Medicalpress
To było 39 lat temu, 5 listopada – Serce zostało wycięte, a w klatce piersiowej pojawiła się ogromna, pusta przestrzeń, ponieważ serce pacjenta było przerośnięte, a serce dawcy mniejsze. Wydawało mi się wtedy, że to już nieodwracalny stan – nie można przecież wszczepić z powrotem wyciętego serca  – prof. Andrzej Bochenek wspomina pierwszy, udany przeszczep serca, który zapisał się na kartach historii medycyny.
5 listopada 1985 roku, pomimo sceptycyzmu środowiska medycznego i licznych przeszkód, prof. Zbigniew Religa, wraz z młodymi wtedy doktorami: prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą, przeprowadzili pierwszy udany przeszczep serca w Polsce. Operacja miała miejsce w Zabrzu. Pierwszy w Polsce udany przeszczep serca jest uważany za przełom w kardiochirurgii. Dla chorych z ciężkim i nieodwracalnym uszkodzeniem serca transplantacja tego organu to szansa na nowe życie. O wspomnieniach mówi prof. Andrzej Bochenek, obecnie konsultant ds. kardiochirurgii American Heart of Poland.

– To medyczne osiągnięcie na skalę europejską było zasługą nie tylko odpowiednich kompetencji Zbigniewa Religi, ale również wymagało szczególnej odwagi i determinacji, a profesor Religa zdawał sobie sprawę z ogromnej odpowiedzialności, jaką ponosił nie tylko wobec pacjentów i ich rodzin, ale także w stosunku do środowiska chirurgów – mówi prof. Andrzej Bochenek. Wybitny kardiochirurg wspomina, że choć pacjent nie żył długo po przeszczepie, to wydarzenie miało ogromne znaczenie dla przyszłości kardiochirurgii w Polsce.

Kluczowy podczas przeszczepu był zdrowy organ od dawcy
Tym pacjentem był 62-letni rolnik z Krzepic, cierpiący na zaawansowaną niewydolność serca. W chwili, gdy stan jego zdrowia stał się krytyczny z powodu ciężkiej choroby serca, transplantacja serca wydawała się jedynym ratunkiem. Jednak w Polsce, w tamtych czasach, procedura ta była niemal niemożliwa do przeprowadzenia. Po pierwsze dawca musiał być osobą stosunkowo młodą, ze zdrowym sercem, i w tamtych czasach uzyskanie zgody na pobranie organu od dawcy stanowiło duże wyzwanie.  Chociaż pojęcie śmierci mózgowej było już wówczas znane, to nie było powszechnie akceptowane wśród lekarzy, budziło wątpliwości natury etycznej. Dawcą podczas pierwszego udanego przeszczepu serca był młody mężczyzna, u którego po wypadku samochodowym stwierdzono właśnie śmierć mózgu.

Dawca leżał w jednej sali operacyjnej, w drugiej sali był biorca.
Pamiętam, że pogoda tego dnia była wredna, była mżawka, ale wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc, że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Każdy z nas miał swój udział w operacji – należało otworzyć klatkę piersiową, skaniulować tętnice i żyły oraz podłączyć pacjenta do krążenia pozaustrojowego. Ja stałem przy stole operacyjnym, gdzie leżał biorca, w międzyczasie profesor Religa i profesor Marian Zembala wycięli serce i weszli na salę operacyjną. Wtedy zamieniliśmy się miejscami. Byłem także pod wielkim wrażeniem tego, co robił pan profesor Religa, bo on chyba jako jedyny z naszego zespołu był tak naprawdę przygotowany technicznie – wiedział jak to robić – mówi profesor Andrzej Bochenek, American Heart of Poland.

Serce zaczęło bić, nerki zaczęły działać
– Profesor Religa przeprowadził ten zabieg z niezwykłą precyzją i spokojem. Operacja przeszczepienia serca trwała wiele godzin, przebiegła bez krwawienia. Serce zaczęło bić, nerki zaczęły działać, a pacjent został przeniesiony na salę pooperacyjną. Wszyscy odczuwaliśmy ogromną radość. W tamtej chwili wydawało się, że osiągnęliśmy status specjalistów w dziedzinie transplantologii, a tak naprawdę przed nami wciąż była długa droga – wspomina profesor Bochenek. Dziś, z perspektywy czasu, gdy opowiadamy o tych wydarzeniach młodym kardiochirurgom, traktujemy je niemal jak legendy o dinozaurach. Jednak patrząc na to z tej perspektywy, wcale nie są to czasy tak odległe, przecież pierwszy przeszczep serca miał miejsce w 1985 roku – mówi profesor.

W latach osiemdziesiątych szanse powodzenia takiej operacji wynosiły zaledwie 50 procent. 
– Ten pierwszy przeszczep na zawsze pozostanie w mojej pamięci jako niezwykłe wydarzenie oraz zacięta walka o przetrwanie pacjenta. Pacjent przeżył, ale niestety pojawiły się powikłania – uszkodzone nerki i układ odpornościowy, a także problemy z krzepnięciem krwi. Ostatecznie te komplikacje doprowadziły do śmierci chorego. Nie posiadaliśmy jeszcze pełnej wiedzy na temat leków immunosupresyjnych, a zastosowanie ich było niezbędne, aby zapobiec odrzuceniu przeszczepu przez organizm biorcy. Ponadto pacjent był skierowany na transplantację zbyt późno, dziś takich pacjentów przygotowujemy wcześniej, korzystając z pomp wspomagających serce.  Mimo tego sam zabieg uznano za udany, a na jego podstawie wyciągnęliśmy wiele wniosków, które pomogły nam unikać podobnych powikłań podczas kolejnych zabiegów – podkreśla kardiochirurg.

Rozwój transplantologii serca w Polsce
– Era transplantologii w Polsce zaczęła się 39 lat temu i trzeba powiedzieć, że ojcem tej transplantologii serca na pewno jest pan profesor Religa. Dzisiaj żyjemy w kraju, który może nie jest liderem w ilości wykonywanych transplantacji, ale wykonujemy tych transplantacji w granicach 200, czasami 220 rocznie – to jest już bardzo dużo. Postęp jest kolosalny i ja mogę powiedzieć tylko jedno: cieszę się, że dożyłem tego, że to stał się normalny zabieg w naszej kardiochirurgii. To właśnie 5 listopada 1985 roku to wydarzenie otworzyło nowe perspektywy w dziedzinie kardiochirurgii– podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

Pierwszą transplantację serca w Polsce przeprowadził prof. Jan Moll już w 1969 roku, natomiast pierwszą udaną profesor Zbigniew Religa.
Najdłużej żyjącym w Polsce pacjentem po przeszczepie serca był Tadeusz Żytkiewicz, nauczyciel historii. Pana Tadeusza operował profesor Religa w 1987 roku, z przeszczepionym sercem przeżył 30 lat. Zmarł w wieku 91 lat, w 2017 roku.

źródło: AHOP

W obszarze niewydolności serca trwa nieustanny postęp diagnostyczny i terapeutyczny. Program tegorocznej Konferencji Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (ANS PTK) uwzględnia szerokie spektrum zagadnień, od profilaktyki niewydolności serca do przeszczepu serca, jak również teleopiekę, opiekę koordynowaną w POZ oraz nowości z Kongresu HFA ESC, który odbył się w Pradze w maju 2023 roku. Doroczne spotkanie naukowe przedstawicieli różnych zawodów medycznych uczestniczących w diagnostyce i terapii niewydolności serca odbędzie się w dniach 16-17 czerwca w Łodzi.

Ostatni rok przyniósł przełomy kliniczne i nowe dobre wiadomości w obszarze systemowej diagnostyki i terapii niewydolności serca. Doniesienia zostaną przedstawione przez ekspertów z wiodących ośrodków kardiologicznych w Polsce. Atrakcyjny program naukowy tegorocznej Konferencji Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego obejmie zagadnienia takie jak: profilaktyka pierwotna i wtórna niewydolności serca, diagnostyka, farmakoterapia, leczenie inwazyjne przezskórne/chirurgiczne, elektroterapia, problematyka ostrej i zaawansowanej niewydolności serca, w tym mechanicznego wspomagania krążenia i transplantacji serca oraz teleopieka – mówi prof. dr hab. n. med. Małgorzata Lelonek, kierownik Zakładu Kardiologii Nieinwazyjnej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego i dodaje:
W sesji badań platformy naukowej PTK zaprezentowane zostaną badania: POL-HF oraz Myocarditis-PL. Przedstawimy również nowości z Kongresu HFA ESC, który odbył się w Pradze w dniach 20-23 maja 2023 roku. Mamy nadzieję, że nasza Konferencja będzie miejscem spotkania lekarzy (nie tylko kardiologów), pielęgniarek, fizjoterapeutów, psychologów – wszystkich, którzy uczestniczą w procesie diagnostyczno-terapeutycznym pacjenta z niewydolnością serca.
Tegoroczna Konferencja ANS PTK, podobnie jak w poprzednim roku, odbędzie się w Łodzi. 

