Medicalpress

Stan psychiczny kobiety, a przede wszystkim poziom lęku, może mieć większe znaczenie dla jej poczucia gotowości do opieki nad noworodkiem niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie – wynika z badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Badacze wskazują, że indywidualna ocena gotowości młodej mamy może pomóc lepiej dostosować opiekę i wsparcie w pierwszych dobach po porodzie.

Pierwsze dni po porodzie to czas ogromnych zmian – nie tylko fizycznych, ale również emocjonalnych. Choć w szpitalach standardem jest model rooming-in, w którym matka i noworodek pozostają razem przez całą dobę, nie każda kobieta już od pierwszych godzin czuje się gotowa do samodzielnej opieki nad dzieckiem.

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu postanowili sprawdzić, od czego zależy to poczucie gotowości. Wyniki opublikowane w „Journal of Clinical Medicine” pokazują, że większe znaczenie niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie mają czynniki psychologiczne – przede wszystkim poziom lęku, a także zdolność radzenia sobie z trudnymi emocjami.

Gotowość to coś więcej niż umiejętności

W badaniu uczestniczyło 200 kobiet przebywających na oddziale położniczym 48–72 godziny po porodzie. Badacze oceniali ich deklarowaną gotowość do opieki nad noworodkiem w ciągu dnia i w nocy oraz gotowość do karmienia piersią. Analizowali także związek gotowości z poziomem bólu, lęku, nastroju, wsparcia społecznego, elastyczności psychologicznej oraz zmian parametrów krwi po porodzie.

Okazało się, że gotowość do opieki nad dzieckiem nie jest prostą konsekwencją dobrego stanu fizycznego ani posiadanego doświadczenia rodzicielskiego. To raczej subiektywne przekonanie kobiety o tym, czy w danym momencie ma wystarczające siły i zasoby, aby samodzielnie zająć się noworodkiem.

– Gotowość do opieki nad noworodkiem nie jest oceną kompetencji matki. To jej własne poczucie, czy w danym momencie – biorąc pod uwagę swój stan psychofizyczny – czuje się na siłach, aby samodzielnie zajmować się dzieckiem – wyjaśnia dr Anna Prokopowicz, kierownik Zakładu Podstaw Położnictwa.

Największe znaczenie miał lęk

Analiza wykazała, że kobiety odczuwające większy lęk w drugiej dobie po porodzie znacznie niżej oceniały swoją gotowość zarówno do samodzielnej opieki nad noworodkiem, jak i do karmienia piersią. Istotna okazała się również tzw. elastyczność psychologiczna, czyli zdolność adekwatnego działania w warunkach psychiczofizycznego dyskomfortu. Z kolei ból po porodzie oraz fizjologiczne obniżenie stężenia hemoglobiny miały zdecydowanie mniejsze znaczenie.

– Najważniejszym wnioskiem z naszego badania jest to, że o gotowości kobiety do opieki nad noworodkiem w większym stopniu decyduje jej stan psychiczny niż czynniki czysto fizyczne. Lęk okazał się znacznie silniejszym czynnikiem niż ból czy fizjologiczne zmiany po porodzie, dlatego warto poświęcać więcej uwagi dobrostanowi emocjonalnemu młodych mam – podkreśla prof. Izabella Uchmanowicz, dziekan Wydziału Pielęgniarstwa i Położnictwa UMW.

Karmienie piersią i opieka nad dzieckiem to nie to samo

Badanie potwierdziło, że kobiety deklarujące większą gotowość do karmienia piersią zazwyczaj czuły się również bardziej gotowe do opieki nad noworodkiem. Nie oznacza to jednak, że oba zjawiska są tożsame.

Autorzy zwracają uwagę, że część kobiet jest bardzo zmotywowana do karmienia piersią, ale jednocześnie nie czuje się gotowa do całodobowej opieki nad dzieckiem. Wyniki podważają więc powszechne założenie, że gotowość do karmienia automatycznie oznacza gotowość do samodzielnej opieki.

– Nasze wyniki pokazują, że gotowość do samodzielnej opieki nad noworodkiem może znacząco różnić się między kobietami już w drugiej dobie po porodzie. Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że nie warto opierać się wyłącznie na założeniu, iż sam fakt urodzenia dziecka oznacza gotowość do całodobowej opieki. Indywidualna ocena gotowości może stanowić prosty punkt wyjścia do rozmowy o potrzebnym wsparciu i umożliwić lepsze dostosowanie opieki do aktualnych możliwości matki – mówi dr Anna Prokopowicz.

Czas na bardziej indywidualną opiekę

Zdaniem autorek badania wyniki mogą mieć praktyczne znaczenie dla organizacji opieki poporodowej. Krótka ocena poziomu lęku lub poczucia gotowości mogłaby pomóc personelowi szybciej zidentyfikować kobiety potrzebujące dodatkowego wsparcia – zwłaszcza w pierwszych dobach po porodzie, kiedy zmęczenie i obciążenie emocjonalne są największe.

Szczególnie istotne może być dostosowanie pomocy do pory dnia. Chociaż gotowość do opieki dziennej i nocnej była silnie ze sobą powiązana, rozkład odpowiedzi sugerował, że najwyższe poziomy gotowości częściej deklarowano w odniesieniu do opieki dziennej niż nocnej. Oznacza to, że to właśnie noc może być momentem największego obciążenia i największego zapotrzebowania na wsparcie.

– Model rooming-in jest bardzo wartościowy, ale nie powinien zakładać, że każda kobieta od pierwszych godzin po porodzie dysponuje takimi samymi zasobami. Krótka ocena gotowości do opieki mogłaby pomóc wcześniej rozpoznać pacjentki potrzebujące dodatkowego wsparcia i lepiej dostosować opiekę do ich potrzeb – podsumowuje prof. Izabella Uchmanowicz.

Materiał powstał na podstawie publikacji: Maternal Readiness for Newborn Self-Care in the Early Postpartum Period: Associations with Maternal Psychophysical State and Declared Breastfeeding Readiness, Anna Prokopowicz, Kinga Tułacz, Kamila Drobina, Łukasz Lewandowski, Izabella Uchmanowicz

Źródło: mat. pras.

Niemal połowa Polek deklaruje, że w czasie ciąży lub po porodzie spotkała się z krytycznymi komentarzami dotyczącymi swojego wyglądu. Najczęściej uwagi pochodzą od członków rodziny i partnerów, ale część kobiet doświadcza ich także ze strony personelu medycznego. Eksperci ostrzegają, że presja związana z wyglądem może negatywnie wpływać na samoocenę, zwiększać poziom stresu i sprzyjać rozwojowi zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej.

Kobiety, które doświadczyły krytyki, zapytano też o jej charakter. Najczęściej (w niemal 48% przypadków) były to komentarze dotyczące wagi lub rozmiaru ciała. Co trzecia ankietowana słyszała sugestie, że powinna szybciej schudnąć po ciąży (33,3%). Niemal tak samo często pojawiały się porównania do innych kobiet: „ona tak szybko wróciła do formy” (31,6%) i uwagi o wyglądzie skóry, czyli rozstępach i cellulicie (31,6%). Co czwarta kobieta odczuła presję dotyczącą szybszego powrotu do aktywności fizycznej (28,4%), co piąta komentarze na temat ubierania się (23,6%), a co szósta uwagi dotyczące wyglądu piersi (17,8%).

– Wyniki przedstawionego badania wskazują, że aż 45% kobiet doświadczyło krytycznych komentarzy dotyczących swojego wyglądu w czasie ciąży lub po porodzie. Jest to wynik niepokojący, ponieważ literatura psychologiczna jednoznacznie wskazuje, że negatywne komunikaty dotyczące wyglądu mogą obniżać samoocenę, nasilać niezadowolenie z własnego ciała, zwiększać poziom stresu oraz stanowić czynnik ryzyka wystąpienia zaburzeń nastroju, w tym depresji poporodowej – mówi Jan Gosztyła, psycholog i psychoterapeuta z Akademickiego Centrum Rozwoju Osobistego i Wsparcia Psychologicznego WSIiZ.

Krytyka a samoocena

Co czwarta kobieta biorąca udział w badaniu opinii SW Research (czyli 25,4%) przyznała, że w pełni akceptowała zmiany w ciele jako naturalny element macierzyństwa. Niemal połowa (49,6%) akceptowała je częściowo: niektóre zmiany przyjmowała z większą łatwością, inne były trudniejsze do zaakceptowania. Dla 16,8% zmiany ciała były trudnym przeżyciem, a 8,2% przyznało, że jej stosunek do własnego ciała zmieniał się z czasem, raz było lepiej, a raz gorzej. Oznacza to, że trzy czwarte kobiet zmagało się z jakimś poziomem braku akceptacji własnego ciała w jednym z najbardziej wyjątkowych momentów swojego życia.

–  Jesteśmy istotami społecznymi i porównywanie się z innymi jest wpisane w ludzką naturę. Problem pojawia się wtedy, gdy porównania stają się miarą własnej wartości. „Ona już wróciła do formy”, „udało jej się schudnąć”, „kiedy ona ma czas i siłę ćwiczyć?” – takie komunikaty tworzą fałszywe wzorce, do których kobiety zaczynają się odnosić. Tymczasem każde ciało jest inne, każda ciąża przebiega inaczej, a każda kobieta potrzebuje własnego czasu na regenerację i adaptację do nowej roli. Jako społeczeństwo wciąż zbyt często oceniamy to, co widać na zewnątrz, zamiast docenić to, czego nie widać: wysiłek, proces regeneracji oraz ogrom pracy, jaką organizm kobiety wykonuje po porodzie. Powrót do formy jest sprawą głęboko indywidualną. Nikt z zewnątrz nie powinien wyznaczać jego tempa, a kobiety nie powinny czuć presji wynikającej z porównywania się z innymi – mówi Grzegorz Mikucki, socjolog.

Wspierający partner robi różnicę

Nieco mniej niż połowa kobiet biorących udział w badaniu SW Research (47,6%) oceniła, że partner w pełni akceptował zmiany jej ciała i że czuła się przy nim akceptowana i bezpieczna. Co czwarta (24,8%) przyznała, że raczej tak, choć zdarzały się sytuacje, które bolały. Co piąta (18%) stwierdziła, że partner był obojętny, a temat ciała w ogóle nie był między nimi poruszany. Dla 7,2% jego reakcje były trudne lub raniące.

