Medicalpress

Nawet milion dzieci i nastolatków w Polsce może chorować na otyłość – szacuje Polskie Towarzystwo Otyłości Dziecięcej. Proponuje model opieki, w którym większość byłaby leczona przez lekarzy POZ, a dzieci z poważniejszymi powikłaniami trafiałyby do poradni specjalistycznych i ośrodków referencyjnych.

Stanowisko PTOD określiło proponowany podział zadań między podstawową opieką zdrowotną, ambulatoryjną opieką specjalistyczną i ośrodkami zajmującymi się najbardziej złożonymi przypadkami. Dokument powstał w ramach prac grupy roboczej ds. zmian systemowych przy Zespole ds. przeciwdziałania otyłości, działającym przy Radzie ds. Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia.

– Rodzic powinien wiedzieć, gdzie zgłosić się po pomoc i co będzie się działo po rozpoznaniu otyłości u dziecka. Dziś potrzebujemy czytelnej ścieżki, w której lekarz POZ może rozpocząć leczenie, a w razie potrzeby skierować pacjenta do odpowiedniej placówki  – powiedział PAP prezes PTOD dr hab. n. med. Paweł Matusik, prof. Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.

Według towarzystwa otyłość jest przewlekłą, złożoną chorobą, której nie można traktować wyłącznie jako problemu estetycznego. Rozpoznanie powinno prowadzić do oceny stanu zdrowia dziecka, sprawdzenia ewentualnych powikłań i ustalenia planu leczenia.

PTOD wskazało na potrzebę regularnego pomiaru masy i wysokości ciała dzieci oraz interpretowania wyników BMI z uwzględnieniem wieku i płci. Postulowało systematyczne wykonywanie pomiarów w placówkach edukacyjnych i POZ, a także egzekwowanie badań bilansowych i powiązanie raportowania ich wyników z finansowaniem świadczeń przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Większość dzieci z nadwagą lub otyłością pierwszego stopnia, bez istotnych powikłań albo z powikłaniami o niewielkim nasileniu, miałaby być diagnozowana i leczona w POZ. Lekarz mógłby przeprowadzić wstępną diagnostykę, w tym zmierzyć ciśnienie tętnicze, zlecić dostępne badania laboratoryjne i ocenić stan psychiczny pacjenta. Wizyty kontrolne miałyby odbywać się co najmniej raz na trzy miesiące.

Towarzystwo zaproponowało również wprowadzenie w ramach opieki koordynowanej czterech konsultacji dietetycznych i dwóch psychologicznych rocznie. Jak zaznacza, dostęp do takich świadczeń w zorganizowanej ścieżce leczenia pozostaje luką w systemie.

– Zalecenia trzeba przełożyć na codzienne życie rodziny. Dostęp do dietetyka pozwala pracować nad sposobem żywienia, a pomoc psychologiczna, gdy jest potrzebna, wspiera proces leczenia – wyjaśniła skarbnik PTOD prof. dr hab. n. med. Małgorzata Wójcik.

Do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej miałyby trafiać dzieci z otyłością drugiego i trzeciego stopnia oraz pacjenci z umiarkowanymi lub ciężkimi powikłaniami. PTOD postulowało możliwość odrębnego kontraktowania poradni leczenia otyłości dziecięcej, w których pediatrzy z odpowiednimi kwalifikacjami współpracowaliby z dietetykami, psychologami i fizjoterapeutami.

O wyborze poziomu opieki nie powinien decydować wyłącznie wskaźnik BMI, ale także powikłania i wpływ choroby na codzienne funkcjonowanie dziecka. Do oceny ich nasilenia eksperci wskazali pediatryczną skalę Edmonton, uwzględniającą m.in. problemy metaboliczne i psychologiczne.

Najbardziej złożonymi przypadkami zajmowałyby się ośrodki referencyjne trzeciego stopnia. Trafiałyby do nich m.in. dzieci z ciężkimi powikłaniami otyłości, pacjenci, u których nie udało się osiągnąć celów leczenia na niższych poziomach opieki, oraz osoby wymagające leczenia bariatrycznego. Opieką takich ośrodków powinny być objęte także dzieci z podejrzeniem wtórnych przyczyn otyłości, np. genetycznych lub podwzgórzowych.

– Nie musimy zaczynać wszystkiego od zera. W systemie są już lekarze i dostępne badania, ale potrzebujemy lepszej organizacji oraz dostępu do świadczeń, których dziś brakuje w ścieżce pacjenta – podsumował Matusik.

Proponowane rozwiązania mają uporządkować kierowanie dzieci do odpowiednich placówek i dostosować zakres leczenia do stanu zdrowia pacjentów. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Wraz z początkiem sezonu jesienno-zimowego w całej Polsce ruszyły bezpłatne szczepienia przeciw COVID-19 na sezon 2026/2027. Szczepienie jest dostępne dla osób od 12. roku życia, a szczególnie rekomendowane osobom w wieku 60 lat i starszym oraz osobom narażonym na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby. Szczepienie jest bezpłatne i nie wymaga e-skierowania. Osoby dorosłe mogą się zaszczepić w placówce podstawowej opieki zdrowotnej lub w aptece.

Obecnie w Polsce działa już ponad 2,8 tys. aptecznych punktów szczepień.

– Farmaceuci odgrywają kluczową rolę w ochronie pacjentów przed COVID-19 i nadal zależy nam na tym, aby dostęp do szczepień był jak najłatwiejszy. Wraz z początkiem sezonu infekcji dróg oddechowych szczególnie ważne jest, aby osoby narażone na zwiększone ryzyko ciężkiego przebiegu choroby zadbały o odpowiednią ochronę – mówi dr n. farm. Mikołaj Konstanty, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Początek jesieni przyniósł ponowny wzrost aktywności koronawirusa w Polsce. Według Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS) na początku października wzrosła liczba przypadków COVID-19, szczególnie wśród dzieci i osób młodych.

Jednak liczba szczepień przeciw COVID-19 w Polsce pozostaje w tym sezonie na bardzo niskim poziomie. Do 11 października 2026 roku odnotowano zaledwie 67,5 tys. szczepień, czyli ponad dwukrotnie mniej niż w analogicznym okresie 2025 roku i znacznie mniej niż szczepień przeciw grypie, których w obecnym sezonie wykonano już ponad 1,1 mln. Jednocześnie COVID-19 nadal jest przyczyną hospitalizacji, szczególnie wśród osób starszych i osób z chorobami współistniejącymi.

COVID-19 nadal może prowadzić do poważnych powikłań, szczególnie u osób starszych i osób z chorobami współistniejącymi. Zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Zdrowia szczepienie jest rekomendowane osobom w wieku 60 lat i starszym, osobom z chorobami przewlekłymi lub obniżoną odpornością, kobietom w ciąży, mieszkańcom placówek opieki długoterminowej oraz pracownikom ochrony zdrowia.

Osoby, którym zaleca się szczepienia zarówno przeciw grypie, jak i COVID-19, mogą przyjąć je podczas jednej wizyty. Zgodnie z rekomendacjami ekspertów koadministracja obu szczepień jest zalecanym rozwiązaniem i pozwala ograniczyć liczbę wizyt potrzebnych do uzyskania ochrony przed obiema infekcjami.

– Osoby, u których jest to wskazane, mogą podczas jednej wizyty przyjąć szczepienie przeciw COVID-19 oraz przeciw grypie – jest to bezpieczny i wygodny sposób ochrony przed obiema infekcjami. Ponieważ e-skierowanie nie jest wymagane, zachęcam osoby z grup ryzyka, aby skontaktowały się z najbliższą apteką realizującą szczepienia, porozmawiały z farmaceutą o swoich potrzebach w zakresie profilaktyki i umówiły termin szczepienia – mówi dr n. farm. Mikołaj Konstanty.

Osoby, które mają wątpliwości dotyczące szczepienia przeciw COVID-19, mogą się skonsultować z farmaceutą lub innym pracownikiem ochrony zdrowia. Najbliższą aptekę wykonującą szczepienia można znaleźć na stronie pacjent.gov.pl/zaszczep-sie-w-aptece, a następnie skontaktować się z wybraną placówką w celu umówienia terminu. Część aptek umożliwia również rezerwację terminu online, m.in. za pośrednictwem serwisu GdziePoLek.pl. Warto również pomóc starszym członkom rodziny lub osobom wymagającym opieki w umówieniu się na szczepienie.

Źródło: Newseria

W 2025 roku odnotowano 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy na łącznie 290,5 mln dni absencji chorobowej. Natomiast jeśli połowa osób nieaktywnych fizycznie w Polsce zaczęłaby spełniać rekomendacje WHO, można byłoby liczyć na 14,6 mln mniej dni chorobowego, a co za tym idzie ok. 1,9 mld zł oszczędności rocznie – wynika z analizy Instytutu Badań Strukturalnych na zlecenie Benefit Systems. Do wyższego poziomu aktywności fizycznej pracujących Polaków przyczyniają się rozwiązania udostępniane przez pracodawców. W ramach sprawdzonego modelu pracownicy mają dostęp do różnych form aktywności i miejsc, w których można ją podejmować.

– Liczba zwolnień lekarskich rośnie z roku na rok. O ile kiedyś mówiliśmy jeszcze o 24–25 mln zwolnień lekarskich w ciągu jednego roku, o tyle w tym momencie mówimy już o 28 mln. Widać więc, że o zdrowie nie tyle powinniśmy, ile musimy zadbać, a profilaktyka powinna być na pierwszym miejscu u każdego z nas – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Paweł Jaroszek, członek zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

Z danych ZUS wynika, że w 2025 roku odnotowano 27,5 mln zaświadczeń lekarskich o czasowej niezdolności do pracy łącznie na 290,5 mln dni absencji chorobowej, zarówno z tytułu choroby własnej, jak i opieki nad dziećmi lub innymi członkami rodziny. Tylko z tytułu choroby własnej do ZUS wpłynęło 24,2 mln zaświadczeń lekarskich, które przełożyły się na 277,6 mln dni absencji chorobowej.

– Na pierwszym miejscu są choroby układu narządu ruchu. Spowodowała to przede wszystkim pandemia, ale nie łudźmy się: to także efekt tego, że coraz więcej pracujemy zdalnie i spędzamy dużo czasu z laptopem na kanapie. Podstawka pod monitor tego nie rozwiąże. Tu potrzebne są bardzo mocne działania profilaktyczne – uważa członek zarządu ZUS.

Choroby układu mięśniowo-szkieletowego i tkanki łącznej w 2025 roku spowodowały 42,4 mln dni absencji chorobowej (17,5 proc.). Na drugim miejscu znalazły się zaburzenia psychiczne i zaburzenia zachowania z 34,1 mln dniami chorobowego (14,1 proc.).

Wydatki związane z absencją chorobową w 2025 roku ogółem wyniosły 34,88 mld zł, co oznacza wzrost o 12,4 proc. r/r. Na zasiłki chorobowe finansowane z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wydatkowano 20,71 mld zł (+13,2 proc.), a na wynagrodzenia za czas niezdolności do pracy finansowane ze środków zakładów pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych – 14,17 mld zł (+11,2 proc.). 

