Medicalpress

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określanej jako „Lex szarlatan”, i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie zapowiedział własną inicjatywę legislacyjną, która ma penalizować świadome zniechęcanie pacjentów do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. Ministerstwo Zdrowia krytycznie ocenia tę decyzję i przekonuje, że uchwalone przepisy dawały państwu narzędzia do szybkiej ochrony pacjentów przed pseudomedycyną i dezinformacją.

Decyzję dotyczącą ustawy prezydent ogłosił 20 sierpnia. Jak podkreślił, sam cel regulacji – ochrona pacjentów przed osobami żerującymi na chorobie, strachu i desperacji – uważa za słuszny. Jego zastrzeżenia dotyczą jednak sposobu, w jaki ustawa miałaby ten cel realizować.

Prezydent wskazał przede wszystkim na wątpliwości konstytucyjne związane z zakresem uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta oraz możliwością nakładania sankcji i blokowania działalności jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sądu.

– Państwo musi chronić pacjentów przed oszustami, którzy żerują na chorobie i ludzkim strachu, szczególnie przed tymi, którzy dla zysku odciągają ludzi od skutecznego leczenia – podkreślił Karol Nawrocki.

Prezydent: cel słuszny, ale środki budzą wątpliwości

Zdaniem prezydenta uchwalone przepisy zbyt szeroko ujmują grupę podmiotów, które mogłyby zostać objęte sankcjami. W jego ocenie istnieje ryzyko, że obok osób faktycznie zagrażających zdrowiu pacjentów restrykcje mogłyby dotknąć także przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Karol Nawrocki argumentował również, że proponowane rozwiązania mogą ograniczać prawo do skutecznej obrony. Szczególne zastrzeżenia budzi możliwość wykonania określonych decyzji, w tym blokad i kar, zanim sprawa zostanie prawomocnie oceniona przez sąd.

W jego ocenie problemem jest również brak obowiązkowego udziału niezależnych ekspertów medycznych w ocenie, czy doszło do dezinformacji lub praktyki pseudomedycznej.

Prezydent zapowiedział więc skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, który ma ocenić zgodność jej przepisów z ustawą zasadniczą.

Własny projekt prezydenta: odpowiedzialność karna za odciąganie od leczenia

Równocześnie Karol Nawrocki zapowiedział własny projekt nowelizacji Kodeksu karnego.

Zgodnie z przedstawionymi założeniami odpowiedzialności mieliby podlegać ci, którzy dla zysku lub innych korzyści świadomie zniechęcają pacjentów do leczenia metodami opartymi na nauce.

Prezydent przekonywał, że o winie i karze powinien decydować niezawisły sąd po przeprowadzeniu pełnego postępowania. Projekt ma jednocześnie wzmacniać rolę Rzecznika Praw Pacjenta, umożliwiając mu udział w działaniach prokuratury i w postępowaniu sądowym.

– Potrzebujemy przepisów, które skutecznie zablokują działalność oszustów, ale nie będą uderzały w uczciwych ludzi – argumentował prezydent.

Ministerstwo Zdrowia: państwo zostało pozbawione narzędzi szybkiej reakcji

Decyzję prezydenta krytycznie oceniła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Jak podkreśliła, nowelizacja była przygotowywana przy udziale lekarzy, ekspertów, organizacji pacjenckich oraz Rzecznika Praw Pacjenta, a jej nadrzędnym celem było zwiększenie bezpieczeństwa osób chorych.

– Pacjent ma być bezpieczny, a państwo ma mieć narzędzia, żeby stanąć po jego stronie. I właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni – komentowała minister zdrowia.

Resort wskazuje, że ustawa miała umożliwić Rzecznikowi Praw Pacjenta szybsze reagowanie na niebezpieczne praktyki, wydawanie publicznych ostrzeżeń oraz nakazywanie natychmiastowego wstrzymania działań zagrażających pacjentom.

Jednym z najważniejszych elementów zmian miało być również zwiększenie kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów lub stosowanie praktyk pseudomedycznych możliwe byłoby nałożenie sankcji do 1 mln zł, a za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta – do 100 tys. zł.

Spór o to, kogo obejmowałyby przepisy

Ministerstwo Zdrowia odrzuca argument, że „Lex szarlatan” miałoby być wymierzone w szeroką grupę legalnie działających przedsiębiorców.

Według resortu firmy oferujące np. zioła, masaże czy inne legalne usługi nie byłyby objęte sankcjami tylko z powodu charakteru działalności. Problem pojawiałby się wtedy, gdy podmiot oferowałby wyleczenie ciężkiej choroby za pomocą niesprawdzonej metody lub nakłaniał pacjenta do rezygnacji z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.

Resort podkreśla, że ustawa miała dotyczyć przede wszystkim sytuacji, w których pacjent jest świadomie wprowadzany w błąd i narażany na utratę zdrowia lub życia.

Rejestr dezinformacji i ostrzeżenia dla pacjentów

Jednym z elementów uchwalonych przepisów było utworzenie jawnego rejestru podmiotów rozpowszechniających dezinformację medyczną w celu uzyskania korzyści majątkowej lub osobistej.

Przewidywano również możliwość przekierowywania użytkowników z niektórych stron internetowych na stronę Rzecznika Praw Pacjenta, gdzie dostępne byłyby ostrzeżenia i zweryfikowane informacje zdrowotne.

Z perspektywy resortu rozwiązania te miały ograniczyć sytuacje, w których chorzy trafiają na fałszywe autorytety i rezygnują z diagnostyki lub skutecznego leczenia pod wpływem pseudomedycznych przekazów.

Ochrona pacjentów pozostaje wspólnym celem, spór dotyczy narzędzi

W stanowiskach obu stron pojawia się wspólny punkt: potrzeba skuteczniejszej ochrony pacjentów przed osobami i podmiotami, które dla zysku oferują niesprawdzone terapie lub odciągają chorych od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną.

Różnica dotyczy przede wszystkim modelu działania państwa.

Ministerstwo Zdrowia opowiada się za silnymi uprawnieniami administracyjnymi pozwalającymi Rzecznikowi Praw Pacjenta reagować szybko, zanim dojdzie do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Prezydent wskazuje natomiast, że sankcje powinny być bardziej precyzyjnie opisane i w większym stopniu opierać się na odpowiedzialności karnej oraz rozstrzygnięciach sądowych.

Dalszy los uchwalonej ustawy zależy teraz od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie od tego prezydent zapowiedział wniesienie własnego projektu przepisów dotyczących działalności osób świadomie odciągających pacjentów od terapii o potwierdzonej skuteczności.

