Medicalpress
Prawie 98% Polaków w wieku 50+ słyszało o implantach zębów, 49,3% rozważało leczenie z ich zastosowaniem, a 70% wybrałoby protezę na implantach, gdyby inne czynniki (np. zdrowie czy finanse) nie były przeszkodą. Medicover Stomatologia publikuje wyniki pierwszej takiej sondy.
Choć na świecie implanty zębów nie są niczym nowym, to w Polsce popularność sukcesywnie zdobywają od początku XXI wieku za sprawą m.in. postępującej komercjalizacji w stomatologii. Implanty są obecnie oferowane w setkach placówek stomatologicznych w całym kraju, ale dane o tym, ile faktycznie osób je posiada, są trudne do oszacowania. Medicover Stomatologia postanowiło przeprowadzić sondę, pytając, jakie jest zdanie dojrzałych Polaków o implantach zębów i czy w ogóle jest im to pojęcie znane.
 
O implantach słyszał (niemal) każdy
 
98% ankietowanych przyznało, że słyszało o implantach zębów, a około 9 na 10 zdecydowało się nawet wskazać, jakie według nich są największe zalety i wady tego rozwiązania.
 
– Z jednej strony zaskakujące, a z drugiej motywujące jest to, że aż tyle osób już słyszało o implantach zębów. Duża w tym zasługa wykwalifikowanych lekarzy dentystów, którzy podnoszą kwalifikacje w tej dziedzinie i rozmawiają z pacjentami o możliwościach leczenia w przypadku braków zębowych – mówi lek. dent. Marta Siewert, chirurg szczękowo-twarzowy z Medicover Stomatologia.
 
Ankietowani jako zaletę najczęściej wskazywali odpowiedź: „brak konieczności wyjmowania protezy” (71,2%), a jako wadę (poza finansami): „zabieg chirurgiczny” (48,4%). Respondenci pozytywnie oceniali także estetykę protetyki na implantach (51,9%), ale też możliwość odzyskania pełnej siły żucia (37,8%) i naśladowanie anatomii (38,8%).
 
– Dla wielu osób na pewno źródłem dyskomfortu jest niedopasowana proteza, jej niestabilność, a nawet możliwość przypadkowego wypadnięcia, jeśli nie jest właściwie osadzona. W przypadku implantów możemy taką protezę zamocować na stałe, czyli pacjent sam nie będzie mógł jej wyjąć. Druga opcja, czyli ruchoma, pozwala wyjmować ją w celu na przykład codziennej higieny, ale jej mocowanie na implantach jest nieporównywalnie stabilniejsze. Naśladując anatomię, implanty dają możliwość odzyskania pełnej siły żucia. Szacunki naukowców mówią o zaledwie 20% pierwotnej siły przy protezie osiadającej – opisuje dentystka.
 
Wady implantów? Ankietowani wskazali na koszty (84,4%), konieczność przeprowadzenia zabiegu (48,4) i obawę o ból (25,1%).
 
– Odbudowa uśmiechu z wykorzystaniem implantów stomatologicznych wiąże się z przeprowadzeniem zabiegu chirurgicznego, do którego kwalifikujemy po dokładnej diagnostyce, przeglądzie stanu zdrowia jamy ustnej i wywiadzie z pacjentem. Sam zabieg też jest drobiazgowo planowany z wykorzystaniem technologii cyfrowych. To daje nam dużą pewność poprawnego przeprowadzenia leczenia i minimalizację ewentualnych komplikacji. Po stronie pacjenta na pewno powstaje obawa o właściwą pielęgnację pozabiegową czy dolegliwości bólowe. Uspokajam jednak, że w dużym stopniu da się je ograniczyć dzięki przestrzeganiu zaleceń dentysty i stosowaniu przepisanych leków. Postęp w tej dziedzinie jest niezwykle szybki i sprawia, że okres rekonwalescencji jest coraz krótszy, a liczba przeciwwskazań coraz mniejsza – wyjaśnia ekspertka Medicover Stomatologia.
 