– Aktywność fizyczna jest częścią profilaktyki i prewencji. Zaczęło się od różnych rejestrów, które są wskazówkami dla zachowania życia w zdrowiu. Na przykład INTERHEART mówi, że brak aktywności fizycznej skraca nasze życie. Łącznie z tym, że gdy uprawiamy sport w młodym wieku, to w wieku starszym wydłużamy życie o 13 proc., a ryzyko zgonu redukujemy o 15 proc. To są twarde dane, z którymi nie dyskutujemy – podkreśla dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor, senator RP, wiceprzewodnicząca senackiej Komisji Zdrowia.

Według badania MultiSport Index 2025 94 proc. dorosłych Polaków uważa, że regularna aktywność fizyczna pomaga im zadbać o lepszą jakość życia teraz i na przyszłość. 93 proc. wskazuje, że różnorodna aktywność fizyczna ma pozytywny wpływ na zdrowie psychofizyczne, a 77 proc. – że na wykonywanie obowiązków zawodowych.

– Świadomość potrzeby aktywności fizycznej się zwiększa, a sama aktywność zwiększa się tylko w ramach grupy ludzi już aktywnych. Mamy jednak całą rzeszę osób, które jej unikają albo jej po prostu nie doświadczają. Musimy doprowadzić do tego, by edukacja dla sportu nie polegała tylko i wyłącznie na zadawaniu ćwiczeń fizycznych, tylko była rzeczywiście edukacją, która wchodzi w strefę budowania postaw na całe życie. To jest zadanie dla naszego społeczeństwa, inaczej nie będziemy 20. gospodarką świata i stracimy tę pozycję, a na pewno nie zyskamy pozycji jeszcze wyższej – mówi Robert Korzeniowski, chodziarz, czterokrotny mistrz olimpijski.

Z raportu MultiSport Index 2025 wynika, że co trzeci dorosły Polak nie podejmuje żadnej formy aktywności fizycznej w ciągu miesiąca, w tym nawet spacerów czy jazdy na rowerze. Jednocześnie ponad 64 proc. chciałoby się więcej ruszać.

– Ruch jest możliwy w każdym wieku. Nie ma bardzo wielu przeciwwskazań, poza kilkoma jednostkami chorobowymi, do wysiłku fizycznego, umiarkowanego bądź ograniczonego objawami. Oczywiście, im jesteśmy starsi, tym więcej jest ograniczeń, ale żeby ich nie było, wysiłek jest konieczny – podkreśla dr n. med. Agnieszka Gorgoń-Komor.

Pracodawcy w Polsce dostrzegają konsekwencje zmian demograficznych. 52 proc. firm spodziewa się, że starzejąca się i kurcząca siła robocza wpłynie na ich działalność w ciągu najbliższych pięciu lat. 65 proc. przewiduje natomiast trudności z rekrutacją pracowników – wynika z raportu „Future of Jobs Report 2025” Światowego Forum Ekonomicznego (WEF).

– Potrzebujemy rozwiązań wypracowanych zarówno przez pracodawców, jak i biznes. W pracy spędzamy bardzo dużo swojego czasu. Jeżeli więc będziemy mieć tam możliwość wykonywać ruch fizyczny, na przykład w przerwach w pracy, to pracujemy efektywniej, korzystamy z mniejszej liczby zwolnień lekarskich i jesteśmy zdrowsi – podkreśla ekspertka.

Polscy pracodawcy sięgają po narzędzia, które wspierają profilaktykę poprzez aktywność fizyczną.

– Dbanie o kondycję fizyczną jest zarówno przejawem odpowiedzialności za zdrowie zespołu, jak i całkiem konkretną decyzją biznesową. Dlaczego? Dzisiaj pracodawcy czują i wiedzą, że pracownik, który fizycznie i psychicznie czuje się dobrze, ma zadbany dobrostan, to pracownik, który jest efektywny i pomaga firmie funkcjonować. Profilaktyka oparta na aktywności fizycznej, jakościowym śnie i odpowiedniej diecie to oprócz oczywistego wpływu na zdrowie także korzyść ogólnospołeczna i biznesowa – uważa Kinga Kołodziej, dyrektor Działu Relacji z Klientami w Benefit Systems.

Analiza Instytutu Badań Strukturalnych, przygotowana na zlecenie Benefit Systems, pokazuje scenariusz, w którym połowa osób nieaktywnych fizycznie w Polsce zaczyna spełniać rekomendacje WHO dotyczące aktywności. W takim scenariuszu model wskazuje na 14,6 mln mniej dni absencji chorobowej rocznie, 127 tys. dodatkowych osób pracujących i spadek liczby zgonów o 13,7 proc. rocznie. Potencjalne oszczędności z tytułu mniejszej liczby absencji chorobowych oszacowano na 1,9 mld zł, a oszczędności dla systemu ochrony zdrowia na 359 mln zł rocznie.

– Biznes cały czas poszukuje rozwiązań wspierających kondycję psychofizyczną pracowników. Mogę to powiedzieć na przykładzie współpracy Benefit Systems z innymi przedsiębiorcami. Informacja zwrotna, którą dostajemy od klientów przy rozmowach, jest jednoznaczna. Jeden wymiar to ten biznesowy, za którym stoi wyraźna potrzeba wsparcia zdrowia pracowników, ponieważ to jest kwestia przyszłości przedsiębiorstwa. Drugi dotyczy relacji pracodawca i pracownik, gdzie pracodawcy mówią wprost: chcemy zadbać o kondycję naszych pracowników, żeby w tym dobrostanie pracowało im się jak najlepiej, jak najdłużej i jak najefektywniej – zaznacza Kinga Kołodziej.

W Polsce z programu MultiSport korzysta ponad 1,9 mln osób. Według danych MultiSport Index 2025 84 proc. jego użytkowników deklaruje aktywność fizyczną co najmniej raz w tygodniu (48 proc. w populacji ogólnej).

– Program MultiSport jest wielowymiarowy. Z jednej strony pozwala pracodawcom zabezpieczyć kwestie związane z dbaniem o kondycję pracownika, z drugiej wspiera cele HR-owe, w tym te wellbeingowe w przedsiębiorstwie. Dodatkowo nasz program pomaga budować nawyki pracownikom, którzy korzystają z kart sportowych. Mogą to robić, korzystając z różnych aktywności i dziedzin sportowych, z kilkunastu tysięcy obiektów sportowych w Polsce i za granicą, dodatkowo angażując i zachęcając do ruchu swoich bliskich w ramach kart dla osób towarzyszących – tłumaczy przedstawicielka Benefit Systems.

O aktywności fizycznej jako jednym z narzędzi profilaktyki zdrowotnej dyskutowano podczas Europejskiego Forum Nowych Idei – EFNI 2026, które odbyło się 14–16 października w Sopocie.

Źródło: Newseria

Współczesna hematologia korzysta z coraz bardziej zaawansowanych metod diagnostycznych, ale zmaga się z niedoborem specjalistów – zwraca uwagę prof. Marcin Pasiarski ze Świętokrzyskiego Centrum Onkologii. Jak zaznacza, wyzwaniem pozostaje również niewielka wiedza pacjentów o chorobach krwi i znaczeniu podstawowych badań.

W sobotę w Świętokrzyskim Centrum Onkologii odbyła się trzecia edycja Akademii Pacjenta. Spotkanie, zorganizowane przez Fundację Carita we współpracy z kieleckim ośrodkiem, skierowane było do osób z chorobami hematoonkologicznymi oraz ich bliskich.

– Nie zdajemy sobie sprawy, jak ogromny wpływ na nasz organizm ma styl życia, środowisko i odżywianie. Brakiem aktywności fizycznej robimy sobie wielką krzywdę – powiedział PAP kierownik Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku Świętokrzyskiego Centrum Onkologii w Kielcach prof. Marcin Pasiarski.

Wyjaśnił, że wysiłek fizyczny wpływa na funkcjonowanie układu odpornościowego, który uczestniczy w rozpoznawaniu i eliminowaniu nieprawidłowych komórek. Zwrócił uwagę, że równie istotne dla zdrowia są prawidłowe odżywianie i unikanie używek, w szczególności alkoholu i papierosów.

– Odpowiednia dieta i aktywność fizyczna wydają się banałem, ale to naprawdę nie jest banalne – podkreślił.

Zaapelował o regularne wykonywanie podstawowych badań laboratoryjnych. Jak wskazał, większości osób wystarcza kontrola morfologii krwi z rozmazem oraz podstawowych parametrów biochemicznych raz w roku. Częstsze badania, nawet co sześć miesięcy, mogą być wskazane u osób z rodzinnym obciążeniem chorobami układu krwiotwórczego lub zaburzeniami odporności, a także narażonych na działanie substancji toksycznych i promieniowania jonizującego.

Prof. Pasiarski ocenił, że wiedza społeczeństwa na temat chorób krwi pozostaje niewystarczająca. – Wiele osób potrafi wskazać swój poziom cholesterolu czy wartości ciśnienia tętniczego, znacznie rzadziej zna podstawowe parametry morfologii – zwrócił uwagę.

Zaznaczył, że hematologia często kojarzona jest wyłącznie z leczeniem nowotworów, takich jak białaczki, chłoniaki czy szpiczaki. Tymczasem obejmuje również diagnostykę i leczenie niedokrwistości, zaburzeń krzepnięcia oraz innych chorób krwi.

Zwrócił również uwagę na utrzymujące się problemy kadrowe w tej dziedzinie medycyny. Jak podał, w Polsce jest około 650 hematologów, przy czym w tej grupie znajdują się zarówno lekarze rozpoczynający pracę w specjalizacji, jak i osoby w wieku emerytalnym.

– Mamy więc kolosalny problem kadrowy i brakuje nam rąk do pracy, aby sprawnie diagnozować i leczyć tak dużą liczbę pacjentów – zaznaczył.

Wyjaśnił, że współczesna hematologia wymaga korzystania z coraz szerszej wiedzy, m.in. z zakresu badań molekularnych, cytogenetycznych i immunologicznych. W rezultacie diagnostyka jest bardziej złożona, a właściwa ocena stanu zdrowia pacjenta wymaga odpowiednio długiej wizyty lekarskiej.

Prof. Pasiarski przestrzegł jednocześnie przed dezinformacją medyczną rozpowszechnianą w internecie, szczególnie w mediach społecznościowych. Wskazał, że rozwój narzędzi sztucznej inteligencji dodatkowo ułatwia szybkie tworzenie i rozpowszechnianie niezweryfikowanych treści.

– Każde doniesienie medyczne należy wielokrotnie weryfikować, a wiedzę czerpać wyłącznie ze sprawdzonych źródeł oraz od swojego lekarza prowadzącego – powiedział.

Według danych Polskiego Rejestru Onko-Hematologicznego w 2023 roku w Polsce odnotowano 16 302 nowe zachorowania na nowotwory onkohematologiczne oraz 6 968 zgonów z ich powodu. W grupie nowotworów złośliwych układu chłonnego i krwiotwórczego zarejestrowano 11 434 nowe przypadki. Najliczniejszą grupę stanowiły chłoniaki i białaczki.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

39 proc. dorosłych Polaków ma nadwagę, a 21 proc. choruje na otyłość. Nieco ponad 32 proc. zmaga się z nadciśnieniem tętniczym, natomiast niemal 900 tys. osób żyje z nierozpoznaną, a więc nieleczoną cukrzycą – to tylko niektóre z danych z ostatniego ogólnopolskiego badania epidemiologicznego WOBASZ3. Eksperci podkreślają, że kluczem do wydłużenia życia w lepszym zdrowiu jest profilaktyka, której Polacy wciąż nie poświęcają należytej uwagi.

