Medicalpress

Psychoterapia psychodynamiczna dostosowana do potrzeb osób ze schizofrenią może poprawiać ich codzienne funkcjonowanie i łagodzić objawy wycofania oraz braku inicjatywy – wynika z badania opublikowanego w „The Lancet Psychiatry”. Metodę stosowano jako uzupełnienie standardowego leczenia.

Badanie przeprowadził zespół Christiane Montag z berlińskiej Charité we współpracy z International Psychoanalytic University Berlin. Naukowcy sprawdzali, czy dodanie zmodyfikowanej psychoterapii psychodynamicznej do standardowej opieki psychiatrycznej przynosi pacjentom większe korzyści niż sama standardowa opieka.

Schizofrenia jest zaburzeniem psychicznym, które może wpływać na postrzeganie rzeczywistości, myślenie, emocje i zachowanie. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w 2023 r. na schizofrenię chorowało na świecie około 27 mln osób. Jej objawy dzieli się m.in. na pozytywne, takie jak urojenia i omamy, oraz negatywne, obejmujące osłabienie motywacji, ograniczone okazywanie emocji czy wycofanie społeczne. Określenia te nie oznaczają objawów „dobrych” i „złych”: pierwsze odnoszą się do pojawienia się nietypowych doświadczeń, drugie – do ograniczenia pewnych zdolności i aktywności.

Autorzy badania zwracają uwagę, że trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji mogą utrzymywać się pomimo leczenia, sprzyjając izolacji i pogorszeniu jakości życia. Dlatego głównym celem badania była ocena funkcjonowania psychospołecznego, czyli radzenia sobie z codziennymi zadaniami i uczestniczenia w życiu społecznym.

Psychoterapia psychodynamiczna bywa stosowana u osób z psychozą, ale jej skuteczność zbadano znacznie słabiej niż skuteczność terapii poznawczo-behawioralnej. Autorzy wskazują, że według ich wiedzy było to pierwsze odpowiednio duże randomizowane badanie, oceniające dostosowaną do osób ze schizofrenią metodę psychodynamiczną prowadzoną według podręcznika terapeutycznego, z długoterminową obserwacją.

Badana metoda to zmodyfikowana psychoterapia psychodynamiczna schizofrenii (MPP-S). W odróżnieniu od klasycznej psychoanalizy nie rozpoczyna się od interpretowania nieświadomych konfliktów. Najpierw terapeuta wspiera pacjenta w budowaniu relacji, rozumieniu własnych i cudzych stanów psychicznych, regulowaniu emocji i odróżnianiu własnych przeżyć od przeżyć innych osób. Bardziej interpretacyjne techniki wprowadza się stopniowo, stosownie do możliwości pacjenta.

Do badania włączono 130 osób w wieku 18–64 lat, leczonych ambulatoryjnie z powodu schizofrenii lub zaburzenia schizoafektywnego. Losowo przydzielono je do dwóch równych grup: jednej zaoferowano MPP-S jako uzupełnienie standardowej opieki, drugiej – samą standardową opiekę. W analizie uwzględniono 129 osób, ponieważ jedna wycofała zgodę na wykorzystanie danych.

W grupie MPP-S przewidziano indywidualne sesje raz w tygodniu, co najmniej 30 spotkań, z możliwością przedłużenia leczenia do 24 miesięcy. Osoby, które rozpoczęły właściwą psychoterapię, odbyły średnio około 69 sesji. Terapię prowadziło 20 specjalistów doświadczonych w leczeniu psychoz, korzystających z regularnej superwizji.

Standardowa opieka (TAU, ang. treatment as usual) była dostosowywana do potrzeb pacjentów. Mogła obejmować leki, konsultacje psychiatryczne, psychoedukację, wspierające kontakty psychoterapeutyczne, zajęcia grupowe, terapię zajęciową oraz pomoc pielęgniarską i socjalną. Nie obejmowała natomiast formalnej psychoterapii prowadzonej zgodnie z niemieckimi wytycznymi psychoterapeutycznymi. MPP-S nie zastępowała więc dotychczasowego leczenia, lecz stanowiła jego uzupełnienie.

Stan uczestników oceniano przed leczeniem i podczas kolejnych wizyt, a główne porównania przeprowadzono po 24 i 36 miesiącach. Osoby oceniające nie znały przydziału pacjentów do grup, choć pacjenci i terapeuci wiedzieli, kto korzysta z MPP-S.

Podstawowym miernikiem była skala Mini-ICF-APP, oceniająca ograniczenia aktywności i uczestnictwa w życiu społecznym związane z zaburzeniami psychicznymi. Wyższy wynik oznacza większe trudności. Skala uwzględnia m.in. organizowanie działań, podejmowanie inicjatywy i funkcjonowanie w relacjach, lecz badanie nie dowodzi osobnej poprawy każdej z tych umiejętności.

Po uwzględnieniu wyników początkowych oszacowana różnica między grupami wyniosła 3,45 punktu po 24 miesiącach i 4,07 punktu po 36 miesiącach – na korzyść grupy, której zaoferowano MPP-S. Obie różnice były istotne statystycznie. Oznacza to, że w tej grupie przeciętnie stwierdzano mniejsze ograniczenia funkcjonowania psychospołecznego niż w grupie standardowej opieki.

Większa była też poprawa w zakresie objawów negatywnych. W skali SANS przewagę MPP-S wykazano zarówno po 24, jak i po 36 miesiącach. W podskali objawów negatywnych PANSS przewagę odnotowano po 24 miesiącach, lecz nie potwierdzono jej w głównej analizie po 36 miesiącach.

W głównych analizach nie stwierdzono istotnej przewagi MPP-S w łagodzeniu objawów pozytywnych, takich jak urojenia i omamy, ani objawów depresyjnych. Niektóre analizy dodatkowe sugerowały jednak możliwe korzyści także w zakresie objawów pozytywnych.

Badacze oceniali również tzw. integrację struktury psychicznej, związaną m.in. z rozumieniem stanów psychicznych i regulowaniem emocji. Istotną statystycznie przewagę MPP-S stwierdzono w tym zakresie dopiero po 36 miesiącach. Autorzy przypuszczają, że umiejętności rozwijane w terapii mogą utrwalać się stopniowo, ale nie wykazali, że właśnie ten mechanizm odpowiada za poprawę codziennego funkcjonowania.

Częstość zgłaszanych zdarzeń niepożądanych była podobna w obu grupach. Odnotowano jednak trzy poważne zdarzenia: dwa zgony samobójcze – po jednym w każdej grupie – oraz umieszczenie uczestnika z grupy MPP-S w szpitalu psychiatrii sądowej po agresywnym zachowaniu. Osoba z grupy MPP-S, która zmarła samobójczo, nie rozpoczęła psychoterapii. Wyniki nie wskazały na większą częstość zdarzeń niepożądanych w grupie MPP-S, ale wielkość badania ogranicza ocenę bezpieczeństwa.

Istotnym ograniczeniem była liczba brakujących obserwacji: nie przeprowadzono 29 proc. zaplanowanych ocen po 24 miesiącach i 48 proc. po 36 miesiącach. Autorzy zastosowali metody statystyczne uwzględniające niepełne dane oraz dodatkowe analizy, które zasadniczo potwierdziły główne wyniki. Nie wyklucza to jednak wpływu brakujących obserwacji na oszacowaną skuteczność.

Badanie przeprowadzono w jednym ośrodku, wśród pacjentów zdolnych do udziału w długoterminowej terapii. Wykluczono m.in. osoby z nasilonym pobudzeniem, stwarzające zagrożenie dla innych lub z określonym nasileniem ryzyka samobójczego. Wyników nie można zatem automatycznie odnosić do wszystkich osób ze schizofrenią.

Badanie nie rozstrzyga również, jak MPP-S wypada na tle terapii poznawczo-behawioralnej. Nie porównywano jej z inną psychoterapią o podobnej intensywności, dlatego nie wiadomo, jaka część poprawy wynikała ze specyficznych technik MPP-S, a jaka z dodatkowego, regularnego kontaktu z terapeutą.

Autorzy zastrzegają, że wyniki dotyczą konkretnej, zmodyfikowanej metody i nie powinny być uogólniane na wszystkie podejścia psychodynamiczne. Ich zdaniem MPP-S może być wartościowym uzupełnieniem leczenia, zwłaszcza w poprawie funkcjonowania psychospołecznego i łagodzeniu objawów negatywnych. Przed szerszym wdrożeniem potrzebne są badania w niezależnych ośrodkach, porównania z innymi aktywnymi terapiami oraz ocena mechanizmów działania i kosztów. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Ministerstwo Zdrowia proponuje zwiększenie o 4,59 proc. wyceny świadczeń realizowanych w ramach programu pilotażowego skierowanego do osób z doświadczeniem traumy. Podwyżki mają objąć m.in. konsultacje lekarskie i psychologiczne, psychoterapię indywidualną, rodzinną i grupową oraz opiekę na oddziałach stacjonarnych i dziennych. Projekt rozporządzenia został skierowany do konsultacji, a nowe stawki mają obowiązywać od 1 grudnia 2026 r.

Wyższe finansowanie terapii osób z doświadczeniem traumy

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt nowelizacji rozporządzenia dotyczącego programu pilotażowego w zakresie oddziaływań terapeutycznych skierowanych do osób z doświadczeniem traumy. Dokument przewiduje podwyższenie wycen jednostkowych świadczeń o 4,59 proc.

