Medicalpress
W nowym badaniu opinii, przygotowanym na zlecenie Gedeon Richter Polska, jedna na cztery kobiety w wieku 18-29 lat przyznała, że zauważa u siebie lub ma zdiagnozowane cechy związane z neuroatypowością, które mogą negatywnie rzutować na regularność wizyt ginekologicznych. Aby skuteczniej wspierać młode osoby w systematycznej pielęgnacji zdrowia, potrzeba zmian w systemie edukacji specjalistów, empatycznej postawy personelu poradni ginekologicznych i zmian w organizacji wizyt – mówią wnioski z raportu i konferencji prasowej inaugurującej kampanię świadomościową „W kobiecym Interesie”.
„Aż cztery na dziesięć kobiet ze zdiagnozowanymi lub obserwowanymi u siebie cechami neuroatypowymi odkłada lub opóźnia wizyty u ginekologa”.
 
Młoda Polka u ginekologa
7 października 2025 roku w Warszawie, w ramach konferencji prasowej otwierającej siódmą edycję kampanii „W kobiecym Interesie”, organizowanej przez Gedeon Richter Polska, odbył się panel dyskusyjny poświęcony potrzebom najmłodszych pacjentek gabinetów ginekologicznych. Podczas spotkania zaprezentowano wyniki nowego raportu pt. „W kobiecym interesie. Bez wyjątku”[1], opracowanego na podstawie badania ankietowego przeprowadzonego na grupie kobiet w wieku 18-29 lat. W nawiązaniu do wniosków przedstawiono rekomendacje dla specjalistów sprawujących opiekę nad pacjentkami, w tym osobami z cechami neuroatypowymi.

Neuroróżnorodność, czyli co?
W badaniu wzięto pod uwagę neuroatypowość rozumianą jako: rożnego rodzaju nadwrażliwość, na przykład na dźwięki, zapachy, dotyk, kolory, mutyzm wybiórczy. Jedna na cztery badane kobiety przyznała, że zauważa u siebie lub ma zdiagnozowane cechy związane z neuroróżnorodnością takie jak ADHD i inne w ramach spektrum autyzmu. Respondentki najczęściej wskazywały na nadwrażliwość na dźwięki i zapachy oraz ADHD.

Wachlarz kobiecych potrzeb
W raporcie badacze zwrócili uwagę, że podczas wizyty u ginekologa kobietom towarzyszy wachlarz emocji związanych z przebiegiem badania i kontaktem z lekarzem, w tym stres i skrępowanie. Stwierdzono, że w kontakcie z ginekologiem najważniejsze dla młodych kobiet jest poczucie komfortu fizycznego i psychicznego, empatyczne, niewartościujące podejście lekarza oraz jasne, rzetelne informacje o zdrowiu. Czy te potrzeby są zaspakajane? Nie w pełnym zakresie, jest nad czym pracować – przyznały uczestniczki panelu.

Niezdrowe strategie obronne
Zdefiniowane w badaniu główne źródła dyskomfortu podczas wizyty u ginekologa to przede wszystkim sam fakt dotyku przez lekarza oraz jego niedelikatność/ brak wyczucia a także brak prywatności i niekomfortowa pozycja podczas badania. Na wymienione czynniki częściej wskazywały osoby z cechami neuroatypowymi. Jak podkreślono w dyskusji, problem jest poważny, ponieważ aż cztery na dziesięć kobiet ze zdiagnozowanymi lub obserwowanymi u siebie cechami neuroatypowymi odkłada lub opóźnia wizyty u ginekologa.

Potrzeba empatii i zmian
Recepta? Zmiany w podejściu do edukacji specjalistów, nauka i doskonalenie kompetencji miękkich oraz zmiany w organizacji wizyt – wskazały uczestniczki panelu: dr Agnieszka Nalewczyńska, ginekolożka, specjalistka zdrowia kobiet, Magdalena Chorzewska, psycholożka i terapeutka oraz dr Zofia Małkowicz, socjolożka i badaczka społeczna.

Ginekolożka: potrzebna partnerska komunikacja
– Jako ginekolożka muszę przyznać: w zakresie poprawy komfortu naszych pacjentek w ramach opieki ginekologicznej mamy poważną lekcję do odrobienia. Na obronę nas, specjalistów, muszę jednak dodać, że w toku edukacji nikt nie uczy lekarzy empatii ani delikatności w rozmowie z pacjentami. Nie szkoli się nas z kompetencji miękkich, a to poważny błąd. Do legendy przechodzą stwierdzenia padające w niektórych gabinetach, takie jak „niech się rozbierze” albo „taka już twoja uroda”. Takie słowa powinny wejść w kanon stwierdzeń zakazanych! Widzimy, jak zaufanie, dobra i życzliwa komunikacja są ważne dla naszych pacjentek. Postulowałabym uzupełnienie programu edukacji specjalistów o wspomniane aspekty. Jednocześnie gorąco apeluję: jako lekarze we własnym zakresie próbujmy być bardziej uważni na naszych pacjentów, słuchajmy ich i traktujmy tak, jak chcielibyśmy by potraktowano nas albo naszych najbliższych. To tak dużo i tak mało jednocześnie – zwracała uwagę dr Agnieszka Nalewczyńska.