– Długowieczność jest gałęzią medycyny, dlatego że fundamentalnym celem dla systemu ochrony zdrowia jest zabezpieczenie długiego życia w zdrowiu. Zatem proces, który wynika z genezy medycyny, dzisiaj zostaje uzbrojony w zupełnie nowe narzędzia i metody, które pozwalają nam mieć dużo więcej wiedzy na temat potencjału do długiego życia w zdrowiu każdego z nas. Jednocześnie pojawia się wiele nowych narzędzi, które pozwalają nam zmniejszyć ryzyko zachorowania na wiele chorób, zakaźnych i niezakaźnych, które w sposób naturalny dają szansę na utrzymanie dobrostanu w długiej linii naszego życia – mówi agencji Newseria dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka, rektor Uczelni Łazarskiego.

W 2025 roku przeciętne trwanie życia mężczyzn w Polsce wyniosło 75,4 roku w porównaniu do 72,6 roku w 2020 roku i 69,7 roku w 2000 roku. W przypadku kobiet wskaźnik ten jest wyższy – w ubiegłym roku wyniósł 82,5 roku (80,7 roku w 2020 roku i 78 lat w 2000 roku). Tak wynika z ostatnich danych GUS.

– Dowody naukowe jednoznacznie wskazują, że największy wpływ na uzysk zdrowotny, czyli wydłużenie życia i ograniczenie ryzyk, miały przede wszystkim szczepienia. W tej materii niewiele się zmienia. Wciąż uznajemy je za metodę, która pozwala ochronić nas przed zagrożeniami istotnie skracającymi życie, rodzącymi ryzyko przedwczesnej śmierci – podkreśla dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Na łamach czasopisma „The Lancet” w 2024 roku opublikowano analizę 50 lat globalnych programów szczepień. Badacze oszacowali, że w latach 1974–2024 uratowały one ok. 154 mln osób, w tym 101 mln niemowląt. Na każde uratowane ludzkie istnienie przypadało średnio 66 lat życia w pełnym zdrowiu.

– Innymi rozwiązaniami są na pewno immunoterapie czy terapie genowe. Wszystkie technologie, które adresują przyczynę rozwoju choroby, zwiększają szansę na to, aby w sposób skuteczny, jednoznaczny się z nią zmierzyć, a tym samym dać szansę na to, aby funkcjonować w stanie bez choroby, a nie w stanie choroby przewlekłej – wyjaśnia rektor Uczelni Łazarskiego.

Z danych Eurostatu wynika, że w 2024 roku 35,3 proc. mieszkańców Unii Europejskiej zgłosiło, że ​​cierpi na przewlekłą chorobę lub problem zdrowotny. W Polsce odsetek ten wyniósł 35,1 proc. Największy odsetek odnotowano w Finlandii (56 proc.), a najniższy we Włoszech (17 proc.). Te spore różnice nie muszą wynikać z faktycznego stanu zdrowia obywateli, ale z ich świadomości zdrowotnej i częstotliwości badań.

– Wiele nowego musi się wydarzyć w systemie ochrony zdrowia, jego organizacji, ale i finansowania, żebyśmy przestawili go z paradygmatu leczenia choroby na paradygmat zachowania zdrowia – uważa dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka. – Promocja zdrowia, profilaktyki, wczesnej diagnostyki, która ma nie służyć wykryciu choroby, ale potwierdzeniu zdrowia – to są zupełnie nowe atrybuty systemu ochrony zdrowia, które będą zmuszały regulatorów do tego, aby przebudować katalog świadczeń gwarantowanych w ramach ubezpieczenia, ale również organizację pracy systemu ochrony zdrowia.

Jak podkreśla, w nowym modelu do troski o zdrowie obywateli powinny być zaangażowanie nie tylko zasoby sektora ochrony zdrowia, ale również wielu innych dziedzin, m.in. edukacji, sportu, kultury, infrastruktury czy mediów, które będą promować profilaktykę w społeczeństwie.

Prawie dziewięciu na 10 Polaków dba o swoje zdrowie, jednak co trzeci robi to poza gabinetem lekarskim. Działania prozdrowotne bez profilaktyki medycznej podejmuje 39 proc. mężczyzn i 25 proc. kobiet. Najczęstszym powodem niewykonywania badań są dobre samopoczucie i brak potrzeby. To wnioski z raportu „Wellbeing po polsku – jak naprawdę dbamy o siebie? Profilaktyka w liczbach 2026” PMR Market Experts by Hume’s Institute.

– W profilaktyce musi się zmienić bardzo wiele, przede wszystkim podejście Polaków. Dzisiaj system ubezpieczenia zdrowotnego oferuje powszechny dostęp do badań profilaktycznych finansowanych ze środków publicznych bez żadnych ograniczeń. Mimo że często mówimy o kryzysie i reglamentowaniu dostępu do wielu świadczeń medycyny naprawczej, to w odniesieniu do profilaktyki tego limitowania nie ma. Borykamy się z postawą samego Polaka i samej Polki, którzy bardzo często przez nieuwagę, brak wiedzy czy zabieganie rezygnują z tego, co jest fundamentem zachowania dobrej kondycji zdrowotnej – podkreśla rektor Uczelni Łazarskiego.

Narodowy Fundusz Zdrowia prowadzi m.in. profilaktykę raka piersi i szyjki macicy, badania przesiewowe raka jelita grubego, profilaktykę chorób odtytoniowych i gruźlicy. Od 5 maja 2025 roku działa również program Moje Zdrowie, czyli bezpłatny bilans zdrowia dostępny dla ubezpieczonych osób od 20. roku życia, bez górnej granicy wieku. 14 września br. Kancelaria Premiera za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowała, że z programu do tej pory skorzystało 3,6 mln osób.

– Pozostaje pytanie, co zrobić, aby Polakom się chciało, aby byli świadomi tego, jaką inwestycją w przyszłość, bezpieczeństwo, również finansowe, jest ich decyzja o udziale w badaniach profilaktycznych – wskazuje dr hab. Małgorzata Gałązka-Sobotka. – Do skutecznej profilaktyki potrzeba przede wszystkim świadomego i zaangażowanego obywatela. Być może brakuje nam narzędzi albo one są jeszcze niewystarczające, ponieważ dopiero teraz uruchamiamy chociażby lekcje o zdrowiu w edukacji powszechnej.

Zdaniem ekspertki duża jest tu rola personelu medycznego, ale i w tym zakresie potrzebne są zmiany, np. w modelu kształcenia.

– Przywykliśmy do koncentrowania się lekarza na diagnozie i leczeniu. Tymczasem każdy profesjonalista medyczny powinien być osobą, która w pierwszej kolejności promuje zdrowy styl życia i aktywność profilaktyczną – wyjaśnia rektor Uczelni Łazarskiego. – Aby rola lekarzy mogła w tym systemie zostać wykorzystana w pełni, muszą oni mieć dodatkowe narzędzia, które pozwalają im zareagować na tlący się problem dużo szybciej niż dotychczas oraz zaopiekować się na przykład pacjentem z nadwagą wchodzącą w stan otyłości nie wtedy, kiedy będzie miał on już powikłania cukrzycy czy chorób układu krążenia, tylko wtedy, kiedy choroba daje swoje pierwsze symptomy albo nawet jeszcze działa w ukryciu.

Źrodło: Newseria

Udział kobiet w badaniach klinicznych, w tym ciężarnych i karmiących piersią, gromadzenie danych medycznych z podziałem na płeć, lepszy dostęp do diagnostyki czy też opieki zdrowotnej – to niektóre z postulatów europosłów w przyjętym przez nich sprawozdaniu Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia (FEMM) na temat nierówności w opiece zdrowotnej. Domagają się bardziej zdecydowanych działań na rzecz zniwelowania różnic w stanie zdrowia kobiet i mężczyzn.

– Bardzo się cieszę, że światło dzienne ujrzał raport dotyczący różnic w podejściu zdrowotnym pomiędzy kobietami i mężczyznami. Na ten temat wielu zamyka oczy, ale faktem jest, że przez dziesięciolecia wszystkie badania, analizy, testowanie brały pod uwagę płeć męską, a nie żeńską. A okazuje się, że symptomy różnych chorób różnią się u kobiet i mężczyzn, w tym m.in. zawału serca. To wymaga też innego podejścia, innego dawkowania leków, a przede wszystkim badań – mówi w rozmowie z agencją Newseria Elżbieta Łukacijewska, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Koalicji Obywatelskiej i EPL.

W czerwcu br. Komisja Praw Kobiet i Równouprawnienia przyjęła projekt sprawozdania na temat nierówności płci w opiece zdrowotnej. Wezwała tym samym Unię Europejską do podjęcia bardziej zdecydowanych działań w celu zwalczania systemowych uprzedzeń w badaniach medycznych, diagnostyce i leczeniu.

– Strategia na rzecz równości płci kobiet i mężczyzn w Unii Europejskiej jest ważnym dokumentem. To są wytyczne, które poszczególne państwa europejskie powinny wdrożyć u siebie. Jest to kluczowe, ponieważ kobieta i mężczyzna różnią się między sobą, więc ważne jest to, aby spojrzeć na te płcie jednak trochę inaczej, chociażby pod względem zdrowia. Wyciągać wtedy wnioski i dla kobiet, i dla mężczyzn – uważa Joanna Scheuring-Wielgus, posłanka do Parlamentu Europejskiego z Nowej Lewicy i S&D.

W raporcie podkreślono, że choroby układu krążenia są główną przyczyną zgonów w Unii Europejskiej, a wskaźnik umieralności kobiet jest wyższy niż mężczyzn, pomimo powszechnych w społeczeństwie błędnych przekonań. Europosłowie zaznaczyli, że takie postrzeganie przyczynia się do niższego poziomu świadomości ryzyka wśród kobiet i pracowników służby zdrowia, a także niższego wskaźnika uczestnictwa w badaniach przesiewowych w kierunku chorób układu krążenia.

Do tego dochodzą modele ryzyka chorób układu krążenia, które często nie uwzględniają większości czynników biologicznych, społecznych i psychospołecznych specyficznych dla płci, takich jak np. nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, historia ginekologiczna, wczesna menopauza, przemoc ze strony partnera, status społeczno-ekonomiczny czy też przewlekły stres.

– Pamiętam, gdy organizowałam konferencję dotyczącą chorób układu krążenia. Lekarze i  profesorowie, zarówno z Polski, jak i z innych krajów podkreślali to, jak ważna jest świadomość, że kobiety przechodzą inaczej zawał serca, są inne symptomy. My często nawet nie mamy świadomości, że coś niedobrego za chwilę się z nami stanie, więc edukacja, dane i badania są absolutnie niezbędne – podkreśla europosłanka KO.

Choroby metaboliczne, takie jak cukrzyca, są diagnozowane u kobiet ok. 4,5 roku później niż u mężczyzn. Panie doświadczają również znacznie gorszych długoterminowych wyników zdrowotnych niż mężczyźni, w tym o 30 proc. wyższego ryzyka zgonu z powodu chorób układu krążenia, co pokazują dane z raportu Komisji FEMM.

