, rozumiana jako usunięcie jak największej objętości guza bez wywołania nowych deficytów neurologicznych.

„Naszym zadaniem jako neurochirurgów jest usunięcie głównego ogniska choroby w taki sposób, aby nie spowodować u pacjenta nowych objawów neurologicznych. To właśnie oznacza maksymalną bezpieczną resekcję. W tym zakresie dokonał się znaczący postęp, ponieważ do neurochirurgii wprowadzono nowoczesne technologie, z których część stosujemy już od wielu lat” – podkreśla ekspert.

Rozwój technologiczny istotnie zwiększył zarówno precyzję, jak i bezpieczeństwo zabiegów. Neuronawigacja umożliwia śródoperacyjną orientację przestrzenną na podstawie indywidualnego planu przygotowanego w oparciu o badania obrazowe. Do oceny zakresu resekcji wykorzystuje się m.in. rezonans śródoperacyjny lub ultrasonografię śródoperacyjną zintegrowaną z systemem neuronawigacji. Standardem jest również neuromonitoring, pozwalający na bieżącą kontrolę funkcji takich jak ruch czy mowa.

„Od wielu lat dysponujemy dowodami, że im bardziej radykalna resekcja, czyli im większą część pierwotnej masy guza usuniemy, tym lepsza jest skuteczność dalszego leczenia. Dzięki zastosowaniu zaawansowanych narzędzi jesteśmy w stanie bezpiecznie usunąć większą część guza, a niekiedy całość zmiany widocznej w rezonansie planującym zabieg. Całkowita lub radykalna resekcja w istotny sposób wpływa na przeżycie pacjenta” – zaznacza prof. Rola.

Dlatego dostęp do nowoczesnych technologii oraz doświadczenie ośrodka mają znaczenie nie tylko dla przebiegu operacji, lecz także dla dalszego rokowania i skuteczności kolejnych etapów terapii.

Diagnostyka molekularna jako warunek właściwej klasyfikacji i leczenia

Współczesna neuroonkologia nie opiera się wyłącznie na klasycznej ocenie histopatologicznej.

„Wiemy dziś znacznie więcej na temat biologii komórki nowotworowej, w tym komórki glejaka, dlatego współczesne klasyfikacje nowotworów glejowych opierają się na tej wiedzy, zdobytej m.in. dzięki wieloletnim analizom pacjentów leczonych w badaniach klinicznych. Określenie kluczowych mechanizmów molekularnych w patogenezie glejaków w istotny sposób wpłynęło na to, jak obecnie klasyfikujemy guzy glejowe ośrodkowego układu nerwowego. W 2009 roku poznano rolę mutacji genu dehydrogenazy izocytrynianowej (IDH), co zasadniczo zmieniło nasze rozumienie biologii tych nowotworów” – podkreślała dr n. med. Elżbieta Nowicka, Przewodnicząca Sekcji Glejakowej Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, III Klinika Radioterapii i Chemioterapii, NIO-PIB Oddział w Gliwicach.

Konsekwencją tego przełomu było wprowadzenie standardu tzw. diagnozy zintegrowanej, łączącej obraz mikroskopowy z badaniami immunohistochemicznymi i genetycznymi.

„Od 2016 roku Światowa Organizacja Zdrowia wprowadziła pojęcie zintegrowanej diagnozy histopatologicznej. Oznacza ono, że ocena guza nie może opierać się wyłącznie na obrazie mikroskopowym w klasycznych barwieniach, lecz wymaga także badań molekularnych, w tym oznaczenia statusu mutacji IDH. Na tej podstawie wyodrębniono podtypy guzów glejowych, różniące się przebiegiem klinicznym i rokowaniem” – dodała ekspertka.

Status mutacji IDH ma dziś bezpośrednie znaczenie praktyczne: pozwala precyzyjnie określić podtyp guza, oszacować rokowanie oraz kwalifikować chorych do terapii ukierunkowanych molekularnie. W praktyce oznacza to, że pacjent po leczeniu operacyjnym powinien mieć wykonany pełny profil diagnostyczny. Dopiero na tej podstawie zespół wielodyscyplinarny może zaplanować dalsze postępowanie – od obserwacji po radioterapię, chemioterapię czy leczenie celowane.

„Określenie kluczowych zaburzeń molekularnych nie ogranicza się wyłącznie do postawienia rozpoznania. Wyniki badań molekularnych są narzędziem dla klinicystów – pozwalają podejmować decyzje terapeutyczne, planować badania kliniczne w obszarze guzów glejowych oraz identyfikować potencjalne cele terapeutyczne. Dlatego każdy pacjent operowany z powodu guza glejowego powinien mieć wykonane pełne badanie histopatologiczne, uzupełnione o diagnostykę immunohistochemiczną i genetyczną. To bezpośrednio wpływa na wybór leczenia i ocenę rokowania” – podsumowała dr Nowicka.

Inhibitor IDH: dla kogo i z jakim celem?

Worasidenib jest inhibitorem zmutowanych enzymów IDH1 i IDH2. Mutacje te prowadzą do produkcji nieprawidłowego metabolitu (2-hydroksyglutaranu), który sprzyja procesom nowotworzenia i progresji guza. Zahamowanie aktywności IDH ma ograniczać ten szlak metaboliczny i spowalniać przebieg choroby.

