Medicalpress

Pacjenci z wieloma chorobami przewlekłymi są bardziej narażeni na zakażenia i ich ciężki przebieg. Infekcja może zaburzyć kontrolę cukrzycy, zaostrzyć astmę lub POChP, a niekiedy doprowadzić do hospitalizacji. Wbrew częstym obawom wielochorobowość nie jest argumentem przeciw szczepieniom. Zdaniem ekspertów to właśnie tacy pacjenci szczególnie potrzebują ochrony przed infekcjami.

– Im więcej pacjent ma chorób przewlekłych i im gorszy jest jego ogólny stan zdrowia, tym większa jest jego podatność na infekcje. Wiele osób myśli jednak, że skoro ma tak dużo chorób i przyjmuje kilkanaście leków, to jest zbyt chory, żeby się zaszczepić. Jest dokładnie odwrotnie. Im więcej chorób współistniejących, tym większa potrzeba szczepień, ponieważ odporność takiego pacjenta jest słabsza – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, diabetolog i internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Wielochorobowość, czyli współwystępowanie u jednej osoby co najmniej dwóch chorób przewlekłych, jest wyzwaniem zarówno dla pacjentów, jak i systemu opieki zdrowotnej. Wymaga ciągłej i skoordynowanej opieki, najczęściej prowadzonej przez lekarza POZ. Z międzynarodowego badania PaRIS, przeprowadzonego przez OECD, wynika, że 82 proc. osób w wieku co najmniej 45 lat korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej ma przynajmniej jedną chorobę przewlekłą, a 54 proc. – co najmniej dwie. Pacjenci z wielochorobowością gorzej oceniają jakość swojego życia i przyjmują wiele leków, co utrudnia im codzienne stosowanie się do zaleceń terapeutycznych.

W Polsce skala problemu wyraźnie rośnie wraz z wiekiem. Według badania PolSenior2 wielochorobowość dotyczy ok. 70 proc. osób w wieku 60–64 lat i 90 proc. osób 90-letnich. Mediana liczby chorób przewlekłych wynosiła trzy. Ponad połowa osób po 60. roku życia przyjmowała co najmniej pięć leków dziennie, a 12 proc. – co najmniej 10.

– U pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym z cukrzycą, infekcje mogą mieć cięższy przebieg. Szczepienia nie zawsze całkowicie zapobiegają zakażeniu, ale jeśli do niego dojdzie, mogą złagodzić przebieg choroby – dodaje Monika Kaczmarek, prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

– Każda infekcja może zaburzyć stan równowagi, który udało się osiągnąć u pacjenta z chorobą przewlekłą. Dobrze widać to w przypadku cukrzycy. Gorączka, ból i stres związane z zakażeniem powodują wzrost poziomu glukozy i utrudniają kontrolę choroby. W ostrym okresie choroby część pacjentów z cukrzycą wymaga hospitalizacji. Bardzo dotkliwy może być półpasiec, ponieważ towarzyszący mu ból nerwowy niekiedy utrzymuje się przez kilka miesięcy. Jedyną skuteczną profilaktyką są szczepienia. W przypadku półpaśca mamy obserwacje 11-letnie. Wynika z nich, że 90 proc. pacjentów zaszczepionych na półpaśca nie rozwija choroby przez 11 lat, więc jest to bardzo duża skuteczność – wyjaśnia prof. Leszek Czupryniak.

Ryzyko związane z infekcją zależy nie tylko od liczby chorób przewlekłych, lecz także od tego, jakie schorzenia występują jednocześnie. Z badania opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie „Age and Ageing” wynika, że wśród osób starszych wielochorobowość zwiększa ryzyko hospitalizacji z powodu zakażeń dolnych dróg oddechowych oraz ponownego przyjęcia do szpitala z dowolnej przyczyny w ciągu 30 dni. Z hospitalizacjami z powodu takich infekcji szczególnie wiązało się współwystępowanie chorób kardiometabolicznych, m.in. niewydolności serca i cukrzycy.

– Chorzy na przewlekłe choroby układu oddechowego są zdecydowanie bardziej narażeni na cięższy przebieg infekcji, które u osób zdrowych mogą mieć łagodny charakter. U pacjentów, u których stan zapalny obejmuje już górne lub dolne drogi oddechowe, odporność miejscowa jest osłabiona. Z tego powodu infekcje przebiegają ciężej i częściej prowadzą do niekorzystnych konsekwencji – podkreśla dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Rzadkich Wojskowego Instytutu Medycznego.

Infekcje dróg oddechowych należą do najczęstszych przyczyn zaostrzeń astmy i POChP. Mogą nasilać duszność, kaszel i ograniczenie przepływu powietrza, a w cięższych przypadkach prowadzić do hospitalizacji. Opublikowany w 2026 roku przegląd badań ECDC wskazuje na związek między przewlekłymi chorobami płuc, zwłaszcza POChP, a ryzykiem ciężkiego przebiegu zakażenia RSV u dorosłych.

– Szczepienia są ważnym elementem prawidłowego postępowania u pacjentów z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, przede wszystkim z astmą i POChP. Uwzględniają je zarówno wytyczne GINA dotyczące leczenia astmy, jak i zalecenia GOLD odnoszące się do POChP. Lekarze powinni o nich pamiętać i zalecać je pacjentom – podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk.

Zakres zalecanej profilaktyki zależy nie tylko od wieku pacjenta, lecz także od jego chorób, przyjmowanych leków i dotychczas wykonanych szczepień. Kalendarz szczepień dorosłych opracowany przez ekspertów uwzględnia zalecenia dostosowane m.in. do potrzeb osób z cukrzycą, przewlekłymi chorobami serca, płuc, nerek i wątroby oraz zaburzeniami odporności. Dlatego też decyzja o szczepieniach powinna być poprzedzona oceną całego stanu zdrowia pacjenta, a nie każdej choroby oddzielnie.

– Pacjenci obciążeni chorobami przewlekłymi to grupa, którą w szczególny sposób obejmujemy opieką. Częściej trafiają do szpitala i zgłaszają się do lekarza z powodu zaostrzenia choroby. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie ich statusu szczepień, choć podczas wizyty nie zawsze wystarcza na to czasu. Pomocne byłyby automatyczne przypomnienia, dzisiaj sztuczna inteligencja może podpowiadać lekarzowi, którego pacjenta należy zakwalifikować do szczepienia. Każda wizyta, również rutynowa, może być jednak dobrą okazją, żeby poruszyć temat profilaktyki, w tym szczepień – mówi dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członkini zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Źródło: Newseria

Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał pierwsze umowy z placówkami, które będą wykonywać bezpłatną niskodawkową tomografię komputerową w ramach nowego programu profilaktyki raka płuca. Pierwsi pacjenci mają skorzystać z badań w drugiej połowie października. Do programu będzie można zgłosić się bez skierowania.

Nowy program profilaktyki raka płuca zaczyna działać w praktyce. We wrześniu oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia we wszystkich województwach ogłosiły konkursy dla placówek zainteresowanych jego realizacją. Teraz Fundusz poinformował o podpisaniu pierwszych umów. Obowiązują one od 1 października 2026 roku.

Pierwsze placówki wyłoniono w województwach małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim. NFZ zapowiada, że lista będzie sukcesywnie rozszerzana wraz z rozstrzyganiem kolejnych konkursów.

– Dążymy do zabezpieczenia tych świadczeń we wszystkich województwach. Chcemy zakontraktować co najmniej 32 placówki, ale nie wykluczamy, że będzie ich więcej – zapowiada Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

Pierwsi pacjenci mają móc zgłaszać się na badania w drugiej połowie października 2026 roku. Program docelowo ma być dostępny w całym kraju.

Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnego badania?

Podstawowym badaniem wykonywanym w ramach programu będzie niskodawkowa tomografia komputerowa klatki piersiowej (NDTK). To badanie wykorzystywane do wykrywania zmian w płucach na wczesnym etapie, kiedy choroba może jeszcze nie powodować żadnych charakterystycznych objawów.

Program jest skierowany przede wszystkim do osób z wieloletnią historią palenia tytoniu. Zakwalifikować mogą się:

Paczkolata pozwalają określić łączną ekspozycję na dym tytoniowy. Jedno paczkorok oznacza palenie jednej paczki, czyli 20 papierosów dziennie przez rok. Osoba paląca paczkę dziennie przez 20 lat ma więc historię 20 paczkolat. Taki sam wynik dotyczy osoby, która paliła dwie paczki dziennie przez 10 lat.

Bez skierowania i bez opłat

Do programu nie będzie potrzebne skierowanie od lekarza. Osoba spełniająca kryteria będzie mogła zgłosić się bezpośrednio do placówki posiadającej umowę z NFZ na jego realizację.

Badania będą bezpłatne. Co istotne, świadczenia w programie są nielimitowane – NFZ ma zapłacić za każde prawidłowo wykonane badanie u osoby spełniającej kryteria kwalifikacji.

Lista placówek będzie dostępna w wyszukiwarce NFZ „Gdzie się leczyć” i aktualizowana wraz z podpisywaniem kolejnych umów.

Nie we wszystkich województwach program wystartuje jednocześnie

Uruchamianie programu będzie odbywać się stopniowo. W części województw postępowania konkursowe nadal trwają, a w niektórych NFZ musi je powtórzyć.

Dotyczy to m.in. województw dolnośląskiego, opolskiego i podlaskiego. Według NFZ w tych regionach program prawdopodobnie rozpocznie się w listopadzie. W województwie opolskim do pierwszego konkursu zgłosiła się jedna placówka, ale nie spełniła wymaganych warunków.

Placówki chcące realizować program muszą spełnić określone wymagania dotyczące m.in. sprzętu i wykwalifikowanej kadry medycznej.

Dlaczego niskodawkowa tomografia jest tak ważna?

Rak płuca pozostaje w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów. Według przytoczonych przez NFZ danych Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce odnotowuje się około 20,7 tys. nowych zachorowań rocznie, a około 26 tys. osób umiera z powodu raka płuca. Z paleniem tytoniu związanych jest 85–90 proc. zachorowań. NFZ wskazuje również na prognozy, według których w 2029 roku liczba zachorowań może sięgnąć około 32,5 tys.

Jednym z największych problemów pozostaje późne rozpoznawanie choroby. Rak płuca we wczesnych stadiach może przez długi czas nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Właśnie dlatego program kierowany jest do osób, które ze względu na wiek i historię palenia mają zwiększone ryzyko zachorowania.

– Wczesne wykrycie zmian nowotworowych jest bardzo ważne, ponieważ znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Po to właśnie resort zdrowia włączył niskodawkową tomografię komputerową do bezpłatnych programów profilaktycznych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla lek. Michał Dzięgielewski z Centrali NFZ

Źródło: NFZ

W środę 30 września w różnych miastach Polski można będzie bez skierowania, rejestracji i całkowicie bezpłatnie wykonać badanie spirometryczne, które pozwala wykryć poważne choroby płuc – poinformowali PAP organizatorzy obchodów Polskiego Dnia Spirometrii 2026.

Jak przypomnieli w informacji prasowej przesłanej PAP, spirometria jest badaniem, które pomaga zdiagnozować i monitorować poważne choroby układu oddechowego, w tym przede wszystkim przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i astmę.

Badania będzie można wykonać 30 września w godzinach od 8.00 do 16.00 (w sali obsługi interesantów) w centrali Narodowego Funduszu Zdrowia oraz siedzibach 10 oddziałów wojewódzkich NFZ – w Warszawie, Opolu, Wrocławiu, Katowicach, Rzeszowie, Krakowie, Lublinie, Szczecinie, Gdańsku i Bydgoszczy. Można się zgłosić bez wcześniejszej rejestracji. Jest ono całkowicie bezpłatne.

Badanie spirometryczne jest bezbolesne, całkowicie nieinwazyjne, wymaga jedynie dobrej współpracy pacjenta z osobą wykonująca spirometrię – przekonują.

„Przed badaniem technik przeprowadzi ankietę, żeby wykluczyć przeciwwskazania do wykonania spirometrii. Jeśli badanie wykaże zaburzenia obturacyjne, czyli zaburzenia przepływu powietrza w drogach oddechowych, to taka osoba dostanie list do swojego lekarza rodzinnego z prośbą o dalszą diagnostykę w kierunku chorób obturacyjnych – astmy lub POChP» – poinformował dr Dąbrowiecki w imieniu organizatorów akcji.

Zaproszenie na spirometrię organizatorzy kierują przede wszystkim do osób po 40. roku życia, palących tytoń, żyjących w zanieczyszczonej atmosferze, które odczuwają duszność, mają przewlekły kaszel, trwający od co najmniej 8 tygodni.

W Polsce na choroby układu oddechowego cierpi kilka milionów osób. Szacuje się, że połowa o tym nie wie. Tymczasem z powodu samego POChP umiera rocznie ok. 14 tys. Polek i Polaków – alarmują eksperci. Na chorobę tę cierpi nawet 2,5 mln osób.

„Niestety tylko 1,3 mln pacjentów z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc ma postawione rozpoznanie (…) a jest ona trzecią przyczyną zgonów w Polsce i na świecie. Nierozpoznana POChP skraca życie o około 10 lat» – powiedział cytowany w informacji prasowej dr hab. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę Alergię i POChP z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii WIM-PIB.

Ekspert przypomniał, że zaburzenia obturacyjne są także typowe dla astmy. „W Polsce ponad 4 miliony chorych ma jej objawy – kaszel, świsty w drogach oddechowych, duszności, ale tylko około 2,2 miliona osób wie, że u podstaw tych dolegliwości leży astma. Wykonanie spirometrii pozwoli znaleźć obturację (zwężenie lub zablokowanie dróg oddechowych – PAP) i skierować pacjenta z tym wynikiem do lekarza, który podejmie dalsze działanie» – wyjaśnił specjalista.

Astma jest najczęstszą przewlekłą chorobą układu oddechowego u dzieci. Natomiast POChP – chociaż kojarzona z osobami starszymi, palącymi papierosy, dotyka coraz częściej osoby po 40 r. życia. Obecnie szacuje się, że około 30 procent chorych na POChP nigdy nie paliło tytoniu. Coraz więcej badań wskazuje, że istotną rolę w rozwoju tej choroby odgrywa też życie w zanieczyszczonym środowisku. POChP jest przyczyną blisko 4 proc. wszystkich przyjęć do szpitala i 25 proc. hospitalizacji z powodu chorób układu oddechowego.

„Zarejestrowanych jest 1,3 mln pacjentów. System »nie widzi« więc co najmniej ponad 700 tysięcy osób, które chorują na POChP i o tym nie wiedzą. A choroba ta generuje ogromne koszty ekonomiczno-społeczne» – zwróciła uwagę konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, prezes Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc kadencji 2022-26.

Wczesne wykrycie choroby obturacyjnej płuc pozwala podjąć natychmiastowe leczenie, co w przypadku astmy może pozwolić na normalne, swobodne życie bez żadnych dolegliwości i ograniczeń, a w przypadku POChP – może spowolnić rozwój schorzenia i poprawić rokowania pacjenta. Choroby płuc są przyczyną niepełnosprawności – POChP prowadzi do inwalidztwa oddechowego, tj, stanu, w którym chory wymaga wspomagania oddychania za pomocą tlenoterapii, a w skrajnych sytuacjach wentylacji mechanicznej.