– Te przepisy też pokazują, że przez lata byliśmy ślepi i głusi na endometriozę. To temat bardzo istotny i dotyka wielu kobiet. Było wręcz takie myślenie, że kobieta niestety musi cierpieć. Menopauza, endometrioza, choroby układu krążenia, cukrzyca, choroby psychiczne, to wszystko wymaga innego podejścia do leczenia kobiet, a innego do mężczyzn. Unia i Komisja FEMM, której jestem członkiem, bardzo mocno podkreślają, że muszą być odrębne badania, analizy i testy w przypadku kobiet i mężczyzn, a nie to, co się przetestuje na mężczyznach, automatycznie stosowane jest na kobietach, chociaż nie daje takich pozytywnych efektów – wyjaśnia Elżbieta Łukacijewska.

Endometrioza jest chorobą przewlekłą, która dotyka od 10 do 15 proc. kobiet w wieku rozrodczym. Może powodować takie objawy jak m.in. silny ból, zmęczenie i obfite krwawienie. Mimo jej powszechności diagnoza zajmuje przeciętnie 6–10 lat. Zdaniem autorów raportu opóźnienie w ustaleniu przyczyny problemu ma charakter strukturalny i odzwierciedla nierówności płci oraz uprzedzenia w opiece zdrowotnej.

– Gdy patrzymy na wyniki badań i próbujemy je przeanalizować, to musimy wiedzieć, że były one przeprowadzane na populacji męskiej. Kobiety nigdy nie były brane pod uwagę, jeżeli chodzi o wyniki badań, niezależnie od tego, czy mówimy o raku, pracy, o czymkolwiek. Kluczowe jest to, żeby w końcu, gdy coś badamy i chcemy wyciągać z tego wnioski, to żeby to rozdzielić. Mężczyźni i kobiety inaczej się rozwijają, wpływają na nich inne czynniki. Istotne jest, że powstał ten raport, który przegłosowaliśmy w Parlamencie Europejskim. Cieszę się, ponieważ to jest pierwszy krok do tego, żeby spojrzeć na te wyniki badań jednak pod względem płciowym – zaznacza europosłanka z Nowej Lewicy.

Europosłowie przyjęli sprawozdanie na temat nierówności płci w opiece zdrowotnej 16 września br. Ich zdaniem konieczne jest projektowanie badań uwzględniających płeć w całym cyklu badawczym, w tym zwiększenie wysiłków na rzecz włączenia kobiet w ciąży i karmiących piersią do badań klinicznych, a także gromadzenia danych z podziałem na płeć w projektach finansowanych ze środków unijnych.

– Choroby, których my jako kobiety doświadczamy przez całe życie, też powinny być w centrum uwagi. One mają wpływ na zdrowie psychiczne i fizyczne kobiet, potem na koszty leczenia. Przy okazji tego raportu dotykamy też kwestii niewygodnych dla wielu i które nie są kompetencją Unii Europejskiej, ale one zawsze będą, ponieważ to jest sygnał, że myślimy o kobietach. Czyli zdrowie seksualne, edukacja seksualna, bezpieczna aborcja. To są tematy, które wzbudzają dużo kontrowersji pomiędzy grupami politycznymi, ale zawsze będą w tego typu raportach. Zwłaszcza tych, które wychodzą z Komisji Praw Kobiet i Równouprawnienia – podkreśla Elżbieta Łukacijewska.

Posłowie do Parlamentu Europejskiego domagają się również, aby Komisja i państwa członkowskie zajęły się szkodliwymi praktykami, takimi jak przymusowa aborcja i sterylizacja, odmowa dostępu do opieki aborcyjnej, okaleczanie narządów płciowych osób interpłciowych czy też przemoc położniczo-ginekologiczna.

W raporcie podkreślono, że ponad 20 mln kobiet w Unii Europejskiej wciąż nie ma dostępu do bezpiecznych i legalnych usług aborcyjnych z powodu utrzymujących się w wielu państwach członkowskich szkodliwych i dyskryminujących barier regulacyjnych i proceduralnych.

– Jest też kwestia gender i tego, jak podchodzić do tych określeń oraz osób, które zmieniają płeć. A tych przypadków jest coraz więcej. Prawa strona chciałaby, żeby w ogóle nie dotykać tych tematów, ale sednem tego raportu było inne podejście w leczeniu kobiet i mężczyzn. Spojrzenie na te wszystkie dolegliwości, które mamy jako kobiety, ale także na kobiety w ciąży, matki karmiące. Bardzo się cieszę, że ten raport został przegłosowany większością głosów, ponieważ jest oczekiwany i potrzebny. Myślę, że da też do myślenia zarówno firmom farmaceutycznym, jak i całemu środowisku lekarskiemu – zaznacza europosłanka KO.

Źródło: Newseria

W sezonie infekcyjnym jednocześnie krążą wirusy grypy, RSV czy SARS-CoV-2. Do tego dochodzą pneumokoki, które przy osłabieniu organizmu mogą działać bardziej inwazyjnie. Dla seniorów szczególnie groźne jest połączenie RSV i pneumokoków, które przyczyniają się do cięższego przebiegu zakażenia dolnych dróg oddechowych. Eksperci przestrzegają przed groźnymi powikłaniami i zachęcają do szczepień ochronnych.

– W przypadku pneumokoków czy RSV czynniki ryzyka, zachorowania i ciężkiego przebiegu są bardzo podobne. Częściej chorują osoby starsze, po 65. roku życia, jak również te, które już mają choroby serca, takie jak niewydolność, choroba wieńcowa, miażdżyca, cukrzyca, otyłość, ale też choroby dróg oddechowych, typu przewlekła obturacyjna choroba płuc lub astma. Gdy te osoby już zachorują, to niestety doświadczają dużo cięższego przebiegu tej choroby – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

RSV, syncytialny wirus oddechowy, jest powszechnym wirusem, który atakuje układ oddechowy. Przenosi się drogą kropelkową lub przez ręce i przedmioty zanieczyszczone wydzieliną z dróg oddechowych chorego.

Pneumokoki, czyli bakterie Streptococcus pneumoniae, często bytują w nosogardle i nie dają żadnych objawów. Jeśli jednak do organizmu wnika RSV, uszkadza on nabłonek dróg oddechowych, zaburza pracę oczyszczających go rzęsek i osłabia miejscową odporność. Pneumokoki łatwiej wtedy przylegają do komórek, szybciej się namnażają, intensywnie kolonizują nosogardło i mogą się przedostać do płuc.

– W przypadku infekcji, czy to RSV, czy pneumokokowego zapalenia płuc, najczęstsze są powikłania sercowo-naczyniowe. Może dojść do zaostrzenia niewydolności serca, ale też zwiększone jest ryzyko zawału, udaru mózgu, czyli incydentów niedokrwiennych w przebiegu tych chorób. Powikłaniem długoterminowym jest to, że pacjent po zachorowaniu niestety ma niższą wydolność niż przed nim. Bardziej się męczy, może mniej zrobić na co dzień, przejść krótszy dystans podczas spaceru, co wpływa na jakość jego życia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Pneumokoki wywołują zapalenie płuc, które u seniora powoduje osłabienie, duszność, zaostrzenie chorób przewlekłych i oznacza leczenie w szpitalu. Najcięższą postacią zakażenia pneumokokami jest inwazyjna choroba pneumokokowa (IChP).

– Wirusy torują drogę bakteriom w układzie oddechowym i świetnym tego przykładem jest właśnie syncytialny wirus oddechowy, czyli RSV. Bardzo pomaga bakteriom, a w szczególności pneumokokom, penetrować układ oddechowy zakażonych osób. Wirus w toku infekcji niszczy część nabłonka, który wyścieła drogi oddechowe, zaburza w nich funkcje immunologiczne i prowadzi jeszcze szereg innych procesów, które bardzo sprzyjają bakteriom. Nawet jeżeli sama infekcja wirusowa nie jest powodem do zmartwień, nie powoduje bardzo istotnych objawów klinicznych, to niestety wtórnie, po pewnym czasie może się rozwinąć bardzo poważna bakteryjna infekcja pneumokokowa, prowadząca nawet do inwazyjnej choroby pneumokokowej, która jest stanem zagrażającym życiu – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski z Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

W przebiegu choroby pneumokokowej bakterie przedostają się do krwi lub ośrodkowego układu nerwowego, wywołując m.in. sepsę lub zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W 2025 roku zgłoszono w Polsce blisko 3,5 tys. takich przypadków. Według danych Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN) raportowana śmiertelność IChP wyniosła 34,8 proc., a najwyższy jej poziom obserwowano wśród osób powyżej 65. roku życia.

– Kolonizacja układu oddechowego przez pneumokoki może zachodzić przez cały rok, natomiast najcięższa postać zakażenia tymi bakteriami pod nazwą inwazyjnej choroby pneumokokowej ma tendencję do występowania sezonowego. Obserwujemy, że ten problem najbardziej nasila się po tym, gdy przejdą już fale infekcji grypowej, gdy zaczynają się rozwijać infekcje RSV-owe, co nam zresztą wskazuje wprost, że wirusy są jednym z czynników, który sprzyja tej chorobie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

W sezonie 2025/2026 w Polsce zarejestrowano 278 hospitalizacji osób w wieku 65 lat i starszych z RSV jako rozpoznaniem głównym, co przełożyło się na 3,5 na 100 tys. osób w tej grupie wiekowej. Jednocześnie z powodu chorób pneumokokowych hospitalizowano blisko 4 tys. pacjentów, z czego ponad połowę (56,3 proc.) stanowiły osoby po 65. roku życia.

– Statystyki dotyczące RSV są budowane od kilku ostatnich lat. Dopiero od 2023 roku mamy obowiązek sprawozdawczości zakażenia, czyli potwierdzenie wirusa, w związku z czym dopiero od tego czasu możemy wiązać infekcję z tym, co się dzieje z pacjentem później. Coraz częściej mówimy o tym i pokazujemy, że sama infekcja nie kończy się w chwili wyzdrowienia, ustąpienia objawów i gorączki. Za pacjentem idzie niestety ryzyko sercowo-naczyniowe i płucne, ponieważ płuca też są uszkodzone i wymagają wielu miesięcy, zanim dojdzie do regeneracji nabłonka w drogach oddechowych – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Dla seniora ciężkie zakażenie spowodowane RSV lub pneumokokami może być początkiem problemów, które wykraczają poza układ oddechowy. Zaostrzenie chorób serca, płuc lub cukrzycy, długi pobyt w szpitalu i osłabienie po infekcji mogą utrudnić powrót do codziennych aktywności, zwiększyć zależność od bliskich, a nawet odebrać samodzielność. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem i liczbą chorób współistniejących.

– Przy RSV trochę więcej infekcji występuje w okresie jesienno-zimowym, ale nie jest tak jak z grypą, że mamy nagły wzrost. Podobnie w przypadku pneumokoków, w ciągu roku jest bardzo podobna częstość zachorowania, w związku z czym każdy moment na zaszczepienie się na RSV i pneumokoki jest dobry, czy to jest jesień, zima, lato czy wiosna. Nie czekajmy, tylko to zróbmy, ponieważ po około dwóch tygodniach uzyskujemy odporność w przypadku RSV, a pneumokoków mniej więcej po miesiącu – podkreśla ekspert z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM.

Szczepienia przeciw RSV i pneumokokom, zalecane osobom dorosłym, chronią przed różnymi chorobami i nie zastępują się nawzajem. Zapobieganie jednemu patogenowi może jednak pośrednio ograniczać obciążenie drugim.