Jak wynika z oceny skutków regulacji, proponowane zmiany są konsekwencją rekomendacji nr 84/2026 Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) z 9 czerwca 2026 r. Rekomendacja dotyczy zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej oraz wskaźnika wzrostu wartości umów zawartych z Narodowym Funduszem Zdrowia w grupie „34 – Program pilotażowy”.

Projektowane przepisy obejmują zarówno świadczenia realizowane w warunkach stacjonarnych i dziennych, jak i ambulatoryjne formy pomocy terapeutycznej.

Ile wyniosą nowe stawki za psychoterapię i konsultacje?

Zgodnie z projektem wycena sesji psychoterapii indywidualnej wzrośnie do 211,84 zł. W przypadku psychoterapii rodzinnej, trwającej co najmniej 90 minut, stawka wyniesie 454,41 zł. Tyle samo przewidziano za sesję psychoterapii grupowej, obejmującą od 4 do 12 uczestników i trwającą minimum 90 minut.

Nowe wyceny obejmą również porady lekarskie i psychologiczne. Za poradę lekarską diagnostyczną oraz terapeutyczną trwającą minimum 60 minut przewidziano po 243,56 zł. Porada lekarska kontrolna, trwająca co najmniej 30 minut, zostanie wyceniona na 107,26 zł.

Z kolei stawka za poradę psychologiczną, zarówno diagnostyczną, jak i pozostałe porady psychologiczne objęte programem, wyniesie 175,90 zł.

Projekt określa także wyceny innych form wsparcia. Sesja wsparcia psychospołecznego ma kosztować 128,98 zł, natomiast sesja psychoedukacji, prowadzona dla grupy od 9 do 25 osób i trwająca minimum 90 minut, zostanie wyceniona na 175,90 zł.

Zmiany obejmą także oddziały stacjonarne i dzienne

Podwyżki dotyczą również świadczeń udzielanych pacjentom wymagającym bardziej intensywnych form opieki.

Po wejściu w życie rozporządzenia wycena osobodnia na oddziale stacjonarnym dla dorosłych wyniesie 402,15 zł. W przypadku oddziałów stacjonarnych dla dzieci i młodzieży przewidziano stawkę 545,64 zł za osobodzień.

Za osobodzień pobytu na oddziale dziennym zaplanowano 289,08 zł, natomiast wycena turnusu rehabilitacyjnego wyniesie 198,34 zł.

Kiedy nowe stawki wejdą w życie?

Zgodnie z projektem rozporządzenie ma wejść w życie 1 grudnia 2026 r. Zmienione wyceny będą stosowane od okresu sprawozdawczego rozpoczynającego się w dniu wejścia w życie nowych przepisów.

Proponowana regulacja dotyczy finansowania świadczeń w ramach konkretnego programu pilotażowego dla osób z doświadczeniem traumy. Nie oznacza zatem automatycznej podwyżki wycen wszystkich świadczeń psychoterapeutycznych i psychiatrycznych finansowanych przez NFZ.

Projekt znajduje się na etapie konsultacji, dlatego jego ostateczne brzmienie może jeszcze ulec zmianie.

Źródło: Rządowe Centrum Legislacji (RCL), projekt rozporządzenia Ministerstwa Zdrowia

Polacy dość dobrze oceniają ogólny stan swojego zdrowia, ale ich odpowiedzi na pytania o szczegóły dotyczące dobrostanu psychicznego i zdrowych nawyków wskazują na szereg problemów – wynika z raportu PZU Zdrowie. 80 proc. badanych deklaruje, że przynajmniej od czasu do czasu odczuwa przewlekłe zmęczenie, w tym 28 proc. twierdzi, że to częste odczucie. Najgorzej swoją kondycję psychiczną oceniają młode pokolenia. Choć Polacy mają coraz większą świadomość zdrowotną, 15 proc. badanych na przestrzeni ostatniego roku nie wykonało żadnego badania profilaktycznego.

– Zdrowie jest jednym z najważniejszych elementów życia Polaków, dlatego wszyscy chcemy wiedzieć, jak ono wygląda. W PZU Zdrowie przygotowaliśmy na ten temat specjalny raport, który dotyczył ponad tysiąca Polaków. 64 proc. z nich ocenia swój stan zdrowia jako dobry i bardzo dobry – mówi w rozmowie z agencją Newseria Czesław Ducki, członek zarządu PZU Zdrowie, współautor raportu.

Według raportu PZU Zdrowie „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” młodsze pokolenie zdecydowanie częściej deklaruje bardzo dobry stan zdrowia. W grupach 18–24 i 25–29 lat jest to odpowiednio 24 proc. i 23 proc. Ich ocena zdrowia fizycznego jest lepsza niż ocena dobrostanu psychicznego. Jako zły lub bardzo zły określa go 18 proc. w grupie 18–24 lat, a jako dobry lub bardzo dobry – 32 proc.

Odwrotnie jest wśród osób starszych. Respondenci po 60. roku życia najrzadziej deklarują bardzo dobry stan zdrowia (4 proc.), ale jednocześnie najczęściej pozytywnie oceniają swoją kondycję psychiczną (74 proc.).

– Młode pokolenie ma znacznie gorszy dobrostan psychiczny i tutaj widać dużą zmianę in minus. Częściej mają problemy w sferze mentalnej, ale częściej też korzystają z pomocy profesjonalistów, co jest dobrym sygnałem – uważa Czesław Ducki.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy z pomocy psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry korzystał co piąty Polak (21 proc.). W grupach 18–24 lat, 25–29 lat oraz 30–39 lat odsetek ten wyniósł kolejno 29 proc., 32 proc. i 33 proc., podczas gdy wśród osób po 60. roku życia tylko 9 proc. 

Jak wskazuje badanie PZU Zdrowie, nawet dobra deklarowana kondycja nie oznacza braku problemów z energią, stresem czy regeneracją.

– Jako Polacy gorzej oceniamy zdrowie psychiczne niż fizyczne, ale zdrowie to nie tylko brak choroby lub jej nasilenie. To również ryzyko jej wystąpienia, które będzie miało konsekwencje w kolejnych latach. Jeżeli popatrzymy na te parametry głębiej, na środowisko, w jakim żyjemy, stres, przemęczenie, zaburzenia, smutek, ta sytuacja wygląda już znacznie gorzej – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – Powinniśmy patrzeć na zdrowie szerzej. To jest też poziom naszego komfortu życia, jeżeli chodzi o sen czy naszą kondycję psychiczną. Nie da się rozpatrywać zdrowia jako fizycznego i psychicznego. Nasza fizykalność wpływa na naszą psychikę i odwrotnie.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy 80 proc. Polaków deklarowało odczuwanie przewlekłego zmęczenia przynajmniej co jakiś czas, w tym 28 proc. często. Tylko 18 proc. badanych przyznało, że w tym okresie go nie odczuwało.

W grupie osób aktywnych zawodowo często obserwowane są stres, przemęczenie i trudności związane z zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym. Co trzeci badany pracownik deklaruje, że odczuwa stres związany z pracą co najmniej kilka razy w tygodniu, a 68 proc. przyznaje, że co najmniej czasami pracuje mimo choroby lub złego samopoczucia, które uzasadniałyby odpoczynek lub zwolnienie lekarskie. Jednocześnie dwie trzecie pracowników deklaruje, że doświadcza symptomów wypalenia zawodowego przynajmniej od czasu do czasu.

– To jest bardzo poważny sygnał alarmowy dla nas wszystkich. Przewlekłe zmęczenie i stres przekładają się na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, często to jest kwestia wielu lat, zanim nastąpią objawy choroby – podkreśla Czesław Ducki. – Powinniśmy się zatrzymać, zastanowić się i mieć świadomość, że przewlekłe zmęczenie jest czymś bardzo negatywnym, również w sensie medycznym. Będzie się przyczyniało do powstawania chorób albo nasilało te już występujące.

Respondenci najczęściej śpią 6–7 godzin na dobę (39 proc.) lub między 7 a 8 godzin (28 proc.). Jednocześnie co czwarty badany przesypia nie więcej niż 6 godzin na dobę. Sen trwający ponad 8 godzin deklaruje tylko 7 proc. osób.

– Bardzo ważna jest aktywność fizyczna, która wspiera nasze zdrowie, zmniejsza stres i pozwala odreagować napięcia. Istotne jest też budowanie pozytywnych relacji społecznych. W poszczególnych grupach wiekowych jest to niełatwe. To na pewno jest wyzwanie dla młodych osób, które są bardziej narażone na przewlekłe zmęczenie – wyjaśnia Czesław Ducki.

Zdrowotne obawy Polaków skupiają się głównie wokół chorób, które kojarzą się z najpoważniejszymi konsekwencjami dla życia i codziennego funkcjonowania. Największy niepokój budzą nowotwory (40 proc.). Na drugim miejscu znajduje się utrata sprawności i samodzielności w starszym wieku (33 proc), a podium zamykają choroby serca i układu krążenia (30 proc.).

– Profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów dbania o zdrowie. Co istotne, mamy coraz większą świadomość znaczenia profilaktyki dla naszego zdrowia. Już duża część Polaków wie, że trzeba się badać i to jest dobre dla ich zdrowia w perspektywie długoterminowej – wymienia członek zarządu PZU Zdrowie.

Najczęściej wykonywanym badaniem profilaktycznym wśród Polaków są badania krwi (63 proc.). Jednocześnie 15 proc. badanych deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie wykonało żadnego z takich badań.