Spór o „Lex szarlatan” będzie więc prawdopodobnie toczył się dalej – już nie wokół pytania, czy pacjentów należy chronić przed pseudomedycyną, lecz jak zrobić to skutecznie, szybko i jednocześnie z zachowaniem gwarancji prawnych dla osób i podmiotów objętych postępowaniem.

opracowanie: redakcja Medicalpress

Przez długie lata myślenie o dostępności ograniczało się do instytucji publicznych. Polski Akt o Dostępności z 2025 roku zmienia dotychczasowe zasady – dostępność przestaje być już kwestią dobrej woli, stając się wymogiem prawnym również dla sektora prywatnego.  O tym, jak zmienia się polskie prawo, dlaczego biznes musi zmienić myślenie i jak budować świat bez barier, rozmawiamy z Tomaszem Szewczykiem, audytorem dostępności w Fundacji Szklane Domy.

Ustawa o zapewnianiu spełniania wymagań dostępności niektórych produktów i usług przez podmioty gospodarcze – nazywana Polskim Aktem o Dostępności – po raz pierwszy wprost przenosi wymogi dostępności z poziomu „dobrych praktyk” do twardych obowiązków rynkowych. Wdraża dyrektywę UE 2019/882 i określa, jakie produkty (m.in. sprzęt komputerowy, terminale płatnicze, bankomaty, automaty biletowe, czytniki ebooków) oraz usługi (telekomunikacyjne, finansowe, transportowe, ecommerce) muszą być projektowane i oferowane w sposób dostępny dla osób z różnymi potrzebami. Była potrzebna, bo dotychczas ciężar dostępności spoczywał głównie na administracji publicznej (ustawa z 2019 r. o zapewnianiu dostępności osobom ze szczególnymi potrzebami), a rynek prywatny pozostawał w dużej mierze poza realnym obowiązkiem.

Jak wyjaśnił, nowe przepisy dotyczą przede wszystkim podmiotów gospodarczych: producentów, importerów, dystrybutorów oraz usługodawców oferujących określone w ustawie produkty i usługi konsumentom. Oznacza to, że obowiązki nie ograniczają się do administracji publicznej – sektor prywatny, w tym banki, operatorzy telekomunikacyjni, przewoźnicy, dostawcy usług online, musi uwzględniać wymagania dostępności na etapie projektowania, wprowadzania na rynek i świadczenia usług.

Jak zaznaczył, dostępność nie jest już tylko kwestią podjazdu, windy czy szerokości drzwi.

Dodatkowo odchodzimy już od pojęcia niepełnosprawności i barier, które wykluczają osoby niepełnosprawnością z codziennej aktywności. Zmiana podejścia wiąże się z redefiniowaniem beneficjentów dostępności.

oraz rozwiązań cyfrowych (strony, aplikacje, terminale). To zmiana myślenia z „usuwania

pojedynczych barier” na „tworzenie środowiska, w którym różne osoby mogą korzystać z

usług na równych zasadach”. Każdy z nas na jakimś etapie swojego życia będzie korzystał z rozwiązań zapewniających dostępność – podkreślił Szewczyk.

W zakresie dostępności cyfrowej kluczowe są wymagania standardu WCAG (w wersjach 2.1 i 2.2), do których odwołują się obowiązujące przepisy. Standard ten nakazuje, aby strony internetowe i aplikacje były postrzegalne dla różnych zmysłów, łatwe w obsłudze oraz zrozumiałe i poprawne technicznie. Ze względu na nowe prawo oraz oczekiwania klientów, te restrykcyjne zasady coraz częściej muszą spełniać także firmy prywatne.

Zdaniem eksperta, już po roku od wejścia w życie Polskiego Aktu o Dostępności widać pierwsze realne zmiany, choć proces jest rozłożony w czasie.

Wielu przedsiębiorców przerażają potencjalne koszty. Ekspert uspokoił jednak, że obawy te najczęściej wynikają z niewiedzy.

Tomasz Szewczyk zwrócił uwagę, że przed nami wciąż długa droga – zwłaszcza w sektorze publicznym, gdzie mimo upływu lat od wejścia pierwszych przepisów, w wielu miejscach wciąż brakuje systemowych rozwiązań i odpowiedniej motywacji finansowej (np. powiązania certyfikatu dostępności z dodatkowymi punktami przy unijnych dotacjach).

Kluczem do sukcesu ma być ujednolicenie standardów audytowych, nad którym trwają obecnie prace. Dzięki temu firmy i instytucje będą otrzymywać spójne, jasne wytyczne, co przełoży się na realną jakość zmian. Jak w tym procesie może pomóc trzeci sektor?

Jeśli prawo będzie egzekwowane bez taryfy ulgowej, a projektanci i zarządy zaczną myśleć o dostępności od samego początku tworzenia produktów i usług, czeka nas ogromny skok cywilizacyjny. Zdaniem specjalisty, za 5–10 lat możemy obudzić się w zupełnie innej rzeczywistości.

Źródło: inf pras

To miało się nigdy nie wydarzyć. Lekarz pogotowia, który zostaje uderzony przez pacjenta. Pielęgniarka, której grożono śmiercią. Ratownik medyczny szarpany na klatce schodowej w czasie próby reanimacji. Brutalna codzienność? Niestety, tak. Z roku na rok rośnie liczba ataków na osoby, które na co dzień udzielają świadczeń zdrowotnych. Coraz więcej skarg trafia też do Biura Rzecznika Praw Obywatelskich, a agresja — słowna i fizyczna — nasila się szczególnie w sytuacjach nagłych, gdzie presja czasu, emocje i brak zrozumienia potrafią eksplodować w nieprzewidywalny sposób.
14 lipca 2025 roku Prokurator Generalny wydał nowe wytyczne, które mają nie tylko ujednolicić, ale i przyspieszyć reakcje organów ścigania w przypadku przemocy wobec medyków. To nie była decyzja oderwana od rzeczywistości. Wcześniejsze spotkania z przedstawicielami Naczelnej Rady Lekarskiej oraz Prokuratury Krajowej jasno pokazały, że dotychczasowe podejście nie nadążało za skalą problemu. „W ocenie autorów dokumentu dotychczasowe wytyczne nie odpowiadały w pełni na wyzwania wynikające z rosnącej liczby napaści. Część regulacji uległa też dezaktualizacji.”

Nowe zalecenia przewidują szereg konkretnych działań. Ich celem jest „sprawna i jednolita reakcja organów ścigania, nieuchronność kary dla sprawców przestępstw wobec medyków, wykorzystania dostępnych narzędzi prawnych, w tym przyspieszonego trybu postępowania.” To jasny sygnał: państwo nie będzie już przyglądać się biernie, gdy lekarz staje się ofiarą.

Wytyczne liczą 13 punktów. Wśród nich znalazły się m.in. „obowiązek niezwłocznego podjęcia czynności w przypadku informacji o przestępstwie wobec medyków, rozważenie zastosowania środków zapobiegawczych wobec sprawców, możliwość orzekania środków kompensacyjnych (np. zadośćuczynienia czy przeprosin), rozpoznawanie takich spraw w trybie przyspieszonym, wnioskowanie o podanie wyroku do publicznej wiadomości, monitorowanie tych spraw na poziomie Prokuratury Krajowej i coroczne raportowanie o ich przebiegu.”

