Medicalpress
Z danych GUS wynika, że na koniec 2024 roku w skład zespołów ratownictwa medycznego w Polsce wchodziło prawie 13 tys. pracowników, z czego 11,4 tys. to ratownicy medyczni. Najwięcej z nich wykonywało swój zawód w województwie mazowieckim – 2741, a najmniej w lubuskim – 513. Nie brakuje chętnych do studiowania ratownictwa medycznego na polskich uczelniach. Eksperci podkreślają, że jest to dla nich atrakcyjna ścieżka kariery, a Polska znajduje się w czołówce europejskiej pod względem ich przygotowania zawodowego.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego „Pomoc doraźna i ratownictwo medyczne w 2024 roku” wskazuje, że w 2024 roku w ramach systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne funkcjonowało 1664 zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). Udzieliły one pomocy w miejscu zdarzenia 3,2 mln osób (o 13 proc. więcej r/r).

Z danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego wynika z kolei, że w 2025 roku w Państwowym Ratownictwie Medycznym odnotowano nieco ponad 5 mln zgłoszeń, z czego blisko 3,4 mln zostało przyjętych. Około 2,5 mln z nich dotyczyło wezwań do domu pacjenta. Najwięcej wyjazdów zrealizowanych przez ZRM dotyczyło Mazowsza, gdzie było ich 512 509, oraz województwa śląskiego (456 417).

 Obserwujemy zainteresowanie pracą ratowników medycznych. Wiemy, że jest wielu studentów, którzy zresztą odbywają praktyki w naszej instytucji. Jest to atrakcyjny zawód, który daje dużo satysfakcji, i nie narzekamy na brak kadry. Personel, który mamy, jest świetnie przygotowany. Wiedza kandydatów, którzy zgłaszają się do nas do pracy, jest bardzo duża – mówi agencji Newseria dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W roku akademickim 2025/2026 na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ratownictwo medyczne na studiach pierwszego stopnia chciało studiować 568 osób, jednak miejsc było jedynie 120. Ponadto wśród zakwalifikowanych kandydatów 52 proc. stanowiły kobiety. Natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie miejsc było 50, a chętnych – 372, co daje ponad siedem osób na miejsce. Na
Gdańskim Uniwersytecie Medycznym odnotowano 5,7 kandydatów na jedno miejsce.

– Ratownictwo medyczne to bardzo atrakcyjny kierunek, oczywiście wszystko zależy od predyspozycji i preferencji każdego medyka. Obserwujemy pasję u wielu osób i chęć  ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest szczególnie cenne dla pacjentów – mówi dr Karol Bielski.

Jak podkreśla ekspert, zawód ratownika medycznego jest dobrze uregulowany.

– Niedawno powstał samorząd zawodowy ratowników medycznych, więc jest to grupa zawodowa, która została dostrzeżona i ma już ugruntowaną pozycję w świecie medycznym. Teraz należałoby się skupić na utrzymaniu tego niesamowicie wysokiego standardu bycia w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o wiedzę i przygotowanie zawodowe – podkreśla dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W grudniu 2025 roku posłanka PSL Agnieszka Maria Kłopotek skierowała interpelację do ministra zdrowia, w której zwróciła uwagę na kwestie uznawania kompetencji z zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) zdobywanej na studiach licencjackich. W trakcie studiów studenci zdają egzaminy obejmujące taki sam zakres wiedzy i umiejętności, jaki wymagany jest od ratowników po ukończeniu 66-godzinnego kursu KPP, jednak nie otrzymują formalnego potwierdzenia tych kompetencji. Jak podkreśla, w praktyce oznacza to, że studenci i absolwenci ratownictwa medycznego, mimo posiadania odpowiedniego przygotowania, nie mogą się wykazać uprawnieniami KPP w sytuacjach, w których wymagane jest formalne potwierdzenie kwalifikacji, np. przy współpracy z podmiotami spoza systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

W odpowiedzi na interpelację Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym ratownik posiadający kwalifikacje wymagane dla tego zawodu, realizujący doskonalenie zawodowe, ma uprawnienia do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy bez obowiązku ukończenia kursu lub szkolenia w zakresie KPP.

