Medicalpress

Każdego roku mieszkańcy Europy samodzielnie leczą ok. 1,2 mld drobnych dolegliwości, stosując leki bez recepty, co przynosi blisko 36,7 mld euro oszczędności rocznie. Sam system ochrony zdrowia w UE oszczędza na tym 26,3 mld euro, a w Polsce – 1 mld zł. Starzenie się społeczeństwa i jego rosnące potrzeby zdrowotne sprawiają, że takie podejście będzie zyskiwać na znaczeniu, ale potrzeba do tego podnoszenia kompetencji zdrowotnych pacjentów – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia.

 Odpowiedzialne samoleczenie to element każdego nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej. Oznacza to, że pacjent samodzielnie podejmuje decyzje o leczeniu drobnych dolegliwości przy użyciu leków bez recepty (OTC) – mówi w rozmowie z agencją Newseria Ewa Jankowska, prezeska PASMI – Polskiego Związku Producentów Leków Bez Recepty.

Samoleczenie jest elementem szerszej koncepcji samoopieki (self-care), którą Światowa Organizacja Zdrowia definiuje jako zdolność do zapobiegania chorobom, utrzymywania zdrowia oraz radzenia sobie z dolegliwościami. Według raportu Uczelni Łazarskiego „Rola samoleczenia w systemie opieki zorientowanym na wartość zdrowotną” w Unii Europejskiej każdego dnia ok. 3,3 mln drobnych dolegliwości zdrowotnych można leczyć przy użyciu leków OTC. To głównie infekcje wirusowe, ból gardła, kaszel, alergie, dolegliwości układu pokarmowego, bóle głowy czy niewielkie urazy. Bezpieczne samoleczenie dotyczy wyłącznie mniejszych dolegliwości, a w przypadku utrzymywania się lub nasilenia objawów konieczna jest konsultacja z lekarzem.

– Samoleczenie jest dzisiaj benefitem nie tylko dla pacjenta, ale również dla całego systemu opieki zdrowotnej – ocenia Łukasz Marynowski, country head Poland w Opella Healthcare, członek zarządu PASMI. – W obliczu starzejącego się społeczeństwa, rosnącej liczby pacjentów, ale też ograniczonych zasobów kadrowych to właśnie odpowiedzialne samoleczenie powinno być niezbędnym uzupełnieniem opieki medycznej. Pozwoli to efektywnie wykorzystać zasoby całego systemu ochrony zdrowia.

Według raportu AESGP Study „Self-Care in Europe: Economic and Social Impact on Individuals and Society” każde 1 euro wydane przez pacjenta na samoleczenie przynosi średnio 6,7 euro korzyści ekonomicznych – 4,6 euro dla systemu ochrony zdrowia oraz 2,1 euro dla gospodarki. Przytaczane w raporcie wyliczenia ekspertów szacują, że gdyby pacjenci zgłaszali się ze wszystkimi drobnymi dolegliwościami, w całej UE potrzebnych byłoby dodatkowo 120 tys. lekarzy pierwszego kontaktu lub obecna kadra musiałaby pracować dodatkowe 144 minuty dziennie. Większe wykorzystanie odpowiedzialnego samoleczenia mogłoby ograniczyć liczbę wizyt u lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej o kolejne 10–25 proc. i przynieść 17,6 mld euro oszczędności rocznie (12,5 mld dla systemu i 5,1 mld dla gospodarki).

W Polsce obecnie nieco ponad połowa drobnych dolegliwości leczona jest w ramach odpowiedzialnego samoleczenia, co pokazuje, że model ten odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu krajowego systemu ochrony zdrowia. Tak szerokie wykorzystanie samoleczenia wymaga jednak odpowiednich kompetencji zdrowotnych oraz świadomego i bezpiecznego stosowania produktów leczniczych dostępnych bez recepty.