Spirometria jest czynnościowym badaniem układu oddechowego, które pozwala ocenić pojemność płuc i przepływ powietrza w drogach oddechowych oraz wykryć obturację, czyli przeszkody w tym przepływie. W powiązaniu z wywiadem lekarskim spirometria jest kluczowa w diagnozowaniu POChP. Pozawala też monitorować skuteczność leczenia.

Eksperci zwrócili uwagę, że badania spirometryczne nie cieszą się w naszym kraju popularnością, choć aparatura jest łatwo dostępna, a koszt jej wykorzystania niski. W 2025 roku wykonano tylko ok. 3500 badań spirometrycznych.

Do 2022 roku badanie to mógł zlecić każdy lekarz pierwszego kontaktu. Obecnie spirometria jest dostępna w podstawowej opiece zdrowotnej w ramach opieki koordynowanej, a taką prowadzi jedynie 30 proc. Pozostałe kierują pacjentów na spirometrię do poradni specjalistycznej, co niestety może opóźniać diagnozę, od której zależy dalsze postępowanie.

Polski Dzień Spirometrii, którzy przypada na 30 września, jest w tym roku organizowany pod hasłem „Spirometria szansą na wczesne rozpoznanie chorób obturacyjnych» w ramach trwającego od 26 września do 4 października Europejskiego Tygodnia Profilaktyki 2026 – EU Screening Week 2026. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Dostępne terapie biologiczne poprawiają funkcjonowanie osób z astmą ciężką. Mimo refundacji z takiego leczenia korzysta obecnie ok. 6 tys. pacjentów, podczas gdy według szacunków terapia może być potrzebna 35 tys. osób. Na dostęp do biologicznego leczenia czekają też pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. W Unii Europejskiej zarejestrowano już dwa leki dla wybranych grup chorych, ale w Polsce nie są one dostępne w leczeniu POChP.

– W Polsce ponad połowa chorych na astmę i połowa chorych na POChP jeszcze nie ma rozpoznania choroby. Podstawą rozpoznania choroby obturacyjnej jest wykonanie spirometrii, czyli ujawnienie obturacji, zwężenia oskrzeli. W astmie jest ona spowodowana stanem zapalnym, który kurczy oskrzela, wywołuje obrzęk błony śluzowej i nadmiar gęstej, lepkiej wydzieliny. W przypadku POChP są te same objawy, a dodatkowo dochodzi do degradacji obwodowego miąższu płucnego, co powoduje, że powietrze z trudem wylatuje z układu oddechowego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, z Kliniki Chorób Wewnętrznych Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według szacunków przedstawianych przez Polską Federację Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP objawy astmy ma w Polsce ponad 4 mln osób, jednak rozpoznanie ma ok. 2 mln. Liczbę chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) szacuje się na ok. 2 mln, podczas gdy w systemie ochrony zdrowia zarejestrowanych jest ok. 1,3 mln pacjentów z tym rozpoznaniem. Oznacza to, że ponad 700 tys. osób może nie wiedzieć o swojej chorobie.

W ramach Polskiego Dnia Spirometrii w środę 30 września w 10 oddziałach wojewódzkich NFZ wykonywane są bezpłatne badania spirometryczne.

– Każdy, kto ma przewlekły kaszel, trwający ponad osiem tygodni, kto zgłasza uczucie duszności, czyli subiektywne uczucie braku powietrza, powinien wykonać badanie spirometryczne. To niezmiernie ważne, żeby rozpoznać astmę – chorobę, która w Polsce zabija około kilkuset pacjentów rocznie. Jeszcze ważniejsze jest wykonanie spirometrii u osoby, która pali tytoń, żyje w zanieczyszczonej atmosferze i kaszle. Nieleczona, nierozpoznana POChP skraca życie o 10–15 lat – podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki.

Astma ciężka dotyczy 5–10 proc. chorych na astmę. U tych pacjentów objawy i zaostrzenia mogą występować mimo stosowania wysokich dawek leków wziewnych. Dla tej grupy dostępne jest leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44. Obecnie obejmuje on pięć substancji czynnych o różnych mechanizmach działania.

– Leczenie biologiczne jest dostępne w Polsce od 2012 roku, a w praktyce pierwszy pacjent był włączony w 2013 roku, więc czas leczenia jest już dosyć długi i mamy spore własne doświadczenia dotyczące tych terapii – mówi dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk, specjalistka chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. – To zmieniło świat naszych pacjentów. Spowodowało, że w tej chwili rzadko si ęzdarza, że spotykamy pacjenta z astmą, który nie może wyjeżdżać, pracować czy chodzić do szkoły, kogoś, kto w dalszym ciągu ma tego rodzaju ograniczenia.

Mimo refundacji leczenie biologiczne nadal nie trafia do wszystkich pacjentów z astmą ciężką, którzy mogą spełniać kryteria. Eksperci wskazują m.in. na potrzebę wcześniejszego kierowania chorych do ośrodków zajmujących się leczeniem astmy ciężkiej.

– Realna dostępność do terapii w dalszym ciągu nie jest wystarczająca. Liczba pacjentów sięgająca 6 tys. nie jest tym, na co liczymy, bo szacuje się, że mniej więcej 35 tys. to jest liczba, którą powinniśmy osiągnąć, jeżeli chodzi o leczenie wszystkich pacjentów chorujących na astmę ciężką – ocenia dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Od 1 października br., zgodnie z decyzją resortu zdrowia, do programu B.44 zostanie wprowadzonych kilka zmian. Jedną z najważniejszych jest obniżenie w kryteriach programu progów eozynofilii wymaganych przy kwalifikacji do terapii. Zmiany obejmują też obniżenie wieku kwalifikacji oraz możliwości zmiany terapii biologicznej dla leków stosowanych w programie.

Jak podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk, lekarze i pacjenci liczą także na możliwość włączenia terapii ultradługodziałającej (depemokimabu).

– To, co jest na bliskim horyzoncie, to terapia ultradługodziałająca, czyli taka, którą podaje się pacjentowi zaledwie dwa razy w roku, raz na sześć miesięcy. Ta terapia, podobnie jak leki, które już w tej chwili mamy dostępne, jest ukierunkowana na interleukinę 5. Tę ścieżkę mamy już wypracowaną, wiemy, że leki działające w tym mechanizmie są bardzo bezpieczne i skuteczne, a absolutną innowacją jest długi czas działania – wyjaśnia specjalistka WIM-PIB.

Jak podkreślają eksperci, w leczeniu POChP jesteśmy o krok wcześniej. Standardem są leki wziewne, ale u części chorych mimo leczenia nadal dochodzi do zaostrzeń. Dla wybranej grupy takich pacjentów zarejestrowano w UE dwa leki biologiczne (dupilumab i mepolizumab), które są stosowane jako uzupełnienie dotychczasowego leczenia.  

– Terapia biologiczna w POChP to krok milowy w leczeniu. To leczenie skierowane do pacjentów, którzy mają zaawansowaną postać choroby, częste zaostrzenia i którzy mają już stosowaną terapię trójlekową lub leki rozszerzające oskrzela, kiedy stosowanie steroidu nie jest wskazane. To także pacjenci, którzy mają liczbę eozynofilów powyżej 300 – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Badania kliniczne wykazały, że u odpowiednio dobranej grupy pacjentów leczenie biologiczne może ograniczyć liczbę zaostrzeń w POChP o 20–30 proc. Lekarze zwracają uwagę, że każde zaostrzenie pogarsza rokowanie pacjenta, zwiększa ryzyko hospitalizacji i przyspiesza pogarszanie się funkcji płuc.

– Jeżeli pacjent ma fenotyp zaostrzeniowy, to zastosowanie terapii biologicznej zmniejsza liczbę zaostrzeń o 1/3. Ponieważ zaostrzenia są pierwszą przyczyną zgonów u chorych na POChP, to można powiedzieć, że niewłączenie terapii biologicznej u chorego z fenotypem zaostrzeniowym i fenotypem eozynofilowym jest błędem w sztuce – wskazuje dr Piotr Dąbrowiecki.

Dopuszczenie terapii do stosowania w UE nie oznacza automatycznie ich refundacji w Polsce.

– Terapie biologiczne są rzeczywiście zarejestrowane, ale czekamy na refundację i przygotowania programu lekowego. Wierzę, że Rok POChP, inicjatywa, która podkreśla ważność tej choroby, będzie okresem kulminacyjnym dla pacjentów z POChP, który da im nowoczesne leczenie – podkreśla dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Według WHO w 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

Refundacja nowoczesnej terapii nie zawsze oznacza, że pacjent może z niej skorzystać. Brak kwalifikujących ośrodków, wstrzymywanie przyjęć nowych chorych, skomplikowane kryteria programu czy niewystarczające wykorzystanie już dostępnych możliwości leczenia – bariery pojawiają się na różnych etapach ścieżki pacjenta. W przypadku POChP dochodzi do tego oczekiwanie na refundowany dostęp do terapii biologicznych.

Dostęp do nowoczesnego leczenia można rozpatrywać na kilku poziomach. Pierwszym jest refundacja – bez niej określona terapia pozostaje poza zasięgiem większości pacjentów. Kolejnym są kryteria programu lekowego, które określają, kto może zostać zakwalifikowany. Nawet spełnienie tych warunków nie gwarantuje jednak rozpoczęcia terapii, jeśli w danym regionie brakuje dostępnego ośrodka lub placówka posiadająca kontrakt nie kwalifikuje kolejnych chorych. Te różne rodzaje barier były jednym z głównych tematów dyskusji dotyczącej AZS, przewlekłego zapalenia zatok przynosowych z polipami nosa i POChP podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. chorób alergicznych 15 września.

– Mamy dwa różne zjawiska. Pierwsze zjawisko jest takie, że pacjenci mają teoretyczny dostęp do leczenia, czyli powstały programy lekowe, które funkcjonują, są świadczeniami gwarantowanymi, ale mamy z nimi pewne problemy. Druga sytuacja jest taka, że mamy też kilka grup pacjentów, gdzie kryteria włączenia do programów lekowych są tak skomplikowane, że w zasadzie uniemożliwiają włączenie albo odraczają je w czasie. I sytuacja trzecia, najgorsza, jest taka, gdzie pacjenci nie mają dostępu do nowoczesnego leczenia – powiedział Hubert Godziątkowski z Polskiego Towarzystwa Chorób Atopowych.

Program jest, ale pacjent nadal czeka

W leczeniu ciężkiej postaci atopowego zapalenia skóry nowoczesne terapie są dostępne w ramach programu lekowego B.124. Problem wskazywany przez organizację pacjencką pojawia się jednak już na etapie jego realizacji.

Polskie Towarzystwo Chorób Atopowych przeprowadziło kwerendę dotyczącą ośrodków posiadających umowy na realizację programów leczenia ciężkiego AZS oraz przewlekłego zapalenia zatok przynosowych z polipami nosa. Według przedstawionych danych część placówek, mimo posiadania kontraktu, nie kwalifikuje nowych pacjentów.

– Sprawdziliśmy, jakie ośrodki w Polsce mają podpisane umowy na realizację świadczenia gwarantowanego. I okazało się, że 50 proc. ośrodków, które mają podpisane kontrakty, z powodu braku finansowania czy argumentacji o braku finansowania rzeczywiście nie prowadzi kwalifikacji pacjentów do programu lekowego. A są takie ośrodki, które na przykład leczą dzieci i jest to jeden ośrodek na całe województwo. Więc generalnie całe województwo nie ma leczenia dostępnego – mówił Hubert Godziątkowski.

Do organizacji trafiają zgłoszenia pacjentów, którzy mimo spełnienia kryteriów programu nie rozpoczynają leczenia. Podczas posiedzenia przedstawiono przypadek chorego z ciężkim AZS, u którego EASI wynosiło 25,2 przy progu kwalifikacyjnym 20, a DLQI 29. Jak wynikało z jego relacji, został ustnie poinformowany, że ze względu na brak finansowania nie może zostać włączony do programu. Po ponad pół roku nie wiedział, czy znajduje się na liście oczekujących.

PTCA zwraca uwagę także na sposób przekazywania pacjentom informacji o niewłączeniu do leczenia.

– Bardzo wielu pacjentów, jak wyliczyliśmy 53 proc. pacjentów w Polsce, którzy nie są włączani do programów lekowych, nie jest pisemnie informowanych, dlaczego ich nie włączono. My oczywiście jako organizacja pacjentów zgłaszamy te sprawy do Rzecznika Praw Pacjenta, Rzecznik Praw Pacjenta do NFZ-u, bo taka jest formuła. No ale tu problem jest szerszy, bo NFZ zrobi kontrolę i co może zrobić? Nałożyć karę na szpital, który decyzją dyrektora placówki przestał kwalifikować do programu lekowego – wskazał Hubert Godziątkowski.

Polipy nosa: barierą stają się kryteria kwalifikacji

Inaczej wygląda sytuacja pacjentów z ciężkim przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych z polipami nosa. W programie B.156 dostępne jest leczenie biologiczne, ale przedmiotem dyskusji pozostają warunki, które trzeba spełnić, aby móc z niego skorzystać.

– Kryteria włączenia pacjentów do leczenia są na tyle skomplikowane, że w zasadzie nie do przejścia, bo jest tutaj mowa o dwóch operacjach rozległych, które musi przejść pacjent po to, żeby móc być zakwalifikowanym do leczenia. Otóż okazuje się, że średnie oczekiwanie na operację to około 18 miesięcy. Pacjent przebywa operację chirurgiczną, potem mu te polipy odrastają i musi znowu na tę operację iść, czyli musi czekać minimum 18 miesięcy, żeby tę drugą operację otrzymać, tylko po to, żeby dostać punkty, żeby się zakwalifikować do programu lekowego – mówił Hubert Godziątkowski.

Możliwa jest jednak zmiana tych zasad. Według informacji przedstawionych podczas posiedzenia, przy okazji procesu dotyczącego kolejnej terapii rozważana jest modyfikacja programu, która oznaczałaby odejście od konieczności przebycia dwóch operacji.

– Jest szansa na to, że ten program lekowy się zmieni i zmienią się kryteria włączenia pacjentów poprzez likwidację tej konieczności dwóch operacji, czyli zostanie jedna. Jeżeli tak się stanie, to będzie bardzo dobrze – powiedział Godziątkowski.

Druga kwestia dotyczy specjalistów mogących kwalifikować pacjentów do programu. Obecnie, jak wskazywał przedstawiciel PTCA, uprawnieni są do tego laryngolodzy, ale nie alergolodzy. Organizacja postuluje rozszerzenie tej możliwości, argumentując, że znaczna część pacjentów pozostaje właśnie pod opieką alergologiczną.

– Jeżeli prawie 80 proc. pacjentów, którzy mają polipy nosa albo objawy polipów nosa, leczy się u alergologów, a alergolog nie może kwalifikować do programu lekowego, to według mnie jest to systemowe ograniczenie dostępu pacjentów. Wnosiliśmy swoje postulaty na etapie AOTMiT, kiedy można było składać uwagi do tego procesu, w momencie, kiedy ten trzeci lek był rozpatrywany. Chcielibyśmy ten temat podjąć, bo jest bardzo istotny – podkreślił Hubert Godziątkowski.

POChP: nowoczesne leczenie to tylko część potrzeb

W przypadku przewlekłej obturacyjnej choroby płuc problem wygląda jeszcze inaczej. Pacjenci z określonymi postaciami choroby czekają na refundowany dostęp do terapii biologicznych, ale jednocześnie eksperci zwracają uwagę na niewystarczające wykorzystanie możliwości, które system oferuje już dziś.