– Można dokonać koszczepienia, czyli gdy pójdziemy się zaszczepić na pneumokoki, możemy od razu na RSV. Jeżeli idziemy się szczepić na grypę co roku, to raz się doszczepmy na RSV, możemy też na pneumokoki, a możemy też odłożyć na przykład pneumokoki jeszcze za miesiąc jako kolejny element szczepienia – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam. – Wrzesień i październik to są te dwa miesiące, kiedy najbardziej powinniśmy myśleć o szczepieniach, ponieważ wzrasta liczba wszelakich infekcji, grypy, grypopodobnych, paragryp, RSV i również wielu innych wirusów – dodaje.

Seniorzy mają do wyboru dwie szczepionki przeciw RSV. Pierwsza z nich to dwuwalentna (RSV-A i RSV-B) bez adjuwanta. Druga to monowalentna (RSV-A) z adjuwantem. Obie są w Polsce refundowane m.in. dla pacjentów 65+ bezpłatnie (lista S), a dla osób w grupie wiekowej 60–64 z 50-procentową odpłatnością.

– Jeżeli już podejmujemy decyzję, że idziemy się zaszczepić, szczepimy się przeciwko grypie, ponieważ to jest najlepszy moment, ale jednocześnie zaszczepmy się przeciwko RSV. To jest jedna dawka i jak dotąd nie mamy informacji, żebyśmy musieli ją powtarzać. Wiemy o tym, że co najmniej trzy lata jesteśmy zabezpieczeni przeciwko RSV. Co bardzo ważne, mamy mniejsze ryzyko zachorowania, a nawet jeśli zachorujemy, to przebieg jest dużo łagodniejszy. To, że się zaszczepimy, nie znaczy, że na pewno nie zachorujemy. Możemy zachorować, ale nie będziemy mieli powikłań sercowo-naczyniowych – tłumaczy ekspert.

– Naturalna infekcja RSV bardzo słabo chroni przed kolejną, nawet w przebiegu jednego sezonu epidemicznego obserwuje się ponowne. Naturalnej infekcji RSV nie można więc traktować jako szczepionki, która jest tak zaprojektowana, żeby wywoływać długotrwałą ochronę, co odróżnia ją od tych przeciw grypie czy COVID-19, które wymagają ponownego podawania co sezon – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

Seniorzy mogą się również zaszczepić przeciw pneumokokom. Wśród dostępnych znajdują się aktualnie trzy. Trzynastowalentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom (bezpłatna dla osób w wieku 65 lat i starszych z określonymi czynnikami ryzyka), 20-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom oraz 21-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom.

– W przypadku szczepień przeciw pneumokokom sprawa też jest dosyć wygodna, ponieważ tutaj stosujemy jeden schemat szczepienia u osób dorosłych. Najczęściej są to osoby starsze, w wieku 65+, z pewnymi obciążeniami. Jest on wystarczający, żeby zapewnić trwałą ochronę. Nie ma potrzeby cyklicznego doszczepiania się – podkreśla ekspert z  Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Źródło: Newseria

Produkty spożywcze opatrzone stwierdzeniami dotyczącymi wartości prozdrowotnych, np. naturalny, ekologiczny, bez cukru, nie zawsze są zdrowsze od pozostałych. Często mają nawet mniej korzystny skład – potwierdziła analiza obejmująca niemal 150 tys. produktów spożywczych i napojów wprowadzonych na rynek USA.

Analizę przeprowadzili prof. Miguel Gomez z Cornell University oraz Pei Zhou, badaczka w jego zespole. Wykorzystali dane dotyczące niemal 150 tys. nowych produktów wprowadzanych na rynek w Stanach Zjednoczonych w ciągu dziesięciu lat, zgromadzone przez firmę badania rynku Mintel. Wyniki opublikowali w „Nature Food”.

„Pewnego dnia poszłam do supermarketu i zauważyłam zwykły serek śmietankowy oraz jego wariant o obniżonej zawartości tłuszczu” – powiedziała Zhou, cytowana w prasowym komunikacie. – „Zmniejszono w nim ilość tłuszczu, ale jednocześnie zawierał więcej cukrów ogółem i sodu. Na opakowaniach znajduje się tak wiele informacji dotyczących właściwości zdrowotnych. Naszym głównym pytaniem było, czy produkty z takimi oznaczeniami są rzeczywiście zdrowsze od tych, które ich nie mają”.

Zespół z Cornell zastosował Nutrient Profiling Model, system oceny opracowany przez brytyjską Food Standards Agency. Model ten uwzględnia całościowy skład odżywczy produktu: odejmuje punkty za nadmiar cukru, sodu, tłuszczów nasyconych i kalorii, a przyznaje je m.in. za zawartość błonnika, białka oraz owoców i warzyw.

Po zastosowaniu tego kryterium do produktów dostępnych na amerykańskim rynku badacze stwierdzili, że dwie trzecie analizowanych, nowo wprowadzonych produktów miało ogólnie mniej korzystny profil żywieniowy, mimo że połowa z nich miała na opakowaniu deklaracje dotyczące wartości zdrowotnych.

Problem często wynikał z „kompromisów” związanych ze zmianami receptury na pozornie zdrowsze. Na przykład napój oznaczony jako „o obniżonej zawartości sodu” częściej zawierał dodatkową ilość cukru. Z kolei pakowana żywność reklamowana jako „bez tłuszczów trans” często zawierała więcej tłuszczów nasyconych i sodu. Samo oświadczenie było więc zgodne z prawdą, ale, jak wskazują wyniki badania, ogólna wartość odżywcza produktu niekoniecznie się poprawiała. Czasem nawet ulegała pogorszeniu.

Największe rozbieżności zaobserwowano w przypadku napojów. Oznaczenia takie jak „niska zawartość sodu”, „bez cukru” czy „niska zawartość tłuszczów nasyconych” najczęściej nie odpowiadały rzeczywistej ogólnej jakości odżywczej produktu.

Szczególnie interesujące okazały się oznaczenia, które formalnie nie są deklaracjami żywieniowymi. Terminy takie jak „naturalny”, „ekologiczny”, „bez GMO” czy „pełnoziarnisty” nie informują bezpośrednio o zawartości cukru, sodu czy tłuszczu. Wcześniejsze badania cytowane przez autorów pokazują jednak, że konsumenci często interpretują określenie „naturalny” jako synonim „zdrowy”. Naukowcy określają ten mechanizm mianem efektu aureoli.

„W naszej pracy przedstawiamy pewne wskazówki dla decydentów. Ogólną ideą jest odejście od pojedynczych stwierdzeń na rzecz szerszej oceny profilu składników odżywczych” – powiedział prof. Gomez. Jak wyjaśnił, w krajach takich jak Chile czy Meksyk stosuje się oznaczenia przypominające znaki ostrzegawcze, informujące o wysokiej zawartości sodu, cukru lub tłuszczu, a system ten ogranicza również sposób eksponowania takich produktów w sklepach.

Na razie badacze mają dość prostą radę dla wszystkich konsumentów: informacja na przedniej stronie opakowania jest zwykle jedynie wskazówką, a nie pełną oceną produktu. Bardziej kompletny obraz jego wartości odżywczej daje tabela umieszczona z tyłu opakowania, uwzględniająca jednocześnie m.in. cukry dodane, sód czy tłuszcze nasycone. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Ograniczenie kalorii, metformina, senolityki, modyfikacja mikrobiomu, a nawet przeprogramowanie komórek – naukowcy badają różne sposoby spowalniania starzenia. Na razie jednak „nie mamy cudownych metod” na długowieczność – zauważa prof. Zbigniew Gaciong.

Najdłużej żyjący ludzie przekraczają granicę 110 lat, a rekordzistka dożyła 122. roku życia. Naukowcy próbują ustalić, jak wpłynąć na tempo starzenia i wydłużyć ludzkie życie.

– To jest coś, czego ludzkość niewątpliwie chciałaby i czego oczekuje. Czyli tabletka, która po przyjęciu rozwiąże wszystkie problemy – mówił podczas 30. Festiwalu Nauki w Warszawie prof. Zbigniew Gaciong, specjalista chorób wewnętrznych i nadciśnienia tętniczego z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, rektor WUM w latach 2020–2024.

Jak podał, wśród rekordzistów długowieczności dominują kobiety. W 2026 r. najstarszą żyjącą osobą na świecie była 117-letnia Brytyjka. Rekord należy do Francuzki Jeanne Calment, która dożyła 122 lat. Prof. Gaciong zwrócił uwagę, że w jej rodzinie stosunkowo wiele osób osiągało zaawansowany wiek.

Naukowcy szukają źródeł długowieczności zarówno w genach, jak i stylu życia. Prof. Gaciong przypomniał o regionach, w których szczególnie wiele osób dożywa sędziwego wieku. Jak mówił, ich mieszkańców łączą m.in. codzienna aktywność, tradycyjny sposób życia, lokalna żywność oraz silne więzi rodzinne i społeczne. Ich dieta opiera się przede wszystkim na produktach roślinnych, z udziałem ryb i nabiału oraz ograniczeniem czerwonego mięsa.

W Japonii, gdzie żyje wielu stulatków, znaczenie może mieć również sposób funkcjonowania w społeczności – codzienne cele, działanie na rzecz innych i poczucie bycia potrzebnym.

Żyjemy dłużej, ale dłużej chorujemy

– Krótko mówiąc: umieramy później, ale za to dłużej chorujemy – powiedział prof. Gaciong.

Współczesne badania genetyczne, jak mówił, nadal wskazują, że na ryzyko zgonu większy wpływ ma styl życia i środowisko niż odziedziczone podłoże genetyczne. Jednym z najważniejszych czynników ryzyka przedwczesnej śmierci jest nadciśnienie tętnicze.

– Dzisiaj możemy bardzo precyzyjnie określić czynniki ryzyka przedwczesnych zgonów. (…) Numerem jeden jest nadciśnienie tętnicze – mówił.

Jak przypomniał, jeszcze kilkadziesiąt lat temu wzrost ciśnienia wraz z wiekiem uznawano za naturalny element starzenia. Późniejsze obserwacje pokazały jednak, że wysokie ciśnienie wiąże się z większym ryzykiem śmierci.

Prof. Gaciong przywołał badania społeczności prowadzących tradycyjny tryb życia, z dala od zachodniego modelu życia. Obserwowano u nich ciśnienie około 90/60 mm Hg, bardzo niskie stężenie cholesterolu i brak typowych zmian miażdżycowych.

– Jeśli członkowie plemion dżungli się cywilizują, czyli przechodzą na zachodni styl życia, ich ciśnienie tętnicze zmienia się i zmierzają prostą drogą do wartości typowych dla społeczeństw uprzemysłowionych – mówił prof. Gaciong.

Jak wskazał, obniżenie ciśnienia tętniczego o 5 mm Hg wiąże się z redukcją ryzyka chorób sercowo-naczyniowych.

Prof. Gaciong odniósł się też do przekonania, że niewielkie ilości czerwonego wina służą zdrowiu. Jak zaznaczył, współczesne wytyczne nie zalecają picia alkoholu dla korzyści zdrowotnych, a każda jego porcja może podnosić ciśnienie.

– Proszę bardzo pamiętać, że ten kieliszek czerwonego wina nie jest metodą profilaktyki zdrowotnej – podkreślił.