Psycholożka: klucz to empatia i rzetelna informacja
– Empatia to podstawa – zgodziła się psycholog Magdalena Chorzewska i dodała:  –Ideałem byłoby, gdyby pacjentki mogły w większym stopniu liczyć na wsparcie personelu recepcyjnego w przychodniach ginekologicznych. Wiele niepotrzebnych napięć można by uniknąć, gdyby już na etapie umawiania wizyty ktoś uprzedził pacjentkę, że czas trwania i umówienia wizyty jest orientacyjny. Wtedy ewentualne opóźnienia nie byłby zaskoczeniem. Może personel mógłby proponować pacjentkom piłeczki antystresowe lub inne materiały, które pomogłyby złagodzić napięcie i stres?

Socjolożka: potrzebne przystępne źródła wiedzy i walka z mitami
Dr Zofia Małkowicz stwierdziła, że świetnie byłoby dostawać „instrukcję przygotowania się do wizyty ginekologicznej” i móc wiedzieć, gdzie sięgnąć po sprawdzone informacje. – W dobie szerzących się teorii spiskowych i dezinformacji szczególnie ważna jest rzetelna wiedza oraz obalanie szkodliwych a popularnych mitów. W omawianym badaniu kobiety wskazały, że najważniejszym źródłem wiedzy o zdrowiu intymnym jest dla nich ginekolog. Wspaniale, gdyby lekarz mógł polecić pacjentce dodatkowe źródła informacji, rekomendowane treści. Inny aspekt: trudne informacje przekazywane przez lekarza podczas wizyty łatwo zapomnieć. Świetnie, gdyby lekarz zechciał zapisać na kartce to, co najważniejsze, a to, co niejasne – być może wyjaśnić raz jeszcze, narysować?

Kto pyta, nie błądzi
Specjalistki zwróciły uwagę, jak ważne jest, by pacjentka nie bała się zadawać lekarzowi pytań.
– Nie ma głupich pytań ani głupich oczekiwań. Nie jesteśmy od tego, żeby oceniać naszych pacjentów, ale by pomóc im zgodnie z wiedzą medyczną – i zgodnie z ich oczekiwaniami. Przykładowo, jeśli pacjentka pyta mnie o tak zwane naturalne metody antykoncepcji, moją rolą jest wyjaśnić jej wszystkie aspekty i ryzyko związane z każdą z metod, ale przede wszystkim pomóc pacjentce dobrać formę opieki ginekologicznej zgodnie z jej oczekiwaniem (a nie swoimi poglądami) – zaznaczyła dr Agnieszka Nalewczyńska.

Gabinet dobrze zorganizowany
Panelistki zgodziły się, że ważne są zmiany w organizacji opieki i funkcjonowania gabinetu ginekologicznego. Za kluczowe uznano zapewnienie pacjentkom komfortowych warunków do przebrania się i przygotowania do badania oraz zapewnienie, by nikt postronny nie mógł wejść do gabinetu podczas wykonywania badania. Zauważono, że młode kobiety doceniają drobne udogodnienia, takie jak zapewnienie w gabinecie różnych środków higienicznych czy ogrzanie żelu do USG przed wykonaniem badania. Zaznaczono, że nawet najdrobniejsza zmiana ma duże znaczenie dla poprawy komfortu pacjentek, zwłaszcza szczególnie wrażliwych, z cechami neuroatypowości. W przypadku tej grupy kobiet pozorne drobiazgi mogą przesądzić o systematyczności wizyt ginekologicznych.

Kampania świadomościowa „W kobiecym interesie” została zainicjowana i jest realizowana przez Gedeon Richter.

– Od lat Gedeon Richter troszczy się o zdrowie kobiet. Nasza kampania „W kobiecym interesie” ma na celu zachęcanie wszystkich Polek do regularnych wizyt u ginekologa i szerzenie wiedzy na temat korzystania z prawa do równego dostępu do podstawowych świadczeń zdrowotnych, w tym ginekologiczno-położniczych – bez względu na wiek, status majątkowy czy miejsce zamieszkania. Jako firma wspierająca kobiety i ich zdrowie czujemy potrzebę realnego zaangażowania się w pokonywanie barier, które stoją na drodze kobiet do  gabinetu ginekologicznego – mówi Aneta Grzegorzewska, dyrektor ds. Korporacyjnych i Relacji Zewnętrznych w Gedeon Richter Polska.