Kluczowe w tych zaleceniach jest również przypomnienie o statusie prawnym medyków. „W dokumencie podkreślono, że osoby udzielające świadczeń zdrowotnych korzystają z ochrony przewidzianej w Kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych.” W praktyce oznacza to, że napaść na lekarza, pielęgniarkę czy ratownika może być kwalifikowana m.in. z art. 222, 223, 224 lub 226 Kodeksu karnego, a także — przy spełnieniu przesłanek — jako czyn o charakterze chuligańskim.

Szczególną ostrożność prokuratorzy mają wykazywać przy informowaniu mediów. Powinni brać pod uwagę „nie tylko interes społeczny i prewencyjny, ale także dobra osobiste pokrzywdzonych”. Komunikaty muszą jasno wskazywać, że osoby wykonujące zawody medyczne „podlegają szczególnej ochronie prawnej”.

Dla środowisk medycznych to ważny krok — choć zapewne nie ostatni. Agresja wobec medyków przestała być incydentalna. Stała się społecznym problemem, który trzeba rozwiązywać systemowo. Wytyczne Prokuratora Generalnego mogą stać się punktem zwrotnym — pod warunkiem, że będą skutecznie egzekwowane. Tylko wtedy osoby, które ratują życie, przestaną się bać o swoje.

Źródło: RPO

Główny Inspektor Farmaceutyczny od połowy 2024 roku podjął decyzję o cofnięciu zezwoleń na prowadzenie aptek dla ponad stu placówek, które w latach 2015–2018 sprzedawały leki do NZOZ‑ów posiadających hurtownie. Powód? Uznano, że „świadomie” uczestniczyły w odwróconym łańcuchu dystrybucji, co w nowych interpretacjach prawa może być kwalifikowane jako nielegalna sprzedaż hurtowa. W rzeczywistości w tamtym okresie takie transakcje były zgodne z obowiązującymi przepisami.
Farmaceuci zrzeszeni w Stowarzyszeniu „Apteka Zamknięta” domagają się rewizji podejścia państwowych instytucji. Jak mówią, dzisiaj obrywa się za działania sprzed lat, które nie były zakazane. Sprzedaż leków do przychodni była wówczas legalna i na potwierdzenie tego faktu wskazują liczne kontrole WIF, które nie wykazywały naruszeń ani nie wydawały zaleceń pokontrolnych. Szacują, że objęło to 60‑70% aptek w Polsce – czyli potencjalnie 7‑8 tysięcy placówek z około 13 tysięcy działających wtedy punktów.

GIF utrzymuje, że sprzedawane były gigantyczne ilości leków deficytowych, które nie mogły być użyte wyłącznie do świadczeń NZOZ‑ów. To – zdaniem inspekcji – podkreślało charakter hurtowy transakcji. Inspektorat podjął decyzje o cofnięciu zezwoleń w około 30 sprawach, a kolejne 60 spraw jest w toku.

Problematyczny okazuje się fakt, że GIF nie skorzystał z ustawowej możliwości zawieszenia wykonania decyzji do momentu wydania prawomocnego wyroku. W konsekwencji apteki są zamykane natychmiastowo, często przed rozstrzygnięciem sądowym. Aptekarze informują o ogromnych kosztach, zarówno finansowych, jak i organizacyjnych związanych z zamknięciem punktu w trybie natychmiastowym.

Niektóre sądy administracyjne uznały zarzuty GIF za niewystarczające, a w sprawach dotyczących cofnięcia zezwoleń stanęły po stronie aptekarzy. Sędziowie wskazali, że stwierdzenie utraty rękojmi nie może opierać się na faktach sprzed wielu lat, które nie były wcześniej kwestionowane.

Ten dramat dotyka nie tylko farmaceutów ale też pacjentów. Zamknięcie aptek może ograniczać dostępność leków, zwłaszcza w mniejszych miastach i na osiedlach. Apteki te często funkcjonowały jako lokalne, niezależne placówki, często bardziej dostępne dla seniorów i osób trudniej mobilnych. Zamknięcie punktu to też utylizacja leków, koszty pracowników, najmu, wypowiedzeń – straty rzędu dziesiątków lub setek tysięcy złotych.

Ta sytuacja wprowadza potężne napięcie na rynku farmaceutycznym. Aptekarze apelują o możliwość zawieszenia wykonywania decyzji GIF do czasu prawomocnego wyroku oraz o rewizję polityki interpretacji prawa obowiązującego w latach wcześniejszych. Straty są ogromne – dla przedsiębiorców, gmin, pacjentów, a także dla wizerunku aparatu państwowego. Apelują: błędy legislacyjne nie mogą teraz karać tych, którzy działali zgodnie z prawem tamtego czasu.

Zródło: MedicalPress/Aptekarski.com

Od 5 lipca 2025 roku obowiązuje w Polsce zakaz sprzedaży elektronicznych papierosów, pojemników zapasowych do e-papierosów oraz woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia. Nowe przepisy wynikają z ustawy nowelizującej ustawę o zdrowiu publicznym i ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, która została podpisana przez prezydenta i opublikowana w Dzienniku Ustaw. Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, głównym celem zmian jest zwiększenie ochrony zdrowia dzieci i młodzieży przed wczesnym uzależnieniem od nikotyny i ograniczenie dostępności tych wyrobów na rynku nieletnich.

Zakaz obejmuje sprzedaż, promocję, reklamę oraz prezentowanie e-papierosów i woreczków nikotynowych młodzieży. Przepisy przewidują również surowe kary dla przedsiębiorców i sprzedawców łamiących ten zakaz. Nowelizacja umożliwia także działania kontrolne prowadzone przez organy Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz nakładanie grzywien i kar administracyjnych w przypadku stwierdzenia naruszeń. W ocenie resortu zdrowia wprowadzenie takiego zakazu jest konieczną odpowiedzią na dynamicznie rosnące spożycie nikotynowych produktów alternatywnych wśród młodych osób, w tym uczniów szkół podstawowych i średnich.

Ministerstwo wskazuje, że nowe przepisy są częścią szerszej strategii polityki antynikotynowej, która ma obejmować również edukację, profilaktykę oraz zwiększoną kontrolę sprzedaży i dostępności wyrobów nikotynowych. W ostatnich latach wyroby tego typu były szczególnie popularne wśród młodzieży z uwagi na ich łatwą dostępność, atrakcyjne smaki i brak odpowiednich regulacji ograniczających sprzedaż osobom niepełnoletnim. Teraz, dzięki nowelizacji, produkty te zostają zrównane w przepisach z tradycyjnymi wyrobami tytoniowymi, co oznacza wprowadzenie identycznych ograniczeń dotyczących ich dystrybucji i promocji.