Program, rejestracja i więcej informacji o wydarzeniu są dostępne pod adresem: 
https://konferencja.niewydolnosc-serca.pl

źródło: PTK

To pierwszy przypadek, kiedy zespół transplantacyjny z Polski pojechał po serce do przeszczepu poza granicę kraju. Pobrania dokonano w jednym ze szpitali na terenie Republiki Czeskiej. Transplantację przeprowadzono w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Nowe serce otrzymał 46-letni Marcin z województwa świętokrzyskiego z ciężką niewydolnością serca, który został wpisany na Krajową Listę Oczekujących w 2017 roku.

Pacjent wymagał mechanicznego wspomagania krążenia, które umożliwiło mu doczekanie do transplantacji. W ostatnich miesiącach konieczne były również hospitalizacje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Operacja była możliwa dzięki współpracy koordynatorów transplantacyjnych z Zabrza oraz dr Anny Pszenny z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant.

Zgłoszenie dawcy z Czech umożliwiło uratowanie życia pacjenta. Pobrania serca do przeszczepu dokonał zespół z Zabrza. Dzięki pomocy czeskiej policji, organ udało się przetransportować do granicy z Polską a następnie do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie zespół docenta Tomasza Hrapkowicza wykonał operację transplantacji serca.

– Operacja przeszła planowo, bez niespodzianek. W tej chwili pacjent jest pacjentem rehabilitującym, siedzącym, dobrze rokującym na przyszłość – mówi dr hab. n. med. Tomasz Hrapkowicz.

W wyjątkowej akcji pobrania serca uczestniczyli: chirurg pobierający dr Piotr Pasek, ocenę echograficzną serca wykonał dr Tomasz Niklewski, pielęgniarz anestezjologiczny Krzysztof Tkocz, który jest również koordynatorem transplantacyjnym w SCCS, pielęgniarka instrumentacji Danuta Tichy, kierowca Marian Miller, koordynację przeprowadziła mgr Bogumiła Król – koordynator transplantacyjny.

– Mamy nadzieję, że to milowy krok w rozwoju polskich programów transplantacyjnych. Obecnie, kiedy mamy w kraju już siedem ośrodków transplantacji serca, musimy szukać nowych rozwiązań w dziedzinie donacji narządów do transplantacji – mówi Bogumiła Król, kierownik biura koordynacji transplantacji w Śląskiem Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu jest liderem w dziedzinie transplantologii w Polsce. Tylko w 2022 roku w placówce przeprowadzono 101 transplantacji płuc i serc. 

źrodło: SCCS
foto: SCCS

To pierwszy przypadek, kiedy zespół transplantacyjny z Polski pojechał po serce do przeszczepu poza granicę kraju. Pobrania dokonano w jednym ze szpitali na terenie Republiki Czeskiej. Transplantację przeprowadzono w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Nowe serce otrzymał 46-letni Marcin z województwa świętokrzyskiego z ciężką niewydolnością serca, który został wpisany na Krajową Listę Oczekujących w 2017 roku.

Pacjent wymagał mechanicznego wspomagania krążenia, które umożliwiło mu doczekanie do transplantacji. W ostatnich miesiącach konieczne były również hospitalizacje w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Operacja była możliwa dzięki współpracy koordynatorów transplantacyjnych z Zabrza oraz dr Anny Pszenny z Centrum Organizacyjno-Koordynacyjnego ds. Transplantacji Poltransplant.

Zgłoszenie dawcy z Czech umożliwiło uratowanie życia pacjenta. Pobrania serca do przeszczepu dokonał zespół z Zabrza. Dzięki pomocy czeskiej policji, organ udało się przetransportować do granicy z Polską a następnie do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu, gdzie zespół docenta Tomasza Hrapkowicza wykonał operację transplantacji serca.

– Operacja przeszła planowo, bez niespodzianek. W tej chwili pacjent jest pacjentem rehabilitującym, siedzącym, dobrze rokującym na przyszłość – mówi dr hab. n. med. Tomasz Hrapkowicz.

W wyjątkowej akcji pobrania serca uczestniczyli: chirurg pobierający dr Piotr Pasek, ocenę echograficzną serca wykonał dr Tomasz Niklewski, pielęgniarz anestezjologiczny Krzysztof Tkocz, który jest również koordynatorem transplantacyjnym w SCCS, pielęgniarka instrumentacji Danuta Tichy, kierowca Marian Miller, koordynację przeprowadziła mgr Bogumiła Król – koordynator transplantacyjny.

– Mamy nadzieję, że to milowy krok w rozwoju polskich programów transplantacyjnych. Obecnie, kiedy mamy w kraju już siedem ośrodków transplantacji serca, musimy szukać nowych rozwiązań w dziedzinie donacji narządów do transplantacji – mówi Bogumiła Król, kierownik biura koordynacji transplantacji w Śląskiem Centrum Chorób Serca w Zabrzu.

Śląskie Centrum Chorób Serca w Zabrzu jest liderem w dziedzinie transplantologii w Polsce. Tylko w 2022 roku w placówce przeprowadzono 101 transplantacji płuc i serc. 

źrodło: SCCS
foto: SCCS

Lekarze Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (UCK WUM) przeszczepili po raz pierwszy w swojej placówce serce u dziecka. Lena czekała na nie cztery lata. „Mnie się uda, ja poczekam” – mówiła, oczekując na operację.
Lena 28 grudnia 2022 roku skończyła 10 lat i tego dnia przejeżdżała już z sali pooperacyjnej na oddział kardiologiczny. Choroba odebrała jej dzieciństwo, ale teraz chce wszystko pomału nadrobić – podróżować, zacząć chodzić normalnie do szkoły jak inne dzieci. Jej stan, jak oceniają lekarze, jest bardzo dobry.

„Zawsze była dziewczynką pozytywnie nastawioną do życia. Gdy mówiliśmy o trudnościach, o tym, co się będzie działo później, zawsze mówiła: mnie się uda, ja poczekam” – zaznaczyła prof. Bożena Werner, kierownik Kliniki Kardiologii Wieku Dziecięcego i Pediatrii Ogólnej, która opiekuje się Leną. Dodała, że dziewczynkę już po sześciu dniach po przeszczepie przeniesiono na oddział kardiologiczny. Teraz poddawana jest intensywnemu leczeniu immunosupresyjnemu, które trwa zazwyczaj około jednego miesiąca. Potem przez pół roku Lena pozostanie w domu. Wykonano też już pierwszą biopsję, która dała bardzo dobry wynik, niedługo kolejna.

„To jest droga dla pacjentów, dla których nie ma już innej możliwości, bo serce jest już tak uszkodzone, że leczyć się nie da ani naprawiać. To są pacjenci, którzy bez tego typu leczenia nie mieliby przyszłości. A Lenka, myślę, ma przed sobą znakomitą przyszłość” – podsumowała prof. Werner.

Warto czekać i mieć nadzieję

Mama Leny – Weronika Krakowiak w czasie konferencji prasowej – wyjaśniła, że okres oczekiwania na przeszczep był bardzo trudny. Jej córka wskutek choroby – kardiomiopatii restrykcyjnej, na którą zachorowała kilka lat temu – miała wiele powikłań, przeszła udar mózgu, była słaba, ale walczyła i cierpliwie czekała.

„Lenka musiała zapomnieć, że jest małym dzieckiem, ale na pewno wszystko nadrobimy” – zapewniła. Dodała, że teraz jej córka będzie mogła spełnić swoje marzenie, by podróżować. Czekając na dawcę musiały, w ciągu tych wszystkich lat, być ciągle gotowe, bo telefon mógł zadzwonić w każdej chwili. I tak się stało tuż przed Wigilią. Lena nie zdążyła już ubrać choinki. Bardzo nie chciała spędzać świąt w szpitalu.

„Gdy zadzwonił telefon pojawiła się radość, ale też sporo strachu. Pomimo tego, że czekałyśmy cztery lata, to i tak było to duże zaskoczenie. Nie byłyśmy tak naprawdę na to gotowe” – przywołuje tamte chwile mama Leny.

Sama młoda pacjentka ma nadzieję, że teraz będzie miała więcej siły, a przede wszystkim zdrowe serce. Czeka aż będzie mogła pójść na spacer do lasu, podróżować. Jak podkreśliła, choroba odebrała jej jazdę konną, gorzej też się czuła.

„Wolałam leżeć i nic nie robić. Teraz mam większe zapotrzebowanie na energiczne zabawy. Pójdę do szkoły. Będę mogła być normalnym dzieckiem. Wcześniej nie chodziłam do szkoły. Bolała mnie głowa” – podkreśliła Lena. Dodała, że chciałaby zostać kardiologiem i pomagać.

Równocześnie wyraziła też nadzieję, że informacja o jej przeszczepie serca pójdzie w świat i „wszyscy się o tym dowiedzą”.