Link do raportu z badania: https://zdrowa-ona.pl/w-kobiecym-interesie/
 
 
 
[1] Raport „W kobiecym interesie. Bez wyjątku”, https://zdrowa-ona.pl/w-kobiecym-interesie/
źródło: GedeonRichter
Sobota, 23 marca była wyjątkowym dniem w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM. Jednego dnia, w ciągu niespełna 10 godzin, wykonano tam dwa przeszczepienia trzustki (w tym jedną – jednoczasowo z nerką). Pacjentki czują się coraz lepiej i chociaż obie są jeszcze w szpitalu, to w ciągu najbliższych kilku dni zostaną wypisane do domu. 
Operacje przeprowadzili prof. Wojciech Lisik i lek. Paweł Skrzypek wraz z zespołem transplantacyjnym.

– To był duży wysiłek organizacyjny. W tych dwóch weekendowych zabiegach brał udział niemal cały personel medyczny naszej Kliniki. Wcześniej zdarzały się takie okresy „zagęszczenia”, że w ciągu 10 dni mieliśmy 2-3 przeszczepienia trzustki. Jednak takiej sytuacji, żeby wykonać dwa przeszczepienia tego narządu w tym jedno przeszczepienie – jednoczasowo z nerką w ciągu kilku godzin jeszcze nie mieliśmy – mówi lek. Paweł Skrzypek. – Z drugiej strony do takich sytuacji powinniśmy być przyzwyczajeni. Nasza Klinika, jako jedyna w Polsce, w tym samym zespole medycznym wykonuje przeszczepienia wątrób, nerek i trzustek, nierzadko jako przeszczepienia wielonarządowe. Ale nigdy nie były to dwa przeszczepienia trzustki.   

Mogłoby się wydawać, że dwa przeszczepienia to niewiele, jednak ważny jest kontekst. W ciągu całego roku w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM wykonuje się 10-15 takich zabiegów. A w Polsce – nie więcej niż 30 rocznie. W sumie w naszym kraju mamy tylko 2 aktywne ośrodki zajmujące się transplantacją tego wymagającego narządu.

Wskazania do transplantacji 

– Przeszczepienie trzustki jest wskazane w wypadku najcięższych form cukrzycy typu 1, czasami również cukrzycy typu 2. Do zbiegu kwalifikowani są diabetycy z poważnymi powikłaniami cukrzycy, takimi jak: szybko postępująca retinopatia, szybko postępująca neuropatia obwodowa lub autonomioczna powodująca w konsekwencji hipoglikemie zagrażające życiu. Natomiast przeszczepienie trzustki z nerką proponujemy osobom, u których cukrzyca doprowadziła do schyłkowej niewydolności nerek. Wówczas jest to optymalna metoda leczenia, gdyż jednocześnie rozwiązujemy dwa problemy – dializ oraz konieczności przyjmowania insuliny – mówi lek. Paweł Skrzypek. I dodaje: Niestety, ciągle niewielu pacjentów do nas trafia. Diabetolodzy rzadko proponują tę metodę leczenia. Duża część osób dociera do nas, bo sami się dowiedzieli, usłyszeli, przeczytali w social mediach, że takie leczenie jest możliwe. Tymczasem w Polsce istnieje wcale niemała grupa pacjentów, która mogłaby z takiego leczenia odnieść z dużą korzyść.

Obie pacjentki, które przeszły zabiegi 23 marca, chorowały na cukrzycę typu 1. Pani Irina, której  przeszczepiono trzustkę wraz z nerką, chorowała na cukrzycę od 17 lat i przyznaje, że był to bardzo ciężki czas w jej życiu. Mimo, że przyjmowała insulinę i kontrolowała to, co jadła, choroba szybko zaczęła niszczyć nerki. Doszło do tego, że trzy lata temu konieczne było usunięcie jednej z nich, a ta która pozostała nie spełniała swojej roli. Dlatego zaproponowano pani Irinie oprócz przeszczepienia trzustki jednoczasowe przeszczepienie nerki.

 

Na czym polegały zabiegi

U obu naszych pacjentek proces przeszczepiania przebiegał bez większych problemów. Choć, jak przyznaje lek. Paweł Skrzypek, jest to zabieg trudny i czasochłonny.

– Trzustka wymaga bardzo dokładnego i precyzyjnego opracowania przed wszczepieniem. Każdy skrawek tego narządu musi być dokładnie sprawdzony i zabezpieczony. Trzeba wykonać bardzo precyzyjną rekonstrukcję układu tętniczego narządu, należy skrócić fragment dwunastnicy, który jest przeszczepiany razem z trzustką – i tak go przygotować, żeby można było wykonać zespolenie z jelitem biorcy. Zatem mały narząd, który ma 12-13 cm długości, zajmuje nas jeszcze przed samym procesem przeszczepienia na 2,5-3 godziny. Jeśli natomiast przeszczepiamy trzustkę jednoczasowo z nerką, to mamy dodatkowe wyzwanie organizacyjne. Trzeba zaangażować dodatkowy zespół chirurgiczny, który w trakcie kiedy przygotowujemy trzustkę, przeszczepia nerkę. Zatem przeszczepiamy najpierw nerkę potem trzustkę. Taka procedura zajmuje w sumie prawie 6 godzin.

Jak się czują pacjentki

Kilka dni po operacji na pytanie „jak się pani czuje?”, pani Irina odpowiada, że z każdym dniem coraz lepiej i cieszy się na perspektywę normalnego życia.  