– Profilaktyka ma sens wtedy, kiedy czujemy się zdrowi i nic nam nie dolega. Zależy nam na tym, aby przy zgłaszaniu się na badania diagnostyczne wyłapywać jak najmniejsze zmiany, bo wtedy możemy pójść w głębszą diagnostykę i pokierować pacjenta do konkretnego specjalisty. Wtedy leczenie jest najskuteczniejsze – przypomina Anna Nikołajew-Diak, pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. – W profilaktyce największe znaczenie ma pierwszy kontakt. Bardzo często są nim pielęgniarki i położne. To my częściej widzimy pacjenta niż lekarz i jesteśmy w stanie wyłapać więcej problemów zdrowotnych.

Największymi barierami, które utrudniają wykonywanie badań profilaktycznych, są długi czas oczekiwania na wizytę lub badanie (32 proc.), koszty badań (31 proc.) oraz trudny dostęp do specjalistów (30 proc.). Wśród czynników zniechęcających do wykonywania badań profilaktycznych respondenci wymieniali również brak czasu (20 proc.) i obowiązki zawodowe (10 proc.).

– Z raportu jednoznacznie wynika, że dużą barierą jest dostępność do służby zdrowia. Dlatego zakup pakietów profilaktycznych przez pracodawcę jest bardzo dobrym krokiem. Drugim jest to, co część pracodawców robi, czyli udziela kilku godzin urlopu na badania, żeby pracownik mógł je wykonać w godzinach pracy. To jest bardzo korzystne dla pracownika, ale też w długiej perspektywie dla pracodawcy – tłumaczy Czesław Ducki.

40 proc. badanych uważa, że ich pracodawca dba o zdrowie pracowników, natomiast 41 proc. jest odmiennego zdania. Pracownicy oczekują od pracodawców większego zaangażowania w obszarze zdrowia, szczególnie poprzez rozwój profilaktyki, dodatkowe dni wolne związane ze zdrowiem, wsparcie psychologiczne czy opiekę medyczną dla członków rodziny.

– Nie wolno odkładać profilaktyki na tak zwane jutro. Jutro też będziemy mieć pełny grafik, nie będziemy mieć czasu, natomiast zdrowie nie poczeka. Jako pacjenci powinniśmy się interesować tym, co się dzieje, możemy zgłosić się do programu profilaktycznego, zapytać, będąc przy okazji w przychodni niekoniecznie we własnej sprawie, co jest dla nas dedykowane – radzi Anna Nikołajew-Diak.

Najsilniejszą motywacją do wykonywania badań profilaktycznych jest chęć kontrolowania stanu zdrowia (46 proc.), a jej znaczenie rośnie wraz z wiekiem. Dla młodszych ankietowanych większe znaczenie mają historia chorób w rodzinie, informacje znalezione w mediach oraz wsparcie bliskich. Starsi kierują się natomiast głównie zaleceniami lekarza i własnymi doświadczeniami zdrowotnymi.

– Jeśli zbudujemy wśród młodych osób pozytywne nastawienie do badania się, to jest szansa, że oni później przekażą to dalej swoim dzieciom, osobom z rodziny. W ten sposób będziemy budować wielopokoleniowe pozytywne nastawienie do zdrowia – podkreśla pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. 

Publikacji raportu „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” – dostępnego na stronie pzuzdrowie.pl – towarzyszyła akcja „Pociąg do Zdrowia” realizowanej przez PZU Zdrowie na dworcach kolejowych w pięciu miastach Polski.  

– W ramach akcji w ciągu jednego dnia przebadaliśmy ok. 700 osób. Mogły one skorzystać z porady specjalistów, kardiologa, dermatologa, ale też pielęgniarki czy dietetyka, mogły wykonać badanie EKG, zbadać poziom glukozy, cholesterolu czy witaminy D – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – W ciągu jednego dnia wśród badanych odnieśliśmy ewidentne korzyści. Wykryto jedną chorobę serca u dziecka, dwie osoby miały podejrzenie poważnej choroby onkologicznej i zostały skierowane do dalszej diagnostyki. Wiele zbadanych osób miało negatywne parametry i skierowaliśmy je do dalszego leczenia.

Źrodło: Newseria

Państwowa specjalizacja w dziedzinie psychoterapii została wpisana do systemu w 2023 roku, ale kształcenie wciąż nie ruszyło. Teraz do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich docierają informacje, że działania zmierzające do jej uruchomienia mogą zostać wstrzymane. RPO chce wiedzieć, czy taka decyzja rzeczywiście zapadła i jak wpłynie na osoby zdobywające kwalifikacje oraz na planowaną ustawową regulację zawodu psychoterapeuty.

Główny koordynator do spraw ochrony zdrowia psychicznego w Biurze RPO Błażej Kmieciak zwrócił się o wyjaśnienia do konsultanta krajowego w dziedzinie psychoterapii dr. n. med. Łukasza Müldnera-Nieckowskiego. Na tym etapie nie można więc mówić o potwierdzonym wstrzymaniu specjalizacji. RPO chce dopiero ustalić, czy taka decyzja została podjęta, a jeśli tak, z jakich powodów.

Sprawa jest istotna, ponieważ specjalizacja z psychoterapii nie jest jedynie projektem. Została formalnie dodana do wykazu specjalizacji w dziedzinach mających zastosowanie w ochronie zdrowia rozporządzeniem Ministra Zdrowia z czerwca 2023 roku. Przepisy określiły również, jakie wykształcenie umożliwia rozpoczęcie tej ścieżki.

Jednocześnie w systemie funkcjonują już specjalizacje z psychoterapii dzieci i młodzieży oraz psychoterapii uzależnień. Osoby kształcące się w tych dziedzinach przystępują do państwowych egzaminów. Ewentualne zatrzymanie kolejnej specjalizacji rodzi więc pytanie nie tylko o jej przyszłość, ale o spójność całego systemu kształcenia psychoterapeutów.

Sytuację dodatkowo komplikuje trwająca dyskusja nad ustawowym uregulowaniem zawodu psychoterapeuty. W Sejmie procedowany jest poselski projekt ustawy o zawodzie psychoterapeuty oraz samorządzie zawodowym, a Ministerstwo Zdrowia prowadzi własne prace nad propozycjami rozwiązań w tym obszarze.

Specjalizacja i ustawowa regulacja zawodu to jednak dwie różne kwestie. Specjalizacja tworzy państwową ścieżkę uzyskania określonych kwalifikacji w ochronie zdrowia. Ustawa ma znacznie szerzej odpowiedzieć na pytanie, kto będzie mógł wykonywać zawód psychoterapeuty, jakie kwalifikacje będą do tego potrzebne i jakie zasady odpowiedzialności zawodowej będą obowiązywały.

Dlatego jednym z najważniejszych pytań RPO jest to, jak przyszłe przepisy zostaną powiązane z już istniejącymi specjalizacjami. Nie mniej istotna jest sytuacja osób, które już rozpoczęły kształcenie lub przygotowują się do wejścia na określoną ścieżkę zawodową. Przy zmianie modelu potrzebne będą jasne przepisy przejściowe, aby zdobywane obecnie kwalifikacje nie znalazły się w prawnej próżni.

Problem ma też bezpośrednie znaczenie dla pacjentów. Uregulowanie psychoterapii ma pozwolić na stworzenie bardziej przejrzystych zasad dotyczących kwalifikacji osób prowadzących terapię i zwiększyć bezpieczeństwo korzystających z niej osób. Jeśli jednak równolegle funkcjonuje kilka ścieżek zdobywania kwalifikacji, system powinien jasno określać ich wzajemne relacje.

Na razie RPO oczekuje odpowiedzi konsultanta krajowego. Dopiero wtedy będzie wiadomo, czy specjalizacja z psychoterapii ma jedynie opóźnienie, czy rzeczywiście rozważane jest odstąpienie od jej uruchomienia. Kluczowe pozostaje pytanie, jak państwo chce docelowo uporządkować kształcenie psychoterapeutów, aby kolejne regulacje nie tworzyły nowych niejasności zamiast je usuwać.

Źródło: RPO

Od 21 do 46 proc. mężczyzn w Polsce może wykazywać objawy depresji – wynika z badania psycholożek z Uniwersytetu SWPS. Klasyczne testy wykrywają je rzadziej niż te, które uwzględniają także drażliwość, agresję, wycofanie, ryzykowne zachowania i nadużywanie alkoholu lub innych substancji psychoaktywnych.

„Jeszcze podczas moich studiów, które rozpoczęłam pod koniec lat 90., byłam uczona, że depresja jest głównie chorobą kobiet. Jednocześnie od dawna mieliśmy dane, które do tego obrazu nie pasowały: statystyki samobójstw. Według danych WHO z 2021 r. globalny, standaryzowany względem wieku współczynnik samobójstw jest aż 2,2 razy wyższy wśród mężczyzn niż wśród kobiet. To rodzi pytanie, czy rzeczywiście mężczyźni znacznie rzadziej chorują na depresję, czy może nie zawsze potrafimy ją u nich rozpoznać” – podkreśliła jedna z autorek badania dr Ewa Jarczewska-Gerc w przesłanym PAP komunikacie.

Wraz z dr Magdaleną Nowicką sprawdzały, jak nasilone są objawy depresyjne w ogólnej populacji mężczyzn. Przeprowadziły badanie samoopisowe, w którym uczestnicy raportowali, w jakim stopniu zauważają u siebie poszczególne symptomy.

Wzięło w nim udział 1073 mężczyzn w wieku od 18 do 89 lat. Próba została dobrana tak, aby odzwierciedlała strukturę populacji Polaków pod względem wieku, wykształcenia, miejsca zamieszkania i stanu cywilnego.

