Medicalpress
1 stycznia 2026 roku wchodzą w życie daleko idące zmiany w polskim systemie ubezpieczeń społecznych. Nowe przepisy mają m.in. umożliwić wykonywanie pracy u jednego pracodawcy przy jednoczesnym przebywaniu na zwolnieniu lekarskim u innego, o ile nie będzie to sprzeczne z celem zwolnienia. Dodatkowo od stycznia zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy będzie można uzyskać nie tylko od lekarza, ale i pielęgniarki czy fizjoterapeuty. Zmiany prawne mają także istotnie wzmocnić mechanizmy nadzorcze ZUS.

 Od stycznia 2026 roku wprowadzone będą liczne zmiany w systemie ubezpieczeń społecznych. Obejmą one skutki zarówno dla pracowników i pracodawców, jak i dla systemu ubezpieczeń społecznych w zakresie orzeczników oraz uprawnień Prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Dotychczasowe przepisy, bardzo rozproszone, mają być skonsolidowane i doprecyzowane – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr Anna Banaszewska, radczyni prawna.

Jedną z kluczowych zmian dla pracowników będzie rozszerzenie katalogu osób uprawnionych do wystawiania zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy. Zgodnie z nowymi przepisami od 2026 roku zaświadczenia takie będą mogły wystawiać nie tylko osoby wykonujące zawód lekarza, ale także pielęgniarki oraz fizjoterapeuci. Ma to usprawnić dostęp do świadczeń i częściowo odciążyć system ochrony zdrowia.

– Zakres takich zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy i podstawa ich wystawienia będą zupełnie inne, niż kiedy robi to lekarz. Pielęgniarka będzie mogła wystawić takie zaświadczenie wyłącznie wówczas, kiedy osoba nie będzie zdolna do samodzielnego funkcjonowania, zaś fizjoterapeuta w przypadku prewencji ruchowej. Pracownik będzie mógł więc uzyskać takie zaświadczenie w zależności od okoliczności – tłumaczy dr Anna Banaszewska.

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2024 roku wystawiono ponad 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy. Dlatego też precyzyjne zasady korzystania ze zwolnień oraz ich kontroli mają kluczowe znaczenie.

Zmiany doprecyzowują pojęcie działania sprzecznego z celem zwolnienia lekarskiego. To właśnie ono ma się stać kluczowym kryterium oceny zachowania osoby przebywającej na zwolnieniu, również w kontekście ewentualnych konsekwencji finansowych.

– W przypadku kontroli podstaw wydania zwolnienia lekarskiego ustala się, czy działania osoby, która otrzymała zwolnienie, są związane z celem, czy sprzeczne. Wyobraźmy sobie na przykład, że osoba chodzi na zakupy czy rehabilitację, bo na przykład jest kontuzjowana, albo chodzi na długie spacery zgodnie z zaleceniami lekarskimi. Jeżeli te działania nie stoją w sprzeczności z istotą zwolnienia, to pracownik może być nieobecny w miejscu pobytu w tym czasie, kiedy następuje kontrola przyczyn takiego zwolnienia. Ale gdyby ktoś chciał sobie w tym czasie pojechać na wycieczkę rowerową, to będzie to już działanie sprzeczne z celem zwolnienia – mówi radczyni prawna.

Zasada działań sprzecznych z celem zwolnienia ma też dotyczyć wykonywania obowiązków zawodowych u różnych pracodawców. Dzisiaj zwolnienie lekarskie wystawione dla jednej firmy oznacza, że pracownik nie może świadczyć pracy również w innych, jeśli jest zatrudniony w kilku miejscach. W I półroczu 2025 roku ZUS przeprowadził ponad 69 tys. kontroli, które wykazały, że 8,1 tys. osób nieprawidłowo wykorzystywało zwolnienie lekarskie. Z tego powodu zostały wstrzymane zasiłki na kwotę 16,6 mln zł. Od 2026 roku ten zakaz zostanie zniesiony.

