Medicalpress

Kefir na Kaukazie, matzoon w Armenii, dahi na subkontynencie indyjskim, jogurt na Bałkanach – na długo przed pojawieniem się kapsułek i saszetek z probiotykami ludzie wykorzystywali mikroorganizmy do fermentowania mleka. Nie wiedzieli jeszcze, czym jest mikrobiota, gatunek czy szczep bakterii. Wiedzieli natomiast, że mleko poddane fermentacji zmienia smak, konsystencję i trwałość. Dziś potrafimy zajrzeć znacznie głębiej: zidentyfikować konkretny mikroorganizm, określić szczep i policzyć żywe komórki. I właśnie dlatego wybór współczesnego probiotyku może okazać się bardziej skomplikowany, niż sugeruje apteczna półka.

Skala tego rynku jest duża. Z opublikowanej w 2025 roku analizy danych pochodzących z reprezentatywnego badania 5006 dorosłych Polaków w wieku 18–64 lat wynika, że 39,1 proc. respondentów regularnie stosowało suplementy diety w ciągu trzech miesięcy poprzedzających badanie, a kolejne 31,5 proc. sięgało po nie okazjonalnie. Łącznie to 70,6 proc. badanych. Tylko 11,4 proc. osób przyjmujących suplementy deklarowało, że wszystkie zostały zalecone przez lekarza, a 22,7 proc. – że lekarz zalecił część z nich.

W przypadku probiotyków konsument spotyka się dodatkowo z językiem, którego na co dzień właściwie nie używa: łacińskimi nazwami bakterii, kodami szczepów oraz liczbami wyrażonymi w miliardach CFU. Zdaniem Viktora Balabanova z Narex właśnie tutaj warto zmienić kolejność zadawanych pytań.

– „Na półce najłatwiej porównać to, co najbardziej rzuca się w oczy: 5, 10 czy 20 miliardów bakterii. Tyle że w przypadku probiotyków nie wystarczy wiedzieć, ile bakterii zawiera produkt. Najpierw trzeba sprawdzić, jaki gatunek bakterii zawiera, a przede wszystkim – jaki konkretny szczep”– mówi Viktor Balabanov, przedstawiciel Narex.

Od tradycji fermentacji do precyzyjnej mikrobiologii

Historia jest znacznie starsza niż współczesny rynek suplementów. Badania naczyń znalezionych na terenie dzisiejszej Polski dostarczyły bezpośrednich chemicznych dowodów przetwarzania mleka na ser już w VI tysiącleciu p.n.e. Fermentowane produkty mleczne rozwijały się później w różnych kulturach niezależnie od siebie. Kefir jest tradycyjnie związany z Kaukazem, matzoon z Armenią, a dahi pozostaje tradycyjnym fermentowanym produktem mlecznym subkontynentu indyjskiego.

Przez tysiące lat była to jednak przede wszystkim wiedza praktyczna. Kolejną porcję produktu często zaszczepiano częścią poprzedniej, nie wiedząc jeszcze, jakie dokładnie mikroorganizmy odpowiadają za fermentację. Współczesna mikrobiologia pozwala ten proces rozłożyć na czynniki pierwsze.

– Korzystanie z fermentowanych produktów nie zaczęło się wraz z pojawieniem się probiotyków w aptece. Ludzie robili to od setek, a właściwie tysięcy lat. Dziś różnica polega na tym, że potrafimy znacznie dokładniej określić, jakie mikroorganizmy biorą udział w tym procesie i z jakim konkretnie szczepem mamy do czynienia – mówi Viktor Balabanov.

To rozróżnienie jest istotne także z innego powodu: produkt fermentowany i probiotyk nie są synonimami. Panel ekspertów ISAPP definiuje żywność fermentowaną jako żywność powstałą w wyniku pożądanego wzrostu mikroorganizmów i enzymatycznych przemian składników. Probiotyk wymaga natomiast konkretnych, żywych mikroorganizmów podawanych w odpowiedniej ilości, dla których wykazano korzyść zdrowotną. Jogurt, kefir czy kiszonka mogą więc zawierać żywe kultury, ale nie każdy fermentowany produkt można z tego powodu nazywać probiotykiem.