Podstawą oceny skuteczności worasidenibu w tej grupie chorych było badanie III fazy INDIGO. Oceniano w nim rolę terapii u pacjentów z glejakiem II stopnia z mutacją IDH1/IDH2, po leczeniu operacyjnym, bez wcześniejszej radioterapii i chemioterapii oraz bez konieczności natychmiastowego wdrożenia tych metod. Klinicznie istotnym celem tej strategii jest wydłużenie czasu wolnego od progresji oraz opóźnienie momentu, w którym pacjent będzie wymagał kolejnej interwencji terapeutycznej.

W tej perspektywie szczególne znaczenie ma fakt, że u części chorych rozpoznawanych w młodszym wieku dąży się do zachowania jakości życia i ograniczenia odległych powikłań leczenia, w tym zaburzeń poznawczych. Jeśli leczenie celowane umożliwia bezpieczne przesunięcie w czasie bardziej obciążających interwencji, może to mieć realną wartość kliniczną.

Pytania, które pozostają otwarte

Pojawienie się inhibitora IDH1/IDH2 jest postrzegane jako pierwszy od ponad 20 lat przełom w leczeniu pacjentów z guzami glejowymi niskiego stopnia, wymaga podjęcia określonych decyzji, które pozwolą na jego stosowanie w grupach pacjentów, które mogą odnieść z tego tytułu korzyści kliniczne.

„Określenie roli mutacji IDH w patogenezie guzów glejowych stworzyło możliwość wykorzystania tej zmiany molekularnej w terapii. Inhibitor IDH jest jednym z pierwszych leków, które osiągnęły etap badania klinicznego III fazy. Wyniki INDIGO pokazały, że u chorych po nieradykalnej resekcji glejaka z mutacją IDH zastosowanie tego leczenia istotnie wydłuża czas wolny od progresji oraz opóźnia konieczność wdrożenia kolejnej terapii” – podkreśla dr Elżbieta Nowicka.

Jak zaznacza ekspertka – interpretacja wyników wymaga zastanowienia, aby efektywnie przełożyć je na praktykę kliniczną.

„Badanie nie porównywało tej strategii bezpośrednio ze standardowym leczeniem uzupełniającym, czyli radioterapią i chemioterapią, których skuteczność w wydłużaniu czasu wolnego od progresji i przeżycia całkowitego została potwierdzona w wieloletnich badaniach klinicznych. Dlatego entuzjazm musi iść w parze z analizą, którzy pacjenci rzeczywiście odniosą największą korzyść i w którym momencie leczenia należy rozważyć inhibitor IDH” – dodaje.

Istotnym elementem tej dyskusji jest również kwestia jakości życia.

„Musimy brać pod uwagę, że zarówno radioterapia i chemioterapia, jak i leczenie ukierunkowane molekularnie mogą wiązać się z toksycznością wpływającą na jakość życia, szczególnie u chorych z glejakami o niższym stopniu złośliwości. To pierwszy lek ukierunkowany molekularnie w tej grupie, na który środowisko długo czekało, tym bardziej musimy odpowiedzieć na pytania dotyczące kwalifikacji pacjentów i momentu wdrożenia terapii” – podkreśla dr Nowicka.

Z perspektywy neurochirurgii pojawienie się nowej terapii również budzi nadzieje.

„Pojawienie się czegokolwiek nowego w leczeniu guzów glejowych wywołało zrozumiały entuzjazm, ponieważ przez ostatnie dwie dekady nie dysponowaliśmy nowymi opcjami. Trzeba jednak pamiętać, że kryteria badania INDIGO były ściśle zdefiniowane. Lek jest zarejestrowany do stosowania u pacjentów po nieradykalnej resekcji, pozostających pod nadzorem pooperacyjnym. Mimo ograniczonego wskazania otwiera on nowy potencjał terapeutyczny dla chorych z mutacją IDH1 lub IDH2” – wskazuje prof. Radosław Rola.

A co niesie przyszłość?

„Planowane są kolejne badania, obejmujące m.in. pacjentów z tzw. glejakiem molekularnym, czyli z mutacją IDH, ale o cechach większej złośliwości. W tej grupie potencjalna korzyść może być nawet większa. Drugim kierunkiem jest łączenie inhibitora IDH ze standardową radioterapią lub chemioterapią, aby ocenić, czy takie skojarzenie poprawi wyniki leczenia” – zaznacza prof. Rola.

W praktyce decyzje o leczeniu uzupełniającym nadal opierają się na ocenie ryzyka nawrotu, uwzględniającej rozległość resekcji, obecność resztkowej masy guza, dynamikę zmian w kontrolnych badaniach obrazowych oraz profil molekularny. Wprowadzenie terapii celowanej nie zmienia tych zasad, lecz wymaga ich doprecyzowania i dostosowania do nowych możliwości terapeutycznych.

Wznowa: ograniczone możliwości i potrzeba nowych danych

Wznowa glejaka jest sytuacją szczególnie trudną. Punkt wyjścia stanowi ponowna ocena neurochirurgiczna: czy możliwe jest bezpieczne usunięcie wznowy. Następnie decyzje zależą od leczenia stosowanego wcześniej, w tym od możliwości ponownego napromieniania oraz od zastosowania chemioterapii. Standardowo wykorzystuje się temozolomid, a w określonych sytuacjach rozważa się schematy alternatywne, takie jak PCV.