Wprowadzenie zakazu sprzedaży e-papierosów i woreczków nikotynowych osobom poniżej 18. roku życia to istotny krok w stronę wzmocnienia zdrowia publicznego, a zwłaszcza ochrony dzieci i młodzieży przed uzależnieniem od nikotyny. Nowe przepisy mają na celu zahamowanie wzrostu używania wyrobów nikotynowych przez młode pokolenie, a także wyznaczają nowy kierunek krajowej polityki zdrowotnej, która coraz wyraźniej koncentruje się na profilaktyce i redukcji ryzyka uzależnień. Jak zapowiada Ministerstwo Zdrowia, działania te będą kontynuowane w kolejnych miesiącach – zarówno na poziomie legislacyjnym, jak i edukacyjnym.

Trwają prace nad kolejnymi zmianami w ustawie antytytoniowej

Kolejny projekt nowelizacji ustawy antytytoniowej, zakłada:

Projekt będzie musiał zostać notyfikowany w Unii Europejskiej po przyjęciu go przez Radę Ministrów – to obowiązkowa procedura dla takich regulacji.

Dlaczego to jest ważne?

Jednorazowe e-papierosy i woreczki nikotynowe są szczególnie atrakcyjne dla młodych ludzi. Często to właśnie od nich zaczyna się pierwszy kontakt z nikotyną – wiele osób sięga po nie jeszcze przed ukończeniem 18. roku życia. Chcemy zatrzymać ten niepokojący trend.

Produkty zawierające nikotynę nie są zwykłym towarem – to substancje silnie uzależniające i szkodliwe. Dodatkowo jednorazowe e-papierosy są trudne do kontrolowania pod względem zawartości i składu płynu, a przy tym szkodliwe dla środowiska – zawierają plastik oraz baterie litowo-jonowe, które trudno poddać recyklingowi.

Nikotyna wciąż zbyt łatwo trafia w ręce młodych ludzi. Widzimy, jak dynamicznie rozwija się rynek produktów, które kuszą atrakcyjną formą i smakiem, a w rzeczywistości prowadzą do uzależnienia. Dlatego działamy – zdecydowanie i krok po kroku – by ograniczyć ich dostępność i skuteczniej chronić zdrowie publiczne.

Jakie zmiany już obowiązują?

17 kwietnia weszły w życie przepisy, które zakazują sprzedaży podgrzewanych wyrobów tytoniowych o charakterystycznych aromatach, takich jak mentol czy owoce. Od wejścia w życie przepisów branża ma dziewięć miesięcy na wyprzedanie zapasów. Smakowe dodatki przyciągają szczególnie młodych ludzi. Eliminując te produkty, zmniejszamy ryzyko uzależnień i chronimy zdrowie młodzieży. Nowelizacja ustawy antytytoniowej uregulowała też podgrzewacze do tytoniu jako nowatorskie wyroby tytoniowe. Te przepisy dostosowują polskie regulacje do prawa Unii Europejskiej.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Do unijnych wytycznych zostaną dostosowane zasady oceny technologii medycznych, stosowane przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT). Nowe przepisy zaczną obowiązywać 12 stycznia 2025 roku. Jest to  pokłosie dostosowania przepisów prawa krajowego do tzw. unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA.
W wykazie legislacyjnym prac rządu zostały opublikowane informacje o działaniach dot. projektu i nowelizacji ustawy dotyczącej refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego, a także wyrobów medycznych i ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Pokłosie unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA
Jak czytamy w informacji prasowej PAP, praca nad zmianami to pokłosie dostosowania przepisów prawa krajowego do tzw. unijnego rozporządzenia o wspólnym HTA.

HTA jest zbiorem informacji, według których pracują analitycy Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. Informacje te pozwalają w transparentny sposób przygotowywać analizy, stanowiące formę podsumowania zdrowotnych, społecznych, ekonomicznych oraz etycznych informacji na temat danej technologii medycznej – dane są dostępne także w innych krajach. Agencja swoją pracę opiera na dowodach naukowych, świadczącym m.in. o tym czy dany lek charakteryzuje się skutecznością terapii.

Jak podkreśla Ministerstwo Zdrowia, które prowadzi prace nad nowelizacją: „Konieczne jest dostosowanie prawa krajowego poprzez odpowiednie zmniejszenie wymagań w zakresie wniosków o objęcie refundacją i ustalanie ceny zbytu netto oraz dodanie nowych zadań do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.” 

Dodatkowy zapis w projekcie nowelizacji ustawy
W projekcie nowelizacji ustawy zostanie dodany zapis odnoszący się do wniosku o refundację, dokładnie mowa o tym, że składający wniosek o refundację nie jest zobowiązany przedkładać analizy klinicznej, w sytuacji, gdy dane, analizy, informacje, w tym inne dowody zostały złożone przez podmiot opracowujący tę technologię medyczną na szczeblu UE, kiedy odnoszą się one do technologii medycznej w tym samym wskazaniu, jak i w tej samej populacji docelowej jak określone we wniosku i spełniają wymagania dla analiz klinicznych określone w przepisach ustawy o refundacji w zakresie technologii opcjonalnych w rozumieniu tych przepisów.

Raporty ze wspólnej oceny klinicznej  
Na mocy rozporządzenia o wspólnym HTA, państwa członkowskie są zobowiązane do należytego uwzględnienia opublikowanych raportów ze wspólnych ocen klinicznych, jak i wszelkich innych informacji, które są dostępne na platformie informatycznej przy przeprowadzaniu krajowej HTA dotyczącej technologii medycznej, na temat której zostały opublikowane raporty ze wspólnych ocen klinicznych lub w odniesieniu do której, rozpoczęto wspólną ocenę kliniczną – przygotowywana przez resort zdrowia nowelizacja ustawy refundacyjnej dostosuje polskie przepisy do tej reguły.

Projekt ponadto uwzględniał będzie zapisaną w rozporządzeniu UE zasadę, mówiącą, że przy przeprowadzeniu krajowej oceny dotyczącej technologii medycznej, na temat której zostały opublikowane raporty ze wspólnych ocen klinicznych lub w odniesieniu do której rozpoczęto wspólną ocenę kliniczną, państwa członkowskie dołączają raporty ze wspólnej oceny klinicznej prowadzonej na szczeblu państwa członkowskiego. W związku z tym MZ doda jeszcze wymóg dołączenia takiego raportu do analizy weryfikacyjnej Agencji.

Natomiast nowe zadania AOTMiT, dotyczące wykonywania obowiązków wynikających z unijnego rozporządzenia – dodane zostaną w ustawie o świadczeniach zdrowotnych.  

 
źródło: Medicalpress
autor: red. Katarzyna Redmerska
30 września 2024 r. stracą ważność orzeczenia o niepełnosprawności lub jej stopniu. Dotyczy to blisko 400 tys. osób – podaje Prawo.pl. Jednak, jak wskazuje serwis, na mocy nowych przepisów, w ekspresowym tempie procedowanych przez resort rodziny, orzeczenie zostanie przedłużone o pół roku, jeśli zainteresowany złoży wniosek o nowe orzeczenie jeszcze w czasie ważności obecnego orzeczenia.
Jak informuje Prawo.pl, nowelizacja ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych zakłada zmiany w terminach ważności orzeczeń o niepełnosprawności. Osoby, których orzeczenie kończy się 30 września, na mocy wcześniejszych przepisów, które je przedłużały, dalej będą miały ważne orzeczenia przez pół roku – do 30 marca 2025 r. Pod warunkiem, że złożą wniosek o nowe orzeczenie w powiatowym lub miejskim zespole ds. orzekania o niepełnosprawności w czasie ważności obecnego orzeczenia.