 Wydaje mi się, że automatyczne uznawanie kwalifikacji w zakresie KPP wszystkim absolwentom kierunków ratownictwo medyczne wydaje się dobrym pomysłem. Jeśli mówimy o pracy w profesjonalnej jednostce jak nasza, to wymagany jest tytuł zawodowy ratownika medycznego. Mamy szereg instytucji, które nawet formalnie korzystają z pomocy osób po kursach kwalifikowanej pierwszej pomocy, posiadających kompetencje ratownika – tłumaczy dr Karol Bielski. – Zawód ratownika medycznego jest czymś odrębnym od ratownika z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, który ma kwalifikację pierwszej pomocy, jest po kursie i egzaminie z KPP. Takie osoby świetnie się przydają w Policji, jednostkach współpracujących w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego, w WOPR-ze, GOPR-ze, OSP i Straży Pożarnej, więc bezwzględnie jest to dobry pomysł.

Źródło: Newseria

Czas dojazdu karetki to jeden z kluczowych czynników decydujących o ratowaniu życia. Zgodnie z obowiązującymi normami w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców mediana czasu dotarcia nie powinna być większa niż osiem minut. Jak wynika z danych GUS, w 2024 roku w województwie mazowieckim było to 12 minut i 20 sekund. W odpowiedzi na rosnące obciążenie systemu region stale wzmacnia ratownictwo. Na ulicach Warszawy i okolicznych powiatów pojawi się 10 nowych ambulansów i siedem dodatkowych zespołów.
 Dziesięć nowych ambulansów dla pogotowia ratunkowego w Warszawie to najwyższej jakości karetki wyposażone w nowoczesny sprzęt ratujący życie. Będą one służyły punktom oczekiwania w Warszawie i okolicznych powiatach, w powiatach obszaru metropolitalnego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” SPZOZ w Warszawie kupiła nowoczesne karetki spełniające standardy systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Inwestycja o wartości 9 mln zł została sfinansowana ze środków własnych tej instytucji. Karetki wyjadą do pacjentów w co najmniej czterech dzielnicach stolicy, a także do kilku miejscowości poza – Tarczyna, Tłuszcza, Raszyna, Radzymina czy Otwocka.

Każdy pojazd wyposażono m.in. w defibrylatory z możliwością teletransmisji EKG, respiratory transportowe, pompy infuzyjne oraz kardiomonitory, co pozwala prowadzić zaawansowane czynności ratunkowe jeszcze przed dotarciem do szpitala.

 To jest sprzęt, który ułatwia pracę. Między innymi nosze wspomagane hydraulicznie, które można stosować nawet do najcięższych pacjentów przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy i energii. Zmniejszamy w ten sposób znacząco urazowość, która przy tego typu świadczeniach występowała. To  także najnowocześniejsze defibrylatory, które umożliwiają 24-godzinną konsultację online z kardiologami zatrudnionymi w naszej stacji i przy ich wsparciu podejmowana jest decyzja o dalszym postępowaniu – wskazuje dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

Inwestycja była niezbędna, bo – jak poinformowano w komunikacie – w ubiegłym roku karetki przejechały 3,6 mln km. Sprzęt wykorzystywany w ratownictwie medycznym jest sukcesywnie wymieniany, co ma zapewnić utrzymanie wysokiej gotowości operacyjnej zespołów w regionie.

 My już mamy bardzo nowoczesny sprzęt – w wyniku olbrzymich zakupów związanych z COVID-19 kupiliśmy 95 nowoczesnych ambulansów na całym Mazowszu, dodatkowo 25 z własnego budżetu. Każde podniesienie jakości sprzętu powoduje podniesienie możliwości operacyjnej i daje szanse na ratowanie ludzkiego życia i zdrowia – mówi Adam Struzik. – Po przekroczeniu odpowiedniego przebiegu kilometrów karetki są wycofywane. Na ich miejscu są kupowane nowe albo z budżetu województwa, albo z budżetu tych jednostek.