Podziękowała bardzo rodzinie dawcy

„Jestem niezmiernie wdzięczna za ten dar – mówiła. Jej mama zaś dodała, że ma ogromny szacunek dla rodziców, którzy decydują się na przekazanie narządów swoich zmarłych dzieci. – To bardzo trudna decyzja dla rodziców, ale wierzę – podkreśliła mama Leny – że mają świadomość, że zostawiają na tym świecie cząstkę swego dziecka”.

„Warto czekać i mieć nadzieję. Nadzieja umiera ostatnia. Budząc się rano przez ostatni rok zastanawiałam się, czy doczekamy, bo było już źle” – wspomina.

Przeszczep był jedyną szansą

Dziewczynka zachorowała na kardiomiopatię restrykcyjną kilka lat temu. Jest to najrzadsza z trzech rodzajów kardiomiopatii. Rytm serca i jego kurczliwość mogą być w normie, ale sztywne ściany jam serca (przedsionki i komory) uniemożliwiają właściwe napełnianie. Z tego powodu przepływ krwi jest zmniejszony i mniejsza objętość krwi napełnia komory. Z czasem u pacjentów dochodzi do niewydolności serca. Jedyną szansą na życie jest przeszczep.

Tylko 10 serc w Polsce u dzieci zaczyna na nowo bić

W Polsce wykonuje się zaledwie 10 przeszczepów rocznie u dzieci.

„W czterdziestomilionowym kraju to kropla w morzu potrzeb” – podkreślił prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM, który przeprowadził przeszczep serca u Leny 23 grudnia 2022 roku.

Przed transplantologią zatem spore wyzwanie. Brakuje dawców, dlatego wielu pacjentów musi umrzeć.

„Lenka przeżyła, ale koleżanka Lenki nie przeżyła, ponieważ taki dawca się nie trafił” – zaznaczył kardiochirurg. Zwrócił uwagę, że takie małe serca są potrzebne.

„Często prawdziwym wyzwaniem jest rozmowa z rodzicami zmarłych dzieci. My, lekarze transplantolodzy, musimy zrobić wszystko, by tych narządów do przeszczepów było jak najwięcej” – podkreślił profesor.

Źródło: Serwis Zdrowie
foto: WUM

Lekarze Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (UCK WUM) przeszczepili po raz pierwszy w swojej placówce serce u dziecka. Lena czekała na nie cztery lata. „Mnie się uda, ja poczekam” – mówiła, oczekując na operację.
Lena 28 grudnia 2022 roku skończyła 10 lat i tego dnia przejeżdżała już z sali pooperacyjnej na oddział kardiologiczny. Choroba odebrała jej dzieciństwo, ale teraz chce wszystko pomału nadrobić – podróżować, zacząć chodzić normalnie do szkoły jak inne dzieci. Jej stan, jak oceniają lekarze, jest bardzo dobry.

„Zawsze była dziewczynką pozytywnie nastawioną do życia. Gdy mówiliśmy o trudnościach, o tym, co się będzie działo później, zawsze mówiła: mnie się uda, ja poczekam” – zaznaczyła prof. Bożena Werner, kierownik Kliniki Kardiologii Wieku Dziecięcego i Pediatrii Ogólnej, która opiekuje się Leną. Dodała, że dziewczynkę już po sześciu dniach po przeszczepie przeniesiono na oddział kardiologiczny. Teraz poddawana jest intensywnemu leczeniu immunosupresyjnemu, które trwa zazwyczaj około jednego miesiąca. Potem przez pół roku Lena pozostanie w domu. Wykonano też już pierwszą biopsję, która dała bardzo dobry wynik, niedługo kolejna.

„To jest droga dla pacjentów, dla których nie ma już innej możliwości, bo serce jest już tak uszkodzone, że leczyć się nie da ani naprawiać. To są pacjenci, którzy bez tego typu leczenia nie mieliby przyszłości. A Lenka, myślę, ma przed sobą znakomitą przyszłość” – podsumowała prof. Werner.

Warto czekać i mieć nadzieję

Mama Leny – Weronika Krakowiak w czasie konferencji prasowej – wyjaśniła, że okres oczekiwania na przeszczep był bardzo trudny. Jej córka wskutek choroby – kardiomiopatii restrykcyjnej, na którą zachorowała kilka lat temu – miała wiele powikłań, przeszła udar mózgu, była słaba, ale walczyła i cierpliwie czekała.

„Lenka musiała zapomnieć, że jest małym dzieckiem, ale na pewno wszystko nadrobimy” – zapewniła. Dodała, że teraz jej córka będzie mogła spełnić swoje marzenie, by podróżować. Czekając na dawcę musiały, w ciągu tych wszystkich lat, być ciągle gotowe, bo telefon mógł zadzwonić w każdej chwili. I tak się stało tuż przed Wigilią. Lena nie zdążyła już ubrać choinki. Bardzo nie chciała spędzać świąt w szpitalu.

„Gdy zadzwonił telefon pojawiła się radość, ale też sporo strachu. Pomimo tego, że czekałyśmy cztery lata, to i tak było to duże zaskoczenie. Nie byłyśmy tak naprawdę na to gotowe” – przywołuje tamte chwile mama Leny.

Sama młoda pacjentka ma nadzieję, że teraz będzie miała więcej siły, a przede wszystkim zdrowe serce. Czeka aż będzie mogła pójść na spacer do lasu, podróżować. Jak podkreśliła, choroba odebrała jej jazdę konną, gorzej też się czuła.

„Wolałam leżeć i nic nie robić. Teraz mam większe zapotrzebowanie na energiczne zabawy. Pójdę do szkoły. Będę mogła być normalnym dzieckiem. Wcześniej nie chodziłam do szkoły. Bolała mnie głowa” – podkreśliła Lena. Dodała, że chciałaby zostać kardiologiem i pomagać.

Równocześnie wyraziła też nadzieję, że informacja o jej przeszczepie serca pójdzie w świat i „wszyscy się o tym dowiedzą”.

Podziękowała bardzo rodzinie dawcy

„Jestem niezmiernie wdzięczna za ten dar – mówiła. Jej mama zaś dodała, że ma ogromny szacunek dla rodziców, którzy decydują się na przekazanie narządów swoich zmarłych dzieci. – To bardzo trudna decyzja dla rodziców, ale wierzę – podkreśliła mama Leny – że mają świadomość, że zostawiają na tym świecie cząstkę swego dziecka”.

„Warto czekać i mieć nadzieję. Nadzieja umiera ostatnia. Budząc się rano przez ostatni rok zastanawiałam się, czy doczekamy, bo było już źle” – wspomina.

Przeszczep był jedyną szansą

Dziewczynka zachorowała na kardiomiopatię restrykcyjną kilka lat temu. Jest to najrzadsza z trzech rodzajów kardiomiopatii. Rytm serca i jego kurczliwość mogą być w normie, ale sztywne ściany jam serca (przedsionki i komory) uniemożliwiają właściwe napełnianie. Z tego powodu przepływ krwi jest zmniejszony i mniejsza objętość krwi napełnia komory. Z czasem u pacjentów dochodzi do niewydolności serca. Jedyną szansą na życie jest przeszczep.

Tylko 10 serc w Polsce u dzieci zaczyna na nowo bić

W Polsce wykonuje się zaledwie 10 przeszczepów rocznie u dzieci.

„W czterdziestomilionowym kraju to kropla w morzu potrzeb” – podkreślił prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Chirurgii Serca, Klatki Piersiowej i Transplantologii UCK WUM, który przeprowadził przeszczep serca u Leny 23 grudnia 2022 roku.

Przed transplantologią zatem spore wyzwanie. Brakuje dawców, dlatego wielu pacjentów musi umrzeć.

„Lenka przeżyła, ale koleżanka Lenki nie przeżyła, ponieważ taki dawca się nie trafił” – zaznaczył kardiochirurg. Zwrócił uwagę, że takie małe serca są potrzebne.

„Często prawdziwym wyzwaniem jest rozmowa z rodzicami zmarłych dzieci. My, lekarze transplantolodzy, musimy zrobić wszystko, by tych narządów do przeszczepów było jak najwięcej” – podkreślił profesor.

Źródło: Serwis Zdrowie
foto: WUM

5 listopada 1985 roku, wbrew dezaprobacie środowiska medycznego, w obliczu niezliczonych przeszkód, prof. Zbigniew Religa wraz z prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. Był to wielki sukces i przełom medycyny. Ten wyjątkowy dzień wspomina prof. dr hab. n. med. Andrzej Bochenek, który obecnie jest konsultantem ds. kardiochirurgii Grupy American Heart of Poland.
Pierwszy pacjent, u którego przeszczepiono serce w Zabrzu był rolnikiem z Krzepic i miał krańcową postać niewydolności serca. Dawcą był młody mężczyzna, u którego na skutek wypadku samochodowego stwierdzono śmierć mózgu.

