Medicalpress
Agencja Badań Medycznych ogłosiła wyniki konkursu ABM/2024/2 na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w onkologii. Spośród 84 złożonych wniosków, dofinansowanie w łącznej kwocie niemal 550 mln zł otrzymało 18 najbardziej innowacyjnych projektów. Zwycięskie badania dotyczą m.in. leczenia rzadkich i agresywnych nowotworów piersi, nowotworów dziecięcych, raka tarczycy oraz porównania chirurgii robotycznej i radioterapii u chorych na raka nerki. Inicjatywa ABM ma na celu rozwój innowacyjnych terapii i diagnostyki, a także wzmacnianie pozycji polskiej nauki w międzynarodowym środowisku medycznym

Zastępca Prezesa ds. finansowania badań Pan Ireneusz Staroń zatwierdził listę rankingową, zawierającą wyniki Konkursu na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w obszarze onkologii (ABM/2024/2). Na podstawie listy rankingowej sporządzonej w wyniku przeprowadzenia procedury konkursowej rekomendację do dofinansowania w Konkursie otrzymało 18 projektów, dla których łączna kwota dofinansowania wynosi 547 579 473,75 zł.

W obliczu rosnącej zachorowalności na choroby nowotworowe i wyzwań związanych z finansowaniem leczenia, Agencja Badań Medycznych postawiła na wsparcie innowacyjnych, niekomercyjnych badań klinicznych w obszarze onkologii. Konkurs, którego nabór trwał od czerwca do listopada 2024 r., spotkał się z dużym zainteresowaniem środowiska naukowego – wpłynęły 84 wnioski o łącznej wartości przekraczającej 2,1 miliarda złotych. Do oceny merytorycznej zakwalifikowano 69 z nich.

Spośród nich do dofinansowania zakwalifikowano 18 projektów, które otrzymają łącznie 547 579 473,75 zł. Zwycięskie propozycje obejmują m.in. rozwój radiofarmaceutyków, diagnostykę molekularną, biopsję płynną, porównanie technik leczenia raka oraz badania nad nowotworami dziecięcymi i rzadkimi chorobami onkologicznymi.

Pomimo postępu jaki dokonał się w obszarze onkologii w ostatnich latach, zachorowalność na choroby nowotworowe rośnie z roku na rok, stanowiąc jedną z głównych przyczyn zgonów na świecie.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Onkologii ogólna umieralność spowodowana chorobami nowotworowych w Polsce jest o 15% wyższa od średniej Unii Europejskiej i zmniejsza się wolniej niż średnia unijna. Powyższe analizy wskazują na potencjalne problemy w diagnozowaniu i w dostępie do skutecznego leczenia.

– Naszą ideą jest wspieranie najlepszych i najbardziej  innowacyjnych projektów, które zapewnią pacjentom dostęp do terapii, często w inny sposób nieosiągalnych. Wspieramy badania, które mają szanse na opublikowanie wyników we wiodących, opiniotwórczych czasopismach międzynarodowych i które wpłyną na to, że polska medycyna będzie widoczna na świecie. Polscy naukowcy pokazują, że ich pomysły są konkurencyjne na skalę światową. W ramach konkursu na niekomercyjne badania w onkologii obserwujemy dużą reprezentację projektów z zakresu diagnostyki obrazowej skupionych na wczesnym wykrywaniu nowotworów, na monitorowaniu terapii za pomocą AI i medycyny nuklearnej – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podsumowując wyniki konkursu podczas konferencji.

– W Europie Zachodniej ok. 40% badań klinicznych to badania niekomercyjne. Jeszcze kilka lat temu, przed 2019 r. niekomercyjne badania w Polsce stanowiły poniżej 2%. W tej chwili zbliżamy się do ok. 10%. Przed nami jeszcze długa droga, ale ta zmiana pokazuje, jak duży mamy potencjał intelektualny polskich badaczy. To nie tylko publikacje. To przede wszystkim nowe rozwiązania, które mogą zostać wdrożone do opieki zdrowotnej – podsumowuje prof. Piotr Rutkowski, Klinika Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, Przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych.

Nowe możliwości leczenia jednego z najbardziej agresywnych nowotworów piersi

Co roku w Polsce diagnozowanych jest 20 tys. nowych przypadków raka piersi. To choroba niejednorodna, w której wyróżniamy różne podtypy. Jednym z nich jest potrójnie ujemny rak piersi, który dotyczy ok. 10-15% wszystkich pacjentek. 