– Kompetencje te buduje się poprzez uważne czytanie ulotek. Ważne również, aby w trakcie procesu samoleczenia obserwować reakcję organizmu i w przypadkach wątpliwych skonsultować się z farmaceutą i lekarzem – mówi Ewa Jankowska.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że kompetencje zdrowotne obejmują umiejętność wyszukiwania, rozumienia i wykorzystywania informacji dotyczących zdrowia przy podejmowaniu codziennych decyzji. Oznacza to m.in. umiejętność właściwego stosowania leków zgodnie z ulotką, rozpoznania objawów wymagających konsultacji z lekarzem oraz korzystania z wiedzy farmaceutów.

– Odpowiedzialne samoleczenie zaczyna się od rzetelnej i sprawdzonej wiedzy. Dzisiaj pacjenci mają bardzo szeroki dostęp do informacji i trudno jest dokonać wyboru pomiędzy faktem a niesprawdzoną poradą. Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa środowisko medyczne – podkreśla Ewa Królikowska, dyrektor generalna Teva Pharmaceuticals Polska, członkini zarządu PASMI.

Jak wynika z przytoczonego w raporcie badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, 62,5 proc. pacjentów jako główne źródło wiedzy o stosowanych lekach wskazuje lekarza. Również farmaceuci odgrywają ważną rolę w budowaniu ich kompetencji zdrowotnych i wspieraniu w bezpiecznym zażywaniu leków bez recepty. Właśnie promowaniu takich postaw służy obchodzony 24 lipca Międzynarodowy Dzień Samoleczenia.

– W tym dniu przypominamy, jak ważne społecznie jest odpowiednie stosowanie leków bez recepty. Symbol 24/7 oznacza, że o zdrowie powinniśmy dbać odpowiedzialnie przez całą dobę, siedem dni w tygodniu – podkreśla Ewa Jankowska.

Źródło: Newseria

Ból ostry, jeśli nie jest właściwie leczony, może przejść w ból przewlekły. Ten z kolei wpływa nie tylko na ciało, ale też na psychikę, życie zawodowe, rodzinne i społeczne pacjenta. O tym, jak zapobiegać chronifikacji bólu, ograniczać samoleczenie i budować system opieki nad pacjentem z bólem, rozmawiali eksperci podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”. Projekt objęła honorowym patronatem Małgorzata Kidawa-Błońska, Marszałek Senatu RP, a jego ambasadorką została Urszula Dudziak.
„Bardzo słucham swojego ciała, bo to jest ważne. Jeżeli organizm daje mi sygnały, że coś mu nie służy albo że coś jest nie tak, to staram się reagować. Profilaktyka jest bardzo ważna – trzeba się badać i być czujnym wobec własnego zdrowia” – mówiła Urszula Dudziak.

W medycynie bólu profilaktyka oznacza jednak nie tylko ogólną troskę o zdrowie, aktywność fizyczną czy reagowanie na niepokojące objawy. Oznacza także właściwe leczenie bólu ostrego, aby nie dopuścić do jego utrwalenia, ograniczanie samoleczenia, szybki dostęp do specjalistów i wielokierunkowe prowadzenie pacjenta.

Ból przewlekły wymaga leczenia pacjenta, nie tylko objawu

W wypowiedziach ekspertów powracało przekonanie, że leczenie bólu nie może ograniczać się do szybkiego zniesienia dolegliwości. Ból przewlekły wymaga spojrzenia na pacjenta całościowo, z uwzględnieniem chorób współistniejących, sytuacji psychicznej, funkcjonowania społecznego, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego.

Ból przewlekły jest wielochorobowością i tak też powinien być leczony. Jedną metodą nie wyleczymy bólu – wszyscy już wiemy, że potrzebna jest profilaktyka, fizjoterapia, psychoterapia, farmakoterapia i metody interwencyjne. Cały ten system działa tak, jak działa jego najsłabszy element” – mówił dr Marcin Kołacz z Poradni Leczenia Bólu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus.