– Pamiętam, jak wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Czy byliśmy przygotowani? Wydaje mi się, że tak – na tyle, na ile można było być przygotowanym 37 lat temu, bez możliwości dostępu do nowoczesnej telekomunikacji, do internetu, do źródeł wiadomości, które obecnie pojawiają się natychmiast. Najbardziej z nas wszystkich był przygotowany oczywiście Zbigniew Religa, a my wszyscy staraliśmy się doczepić do tego „pędzącego pociągu”, którym był Pan Profesor – wspomina Andrzej Bochenek, konsultant ds. kardiochirurgii, współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
– Dzień był równie ponury jak dzisiaj. Za oknem była mżawka, ale entuzjazm, który był na salach operacyjnych, nie pozwalał na to, żeby zastanawiać się, jaka jest pogoda. Dawca był na jednej sali operacyjnej, na drugiej sali był odbiorca. Marian Zembala razem z prof. Religią przygotowywali serce do pobrania dawcy, ja byłem przy stole operacyjnym, gdzie leżał jego biorca. Do każdego z nas należała jakaś część tej operacji. Trzeba było otworzyć klatkę, skalibrować tętnice, żyły, podłączyć chorego do krążenia pozaustrojowego. W międzyczasie profesor Religa z Marianem Zembalą wycięli serce i pojawili się na sali operacyjnej. Zamieniliśmy się i ja asystowałem panu profesorowi do tego pierwszego przeszczepu. Oczywiście Marian Zembala też był razem z nami – mówi.
 
 – Pamiętam, pod jak ogromnym wrażeniem byłem całej sytuacji. Serce zostało wycięte i pojawiła się taka pusta jama w klatce piersiowej, bardzo duża, bo serce pacjenta było przerośnięte i niewydolne, a serce dawcy mniejsze. I zastanawiałem się, co my zrobimy, jeżeli nie uda się tego serca przeszczepić? Tutaj sytuacja była zero-jedynkowa – tego zniszczonego serca nie można by już było przecież wszczepić z powrotem. Trzeba było zrobić wszystko, żeby wszczepić nowe serce. I muszę powiedzieć, że pod największym wrażeniem byłem obserwując profesora, który z wielką precyzją i bez niepotrzebnego stresu idealnie wykonał ten zabieg. Nie było krwawienia operacyjnego. Po pewnym czasie serce zaczęło bić, nerki zaczęły pracować i chory został przewieziony na salę pooperacyjną. Entuzjazm był bardzo wielki. W tym momencie wydawało nam się, że już jesteśmy znawcami od transplantologii. Ale w rzeczywistości to była jeszcze bardzo długa droga – zaznacza profesor.
 
 – Niestety, pacjent był w bardzo złym stanie – nie z uwagi na serce, ale zniszczone nerki i układ odpornościowy. To spowodowało, że bardzo szybko pojawiły się powikłania. Nie mieliśmy jeszcze także pełnej wiedzy dotyczącej leków represyjnych. Oznaczanie preparatów represyjnych było bardzo utrudnione. Preparat trzeba by odwieźć do Warszawy, do jedynego chyba ośrodka w Polsce, który potrafił je oznaczać. To powodowało bardzo wiele problemów. Zbyt duże dawki cukru mogły powodować niewydolność nerek, zbyt małe mogły powodować odrzut. – tłumaczy Andrzej Bochenek.
 
– Dlatego ten pierwszy przeszczep pamiętam jako wielkie wydarzenie, ale też jako wielką walkę o to, by chory przeżył. To nie było takie proste, szczególnie w tamtych czasach, kiedy były np. problemy z dostępnością do krwi. Pamiętam, że niezwykle pomagała nam wtedy jednostka wojskowa, która znajdowała się w Zabrzu i żołnierze masowo przychodzili oddawać krew, żeby ratować chorych. Nie schodziliśmy z dyżurów czasami przez parę dni. Z perspektywy czasu myślę, że na pewno powodowało to różne stresy nie tylko u nas, ale też w rodzinie. Ale wówczas robiliśmy to z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo byliśmy pełni zapału. Bo prof. Religa stwarzał takie wrażenie, że jeżeli te rzeczy nam się udadzą, to wkrótce my sami będziemy robili przeszczepy, to my będziemy przewodzić takim operacjom. To było niezwykle zachęcające dla młodych ludzi i pokazuje, jakim niezwykłym liderem był prof. Religa. Nie tylko sam bardzo ciężko pracował, potrafił też zachęcić ludzi, by pracowali razem z nim. – dodaje.
 
Jak podkreśla prof. Andrzej Bochenek, dzisiaj sytuacja w transplantologii zmieniła się diametralnie. Transplantacja stała się niemalże rutynową operacją. W samym tylko Zabrzu poziom wykonanych transplantacji można mierzyć w setkach, a może nawet tysiącach. Oczywiście są to nie tylko przeszczepy serca.

 – Kolejnym etapem, który także rozpoczęliśmy, był przeszczep płuc. Tym co obecnie stanowi największą przeszkodę dla transplantacji jest dostępność organów. Nie dotyczy to tylko Polski, ale całego świata. Dlatego intensywnie pracuje się nad metodami mechanicznego wspomagania. Takie badania rozpoczęliśmy również w Zabrzu. Pierwsze urządzenia do wspomagania, produkowane przez Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, wielu pacjentom uratowały życie –  dzięki nim chory może doczekać do momentu, gdy pojawi się dawca i wykona się transplantację serca. Coraz częściej mówi się już o tym, że pewne urządzenia będą tzw. terapią docelową, czyli że wszczepienie niewielki maszynki wspomagającej serce może doprowadzić do tego, że pacjent wróci do normalnego życia – mówi współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
 – I to wszystko zaczęło się 37 lat temu. Pamiętam jak pierwszy raz pojawiłem się w gabinecie profesora, gdy wróciłem z Anglii. Powiedział wtedy: dobrze, że wróciłeś, bo są nam potrzebni tacy ludzie. Będziemy przeszczepiać serca, będziemy tworzyć urządzenia do wspomagania serca. Popatrzyłem się na profesora, na brudne wtedy jeszcze mury starego szpitala na Curie-Skłodowskiej i budującego się szpitala w Śląskim Ośrodku Kardiologii i pomyślałem sobie co to –  za przeproszeniem –za fantasta i wariat? W Polsce jeszcze nie robi się wystarczającej liczby operacji bypassów i zastawek, a on mi mówi o przeszczepach serca i urządzeniach do wspomagania?! Czas pokazał, że nie miałem wtedy racji. I do dzisiaj uważam, że tacy ludzie, tacy liderzy, którzy wybiegają ponad przeciętność, są nam bardzo potrzebni. Bo to dzięki prof. Relidze i dzięki. prof. Zembali, który bardzo zaangażował się w program transplantologii, polska transplantologii i polska kardiochirurga są teraz na światowym poziomie. – podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

źródło: AHoP

5 listopada 1985 roku, wbrew dezaprobacie środowiska medycznego, w obliczu niezliczonych przeszkód, prof. Zbigniew Religa wraz z prof. Andrzejem Bochenkiem i prof. Marianem Zembalą przeprowadził pierwszy w Polsce udany przeszczep serca. Był to wielki sukces i przełom medycyny. Ten wyjątkowy dzień wspomina prof. dr hab. n. med. Andrzej Bochenek, który obecnie jest konsultantem ds. kardiochirurgii Grupy American Heart of Poland.
Pierwszy pacjent, u którego przeszczepiono serce w Zabrzu był rolnikiem z Krzepic i miał krańcową postać niewydolności serca. Dawcą był młody mężczyzna, u którego na skutek wypadku samochodowego stwierdzono śmierć mózgu.

– Pamiętam, jak wszyscy byliśmy niesamowicie rozentuzjazmowani, wiedząc że ten przeszczep serca się zdarzy lada moment. Czy byliśmy przygotowani? Wydaje mi się, że tak – na tyle, na ile można było być przygotowanym 37 lat temu, bez możliwości dostępu do nowoczesnej telekomunikacji, do internetu, do źródeł wiadomości, które obecnie pojawiają się natychmiast. Najbardziej z nas wszystkich był przygotowany oczywiście Zbigniew Religa, a my wszyscy staraliśmy się doczepić do tego „pędzącego pociągu”, którym był Pan Profesor – wspomina Andrzej Bochenek, konsultant ds. kardiochirurgii, współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
– Dzień był równie ponury jak dzisiaj. Za oknem była mżawka, ale entuzjazm, który był na salach operacyjnych, nie pozwalał na to, żeby zastanawiać się, jaka jest pogoda. Dawca był na jednej sali operacyjnej, na drugiej sali był odbiorca. Marian Zembala razem z prof. Religią przygotowywali serce do pobrania dawcy, ja byłem przy stole operacyjnym, gdzie leżał jego biorca. Do każdego z nas należała jakaś część tej operacji. Trzeba było otworzyć klatkę, skalibrować tętnice, żyły, podłączyć chorego do krążenia pozaustrojowego. W międzyczasie profesor Religa z Marianem Zembalą wycięli serce i pojawili się na sali operacyjnej. Zamieniliśmy się i ja asystowałem panu profesorowi do tego pierwszego przeszczepu. Oczywiście Marian Zembala też był razem z nami – mówi.
 