„W praktyce muszą złożyć taki wniosek do 30 września bieżącego roku” – podkreśla na łamach Prawo.pl Marzenna Perkowska, przewodnicząca poznańskiego Zespołu ds. Orzekania o Niepełnosprawności (PZON).

Nowelizacja zakłada też, że wniosek o nowe orzeczenie będzie można złożyć dwa miesiące wcześniej, a w przypadku dzieci – trzy miesiące wcześniej (obecnie 30 dni).

„Termin 30 dni jest nieadekwatny do obecnej sytuacji, więc dobrze, że wniosek będzie można złożyć wcześniej. Obecnie wnioski o orzeczenie są składane przez dużą liczbę osób z doświadczeniem uchodźczym, przez seniorów, generalnie wzrasta liczba osób z niepełnosprawnościami” – komentuje w serwisie Prawo.pl dr Michał Urban, radca prawny z Kancelarii Urban Legal.

Bernadeta Skóbel, radca prawny, kierownik Działu Monitoringu Prawnego i Ekspertyz Związku Powiatów Polskich, uważa, że sama propozycja resortu rodziny, jeśli chodzi o przedłużenie ważności orzeczeń, jest dobra. Krytykuje jednak sposób procedowania obecnej nowelizacji.

„To kolejny raz, kiedy ministerstwo rodziny proceduje przepisy dotyczące zadań samorządów bez ustaleń z Komisją Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego” – podkreśla radca prawny na łamach Prawo.pl.

Czytaj więcej na Prawo.pl: 
https://www.prawo.pl/samorzad/przepisy-o-waznosci-orzeczen-o-niepelnosprawnosci-nowelizacja,528163.html 

Źródło: PAP MediaRoom

Wbrew obiegowej opinii to nie pacjent, a lekarz zlecający konkretne badanie powinien w pierwszej kolejności otrzymać jego wyniki z laboratorium – przekonują analitycy portalu Prawo.pl, interpretujący rozporządzenie Ministerstwa Zdrowia.
Lektura aktualnych przepisów dotyczących udostępniania wyników badań medycznych przez przeprowadzające je podmioty (np. laboratoria diagnostyczne) nie pozostawia wątpliwości: w pierwszej kolejności powinny one znaleźć się w posiadaniu lekarza wystawiającego stosowne skierowanie, a nie samego pacjenta.

„Wynika to wprost z przepisów rozporządzenia Ministra Zdrowia z 6 kwietnia 2020 r. w sprawie rodzajów, zakresu i wzorów dokumentacji medycznej oraz sposobu jej przetwarzania. Natomiast w praktyce bardzo często zdarza się, że placówka wykonująca badania diagnostyczne przekazuje ich wyniki pacjentowi, nie przesyłając ich do podmiotu, który wystawił skierowanie na te badania” – czytamy na portalu Prawo.pl.

Autorzy artykułu przypominają, że podmiot przeprowadzający badanie ma siedem dni na przekazanie jego wyników danemu lekarzowi. Zasada ta nie dotyczy wyłącznie skierowań wystawionych w ramach świadczeń nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, jednej placówki medycznej (np. gdy przychodnia posiada własne laboratorium) oraz sytuacji, w której nastąpił zgon pacjenta.

Taki stan rzeczy ma swoje uzasadnienie: dostęp do wyników badań wraz z opisem jest warunkiem koniecznym do prowadzenia przez lekarza rzetelnej i kompletnej dokumentacji medycznej swoich pacjentów.

„Jej brak skutkować może narażeniem pacjenta na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, za co lekarz może zostać pociągnięty do odpowiedzialności na podstawie art. 160 kodeksu karnego” – informuje serwis Prawo.pl.

Ponadto z tytułu nieprawidłowego prowadzenia dokumentacji medycznej skutkującej błędami w diagnozie, a przez to w leczeniu pacjenta, podmiot leczniczy, a więc również lekarz, może ponieść odpowiedzialność cywilną na podstawie art. 445 kodeksu cywilnego i zostać zobowiązany do zapłaty na rzecz pacjenta zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę.

Więcej na: https://www.prawo.pl/zdrowie/lekarz-ma-prawo-do-otrzymania-wyniku-zleconego-przez-siebie-badania,239890.html 

źródło: PAP MediaRoom

Sprawdzenie osoby podającej się za lekarza jest proste. Wystarczy w internetowym rejestrze Naczelnej Izby Lekarskiej wpisać imię i nazwisko danej osoby. Jak wskazuje Prawo.pl, znacznie trudniej zdemaskować fałszywego psychologa i psychoterapeutę, gdyż dla ich specjalizacji nie są prowadzone rejestry osób dopuszczonych do praktyki.
Centralny Rejestr Lekarzy RP jest źródłem informacji o lekarzach i lekarzach dentystach, posiadających prawo wykonywania zawodu w Polsce. Tam mogą poszukiwać informacji pacjenci, którym ktoś oferuje alternatywne do medycyny opartej na faktach (EBM) metody leczenia, na przykład na blogu lub stronie internetowej – informuje Prawo.pl.

Jak wskazuje serwis, w przypadku psychologów i psychoterapeutów weryfikacja uprawnień wymaga włożenia większego wysiłku.  Prawo wykonywania zawodu psychologa powstaje z chwilą dokonania wpisu na listę psychologów prowadzoną przez Regionalną Izbę Psychologów.

Jednak, według serwisu Prawo.pl, problem w tym, że samorząd zawodowy psychologów nie został utworzony. Nie ma więc Regionalnych Izb Psychologów, nie istnieją organy uprawnione do przeprowadzania procedury wpisu na listę. W rezultacie psychologowie nie mogą uzyskać potwierdzenia prawa wykonywania zawodu w Polsce, a jedynie legitymują się tytułem zawodowym magistra na kierunku psychologia – czytamy na łamach Prawo.pl

Prawo.pl podaje, że psychoterapię można prowadzić już po ukończeniu drugiego roku szkolenia psychoterapeutycznego (taka osoba może wykonywać świadczenia finansowane przez NFZ). W dodatku nie wszystkie osoby, które szkolenie – zwykle 4-letnie – ukończyły, mają certyfikat. Jego zdobycie wymaga bowiem dodatkowych praktyk psychoterapii, superwizji i zdania egzaminu.

Osoba, która na drzwiach swojego gabinetu napisała: psychoterapeuta, powinna udzielić informacji (jeśli nie ma jej na stronie internetowej), czy jest na etapie szkolenia (jeśli tak, to na którym roku), i w której ze szkół psychoterapii się ono odbywa. Środowisko psychoterapeutów jest rozproszone między wieloma organizacjami, stowarzyszeniami, towarzystwami, które rekomendują szkoły psychoterapii, co nie ułatwia zadania – podsumowuje Prawo.pl.