Implanty stomatologiczne to rozwiązanie kosztowne, bo odbudowa pojedynczego zęba to przedział kwotowy w okolicach kilku tysięcy złotych, a całego uzębienia – nawet kilkudziesięciu. Potrzebne nakłady finansowe uzależnione są od wielu czynników, jak liczba i rodzaj braków do odbudowania, warunki anatomiczne, stan zdrowia jamy ustnej, zastosowane w leczeniu rozwiązania, marka wykorzystanych produktów medycznych, renoma lekarza przeprowadzającego zabieg, region kraju czy prestiż placówki oferującej leczenie.
 
– Przede wszystkim całe leczenie rozłożone jest w czasie. Zależnie od stosowanych rozwiązań i pacjenta, może to być kilka tygodni lub nawet miesięcy, więc nie będzie to jednorazowy, duży wydatek. Innym ważnym aspektem jest komercyjne kredytowanie usług medycznych, dostępne na miejscu w wielu centrach stomatologicznych. Ponadto część firm i sieci udostępnia tzw. abonamenty na leczenie implantologiczne, które dodatkowo pomagają odciążyć budżet. Nie bez znaczenia jest na pewno szeroki zakres diagnostyki i specjalistów przyjmujących w jednym centrum, co oszczędza czas, z ominięciem wykonywania badań w innych miejscach i zewnętrznych konsultacji. Dla lekarzy to także wygodniejsze, gdy całą dokumentację mają w jednym miejscu – zauważa lek. dent. Marta Siewert.
 
Implanty – chętnie, ale potrzebujemy więcej informacji?
 
70,8% ankietowanych zdecydowałoby się na protezę na implantach, gdyby finanse i stan zdrowia nie były ograniczeniem. Na pytanie, co obecnie powstrzymuje ich przed wszczepieniem implantów, 22,1% odpowiedziało, że nie wie, czy ich stan zdrowia jest odpowiedni, a 10,3% stwierdziło, że wie o nich zbyt mało.
 
– Zabieg chirurgiczny jest przeprowadzany po kwalifikacji. Pacjenci powinni być w ogólnie dobrym stanie zdrowia, z kontrolowanymi chorobami przewlekłymi, jak cukrzyca czy nadciśnienie. Tak, one nie wykluczają z zabiegu, ale należy je kontrolować i monitorować. Zabieg nie będzie wskazany natomiast u osób ze złym stanem zdrowia jamy ustnej, bo tu najpierw będzie potrzebne leczenie, u kobiet w ciąży, ale też u pacjentów w trakcie leczenia onkologicznego i ze znacznym obniżeniem odporności – tłumaczy dentystka.
 
Pacjenci decydujący się na implanty zębów muszą być świadomi, że nie można zapominać o ich właściwej higienie. Nie grozi im próchnica, ale gromadząca się płytka nazębna może sprzyjać tzw. periimplantitis, czyli stanom zapalnym przyzębia okalającego „nowy ząb”.
 
Ilu Polaków 50+ ma implanty?
 
Niebezpośrednio wskazali to ankietowani. W pytaniu o to, co ich obecnie powstrzymuje przed leczeniem implantologicznym, 37 osób wybrało odpowiedź „już mam implanty zębów”. Daje to skalę 3,7% z całej grupy badanej.  
 
– Nie jest to zły wynik, ale trudno go porównać z innymi wskaźnikami, bo dane globalne czy europejskie są znikome. Przykładowo American Academy of Implant Dentistry podaje, że implanty ma 3 mln Amerykanów, co przy populacji ponad 300 mln wskazuje na niecały 1%. Na pewno popularność tego rozwiązania jest większa w zamożniejszych krajach europejskich, jak Niemcy, Szwajcaria, Francja, Włochy, Szwecja, oraz w krajach azjatyckich, gdzie według statystyk prym wiedzie Korea Południowa. Tam rocznie wszczepia się ponad 1,5 mln implantów (implants/abutments) przy populacji niecałych 52 mln – wylicza ekspertka Medicover Stomatologia i podsumowuje: – Potrzeby w zakresie protetyki i odbudowy uzębienia na implantach są wśród społeczeństwa na pewno sporo większe. Wystarczy wspomnieć, że statystyka mówi o ponad 90% osób z próchnicą, ale też żniwo zbiera paradontoza. Wśród pięćdziesięciolatków niewiele jest osób, które mają pełny garnitur uzębienia. Na szczęście świadomość na temat profilaktyki próchnicy i chorób dziąseł jest coraz lepsza, ale z drugiej strony przystępność leczenia implantologicznego także rośnie.
 