 – Pamiętam, pod jak ogromnym wrażeniem byłem całej sytuacji. Serce zostało wycięte i pojawiła się taka pusta jama w klatce piersiowej, bardzo duża, bo serce pacjenta było przerośnięte i niewydolne, a serce dawcy mniejsze. I zastanawiałem się, co my zrobimy, jeżeli nie uda się tego serca przeszczepić? Tutaj sytuacja była zero-jedynkowa – tego zniszczonego serca nie można by już było przecież wszczepić z powrotem. Trzeba było zrobić wszystko, żeby wszczepić nowe serce. I muszę powiedzieć, że pod największym wrażeniem byłem obserwując profesora, który z wielką precyzją i bez niepotrzebnego stresu idealnie wykonał ten zabieg. Nie było krwawienia operacyjnego. Po pewnym czasie serce zaczęło bić, nerki zaczęły pracować i chory został przewieziony na salę pooperacyjną. Entuzjazm był bardzo wielki. W tym momencie wydawało nam się, że już jesteśmy znawcami od transplantologii. Ale w rzeczywistości to była jeszcze bardzo długa droga – zaznacza profesor.
 
 – Niestety, pacjent był w bardzo złym stanie – nie z uwagi na serce, ale zniszczone nerki i układ odpornościowy. To spowodowało, że bardzo szybko pojawiły się powikłania. Nie mieliśmy jeszcze także pełnej wiedzy dotyczącej leków represyjnych. Oznaczanie preparatów represyjnych było bardzo utrudnione. Preparat trzeba by odwieźć do Warszawy, do jedynego chyba ośrodka w Polsce, który potrafił je oznaczać. To powodowało bardzo wiele problemów. Zbyt duże dawki cukru mogły powodować niewydolność nerek, zbyt małe mogły powodować odrzut. – tłumaczy Andrzej Bochenek.
 
– Dlatego ten pierwszy przeszczep pamiętam jako wielkie wydarzenie, ale też jako wielką walkę o to, by chory przeżył. To nie było takie proste, szczególnie w tamtych czasach, kiedy były np. problemy z dostępnością do krwi. Pamiętam, że niezwykle pomagała nam wtedy jednostka wojskowa, która znajdowała się w Zabrzu i żołnierze masowo przychodzili oddawać krew, żeby ratować chorych. Nie schodziliśmy z dyżurów czasami przez parę dni. Z perspektywy czasu myślę, że na pewno powodowało to różne stresy nie tylko u nas, ale też w rodzinie. Ale wówczas robiliśmy to z własnej, nieprzymuszonej woli. Bo byliśmy pełni zapału. Bo prof. Religa stwarzał takie wrażenie, że jeżeli te rzeczy nam się udadzą, to wkrótce my sami będziemy robili przeszczepy, to my będziemy przewodzić takim operacjom. To było niezwykle zachęcające dla młodych ludzi i pokazuje, jakim niezwykłym liderem był prof. Religa. Nie tylko sam bardzo ciężko pracował, potrafił też zachęcić ludzi, by pracowali razem z nim. – dodaje.
 
Jak podkreśla prof. Andrzej Bochenek, dzisiaj sytuacja w transplantologii zmieniła się diametralnie. Transplantacja stała się niemalże rutynową operacją. W samym tylko Zabrzu poziom wykonanych transplantacji można mierzyć w setkach, a może nawet tysiącach. Oczywiście są to nie tylko przeszczepy serca.

 – Kolejnym etapem, który także rozpoczęliśmy, był przeszczep płuc. Tym co obecnie stanowi największą przeszkodę dla transplantacji jest dostępność organów. Nie dotyczy to tylko Polski, ale całego świata. Dlatego intensywnie pracuje się nad metodami mechanicznego wspomagania. Takie badania rozpoczęliśmy również w Zabrzu. Pierwsze urządzenia do wspomagania, produkowane przez Fundację Rozwoju Kardiochirurgii, wielu pacjentom uratowały życie –  dzięki nim chory może doczekać do momentu, gdy pojawi się dawca i wykona się transplantację serca. Coraz częściej mówi się już o tym, że pewne urządzenia będą tzw. terapią docelową, czyli że wszczepienie niewielki maszynki wspomagającej serce może doprowadzić do tego, że pacjent wróci do normalnego życia – mówi współzałożyciel Grupy American Heart of Poland.
 
 – I to wszystko zaczęło się 37 lat temu. Pamiętam jak pierwszy raz pojawiłem się w gabinecie profesora, gdy wróciłem z Anglii. Powiedział wtedy: dobrze, że wróciłeś, bo są nam potrzebni tacy ludzie. Będziemy przeszczepiać serca, będziemy tworzyć urządzenia do wspomagania serca. Popatrzyłem się na profesora, na brudne wtedy jeszcze mury starego szpitala na Curie-Skłodowskiej i budującego się szpitala w Śląskim Ośrodku Kardiologii i pomyślałem sobie co to –  za przeproszeniem –za fantasta i wariat? W Polsce jeszcze nie robi się wystarczającej liczby operacji bypassów i zastawek, a on mi mówi o przeszczepach serca i urządzeniach do wspomagania?! Czas pokazał, że nie miałem wtedy racji. I do dzisiaj uważam, że tacy ludzie, tacy liderzy, którzy wybiegają ponad przeciętność, są nam bardzo potrzebni. Bo to dzięki prof. Relidze i dzięki. prof. Zembali, który bardzo zaangażował się w program transplantologii, polska transplantologii i polska kardiochirurga są teraz na światowym poziomie. – podsumowuje prof. Andrzej Bochenek.

źródło: AHoP

Narodowy Instytut Kardiologii otworzył Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca. Trafią na niego osoby z ciężką postacią niewydolności serca, a więc wymagające specjalistycznej opieki kardiologicznej. Opieką na tym oddziale może zostać objętych nawet 200 pacjentów rocznie. Uruchomienie nowego oddziału w NIKard stanowi ostatni etap kilkuletniej inwestycji, w ramach której powstało m.in. nowoczesne Centrum Zaburzeń Rytmu Serca wraz z blokiem elektroterapii.
Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca składa się z dziewięciu wysokospecjalistycznych stanowisk, na których możliwe jest prowadzenie terapii z wykorzystaniem respiratorów, leczenia nerkozastępczego oraz odpowiednio dobranej terapii dożylnej. Pacjenci będą pod stałym specjalistycznym nadzorem, z wykorzystaniem zarówno stacjonarnych systemów do monitorowania (kardiomonitorów) jak i przenośnych nadajników telemetrycznych.

– Leczenie na tym oddziale dotyczy szczególnej grupy pacjentów będących w zaawansowanym stadium choroby, gdzie rutynowe postępowanie, związane choćby z tradycyjną farmakoterapią, jest niewystarczające. To pacjenci znajdujący się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, dla których transplantacja serca bądź wszczepienie układu wspomagającego jego pracę często pozostaje ostatnią deską ratunku
 – mówi prof. Łukasz Szumowski, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii.

Przeszczepienie serca w dalszym ciągu jest główną metodą leczenia ciężkiej niewydolności tego narządu. Nowe systemy mechanicznego wspomagania lewokomorowego, a więc tzw. LVAD zwiększyły możliwości leczenia ciężko chorych pacjentów. Dzięki tej nowoczesnej metodzie pacjenci zyskują szansę na powrót do aktywnego życia poza szpitalem.

Czym jest LVAD? To system długotrwałego wspomagania lewokomorowego stosowany u pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca, który pozwala choremu doczekać do terminu operacji. Może być również stosowany jako terapia docelowa u pacjentów z przeciwwskazaniami do transplantacji. – Pompa wszczepiana jest do lewej komory serca, co umożliwia  wspomaganie pracy narządu przez okres od kilku tygodni do nawet kilku lat – wyjaśnia prof. Przemysław Leszek, kierownik Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca.

Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca stanowi część nowopowstałego skrzydła Instytutu – wartość tej inwestycji wynosi ponad 66 mln zł  (66 321 186,45 zł). Sfinansowana została ze środków Unii Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia oraz środków własnych Instytutu. W skład nowej części budynku – oprócz Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca – wchodzi centralna sterylizatornia wraz ze stacją dekontaminacji medycznej, apteka szpitalna, a także serwująca zdrowe posiłki pacjentom szpitala restauracja. Jednak prawdziwym sercem tej inwestycji jest nowoczesne Centrum Zaburzeń Rytmu Serca wraz z blokiem elektroterapii. Obiekt ten wyposażony jest m.in. w system nawigacji robotycznej Stereotaxis Genesis. Narodowy Instytut Kardiologii jest jednym z pierwszych szpitali na świecie oraz  pierwszym ośrodkiem w Polsce, który może zaoferować pacjentom korzyści, jakie płyną z zastosowania technologii robotycznej podczas zabiegu ablacji podłoża arytmii serca.