Prof. Gaciong przywołał również analizę spadku umieralności z powodu chorób układu krążenia w Polsce po 1990 r. Według niego ok. 5 proc. efektu wiązało się z nowoczesnym leczeniem zawału, a niemal 40 proc. – ze zmianami sposobu odżywiania i spadkiem stężenia cholesterolu.

Znaczenie ma również ruch. – Im większy mamy poziom wydolności fizycznej, tym dłuższy jest oczekiwany czas życia – powiedział profesor. Zastrzegł jednak, że bardzo duży wysiłek wyczynowy nie zawsze służy zdrowiu; u części sportowców wytrzymałościowych obserwuje się zmiany w sercu i zaburzenia rytmu.

Naukowcy próbują określać tzw. wiek biologiczny, m.in. za pomocą zegarów epigenetycznych wykorzystujących zmiany w regulacji DNA. Najwięcej danych o możliwości wpływania na starzenie nadal pochodzi jednak z badań na zwierzętach i komórkach.

W doświadczeniach na myszach ograniczenie kalorii wydłużało życie, choć interpretacja tych wyników budziła wątpliwości. Prof. Gaciong przywołał też obserwacje osób stosujących dietę dostarczającą ok. 1600 kcal dziennie. Nie wykazały one, że ludzie ci żyli dłużej, ale niektóre związane ze starzeniem zmiany w układzie sercowo-naczyniowym przebiegały u nich wolniej.

Innym kierunkiem są badania mikrobiomu. W doświadczeniach na zwierzętach przeniesienie mikrobiomu młodego osobnika do starego prowadziło do cofania niektórych procesów starzenia. Nie oznacza to jednak, że transplantacja mikrobioty jest terapią odmładzającą ludzi.

Badania Shinyi Yamanaki i Johna Gurdona pokazały, że dojrzałe komórki można przeprogramować do stanu komórek macierzystych. Dalsze eksperymenty wskazują na możliwość cofania niektórych cech starzenia komórek, ale problemem pozostaje bezpieczeństwo takiej ingerencji.

Badane są także metformina, stosowana w cukrzycy typu 2, oraz senolityki, które mają przyspieszać usuwanie starzejących się komórek.

– Nie są to badania, które mierzą długość życia człowieka. To jest poza możliwościami badaczy – podkreślił prof. Gaciong. Dlatego naukowcy wykorzystują pośrednie wskaźniki, m.in. biomarkery starzenia i zmiany epigenetyczne.

Prof. Gaciong przestrzegał też przed nieudowodnionymi metodami przeciwstarzeniowymi. – Nie ma danych, żeby którykolwiek z popularnych suplementów działał jako środek leczniczy czy odmładzający u zdrowych osób – powiedział.

Podkreślił również znaczenie profilaktyki. Jego zdaniem należy wykonywać te badania przesiewowe, w przypadku których wykazano korzyści zdrowotne.

– Niestety, wydłużenie naszego życia w dużej mierze jest w naszych rękach. Nie mamy tutaj cudownych metod. W największym stopniu zależy ono od naszego stylu życia, ale także od przestrzegania schematów zalecanych badań przesiewowych i szczepień – podsumował prof. Gaciong.

Źródło: Nauka w Polsce

W polskim systemie opieki senioralnej brakuje obecnie nawet 50 tysięcy opiekunów osób starszych, opiekunów medycznych i środowiskowych – alarmuje Fundacja SeniorApp. Zdaniem ekspertów wzorem dla Polski powinien być duński model. O tym, jakie rozwiązania warto wdrożyć rozmawiano m.in. podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, już teraz w Polsce żyje blisko 10 milionów osób po 60. roku życia. Szacunki, nawet dość ostrożne, zakładają, że odsetek seniorów w Polsce będzie rósł w kolejnych latach, a do połowy XXI w., mediana wieku osiągnie 52 lata. Demografia będzie w znaczący sposób wpływać na politykę społeczną, tworząc wyzwania o nieznanej dotychczas w Polsce skali.

– Przygotowania do tego co niesie, wcale nie tak odległa, przyszłość trzeba czynić już dzisiaj. Znajdujemy się w przełomowym momencie demograficznym, a nasilające się trendy związane ze starzeniem się społeczeństwa wymagają zmiany sposobu myślenia o polityce społecznej i wsparciu seniorów. Szacuje się, że już teraz brakuje w Polsce nawet 50 tysięcy opiekunów seniorów, opiekunów medycznych i środowiskowych. Najskuteczniejszym, a zarazem najtańszym sposobem uniknięcia katastrofy w systemie opieki senioralnej jest prewencja. Naszym głównym zadaniem powinno być znalezienie odpowiedzi na pytanie nie tyle jak pomóc seniorom, ale co zrobić, czego ich nauczyć, jakie rozwiązania wdrożyć, by ci byli w stanie jak najdłużej funkcjonować samodzielnie bez konieczności korzystania ze stałej opieki, w której już teraz w skali kraju doświadczamy znaczących braków kadrowych – mówi Przemysław Mroczek, prezes zarządu Fundacji SeniorApp.

Duńczycy pokazują, jak to robią

Temat samodzielności seniorów był omawiany m.in. podczas jednego z paneli dyskusyjnych Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Eksperci uczestniczący w debacie wymieniali się doświadczeniami we wprowadzaniu rozwiązań, których celem wspieranie seniorów w zachowaniu samodzielności w swoim środowisku domowym.

Jednym z ciekawych przykładów tego podejścia są rozwiązania wprowadzone już w 2008 r. w duńskiej gminie Fredericia. W obliczu rosnącego zapotrzebowania na usługi opiekuńcze i ograniczonych zasobów finansowych, władze gminy postawiły na rozwiązania wspierające samodzielność seniorów. Obejmowały one, m.in. kilkutygodniowe szkolenia z zespołem rehabilitantów i opiekunów zamiast natychmiastowego przyznawania stałej opieki domowej.

Wykorzystanie potencjału tego rozwiązania pozwoliło znacząco ograniczyć potrzeby w zakresie opieki w miejscu zamieszkania seniora, zwiększyć samodzielność osób starszych oraz ich poczucie godności i sprawczości, a skala sukcesu (w tym m.in. 2 miliony euro rocznie oszczędności dla gminy z tytułu ograniczenia kosztów stałej opieki domowej) sprawiła, że od 2015 r. ocena potencjału rehabilitacyjnego jest ustawowym obowiązkiem we wszystkich 98 gminach w Danii.

Potencjał seniorów wsparciem dla budżetu

Jak wynika z raportu Fundacji SeniorApp „Ocena potrzeb w zakresie wsparcia dla Seniorów w Polsce 2025”, aż 8 na 10 polskich seniorów najbardziej obawia się na starość chorób i niedołężności oraz tego, że stanie się ciężarem dla bliskich. Sposobem na zniwelowanie tego ryzyka są inwestycje w zdrowie i rozwiązania wspierające samodzielność seniorów.

Profilaktyka zdrowotna, skuteczne leczenie występujących chorób oraz wspieranie samodzielności seniorów powinny być głównymi kierunkami przyświecającymi polityce senioralnej w Polsce. W zależności od tego, na jaki model postawimy – aktywne wsparcie seniorów czy pasywną politykę wyłącznie doraźnego reagowania na zgłaszane potrzeby, będziemy uważać demografię za obciążenie lub jeden z elementów wspierających gospodarkę. Podobnie jak w przypadku ochrony zdrowia, gdzie najtańszą interwencją w ujęciu długofalowym jest prewencja chorób, tak w przypadku polityki społecznej najmniejszym kosztem jest inwestycja w samodzielność seniorów i rozwój ich aktywności, także ekonomicznej – komentuje Igor Marczak, wiceprezes zarządu Fundacji SeniorApp i członek Zespołu ds. samorządowych działań senioralnych przy KPRM.

W trakcie innego panelu dyskusyjnego podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu eksperci rozmawiali także o tym, że w Polsce wielu seniorów wykazuje dużą skłonność do rozwoju osobistego, rozwoju kompetencji, do tego często chcą pozostać aktywni, także na rynku pracy. Jednak konieczne jest wprowadzanie rozwiązań, które im to umożliwią. Taką politykę można wdrożyć zarówno na szczeblu krajowym jak i lokalnym, jak np. organizowanie przez samorządy targów pracy dla seniorów czy specjalnych programów edukacyjnych dla tej grupy osób.

– Aktywność ekonomiczna osób po 60. czy 65. roku życia generuje dodatkowe wpływy dla budżetu państwa i sprzyja ograniczaniu transferów socjalnych. To ewidentnie sytuacja typu win-win, ale wymaga współpracy administracji rządowej, samorządów oraz sektora prywatnego w celu tworzenia elastycznych miejsc pracy i nowoczesnych usług pozwalających wykorzystać potencjał tzw. Srebrnej Gospodarki – podsumowuje Igor Marczak.

Źródło: inf pras

Cyfrowe narzędzia medyczne są niczym bez świadomego i przygotowanego na nie pacjenta, który stanowi najważniejsze ogniwo całego systemu. Kluczem do sukcesu jest edukacja pacjenta, gdyż bez wiedzy i świadomości zdrowotnej (health literacy) nowoczesne rozwiązania cyfrowe pozostaną dla niego niedostępne lub bezużyteczne.

Internetowe Konto Pacjenta (IKP) ma już ponad 21 mln., aplikację mojeIKP ponad 5,5mln. użytkowników, ponad 3,15 mld. wystawionych e-recept i 344 mln. e-skierowań – polska ochrona zdrowia jest już w dużej mierze cyfrowa.

Sam dostęp do technologii nie oznacza jednak, że pacjent potrafi wykorzystać dostępne informacje do świadomego dbania o zdrowie. Szczególnie dobrze widać to w profilaktyce: mimo dostępności badań i setek tysięcy wolnych terminów nadal korzysta z nich tylko część uprawnionych osób. Kolejnym wyzwaniem cyfryzacji staje się więc nie tylko zapewnienie dostępu do informacji, ale także wspieranie pacjenta w przełożeniu wiedzy na konkretne działania.

Polacy przyzwyczaili się już do e-recept, e-skierowań czy dostępu do dokumentacji przez IKP. Cyfrowa infrastruktura coraz skuteczniej zapewnia dostęp do informacji o naszym zdrowiu i ułatwia korzystanie z systemu ochrony zdrowia. Sam dostęp do informacji nie oznacza jednak jeszcze, że pacjent wie, jak wykorzystać ją w praktyce.

Tu kluczowe znaczenie ma świadomość zdrowotna, określana również jako health literacy. To nie tylko wiedza o zdrowiu, ale także zdolność rozumienia informacji zdrowotnych i wykorzystywania ich przy podejmowaniu decyzji. W profilaktyce oznacza m.in. świadomość, jakie działania dotyczą konkretnego pacjenta, dlaczego są potrzebne i kiedy należy je podjąć.

Znaczenie health literacy dla skutecznej profilaktyki i aktywnego uczestnictwa pacjenta w dbaniu o zdrowie wskazują również dr Robert Mordaka i współautorzy w artykule poświęconym długowieczności i profilaktyce w dobie transformacji cyfrowej.

– Przez ostatnie lata wykonaliśmy ogromną pracę nad cyfrowym dostępem do ochrony zdrowia. Dzisiaj potrzebujemy kolejnego kroku. Pacjent nie powinien być wyłącznie odbiorcą recepty, skierowania czy wyniku badania. Powinien rozumieć, co dana informacja oznacza dla jego zdrowia i jakie działania powinien na jej podstawie podjąć. Technologia może mu w tym pomóc – mówi dr Robert Mordaka, lekarz – specjalista zdrowia publicznego, pomysłodawca aplikacji Doctor Robert Asystent profilaktyki zdrowotnej.