W odniesieniu do inhibitora IDH brakuje na dziś podstaw w postaci randomizowanych danych pozwalających zdefiniować jego rolę w leczeniu wznowy w sposób porównywalny do standardów w innych nowotworach. To dopiero przyszłość. Z perspektywy biologii choroby i mechanizmu działania można zakładać, że u pacjentów z mutacją IDH terapia może znaleźć zastosowanie także w późniejszych liniach, jednak wymaga to potwierdzenia w badaniach klinicznych.

W obecnych realiach celem leczenia, przy ograniczonych możliwościach trwałego wyleczenia, pozostaje możliwie długotrwała kontrola choroby przy zachowaniu możliwie dobrego funkcjonowania neurologicznego.

Największa potrzebna zmiana może być organizacyjna

W Polsce nie funkcjonuje jednolity model opieki skoordynowanej dla chorych z glejakami. Ośrodki opierają się na wytycznych międzynarodowych, jednak praktyka postępowania oraz dostęp do diagnostyki i leczenia różnią się w zależności od regionu. W środowisku coraz częściej podkreśla się, że kluczową zmianą powinna być reorganizacja opieki nad tą grupą pacjentów.

„Obecnie nie mamy w Polsce jednolitego standardu postępowania dla chorych z glejakami. Bazujemy na wytycznych międzynarodowych, w tym zaleceniach NCCN, i staramy się je stosować, jednak w praktyce wygląda to różnie w poszczególnych częściach kraju” – wskazuje prof. Radosław Rola.

Postulowanym kierunkiem jest tworzenie wyspecjalizowanych ośrodków typu Brain Tumor Unit, które skupiałyby w jednym miejscu pełne zaplecze diagnostyczno-terapeutyczne: neurochirurgię, radioterapię, onkologię kliniczną, neuroradiologię, neuropatologię oraz diagnostykę molekularną, a także rehabilitację i wsparcie psychologiczne. W glejakach ma to szczególne znaczenie, ponieważ choroba i jej leczenie wpływają nie tylko na sprawność fizyczną, lecz również na funkcje poznawcze i stan psychiczny pacjenta, a konsekwencje obejmują także jego rodzinę.

„Chcielibyśmy, aby taki model opieki skoordynowanej powstał. W środowisku toczy się nad tym intensywna praca – zarówno w ramach Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, jak i Polskiego Towarzystwa Neuroonkologii. Liczymy, że wdrażanie Krajowej Strategii Onkologicznej, rozwój konsyliów wielodyscyplinarnych oraz współpraca między ośrodkami przyniosą realną poprawę jakości opieki. Ważnym elementem jest również współpraca z europejskimi towarzystwami naukowymi, aby wypracować model, który będzie możliwy do wdrożenia w skali całego kraju” – podkreśla dr Elżbieta Nowicka.

Z perspektywy praktyki ambulatoryjnej kluczowe znaczenie ma także sprawność przechodzenia pacjenta między kolejnymi etapami diagnostyki i leczenia oraz zapewnienie powszechnego dostępu do badań molekularnych. Bez nich nie jest możliwa racjonalna kwalifikacja do terapii ukierunkowanych, które stają się coraz istotniejszym elementem współczesnej neuroonkologii.

Dostęp do terapii celowanej w Polsce: warunek przełożenia innowacji na praktykę

Pierwszy inhibitor IDH jest zarejestrowany w wielu krajach, a w Europie przeszedł proces oceny regulatora i ma określone wskazania dla chorych z glejakiem II stopnia z mutacją IDH po leczeniu operacyjnym, u których nie ma konieczności natychmiastowego wdrożenia radioterapii ani chemioterapii. W polskich realiach kluczowym wyzwaniem pozostaje jednak zapewnienie dostępu do terapii w ramach finansowania publicznego oraz stworzenie jasnej ścieżki kwalifikacji, obejmującej potwierdzenie mutacji IDH.

„Oczekujemy, że inhibitor IDH będzie dostępny także dla pacjentów w Polsce. Lek jest zarejestrowany w Europie i w wielu krajach świata, natomiast w naszych warunkach nie jest obecnie refundowany ze środków publicznych. Jako środowisko naukowe – zarówno w ramach Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, jak i Polskiego Towarzystwa Neuroonkologii – prowadzimy działania i dialog z instytucjami odpowiedzialnymi za finansowanie świadczeń, aby wypracować ścieżkę dostępu dla pacjentów, którzy rzeczywiście mogą odnieść korzyść z tego leczenia” – podkreśla dr Elżbieta Nowicka.

Bez powszechnego dostępu do diagnostyki molekularnej, sprawnie funkcjonujących konsyliów wielodyscyplinarnych oraz dobrze zorganizowanej ścieżki leczenia nawet najbardziej obiecująca terapia nie przełoży się na poprawę wyników w skali populacyjnej. Dlatego pojawienie się inhibitora IDH należy traktować nie tylko jako przełom kliniczny, ale również jako impuls do przyspieszenia zmian systemowych w obszarze neuroonkologii.

Nowy etap, wymagający doprecyzowania standardów i organizacji opieki

Glejaki pozostają jedną z najtrudniejszych grup nowotworów, między innymi z powodu naciekającego charakteru wzrostu i ograniczeń w dostarczaniu wielu leków do ośrodkowego układu nerwowego. Wprowadzenie terapii ukierunkowanej na IDH nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale może istotnie zmienić sytuację części pacjentów: wydłużyć czas wolny od progresji, opóźnić konieczność kolejnych interwencji i umożliwić bardziej precyzyjne planowanie sekwencji leczenia.