Jak zauważa Beata Bożek z Hydrex Diagnostics, firmy, która od lat produkuje testy diagnostyczne, w tym testy ciążowe Pink, a niedawno wprowadziła do oferty kosmetyki dla kobiet w ciąży Pink Mama: „Kobiety, które czują się krytykowane za wygląd po porodzie, znacznie rzadziej szukają pomocy medycznej, rzadziej korzystają z fizjoterapii uroginekologicznej i rzadziej rozmawiają z partnerem o swoich potrzebach. Dlatego edukacja w tym obszarze jest tak ważna, i to nie tylko edukacja kobiet, ale też ich otoczenia: partnerów, rodziców, przyjaciół i specjalistów medycznych. Z tego powodu prowadzimy kampanię edukacyjną poświęconą akceptacji ciała w ciąży i po ciąży. Właśnie ukazał się raport z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marek Pink Mama i Pink, który wzbogaciliśmy komentarzami eksperckimi m.in. ginekolożki, urolożki, fizjoterapeutki, kosmetolożki, czy położnej.”

Źródło: inf pras

12 maja na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek i Położnych. Data nie jest przypadkowa. To rocznica urodzin Florence Nightingale, brytyjskiej pielęgniarki uznawanej za prekursorkę nowoczesnego pielęgniarstwa, która w XIX wieku zmieniła sposób myślenia o opiece nad pacjentem i stworzyła podwaliny współczesnego systemu pielęgniarskiego. Święto zostało ustanowione przez Międzynarodową Radę Pielęgniarek podczas kongresu w Meksyku w 1973 roku.
Choć każdego roku pojawiają się życzenia, podziękowania i okolicznościowe apele o szacunek dla zawodu, rzeczywistość pielęgniarek i położnych nadal pozostaje jedną z najbardziej wymagających w polskim systemie ochrony zdrowia. To grupa zawodowa, bez której szpitale, przychodnie, oddziały ratunkowe, hospicja, domy opieki i porodówki po prostu nie mogłyby funkcjonować. Jednocześnie to środowisko od lat alarmujące o przeciążeniu pracą, brakach kadrowych i rosnącej odpowiedzialności.

Pielęgniarki i położne są obecne na każdym etapie życia człowieka. Towarzyszą pacjentom podczas narodzin, leczenia, rehabilitacji i opieki paliatywnej. Są często pierwszymi osobami, które zauważają pogorszenie stanu chorego, reagują na nagłe zagrożenia i spędzają z pacjentami więcej czasu niż jakakolwiek inna grupa zawodowa w medycynie. W praktyce ich rola daleko wykracza poza wykonywanie procedur medycznych. To również edukacja zdrowotna, wsparcie emocjonalne, koordynacja opieki i kontakt z rodziną chorego.

Paradoks polega na tym, że właśnie ta codzienna obecność sprawia, iż praca pielęgniarek bywa społecznie „niewidzialna”. Pacjent pamięta operację, diagnozę czy nazwisko lekarza prowadzącego, ale to pielęgniarka najczęściej spędza z nim wielogodzinne dyżury, pomaga w najtrudniejszych momentach i odpowiada za bezpieczeństwo chorego przez całą dobę. Dopiero sytuacje kryzysowe, takie jak pandemia COVID-19, uświadomiły opinii publicznej skalę odpowiedzialności tej profesji.

Pandemia była dla pielęgniarek i położnych momentem szczególnym. To właśnie one znalazły się na pierwszej linii walki z koronawirusem, pracując ponad siły, często kosztem własnego zdrowia i życia. Dane Ministerstwa Zdrowia z 2021 roku wskazywały, że zakażenie SARS-CoV-2 wykryto u ponad 61 tys. pielęgniarek, a wiele z nich zmarło w trakcie pandemii. Dla części środowiska był to moment graniczny, po którym wiele osób zdecydowało się odejść z zawodu lub ograniczyć aktywność zawodową.

Problem starzenia się kadry pielęgniarskiej od lat pozostaje jednym z największych wyzwań polskiej ochrony zdrowia. Według danych Centralnego Rejestru Pielęgniarek i Położnych w Polsce zarejestrowanych jest ponad 315 tys. pielęgniarek i ponad 41 tys. położnych, jednak aktywnie pracuje jedynie około 74 proc. pielęgniarek i 70 proc. położnych. Średnia wieku personelu systematycznie rośnie, a liczba młodych osób wchodzących do zawodu nadal nie rekompensuje skali odejść na emeryturę.

Eksperci od lat podkreślają, że problemem nie jest wyłącznie liczba personelu, ale również organizacja pracy i sposób traktowania pielęgniarek w systemie. W wielu placówkach nadal funkcjonuje model, w którym pielęgniarki są przeciążone obowiązkami administracyjnymi, pracują na kilku etatach i mierzą się z ogromną odpowiedzialnością przy niewystarczającym wsparciu. Coraz częściej mówi się także o wypaleniu zawodowym, kryzysie zdrowia psychicznego personelu medycznego i konieczności budowania bardziej partnerskich relacji w zespołach terapeutycznych.

Jednocześnie zmienia się samo pielęgniarstwo. To dziś zawód coraz bardziej specjalistyczny i samodzielny. Pielęgniarki posiadają kompetencje do zapisywania części leków, wystawiania recept czy prowadzenia porad edukacyjnych. Rozwija się pielęgniarstwo specjalistyczne, anestezjologiczne, onkologiczne, geriatryczne czy psychiatryczne. Coraz większą rolę odgrywają także położne, które nie tylko uczestniczą w porodach, ale prowadzą edukację zdrowotną kobiet, wspierają pacjentki po porodzie i zajmują się profilaktyką zdrowia reprodukcyjnego.

Mimo postępu technologicznego medycyna nadal pozostaje obszarem, w którym kluczowe znaczenie ma obecność drugiego człowieka. Żaden system informatyczny, algorytm czy urządzenie nie zastąpi empatii, doświadczenia i uważności pielęgniarki przy łóżku chorego. To właśnie dlatego zawody pielęgniarki i położnej od lat uznawane są za jedne z profesji o najwyższym poziomie społecznego zaufania.

Źródło: Gov.pl

Zmiany demograficzne, zamykanie oddziałów położniczo-ginekologicznych i rosnące wyzwania związane z dostępnością opieki okołoporodowej skłoniły Ministerstwo Zdrowia do zaprojektowania nowego rozwiązania systemowego. Nowelizacja rozporządzenia dotyczącego świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego ma zapewnić kobietom w ciąży i rodzącym bezpieczną opiekę, niezależnie od miejsca zamieszkania. Kluczową rolę w nowym modelu odgrywają położne, których kompetencje i samodzielność zawodowa zostają istotnie wzmocnione.
Celem nowelizacji rozporządzenia Ministra Zdrowia w sprawie świadczeń gwarantowanych z zakresu leczenia szpitalnego, w ramach której zaprojektowano świadczenie „Opieka nad kobietą w ciąży i kobietą rodzącą realizowana przez położną” jest zwiększenie dostępności do świadczeń opieki zdrowotnej z zakresu położnictwa w szpitalach oddalonych o więcej niż 25 km od najbliższej placówki realizującej świadczenia położniczo-ginekologiczne w trybie hospitalizacji.

Nowelizacja przyczyni się również do wzmocnienia roli położnych jako samodzielnych profesjonalistów medycznych, w szczególności w zakresie oceny stanu klinicznego kobiety w ciąży, kobiety rodzącej oraz kobiety w połogu.

Projekt rozporządzenia zakłada zorganizowanie opieki położnych w placówkach, w których nie funkcjonuje oddział ginekologiczno-położniczy, a które posiadają izbę przyjęć lub szpitalny oddział ratunkowy, wraz z zapewnieniem zabezpieczenia transportowego – w tym całodobowego dostępu do środka transportu z odpowiednim wyposażeniem oraz z udziałem położnej i ratownika medycznego.

Proponowane rozwiązanie obejmuje:

W placówkach tych zostanie wyodrębnione miejsce umożliwiające bezpieczne przyjęcie porodu – tzw. izba porodowa, czyli osobne, odpowiednio wyposażone i przystosowane do tego pomieszczenie.

Nowelizacja rozporządzenia nie przewiduje likwidacji oddziałów położniczo-ginekologicznych. Wszelkie decyzje dotyczące szpitali oraz zmiany profilu ich działalności należą wyłącznie do ich właścicieli. Ministerstwo Zdrowia może i udziela wsparcia eksperckiego, nie ma jednak wpływu na ostateczne decyzje podejmowane przez organy założycielskie.

Warto zwrócić uwagę, że:

Przyjęcie porodu w izbie porodowej będzie miało charakter incydentalny i nastąpi wyłącznie w sytuacji, gdy stopień zaawansowania akcji porodowej uniemożliwi bezpieczny transport pacjentki do najbliższego szpitala posiadającego oddział ginekologiczno-położniczy. Należy też zaznaczyć, że również obecnie, w pojedynczych przypadkach, dochodzi do porodów na szpitalnych oddziałach ratunkowych, w których aktualnie nie ma specjalnie wydzielonych do tego celu pomieszczeń, ani dedykowanego personelu.

Projekt nie będzie miał wpływu na budżet państwa i budżety jednostek samorządu terytorialnego. Skutki finansowe zostaną pokryte w ramach środków określonych w planie finansowym NFZ, bez konieczności ubiegania się na ten cel o dodatkowe środki z budżetu państwa.

Proponowane przez Ministerstwo Zdrowia rozwiązanie odpowiada na realne problemy systemowe wynikające z niżu demograficznego i ograniczonej dostępności oddziałów położniczych w mniejszych miejscowościach. Nowy model opieki, oparty na pracy położnych w placówkach bez oddziałów ginekologiczno-położniczych, ma zapewnić bezpieczeństwo kobietom w ciąży poprzez wczesną ocenę stanu klinicznego, właściwą kwalifikację do transportu oraz możliwość incydentalnego przyjęcia porodu w odpowiednio przygotowanej izbie porodowej. Jednocześnie resort podkreśla, że zmiany nie oznaczają likwidacji oddziałów położniczych, a ich celem jest utrzymanie wysokich standardów opieki i bezpieczeństwa pacjentek, przy racjonalnym wykorzystaniu zasobów systemu ochrony zdrowia.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Sezon zakażeń wirusem RSV zbliża się wielkimi krokami. Czy jesteśmy na niego przygotowani? Czy polskie dzieci mogą liczyć na bezpłatną ochronę? O tym, jaki jest stan przygotowań do sezonu infekcyjnego dyskutowali parlamentarzyści, eksperci medyczni i przedstawiciele organizacji społecznych podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka posłanki Aleksandry Leo. Drugim tematem poruszanym podczas spotkania było wsparcie laktacji i funkcjonowanie banków mleka kobiecego.