Potrójnie ujemny rak piersi to agresywny nowotwór, z wysokimi zdolnościami do rozmnażania się komórek nowotworowymi, co w połączeniu z ograniczonymi możliwościami leczenia prowadzi do najgorszego rokowania wśród podtypów raka piersi.

– Potrójnie ujemny rak piersi to szczególny rodzaj nowotworu, bo charakteryzuje się wyraźnie większa agresywnością. Ograniczenie możliwości terapeutycznych z powodu braku ukierunkowanego leczenia hormonalnego czy antyHER2, które są dostępne w przypadku raków piersi posiadających te receptory niestety skutkuje najgorszym rokowaniem spośród wszystkich podtypów raka piersi, a ryzyko nawrotu tej choroby jest trzy krotnie wyższe w stosunku do innych raków piersi –
podsumowywał prof. Zbigniew Adamczewski, Zakład Medycyny Nuklearnej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi.

Konsorcjum, w którym liderem jest Narodowe Centrum Badań Jądrowych wraz z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi w ramach dofinansowania Agencji Badań Medycznych przeprowadzi badanie korelacji pomiędzy wyjściowym poziomem gromadzenia radiofarmaceutyku 99mTc-PSMA-T4 w guzie piersi a skutecznością chemioterapii przedoperacyjnej w potrójnie ujemnym raku piersi. Zastosowanie 99mTc-PSMA-T4 w diagnostyce pacjentów z potrójnie ujemnym rakiem piersi może stanowić wartość prognostyczną i rokowniczą dla schematu leczenia i może pomóc w podejmowaniu trafnych decyzji klinicznych, dostosowanych do indywidualnych potrzeb pacjentek.

Szansa na postęp w leczeniu rzadkich nowotworów dziecięcych

Mięsaki tkanek miękkich u dzieci, w tym mięsaki prążkowanokomórkowe, to rzadkie i bardzo złożone nowotwory, których rozpoznanie i leczenie stanowi ogromne wyzwanie. Mimo wysiłku europejskich grup terapeutycznych i znaczącego postępu w terapii innych pediatrycznych chorób onkologicznych, w ciągu ostatnich 20 lat nie udało się poprawić wyników leczenia mięsaków, w grupie wysokiego ryzyka i chorobie rozsianej.  Brakuje ujednoliconych metod diagnostycznych pozwalających szybko, i precyzyjnie zidentyfikować ryzyko i dobrać skuteczną terapię. Projekt LiBRha (z ang. Liquid biopsy for Rhabdomyosarcoma), który znalazł się na pierwszym miejscu listy rankingowej Agencji Badań Medycznych, to ogromny krok naprzód dla onkologii dziecięcej. To pierwsze tego typu badanie w Europie i na Świecie skierowane do populacji pediatrycznej.

Przez najbliższe lata konsorcjum lekarzy i ekspertów, będzie przeprowadzać nowoczesne badania molekularne komórek nowotworowych i monitorować chorobę za pomocą płynnej biopsji – innowacyjnej metody, która pozwala wykrywać obecność komórek nowotworowych  lub fragmentów DNA w krwi pacjenta, w trakcie leczenia bez konieczności wykonywania tradycyjnych, inwazyjnych biopsji.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Bernarda Kazanowska, Zastępca Kierownika Kliniki Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – LiBRha pozwala nam po raz pierwszy na tak szerokie wykorzystanie nowoczesnej diagnostyki molekularnej (sekwencjonowanie całego genomu, profilowanie metylacji DNA) i biopsji płynnej w leczeniu wszystkich dzieci w Polsce z mięsakami tkanek miękkich. Dzięki temu możemy nie tylko precyzyjniej diagnozować, ale też szybciej i skuteczniej reagować na zmiany w przebiegu choroby. To milowy krok w stronę bardziej spersonalizowanego, skutecznego i bezpiecznego leczenia najmłodszych pacjentów onkologicznych.

W ramach projektu powstanie także ogólnopolski Biobank dla pediatrycznych nowotworów tkanek miękkich, jako zasób materiałowy do przyszłych badań i innowacji, a także centralny ośrodek referencyjny diagnostyki patologicznej tych nowotworów z oceną predyspozycji do nowotworzenia. Wierzymy, że wyznaczy to nowe kierunki dla europejskich i globalnych strategii leczenia nowotworów wieku dziecięcego.