Najpierw szczep. Dopiero później miliardy

Na etykiecie probiotyku można znaleźć np. nazwę Lactobacillus acidophilus. Pierwszy człon określa rodzaj, drugi – gatunek. To jednak jeszcze nie koniec identyfikacji.

W obrębie tego samego gatunku występują różne szczepy. Można je potraktować jak kolejne, znacznie dokładniejsze oznaczenie mikroorganizmu. Dlatego za nazwą gatunku pojawia się kod złożony z liter i cyfr.

I właśnie na tym rozróżnieniu Narex chce opierać edukację konsumentów: nie traktować słowa „probiotyk” jako informacji wystarczającej samej w sobie, lecz sprawdzać, jaki konkretnie mikroorganizm znajduje się w preparacie.

Nie jest to wyłącznie kwestia technicznego nazewnictwa. Informacje o właściwościach probiotyku wynikające z badań dotyczą określonych mikroorganizmów i określonych dawek. Nie powinno się więc automatycznie przypisywać wyników dotyczących jednego szczepu wszystkim innym szczepom należącym do tego samego gatunku. NIH (Narodowych Instytutów Zdrowia) również podkreśla, że potencjalne korzyści zależą zarówno od konkretnych mikroorganizmów, jak i ich ilości.

– W przypadku probiotyków nazwa gatunku to dopiero początek informacji. Jeśli dane naukowe dotyczą konkretnego szczepu stosowanego w określonej dawce, nie powinniśmy automatycznie przenosić tych wyników na inne szczepy tego samego gatunku. Dlatego przy wyborze warto sprawdzić nazwę gatunku, oznaczenie szczepu i ilość mikroorganizmów w zalecanej porcji, a nie kierować się wyłącznie największą liczbą na opakowaniu – mówi Tomasz Kolipiński, dietetyk kliniczny.

10 miliardów CFU. Dużo, ale czego?

Dopiero w tym miejscu warto przejść do liczby, którą producenci często eksponują na opakowaniu.

CFU to skrót od angielskiego colony-forming units – jednostek tworzących kolonie. W praktyce jest to sposób wyrażania liczby żywych mikroorganizmów zdolnych do namnażania się w odpowiednich warunkach. Dlatego na opakowaniach probiotyków możemy zobaczyć np. 1 miliard, 10 miliardów czy nawet kilkadziesiąt miliardów CFU w porcji.

Duża liczba działa na wyobraźnię, ale CFU nie jest rankingiem jakości. NIH wprost zaznacza, że produkt zawierający więcej CFU nie musi zapewniać większych korzyści niż produkt o niższej liczbie. Znaczenie ma jednocześnie to, jaki szczep znajduje się w preparacie oraz w jakiej ilości był badany.

Liczba CFU podana na opakowaniu określa minimalną liczbę żywych mikroorganizmów zdolnych do tworzenia kolonii, którą producent gwarantuje do końca okresu przydatności produktu. Uwzględnia więc ewentualny spadek ich liczby podczas przechowywania.

I właśnie tutaj dobrze domyka się zasada, na której Narex chce budować rozmowę o probiotykach: najpierw identyfikacja szczepu, później liczba CFU, a następnie sposób stosowania i warunki przechowywania.

Narine – kiedy ciąg liter i cyfr ma własną historię

Dobrym przykładem tego, po co w ogóle potrzebny jest kod szczepu, jest Narine.