W poprzednim sezonie zakażeń aż 30 tys. dzieci było hospitalizowanych na oddziałach intensywnej terapii z powodu ciężkiego przebiegu RSV. Te dzieci miały niewydolność oddechową zagrażającą ich życiu. Jak pokazują dane – 95% dzieci w Polsce, które trafiają do szpitala z powodu infekcji RSV to dzieci urodzone o czasie, wcześniej zdrowe, bez żadnych czynników ryzyka. Dzieci, które są objęte profilaktyką w ramach programu lekowego B.40 – wcześniaki, dzieci z wrodzonymi wadami serca, dzieci z SMA, dzieci z dysplazją oskrzelowo-płucną – nie trafiają do szpitali w sezonie zakażeń, co tylko potwierdza skuteczność ochrony przed wirusem RS. Teraz czas, aby przed RSV zabezpieczać wszystkie noworodki i niemowlęta, bo nie wiemy które z nich ciężko przejdą infekcję RSV.

Procedura podaży jednodawkowej immunizacji przeciwko RSV została skierowana do oceny Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji. To duży plus i przyspieszenie prac. Czas nas strasznie goni, bo tę immunizację powinniśmy zacząć podawać w październiku – podkreśliła prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, konsultant krajowa w dziedzinie neonatologii podczas posiedzenia Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka. Dodała, że podanie jednodawkowego przeciwciała monoklonalnego jest tańsze i mniej uciążliwe dla dzieci, zwłaszcza dla wcześniaków, bo zabezpiecza dziecko na 5 miesięcy i nie ma konieczności co miesięcznych wizyt w poradni.

Jedną z możliwości ochrony przed RSV, która jest bezpłatnie dostępna od 1 kwietnia br. jest szczepienie kobiet w ciąży. Zaszczepiona matka przekazuje przeciwciała dziecku przez łożysko i jest ono zabezpieczone po urodzeniu przez okres ok. 5 miesięcy, ale jak podkreśliła prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego w przypadku szczepionki  ważne jest kiedy zostanie ona podana matce. Szczepienie kobiety w kwietniu, maju czy czerwcu nie zabezpiecza dziecka w szczycie sezonu zakażeń, który w przypadku RSV jest w styczniu, lutym.

Jeżeli kobieta zaszczepiła się w maju, to przeciwciała, które przekazała dziecku po zaszczepieniu chronią je do listopada. W kolejnych miesiącach już nie będą skuteczne dla niemowlaka. A największa skuteczność jest w pierwszych trzech miesiącach po urodzeniu. Dlatego jedynie profilaktyka łączona, a więc szczepienie kobiet w ciąży i immunizacja dzieci daje optymalny efekt – podkreśliła prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska. Takie są też zalecenia Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego i Polskiego Towarzystwa Wakcynologii, aby obie formy profilaktyki były dostępne. Dlatego eksperci od wielu miesięcy apelują o wprowadzenie bezpłatnej ochrony przeciwko RSV dla wszystkich dzieci. Na razie bez konkretnej decyzji w tej sprawie.

Prof. dr hab. n. med. Ewa Wender-Ożegowska, krajowa konsultant w dziedzinie położnictwa i ginekologii powiedziała, że dobrym pomysłem będzie stworzenie specjalnego kalendarza szczepień przeciwko RSV dla kobiet w ciąży. – Z danych, które posiadam, wynika, że infekcje są od listopada do marca. Być może trzeba by obliczyć mniej więcej, w których tygodniach ciąży będziemy rekomendować szczepienia dla ciężarnych w tym czasie – powiedziała prof. Ewa Wender-Ożegowska.

Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczapa, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego zapytał jaka jest realna perspektywa decyzji ze strony Ministerstwa Zdrowia po otrzymaniu oceny Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, bo choć samo skierowanie procedury do oceny AOTMiT jest bardzo optymistyczne, to brakuje konkretów i harmonogramu wdrożenia. Obecna na posiedzeniu Dagmara Korbasińska-Chwedczuk, dyrektor Departamentu Równości w Zdrowiu w Ministerstwie Zdrowia powiedziała, że wszystko będzie zależało od nowego kierownictwa resortu, które musi potwierdzić kierunek tych zmian po ocenie AOTMiT.

Środowisko medyczne i organizacje pacjentów nie tracą nadziei, że wszystkie dzieci mogą być zabezpieczone przed RSV jeszcze w tym sezonie zakażeń, ale decyzje muszą być podejmowanie szybko i sprawnie.

Druga część spotkania dotyczyła wsparcia laktacyjnego i rozwoju banków mleka kobiecego w Polsce. To niezwykle ważny, a wciąż niedostatecznie uregulowany obszar systemu opieki okołoporodowej. Prof. Aleksandra Wesołowska, prezeska Fundacji Bank Mleka Kobiecego powiedziała o zadaniach jakie stoją przed polskim systemem opieki zdrowotnej w związku z unijnymi regulacjami, które klasyfikują mleko dawczyń jako substancję pochodzenia ludzkiego o znaczeniu terapeutycznym (tzw. SoHO – Substances of Human Origin). Te regulacje to szereg korzyści, m.in. ujednolicenie i aktualizacja procedur w bankach mleka, a także wzmocnienie kontroli bezpieczeństwa i jakości mleka kobiecego, ale również wiele zadań związanych z dostosowaniem unijnych przepisów do polskich realiów.

Poruszony został również temat konieczności systemowego uregulowania kwestii dostępu do doradztwa laktacyjnego poprzez włączenie wsparcia laktacyjnego do standardów opieki nad matką i dzieckiem. Przedstawicielki Ministerstwa Zdrowia podkreśliły, że zostały już poczynione kroki dotyczące wsparcia laktacyjnego dla matek. Powstała oficjalna ścieżka kształcenia dla położnych w zakresie laktacji, opracowana przez Ministerstwo Zdrowia, której celem jest zwiększenie dostępności rzetelnej pomocy laktacyjnej i wyposażenie położnych w praktyczne umiejętności wspierania kobiet karmiących. Przeprowadzono szkolenia we współpracy z Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych, z których w 2024 roku skorzystało ok. 1100 położnych. Są one uprawnione do udzielania wsparcia laktacyjnego. W Ministerstwie Zdrowia działa również zespół opracowujący dokument dotyczący porady laktacyjnej. Trwają również prace nad zmianami w standardzie opieki okołoporodowej.

Źródło:Komunikat Prasowy

Zakażenia wirusem RSV są jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt w Polsce – i jednym z najbardziej niedoszacowanych problemów zdrowia publicznego w obszarze pediatrii. Choć środowisko medyczne od miesięcy apeluje o pilne wdrożenie skutecznych form profilaktyki, system nadal się waha. A czas ucieka.
W ubiegłym sezonie infekcyjnym liczba hospitalizacji dzieci z powodu RSV sięgnęła niemal 30 tysięcy. Część z nich wymagała leczenia na oddziałach intensywnej terapii, wiele wiązało się z groźnymi powikłaniami. „To nie jest mała grupa, to jest bardzo duża grupa” – mówiła prof. Ewa Helwich, konsultant krajowa ds. neonatologii. I dodawała: „Mówimy o dzieciach w większości zdrowych, urodzonych o czasie, które doświadczyły ciężkiego zakażenia RSV. RSV może prowadzić do hospitalizacji, niewydolności oddechowej, a nawet zgonu. Może powodować powikłania odległe, takie jak astma czy nadreaktywność oskrzeli”.

Dziś dostępne są już skuteczne metody zapobiegania ciężkim przebiegom zakażenia – zarówno dla kobiet w ciąży, jak i dla noworodków. Ale ich wdrożenie napotyka na opóźnienia proceduralne, brak decyzji refundacyjnych i niedopasowanie do realiów sezonowości wirusa. Obawy środowiska medycznego koncentrują się na tym, czy Polska zdoła zabezpieczyć dzieci jeszcze przed rozpoczęciem sezonu infekcyjnego, który – jak co roku – rozpocznie się jesienią.

Jedną z dostępnych metod zapobiegania ciężkim zakażeniom RSV jest szczepienie kobiet w ciąży. W Polsce szczepionka Abrysvo została dopuszczona do obrotu i objęta refundacją od 1 kwietnia 2025 roku w ramach programu szczepień ochronnych, jednak sposób jej wdrożenia i promocji budzi poważne wątpliwości ekspertów. Zwracają oni uwagę na brak spójnej strategii i niewystarczające dostosowanie do realnej sezonowości wirusa.

„Najwięcej zachorowań, jakie mieliśmy – zarówno w 2024, jak i w 2025 roku – to było styczeń, luty. Więc rekomendowanie szczepienia u kobiety w ciąży w kwietniu, maju czy czerwcu, to są – powiedzmy sobie wprost – źle zagospodarowane finanse. Dlatego że jeżeli zaszczepi się w maju, dodać sześć, to jest listopad. Czyli przeciwciała, które ma przekazać dziecku po zaszczepieniu, one w kolejnych miesiącach już nie będą skuteczne dla tego niemowlaka” – mówiła prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. „Największa skuteczność jest w pierwszych trzech miesiącach. I ta informacja tak naprawdę w żadnych przekazach do kobiet w ciąży nie docierała, a wprost przeciwnie – była bardzo mocna kampania szczepień w maju i czerwcu”.

Polskie Towarzystwa Pediatryczne i Wakcynologiczne rekomendują, zgodnie ze światowymi wytycznymi, aby szczepienie kobiet w ciąży przeciwko RSV realizować między 32. a 36. tygodniem ciąży – czyli z uwzględnieniem terminu porodu w okresie jesienno-zimowym, gdy ryzyko zakażeń RSV jest najwyższe. Eksperci wskazują, że szczepienie poza tym oknem czasowym nie daje oczekiwanego efektu ochronnego i prowadzi do nieefektywnego wykorzystania zasobów.

Prof. Ewa Wender-Ożegowska, konsultant krajowa w dziedzinie położnictwa i ginekologii, dodała, że skuteczna profilaktyka wymaga nie tylko refundacji, ale i adekwatnego planowania. „W Polsce atmosfera wokół szczepień ciężarnych jest (…) nie, że negatywna, ale wiele kobiet bardzo boi się szczepień” – przyznała. „Może warto potraktować ten program jako pilotaż, ustalić, że będziemy szczepić kobiety w ciąży w okresie od września do lutego – i wtedy rzeczywiście zabezpieczymy dzieci urodzone jesienią i zimą”.

Drugą – i budzącą szczególne nadzieje – formą ochrony najmłodszych jest immunizacja bierna noworodków i niemowląt za pomocą przeciwciała monoklonalnego (nirsevimab). Preparat ten, podawany w jednej dawce, chroni dziecko przez cały sezon infekcyjny. „To ogromne ułatwienie dla dzieci i rodziców – jedno wkłucie zamiast pięciu, jedno podanie zamiast pięciu wizyt. Dla dzieci, które ważą mniej niż tysiąc gramów, to naprawdę ma znaczenie” – mówiła prof. Helwich. Dziś ta forma immunizacji jest już szeroko stosowana w Europie Zachodniej – w ramach programów powszechnych, obejmujących wszystkie niemowlęta. W Polsce preparat czeka jeszcze na zakończenie procedury oceny przez AOTMiT, a decyzja spodziewana jest 20 sierpnia. Zegar jednak tyka. Sezon infekcyjny zbliża się nieubłaganie, a z perspektywy środowiska klinicznego – każda zwłoka może oznaczać kolejne tysiące hospitalizacji.