Od 1 stycznia 2026 roku do dyspozycji pacjentów w województwie mazowieckim jest także siedem dodatkowych Zespołów Ratownictwa Medycznego, które stacjonują na Marymoncie, Mokotowie, Pradze Północ, Ochocie, Targówku, w Ząbkach i Wawrze.

 Z siedmioma dodatkowymi zespołami będziemy mieli blisko 100 ambulansów funkcjonujących w systemie ratownictwa medycznego, więc jest to bardzo duży wzrost. Nasz personel należy do najbardziej obciążonych w kraju. Niecałe 6 proc. wszystkich zespołów ratownictwa medycznego w kraju to są zespoły w naszej jednostce, ale już blisko 9 proc. wszystkich wyjazdów do pacjentów to są wyjazdy w naszej jednostce – wyjaśnia dr Karol Bielski.

Z danych GUS wynika, że w 2024 roku zespoły ratownictwa medycznego w Polsce zrealizowały ponad 3,1 mln wyjazdów, a pomoc medyczna została udzielona 84 osobom na 1 tys. mieszkańców. Urząd Statystyczny w Warszawie wskazuje, że liczba osób, którym zespoły ratownictwa medycznego w regionie udzieliły świadczeń zdrowotnych w miejscu zdarzenia, wyniosła 452,8 tys. W 2024 roku na każdy wyjazdowy zespół ratownictwa medycznego przypadało średnio 25,6 tys. mieszkańców Mazowsza. Województwo należało do regionów o najdłuższej medianie czasu dotarcia zespołów ratownictwa medycznego do pacjentów w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców.

– Współpraca z ratownictwem medycznym dla nas jest kluczowa, a posiadanie bardzo dobrego sprzętu w postaci ambulansów, wyposażenia i oczywiście praca ratowników medycznych są dla nas niezwykle istotne – podkreśla Wiesława Rybicka-Bogusz, zastępca dyrektora Wydziału Państwowego Ratownictwa Medycznego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie.

Po uruchomieniu nowych zespołów i wzmocnieniu floty ambulansów kluczowe znaczenie ma także sprawna organizacja systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, zwłaszcza w okresach zwiększonej liczby interwencji. Zimą ratownicy medyczni częściej wyjeżdżają nie tylko do nagłych zachorowań, ale również do zdarzeń związanych z trudnymi warunkami pogodowymi.

– Najczęstsze powody wezwań to nagłe zasłabnięcia, niedożywienie, brak odpowiedniego nawodnienia. To nie tylko latem, ale również w okresie zimowym jest bardzo ważne. Ale także mając na uwadze oblodzenia, duże warstwy śniegu, wypadki komunikacyjne, poślizgnięcia, zwichnięcia, tych wyjazdów jest teraz bardzo dużo – wymienia Wiesława Rybicka-Bogusz.

Źródło: Newseria

Zawał serca nie wybiera terminu – może zdarzyć się także w Wigilię, w Boże Narodzenie czy w długi weekend. W takiej sytuacji kluczowe znaczenie ma szybka reakcja oraz dostęp do dobrze zorganizowanej opieki kardiologicznej.
Święta to czas odpoczynku, rodzinnych spotkań i obfitych posiłków. Niestety to również okres, w którym statystyki pokazują wzrost liczby incydentów sercowo-naczyniowych. W tym czasie częściej dochodzi do zawałów, udarów oraz zaostrzeń chorób serca. Eksperci wskazują na kombinację czynników, takich jak stres, przejadanie się, alkohol, brak snu czy nagły wysiłek (np. intensywne porządki).