W produktach Narex stosowany jest Lactobacillus acidophilus Er 317/402 Narine. Lactobacillus to rodzaj, acidophilus – gatunek, natomiast Er 317/402 pozwala wskazać konkretny szczep. Dokumentacja Narex wiąże jego historię z pracami ormiańskiego mikrobiologa Levona Akopovicha Erzinkyana. W historii szczepu Narine ważną datą jest rok 1964, kiedy wydano jego paszport. Z czasem Narine wykorzystywano m.in. do przygotowywania fermentowanych produktów mlecznych.

– Właśnie dlatego tak dużo mówimy o szczepach. Er 317/402 nie jest ozdobnikiem na etykiecie ani marketingową nazwą. To identyfikator konkretnego szczepu Narine, który pozwala odróżnić go od innych szczepów Lactobacillus acidophilus. Jeśli chcemy naprawdę wiedzieć, jakie bakterie zawiera produkt probiotyczny, takich informacji powinniśmy szukać na jego etykiecie – mówi Viktor Balabanov.

Historia Narine ma przy tym ciekawą klamrę. Szczep może być wykorzystywany nie tylko w postaci preparatu zawierającego liofilizowane kultury, lecz również jako kultura do fermentacji mleka. Wracamy więc do punktu wyjścia – fermentowanego produktu przygotowywanego w domu – z tą różnicą, że zamiast nieokreślonej mieszaniny mikroorganizmów można użyć konkretnego, zidentyfikowanego szczepu.

Co naprawdę warto sprawdzić na opakowaniu?

Jeżeli więc mamy przed sobą kilka probiotyków, sama informacja „10 miliardów bakterii” niewiele jeszcze rozstrzyga. Warto sprawdzić:

Nie wszystkie informacje znajdziemy jednak na opakowaniu. Dokumentacji dotyczącej konkretnego szczepu warto szukać w wiarygodnych źródłach i publikacjach naukowych. Nie należy przy tym zakładać, że wyniki badań jednego szczepu odnoszą się również do innych bakterii o podobnej nazwie.

Przez tysiące lat człowiek wiedział, że odpowiednio prowadzona fermentacja działa, choć nie potrafił jeszcze zobaczyć jej głównych bohaterów. Dzisiaj potrafimy ich nazwać niemal „po imieniu”. I właśnie tę zmianę Narex chce wykorzystać w edukacji o probiotykach: zamiast pytać wyłącznie „ile bakterii?”, zacząć od pytania „jaki szczep?”.

Źródła danych: R. Sierpiński, M. Jankowski, F. Raciborski, A. Kamińska, Sociodemographic differences in the use of dietary supplements in a representative sample of adults in Poland—a secondary analysis, „Frontiers in Nutrition”, 2025. M. Salque, P.I. Bogucki, J. Pyzel i in., Earliest evidence for cheese making in the sixth millennium BC in northern Europe, „Nature”, 2013.  M.L. Marco i in., The International Scientific Association for Probiotics and Prebiotics (ISAPP) consensus statement on fermented foods, „Nature Reviews Gastroenterology & Hepatology”, 2021. NIH Office of Dietary Supplements, Probiotics – Consumer oraz Probiotics – Health Professional Fact Sheet.

Viktor Balabanov jest przedsiębiorcą zaangażowanym w rozwój i dystrybucję produktów probiotycznych na rynku polskim. Jako przedstawiciel ProBiomarket Sp. z o.o. rozwija markę Narex i odpowiada za promocję produktów z probiotykiem Narine, zawierającym szczep Lactobacillus acidophilus n.v. Er 317/402.

źródło: komunkat prasowy

Zaburzenia mikrobioty jelitowej mogą się wiązać z wieloma problemami zdrowotnymi. Jej skład ma znaczenie dla układu odpornościowego, metabolizmu, a nawet zdrowia psychicznego. Naukowcy przypominają, że duże znaczenie dla kształtowania mikrobioty ma okres pierwszego tysiąca dni życia. Przyglądają się potencjalnej roli biotyków w zapobieganiu i łagodzeniu wybranych schorzeń u dzieci.