Na ryzyko leczenia bólu w oderwaniu od całego obrazu zdrowia pacjenta zwracał uwagę dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny i ekspert w zakresie interakcji lekowych. Jak podkreślał, „jedną z najczęstszych przyczyn nieskuteczności leczenia jest leczenie bólu, a nie pacjenta z bólem. Niezwykle ważny jest kontekst wielochorobowości, chorób współistniejących, depresji, bezsenności czy lęku. Farmakoterapia nie może polegać wyłącznie na tym, żeby ‚nie bolało’, bo bardzo często prowadzi to do zjawiska pseudoulgi i chronifikacji bólu.”

Konsekwencje przewlekłego bólu wykraczają daleko poza sam objaw. Chorzy często tracą możliwość pracy, wycofują się z życia społecznego i codziennych aktywności. „Ból zabija szczęście i nie pozwala żyć. Niszczy nie tylko funkcjonowanie biologiczne człowieka, ale również jego możliwości psychospołeczne i zawodowe. Pacjent z przewlekłym bólem bardzo często wypada z rynku pracy, przestaje funkcjonować społecznie i staje się wykluczony” – mówił dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii.

Ból pooperacyjny: leczenie dla komfortu i bezpieczeństwa

Jednym z ważnych tematów była chronifikacja bólu, czyli utrwalanie się bólu i przechodzenie bólu ostrego w przewlekły. Szczególne znaczenie ma tu leczenie bólu pooperacyjnego i pourazowego.

„Ból pooperacyjny jest głównym problemem subiektywnie zgłaszanym przez pacjentów, często większym niż nudności, wymioty czy inne dolegliwości po zabiegu. Leczymy go nie tylko po to, żeby poprawić komfort pacjenta, ale również dla jego bezpieczeństwa. Źle leczony lub nieleczony ból zwiększa ryzyko powikłań i może prowadzić do utrwalenia się bólu przewlekłego” – mówił dr Piotr Mieszczański z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak zaznaczał, ból musi być oceniany indywidualnie. Przy tej samej procedurze operacyjnej jeden pacjent może zgłaszać bardzo silne dolegliwości, a drugi znacznie mniejsze, dlatego analgezja pooperacyjna powinna być dobierana do potrzeb konkretnego chorego.

Eksperci wskazywali, że leczenie bólu pooperacyjnego wymaga także edukacji pacjenta jeszcze przed zabiegiem, wyjaśnienia planu leczenia i zmniejszenia lęku związanego z tym, co wydarzy się po operacji.

Samoleczenie i leki bez recepty

Znaczna część dyskusji dotyczyła leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty. Ich nadużywanie może opóźniać właściwe leczenie, zwiększać ryzyko działań niepożądanych i utrwalać problem bólowy.

Jak podkreślał dr hab. n. med. Jarosław Woroń, leki przeciwbólowe dostępne bez recepty powinny być stosowane wyłącznie w bólu incydentalnym i nie mogą być używane przewlekle. Pacjent często otrzymuje leki od lekarza, a jednocześnie sam stosuje preparaty OTC, przez co „leki zaczynają sobie przeszkadzać zamiast pomagać”.

Ekspert zwracał także uwagę, że wybór leku bywa wynikiem reklamy, a nie wiedzy medycznej. „To reklama najczęściej decyduje dziś o wyborze leku przeciwbólowego, a nie kryteria merytoryczne. Pacjent kieruje się promocją i przekazem marketingowym, często bez świadomości działań niepożądanych i ryzyka interakcji. To jest jeden z powodów, dla których problem samoleczenia bólu w Polsce jest tak duży.”

Dostęp do poradni leczenia bólu pozostaje nierówny

Dostęp do leczenia bólu zależy od regionu i możliwości konkretnej poradni. Jak zwracała uwagę dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu, w Polsce są województwa, w których nie ma ani jednej poradni certyfikowanej przez PTBB.

W tej chwili w Polsce mamy 10 województw z poradniami posiadającymi certyfikat Polskiego Towarzystwa Badania Bólu i 6 województw bez żadnej poradni certyfikowanej. Nie znaczy to, że w tych województwach nie ma poradni leczenia bólu, ale często zapewniają one tylko jedną albo dwie metody, na przykład samo przepisywanie recepty czy akupunkturę. Nie można mówić, że jest to leczenie bólu w sensie leczenia wielokierunkowego.”