Samo zaoferowanie badań to jeszcze nie gwarancja, że pacjent faktycznie z nich skorzysta.

Ten paradoks szczególnie wyraźnie pokazują najnowsze dane dotyczące profilaktyki. Z programu profilaktyki raka piersi w ciągu ostatnich dwóch lat skorzystało 32,77% uprawnionych kobiet, a poziom objęcia programem profilaktyki raka szyjki macicy z wykorzystaniem testu HPV HR wynosił na początku sierpnia 15,22%. Tymczasem 6 sierpnia w centralnej e-rejestracji dostępnych było ponad 384 tys. terminów na mammografię i ponad 445 tys. na test HPV HR w perspektywie kolejnych 90 dni.

Problem nie zawsze polega więc na braku dostępu do badania. Między możliwością jego wykonania, a rzeczywistym działaniem pozostaje jeszcze pacjent – musi wiedzieć, że badanie go dotyczy, rozumieć jego znaczenie i pamiętać o jego wykonaniu, mimo że często nic mu nie dolega.

Sam system zaczyna dostrzegać tę lukę. W sierpniu Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia rozpoczęły spersonalizowaną komunikację dotyczącą profilaktyki, wykorzystując SMS-y oraz powiadomienia w aplikacji mojeIKP. To istotna zmiana: nie wystarczy udostępnić świadczenie i informację o nim, trzeba jeszcze pomóc pacjentowi przejść od informacji do działania.

Profilaktyka to proces rozłożony na lata

W przypadku profilaktyki jest to szczególnie istotne. Zalecenia dotyczące badań zależą m.in. od wieku, płci, chorób współistniejących, historii rodzinnej, wcześniejszych wyników czy stylu życia. Poszczególne badania wykonuje się w różnych odstępach czasu, a potrzeby zdrowotne zmieniają się wraz z wiekiem.

W praktyce duża część odpowiedzialności za pilnowanie tego procesu spoczywa na samym pacjencie. Musi pamiętać, kiedy ostatnio wykonywał konkretne badanie, kiedy powinien je powtórzyć i czy pojawiły się czynniki, które zmieniają dotychczasowe zalecenia.

– Profilaktyka nie jest pojedynczym badaniem, tylko procesem rozłożonym na lata. Sama wiedza, że warto się badać, nie wystarcza. Pacjent powinien wiedzieć, jakie działania dotyczą właśnie jego i kiedy powinien je podjąć. Oczekiwanie, że każdy będzie samodzielnie śledził wszystkie rekomendacje i pamiętał o terminach przez kolejne lata, jest mało realistyczne. Potrzebujemy rozwiązań, które pomagają przełożyć wiedzę na konkretne, systematyczne działania – podkreśla dr Kamil Trambowicz.

Od informacji do działania

Właśnie w tym kierunku mogą rozwijać się cyfrowe rozwiązania wspierające profilaktykę. Ich rolą nie jest zastępowanie lekarza ani podejmowanie decyzji medycznych, ale pomaganie pacjentowi w codziennym dbaniu o zdrowie, zwiększanie systematyczności badań i wspieranie realizacji zaleceń. Taką rolę cyfrowych narzędzi wskazują również autorzy artykułu „Świadomość zdrowotna jako fundament długowieczności – nowa era profilaktyki w dobie transformacji cyfrowej”.

Taką funkcję ma pełnić aplikacja Doctor Robert Asystent profilkatyki zdrowowtnej. Na podstawie informacji dotyczących m.in. wieku, płci, chorób współistniejących i stylu życia tworzy indywidualny plan badań obejmujący kolejne 5 lat. Porządkuje zalecenia, wskazuje, jakie działania należy podjąć i kiedy, oraz przypomina o kolejnych krokach. Rozwiązanie ma wspierać edukację zdrowotną i zwiększać realizację badań profilaktycznych, a po stronie pacjenta zapewniać m.in. przypomnienia oraz plan badań dopasowany do wieku i stylu życia.

– Lekarz podejmuje decyzje medyczne. Technologia może natomiast pomagać pacjentowi zrozumieć zalecenia i konsekwentnie realizować profilaktykę pomiędzy wizytami. Jeśli wiemy, że określone badanie powinno zostać wykonane za rok czy kilka lat, nie ma powodu, żeby cała odpowiedzialność za pamiętanie o nim spoczywała na pacjencie – mówi dr Robert Mordaka.

Cyfryzacja ma prowadzić do realnej zmiany

Polska zbudowała w ostatnich latach rozbudowaną infrastrukturę e-zdrowia. Kolejnym wyzwaniem staje się wykorzystanie jej nie tylko do obsługi zdarzeń medycznych, ale również do zwiększania zaangażowania pacjentów w dbanie o własne zdrowie. Spersonalizowane przypomnienia o badaniach profilaktycznych są jednym z pierwszych przykładów takiego podejścia.

W dłuższej perspektywie cyfrowe narzędzia mogą wspierać pacjenta w sposób bardziej systematyczny i dopasowany do jego indywidualnej sytuacji. To szczególnie istotne w profilaktyce chorób przewlekłych, sercowo-naczyniowych i nowotworowych – obszarach, w których regularność działań podejmowanych przez wiele lat ma fundamentalne znaczenie dla zdrowia i długowieczności. Znaczenie skutecznej profilaktyki, świadomości zdrowotnej i aktywnego uczestnictwa pacjenta w procesie leczenia jest również jednym z głównych wniosków artykułu dr Mordaki i współautorów.

– Cyfryzacja osiąga swój cel nie wtedy, kiedy pacjent ma wszystkie informacje w telefonie, ale wtedy, kiedy potrafi je zrozumieć i wykorzystać, żeby lepiej zadbać o swoje zdrowie. Technologia daje nam dziś możliwość nie tylko informowania pacjenta, ale także wspierania jego świadomości zdrowotnej i systematyczności. I właśnie w tym kierunku powinniśmy rozwijać cyfrową profilaktykę – podsumowuje dr Robert Mordaka.

Źródło: inf pras

Jak zmniejszyć liczbę osób, które w ogóle zachorują na nowotwór? To pytanie znalazło się w centrum The 2nd European Summit on Cancer Prevention and Control, który odbył się w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Eksperci z Polski i Europy dyskutowali o działaniach, które mogą ograniczać ryzyko zachorowania w całych populacjach – od walki z uzależnieniem od tytoniu i nikotyny, przez szczepienia przeciw HPV i badania przesiewowe, po przeciwdziałanie otyłości. Podkreślano, że skuteczna profilaktyka wymaga nie tylko indywidualnych wyborów, ale także trwałych rozwiązań systemowych.

Przy jednym stole spotkali się eksperci zdrowia publicznego, klinicyści, badacze i osoby odpowiedzialne za kształtowanie polityk zdrowotnych, m.in. z WHO Europe, Parlamentu Europejskiego, organizacji zajmujących się kontrolą tytoniu oraz Narodowego Instytutu Onkologii.

Ta różnorodność jest istotna, ponieważ profilaktyka nowotworów nie jest wyłącznie zadaniem lekarza ani wyłącznie odpowiedzialnością pojedynczego człowieka. Wymaga równoczesnego działania edukacji, zdrowia publicznego, ustawodawcy i systemu ochrony zdrowia – podkreśla prof. Paweł Koczkodaj, współorganizator konferencji i kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej Instytutu.

Wśród gości wydarzenia znaleźli się znakomici goście, w tym m.in. Jolanta Sobierańska-Grenda, Minister Zdrowia, Monika Wielichowska, Wicemarszałkini Sejmu RP, Adam Jarubas, poseł do Parlamentu Europejskiego, Wioleta Tomczak, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia, Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia, Rafał Tarłowski, Senior Advisor for the Healthcare Sector w Ambasadzie Danii w Polsce, prof. Marek Svoboda, dyrektor generalny Masaryk Memorial Cancer Institute, oraz Kristina Mauer-Stender z WHO Regional Office for Europe.

Spotkanie otworzyła dr hab. n. med. Beata Jagielska, Dyrektor NIO.

Zdrowie publiczne potrzebuje nie tylko dobrych strategii, lecz także odważnych i zaangażowanych ludzi, którzy potrafią przełożyć wiedzę na działanie. Takie spotkania jak dzisiejsze pozwalają łączyć doświadczenie z nową energią, budować współpracę i wypracowywać rozwiązania, które mogą prowadzić do rzeczywistej zmiany. W profilaktyce właśnie ta zdolność do konsekwentnego działania ma szczególne znaczenie – mówiła ekspertka.

Kontynuacja debaty rozpoczętej podczas polskiej prezydencji w Radzie UE

Summit rozwija działania rozpoczęte w NIO w 2025 r. Wraz ze startem polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, Instytut wspólnie z Ministerstwem Zdrowia zorganizował wówczas konferencję „Towards a Cancer-Free Europe: Strengthening Cancer Prevention Strategies”, która otworzyła debatę o przyszłości europejskiej prewencji nowotworowej. 27 maja 2025 r., wraz z końcem kadencji, odbył się w NIO pierwszy European Summit on Cancer Prevention and Control – inaugurujący nową platformę współpracy i koordynacji działań profilaktycznych. Dyskutowano m.in. o przyszłości badań przesiewowych, polityce zdrowotnej i włączaniu prewencji do strategii krajowych oraz unijnych. Współpraca z partnerami europejskimi i Międzynarodową Agencją Badań nad Rakiem (IARC) stała się również przyczynkiem do przygotowania kolejnej edycji szczytu.

Uwagę na znaczenie kontynuowania europejskiego dialogu zwróciła Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Profilaktyka nowotworów jest jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie społeczeństwa – ratuje życie, zmniejsza nierówności zdrowotne i pozwala lepiej wykorzystywać zasoby systemu ochrony zdrowia. Cieszę się, że dialog rozpoczęty w Polsce podczas prezydencji w Radzie Unii Europejskiej jest dziś kontynuowany wspólnie przez ekspertów, decydentów i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego z całej Europy – mówiła Minister Zdrowia.

Również Adam Jarubas podkreślał, że ciągłość europejskiej współpracy ma znaczenie kluczowe, ponieważ profilaktyka wymaga długofalowego zaangażowania politycznego i praktycznych działań.

Europa nie może walczyć z rakiem wyłącznie poprzez leczenie. Musimy zapobiegać większej liczbie nowotworów, zanim się rozwiną. Wykorzystajmy ten szczyt, aby przekuć wiedzę w działanie, a dobre pomysły w skuteczne rozwiązania. Współpracując, możemy budować zdrowszą i bardziej sprawiedliwą Europę dla przyszłych pokoleń – mówił poseł PE.

Tytoń, HPV i otyłość

Program wydarzenia koncentrował się na obszarach, w których konsekwentne działania mogą realnie ograniczać liczbę zachorowań na nowotwory: używaniu tytoniu i uzależnieniu od nikotyny, nowotworach związanych z HPV oraz otyłości.