 Szacuje się, że ponad 2 miliony mieszkańców Polski cierpi z powodu zaburzeń rytmu serca. Nieleczona arytmia może znacząco wpłynąć na ryzyko wystąpienia udaru, niewydolności serca oraz nagłego zatrzymania krążenia. Cieszymy się, że możemy współpracować z Narodowym Instytutem Kardiologii, wdrażając pionierskie metody leczenia polskich pacjentów. Z przyjemnością będziemy wspierać dalsze starania Instytutu w zakresie poprawy opieki nad pacjentami oraz rozwoju technologii podczas codziennej pracy klinicznej – mówi David Fischel prezes amerykańskiej firmy Stereotaxis, który przybył do Polski na uroczystość otwarcia Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca NIKard.

Narodowy Instytut Kardiologii jest wiodącą jednostką w Polsce leczącą zaawansowaną niewydolność serca począwszy od leczenia farmakologicznego poprzez zastosowanie wszczepialnych urządzeń długoterminowego wspomagania krążenia oraz transplantację serca. Operacje przeszczepienia serca wykonywane są u pacjentów kwalifikowanych zarówno w trybie planowym, jak i pilnym, w tym chorych, u  których z powodu schyłkowej niewydolności serca konieczne było wszczepienie mechanicznego wspomagania krążenia.  Od 2001 r., tj. od wprowadzenia w Instytucie programu transplantacji serca przeprowadzono ich ponad 650. W samym 2022 r. wykonanych zostało 26 operacji przeszczepienia serca.

NIKard jest jednym z głównych polskich ośrodków w codziennej praktyce zajmujących się zagadnieniem mechanicznego wspomagania krążenia. Dysponuje bardzo doświadczonym zespołem oraz szerokim zakresem urządzeń do krótko-, średnio- i długoterminowego wspomagania serca. Od 2013 r. w Instytucie wszczepionych zostało ponad 130 systemów LVAD. Obecnie pod opieką ambulatoryjną Instytutu pozostaje blisko 60 pacjentów z wszczepionym wspomaganiem lewokomorowym.

źródło: NIKard

Narodowy Instytut Kardiologii otworzył Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca. Trafią na niego osoby z ciężką postacią niewydolności serca, a więc wymagające specjalistycznej opieki kardiologicznej. Opieką na tym oddziale może zostać objętych nawet 200 pacjentów rocznie. Uruchomienie nowego oddziału w NIKard stanowi ostatni etap kilkuletniej inwestycji, w ramach której powstało m.in. nowoczesne Centrum Zaburzeń Rytmu Serca wraz z blokiem elektroterapii.
Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca składa się z dziewięciu wysokospecjalistycznych stanowisk, na których możliwe jest prowadzenie terapii z wykorzystaniem respiratorów, leczenia nerkozastępczego oraz odpowiednio dobranej terapii dożylnej. Pacjenci będą pod stałym specjalistycznym nadzorem, z wykorzystaniem zarówno stacjonarnych systemów do monitorowania (kardiomonitorów) jak i przenośnych nadajników telemetrycznych.

– Leczenie na tym oddziale dotyczy szczególnej grupy pacjentów będących w zaawansowanym stadium choroby, gdzie rutynowe postępowanie, związane choćby z tradycyjną farmakoterapią, jest niewystarczające. To pacjenci znajdujący się w stanie bezpośredniego zagrożenia życia, dla których transplantacja serca bądź wszczepienie układu wspomagającego jego pracę często pozostaje ostatnią deską ratunku
 – mówi prof. Łukasz Szumowski, dyrektor Narodowego Instytutu Kardiologii.

Przeszczepienie serca w dalszym ciągu jest główną metodą leczenia ciężkiej niewydolności tego narządu. Nowe systemy mechanicznego wspomagania lewokomorowego, a więc tzw. LVAD zwiększyły możliwości leczenia ciężko chorych pacjentów. Dzięki tej nowoczesnej metodzie pacjenci zyskują szansę na powrót do aktywnego życia poza szpitalem.

Czym jest LVAD? To system długotrwałego wspomagania lewokomorowego stosowany u pacjentów z przewlekłą niewydolnością serca, który pozwala choremu doczekać do terminu operacji. Może być również stosowany jako terapia docelowa u pacjentów z przeciwwskazaniami do transplantacji. – Pompa wszczepiana jest do lewej komory serca, co umożliwia  wspomaganie pracy narządu przez okres od kilku tygodni do nawet kilku lat – wyjaśnia prof. Przemysław Leszek, kierownik Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca.

Oddział Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca stanowi część nowopowstałego skrzydła Instytutu – wartość tej inwestycji wynosi ponad 66 mln zł  (66 321 186,45 zł). Sfinansowana została ze środków Unii Europejskiej, Ministerstwa Zdrowia oraz środków własnych Instytutu. W skład nowej części budynku – oprócz Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca – wchodzi centralna sterylizatornia wraz ze stacją dekontaminacji medycznej, apteka szpitalna, a także serwująca zdrowe posiłki pacjentom szpitala restauracja. Jednak prawdziwym sercem tej inwestycji jest nowoczesne Centrum Zaburzeń Rytmu Serca wraz z blokiem elektroterapii. Obiekt ten wyposażony jest m.in. w system nawigacji robotycznej Stereotaxis Genesis. Narodowy Instytut Kardiologii jest jednym z pierwszych szpitali na świecie oraz  pierwszym ośrodkiem w Polsce, który może zaoferować pacjentom korzyści, jakie płyną z zastosowania technologii robotycznej podczas zabiegu ablacji podłoża arytmii serca.

 Szacuje się, że ponad 2 miliony mieszkańców Polski cierpi z powodu zaburzeń rytmu serca. Nieleczona arytmia może znacząco wpłynąć na ryzyko wystąpienia udaru, niewydolności serca oraz nagłego zatrzymania krążenia. Cieszymy się, że możemy współpracować z Narodowym Instytutem Kardiologii, wdrażając pionierskie metody leczenia polskich pacjentów. Z przyjemnością będziemy wspierać dalsze starania Instytutu w zakresie poprawy opieki nad pacjentami oraz rozwoju technologii podczas codziennej pracy klinicznej – mówi David Fischel prezes amerykańskiej firmy Stereotaxis, który przybył do Polski na uroczystość otwarcia Oddziału Mechanicznego Wspomagania i Transplantacji Serca NIKard.

Narodowy Instytut Kardiologii jest wiodącą jednostką w Polsce leczącą zaawansowaną niewydolność serca począwszy od leczenia farmakologicznego poprzez zastosowanie wszczepialnych urządzeń długoterminowego wspomagania krążenia oraz transplantację serca. Operacje przeszczepienia serca wykonywane są u pacjentów kwalifikowanych zarówno w trybie planowym, jak i pilnym, w tym chorych, u  których z powodu schyłkowej niewydolności serca konieczne było wszczepienie mechanicznego wspomagania krążenia.  Od 2001 r., tj. od wprowadzenia w Instytucie programu transplantacji serca przeprowadzono ich ponad 650. W samym 2022 r. wykonanych zostało 26 operacji przeszczepienia serca.

NIKard jest jednym z głównych polskich ośrodków w codziennej praktyce zajmujących się zagadnieniem mechanicznego wspomagania krążenia. Dysponuje bardzo doświadczonym zespołem oraz szerokim zakresem urządzeń do krótko-, średnio- i długoterminowego wspomagania serca. Od 2013 r. w Instytucie wszczepionych zostało ponad 130 systemów LVAD. Obecnie pod opieką ambulatoryjną Instytutu pozostaje blisko 60 pacjentów z wszczepionym wspomaganiem lewokomorowym.

źródło: NIKard

Dwoje nastolatków dostało szansę na nowe życie dzięki przeszczepieniu serca w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym UCK WUM. Zakończone sukcesem transplantacje odbyły się 2 i 19 sierpnia 2022 r. – Drugie przeszczepienie było bardziej skomplikowane, ponieważ zostało przeprowadzone u pacjenta z sercem jednokomorowym. Takich transplantacji wykonuje się w Polsce, a także na świecie, przynajmniej na razie, bardzo mało – mówi prof. Kuśmierczyk kierownik Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM. 
29 lipca z ciężką niewydolnością serca trafił do UCK WUM 16-letni pacjent. Okazało się, że cierpi na – kardiomiopatię rozstrzeniową – rodzaj schorzenia genetycznego. Natychmiast został zgłoszony go do pilnego przeszczepienia serca. Zabieg odbył się 2 sierpnia w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym UCK WUM, cztery dni po diagnozie. Kilka dni później lekarze przeszczepili serce kolejnemu młodemu pacjentowi. 

Choroba, na którą cierpiał 16-latek, rozwijała się niezauważalnie i stopniowo przez wiele lat. – Chłopiec adaptował się do jej objawów, nie mając pojęcia, że choruje. Dlatego ta diagnoza była zarówno dla niego, jak i dla jego rodziny sporym zaskoczeniem – wyjaśnia prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM.   