Ekspertka podkreślała, że skuteczna opieka nad pacjentem z bólem przewlekłym wymaga farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, wsparcia psychologicznego i fizjoterapii. 

Podobny problem opisywała dr Kinga Olczyk-Miller, anestezjolog i specjalista medycyny paliatywnej, wskazując na sytuację w województwie pomorskim, gdzie spośród 11 poradni leczenia bólu z kontraktem NFZ dziewięć znajduje się w Trójmieście. „Oznacza to, że wielu pacjentów dojeżdża na konsultację dwie–trzy godziny w jedną stronę. Już sam dostęp do specjalisty staje się dla chorego ogromnym obciążeniem” – mówiła.

Problemem pozostaje także sposób kierowania pacjentów do poradni. Część chorych trafia do nich bez odpowiedniej diagnostyki, z ogólnym rozpoznaniem bólu, bez określenia jego przyczyny i bez wcześniejszych konsultacji specjalistycznych. W praktyce poradnia leczenia bólu zaczyna wtedy pełnić rolę diagnosty i koordynatora całego procesu.

Psycholog i psychiatra w leczeniu bólu

Przewlekły ból wpływa nie tylko na ciało, ale również na sen, emocje, poczucie sprawczości i relacje społeczne. Dlatego w modelu leczenia wielokierunkowego ważne miejsce zajmuje opieka psychologiczna.

„Psycholog w poradni leczenia bólu nie jest dodatkiem, tylko integralną częścią zespołu terapeutycznego” – mówił mgr Krzysztof Wesołowski, psycholog i neuropsycholog z Poradni Leczenia Bólu w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Ekspert zwracał uwagę, że wielu pacjentów trafiających do psychologa obawia się, że ich cierpienie zostanie potraktowane jako problem wyłącznie psychiczny. Dlatego jednym z pierwszych zadań jest wyjaśnienie, że interwencja psychologiczna nie polega na podważaniu bólu, lecz na pomaganiu pacjentowi w lepszym funkcjonowaniu z chorobą.

Na potrzebę włączenia wsparcia psychiatrycznego zwracał uwagę dr Piotr Wierzbicki, psychiatra i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Holistycznej. „Przewlekły ból niemal zawsze wpływa na funkcjonowanie psychiczne pacjenta. Dlatego uważam, że w leczeniu bólu przewlekłego czy medycynie paliatywnej konsultacja psychiatryczna powinna być standardem, ponieważ ból zmienia funkcjonowanie układów neuroprzekaźnikowych i bardzo często prowadzi do zaburzeń depresyjnych oraz lękowych” – mówił.
Brak szybkiego dostępu do leczenia może dodatkowo skłaniać pacjentów do samodzielnego poszukiwania ulgi, sięgania po leki bez recepty, a czasem także po alkohol, aby poradzić sobie ze snem i napięciem.

Opieka paliatywna to nie rezygnacja z leczenia

Osobnym wątkiem była rola opieki paliatywnej, szczególnie u pacjentów onkologicznych zmagających się z bólem i innymi objawami choroby. Prof. Wojciech Leppert, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, podkreślał, że wsparcie paliatywne powinno być wdrażane dużo wcześniej, niż dzieje się to obecnie w praktyce.

Ekspert zwracał uwagę, że jedną z barier jest lęk pacjentów przed samym pojęciem opieki paliatywnej i błędne przekonanie, że oznacza ona rezygnację z leczenia przeciwnowotworowego. „To nieprawda. Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że jest to postępowanie równoległe, które nie wyklucza dalszego leczenia onkologicznego” – mówił prof. Leppert.

Podobne obserwacje przedstawił lek. Wojciech Pałys, anestezjolog i kierownik Poradni Leczenia Bólu w Brzozowie. Wskazywał, że pacjenci często nie boją się samej pomocy, lecz nazwy: medycyna paliatywna czy hospicjum domowe. Jego zdaniem dla wielu chorych brzmi ona jak informacja, że kończy się leczenie.