– Mamy w procesie dwa leki biologiczne, które dla tych pacjentów mogłyby być w programie lekowym dostępne, ale na ten moment takiej informacji, że to będzie możliwe, nie mamy. To jest też temat o tyle istotny, że jest bardzo mocno powiązany z diagnostyką, ale również z profilaktyką – powiedział Hubert Godziątkowski.

Problem zaczyna się więc wcześniej niż na etapie kwalifikacji do nowoczesnej terapii. Dotyczy diagnostyki, w tym dostępu do spirometrii, stosowania odpowiedniego leczenia zgodnego z aktualną wiedzą oraz profilaktyki zaostrzeń.

Dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki, prezes Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergie i POChP, powołał się na raporty dotyczące doświadczeń chorych na POChP. Jak wskazywał, pokazują one problemy m.in. ze stosowaniem terapii trójlekowej, wykorzystywaniem starszych metod leczenia oraz szczepieniami przeciwko patogenom mogącym prowadzić do zaostrzeń.

– Pacjenci dochodzą do ściany. Tak naprawdę większość pacjentów nie jest leczona prawidłowo z zastosowaniem już dostępnych leków. Raport na to ewidentnie wskazuje. Terapia trójlekowa jest rzadko wybierana. Często to jest terapia, która już nie istnieje w Europie, a my ją stosujemy, czyli teofilina i krótkodziałające leki rozszerzające oskrzela. Pacjenci nie są szczepieni przeciwko patogenom wywołującym zaostrzenia – powiedział dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB w Warszawie.

Jednocześnie środowisko oczekuje możliwości zastosowania terapii biologicznych u odpowiednio dobranych pacjentów. Dyskusja podczas posiedzenia dotyczyła m.in. negatywnej oceny AOTMiT jednej z technologii. Eksperci uzgodnili, że argumenty Agencji powinny zostać skonfrontowane z aktualnymi danymi naukowymi.

– Ja myślę, że to nie jest zadanie, żeby AOTMiT się tłumaczył, bo skoro AOTMiT wydał negatywną opinię, to zadaniem naukowców jest teraz odpowiedzenie na nią. Tak naprawdę piłeczka jest po naszej stronie – powiedział dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, specjalista chorób płuc i chorób wewnętrznych z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dr hab. Piotr Dąbrowiecki zadeklarował przygotowanie takiego stanowiska.

Nie tylko refundacja. Co dzieje się z pacjentem później?

Przykłady AZS, polipów nosa i POChP pokazują różne miejsca, w których może zostać przerwana droga do właściwego leczenia. Zdaniem dr. hab. Tadeusza Zielonki nie wszystkie z tych problemów można przypisywać decyzjom refundacyjnym czy płatnikowi. Część dotyczy organizacji opieki, rozmieszczenia ośrodków oraz praktyki klinicznej.

– Jest program, są środki, a nie ma ludzi, którzy w danym miejscu to zrobią. […] To nie tylko brak programu decyduje o tym złym wyniku. Częściowo jest tak, że pacjent ma uprawnienia, a nie jest skierowany – zwrócił uwagę dr hab. Tadeusz Zielonka.

Ekspert wskazywał również na potrzebę edukacji lekarzy i merytorycznego nadzoru nad stosowaniem aktualnych standardów. Tym samym dostępność terapii trzeba oceniać nie tylko przez pryzmat listy refundacyjnej, ale również tego, ilu kwalifikujących się chorych rzeczywiście dociera do leczenia.

Szerszym problemem pozostaje sposób podejmowania decyzji o przeznaczaniu ograniczonych środków na poszczególne obszary medycyny.

– Alokacja środków jest problemem etycznym. I lekarze powinni zacząć na to zwracać uwagę, dlatego że to jest również etyczne zagadnienie, niezależnie od prawnego: czy jest etycznym kogoś nie leczyć i pytanie, z jakich powodów. Oczywiście ja nie chcę zabierać innym, tylko powinniśmy wrócić do refleksji, czy my sprawiedliwie dysponujemy środkami – mówił dr hab. Tadeusz Zielonka.

Jednocześnie podkreślał, że odpowiedzią nie powinno być wyłącznie zwiększanie finansowania. Wskazywał na potrzebę większego znaczenia profilaktyki oraz oceny efektywności wykorzystania już dostępnych środków.

– Jest pytanie, czy my nie powinniśmy przerzucić środków na profilaktykę, zmniejszyć różne narażenia i z zysków, które z tego wynikają, zwiększyć udział innowacyjnej terapii, czyli zmienić myślenie. My tylko gasimy pożary, wszystkie ręce na pokład, gasimy pożary, ale nie dbamy o to, żeby nie wybuchały nam pewne problemy – wskazał dr hab. Tadeusz Zielonka.

Programy lekowe otworzyły dostęp. Teraz wyzwaniem jest ich wykorzystanie

Krytyka istniejących barier nie oznacza kwestionowania samego modelu programów lekowych. Zdaniem Dr hab. Zielonki umożliwiły one dostęp do nowoczesnych terapii, ale kolejnym etapem powinno być ograniczanie przeszkód, które nie wynikają z przesłanek klinicznych.

– Dzisiaj program lekowy zmienił tę starą strategię, stworzył furtkę, tylko to musi być profesjonalnie zorganizowana furtka, nieuznaniowa, nie z jakimiś sztucznymi blokadami. Rozwijajmy programy lekowe. Wybrani chorzy, wybrane ośrodki, zgodnie z zasadami – powiedział ekspert.

Na zgłoszone podczas posiedzenia problemy ma odpowiedzieć również Ministerstwo Zdrowia. Przedstawicielka resortu zaznaczyła, że kwestie dotyczące leków w programach i kryteriów kwalifikacji zostaną przekazane do właściwego departamentu. W przypadku problemów z faktyczną dostępnością leczenia resort zapowiedział natomiast pozyskanie danych z Narodowego Funduszu Zdrowia.

– Jeśli chodzi o dostępność do programów, […] skontaktujemy się z Funduszem i dowiemy się. Zapiszemy sobie, które to są programy lekowe, […] i po prostu postaram się taką informację dla państwa pozyskać – powiedziała Magdalena Krzymowska-Zakolska, przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia.

Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. chorób alergicznych Ewa Nowak zwróciła się do resortu o przekazanie pisemnej odpowiedzi na pytania zgłoszone podczas posiedzenia.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. chorób alergicznych „Problemy w alergologii i pulmonologii. Bariery m.in. w dostępie do nowoczesnego leczenia AZS, polipów nosa i POChP”, 15 września 2026 r.

Redakcja: Medicalress

POChP to przewlekła choroba płuc, w której dochodzi do utrwalonego ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Najczęściej wiąże się z wieloletnią ekspozycją na dym tytoniowy, ale do jej rozwoju przyczyniają się również m.in. zanieczyszczenie powietrza i narażenie zawodowe. Choroba rozwija się przez lata, a do jej najczęstszych objawów należą duszność czy przewlekły kaszel.

Według danych przywoływanych przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc POChP dotyczy w Polsce ok. 2 mln osób, a ponad 35 proc. chorych nie ma postawionej diagnozy. Według najnowszych danych WHO POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

– Mamy bardzo późną diagnostykę. Osoby bardzo późno zgłaszają się do lekarza, a jeśli się zgłaszają, to sama diagnostyka trwa od roku od momentu pojawienia się objawów, a czasami nawet od czterech do 14 lat. Takich respondentów również mieliśmy. To jest wielki problem, ponieważ im wcześniej wykryjemy POChP, zaczniemy je leczyć, kontrolować oraz wykluczymy czynniki ryzyka, tym większa szansa, żeby zahamować rozwój choroby na wcześniejszym etapie, dłużej zachować sprawność i lepszą jakość życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Fundacja zapytała pacjentów z POChP o ich doświadczenia związane z diagnostyką, leczeniem i codziennym funkcjonowaniem z chorobą. Niemal 60 proc. respondentów czekało na rozpoznanie ponad rok, a u co trzeciego diagnoza trwała od czterech do 14 lat lub dłużej. Eksperci wskazują, że spirometria, czyli proste badanie trwające kilka minut w gabinecie lekarza, pozwala odpowiednio wcześnie wykryć chorobę u osób z objawami oraz czynnikami ryzyka. Potrzebna jest do tego większa świadomość zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego.

79 proc. ankietowanych wskazało duszność jako największy problem związany z chorobą, a 65 proc. nie było zadowolonych z efektów leczenia. Lekarze wskazują, że największym zagrożeniem są zaostrzenia, które mogą przyspieszać pogarszanie funkcji płuc i prowadzić do hospitalizacji. Z ankiety wynika, że w ciągu ostatniego roku 80 proc. badanych doświadczyło co najmniej jednego zaostrzenia POChP, a 43 proc. – co najmniej dwóch. Tylko 38 proc. deklarowało, że dokładnie wie, czym jest zaostrzenie i jak je rozpoznać.

– Pacjenci nie mają stałego kontaktu z personelem medycznym, lekarzem czy pielęgniarką. Jeśli coś się dzieje, czują się gorzej lub pojawiają się zaostrzenia, są pozostawieni sami sobie. Wielu z nich czeka tak długo, jak jest w stanie wytrzymać, i dopiero gdy jest już bardzo ciężko, zgłasza się do szpitala. To nie powinno tak wyglądać. Pacjent powinien być w kontakcie z opieką medyczną, żeby nie dopuszczać do zaostrzeń, a jeśli się pojawią, powinien wiedzieć, co w tej sytuacji zrobić – wskazuje Marek Kustosz.

Co trzeci badany wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

– Pacjent czuje się zagrożony swoim stanem zdrowia, często jest poza pracą, w domu, bez kontaktów społecznych. Sylwetka takiego pacjenta, która ukazała się w naszym raporcie, to często osoba chora, samotna i bez pomocy. To chyba najmocniejszy obraz, który z niego wybrzmiewa – wskazuje prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Polską Koalicję Zdrowe Płuca koszty społeczne POChP w Polsce szacuje się na ok. 16 mld zł rocznie, prawie trzy razy więcej niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Nowoczesne terapie, w tym leki biologiczne, dla najcięższych przypadków oznaczają mniej zaostrzeń i hospitalizacji.

– Leki biologiczne to zupełnie nowa era: przechodzimy od leczenia typowo objawowego kortykosteroidami do leczenia, które jest nakierowane na konkretne mechanizmy chorób zapalnych – mówi Hubert Godziątkowski ze Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Cywilizacyjnymi. – W Polsce jesteśmy w stanie nadążyć za wdrażaniem nowych terapii. Mamy już doświadczenia z lekami biologicznymi w takich terapiach jak astma oskrzelowa, atopowe zapalenie skóry czy polipy nosa – tam funkcjonują programy lekowe i leki są dostępne dla pacjentów. Niestety pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc na razie nie mają dostępu do żadnej nowoczesnej terapii lekami biologicznymi.

– Z niezrozumiałych dla mnie względów, pomimo że leczenie już jest w rekomendacjach, ma dowody naukowe, pomimo coraz większej liczby leków, które znajdują potwierdzenie skuteczności, jak dotąd nie mamy programów lekowych. To jest duże wyzwanie, ponieważ stan budżetu nie może decydować o tym, że chorzy na chorobę A dostali leczenie biologiczne, a na chorobę B nie, choć jest równie skuteczne – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, członek zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Z dwóch badań III fazy – BOREAS i NOTUS – obejmujących łącznie ponad 1,8 tys. pacjentów i opublikowanych w „New England Journal of Medicine” – wynika, że po leczeniu biologicznym zmniejszyła się częstość zaostrzeń umiarkowanych i ciężkich, poprawiły się funkcje płuc i zmniejszyło nasilenie duszności. To o tyle istotne, że badania obejmowały pacjentów, u których standardowe leczenie nie przyniosło rezultatów w postaci opanowania choroby.

W Polsce złożono wniosek o refundację leku w ramach programu „Leczenie chorych z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Choć ocena skuteczności klinicznej była pozytywna, prezes AOTMiT w maju br. wydał negatywną rekomendację w sprawie jego finansowania ze środków publicznych.

– To leczenie nie jest dla wszystkich chorych. Są pewne immunologiczne wymogi, musi być odpowiedni typ zapalenia i odpowiednia ciężkość choroby. Dla chorych, którzy spełniają te kryteria, leki te będą pomocne. Powinniśmy znaleźć możliwość dla tej wybranej grupy, której to leczenie przyniesie pomoc – mówi prof. Tadeusz Zielonka.

POChP nie jest chorobą jednorodną. U części chorych występuje zapalenie typu 2, którego jednym z markerów jest podwyższony poziom eozynofilów we krwi. To właśnie u wybranej grupy pacjentów z takim profilem choroby i nawracającymi zaostrzeniami badane i stosowane są terapie biologiczne. Ich mechanizm polega na blokowaniu wspólnego receptora dla interleukiny-4 i interleukiny-13, które są kluczowymi mediatorami zapalenia typu 2.

Eksperci zaznaczają, że leczenie biologiczne może oznaczać dużą zmianę w podejściu do POChP, które dotąd było leczone dość jednolicie bez względu na to, jaki mechanizm stał za chorobą u konkretnego pacjenta. Teraz będzie można traktować to jako grupę chorób o różnych mechanizmach, które wymagają też różnych terapii.

Źródło: Newseria

Rak płuca pozostaje najczęstszą przyczyną zgonów nowotworowych w Polsce. Jednym z powodów jest jego późne rozpoznawanie, często dopiero wtedy, gdy możliwości radykalnego leczenia są już ograniczone. Od października ma się to zacząć zmieniać systemowo. We wszystkich 16 oddziałach wojewódzkich NFZ ruszyły konkursy na realizatorów programu wczesnego wykrywania raka płuca za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. Badanie będzie bezpłatne, bez skierowania i finansowane bez limitu. To jednak dopiero pierwszy krok. Prawdziwym testem dla programu będzie to, czy uda się dotrzeć do palaczy i byłych palaczy spełniających kryteria ryzyka, zanim pojawią się u nich objawy choroby.

Wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z ważniejszych zmian ostatnich lat w profilaktyce onkologicznej w Polsce. Dotychczas badania prowadzono w ramach Ogólnopolskiego Programu Wczesnego Wykrywania Raka Płuca, początkowo w latach 2021–2023, a następnie w formule pilotażu przedłużonego na lata 2024–2025. Teraz rozwiązanie ma przestać mieć charakter czasowy i wejść na stałe do systemu finansowanego przez NFZ. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w tej sprawie weszło w życie 23 lipca 2026 roku, a umowy z realizatorami mogą obejmować okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października.

NFZ rozpoczął już poszukiwanie placówek. Konkursy ogłoszono we wszystkich województwach. Fundusz chce wyłonić co najmniej 32 realizatorów, choć zakłada, że ostatecznie może być ich ponad 50. Jeżeli postępowania zakończą się zgodnie z planem, pierwsze zapisy mają ruszyć w drugiej połowie października.

Nie będzie to jednak program przeznaczony dla wszystkich dorosłych Polaków. W przeciwieństwie do badań przesiewowych w kierunku raka piersi czy raka szyjki macicy o kwalifikacji nie decyduje wyłącznie wiek. Podstawowym kryterium jest ryzyko związane przede wszystkim z wieloletnim paleniem tytoniu.