 Proszę sobie wyobrazić sytuację, w której wykładowca akademicki jest jednocześnie chirurgiem operatorem. W związku z kontuzją dłoni nie może operować, ale może prowadzić zajęcia. Będzie więc mógł na zwolnieniu lekarskim w szpitalu prowadzić zajęcia na uczelni. Warunek jest tylko taki, że pracownik będzie musiał poinformować pracodawcę, u którego zamierza wykonywać pracę, o tym, że u innego pracodawcy przebywa na zwolnieniu i z jakiego powodu, oczywiście bez wskazywania jednostki chorobowej. Chodzi o to, żeby podejmowane przez niego czynności u innego pracodawcy nie były sprzeczne z celem zwolnienia lekarskiego – wyjaśnia dr Anna Banaszewska.

Jednocześnie, jak wskazują prawnicy, szeroki charakter definicji działania sprzecznego z celem zwolnienia może w praktyce prowadzić do rozbieżnych interpretacji i sporów z organem kontrolnym.

– To miecz obosieczny, dlatego że z jednej strony definicja jest bardzo pojemna i wymaga wyczucia celu zwolnienia lekarskiego, ale z drugiej strony będziemy mogli prowadzić tutaj częstą polemikę z ZUS-em, czy faktycznie ten cel został naruszony, czy nie – ocenia ekspertka.

Na podstawie obowiązujących przepisów ZUS oraz płatnicy składek zgłaszający do ubezpieczenia chorobowego powyżej 20 osób mają prawo kontrolować zarówno prawidłowość orzekania, jak i sposób wykorzystywania zwolnień. Skala tych kontroli w ostatnich latach systematycznie rośnie. W 2024 roku ZUS przeprowadził 486,4 tys. kontroli osób posiadających zaświadczenie o czasowej niezdolności do pracy. W konsekwencji wydał 36,6 tys. decyzji wstrzymujących dalszą wypłatę zasiłków chorobowych, a kwota wstrzymanych świadczeń osiągnęła niemal 53 mln zł. Łącznie kwota obniżonych i cofniętych świadczeń pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa w 2024 roku wyniosła ok. 260 mln zł. W pierwszym półroczu 2025 roku ZUS przeprowadził 227 tys. kontroli zwolnień lekarskich, wstrzymując wypłatę 14,8 tys. zasiłków na kwotę ponad 22,2 mln zł.

– Pracodawcy nadal będą zobowiązani do kontroli przyczyny i zasadności nieobecności w pracy, natomiast będą mieli możliwość, żeby zapewnić wykonywanie pracy pracownikowi, który przebywa w innym miejscu pracy na zwolnieniu lekarskim, będą mogli również dostosować zakres czynności do tego, aby ten zakres nie był sprzeczny z celem zwolnienia – podkreśla dr Anna Banaszewska.

Ustawodawca wprowadza też pojęcie tzw. czynności drobnych, które w określonych sytuacjach będą mogły być wykonywane w czasie zwolnienia lekarskiego, m.in. przez członków zarządów i wspólników spółek. Jednocześnie nowe przepisy mają zapobiegać sytuacjom, w których zwolnienie byłoby wykorzystywane do faktycznego świadczenia pracy.

– Te czynności drobne nie będą polegały na tym, że pracodawca będzie mógł niepokoić pracownika stale w czasie zwolnienia i zlecać mu do wykonania różne drobne czynności. W takim przypadku powstanie wątpliwość, czy ten pracownik ma zapewnione warunki do należytego procesu zdrowienia. Dlatego pojęcie drobnych czynności będzie obejmowało np. podejmowanie uchwał przez członka zarządu spółki kapitałowej czy też wykonywanie czynności niezbędnych do funkcjonowania spółki przez wspólnika spółki osobowej – wskazuje radczyni prawna.

Nowa ustawa ingeruje też w sam system orzecznictwa. Od 2026 roku orzeczenia o czasowej i trwałej niezdolności do pracy mają być wydawane przez jednego orzecznika, a nie – jak dotychczas – przez zespoły trzyosobowe.

 Wydaje się, że to może budzić istotne wątpliwości co do równego traktowania i rzetelności orzeczniczej – ocenia dr Anna Banaszewska. – Pracownik każdorazowo, kiedy nie zgadza się z decyzją ZUS-u, będzie mógł złożyć w odpowiednim terminie odwołanie. Tak jak dotychczas będzie mógł zaskarżyć do sądu tego rodzaju orzeczenie, z którym się nie zgadza – to nadal jest możliwe i nadal będzie możliwe – dodaje.