Problematyczna jest również organizacja podania preparatu – kto, gdzie i w jaki sposób ma to robić? Szpitale czy POZ? Noworodki wypisane do domu, dzieci urodzone w małych miejscowościach, wcześniaki w czasie przejściowym – to wszystko wymaga jasnych procedur, których dziś nie ma.

Choć sytuacja wciąż pozostaje niepewna, eksperci nie tracą nadziei. Wielu z nich podkreśla, że Polska wciąż ma szansę skutecznie przygotować się do nadchodzącego sezonu infekcyjnego, o ile zapadną szybkie i jednoznaczne decyzje. Inne kraje poradziły sobie z tym wyzwaniem – kluczem okazała się konsekwencja, jasna strategia i determinacja w działaniu.

 
Źródło: Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka
Wypowiedzi pochodzą z wystąpień uczestniczek i uczestników posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka, które odbyło się 25 lipca 2025 r.
Z okazji Światowego Dnia Zdrowia 2025 studentki pielęgniarstwa i położnictwa Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego wzięły udział w wyjątkowych warsztatach z medycyny kulinarnej – dziedziny łączącej wiedzę medyczną, dietetyczną i praktyczne gotowanie. Inicjatywa pokazała, że zdrowe odżywianie to nie tylko teoria, ale codzienne wybory na talerzu – i że edukacja przez doświadczenie działa skuteczniej niż najlepsze wykłady. 
Medycyna kulinarna połączyła dietetyków i producentów warzyw i owoców. Z okazji Światowego Dnia Zdrowia – obchodzonego 7 kwietnia – odbyły się warsztaty z tej interdyscyplinarnej dziedziny, łączącej naukę o żywieniu, medycynę, farmakologię i gastronomię. Program opracowano specjalnie dla studentek kierunku pielęgniarstwo i położnictwo. Warsztaty przygotował Zespół Zakładu Żywienia Człowieka Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, przy współpracy z producentami warzyw ciepłolubnych, owoców jagodowych i jabłek. Warsztaty prowadziła Monika Hajduk, dietetyk kliniczny, absolwentka WUM.
 
Medycyna kulinarna to nie tylko teoria na temat składników odżywczych, ale przede wszystkim praktyczna wiedza o tym, jak codzienne wybory żywieniowe wpływają na profilaktykę i leczenie chorób. Pacjent nie je „kwasów omega-3”, tylko ryby. Nie spożywa „błonnika pokarmowego”, lecz warzywa, owoce i produkty pełnoziarniste. To, w jaki sposób edukujemy pacjentów na temat żywienia, ma realne znaczenie dla ich zdrowia – i właśnie temu poświęcone były warsztaty.
 
Stawiamy na styl życia, uczymy medycyny kulinarnej
Medycyna kulinarna to bardzo praktyczne podejście do zaleceń dietetycznych. Przekłada wartości liczbowe na praktykę. Uczymy, jak i ile zjeść jakiego warzywa, owocu, tak by zrealizować zapotrzebowanie na np. witaminę C lub Beta-Karoten. Jest to przedmiot, który Warszawski Uniwersytet Medyczny wprowadza, już od kilku lat, dla studentów kierunku dietetyka – mówi dr hab. n. med. i n. o zdr. Beata Sińska p.o. kierownika Zakładu Żywienia Człowieka Wydział Nauk o Zdrowiu WUM.
 
W praktyce, nie jemy witaminy C, jemy co najmniej pół papryki dziennie. Nie jemy kwasów omega 3, a jemy ryby, orzechy, dobre oleje.
 
Zastępowanie języka medycznego czyni przekaz prostszym i sugestywniejszym. Jeszcze lepiej, kiedy potrafimy to pokazać. Pracujemy z warzywami, owocami, wizualizujemy proporcje. Stawiamy na naukę przez doświadczenie. Praktyczność i użyteczność na kierunku dietetyka są najważniejsze. Warto studiować dietetykę na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym – przekonuje dr hab. Beata Sińska.
 
Podczas warsztatów studentki kierunku pielęgniarstwo i położnictwo:
 
Zacznij od warzyw, zakończ owocami
Kolejność spożywania dobrze zbilansowanego posiłku ma znaczenie. Uczymy rozpoczynania posiłku od warzyw i kończenia polskimi owocami, pełnymi witamin, polifenoli, innych jeszcze bardzo cennych składników, także błonnika. To przykład rekomendacji, którą omawiamy w kontekście glikemii poposiłkowej – dodaje dr hab. Beata Sińska.
 
Nauka, którą można zjeść!
Badania naukowe dowodzą, że obok mówienia, że „coś jest zdrowe”, nauka przez gotowanie jest tą efektywniejszą częścią edukacji żywieniowej. Uczymy się głównie przez doświadczenia.
 
Bez względu na to czy mówimy o profilaktyce społeczeństwa ogółem czy już wsparciu procesu leczenia, dopiero praktyka, ta realizowana na co dzień, w domu i we własnej kuchni daję szansę, abyśmy mogli żyć dłużej i zdrowiej.
 
O ile w teorii często jesteśmy całkiem nieźli, to już z praktyką bywa gorzej. I tego właśnie praktyki, uczy medycyna kulinarna. Pokazuje jak to się robi w realu, uczy atrakcyjnych sposobów budowania posiłków opartych na dobrych proporcjach, zbudowanych z większej ilości warzyw i owoców, pokazywania smacznych, kolorowych talerzy, pełnych struktur i faktur dań, inspiruje przepisami – wyjaśnia Monika Hajduk, dietetyk kliniczny, absolwentka WUM.
 
Kolor ma znacznie
Studenci byli bardzo zainteresowani ogromną gamą warzyw i owoców, które rozłożyliśmy przed nimi. Poznali zasady komponowania „zdrowego talerza”. Zaskoczyła nas duża wiedza na temat tego, w co te poszczególne produkty są bogate. Istotą warsztatu było przełożenie teorii na praktykę. Podzieleni na zespoły, wyczarowaliśmy fantastyczne potrawy, śniadania, obiady, kolacje, dania wytrawne i na słodko. Pokazaliśmy bogactwo owoców, nie tylko jedzonych w formie świeżej i mrożonej. Poznaliśmy różne przetwory owocowe, bez dodatku cukru. Studenci komponowali zdrowe, tym samym, bardzo kolorowe talerze – dodaje Monika Hajduk.
 
Partnerami Zakładu Żywienia Człowieka WNoZ WUM, w realizacji warsztatów, są uczestnicy projektów informacyjno-promocyjnych „Moc Polskich Warzyw”, „Czas na polskie superowoce!” i „Jedno jabłko dziennie”. Połączeni w ramach forum współpracy sektora ogrodniczego Core Team, pokazują idee medycyny kulinarnej wśród producentów warzyw, plantatorów owoców jagodowych i sadowników.
 
Wspólne doświadczenia i materiały przybliżają dietetykę jako kierunek studiów a medycynę kulinarną jako przykład praktyczności edukacji na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Także współpracę z producentami, która sprawia, że rozmawiamy o rekomendacjach żywieniowych z wyczuciem na kwestie sezonowości, lokalności, społecznej odpowiedzialności.
 
Interdyscyplinarne wyzwania i rozwiązania
Tegoroczne warsztaty to przykład upowszechnienia doświadczeń dietetyków wśród pielęgniarek i położnych. Praktyka i pomoc innym grupom zawodów medycznych w komunikacji z pacjentem, dotyczącej żywienia, poprawia efektywność całego systemu. Mają one zwykle częstszy i dłuższy kontakt z pacjentem lub zdrowym człowiekiem, gdy prowadzą profilaktykę żywieniową.
 
Interdyscyplinarność, czyli współpraca różnych grup zawodowych związanych z medycyną jest bardzo potrzebna. Wtedy będziemy mówili do społeczeństwa, m.in. o zdrowym odżywianiu, z różnych stron, ale zawsze spójnym głosem. Wzajemnie się uzupełniali i łączyli w przekazie. Wszyscy mamy przecież jeden cel: chcemy, abyśmy żyli dłużej i zdrowiej – podsumowuje dietetyk Monika Hajduk.
 
Podczas warsztatów przygotowywano 2 śniadania, 2 obiady i 2 kolacje:
 
Opracowanie w ramach realizacji przez Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw zadania „CORE TEAM – promocja konsumpcji owoców i warzyw i forum współpracy sektora, IV edycja”.
Projekt realizowany jest pod honorowym patronatem Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
 
Źródło informacji: Krajowy Związek Grup Producentów Owoców i Warzyw
Fotografie: coreteam.pl
W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci – porodówki świecą pustkami i stają się nieopłacalne. Może zatem warto pomyśleć o przywróceniu izb porodowych? – Taka izba bez wątpienia byłaby odpowiedzią na niż demograficzny. – mówi Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
W związku z panującym w Polsce niżem demograficznym, wiele porodówek stało się nieopłacalnych. Ministerstwo Zdrowia zastanawia się nad zamknięciem nierentownych oddziałów i pracuje nad mapą porodówek, w których rodzi się jedno dziecko dziennie lub jedno na kilka dni. Jak wskazuje resort zdrowia, ważnym kryterium, jaki będzie brany pod uwagę przy likwidacji, to odległość od porodówki (40 km).

W opinii doktora nauk medycznych Piotra Warczyńskiego, menedżera, eksperta w zakresie organizacji ochrony zdrowia, Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia w latach 2014-2017 – oddziały położnicze w regionach należy konsolidować i nie likwidować, a przekształcać.

Wskaźniki demograficzne od lat wskazują na ciągły spadek liczby urodzeń. Trzeba się z tym faktem zmierzyć, także w aspekcie zmniejszenia liczby oddziałów położniczych, które trzeba w regionach konsolidować i nie likwidować, a przekształcać. – mówi ekspert.

Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych chce spróbować wyjść z impasu nieopłacalnych porodówek – w najbliższym czasie ma przedstawić ministerstwu zdrowia plan, który zakłada reaktywację izb porodowych.

Ministerstwo zdrowia jest otwarte na propozycje – zdając sobie sprawę, że potrzebne są reformy – mówi w rozmowie z medicalpress Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.

Izby porodowe alternatywą dla nierentownych porodówek
W opinii prezesa OZPSzP Waldemara Malinowskiego, lekarstwem dla systemu może być oddzielenie położnictwa od ginekologii i przywrócenie izby porodowych. (Izby porodowe działały w Polsce do 2008 roku i prowadzone były przez położne – przyp. red.)