Naukowczynie wykorzystały cztery kwestionariusze. Dwa z nich (PHQ-9 i BDI) pytały głównie o typowe objawy depresji, takie jak smutek, brak energii czy utrata zainteresowań. Dwa pozostałe (MDRS-22 i GSDS-26) uwzględniały także zachowania częściej opisywane u mężczyzn z depresją, m.in. drażliwość, agresję, wycofanie, podejmowanie ryzyka i nadużywanie substancji psychoaktywnych.

Okazało się, że w przypadku klasycznych testów odsetek uczestników przekraczających próg wskazujący na występowanie objawów depresji wyniósł 21 proc. lub 37 proc. (w zależności od kwestionariusza). W narzędziach obejmujących także tzw. męski obraz depresji było to odpowiednio 41 i 46 proc.

Jak podkreśliły badaczki, oznacza to, że w zależności od sposobu pomiaru problem ten występował u co piątego do niemal co drugiego badanego mężczyzny.

Wyjaśniły też, że klasyczne rozpoznanie depresji skupia się przede wszystkim na obniżonym nastroju, utracie zainteresowań i braku energii. Od kilkudziesięciu lat naukowcy zwracają jednak uwagę, że u części mężczyzn zaburzenie może przejawiać się także w mniej oczywisty sposób.

W badaniach z lat 80. i 90. XX w. na szwedzkiej Gotlandii zauważono na przykład, że poprawa rozpoznawania i leczenia depresji przez lekarzy rodzinnych przyniosła wyraźny spadek liczby samobójstw wśród kobiet, ale nie wśród mężczyzn. Pojawiło się więc przypuszczenie, że u części z nich choroba ta może być trudniejsza do rozpoznania, ponieważ problemy psychiczne częściej ujawniają się poprzez konkretne zachowania.

Psycholożki z SWPS sprawdziły również, jakie cechy i sytuacje życiowe wiązały się z większym nasileniem objawów depresji. Jednym z najważniejszych czynników, które zidentyfikowały, był temperament. Więcej objawów występowało u panów silniej reagujących na stres, mających skłonność do długiego pozostawania pod wpływem emocji i charakteryzujących się niższą wytrzymałością.

Znaczenie miał również poziom odczuwanego stresu oraz trudne wydarzenia życiowe, takie jak utrata pracy czy rozpad związku.

Objawy depresyjne często współwystępowały także z problemami ze snem. Z kolei regularna aktywność fizyczna była związana z ich mniejszym nasileniem.

Istotny był też sposób radzenia sobie ze stresem. Przy podobnym temperamencie i zbliżonych warunkach życiowych więcej objawów depresji mieli mężczyźni stosujący strategie unikowe: wycofywanie się, samoobwinianie czy sięganie po używki. Mniej symptomów obserwowano zaś u tych, którzy aktywnie starali się rozwiązywać swoje problemy i szukali wsparcia u innych.

Z nasileniem objawów wiązał się również stan cywilny. Więcej deklarowali ich panowie samotni niż ci pozostający w związkach. Zdaniem autorek może to mieć związek z większym wsparciem społecznym i mniejszym poczuciem osamotnienia u osób mających partnera lub partnerkę.

„Na szczęście zarówno w ramach standardowego wsparcia psychologicznego, jak i psychoterapii, mężczyźni mogą rozwijać kompetencje w zakresie zdrowej regulacji emocji, które mogą zarówno redukować depresję, jak i przeciwdziałać jej długoterminowo” – zaznaczyła dr Magdalena Nowicka.

W kolejnym etapie badaczki chcą sprawdzić, czy mężczyznom z objawami depresji może pomóc trening, w którym uczą się wyobrażać sobie trudne sytuacje i z góry planować, jak na nie zareagują.

Źródło: Nauka w Polsce

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

Przyszłość psychiatrii tworzy się tam, gdzie nauka spotyka się z codziennymi potrzebami pacjentów. Jednym z najlepszych przykładów takiego podejścia jest Grupa Odyseusza – pionierski program diagnostyczno-terapeutyczny dla dorosłych z ADHD, który właśnie został wyróżniony prestiżową nagrodą Psychiatryczna Innowacja Roku 2026.
22 maja 2026 roku podczas Gali Młodej Synapsy w Katowicach ogłoszono laureatów ogólnopolskiego konkursu promującego najbardziej wartościowe inicjatywy w polskiej psychiatrii. W kategorii Psychiatryczna Innowacja Roku, przyznawanej za najciekawsze rozwiązania organizacyjne w opiece psychiatrycznej, zwyciężyła Grupa Odyseusza, działająca w ramach Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego (WIM-PIB).

Decyzję o przyznaniu nagrody podjęła Rada Naukowa Kongresu, uwzględniając liczbę głosów oddanych w ankiecie. Wyróżnienie stanowi ważny sygnał, że nowoczesne podejście do leczenia osób neuroatypowych znajduje coraz większe uznanie zarówno w środowisku medycznym, jak i społecznym.

Młoda Synapsa – konkurs dla tych, którzy zmieniają psychiatrię

Młoda Synapsa jest specjalną edycją prestiżowego plebiscytu Złota Synapsa. Konkurs organizowany przez Medforum ma na celu docenienie osób, zespołów i instytucji, które przyczyniają się do rozwoju polskiej psychiatrii.

Nagrody przyznawane są w trzech kategoriach:

-Przyszłość Psychiatrii – dla osób wspierających rozwój opieki psychiatrycznej i walczących o prawa pacjentów;
-Najbardziej znaczący artykuł o tematyce psychiatrycznej napisany przez autorów pracujących w Polsce;
-Psychiatryczna Innowacja Roku – dla najbardziej nowatorskich rozwiązań organizacyjnych w systemie opieki psychiatrycznej.
Właśnie w tej ostatniej kategorii zwyciężyła Grupa Odyseusza.

ADHD u dorosłych – więcej niż problem z koncentracją

Choć ADHD kojarzone jest głównie z dziećmi, współczesna psychiatria i psychologia coraz lepiej rozumieją, że objawy tego zaburzenia często utrzymują się również w dorosłości. Trudności z koncentracją uwagi, planowaniem działań, organizacją czasu, kontrolą impulsów czy regulacją emocji mogą znacząco wpływać na jakość życia, relacje społeczne i funkcjonowanie zawodowe.

Szczególnie skomplikowana sytuacja dotyczy osób, u których ADHD współwystępuje z zaburzeniami nerwicowymi lub zaburzeniami osobowości. W takich przypadkach klasyczne formy terapii nie zawsze odpowiadają na wszystkie potrzeby pacjentów.

Skąd wziął się pomysł na Grupę Odyseusza?

Program skierowany jest do dorosłych pacjentów w wieku od 18 do 50 lat z podejrzeniem lub rozpoznaniem ADHD oraz współwystępującymi zaburzeniami nerwicowymi i zaburzeniami osobowości.

Inicjatorami jego powstania są lek. Justyna Sabela, kierownik Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii, oraz mgr Justyna Gielerak, psycholog i psychoterapeuta odpowiedzialna za kwalifikację pacjentów oraz prowadzenie grupy.

Jak podkreślają twórcy programu, inspiracją były doświadczenia zdobyte podczas pracy z pacjentami Oddziału Dziennego. Wielu z nich, mimo motywacji do leczenia, napotykało dodatkowe trudności wynikające z deficytów uwagi, zaburzeń funkcji wykonawczych oraz problemów z organizacją czasu i przestrzeni. Czynniki te utrudniały realizację innych celów terapeutycznych.

Potrzebne było rozwiązanie, które nie tylko pomoże lepiej zrozumieć ADHD, ale przede wszystkim nauczy praktycznych sposobów radzenia sobie z jego objawami.

Terapia jako trening codziennego życia

Praca w Grupie Odyseusza koncentruje się na wyposażeniu uczestników w konkretne narzędzia wspierające codzienne funkcjonowanie. Pacjenci uczą się między innymi skuteczniejszej organizacji czasu, planowania zadań i priorytetów, samoregulacji impulsów, rozpoznawania własnych wzorców funkcjonowania, technik ograniczania wpływu bodźców rozpraszających, strategii radzenia sobie z objawami ADHD.

Jednak skuteczna terapia osób z ADHD wymaga odpowiednio dostosowanej formy pracy. Dlatego zajęcia prowadzone są według przejrzystej struktury, z częstym przypominaniem zasad oraz wykorzystaniem aktywnych metod angażujących uczestników.

Równie istotnym elementem programu jest możliwość wymiany doświadczeń pomiędzy osobami zmagającymi się z podobnymi trudnościami. Takie środowisko sprzyja normalizacji przeżyć, redukuje poczucie osamotnienia oraz pomaga budować bardziej realistyczny i życzliwy obraz samego siebie.

Praca nad samoakceptacją stanowi jeden z najważniejszych filarów programu. Dla wielu osób z ADHD wieloletnie doświadczenia niepowodzeń, krytyki czy niezrozumienia prowadzą bowiem do obniżonego poczucia własnej wartości. Grupa daje przestrzeń do odbudowywania wiary we własne możliwości.

Pierwszy taki program w Polsce

Grupa Odyseusza jest pierwszym w Polsce programem, który w sposób kompleksowy obejmuje opieką osoby dorosłe z ADHD w ramach finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To szczególnie istotne, ponieważ proces diagnostyki i leczenia ADHD u dorosłych często wiąże się z wysokimi kosztami ponoszonymi przez pacjentów. Dzięki finansowaniu publicznemu specjalistyczna pomoc staje się dostępna dla znacznie szerszej grupy osób.

Twórcy programu podkreślają, że jego powstanie było również możliwe dzięki wcześniejszym doświadczeniom zdobytym podczas prowadzenia Grupy Leonidasa – programu skierowanego do wysoko funkcjonujących osób w spektrum autyzmu. Sukces tamtej inicjatywy pokazał, że tworzenie dedykowanych form wsparcia dla osób neuroatypowych odpowiada na realne potrzeby pacjentów.