Do programu mają kwalifikować się osoby w wieku od 55 do 74 lat z historią palenia wynoszącą co najmniej 20 paczkolat, które nadal palą albo zaprzestały palenia nie wcześniej niż 15 lat temu. Paczkolata pozwalają uwzględnić zarówno liczbę wypalanych papierosów, jak i czas trwania nałogu. Dwadzieścia paczkolat oznacza na przykład wypalanie jednej paczki papierosów dziennie przez 20 lat albo dwóch paczek dziennie przez 10 lat.

Program obejmie również część osób w wieku od 50 do 54 lat, jeśli poza odpowiednią historią palenia występują u nich dodatkowe czynniki ryzyka. Mogą to być między innymi ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu lub spaliny silników Diesla, narażenie na radon, POChP, niektóre wcześniejsze choroby nowotworowe albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Tak skonstruowane kryteria pokazują zasadniczą różnicę między NDTK a wykonywaniem tomografii komputerowej „na wszelki wypadek”. Screening ma przynosić korzyść w populacji, w której prawdopodobieństwo wykrycia choroby jest odpowiednio wysokie. Nie jest badaniem przeznaczonym dla każdego bezobjawowego pacjenta.

Nie jest również alternatywą dla diagnostyki osoby, która już ma objawy mogące wskazywać na raka płuca. Krwioplucie, przewlekły kaszel utrzymujący się ponad osiem tygodni, chrypka czy niezamierzona utrata masy ciała powinny prowadzić do standardowej ścieżki diagnostycznej, a nie do oczekiwania na badanie przesiewowe.

Skala problemu uzasadnia stworzenie odrębnego programu. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku w Polsce rozpoznano 21 045 nowych przypadków raka płuca, a 22 155 osób zmarło z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn oraz 18,6 proc. wśród kobiet. W obu grupach była to najczęstsza przyczyna śmierci z powodu nowotworu.

Te liczby pokazują również charakterystyczną dla raka płuca dysproporcję. W wielu nowotworach liczba nowych rozpoznań jest znacznie większa niż liczba zgonów. W przypadku raka płuca obie wartości pozostają do siebie niepokojąco zbliżone.

Powód jest dobrze znany. Rak płuca przez długi czas może rozwijać się bez charakterystycznych objawów. Kiedy dolegliwości wreszcie się pojawiają, choroba może być już miejscowo zaawansowana lub przerzutowa. Tymczasem właśnie stadium rozpoznania w ogromnym stopniu determinuje możliwości leczenia.

Niskodawkowa tomografia komputerowa ma przesunąć moment diagnozy na wcześniejszy etap. W przeciwieństwie do klasycznego zdjęcia RTG klatki piersiowej pozwala uwidocznić niewielkie zmiany w płucach, zanim zaczną powodować objawy. Jednocześnie wykorzystuje niższą dawkę promieniowania niż standardowa diagnostyczna tomografia komputerowa.

Polskie doświadczenia pokazują, że nie jest to jedynie założenie teoretyczne. W latach 2021–2023 w ramach wcześniejszego programu wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Wykryto 330 przypadków raka płuca, a 219 chorych zakwalifikowano do leczenia operacyjnego.

Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO, podkreślał przy okazji podsumowania pilotażu: „Wyniki pilotażu jasno pokazują, że systematyczne badania NDTK pozwalają wykrywać zmiany w bardzo wczesnym stadium, gdy leczenie chirurgiczne pozwala uzyskać wyleczenie – zanim pojawią się objawy kliniczne, co zdecydowanie zwiększa szanse pacjentów na skuteczne leczenie”.

To właśnie możliwość wykrycia choroby, gdy nadal można zastosować leczenie radykalne, jest zasadniczym celem screeningu.

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń gwarantowanych nie oznacza jednak automatycznie sukcesu programu. Polska ma już doświadczenia z programami profilaktycznymi pokazujące, że dostępność badania i zgłaszalność na nie są dwiema różnymi kwestiami.

W przypadku raka płuca wyzwanie może być nawet większe. Program nie jest adresowany do wszystkich osób z konkretnego rocznika, lecz do grupy definiowanej przez historię palenia i dodatkowe czynniki ryzyka. System musi więc nie tylko zaoferować badanie, ale również skutecznie odnaleźć osoby, które powinny z niego skorzystać, przekazać im informację i umożliwić sprawną kwalifikację.

Na ten problem zwraca uwagę również prof. Krzakowski: „Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka”.

Znaczenie będzie miała także geografia programu. NFZ dopuszcza wykonywanie świadczeń zarówno stacjonarnie, jak i mobilnie. To istotne, ponieważ możliwość wykonania badania teoretycznie dostępnego w systemie niewiele znaczy dla pacjenta, jeśli najbliższy realizator znajduje się kilkadziesiąt lub kilkaset kilometrów od jego miejsca zamieszkania.

Fundusz szacuje roczny koszt programu na około 16 mln zł. W perspektywie dziesięciu lat wydatki mają przekroczyć 662 mln zł. Przy ocenie tych kwot trzeba jednak pamiętać, że screening nie jest wyłącznie kosztem dodatkowych badań. Jego ekonomiczny sens zależy od tego, czy wcześniejsze wykrywanie rzeczywiście przesunie większą część rozpoznań do stadiów, w których możliwe jest skuteczne leczenie, oraz czy przełoży się na spadek umieralności.

NDTK nie rozwiąże przy tym podstawowej przyczyny epidemiologii raka płuca. Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym modyfikowalnym czynnikiem ryzyka tej choroby. Dlatego screening powinien funkcjonować obok skutecznej profilaktyki pierwotnej i pomocy w zaprzestaniu palenia, a nie zamiast nich. W przeglądzie rozwiązań europejskich AOTMiT zwraca uwagę, że poradnictwo antytytoniowe jest integralną częścią programów przesiewowych między innymi w Wielkiej Brytanii, Francji, Hiszpanii, Czechach i Chorwacji.

Październik będzie więc początkiem, a nie finałem tej zmiany. Po latach pilotażu Polska będzie miała stały, finansowany przez NFZ program wczesnego wykrywania raka płuca. Dopiero kolejne lata pokażą jednak, ilu pacjentów rzeczywiście uda się do niego włączyć, jak równomiernie badania będą dostępne w poszczególnych regionach i przede wszystkim, czy więcej nowotworów płuca zaczniemy rozpoznawać wtedy, gdy lekarz może jeszcze zaproponować choremu leczenie z intencją wyleczenia.

Bo w przypadku raka płuca największą zmianą nie będzie samo wykonanie większej liczby tomografii. Będzie nią sytuacja, w której diagnoza przestanie tak często przychodzić za późno.

Źródło: NFZ

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.Z bezpłatnych szczepień przeciw RSV skorzystało dotychczas ok. 6,9 proc. osób 65+. Program działa od kwietnia 2025 roku, a planowane zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów mogą objąć także to szczepienie. Eksperci przestrzegają, że u osób starszych RSV może prowadzić do hospitalizacji, zaostrzenia chorób przewlekłych i utraty wcześniejszej sprawności. Początek sezonu infekcyjnego to dobry moment na szczepienie, które można przyjąć razem ze szczepionką przeciw grypie. 

– Początek sezonu infekcyjnego, czyli wrzesień, październik, to moment, kiedy powinniśmy pomyśleć o szczepieniu na grypę, ale również można wtedy pacjenta zaszczepić na RSV. Liczba infekcji wzrasta, w związku z czym trzeba pacjenta zabezpieczyć, żeby w tym najgorszym okresie nie trafił na zakażenie, które może doprowadzić do zaostrzenia choroby kardiologicznej, takiej jak niewydolność serca czy choroba wieńcowa, albo zwiększyć liczbę napadów migotania przedsionków – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Balsam, kierownik Oddziału Klinicznego Elektrokardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV można przyjąć podczas tej samej wizyty co szczepienie przeciw grypie. Preparaty podaje się w dwa różne miejsca, bez konieczności zachowywania odstępu między szczepieniami.

– Koadministracja szczepień przeciwko RSV i grypie ma duże uzasadnienie, bo ułatwia logistycznie życie pacjenta. Nie musi dwa razy iść do apteki, wykupować szczepionki, nie musi dwa razy iść na szczepienie. Odbywa się to za jednym razem, oczywiście w oddzielne miejsca, i dzięki temu mamy zabezpieczone dwie jednostki chorobowe jednocześnie – mówi prof. Paweł Balsam.

W pierwszych 14 tygodniach 2026 roku w Polsce zarejestrowano 102,2 tys. zakażeń RSV. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich 141,6 tys. GIS wskazuje, że rzeczywista liczba zachorowań może być wyższa ze względu na niepełne raportowanie.

RSV (respiratory syncytial virus), czyli syncytialny wirus oddechowy, wywołuje zakażenia dróg oddechowych u osób w każdym wieku, ale na ciężki przebieg szczególnie narażeni są seniorzy. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem oraz w przypadku współistnienia chorób przewlekłych.

– Zakażenie wirusem RSV u osób po 65. roku życia wiąże się z dużo gorszym rokowaniem. Wynika to z obniżonej odporności, a dodatkowo bardzo często współistnieją u tych osób choroby sercowo-naczyniowe: nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, niewydolność serca czy choroba wieńcowa. Infekcja RSV sprzyja dekompensacji i zaostrzeniu tych chorób. Bardzo często pacjent po takiej infekcji nie wraca już do swojej wyjściowej wydolności fizycznej. Dlatego te infekcje u osób starszych przebiegają dużo gorzej i niestety mogą kończyć się nawet zgonem – wskazuje prof. Paweł Balsam.

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.

– RSV to potencjalnie groźna infekcja układu oddechowego, która może znacznie pogorszyć stan ogólny pacjenta. Śmiertelność wewnątrzszpitalna wśród osób po 60. roku życia wynosi 6–8 proc., czyli nawet trochę więcej niż w przypadku grypy. O grypie wszystko wiemy, grypy się boimy, a RSV nie, bo kojarzy się z chorobą dziecięcą. Tak nie jest. Duża część osób w przebiegu tej infekcji doznaje znacznego pogorszenia stanu zdrowia i wymaga hospitalizacji – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i jego powikłań, które u osób starszych mogą zagrażać życiu. W poprzednim sezonie przeciw grypie zaszczepiło się 2,3 mln osób, a w grupie 65+ odsetek zaszczepionych wyniósł ok. 16 proc. Od kwietnia 2025 roku szczepienie przeciw RSV jest bezpłatne dla osób od 65. roku życia, ale dotychczas skorzystało z niego ok. 500 tys. osób, czyli niespełna 7 proc. tej populacji.

Dane z badań prowadzonych w innych krajach wskazują również na wpływ szczepień przeciw RSV na liczbę hospitalizacji z przyczyn oddechowych i sercowo-płucnych.

– Szczepienie przeciwko RSV powoduje, że wszystkich zdarzeń powodujących hospitalizację z powodu chorób układu oddechowego jest w tej wrażliwej populacji o 10 proc. mniej, a wszystkich zdarzeń dotyczących układu sercowo-płucnego – o 15 proc. mniej. To oznacza, że dzięki szczepieniu przeciwko RSV możemy mieć o 10 proc. mniej hospitalizacji z przyczyn zakażeń układu oddechowego i o jedną szóstą mniej z przyczyn sercowo-płucnych. To jest bardzo dużo – mówi prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

W Szkocji w pierwszym sezonie szczepień przeciw RSV zaszczepiło się ok. 70 proc. uprawnionych seniorów, a liczba hospitalizacji związanych z RSV w tej grupie spadła o 62 proc. W sezonie 2025/2026 wyszczepialność nadal sięgała blisko 70 proc. Dane z Wielkiej Brytanii wskazują, że skuteczność szczepienia w zapobieganiu hospitalizacjom związanym z RSV u osób w wieku 75–79 lat wynosi ok. 75 proc.

Ministerstwo Zdrowia analizuje zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów, które mogą objąć także szczepienie przeciw RSV.

– W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, że szczepienie przeciwko RSV, jednemu z najważniejszych patogenów układu oddechowego, groźnemu zwłaszcza dla osób starszych, ma być usunięte z listy 65+. Uważam, że to jest bardzo niepokojące – mówi prof. Ernest Kuchar. – To, co udało nam się dotychczas uzyskać, zawdzięczamy głównie temu, że szczepienia dla populacji 65+ są bezpłatne. Nowe szczepionki są drogie, podobnie jak nowe terapie, dlatego bariera cenowa jest chyba najważniejszą barierą, poza przekonaniem, w dostępie do szczepień. Bezpłatność była pierwszym krokiem, który był bardzo zachęcający.

Zasadność finansowania szczepień przeciw RSV oceniał AOTMiT. Agencja uznała je za uzasadnione w populacji osób 65+. W analizie opłacalności szczepień znaczenie mają nie tylko same zakażenia, ale również ich następstwa, w tym zaostrzenia chorób przewlekłych i związane z nimi hospitalizacje.

– Pieniędzy nigdy nie ma na wszystko i rząd powinien inwestować je w to, co z punktu widzenia zdrowia populacji jest najbardziej opłacalne. Dlatego powołano AOTMiT, która na zlecenie rządu przeprowadza takie analizy. To bardzo skomplikowany proces, bo szczepiąc przeciwko RSV, unikamy nie tylko samego zachorowania, ale też powikłań, które dla populacji senioralnej polegają przede wszystkim na rozchwianiu cukrzycy, zaostrzeniu POChP, choroby wieńcowej czy niewydolności krążenia. Trzeba też uwzględnić zgony, utratę jakości życia czy utratę samodzielności przez seniora – tłumaczy prof. Ernest Kuchar.

Szczepienia przeciw RSV można wykonać nie tylko w placówkach medycznych, ale również w aptekach. Od sierpnia 2025 roku farmaceuci mogą wystawiać recepty na szczepionki finansowane ze środków publicznych i podawać je na miejscu. Dotyczy to m.in. szczepień przeciw RSV i grypie. Zdaniem ekspertów przy niskiej wyszczepialności potrzebna jest także aktywna rekomendacja szczepień przez lekarzy.

– Jeśli pacjent zapyta, czy ma się zaszczepić, lekarz powinien powiedzieć „tak”, ale tak naprawdę kolejność powinna być częściej odwrotna. To lekarz powinien proaktywnie zapytać pacjenta, czy się szczepił, oceniając go pod kątem tego, co mu najbardziej grozi i co może go najbardziej zdekompensować w jego chorobach towarzyszących – mówi prof. Leszek Czupryniak. – Popełniamy wielki grzech zaniechania, nie rekomendując szczepionek tak często i tak wielu pacjentom, jak powinniśmy to robić.

Źródło: Newseria

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności w Polsce. Na liście znalazły się 294 pozycje, w tym insuliny, leki stosowane w padaczce, astmie i POChP, psychiatrii czy onkologii. Samo umieszczenie produktu w wykazie nie oznacza jednak, że zniknął on z aptek. Lista jest przede wszystkim sygnałem, że jego dostępność wymaga szczególnego monitorowania i uruchamia mechanizmy mające chronić krajowe zapasy przed wywozem za granicę.

Nowe obwieszczenie ministra zdrowia zostało wydane 1 września 2026 r., a wykaz produktów zagrożonych brakiem dostępności ustalono na 9 września. Zastępuje on poprzednią listę z 8 lipca.

Lista liczy 294 pozycje. Już pierwsze strony dokumentu pokazują, jak różnorodnych grup terapeutycznych dotyczy problem. Znajdują się na niej m.in. insuliny, preparaty wziewne stosowane w chorobach układu oddechowego, leki przeciwpadaczkowe i stosowane w psychiatrii, ale także specjalistyczne środki żywieniowe i wyroby medyczne. Wśród wymienionych produktów są m.in. preparaty zawierające insulinę glargine, insulinę ludzką i insulinę glulizynową, walproinian sodu, salbutamol, formoterol czy ipratropium.