Czytaj więcej na Prawo.pl: 
https://www.prawo.pl/zdrowie/jak-weryfikowac-lekarzy-psychologow-i-psychoterapeutow,525907.html 

Źródło: PAP

Eksperci Forum Prawo dla Rozwoju apelują o regulację obrotu tzw. woreczkami nikotynowymi. To saszetki doustne zawierające nikotynę, które wraz z podgrzewaczami tytoniu i jednorazowymi e-papierosami stają się plagą wśród młodzieży. Mimo, że są obecne na polskim rynku już od 2021 r., to nadal nie istnieją regulacje zabraniające ich sprzedaży osobom niepełnoletnim. 
Produkty te nie są także objęte akcyzą, inaczej niż inne wyroby zawierające nikotynę. Tymczasem pojedyncza saszetka może zawierać nawet 10-krotnie wyższe stężenie nikotyny niż papieros.

Obecnie nie ma opracowanych żadnych krajowych standardów, jakie musi spełniać ten wyrób nikotynowy. Nie ma nawet regulacji wprost zakazującej jego sprzedaży osobom niepełnoletnim, mimo że jest on wysoce uzależniający. W naszej opinii produkt, jakim są woreczki nikotynowe, powinien być klasyfikowany jako forma rekreacyjnego przyjmowania nikotyny” –  uważa dyrektor programowy Forum Prawo dla Rozwoju, dr Konrad Hennig.

Forum apeluje o objęcie woreczków nikotynowych podatkiem akcyzowym. Postuluje także wprowadzanie regulacji określających wymóg publikowania ostrzeżeń na opakowaniach tych produktów i domaga się wprowadzenia regulacji nakładających ustawowe limity zawartości nikotyny w woreczkach nikotynowych na maxymalnym poziomie 20 mg.

Organizacja zwróciła się z apelem o uregulowanie kwestii woreczków nikotynowych do Głównego Inspektora Farmaceutycznego (GIF),  Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Zdrowia. Od początku roku trwa dialog pomiędzy urzędami podlegającymi Ministerstwu Zdrowia mający na celu określenia statusu prawnego tej nowej kategorii wyrobów nikotynowych. 

Postulaty Forum wsparł Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Prezes URPL Grzegorz Cessak ocenił w odpowiedzi na apel Forum, że: “uwzględniając skład i sposób stosowania woreczków nikotynowych, należałoby je traktować prawnie analogicznie do papierosów elektronicznych i ująć w ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych jako lex specialis”.

Prezes URPL poinformował,  że ”mając na uwadze wagę problemu i potencjalne poważne konsekwencje wynikające z nieograniczonego dostępu do ww. produktów, w szczególności w przypadku ich stosowania przez osoby nieletnie”,  skierował sprawę do Ministra Zdrowia.

Dr Konrad Hennig podkreśla, że choć trwają prace by objąć woreczki nikotynowe akcyzą, to wciąż nie są podejmowane działania dotyczące propozycji oznaczania opakowań ostrzeżeniami, ani określające maksymalną zawartości nikotyny w produktach.

 Cieszy nas, że Ministerstwo Finansów już pracuje nad opodatkowaniem woreczków nikotynowych. Jednak brak wprowadzenia górnego limitu zawartości nikotyny na woreczek może doprowadzić do sytuacji, w której producenci będą starali się konkurować zawartością nikotyny, aby zaoferować konsumentom mocniejszy wyrób za porównywalną cenę” – ocenia dr Konrad Hennig.

Woreczek nikotynowy nazywany jest “białym snusem”, czyli używką sporządzoną na bazie tytoniu. Przypomina sprzedawaną w Polsce tabakę, jednak w odróżnieniu od niej woreczek zażywany jest doustnie przez umieszczenie go za dolną lub górną wargą, skąd następuje wchłanianie nikotyny. Snus zawiera większe ilości nikotyny niż papierosy i może służyć jako ich bezdymna alternatywa.

Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego woreczki nikotynowe do stosowania doustnego klasyfikowane są jako produkty o charakterze niefarmaceutycznym i sprzedawane są jako produkty konsumpcyjne. Część państw UE – np. Czechy, Dania, Estonia, Szwecja, Węgry czy Słowacja – wprowadziło już krajowe regulacje, uznając woreczki nikotynowe za produkty o charakterze rekreacyjnym.

Forum Prawo dla Rozwoju (#Law4Growth) to think-tank, którego misją jest inicjowanie zmian w prawie służących interesowi państwa, rozwojowi gospodarczemu oraz dobru wspólnemu jego obywateli.  https://law4growth.com/

Żródło: Forum Prawo dla Rozwoju

Należy poprawić rekomendacje dla ginekologów, czyli aktualny sposób postępowania lekarza wobec pacjentki, zalecane przez Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników – wskazuje Prawo.pl. Jak informuje serwis, w obecnym brzmieniu liczące niecałe sześć stron rekomendacje są niezgodne z prawem, np. przymuszają do leczenia psychiatrycznego pacjentki, które chcą przerwać ciążę z uwagi na zdrowie psychiczne.
Prawo.pl zwraca uwagę, że w rekomendacjach napisano, iż zakończenie ciąży jest dopuszczalne także w sytuacji, gdy dalsze trwanie ciąży jest zagrożeniem dla zdrowia psychicznego ciężarnej. Jednocześnie w innymi miejscu zaznaczono, że przed podjęciem decyzji o zakończeniu ciąży należy dążyć do wyczerpania wszystkich możliwości diagnostycznych i terapeutycznych.

„Rekomendacje powinny służyć doprecyzowaniu wątpliwości, jakie lekarze mogą mieć na gruncie ustawy w stosowaniu aktualnej wiedzy medycznej. Natomiast sposób sformułowania wytycznych wprowadza jeszcze większą niepewność w działaniu lekarzy i dla bezpieczeństwa kobiet. Wytyczne są nieostre i wprowadzają nowe obowiązki, które z ustawy nie wynikają” – powiedziała w rozmowie z portalem Prawo.pl Jolanta Budzowska, radca prawny, specjalizująca się w sprawach o błąd medyczny.

W rekomendacjach zaznaczono, że ewentualna terapia w ciąży niejednokrotnie wymaga współpracy interdyscyplinarnej, np. z kardiologami, gastroenterologami, chirurgami, onkologami czy psychiatrami – informuje Prawo.pl. „Nie jest jasne, kto ma organizować taką opiekę” – mówi, cytowana przez serwis, mecenas Budzowska i zauważa, że zatrzymanie kobiety na oddziale i leczenie jej psychiatrycznie byłoby działaniem wbrew woli kobiety i już postawionej diagnozie.

„W związku z tym, że rekomendacje wywołały takie emocje i są pewne niedomówienia, dostałem informacje, że zostaną one uszczegółowione, aby nie budziły wątpliwości” – mówi Michał Bulsa, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie, zaznaczając w rozmowie z Prawo.pl, że rekomendacja zostanie uszczegółowiona ze względu na wątpliwości zgłaszane Polskiemu Towarzystwo Ginekologów (PTGiP).