 
Źródło danych: Sonda przeprowadzona w ogólnopolskim panelu badawczym na zlecenie Medicover Stomatologia w terminie od września do października 2024 na grupie 1000 osób w wieku ≥ 50.
Z danych przekazanych przez NFZ wynika, że w I kw. br. liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne była o 2,5% mniejsza niż w analogicznym okresie ub.r. W ciągu dwunastu miesięcy tego typu spadki nastąpiły w każdym OW NFZ. Do tego widać, że sytuacja pogarsza się z roku na rok, co pokazuje analiza statystyk za lata 2019-2023. Nie brakuje opinii, że mamy już do czynienia z prawdziwym dramatem, a będzie jeszcze gorzej. Do tego młodzi lekarze nie garną się do współpracy z Funduszem. W konsekwencji trzeba więc nastawić się m.in. na coraz dłuższe kolejki do gabinetów i pogarszającą się sytuację pacjentów. Jak podkreślają eksperci, nie można oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem. Tutaj są potrzebne szybkie i systemowe rozwiązania, inaczej sytuacja dalej będzie się pogarszać.
Gabinetów ubywa
Według danych udostępnionych przez NFZ, w I kw. br. było 5239 świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. To o 2,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy ich liczba wyniosła 5372. Jak stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski, wieloletni ekspert rynku stomatologicznego z Kliniki Implant Medical, matematycznie spadek liczby gabinetów współpracujących z Funduszem jest oczywiście niewielki. Ale to zjawisko stale postępuje i raczej trudno będzie je powtrzymać. Ekspert podkreśla, że rdr. ubyło ponad 130 świadczeniodawców, a to już pokazuje, że sprawa robi się poważna. Pacjenci z pewnością odczują brak tylu miejsc.

– 2,5% to niby niewiele, natomiast problem jest zupełnie inny. Ten spadek rdr. wynika z rosnących cen, a niestety NFZ w ostatnim czasie wzrost wartości punktów i kontraktów w zakresie protetyki stomatologicznej jest praktycznie niewielki. To sprawia, że zmniejsza się liczba świadczeń wykonywanych w ramach umowy z Funduszem. W konsekwencji pacjenci czekają w dłuższych kolejkach – komentuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska, krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej, prezydent Europejskiego Towarzystwa Protetycznego.

Zdaniem dr. n. med. Piotra Przybylskiego, już widać wydłużający się czas oczekiwania na wizytę. Według eksperta, niepokojący jest również fakt, że zakres refundowanego leczenia wciąż pozostaje niewystarczający. Do tego usługi oferowane w ramach kontraktu są oparte w większości o przestarzałe technologie. Co więcej, obecnie obowiązujące przepisy zabraniają lekarzom zapewniać lepsze rozwiązania stomatologiczne za dopłatą. Jest to pewnego rodzaju kuriozum.

– Niestety, stomatologia publiczna powolutku przestaje istnieć. Finansowanie, które w tej chwili jest przekazywane z NFZ, to jest nieco ponad 2% ogólnego budżetu. To absolutnie nie wystarcza. Oczywiście zawsze można powiedzieć, że z roku na rok jest większa kwota pieniędzy na stomatologię, ale trzeba na to patrzeć szerzej. Wszystko jest coraz droższe – media, kredyty, leasingi, pracownicy. NFZ zwiększa fundusze, ale one nawet nie pokrywają strat związanych z inflacją. Przekazywane środki nie tylko nie pozwalają na rozwój, ale też coraz częściej nie starczają na zwykłe przetrwanie. I to jest olbrzymi problem – stwierdza Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Wieloletni problem
W I kw. br. w każdym OW NFZ rok do roku spadła liczba świadczeniodawców z umową w rodzaju leczenie stomatologiczne. W zależności od Oddziału, spadki wyniosły od 1 do 30. Największe dotyczą Wielkopolskiego OW NFZ – o 5,8% (z 513 w I kw. ub.r. na 483 w I kw. br.), Dolnośląskiego OW NFZ – o 4,9% (z 426 na 405), a także Zachodniopomorskiego – o 4,1% (z 267 na 256). Z kolei analizując dane za lata 2019-2023, widać, że rokrocznie było mniej ww. świadczeniodawców. W 2023 r. ich liczba wyniosła 5459. To o 7% mniej niż w 2022 roku (wówczas – 5868), o 13,1% mniej niż w 2021 roku (6280), o 18,8% mniej niż w 2020 roku (6722), jak również o 22,2% mniej niż w 2019 roku (7018).