Dlaczego właśnie Odyseusz?

Nazwa grupy nie jest przypadkowa.

Odyseusz, bohater starożytnego eposu Homera, po zakończeniu wojny trojańskiej przez wiele lat próbował powrócić do rodzinnej Itaki. Jego podróż pełna była przeszkód, nieoczekiwanych wydarzeń i konieczności nieustannego dostosowywania się do zmieniających się warunków. Twórcy programu dostrzegli w tej historii trafną metaforę doświadczeń osób z ADHD.

W codziennym życiu „rejs” często zakłócają pojawiające się nagle bodźce rozpraszające, impulsy emocjonalne czy wymagania stawiane przez otoczenie. Podobnie jak legendarny król Itaki, uczestnicy terapii uczą się rozpoznawać przeszkody, korygować kurs i wracać do wyznaczonego celu. Symbol Odyseusza przypomina, że skuteczne funkcjonowanie nie polega na unikaniu trudności, lecz na rozwijaniu umiejętności powracania na właściwą drogę mimo pojawiających się przeciwności.

Sukces zespołu

Grupa Odyseusza nie powstałaby bez zaangażowania i pracy całego zespołu psychologów i lekarzy, którzy zapewniali pacjentom profesjonalną opiekę oraz wsparcie terapeutyczne. Podziękowania należą się również Kierownikowi Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii oraz Kierowniczce Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii WIM-PIB.

Innowacja, która zmienia życie

Nagroda Psychiatryczna Innowacja Roku 2026 jest nie tylko wyróżnieniem dla konkretnego programu terapeutycznego. To także dowód na rosnące znaczenie nowoczesnych, wyspecjalizowanych form wsparcia dla osób neuroatypowych. Historia Grupy Odyseusza pokazuje, że skuteczna psychiatria nie ogranicza się do diagnozy i leczenia objawów. Jej celem jest przede wszystkim pomaganie ludziom w odnalezieniu własnej drogi – nawet wtedy, gdy codzienność przypomina pełen wyzwań rejs przez wzburzone morze. A jak uczy historia Odyseusza, nie zawsze najważniejsze jest to, jak szybko dotrzemy do celu. Czasem największą wartością jest nauczenie się, jak wracać na właściwy kurs.

Prowadząca Grupę Odyseusza

Justyna Olga Gielerak ukończyła jednolite studia magisterskie na kierunku psychologia w 2022 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Rok później rozpoczęła czteroletnie szkolenie psychoterapeutyczne w nurcie poznawczo-behawioralnym, prowadzone przez Instytut Poznawczy w Warszawie. Od lutego 2023 roku pracuje w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym. Doświadczenie kliniczne zdobywała na Oddziale Dziennym, Oddziale Całodobowym, w Poradni Zdrowia Psychicznego, w Oddziale Diagnostyczno-Terapeutycznym Zaburzeń Związanych ze Stresem Traumatycznym oraz w Punkcie Zgłoszeniowo-Koordynacyjnym Centrum Zdrowia Psychicznego dla Pragi-Południe. W 2023 roku uczestniczyła w pilotażu programu pomocy humanitarnej, realizowanego wspólnie przez Rzeczpospolitą Polską i Królestwo Jordanii, adresowanego do uchodźców z Ukrainy. Udzielała wsparcia psychologicznego osobom potrzebującym oraz ich rodzinom. Od 2024 roku konsultuje pacjentów i towarzyszy im na etapie diagnostyki oraz leczenia raka gruczołu krokowego w ramach kompleksowej opieki Prostate Cancer Unit, prowadzonej w WIM-PIB. W 2025 roku, podczas pracy na Oddziale Całodobowym, koordynowała zespół realizujący pilotaż długoterminowej profilaktyki zachowań samobójczych CLASP. Program został następnie wprowadzony jako standard postępowania z pacjentem z grupy ryzyka samobójczego w macierzystej klinice. Jej zainteresowania zawodowe skupiają się wokół pracy z pacjentami neuroatypowymi, w szczególności z pacjentami doświadczającymi trudności wynikających z ADHD i współistniejącymi zaburzeniami lękowymi.

W celu uzyskania informacji pacjenci mogą kontaktować się pod numerem: 261 818 003

https://wim.mil.pl/klinika-psychiatrii-stresu-bojowego-i-psychotraumatologii/odzn/grupa-odyseusza/

Źródło: inf pras

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, może dotyczyć nawet 20 proc. kobiet, jednak wciąż pozostaje jednym z najmniej rozpoznawanych problemów zdrowia seksualnego. Eksperci podkreślają, że za opóźnioną diagnozą stoją nie tylko trudności medyczne, ale także wstyd, brak otwartej komunikacji oraz ograniczony dostęp do kompleksowej opieki. Coraz więcej badań wskazuje, że skuteczne leczenie wymaga współpracy ginekologów, fizjoterapeutów, psychologów i seksuologów.
 
Ból podczas współżycia to temat, który wciąż rzadko przebija się do publicznej debaty o zdrowiu. Jak pokazują najnowsze analizy opublikowane w Journal of Clinical Medicine dyspareunia dotyczy nawet co piątej kobiety. To problem medyczny, ale także społeczny, związany z wstydem i niedostatecznym systemowym wsparciem. W praktyce oznacza to, że jedna z najczęstszych dysfunkcji seksualnych pozostaje jednocześnie jedną z najrzadziej rozpoznawanych.

Dyspareunia, czyli ból odczuwany podczas współżycia, to stan złożony, który trudno sprowadzić do jednej przyczyny. Może wynikać z chorób somatycznych, takich jak endometrioza, stany zapalne miednicy czy niedobory hormonalne, ale równie istotne są czynniki psychologiczne i społeczne. 

Jak podkreśla dr hab. Marek Murawski z Kliniki Ginekologii Operacyjnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – Przypadłość ta jest stanem złożonym, obejmującym czynniki biologiczne, psychologiczne i społeczne. To właśnie ta wielowymiarowość sprawia, że dyspareunia często wymyka się prostym schematom diagnostycznym.

Wstyd jako bariera diagnostyczna

Skala problemu jest większa, niż mogłoby się wydawać. Szacuje się, że objawy dyspareunii może doświadczać około 20% kobiet, jednak tylko część z nich zgłasza ten problem lekarzowi. Pomimo tego, że dyspareunia może mieć znaczący wpływ na relacje intymne kobiet, nadal jest w wielu przypadkach traktowana jako temat wstydliwy.

To właśnie wstyd i brak otwartej komunikacji stają się jedną z głównych przyczyn opóźnionej diagnozy. W efekcie wiele pacjentek przez lata funkcjonuje z bólem, który choć realny i obciążający pozostaje niewidoczny dla systemu ochrony zdrowia.

Jednym z kluczowych problemów jest sposób, w jaki dyspareunia bywa diagnozowana. W praktyce klinicznej często dominuje podejście biomedyczne, skoncentrowane na ciele i możliwych przyczynach fizycznych. 

– Nierzadko obserwuje się koncentrację lekarzy wyłącznie na biomedycznym podejściu zupełnie pomijając aspekt czynnościowy i psychologiczny. To ograniczenie może prowadzić do sytuacji, w której diagnoza jest formalnie postawiona, ale rzeczywista przyczyna problemu pozostaje nierozpoznana – zauważa ekspert.

Kluczowa rola relacji lekarz–pacjentka

W przypadku dyspareunii szczególnego znaczenia nabiera coś, co w medycynie często traktowane jest jako oczywistość: rozmowa.

– Szczegółowo zebrany wywiad uwzględniający również sferę psychologiczną i seksuologiczną wydaje się być kluczowym elementem pozwalającym na poprawne zdiagnozowanie – podkreśla dr hab. Marek Murawski.

To właśnie jakość relacji lekarz–pacjent decyduje o tym, czy pacjentka w ogóle zdecyduje się mówić o swoich objawach, a tym samym, czy możliwe będzie rozpoczęcie leczenia.

Skoro przyczyny są wielowymiarowe, takie samo musi być leczenie. W praktyce oznacza to konieczność współpracy specjalistów z różnych dziedzin, od ginekologów, poprzez fizjoterapeutów uroginekologicznych, do psychologów i seksuologów.

– Kompleksowa terapia obejmuje farmakoterapię, fizjoterapię, edukację seksualną i psychoterapię – podsumowuje dr hab. Marek Murawski.

Coraz więcej danych wskazuje, że np. fizjoterapia dna miednicy może być skuteczna jako leczenie pierwszego rzutu, a terapia poznawczo-behawioralna pomaga zmniejszyć lęk związany z bólem. Problem polega jednak na dostępności tych form wsparcia, zwłaszcza w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

Widzialność jako pierwszy krok

Największym wyzwaniem w przypadku dyspareunii nie jest dziś brak wiedzy medycznej, ale brak jej zastosowania w praktyce. Choroba jest opisana, mechanizmy częściowo poznane, metody leczenia dostępne. Problem polega na tym, że wciąż zbyt rzadko trafiają do tych, którzy ich potrzebują. Dlatego pierwszym krokiem do zmiany pozostaje coś pozornie prostego: uznanie, że ból podczas współżycia nie jest „normalny” i że zasługuje na uwagę, diagnozę i leczenie.