Aby ten potencjał został wykorzystany, konieczne jest doprecyzowanie miejsca terapii celowanej w schematach postępowania oraz zapewnienie pacjentom spójnej, wielodyscyplinarnej opieki, obejmującej zarówno leczenie, jak i wsparcie w następstwach neurologicznych i poznawczych.
 

Wypowiedzi ekspertów pochodzą z debaty eksperckiej MedicalPress „Przełomy w terapii glejaków oraz nowotworów głowy i szyi – co zmienia się w praktyce klinicznej”: https://www.youtube.com/watch?v=XABHe1dZsIs 
Redakcja Medicalpress zaprasza na debatę ekspercką z cyklu „Zdrowie – Wspólna Sprawa” pt. „Przełomy w terapii glejaków oraz nowotworów głowy i szyi – co zmienia się w praktyce klinicznej”, która odbędzie się 25 lutego 2026 r. (środa) o godz. 15:30. Transmisja na naszym kanale YouTube.

Celem debaty jest przedstawienie najważniejszych przełomów terapeutycznych w nowotworach OUN, w szczególności glejaków oraz nowotworów głowy i szyi, jak również ich realnego wpływu na codzienną praktykę kliniczną. Chcemy wspólnie z ekspertami odpowiedzieć na pytanie, które nowe strategie leczenia – w tym immunoterapia, terapie celowane i podejście okołooperacyjne – zmieniają dziś standard postępowania, a które pozostają na etapie badań lub ograniczonej dostępności.

Omówimy, w jaki sposób postęp biologii molekularnej, lepsza kwalifikacja pacjentów oraz rozwój leczenia skojarzonego przekładają się na wyniki terapii, bezpieczeństwo leczenia i jakość życia chorych. Ważnym elementem rozmowy będzie również dostępność nowoczesnych terapii w polskich realiach systemowych oraz wyzwania organizacyjne związane z opieką interdyscyplinarną.

Prelegenci:

Moderacja: Małgorzata Dziak-Masny, ekspert ochrony zdrowia, redakcja Medicalpress

Transmisja na żywo 25 lutego godz. 15:30:

https://www.youtube.com/@Medicalpress/streams


12 lutego, Parlament Europejski wezwał państwa członkowskie oraz Komisję Europejską do odnowienia politycznego zaangażowania na rzecz pełnej realizacji Europejskiego Planu Walki z Rakiem w okresie siedmiu lat objętych kolejnymi wieloletnimi ramami finansowymi UE.
Rezolucja Parlamentu Europejskiego wzywa Komisję Europejską i państwa członkowskie do zapewnienia odpowiedniego finansowania oraz konkretnych działań krajowych służących wdrożeniu Planu, w tym większej przejrzystości, regularnego raportowania oraz lepszego dostosowania do sprawdzonych krajowych dobrych praktyk. Podkreśla także znaczenie przewidywalnego i dedykowanego finansowania zdrowia na poziomie UE, wyrażając jednocześnie obawy, że propozycja Komisji dotycząca nadchodzących wieloletnich ram finansowych (MFF) nie obejmuje wyodrębnionego programu zdrowotnego zdolnego do długoterminowego utrzymania kluczowych inicjatyw, takich jak Europejski Plan Walki z Rakiem.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego uznają ponadto ochronę zdrowia i opiekę onkologiczną za inwestycję społeczną, zachęcając do wykorzystania krajowych i europejskich instrumentów w celu wzmocnienia infrastruktury onkologicznej, w tym programów szczepień i badań przesiewowych, nowoczesnego sprzętu, rozwoju kadr medycznych oraz solidnych systemów danych.

Europejska Organizacja Onkologiczna z zadowoleniem ocenia przyjęcie rezolucji oraz jej jednoznaczne uznanie, że trwałe przywództwo polityczne i dedykowane zasoby są niezbędne, aby osiągnąć realny postęp dla pacjentów w całej Europie.

Te działania odzwierciedlają ciągłe wysiłki środowiska onkologicznego na rzecz utrzymania tematyki walki z rakiem jako jednego z kluczowych priorytetów politycznych i budżetowych UE oraz wspierania decydentów poprzez dostarczanie dowodów, wiedzy eksperckiej i współpracę.

Europejska Organizacja Onkologiczna zauważa również silną zgodność rezolucji z priorytetami określonymi w ubiegłotygodniowej Deklaracji międzygrupy Parlamentu Europejskiego ds. raka i chorób rzadkich, z których wiele rekomendacji znalazło odzwierciedlenie w dzisiejszym dokumencie.

Poprzez kampanię Reach Higher for Cancer Care Europejska Organizacja Onkologiczna pozostaje zaangażowana we współpracę z instytucjami UE, państwami członkowskimi oraz społecznością onkologiczną w celu przełożenia tych zobowiązań na konkretne rezultaty dla wszystkich osób dotkniętych chorobą nowotworową.


O Europejskiej Organizacji Onkologicznej
Europejska Organizacja Onkologiczna (European Cancer Organisation – ECO) jest największą organizacją non-profit zrzeszającą przedstawicieli różnych zawodów medycznych w europejskim środowisku onkologicznym. Skupia setki towarzystw naukowych i organizacji pacjentów, działając na rzecz bardziej skutecznej, efektywnej i sprawiedliwej opieki onkologicznej. Więcej informacji dostępnych jest na stronie organizacji.