– Skład mikrobioty jelitowej jest istotny dla naszego zdrowia, również psychicznego. Mówi się często o połączeniu mózg–jelito. Żeby skład mikrobioty był zbilansowany, żeby była homeostaza, a nie dysbioza, potrzebne są odpowiednia dieta i nawyki oraz ewentualna suplementacja biotykami – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria dr hab. Katarzyna Neffe-Skocińska z Katedry Technologii Gastronomicznej i Higieny Żywności Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. – To bardzo szerokie pojęcie, obejmujące zarówno probiotyki, prebiotyki, synbiotyki, czyli połączenie probiotyku z prebiotykiem, jak i postbiotyki. Coraz częściej mówi się również o parabiotykach, czyli o martwych komórkach korzystnych mikroorganizmów.

Autorzy przeglądu „Biotics and Children’s and Adolescents’ Health: A Narrative Review”, opublikowanego w 2024 roku w czasopiśmie „Children”, wskazują na potencjalną skuteczność probiotyków, prebiotyków i synbiotyków w wybranych schorzeniach u dzieci, jednocześnie podkreślając potrzebę dalszych badań klinicznych. Zauważają, że dysbioza, czyli zaburzenia równowagi, może się wiązać m.in. z chorobami przewodu pokarmowego, alergiami, zaburzeniami metabolicznymi, otyłością i niektórymi problemami psychicznymi.

Z przeglądu publikacji, dokonanego przez greckich naukowców, wynika, że szczególne znaczenie ma kształtowanie mikrobioty w pierwszym tysiącu dni życia dziecka. To ważny okres dla rozwoju metabolizmu, układu odpornościowego czy funkcji poznawczych. Dlatego wspieranie prawidłowego składu mikrobioty od początku życia może mieć znaczenie dla zdrowia w przyszłości.

– Mówi się, że czym „wykarmimy” mikrobiotę za młodu, taka ona będzie później przez całe nasze życie. Duży wpływ mają na to nasz sposób odżywiania i nawyki żywieniowe, które przejmujemy od rodziców. Istotne jest też środowisko, w którym się wychowujemy: czy jest to środowisko miejskie, wiejskie, małe miasto, a także czy żyjemy w kraju rozwijającym się, czy rozwiniętym – tłumaczy ekspertka SGGW.

Wyjaśnia, że utrzymanie prawidłowego składu mikrobioty jelitowej u dzieci jest utrudnione z powodu szerokiego dostępu do wysokoprzetworzonej żywności, a także spożywania dużej ilości tłuszczów utwardzonych i cukrów prostych.

Jak przekonuje ekspertka, jednym z głównych źródeł korzystnych bakterii w diecie są produkty fermentowane.

– Nie możemy jednak mówić, że w żywności fermentowanej są probiotyki, ponieważ są to mikroorganizmy, które mają udowodnione naukowo działanie prozdrowotne, muszą być na to dowody naukowe. Zbilansowana dieta obejmująca kiszonki, zakwas z buraków, ogórki, kapustę kiszoną jest jak najbardziej pożądana – mówi dr hab. Katarzyna Neffe-Skocińska. – Jednak suplementacji też bym nie odsuwała na bok.

Zdaniem ekspertki najlepszym rozwiązaniem jest wprowadzanie biotyków do diety pod kontrolą lekarza lub dietetyka. Jak podkreśla, osoby, które chcą to zrobić samodzielnie, powinny zwracać uwagę na etykiety produktów. Istotne są rodzaj, gatunek i szczep bakterii probiotycznych. Producenci suplementów często nie uwzględniają jednak tej ostatniej informacji na etykiecie produktu. 

– Przykładowo w nazwie Lactobacillus rhamnosus GG pierwszy człon oznacza rodzaj, rhamnosus to gatunek, a GG szczep. Ten ostatni człon na etykiecie również powinien się znajdować – wskazuje. – Bardzo istotną informacją jest także dawka, czyli koncentracja korzystnych bakterii w takim preparacie. Według organizacji zajmujących się tym zagadnieniem minimalna dawka terapeutyczna to 10⁶ jednostek tworzących kolonię (CFU) na gram produktu lub suplementu albo na mililitr preparatu.