– Obie pacjentki są w dobrym stanie psychicznym i klinicznym. Bezpośrednio po zabiegu przyjmowały doustnie płyny i preparaty białkowe, a kilka dni po operacji zaczęliśmy podawać im ”zwykłe” jedzenie. Wstrzymywaliśmy się z tym, bo obie panie miały wykonywane zespolenie na jelicie cienkim bardzo wysoko w przewodzie pokarmowym. Nie chcemy, aby pokarm uszkodził to zespolenie – to byłoby bardzo groźne powikłanie. 

Dzięki przeszczepieniu obie kobiety od samego zabiegu nie muszą przyjmować insuliny – trzustki podjęły działalność błyskawicznie po operacji. Są wyleczone z cukrzycy i będą mogły funkcjonować tak jak przeciętny człowiek, który nigdy nie miał cukrzycy – podsumowuje lek. Paweł Skrzypek.

Przeszczepienie trzustki jest jedyną przyczynową metodą leczenia cukrzycy insulinozależnej. Poziom glukozy we krwi normalizuje się praktycznie od razu. Czasem zdarza się, że przeszczepiony narząd produkuje wręcz za dużo insuliny, ale jest to przejściowe i po krótkim czasie obserwujemy prawidłową kontrolę glikemii.  

Jak długo może działać taka przeszczepiona trzustka? W dużej mierze zależy to od pacjenta i jego układu immunologicznego. Jeśli pacjent bierze zalecone leki, zgłasza się na kontrole, realizuje wszystkie zalecenia – to nawet 15-20 lat. 

Możliwe powikłania 

Oczywiście przeszczepienia trzustki wiążą się z ryzykiem wystąpienia powikłań. Na możliwość wystąpienia takowych wpływa zarówno sama złożoność zabiegu, charakter narządu oraz powikłania narządowe rozwijające się w wyniku cukrzycy. Dlatego do takiego leczenia nie kwalifikują się osoby, które są w bardzo ciężkim stanie ogólnym. Jeśli pacjent ma np. nasilone objawy ze strony układu krążenia, operacja mogłaby być dla niego zbyt dużym obciążeniem. I oczywiście nie jest to metoda dla  osób, u których cukrzyca nie jest bardzo nasilona, a ich komfort życia jest całkiem dobry, akceptowalny przez pacjenta.

– Jeśli chodzi o najcięższe powikłania jak np. zakrzepica narządu przeszczepionego – mogą się zdarzyć w ciągu pierwszych dni, tygodni po zabiegu. W naszej Klinice odsetek występowania zakrzepicy jest wyjątkowo niewielki, dlatego, że mamy dokładnie opracowany i przemyślany proces transplantologiczny, a do zabiegu kwalifikujemy dobrze przygotowanych pacjentów. Jak na razie jesteśmy wyjątkowo skuteczni, bo w ciągu ostatnich 8 lat zdarzył się nam tylko jeden taki przypadek – informuje lek. Paweł Skrzypek.

Życie po przeszczepieniu

O tym, jak zmieni się życie pacjentek operowanych 23 marca powiemy dopiero za kilka tygodni, jednak już sam fakt, że nie muszą przyjmować insuliny wprowadza rewolucję w ich życiu. Bardzo odczuwa to pani Ania, która niedawno odwiedziła Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM z tortem, ozdobionym figurkami przedstawiającymi trzech operatorów – prof. Wojciecha Lisika, prof. Macieja Kosieradzkiego i lek. Pawła Skrzypka. 

Pani Ania choć jest dopiero kilka tygodni po przeszczepieniu już odczuwa ogromną zmianę. 

– Na cukrzycę chorowałam od 22 roku życia. Radziłam sobie z tym raz lepiej raz gorzej, bo nieodłącznym elementem cukrzycy jest depresja. Były więc wzloty i upadki. Jednak zdecydowanym zwrotem była pandemia. W 2020 r. bardzo ciężko przeszłam Covid-19. Wtedy właściwie wszystko już się posypało. Zaczęłam tracić wzrok, w coraz gorszym stanie były nerki, pojawiła się neuropatia – opowiada pani Ania. 

Poznała kobietę, która miała jako jedna z pierwszych w Polsce przeszczepioną trzustkę. To od niej dowiedziała się, że możliwe jest takie leczenia. Pani Ania poprosiła swojego diabetologa o skierowanie i trafiła do Poradni przy Klinice. Przeszła proces kwalifikacji i ostatecznie została zakwalifikowana do przeszczepienia trzustki, a po dwóch miesiącach pojawił się dawca i przeszła zabieg.