Zmiany obejmą także warunki zatrudniania lekarzy orzeczników ZUS. Projekt przewiduje różne formy współpracy oraz wprowadzenie systemu mnożników wynagrodzeń zależnych od kwalifikacji i nakładu pracy. To powinno zwiększyć dostęp do lekarzy orzeczników, a w konsekwencji także skrócić czas oczekiwania na orzeczenie.

Najdalej idącą zmianą będzie rozszerzenie uprawnień Prezesa ZUS w zakresie kontroli orzeczeń, w tym możliwość ich weryfikowania po zakończeniu okresu zwolnienia lekarskiego.

– Dzisiaj, w momencie zakończenia czasu trwania zwolnienia lekarskiego, nie może już być przeprowadzona kontrola tego zwolnienia wstecz. Zgodnie z nowymi przepisami będzie to możliwe na podstawie dokumentacji medycznej – tłumaczy radczyni prawna. – Zespół prowadzący kontrolę będzie miał uprawnienie do żądania od lekarza wydania dokumentacji medycznej, będzie mógł również poprosić o dosłanie dodatkowych dokumentów, które posłużą temu, żeby już po ustaniu okresu orzeczenia o czasowej niezdolności do pracy można było skontrolować, czy faktycznie były podstawy do jego wydania.

Źródło: Newseria

Rynek pracy w Polsce zmierza w stronę jednego z największych wyzwań ostatnich lat. Deficyty kadrowe obejmują już niemal wszystkie regiony, a prognozy na 2026 rok pokazują, że braki pracowników dotkną kluczowe obszary gospodarki – od energetyki i budownictwa, przez transport i edukację, aż po ochronę zdrowia. Jak wynika z Barometru zawodów 2026 i najnowszego badania Grupy Progres, problem staje się tak poważny, że większość firm funkcjonuje dziś przy zbyt małych zespołach, a 69 proc. przedsiębiorstw otwarcie przyznaje, że nie jest w stanie obsadzić wakatów. W praktyce oznacza to wolniejsze działanie firm, dłuższe kolejki do usług, ograniczoną dostępność specjalistów i narastającą presję na pracodawców. Czy Polska jest gotowa na gospodarkę działającą przy chronicznym niedoborze pracowników?
Jak pokazuje badanie ankietowe pracodawców przeprowadzone przez Grupę Progres, siedem na dziesięć firm w Polsce zmaga się dziś z niedoborem pracowników, co oznacza, że większość przedsiębiorstw działa przy zbyt małej liczbie osób w stosunku do rosnącej skali realizowanych zadań. W 2026 r. niedobór pracowników szczególnie mocno dotknie kluczowe sektory gospodarki, takie jak energetyka, budownictwo, TSL, usługi medyczne, edukacja, finanse czy administracja.

Luka kadrowa będzie się pogłębiać, a wiele branż w 2026 roku stanie przed największym wyzwaniem rekrutacyjnym od lat. Obecnie wiele firm działa na pełnych obrotach, a rosnąca liczba obowiązków przy zbyt małej liczbie pracowników sprawia, że coraz trudniej im utrzymać tempo. Co więcej, sytuacja nie omija żadnego zakątka Polski – dziś w większości powiatów obserwujemy wyraźne deficyty kadrowe, które wpływają na funkcjonowanie lokalnych rynków pracy. Jeśli ten trend się utrzyma, spowolnienie pracy przedsiębiorstw odczują nie tylko pracodawcy i pracownicy, ale także klienci – poprzez dłuższy czas realizacji usług, mniejszą dostępność specjalistów czy ograniczoną ofertę. To szczególnie niepokojące, bo wiele z tych branż na co dzień dostarcza usługi i produkty niezbędne w życiu codziennym – podkreśla Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Przestój na budowie, w elektrowni i na drogach