Na porodówce pracuje sztab medyków z anestezjologiem łącznie – tłumaczy prezes OZPSzP Waldemar Malinowski, i dodaje: – Izba porodowa przypominałaby w pewnym sensie przychodnię porodową. Gdyby zachodziła potrzeba, byłaby otwierana, a na ciężarną czekałaby położna. Przyjmowane byłyby wyłącznie nieskomplikowane porody z niezagrożoną ciążą. 

Jak podkreśla prezes OZPSzP, tworząc izby porodowe, bez wątpienia należałoby wypracować sposoby na zapewnienie optymalnego bezpieczeństwa pacjentkom. 

Minister Zdrowia ma tylko narzędzia legislacyjne
Doktor Piotr Warczyński zwraca uwagę, że prawie wszystkie oddziały ginekologiczno-położnicze należą do samorządów terytorialnych, czyli marszałków, starostów i wójtów.

Minister Zdrowia ma tylko narzędzia legislacyjne w postaci zmian ustaw i wynikających z nich rozporządzeń, które wymagają „akceptacji” Sejmu i Prezydenta, co praktycznie z populistycznych względów jest niemożliwe. Może wyłącznie wskazywać i zachęcać do wdrożenia zmian. Zmian takich może dokonać Narodowy Fundusz Zdrowia – mówi i wskazuje, że teoretycznie NFZ może zawierać kontrakty na podstawie Planów Zabezpieczenia Świadczeń Zdrowotnych. W tych planach można określić wymagania, które muszą spełnić oddziały ginekologiczno-położnicze. Jeśli spełnią te wygania otrzymają kontrakt, który zapewni ich funkcjonowanie pod pewnymi warunkami. Te warunki w większości przypadków są określone opłacalnością finansową. – Z grubsza szacując, aby taki oddział nie generował strat finansowych powinno się w nim odbywać ok. 400-500 porodów miesięcznie. To znaczy, że dziennie są to maksymalnie dwa porody dziennie. To nadal bardzo mało, ale jest akceptowalne, dlaczego, wyjaśnię później. Tak więc, co najmniej kilkadziesiąt takich oddziałów nie powinno z powodów finansowych funkcjonować. – zauważa ekspert. 

Czasami oddziały muszą funkcjonować wbrew ekonomicznej logice 
Jak wskazuje dr Piotr Warczyński, powody finansowe w socjalnym systemie ochrony zdrowia nie mogą być jedynymi, które decydują o być, albo nie być oddziałów położniczych. – Czasami takie oddziały muszą funkcjonować wbrew ekonomicznej logice. W dzisiejszych czasach, moim zdaniem, jedynym argumentem za ich istnieniem jest brak szybkiego dostępu w nagłych przypadkach medycznych. Jednak należy zbadać, w których regionach kraju szybki dostęp do oddziałów oddalonych o 30-50 kilometrów jest problemem i w tych regionach należy takie „nierentowne” oddziały utrzymać wbrew ekonomicznej logice – podkreśla.  

Kolejnym argumentem za utrzymaniem wyłącznie oddziałów, w których odbywa się co najmniej 500 porodów rocznie o wiele ważniejszy od finansowego, jest w opinii dr Warczyńskiego – argument jakościowy.

Porównajmy dwoje lekarzy położników, jeden przyjmuje jeden poród na dwa tygodnie, drugi robi to codziennie, pytanie o to, który ma większe doświadczenie jest pytaniem retorycznym. Oczywistym jest, że wykonywanie większej ilości procedur pod rygorami określonych procedur zapewnia ich wysoką jakość i bezpieczeństwo. Ten fakt jest istotniejszy niż powody finansowe – podsumowuje.

Szykuje się rewolucja systemowa  
W polskim położnictwie dominuje model opieki lekarskiej. Reaktywacja izb porodowych wiąże się z koniecznością wyszkolenia dużej grupy położnych do samodzielnej pracy. Należy bowiem zdawać sobie sprawę, co podkreślają eksperci, że w polskim systemie ochrony zdrowia funkcjonuje niewiele specjalistek z doświadczeniem praktycznym. Nie jest to jednak proces niewykonalny, chociaż bez wątpienia długotrwały i wiążący się z rewolucją systemową.

autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress

To kolejny już nowatorski zabieg na koncie lekarzy ze Szpitala Bielańskiego. Tym razem przeprowadzili transfuzję dopłodową w ciąży bliźniaczej powikłanej zespołem TAPS. Polegała ona na pobraniu krwi od jednego płodu i podaniu drugiemu. Oddział Ginekologiczno-Położniczy jest jednym z nielicznych ośrodków w kraju, który ratuje w ten sposób życie nienarodzonych dzieci. 
Ginekolodzy z Bielan przeprowadzają całe spektrum zabiegów z zakresu diagnostyki i terapii płodu. Pod koniec poprzedniego roku wznowili operacje na sercach płodów, a teraz wykonali wyjątkowo trudny zabieg transfuzji dopłodowej w zespole niedokrwistość-nadkrwitość w ciąży bliźniaczej, w którym dochodzi do przetoczenia krwi od jednego bliźniaka do drugiego. Innowacyjność polegała na tym, że lekarze z Bielan wykorzystali do tego krew jednego z bliźniąt. Rutynowo używa się do tego celu krwi pochodzącej od dorosłych dawców z Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa – były zarówno dawcą, jak i biorcą.
 
– Jedno z dzieci miało bardzo wysoki poziom hemoglobiny, drugie bardzo niski. Dziecku, które miało nadmiar czerwonych krwinek, a więc miało nadkrwistość zabraliśmy nadmiarową część krwi, w to miejsce podając sól fizjologiczną. Tym sposobem rozcieńczyliśmy zbyt gęstą krew, doprowadzając do normalizacji poziomu hemoglobiny. Krew pobraną od płodu biorcy (z nadkrwistością) podaliśmy drugiemu bliźniakowi, który miał niedokrwistość,  aby uzupełnić jego niedobory – tłumaczy dr n. med. Robert Brawura Biskupski Samaha, ginekolog-położnik, perinatolog ze Szpitala Bielańskiego.
 
W takiej sytuacji jest to zabieg ratujący życie.
 
– Jest to najprawdopodobniej pierwszy tego typu zabieg na świecie, kiedy jedno z bliźniąt było dawcą krwi dla drugiego – dodaje Brawura Biskupski Samaha.
 
Transfuzja dopłodowa ratunkiem dla nienarodzonych dzieci
 
Liczba transfuzji wykonywanych w Szpitalu Bielańskim wzrosła na przestrzeni ostatnich dwóch lat ponad dwukrotnie. Powodem przeprowadzenia zabiegu jest ciężka niedokrwistość u płodu. Może wystąpić zarówno w ciąży pojedynczej, jak i bliźniaczej.
 
Najczęstszą przyczyną niedokrwistości u płodu jest konflikt serologiczny, głównie w układzie Rh, do którego dochodzi między matką posiadającą grupę krwi oznaczoną jako RhD- a płodem, który po ojcu odziedziczył krew RhD+. Lekarze ze Szpitala Bielańskiego zauważają jednak niepokojący wzrost liczby przypadków niedokrwistości u płodów wśród pacjentek, które przeszły zakażenie parwowirusem B19, popularnie zwanym rumieniem zakaźnym.
 
– Parwowiroza może nie dawać żadnych objawów u kobiety ciężarnej. Często dopiero z badań ultrasonograficznych dowiadujemy się, że u płodu rozwinęła się niedokrwistość. Stan taki może zagrażać nie tylko zdrowiu, ale i życiu dziecka, a jedynym sposobem leczenia jest transfuzja dopłodowa – podkreśla dr n. med. Beata Rebizant, ginekolog-położnik, perinatolog ze Szpitala Bielańskiego.
 
Współpraca kluczem do sukcesu
 
Ogromną rolę odgrywa nie tylko lekarz, który musi niezwykle precyzyjnie wprowadzić igłę punkcyjną do żyły pępkowej płodu.
 
– Powodzenie zabiegu zależy od współpracy całego zespołu, zwłaszcza asysty, która podaje krew do żyły poprzez  igłę punkcyjną, ale także zaangażowania innych osób, które oznaczają w tym czasie stężenie hemoglobiny w analizatorach podręcznych i zabezpieczają próbki krwi – dodaje dr n. med. Małgorzata Siergiej, ginekolog-położnik ze Szpitala Bielańskiego
 
Niby identyczne, a jednak o różnych kolorach skóry
 
Ciążę udało się doprowadzić do szczęśliwego finału. Dziewczynki: Laura i Julia przyszły na świat w 34 tygodniu. Pomimo, iż dziewczynki są tzw. bliźniętami jednojajowymi, czyli identycznymi genetycznie, bezpośrednio po porodzie znacząco różniły się kolorem skóry. Obecnie przebywają jeszcze w Oddziale Neonatologii Szpitala Bielańskiego, ale mamy nadzieję, że niebawem będą mogły wrócić do domu razem z rodzicami.
 
– Dziękuję  z całego serca lekarzom, że podjęli się wykonania tak trudnego zabiegu, otoczyli nas opieką i troską. Jestem wdzięczna, że mogę wziąć je na ręce, mieć przy sobie – mówi wzruszona Pani Agata, mama bliźniaczek.
Działania podejmowane przez zespół z Oddziału Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Bielańskiego w Warszawie pozwalają ratować zdrowie i życie dzieci z różnych regionów Polski.
 
– Każdej pacjentce i na każdym etapie leczenia w naszym szpitalu jesteśmy w stanie zaoferować wielospecjalistyczną pomoc i konsultacje z lekarzami neonatologami, kardiologami czy neurochirurgami. Najważniejsza jest mama i jej nienarodzone dziecko – mówi dr hab. n. med. Katarzyna Kosińska-Kaczyńska, prof. CMKP, zastępca lekarza kierującego Oddziałem Ginekologiczno-Położniczym Szpitala Bielańskiego.
 
Szpital Bielański jest wiodącym ośrodkiem wykonującym zabiegi wewnątrzmaciczne w Polsce, dysponując najszerszym wachlarzem operacji z zakresu terapii płodu.
 
Wideo z operacji: https://tiny.pl/dhhjh

źródło: Szpital Bielański

Rozstrzygnięto nabór do marszałkowskiego Programu Stypendialnego dla studentów III roku kształcących się na kierunkach pielęgniarstwo, położnictwo i ratownictwo medyczne. To już piąta edycja Programu organizowanego przez Samorząd Województwa Dolnośląskiego. W tym roku stypendia w wysokości 1500 zł miesięcznie otrzyma aż 82 studentów!
– Naszym celem jest wspieranie rozwoju kadry medycznej, której obecnie bardzo potrzebujemy na rynku pracy. Podejmujemy działania, które mają zachęcić młodych ludzi do wyboru medycznej ścieżki kształcenia oraz do podjęcia w przyszłości pracy w dolnośląskich podmiotach leczniczych. Program stypendialny z każdym rokiem cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród studentów. W tym roku mamy rekordową liczbę wniosków – mówi Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Marcin Krzyżanowski.