Spersonalizowane leczenie raka tarczycy

Rak rdzeniasty tarczycy  to rzadki nowotwór, który stanowi zaledwie 5% wszystkich przypadków raka tarczycy, ale odpowiada aż za 13,4% zgonów związanych z tą chorobą. W zaawansowanym stadium leczenie chirurgiczne często nie jest możliwe. Dostępne terapie –zazwyczaj jedynie tymczasowo stabilizują chorobę, nie wpływając znacząco na długość przeżycia. Nowsze, skuteczniejsze leki, działają tylko u pacjentów z określonymi mutacjami w genie RET, co oznacza, że większość chorych z zawansowanym rakiem rdzeniastym tarczycy nadal pozostaje bez skutecznej terapii.

– Rdzeniasty rak tarczycy to w pewnym sensie nowotwór sierocy. W przeciągu ostatnich 20-30 lat nie udawało się rozpoznawać pacjentów we wcześniejszej fazie choroby, a skuteczność leczenia tej choroby nie uległa poprawie. Zastosowanie proponowanego przez nas radiofarmaceutyka w diagnostyce i terapii, ma na celu zwiększenie skuteczności leczenia zaawansowanego rdzeniastego raka tarczycy – podkreślała prof. Alicja Hubalewska-Dydejczyk, Katedra i Klinika Endokrynologii, Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum.

W ramach badania, w którym liderem jest Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum zostanie podjęta próba opracowania i wdrożenia nowatorskiej formy leczenia opartej na terapii celowanej molekularnie. Kluczowy dla jej opracowania jest fakt, że ponad 90% komórek raka rdzeniastego tarczycy wykazuje nadekspresję receptora dla gastryny (CCK2R). Otwiera to drogę do zastosowania radiofarmaceutków, które wiążąc się w sposób celowany do receptora na powierzchni komórek nowotworowych, dzięki dostarczonemu promieniowaniu jonizującemu, selektywnie je niszczą.

Projekt realizowany będzie w konsorcjum  z Narodowym Centrum Badań Jądrowych, Narodowym Instytutem Onkologii im. Marii Skłodowskiej‐Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Oddział w Gliwicach oraz Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach.

Oczekiwanym wynikiem badania będzie opracowanie i pierwsze zastosowanie kliniczne terapii celowanej molekularnie dedykowanej pacjentom z zaawansowanym, nieoperacyjnym rakiem rdzeniastym tarczycy.

Porównanie chirurgii robotycznej i nowoczesnej radioterapii u chorych na raka nerki

Rak nerki to coraz większe wyzwanie w onkologii, a liczba zachorowań na ten nowotwór systematycznie rośnie. Standardem leczenia we wczesnym stadium choroby jest częściowe usunięcie nerki – zabieg chirurgiczny, który pozwala zachować funkcję narządu. Obecnie coraz częściej stosuje się technikę wspomaganą robotycznie, która zwiększa precyzję operacji i zmniejsza ryzyko powikłań.

Alternatywą dla leczenia operacyjnego może być nowoczesna, nieinwazyjna radioterapia stereotaktyczna, która precyzyjnie niszczy guz za pomocą wysokich dawek promieniowania, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki. Choć metoda ta została już uznana za bezpieczną i skuteczną u pacjentów niekwalifikujących się do operacji, nie wiadomo jeszcze, czy może być równie dobrym rozwiązaniem u chorych operacyjnych.

Celem badania RAPSTAR realizowanego przez Gdański Uniwersytet Medyczny jest porównanie skuteczności operacji robotycznej i radioterapii u pacjentów z wczesnym rakiem nerki, którzy kwalifikują się do leczenia chirurgicznego. Główne pytanie brzmi: która z metod lepiej chroni funkcję nerek, zapewniając jednocześnie skuteczne leczenie nowotworu i dobrą jakość życia.