Materiał powstał na podstawie artykułu:Exploring the Diagnostic and Therapeutic Pathways of Women with Dyspareunia: A Mixed-Methods Study, Joanna Wojtas, Zofia Sotomska, Marek Murawski, Magdalena Emilia Grzybowska
Źródło: inf pras

Depresja, lęk, przewlekły stres – dla wielu studentów nie są już epizodem, lecz codziennością. Gdy dostęp do psychiatry czy psychologa okazuje się trudny, drogi albo obciążony stygmatyzacją, młodzi ludzie coraz częściej szukają pomocy na własną rękę. Sięgają po ruch, medytację, suplementy, zioła, a czasem także po substancje psychoaktywne.
Jak wygląda skala tego zjawiska i gdzie przebiega granica między bezpieczną samopomocą a ryzykownym samoleczeniem? Odpowiedzi przynosi badanie przeprowadzone wśród studentów wrocławskich uczelni przez zespół Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Samopomoc stała się normą

W badaniu wzięło udział 493 studentów, z których aż 96% deklarowało stosowanie co najmniej jednej metody samodzielnego radzenia sobie z problemami psychicznymi. Najczęściej wybieranymi działaniami o wysokim profilu bezpieczeństwa były aktywność fizyczna (81%), medytacja (60%) oraz joga (39%).

– To pokazuje, że studenci nie są bierni. Szukają sposobów, by sobie pomóc, i często wybierają metody, które mają sens zdrowotny – komentuje lek. Jakub Sobieraj z Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitalu Klinicznego we Wrocławiu, współautor badania prowadzonego w ramach SKN Psychiatrii pod opieką dr hab. Patryka Piotrowskiego, prof. UMW.

Ruch, sen, mindfulness – te elementy są dobrze udokumentowane jako wspierające zdrowie psychiczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy samopomoc przestaje być uzupełnieniem, a staje się jedyną formą „leczenia”.

Zioła i suplementy, naturalne nie znaczy obojętne

Poza aktywnością fizyczną studenci chętnie sięgali po preparaty roślinne. Najczęściej była to melisa (53%), ale także ashwagandha (25%) i rumianek. Dziurawiec stosowało ponad 11% badanych.

– Nie wszystkie metody medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) są sobie równe. Jedne mają solidniejsze podstawy, inne wymagają dużej ostrożności. Dziurawiec czy ashwagandha mogą wchodzić w interakcje z lekami psychotropowymi – podkreśla lek. Sobieraj.

Co istotne, użytkownicy ashwagandhy i dziurawca wykazywali wyższe nasilenie objawów depresyjnych. To sugeruje, że po te środki częściej sięgają osoby w gorszym stanie psychicznym – niekoniecznie dlatego, że pomagają, ale dlatego, że potrzeba ulgi jest silniejsza.

Substancje psychoaktywne – duże ryzyko

Jednym z najbardziej niepokojących wyników badania jest skala stosowania marihuany – jej przyjmowanie deklarowało 31% studentów, często nie rekreacyjnie, lecz „na poprawę samopoczucia”. Psychodeliki stosowało ponad 10%.

– Marihuana bywa postrzegana jako sposób radzenia sobie z obniżonym nastrojem, ale może pogarszać objawy, zwiększać ryzyko uzależnienia czy ujawniać zaburzenia psychotyczne – zaznacza lek. Sobieraj.

Trudno mówić tu o skutecznej terapii – raczej o próbie doraźnego obniżenia napięcia. Ciekawym i złożonym wątkiem jest też to, że marihuanę częściej stosowali studenci praktykujący jogę i medytację oraz osoby z ADHD. Może to świadczyć o większej otwartości na eksperymentowanie, ale też o podatności na impulsywne strategie radzenia sobie ze stresem.

Dlaczego studenci leczą się sami?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Z jednej strony są bariery systemowe. Koszt prywatnych wizyt był główną przeszkodą dla ponad 80% badanych, a dostępność publicznej opieki – dla jednej trzeciej.
Z drugiej strony ogromną rolę odgrywają czynniki kulturowe i narracje obecne w mediach.

– Respondenci najczęściej czerpali wiedzę o metodach medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) z mediów, gdzie dominują uproszczenia i reklamy. Jednocześnie cieszy duża akceptacja klasycznych metod leczenia: psychoterapię akceptuje 81% studentów, a leki – 76% – mówi lek. Sobieraj.

Z perspektywy zdrowia publicznego kluczowy jest wniosek, że największym ryzykiem nie jest joga, medytacja czy suplementy same w sobie, lecz pozostawanie samemu z decyzjami terapeutycznymi.

Samoleczenie może opóźniać kontakt z profesjonalną pomocą, a w psychiatrii czas ma szczególne znaczenie. Autodiagnoza bywa obarczona błędem, a objawy – zamiast słabnąć – mogą narastać
i wpływać na naukę, relacje i funkcjonowanie społeczne.

– Dla klinicysty informacja o stosowaniu metod medycyny komplementarnej i alternatywnej (CAM) bywa bardzo cenna diagnostycznie. Czasem to nie przyczyna problemu, ale jego objaw – sygnał, że pacjent desperacko szuka ulgi – podkreśla autor badania. Nie chodzi o to, czy ktoś korzysta z metod alternatywnych. Kluczowe jest jak, kiedy i z kim.
Bo samopomoc może być mostem do leczenia – albo ślepą uliczką.

Badanie jasno pokazuje, gdzie potrzebne są działania systemowe: edukacja o CAM bez straszenia i bez idealizowania, łatwo dostępne, niskoprogowe formy wsparcia psychicznego, normalizacja rozmów
o zdrowiu psychicznym na uczelniach oraz większa dostępność specjalistów dla studentów.

Zdrowie psychiczne młodych ludzi nie jest wyłącznie ich prywatną sprawą. To element infrastruktury akademickiej i społecznej – tak samo ważny jak biblioteki czy akademiki.

Materiał powstał na podstawie artykułu: Frontiers in Public Health: Self-administered complementary and alternative methods of treating mental disorders among students in Wrocław: a cross-sectional study, Jakub Sobieraj, Jakub Sleziak, Michał Szyszka, Marta Błażejewska, Kamila Łukańko, Pola Soczomska, Kinga Bodziony, Patryk Piotrowski

https://doi.org/10.3389/fpubh.2025.1734137

Źródlo: Komunikat Prasowy

Po raz pierwszy od wielu lat środowisko psychoterapeutów w Polsce występuje z tak szerokim i jednomyślnym stanowiskiem. 38 stowarzyszeń reprezentujących 70 procent środowiska podpisało wspólny apel do minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Jego sygnatariusze sprzeciwiają się wnioskowi o odwołanie dr. n. med. Łukasza Müldnera-Nieckowskiego, Konsultanta Krajowego w dziedzinie psychoterapii, oraz apelują o kontynuację rozpoczętych przez niego reform.

Autorzy pisma przypominają, że dr Müldner-Nieckowski – psychiatra, seksuolog, superwizor psychoterapii i naukowiec – jest osobą, która „dzięki swojej wysokiej kulturze osobistej, zdolności do dialogu i merytorycznej postawie dokonała przełomowych w historii polskiej psychoterapii osiągnięć”. Wśród nich wymieniają opracowanie programu specjalizacji z psychoterapii, powołanie Komisji ds. Inicjatyw Badawczych, wsparcie krajowej sieci badawczej oraz doprowadzenie do powstania pierwszej w historii Rady Sektorowej ds. zdrowia psychicznego przy PARP, która ma umożliwić uzyskanie 17 mln zł z KPO na kształcenie kadr w tym obszarze.

Podkreślają też, że Konsultant doprowadził do integracji pięciu głównych nurtów psychoterapeutycznych i przygotowania projektu ustawy o zawodzie psychoterapeuty. To właśnie ten dokument – opracowany wspólnie przez ponad stu ekspertów – ma wprowadzić zasady funkcjonowania zawodu zaufania publicznego, powołać samorząd zawodowy i zapewnić nadzór nad jakością kształcenia oraz bezpieczeństwem pacjentów. Ustawa ma także wprowadzić rejestr psychoterapeutów, ochronę tajemnicy zawodowej i odpowiedzialność dyscyplinarną – a przy tym zagwarantować równe traktowanie wszystkich uznanych podejść terapeutycznych.

W apelu czytamy, że od dwóch lat w środowisku nasilają się działania prowadzące do destabilizacji procesu reformy i prób dominacji jednej ze szkół – „ze strony jednego stowarzyszenia Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej”. Zdaniem autorów, wniosek o odwołanie konsultanta krajowego to przykład braku gotowości do współpracy i dialogu.

„Przerwanie pracy Konsultanta w środku tak istotnych, a zainicjowanych przez niego procesów byłoby niepowetowaną szkodą” – podkreślają. I dodają: „Krytycy nie mają na celu merytorycznych rozwiązań, a jedynie zablokowanie wprowadzenia ustawy o zawodzie psychoterapeuty i standardów szkolenia w psychoterapii, a „problemem” nie jest brak dialogu, czy pracy, lecz skuteczność Konsultanta.”

W dokumencie zwrócono też uwagę na próbę włączenia psychoterapii do ustawy o zawodzie psychologa, co – zdaniem autorów – doprowadziłoby do chaosu legislacyjnego i kompetencyjnego. „Dążenie części środowiska psychologów do wchłonięcia zawodu psychoterapeuty (…) wbrew wyrokowi NSA wprowadzi to chaos kompetencyjny i legislacyjny oraz w zakresie nadzoru – MZ vs MRPiPS” – ostrzegają psychoterapeuci. Podkreślają przy tym, że zawody psychoterapeuty, psychologa i psychiatry są w świetle prawa odrębne, a psychoterapia wymaga szczególnych kwalifikacji i nadzoru – co potwierdził wyrok NSA z 2020 roku.