Na dalszych pozycjach znajdują się m.in. kolejne insuliny, karbamazepina, tamoksyfen, preparaty stosowane w leczeniu chorób obturacyjnych płuc, paliperydon i olanzapina stosowane w psychiatrii oraz filgrastym wykorzystywany m.in. u pacjentów onkologicznych.

Tak szeroki zakres może budzić niepokój pacjentów, ale nazwę wykazu trzeba interpretować ostrożnie. Obecność produktu na tzw. liście antywywozowej nie jest równoznaczna z informacją, że nie można go obecnie kupić w Polsce. Główny Inspektorat Farmaceutyczny podkreśla, że dostępność leków jest stale monitorowana na podstawie danych z różnych poziomów dystrybucji, w tym aptek, szpitali, hurtowni oraz informacji od podmiotów odpowiedzialnych. GIF publikuje ponadto cotygodniowe zestawienia dotyczące aktualnych i przewidywanych problemów z dostępnością konkretnych produktów.

Lista jest coraz dłuższa. W lutym 2026 r. obejmowała 273 pozycje, natomiast wykaz obowiązujący od początku czerwca liczył 286 pozycji. Wrześniowe obwieszczenie zawiera już 294. Sam wzrost liczby pozycji nie wystarcza jednak do stwierdzenia, że bezpieczeństwo lekowe w Polsce pogorszyło się w takim samym stopniu. Na wykaz wpływają bowiem zarówno bieżące problemy z dostawami, jak i sposób monitorowania rynku oraz konieczność zabezpieczenia konkretnych produktów przed odpływem z krajowego łańcucha dystrybucji.

Dla pacjenta najważniejsze jest nie samo pytanie, ile pozycji znajduje się na liście, ale czy problemy dotyczą właśnie jego terapii, czy dostępny jest odpowiednik oraz jak długo mogą potrwać ewentualne zakłócenia dostaw. Szczególnego znaczenia nabiera to w przypadku terapii przewlekłych, w których przerwanie leczenia lub niekontrolowana zmiana preparatu może mieć poważne konsekwencje. Dlatego pojawienie się leku w wykazie nie powinno być powodem do samodzielnego odstawienia terapii czy robienia zapasów, lecz sygnałem, że jego dostępność jest objęta szczególnym nadzorem.

Pełną listę można znaleźć: TU

Źródło: Dz.U. MZ

Pulmonologia przez lata pozostawała jedną z tych dziedzin medycyny, w których potrzeby pacjentów, możliwości kliniczne i realne finansowanie świadczeń nie zawsze spotykały się w jednym miejscu. Dotyczyło to zarówno diagnostyki raka płuca, jak i leczenia chorób układu oddechowego, w tym POChP, zapaleń płuc czy gruźlicy wielolekoopornej. Teraz pojawiają się konkretne daty, projekty rozwiązań i zmiany taryf, które mogą istotnie wpłynąć na organizację opieki nad pacjentami z chorobami płuc. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc omawiano m.in. wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) do koszyka świadczeń gwarantowanych, prace nad Lung Cancer Units, nowe zasady finansowania świadczeń pulmonologicznych, elastyczny tryb diagnostyki do 12 godzin oraz kierunki działań w Roku POChP.
Jak przypominała dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc i przewodnicząca Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca, obecne zmiany są efektem dłuższego procesu. „Od pierwszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Płuc w lutym 2024 roku konsekwentnie rozmawialiśmy o najważniejszych problemach pulmonologii – diagnostyce, leczeniu, niedocenionej specjalizacji, niskiej wycenie świadczeń i trudnej sytuacji finansowej oddziałów pulmonologicznych” – podkreślała.

NDTK od 1 października. Szansa na wcześniejsze wykrywanie raka płuca
Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest uruchomienie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Zgodnie z deklaracją Ministerstwa Zdrowia pacjenci mają realnie korzystać z programu od 1 października 2026 roku.

„Jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia nowego świadczenia profilaktycznego, czyli badań przesiewowych w kierunku raka płuca. Projekt rozporządzenia został już uzgodniony ze wszystkimi resortami i czeka jedynie na zakończenie ostatnich procedur legislacyjnych. Założeniem Ministra Zdrowia jest, aby od 1 października 2026 roku pacjenci mogli realnie korzystać z programu badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej” – mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia.

Znaczenie tej decyzji podkreślał prof. Witold Rzyman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej. „Badania przesiewowe w kierunku raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej mają szansę ruszyć w Polsce 1 października 2026 roku. To największy postęp, jaki możemy zanotować w leczeniu raka płuca od kilkudziesięciu lat, ale pod jednym warunkiem – program musi zostać wdrożony skutecznie. Skutecznie oznacza przede wszystkim wysoką jakość jego realizacji” – zaznaczał.

Rak płuca nadal jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, przede wszystkim dlatego, że zbyt często jest wykrywany późno. Prof. Rzyman wskazywał, że „obecnie pięcioletnie przeżycie chorych na raka płuca wynosi około 15 proc., a ponad połowa pacjentów umiera w ciągu dwóch pierwszych lat od rozpoznania. Dzieje się tak dlatego, że choroba najczęściej wykrywana jest bardzo późno – u około 55 proc. chorych rozpoznawana jest już w IV stadium zaawansowania. Ten obraz może zmienić jedynie skuteczna profilaktyka – zarówno pierwotna, jak i wtórna”.

NDTK ma odwrócić te proporcje. „W codziennej praktyce tylko około 26 proc. przypadków raka płuca wykrywanych jest w pierwszym i drugim stadium zaawansowania. Tymczasem w programach badań przesiewowych odsetek ten sięga 84 proc. To właśnie o tę zmianę walczymy, ponieważ wykrycie nowotworu na wczesnym etapie daje realną szansę na całkowite wyleczenie” – mówił prof. Rzyman.

Polska nie zaczyna jednak od zera. Pierwsze programy badań przesiewowych rozpoczęły się już w 2008 roku, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat w czterech ośrodkach – w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie – przebadano ponad 70 tysięcy osób. To doświadczenie, jak wskazywał prof. Rzyman, doprowadziło do opracowania krajowego konsensusu, programu pilotażowego i obecnego rozwiązania ogólnopolskiego.

Program NDTK musi być dostępny, ale też dobrze kontrolowany

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń nie wystarczy. Eksperci podkreślali, że kluczowe będą jakość badań, właściwa kwalifikacja pacjentów, standaryzacja opisów i zaangażowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

„Skuteczny program badań przesiewowych musi opierać się na czterech filarach. Pierwszym jest udział co najmniej połowy osób z grup ryzyka, co można osiągnąć przede wszystkim dzięki współpracy z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej. Drugim jest system oceny jakości badań, trzecim standaryzacja opisów radiologicznych oraz całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a czwartym długofalowa, dobrze zaplanowana promocja programu. Tylko wtedy możemy osiągnąć efekty porównywalne z najlepszymi światowymi programami badań przesiewowych” – wskazywał prof. Rzyman.

Podobnie mówiła prof. Edyta Szurowska, konsultant krajowa w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. W jej ocenie jednym z najważniejszych warunków powodzenia programu jest przygotowanie radiologów do właściwej oceny badań. „Polska jest pod tym względem dobrze przygotowana dzięki programowi pilotażowemu realizowanemu w latach 2020–2023 oraz zakończonemu niedawno europejskiemu projektowi SOLACE. Chodzi o to, aby radiolog potrafił właściwie zinterpretować wykryty guzek płuca i nie kierował pacjentów niepotrzebnie na kolejne badania, które generują koszty i są dodatkowym obciążeniem dla chorych” – wyjaśniała.

Wspólnie z NFZ opracowano ustrukturyzowany opis badania SIMP-Lung, który ma wspierać lekarzy w podejmowaniu decyzji o dalszym postępowaniu. Prof. Szurowska zwracała również uwagę na konieczność ograniczenia dawki promieniowania. „Jeżeli chcemy objąć programem nawet około miliona osób z grup ryzyka, musimy zadbać o bezpieczeństwo całej populacji uczestniczącej w badaniach” – podkreślała.

Wysoka jakość ma być wzmacniana przez audyty, szkolenia i narzędzia cyfrowe. „Będziemy szkolić nie tylko radiologów, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i pulmonologów, aby wiedzieli, kiedy kierować pacjentów na badania i jak interpretować ich wyniki. Równie ważna jest edukacja samych pacjentów – nasze doświadczenia z Gdańska pokazują, że dobrze prowadzona kampania informacyjna przekłada się na wysoką zgłaszalność do programu” – mówiła prof. Szurowska.

Resort zdrowia także wskazuje na jakość jako jeden z głównych warunków powodzenia programu. Jak mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, „największym wyzwaniem po uruchomieniu programu będzie nie tylko jego wdrożenie, ale także zapewnienie odpowiedniej zgłaszalności oraz wysokiej jakości badań. Dlatego pracujemy nad mechanizmami oceny jakości, weryfikacją wyników oraz utworzeniem centralnego repozytorium badań we współpracy z Centrum e-Zdrowia. Chcemy, aby program był nie tylko dostępny, ale również skuteczny”.

Tomografia wykryje nie tylko raka płuca

Program NDTK może przynieść dodatkową korzyść: wcześniejsze wykrywanie innych chorób układu oddechowego. Radiolodzy, oceniając badania, mają zwracać uwagę nie tylko na guzki płuca, ale także na rozedmę czy zmiany śródmiąższowe.

„Program badań przesiewowych nie będzie służył wyłącznie wykrywaniu raka płuca. Podczas oceny tomografii będziemy zwracać uwagę również na rozedmę płuc, która może świadczyć o POChP, oraz na zmiany śródmiąższowe sugerujące śródmiąższowe choroby płuc. Uczestnicy programu otrzymają informację o konieczności dalszej diagnostyki także w tych kierunkach” – zapowiadała prof. Szurowska.

Dla pulmonologów to ważny element programu. Prof. Katarzyna Górska, przewodnicząca Sekcji Chorób Śródmiąższowych PTChP, podkreślała, że populacja objęta screeningiem raka płuca jest jednocześnie grupą ryzyka POChP i chorób śródmiąższowych płuc. „Wiek pacjentów i narażenie na dym tytoniowy są wspólnymi czynnikami ryzyka, a wiele z tych chorób rozpoznajemy dziś niestety zbyt późno, kiedy nasze możliwości terapeutyczne są już znacznie ograniczone” – mówiła.

Jak zaznaczała, europejskie i amerykańskie rekomendacje wskazują, że śródmiąższowe nieprawidłowości powinny znaleźć się w raporcie z badania przesiewowego. „Dzięki temu pacjent może zostać szybko skierowany do pulmonologa, który oceni, czy są to zmiany świadczące już o rozwijającym się włóknieniu płuc i czy wymagają dalszej diagnostyki lub leczenia” – wyjaśniała prof. Górska.

To istotne, ponieważ – jak wskazywała – około 50 proc. śródmiąższowych nieprawidłowości, które początkowo uznawane są za nieistotne klinicznie, w ciągu pięciu lat rozwija się w chorobę wymagającą leczenia. „Zbyt często trafiają do nas pacjenci z rozpoznaniem postawionym dopiero na etapie zaawansowanego włóknienia i niewydolności oddechowej, dlatego bardzo liczymy, że program badań przesiewowych pozwoli tę sytuację zmienić” – podkreślała.

Lung Cancer Units: projekt gotowy, konsultacje w najbliższych tygodniach

Drugim dużym obszarem zmian jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy.

„Drugim dużym wyzwaniem jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy i został omówiony ze środowiskiem ekspertów oraz zaakceptowany przez Krajową Radę Onkologii. Mamy nadzieję, że w najbliższych tygodniach zostanie skierowany do konsultacji publicznych, tak aby od 1 stycznia przyszłego roku nowe świadczenie mogło zostać wprowadzone do koszyka świadczeń gwarantowanych” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

Ośrodki pulmonologiczne podkreślają jednak, że wiele elementów kompleksowej opieki już dziś funkcjonuje w praktyce, choć bez formalnych ram Lung Cancer Units. Dr Marcin Grabicki z Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej w Poznaniu wskazywał, że diagnostyka raka płuca wymaga współpracy wielu specjalistów. „Kompleksowa diagnostyka raka płuca składa się z wielu elementów, a jednym z najważniejszych są badania obrazowe. Bez radiologów i wysokiej jakości diagnostyki obrazowej nie wyobrażamy sobie właściwego rozpoznawania raka płuca. Ich rola jest kluczowa nie tylko we wczesnym wykrywaniu nowotworu, ale również podczas wykonywania badań biopsyjnych, które są nieodzowne w dalszej diagnostyce” – mówił.

Kolejnym elementem są badania endoskopowe wykonywane przez pulmonologów i torakochirurgów. „W naszym ośrodku około 80 proc. takich badań wykonujemy ambulatoryjnie, dzięki czemu odciążamy łóżka szpitalne dla pacjentów wymagających hospitalizacji. Część pozostałych procedur realizujemy w trybie jednodniowym lub kilkugodzinnym, a pełna hospitalizacja jest zarezerwowana przede wszystkim dla najcięższych chorych” – wyjaśniał dr Grabicki.

Współczesna diagnostyka nie kończy się na samym potwierdzeniu nowotworu. „Obejmuje również badania genetyczne, badania laboratoryjne oraz ocenę czynności układu oddechowego, szczególnie u chorych kwalifikowanych do leczenia radykalnego. Musimy wiedzieć nie tylko, czy nowotwór można wyciąć, ale także czy pacjent jest w stanie bezpiecznie przejść leczenie operacyjne. Dzięki odpowiedniej organizacji większość tych etapów można przeprowadzić szybko i sprawnie, w dużej mierze w trybie ambulatoryjnym” – zaznaczał dr Grabicki.

W trakcie dyskusji podkreślano także, że rak płuca bardzo często nie jest jedynym problemem zdrowotnym pacjentów trafiających do ośrodków pulmonologicznych. Wielu chorych już wcześniej choruje na POChP, choroby śródmiąższowe płuc lub inne schorzenia układu oddechowego. U części pacjentów choroby współistniejące są wykrywane dopiero podczas diagnostyki raka płuca, w tym w ramach NDTK. Dlatego rola pulmonologów i torakochirurgów nie ogranicza się do rozpoznania nowotworu – obejmuje również całościową ocenę stanu układu oddechowego i planowanie dalszego postępowania.

Diagnostyka genetyczna, biopsja płynna i patomorfologia

W raku płuca dobrze zorganizowana diagnostyka musi obejmować nie tylko obrazowanie i pobranie materiału tkankowego, ale także badania patomorfologiczne i genetyczne. Jak zwracał uwagę dr hab. Szczepan Cofta, w Polsce nadal wymaga rozstrzygnięcia kwestia powiązania badań histopatologicznych z badaniami genetycznymi. „Wokół tego obszaru wciąż istnieją pewne napięcia organizacyjne, które wymagają refleksji i wypracowania spójnych rozwiązań, ponieważ oba elementy diagnostyki powinny być ze sobą ściśle powiązane” – mówił.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało działania dotyczące biopsji płynnej. „W odpowiedzi na postulaty ekspertów klinicznych 19 czerwca skierowaliśmy do Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia pismo dotyczące umożliwienia rozliczania biopsji płynnej w raku płuca w trybie ambulatoryjnym. Był to jeden z najczęściej zgłaszanych postulatów środowiska, ponieważ pozwoli na znacznie bardziej elastyczną organizację diagnostyki i ułatwi dostęp pacjentów do nowoczesnych badań” – wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka.