– Częstość występowania nowotworu nerki rośnie dynamicznie zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Dane pokazują, że trend ten będzie się utrzymywał i wkrótce będziemy obserwować ośmiokrotny wzrost, w porównaniu do lat 80., jeśli chodzi o częstość występowania tego nowotworu. Dzięki ABM możliwa jest realizacja projektu, który ma na celu porównanie chirurgii robotowej z radioterapią  stereotaktyczną (zaawansowana technika radioterapii, która polega na precyzyjnym dostarczaniu wysokich dawek promieniowania do guza lub zmiany patologicznej, minimalizując jednocześnie narażenie otaczających zdrowych tkanek) u chorych z operacyjnym nowotworem. Dotychczas prowadzono badanie wykorzystania radioterapii stereotaktycznej wyłącznie u chorych nieoperacyjnych, a wyniki te możemy określić jako znakomite. To, co jest najważniejsze – obecnie nigdzie na świecie nie toczy się badanie, które porównywałoby te dwie metody ze sobą u chorych z operacyjnym nowotworem – podsumowywał dr Bartłomiej Tomasik, Katedra i Klinika Onkologii i Radioterapii, Gdański Uniwersytet Medyczny.

RAPSTAR ma na celu dostarczenie najwyższej jakości dowodów, które pomogą lekarzom i pacjentom podejmować świadome decyzje terapeutyczne oraz dobrać leczenie najlepiej dopasowane do potrzeb chorego.

Pacjenci kluczowym partnerem w realizacji badań

Podczas wydarzenia podkreślano także istotną rolę organizacji pacjenckich w procesie planowania i realizacji badań klinicznych.

– W badaniach klinicznych ważni są badacze, których projekty wspieramy, ale to udział pacjentów jest kluczowy dla powodzenia tych projektów, dla rekrutacji oraz upowszechniania wiedzy o nich. W ramach 6 wybranych w ramach konkursu projektów rolę konsorcjanta pełnią organizacje pacjenckie. To zaangażowanie jest  dla nas szczególnie istotne – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podczas konferencji.

– Organizacje pacjenckie mogą pełnić bardzo różne role w badaniach naukowych – nie tylko te klasyczną, kluczową rolę reprezentowania pacjenta, ale także mogę wykorzystywać swoje kompetencje organizacyjne, techniczne, czy analityczne. Dzięki temu, że organizacje pacjenckie współpracują od samego początku z organizacjami naukowymi i badawczymi, perspektywa pacjenta jest od początku brana pod uwagę na każdym etapie badania. To dla nas bardzo ważne – komentowała Anna Król, Dyrektor Departamentu Data Science, Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową.

Konkurs ABM/2024/2 to największe w historii wsparcie dla niekomercyjnych badań onkologicznych w Polsce. Zwycięskie projekty otwierają nowe możliwości w leczeniu nowotworów piersi, tarczycy, mięsaków dziecięcych i raka nerki. Szczególny nacisk położono na personalizację terapii, rozwój medycyny nuklearnej i diagnostyki molekularnej, w tym z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Innowacyjne podejście, obecność organizacji pacjenckich jako partnerów oraz planowane utworzenie centralnych biobanków i baz danych pokazują, że Polska dołącza do grona państw stawiających na nowoczesną onkologię opartą na dowodach.

Źródło: ABM
Foto: ABM

Dzięki medycynie nuklearnej możemy diagnozować wcześniej i leczyć skuteczniej, a w wielu przypadkach unikać niepotrzebnych lub nieskutecznych postępowań terapeutycznych. To poprawa rokowania, oszczędność czasu i środków. Warunek? Zniesienie limitów na wykonywanie procedur radioizotopowych – wskazuje dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SP ZOZ we Wrocławiu, kierownik Pracowni Pozytonowej Tomografii Emisyjnej (PET) w Dolnośląskim Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu, aktualnie urzędujący prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Medycyna nuklearna to jedna z najbardziej precyzyjnych i skutecznych dziedzin współczesnej diagnostyki i terapii. Pozwala wykrywać zmiany chorobowe zanim będą one widoczne w tradycyjnych badaniach obrazowych, umożliwia wczesne leczenie i optymalizację kosztów terapii. Mimo to dostęp do niej w Polsce wciąż ograniczają limity administracyjne.

O tym, dlaczego ograniczenia te nie mają uzasadnienia merytorycznego i jakie niosą konsekwencje dla pacjentów oraz całego systemu opieki zdrowotnej, mówi dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk – prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. 