Braki kadrowe prognozowane są m.in. w energetyce i budownictwie, gdzie niedobór elektryków i energetyków obejmie 258 z 380 powiatów. Firmy poszukujące spawaczy napotkają trudności w 274 powiatach, w których liczba ofert znacznie przewyższy liczbę dostępnych specjalistów. Monterów instalacji budowlanych zabraknie w 196 powiatach, a operatorów sprzętu ciężkiego w 252 powiatach.
Kryzys kadrowy dotknie też kolejny sektor – transport. W znacznej większości polskich powiatów – 326 – będzie zbyt mało kandydatów do pracy kierowcy samochodów ciężarowych i ciągników siodłowych. Kierowców autobusów zabraknie w 232 powiatach.
Transport, budownictwo czy energetyka to szczególnie trudne obszary rekrutacyjne, bo mówimy o zawodach wymagających uprawnień, dużej odpowiedzialności i gotowości do pracy w trudnych warunkach. Tymczasem liczba osób zdobywających kwalifikacje w tych profesjach spada. Widzimy też rosnącą lukę pokoleniową – młodzi kandydaci rzadko wybierają te ścieżki zawodowe, podczas gdy doświadczeni specjaliści odchodzą na emerytury – zaznacza Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Pusto nie tylko w szkołach i szpitalach

Deficyt lekarzy wystąpi w 323 powiatach, a pielęgniarek i położnych w 287 powiatach. Niełatwo będzie też znaleźć opiekunów osób starszych i osób z niepełnosprawnością – w 202 powiatach wystąpią znaczne niedobory chętnych na te stanowiska. Deficyt psychologów i psychoterapeutów odczują mieszkańcy 309 powiatów.
Sprawdzian rekrutacyjny czeka też edukację. W 256 powiatach odczuwalny będzie niedobór nauczycieli praktycznej nauki zawodu. Nauczyciele przedmiotów zawodowych będą poszukiwani w 252 powiatach. W szkołach specjalnych i oddziałach integracyjnych braki dotkną 243 powiaty. Obejmą one też nauczycieli języków obcych i przedmiotów ogólnokształcących – liczba powiatów, w których prognozowane są deficyty wyniesie 196.
Problem z pracownikami nie ominie też logistyki, księgowości oraz sektora bezpieczeństwa i służb mundurowych. Magazynierów będzie brakować w 190 powiatach, samodzielnych księgowych w 225 powiatach, a w 230 powiatach prognozowany jest niedobór pracowników służb mundurowych.

Dlaczego brakuje pracowników?

Jedną z głównych przyczyn deficytów kadrowych jest niewystarczająca liczba kandydatów, którzy aplikują na oferowane stanowiska. Wielu z tych, którzy biorą udział w procesach rekrutacyjnych, nie spełnia oczekiwań firm. Brakuje im odpowiednich kompetencji, uprawnień, doświadczenia lub kwalifikacji, co szczególnie dotyczy zawodów technicznych, specjalistycznych i regulowanych.
Rosną też oczekiwania samych kandydatów. Osoby poszukujące zatrudnienia coraz częściej odrzucają propozycje pracy ze względu na warunki zatrudnienia – nie chcą pracować w systemie zmianowym, unikają zawodów wymagających dużego wysiłku fizycznego i oczekują wyższego standardu organizacji pracy oraz wynagrodzeń. W efekcie nawet tam, gdzie kandydaci się pojawiają, trudno o dopasowanie ich potrzeb do możliwości przedsiębiorstw.
Jak wynika z badania Grupy Progres aż 73 proc. firm pytanych o największe problemy rekrutacyjne wskazuje na niewystarczającą liczbę kandydatów, co bezpośrednio utrudnia obsadzanie wakatów. 68 proc. przedsiębiorców podkreśla problem ich niedostatecznych kompetencji – brak odpowiednich umiejętności, uprawnień czy kwalifikacji. Natomiast 65 proc. pracodawców mówi o zbyt wysokich oczekiwaniach osób aplikujących, które często nie idą w parze z realiami rynku, zwłaszcza w branżach pracujących w systemie zmianowym lub wymagających dużej dyspozycyjności.
Jednocześnie widzimy coraz większą konkurencję o pracownika między branżami. Sektory, które jeszcze niedawno nie musiały zabiegać o kandydatów, dziś podnoszą wynagrodzenia, wprowadzają premie lub skracają procesy adaptacyjne. To napędza presję płacową i powoduje kolejne przetasowania, na które wiele firm – zwłaszcza z sektorów publicznych – nie jest przygotowanych – podsumowuje Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.