– Po tygodniu od operacji zostałam wypisana ze szpitala. Już dwie doby po operacji miałam wrażenie, jakby w moim organizmie zaczęła płynąc zupełnie inna energia. Przed transplantacją codziennie budziłam się z bólem całego ciała, co wiązałam z moją neuropatią. Teraz wreszcie nic mnie nie boli. Okulistka powiedziała, że prawdopodobnie uda się zatrzymać proces utraty wzroku. Wreszcie nie muszę sobie podawać insuliny! To jest zupełnie inna jakość życia. Gdybym jeszcze raz miała rozważać, czy poddaję się temu zabiegowi, czy nie – to jeszcze raz bym się na niego zdecydowała. 

źródło: WUM

Od 1 kwietnia 2024 r. na nowej liście refundacyjnej pojawiła się pierwsza terapia farmakologiczna stosowana w leczeniu objawów mięśniaków macicy. To wieloskładnikowy lek nowej generacji, będący skojarzeniem relugoliksu, estradiolu i octanu noretysteronu. Wprowadzone zmiany są efektem starań organizacji pacjenckich i ekspertów klinicznych, którzy od miesięcy zabiegali o zapewnienie skutecznej i bezpiecznej farmakoterapii.

Mięśniaki macicy są jedną z najczęstszych chorób ginekologicznych. To łagodne nowotwory, które nie dają przerzutów i mają bardzo niskie ryzyko zezłośliwienia[1]. Szacuje się, że występują u 20-50% kobiet w wieku prokreacyjnym, wzrost częstości występowania tej patologii do 70% obserwuje się w populacji kobiet w wieku ok. 50 lat[2].

Do najczęściej wymienianych dolegliwości wywoływanych przez mięśniaki macicy należą: uporczywe bóle podbrzusza, pleców oraz obfite miesiączki. Towarzyszące temu nadmierne krwawienia mogą przyczyniać się do anemii, oprócz tego mięśniaki mogą dawać inne objawy, takie jak: częstomocz, zaparcia u młodszych kobiet, a nawet problemy z zajściem w ciążę czy jej donoszeniem.

Pojawienie się na polskim rynku leku nowej generacji przez wielu zostało uznane za szansę na nowoczesne leczenie dla wielu kobiet zmagających się z tą chorobą. Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników przyjęło pozytywne stanowisko dla tej terapii, wskazując, że przedstawione wyniki badań pozwalają jednoznacznie stwierdzić jej skutecznośćw zmniejszaniu uciążliwych dolegliwości spowodowanych mięśniakami bez wywoływania niekorzystnych skutków ubocznych. Za dodatkową zaletę uznano minimalizowanie objawów ubocznych, dzięki czemu leczenie jest akceptowalne dla większości kobiet[3].

O znaczeniu i skuteczności leku wypowiadali się także inni eksperci kliniczni, podkreślając bezpieczeństwo jej stosowania. 

W wiarygodnych badaniach udowodniono, że zastosowanie wspomnianej terapii powoduje m.in. redukcję obfitych krwawień, bólu, zmniejszenie objętości macicy, wzrost poziomu hemoglobiny we krwi czy zahamowanie owulacji. Powrót cykli owulacyjnych następował średnio po 23 dniach od zakończenia leczenia. Warto również podkreślić, że lek ma potwierdzony korzystny profil tolerancji i zapewnia równowagę między skutecznością a bezpieczeństwem terapii – wyjaśniał prof. Tomasz Paszkowski, kierownik III Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie w lipcu 2023 r. na łamach tygodnika Newsweek. 

O możliwość skorzystania z leczenia i wpisanie preparatu na listę refundacyjną przez wiele miesięcy zabiegały pacjentki. W październiku 2023 r. z inicjatywy Stowarzyszenia Kobiet z Problemami Onkologiczno-Ginekologicznymi „Magnolia” do Ministerstwa Zdrowia wpłynął wspólny apel, pod którym podpisało się 13 organizacji pacjenckich. W wystosowanym piśmie przedstawiono sytuację chorych z mięśniakami macicy oraz apelowano o zapewnienie im dostępu do nowych możliwości leczenia w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia.

– Bardzo się cieszę, że nasze apele zostały wysłuchane i polskie pacjentki będą miały możliwość skorzystania z bezpiecznego oraz skutecznego leczenia farmakologicznego redukującego dolegliwości związane z występowaniem objawów mięśniaków macicy. To szczególnie ważne dla wielu młodych kobiet, ponieważ do tej pory chore były skazane na zabiegi usunięcia macicy, co wiązało się z wieloma poważnymi konsekwencjami dla zdrowia – podkreśla Katarzyna Lisowska z Fundacji Per Humanus, jedna z sygnatariuszek pisma. 

Zgodnie z decyzją Ministra Zdrowia od 1 kwietnia 2024 r. polskie pacjentki uzyskały dostęp do leczenia do dwóch lat ciężkich objawów mięśniaków macicy w postaci nasilonych krwawień u dorosłych kobiet w wieku rozrodczym, po weryfikacji histologicznej endometrium, niekwalifikujących się do leczenia operacyjnego, po nieskutecznym leczeniu zachowawczym objawów lekami zawierającymi pochodne o działaniu gestagennym.

[1] Vollenhoven B. Introduction: the epidemiology of uterine leiomyomas. Bailliere’s Clin. Obstet. Gynecol. 1998, 12:169-176.