Prawo.pl podaje, że o tym, iż rekomendacje PTGiP w obecnym kształcie są niezgodne z prawem i wiedzą medyczną, zaalarmowała Fundacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny (FEDERA). Według fundacji w zakresie, w którym przewidywane są obowiązkowe konsylium lekarskie w sprawie aborcji i przymus leczenia psychiatrycznego pacjentek, które z uwagi na zagrożenie dla zdrowia psychicznego chcą przerwać ciążę, stoją w sprzeczności z: polską ustawą o planowaniu rodziny z 1993 r., a także wytycznymi klinicznymi Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), stanowiskiem Komitetu Bioetyki Polskiej Akademii Nauk i decyzjami Rzecznika Praw Pacjenta.

Czytaj więcej na Prawo.pl:

https://www.prawo.pl/zdrowie/rekomendacje-dla-ginekologow-dotyczace-aborcji,525590.html

Źródło: PAP MediaRoom

Z leków recepturowych rocznie korzysta blisko 3 miliony pacjentów. Dotychczas, jeśli dany lek był refundowany, ubezpieczeni płacili za niego ryczałt ustalony na poziomie 0,5 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia krajowego – 18 zł. W przyszłym roku oprócz ryczałtu będą inne dopłaty do leków recepturowych, a ich producenci uważają, że znacząco wyższe.
Leki recepturowe są przepisywane m.in. przez pediatrów, dermatologów i ginekologów. Zazwyczaj to terapia spersonalizowana – lekarz na recepcie podaje dokładną recepturę odpowiedniego specyfiku dla pacjenta.

Przede wszystkim cena jednostki substancji potrzebnej do wytworzenia leku recepturowego, która ma stanowić limit finansowania za jednostkę surowca, ma być wyliczona na podstawie cen z poprzedniego roku danej substancji i ustalona została w ustawie na poziomie 15 percentyla rozkładu cen, jakie apteki przesłały do Narodowego Funduszu Zdrowia. Ustawa zobowiązuje prezesa NFZ do publikacji tych limitów.

Nadto ustawa stanowi, że „świadczeniobiorca, nabywając lek recepturowy sporządzony z surowców nabytych przez aptekę po cenie nabycia wyższej niż limit finansowania, oprócz odpłatności ryczałtowej (…) dopłaca różnicę w wysokości różnicy między ceną nabycia surowców farmaceutycznych służących do sporządzenia leku recepturowego a wysokością limitu finansowania danych surowców farmaceutycznych”. Dodatkowo ustawa wprowadziła górny pułap wyznaczania limitu finansowania surowców w każdym roku, który nie może przekraczać „30 percentyla rozkładu cen danego surowca farmaceutycznego z roku poprzedzającego rok ubiegły”.

Wykaz limitów został opublikowany 27 listopada na stronie NFZ i zaktualizowany 21 grudnia 2023 roku.

Zakład Farmaceutyczny AMARA uważa, że wskutek tych regulacji dojdzie do ograniczenia dostępności surowców farmaceutycznych, a w konsekwencji leków recepturowych, i tym samym przerwane zostaną terapie leczenia pacjentów w Polsce. Zarząd tej spółki skierował do prezesa NFZ Filipa Nowaka pismo, w którym można przeczytać:

„Następstwem wejścia w życie przedstawionego wykazu limitów finansowania za jednostkę surowca farmaceutycznego służącego do sporządzenia leku recepturowego będzie realne ograniczenie dostępności leków dla pacjentów i zatrzymania innowacji w obszarze medycyny personalizowanej w Polsce”.

W niedalekiej przeszłości Narodowy Fundusz Zdrowia alarmował o nadużyciach związanych z lekami recepturowymi.

„Koniec z maściami nawet po 200 tys. zł. Rynek leków recepturowych będzie uregulowany. Ważne!” – to tytuł komunikatu NFZ w komunikacie z 27 listopada br.

„Refundacja leków recepturowych, czyli leków na receptę, które farmaceuta przygotowuje w aptece, stale rośnie. Szacujemy, że w tym roku przekroczy ona 700 mln zł. To środki, które musi wyłożyć Narodowy Fundusz Zdrowia, a w praktyce każdy, kto płaci składkę zdrowotną. W przypadku leków recepturowych dochodzi do sytuacji, gdzie maść na trądzik potrafi kosztować więcej niż roczna terapia pacjenta z nowotworem. Kontrole NFZ potwierdzają, że na rynku leków recepturowych dochodzi do nieprawidłowości. Niektórymi sprawami zajmują się już organy ścigania. Ministerstwo Zdrowia dostrzegło to zjawisko, dlatego postanowiło uregulować rynek leków recepturowych” – głosił komunikat.

Podany w nim został przykład recepty na lek recepturowy – maść przeciwbólową z ketoprofenum, za refundację której NFZ zapłacił 181 379,90 zł.

Marian Witkowski, prezes Okręgowej Rady Aptekarskiej OIA w Warszawie, zwraca uwagę na brak uregulowań systemowych w zakresie refundacji leku recepturowego.

„O konieczności uregulowania cen i marż za surowce farmaceutyczne niezbędne do wykonania leku recepturowego samorząd zawodowy farmaceutów informował ministra zdrowia od wielu lat. Wskazywaliśmy na zagrożenia wynikające z braku nadzoru państwa nad ceną zbytu i marżą hurtową za te produkty. Ewentualne patologie związane z obrotem lekiem recepturowym to efekt marginalizacji problemu związanego z regulacją cen, co regulator i płatnik publiczny obserwowali od wielu lat w raportach składanych przez apteki do NFZ. W konsekwencji powyższych zaniechań wprowadzone limity finansowania uderzą bezpośrednio w koszt terapii pacjenta i wielu z nich nie będzie stać na ponoszenie wysokich kosztów cen leków recepturowych. Dotychczas całość kosztów poza ryczałtem pokrywał NFZ, teraz przerzuca ten koszt na pacjenta” – mówi Marian Witkowski.

Magdalena Bogucka, prezes zarządu Zakładu Farmaceutycznego AMARA, przypomina słowa polityków: włączenie zapisu o limitach finansowania do ustawy refundacyjnej uzasadniali hasłami: „Uregulujemy rynek i odciążymy NFZ, a pacjent nie poniesie dodatkowych kosztów”.

„Ciekawi nas, dlaczego NFZ przez lata godził się na finansowanie prostej maści z ketoprofenem za 180 tys. zł. Dlaczego regulacje dla konkretnych substancji nie zostały wprowadzone wcześniej, gdy limity finansowania były wyższe? Na jakie choroby były przepisywane wskazane na stronie NFZ leki recepturowe za 180 tys. zł? Dlaczego w podanych przykładach NFZ nie wskazuje dokładnego składu tańszych leków gotowych bądź ich nazwy handlowej? Tutaj odpowiedź nasuwa się sama: zawierają one składniki takie jak konserwanty, substancje zapachowe czy barwniki, które są nieodpowiednie dla alergików, dzieci i innych pacjentów korzystających z receptury. Oznacza to, że skład leków recepturowych i leków gotowych nie był identyczny” – zauważa Magdalena Bogucka.