źródło: European Cancer Organisation

Tylko co piąty Polak regularnie wykonuje badania profilaktyczne w kierunku nowotworów, mimo że niemal dziewięciu na 10 wie, iż wczesne wykrycie choroby zwiększa szanse na wyleczenie – wynika z badania opinii publicznej zrealizowanego na zlecenie enel-med. Aż 27 proc. respondentów deklaruje, że nie bada się w ogóle pod kątem chorób onkologicznych. Odpowiedzią na tę lukę między świadomością a działaniem ma być uruchomione w Warszawie Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej, które chce sprawnie przeprowadzać pacjentów przez diagnostykę i kolejne kroki profilaktyki.
– Mamy w Polsce lukę między świadomością a działaniem profilaktycznym. 89 proc. respondentów deklaruje, że jest świadomych profilaktyki, szczególnie profilaktyki onkologicznej. Wiedzą, że ona zwiększa możliwości wyleczenia. Natomiast ta świadomość niestety nie napędza działania, tylko 21 proc. respondentów poddaje się profilaktyce, ze szczególnym uwzględnieniem onkologii, natomiast 27 proc. w ogóle nie bada się pod kątem narażeń onkologicznych – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Jacek Rozwadowski, prezes enel-med.

Najskuteczniejszą odpowiedzią na choroby nowotworowe jest dobrze zorganizowana profilaktyka i regularne badania. Wyniki badań pokazują jednak, że mimo rosnącej wiedzy o chorobach nowotworowych profilaktyka nadal nie jest priorytetem dla dużej części społeczeństwa.

– Częstą przyczyną jest strach przed diagnozą. W przypadkach onkologicznych to duży stres. Bardzo istotna jest także podstępność niektórych nowotworów – komórki nowotworowe nie dają na początku objawów bólowych, tak że jeżeli nas nic nie boli, to po prostu nie zamierzamy się wybrać do lekarza. To ból często napędza nasze decyzje prozdrowotne – tłumaczy Jacek Rozwadowski.

Z badania zleconego przez enel-med wynika, że bariery, które najczęściej zatrzymują profilaktykę w kierunku chorób onkologicznych na etapie decyzji, to przede wszystkim brak objawów (36 proc.), lęk przed diagnozą i koszty (po 22 proc. wskazań), co także zniechęca do regularnych kontroli zdrowia.

W naukowych analizach strach przed diagnozą opisuje się jako tzw. lęk nowotworowy, który może prowadzić do unikania badań mimo świadomości ryzyka.

– Nie wynika to z tego, że jesteśmy niedbali, tylko bardzo chcemy wierzyć, że póki niczego nie wiemy, to znaczy, że wszystko jest w porządku. Badanie i diagnoza kojarzą nam się z czymś ostatecznym, a tak naprawdę to jest początek. Na początku mamy skierowanie na badania i wyznaczoną dalszą ścieżkę i na żadnym z tych etapów nie jest powiedziane, że to będzie katastrofa, natomiast my to tak interpretujemy – mówi Sylwia Bartczak, psycholożka z enel-med. – Lęk antycypacyjny na pewno jest główną przyczyną unikania badań. Jeżeli coś nas bardzo przeraża i bardzo się tego boimy, to staramy się tego unikać.

W chorobach nowotworowych zwlekanie z badaniami może oznaczać, że zostaną one wykryte w zaawansowanym stadium, co pogarsza rokowania.

– Nowotwory wykryte wcześnie stwarzają największe możliwości osiągnięcia sukcesu, czyli wyleczenia. Wcześnie najczęściej oznacza bezobjawowo. Mamy przykłady nowotworów, które wykrywamy przypadkowo, na przykład guzy nerki, ale kluczowe jest, by nowotwory mogące stanowić zagrożenie dla życia Polaków wykrywać na odpowiednio wczesnym etapie i ograniczyć się do wykrywania tylko takich nowotworów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Jakub Dobruch, urolog, enel-med, konsultant medyczny Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej. – Wraz z upływem lat, a pracuję w urologii od 2000 roku, obserwuję bardzo pozytywne zjawisko: wykrywamy nowotwory wcześniej, leczymy mniej chorych dotkniętych nowotworami zaawansowanymi. Nadal niemała grupa mężczyzn trafia do nas z powodu zaawansowanych, co najmniej miejscowo, nowotworów gruczołu krokowego. 

W odpowiedzi na te wyzwania enel-med otworzył w Warszawie Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej, które ma porządkować ścieżkę diagnostyczną pacjenta i ograniczać konieczność samodzielnego planowania wielu etapów badań w różnych miejscach. Zgodnie z założeniami placówka łączy diagnostykę obrazową, zaplecze laboratoryjne oraz konsultacje specjalistyczne, a także wsparcie psychologiczne dla pacjentów, którzy odwlekają badania ze względu na stres i obawy.

 Centrum Zdrowia i Profilaktyki Onkologicznej wyciąga rękę do wszystkich tych, którzy są świadomi, a trudno im podjąć skuteczną akcję. W jednym miejscu skumulowaliśmy sprzęt, specjalistów, ścieżki dedykowane konkretnym nowotworom, konkretnym grupom wiekowym i płciom, tak że mamy nadzieję, że pomagamy trochę rozświetlić ten mętny obraz poruszania się w profilaktyce onkologicznej – podkreśla Jacek Rozwadowski.