Panie Doktorze, specjaliści różnych dyscyplin klinicznych podkreślają, że medycyna nuklearna to dziedzina interdyscyplinarna i szczególna. Na czym polega jej specyfika?
Medycyna nuklearna istotnie różni się od innych metod rozpoznawania chorób. Diagnostyczne procedury medycyny nuklearnej, procedury radioizotopowe, zwłaszcza badania fuzyjne z CT lub MRI,  odzwierciedlają nie tyle obraz danych tkanek czy narządów, ile ich funkcję, czyli w odniesieniu do organizmów żywych – metabolizm. Można powiedzieć, że badanie z zakresu medycyny nuklearnej, które jako jedyne badanie ukazuje zaburzenia funkcji określonych narządów, bezpośrednio determinuje postępowanie terapeutyczne. Warto dodać, że dla większości procedur radioizotopowych nie ma alternatywy, czyli innych badań, które spełniłyby tę samą funkcję diagnostyczną. Wiele procedur medycyny nuklearnej jest w stanie dać nam informację o troczącym się procesie chorobowym zanim jakiekolwiek symptomy byłyby widoczne w badaniach obrazowych – strukturalnych. Możemy leczyć pacjentów na najwcześniejszych etapach choroby, a więc skuteczniej. Co więcej, dzięki medycynie nuklearnej mamy możliwość sprawdzenia czy zastosowane leczenie przynosi oczekiwany efekt. Jeśli nie, to szansa na szybką zmianę. To korzyści nie do przecenienia.

Czy dostępność procedur medycyny nuklearnej jest obecnie w Polsce optymalna?
Niestety, nie. Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy są obowiązujące limity na procedury medycyny nuklearnej, wynikające przede wszystkim z wysokości kontraktów ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jedyna grupa pozalimitowa pacjentów, u których można stosować procedury radioizotopowe bez ograniczeń administracyjnych, to pacjenci objęci szybką ścieżką onkologiczną, diagnozowani na podstawie wystawionej karty DiLO.

Czy to furtka zwiększająca dostęp do badań z zakresu medycyny nuklearnej?
Niestety, odpowiedź i na to pytanie jest przecząca. DiLO nie zabezpiecza potrzeb pacjentów kardiologicznych, endokrynologicznych, neurologicznych, pulmonologicznych czy pediatrycznych, ponieważ dotyczy wyłącznie obszaru onkologii. I tu jednak musimy pamiętać, że procedury w ramach karty DiLO wykonuje się na pierwszym etapie procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Ta ścieżka nie umożliwi pacjentowi dostępu do procedur medycyny nuklearnej, które powinny zostać wykonane na kolejnych etapach, na przykład przy ocenie czy zastosowane leczenie przynosi właściwe efekty (a to kluczowa dla rokowania informacja!).

Czy możemy podać przykłady?
Pierwszym przykładem może być wczesna ocena skuteczności leczenia chemioterapią w terapii chłoniaków. Innym jest wczesne określenie postępowania wstępnego w leczeniu raka płuca. To procedury, które muszą być wykonane na konkretnym etapie leczenia, określonym w międzynarodowych wskazaniach i wytycznych. Odstępstwo od takiego postępowania, niestety, zaburza cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. Jeżeli zaczynamy limitować omawiane badania, ustawimy pacjentów w kolejki. Czasami terminy oczekiwania na badania bywają niewspółmiernie do konieczności podjęcia decyzji długie, a pacjent nie może czekać – leczenie trzeba wdrożyć jak najszybciej. I klinicysta staje przed dramatycznym wyborem: jaką zastosować terapię? Czy wybrane leczenie zadziała? Klinicysta nie ma pewności, ponieważ nie miał szansy tego obiektywnie sprawdzić, wykonując właśnie badanie izotopowe.

Limity mają zapewne chronić przed nadmiernymi wydatkami związanymi z realizacją procedur?
Taka logika nie ma uzasadnienia w przypadku procedur medycyny nuklearnej. Warto wyjaśnić, dlaczego. Po pierwsze, do wykonania procedur medycyny nuklearnej istnieją ściśle określone wskazania – tych badań nie stosuje się, jak mówimy, screeningowo, szeroko, populacyjnie. Te procedury nie temu służą i nie mogą być w ten sposób stosowane. Kwalifikacja do badań z zakresu medycyny nuklearnej jest regulowana przez prawo atomowe – procedury wykorzystujące źródła promieniowania nie mogą być stosowane ot tak. Ten fakt stanowi limit sam w sobie i nie ma ryzyka, że po uwolnieniu limitów na procedury medycyny nuklearnej liczba badań nagle zaczęłaby rosnąć. W swoim ponad trzydziestoletnim doświadczeniu, również klinicznym, nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś nadużywałby procedur medycyny nuklearnej. Innymi słowy, w medycynie nuklearnej nie ma badań wykonywanych niepotrzebnie i limity na procedury radioizotopowe nie mają uzasadnienia merytorycznego.