We wspomnianym komunikacie z listopada br. Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował listę limitów finansowania za jednostkę surowca farmaceutycznego służącego do sporządzenia leku recepturowego.

„Przedstawiony wykaz limitów finansowania za jednostkę surowca do receptury aptecznej jest nieadekwatny do sytuacji rynkowej i gospodarczej. Jestem przekonana, że w trakcie tworzenia tego pliku nie wzięto pod uwagę gwałtownego wzrostu cen spowodowanego m.in. inflacją. Zaznaczam, że ceny mają obowiązywać w 2024 roku, a zostały przygotowane na podstawie stawek z 2022 roku. Niepoprawność wykazu potwierdzają chociażby same limity finansowania przedstawione przez NFZ, m.in. Hydrogenii peroxidum 3% z limitem 0,00926 zł (mniej niż 1 grosz) za 1 gram surowca czy też Camphorae spiritus z limitem 0,01852 zł (niecałe 2 grosze) za 1 gram surowca” – zaznacza Magdalena Bogucka.

„Kwota refundacji, którą Fundusz ma zamiar pokryć w wypadku niektórych surowców, jest drastycznie niższa niż koszt samego opakowania takiego składnika. Resztę dopłaci pacjent kupujący lek w aptece. Warto uświadomić pacjentom, że tak niskie limity finansowania oznaczają wysokie ceny leków. W wypadku niektórych popularnych receptur chorzy zamiast 21,20 zł będą musieli zapłacić wielokrotność tej kwoty” – dodaje prezes Zakładu Farmaceutycznego AMARA.

Ministerstwo Zdrowia zapewniało, że podejmie dialog z producentami surowców do receptury, środowiskiem lekarskim i farmaceutycznym oraz fundacjami reprezentującymi pacjentów.

„Chcielibyśmy, aby przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia pochylili się raz jeszcze nad analizą wprowadzonego sposobu finansowania leku recepturowego oraz nad wyliczeniami limitów na surowce. Oczekujemy rozwiązania problemu przez nawiązanie dialogu ze wszystkimi stronami biorącymi udział w obrocie, ale również pociągnięcie do odpowiedzialności podmiotów, co do których istnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa w zakresie manipulacji cenami tych produktów. Tymczasem w wyniku decyzji poprzednich przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia dochodzi do przeniesienia kosztów leczenia lekiem recepturowym na pacjenta. Wprowadzone limity finansowania wejdą w życie za kilka tygodni i nasi pacjenci zostaną obciążeni kosztami nielogicznej decyzji Ministerstwa Zdrowia, to na co zostaną przeznaczone oszczędności w NFZ, które pojawią się od stycznia 2024 roku?” – zastanawia się Marian Witowski.


Źródła:

https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/koniec-z-masciami-nawet-po-200-tys-zl-rynek-lekow-recepturowych-bedzie-uregulowany,8510.html#_ftnref1 

Ustawa o refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych, Dz. U. 2011 Nr 122, poz. 696 z późn. zm.

Źródło: PAP MediaRoom

Od 1 lutego fizjoterapeuta będzie mógł przedłużyć rehabilitację i samodzielnie zmienić zalecenia lekarza, a na zabiegi szybciej trafią osoby po ostrej fazie choroby, m.in. onkologicznej. Zmiany mogą jednak nie skrócić kolejek pacjentów oczekujących na rehabilitację ambulatoryjną czy domową. Nie ma też pewności czy limity zabiegów wystarczą dla pacjentów w chorobach przewlekłych.
Jak podkreśla Prawo.pl., rozporządzenie Ministra Zdrowia z 4 stycznia 2024 r. zmieniające rozporządzenie w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej – to największe od 10 lat zmiany w świadczeniach z zakresu rehabilitacji.

Rozporządzenie, które ma wejść w życie 1 lutego br., ma przyczynić się do poprawy dostępności do świadczeń rehabilitacyjnych, szczególnie w odniesieniu do pacjentów, którzy ze względu na swój stan zdrowia (kliniczny i funkcjonalny) powinni w możliwie najkrótszym czasie uzyskać świadczenie rehabilitacyjne.

W ocenie portalu Prawo.pl dobrą zmianą dla pacjentów jest możliwość przedłużenia zabiegów rehabilitacji ambulatoryjnej przez fizjoterapeutę z 10 do 20 dni na podstawie jednego skierowania. Wprowadzono także limit 40 dni zabiegowych na daną jednostkę chorobową w ciągu roku, a rehabilitacja może być dodatkowo przedłużona o kolejne 30 dni w roku, jeśli podmiot lub sam fizjoterapeuta zwróci się pisemnie do wojewódzkiego oddziału NFZ o zgodę.

Prawo.pl informuje, że nowe przepisy otwierają też furtkę do szybszego skorzystania z rehabilitacji, jeśli chodzi o oczekujących na nią pacjentów po ostrej fazie choroby w przypadku schorzeń: neurologicznych, ortopedycznych, kardiologicznych, pulmonologicznych, internistycznych, pediatrycznych i onkologicznych. Rozporządzenie MZ zwiększa także samodzielność fizjoterapeutów jako niezależnego zawodu medycznego.

„Im wcześniej jest rozpoczęta rehabilitacja, tym lepsze daje efekty. W szerszej perspektywie to opłaca się państwu, bo takie osoby szybciej wracałyby do pracy i życia społecznego” – mówi Hanna Kowalewska, wiceprezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów (KIF).

Prawo.pl wskazuje, że rozporządzenie MZ nie wyjaśnia jednak, w jaki sposób będzie monitorowana liczba dni zabiegowych pacjenta oraz to, jak NFZ będzie pilotował liczbę wykorzystanych dni rehabilitacyjnych danego pacjenta.

W ocenie portalu Prawo.pl problem długich kolejek pacjentów oczekujących na rozpoczęcie rehabilitacji, także w prywatnych placówkach, może zostać nie rozwiązany.

„Pacjent raczej nie skorzysta z rehabilitacji więcej niż raz w roku przez 10 dni. Nie jest w stanie skorzystać dwa razy w roku ze względu na długi czas oczekiwania” – zaznacza Hanna Kowalewska.

Przepisy mają obowiązywać od 1 lutego. Skierowanie na fizjoterapię w warunkach ambulatoryjnych oraz skierowanie na fizjoterapię w warunkach domowych wystawione przed dniem wejścia ich w życie i niezrealizowane do 1 lutego zachowuje ważność.

Pełny tekst artykułu: 
https://www.prawo.pl/zdrowie/dostep-do-rehabilitacji-nowe-zasady,524966.html 

Źródło: PAP MediaRoom