Stan zdrowia chłopca załamał się w ciągu kilkunastu dni. Gdy trafił do UCK WUM lekarze podali mu leki dożylne wspomagające serce, by utrzymać go przy życiu. Kwalifikacja do przeszczepienia była natychmiastowa. Szczęśliwie już po trzech dniach zgłoszono dawcę narządu.   

Serce zostało przetransportowane policyjnym helikopterem, dzięki czemu dotarło do UCK WUM w niespełna 1,5 godziny. To niezwykle ważne, bo maksymalny czas tzw. „zimnego niedokrwienia” serca wynosi cztery godziny. Potem ryzyko, że zabieg się nie uda rośnie. Oczekując na serce, zespół lekarzy przygotował klatkę piersiową pacjenta do zabiegu. Serce dotarło na salę operacyjną w idealnym momencie.  


Następna szansa na drugie życie 

19 sierpnia specjalistom z UKC WUM udało się po raz kolejny z sukcesem przeszczepić serce. Biorcą był, także 16-letni, pacjent z wrodzoną wadą serca – atrezją zastawki trójdzielnej, czyli niedorozwojem prawej komory serca. Chłopiec czekał na transplantację serca właściwie od urodzenia. Do przeszczepienia dożył dzięki sztucznej komorze, którą wszczepiono mu trzy tygodnie wcześniej. Dzięki temu jego stan się ustabilizował.      

– Drugie przeszczepienie było bardziej skomplikowane, ponieważ zostało przeprowadzone u pacjenta z sercem jednokomorowym. Takich transplantacji wykonuje się w Polsce, a także na świecie, przynajmniej na razie, bardzo mało – mówi prof. Kuśmierczyk. – Połączenia w klatce piersiowej takiego pacjenta, w wyniku wcześniejszych zabiegów, są nieadekwatne do połączeń w prawidłowo rozwiniętym sercu. Aby móc wszczepić nowe zdrowe serce i aby ono funkcjonowało, klatkę piersiową trzeba odpowiednio wcześniej przygotować. Trwa to zazwyczaj znacznie dłużej, czasem cztery godziny to za mało. Na szczęście wszystko przebiegło bardzo sprawnie i udało się nam zmieścić w tym czasie.  

Serce dotarło do UCK WUM również dzięki pomocy policji. Zostało przetransportowane policyjnym helikopterem bezpośrednio na lotnisko UCK WUM.   

Chłopiec po operacji czuje się dobrze. Teraz, podobnie jak w przypadku pierwszego pacjenta, czeka go szereg badań kontrolnych, które wykażą, czy serce się przyjęło, czy dochodzi do odrzucenia.    

Rokowania w przypadku obu pacjentów są dobre.   

Udane przeszczepienia w UCK WUM to sukces całego sztabu osób, bez których by się to nie udało. Za przewóz serc odpowiadał Krzysztof Zając, koordynator ds. transplantacji CSK WUM. Przeszczepienia wykonał zespół w składzie: prof. Mariusz Kuśmierczyk z Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM oraz dr Michał Buczyński z Kliniki Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci DSK UCK WUM. Przy pierwszym zabiegu znieczulały dr hab. Izabela Pągowska-Klimek oraz lek. Beata Cała z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej DSK UCK WUM, przy drugiej transplantacji dr hab. Izabela Pągowska-Klimek oraz lek. Dariusz Skaba. Serce od pierwszego dawcy pobierał dr med. Mateusz Kuć i lek. med. Adam Arendarczyk. Drugi narząd pobrali dr med. Mateusz Kuć oraz lek. Zbigniew Popiel. Leczeniem immunosupresyjnym zajmuje się dr hab. Małgorzata Sobieszczańska-Małek z Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM.  
 


Program przeszczepiania narządów w UCK WUM

Na dzisiejszej konferencji prasowej, zorganizowanej w Szpitalu Dziecięcym UCK WUM, podkreślano, że dwie udane transplantacje serca są początkiem zaplanowanego programu przeszczepiania narządów w UCK WUM. Programu, który dostarczy nowych możliwości dla wielu grup chorych. Nie tylko tych potrzebujących serc, ale także płuc oraz pacjentów wymagających przeszczepień wielonarządowych, mających do tej pory w naszym kraju bardzo niewielkie szanse na skuteczną terapię. 

– Chcemy przekazać do wiadomości opinii publicznej, że program przeszczepienia narządów w szpitalach naszej uczelni rozwija się i stwarza szansę pacjentom, którzy do tej pory byli pozbawieni nadziei, nie tylko na zdrowie, ale także na życie. – powiedział na konferencji prof. Zbigniew Gaciong, rektor WUM. Podziękował zespołowi transplantacyjnemu oraz wszystkim, którzy byli zaangażowani w przeszczepienie. – Dziękujemy też resortowi zdrowia za udzielenie akredytacji na wykonywanie zabiegów transplantacji. Co nie jest zaskoczeniem, bo spełniamy wszelkie warunki, żeby taki program mógł ruszyć. I chyba nie zawiedliśmy zaufania, bo już w 11 dobie od uzyskania akredytacji wykonaliśmy pierwsze przeszczepienie – dodał.  Rektor podkreślił też ogromne zaangażowanie policji: – Bez pomocy policji transplantologia w Polsce nie byłaby tak skuteczna i wiele zabiegów albo nie miałoby możliwości się odbyć, albo nie zakończyłyby się sukcesem. 

Na konferencji z osobnego, wydzielonego pomieszczenia połączył się z uczestnikami 16-letni pacjent – pierwszy z operowanych chłopców. Opowiedział, jak zaczęły się jego problemy ze zdrowiem, których wynikiem było przeszczepienie serca. Podkreślał, że czuje się bardzo dobrze, a wszystkie badania, którym jest poddawany po transplantacji, dają prawidłowe wyniki. Dlatego ma nadzieję na normalne życie i realizację zawodowych planów. Jego marzeniem jest praca w branży reklamowej. 

Konferencję zakończył apel o „niemarnowanie” serc. Profesor Wojciech Lisik, Prorektor ds. Klinicznych i Inwestycji zwrócił się do całego społeczeństwa, w tym także do środowiska medycznego, o zgłaszanie dawców do przeszczepienia. Prorektora poparł rektor. – Bardzo proszę, aby na wszystkie możliwe sposoby, we wszystkich środkach przekazu promować ideę oddawania narządów. Hasło na dzisiaj, na jutro i na zawsze to: zostaw serca na ziemi. Bez tego żaden pacjent nie będzie uratowany – podsumował prof. Zbigniew Gaciong.

Do tej pory w UCK WUM wykonywane były zabiegi przeszczepiania wątroby, nerek, trzustki oraz szpiku. W lipcu br. otrzymało pozwolenie ministerstwa zdrowia na transplantacje płuca, serca oraz transplantacje wielonarządowe, zarówno u dorosłych, jak i dzieci. W przypadku dzieci być może będą to transplantacje od dawców żywych. To szansa dla wielu chorych, zwłaszcza, że ośrodek dąży do tego, by narządy od jednego dawcy mogły być przeszczepiane w jednym miejscu, bez konieczności transportu. Warto podkreślić też, że UCK WUM jest drugim ośrodkiem w Polsce, w którym można wykonywać przeszczepienia serca u dzieci.  

Jak wynika ze statystyk od początku 2022 roku do dziś w UCK WUM przeprowadzono łącznie 173 transplantacje. W tym czasie wykonano 60 przeszczepień nerki od zmarłych dawców, 22 przeszczepienia nerki od dawców żywych, 85 przeszczepień wątroby, cztery przeszczepienia trzustki oraz dwa przeszczepienia serca. Porównując z ogólnopolską statystyką w UCK WUM wykonano zatem transplantacje co ósmej nerki od dawcy zmarłego, co drugiej nerki od dawcy żywego, co trzeciej wątroby oraz co drugiej trzustki. Warto podkreślić, że na 111 przeszczepionych w całym kraju serc tylko 10 było transplantacjami pediatrycznymi, z czego aż dwie zostały wykonane właśnie w UCK WUM. 

 

Poniżej materiał filmowy z pierwszego przeszczepienia serca w UCK WUM.

źródło: UCK WUM

Dwoje nastolatków dostało szansę na nowe życie dzięki przeszczepieniu serca w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym UCK WUM. Zakończone sukcesem transplantacje odbyły się 2 i 19 sierpnia 2022 r. – Drugie przeszczepienie było bardziej skomplikowane, ponieważ zostało przeprowadzone u pacjenta z sercem jednokomorowym. Takich transplantacji wykonuje się w Polsce, a także na świecie, przynajmniej na razie, bardzo mało – mówi prof. Kuśmierczyk kierownik Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM. 
29 lipca z ciężką niewydolnością serca trafił do UCK WUM 16-letni pacjent. Okazało się, że cierpi na – kardiomiopatię rozstrzeniową – rodzaj schorzenia genetycznego. Natychmiast został zgłoszony go do pilnego przeszczepienia serca. Zabieg odbył się 2 sierpnia w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym UCK WUM, cztery dni po diagnozie. Kilka dni później lekarze przeszczepili serce kolejnemu młodemu pacjentowi. 