–  Dane, które pokazują spadek liczby świadczeniodawców w ostatnich latach, nie są niepokojące. To już jest dramat, ponieważ lekarze nie udzielają świadczeń na NFZ dla pacjentów, którym one się należą. Problemu nie rozwiąże dentobus, który przyjedzie do szkoły. Tam można zbadać dzieci, ale to przecież nie jest leczenie. W województwie świętokrzyskim są gminy, w których nie ma dentystów. Niestety, Fundusz nie traktuje tego jako swojej porażki – mówi Paweł Barucha.

Według dr. n. med. Piotra Przybylskiego, w danych za lata 2019-2023 widać fatalny obraz polskiej stomatologii. Spadki są duże i widoczne, ewidentnie w naszym systemie brakuje środków na leczenie na NFZ. W opinii eksperta, jeżeli nie zostanie podniesiona wystarczająco wartość kontraktów z Funduszem, to dalej będziemy się staczać w tym temacie. Z jego obserwacji wynika, że młodzi lekarze nie garną się do podpisywania takich umów. Z reguły na współpracę decydują się specjaliści przed emeryturą. Wprawdzie mniej zarabiają, ale mają stały i pewny dochód. Jednak ta grupa stopniowo się zmniejsza. Za jakiś czas może się okazać, że nie ma kto pracować dla Funduszu.

– Nasze społeczeństwo ubożeje. Nie możemy oczekiwać, że prywatna kieszeń pacjentów rozwiąże problem globalny. Mniejsza dostępność do świadczeń gwarantowanych najprawdopodobniej najbardziej dotknie osoby z mniejszych miejscowości, gdzie z założenia lekarzy dentystów jest mniej. Może się okazać, że na danym obszarze niewielu lekarzy zechce podjąć się pracy w ramach umowy z NFZ – analizuje prof. dr hab. n. med. Teresa Sierpińska.

Fatalne perspektywy
Jak podkreśla Paweł Barucha, obecnie ok. 30% dentystów pracuje na Fundusz. Dla części lekarzy, szczególnie młodego pokolenia, podpisywanie takich umów nie jest atrakcyjne. Ekspert przekonuje, że NFZ nie płaci jak za usługę wykonywaną przez fachowca, ale oczekuje świadczeń na najwyższym poziomie. Do tego dochodzi kwestia sprawozdawczości. Chcąc poprawnie się rozliczyć, trzeba mieć zatrudniony sztab ludzi, w tym informatyków.

– Co prawda, jak podaje NFZ, liczba udzielonych świadczeń nie zmalała, ale do systemu trafia ciągle zbyt mało pieniędzy i to jest niezaprzeczalny fakt. Na pewno brakuje nam niektórych świadczeń, które powinny być gwarantowane, np. z zakresu protez stałych czy implantologii. One nie pojawią się w tym koszyku ze względu na bardzo wysokie koszty realizacji – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie protetyki stomatologicznej.

Do tego Paweł Barucha jest przekonany, że w najbliższym czasie liczba świadczeniodawców zajmujących się leczeniem stomatologicznym będzie się jeszcze zmniejszać. Do wiceprezesa Naczelnej Rady Lekarskiej docierają sygnały o kolejnych planowanych odejściach stomatologów, którzy przez wiele lat współpracowali z Funduszem. Jak przekonuje ekspert, to nie są jednostkowe przypadki. To tendencja, którą trzeba zatrzymać za wszelką cenę.

– Zaniedbania są wieloletnie. W celu poprawy sytuacji należałoby „dosypać” do sytemu sporo pieniędzy i dysponować dobrym pomysłem na naprawę. O ile są różne koncepcje, to środków wciąż brakuje. Nie widać też woli politycznej, żeby coś się w tym zakresie zmieniło. Oczywiście straci na tym całe społeczeństwo – podsumowuje ekspert z Implant Medical.
 