Autorzy przypominają, że 80 procent psychoterapii w Polsce odbywa się w gabinetach prywatnych, bez systemowego nadzoru, a problemy ze zdrowiem psychicznym, w tym liczba prób samobójczych, gwałtownie rosną. „Regulacja zawodu psychoterapeuty nie może dłużej czekać. Przedłużanie tego procesu skutkuje bezpośrednim zagrożeniem dla życia i zdrowia pacjentów, szczególnie w gabinetach prywatnych” – napisali sygnatariusze.

Apel kończy się dwoma jednoznacznymi postulatami: podtrzymania poparcia dla Konsultanta Krajowego oraz pilnego wsparcia przez Ministerstwo Zdrowia prac nad ustawą o zawodzie psychoterapeuty. Projekt ten – jak przypominają autorzy – popiera 72% uczestników konsultacji społecznych, w tym 38 stowarzyszeń psychoterapeutów, 93 naukowców i klinicystów, w tym prof. de Barbaro, prof. Cierpiałkowska i prof. Zajenkowska, a także Polskie Towarzystwo Psychiatryczne.

To apel o stabilność i o dokończenie procesu, który po raz pierwszy od trzech dekad pozwolił zjednoczyć środowisko w obronie standardów i bezpieczeństwa pacjentów. Jak podkreślają autorzy – to nie spór o stanowisko, lecz o przyszłość psychoterapii w Polsce.

TREŚĆ APELU

Rosnące potrzeby w zakresie ochrony zdrowia psychicznego sprawiają, że coraz więcej osób szuka pomocy poza systemem publicznej opieki zdrowotnej. Niestety, część z nich trafia w ręce osób bez kwalifikacji, które podszywają się pod psychoterapeutów, psychologów czy uzdrowicieli. Skutki takich praktyk mogą być dramatyczne: pogłębienie zaburzeń, opóźnienie diagnostyki, a w skrajnych przypadkach – zagrożenie życia. Rzecznik Praw Pacjenta i eksperci ostrzegają przed „szarlatanami”, którzy wykorzystują ludzką bezradność i cierpienie.
„Korzystanie z usług ‘szarlatanów’, czyli osób podszywających się pod specjalistów zdrowia psychicznego bez odpowiednich kwalifikacji, niesie ze sobą poważne zagrożenia dla zdrowia psychicznego i fizycznego” – czytamy w oficjalnym komunikacie. Osoby bez wykształcenia medycznego mogą doprowadzić do zdecydowanego pogorszenia stanu pacjenta. Ich działania, zamiast łagodzić objawy depresji, lęków, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych czy psychotycznych, często je nasilają.

Zamiana pomocy w zagrożenie

Jednym z największych niebezpieczeństw wynikających z kontaktu z pseudoterapeutami jest opóźnienie właściwej diagnozy i leczenia. Pacjenci często przez długi czas nie trafiają do lekarza psychiatry lub wykwalifikowanego psychoterapeuty, a czasem zostają całkowicie zniechęceni do kontaktu z medycyną konwencjonalną. To może prowadzić do eskalacji objawów, stanów psychotycznych, a nawet prób samobójczych.

„Szarlatani bardzo często żerują na ludziach zdesperowanych, oferując im kosztowne ‘cudowne metody’ leczenia jak: pseudoterapie, ‘energetyczne oczyszczanie’, niezweryfikowane suplementy czy duchowe sesje” – ostrzegają eksperci. Zamiast wspierać proces zdrowienia, pogłębiają fałszywe przekonania o przyczynach choroby, np. mówiąc o „urokach”, „blokadach duchowych” czy „złych energiach”. Nierzadko izolują pacjenta od rodziny i otoczenia, wzmacniając swoją kontrolę i uzależniając chorego emocjonalnie i finansowo.

Brak regulacji, brak odpowiedzialności

Działalność osób oferujących niezweryfikowane „terapie” psychiczne nie podlega takim samym wymogom jak działalność lekarzy, psychoterapeutów czy psychologów. „Brak regulacji prawnych i etycznych ich działalności sprawia, że osoby takie nie przestrzegają zasad poufności, odpowiedzialności czy profesjonalizmu” – podkreślają autorzy ostrzeżenia. To oznacza, że w razie nadużyć nie obowiązują ich kodeksy etyczne, a pacjenci są pozbawieni jakiejkolwiek ochrony instytucjonalnej.

Jak się chronić? Po pierwsze – weryfikować kwalifikacje. „Psycholog czy psychoterapeuta powinien posiadać dyplom uczelni wyższej i certyfikat uznawanego towarzystwa zawodowego”. Warto unikać osób, które obiecują szybkie wyleczenie, odradzają kontakt z lekarzami lub krytykują całą medycynę. Rzetelny specjalista nigdy nie uzależni leczenia od światopoglądu pacjenta ani nie będzie go izolować od bliskich.

Gdzie szukać realnej pomocy

Rzecznik Praw Pacjenta udostępnił ogólnopolską listę organizacji wspierających osoby w kryzysie psychicznym. „Doświadczenie kryzysu psychicznego dotyka zazwyczaj nie tylko samego pacjenta, ale także jego rodziny i osób mu bliskich. Do Biura Rzecznika Praw Pacjenta wpływają zapytania, gdzie szukać pomocy psychiatrycznej. Oczywistym miejscem, gdzie taka pomoc jest udzielana są poradnie zdrowia psychicznego, centra zdrowia psychicznego, oddziały dzienne psychiatryczne oraz oddziały całodobowe” – wyjaśnia Bartłomiej Chmielowiec.

Lista dostępna na stronie internetowej Rzecznika zawiera dane kontaktowe do kilkuset organizacji z całej Polski – od fundacji i stowarzyszeń po grupy wsparcia prowadzone przez osoby z własnym doświadczeniem kryzysu psychicznego. „Często można spotkać tam nie tylko psychologów czy terapeutów, ale także osoby, które same przechodzą lub przechodziły proces zdrowienia i chcą podzielić się swoim doświadczeniem z innymi” – dodaje Chmielowiec.

Warto również pamiętać, że każda osoba przebywająca w szpitalu psychiatrycznym ma prawo skontaktować się z Rzecznikiem Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego. 

Współpraca z organizacjami – filar systemu

Rzecznik Praw Pacjenta aktywnie współpracuje z organizacjami pozarządowymi. „Współpraca z organizacjami pozarządowymi działającymi na rzecz pacjentów jest bardzo ważna dla Rzecznika Praw Pacjenta. Dzięki niej na początku roku powołał on Radę Organizacji Pacjentów, w ramach której utworzono m.in. Zespół ds. Psychiatrii i Neurologii”.

Udział organizacji społecznych, fundacji i grup samopomocy w systemie ochrony zdrowia psychicznego jest zresztą zapisany w ustawie z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego. Obok instytucji państwowych i samorządowych, to właśnie społeczeństwo obywatelskie ma istotną rolę do odegrania w zapewnianiu dostępu do leczenia i wsparcia.

Gdzie szukać pomocy?

Lista organizacji wspierających osoby w kryzysie psychicznym: www.gov.pl/web/rpp/lista-organizacji-obywatelskich-dzialajacych-na-rzecz-zdrowia-psychicznego
Rzecznik Praw Pacjenta Szpitala Psychiatrycznego: www.gov.pl/web/rpp/rzecznicy-praw-pacjenta-szpitala-psychiatrycznego

Źródło: RPP

Walentynki to nie tylko święto miłości, ale także dobra okazja, by zwrócić uwagę na zdrowie psychiczne. Mało kto pamięta, że święty Walenty jest również patronem osób chorujących psychicznie. Właśnie tego dnia opublikowany został raport na temat dostępności i motywacji Polaków do korzystania z psychoterapii. Badanie przeprowadzone na zlecenie Kliniki.pl, przez SW Research, pokazuje, że aż 22% dorosłych Polaków – czyli ponad 6,5 miliona osób – skorzystało z psychoterapii w ciągu ostatnich pięciu lat.
Dlaczego Polacy potrzebują psychoterapii?

Dane wskazują na rosnącą świadomość znaczenia zdrowia psychicznego, ale także na istotne bariery, które wciąż utrudniają dostęp do terapii. Najczęstszym powodem podjęcia psychoterapii były problemy emocjonalne. Na drugim miejscu znalazł się stres zawodowy, a na trzecim problemy rodzinne.

Psychoterapia nie tylko dla kobiet – mężczyźni coraz częściej szukają pomocy

Dane raportu pokazują wyraźne różnice między kobietami a mężczyznami, jeśli chodzi o powody korzystania z terapii:
– 65,2% kobiet wskazało problemy emocjonalne jako główną przyczynę podjęcia terapii, wśród mężczyzn było to 51,4%;
– 21% mężczyzn rozpoczęło terapię z powodu problemów rodzinnych – częściej niż kobiety (16,5%);
– stres zawodowy jako powód psychoterapii deklarowało 23,8% mężczyzn i 17,4% kobiet.

Raport obala więc stereotyp, że psychoterapia to temat wyłącznie kobiecy. Coraz więcej mężczyzn otwarcie mówi o swoich problemach emocjonalnych i szuka profesjonalnej pomocy. To istotna zmiana w postrzeganiu zdrowia psychicznego w Polsce.