Obowiązują jednak ograniczenia natury administracyjnej.
Tak, przede wszystkim jest to limit ilościowy, który wynika ze wspomnianej wysokości kontraktu danego ośrodka z Narodowym Funduszem Zdrowia. Równocześnie najważniejsze chyba w onkologii badanie pozytonowej tomografii emisyjnej (PET) jest limitowane dodatkowo. Wykonanie badania PET jest bowiem ograniczone zarówno wspomnianym limitem ilościowym, ale także jakościowym, związanym z kryteriami NFZ do zastosowania i finansowania tej konkretnej procedury. Kryteriami, nadmieńmy, które nie wynikają bezpośrednio z aktualnej wiedzy medycznej, czyli na przykład aktualnych wytycznych towarzystw naukowych, tylko z treści zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Aktualnie obowiązujące w Polsce wytyczne powstały… 14 lat temu. Od 2011 roku wiedza medyczna zmieniła się znacząco i dziś PET powinniśmy stosować zgodnie ze wskazaniami międzynarodowych towarzystw naukowych znacznie szerzej.

Z czym wiążą się wymienione limity i ograniczenia?
Limity jako takie powodują na przykład wytworzenie się kolejek do badań i opóźnienia w procesie diagnostycznym. To z kolei negatywnie wpływa na rokowanie. Ośrodki próbują co prawda zaspokajać potrzeby swoich pacjentów i mimo wszystko wykonywać konieczne badania, jednak wiąże się to z powstawaniem tak zwanych nadwykonań. W ubiegłych latach NFZ rozliczał wykonane ponadlimitowo badania medycyny nuklearnej, ponieważ były one każdorazowo oparte na rzetelnej kwalifikacji i wytycznych towarzystw naukowych. Jednak opóźnienia w rozliczeniach z Funduszem obserwowane w ostatnich miesiącach powodują obecnie sytuacje, w których pojawiają się obawy o stan rozliczeń i blokady wewnętrzne w ośrodkach na wykonywanie badań ponad limit.

Pacjent jest w takiej sytuacji pozbawiony optymalnej diagnostyki?
A także optymalnego leczenia, ponieważ, jak zaznaczyliśmy, diagnostyka nuklearna determinuje bezpośrednio proces terapeutyczny. Przykładowo, w kardiologii procedury medycyny nuklearnej jednoznacznie określają czy pacjent powinien być kwalifikowany do rewaskularyzacji mięśnia sercowego czy do przeszczepienia narządu. Ta decyzja jest bardzo ważna. Podobnie jak ocena zaawansowania wstępnego leczenia raka płuca czy ocena efektu leczenia raka jelita grubego w przypadku podejrzenia wznowy. W wymienionych przykładach czas jest kluczowy dla rokowania.

Decydent musi brać pod uwagę koszty procesu diagnostyczno-terapeutycznego.
Odniosę się do tego, posługując przykładem. Jeżeli mamy do czynienia z podejrzeniem choroby Parkinsona albo niejednoznacznym obrazem choroby Parkinsona, lekarz nierzadko woli podjąć decyzję o wdrożeniu leczenia – tak, żeby nie pozbawić szans na hamowanie procesu choroby u pacjenta, u którego to jest możliwe. Zaznaczmy, że mowa o terapii naprawdę kosztownej. W sytuacji, w której 40% przypadków ma niejednoznaczny obraz kliniczny, ale ostatecznie nie okaże się chorobą Parkinsona, przywołane leczenie okaże się nieskuteczne. Tymczasem wystarczy wykonać jedno(!) badanie medycyny nuklearnej, konkretnie badanie scyntygraficzne z zastosowaniem znacznika DaTSCAN, aby jednoznacznie określić czy omawiana terapia będzie zasadna i przyniesie korzyści kliniczne. Idąc dalej, jeśli w 40% procentach przypadków omawianego leczenia nie należy stosować, to będzie to jednoznaczna oszczędność dla systemu. Jak powiedziałem, w medycynie nuklearnej procedury radioizotopowe bezpośrednio determinują postępowanie terapeutyczne a co więcej, mogą przekładać się na wymierne oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej, ponieważ często procedura medycyny nuklearnej to zaledwie ułamek kosztu danego postępowania terapeutycznego. To opłacalna inwestycja.