Początkowo w budżecie Województwa Dolnośląskiego na 2023 r. zabezpieczono środki na realizację 70 stypendiów. Ze względu na rosnące zainteresowanie programem oraz wynikające z niego korzyści dla regionu, Sejmik Województwa postanowił zwiększyć środki na ten cel. W roku akademickim 2023/2024 samorząd przeznaczy na stypendia 1 107 000 zł (369 tys. zł na 2023r. oraz 738 tys. zł na 2024r.) Dzięki temu stypendia w wysokości 1500 zł miesięcznie otrzyma 82 studentów.

Pierwszy nabór stypendialny odbył się w 2019 roku i był skierowane do studentów kierunku pielęgniarstwo. Następne edycje programu były rozszerzane o kolejne kierunki – w drugiej edycji do programu mogli zgłaszać się również studenci położnictwa, a w trzeciej do grona stypendystów dołączyli studenci ratownictwa medycznego. Program jest realizowany wspólnie z Okręgowymi Izbami Pielęgniarek i Położnych, których przewodniczące uczestniczą w pracach komisji oceniającej wnioski.
Głównymi kryteriami przyznawania stypendiów w tegorocznej edycji było uzyskanie przez kandydata średniej ocen na poziomie co najmniej 4,0 oraz deklaracja podjęcia pracy w podmiocie leczniczym, dla którego podmiotem tworzącym jest Województwo Dolnośląskie, przez okres co najmniej 3 lat. Najwyższą średnią 5,0 uzyskała studentka pielęgniarstwa z Wyższej Szkoły Medycznej w Kłodzku.
Samorząd Województwa jest organem tworzącym dla 27 podmiotów leczniczych zlokalizowanych we wszystkich częściach województwa, w tym szpitali specjalistycznych, pogotowi ratunkowych, przychodni oraz uzdrowisk. Daje to studentom szeroki wybór miejsca zatrudnienia, dostosowanego do ich miejsca zamieszkania, kierunku kształcenia oraz oczekiwań względem wykonywanej pracy zawodowej.
Do programu stypendialnego zgłasza się coraz więcej chętnych. Samorząd Województwa odpowiadając na potrzeby studentów, co roku zwiększa liczbę przyznanych stypendiów:
 
W Polsce największy liczbowo przedział wiekowy wśród pielęgniarek to 51–60 lat, który obejmuje 84 444 pielęgniarek, co stanowi 36,0% liczby zatrudnionych. Mimo nabycia uprawnień emerytalnych ciągle pracuje w zawodzie aż 68 905 pielęgniarek (przedziały 61–70 lat i przedział pow. 70 lat). Stanowi to 29,36% ogółu zatrudnionych. (Źródło: CRPiP stan na 2022-04-30).
 
W przypadku położnych największy liczbowo przedział wiekowy to również przedział 51–60 lat, który obejmuje 10 118 zatrudnionych położnych. Stanowi to 34,9% zatrudnionych położnych. Osoby pracujące pomimo uzyskania uprawnień emerytalnych stanowią 25,81% i jest ich 7 483. (Źródło: CRPiP stan na 2022-04-30).
 
Do 2030 r. aż 65% obecnie zatrudnionych pielęgniarek i 60% położnych będzie w wieku uprawniającym do świadczeń emerytalnych. (Źródło: CRPiP stan na 2022-04-30).
 
Program stypendialny to odpowiedź samorządu województwa na problem niewystarczającej liczby pracowników ochrony zdrowia i powstającej luki pokoleniowej. Przyznawanie stypendiów, zagwarantowanie zatrudnienia po studiach, tworzenie nowych wydziałów medycznych oraz promocja tych zawodów to działania, które samorząd podejmuje, aby zachęcić młodych ludzi do wyboru medycznej ścieżki zawodowej. Lista stypendystów: https://umwd.dolnyslask.pl/zdrowie/program-stypendialny-dla-kadry-medycznej/

Źródło informacji: Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego

Panuje społeczne przekonanie, że nudności i wymioty są nierozerwalnie związane z ciążą i nic nie da się z nimi zrobić, zwłaszcza kiedy naturalne metody okazują się nieskuteczne. Temat nie jest często podejmowany przez lekarza podczas wizyty w gabinecie, a same kobiety też nie zwracają się o pomoc. Tymczasem problem istnieje i nie można go lekceważyć, gdyż wymioty, zwłaszcza kiedy przybierają postać niepowściągliwych, mogą być niebezpieczne dla matki i dziecka.
 
Pani Klaudia Karczewska ma 35 lat. Pięć lat temu na świat przyszedł jej synek Kubuś, a obecnie pani Klaudia spodziewa się drugiego dziecka. Pierwsze nudności, a następnie wymioty pojawiły się u niej w drugim miesiącu ciąży. Około trzeciego miesiąca mocno się nasiliły i były bardzo intensywne.

Ogólnie w nocy nie było aż tak źle, ale nad ranem, około czwartej, piątej, wybudzały mnie wymioty. Muszę powiedzieć, że były to objawy najgorsze z możliwych, ponieważ wymiotowałam żółcią… Bardzo źle to wspominam. Nawet nie mogłam dobrze umyć zębów, bo od razu robiło mi się niedobrze, wręcz mnie dusiło. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Prowadzę działalność gospodarczą i nie ukrywam, że było mi bardzo trudno – opowiada pani Klaudia Karczewska. – W pierwszej ciąży stosowałam wywary z imbiru. Jednak w drugiej nie zdały one egzaminu. Nie dawałam więc rady pić jakichkolwiek naparów, które teoretycznie powinny pomagać. A przy tych intensywnych wymiotach nie mogłam nic jeść ani nawet pić wody, bo zawsze kończyło się tak samo. Domowe metody na wymioty totalnie się u mnie nie sprawdziły, nic na mnie nie działało.

Początkowo wymioty męczyły panią Klaudię tylko rano, ale później zaczęły pojawiać się nawet kilka razy w ciągu dnia. Zazwyczaj jakiś czas po posiłkach. Bała się cokolwiek zjeść, ponieważ wszystko jej szkodziło. Żyła w ogromnym dyskomforcie i stresie. Kiedy wymioty trwały cały dzień, to następnego ranka nie była w stanie podnieść się z łóżka, nie mogła zająć się synkiem, nie mogła być aktywną mamą.

Pani Klaudia nie mówiła swojej ginekolog o nudnościach i wymiotach, ponieważ sądziła, że takie objawy w ciąży są normalne. Jednak podczas kolejnej wizyty lekarka sama zobaczyła, co się dzieje i w jakim kobieta jest stanie.
Ginekolog wyjaśniła mi wtedy, że nie ma sensu się tak męczyć, że w ciąży taka sytuacja nie jest dobra, bo prowadzi do utraty witamin i do niedożywienia. I zaproponowała mi leczenie tych dolegliwości. Znajdowałam się już wtedy na skraju wytrzymałości i czułam, że jak tak dalej pójdzie, to chyba wyląduję w szpitalu. Byłam tak osłabiona i odwodniona. A przepisane leczenie okazało się najbezpieczniejszym wyjściem w mojej sytuacji, jeżeli chodzi o ciążę i o dolegliwości. Efekty pojawiły się od razu i byłam nimi bardzo pozytywnie zaskoczona. W ogóle nie wymiotowałam, nawet nie czułam żadnych mdłości. Mogłam normalnie zjeść śniadanie – mówi pani Klaudia.

Powszechny problem w ciąży
Nudności i wymioty u kobiet w ciąży to powszechne zjawisko oraz ważny klinicznie problem. W I trymestrze nudności doświadcza nawet 50–80% ciężarnych. Zazwyczaj dolegliwości pojawiają się pomiędzy 4. a 9. tygodniem ciąży, a ich największe nasilenie ma miejsce pomiędzy 7. a 12. tygodniem. U większości kobiet nudności i wymioty występują między 6. a 12. tygodniem lub dłużej, do 20. tygodnia. U 13% ciężarnych mogą być obecne po 20. tygodniu, u niektórych trwać nawet całą ciążę. Najczęściej pojawiają się w godzinach porannych, ale u 80% kobiet mogą utrzymywać się przez cały dzień.

Przyczyna nudności i wymiotów w ciąży nadal nie jest do końca poznana. Istnieje związek pomiędzy zmianami hormonalnymi w organizmie ciężarnej w I i II trymestrze a występowaniem tych dolegliwości. Pewną rolę w patogenezie problemu przypisuje się ludzkiej gonadotropinie kosmówkowej (hCG). Jej stężenie osiąga maksimum w I trymestrze ciąży, a wykres jego zmian odzwierciedla kliniczny przebieg nasilenia nudności i wymiotów – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Hubert Huras, ginekolog-położnik, perinatolog i ekspert kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”.

Niezgłaszanie lekarzowi i wpływ na jakość życia
Jak pokazują wyniki badań, nawet 2/3 ciężarnych doświadcza nudności i (lub) wymiotów jeszcze przed pierwszą wizytą u lekarza, ale nie zawsze zwracają się one o pomoc w tej sprawie do specjalisty. 24% kobiet nigdy nie wspomniało lekarzowi o tych objawach, a 37% czekało z tym do pierwszej wizyty w ramach opieki ginekologiczno-położniczej (6.–10. tydzień). 51% ciężarnych zwlekało ze zgłoszeniem dolegliwości do późniejszej wizyty.

U większości kobiet łagodne nudności i wymioty nie wpływają na funkcjonowanie w ciąży ani jej przebieg. Jednak przy większym nasileniu znacząco obniżają jakość życia, utrudniają codzienne czynności, ograniczają aktywność zawodową, wpływają na obniżenie nastroju. Kiedy przybierają postać niepowściągliwych wymiotów ciężarnych, są niebezpieczne dla zdrowia przyszłej mamy. Niepowściągliwe wymioty mogą prowadzić do odwodnienia organizmu, niedożywienia, zaburzenia wchłaniania witamin i mikroelementów, zaburzeń snu.

Kobiety z ciężką postacią niepowściągliwych wymiotów ciężarnych, utratą masy ciała, ketonurią, zasadowicą metaboliczną, niedoborami żywieniowymi lub ciężkim odwodnieniem powinny być leczone w szpitalu. Hospitalizacja wskazana jest również u kobiet z umiarkowaną postacią nudności i wymiotów w czasie ciąży, jeśli zawiodło postępowanie ambulatoryjne – stwierdza dr n. med. Małgorzata Radoń-Pokracka, ginekolog-położnik i ekspertka kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”.