„Tymczasem to nie jest koniec leczenia, tylko szersze wsparcie pacjenta” – mówił ekspert.

W opinii prof. Wojciecha Lepperta poprawę mogłoby przynieść silniejsze powiązanie opieki paliatywnej z leczeniem onkologicznym już na poziomie organizacyjnym, tak aby w każdym ośrodku onkologicznym była dostępna poradnia medycyny paliatywnej.

Ból nie może być „niczyj”

Eksperci zwracali uwagę, że nawet najlepsze leczenie nie przyniesie efektów, jeśli pacjent pozostaje w systemie bez koordynacji opieki, długo czeka na konsultacje lub trafia od specjalisty do specjalisty bez jasnego planu leczenia

Dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii, wskazywał na potrzebę stworzenia oddziałów referencyjnych leczenia bólu dla pacjentów wymagających szybkiej diagnostyki i skoordynowanej opieki. Jak podkreślał, „pacjent w kryzysie bólowym nie wymaga kolejnej recepty”, lecz miejsca w systemie, które „przejmie za niego odpowiedzialność, postawi diagnozę, ustabilizuje stan chorego i przekaże go dalej, już z konkretnym planem leczenia”. W przeciwnym razie, jak zaznaczał, chory „krąży między poradniami, SOR-em i kolejnymi specjalistami”. 

Do potrzeby stworzenia takich ośrodków odnosiła się również dr n. med. i n. o zdr. Marzena Magdalena Domańska-Sadynica, założycielka Fundacji Eksperci dla Zdrowia, wskazując, że środowisko od lat postuluje powstanie oddziałów leczenia bólu. Wstępna koncepcja pilotażu obejmuje cztery ośrodki – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu – które miałyby zapewniać kompleksową opiekę pacjentom z najtrudniejszymi problemami bólowymi.

Pacjent niewidzialny

W wypowiedziach ekspertów powracał obraz pacjenta, który przez miesiące lub lata szuka pomocy, przyjmuje kolejne leki, czeka na konsultacje i stopniowo traci sprawność, pracę oraz poczucie wpływu na własne życie.

W poradniach leczenia bólu obserwujemy nie tylko degradację ciała, ale często całkowity rozpad życia człowieka. Pacjenci przestają być zdolni do pracy, nie są w stanie realizować swoich pasji, pogłębiają się zaburzenia depresyjne i lękowe” – mówiła dr Kinga Olczyk-Miller.

Ekspertka wskazywała także na bariery systemowe, w tym brak formalnej ścieżki kształcenia lekarzy w medycynie bólu. W Polsce nie ma uznanej specjalizacji z tej dziedziny ani oficjalnego programu szkolenia państwowego, choć od lekarzy oczekuje się zaawansowanej wiedzy interwencyjnej, umiejętności wykonywania zabiegów i zarządzania skomplikowaną farmakoterapią.

Według dr Olczyk-Miller ograniczony dostęp do psychologa, fizjoterapii, diagnostyki czy odpowiedniego wyposażenia poradni nie oznacza realnych oszczędności dla państwa. Generuje koszty w postaci rent, utraty ludzi na rynku pracy, leczenia powikłań źle prowadzonych terapii przeciwbólowych i narastających problemów psychicznych pacjentów.

Na problem niewidoczności osób żyjących z przewlekłym bólem zwracała uwagę również dr Marzena Magdalena Domańska-Sadynica. „Pacjent z bólem przewlekłym często jest pacjentem niewidzialnym – zostaje w domu, nie pracuje, nie ma siły mówić o swoich problemach. Dlatego chcemy głośniej mówić o bólu i sprawić, żeby ten temat został wreszcie zauważony.”

Wśród postulatów wskazywano m.in. edukację pacjentów dotyczącą bezpiecznego stosowania leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, profilaktykę bólu przewlekłego, szybszy dostęp do poradni leczenia bólu, rozwój poradni wielokierunkowych, włączenie psychologa, psychiatry i fizjoterapeuty do standardu opieki, uruchomienie oddziałów referencyjnych oraz opracowanie jakościowych standardów dla procedur interwencyjnych.