Kolejnym elementem jest utrzymanie ciągłości badań patomorfologicznych w certyfikowanych jednostkach. „Aby zachować ciągłość wykonywania badań patomorfologicznych w jednostkach posiadających certyfikaty jakości, Minister Zdrowia podjął działania dwutorowe. Z jednej strony procedowane są zmiany ustawowe dotyczące systemu akredytacji, z drugiej skierowano do Prezesa NFZ wniosek o wydłużenie obowiązywania obecnych certyfikatów do czasu zakończenia nowych procedur akredytacyjnych. Dzięki temu uda się uniknąć przerwy w wykonywaniu i rozliczaniu tych badań” – mówiła przedstawicielka MZ.

Resort odniósł się również do nowych badań genetycznych, w tym kompleksowego profilowania genomowego. „Nowe badania genetyczne, w tym kompleksowe profilowanie genomowe (CGP) oraz kolejne testy molekularne, pozostają jednym z najważniejszych postulatów środowiska. Zielone światło do ich wdrożenia jest, jednak są to świadczenia kosztowne i wymagają odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Dlatego planujemy ich wprowadzenie w przyszłym roku, po odpowiednim zaplanowaniu wydatków wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Finansów” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

12 godzin zamiast kilku dni. Nowy tryb diagnostyki

Zmiany w pulmonologii nie dotyczą wyłącznie raka płuca i NDTK. Ważnym elementem jest nowy, elastyczny tryb realizacji świadczeń do 12 godzin, który ma umożliwić szybszą diagnostykę bez konieczności klasycznej hospitalizacji.

Jak mówiła Joanna Miszczak z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, „przeprowadzone zmiany uporządkowały katalog produktów rozliczeniowych, zwiększyły jednorodność kliniczną i kosztową grup oraz pozwoliły lepiej dopasować poziom finansowania do rzeczywistych potrzeb pacjentów. Po raz pierwszy w pulmonologii wprowadzono również tzw. elastyczny tryb realizacji świadczeń, czyli możliwość diagnostyki w reżimie szpitalnym do 12 godzin, co ma usprawnić organizację opieki i skrócić ścieżkę diagnostyczną pacjenta”.

Ten kierunek ma znaczenie praktyczne. W trakcie dyskusji wskazywano, że zamiast kilku dni hospitalizacji wiele procedur będzie można przeprowadzić podczas dwóch krótkich, kilkunastogodzinnych pobytów. Szacowano, że dzięki sprawniejszej organizacji możliwe będzie objęcie diagnostyką nawet o około 30 proc. większej liczby pacjentów. Warunkiem jest jednak odpowiednie finansowanie i brak barier limitowych.

Od 1 lipca, jak wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka, wprowadzono nowe rozwiązania umożliwiające bardziej elastyczną organizację leczenia szpitalnego. „Cieszy nas, że część ośrodków już wcześniej wdrażała takie rozwiązania organizacyjne, pokazując, że dobrze funkcjonujące, referencyjne jednostki potrafią skutecznie organizować opiekę nad pacjentami jeszcze przed zmianami legislacyjnymi” – podkreślała.

W dyskusji pojawił się również wątek centralnej e-rejestracji. Zwracano uwagę, że w pulmonologii samo oznaczenie skierowania jako „pilne” lub „stabilne” nie zawsze wystarcza do właściwego zaplanowania diagnostyki, ponieważ do tych samych poradni trafiają pacjenci z bardzo różnymi problemami – od podejrzenia raka płuca, przez niewydolność oddechową, po podejrzenie gruźlicy. Przedstawiciel Centrum e-Zdrowia wyjaśnił, że obecnie centralna e-rejestracja obejmuje jedynie wybrane świadczenia, a kolejne zakresy będą wdrażane etapowo.

Ponad 352 mln zł więcej na świadczenia pulmonologiczne

Jednym z najbardziej konkretnych elementów zmian są nowe taryfy. Joanna Miszczak oceniła, że to jedna z największych zmian w finansowaniu świadczeń pulmonologicznych. „Zmiany, które wspólnie udało się wypracować z klinicystami, Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Zdrowia, są bardzo obszerne. Nie boję się powiedzieć, że to pewnego rodzaju rewolucja w finansowaniu świadczeń, przede wszystkim w leczeniu szpitalnym. Równolegle prowadziliśmy również prace dotyczące ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, tak aby cały system był przygotowany do kolejnych zmian” – mówiła.

Łączny wzrost finansowania ma wynieść ponad 352 mln zł, czyli ok. 10 proc. więcej nakładów płatnika publicznego na ten obszar. „Choć część grup została przeorganizowana i w niektórych przypadkach finansowanie uległo obniżeniu, to bilans całej reformy pozostaje zdecydowanie dodatni, ponieważ dodatkowe środki trafiły tam, gdzie były najbardziej potrzebne” – wyjaśniała przedstawicielka AOTMiT.

Największe zwiększenie finansowania dotyczy leczenia zapaleń płuc, dychawicy oskrzelowej oraz POChP. „W tym obszarze nakłady wzrosły o ponad 200 mln zł, czyli o ponad 20 proc. Znacząco zwiększono również finansowanie leczenia ostrych infekcji dolnych dróg oddechowych i niepowikłanych zapaleń płuc – o blisko 150 mln zł, czyli o 67 proc., a w przypadku diagnostyki i leczenia POChP wzrost wyniósł ponad 52 mln zł, co oznacza zwiększenie finansowania o 54 proc.” – wskazywała Joanna Miszczak.

Zmiany taryf zostały już zaakceptowane przez ministra zdrowia, choć – jak zaznaczono – trwają jeszcze formalne procedury przewidziane ustawą. AOTMiT zapowiada również monitorowanie efektów reformy. „Mamy świadomość, że przy tak dużej reformie nie da się przewidzieć wszystkich sytuacji. Dlatego będziemy monitorować funkcjonowanie nowych produktów rozliczeniowych i po okresie ich obowiązywania przeprowadzimy ponowną taryfikację. Jeżeli okaże się, że pewne obszary wymagają korekty lub nie zostały właściwie zaadresowane, będziemy je sukcesywnie poprawiać” – mówiła Miszczak.

NFZ: finansowanie ma lepiej odzwierciedlać rzeczywistą diagnostykę

Narodowy Fundusz Zdrowia wskazuje, że celem zmian było bardziej precyzyjne opisanie rzeczywiście wykonywanych świadczeń. Arkadiusz Wachnik, naczelnik Wydziału Inicjacji Zmian w NFZ, podkreślał, że rozwiązania zostały przygotowane we współpracy ze środowiskiem pulmonologicznym i torakochirurgicznym. „Bez wsparcia ekspertów wiele z tych rozwiązań byłoby znacznie słabszych albo w ogóle nie udałoby się ich wdrożyć. Bardzo doceniamy zaangażowanie środowiska i jego aktywny udział w przygotowywaniu nowych rozwiązań” – mówił.

Jednym z głównych obszarów była diagnostyka. „Szczególną uwagę poświęciliśmy bronchoskopii oraz diagnostyce chorób nowotworowych, ponieważ dotychczasowe rozwiązania nie odzwierciedlały właściwie rzeczywistego zakresu wykonywanych świadczeń. Dlatego zdecydowaliśmy się na stworzenie pięciu odrębnych grup diagnostycznych – od najprostszej bronchoskopii po kompleksową diagnostykę pulmonologiczną” – tłumaczył Wachnik.

Nowe grupy mają różnicować zarówno zakres procedur, jak i poziom finansowania. „W dotychczasowej grupie rozliczeniowej nie było wymaganych konkretnych procedur diagnostycznych, natomiast obecnie finansowanie będzie odpowiadało rzeczywiście wykonanym badaniom i skali prowadzonej diagnostyki u danego świadczeniodawcy” – wskazywał przedstawiciel NFZ.

Ważną zmianą jest również lepsze finansowanie leczenia zapaleń płuc, w tym u pacjentów z ciężko upośledzoną odpornością. NFZ deklaruje przy tym, że obecna zmiana nie kończy prac. „Chcemy, aby przegląd zasad finansowania poszczególnych dziedzin medycyny odbywał się regularnie – docelowo nawet co dwa lata. Naszym celem jest stworzenie procesu, który będzie powtarzalny i pozwoli szybciej reagować na potrzeby kliniczne, tak aby środowisko medyczne nie musiało czekać na kolejne zmiany przez wiele lat” – mówił Arkadiusz Wachnik.

W trakcie dyskusji zwracano uwagę, że powodzenie reformy będzie zależało nie tylko od nowych wycen świadczeń, ale również od odpowiedniego zwiększenia ryczałtów i limitów finansowania. W przeciwnym razie szpitale, mimo lepiej wycenionych procedur, mogą szybciej wyczerpywać dostępne środki i przyjmować mniej pacjentów. Ten problem ma szczególne znaczenie dla szpitali monospecjalistycznych, które nie mogą równoważyć kosztów świadczeniami z innych dziedzin.

Rok POChP i dług diagnostyczny po pandemii

Zmiany w pulmonologii wpisują się również w obchody Roku POChP. Jak przypominała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, „Rok 2026 został ogłoszony Rokiem POChP przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc. Patronat nad tą inicjatywą objęli minister zdrowia, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Światowa Organizacja Zdrowia oraz Główny Inspektor Sanitarny. Dla naszego środowiska jest to przede wszystkim czas przygotowania zaleceń, materiałów merytorycznych i działań edukacyjnych, które mają poprawić opiekę nad pacjentami z POChP”.

Dr Monika Franczuk z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, reprezentująca Polskie Towarzystwo Chorób Płuc i Koalicję Polskie Zdrowe Płuca, zwracała uwagę, że pandemia COVID-19 pozostawiła po sobie istotny dług zdrowotny. „Pandemia COVID-19 pokazała, jak ważną rolę odgrywa pulmonologia, ale jednocześnie pozostawiła po sobie ogromny dług diagnostyczny i zdrowotny. Wiele oddziałów zostało przekształconych w oddziały covidowe, a skutki tych decyzji odczuwamy do dziś. Nadal musimy nadrabiać opóźnienia w diagnostyce i leczeniu pacjentów z chorobami układu oddechowego” – podkreślała.

POChP pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań epidemiologicznych i organizacyjnych. „Dlatego zależy nam na optymalizacji ścieżki pacjenta, szerszym wdrożeniu opieki koordynowanej oraz większym zaangażowaniu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy najczęściej jako pierwsi mają kontakt z chorymi. To właśnie na tym etapie można najwcześniej rozpoznać chorobę i rozpocząć skuteczne leczenie” – mówiła dr Franczuk.

Środowisko postuluje także szerszy dostęp do nowoczesnych terapii, w tym terapii trójlekowych i leczenia biologicznego dla odpowiednio kwalifikowanych pacjentów z ciężką postacią POChP. Jednocześnie, jak wskazywała dr Franczuk, konieczne jest docieranie do osób z grup ryzyka, które często nie mają świadomości choroby. „Wielu pacjentów zna jedynie objawy, takie jak duszność, ale nie wie, że przyczyną może być przewlekła obturacyjna choroba płuc” – zaznaczała.

Kluczowa pozostaje spirometria. „Jednym z najważniejszych elementów wczesnego wykrywania POChP jest wykonywanie dobrej jakości badań spirometrycznych. Nie chodzi o samo wykonanie badania, ale o jego jakość i prawidłową interpretację. Dlatego chcemy popularyzować spirometrię zarówno wśród lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, jak i w społeczeństwie” – podkreślała dr Franczuk. Podczas wydarzenia towarzyszącego posiedzeniu w Sejmie wykonano ponad 150 badań spirometrycznych, co – jak wskazywała – potwierdza potrzebę takich działań profilaktycznych.

Pulmonologia potrzebuje ciągłości zmian

Z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, AOTMiT, NFZ i środowiska klinicznego wynika, że pulmonologia wchodzi w okres znaczących zmian, ale ich skuteczność będzie zależała od wykonania szczegółów: jakości programu NDTK, realnej zgłaszalności, organizacji opisów radiologicznych, powiązania diagnostyki histopatologicznej z genetyczną, finansowania biopsji płynnej, wdrożenia Lung Cancer Units, działania trybu 12-godzinnego oraz dopasowania nowych taryf do realnych potrzeb ośrodków.

Nowe rozwiązania nie są więc pojedynczą decyzją administracyjną, ale próbą przebudowy ścieżki pacjenta z chorobami płuc – od profilaktyki i wczesnego wykrywania, przez szybką diagnostykę, po leczenie i dalszą opiekę.

Źródło: opracowanie własne na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc, które odbyło się 1 lipca 2026 r. w Sejmie RP. Posiedzenie zostało zorganizowane przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Płuc we współpracy z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc i Polską Koalicją Zdrowe Płuca.
Aż 60% pacjentów z POChP czeka na właściwą diagnozę dłużej niż rok, a co trzeci – od 4 do 14 lat. Tymczasem koszty społeczne związane z chorobą sięgają 16 miliardów złotych rocznie. To główne wnioski z raportu „Ścieżka pacjenta z POChP”, którego premiera odbyła się podczas konferencji Fundacji TO SIĘ LECZY.
Przewlekła obturacyjna choroba płuc nie zaczyna się od dramatycznych objawów. Często przez lata rozwija się pod pozorem „zwykłego kaszlu palacza”, gorszej kondycji, zadyszki przy wchodzeniu po schodach albo zmęczenia, które łatwo przypisać wiekowi. Pacjent stopniowo ogranicza aktywność, przestaje chodzić szybciej, unika wysiłku, rzadziej wychodzi z domu. Zanim trafi do diagnostyki, choroba bywa już zaawansowana, a jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

O tym, jak wygląda sytuacja pacjentów z POChP w Polsce, rozmawiano podczas konferencji prasowej Fundacji TO SIĘ LECZY, której towarzyszyła premiera raportu “Ścieżka pacjenta z POChP – świadomość, diagnoza, leczenie oraz codzienne wyzwania” opartego na ankiecie przeprowadzonej wśród osób żyjących z chorobą. Badanie zrealizowano w marcu i kwietniu 2026 r. wśród 442 osób pacjentów z POChP.

Jak podkreślał Marek Kustosz, prezes Fundacji, była to grupa szczególna: pacjenci aktywnie poszukujący informacji, korzystający ze wsparcia innych chorych i gotowi poświęcić czas na szczegółowe odpowiedzi. – Trzeba pamiętać, że w naszym badaniu uczestniczyli bardzo świadomi pacjenci. To osoby, które interesują się swoją chorobą, szukają informacji, korzystają ze wsparcia innych chorych i są gotowi poświęcić czas na edukację. Wielu z nich choruje od lat, dlatego dobrze zna swoją sytuację zdrowotną. Jeżeli nawet w takiej grupie widzimy problemy z diagnostyką czy leczeniem, to możemy przypuszczać, że w całej populacji pacjentów z POChP wyzwania te są jeszcze większe.

Aż 60% respondentów czekało na właściwą diagnozę dłużej niż rok od pojawienia się pierwszych objawów, w tym aż 31% od 4 do 14 lat lub dłużej.

U większości pacjentów występowały przed rozpoznaniem objawy. U 87% ankietowanych dominującym objawem była duszność, a, u 57% kaszel z odkrztuszaniem wydzieliny.