 
źródło: Monday News

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W zeszłym roku miała miejsce największa od lat aktualizacja wykazu wyrobów medycznych na zlecenie. Obecnie resort pracuje nad kolejnymi zmianami. Jest to bez wątpienia bardzo dobry ruch, gdyż limity finansowania w przypadku niektórych grup produktowych nie były aktualizowane od lat.
Pacjentki onkologiczne czekają na wsparcie od dekad

Kluczowe kategorie wyrobów wymagające aktualizacji to m.in. dwie grupy produktów dla pacjentek onkologicznych tj. protezy piersi i peruki. W przypadku tych pierwszych limity finansowania nie były podnoszone od blisko dekady, w przypadku peruk, finansowanie nie zmieniło się od blisko 20 lat!

Warto przy tym podkreślić, że zarówno protezy piersi, jak i peruki to dla pacjentek coś więcej niż zaadresowanie kwestii estetycznych. Odpowiednie zaopatrzenie w tym zakresie ma realny wpływ na poprawę stanu psychicznego kobiet w procesie lub po zakończeniu leczenia onkologicznego.

– Niejednokrotnie możliwość skorzystania z dobrej jakości protezy, rękawków przeciwobrzękowych i peruki wpływa na komfort jakości życia pacjentki. W przypadku peruki ważny jest jej dobór, co przy dotychczasowej cenie 250 zł jest bardzo trudny i może powodować rezygnację z leczenia chemioterapią z powodu braku akceptacji swojego wyglądumówi Krystyna Wechmann, Prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki.

Należy pamiętać, że utrata włosów nie dotyczy tylko kobiet i nie ogranicza się wyłącznie do leczenia onkologicznego. Są też inne choroby, czy też urazy (np. oparzenia) powodujące tymczasową lub trwałą utratę włosów. Utrata włosów jest traumatyczna dla pacjentów, a brak skutecznych metod farmakologicznych na szybki ich porost sprawia, że stosowanie peruk staje się w wielu przypadkiem jedynym rozwiązaniem i szansą na powrót do możliwie normalnego funkcjonowania w społeczeństwie.

Konieczne zmiany w protetyce i ortotyce

Kolejne trzy kategorie wyrobów wymagające pilnej aktualizacji to ortezy wykonywane seryjnie, ortezy wykonywane na zamówienie oraz protezy. Warto zauważyć, że od czasu ostatniej aktualizacji tych kategorii wyrobów medycznych na rynku pojawiły się nowsze rozwiązania i zmieniły się standardy zaopatrzenia pacjentów. Istotne jest, aby wykaz wyrobów na zlecenie nadążał za zmieniającą się ofertą i innowacyjnymi technologiami, tak aby polscy pacjenci byli zaopatrywani zgodnie z obecnie stosowanymi w leczeniu i rehabilitacji technikami i trendami. Żeby było to możliwe konieczne są zmiany w konstrukcji wykazu dla wyrobów ortopedycznych seryjnych i indywidualnych poprzez wprowadzenie nowych pozycji oraz uszczegółowienie już istniejących.

W obszarze zabezpieczenia protetycznego pacjentów w Polsce mamy bardzo wiele do zrobienia. Dotyczy to zarówno kwestii finansowania wyrobów medycznych, jak również samego zaopatrzenia pacjentów w niezbędne produkty. Z danych NFZ wynika, że obecnie zaledwie 40% pacjentów po amputacjach jest zaopatrzonych w protezy. Jest to dramatyczny wynik – mówi prof. Małgorzata Łukowicz, Konsultant Krajowy ds. Rehabilitacji medycznej.