Jak podkreślała dr Domańska-Sadynica, leczenie bólu nie może ograniczać się wyłącznie do kontaktu pacjenta z lekarzem. „Potrzebujemy więcej wielokierunkowych poradni leczenia bólu, w których pacjent ma dostęp nie tylko do lekarza, ale również do psychologa, rehabilitacji i opieki pielęgniarskiej. Leczenie bólu musi być interdyscyplinarne – inaczej nie będzie skuteczne.

Jednocześnie profilaktyka bólu przewlekłego nie może być sprowadzana wyłącznie do odpowiedzialności pacjenta. Wymaga systemu, który pozwala szybko rozpoznać problem, zapewnić dostęp do właściwego leczenia, specjalistów i koordynowanej opieki, zanim ból stanie się przewlekły i znacznie trudniejszy do opanowania.

Źródło: Artykuł opracowano na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”, która odbyła się 11 maja 2026 r. w Sejmie RP. Projekt został objęty honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. 
6 lipca 2023 roku projekt nowelizacji ustawy refundacyjnej przeszedł pierwsze czytanie w Sejmie. Kolejnym etapem prac jest drugie czytanie zaplanowane najpewniej na 11 lipca br. Pracodawcy sektora farmaceutycznego apelują o wykreślenie z projektu nowelizacji ustawy refundacyjnej przepisu umożliwiającego ministrowi zdrowia obejmowanie refundacją i regulowanie cen leków dostępnych bez recepty.
 
Komentarz Związku Przedsiębiorców i Pracodawcó ZPP:

W ustawie refundacyjnej pojawia się niebezpieczny zapis objęcia refundacją i możliwość regulowania cen leków, które są dostępne bez recepty. Zapis budzi spore obawy pracodawców sektora farmaceutycznego, ponieważ ceny leków refundowanych w Polsce są jednymi z najniższych w państwach członkowskich Unii Europejskiej. W związku z tym objęcie refundacją tego typu leków oznaczałoby narzucenie jeszcze niższej ceny niż obecna rynkowa.

 
Wprowadzenie refundacji na leki bez recepty stanowiłoby swego rodzaju novum dlatego wymaga szczegółowej analizy kosztów – nie powoduje tylko dopłaty państwa do zakupów leków OTC przez pacjentów, ale równocześnie zmniejsza fundusze na refundację.
 
Efektem wprowadzenia refundacji, produkcja leków OTC stałaby się całkowicie nierentowna, a rynek krajowy zostałby w pełni zdominowany przez najtańszy produkt oparty na tej samej substancji najpewniej pochodzenia azjatyckiego, co w sytuacjach kryzysowych jakie ostatnio znamy (pandemia; wojna) nie gwałtowałoby bezpieczeństwa lekowego w Polsce. W tym przypadku lepsze jest zachowanie konkurencji na rynku w obszarze leków OTC i nie regulowanie ich cen. Idąc dalej zaprzestanie produkcji leków bez recepty przez krajowych producentów może wpłynąć na obniżenie rentowności przedsiębiorstw i zwolnienia pracowników krajowej branży farmaceutycznej.
 
Dodatkowo wydawanie środków NFZ na refundację leków bez recepty, kosztujących średnio kilkanaście złotych oraz dostępnych w sytuacji, kiedy wiele droższych terapii ordynowanych na receptę czeka na refundację budzi spore wątpliwości. Pacjenci z własnej kieszeni wydają na leki na receptę, które nie są dziś refundowane w Polsce aż 9,53 mld zł i to właśnie te leki trzeba dołączyć do systemu refundacji.
 
Apelujemy do ustawodawcy o wykreślenie przepisu, który będzie miał niekorzystny wpływ na kondycję ekonomiczną tego sektora, kierując się rozwojem przemysłu farmaceutycznego
w Polsce zwiększającego poziom innowacyjności naszej gospodarki i generującego dobrze płatne miejsca pracy.
 
 
źródło: ZPP