Jak wyjaśnia, centrum porządkuje i upraszcza ścieżkę diagnostyczną. Pacjent ma wiedzieć, jakie badania są rekomendowane, kiedy i dlaczego, oraz jak szybko może je wykonać. Oferta została zbudowana zgodnie z wiedzą o najczęstszych potrzebach diagnostycznych kobiet i mężczyzn oraz nowotworach o największym znaczeniu epidemiologicznym. Uruchomiono programy obejmujące m.in. diagnostykę raka piersi, chorób ginekologicznych, prostaty i układu moczowego, raka płuc, raka jelita grubego oraz żołądka.

– Chcielibyśmy, żeby to centrum było pierwszym z kilku kolejnych, które będziemy otwierać. To jest po prostu potrzeba czasu, żeby takie dedykowane, specjalistyczne centra powstawały. Gros schorzeń nowotworowych we wczesnym stadium po prostu umyka nam w standardowej profilaktyce. Regularność jest tutaj kluczem do sukcesu – mówi prezes enel-med.

Mimo postępu w diagnostyce i rosnącej wiedzy medycznej Polaków problem ma również wymiar systemowy. Najwyższa Izba Kontroli w raporcie z 2025 roku zwraca uwagę na niewystarczającą zgłaszalność do programów badań przesiewowych, mimo finansowania działań edukacyjnych i promocyjnych. W przypadku badań w kierunku raka szyjki macicy zgłaszalność spadła z 16 proc. w 2019 roku do 11 proc. w 2023 roku, a w przypadku raka piersi zmniejszyła się z 39 proc. do 27 proc. Tymczasem bez wzrostu zgłaszalności do badań przesiewowych trudno będzie osiągnąć cele Narodowej Strategii Onkologicznej,
w tym poprawę wyników leczenia i ograniczenie liczby zgonów możliwych do uniknięcia dzięki wcześniejszemu wykryciu choroby.

Źródło: Newseria

Pacjent onkologiczny często wymaga wsparcia innych specjalności – nie „w razie czego”, ale jako elementu planowanego leczenia. Leczenie onkologiczne rzadko kończy się na jednej specjalności – skuteczna terapia wymaga skoordynowanej współpracy ekspertów i sprawnie zaplanowanego procesu.
Nowotwór to jedna z najczęstszych chorób cywilizacyjnych i jedno z największych wyzwań współczesnej medycyny. W Polsce co roku diagnozuje się blisko 200 tysięcy nowych przypadków nowotworów złośliwych, a ich struktura jest dobrze znana i od lat stosunkowo stała. Najczęściej rozpoznaje się raka piersi, płuca, jelita grubego, prostaty oraz nowotwory ginekologiczne. To właśnie te rozpoznania odpowiadają za większość zachorowań i zgonów onkologicznych – i to one w największym stopniu obciążają system ochrony zdrowia.

Wobec tej skali problemu coraz wyraźniej widać, że rozproszony model leczenia, oparty na pojedynczych oddziałach i nieskoordynowanych decyzjach, przestaje być wystarczający. Odpowiedzią nowoczesnej onkologii są wyspecjalizowane unity nowotworowe, czyli ośrodki leczenia skojarzonego, w których pacjent prowadzony jest przez cały proces terapeutyczny w jednym miejscu. Przykładem takiego podejścia jest Wojskowy Instytut Medyczny – Państwowy Instytut Badawczy (WIM-PIB).

Najczęstsze nowotwory – największe wyzwania
U kobiet zdecydowanie dominuje rak piersi, a zaraz po nim rak płuca i jelita grubego. U mężczyzn najczęściej rozpoznaje się raka prostaty, raka płuca oraz raka jelita grubego. Wspólnym mianownikiem tych nowotworów jest fakt, że wymagają one leczenia wieloetapowego: chirurgii, leczenia systemowego, radioterapii, a często także rehabilitacji i długotrwałej kontroli.
To właśnie dlatego w Europie i na świecie rozwija się model leczenia w wyspecjalizowanych unitach. Ich celem jest nie tylko skuteczność terapii, ale także jej właściwa sekwencja, bezpieczeństwo i komfort pacjenta.

WIM-PIB – koordynacja w praktyce, nie w teorii
Wojskowy Instytut Medyczny – PIB jest przykładem szpitala, który konsekwentnie rozwija leczenie onkologiczne w modelu skoordynowanym. Nieprzypadkowo funkcjonują tu modele skoordynowanej opieki najczęstszych nowotworów: piersi, prostaty, płuc czy jelita grubego, w ramach których pacjent od momentu podejrzenia choroby ma zapewnioną kompleksową diagnostykę, konsylia wielospecjalistyczne i jasno zaplanowaną ścieżkę leczenia.