Nie czekaj – reaguj natychmiast

Pierwsza i najważniejsza zasada: nie wolno czekać „do końca świąt”. Objawy zawału serca to m.in. silny ból w klatce piersiowej, duszność, zimne poty, nudności, osłabienie czy ból promieniujący do ramienia, szyi lub żuchwy. Każdy z tych symptomów wymaga natychmiastowego wezwania pogotowia ratunkowego. – Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman, kardiolog interwencyjny American Heart of Poland. – Dzięki bliskiej odległości od pacjentów w regionach, zespoły ratownictwa medycznego są w stanie dowieźć chorych do pracowni hemodynamiki w ciągu tzw. złotej godziny – dodaje prof. Piotr Buszman.

Udzielenie pomocy w pierwszej godzinie od incydentu nie tylko ratuje życie, ale także obniża ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia serca. Jeśli chory trafi do szpitala w ciągu 1-1,5 godziny od wystąpienia zawału, ryzyko powikłań jest niewielkie. Z każdą kolejną godziną opóźnienia ryzyko to wzrasta nawet do 60%, a śmiertelność – do 90%. Dlatego nie warto zwlekać. W święta szpitale, oddziały ratunkowe i dyżury kardiologiczne – w tym 32 pracownie hemodynamiczne American Heart of Poland i Scanmed zapewniają pełną opiekę medyczną. Ignorowanie objawów znacząco zwiększa ryzyko powikłań i zgonu.

Hospitalizacja to dopiero początek

Jednym z największych osiągnięć polskiej kardiologii jest program KOS-zawał, czyli koordynowana opieka nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje nie tylko leczenie szpitalne, ale także rehabilitację, kontrole kardiologiczne, monitorowanie czynników ryzyka i edukację pacjenta. – Pacjent leczony w programie KOS-zawał otrzymuje natychmiastową pomoc oraz rehabilitację i edukację – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.

Efekty leczenia w programie KOS-zawał są jednoznaczne. Już w pierwszym roku po zawale śmiertelność spada nawet o 30–40%. To dowodzi, że o przeżyciu pacjenta decyduje nie tylko szybka interwencja w momencie zawału, ale także dalsza, dobrze skoordynowana opieka.

Eksperci podkreślają, że choć formalnie program trwa rok, to realne korzyści zdrowotne leczenia najlepiej widać w dłuższej perspektywie. Regularne kontrole, rehabilitacja kardiologiczna i kontrola czynników ryzyka (np. wysokiego cholesterolu LDL) znacząco zmniejszają ryzyko kolejnego incydentu.

Co zrobić, gdy jesteś sam?

– Właściwa reakcja może uratować życie – najważniejsze są pierwsze minuty, dlatego nie należy zwlekać i trzeba zadzwonić pod numer 112 lub 999. Ważne jest też otworzenie drzwi wejściowych, co w przypadku utraty przytomności umożliwi służbom ratunkowym szybkie działanie – zaznacza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Jak dodaje, w oczekiwaniu na pomoc najlepiej usiąść w pozycji półsiedzącej, z podpartymi plecami i uniesionym tułowiem. Taka pozycja zmniejsza obciążenie serca i ułatwia oddychanie. Warto również przyjąć aspirynę, która może spowolnić narastanie zakrzepu.

Czego nie robić?

– Nie chodź po domu ani po schodach i nie próbuj „przeczekać” z nadzieją, że samo przejdzie. Nie kładź się płasko na plecach, ponieważ pogarsza to oddychanie. Nie próbuj też samodzielnie jechać do szpitala – to jedna z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych pomyłek – groźne zaburzenia rytmu i nagłe zatrzymanie krążenia mogą wystąpić w każdej chwili. Usiądź w pozycji półsiedzącej i czekaj na pomoc – stwierdza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Czy można przygotować się na wypadek zawału?

Ekspert zaleca, aby osoby obciążone czynnikami ryzyka – takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, palenie papierosów, wysoki poziom cholesterolu czy przebyty zawał – były szczególnie czujne. – Warto więc: mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, trzymać w widocznym miejscu kartkę z numerami alarmowymi, informować bliskich o pojawiających się nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne, pozostawać pod stałą opieką lekarza rodzinnego i kardiologa – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Źródło: Komunikat Prasowy