Jaki jest schemat generowania tych oszczędności?
Jeśli na przykład szybciej wykrywamy wznowę choroby, leczymy ją skuteczniej, a pacjent pozostaje dłużej aktywny społecznie i zawodowo. Jeśli możemy oszacować czy dane leczenie będzie skuteczne, nie celujemy z terapiami „na ślepo” – poprawiamy w ten sposób rokowanie pacjenta, oszczędzamy czas i środki, które inaczej byłyby wykorzystane na nieskuteczne procedury i terapie.

Czy wnioskowano o zniesienie limitów na procedury medycyny nuklearnej?
4 kwietnia 2025 roku, wspierani przez przedstawicieli różnych dziedzin medycyny, wraz z Konsultantem Krajowym w dziedzinie Medycyny Nuklearnej wysłaliśmy do Ministerstwa Zdrowia pismo wnioskujące o zniesienie limitów. Czekamy na odpowiedź.

Jakimi argumentami będziecie Państwo przekonywać decydentów?
Staramy się podkreślać, że w medycynie nuklearnej nie ma ryzyka, żeby po zniesieniu limitów procedury były nadużywane. Że wykonuje się je zgodnie ze wskazaniami towarzystw naukowych i prawem atomowym. Że dzięki medycynie nuklearnej możemy diagnozować wcześniej i leczyć skuteczniej, a wielu przypadkach unikać niepotrzebnych lub nieskutecznych postępowań. Dodatkowo: unikać trudnych, wymagających oraz angażujących personel sytuacji, w których przez próby leczenia zgodnie ze sztuką w warunkach obowiązujących limitów musimy tłumaczyć się, dlaczego wykonano badanie poza kolejnością pacjentowi, który według schematu postępowania musiał być pilnie zbadany, kosztem pacjenta, który wcześniej oczekiwał w kolejce.  Zrobiono, co było konieczne, ponieważ drugie badanie nie było pilne, ale tłumaczyć się trzeba. Zniesienie limitów pozwoliłoby uniknąć podobnych dylematów. Medycyna nuklearna bezwzględnie wymaga nadania jej priorytetu. Chciałbym podkreślić, że to dyscyplina, która pełni rolę usługową i komplementarną w innych dziedzinach medycyny, determinuje bezpośrednio postępowanie terapeutyczne i wpływa na rokowanie. Umożliwia optymalizację procesu diagnostyczno-terapeutycznego i redukcję kosztów leczenia. Konieczne jest dostosowanie obowiązujących przepisów do aktualnej wiedzy medycznej i praktyki klinicznej. Pozytywnym przykładem takiego dostosowania przepisów do aktualnej wiedzy medycznej jest zniesienie limitów na wykonywanie badania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego (MRI). Jako klinicyści po zniesieniu limitów nie zaobserwowaliśmy znaczącego wzrostu liczby wykonywanych procedur MRI, ale obserwujemy jednocześnie znaczącą poprawę w jakości diagnostyki i efektywności prowadzonego leczenia. Dokładnie ten sam cel przyświeca postulatom środowiska medycyny nuklearnej oraz przedstawicieli innych dziedzin medycyny, jeśli chodzi o zniesienie limitów na procedury radioizotopowe.

Z rozmowy z dr. Andrzejem Kołodziejczykiem wyłania się jeden, bardzo klarowny wniosek: procedury medycyny nuklearnej nie tylko nie są nadużywane – są wręcz zbyt rzadko wykorzystywane ze względu na przestarzałe regulacje i administracyjne ograniczenia. Tymczasem to właśnie dzięki nim można podejmować trafne decyzje terapeutyczne, skracać czas diagnozy, leczyć skuteczniej i oszczędniej. Zniesienie limitów na procedury radioizotopowe – wzorem zniesienia limitów na rezonans magnetyczny – byłoby logicznym i racjonalnym krokiem w stronę nowoczesnego, efektywnego systemu ochrony zdrowia. Teraz czas, by decydenci to zrozumieli i wprowadzili konkretne zmiany.

Rozmawiała Marta Sułkowska