Kluczową przewagą WIM-PIB jako szpitala wielospecjalistycznego jest dostęp do szerokiego wachlarza metod leczenia nowotworów w jednym miejscu. Chorzy mogą być leczeni:
Leczenie nowotworu to także leczenie powikłań
Nowotwór i jego leczenie rzadko przebiegają bez powikłań. I właśnie tu przewaga wielospecjalistycznych ośrodków staje się szczególnie widoczna. Pacjent onkologiczny często wymaga wsparcia innych specjalności – nie „w razie czego”, ale jako elementu planowanego leczenia.
Przykładem może być rak płuca, jeden z najczęstszych i najbardziej obciążających nowotworów w Polsce. Jednym z najczęstszych powikłań u tych chorych jest zapalenie płuc, które wymaga leczenia pulmonologicznego. W szpitalu takim jak WIM-PIB pacjent nie musi być przekazywany do innej placówki – trafia pod opiekę oddziału pulmonologicznego, a leczenie powikłań odbywa się w konsultacji z terapią onkologiczną.

Podobnie jest w przypadku powikłań pooperacyjnych, problemów kardiologicznych, metabolicznych czy psychicznych. Wielospecjalistyczny charakter ośrodka oznacza ciągłość opieki, a nie jej fragmentaryzację.

Jakie unity to przyszłość?
Idea unitów onkologicznych opiera się na współpracy wielu specjalistów, szybkim podejmowaniu decyzji i ciągłości leczenia. Aby jednak te założenia nie pozostały jedynie organizacyjną deklaracją, potrzebne jest odpowiednie zaplecze. W praktyce najlepiej zapewniają je duże, wielospecjalistyczne ośrodki kliniczne.

Po pierwsze, tylko takie szpitale dysponują pełnym spektrum specjalistów niezbędnych w nowoczesnej onkologii: chirurgami różnych specjalności, onkologami klinicznymi, radioterapeutami, patomorfologami, radiologami, a także pulmonologami, kardiologami, internistami czy specjalistami intensywnej terapii. Dzięki temu leczenie nowotworu i jego powikłań odbywa się w jednym miejscu, bez konieczności przerywania terapii i przekazywania pacjenta między placówkami.

Po drugie, wielospecjalistyczne ośrodki mają możliwość oferowania różnorodnych metod leczenia – od klasycznych i zaawansowanych technik chirurgicznych, w tym operacji robotycznych, przez różne formy radioterapii (w tym brachyterapię), po nowoczesne leczenie systemowe. Taka dostępność pozwala na realnie indywidualne planowanie terapii, a nie dopasowywanie pacjenta do ograniczeń organizacyjnych.
Po trzecie, duże ośrodki są w stanie skutecznie prowadzić opieki koordynowane, ponieważ posiadają zarówno zaplecze organizacyjne, jak i doświadczenie kliniczne. Konsylia wielodyscyplinarne, koordynatorzy opieki onkologicznej, rehabilitanci, specjaliści od zdrowia psychicznego, stałe zespoły terapeutyczne nie są dodatkiem, lecz integralną częścią codziennej pracy.

Wreszcie, wielospecjalistyczne szpitale gwarantują pacjentowi ciągłość opieki – od diagnostyki, przez leczenie radykalne lub paliatywne, aż po leczenie powikłań i opiekę po zakończeniu terapii. W chorobie tak złożonej jak nowotwór to właśnie ta ciągłość decyduje nie tylko o wynikach leczenia, ale także o poczuciu bezpieczeństwa chorego.

Dlatego unity onkologiczne nie są jedynie nową formą organizacyjną. Są logicznym rozwinięciem modelu leczenia, który może w pełni funkcjonować tam, gdzie dostępna jest wiedza, doświadczenie i infrastruktura – czyli w dużych, wielospecjalistycznych ośrodkach klinicznych, takich jak Wojskowy Instytut Medyczny – Państwowy Instytut Badawczy.

źródło: WIM-PIB

Nawet 6 na 10 osób chorujących na raka doświadcza poczucia izolacji społecznej. Telefony milkną, relacje słabną, a pacjenci zostają sami z lękiem, obawami i niepewnością o przyszłość. Zjawisko to, określane jako „cancer ghosting”, pokazuje, jak trudno znaleźć właściwe słowa wsparcia, by nie urazić i nie powiedzieć czegoś nieodpowiedniego. Na to wyzwanie odpowiada Fundacja Rak’n’Roll, która w ramach kampanii „Przez raka nikt nie musi przechodzić sam” stworzyła bezpłatne i ogólnodostępne narzędzie pierwsze słowo.
Pomaga ono przełamać ciszę i zainicjować kontakt z osobą chorującą – podpowiada, jak wrócić do rozmowy po dłuższej przerwie i dobrać słowa, które okażą troskę i obecność. To szczególnie ważne, ponieważ wsparcie środowiska to coś więcej niż dobre samopoczucie – daje choremu poczucie, że nie jest sam, wzmacnia psychicznie i może realnie wspierać przebieg leczenia. Narzędzie dostępne jest na stronie: www.raknroll.pl/pierwszeslowo.

Cancer ghosting – kiedy bliscy znikają
O zjawisku cancer ghosting mówimy, gdy osoby z otoczenia chorego – przyjaciele, bliscy, znajomi – ograniczają kontakt lub całkowicie „znikają” po jego diagnozie nowotworowej. Objawia się to brakiem odpowiedzi, wycofaniem emocjonalnym lub nagłym zerwaniem relacji w momencie, gdy chory najbardziej potrzebuje wsparcia. To doświadczenie jest częste i wyjątkowo bolesne, wynikające z lęku, bezradności lub
trudności w radzeniu sobie z chorobą bliskiej osoby. Na szczęście istnieją skuteczne sposoby, by przeciwdziałać temu zjawisku – i właśnie o tym opowiada kampania Fundacji Rak’n’Roll.