Cieszyć się ciążą od pierwszych chwil
Utrzymujące się nudności i wymioty w ciąży, znacząco obniżając jakość życia, wpływają negatywnie na stan psychiczny przyszłej mamy. Ograniczają dotychczasowe aktywności, niekorzystnie wpływają na relacje z partnerem, rodziną czy przyjaciółmi, utrudniają życie towarzyskie. Kobiety wręcz nie chcą wychodzić z domu, ponieważ obawiają się niespodziewanych incydentów. 

Jeśli kobieta przez dłuższy czas będzie miała nudności czy wymioty, może to prowadzić do pojawienia się niepokoju o zdrowie własne i dziecka, obaw, że jest ono niedożywione i odwodnione. To z kolei budzi lęk, zniechęcenie, zmęczenie, zabiera radość, może też prowadzić do braku akceptacji ciąży. Warto nadmienić, że przebieg pierwszej ciąży może wpływać na motywację i chęć posiadania kolejnych dzieci – stwierdza Anna Bryja, psycholog i ekspertka kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”. – Kobieta w ciąży od samego początku powinna czuć się dobrze i czerpać radość ze swojego stanu, a niektóre uciążliwe objawy, czyli np. wymioty czy nudności, nie powinny się pojawiać i zabierać tę radość. Tym dolegliwościom można dziś skutecznie zapobiegać i warto o nich rozmawiać z ginekologiem – dodaje Anna Bryja.

Skuteczne i bezpieczne leczenie
W zapobieganiu nudnościom i wymiotom w ciąży stosuje się w pierwszej kolejności metody naturalne, niefarmakologiczne, a do najbardziej popularnych należy spożywanie produktów zawierających imbir. Zaleca się też częste jedzenie mało obfitych posiłków, wyeliminowanie z diety ostrych przypraw, dań bogatych w tłuszcz czy gazowanych napojów, unikanie silnych zapachów oraz kwaśnych smaków, wprowadzenie diety bogatobiałkowej. Jeśli jednak żadna z metod naturalnych szybko nie przynosi oczekiwanej poprawy, istnieje możliwość skutecznego leczenia farmakologicznego.

Zgodnie ze stanowiskiem ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników leczenie to można stosować już od początku I trymestru ciąży. Uzyskało ono również rekomendacje światowych organizacji ginekologiczno-położniczych – mówi profesor Hubert Huras.

Celem takiego leczenia jest zapobieganie wystąpieniu bardziej nasilonych postaci nudności i wymiotów w ciąży, które mogą być trudniejsze do opanowania (w tym zapobieganie niepowściągliwym wymiotom ciężarnych), oraz poprawa jakości życia przyszłej mamy – dodaje doktor Małgorzata Radoń-Pokracka.

O kampanii
Inicjatorem kampanii edukacyjnej pt. „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka” jest Świadoma Mama. W ramach tego projektu od wielu lat realizowane są liczne działania edukacyjne skierowane do przyszłych i obecnych rodziców.
Naszym celem jest pomagać, d
ostarczać aktualną i rzetelną wiedzę, a także podejmować ważne społecznie tematy, które są istotne dla kobiet w ciąży oraz ogólnie dla społeczności rodziców. Od dawien dawna istnieje przekonanie, że nudności i wymioty w ciąży są nieodzownym jej elementem, a kobiety ten stan akceptują. A tak być nie musi. Tym bardziej, że obecnie możemy te dolegliwości leczyć, skutecznie i bezpiecznie. Stąd nasza inicjatywa przeprowadzenia kampanii edukacyjnej na temat nudności i wymiotów w ciąży
– stwierdza Dorota Jaworska-Kaźmierczak, psycholog oraz inicjatorka projektu Świadoma Mama.

Na potrzeby kampanii przygotowano materiały edukacyjne (plakaty, ulotki, infografiki), które będą dystrybuowane w przychodniach i gabinetach ginekologicznych, a także przekazywane ciężarnym podczas wizyt lekarskich. Realizowana będzie komunikacja w serwisach internetowych oraz w social mediach. Zaplanowano też warsztaty online, tj. cykl spotkań z ekspertami kampanii. Podczas warsztatów przyszłe mamy będą mogły zadać nurtujące je pytania na temat nudności i wymiotów w ciąży. Zgłoszenie uczestnictwa odbywa się za pośrednictwem platformy internetowej www.swiadomamama.pl.

Kampanię „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka” wspierają eksperci:
Mecenasem kampanii jest firma Exeltis.
 
Źródła informacji:
  1. Matthews A., Haas D.M., O’Mathúna D.P., Dowswell T., Interventions for nausea and vomiting in early pregnancy. Cochrane Database of Systematic Reviews 2015, Issue 9. Art. No.:CD007575. DOI: 10.1002/14651858. CD007575.pub4.
  2. Association of Professors of Gynecology and Obstetrics Continuing Series on Women’s Health Education. Nausea and vomiting of pregnancy. 2018.
  3. Clark S. i wsp., The Impact of Nausea and Vomiting of Pregnancy on Quality of Life: Report of a National Consumer Survey and Recommendations for Improving Care Obstetric and Gynecological Survey. 2013;Vol.68, Suppl 1.
  4. Survey citation: Online survey conducted by National Analysts Worldwide and Duchesnay USA, October/November 2012; Sample size: National survey (U.S.), 621 women currently pregnant or had given birth with in the past six months, and experienced nausea and/or vomiting during pregnancy.
  5. ACOG Practice Bulletin No. 189: Nausea and Vomiting of Pregnancy. Obstetrics & Gynecology 2018;131:e15-e30.

żródło: komunikat prasowy

Panuje społeczne przekonanie, że nudności i wymioty są nierozerwalnie związane z ciążą i nic nie da się z nimi zrobić, zwłaszcza kiedy naturalne metody okazują się nieskuteczne. Temat nie jest często podejmowany przez lekarza podczas wizyty w gabinecie, a same kobiety też nie zwracają się o pomoc. Tymczasem problem istnieje i nie można go lekceważyć, gdyż wymioty, zwłaszcza kiedy przybierają postać niepowściągliwych, mogą być niebezpieczne dla matki i dziecka.
 
Pani Klaudia Karczewska ma 35 lat. Pięć lat temu na świat przyszedł jej synek Kubuś, a obecnie pani Klaudia spodziewa się drugiego dziecka. Pierwsze nudności, a następnie wymioty pojawiły się u niej w drugim miesiącu ciąży. Około trzeciego miesiąca mocno się nasiliły i były bardzo intensywne.

Ogólnie w nocy nie było aż tak źle, ale nad ranem, około czwartej, piątej, wybudzały mnie wymioty. Muszę powiedzieć, że były to objawy najgorsze z możliwych, ponieważ wymiotowałam żółcią… Bardzo źle to wspominam. Nawet nie mogłam dobrze umyć zębów, bo od razu robiło mi się niedobrze, wręcz mnie dusiło. Nie byłam w stanie normalnie funkcjonować. Prowadzę działalność gospodarczą i nie ukrywam, że było mi bardzo trudno – opowiada pani Klaudia Karczewska. – W pierwszej ciąży stosowałam wywary z imbiru. Jednak w drugiej nie zdały one egzaminu. Nie dawałam więc rady pić jakichkolwiek naparów, które teoretycznie powinny pomagać. A przy tych intensywnych wymiotach nie mogłam nic jeść ani nawet pić wody, bo zawsze kończyło się tak samo. Domowe metody na wymioty totalnie się u mnie nie sprawdziły, nic na mnie nie działało.

Początkowo wymioty męczyły panią Klaudię tylko rano, ale później zaczęły pojawiać się nawet kilka razy w ciągu dnia. Zazwyczaj jakiś czas po posiłkach. Bała się cokolwiek zjeść, ponieważ wszystko jej szkodziło. Żyła w ogromnym dyskomforcie i stresie. Kiedy wymioty trwały cały dzień, to następnego ranka nie była w stanie podnieść się z łóżka, nie mogła zająć się synkiem, nie mogła być aktywną mamą.

Pani Klaudia nie mówiła swojej ginekolog o nudnościach i wymiotach, ponieważ sądziła, że takie objawy w ciąży są normalne. Jednak podczas kolejnej wizyty lekarka sama zobaczyła, co się dzieje i w jakim kobieta jest stanie.
Ginekolog wyjaśniła mi wtedy, że nie ma sensu się tak męczyć, że w ciąży taka sytuacja nie jest dobra, bo prowadzi do utraty witamin i do niedożywienia. I zaproponowała mi leczenie tych dolegliwości. Znajdowałam się już wtedy na skraju wytrzymałości i czułam, że jak tak dalej pójdzie, to chyba wyląduję w szpitalu. Byłam tak osłabiona i odwodniona. A przepisane leczenie okazało się najbezpieczniejszym wyjściem w mojej sytuacji, jeżeli chodzi o ciążę i o dolegliwości. Efekty pojawiły się od razu i byłam nimi bardzo pozytywnie zaskoczona. W ogóle nie wymiotowałam, nawet nie czułam żadnych mdłości. Mogłam normalnie zjeść śniadanie – mówi pani Klaudia.

Powszechny problem w ciąży
Nudności i wymioty u kobiet w ciąży to powszechne zjawisko oraz ważny klinicznie problem. W I trymestrze nudności doświadcza nawet 50–80% ciężarnych. Zazwyczaj dolegliwości pojawiają się pomiędzy 4. a 9. tygodniem ciąży, a ich największe nasilenie ma miejsce pomiędzy 7. a 12. tygodniem. U większości kobiet nudności i wymioty występują między 6. a 12. tygodniem lub dłużej, do 20. tygodnia. U 13% ciężarnych mogą być obecne po 20. tygodniu, u niektórych trwać nawet całą ciążę. Najczęściej pojawiają się w godzinach porannych, ale u 80% kobiet mogą utrzymywać się przez cały dzień.

Przyczyna nudności i wymiotów w ciąży nadal nie jest do końca poznana. Istnieje związek pomiędzy zmianami hormonalnymi w organizmie ciężarnej w I i II trymestrze a występowaniem tych dolegliwości. Pewną rolę w patogenezie problemu przypisuje się ludzkiej gonadotropinie kosmówkowej (hCG). Jej stężenie osiąga maksimum w I trymestrze ciąży, a wykres jego zmian odzwierciedla kliniczny przebieg nasilenia nudności i wymiotów – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Hubert Huras, ginekolog-położnik, perinatolog i ekspert kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”.

Niezgłaszanie lekarzowi i wpływ na jakość życia
Jak pokazują wyniki badań, nawet 2/3 ciężarnych doświadcza nudności i (lub) wymiotów jeszcze przed pierwszą wizytą u lekarza, ale nie zawsze zwracają się one o pomoc w tej sprawie do specjalisty. 24% kobiet nigdy nie wspomniało lekarzowi o tych objawach, a 37% czekało z tym do pierwszej wizyty w ramach opieki ginekologiczno-położniczej (6.–10. tydzień). 51% ciężarnych zwlekało ze zgłoszeniem dolegliwości do późniejszej wizyty.