[2] Woźniak S., Pietrzak B., Paszkowski T., Radowicki S., Pawelczyk L., Wielgoś M.: Farmakoterapia mięśniaków macicy. Ginekologia i Perinatologia Praktyczna 2017, tom 2, nr 2, str. 141-145.

[3] Stanowisko Ekspertów Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników dotyczące stosowania relugoliksu w terapii skojarzonej — 40 mg relugoliksu, 1 mg estradiolu i 0,5 mg octanu noretysteronu w leczeniu objawowych mięśniaków macicy u kobiet, Tomasz Rechberger, Artur Jakimiuk, Rafał Stojko, Maria Szubert, Piotr Sieroszewski, Ginekologia i Perinatologia Praktyczna 2022;7(4):217-225.

źródło: Ministerstwo Zdrowia

Do fizjoterapeuty uroginekologicznego zgłaszają się pacjentki z różnymi problemami np. nietrzymaniem moczu czy nietrzymaniem gazów, z obniżeniem narządów miednicy mniejszej, przez różne zespoły bólowe miednicy mniejszej, bolesnym miesiączkowaniem, bolesnym współżyciem czy endometriozą. To jest szeroka grupa pacjentek, które w świadomy sposób chcą przygotować się do porodu czy siłami natury czy cięcia cesarskiego. – podkreśla mgr Magdalena Lewandowska, fizjoterapeuta Centrum Medycznego Damiana w rozmowie z redakcją Medicalpress.

Pani magister czym zajmuje się fizjoterapeuta uroginekologiczny i czy to jest jakaś nowa specjalizacja?

Fizjoterapia uroginekologiczna to jest gałąź fizjoterapii, podobnie jak mamy fizjoterapię pediatryczną, ortopedyczną, neurologiczną, tak samo mamy do dyspozycji fizjoterapię uroginekologiczną i nie jest to wcale taka nowa dziedzina, ale faktycznie od niedawna się o niej słyszy, mówi także za sprawą różnych social mediów, także dziękuję za zaproszenie do rozmowy i za możliwość przybliżenia tematu właśnie fizjoterapii uroginekologicznej.

Czym się w ogóle zajmuje fizjoterapeuta urologinekologiczny?
Do fizjoterapeuty uroginekologicznego zgłaszają się pacjentki ze spektrum ginekologicznym i urologicznym tak jak sama nazwa wskazuje, więc chodzi o kwestie począwszy od nietrzymania moczu czy nietrzymania gazów, stolca, przez obniżenie narządów miednicy mniejszej, przez różne zespoły bólowe miednicy mniejszej, to jest na przykład bolesne miesiączkowanie, to jest bolesne współżycie, to jest endometrioza i inne zespoły bólowe tego obszaru. To jest szeroka grupa pacjentek, które w świadomy sposób chcą przygotować się do porodu czy siłami natury czy cięcia cesarskiego, a więc opieka okołoporodowa. Myślę tutaj także o niwelowaniu dolegliwości bólowych, o terapii rozejścia mięśnia prostego brzucha, o mobilizacji blizny czy po cięciu cesarskim czy po nacięciu krocza, o indywidualnie dobranych ćwiczeniach na czas ciąży przygotowujących do porodu czy też ćwiczeniach pozwalających wrócić do aktywności fizycznej sprzed porodu. To jest też szeroka grupa pacjentów przygotowujących się do operacji urologicznych albo ginekologicznych i też cała rehabilitacja pooperacyjna, a zatem spektrum działania jest tutaj szerokie.

Dziękuję, a jakie metody stosuje się w fizjoterapii uroginekologicznej i jak szybko można uzyskać efekty stosując te metody?
Jeżeli chodzi o metody to one są podobne jak w fizjoterapii ogólnej czyli mamy tutaj terapię manualną, w tym różne techniki osteopatyczne, mamy kinezyterapię, mamy kinezjotaping czyli to są takie kolorowe taśmy – plastry, które przyklejamy na skórę dla przedłużenia efektów terapii prowadzonej w gabinecie, mamy fizykoterapię czyli różnego rodzaju urządzenia i energię, ultradźwięki, elektrostymulację, mamy też  metodę biofeedbacku, która bardzo fajnie sprawdza się przy ukrytych mięśniach dna miednicy, tak ważnych w fizjoterapii uroginekologicznej i tutaj w zależności od tego czym dysponujemy to może być biofeedback za pomocą aparatu USG, mogą być różne sondy ciśnieniowe, w zależności od gabinetu i fizjoterapeuty ale też jest to szeroko wykorzystywana metoda. Jeżeli chodzi o 2 część pytania, jak szybko można spodziewać się efektów, to jest bardzo trudne pytanie, bo to wszystko zależy od tego z czym się do nas zgłasza pacjent i jaki to jest problem, jakie jest źródło tego problemu i jak zaangażowany jest sam pacjent w proces rehabilitacji. Efekt może być już odczuwalny po jednym zabiegu jeżeli zgłasza się na przykład pacjent z jakimiś dolegliwościami bólowymi i po jednym zabiegu może się okazać, że tych dolegliwości już nie ma albo może być to liczone bardziej w tygodniach, jeżeli mówimy np. o nietrzymaniu moczu czy terapii rozejścia mięśnia prostego brzucha. Nie ukrywam też, że duży wpływ na cały proces ma sam pacjent, właściwie największy wpływ ma sam pacjent.