Aktualizacje w diabetologii były, ale niewystarczające

Mimo, ubiegłorocznej aktualizacji w obszarze diabetologii kilka elementów nadal wymaga pilnej korekty. Są to przede wszystkim kwestie limitów na zestawy infuzyjne do osobistej pompy insulinowej oraz zbiornik na insulinę do osobistej pompy insulinowej. W obu przypadkach limity finansowania nie zmieniły się od blisko 15 lat, w sytuacji, gdzie od 2009 r. koszt ich produkcji wzrósł o ponad 30%. W przypadku zbiorników na insulinę poza podniesieniem limitu ważne jest również zwiększenie miesięcznej liczby refundowanych zestawów infuzyjnych – obecnie pacjent może kupić do dziesięciu tego typu zestawów. W opinii Izby POLMED konieczne jest zwiększenie liczby finansowanych zbiorników do 10 sztuk na miesiąc. Zagwarantuje to właściwe funkcjonowanie całego zestawu infuzyjnego, gdzie miesięczna liczba zbiorników powinna odpowiadać liczbie refundowanych zestawów infuzyjnych.

Izba POLMED postuluje również rozszerzenie listy osób uprawnionych do wystawiania zlecenia na zaopatrzenie w czujniki do systemu monitorowania stężenia glukozy. W wielu miejscach w Polsce pacjenci chorujący na cukrzycę, a w szczególności pacjenci, u których występują powikłania wymagający intensyfikacji insulinoterapii, trafiają na odziały chorób wewnętrznych. Wynika to z ograniczonej liczby dedykowanych oddziałów i pododdziałów diabetologicznych, zwłaszcza w mniejszych miastach i miejscowościach, w szpitalach rejonowych i powiatowych. W takich sytuacjach opieka nad pacjentem z cukrzycą, w tym edukacja w zakresie prawidłowego monitorowania glikemii i dostępnych metod monitorowania spoczywa na lekarzach chorób wewnętrznych. Tymczasem zgodnie z aktualną treścią Wykazu, lekarze chorób wewnętrznych nie są uprawnieni do wystawiania pacjentom zlecenia na zaopatrzenie w te wyroby.

Szereg mniejszych, technicznych zmian

Poza wymienionymi trzeba kluczowymi obszarami, niewielkich zmian technicznych wymagają jeszcze takie grupy limitowe jak wózki, wyroby stomijne oraz wyroby urologicznie. Aktualnie Izba POLMED pracuje nad wypracowaniem konkretnych rozwiązań we wszystkich podjętych powyżej kwestiach – mówi Arkadiusz Grądkowski, Prezes Izby POLMED.

źródło:Izba POLMED
W zeszłym roku miała miejsce największa od lat aktualizacja wykazu wyrobów medycznych na zlecenie. Obecnie resort pracuje nad kolejnymi zmianami. Jest to bez wątpienia bardzo dobry ruch, gdyż limity finansowania w przypadku niektórych grup produktowych nie były aktualizowane od lat.
Pacjentki onkologiczne czekają na wsparcie od dekad

Kluczowe kategorie wyrobów wymagające aktualizacji to m.in. dwie grupy produktów dla pacjentek onkologicznych tj. protezy piersi i peruki. W przypadku tych pierwszych limity finansowania nie były podnoszone od blisko dekady, w przypadku peruk, finansowanie nie zmieniło się od blisko 20 lat!

Warto przy tym podkreślić, że zarówno protezy piersi, jak i peruki to dla pacjentek coś więcej niż zaadresowanie kwestii estetycznych. Odpowiednie zaopatrzenie w tym zakresie ma realny wpływ na poprawę stanu psychicznego kobiet w procesie lub po zakończeniu leczenia onkologicznego.

– Niejednokrotnie możliwość skorzystania z dobrej jakości protezy, rękawków przeciwobrzękowych i peruki wpływa na komfort jakości życia pacjentki. W przypadku peruki ważny jest jej dobór, co przy dotychczasowej cenie 250 zł jest bardzo trudny i może powodować rezygnację z leczenia chemioterapią z powodu braku akceptacji swojego wyglądumówi Krystyna Wechmann, Prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki.

Należy pamiętać, że utrata włosów nie dotyczy tylko kobiet i nie ogranicza się wyłącznie do leczenia onkologicznego. Są też inne choroby, czy też urazy (np. oparzenia) powodujące tymczasową lub trwałą utratę włosów. Utrata włosów jest traumatyczna dla pacjentów, a brak skutecznych metod farmakologicznych na szybki ich porost sprawia, że stosowanie peruk staje się w wielu przypadkiem jedynym rozwiązaniem i szansą na powrót do możliwie normalnego funkcjonowania w społeczeństwie.