U większości kobiet łagodne nudności i wymioty nie wpływają na funkcjonowanie w ciąży ani jej przebieg. Jednak przy większym nasileniu znacząco obniżają jakość życia, utrudniają codzienne czynności, ograniczają aktywność zawodową, wpływają na obniżenie nastroju. Kiedy przybierają postać niepowściągliwych wymiotów ciężarnych, są niebezpieczne dla zdrowia przyszłej mamy. Niepowściągliwe wymioty mogą prowadzić do odwodnienia organizmu, niedożywienia, zaburzenia wchłaniania witamin i mikroelementów, zaburzeń snu.

Kobiety z ciężką postacią niepowściągliwych wymiotów ciężarnych, utratą masy ciała, ketonurią, zasadowicą metaboliczną, niedoborami żywieniowymi lub ciężkim odwodnieniem powinny być leczone w szpitalu. Hospitalizacja wskazana jest również u kobiet z umiarkowaną postacią nudności i wymiotów w czasie ciąży, jeśli zawiodło postępowanie ambulatoryjne – stwierdza dr n. med. Małgorzata Radoń-Pokracka, ginekolog-położnik i ekspertka kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”.

Cieszyć się ciążą od pierwszych chwil
Utrzymujące się nudności i wymioty w ciąży, znacząco obniżając jakość życia, wpływają negatywnie na stan psychiczny przyszłej mamy. Ograniczają dotychczasowe aktywności, niekorzystnie wpływają na relacje z partnerem, rodziną czy przyjaciółmi, utrudniają życie towarzyskie. Kobiety wręcz nie chcą wychodzić z domu, ponieważ obawiają się niespodziewanych incydentów. 

Jeśli kobieta przez dłuższy czas będzie miała nudności czy wymioty, może to prowadzić do pojawienia się niepokoju o zdrowie własne i dziecka, obaw, że jest ono niedożywione i odwodnione. To z kolei budzi lęk, zniechęcenie, zmęczenie, zabiera radość, może też prowadzić do braku akceptacji ciąży. Warto nadmienić, że przebieg pierwszej ciąży może wpływać na motywację i chęć posiadania kolejnych dzieci – stwierdza Anna Bryja, psycholog i ekspertka kampanii „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka”. – Kobieta w ciąży od samego początku powinna czuć się dobrze i czerpać radość ze swojego stanu, a niektóre uciążliwe objawy, czyli np. wymioty czy nudności, nie powinny się pojawiać i zabierać tę radość. Tym dolegliwościom można dziś skutecznie zapobiegać i warto o nich rozmawiać z ginekologiem – dodaje Anna Bryja.

Skuteczne i bezpieczne leczenie
W zapobieganiu nudnościom i wymiotom w ciąży stosuje się w pierwszej kolejności metody naturalne, niefarmakologiczne, a do najbardziej popularnych należy spożywanie produktów zawierających imbir. Zaleca się też częste jedzenie mało obfitych posiłków, wyeliminowanie z diety ostrych przypraw, dań bogatych w tłuszcz czy gazowanych napojów, unikanie silnych zapachów oraz kwaśnych smaków, wprowadzenie diety bogatobiałkowej. Jeśli jednak żadna z metod naturalnych szybko nie przynosi oczekiwanej poprawy, istnieje możliwość skutecznego leczenia farmakologicznego.

Zgodnie ze stanowiskiem ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników leczenie to można stosować już od początku I trymestru ciąży. Uzyskało ono również rekomendacje światowych organizacji ginekologiczno-położniczych – mówi profesor Hubert Huras.

Celem takiego leczenia jest zapobieganie wystąpieniu bardziej nasilonych postaci nudności i wymiotów w ciąży, które mogą być trudniejsze do opanowania (w tym zapobieganie niepowściągliwym wymiotom ciężarnych), oraz poprawa jakości życia przyszłej mamy – dodaje doktor Małgorzata Radoń-Pokracka.

O kampanii
Inicjatorem kampanii edukacyjnej pt. „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka” jest Świadoma Mama. W ramach tego projektu od wielu lat realizowane są liczne działania edukacyjne skierowane do przyszłych i obecnych rodziców.
Naszym celem jest pomagać, d
ostarczać aktualną i rzetelną wiedzę, a także podejmować ważne społecznie tematy, które są istotne dla kobiet w ciąży oraz ogólnie dla społeczności rodziców. Od dawien dawna istnieje przekonanie, że nudności i wymioty w ciąży są nieodzownym jej elementem, a kobiety ten stan akceptują. A tak być nie musi. Tym bardziej, że obecnie możemy te dolegliwości leczyć, skutecznie i bezpiecznie. Stąd nasza inicjatywa przeprowadzenia kampanii edukacyjnej na temat nudności i wymiotów w ciąży
– stwierdza Dorota Jaworska-Kaźmierczak, psycholog oraz inicjatorka projektu Świadoma Mama.

Na potrzeby kampanii przygotowano materiały edukacyjne (plakaty, ulotki, infografiki), które będą dystrybuowane w przychodniach i gabinetach ginekologicznych, a także przekazywane ciężarnym podczas wizyt lekarskich. Realizowana będzie komunikacja w serwisach internetowych oraz w social mediach. Zaplanowano też warsztaty online, tj. cykl spotkań z ekspertami kampanii. Podczas warsztatów przyszłe mamy będą mogły zadać nurtujące je pytania na temat nudności i wymiotów w ciąży. Zgłoszenie uczestnictwa odbywa się za pośrednictwem platformy internetowej www.swiadomamama.pl.

Kampanię „Ciąża BEZ NUDNOŚCI to nie zachcianka” wspierają eksperci:
Mecenasem kampanii jest firma Exeltis.
 
Źródła informacji:
  1. Matthews A., Haas D.M., O’Mathúna D.P., Dowswell T., Interventions for nausea and vomiting in early pregnancy. Cochrane Database of Systematic Reviews 2015, Issue 9. Art. No.:CD007575. DOI: 10.1002/14651858. CD007575.pub4.
  2. Association of Professors of Gynecology and Obstetrics Continuing Series on Women’s Health Education. Nausea and vomiting of pregnancy. 2018.
  3. Clark S. i wsp., The Impact of Nausea and Vomiting of Pregnancy on Quality of Life: Report of a National Consumer Survey and Recommendations for Improving Care Obstetric and Gynecological Survey. 2013;Vol.68, Suppl 1.
  4. Survey citation: Online survey conducted by National Analysts Worldwide and Duchesnay USA, October/November 2012; Sample size: National survey (U.S.), 621 women currently pregnant or had given birth with in the past six months, and experienced nausea and/or vomiting during pregnancy.
  5. ACOG Practice Bulletin No. 189: Nausea and Vomiting of Pregnancy. Obstetrics & Gynecology 2018;131:e15-e30.

żródło: komunikat prasowy

Wraz z początkiem października rozpoczął się nabór wniosków o przyznanie stypendiów dla studentów III roku studiów pierwszego stopnia kształcących się na kierunkach pielęgniarstwo, położnictwo i ratownictwo medyczne. Termin składania wniosków trwa od 3 października do 28 października 2022. Stypendium w wysokości 1 500 zł miesięcznie jest przyznawanie na okres jednego roku akademickiego czyli od 1 października 2022 r. do 30 czerwca 2023 r.
Pielęgniarki, położne i ratownicy medyczni odgrywają bardzo ważną rolę w procesie opieki nad pacjentami. Do wykonywania zawodów medycznych oprócz szerokiej wiedzy, potrzebne jest przede wszystkim powołanie. Jest to praca wykonywana w szczytnym celu, jakim jest ratowanie ludzkiego życia i zdrowia. Zależy nam na tym, aby zachęcić młodych ludzi do wyboru medycznej ścieżki kształcenia oraz do podjęcia pracy w marszałkowskich podmiotach leczniczych. Naszym celem jest wspieranie zawodów medycznych, których tak bardzo potrzebujemy na rynku pracy – mówi Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Marcin Krzyżanowski.
 
Program stypendialny zakłada przyznawanie stypendium studentowi III roku, który:
 
Samorząd Województwa realizuje program stypendialny dla studentów kierunków medycznych od 2019 roku. Program z każdą kolejną edycją był rozwijany. Pierwsza edycja była skierowana do studentów pielęgniarstwa, w kolejnych edycjach program został rozszerzony o kierunki położnictwo i ratownictwo medyczne. Zwiększyła się również wysokość stypendium z 1000 zł do 1500 zł miesięcznie.
 
W poprzednich edycjach z programu skorzystało 80 stypendystów. Samorząd Województwa do tej pory przeznaczył na ten cel 945 tys. zł. W tym roku planowane jest przyznanie dofinansowania kolejnym 50 studentom. W budżecie Województwa Dolnośląskiego zabezpieczono środki w wysokości 675 tys. zł na realizację tegorocznej edycji programu.
Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego od kilku lat, po zakończeniu egzaminów maturalnych, prowadzi kampanię społeczną promującą zawody medyczne. Grupą odbiorców są młodzi ludzie, a w szczególności maturzyści stojący przed wyborem studiów. To kolejny przykład działań podejmowanych przez Samorząd Województwa zachęcający młodzież do wyboru kierunków medycznych jako ścieżki kariery zawodowej. Kampanię można zobaczyć na facebookowym profilu Dolnośląskie Zdrowie. Jednym z elementów kampanii jest film mówiący o tym, dlaczego warto podjąć pracę w ochronie zdrowia: https://www.facebook.com/100063775141535/videos/392987889252718
 
Program stypendialny dla zawodów medycznych na Dolnym Śląsku zwłaszcza dla pielęgniarek i położnych ma ogromne znaczenie. Obecnie obserwujemy brak zastępstwa pokoleniowego w tych zawodach – dziś dolnośląska pielęgniarka i położna ma średnio 55 lat co jest bardzo niepokojącą daną statystyczną. Bezwzględnym obowiązkiem społecznym jest podjęcie działań, aby odbudować młode, kolejne pokolenie pielęgniarek i położnych. Program Stypendialny niewątpliwie przyczyni się do uatrakcyjnienia wyboru tych kierunków studiów licencjackich, a w swym mechanizmie powstrzyma emigracje zarobkową, z jaką borykamy się od wielu lat w całej Polsce – mówi Anna Szafran Przewodnicząca Dolnośląskiej Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych we Wrocławiu.
 
Zachęcamy studentów studiów pierwszego stopnia kształcących się na kierunku pielęgniarstwo, położnictwo i ratownictwo medyczne do składania wniosków o przyznanie stypendium w roku akademickim 2022/2023. Wszystkie potrzebne informacje o naborze wniosków można znaleźć na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego:  
https://umwd.dolnyslask.pl/zdrowie/program-stypendialny-dla-kadry-medycznej/

źrodło: UM Woj. Dolnośląskiego