Częściowo odpowiedziała już Pani na moje kolejne pytanie, jaka jest zatem rola pacjenta, czy dostaje zadania do ćwiczenia w domu?
Tak, praktycznie zawsze moi pacjenci dostają jakieś zadania do domu. Oczywiście te zadania, i zalecenia przerabiamy sobie na wizycie, po to żeby wyćwiczyć odpowiednio, zobaczyć czy pacjent potrafi poprawnie sam wykonać dane ćwiczenie, dane zadanie, żeby mieć pewność, że te zalecenia będą w domu dobrze realizowane. Oczywiście też dużą grupą pacjentek są pacjentki po porodzie te, które często mają już dzieci i są mocno ograniczone czasowo, więc staramy się zawsze ćwiczenia dobrać też do możliwości po prostu danego pacjenta, również tych czasowych, natomiast zawsze jakieś zadania do domu są, bo pacjent ma tak jak powiedziałam właściwie największy wpływ na proces rehabilitacji. Od zaangażowania i systematyczności zależy jak będzie ten proces przebiegał i jak długo będzie trwała ta rehabilitacja.

Dziękuję bardzo, na koniec trochę podsumowując, proszę powiedzieć dlaczego warto korzystać z porad fizjoterapeuty uroginekologicznego?
Uważam, że z fizjoterapii należy korzystać, nie tylko  tej uroginekologicznej, żeby po prostu podnieść jakość swojego życia. W kontekście fizjoterapii uroginekologicznej warto sobie zdać sprawę, że to nie jest normalne, że co miesiąc mamy bolesne miesiączki czy owulacje, to nie jest taka uroda kobiety że seks boli. Nie musimy się wycofywać się z aktywności fizycznych, które lubimy albo nawet z życia towarzyskiego, bo często pacjenci zaczynają się wycofywać z właśnie takich spotkań towarzyskich na przykład mając nietrzymanie moczu podczas śmiechu Fizjoterapia wpływa zatem nie tylko na ten aspekt fizyczności ale to ma dużo szersze ramy. Mamy też ten aspekt psychologiczny, socjologiczny czasem również ekonomiczny, bo pacjenci często modyfikują swoją pracę pod daną swoją dysfunkcję, więc trzeba na to troszkę szerzej spojrzeć. Zachęcam zatem wszystkich do korzystania z fizjoterapii ogólnie, żeby po prostu podnieść jakość swojego życia.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Zagrajek, Medicapress

źródło: redakcja Medicalpress

Do fizjoterapeuty uroginekologicznego zgłaszają się pacjentki z różnymi problemami np. nietrzymaniem moczu czy nietrzymaniem gazów, z obniżeniem narządów miednicy mniejszej, przez różne zespoły bólowe miednicy mniejszej, bolesnym miesiączkowaniem, bolesnym współżyciem czy endometriozą. To jest szeroka grupa pacjentek, które w świadomy sposób chcą przygotować się do porodu czy siłami natury czy cięcia cesarskiego. – podkreśla mgr Magdalena Lewandowska, fizjoterapeuta Centrum Medycznego Damiana w rozmowie z redakcją Medicalpress.

Pani magister czym zajmuje się fizjoterapeuta uroginekologiczny i czy to jest jakaś nowa specjalizacja?

Fizjoterapia uroginekologiczna to jest gałąź fizjoterapii, podobnie jak mamy fizjoterapię pediatryczną, ortopedyczną, neurologiczną, tak samo mamy do dyspozycji fizjoterapię uroginekologiczną i nie jest to wcale taka nowa dziedzina, ale faktycznie od niedawna się o niej słyszy, mówi także za sprawą różnych social mediów, także dziękuję za zaproszenie do rozmowy i za możliwość przybliżenia tematu właśnie fizjoterapii uroginekologicznej.

Czym się w ogóle zajmuje fizjoterapeuta urologinekologiczny?
Do fizjoterapeuty uroginekologicznego zgłaszają się pacjentki ze spektrum ginekologicznym i urologicznym tak jak sama nazwa wskazuje, więc chodzi o kwestie począwszy od nietrzymania moczu czy nietrzymania gazów, stolca, przez obniżenie narządów miednicy mniejszej, przez różne zespoły bólowe miednicy mniejszej, to jest na przykład bolesne miesiączkowanie, to jest bolesne współżycie, to jest endometrioza i inne zespoły bólowe tego obszaru. To jest szeroka grupa pacjentek, które w świadomy sposób chcą przygotować się do porodu czy siłami natury czy cięcia cesarskiego, a więc opieka okołoporodowa. Myślę tutaj także o niwelowaniu dolegliwości bólowych, o terapii rozejścia mięśnia prostego brzucha, o mobilizacji blizny czy po cięciu cesarskim czy po nacięciu krocza, o indywidualnie dobranych ćwiczeniach na czas ciąży przygotowujących do porodu czy też ćwiczeniach pozwalających wrócić do aktywności fizycznej sprzed porodu. To jest też szeroka grupa pacjentów przygotowujących się do operacji urologicznych albo ginekologicznych i też cała rehabilitacja pooperacyjna, a zatem spektrum działania jest tutaj szerokie.