Te dane dobrze współbrzmią z doświadczeniem klinicznym ekspertów. Prof. Piotr Dąbrowiecki, przewodniczący Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, zwracał uwagę, że skala nierozpoznanej choroby pozostaje ogromna: – Patrząc na populację mieszkającą na terenie Polski, mamy około 2–2,5 miliona osób z POChP. Według danych NFZ rozpoznanie ma około 1,3 miliona chorych, co oznacza, że nadal niemal połowa osób nie wie, że u podłoża ich duszności wysiłkowej czy kaszlu leży ta śmiertelna choroba. Od pierwszych objawów do rozpoznania mija często 7–10 lat. To nie jest pocieszające, bo POChP można zatrzymać, a im wcześniej ją rozpoznamy, tym łatwiej powstrzymać jej destrukcyjny wpływ na organizm.

Problemem nie jest wyłącznie brak wiedzy pacjentów. To także sposób, w jaki system ochrony zdrowia wychwytuje, albo raczej zbyt często nie wychwytuje osób z narastającą dusznością, przewlekłym kaszlem i wieloletnią ekspozycją na czynniki ryzyka. Prof. Paweł Śliwiński, kierownik II Kliniki Chorób Płuc Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, mówił wprost: – Od wielu lat mówimy o tych samych problemach i niestety niewiele się zmienia. Wciąż bardzo niska jest świadomość społeczna dotycząca POChP – ludzie nie wiedzą, że taka choroba istnieje, nie znają jej przyczyn ani objawów. Jeżeli ktoś pali papierosy, mieszka w zanieczyszczonym środowisku i nie wie, że narastająca duszność czy przewlekły kaszel mogą świadczyć o chorobie, to potrafi z tymi objawami żyć przez wiele lat. W efekcie od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia diagnozy może minąć nawet kilkanaście lat.

Tymczasem objawy nie zawsze układają się w stereotypowy obraz choroby. Kaszel może być ważnym sygnałem, ale jego brak nie wyklucza POChP. Jak zaznaczył prof. Dąbrowiecki: – Duszność wysiłkowa to główny objaw POChP. Ważne jest jednak, by pamiętać, że pacjent nie musi kaszleć. Bardzo często słyszę: skoro nie ma kaszlu, to pewnie nie mam POChP. Tymczasem nawet połowa chorych nie kaszle. Dlatego każdy przewlekły problem z oddychaniem, ograniczenie tolerancji wysiłku czy odkrztuszanie wydzieliny powinny skłonić do diagnostyki.

Najważniejszym badaniem pozostaje spirometria, ale właśnie wokół niej ogniskuje się wiele systemowych luk. Z jednej strony jest badaniem podstawowym, z drugiej – wymaga dobrej jakości wykonania i interpretacji. Prof. Śliwiński podkreślał – Badania obrazowe nie są podstawą rozpoznania POChP. Mogą pomóc wykryć inne schorzenia lub zasugerować obecność zmian w płucach, ale nie służą do postawienia rozpoznania tej choroby. Rozpoznaniu POChP służy badanie spirometryczne i to ono pozostaje podstawowym narzędziem diagnostycznym. Jednocześnie dodaje, że sama dostępność sprzętu nie rozwiązuje problemu: – Spirometria teoretycznie jest prostym badaniem, ale w praktyce wymaga doświadczenia i dobrej współpracy pacjenta z osobą je wykonującą. Potrzebna jest cierpliwość, wiedza i umiejętność właściwej interpretacji wyniku. Nie każdy lekarz, nie każdy technik i nie każdy pacjent wykonają to badanie równie dobrze. Dlatego jakość spirometrii ma ogromne znaczenie dla prawidłowego rozpoznania choroby.

To, dlatego ekspert od lat apeluje o stworzenie sieci placówek wyspecjalizowanych w rzetelnym wykonywaniu tego badania. – Od lat postuluję stworzenie centrów doskonałości spirometrycznej. Powinny to być miejsca, w których pracują osoby wyspecjalizowane w wykonywaniu tego badania i potrafią zrobić je naprawdę rzetelnie. Lekarze POZ mogliby kierować tam pacjentów wyłącznie po to, by uzyskać wiarygodny wynik spirometrii. Tylko na podstawie dobrze wykonanego badania można odpowiedzieć na pytanie, czy pacjent ma POChP i jak bardzo zaawansowana jest choroba.

Jednocześnie część narzędzi już istnieje, ale nie wszędzie działa tak samo. Dr Janusz Krupa, wykładowca w Ośrodku Kształcenia Lekarzy Rodzinnych CMKP w Warszawie, wskazywał na potencjał programu – Moje Zdrowie” oraz opieki koordynowanej w POZ. – Gdybyśmy dobrze realizowali to, co już mamy do dyspozycji, szczerze mówiąc, prawie nic więcej nie byłoby potrzebne. Dysponujemy narzędziami pozwalającymi identyfikować czynniki ryzyka, kierować pacjentów do diagnostyki i obejmować ich odpowiednią opieką. Pytanie brzmi nie, czy mamy możliwości działania, ale czy wykorzystujemy je wystarczająco rzetelnie i konsekwentnie.

W jego ocenie szczególnie ważna jest ankieta w programie „Moje Zdrowie”, bo pozwala zidentyfikować osoby z czynnikami ryzyka, w tym palące papierosy. – Jedną z największych zalet programu „Moje Zdrowie” nie są nawet same badania laboratoryjne. Najważniejsza jest ankieta, w której pacjent sam wskazuje czynniki ryzyka, między innymi palenie tytoniu. Dzięki temu trafiają do nas osoby zainteresowane swoim zdrowiem, gotowe rozmawiać o wynikach badań i zmianie stylu życia. To ogromna szansa na wczesne wykrywanie chorób, w tym POChP.

Nie zmienia to faktu, że w praktyce rzetelna diagnostyka i leczenie zależą od miejsca, do którego trafi. Prof. Tadeusz Zielonka z Katedry i Zakładu Medycyny Rodzinnej WUM, wiceprzewodniczący Sekcji Chorób Obturacyjnych Płuc Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, ujął to bardzo jednoznacznie: – Nie możemy opierać opieki nad chorymi na tym, czy pacjent trafi do dobrego lekarza, dobrej poradni albo ośrodka prowadzonego przez pasjonatów. To musi być rozwiązanie systemowe. Pacjent powinien mieć taki sam dostęp do diagnostyki niezależnie od tego, do której przychodni trafi. W ochronie zdrowia nie może być loterii.

To właśnie brak systemowości jest jednym z najbardziej kosztownych zaniedbań. POChP nie doczekała się programu o porównywalnej sile do działań budowanych przez lata w kardiologii, onkologii czy leczeniu udarów. – Od lat budujemy programy dotyczące chorób sercowo-naczyniowych, później powstały rozwiązania dla onkologii, rozwijaliśmy opiekę nad pacjentami po udarach. Tymczasem rozmawiamy dziś o jednej z głównych przyczyn zgonów w Polsce, która nigdy nie doczekała się równie silnego, systemowego programu. To bardzo źle świadczy o naszym podejściu do zdrowia publicznego. – podkreślał Prof. Zielonka.

Konsekwencje tych luk są bardzo konkretne. To pacjenci, którzy przez lata trafiają do różnych lekarzy, ale nie mają wykonanej spirometrii. To osoby, u których duszność tłumaczy się innymi chorobami. To chorzy, którzy są diagnozowani dopiero wtedy, gdy nie mogą już samodzielnie funkcjonować. Prof. Zielonka przywołał własne doświadczenia: – Miałem pacjenta z wieloletnią historią palenia tytoniu, nasilającą się dusznością i wszystkimi klasycznymi objawami POChP. Czekał rok na wizytę specjalistyczną. Został osłuchany i usłyszał, że nie ma obturacji, mimo że nie wykonano mu spirometrii. Później pierwsze badanie spirometryczne wykazało ciężką obturację. Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca w kraju dysponującym nowoczesnym systemem ochrony zdrowia.

POChP nie jest jednak wyłącznie chorobą płuc. Eksperci wielokrotnie podkreślali jej ogólnoustrojowy charakter. Prof. Dąbrowiecki zaznacza – POChP to nie jest tylko choroba płuc. Choroba zaczyna się w płucach, ale choruje również układ krążenia, chorują narządy miąższowe, choruje mózg. To jest choroba całego organizmu i dlatego pozostaje jedną z głównych przyczyn zgonów. Musimy przestać myśleć o niej wyłącznie jako o problemie oddechowym, bo jej konsekwencje wykraczają daleko poza układ oddechowy.

Dlatego tak duże znaczenie ma odpowiednia reakcja na zaostrzenia i im aktywne zapobieganie. Nie są one bowiem gorszym okresem w przebiegu choroby, lecz zdarzeniem, które może przyspieszać jej postęp, pogarszać rokowanie i zwiększać ryzyko hospitalizacji i przedwczesnego zgonu

Aż 64% ankietowanych miała co najmniej jedno zaostrzenie wymagające dodatkowego leczenia w ciągu ostatniego roku, a u 35% wystąpiły dwa lub więcej takich zaostrzeń.
 
Tylko 6% pacjentów zadeklarowało, że po wypisie ze szpitala zmieniono lub zintensyfikowano leczenie.

Jak podkreśla prof. Dąbrowiecki – Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, jak ogromne znaczenie mają zaostrzenia choroby. To właśnie one przyspieszają postęp POChP, pogarszają jakość życia i zwiększają ryzyko hospitalizacji oraz zgonu. Jeżeli pacjent miał dwa zaostrzenia w roku, a po zmianie leczenia nie miał żadnego, to jest bardzo duży sukces terapeutyczny, nawet jeśli nadal odczuwa pewne objawy.

Prof. Śliwiński zwraca uwagę, że leczenie powinno być regularnie weryfikowane właśnie pod kątem zaostrzeń i ryzyka powikłań. Zaostrzenia są jednym z najważniejszych czynników wpływających na przebieg POChP. Im częściej występują, tym gorsze jest rokowanie pacjenta. Wiemy dziś również, że częste zaostrzenia zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych. Dlatego skuteczne leczenie powinno być oceniane nie tylko przez pryzmat objawów, ale także przez zdolność do zapobiegania kolejnym zaostrzeniom.

Znajduje to odzwierciedlenie w najnowszych wytycznych Global Initiative for Chronic Obstructive Lung Disease GOLD 2026, w których podkreślono, że każde zaostrzenie powinno być traktowane jako sygnał alarmowy wymagający ponownej oceny leczenia oraz działań zapobiegających kolejnym epizodom. Już pojedyncze umiarkowane zaostrzenie zwiększa ryzyko wystąpienia następnych.

Z punktu widzenia pacjenta problemem bywa jednak niezrozumienie celu leczenia. Chory oczekuje, że po inhalatorze kaszel i duszność znikną. Gdy tak się nie dzieje, odstawia leki, uznaje terapię za nieskuteczną albo traci motywację. Tymczasem w POChP celem nie zawsze jest pełne ustąpienie objawów, lecz poprawa funkcjonowania, ograniczenie duszności, zmniejszenie ryzyka zaostrzeń i spowolnienie postępu choroby. Prof. Dąbrowiecki tłumaczy: – Pacjenci często nie są zadowoleni z leczenia, ponieważ oczekują czegoś, czego w POChP nie jesteśmy w stanie osiągnąć. Chcieliby, aby objawy całkowicie zniknęły, tak jak bywa to u części chorych na astmę. Tymczasem w POChP celem leczenia jest ograniczenie duszności, zmniejszenie kaszlu, poprawa sprawności i zapobieganie zaostrzeniom. Jeśli pacjent nie rozumie tych celów, łatwo dochodzi do rozczarowania terapią.

Aż 92% respondentów deklarowało, że regularne stosuje leki wziewne,ale aż 30% pacjentów miało wątpliwości, czy prawidłowo stosuje inhalator, a 31% nigdy nie miało sprawdzonej techniki inhalacji przez personel medyczny.

Ponad połowa respondentów (56%) nigdy wcześniej nie spotkała się z pojęciem terapii podwójnej i potrójnej.

Aż 73% respondentów wskazało, że nie stosuje żadnego leczenia wspomagającego. 

Ten brak edukacji ma bardzo praktyczne konsekwencje. Pacjent może mieć przepisane właściwe leczenie, ale stosować je nieprawidłowo. Może nie wiedzieć, kiedy zgłosić zaostrzenie. Może nie rozumieć znaczenia szczepień. Może nie widzieć związku między paleniem a słabszą odpowiedzią na terapię. Prof. Dąbrowiecki zaznaczył – Pacjenci często mówią wprost: nikt mi nie powiedział, że powinienem się zaszczepić, nikt nie sprawdził, czy prawidłowo używam inhalatora, nikt nie wyjaśnił mi, jak mam stosować leki. Trudno oczekiwać zadowolenia z leczenia, jeśli chory nie otrzymuje podstawowych informacji potrzebnych do skutecznej terapii. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji.

Z perspektywy POZ edukacja również pozostaje jednym z największych wyzwań. Dr Krupa wskazał, że w czasie kilkunastominutowej wizyty pacjent rzadko przychodzi z jednym problemem. POChP konkuruje z cukrzycą, nadciśnieniem, chorobami serca, receptami, skierowaniami i bieżącymi dolegliwościami. – Mamy bardzo dobre wytyczne postępowania w POChP i większość lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej je zna. Problem polega na tym, że pacjent rzadko przychodzi do lekarza z jednym problemem zdrowotnym. W czasie kilkunastominutowej wizyty trzeba zmierzyć się z wieloma chorobami i wieloma potrzebami chorego, a POChP jest często tylko jednym z kilku tematów wymagających omówienia.

Jednocześnie to właśnie lekarz rodzinny pozostaje najbliżej pacjenta. W zaostrzeniu chory często nie ma szans szybko dostać się do pulmonologa. Dlatego podstawowa opieka zdrowotna nie może traktować POChP jako problemu wyłącznie specjalistycznego. Jak podkreślił dr Krupa: – Lekarz podstawowej opieki zdrowotnej nie może powiedzieć pacjentowi z POChP: proszę iść do pulmonologa, to nie moja sprawa. To właśnie lekarz POZ najczęściej jako pierwszy spotyka się z pacjentem, widzi jego zaostrzenia i problemy dnia codziennego. Musimy mieć kompetencje i poczucie odpowiedzialności, by pomóc choremu od razu, a dopiero później planować dalszą ścieżkę diagnostyczną czy specjalistyczną.

Nowoczesne leczenie POChP istnieje, ale wymaga dobrego doboru i monitorowania. Prof. Śliwiński podkreślił, że polscy pacjenci mają dostęp do wielu nowoczesnych leków rozszerzających oskrzela, terapii dwu- i trójskładnikowych, a medycyna coraz wyraźniej zmierza w stronę personalizacji leczenia. – Polscy pacjenci mają dziś dostęp do bardzo nowoczesnego leczenia POChP. Dysponujemy wszystkimi najważniejszymi grupami leków rozszerzających oskrzela, zarówno jedno-, jak i dwuskładnikowymi, a także terapiami trójskładnikowymi. Problem nie polega więc na braku leków. Problem polega na właściwym doborze terapii do konkretnego pacjenta i odpowiednim wykorzystaniu dostępnych możliwości leczenia.