Choroba, na którą cierpiał 16-latek, rozwijała się niezauważalnie i stopniowo przez wiele lat. – Chłopiec adaptował się do jej objawów, nie mając pojęcia, że choruje. Dlatego ta diagnoza była zarówno dla niego, jak i dla jego rodziny sporym zaskoczeniem – wyjaśnia prof. Mariusz Kuśmierczyk, kierownik Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM.   

Stan zdrowia chłopca załamał się w ciągu kilkunastu dni. Gdy trafił do UCK WUM lekarze podali mu leki dożylne wspomagające serce, by utrzymać go przy życiu. Kwalifikacja do przeszczepienia była natychmiastowa. Szczęśliwie już po trzech dniach zgłoszono dawcę narządu.   

Serce zostało przetransportowane policyjnym helikopterem, dzięki czemu dotarło do UCK WUM w niespełna 1,5 godziny. To niezwykle ważne, bo maksymalny czas tzw. „zimnego niedokrwienia” serca wynosi cztery godziny. Potem ryzyko, że zabieg się nie uda rośnie. Oczekując na serce, zespół lekarzy przygotował klatkę piersiową pacjenta do zabiegu. Serce dotarło na salę operacyjną w idealnym momencie.  


Następna szansa na drugie życie 

19 sierpnia specjalistom z UKC WUM udało się po raz kolejny z sukcesem przeszczepić serce. Biorcą był, także 16-letni, pacjent z wrodzoną wadą serca – atrezją zastawki trójdzielnej, czyli niedorozwojem prawej komory serca. Chłopiec czekał na transplantację serca właściwie od urodzenia. Do przeszczepienia dożył dzięki sztucznej komorze, którą wszczepiono mu trzy tygodnie wcześniej. Dzięki temu jego stan się ustabilizował.      

– Drugie przeszczepienie było bardziej skomplikowane, ponieważ zostało przeprowadzone u pacjenta z sercem jednokomorowym. Takich transplantacji wykonuje się w Polsce, a także na świecie, przynajmniej na razie, bardzo mało – mówi prof. Kuśmierczyk. – Połączenia w klatce piersiowej takiego pacjenta, w wyniku wcześniejszych zabiegów, są nieadekwatne do połączeń w prawidłowo rozwiniętym sercu. Aby móc wszczepić nowe zdrowe serce i aby ono funkcjonowało, klatkę piersiową trzeba odpowiednio wcześniej przygotować. Trwa to zazwyczaj znacznie dłużej, czasem cztery godziny to za mało. Na szczęście wszystko przebiegło bardzo sprawnie i udało się nam zmieścić w tym czasie.  

Serce dotarło do UCK WUM również dzięki pomocy policji. Zostało przetransportowane policyjnym helikopterem bezpośrednio na lotnisko UCK WUM.   

Chłopiec po operacji czuje się dobrze. Teraz, podobnie jak w przypadku pierwszego pacjenta, czeka go szereg badań kontrolnych, które wykażą, czy serce się przyjęło, czy dochodzi do odrzucenia.    

Rokowania w przypadku obu pacjentów są dobre.   

Udane przeszczepienia w UCK WUM to sukces całego sztabu osób, bez których by się to nie udało. Za przewóz serc odpowiadał Krzysztof Zając, koordynator ds. transplantacji CSK WUM. Przeszczepienia wykonał zespół w składzie: prof. Mariusz Kuśmierczyk z Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM oraz dr Michał Buczyński z Kliniki Kardiochirurgii i Chirurgii Ogólnej Dzieci DSK UCK WUM. Przy pierwszym zabiegu znieczulały dr hab. Izabela Pągowska-Klimek oraz lek. Beata Cała z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Dziecięcej DSK UCK WUM, przy drugiej transplantacji dr hab. Izabela Pągowska-Klimek oraz lek. Dariusz Skaba. Serce od pierwszego dawcy pobierał dr med. Mateusz Kuć i lek. med. Adam Arendarczyk. Drugi narząd pobrali dr med. Mateusz Kuć oraz lek. Zbigniew Popiel. Leczeniem immunosupresyjnym zajmuje się dr hab. Małgorzata Sobieszczańska-Małek z Kliniki Kardiochirurgii UCK WUM.  
 


Program przeszczepiania narządów w UCK WUM

Na dzisiejszej konferencji prasowej, zorganizowanej w Szpitalu Dziecięcym UCK WUM, podkreślano, że dwie udane transplantacje serca są początkiem zaplanowanego programu przeszczepiania narządów w UCK WUM. Programu, który dostarczy nowych możliwości dla wielu grup chorych. Nie tylko tych potrzebujących serc, ale także płuc oraz pacjentów wymagających przeszczepień wielonarządowych, mających do tej pory w naszym kraju bardzo niewielkie szanse na skuteczną terapię. 

– Chcemy przekazać do wiadomości opinii publicznej, że program przeszczepienia narządów w szpitalach naszej uczelni rozwija się i stwarza szansę pacjentom, którzy do tej pory byli pozbawieni nadziei, nie tylko na zdrowie, ale także na życie. – powiedział na konferencji prof. Zbigniew Gaciong, rektor WUM. Podziękował zespołowi transplantacyjnemu oraz wszystkim, którzy byli zaangażowani w przeszczepienie. – Dziękujemy też resortowi zdrowia za udzielenie akredytacji na wykonywanie zabiegów transplantacji. Co nie jest zaskoczeniem, bo spełniamy wszelkie warunki, żeby taki program mógł ruszyć. I chyba nie zawiedliśmy zaufania, bo już w 11 dobie od uzyskania akredytacji wykonaliśmy pierwsze przeszczepienie – dodał.  Rektor podkreślił też ogromne zaangażowanie policji: – Bez pomocy policji transplantologia w Polsce nie byłaby tak skuteczna i wiele zabiegów albo nie miałoby możliwości się odbyć, albo nie zakończyłyby się sukcesem. 

Na konferencji z osobnego, wydzielonego pomieszczenia połączył się z uczestnikami 16-letni pacjent – pierwszy z operowanych chłopców. Opowiedział, jak zaczęły się jego problemy ze zdrowiem, których wynikiem było przeszczepienie serca. Podkreślał, że czuje się bardzo dobrze, a wszystkie badania, którym jest poddawany po transplantacji, dają prawidłowe wyniki. Dlatego ma nadzieję na normalne życie i realizację zawodowych planów. Jego marzeniem jest praca w branży reklamowej. 

Konferencję zakończył apel o „niemarnowanie” serc. Profesor Wojciech Lisik, Prorektor ds. Klinicznych i Inwestycji zwrócił się do całego społeczeństwa, w tym także do środowiska medycznego, o zgłaszanie dawców do przeszczepienia. Prorektora poparł rektor. – Bardzo proszę, aby na wszystkie możliwe sposoby, we wszystkich środkach przekazu promować ideę oddawania narządów. Hasło na dzisiaj, na jutro i na zawsze to: zostaw serca na ziemi. Bez tego żaden pacjent nie będzie uratowany – podsumował prof. Zbigniew Gaciong.

Do tej pory w UCK WUM wykonywane były zabiegi przeszczepiania wątroby, nerek, trzustki oraz szpiku. W lipcu br. otrzymało pozwolenie ministerstwa zdrowia na transplantacje płuca, serca oraz transplantacje wielonarządowe, zarówno u dorosłych, jak i dzieci. W przypadku dzieci być może będą to transplantacje od dawców żywych. To szansa dla wielu chorych, zwłaszcza, że ośrodek dąży do tego, by narządy od jednego dawcy mogły być przeszczepiane w jednym miejscu, bez konieczności transportu. Warto podkreślić też, że UCK WUM jest drugim ośrodkiem w Polsce, w którym można wykonywać przeszczepienia serca u dzieci.  

Jak wynika ze statystyk od początku 2022 roku do dziś w UCK WUM przeprowadzono łącznie 173 transplantacje. W tym czasie wykonano 60 przeszczepień nerki od zmarłych dawców, 22 przeszczepienia nerki od dawców żywych, 85 przeszczepień wątroby, cztery przeszczepienia trzustki oraz dwa przeszczepienia serca. Porównując z ogólnopolską statystyką w UCK WUM wykonano zatem transplantacje co ósmej nerki od dawcy zmarłego, co drugiej nerki od dawcy żywego, co trzeciej wątroby oraz co drugiej trzustki. Warto podkreślić, że na 111 przeszczepionych w całym kraju serc tylko 10 było transplantacjami pediatrycznymi, z czego aż dwie zostały wykonane właśnie w UCK WUM. 

 

Poniżej materiał filmowy z pierwszego przeszczepienia serca w UCK WUM.

źródło: UCK WUM