Polacy potrzebują psychoterapii, ale brakuje im na to pieniędzy

„Blisko 3 miliony Polaków nie podjęło psychoterapii z powodu wysokich kosztów, a niemal 2 miliony z nich deklarują, że zdecydowaliby się na terapię, gdyby mieli wystarczające środki finansowe – na te dane zwraca uwagę Agnieszka Kędzierska-Strzępka, Kliniki.pl, współautorka raportu. – To liczby, które mogą zaskakiwać, ale i dawać nadzieję. Z jednej strony ukazują znaczącą skalę barier finansowych utrudniających dostęp do profesjonalnej pomocy psychologicznej osobom, które jej potrzebują. Z drugiej – wskazują, że psychoterapia przestaje być tematem tabu. Wśród tych, którzy skorzystaliby z niej, gdyby było ich na to stać, 69,2% stanowią kobiety, a 59,1% mężczyźni. To wyraźny sygnał, że troska o zdrowie psychiczne staje się istotnym zagadnieniem dla wszystkich Polaków, bez względu na płeć”.

Co na temat raportu mówią eksperci?

Dorota Minta, psycholog i ekspert ds. zdrowia psychicznego, podkreśla wagę problemu:
„1/5 Polaków sięgnęła po psychoterapię? To alarm i szansa! Alarm, bo stres, presja, samotność rosną. Szansa, bo szukamy wsparcia, świadomie dbamy o zdrowie psychiczne. Potrzebujemy więcej regulacji i dostępności – jakość przede wszystkim! Ciągle brakuje uporządkowania zasad świadczenia usług psychologicznych i psychoterapeutycznych, dających klientom gwarancję bezpieczeństwa i jakości. Niezmiernie ważne jest, aby osoby świadczące takie usługi gwarantowały działania oparte o badania naukowe i solidne, jasno określone wykształcenie”. 

Dr Iwona Kania, specjalista PR w ochronie zdrowia, dodaje:
„Raport Kliniki.pl dotyczący dostępności i motywacji do korzystania z psychoterapii w Polsce ujawnia istotne wyzwania w obszarze zdrowia psychicznego. Pozytywnym sygnałem jest to, że ponad jedna piąta badanych (22%) skorzystała z psychoterapii w ciągu ostatnich pięciu lat, co świadczy o rosnącej świadomości na temat jej znaczenia. Dostrzegam wielką wartość w poruszaniu tej tematyki i sprawianiu, iż psychoterapia zaczyna być traktowana jako element higieny życia zawodowego, nie jako kaprys. To pomoże rzeszom pacjentów walczyć o swój dobrostan i lepsze życie”.

Pełny raport do pobrania na stronie: raport_Polska_na_kozetce

źródło: Kliniki.pl

Co czwarty Polak przynajmniej raz w ciągu swojego życia zmaga się z poważnym kryzysem zdrowia psychicznego. Może więc on statystycznie dotyczyć każdej polskiej rodziny – przypomina Fundacja Pomagam.pl. Problemem jest wciąż niskie finansowanie wsparcia psychicznego i psychiatrycznego przez państwo oraz słaba wiedza o zdrowiu psychicznym. Organizacja zwraca uwagę, że świadomość problemu może uwolnić ogromny potencjał wzajemnego wsparcia.

– Zdrowie psychiczne dotyczy każdego z nas, nawet jeżeli nie bezpośrednio, to może dotyczyć członka rodziny, przyjaciela albo znajomego z pracy, dlatego tak ważne jest, żeby mówić głośno o tym problemie i nagłaśniać wyzwania, przed jakimi stoimy w kontekście zdrowia psychicznego – mówi agencji informacyjnej Newseria Natalia Zdrojewska, head of growth w Fundacji Pomagam.pl. 

Z raportu „Ważne słowa na P.” SWPS Innowacje dla Fundacji wynika, że problemy zdrowia psychicznego dotyczą lub będą dotyczyć w różnym stopniu 8,3 mln Polaków. Tak duża skala skłania do przyjrzenia się możliwościom leczenia i jego dostępności.  

– Możliwości leczenia są różne, w zależności od potrzeb. Najbardziej podstawową jest psychoterapia, ale również tutaj mówimy o schizofrenii i innych chorobach psychicznych, które mają inną, już medyczną formę leczenia. Natomiast w kwestii dostępności mamy do czynienia z procesem stomatologizacji zdrowia psychicznego [prywatyzacja usług terapeutycznych – red.], co jest alarmujące, ponieważ to sprawia, że nie każdy z nas może sobie pozwolić na zadbanie o swoje zdrowie psychiczne – zauważa Natalia Zdrojewska.

Z jednej strony mieszkańcy wsi, mniejszych miejscowości czy niektórych miast powiatowych napotykają geograficzną barierę, czyli brak specjalistów i ośrodków w najbliższej okolicy. Z drugiej strony istotną kwestią pozostaje dostępność finansowa, ponieważ leczenie zaburzeń wiąże się czasem z wieloletnią terapią, a jedna wizyta u specjalisty może kosztować nawet kilkaset złotych. Tutaj kluczowa jest regularność wizyt i ciągłość terapii. 

– W kwestii dostępności leczenia psychiatrycznego czy psychoterapii na NFZ cały czas mamy dużo do zrobienia. Średni czas oczekiwania na wizytę to jest 128 dni, ale to też w zależności od województw, bo w niektórych województwach czeka się nawet ponad 200 dni, a czasem pacjenci czekają nawet rok. A w zdrowiu psychicznym ważne jest działanie tu i teraz – podkreśla ekspertka Fundacji Pomagam.pl. 

Z danych przytaczanych w raporcie wynika, że w 2023 roku 355 460 osób skorzystało z finansowanej przez Narodowy Fundusz Zdrowia psychoterapii, uczestnicząc w nieco ponad 4 mln sesji terapeutycznych (średnio ok. 11 na pacjenta). Liczba sesji zwiększyła się o 69 proc. w stosunku do 2013 roku. Z kolei z konsultacji psychologicznych skorzystało 435 600 osób podczas 2,2 mln spotkań (wzrost o 145 proc. w porównaniu z 2013 rokiem). W 2023 roku wsparcie psychiatrów uzyskało 1,259 mln osób uczestniczących w 4,3 mln wizyt (spadek o około 3 proc. w stosunku do 2013 roku).

– Obecnie na zdrowie psychiatryczne jest przeznaczane 4,5 proc. ze środków publicznych na ochronę zdrowia. Środowisko domaga się, żeby w tym roku to był wzrost do 6 proc., a w następnym do 7 proc., więc tutaj mówimy o większym finansowaniu przede wszystkim. Ale też dużym wyzwaniem i najbardziej palącą potrzebą w najbliższym czasie to jest zapewnienie dobrej infrastruktury. Był pilotaż Centrów Zdrowia Psychicznego, który pokazał, że to działa. To jest właśnie wsparcie na poziomie lokalnym, ale w ramach systemu zdrowia państwowego, tak żeby każdy w swoim powiecie mógł się zgłosić do specjalisty i otrzymać niezbędną pomoc – zauważa Natalia Zdrojewska.

Jak wynika z danych Eurostatu, w 2022 roku w Polsce było 13,4 psychiatrów na 100 tys. mieszkańców. Daje nam to trzecie miejsce od końca wśród 24 krajów UE, dla których są dostępne dane. W Niemczech proporcja ta jest ponaddwukrotnie wyższa.

Jak wynika z obserwacji fundacji, w ostatnich latach świadomość społeczna na temat zdrowia psychicznego i zagrożeń związanych z jego brakiem znacząco wzrosła. W mediach i przestrzeni publicznej więcej jest informacji na ten temat, artykułów poradnikowych i wywiadów. Dzięki temu łatwiej rozpoznać niepokojące objawy, rozmawiać na ten temat czy podjąć kroki w kierunku leczenia.

– Dzięki temu osoby, które wcześniej nawet zmagały się z tym problemem, teraz zaczynają szukać pomocy. Natomiast jeżeli chodzi o finansowanie świadczeń i infrastrukturę, ona cały czas goni te potrzeby, dlatego ważne jest, żeby finansować zdrowie psychiczne – podkreśla ekspertka.

W serwisie Pomagam.pl pojawia się coraz więcej zbiórek związanych ze wsparciem osób zmagających się z chorobami na tle psychicznym. Twórcy portalu mówią nawet o gwałtownym wzroście, odnotowanym w ostatnich latach. W 2016 roku hasła powiązane ze słowem „psychiatria” pojawiały się w 1 na 400 zbiórek, w 2023 roku – w 1 na 85.

– Od 2016 do 2023 roku dla frazy „psychoterapia” to jest wzrost o prawie 500 proc. Tutaj mówimy o wszystkich zbiórkach na leczenie, na psychoterapię. Warto zauważyć, że często osoby, które zmagają się z innymi chorobami, też fizycznymi, albo ich bliscy również zbierają na psychoterapię – mówi ekspertka Fundacji Pomagam.pl.

Jak podkreślają przedstawiciele fundacji, założenie zbiórki na ten cel często oznacza już sytuację głębokiego kryzysu. Chorzy i ich rodziny często najpierw sprzedają to, co mają cennego, zapożyczają się w bankach i u znajomych, a dopiero w kolejnym kroku decydują się prosić o pomoc innych. Eksperci wskazują, że takiej postawie nie ma się co dziwić. Mimo rosnącej świadomości społecznej osoby w kryzysie zdrowia psychicznego wciąż zmagają się ze stygmatyzacją. Zgodnie z przytaczanymi w raporcie „Ważne słowa na P.” danymi z ogólnopolskiego badania EZOP II znacząca większość respondentów sprzeciwia się temu, by osoba, która chorowała psychiczne i leczyła się w szpitalu psychiatrycznym, była opiekunką (89,6 proc.) lub nauczycielem ich dziecka (86,9 proc.), ich lekarzem (84 proc.) lub częścią rodziny, np. synową czy zięciem (81,3 proc.).

źródło: newseria