Dziękuję, a jakie metody stosuje się w fizjoterapii uroginekologicznej i jak szybko można uzyskać efekty stosując te metody?
Jeżeli chodzi o metody to one są podobne jak w fizjoterapii ogólnej czyli mamy tutaj terapię manualną, w tym różne techniki osteopatyczne, mamy kinezyterapię, mamy kinezjotaping czyli to są takie kolorowe taśmy – plastry, które przyklejamy na skórę dla przedłużenia efektów terapii prowadzonej w gabinecie, mamy fizykoterapię czyli różnego rodzaju urządzenia i energię, ultradźwięki, elektrostymulację, mamy też  metodę biofeedbacku, która bardzo fajnie sprawdza się przy ukrytych mięśniach dna miednicy, tak ważnych w fizjoterapii uroginekologicznej i tutaj w zależności od tego czym dysponujemy to może być biofeedback za pomocą aparatu USG, mogą być różne sondy ciśnieniowe, w zależności od gabinetu i fizjoterapeuty ale też jest to szeroko wykorzystywana metoda. Jeżeli chodzi o 2 część pytania, jak szybko można spodziewać się efektów, to jest bardzo trudne pytanie, bo to wszystko zależy od tego z czym się do nas zgłasza pacjent i jaki to jest problem, jakie jest źródło tego problemu i jak zaangażowany jest sam pacjent w proces rehabilitacji. Efekt może być już odczuwalny po jednym zabiegu jeżeli zgłasza się na przykład pacjent z jakimiś dolegliwościami bólowymi i po jednym zabiegu może się okazać, że tych dolegliwości już nie ma albo może być to liczone bardziej w tygodniach, jeżeli mówimy np. o nietrzymaniu moczu czy terapii rozejścia mięśnia prostego brzucha. Nie ukrywam też, że duży wpływ na cały proces ma sam pacjent, właściwie największy wpływ ma sam pacjent.

Częściowo odpowiedziała już Pani na moje kolejne pytanie, jaka jest zatem rola pacjenta, czy dostaje zadania do ćwiczenia w domu?
Tak, praktycznie zawsze moi pacjenci dostają jakieś zadania do domu. Oczywiście te zadania, i zalecenia przerabiamy sobie na wizycie, po to żeby wyćwiczyć odpowiednio, zobaczyć czy pacjent potrafi poprawnie sam wykonać dane ćwiczenie, dane zadanie, żeby mieć pewność, że te zalecenia będą w domu dobrze realizowane. Oczywiście też dużą grupą pacjentek są pacjentki po porodzie te, które często mają już dzieci i są mocno ograniczone czasowo, więc staramy się zawsze ćwiczenia dobrać też do możliwości po prostu danego pacjenta, również tych czasowych, natomiast zawsze jakieś zadania do domu są, bo pacjent ma tak jak powiedziałam właściwie największy wpływ na proces rehabilitacji. Od zaangażowania i systematyczności zależy jak będzie ten proces przebiegał i jak długo będzie trwała ta rehabilitacja.

Dziękuję bardzo, na koniec trochę podsumowując, proszę powiedzieć dlaczego warto korzystać z porad fizjoterapeuty uroginekologicznego?
Uważam, że z fizjoterapii należy korzystać, nie tylko  tej uroginekologicznej, żeby po prostu podnieść jakość swojego życia. W kontekście fizjoterapii uroginekologicznej warto sobie zdać sprawę, że to nie jest normalne, że co miesiąc mamy bolesne miesiączki czy owulacje, to nie jest taka uroda kobiety że seks boli. Nie musimy się wycofywać się z aktywności fizycznych, które lubimy albo nawet z życia towarzyskiego, bo często pacjenci zaczynają się wycofywać z właśnie takich spotkań towarzyskich na przykład mając nietrzymanie moczu podczas śmiechu Fizjoterapia wpływa zatem nie tylko na ten aspekt fizyczności ale to ma dużo szersze ramy. Mamy też ten aspekt psychologiczny, socjologiczny czasem również ekonomiczny, bo pacjenci często modyfikują swoją pracę pod daną swoją dysfunkcję, więc trzeba na to troszkę szerzej spojrzeć. Zachęcam zatem wszystkich do korzystania z fizjoterapii ogólnie, żeby po prostu podnieść jakość swojego życia.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała: Joanna Zagrajek, Medicapress

źródło: redakcja Medicalpress