Szczególnie ważna staje się także identyfikacja pacjentów z komponentą zapalenia eozynofilowego, którzy mogą odnosić większe korzyści z leczenia przeciwzapalnego. Prof. Śliwiński zaznaczył – Dziś wiemy, że część pacjentów z POChP ma dodatkowo komponent zapalenia eozynofilowego, przypominającego mechanizmy obserwowane w astmie. Takich chorych możemy identyfikować między innymi dzięki prostemu badaniu morfologii krwi z rozmazem. To właśnie ta grupa odnosi największe korzyści z leczenia przeciwzapalnego opartego na wziewnych glikokortykosteroidach.

Dodatkowe korzyści mogą przynosić również wybrane leki stosowane u pacjentów z przewlekłym zapaleniem oskrzeli i częstymi zaostrzeniami, takie jak inhibitory fosfodiesterazy-4 czy niektóre leki mukolityczne i antyoksydacyjne. Ich zastosowanie jest uzależnione od indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta.

Nowym rozdziałem są terapie biologiczne dla wybranych chorych. Nie są przeznaczone dla wszystkich pacjentów z POChP, ale dla określonej grupy z zapaleniem typu drugiego i nasilonym ryzykiem zaostrzeń. – W ostatnich latach weszliśmy w zupełnie nowy etap leczenia POChP. Zarejestrowano pierwsze leki biologiczne przeznaczone dla pacjentów z chorobą przebiegającą z komponentą zapalenia typu drugiego. Badania pokazują, że u odpowiednio dobranych chorych leczenie biologiczne pozwala skuteczniej ograniczać liczbę zaostrzeń niż klasyczna terapia trójskładnikowa. Jednocześnie, jak dodaje ekspert: – Dziś największym wyzwaniem nie jest już udowodnienie skuteczności leczenia biologicznego, ale zapewnienie pacjentom dostępu do tych terapii. W astmie funkcjonują programy lekowe obejmujące leczenie biologiczne. Liczymy na podobne rozwiązanie dla wybranej grupy chorych na POChP, którzy mogliby odnieść największe korzyści z takiej terapii. – mówił Prof. Śliwiński.

Co trzeci respondent wskazał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

POChP wpływa nie tylko na układ oddechowy, ale również na zdrowie psychiczne i funkcjonowanie społeczne pacjentów. Jak podkreśla prof. Paweł Śliwiński – Depresja i lęk, szczególnie lęk przed dusznością, są bardzo istotnym elementem życia pacjentów z POChP. Chory, który zmaga się z obniżonym nastrojem, częściej popełnia błędy związane z leczeniem, rzadziej stosuje leki regularnie i częściej nieprawidłowo korzysta z inhalatorów. Dlatego nie możemy skupiać się wyłącznie na objawach oddechowych, pomijając stan psychiczny pacjenta.

Potwierdzają doświadczenia pacjentów z grupy wsparcia “POChP – To Się Leczy” – Pacjentom trudniej jest regularnie przyjmować leki, podejmować aktywność fizyczną, uczestniczyć w rehabilitacji oddechowej czy podejmować próby rzucenia palenia. Tymczasem właśnie te działania mają kluczowe znaczenie dla przebiegu choroby i jakości życia. Dlatego opieka nad pacjentem z POChP nie powinna ograniczać się wyłącznie do leczenia objawów ze strony układu oddechowego. Wsparcie psychologiczne, a w razie potrzeby także psychiatryczne, powinno być naturalnym elementem kompleksowej opieki nad pacjentami z chorobami przewlekłymi. – zaznaczył Marek Kustosz.

Tylko 28% respondentów ocenia wsparcie otrzymywane w systemie ochrony zdrowia jako dobre lub bardzo dobre. 44% ocenia je jako przeciętne, a 28% jako złe lub bardzo złe.

53% respondentów wskazało potrzebę prostego planu postępowania przy zaostrzeniu, a 25% chciałoby dowiedzieć się więcej o rozpoznawaniu zaostrzeń i sposobach reagowania.

Eksperci nie mają wątpliwości, że koszty późnego rozpoznawania i niewystarczającej kontroli POChP ponosi zarówno pacjent, jak i cały system ochrony zdrowia. Jak przypomina prof. Piotr Dąbrowiecki – POChP powoduje ogromne obciążenie dla systemu ochrony zdrowia. Mówimy o setkach tysięcy porad, dziesiątkach tysięcy hospitalizacji i kilkunastu tysiącach zgonów rocznie. Koszty związane wyłącznie z POChP szacowane są na około 16 miliardów złotych. Temu można zapobiec – nie musi tak być.

Wyniki ankiety Fundacji TO SIĘ LECZY pokazują, że nawet wśród pacjentów aktywnie poszukujących wiedzy i wsparcia nadal występują opóźnienia diagnostyczne, problemy edukacyjne i luki w opiece. To rodzi pytanie, jak wygląda sytuacja osób mniej świadomych swojej choroby. POChP nie zaczyna się bowiem w szpitalu, lecz znacznie wcześniej – od zignorowanej duszności, przewlekłego kaszlu, niewykonanej spirometrii czy uzależnienia od nikotyny, z którym pacjent pozostaje sam. I to właśnie na tym etapie system powinien działać najskuteczniej.

źródło: Fundacja TO SIĘ LECZY
Finansowanie świadczeń związanych z leczeniem chorób układu oddechowego może wzrosnąć o ponad 350 mln zł rocznie. Tak wynika z opublikowanego przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji raportu dotyczącego nowych taryf dla świadczeń pulmonologicznych. Projekt przewiduje nie tylko zmiany wycen, ale także istotną reorganizację sposobu udzielania świadczeń.
Według AOTMiT łączna wartość finansowania świadczeń objętych analizą wzrosłaby z 3,43 mld zł do 3,79 mld zł, czyli o 352,5 mln zł. Oznacza to wzrost nakładów o 10,3 proc. Zdecydowana większość dodatkowych środków miałaby trafić do lecznictwa szpitalnego, gdzie wzrost finansowania oszacowano na ponad 350 mln zł. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wzrost wyniósłby około 2,2 mln zł.

Największe zmiany finansowe dotyczą leczenia zapaleń płuc, astmy oskrzelowej oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Wartość finansowania tej grupy świadczeń miałaby wzrosnąć o 208,4 mln zł, czyli niemal o 20 proc. Szczególnie duży wzrost przewidziano dla nowej grupy obejmującej leczenie ostrych infekcji dolnych dróg oddechowych i niepowikłanego zapalenia płuc. W tym przypadku AOTMiT szacuje wzrost finansowania o 149,2 mln zł, czyli o 67 proc. Z kolei dla grupy „POChP i inne obturacyjne choroby układu oddechowego” przewidziano zwiększenie finansowania o 52,6 mln zł, co odpowiada wzrostowi o 54,6 proc.

Raport zakłada również znaczące zmiany organizacyjne. Obecnie w katalogu znajduje się 34 grupy jednorodnych grup pacjentów (JGP), natomiast po zmianach byłoby ich 44. Nowe grupy mają lepiej odzwierciedlać rzeczywisty stopień skomplikowania leczenia i koszty opieki nad pacjentami.

Jednym z głównych założeń reformy jest ograniczenie niepotrzebnych hospitalizacji całodobowych. AOTMiT proponuje, aby część diagnostyki oraz procedur pulmonologicznych była wykonywana w trybie do 12 godzin lub w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Hospitalizacja całodobowa miałaby być zarezerwowana przede wszystkim dla pacjentów wymagających intensywnego leczenia, monitorowania lub postępowania w ostrej niewydolności oddechowej.

Istotne zmiany dotyczą również diagnostyki pulmonologicznej. Dotychczasowa grupa „Bronchoskopia” miałaby zostać zastąpiona dwiema nowymi grupami: „Inwazyjno-obrazowa diagnostyka pulmonologiczna” oraz „Kompleksowa diagnostyka pulmonologiczna”. Według autorów raportu ma to lepiej odzwierciedlać różnice w stopniu skomplikowania wykonywanych procedur.

Przebudowane mają zostać również zasady rozliczania leczenia zapaleń płuc. Obecne grupy zostaną zastąpione nowym podziałem uwzględniającym zarówno etiologię zakażenia, jak i stopień ciężkości przebiegu choroby.

AOTMiT podkreśla, że proponowane rozwiązania mają poprawić przejrzystość finansowania, lepiej dopasować taryfy do rzeczywistych kosztów leczenia oraz stworzyć warunki do rozwoju diagnostyki i leczenia realizowanych poza hospitalizacją całodobową. Analiza obejmuje 640 świadczeniodawców realizujących świadczenia pulmonologiczne w Polsce.

Uwagi do projektu taryf można zgłaszać do 12 czerwca 2026 r. Po zakończeniu konsultacji publicznych AOTMiT przedstawi ostateczne propozycje nowych taryf, które następnie mogą zostać wykorzystane przez Narodowy Fundusz Zdrowia przy aktualizacji wycen świadczeń pulmonologicznych.

Źródło: AOTMiT

Dla poprawy sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia powinniśmy rozszerzać zakres skoordynowanej opieki, która z jednej strony usprawni diagnostykę, z drugiej ułatwi pacjentom proces leczenia – ocenili eksperci podczas debaty „Zdrowie i Pacjent”, która odbyła się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2026 w Katowicach. Zaapelowali o zwiększenie nakładów organizacyjnych i finansowych na profilaktykę.
Dyskusję o sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia rozpoczął przedstawiciel Rzecznika Praw Pacjenta – Konrad Madejczyk, dyrektor Departamentu Współpracy Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Zwrócił on uwagę, że najwięcej zgłoszeń i skarg kierowanych do Biura RPP dotyczy prawa do informacji medycznej (37 tys. zgłoszeń rocznie) oraz przebiegu leczenia, na co skarży się ok. 24 tys. pacjentów rocznie.

„Pacjenci wciąż gubią się w systemie. Dużym problem jest np. przenoszenie dokumentacji medycznej z przychodni do szpitala, którą obarczony jest pacjent. Tak nie powinno być, bo mamy w systemie narzędzie do tego, ale nie jest ono wykorzystane” – zaznaczył dyrektor Madejczyk.

Zwrócił też uwagę na konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa pacjenta w kontekście działalności szarlatanów. Przypomniał o tym, że do prac parlamentarnych trafił projekt ustawy pozwalający skutecznie ograniczyć pseudomedyczną działalność.

Według Agnieszki Gorgoń-Komor, senatorki RP i wiceprzewodniczącej Senackiej Komisji Zdrowia, legislacja nie rozwiąże wszystkich problemów w ochronie zdrowia.

„Potrzebujemy większych nakładów na zdrowie i lepszej organizacji, żeby z jednej strony lekarze mieli więcej czasu dla pacjentów, a z drugiej strony, by usprawnić i skrócić proces diagnostyki. To pozwoli też na efektywniejsze wydatkowanie środków w systemie” – wskazała.

Jej zdaniem kluczowe jest przesunięcie ciężaru działań na profilaktykę. „Profilaktyka to inwestycje, a leczenie to koszt. Kto nie jest leczony, powinien być w systemie opieki profilaktycznej. Oczywiście powinniśmy płacić za efekt leczenia, ale musimy zmienić organizacyjnie dostęp do profilaktyki i pamiętać, że opieka szpitalna jest najdroższa” – podkreśliła senatorka.

Według prof. Marcina Czecha, kierownika Zakładu Farmakoekonomiki w Instytucie Matki i Dziecka, członka Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, biorąc pod uwagę sytuację demograficzną, bez zwiększenia profilaktyki, w tym rozszerzenia szczepień ochronnych, nie da się na dłuższą metę poprawić sytuacji w publicznej ochronie zdrowia.

„Jesteśmy w Polsce nastawieni na medycynę naprawczą, ale jeśli chcemy przejść na poziom populacyjny, musimy postawić na profilaktykę – tak pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. W Polsce ledwie 1,7 proc. budżetu zdrowotnego trafia na profilaktykę, to o połowę mniej niż średnia w UE” – podał prof. Czech. Dodał, że tylko 0,5 proc. trafia na szczepienia ochronne zapobiegające wielu chorobom, które później generują bardzo duże koszty leczenia.

Konrad Korbiński, dyrektor generalny w Ministerstwie Zdrowia, zwrócił uwagę, że resort zdrowia próbuje nadrobić wieloletnie zapóźnienia w profilaktyce.

„Już 1 mld zł zainwestowaliśmy w prewencję. Efekty tego będą odroczone w czasie, ale bardzo wymierne, bo 1 złoty zainwestowany w profilaktykę oznacza zwrot 4 złotych na leczeniu” – podał urzędnik.

Przyznał, że są opóźnienia we wprowadzaniu opieki koordynowanej, ale w onkologii już jest wdrażana. Dodał, że przygotowywana jest najpierw standaryzacja, a potem nastąpi wprowadzanie koordynatora do kolejnych specjalizacji.

Prof. Sebastian Majewski z Kliniki Pneumonologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członek Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, zwrócił uwagę, że w chorobach płuc potrzebna jest strategia na wzór kardiologii i onkologii.

Podał przykład przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP) i jej niedostatecznego rozpoznania, a jak podał przypomniał choruje na nią ok. 400 mln osób na świecie, a w Polsce ok. 2 mln.

„Wielu chorych pozostaje niezdiagnozowanych, ponieważ początkowe objawy – takie jak kaszel, zmęczenie czy duszność – są bagatelizowane i przypisywane wiekowi lub paleniu papierosów. Tymczasem szacuje się, że nawet 50 proc. chorych nie wie o swojej chorobie, co ma swoje konsekwencje” – ocenił.

Jak wyjaśnił prof. Majewski, POChP jest chorobą społeczną, wpływającą nie tylko na zdrowie, ale też na funkcjonowanie pacjentów – obniża jakość życia, prowadzi do utraty zdolności do pracy i zwiększa zależność od opieki bliskich.

„Zaostrzenia choroby często wymagają hospitalizacji i generują wysokie koszty dla systemu ochrony zdrowia. Dlatego kluczową rolę w profilaktyce i diagnostyce odgrywa identyfikacja czynników ryzyka, przede wszystkim palenia tytoniu, wieku oraz narażenia na zanieczyszczenia powietrza” – zauważył specjalista.

Podkreślił, że chorym „dramatycznie” potrzebna jest rehabilitacja, bo ledwie 1 proc. pacjentów z POchP na nią trafia.

„Potrzebujemy też poprawy wyceny w pulmonologii, bo już od trzeciego dnia z zapaleniem płuc szpital dopłaca do pacjenta” – wskazał prof. Majewski.

Według prof. Edwarda Wylęgały, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie okulistyki, prorektora d/s Rozwoju i Transferu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, do chorób cywilizacyjnych trzeba włączyć problemy okulistyczne. Wskazał, że z jednej strony mamy starzejące się społeczeństwo, z drugiej zaczyna się epidemia krótkowzroczności u dzieci z powodu nadmiernej ekspozycji na ekrany.

„Musimy zwiększyć profilaktykę i edukację oraz rozwijać dostęp do programu lekowego” – podkreślił specjalista.

Krystian Wit, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii w woj. śląskim, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, kierownik Oddziału Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca w Katowicach, powiedział, że Polska jest w czołówce europejskiej w dziedzinie kardiologii.

Zauważył, że powoływanie koordynatorów jeszcze wymaga doprecyzowania ich roli w ramach elektronicznej karty pacjenta kardiologicznego. Podkreślił jednak, że w Polsce cyfryzacja w ochronie zdrowa jest jedną z najwyższych w Europie, a sam system na bardzo „przyzwoitym poziomie”.

Źródło: PAP MediaRoom