Jak podkreśla, pozostaje pytanie, jak zaplanować takie kuracje u dzieci: przez jaki czas, jakie szczepy czy połączenia szczepów bakterii wybrać. To wciąż otwarty kierunek do dalszych badań.

Szczegółowe wytyczne dotyczące stosowania probiotyków i prebiotyków u dzieci i dorosłych w chorobach przewodu pokarmowego publikuje Światowa Organizacja Gastroenterologii (World Gastroenterology Organization, WGO). Dotyczą one konkretnych szczepów lub ich kombinacji w konkretnych wskazaniach, a każde z nich wymaga podania innego dawkowania i czasu kuracji. Według WGO niektóre preparaty mogą być pomocne m.in. w nieżycie żołądkowo-jelitowym, zapobieganiu biegunce związanej z antybiotykoterapią, zapobieganiu martwiczemu zapaleniu jelit u wcześniaków, leczeniu kolki niemowlęcej czy czynnościowego bólu brzucha.

Globalny rynek szeroko pojętych produktów probiotycznych (m.in. żywności i napojów probiotycznych, suplementów diety i produktów dla zwierząt), według raportu Grand View Research z 2025 roku, wyceniany jest na 114 mld dol. Prognozy wskazują na silny trend wzrostowy – do 2033 roku rynek ma urosnąć niemal trzykrotnie i osiągnąć wartość 301,2 mld dol. (CAGR na poziomie 12,8 proc. w latach 2026–2033).

Źródło: Newseria

Zdrowie zaczyna się w jelitach – to nie jest slogan reklamowy, lecz coraz lepiej udokumentowany naukowo fakt. Z roku na rok rośnie liczba badań, które pokazują, że mikrobiota jelitowa wpływa nie tylko na trawienie, ale też na odporność, nastrój, metabolizm, a nawet rozwój chorób cywilizacyjnych. W tym kontekście biotyki – czyli pre-, pro-, syn- i postbiotyki – przestają być dodatkiem, a stają się narzędziem terapeutycznym.
Zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu – dr n. med. Sylwia Smolińska, dr Magdalena Zemelka-Wiącek oraz prof. UMW i dr Florin-Dan Popescu z Uniwersytetu Medycyny i Farmacji w Rumunii – przygotował przegląd aktualnej wiedzy na temat wpływu biotyków na florę jelitową i barierę jelitową. To nasza „wewnętrzna linia obrony”, a jej szczelność decyduje o tym, czy organizm potrafi chronić się przed stanami zapalnymi, infekcjami i chorobami przewlekłymi.

Prebiotyki, probiotyki, synbiotyki, postbiotyki – każdy z tych elementów pełni inną rolę. Prebiotyki to „pożywka” dla dobrych bakterii. Choć nie zawierają mikroorganizmów, wspomagają wzrost tych, które są już obecne w jelitach. Znajdziemy je m.in. w inulinie, błonniku czy fruktooligosacharydach. Probiotyki to z kolei żywe kultury bakterii, takie jak Lactobacillus czy Bifidobacterium. Jak podkreśla dr Sylwia Smolińska, „niektóre szczepy probiotyczne, jak Lactobacillus rhamnosus GG, mogą wspierać rozwój tolerancji pokarmowej u dzieci z alergiami”.

Kolejną kategorią są synbiotyki – połączenie probiotyku i prebiotyku, które wzajemnie wzmacniają swoje działanie. Szczególnym obiektem zainteresowania naukowców są synbiotyki synergiczne. „Szczególnie obiecujące są synbiotyki synergiczne, które mogą być skuteczne nawet u osób wcześniej nieodpowiadających na inne formy terapii. Kluczowe znaczenie ma personalizacja ich doboru oraz prowadzenie dalszych badań nad długofalowym wpływem na zdrowie” – mówi dr Magdalena Zemelka-Wiącek.