Pierwszy blok rozmów poświęcono doświadczeniom Polski i innych państw europejskich w ograniczaniu używania tytoniu, leczeniu uzależnienia od nikotyny i rozwijaniu skutecznej polityki antytytoniowej. Dyskusja pokazała, że współczesna profilaktyka nie może sprowadzać się do prostego komunikatu „nie pal”. Musi obejmować dostęp do profesjonalnego wsparcia i leczenia uzależnienia, środowiska wolne od dymu, odpowiednie regulacje oraz stabilne programy krajowe. Eksperci z Polski, Irlandii, Danii i WHO rozmawiali o tym, jak łączyć pomoc indywidualną z rozwiązaniami systemowymi.

Szczególnie mocno wybrzmiał w tym kontekście głos Kristiny Mauer-Stender z WHO Regional Office for Europe, która zwróciła uwagę, że w profilaktyce nowotworów nie sposób pominąć problemu używania tytoniu i nowych produktów nikotynowych.

Mówiąc o zapobieganiu nowotworom, musimy mówić o tytoniu. Ponad 37 proc. nowych przypadków nowotworów wiąże się z czynnikami, którym można zapobiegać, a sam tytoń odpowiada za około 15 proc. zachorowań. Wiemy, jakie działania są skuteczne, ale dziś mierzymy się z nowym wyzwaniem – e-papierosami, saszetkami nikotynowymi i kolejnymi produktami projektowanymi tak, by przyciągać młodych ludzi. Naszym celem powinno być jedno: wolność od uzależnienia od tytoniu i nikotyny – podkreślała ekspertka.

Kolejnym strategicznym tematem była eliminacja nowotworów związanych z HPV. W przypadku raka szyjki macicy medycyna dysponuje wyjątkowo skutecznym zestawem narzędzi: szczepieniami przeciw HPV, nowoczesnymi badaniami przesiewowymi i leczeniem zmian przednowotworowych. Kluczowym wyzwaniem pozostaje przełożenie tej wiedzy na dobrze zorganizowany i powszechnie dostępny system. Omawiano m.in. doświadczenia Australii, szczepienia realizowane w szkołach oraz potrzebę spójnego połączenia szczepień, badań przesiewowych i dalszego postępowania.

Trzeci blok rozmów dotyczył otyłości i jej znaczenia w profilaktyce nowotworów. Nadmierna masa ciała wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu typów nowotworów, dlatego przeciwdziałanie otyłości coraz wyraźniej staje się częścią polityki onkologicznej, a nie wyłącznie domeną diabetologii czy kardiologii. Eksperci omawiali zarówno rozwiązania populacyjne, jak i nowe możliwości leczenia otyłości, a także rolę środowiska żywieniowego w tworzeniu warunków, w których zdrowszy wybór staje się łatwiejszy.

30 lat wsparcia po drugiej stronie słuchawki

Szczególne miejsce w programie szczytu zajęło 30-lecie działalności Ogólnopolskiej Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym NIO. To trzy dekady profesjonalnego wsparcia osób, które zdecydowały, że chcą zerwać z uzależnieniem od nikotyny, oraz przykład profilaktyki dostępnej dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.

Podczas otwarcia konferencji Irena Przepiórka-Rosłońska, kierująca Poradnią, została uhonorowana Medalem im. prof. Franciszka Łukaszczyka „W Służbie Pacjentom i Nauce”. Medal wręczyli Minister Zdrowia, dr hab. n. med. Beata Jagielska oraz prof. Koczkodaj. Wyróżnienie było wyrazem uznania dla wieloletniego zaangażowania w rozwój poradnictwa antynikotynowego i budowanie systemu pomocy osobom uzależnionym.

Do jubileuszu odniosła się również osobiście Monika Wielichowska, Wicemarszałkini Sejmu RP i inicjatorka ustanowienia 2026 Rokiem Profilaktyki Zdrowotnej.

Wiedza ma sens wtedy, kiedy prowadzi do decyzji, a decyzja – kiedy przekłada się na działanie. To właśnie jest profilaktyka w praktyce: dostępna pomoc, konkretna rozmowa, jedna decyzja, a potem kolejna. Chciałabym, aby Rok Profilaktyki Zdrowotnej trwał dłużej niż do 31 grudnia 2026 roku – podkreśliła.

Znaczenie jubileuszu podkreślił także Marek Augustyn, dziękując konsultantom, koordynatorom, pracownikom ochrony zdrowia i ekspertom, którzy przez trzy dekady współtworzyli Poradnię. Jak zaznaczył, jej działalność pokazuje, jak profesjonalne wsparcie może docierać do osób podejmujących trudną decyzję o zaprzestaniu palenia.

Profilaktyka to także decyzje systemowe

Jednym z najważniejszych wniosków szczytu było podkreślenie, że skuteczna profilaktyka nie zależy wyłącznie od indywidualnych wyborów. Równie ważne są warunki tworzone przez system ochrony zdrowia, administrację i politykę publiczną. Takie podejście wyraźnie akcentuje piąta edycja Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem, która zalecenia dla osób chcących ograniczać własne ryzyko zachorowania uzupełnia rekomendacjami dla decydentów.

Nie wystarczy zachęcać do zdrowych wyborów, jeśli system nie zapewnia dostępu do szczepień, badań, poradnictwa czy przestrzeni wolnych od dymu. Profilaktyka jest więc elementem długofalowej polityki zdrowotnej – opartej na danych, finansowaniu, regulacjach i mierzalnych efektach. Ten wymiar był obecny także w sesji otwierającej szczyt, poświęconej przyszłości systemów zdrowia, europejskiej współpracy oraz krajowym działaniom onkologicznym.

Uzupełnieniem części eksperckiej była inauguracja programu Mentors4Starters Public Health, łączącego doświadczonych ekspertów z osobami rozwijającymi swoją drogę zawodową w zdrowiu publicznym. Program ma wspierać rozwój kompetencji, wymianę doświadczeń oraz pracę nad projektami, które mogą znaleźć praktyczne zastosowanie w tym obszarze.

Profilaktyka jako trwały kierunek

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że tegoroczny szczyt odbył się w szczególnym momencie – profilaktyka zajmuje coraz ważniejsze miejsce w polityce zdrowotnej państw, a akcent stopniowo przesuwa się z leczenia chorób na skuteczne zapobieganie im.

Rok 2026 został ustanowiony przez Sejm RP Rokiem Profilaktyki Zdrowotnej. Rok wcześniej Senat RP ogłosił 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki. Ta ciągłość dobrze oddaje główną ideę szczytu: profilaktyka nie powinna być jednorazowym hasłem. Jej skuteczność zależy od konsekwencji – regularnej edukacji, stabilnych programów, dostępnych świadczeń i decyzji publicznych, które utrzymują zdrowie w centrum polityki – mówi ekspert.

The 2nd European Summit on Cancer Prevention and Control był nie tylko przestrzenią wymiany wiedzy i doświadczeń, lecz przede wszystkim miejscem poszukiwania rozwiązań pozwalających skuteczniej przekładać dowody naukowe na praktykę. Warszawskie spotkanie pokazało, że profilaktyka może realnie ograniczać liczbę zachorowań na nowotwory, jeśli staje się trwałym elementem polityki zdrowotnej – opartym na współpracy, ciągłości działań i rozwiązaniach dostępnych dla całych populacji.

Źródło: NIO

Ministerstwo Zdrowia konsekwentnie rozwija cyfrowe rozwiązania, które wspierają profilaktykę i codzienne dbanie o zdrowie. Narzędzia dostępne w aplikacji mojeIKP pomagają użytkownikom lepiej poznać swój stan zdrowia, kontrolować czynniki ryzyka i podejmować świadome decyzje dotyczące codziennych nawyków. Jednym z nich jest ankieta „10 dla zdrowia”, która zastąpiła „10 dla serca”. To nie tylko zmiana nazwy, ale przede wszystkim rozwinięcie narzędzia, które dziś obejmuje znacznie szersze spojrzenie na zdrowie.

„10 dla zdrowia” to rozwinięcie narzędzia informatycznego tworzonego w ramach Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia na lata 2022–2032. Ankieta została teraz rozszerzona tak, aby pomagać spojrzeć na zdrowie w sposób bardziej kompleksowy. Oprócz profilaktyki chorób sercowo-naczyniowych uwzględnia także kwestie związane ze zdrowiem psychicznym, profilaktyką chorób nowotworowych oraz innymi czynnikami, które mają wpływ na długość i jakość życia.

Poważne choroby często rozwijają się przez wiele lat. Na niektóre czynniki ryzyka możemy wpływać poprzez codzienne decyzje, a inne możemy odpowiednio wcześnie wykrywać, kontrolować i ograniczać. Dlatego „10 dla zdrowia” łączy własnego stanu zdrowia oraz konkretne działania profilaktyczne.

„10 dla zdrowia” opiera się na dziesięciu ważnych dla zdrowia obszarach: kontroli ciśnienia tętniczego, poziomu cholesterolu LDL i glukozy, utrzymaniu prawidłowej masy ciała, zdrowym żywieniu, regularnej aktywności fizycznej, zdrowym śnie, radzeniu sobie ze stresem, a także rezygnacji z używania tytoniu, nikotyny i alkoholu. Po wypełnieniu ankiety użytkownik otrzymuje wynik oraz indywidualne rekomendacje pokazujące, które obszary warto poprawić.

Nowa odsłona narzędzia wpisuje się w działania Ministerstwa Zdrowia, które stawia na nowoczesne rozwiązania wspierające profilaktykę i budowanie świadomości zdrowotnej. Celem jest nie tylko zapewnienie pacjentom łatwego dostępu do informacji o własnym zdrowiu, ale także zachęcanie ich do regularnych badań i codziennych wyborów, które sprzyjają zdrowiu.

Rozszerzeniu narzędzia towarzyszy kampania edukacyjna „Bądź 10 na 10”, która startuje 18 września i pokazuje, że dbanie o zdrowie nie zaczyna się dopiero w gabinecie lekarskim, ale od codziennych decyzji i regularnej profilaktyki. Kampania zachęca do sprawdzenia swojego wyniku w „10 dla zdrowia”, poznania własnych czynników ryzyka i podejmowania działań, które pomagają dłużej cieszyć się zdrowiem. Ankieta jest dostępna bezpłatnie w aplikacji mojeIKP.

10 obszarów zdrowia

1. Optymalne ciśnienie tętnicze 

Regularnie kontroluj ciśnienie tętnicze.

2. Optymalny poziom cholesterolu LDL

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu cholesterolu LDL i regularnie go kontroluj.

3. Optymalny poziom glukozy

Dbaj o utrzymanie prawidłowego poziomu glukozy we krwi i regularnie kontroluj jej stężenie.

4. Prawidłowa masa ciała

Kontroluj masę ciała i dbaj o utrzymanie jej na prawidłowym poziomie.

5. Zdrowe żywienie

Odżywiaj się zdrowo.

6. Zero tytoniu i nikotyny

Nie pal papierosów ani nie używaj innych wyrobów tytoniowych lub nikotynowych.

7. Zero alkoholu

Nie pij alkoholu.

8. Zdrowy sen

Dbaj o zdrowy i odpowiednio długi sen.

9. Radzenie sobie ze stresem

Ucz się radzić sobie ze stresem i dbaj o zdrowie psychiczne.

10. Regularna aktywność fizyczna

Bądź aktywny fizycznie.

Czy jesteś 10 na 10? Sprawdź!

Wypełnij ankietę „10 dla zdrowia” w aplikacji mojeIKP i dowiedz się, o które obszary swojego zdrowia warto zadbać.

Źródło: MZ