„Kiedy dowiadujemy się, że bliska osoba choruje na raka, często brakuje nam słów. Chcemy być obecni, zadzwonić, napisać, ale powstrzymuje nas strach, że powiemy coś „nie tak”. Z tej bezradności rodzi się cisza. Tymczasem obecność bliskich ma realny wpływ na zdrowie, redukuje stres, poprawia nastrój i wzmacnia motywację do leczenia, co przekłada się na skuteczniejszą terapię.” – mówi Emilia Klimasara z Fundacji Rak’n’Roll.

W ramach obchodów Światowego Dnia Raka, przypadającego na 4 lutego, Fundacja rozpoczyna kampanię „Przez raka nikt nie musi przechodzić sam”, której celem jest wsparcie bliskich w przełamywaniu lęku, bezradności i niezręczności – emocji, które zęsto powstrzymują przed rozmową i byciem blisko.

Czasem wystarczy jedno pierwsze słowo
Rak wciąż pozostaje społecznym tematem tabu – nie dlatego, że brakuje nam empatii, lecz że brakuje słów. Lęk i niepewność sprawiają, że osoby chore często zostają same, a ich bliscy wycofują się, nie wiedząc, jak być obok.

– Kiedy zachorowałam, okazało się, że osoby, z którymi do tej pory mogłam przegadać całe godziny, nagle nie wiedzą, co powiedzieć i jak zareagować – i znikają. Nikt nas nie uczy, jak rozmawiać z osobą chorą onkologicznie, a to właśnie rozmowa i obecność są tak ważne. Cieszę się, że poruszamy ten temat i coraz głośniej mówimy o rozmawianiu w chorobie. – komentuje Małgorzata Sajan, pacjentka onkologiczna, podopieczna Fundacji Rak’n’Roll.

Dla osoby chorej niezwykle ważne jest poczucie, że nie została zapomniana przez przyjaciół czy znajomych. – W swojej codziennej pracy spotykam się z tym, że pacjenci mówią o bardzo trudnym uczuciu, jakim jest poczucie osamotnienia. Zauważają, że ubywa osób w ich otoczeniu, że niektórzy się odsuwają, przestają odzywać się czy pisać – i jest to naprawdę bolesne. Często wynika to z tego, że ludzie nie wiedzą, jak ozmawiać, jak zapytać, jak zacząć rozmowę, o co nie pytać i o czym nie mówić z kimś, kto choruje onkologicznie. – dodaje Milena Dzienisiewicz, psychoonkolożka współpracująca z Fundacją Rak’n’Roll.

Kampania Fundacji powstała, by to zmienić – dać odwagę i narzędzia do wykonania pierwszego kroku, wypowiedzenia pierwszego słowa i rozpoczęcia rozmowy, która przywraca bliskość i realne wsparcie.

Pierwsze słowo to bezpłatne narzędzie dostępne na stronie Fundacji, które pomaga przełamać lęk i niepewność. Podpowiada, jak rozpocząć rozmowę, wyrazić emocje i okazać wsparcie, a także czego unikać w kontakcie z osobą chorującą na raka.

Narzędzie zostało opracowane we współpracy ze specjalistką psychoonkologii, zespołem Fundacji oraz pacjentami onkologicznymi, co pozwoliło uwzględnić kluczowe niuanse komunikacji w sytuacjach kryzysowych. Pierwsze słowo ma zachęcić i ułatwić wykonanie kroku, małego gestu. Bo kto z nas nie chciałby w trudnej sytuacji usłyszeć znajomego głosu i szczerego: „tęskniłem, jak się dziś masz?”.

Jak działa w praktyce narzędzie pierwsze słowo?
Zależy Ci na osobie, która choruje na raka, wiesz, że Ciebie potrzebuje, ale zupełnie nie wiesz, jak rozpocząć rozmowę. Wejdź na stronę: www.raknroll.pl/pierwszeslowo i zadaj to pytanie w narzędziu stworzonym przez Fundację. Otrzymasz kilka podpowiedzi, jak zacząć i jak wypowiedzieć to pierwsze słowo – a później pójdzie już z górki. Znacie się przecież tyle lat, wystarczy zrobić ten pierwszy krok.

źródło: Rak&Roll
4 lutego 2026 roku z okazji obchodów Światowego Dnia Walki z Rakiem (World Cancer Day 2026) odbędzie się konferencja edukacyjna “Onkologia – Razem możemy więcej!” organizowana przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundację TO SIĘ LECZY.
Tegoroczne obchody skupiają się wokół znaczenia współpracy interdyscyplinarnej, koordynacji opieki i dialogu pomiędzy instytucjami publicznymi, ekspertami i organizacjami pacjenckimi – wszystko z myślą o dalszej poprawie wyników leczenia i jakości życia pacjentów onkologicznych w Polsce.

W programie:

oraz panele dyskusyjne z udziałem ekspertów klinicznych i org. pacjentów:

Transmisja na żywo na YouTube: 
https://www.youtube.com/live/bAioWUFeajs 
 
Patronat honorowy: Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Ministerstwo Zdrowia oraz Rzecznik Praw Pacjenta.
Patronat instytucjonalny: Pracodawcy RP oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Akredytacja dla mediów na:

rzecznikprasowy@nio.gov.pl

źródło: NIO/PIB/FundacjaTOSIĘLECZY