Ale największą uwagę badaczy skupiają dziś postbiotyki – nowa generacja biotyków. To nie żywe bakterie, lecz ich martwe fragmenty, metabolity i krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe. Są bezpieczne, stabilne i nie wymagają kolonizacji jelit, co czyni je szczególnie przydatnymi u pacjentów z osłabioną odpornością. „Postbiotyki wykazują obecnie najsilniejsze i najbardziej wszechstronne działanie wspierające integralność bariery jelitowej, spośród wszystkich grup biotyków” – podkreśla dr Smolińska.

Dlaczego to wszystko ma znaczenie? Bo zaburzenie równowagi mikrobioty – tzw. dysbioza – może prowadzić do całej serii problemów zdrowotnych: od zespołu jelita drażliwego, przez cukrzycę typu 2 i otyłość, aż po depresję i alergie. Biotyki działają nie tylko objawowo, ale strukturalnie – wzmacniają połączenia ścisłe między komórkami jelit, hamują apoptozę, pobudzają wydzielanie mucyny i obniżają pH, ograniczając rozwój patogenów.

Mikrobiomoterapia to nie przyszłość – to teraźniejszość. Postbiotyki już dziś stosuje się nie tylko w suplementach, ale i w żywności funkcjonalnej czy kosmetykach. Rynek biotyków dynamicznie rośnie i ma osiągnąć wartość ponad 100 miliardów dolarów do 2030 roku. Kluczem do sukcesu będzie jednak personalizacja – jak podkreśla dr Zemelka-Wiącek, „to właśnie indywidualny profil mikrobioty oraz choroby pacjenta powinny determinować wybór biotyku”.

Badanie mikroflory może już wkrótce stać się równie rutynowe jak morfologia. A biotyki – mikroskopijni, ale skuteczni sojusznicy – będą odgrywać pierwszoplanową rolę w budowaniu zdrowia od podstaw.

Źródło: Komunikat Prasowy

W erze rosnącego zainteresowania zdrowiem jelit, odpornością i długowiecznością, mikrobiota staje się bohaterem wielu rozmów – zarówno w gabinetach lekarskich, jak i mediach społecznościowych. Jednak dane z tegorocznego badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty pokazują jasno: Polacy coraz częściej słyszą o mikrobiomie, ale ich wiedza nadal jest powierzchowna. Czas, by zmienić to podejście – nie tylko dla lepszego trawienia, ale dla zdrowia całego organizmu.
Dane z trzeciej edycji badania Międzynarodowego Obserwatorium Mikrobioty, przeprowadzonego przez Instytut Mikrobioty Biocodex i Ipsos, rzucają światło na to, jak obecnie postrzegamy mikrobiotę – oraz jak niewiele nadal o niej wiemy.
 
Mikrobiota: małe organizmy, wielki wpływ

Mikrobiota, czyli miliardy mikroorganizmów (bakterii, wirusów, grzybów, archeonów) zasiedlających nasze jelita, skórę, usta i inne części ciała, odgrywa kluczową rolę w funkcjonowaniu organizmu. Pomaga w trawieniu, wzmacnia odporność, chroni przed infekcjami, a także wpływa na nastrój, metabolizm i długość życia. Zaburzenia równowagi mikrobioty mogą skutkować nie tylko problemami trawiennymi, ale również chorobami serca, depresją czy spadkiem odporności. Co więcej, najnowsze badania dot. mikrobioty wykazują związek między otyłością[1] i chorobami neurodegeneracyjnymi.
 