Konieczne zmiany w protetyce i ortotyce

Kolejne trzy kategorie wyrobów wymagające pilnej aktualizacji to ortezy wykonywane seryjnie, ortezy wykonywane na zamówienie oraz protezy. Warto zauważyć, że od czasu ostatniej aktualizacji tych kategorii wyrobów medycznych na rynku pojawiły się nowsze rozwiązania i zmieniły się standardy zaopatrzenia pacjentów. Istotne jest, aby wykaz wyrobów na zlecenie nadążał za zmieniającą się ofertą i innowacyjnymi technologiami, tak aby polscy pacjenci byli zaopatrywani zgodnie z obecnie stosowanymi w leczeniu i rehabilitacji technikami i trendami. Żeby było to możliwe konieczne są zmiany w konstrukcji wykazu dla wyrobów ortopedycznych seryjnych i indywidualnych poprzez wprowadzenie nowych pozycji oraz uszczegółowienie już istniejących.

W obszarze zabezpieczenia protetycznego pacjentów w Polsce mamy bardzo wiele do zrobienia. Dotyczy to zarówno kwestii finansowania wyrobów medycznych, jak również samego zaopatrzenia pacjentów w niezbędne produkty. Z danych NFZ wynika, że obecnie zaledwie 40% pacjentów po amputacjach jest zaopatrzonych w protezy. Jest to dramatyczny wynik – mówi prof. Małgorzata Łukowicz, Konsultant Krajowy ds. Rehabilitacji medycznej.

Aktualizacje w diabetologii były, ale niewystarczające

Mimo, ubiegłorocznej aktualizacji w obszarze diabetologii kilka elementów nadal wymaga pilnej korekty. Są to przede wszystkim kwestie limitów na zestawy infuzyjne do osobistej pompy insulinowej oraz zbiornik na insulinę do osobistej pompy insulinowej. W obu przypadkach limity finansowania nie zmieniły się od blisko 15 lat, w sytuacji, gdzie od 2009 r. koszt ich produkcji wzrósł o ponad 30%. W przypadku zbiorników na insulinę poza podniesieniem limitu ważne jest również zwiększenie miesięcznej liczby refundowanych zestawów infuzyjnych – obecnie pacjent może kupić do dziesięciu tego typu zestawów. W opinii Izby POLMED konieczne jest zwiększenie liczby finansowanych zbiorników do 10 sztuk na miesiąc. Zagwarantuje to właściwe funkcjonowanie całego zestawu infuzyjnego, gdzie miesięczna liczba zbiorników powinna odpowiadać liczbie refundowanych zestawów infuzyjnych.

Izba POLMED postuluje również rozszerzenie listy osób uprawnionych do wystawiania zlecenia na zaopatrzenie w czujniki do systemu monitorowania stężenia glukozy. W wielu miejscach w Polsce pacjenci chorujący na cukrzycę, a w szczególności pacjenci, u których występują powikłania wymagający intensyfikacji insulinoterapii, trafiają na odziały chorób wewnętrznych. Wynika to z ograniczonej liczby dedykowanych oddziałów i pododdziałów diabetologicznych, zwłaszcza w mniejszych miastach i miejscowościach, w szpitalach rejonowych i powiatowych. W takich sytuacjach opieka nad pacjentem z cukrzycą, w tym edukacja w zakresie prawidłowego monitorowania glikemii i dostępnych metod monitorowania spoczywa na lekarzach chorób wewnętrznych. Tymczasem zgodnie z aktualną treścią Wykazu, lekarze chorób wewnętrznych nie są uprawnieni do wystawiania pacjentom zlecenia na zaopatrzenie w te wyroby.

Szereg mniejszych, technicznych zmian

Poza wymienionymi trzeba kluczowymi obszarami, niewielkich zmian technicznych wymagają jeszcze takie grupy limitowe jak wózki, wyroby stomijne oraz wyroby urologicznie. Aktualnie Izba POLMED pracuje nad wypracowaniem konkretnych rozwiązań we wszystkich podjętych powyżej kwestiach – mówi Arkadiusz Grądkowski, Prezes Izby POLMED.

źródło:Izba POLMED