Polacy wiedzą, że mikrobiota istnieje – ale nie do końca rozumieją, czym ona jest

Mimo że mikrobiota ma tak ogromne znaczenie, wciąż nie jesteśmy jej w pełni świadomi. Choć 74% badanych deklaruje, że słyszało o mikrobiocie, jedynie 20% potrafi wyjaśnić, co to pojęcie oznacza – to wynik niższy niż światowa średnia (23%) i aż o 6 punktów procentowych mniej niż w roku 2024. Jeszcze słabsza jest znajomość poszczególnych rodzajów mikrobioty: zaledwie 15% zna mikrobiotę jelitową, a jeszcze mniej potrafi zidentyfikować mikrobiotę skóry (13%), jamy ustnej (12%) czy pochwy (12%).
 
Jak dbamy o mikrobiotę? Najczęściej sięgamy po suplementy

Niska świadomość przekłada się również na to, jak troszczymy się o naszą mikrobiotę w codziennym życiu. 64% respondentów deklaruje, że wprowadziło zmiany w swoim stylu życia, by zadbać o mikrobiotę – wynik powyżej światowej średniej (56%). Jednak tylko 15% mówi o istotnych zmianach. Zdecydowana większość skupia się na suplementacji: aż 58% ankietowanych przyjmuje probiotyki, a 47% – prebiotyki. Inne formy dbania o zdrowie mikrobioty, jak zmiana diety czy stylu życia, są wciąż marginalne.

„Fakt, że większość osób sięga po probiotyki i prebiotyki, świadczy o rosnącej świadomości, ale niestety także o uproszczonym podejściu do tematu. Mikrobiota potrzebuje zróżnicowanej diety, ruchu, redukcji stresu i unikania nadmiaru leków, szczególnie antybiotyków. Suplementy są skuteczne, ale nie są złotym środkiem” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Rośnie chęć badań i zaangażowania naukowego

Pozytywnym sygnałem jest to, że coraz więcej osób dostrzega wartość badań mikrobioty i jest gotowych bardziej świadomie dbać o swoje zdrowie.  56% respondentów wyraziło gotowość do poddania się takim badaniom – tylko nieco mniej niż średnia europejska (61%). Motywacją są przede wszystkim ogólne badania kontrolne (62%), identyfikacja ryzyk wynikających ze stylu życia (53%) i profilaktyka chorób (51%). Co ciekawe, aż 56% badanych byłoby skłonnych oddać próbkę kału na potrzeby badań naukowych.
 
Rola personelu medycznego – kluczowa, ale niedoceniana

Najbardziej zaufanym źródłem wiedzy o mikrobiocie są pracownicy służby zdrowia (72%). Niestety, tylko 38% respondentów otrzymało od nich jakiekolwiek szczegółowe informacje na ten temat. Tam, gdzie taka edukacja miała miejsce, efekty są wyraźne: aż 87% pacjentów zmieniło swoje codzienne nawyki, w porównaniu do 64% w ogólnej populacji.

„Musimy wzmocnić rolę lekarzy i dietetyków jako przewodników po świecie mikrobioty. Edukacja pacjenta nie powinna kończyć się na przepisaniu preparatu. Potrzebujemy szerszej kampanii informacyjnej, najlepiej już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej” – stwierdza prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Edukacja to przyszłość

Wyniki badania pokazują, że chętniej interesujemy się tematem i dbamy o mikrobiotę – ale potrzebujemy jeszcze więcej wiedzy i wsparcia. Światowy Dzień Mikrobioty to doskonała okazja, by przypomnieć o znaczeniu równowagi mikrobioty i zachęcić do działań profilaktycznych. Zdrowie jelit to nie tylko kwestia trawienia – to fundament ogólnego dobrostanu.
 
***
Badanie Międzynarodowe Obserwatorium Mikrobioty przeprowadzono online między 21 stycznia a 28 lutego 2025 roku na reprezentatywnej próbie 7500 osób z 11 krajów, w tym Polski.
 
[1] https://www.biocodexmicrobiotainstitute.com/pl/otylosc-mikrobiota-bakteria-pogarszajaca-efekt-diety-wysokotluszczowej

Źródło: materiał prasowy